All language subtitles for The.Crow.1994.REMASTERED.1080p.BluRay.1400MB.DD5.1.x264-GalaxyRG

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
en English Download
eo Esperanto
et Estonian Download
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French Download
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish Download
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American) Download
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish Download
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com

Niegdyœ wierzono, ¿e gdy umiera cz³owiek,|kruk zabiera jego duszê do krainy zmar³ych.

Bywa jednak, ¿e wraz z ni¹|zostaje zabrany okropny smutek...

i dusza nie mo¿e zaznaæ spokoju.

Tylko czasami krukowi udaje siê przywo³aæ|duszê, ¿eby wszystko naprawiæ.

Eric Draven i Shelly Webster|zapraszaj¹ na œlub.

Shelly Webster i Erik Draven|Jutro wieczorem mieli siê pobraæ.

Kto bierze œlub w Halloween?

Nikt.

- Musimy j¹ zabraæ.|- Dobrze.

Piekielna Noc.|Co mamy do tej pory?

- 143 Po¿ary.|- Mniej ni¿ w ubieg³ym roku.

Zosta³y 3 godziny.|Mo¿e siê rozkrêci.

Nie wolno jej zabieraæ!|Nikt nie pyta³ mnie o zgodê.

- To ofiara?|- Nie, Œwiêty Miko³aj.

- ZnaleŸliœmy j¹.|- Zabieraj¹ j¹ bez rozkazu.

- Ju¿ wiem, czemu straci³ pan odznakê.|- Bo nie dorównujê ró¿nym durniom.

- Shelly?|- Odsuñ siê ma³a.

- Gdzie jest Eryk?|- Proszê siê nie martwiæ.

- PowiedŸcie mu aby siê zaj¹³ Sar¹.|- Proszê spokojnie le¿eæ.

- Ty jesteœ Sara?|- Tak.

- Twoja siostra wyjdzie z tego.|- Ona nie jest moj¹ siostr¹.

Opiekuje siê mn¹.|Ona i Eryk s¹ moimi przyjació³mi.

- Nie powiedzia³ jej Pan o Eryku.|- Nie mog³em.

Mnie te¿ Pan ok³amuje.

Shelly umrze, prawda?

Wszystko bêdzie dobrze.

rok póŸniej

Dom trawi ogieñ.|Zostaje tylko popió³.

Kiedyœ wierzy³am w rodzinê,|przyjació³, uczucia.

Teraz wiem, ¿e gdy|mi³oœæ jest prawdziwa

nic nie rozdzieli przeznaczonych|sobie ludzi.

Na razie.

Ktoœ ty, stró¿ nocny?

To miejsce powinien nawiedziæ jakiœ|kataklizm. Trzêsienie ziemi, tornado...

Hej Mike, wyciœnij najpierw musztardê.

- Albo potop, jak w Bibli.|- Daj, ja to zrobiê.

- Masz cebulê?|- Nie.

Nie ¿a³uj mi.

- Znów ten potwór, Sara.|- Jak tym kierujesz na mokrej jezdni?

- Trzeba mieæ talent.|- Sara uwielbia hot dogi.

- Jesteœ g³odna?|- Stawia Pan?

- Stawiam.|- Ale bez cebuli.

- ¯adnej cebuli.|- Od cebuli puszczam b¹ki.

Kiedyœ jezioro Elie zapali³o siê|od œmieci, które w nim p³ywaj¹.

Chcia³bym to zobaczyæ.

Tam stoi radiowóz.

Dziœ wieczór ulic¹|rz¹dz¹ chuligani.

- Cholera.|- Co to?

- Zostañ.|- B¹dŸ ostro¿ny.

Mikey, zg³oœ to.

Gabriel.

- Eryk?|- Zarz¹d domów.

Pogwa³cenie prawa.|Zagro¿enie bezpieczeñstwa.

£adnie tu.

A mo¿e by trochê przemeblowaæ?

Speszony Diabe³ sta³ i czu³|bezmiar jej dobroci.

Dostrzeg³ piêkno jej kszta³tów.

To pornografia.

Shelly?

Najpierw ja.

NieŸle.

Który z was mnie przebije?

Za noc Szatana,|moje ulubione œwiêto.

- Jesteœ naprawdê stukniêty.|- Chyba ci odbi³o.

Popatrzcie tylko.

Ciota pije na koñcu.

