Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Sundanese
Swahili
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com
Niegdy wierzono, ¿e gdy umiera cz³owiek,|kruk zabiera jego duszê do krainy zmar³ych.
Bywa jednak, ¿e wraz z ni¹|zostaje zabrany okropny smutek...
i dusza nie mo¿e zaznaæ spokoju.
Tylko czasami krukowi udaje siê przywo³aæ|duszê, ¿eby wszystko naprawiæ.
Eric Draven i Shelly Webster|zapraszaj¹ na lub.
Shelly Webster i Erik Draven|Jutro wieczorem mieli siê pobraæ.
Kto bierze lub w Halloween?
Nikt.
- Musimy j¹ zabraæ.|- Dobrze.
Piekielna Noc.|Co mamy do tej pory?
- 143 Po¿ary.|- Mniej ni¿ w ubieg³ym roku.
Zosta³y 3 godziny.|Mo¿e siê rozkrêci.
Nie wolno jej zabieraæ!|Nikt nie pyta³ mnie o zgodê.
- To ofiara?|- Nie, wiêty Miko³aj.
- Znalelimy j¹.|- Zabieraj¹ j¹ bez rozkazu.
- Ju¿ wiem, czemu straci³ pan odznakê.|- Bo nie dorównujê ró¿nym durniom.
- Shelly?|- Odsuñ siê ma³a.
- Gdzie jest Eryk?|- Proszê siê nie martwiæ.
- Powiedcie mu aby siê zaj¹³ Sar¹.|- Proszê spokojnie le¿eæ.
- Ty jeste Sara?|- Tak.
- Twoja siostra wyjdzie z tego.|- Ona nie jest moj¹ siostr¹.
Opiekuje siê mn¹.|Ona i Eryk s¹ moimi przyjació³mi.
- Nie powiedzia³ jej Pan o Eryku.|- Nie mog³em.
Mnie te¿ Pan ok³amuje.
Shelly umrze, prawda?
Wszystko bêdzie dobrze.
rok póniej
Dom trawi ogieñ.|Zostaje tylko popió³.
Kiedy wierzy³am w rodzinê,|przyjació³, uczucia.
Teraz wiem, ¿e gdy|mi³oæ jest prawdziwa
nic nie rozdzieli przeznaczonych|sobie ludzi.
Na razie.
Kto ty, stró¿ nocny?
To miejsce powinien nawiedziæ jaki|kataklizm. Trzêsienie ziemi, tornado...
Hej Mike, wycinij najpierw musztardê.
- Albo potop, jak w Bibli.|- Daj, ja to zrobiê.
- Masz cebulê?|- Nie.
Nie ¿a³uj mi.
- Znów ten potwór, Sara.|- Jak tym kierujesz na mokrej jezdni?
- Trzeba mieæ talent.|- Sara uwielbia hot dogi.
- Jeste g³odna?|- Stawia Pan?
- Stawiam.|- Ale bez cebuli.
- ¯adnej cebuli.|- Od cebuli puszczam b¹ki.
Kiedy jezioro Elie zapali³o siê|od mieci, które w nim p³ywaj¹.
Chcia³bym to zobaczyæ.
Tam stoi radiowóz.
Dzi wieczór ulic¹|rz¹dz¹ chuligani.
- Cholera.|- Co to?
- Zostañ.|- B¹d ostro¿ny.
Mikey, zg³o to.
Gabriel.
- Eryk?|- Zarz¹d domów.
Pogwa³cenie prawa.|Zagro¿enie bezpieczeñstwa.
£adnie tu.
A mo¿e by trochê przemeblowaæ?
Speszony Diabe³ sta³ i czu³|bezmiar jej dobroci.
Dostrzeg³ piêkno jej kszta³tów.
To pornografia.
Shelly?
Najpierw ja.
Niele.
Który z was mnie przebije?
Za noc Szatana,|moje ulubione wiêto.
- Jeste naprawdê stukniêty.|- Chyba ci odbi³o.
Popatrzcie tylko.
Ciota pije na koñcu.
Pierdol siê Tin Tin.
Nawet nie jest nabity.
Ten jest.
Który sukinsyn zaryzykuje|zak³ad czy ten jest nabity?
Ognia!
