Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Sto lat, sto lat,
Niech żyje, żyje nam!
Dajcie spokój, no!
Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam.
Przecież wszyscy się gapią.
Jeszcze raz, jeszcze raz,
Niech żyje, żyje nam!
Niech żyje nam!
Dzięki.
- A kto? - Sergiusz!
Dzięki.
Niech mu gwiazdka pomyślności
nigdy nie zagaśnie!
Sergiusz, Sergiusz, Sergiusz!
To Damon. Jak Matt Damon.
Ten aktor z Ameryki.
Damon uważa, że jest do niego podobny.
W sensie do Damona.
No nie jest.
Czego można życzyć facetowi, który ma wszystko.
Łamacz serc niewieścich.
Obrońca słabszych i wzór do naśladowania.
Taki jesteś. Na larpie.
- Teraz tylko przenieś to do życia. - Dzięki, Damon!
Serek! Co ja ci tu będę...
A to Kostka.
Oprócz fantasy jest także fanką science fiction.
Raz namówiła nas na larpa w uniwersum Star Treka.
Ale salon jej rodziców średnio nadawał się na mostek Enterprise.
Oberwaliśmy! Trzymajcie się!
Dif-tor heh smusma, po prostu.
Jak mawiał Spock.
Dzięki, Kostka.
No i Goliat. Człowiek bez twarzy.
Twierdzi, że taki się już urodził.
Ma-ma.
Wtedy jeszcze był gadułą.
Teraz waży każde słowo.
Dzięki, Goliat.
Nie!
Kolekcjonerka!
Przecież premiera dopiero za tydzień!
Myślałem, że kupię ją dopiero na spotkaniu z Lacroix!
Podobno w tej części Volenkrantz ma uwolnić Tutu z niewoli Hudonów.
- Ej, no! - Sorry, no.
Starałem się unikać spojlerów,
ale i tak mi coś wpadło w oko na grupce.
W ogóle Tutu w niewoli Hudonów posiadł skill bilokacji.
Jak się go rozsierdzi...
Ale dzisiaj na rekord szedłem. Ośmiu utłukłem.
Ta, siedmiu! Ostatni był mój.
Jak twój, ja go kosturem tak dojechałem, że...
E, łajzy! Żryjcie to!
A to Gonzo.
Niestety chodzi z nami do klasy.
Jest synem lokalnego barona ceramicznego
i sponsora szkolnego szkieletarium.
Ojciec Gonza sprzedaje kubki ze śmiesznymi napisami.
Przynajmniej oficjalnie.
Podpatrzył to rzucanie jedzeniem w amerykańskich filmach
i uznał, że to zabawne.
Sam żryj to!
Chodu, chodu!
Mam was.
Łajzy!
Jesteście aresztowani za bycie frajerami.
Przestań się wygłupiać, to nie zabawka.
A, no tak. Jest jeszcze moja rodzina.
Bardzo zimne.
Fajne, nie?
Ostatnio, jak was rozwoziliśmy to tego nie było.
- Czy było? - Nie, nie, nie, proszę pana.
- Chłopaki! - I dziewczyny!
I dziewczyny, jasne.
Musicie przestać się tak dawać.
Bo ten mundur to jest święta rzecz.
I ja nie mam zamiaru ścigać w nim gówniarzy za rzucanie garmażerką.
- No szanujmy się, panowie! - I panie.
I i panie. No błagam!
My tu mamy poważne śledztwa na głowie.
A jakie?
Tajemnica służbowa.
Właśnie.
Wstawaj, młody! Idziesz z Daisy.
Czemu zawsze ja?
Nie pyskuj!
Buch!
Szerzej łapy, szerzej łapy, Remek!
No. I dobrze.
Teraz to świat i ludzie.
Serek!
Wyprowadź to psisko, bo już piszczy pod drzwiami, no.
Dobrze, dawaj.
Serek, bo mnie szlag trafi zaraz normalnie!
Dzięki, Serek, jesteś najlepszy!
Daj mi się ubrać, dobrze?
Dawaj!
Dobrze.
A teraz na jednej. Na jednej!
Żart.
No!
Sikaj!
Kogo my tu mamy.
Raban Sergiusz, zapraszam delikwenta do odpowiedzi.
Baczność!
Strefy zbiorników wodnych na dobry początek, raz, dwa.
Strefy zbiorników wodnych?
To dzielimy je na...
No, są takie podgru...
Wstają!
Nie trzeba, panie Fabianku.
Siadajcie, dzieci.
Chciałam wam kogoś przedstawić.
Helenka właśnie przeprowadziła się do naszego miasta
i mam nadzieję, że okażecie jej naszą słynną gościnność.
Siadaj, Raban! Bania!
Z taką zawiechą tobyś za długo na froncie nie pociągnął.
No offense!
Ale taka jest prawda.
To co?
Znajdzie się ochotnik na wymienienie mi tu elegancko
stref zbiorników wodnych, raz, dwa?
Czy jedziemy po kolei?
Czemu to zawsze musi być jakieś...
Jedzenie.
Wiem, że jedzenie, proszę pani, ale...
zapytałem się, co konkretnie dziś na ciepło.
Kotek! Hamburger, frytki, zapiekanka,
pepperoni i pieczarka.
To... pepperoni.
Albo nie, pieczarka.
Albo dzisiaj tylko hot dog.
Kotek... ty sobie jaje robisz?
Przepraszam, pani Wando!
Już nie będę nic zmieniać, tylko hot dog.
Pięć złotych.
Za minutkę będzie gotowe.
Dobrze, dziękuję.
Kto następny!
- Hej. - Hej.
Jestem Helena.
No wiem.
A ty?
Co?
Ja...
...Helena.
Ty...
A, Jezu! Boże, sorry.
Sergiusz. Jestem Sergiusz.
Sergiusz.
- Tak. - Ładnie.
Czy ja wiem, czy ładnie.