Pierdol siê Tin Tin.

Nawet nie jest nabity.

Ten jest.

Który sukinsyn zaryzykuje|zak³ad czy ten jest nabity?

Ognia!

Ch³opcy, kolejka dla was.|Od³o¿cie broñ.

- Kocham Ciê.|- Powtórz to.

Kocham Ciê.

Do restauracji.

Œlicznie wygl¹dasz.

Co powiesz na pierœcionki?|18 karatowe.

- Pewnie fa³szywe.|- Skórzana torebka.

Co to, plamy z krwi?

Dam ci 50 dolarów.

Bierz albo zje¿d¿aj.

Decyduj siê.

Jesteœ sk¹pym wylenia³ym skurwielem.

- Zamknij za sob¹ drzwi.|- Ju¿ ja ci je zamknê.

Pierdol siê.

IdŸ siê powieœ kretynie.

Jeszcze ci siê dobiorê do ty³ka.

Coœ siê wymaza³ jak jakiœ æpun?

Halloween jest dopiero jutro.

No chodŸ.

Zabijê ciê!

Pieprzony morderca.

Nikogo nie zabi³em.|Czego ty chcesz?

Przypomnij sobie mê¿czyznê|i kobietê na poddaszu. Rok temu.

- Coœ ci siê popieprzy³o.|- Na pewno sobie przypomnisz!

- Zabi³eœ ich w Halloween.|- Tak, frajera i dziwkê. Co z tego?

Mia³a na imiê Shelly.

- Poci¹³eœ j¹ i zgwa³ci³eœ.|- Shelly.

Dogodzi³em jej.|By³a zachwycona.

Owszem, jestem morderc¹.

Pos³uchaj, to œwietna zabawa.|Zaraz dowiesz siê wszystkiego.

Musisz poznaæ dwóch moich kumpli.

Nigdy nie chybiamy.

Przy³ó¿ siê.|Jeszcze raz.

Ofiarami jesteœmy my wszyscy.

Co za burdel.|Œwiat schodzi na psy.

Idê na górê, informuj|co siê dzieje.

Z drogi robactwo.

Dla mnie tamto.

Wpadnijcie do mnie póŸniej.

Wiesz co siê sta³o? Kasyno|"Arcade game" leg³o w gruzach.

Wyobra¿asz sobie?|Tragedia.

Zbierz swoich ¿o³nierzy na|jutrzejszy wieczór. Nie nawal.

- Jest szef?|- Ma spotkanie.

Myœlisz o przesz³oœci.

Ojciec da³ mi to|na pi¹te urodziny.

Powiedzia³: "Przestajesz byæ dzieckiem,|gdy zrozumiesz, ¿e umrzesz".

Czy ona œpi?

Chyba j¹ z³amaliœmy.

Podobaj¹ mi siê jej oczy.

£adne.

Ma³a zejdŸ z jezdni.

Mia³aœ tu nie przychodziæ.

Znów wrócisz póŸno?

Jest zajêta.

Pobaw siê lalkami.

Nie mam lalek.

- ZjedŸ coœ.|- Dosta³am ju¿ kolacjê.

Od policjanta.

Dosta³am ju¿ kolacjê.|Od policjanta.

Kogo znowu niesie.

Wynocha! Ju¿ zamkniête!

Wy³aduj siê gdzie indziej durniu!|Chyba ¿e chcesz oberwaæ.

Te nocne marki nigdy|siê nie naucz¹.

Nagle us³ysza³em stukanie. Jakby ktoœ|delikatnie puka³ do mej sypialni.

Co ty bredzisz?

S³ysza³eœ moje pukanie, prawda?

Wtargn¹³es tu.

Zap³acisz mi za nowe drzwi.

Szukam pierœcionka zarêczynowego.

Z³otego. :Szukasz guza kretynie.

Niech ja skonam.

Niech ja skonam!

Panie Gilian, nie s³ucha Pan.

Nie! Moja rêka.

Powtarzam.

Z³oty pierœcionek zarêczynowy, tak?

Rok temu zastawi³ go tutaj|pañski klient, Tin Tin.

Wyzna³ mi to nim|wyzion¹³ ducha.

- Kim jest ta padlina?|- Tin Tin.

Jeden z kumpli T-Birda|Uzna³bym, ¿e to wypadek.

Twoje demony ulicy|nie maj¹ nazwisk?