Ch³opcy, kolejka dla was.|Od³o¿cie broñ.
- Kocham Ciê.|- Powtórz to.
Kocham Ciê.
Do restauracji.
licznie wygl¹dasz.
Co powiesz na piercionki?|18 karatowe.
- Pewnie fa³szywe.|- Skórzana torebka.
Co to, plamy z krwi?
Dam ci 50 dolarów.
Bierz albo zje¿d¿aj.
Decyduj siê.
Jeste sk¹pym wylenia³ym skurwielem.
- Zamknij za sob¹ drzwi.|- Ju¿ ja ci je zamknê.
Pierdol siê.
Id siê powie kretynie.
Jeszcze ci siê dobiorê do ty³ka.
Co siê wymaza³ jak jaki æpun?
Halloween jest dopiero jutro.
No chod.
Zabijê ciê!
Pieprzony morderca.
Nikogo nie zabi³em.|Czego ty chcesz?
Przypomnij sobie mê¿czyznê|i kobietê na poddaszu. Rok temu.
- Co ci siê popieprzy³o.|- Na pewno sobie przypomnisz!
- Zabi³e ich w Halloween.|- Tak, frajera i dziwkê. Co z tego?
Mia³a na imiê Shelly.
- Poci¹³e j¹ i zgwa³ci³e.|- Shelly.
Dogodzi³em jej.|By³a zachwycona.
Owszem, jestem morderc¹.
Pos³uchaj, to wietna zabawa.|Zaraz dowiesz siê wszystkiego.
Musisz poznaæ dwóch moich kumpli.
Nigdy nie chybiamy.
Przy³ó¿ siê.|Jeszcze raz.
Ofiarami jestemy my wszyscy.
Co za burdel.|wiat schodzi na psy.
Idê na górê, informuj|co siê dzieje.
Z drogi robactwo.
Dla mnie tamto.
Wpadnijcie do mnie póniej.
Wiesz co siê sta³o? Kasyno|"Arcade game" leg³o w gruzach.
Wyobra¿asz sobie?|Tragedia.
Zbierz swoich ¿o³nierzy na|jutrzejszy wieczór. Nie nawal.
- Jest szef?|- Ma spotkanie.
Mylisz o przesz³oci.
Ojciec da³ mi to|na pi¹te urodziny.
Powiedzia³: "Przestajesz byæ dzieckiem,|gdy zrozumiesz, ¿e umrzesz".
Czy ona pi?
Chyba j¹ z³amalimy.
Podobaj¹ mi siê jej oczy.
£adne.
Ma³a zejd z jezdni.
Mia³a tu nie przychodziæ.
Znów wrócisz póno?
Jest zajêta.
Pobaw siê lalkami.
Nie mam lalek.
- Zjed co.|- Dosta³am ju¿ kolacjê.
Od policjanta.
Dosta³am ju¿ kolacjê.|Od policjanta.
Kogo znowu niesie.
Wynocha! Ju¿ zamkniête!
Wy³aduj siê gdzie indziej durniu!|Chyba ¿e chcesz oberwaæ.
Te nocne marki nigdy|siê nie naucz¹.
Nagle us³ysza³em stukanie. Jakby kto|delikatnie puka³ do mej sypialni.
Co ty bredzisz?
S³ysza³e moje pukanie, prawda?
Wtargn¹³es tu.
Zap³acisz mi za nowe drzwi.
Szukam piercionka zarêczynowego.
Z³otego. :Szukasz guza kretynie.
Niech ja skonam.
Niech ja skonam!
Panie Gilian, nie s³ucha Pan.
Nie! Moja rêka.
Powtarzam.
Z³oty piercionek zarêczynowy, tak?
Rok temu zastawi³ go tutaj|pañski klient, Tin Tin.
Wyzna³ mi to nim|wyzion¹³ ducha.
- Kim jest ta padlina?|- Tin Tin.
Jeden z kumpli T-Birda|Uzna³bym, ¿e to wypadek.
Twoje demony ulicy|nie maj¹ nazwisk?
Mo¿e to porachunki, ale nie wygl¹da|na robotê bandziorów.
Albrecht, jeste teraz zwyk³ym|glin¹. Niech tak zostanie.