Hot dog! Hot dog, raz!
A, to mój, czekaj!
Zimny w środku.
A ty nic nie zamawiasz?
Nie, nie jestem głodna.
Poszłam tylko na zwiady.
Próbuję ogarnąć, gdzie co jest.
To nasz sklepik. To już wiesz.
Tu możesz pograć w piłkarzyki, a tam możesz pograć w pingla.
Grasz w pingla?
Nie przejmuj się.
Gonzo naoglądał się filmów z walką na żarcie.
Naprawdę, to nic. Oni tak zawsze.
To moje najlepsze spodnie.
Który to?
Gonzolewicz!
Mam przeczucie graniczące z pewnością,
że maczałeś w tym swoje paluchy.
Co, ja? Zawsze ja! To nie ja.
- Jak nie ja, jak ty? - No nie ja, no.
Nie ty?
A pamiętasz,
że jak gwizdnąłeś szkolnego marabuta,
to obiecywałem ci, że jeszcze jedna taka bonanza i lecisz ze szkoły?
- Nie no, ale jak, no? - Tak no. Zapraszam...
na spacer do dyrektorki.
Przepraszam, bo ja wiem, kto to zrobił.
No to proszę, zamieniamy się w słuch.
To był on.
Sergiusz.
- Do widzenia, pani dyrektor. - Do widzenia.
Czy ja wyczuwam Obsession Calvina Kleina?
To Biały jeleń, synu. Ręce z kieszeni!
Ale z tej nowej łajza, co nie, Serek?
Żeby tak niewinnemu człowiekowi
życiorys złamać fałszywymi oskarżeniami.
A to... wszystkie musisz dzisiaj wypucować?
Wszystkie.
A może mógłbyś się dogadać, że dzisiaj szorujesz tylko
kurę i wiewiórkę, a psa zrobisz jutro?
Jak chcesz, to idź sam negocjuj ze Sznaucerką!
Ja ci tylko radzę, żebyś się na Lacroix wieczorem nie spóźnił.
Niespodzianka!
Urodziny miałem w zeszłą sobotę i już myślałem, że zapomnieliście.
Jak widzisz, pamiętamy!
Sto lat, sto lat
Niech żyje, żyje nam!
Zdrowia, zdrowia i jeszcze raz pieniędzy.
Niech żyje nam!
Dzięki.
Dziękuję. Bardzo ładne...
Co to jest?
No jak?
Pokaż to, młody.
No, pokaż, pokaż.
Szczęka, przecież!
Na te twoje taekwondo.
Taekwondo?
Ale to nie ja taekwondo, tylko Remigiusz taekwondo.
Remigiusz taekwondo.
Muaj taj.
Proszę.
Masz.
Kalendarz.
Kalendarz.
Taki planer policyjny.
Otwórz.
Sergiuszowi, tata.
Schowaj sobie to.
Dla ciebie.
Dzięki.
Dla Damona.
Demona jak upiór?
Nie, nie, nie. To częsty błąd.
- Nie demon, tylko Damon. - Aha.
Jak Matt Damon.
Okej.
Kostka. Dla Kostki.
Siedemnaście lat. Piękny wiek, co nie, Hubercik?
Zobaczysz. Po szkole kilka tygodni w prewencji,
potem cię ojciec na posterunkowego weźmie.
Nawet nie wiesz, kiedy ci te 15 lat do emerytury zleci.
A jak się przysłużysz ojczyźnie,
to i przy salwie honorowej cię pochowają.
Wuja, jak on kiedyś jakiś mundur założy, to chyba elfa!
Ty, dobra już. Nie zaczynaj znowu, dobrze?
A co?
A nic tam, biegają sobie po lesie tam, bawią się.
No właśnie nie do końca jest tak, że biegamy, tato.
Tylko, jakby...
Dostajemy od mistrza gry, specjalne listy fabularne,
na podstawie których budujemy pełnokrwiste postaci.
I się potem w nie wcielamy, czasami nawet trzy doby pod rząd.
Walczymy, spiskujemy, to wszystko jest...
Ja też kiedyś się bawiłem w takie rzeczy.
Tak?
To się nazywało podchody kiedyś.
Jeżeli dobrze zrozumiałem.
No, niezupełnie.
Dobra, słuchajcie! Jest jeszcze druga okazja do świętowania,
o której może nie wszyscy wiedzą.
Otóż, Remigiusz ostatnio dostał
nagrodę komendanta.
No, ale to przecież ty jesteś komendantem.
No daj dokończyć, dobrze?
Remigiusz wykazał się niezwykłą czujnością.
Zresztą opowiedz wujowi sam!
7-9-1-1, mamy tutaj 3-9-5 w kwadracie alfa,
tam przy ślizgawce Odbiór!
Tutaj Zenon Urszula Cecylia Henryk, 1-1-2 zgłasza się.
Udaję się na miejsce zdarzenia.
Ale ta ślizgawka to od strony śmietników czy tej dużej wierzby?
Wierzby. Bez odbioru.
W takich chwilach jak ta mam ochotę podziękować Kozakom,
że wygonili babcię Lacroix z Odessy i osiadła dopiero tu.
Gdyby nie oni, nie stałbym teraz w naszej bibliotece
w Domu Kultury Zygzak w kolejce do Louisa Lacroix.
Największego pisarza świata.
Urodził się i wychował w naszym miasteczku.
Jako jedyny mieszkaniec tego regionu
osiągnął taki sukces i ogólnoświatową rozpoznawalność.
Ale mój ojciec, który siedział z nim w szkolnej ławce, twierdzi, że to...
Wyjątkowy jełop, pozer
i bumelant.
A takie książki to by i małpa napisała.
Pewnie mu zazdrości.
Lacroix to najlepszy człowiek na świecie.
Jest literackim magnatem.
Doskonałym kochankiem.
I niepokonanym wojownikiem.