Mo¿e to porachunki, ale nie wygl¹da|na robotê bandziorów.

Albrecht, jesteœ teraz zwyk³ym|glin¹. Niech tak zostanie.

Zawdziêczam to panu.

Pos³uchaj dobrej rady.

Uwa¿aj na s³owa.

A jak to nazwiesz?

Nazywam to krwi¹.

W raporcie napisa³bym "grafitti".

Mo¿esz st¹d odejœæ.

- Cieplej?|- Co robisz?

- Nie znasz tej zabawy?|- O czym ty mówisz?

Powiem Ci gdzie|s¹ pierœcionki.

W pude³ku pod t¹ pó³k¹.

Spójrz, wychodzi na poddasze.

Jest piêkny.

Shelly.

Kocham Ciê.

- Masz ostatni¹ szansê.|- WeŸ co chcesz.

WeŸ wszystko!

Powiedz gdzie mam szukaæ|kole¿ków Tin Tina.

Ca³a banda T-Birda|przesiaduje w klubie.

FunBoy mieszka tam na górze.

FunBoy.

Klub weso³ków o zabawnych przezwiskach.

- Przestañ.|- Nie ruszaj siê.

Ka¿dy pierœcionek to ludzkie ¿ycie,|które pomog³eœ zniszczyæ.

B³agam nie zabijaj mnie.

Nie zamierzam ciê zabiæ.

Masz za zadanie uprzedziæ ich,|¿e nadchodzi œmieræ. Jeszcze dziœ.

Przeka¿ im pozdrowienia|od Erika Dravena.

Jeœli st¹d wyjdziesz|dobior¹ siê do ciebie.

Jesteœ tylko zwyk³ym|œmieciem skurwysynu.

To zapach benzyny?

Nie, nie rób tego!

To na koszt firmy.

Piwo korzenne.

Nic nie poradzê.

Twoja mama ma teraz wolne.

A¿ za du¿o.

Policja!|Nie ruszaj siê!

Powiedzia³em nie ruszaj siê.

- Myœla³em, ¿e mówi siê "staæ".|- Jestem wyj¹tkiem.

Jeœli siê ruszysz padniesz trupem.

Ju¿ jestem trupem.

I ruszam siê.

Ani kroku dalej.|Nie ¿artujê.

Proszê zatem strzelaæ,|Panie Albrecht.

Odbi³o ci ¿eby|tak ryzykowaæ?

- Jesteœ naæpany?|- Nie pamiêta mnie Pan?

- O czym ty mówisz?|- A Shelly?

Pamiêta Pan Shelly Webster?

Ona nie ¿yje, przyjacielu.

A teraz przejdŸ tam,|tylko spokojnie.

Zaczekamy na patrol.

Nie podobasz mi siê.

Mo¿e inaczej.|Zna pan T-Birda?

Mia³ kumpla, który niepotrzebnie|bawi³ siê no¿ami.

£adna kurtka?

To ty zabi³eœ Tin Tina?

Ju¿ nie ¿y³.

Umar³ przed rokiem.|W chwili kiedy j¹ dotkn¹³.

Wszyscy nie ¿yj¹.|Tylko jeszcze o tym nie wiedz¹.

Wynocha st¹d!

Gdzie on jest?

Pojawia siê jak piekielny mim,|i nagle siê rozp³ywa.

Przynajmniej nie pokazywa³|sztuczek, których nie znoszê.

Jesteœ bardzo niespokojny.

Znów chcia³bym poczuæ g³ód.

- Uwa¿aj o co prosisz.|- Bo mogê to otrzymaæ. Wiem.

- S¹ si³y które sprzymierzaj¹ siê przeciwko Tobie.|- Trzeba zobaczyæ aby uwierzyæ prawda?

Pycha.

Lombard Giliona sp³on¹³|a¿ po fundamenty.

Nikt tego ze mn¹ nie uzgodni³.

- Nie mam z tym nic wspólnego.|- Musisz byæ rozczarowany.

Mam k³opoty. Jeden z moich|ludzi da³ siê wykoñczyæ.

- Który?|- Tin Tin

Ktoœ powbija³ mu no¿e we|wszystkie najwa¿niejsze organy.

Panowie, uczcijmy chwil¹ ciszy|pamiêæ biednego Tin Tina.

Jutro pracujesz dla mnie.

Zrobiê co tylko zechcesz.