Zawdziêczam to panu.
Pos³uchaj dobrej rady.
Uwa¿aj na s³owa.
A jak to nazwiesz?
Nazywam to krwi¹.
W raporcie napisa³bym "grafitti".
Mo¿esz st¹d odejæ.
- Cieplej?|- Co robisz?
- Nie znasz tej zabawy?|- O czym ty mówisz?
Powiem Ci gdzie|s¹ piercionki.
W pude³ku pod t¹ pó³k¹.
Spójrz, wychodzi na poddasze.
Jest piêkny.
Shelly.
Kocham Ciê.
- Masz ostatni¹ szansê.|- We co chcesz.
We wszystko!
Powiedz gdzie mam szukaæ|kole¿ków Tin Tina.
Ca³a banda T-Birda|przesiaduje w klubie.
FunBoy mieszka tam na górze.
FunBoy.
Klub weso³ków o zabawnych przezwiskach.
- Przestañ.|- Nie ruszaj siê.
Ka¿dy piercionek to ludzkie ¿ycie,|które pomog³e zniszczyæ.
B³agam nie zabijaj mnie.
Nie zamierzam ciê zabiæ.
Masz za zadanie uprzedziæ ich,|¿e nadchodzi mieræ. Jeszcze dzi.
Przeka¿ im pozdrowienia|od Erika Dravena.
Jeli st¹d wyjdziesz|dobior¹ siê do ciebie.
Jeste tylko zwyk³ym|mieciem skurwysynu.
To zapach benzyny?
Nie, nie rób tego!
To na koszt firmy.
Piwo korzenne.
Nic nie poradzê.
Twoja mama ma teraz wolne.
A¿ za du¿o.
Policja!|Nie ruszaj siê!
Powiedzia³em nie ruszaj siê.
- Myla³em, ¿e mówi siê "staæ".|- Jestem wyj¹tkiem.
Jeli siê ruszysz padniesz trupem.
Ju¿ jestem trupem.
I ruszam siê.
Ani kroku dalej.|Nie ¿artujê.
Proszê zatem strzelaæ,|Panie Albrecht.
Odbi³o ci ¿eby|tak ryzykowaæ?
- Jeste naæpany?|- Nie pamiêta mnie Pan?
- O czym ty mówisz?|- A Shelly?
Pamiêta Pan Shelly Webster?
Ona nie ¿yje, przyjacielu.
A teraz przejd tam,|tylko spokojnie.
Zaczekamy na patrol.
Nie podobasz mi siê.
Mo¿e inaczej.|Zna pan T-Birda?
Mia³ kumpla, który niepotrzebnie|bawi³ siê no¿ami.
£adna kurtka?
To ty zabi³e Tin Tina?
Ju¿ nie ¿y³.
Umar³ przed rokiem.|W chwili kiedy j¹ dotkn¹³.
Wszyscy nie ¿yj¹.|Tylko jeszcze o tym nie wiedz¹.
Wynocha st¹d!
Gdzie on jest?
Pojawia siê jak piekielny mim,|i nagle siê rozp³ywa.
Przynajmniej nie pokazywa³|sztuczek, których nie znoszê.
Jeste bardzo niespokojny.
Znów chcia³bym poczuæ g³ód.
- Uwa¿aj o co prosisz.|- Bo mogê to otrzymaæ. Wiem.
- S¹ si³y które sprzymierzaj¹ siê przeciwko Tobie.|- Trzeba zobaczyæ aby uwierzyæ prawda?
Pycha.
Lombard Giliona sp³on¹³|a¿ po fundamenty.
Nikt tego ze mn¹ nie uzgodni³.
- Nie mam z tym nic wspólnego.|- Musisz byæ rozczarowany.
Mam k³opoty. Jeden z moich|ludzi da³ siê wykoñczyæ.
- Który?|- Tin Tin
Kto powbija³ mu no¿e we|wszystkie najwa¿niejsze organy.
Panowie, uczcijmy chwil¹ ciszy|pamiêæ biednego Tin Tina.
Jutro pracujesz dla mnie.
Zrobiê co tylko zechcesz.
Bardzo mnie to cieszy.
Nadal nie wiem sk¹d|ten po¿ar u Giliona.