Tak przynajmniej wynika z jego trzech oficjalnych biografii.
Dziękuję.
Dla Sergiusza.
Jedziemy do hotelu.
Ale proszę, chociaż jeszcze ja.
A to innym razem. Ja mam teraz medytację.
Ale...
Mistrzu!
Mistrzu!
Mistrz, poczeka, bo...
My tylko chcieliśmy mistrza zaprosić na naszego larpa w majówkę.
Skoro mistrz i tak jest już na tournée po Europie.
My dopiero raczkujemy.
Jeszcze nie mamy za dużo profesjonalnych strojów i...
Właśnie widzę.
Zresztą... W kwestii zaproszeń tu macie wszystko.
Ceny w dolarach kanadyjskich.
Ty, on chce od nas pięć koła za event!
Jak pięć koła?
No, normalnie pięć koła w dolarach kanadyjskich.
Za co?
Za larpa, ty tępa pało! Zaprosić go przecież mieliśmy.
Dobra, nie ma co tu sterczeć. Chodźcie na górkę to przegadać.
Idziesz, Serek?
No. Zaraz was dogonię.
Tylko... coś ogarnę.
Słuchaj no, młoda damo!
Co ty sobie wyobrażasz, że co?
Że możesz przyjechać do naszego miasta,
Bóg jeden raczej wiedzieć skąd. Wejść z butami w moje życie,
namieszać mi w głowie, a potem publicznie mnie zdradzić?
A to co to, to nie, tak się nie będziemy bawić!
No, co? Masz coś na swoje usprawiedliwienie?
Mam.
To zamieniam się w słuch.
Masz niesamowity tors.
Sergiusz?
Słuchaj no, młoda damo!
Przepraszam.
Co?
No... chciałam cię przeprosić.
Jakoś tak głupio wyszło.
No, trochę.
Po co się w ogóle w to mieszałaś?
Szkoda mi się go zrobiło.
Gonza?
No.
Ty tutaj na Lacroix przyszłaś?
Nie.
Przyszłam na... po książki.
Na sprawdzian u Kerna.
Mogę ci ponieść kilka, przecież widzę, że ci ciężko.
No, ciężko.
Ciężko to było rozwalić taranem bramy grodu Sigmarytów.
Nie wiem, o co ci chodzi, ale mój tata robi bramy.
Dla Sigmarytów?
Nie, chyba nie.
Ostatnio robił dla straży pożarnej.
Spoko.
A twoja mama?
Też robi bramy?
Wręcz przeciwnie.
Czyli co?
Burzy bramy.
Nie.
No co? Powiedz.
Nie, bo będziesz się śmiał.
No obiecuję, że nie.
- Na pewno? - Słowa łucznika.
No dobra.
Moja mama wydaje atesty zjeżdżalniom wodnym.
Widzisz, mówiłam.
Nie no, ja się nie śmieję,
bo to jest bardzo ważny i pożyteczny zawód.
Raz sobie nawet zdarłem kąpielówki na dupie
na zjeżdżalni w aquaparku. I gdzie wtedy była twoja mama?
Zejdźmy z mojej mamy, a dla odmiany pośmiejemy się z twojej.
Co robi?
No, teraz to już nic, no.
Nie żyje.
Jezu, przepraszam.
Co się stało?
A nie będziesz się śmiać?
Co? Jak śmiać?
Co się wydarzyło?
Mój ojciec dał jej nietrafiony prezent na rocznicę ślubu.
Skok ze spadochronem.
To było pięć lat temu. Już się przyzwyczaiłem.
Nie no, naprawdę, to nic takiego. Chodźmy.
- Nie, ale ja tutaj. - A, okej.
- Fajnie było. - No, nie najgorzej.
To dasz mi?
Książki.
A, no tak, książki.
Przecież.
- Dzięki. - Nie ma za co.
Będę lecieć.
Pa.
Jakbyś potrzebowała pomocy z...
Jakbyś potrzebowała pomocy z odniesieniem ich, to dawaj znać.
Będę pamiętać.
Trochę się na ciebie naczekaliśmy.
Myślałem, że już śpisz.
A ja myślałem, że ty nie uciekniesz
z urodzinowego przyjęcia, które ci zorganizowałem.
Dobra. Przepraszam, tato. Wiem, że się starałeś,
ale dzisiaj było to spotkanie z Lacroix,
i bardzo mi na tym zależało.
A Louis Lacroix!
Ja nie wiem, skąd on sobie to Lacroix wymyślił.
To jest zwykły Leszek. Lechu Bąk się kiedyś nazywał.
I dla twojej informacji, to był wyjątkowy jełop, pozer i bumelant!
A takie książki...
...to i małpa może napisać.
- To mogę iść już spać? - Co to, to nie, bratku.
Ja nie po to wczoraj wysyłałem patrol do cukierni,
żebyś ty teraz spać chodził.
Wstawaj młody, bo się Daisy zleje.
Mówiłeś, że teraz twoja kolej.
Nie pyskuj!
Co ty się tak na nią lampisz?
Nie lampię się.
Czemu w końcu nie dołączyłeś do nas wczoraj po bibliotece?
Dzwoniliśmy, pisaliśmy.
A bo miałem jeszcze taką jedną sprawę.
Bez jaj, Serek!
Co?
Przecież widzę. Nie gadaj, że lecisz na laskę, która zrobiła ci przypał.
Ogarnij się.
Co ty gadasz w ogóle, daj jej spokój!
Wszystko sobie wczoraj wyjaśniliśmy.
Wczoraj!
Spotkałeś się z nią i dlatego nas olałeś?
No nie do końca tak było, ale pogadaliśmy.
I okazało się, że ona jest naprawdę dowcipną, miłą...
Helena.
Niby dzień jak co dzień, ale dzisiaj boli jakoś bardziej.
Co się z tobą dzieje, Sergiusz? Ostatnio cały czas o tobie słyszę
i wcale mi się nie podoba to, co słyszę.