Bardzo mnie to cieszy.

Nadal nie wiem sk¹d|ten po¿ar u Giliona.

To jakiœ wypadek?|Kara Boska?

Chcê to wiedzieæ.

PuϾ mnie kretynie.

Nawet nie zwolni³eœ durniu.

- Nie zdo³a³by siê zatrzymaæ.|- Têpak. Ja bym potrafi³a.

Coœ ty za jeden?|Jesteœ klaunem?

Czasami.

Jazda na desce zaczyna przypominaæ|surfing. Mog³oby przestaæ padaæ.

Nie mo¿e padaæ bez koñca.

Eryk?

Nie dziêkuj.

Jak ci idzie?

Podwójne morderstwo rok temu.|Brak sprawców.

Zobacz.

My, mieszkañcy domu przy|Candener Cort 1929.

To jakaœ petycja?

Tak pewna ³adna dziewczyna|podpisa³a na siebie wyrok.

W tej okolicy sprzeciwia³a siê eksmisji?

Shelly Webster i jej ch³opak|rock'n'rollowiec Eryk Draven.

Po ostatnim œledztwie na w³asn¹ rêkê|wróci³eœ do patrolowania ulic.

Tores wci¹¿ mi to przypomina.

Nie w¹tpiê.

- Skoñczysz na przejœciu dla uczniów.|- Nie martw siê.

Nie ja da³am ci te akta.|I nie jesteœ moim d³u¿nikiem.

- Jestem twoim d³u¿nikiem.|- Jasne.

Jutro damy sobie w ¿y³ê i bêdziemy patrzeæ|jak p³onie ca³e to pieprzone miasto.

Tam siedzi wielkie ptaszysko.

To go³¹b.

Choæ tu ptaszku.

Jestem tutaj FunBoy.

Co jest kurwa?

Cz³owieku przestañ!|Ma³o nie dosta³em zawa³u.

Nie bój siê.

Zabieraj ptaka i zje¿d¿aj czubku.

Strzelaj, FunBoy.

Po³o¿ysz mnie trupem.

Jesteœ zdrowo stukniêty.

Widzia³eœ siê w lustrze?|Potrzebujesz psychiatry.

Strza³ w dziesi¹tkê.

Chryste Panie.

Chryste Panie?

A to s³ysza³eœ?

Chrystus wchodzi do hotelu.

Prosi o wygodne ³ó¿ko.

Zdechniesz wreszcie?

T³umacz¹c ¿e boli go krzy¿.

Boli?

Zajebiœcie boli.

Spójrz co zrobi³eœ.|Pobrudzi³eœ poœciel.

Mam tu pistolecik.

Podoba ci siê?

Nie zbli¿aj siê!

Spójrz.

Matka to imiê Boga na ustach|i w sercach dzieci.

Rozumiesz?

Morfina Ÿle ci s³u¿y.

Twoja córka w³óczy siê po ulicach|czekaj¹c na ciebie.

Nie prosi³em z lodem!

Nalej mi.

Sam sobie nalej wa¿niaku.

Bez ³aski.

- Poparzy³aœ siê zapa³kami?|- Spierdalaj.

- Zostaniesz przyjêty.|- Co za szczêœcie.

- Dopij drinka.|- Mam mu siê pok³oniæ?

Podaj mojej znajomej szklankê Tequili.

Dobranoc Darla.

Nie ruszaj siê z st¹d.

Zostañ.

Zostaw mnie czubku.

Staæ!

Nie rób tego|nigdy wiêcej.

Du¿e podobieñstwo.

Widzia³em twoje cia³o.|Zosta³eœ pochowany!

Nie zdj¹³eœ czapki.

Muszê usi¹œæ.

Niech to szlag.

A mo¿e ty jesteœ duchem?

Nie wiem czym jestem.

Opowiedz mi, co siê|nam przydarzy³o.

Wypad³eœ przez okno z szóstego piêtra.

J¹ pobito i zgwa³cono.

Zmar³a w szpitalu.

Chcesz wiedzieæ?|Przeczytaj akta.

Shelly Webster 30 godzin le¿a³a|na intensywnej terapii.

W koñcu organizm siê podda³.

Sam widzia³em i nie mog³em jej pomóc.

Nie dotykaj mnie!

Co ci jest?|Widzia³em j¹.

Twoimi oczami.

Przez ca³y czas|by³eœ przy niej.