To jaki wypadek?|Kara Boska?
Chcê to wiedzieæ.
Puæ mnie kretynie.
Nawet nie zwolni³e durniu.
- Nie zdo³a³by siê zatrzymaæ.|- Têpak. Ja bym potrafi³a.
Co ty za jeden?|Jeste klaunem?
Czasami.
Jazda na desce zaczyna przypominaæ|surfing. Mog³oby przestaæ padaæ.
Nie mo¿e padaæ bez koñca.
Eryk?
Nie dziêkuj.
Jak ci idzie?
Podwójne morderstwo rok temu.|Brak sprawców.
Zobacz.
My, mieszkañcy domu przy|Candener Cort 1929.
To jaka petycja?
Tak pewna ³adna dziewczyna|podpisa³a na siebie wyrok.
W tej okolicy sprzeciwia³a siê eksmisji?
Shelly Webster i jej ch³opak|rock'n'rollowiec Eryk Draven.
Po ostatnim ledztwie na w³asn¹ rêkê|wróci³e do patrolowania ulic.
Tores wci¹¿ mi to przypomina.
Nie w¹tpiê.
- Skoñczysz na przejciu dla uczniów.|- Nie martw siê.
Nie ja da³am ci te akta.|I nie jeste moim d³u¿nikiem.
- Jestem twoim d³u¿nikiem.|- Jasne.
Jutro damy sobie w ¿y³ê i bêdziemy patrzeæ|jak p³onie ca³e to pieprzone miasto.
Tam siedzi wielkie ptaszysko.
To go³¹b.
Choæ tu ptaszku.
Jestem tutaj FunBoy.
Co jest kurwa?
Cz³owieku przestañ!|Ma³o nie dosta³em zawa³u.
Nie bój siê.
Zabieraj ptaka i zje¿d¿aj czubku.
Strzelaj, FunBoy.
Po³o¿ysz mnie trupem.
Jeste zdrowo stukniêty.
Widzia³e siê w lustrze?|Potrzebujesz psychiatry.
Strza³ w dziesi¹tkê.
Chryste Panie.
Chryste Panie?
A to s³ysza³e?
Chrystus wchodzi do hotelu.
Prosi o wygodne ³ó¿ko.
Zdechniesz wreszcie?
T³umacz¹c ¿e boli go krzy¿.
Boli?
Zajebicie boli.
Spójrz co zrobi³e.|Pobrudzi³e pociel.
Mam tu pistolecik.
Podoba ci siê?
Nie zbli¿aj siê!
Spójrz.
Matka to imiê Boga na ustach|i w sercach dzieci.
Rozumiesz?
Morfina le ci s³u¿y.
Twoja córka w³óczy siê po ulicach|czekaj¹c na ciebie.
Nie prosi³em z lodem!
Nalej mi.
Sam sobie nalej wa¿niaku.
Bez ³aski.
- Poparzy³a siê zapa³kami?|- Spierdalaj.
- Zostaniesz przyjêty.|- Co za szczêcie.
- Dopij drinka.|- Mam mu siê pok³oniæ?
Podaj mojej znajomej szklankê Tequili.
Dobranoc Darla.
Nie ruszaj siê z st¹d.
Zostañ.
Zostaw mnie czubku.
Staæ!
Nie rób tego|nigdy wiêcej.
Du¿e podobieñstwo.
Widzia³em twoje cia³o.|Zosta³e pochowany!
Nie zdj¹³e czapki.
Muszê usi¹æ.
Niech to szlag.
A mo¿e ty jeste duchem?
Nie wiem czym jestem.
Opowiedz mi, co siê|nam przydarzy³o.
Wypad³e przez okno z szóstego piêtra.
J¹ pobito i zgwa³cono.
Zmar³a w szpitalu.
Chcesz wiedzieæ?|Przeczytaj akta.
Shelly Webster 30 godzin le¿a³a|na intensywnej terapii.
W koñcu organizm siê podda³.
Sam widzia³em i nie mog³em jej pomóc.
Nie dotykaj mnie!
Co ci jest?|Widzia³em j¹.
Twoimi oczami.
Przez ca³y czas|by³e przy niej.
Zrozum.
Mia³em nadziejê, ¿e z tego|wyjdzie i pomo¿e mi.