A to spodnie Kerna, a to pucowanie pupili,
a to jakieś rzucanie jedzeniem, a to tamto, a to siamto.
No ale jakie siamto, pani dyrektor?
Przecież ja nic nie zrobiłem.
No to kto zrobił?
No chyba nie jesteś aż taką niemotą, żeby wywalić na siebie obiad.
A może właśnie jestem taką niemotą, żeby wywalić?
Bo skoro wszyscy mówicie, że jestem, to może ja rzeczywiście jestem.
Łajzą, łamagą, przegrywem, niemotą.
No kim jeszcze jestem?
Dobrze, Sergiusz, wystarczy.
- Uspokój się. - Nie!
Właśnie się nie uspokoję!
O, kawalerze! Tak rozmawiać nie będziemy!
W nagrodę zapraszam cię do szkolnego szkieletarium.
Eksponaty wymagają dokładnego szorowania.
No i bardzo dobrze.
Albo nie. Bardzo źle.
Nie mogę. Dzisiaj mam larpa.
Masz...
...to ty wyszorować szkielety! Bez dyskusji!
Tak?
Wiesz co?
Przekonałeś mnie.
Idź na tego larpa i baw się dobrze.
A szkielety ja sama wyszoruję. Co mam innego do roboty?
W domu i tak upiłabym się z samotności, ryczałabym w poduszkę.
Sergiusz?
Sergiusz!
Co tu jeszcze robisz?
Hej.
Czego chcesz?
Masz chwilę?
A co? Chcesz we mnie jeszcze czymś rzucić?
Nie, chcę pogadać.
Ale ja nie chcę.
Dzięki, że mnie nie wsypałeś.
To wszystko?
Przepraszam za tego burgera.
Kazali mi rzucić, ale celowałam obok.
I musiałaś ich posłuchać?
- Musiałam. - Niby czemu?
Bycie mną się nie sprawdziło w przednim mieście.
Więc pomyślałam sobie, że...
skoro i tak przeprowadzam się do nowego świata i...
mogę zresetować swoją postać,
wymyślić się na nowo tak, żeby nie bolało,
no to czemu z tego nie skorzystać?
To tyle?
Co?
W sensie, czy skończyłaś, bo mam jeszcze tygrysa do wyszorowania.
No, skończyłam.
No to na razie.
Na razie.
Tato!
Czekaj, nie teraz!
Pomożesz mi?
No chodź, siadaj, pooglądamy.
Nie mogę, jestem już spóźniony. Podwieziesz mnie na larpa?
Z tego, co wiem, to nikt rycerzy na bitwę nie podwoził służbową furą.
- Tato, oni już tam grają, no. - Ale zobacz, jak tu grają.
Proszę cię.
Jak ja cię o coś proszę, to nigdy nic nie możesz.
Dobra, nieważne.
O, hejka!
Nie, wy już zabici?
O co wam chodzi, no?
Obroniłeś kiedyś wieżę oblężniczą bez łucznika?
Sorry, przyjechałem jak najszybciej mogłem.
Przecież wiecie, że sznaucerka mnie władowała w szkielety.
Ona cię władowała czy sam się władowałeś?
Gdybyś nie krył tej laski, byłbyś na czas.
Masz naszą krew na rękach. Kumasz, typie?
Kumam, ale to nie jest takie proste, no!
Ale się kolejka do odrodzenia zrobiła. Masakra!
Dobra, to teraz jesteś rzezimieszkiem.
- O! - Wracaj na grę!
No i fajno.
Następna!
Trochę sobie poczekamy.
Goliat, wyrwiesz mi teraz tego kleszcza?
Jeszcze tu jesteś?
Goń się, Serek!
W karczmie to się nawet nie pokazuj.
Dobra.
I tak mam to gdzieś.
- Wojowie! - I wojowniczki!
I wojowniczki, jasne.
Będę mówił krótko, żeby nie zabierać nam zabawy,
ale sprawa jest najwyższej wagi, niecierpiąca zwłoki.
Majówka coraz bliżej.
A jak majówka, to larp Krwawej pochodni zaklętej czaszki!
Jak już pewnie słyszeliście, pojawiła się niepowtarzalna szansa,
aby w naszej rozgrywce wziął udział genialny umysł,
który dał światu sagę Krwawej pochodni zaklętej czaszki.
Niech żyje Lacroix!
Niech żyje! Niech żyje! Niech żyje!
Ale żeby to się udało,
musimy najpierw sięgnąć do naszych sakw.
Ale czymże dla nas jest 5 tysięcy dolarów kanadyjskich,
czyli w przybliżeniu na dzień dzisiejszy 14893,67 zł,
wobec możliwości rozegrania rozgrywki z twórcą universum!
Ale, że co?
Sraj hajs, typie!
To, to, to!
Pozwólcie, że ja jako pierwszy wysram się z hajsu.
No i teraz wy.
Kapela, grać!
Helena?
Czekaj!
Co tu się w ogóle dzieje? W sensie...
Ty... na larpie...
...orkiem?
Ja chyba zawsze byłam orkiem.
- Ała! - Sorry.
Przepraszam cię.
Czekaj, zdejmę to, bo to jest dziwne.
Wojowie!
Jedyne, czego musimy się bać, to sam strach.
Wojna już się rozpoczęła.
Wichura, która idzie do nas z północy,
przyniesie do naszych uszu gromki szczęk broni.
Do broni więc! Wszyscy!
Wszyscy!
Nie uwierzycie, kto tu jest.
Słyszeliście coś, czy to wiatr pierdzi?
Ej, wy dalej! Dajcie już spokój, no!
Tak, to wiatr.
O co wam chodzi? Przecież was wczoraj przeprosiłem już.
Ale nie chodzi tylko o wczoraj, ty se grabisz już od jakiegoś czasu.
Totalnie ci odbiło, od kiedy ta laska się tu przeniosła.