Zrozum.

Mia³em nadziejê, ¿e z tego|wyjdzie i pomo¿e mi.

Dlaczego nic z tym|nie zrobi³eœ?

Nikt, nawet ci co podpisali petycjê,|nie chcia³ rozmawiaæ po twoim wypadku.

Zadawa³em pytania.

Omal nie oberwa³em za wtykanie|nosa w nie swoje sprawy.

To twoja ¿ona?

Tak.

W³aœciwie to siê rozwodzimy.

Zabawne.

Drobiazgi tak wiele|znaczy³y dla Shelly.

Mnie zdawa³y siê banalne.

Wierz mi, nic nie|jest banalne.

Nie pal.

To ciê zabije.

Znów rozp³yniesz siê w powietrzu?

Chcia³bym wyjœæ frontowymi drzwiami.

Przykro mi z powodu tego,|co was spotka³o.

Tak.

Dosta³em no¿em,|strzeli³em do sukinsyna.

Widzia³em jak rana sama siê zabliŸnia.|Potem lombard wylecia³ w powietrze.

To by³ koszmar.

Ja te¿ go widzia³em.|Mia³ gitarê.

Puœci³ do mnie oko i sfrun¹³ z czwartego|piêtra jakby mia³ skrzyd³a.

Puœci³ oko.

Ci muzycy.

Co jeszcze widzia³eœ?

Jakoœ nie s³yszê, co|zamierzacie z tym zrobiæ.

Ca³y mój dorobek poszed³ z dymem.

Nie wszystko straci³eœ.

Mo¿e ty wcale nie|jesteœ taki mocny.

Mo¿e.

£ap.

Twój poprzednik te¿ nie|chcia³ wspó³pracowaæ.

Chcesz powiedzieæ,|¿e jest prawdziwe?

Si³a tego œwiata spoczywa w oczach.

Czasami s¹ po¿yteczniejsze|od w³aœcicieli.

NajwyraŸniej dosta³eœ œwira.

Tak.|Oczy widz¹.

- Nauczy³em siê tego od mojej siostry.|- To ma byæ twoja siostra?

Córka mojego ojca.

Nie widzisz podobieñstwa?

Zacznijmy od pocz¹tku przyjacielu.

Tylko ze szczegó³ami.

Mia³ ptaka, który omal|nie wydzioba³ mi twarzy.

Kaza³ powtórzyæ T-Birdowi ¿e œmieræ|nadchodzi. Cokolwiek to znaczy.

Nazywa siê Eryk Draven.

Móg³byœ to od³o¿yæ?

¯e te¿ ten ptasznik darowa³ ci ¿ycie.

Czy aby nie zmyœlasz|¿eby ratowaæ swój ty³ek?

Nie zmyœlam.

Nie jestem stukniêty jak ty.

W porz¹dku.

Ch³opiec i ptak.

Wzruszaj¹ce.

Zdychaj wreszcie.

Daj mi to.

Dziêki.

FunBoy podobno te¿ widzia³|du¿ego czarnego ptaka.

Wkrótce potem ud³awi³ siê w³asn¹ krwi¹.

Sporo pracy, uciekam.

To znowu ty?

Zgubi³eœ siê?|Jesteœ g³odny?

Nie mo¿e padaæ bez koñca.|Nie mo¿e padaæ bez koñca

Niech no dorwê drania, który z Tin Tina|zrobi³ kuk³ê Voodoo.

Tin Tin to kutas.

Ognia! Ognia! Ognia!

Nie ma FunBoya.

Pewnie jeszcze m³óci Darlê.

Fajki i piwo.|Tylko szybko.

Robi siê.

Coœ ty za jeden?

Jestem twoim pasa¿erem.

JedŸ.

Co to za ochydztwo?

Co wyprawisz ³ajzo?

Zniszczy³eœ mi samochód.

Czego chcesz?|Pieniêdzy?

Narkotyków?|Dostaniesz.

To ty za³atwi³eœ Tin Tina.|Interesy, co?

Szybciej.

Masz œmietankê?

Nie znoszê zabielacza.

Co to by³o?

Te œwiat³a nie wró¿¹|przyjaznych zamiarów.

Tu patrol 8-4.|Œci¹gamy pirata drogowego.

Jeœli masz coœ do mnie|mo¿emy siê dogadaæ.

Przeklête zagraniczne samochody.