Dlaczego nic z tym|nie zrobi³e?
Nikt, nawet ci co podpisali petycjê,|nie chcia³ rozmawiaæ po twoim wypadku.
Zadawa³em pytania.
Omal nie oberwa³em za wtykanie|nosa w nie swoje sprawy.
To twoja ¿ona?
Tak.
W³aciwie to siê rozwodzimy.
Zabawne.
Drobiazgi tak wiele|znaczy³y dla Shelly.
Mnie zdawa³y siê banalne.
Wierz mi, nic nie|jest banalne.
Nie pal.
To ciê zabije.
Znów rozp³yniesz siê w powietrzu?
Chcia³bym wyjæ frontowymi drzwiami.
Przykro mi z powodu tego,|co was spotka³o.
Tak.
Dosta³em no¿em,|strzeli³em do sukinsyna.
Widzia³em jak rana sama siê zablinia.|Potem lombard wylecia³ w powietrze.
To by³ koszmar.
Ja te¿ go widzia³em.|Mia³ gitarê.
Puci³ do mnie oko i sfrun¹³ z czwartego|piêtra jakby mia³ skrzyd³a.
Puci³ oko.
Ci muzycy.
Co jeszcze widzia³e?
Jako nie s³yszê, co|zamierzacie z tym zrobiæ.
Ca³y mój dorobek poszed³ z dymem.
Nie wszystko straci³e.
Mo¿e ty wcale nie|jeste taki mocny.
Mo¿e.
£ap.
Twój poprzednik te¿ nie|chcia³ wspó³pracowaæ.
Chcesz powiedzieæ,|¿e jest prawdziwe?
Si³a tego wiata spoczywa w oczach.
Czasami s¹ po¿yteczniejsze|od w³acicieli.
Najwyraniej dosta³e wira.
Tak.|Oczy widz¹.
- Nauczy³em siê tego od mojej siostry.|- To ma byæ twoja siostra?
Córka mojego ojca.
Nie widzisz podobieñstwa?
Zacznijmy od pocz¹tku przyjacielu.
Tylko ze szczegó³ami.
Mia³ ptaka, który omal|nie wydzioba³ mi twarzy.
Kaza³ powtórzyæ T-Birdowi ¿e mieræ|nadchodzi. Cokolwiek to znaczy.
Nazywa siê Eryk Draven.
Móg³by to od³o¿yæ?
¯e te¿ ten ptasznik darowa³ ci ¿ycie.
Czy aby nie zmylasz|¿eby ratowaæ swój ty³ek?
Nie zmylam.
Nie jestem stukniêty jak ty.
W porz¹dku.
Ch³opiec i ptak.
Wzruszaj¹ce.
Zdychaj wreszcie.
Daj mi to.
Dziêki.
FunBoy podobno te¿ widzia³|du¿ego czarnego ptaka.
Wkrótce potem ud³awi³ siê w³asn¹ krwi¹.
Sporo pracy, uciekam.
To znowu ty?
Zgubi³e siê?|Jeste g³odny?
Nie mo¿e padaæ bez koñca.|Nie mo¿e padaæ bez koñca
Niech no dorwê drania, który z Tin Tina|zrobi³ kuk³ê Voodoo.
Tin Tin to kutas.
Ognia! Ognia! Ognia!
Nie ma FunBoya.
Pewnie jeszcze m³óci Darlê.
Fajki i piwo.|Tylko szybko.
Robi siê.
Co ty za jeden?
Jestem twoim pasa¿erem.
Jed.
Co to za ochydztwo?
Co wyprawisz ³ajzo?
Zniszczy³e mi samochód.
Czego chcesz?|Pieniêdzy?
Narkotyków?|Dostaniesz.
To ty za³atwi³e Tin Tina.|Interesy, co?
Szybciej.
Masz mietankê?
Nie znoszê zabielacza.
Co to by³o?
Te wiat³a nie wró¿¹|przyjaznych zamiarów.
Tu patrol 8-4.|ci¹gamy pirata drogowego.
Jeli masz co do mnie|mo¿emy siê dogadaæ.
Przeklête zagraniczne samochody.
Nie znoszê tego.|Niedobrze.
Mam ciê T-Bird!