Odbiło? Ludzie, przesadzacie!
Nie, to ty przesadzasz. Już kilka razy pokazałeś,
jak bardzo masz nas w dupie, no to teraz my mamy ciebie.
Wiecie co? To ja mam was w dupie.
Nie wiem, co powiedzą inni, ale co do mnie, to...
Dajcie mi wolność!
Albo dajcie mi śmierć!
Nie wiem, mamo, co musisz teraz kliknąć,
jak ci poznikało wszystko.
No bo skąd mam wiedzieć, jak tego nie widzę!
Nie denerwuję się, tylko jestem w pracy.
Tak, to jest praca.
No to jest prawdziwa praca, tak.
Muszę kończyć, mam klienta.
A ty już martwy od rana.
Potrzebuję nową postać.
Ale możesz się odrodzić znów jako elficki łucznik.
Tyle że będziesz ciężko ranny i będziesz musiał znaleźć medyka.
Nie chcesz?
Nie.
No, mam lepszy pomysł.
Hejka!
Przysłał mnie do was z punktu odrodzenia i powiedział,
że mam być z wami na bitwie. No to jestem.
Słuchaj, no ale my mamy już wszystkie stanowiska obstawione.
Taktyka opracowana, przećwiczona na tip-top.
Też boimy się szpiegów, wiesz, tak że...
- Wydupiaj stąd. - O, właśnie.
Hej, ale ja muszę być z wami, no!
Co ty tu robisz?
Wszędzie cię szukałem.
Zniknęłaś rano
i myślałem, że to wszystko to był jakiś sen czy coś.
Nie, nie sen.
Chyba po prostu bałam się, że ktoś wejdzie do namiotu.
Sama nie wiem, to nie jest dla mnie naturalna sytuacja.
Nie no, dla mnie też. Ale...
...chyba...
...było miło, co?
No tak, tak, jasne, że tak.
W ogóle chciałem powiedzieć ekipie o tym, że tu jesteś,
ale nie chcieli mnie słuchać, więc pomyślałem, że może...
Sergiusz, może zwolnij trochę.
Co?
No nie wiem,
jakoś dziwnie się czuję.
Chcesz mnie przedstawić swojej ekipie jako...
...kogo właściwie?
- Twoją dziewczynę? - Nie no, jasne, że nie.
Chociaż...
A co?
- Wstydzisz się mnie? - Co? O co ci chodzi?
Może na chwilę przystopujmy, co?
Bo zaczynam myśleć, że trochę nas poniosło.
No wiesz co, chyba tak.
No chyba tak.
Muszę lecieć, na razie.
Serwus, Serek!
Co tam dzisiaj w menu?
Nigdy już tam nie wrócę.
To był mój ostatni larp, przysięgam.
Jesteście świadkami, jak coś.
Co jest? Coś nie pykło?
Najlepsi przyjaciele wbili mi nóż w plecy, to nie pykło.
Tak już jest ten świat urządzony, Serek. Przyzwyczajaj się.
No to ja nie rozumiem świata. Nie rozumiem kobiet.
Uuu, poważny temat.
No dawaj, sypnij trochę karmy i pogadamy na spokojnie.
- Dlaczego one są takie trudne? - Znam ten ból aż za dobrze, Serek.
Kiedyś poznałem jedną flądrę. Dałbym sobie za nią płetwę uciąć.
Wiesz co? Teraz bym, kurka wodna, nie miał płetwy.
Dobra, już wystarczy! Całe akwarium rzyga tą historią.
Kopnęła go w dupę, poszła z innym. Tyle w temacie.
A właśnie nie wiem, czy ona mnie kopnęła, czy ona mnie jednak lubi,
czy ona się mną bawi po prostu i ja tracę czas.
Już tłumaczę, tracisz czas.
Nie słuchaj tego mąciwody, Serek. Kochasz ją?
No nie wiem. Chyba za wcześnie jest.
Kochany, w miłości nie ma za wcześnie.
Pocą ci się dłonie, jak z nią gadasz?
- No pocą. - Masz mokre sny, opowiedz?
Nie słuchaj go, Serek. Masz motyle w brzuchu jak ją widzisz?
- No mam. - No to ją kochasz i nie pitol!
Myślicie?
Wiem, a jak ją kochasz, to nie ma bata. Musisz o nią walczyć.
To dasz nam wreszcie to żarcie?
A, tak. Już wam daję, sorry.
Dzięki, Serek. Jesteś najlepszy.
I po gazeli.
Ciekawe, jakby z rusztu smakowało, co?
Co ty robisz?
A, nie mam jutro służby,
to walimy o świcie z wujem na polowańsko.
Może coś niecoś uda nam się strzelić na grilla.
Ja bym się na twoim miejscu na ten świt nie nastawiał za bardzo.
Dobra, już nie sraj żarem, dobrze?
Trzy budziki mam nastawione na 4:00.
W razie "W" oficer dyżurny będzie dzwonić punkt 4:30.
Za 10 piąta przyjeżdża wujo, to będzie trąbić jakby co.
No rozumiem, a...
Nie możesz jeszcze tego jakoś odkręcić?
Żebym ja ci zaraz łba nie odkręcił.
Co jest?
No...
No mówże, bo zaraz muszę wstawać, a jeszcze nie śpię nawet.
No, nie możecie popolować popołudniowo, na przykład?
Bo jutro musimy się rano razem stawić u dyrektorki.
Zapomniałem ci powiedzieć.
Popołudniowo, na dzika? Co ty, niepoważny jesteś?
To co zrobiłeś?
Nic nie zrobiłem, ale dyrektorka myśli,
że to ja przykleiłem Kerna do krzesła
i że ja rzucałem jedzeniem.
A wczoraj, że narysowałem Ausztolowi celowniki na okularach.
- Co ci do łba strzeliło? - No nic, po prostu...
wziąłem na siebie winę za...