Nie znoszê tego.|Niedobrze.

Mam ciê T-Bird!

Nie wiem, o czy mówisz.

To mieszkanie na przedmieœciach?

Mieliœmy j¹ postraszyæ bo sprzeciwia³a siê|programowi przesiedlenia mieszkañców.

Ale przyszed³ jej durny ch³opak|i zakoñczy³o siê katastrof¹.

A kogo to obchodzi!|Stara historia.

Czego ty chcesz?

No odezwij siê.

To ty sk³ada³eœ za¿alenia?

Speszony diabe³ sta³...

Podnieca ciê to?

Ja ciê znam.

Wiedzia³em ¿e sk¹dœ ciê znam.

Ale to chyba nie ty.

Wyrzuciliœmy ciê przez okno.|Samt¹d nie ma powrotu.

To œwiat ¿ywych.

Za³atwiliœmy ciê na dobre.

Stamt¹d siê nie wraca.

Speszony diabe³ sta³ i czu³|bezmiar jej dobroci.

Od ponad 10 lat noc poprzedzaj¹ca Halloween|okreœlana jest z³owieszczym mianem Nocy Szatana.

Wi¹¿e siê ona z coroczn¹ plag¹ podpaleñ.

Wolisz sadzone czy jajecznicê?

Nie pamiêtam.

Co robisz?|Nie lubiê jajek.

Kiedyœ je uwielbia³aœ.

Gdy mia³am piêæ lat.

Wiêc co chcesz?|Czarn¹ kawê i papierosa?

Co wziê³aœ, ¿e postanowi³aœ|zostañ matk¹ roku?

To nie narkotyki.|Ktoœ mnie obudzi³.

Kto?

To szaleñstwo.

Dziwnie siê zachowujesz.|Wygra³aœ na loterii?

Niewa¿ne.

Nigdy nie by³am dobr¹ matk¹.

Na miêkko.

Lubie jajka na miêkko. Mamo.

Albrecht

Trzeci trup na twoim terenie w ci¹gu doby.|Wyci¹gneliœmy go z rzeki.

Samochód wybuch³.|Trzeba sprawdziæ uzêbienie.

T-Bird. Specjalista od podpalania.|Chyba mu nie wysz³o.

Sprawa zamkniêta.

Gówno prawda.

ChodŸ tu.

Coœ ukrywasz.

Jakiœ mœciciel wykañcza|rzezimieszków. Kryjesz kogoœ.

Kim jest postaæ z pomalowan¹ twarz¹?

Pan jest detektywem.|Proszê powiedzieæ mi.

Gilion wylatuje w powietrze,|a ty gawêdzisz z dziwakiem

który siedzi w samochodzie T-Birda|w czasie ostatniej przeja¿d¿ki.

Wykradasz akta zabójstwa i mówisz,|¿e to tylko wypadek.

Tak. Dobrze powiedziane.|Nie chcia³em przerywaæ. Powinien pan to spisaæ.

W porz¹dku m¹dralo.

U kapitana czeka ciê mi³a niespodzianka.|Od dzisiaj jesteœ zawieszony.

Zawieszony?|Za co?

Naruszanie procedury.

Z laboratorium.

Eryk?

Saro, popadasz w ob³êd.

Gabriel.

Myœla³am, ¿e nie ¿yjesz.

Ocala³eœ.

Pozna³am ciê.

Mimo makija¿u.

Pozna³am twoj¹ piosenkê.

Powiedzia³eœ, ¿e nie mo¿e|padaæ bez koñca.

Jak w piosence, prawda?

Wiem ¿e tu jesteœ.

Brakuje mi Ciebie i Shelly.

Bez was czujê siê samotna.

IdŸ do diab³a. Myœla³am, ¿e|ci na mnie zale¿y.

Saro. Zale¿y mi.

To on.

Tylko wygl¹da³ inaczej.|By³ wymalowany jak martwa dziwka.

T-Bird wys³a³ mnie po piwo,|a tamten go porwa³.

Œciga³em ich, ale on upiek³|T-Birda w jego w³asnym samochodzie.

Pijê za ciebie T. Berd.

Mo¿e warto to sfilmowaæ|i puœciæ w zwolnionym tempie.

- Ognia! Ognia! Ognia!|- Widzia³eœ grób?

Jest pusty.

Jaki grób?

A co z moim grobem?