Nie wiem, o czy mówisz.
To mieszkanie na przedmieciach?
Mielimy j¹ postraszyæ bo sprzeciwia³a siê|programowi przesiedlenia mieszkañców.
Ale przyszed³ jej durny ch³opak|i zakoñczy³o siê katastrof¹.
A kogo to obchodzi!|Stara historia.
Czego ty chcesz?
No odezwij siê.
To ty sk³ada³e za¿alenia?
Speszony diabe³ sta³...
Podnieca ciê to?
Ja ciê znam.
Wiedzia³em ¿e sk¹d ciê znam.
Ale to chyba nie ty.
Wyrzucilimy ciê przez okno.|Samt¹d nie ma powrotu.
To wiat ¿ywych.
Za³atwilimy ciê na dobre.
Stamt¹d siê nie wraca.
Speszony diabe³ sta³ i czu³|bezmiar jej dobroci.
Od ponad 10 lat noc poprzedzaj¹ca Halloween|okrelana jest z³owieszczym mianem Nocy Szatana.
Wi¹¿e siê ona z coroczn¹ plag¹ podpaleñ.
Wolisz sadzone czy jajecznicê?
Nie pamiêtam.
Co robisz?|Nie lubiê jajek.
Kiedy je uwielbia³a.
Gdy mia³am piêæ lat.
Wiêc co chcesz?|Czarn¹ kawê i papierosa?
Co wziê³a, ¿e postanowi³a|zostañ matk¹ roku?
To nie narkotyki.|Kto mnie obudzi³.
Kto?
To szaleñstwo.
Dziwnie siê zachowujesz.|Wygra³a na loterii?
Niewa¿ne.
Nigdy nie by³am dobr¹ matk¹.
Na miêkko.
Lubie jajka na miêkko. Mamo.
Albrecht
Trzeci trup na twoim terenie w ci¹gu doby.|Wyci¹gnelimy go z rzeki.
Samochód wybuch³.|Trzeba sprawdziæ uzêbienie.
T-Bird. Specjalista od podpalania.|Chyba mu nie wysz³o.
Sprawa zamkniêta.
Gówno prawda.
Chod tu.
Co ukrywasz.
Jaki mciciel wykañcza|rzezimieszków. Kryjesz kogo.
Kim jest postaæ z pomalowan¹ twarz¹?
Pan jest detektywem.|Proszê powiedzieæ mi.
Gilion wylatuje w powietrze,|a ty gawêdzisz z dziwakiem
który siedzi w samochodzie T-Birda|w czasie ostatniej przeja¿d¿ki.
Wykradasz akta zabójstwa i mówisz,|¿e to tylko wypadek.
Tak. Dobrze powiedziane.|Nie chcia³em przerywaæ. Powinien pan to spisaæ.
W porz¹dku m¹dralo.
U kapitana czeka ciê mi³a niespodzianka.|Od dzisiaj jeste zawieszony.
Zawieszony?|Za co?
Naruszanie procedury.
Z laboratorium.
Eryk?
Saro, popadasz w ob³êd.
Gabriel.
Myla³am, ¿e nie ¿yjesz.
Ocala³e.
Pozna³am ciê.
Mimo makija¿u.
Pozna³am twoj¹ piosenkê.
Powiedzia³e, ¿e nie mo¿e|padaæ bez koñca.
Jak w piosence, prawda?
Wiem ¿e tu jeste.
Brakuje mi Ciebie i Shelly.
Bez was czujê siê samotna.
Id do diab³a. Myla³am, ¿e|ci na mnie zale¿y.
Saro. Zale¿y mi.
To on.
Tylko wygl¹da³ inaczej.|By³ wymalowany jak martwa dziwka.
T-Bird wys³a³ mnie po piwo,|a tamten go porwa³.
ciga³em ich, ale on upiek³|T-Birda w jego w³asnym samochodzie.
Pijê za ciebie T. Berd.
Mo¿e warto to sfilmowaæ|i puciæ w zwolnionym tempie.
- Ognia! Ognia! Ognia!|- Widzia³e grób?
Jest pusty.
Jaki grób?
A co z moim grobem?
Trzech z czterech.|Teraz kolej na tego wira.