...dziewczynę, za koleżankę z klasy.
Aaa!
No to tak do mnie mów!
To jak dziewczyna, to jest całkiem inna rozmowa, no to...
To zaproś ją kiedyś na obiad.
- Coś ugotuję. - Helena to jest zwykła koleżanka.
Już nie ciskaj tak, no.
Jak trzeba, to pójdziemy do tej twojej szkoły.
Tylko muszę w parę miejsc podzwonić, żeby budzenie poprzesuwać.
Co nic nie mówisz?
Musiałeś tak w tym?
A jak inaczej?
Za pół godziny wujo mnie odbiera i walimy prosto do lasu.
Czekaj.
Co zaś?
Nie obraź się, to nawet nie chodzi o ten strój, tylko...
Co?
No przypał tak z ojcem!
To co, ja mam teraz oknem wleźć?
Czy podkop zrobić, czy co?
Wystarczy, że chwilę po mnie wejdziesz.
Po prostu...
Co?
Dobra.
Szoruj już. Zajaram i będę.
Dzięki.
Momencik!
Proszę.
Dzień dobry.
Dzień dobry.
Wiola?
Witaj, Hubercie!
- Wioluchna! - Ciekawa kreacja.
- A ty nie w Rajchu? - Nie, już od kilku lat nie.
To wy się znacie?
- Przelotnie. - Na wylot.
Synu,
ja z panią, tutaj dyrektorką,
obecnie Sznaucer, kiedyś Chrupała,
to my się znaliśmy jak byliśmy niewiele starsi od ciebie.
- Wyobrażasz to sobie? - Wolałbym nie.
Dawno i nieprawda. Siadajcie.
A ty się, Wiola, nic nie zmieniłaś.
A nawet wręcz powiedziałbym,
że to, że ci przybyło tu i ówdzie, to jest...
zdecydowanie in plus.
Małżonek musi być... zadowolony.
To może ja już pójdę, co?
No bo chyba jakiś małżonek jest.
Był.
Był. Czyli czas przeszły.
A widzisz, coś mi jednak z tej szkoły jeszcze zostało.
- To ja idę na lekcję. - Zaczekaj, Sergiusz.
Wezwałam cię... pana, Hubercie,
żeby porozmawiać o Sergiuszu,
który ostatnio zaczął nam mocno szumieć, że tak się wyrażę.
Wioluchna, kto jak kto, ale ty to...
...to akurat chyba powinnaś wiedzieć najlepiej, że...
...młodość musi się wyszumieć.
Przypominam, że spotkaliśmy się, żeby porozmawiać o Sergiuszu.
Moim obowiązkiem jest zadać pytanie, czy w domu nie zdarzyło się nic,
co mogłoby wpłynąć negatywnie na zachowanie syna.
No, nie ma co się ukrywać, że odkąd jestem sam z chłopakami,
to lekko nie jest.
Ale też nie można mi zarzucić,
bo zawsze wszystko wyprane, wyprasowane, nakarmione jest.
No zresztą niech sam powie, Serek, no jest?
No jest.
Ale nie, bo ja tutaj, broń Boże, niczego nie chcę imputować.
Ja zadaję pytania.
Szukam przyczyny, bo może potrzebujecie jakiegoś wsparcia.
Wioleczko!
Bardzo ci dziękujemy za troskę...
i wszystko.
Bardzo miło mi ciebie widzieć, ale...
wydaje mi się, że najciemniej, za przeproszeniem,
...pod latarnią.
I z tego, co mi syn opowiadał, to zdaje się, że to tu...
w twojej placówce, przysłowiowy pies jest pogrzebany.
Przestań!
To znaczy, że co?
Że ja niewłaściwie zarządzam placówką?
A może to ty niewłaściwie zarządzasz rodziną?
Wioleczko, ty się przestań czepiać do mojego chłopaka!
Ty się lepiej skup na tej całej Helenie.
Kuntasz Helena proszona do gabinetu dyrektora.
Helena Kuntasz, proszę.
Dzień dobry.
Dobry.
Musimy porozmawiać, słoneczko.
Halo, konfident!
Hej, czekaj, czekaj! Gdzie ty się tak spieszysz?
Mama na obiad woła?
Przecież mama nie żyje.
Daj mi przejść.
Ale dzisiaj przejścia nie ma. Szlaban!
No i co ty sobie myślałeś?
Że wypucujesz się przed Sznaucerką
i będziesz mógł sobie tak spokojnie ulicami chodzić?
Tak bez przeprosin?
No,
przeproś!
Dobra, już. Daj mu spokój.
Spokój?
Spokój będzie miał, jak cię przeprosi.
No, proszę.
Przepraszam.
No, i już.
Bolało?
No, nie bolało.
Czołem, Serek!
A co ty tu robisz? Masz dla nas jakieś jedzonko?
Jestem na dnie.
To w porządku, bo masz nogi i możesz się od niego odbić.
Otóż ni chu chu! Ja mam nogi.
Są o tyle przydatne, że podtrzymują mi dupę.
Nie róbcie chłopakowi wody z mózgu.
To wszystko przez was. Wyście mi mówiły, żebym o nią walczył.
- Przecież jeszcze nic nie zrobiłeś. - Nie będę was więcej słuchał.
No to nas nie słuchaj, Serek. Jesteśmy tylko ucieleśnieniem
twoich wewnętrznych konfliktów i obaw.
A dzięki szerokiej egzemplifikacji, rubasznego języka
i zabawnych anegdot pozwalamy ci bezboleśnie i poza jaźnią
skonfrontować twoje ego z superego.
Co?
Nic, Serek. Jesteśmy tylko rybkami.
Bul, bul, bul. Co my tam wiemy, głupie rybki!
A masz w końcu to żarcie?
Bo chyba na początku nie odpowiedziałeś.
Albo nie dosłyszałem, nie wiem.
Masz?