Trzech z czterech.|Teraz kolej na tego œwira.

To wszystko przez FunBoya.|Nie panowa³ nad sob¹.

Kaza³ ich zabiæ,|a teraz duch zabije mnie.

Duch zabije teraz mnie.

To nie ¿aden duch.

S¹ ju¿ wszyscy.

Uwa¿aj na niego.|Mo¿e mi siê przydaæ.

A on lubi z cebul¹?

Dobra, nie musimy rozmawiaæ.

Zmarli nie mog¹ do nas wróciæ, prawda?

Tak mi siê zdawa³o.

Masz na myœli kogoœ konkretnego?

Pomyœli pan, ¿e sfiksowa³am.

Mo¿liwe, ¿e ja te¿.

Pan te¿ go widzia³?

Kogoœ widzia³em.

Mo¿e to twój ojciec chrzestny z bajki.

Eryk nie dla mnie tu wróci³.

Ju¿ nie mo¿emy siê przyjaŸniæ, bo ja ¿yjê.

Odprowadziæ ciê do domu?

Ch³opcy.

Nasz przyjaciel T-Bird|dziœ nie przyjdzie.

Zmar³o mu siê.

Siadaj.

Znów mamy noc Szatana.

Czas siê zabawiæ.

Zapaliæ ogieñ, coœ zarobiæ.

Lubie ³adne oœwietlenie.

Rzecz w tym, ¿e wszystko ju¿ by³o.

To nie powód, ¿eby rezygnowaæ.

B³¹d.

To w³aœnie powód. Jedyny.

By³a sobie pewna idea.

Idea poci¹ga³a myœl¹cych podobnie.

Rozprzestrzenia³a siê,|a¿ sta³a siê instytucj¹.

Jaka to idea?

W³aœnie to mnie trapi ch³opcy.

Niegdyœ sama myœl o niej wywo³ywa³a|uœmiech na mojej twarzy.

Widzicie...

Chciwoœæ jest dobra dla amatorów.

Ba³agan.

Chaos.

Anarchia.

To dopiero coœ.

- A noc Szatana?|- O co chodzi?

Wznieci³em pierwszy po¿ar w mieœcie.

Nim siê zorientowa³em, ka¿dy|przyg³up mnie naœladowa³.

I wiecie co wymyœlili?

Kartki z ¿yczeniami|z okazji nocy Szatana.

Rewelacja.

Idea sta³a siê instytucj¹.

- Czas pójœæ dalej.|- Nie chcesz podpaliæ miasta?

Nie.

Rozpalicie taki ogieñ, ¿e Bogowie|znów nas zauwa¿¹.

Chcê ¿ebyœcie mogli znów|spojrzeæ na mnie i powiedzieæ:

Bawimy siê czy co!?

Hej ty! Jak siê nazywasz?|Skang! Nie czujesz tego?

Czujê siê jak robaczek|na zajebistym haku.

Jak robaczek na zajebistym haku!|Mama na pewno jest z ciebie dumna.

A ten sk¹d siê tu wzi¹³?

Panowie.

Wiêc to ty jesteœ|tym mœcicielem.

Zabójc¹ zabójców.

£adny strój.

Tylko twarz mnie|nie przekonuje.

Przyszed³em po niego.

Nie dostaniesz go.

Widzê, ¿e podj¹³eœ decyzje.

- W takim razie realizuj j¹.|- Mdli mnie z nudów.

Zabiæ go!

Musia³o go boleæ.

Znikn¹³.

Wszyscy umrzecie.

- Niedobry dzieñ dla drani, co Skang?|- Nie jestem Skang. Skang jest tam.

Nie ¿yje.

Masz racjê.

Szybiej!

Moja rada. Nastêpnym razem nurkuj.

Roi siê od policjantów,|jakby rozdawali p¹czki.

Wiedzia³em, ¿e mi to zrobisz.

Popatrz.

Ca³e miasto powinno|teraz staæ w ogniu.

Niebo czerwieniæ siê ³un¹.

A wiêc to by³ Eryk Draven.

Ma wyj¹tkow¹ si³ê, ale|mo¿na mu j¹ odebraæ.

Ju¿ go polubi³em.

Kruk jest jego ³¹cznikiem pomiêdzy|œwiatem ¿ywych a krain¹ œmierci.

Wystarczy zabiæ Kruka aby go zniszczyæ.

Wracam, Shelly.