To wszystko przez FunBoya.|Nie panowa³ nad sob¹.
Kaza³ ich zabiæ,|a teraz duch zabije mnie.
Duch zabije teraz mnie.
To nie ¿aden duch.
S¹ ju¿ wszyscy.
Uwa¿aj na niego.|Mo¿e mi siê przydaæ.
A on lubi z cebul¹?
Dobra, nie musimy rozmawiaæ.
Zmarli nie mog¹ do nas wróciæ, prawda?
Tak mi siê zdawa³o.
Masz na myli kogo konkretnego?
Pomyli pan, ¿e sfiksowa³am.
Mo¿liwe, ¿e ja te¿.
Pan te¿ go widzia³?
Kogo widzia³em.
Mo¿e to twój ojciec chrzestny z bajki.
Eryk nie dla mnie tu wróci³.
Ju¿ nie mo¿emy siê przyjaniæ, bo ja ¿yjê.
Odprowadziæ ciê do domu?
Ch³opcy.
Nasz przyjaciel T-Bird|dzi nie przyjdzie.
Zmar³o mu siê.
Siadaj.
Znów mamy noc Szatana.
Czas siê zabawiæ.
Zapaliæ ogieñ, co zarobiæ.
Lubie ³adne owietlenie.
Rzecz w tym, ¿e wszystko ju¿ by³o.
To nie powód, ¿eby rezygnowaæ.
B³¹d.
To w³anie powód. Jedyny.
By³a sobie pewna idea.
Idea poci¹ga³a myl¹cych podobnie.
Rozprzestrzenia³a siê,|a¿ sta³a siê instytucj¹.
Jaka to idea?
W³anie to mnie trapi ch³opcy.
Niegdy sama myl o niej wywo³ywa³a|umiech na mojej twarzy.
Widzicie...
Chciwoæ jest dobra dla amatorów.
Ba³agan.
Chaos.
Anarchia.
To dopiero co.
- A noc Szatana?|- O co chodzi?
Wznieci³em pierwszy po¿ar w miecie.
Nim siê zorientowa³em, ka¿dy|przyg³up mnie naladowa³.
I wiecie co wymylili?
Kartki z ¿yczeniami|z okazji nocy Szatana.
Rewelacja.
Idea sta³a siê instytucj¹.
- Czas pójæ dalej.|- Nie chcesz podpaliæ miasta?
Nie.
Rozpalicie taki ogieñ, ¿e Bogowie|znów nas zauwa¿¹.
Chcê ¿ebycie mogli znów|spojrzeæ na mnie i powiedzieæ:
Bawimy siê czy co!?
Hej ty! Jak siê nazywasz?|Skang! Nie czujesz tego?
Czujê siê jak robaczek|na zajebistym haku.
Jak robaczek na zajebistym haku!|Mama na pewno jest z ciebie dumna.
A ten sk¹d siê tu wzi¹³?
Panowie.
Wiêc to ty jeste|tym mcicielem.
Zabójc¹ zabójców.
£adny strój.
Tylko twarz mnie|nie przekonuje.
Przyszed³em po niego.
Nie dostaniesz go.
Widzê, ¿e podj¹³e decyzje.
- W takim razie realizuj j¹.|- Mdli mnie z nudów.
Zabiæ go!
Musia³o go boleæ.
Znikn¹³.
Wszyscy umrzecie.
- Niedobry dzieñ dla drani, co Skang?|- Nie jestem Skang. Skang jest tam.
Nie ¿yje.
Masz racjê.
Szybiej!
Moja rada. Nastêpnym razem nurkuj.
Roi siê od policjantów,|jakby rozdawali p¹czki.
Wiedzia³em, ¿e mi to zrobisz.
Popatrz.
Ca³e miasto powinno|teraz staæ w ogniu.
Niebo czerwieniæ siê ³un¹.
A wiêc to by³ Eryk Draven.
Ma wyj¹tkow¹ si³ê, ale|mo¿na mu j¹ odebraæ.
Ju¿ go polubi³em.
Kruk jest jego ³¹cznikiem pomiêdzy|wiatem ¿ywych a krain¹ mierci.
Wystarczy zabiæ Kruka aby go zniszczyæ.
Wracam, Shelly.