Wiewiórki i bobry! Dzień dobry, dzień dobry!
Na dzika było już za późno, ale głodować w majówkę nie będziemy.
Kto ci to zrobił?
Ty.
Co ty opowiadasz?
Pokaż to!
Pokaż to.
O, w mordę!
Gdybyś choć raz mnie posłuchał, to by tego nie było.
A co ja takiego zrobiłem?
Wszystko. Po co mówiłeś Sznaucerce o Helenie?
Tak mi się jakoś wymskło.
- Dobra, przyłóż to, bo... - Sam se przyłóż.
Mam dość słuchania ciebie i twoich durnych rad.
Wynoś się stąd.
No wynoś się stąd i daj mi wreszcie spokój!
Chcesz spokoju?
To nie ma sprawy.
Masz szlaban na wyjścia!
Proszę bardzo.
Będziesz miał spokoju potąd, smarku jeden.
Nie będę przynajmniej chodzić do tej zasranej szkoły.
A, nie, akurat do szkoły to będziesz chodził jak w zegarku.
I nie myśl, że nie, bo ja to bardzo chętnie posprawdzam.
U Wioli, czy byłeś.
I prosto ze szkoły do domu!
I tak przez miesiąc!
Żałuję, że to nie twój spadochron się wtedy nie otworzył.
Raban! Do odstrzału!
Nie mogę.
Nie możesz szybciej?
Nie mogę.
Możesz se stąd iść?
Nie mogę.
No jedz, bo stygnie.
Nie mogę.
Młody, zapomnij już o tej dupie!
Nie mogę.
Pobrano od FOX
Coś tu gnije?
Otwieram okno, bo śmierdzi choróbskiem.
Miły Panie, piszę do ciebie, by nasycić swą ciekawość.
W kwestii twego udziału w dzisiejszej bitwie o Obergrad.
Mimo że walczyć będziemy pod wrogimi sobie sztandarami
mam nadzieję ujrzeć twe szlachetne lico.
Bedę cię oczekiwać w Koźlim Jarze dwa kwadranse przed tym,
jak bogowie wojny zadmą w swe rogi.
Do zobaczenia. H.
Czcigodna Pani, twój list jest dla mnie
niczym worek pełen kosztowności podrzucony pod drzwi.
Niby cieszy, ale jest srogo podejrzany.
Serce rwie się do bitki i schadzki z tobą,
ale rozum przypomina o twych występkach.
Zresztą stary i tak dał mi szlaban, więc dupa zbita.
Podpisano...
...S.
Helena!
- No! - Masz gościa.
Nie ma mnie w domu?
Ej, no ale dla mnie to chyba jesteś, co?
Co ty tu robisz?
Porywam cię.
To wielki zaszczyt
stanąć tutaj przed wami.
A właściwie siedzieć
na tym pięknym tronie,
w tym... w tym lesie,
który wkrótce...
zbroczony będzie waszą krwią!
I potem!
I potem, i łzami.
No i co, no i tyle, no.
No i bawcie się dobrze, i...
I nie zróbcie sobie krzywdy!
Bardzo dziękuję.
No i co, będziesz tak teraz leżał?
Tyle czekałeś, żeby do ciebie napisała? I napisała? I co? I nic.
Nie mąćcie chłopakowi w głowie!
Jaja sobie z niego robi, siksa jedna! Tylko ja to widzę!
Ostatnio czytałam, że lepiej żałować, że się coś zrobiło,
niż że się czegoś nie zrobiło. Czy jakoś tak?
To chyba Platon napisał.
Nie Platon, tylko ja ci to mówiłem jak się cykałaś wpłynąć do jamki.
Ja się rzekomo cykałam wpłynąć do jamki?
Serek, Serek, co ty odwalasz!
Idę do niej.
Brawo, Serek, jesteś najlepszy! Juhu!
Brawo, Serek!
Jesteś najlepszy! I nie zapomnij dać nam żarcia przed wyjściem!
Życie to piekło!
Serek! Ruszałeś pumeks, bo nie ma na wannie.
Nie używam pumeksu.
- Co? - Nie używam pumeksu, no.
Czekaj, idę do ciebie, bo nie słyszę nic.
Leżał tam, gdzie szczotka do pleców. Nie ma.
Ja nie wiem.
Ja nie widziałem. Może Remigiusz wziął?
A, no może.
A co ty na golaja leżysz?
No.
Bo lubię szorstkość tego prześcieradła.
Proste.
Remek!
Dawaj pumeks, bo randkę mam!
Młody, co ty robisz?
- Muszę wyjść. - Chyba nie, skoro szlaban masz.
Posrało cię! Stary cię zabije!
No to niech mnie zabije!
Muszę tam iść, rozumiesz?
Będzie tam spokój, czy mam tam przyjść?
Nic, nic, tato. Wszystko jest okej.
Helena?
Helena, jesteś tu?
Helena!
Hej, Serek ma dobry plan! Robimy taran!
Dawajcie! Wszyscy!
Dobra! Trzy, cztery-ty!
Helena!
Helena?
Helena!
Helena.
Brawo, moi dzielni wojowie!
Cieszę się, że moja mowa
do tego stopnia zagrzała wasze serca i klingi.
Ta bitwa zapisze się złotymi zgłoskami
na kartach historii tej waszej zabawy.
Dla zwycięzców i pokonanych mam świetną wiadomość.
Moi...
moi strażnicy
rozdadzą wam bony
na promo w moim sklepie online.
Dwa procent bonifikaty.
Co on odwala?
Chwała zwycięzcom!
I coś tam pokonanym.
Jak to się mówi?
Szacunek, no! Szacunek czy splendor.
No wiecie, o co... mi chodzi.
No dobrze.
Gdzie jest ten, który miał mnie odwieźć na lotnisko?
Ciii, idzie, idzie, idzie.
Niespodzianka!