Powiesz, ¿e nie powinnam|w nocy byæ na cmentarzu.

To najbezpieczniejsze|miejsce na œwiecie.

Bo s¹ tutaj tylko umarli.

Wiedzia³am, ¿e przyjdziesz.

PóŸno ju¿ Saro.

Nie po¿egna³eœ siê ze mn¹.

Musisz mi to wybaczyæ.

Ju¿ nie wrócisz?

Kiedyœ podarowa³em go Shelly.

Na pewno chcia³aby,|¿ebyœ ty go mia³a.

Bêdzie ci j¹ przypomina³.

Nigdy go nie zdejmê.

Muszê wracaæ do domu.

¯egnaj.

Spokojnie ma³a.

Prezent od ch³opaka?

Wezmê go sobie na szczêœcie.

Ma takie niewinne oczy.

Eryku, na pomoc!

Krótka impresja.

Kra Kra... Buum!|Jesteœ trup!

Oddaj dziewczynkê,|a pozwolê ci odejœæ.

No, no... daj mi|chwilê do namys³u.

Mam to w dupie.

Kurwa.

Zdaje siê, ¿e w naszym|¿yciu nast¹pi³a istotna zmiana.

Nie s¹dzisz?

Jak na ducha krwawisz|ca³kiem nieŸle.

- On jeszcze ¿yje.|- To go zabij.

¯egnaj ptaszku.

Wpad³em siê po¿egnaæ, gdybyœ|siê ju¿ nie pokaza³.

- Maj¹ Sarê.|- Ilu ich jest?

Jeszcze dwóch.

Dam sobie radê.

Pójdziesz przodem. Kiedy wystrzelaj¹|amunicjê, aresztujê ich.

Dobra myœl.

Jest tylko jedna trudnoϾ.

Krwawisz. A myœla³em,|¿e jesteœ niepokonany.

By³em.

Ju¿ nie.

Bêdziesz potrzebowa³ mojej pomocy.

WeŸ to.

Mia³eœ iœæ za mn¹.

Nawali³em.

W nim ca³a twoja moc.

Teraz jest mój.

Szkoda, ¿e nie ma ju¿|miejsca dla nas dwojga.

PuϾ mnie.

Uwolnij j¹.

Masz mnie. Nie bêdê siê opiera³.

Dobrze.

Sara?

Uwa¿aj!

Eryk!

Mój ojciec mawia³, ¿e ka¿dy|cz³owiek ma swego diab³a.

I nie spocznie, póki go nie odnajdzie.

Tak w³aœnie by³o z tob¹|i twoj¹ dziewczyn¹.

Nic siê tu nie dzieje|bez mojej zgody.

Przykro mi ¿e przekreœli³em|wasze plany ma³¿eñskie.

Jeœli ciê to pocieszy...

Przywróci³eœ uœmiech mej twarzy.

Masz charakter ch³opcze.

- Bêdzie mi ciê brakowa³o.|- Mam coœ dla ciebie.

Nie bêdzie mi ju¿ potrzebne.

30 godzin bólu.

Za jednym zamachem.

Tylko dla ciebie.

Pomó¿ mu.

¯yje pan?

Mam ochotê na papierosa.

Wszyscy nie ¿yj¹?

Pomog³eœ mi.

Uratowa³o mnie to, co|przechowa³eœ w pamiêci.

- Dziêkujê.|- Nie ma za co.

I tak mia³em zamiar|przyjœæ do koœcio³a.

Od tej chwili rzucam palenie.

Jeœli prze¿yjê.

Zostañ z nim dopóki|nie nadejdzie pomoc.

Wyjdzie z tego, prawda?

Eryk?

Jak zwykle.

- Przynajmniej przesta³o padaæ.|- Nie mo¿e padaæ bez koñca.

Ten koszmar to twoja robota?

Wracaj do domu.|Nic mi nie bêdzie.

- Powiesz, o co chodzi?|- Pañski mœciciel jest na dachu.

Nie zd¹¿y³ pan.

Zabraæ go.

Dziêki.

Jeœli odbiera siê nam|tych, których kochamy

mo¿emy przed³u¿yæ im ¿ycie|tylko nadal ich kochaj¹c.

Domy trawi po¿ar, ludzie umieraj¹,|ale prawdziwa mi³oœæ jest wieczna.

DLA BRANDONA I ELIZY

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.