Powiesz, ¿e nie powinnam|w nocy byæ na cmentarzu.
To najbezpieczniejsze|miejsce na wiecie.
Bo s¹ tutaj tylko umarli.
Wiedzia³am, ¿e przyjdziesz.
Póno ju¿ Saro.
Nie po¿egna³e siê ze mn¹.
Musisz mi to wybaczyæ.
Ju¿ nie wrócisz?
Kiedy podarowa³em go Shelly.
Na pewno chcia³aby,|¿eby ty go mia³a.
Bêdzie ci j¹ przypomina³.
Nigdy go nie zdejmê.
Muszê wracaæ do domu.
¯egnaj.
Spokojnie ma³a.
Prezent od ch³opaka?
Wezmê go sobie na szczêcie.
Ma takie niewinne oczy.
Eryku, na pomoc!
Krótka impresja.
Kra Kra... Buum!|Jeste trup!
Oddaj dziewczynkê,|a pozwolê ci odejæ.
No, no... daj mi|chwilê do namys³u.
Mam to w dupie.
Kurwa.
Zdaje siê, ¿e w naszym|¿yciu nast¹pi³a istotna zmiana.
Nie s¹dzisz?
Jak na ducha krwawisz|ca³kiem niele.
- On jeszcze ¿yje.|- To go zabij.
¯egnaj ptaszku.
Wpad³em siê po¿egnaæ, gdyby|siê ju¿ nie pokaza³.
- Maj¹ Sarê.|- Ilu ich jest?
Jeszcze dwóch.
Dam sobie radê.
Pójdziesz przodem. Kiedy wystrzelaj¹|amunicjê, aresztujê ich.
Dobra myl.
Jest tylko jedna trudnoæ.
Krwawisz. A myla³em,|¿e jeste niepokonany.
By³em.
Ju¿ nie.
Bêdziesz potrzebowa³ mojej pomocy.
We to.
Mia³e iæ za mn¹.
Nawali³em.
W nim ca³a twoja moc.
Teraz jest mój.
Szkoda, ¿e nie ma ju¿|miejsca dla nas dwojga.
Puæ mnie.
Uwolnij j¹.
Masz mnie. Nie bêdê siê opiera³.
Dobrze.
Sara?
Uwa¿aj!
Eryk!
Mój ojciec mawia³, ¿e ka¿dy|cz³owiek ma swego diab³a.
I nie spocznie, póki go nie odnajdzie.
Tak w³anie by³o z tob¹|i twoj¹ dziewczyn¹.
Nic siê tu nie dzieje|bez mojej zgody.
Przykro mi ¿e przekreli³em|wasze plany ma³¿eñskie.
Jeli ciê to pocieszy...
Przywróci³e umiech mej twarzy.
Masz charakter ch³opcze.
- Bêdzie mi ciê brakowa³o.|- Mam co dla ciebie.
Nie bêdzie mi ju¿ potrzebne.
30 godzin bólu.
Za jednym zamachem.
Tylko dla ciebie.
Pomó¿ mu.
¯yje pan?
Mam ochotê na papierosa.
Wszyscy nie ¿yj¹?
Pomog³e mi.
Uratowa³o mnie to, co|przechowa³e w pamiêci.
- Dziêkujê.|- Nie ma za co.
I tak mia³em zamiar|przyjæ do kocio³a.
Od tej chwili rzucam palenie.
Jeli prze¿yjê.
Zostañ z nim dopóki|nie nadejdzie pomoc.
Wyjdzie z tego, prawda?
Eryk?
Jak zwykle.
- Przynajmniej przesta³o padaæ.|- Nie mo¿e padaæ bez koñca.
Ten koszmar to twoja robota?
Wracaj do domu.|Nic mi nie bêdzie.
- Powiesz, o co chodzi?|- Pañski mciciel jest na dachu.
Nie zd¹¿y³ pan.
Zabraæ go.
Dziêki.
Jeli odbiera siê nam|tych, których kochamy
mo¿emy przed³u¿yæ im ¿ycie|tylko nadal ich kochaj¹c.
Domy trawi po¿ar, ludzie umieraj¹,|ale prawdziwa mi³oæ jest wieczna.
DLA BRANDONA I ELIZY
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.