Panie, wiedz,
że ja również nie wzięłam udziału w wielkiej bitwie o Obergrad.
Bądź jednak pewien mej odwagi.
Nie zrejterowałam,
lecz zostałam porwana przez dziedzica,
który wystawił bal na moją cześć.
Masakra!
Szkoda, że się dzisiaj nie udało.
Wolałabym z tobą walczyć o Obergrad w błocie i brudzie,
niż nad błękitnym basenem jeść eklerki ze złotej tacy.
Choć ten krem pistacjowy jest całkiem okej, nie powiem.
H.
Wojowie!
Nie składajcie oręża!
To jeszcze nie koniec.
Nie możemy teraz osiąść na laurach,
bo przed nami jeszcze jedna wielka bitwa.
Bitwa, w której stawką jest miłość.
Miłość do damy, na którą został rzucony urok,
i która zapomniała, kim tak naprawdę jest.
Eee...
To my jeszcze gramy?
W sensie... to jest gra? Czy my już kończymy?
Czy co?
Słuchajcie, chłopaki!
- I dziewczyny. - I dziewczyny, jasne!
Sorry.
Chodzi o to, że...
...jest taka jedna dziewczyna,
która jest naprawdę super.
I wydaje mi się, że świetnie do siebie pasujemy.
Nie żebym ja był jakiś super.
Jak widzicie, ja jestem raczej dosyć...
koślawy.
Ale ona też jest trochę koślawa.
W takim dobrym sensie.
Chodzi o to, że ona ma dzisiaj urodziny
i ja chyba po prostu...
...chciałbym złożyć jej życzenia.
Ona jest teraz na imprezie u takiego typa,
któremu bardzo nie spodobałaby się moja wizyta, ale muszę tam iść.
I może być grubo.
Więc, byłoby super, jakbyście...
poszli tam ze mną.
To jak?
Masz mój miecz!
I mój kostur.
I... mój...młot!
Nie wchodź tam przez chwilę.
Co jest?
Ożeż, kurwa!
Proszę się rozejść!
Nie.
To zgromadzenie nie zostało zgłoszone do urzędu gminy.
Jest nielegalne.
Co ty w ogóle gadasz? Daj nam przejść.
Co ty tu w ogóle robisz, smarku jeden?
Zresztą masz szlaban.
Mam w dupie ten twój szlaban. Idę do Heleny i zejdź mi z drogi.
Dlaczego ty nie jesteś normalnym, zwykłym człowiekiem jak Remigiusz.
- Tylko zawsze coś cudujesz. - Ale ja jestem zwykły. Rozumiesz?
Jestem zwykły. Tak.
Spójrz na siebie. Na tych swoich koleżków.
Wyglądacie jak banda żałosnych przebierańców.
A ty, to niby kto?
Nie przebieraniec?
Od śmierci mamy schowałeś się za tym swoim śmiesznym mundurkiem.
Już z niego nie wylazłeś.
A ja potrzebuję ojca.
A nie oficera.
Potrzebowałem.
Przepuść mnie.
Ja się roztrzaskałem razem z nią, Sergiusz.
Myślisz, że było łatwo samemu?
Z dwoma chłopakami?
Musiałem zaprowadzić porządek.
Żeby się nie rozsypać.
Też bym wolał, żeby to mój spadochron się wtedy nie otworzył.
A nie jej.
Tato.
Zrozum.
Może dla Remigiusza to było spoko.
Ale ja jestem inny.
I nigdy nie będę taki jak on.
Ani taki jak ty.
Ja chcę być taki jak...
...ja.
I to jest tylko twoja sprawa, czy to zaakceptujesz, czy nie.
Ale teraz muszę przejść.
Rycerze!
Rozstąpcie się!
I ustąpcie miejsca
tym dzielnym wojom!
Co?
No z drogi, kurwa, no!
Jeszcze raz! Jeszcze raz! Niech żyje, żyje nam.
Niech żyje nam!
A kto?
Helena!
Pomyśl życzenie!
O czym pomyślałaś?
Tajemnica!
Jak powiem, to się nie spełni.
Wszystkiego najlepszego.
Co tu się dzieje?
Won mi stąd!
No wypad, łajzy!
Przyszedłem złożyć Helenie życzenia.
Słyszeliście?
Na urodziny wpadł.
Życzenia złożyć.
A gdzie jakaś karteczka?
Jakaś bombonierka, to gdzie?
Co, nie masz?
No, kolego!
Rodzice nie wychowali?
Zejdź mi z drogi, dobra?
Przyszedłem do Heleny.
Przecież ona ma cię w dupie.
Tak? No to może jej się zapytajmy, co?
Okej.
Który to?
Niedobry ten tort.
Taki... za słodki.
Wojna na żarcie!
Wiem, wiem, wielkie marnotrawstwo, szkoda żarcia i w ogóle.
Ale kurde, kto z was o tym nie marzył?
Helena!
Helena!
- Kurde! - Co?
Wyglądasz identyko jak Matt Damon!
Wszystko okej?
I co?
Jak ci się teraz podoba na imprezie?
Trzeba było się pchać tam, gdzie nikt cię nie prosił?
To ty mi chciałeś tu herosa zgrywać?
Nie wiesz, że kto się łajzą urodził, bohaterem nie umrze?
Ej, Gonzo, zbastuj!
Morda!
Odsuń się od niego.
Wiesz co?
Już mi nic nie jesteś w stanie zrobić.
Nic a nic.
Odsuń się!
Odpuść już.
Wiecie co?
Jesteście siebie warci.
Masz rację.
Chyba jesteśmy.
No chyba tak.
Spadamy stąd?
Spadamy.
Koniec imprezy!
Zaczynamy od nowa?
Co?
Resetujemy postacie?
Okej.
Jezu!
Sorry.
Z tego wszystkiego zapomniałem ci przecież złożyć życzenia...
...na urodziny.
Przepraszam.
Spoko, już się spełniło.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.