Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
ROZR�BA W MANILI
To na pewno by� on?
Czy kiedy� si� myli�am? Ani razu.
Nie jestem wrogiem. - Nie wa�ne.
Jego widzia�a�? - Tak, to on.
Cz�sto tam jest. - Zobacz jeszcze raz.
To on. - S�ysza�e� sier�ancie,
czym si� zajmowa�a? - S�ysza�em o tym.
Jaka� melina.
To Diaz.
Dobra, bierzemy tylko Diaza i wychodzimy.
Co z dziewczynami? - Zostawiamy je.
Trzymaj. - Dzi�ki Nick.
Spadaj.
Narka, ch�opaki.
Naprz�d!
Gdzie jest Carlos? - Nie znam nikogo takiego.
Wchodzi� tu z kumplami i laskami.
Pewnie nie zauwa�y�em.
Widzia�e� go, gdzie poszed�? - Tam...
4-te pi�tro, dw�ch ich by�o.
Naprz�d.
Idziemy.
Cesar?
Cesar.
Cesar, odbi�r.
Cesar.
Centrala, tu grupa uderzeniowa, kod: 1045b.
Odbi�r.
Nie ma sygna�u sier�ancie.
To pu�apka, wiedz�, �e tu b�dziemy.
Cze�� ch�opaki, mnie szukacie?
No to jestem.
Padnij!
Wycofa� si�.
Ranny? - Nie, a ty?
Nie.
Jestem pusty.
Sier�ancie...
Sier�ancie... oberwa�em.
Chod�my.
Sier�ancie...
Sier�ancie umieram. - Nie.
B�dzie dobrze.
Trzymaj si�, pomoc nadejdzie.
Dawaj, w�a�nie tak.
Dalej.
Ruszajcie, szybciej!
Nick?
Nick!
Kochany... witaj.
Lekarz m�wi�, �e masz szcz�cie.
G�owa mocno nie uszkodzona.
Z klatk� troch� gorzej,
trzeba to wyleczy� i b�dzie dobrze.
Witam Sofia. - Dzie� dobry.
Nie powinienem tego prze�y�. - Tak nie m�w, Nick.
Ma racj�, bandziory dobrze si� przygotowali.
Musieli mie� cynk.
W niczym nie ma twej winy.
Poruczniku, mo�na na s�owo?
Tak, kapitanie? - W�a�nie wr�ci�em od szefa.
Wiesz, �e na nas spadaj� najgorsze oskar�enia?
Co si� sta�o? Tam morze krwi.
Ca�a grupa zgin�a. - Za pozwoleniem kapitanie,
nikt si� nie spodziewa�, �e to syndykat.
Byli przygotowani. - Dziwne, �e on prze�y�.
Sier�ant, to jeden z najlepszych naszych ludzi.
Tu karier� ju� sko�czy�, z�ama� zasady.
Jego beztroska doprowadzi�a do tego. - Prosz� pana, to nie jego wina!
Nie m�drzyj si�, on nie zachowa� zasad.
Nie ma miejsca w naszych szeregach, przeka�cie mu to,
albo to samo ciebie czeka. - Co?
Prosz� pana, czy to jest obraza? Mnie pan obra�a?
Do�� poruczniku! - Pan mi grozi?
Poruczniku, jest pan wolny!
Kapitanie...
Kapitanie... Jestem winny.
To moja wina.
DWA LATA PӏNIEJ
Ile czasu mo�na le�e� na tych le�akach?
Co proponujesz?
Trzeba co� wymy�li�.
Przyjechali�my tu odpocz��...
a potem wyk�pa� ci�.
To ciekawe!
Drinka?
Tak, przynie�.
Jeszcze jeden m�wisz.
No ju� dobrze!
Dorn.
Wo�aj pomoc!
Nie!
Nie, nie! Co...
Kto...
Czemu... - Dlaczego?
Kocham ci�. - I ja ciebie.
Zawsze ci� kocham, b�dzie dobrze.
B�dzie dobrze. Matt?
Nie, nie, Matt!
KWATERA G��WNA POLICJI W MANILI
Dzie� dobry, porucznik Kalalo.
Bardzo mi przykro.
Poruczniku, siedz� ju� tu par� godzin.
Powiedzia�am waszym ludziom ju� wszystko co widzia�am.
Czyta�em pani zeznanie.
Rozumiem to, �e pani prze�ywa trudne chwile.
Mamy potwierdzenie, �e pani m�� pracowa� w FBI, teraz jeste�cie na wakacjach,
jak pani m�wi�a. - Czyli pan wierzy w moje zeznanie.
Mo�e pani powiedzie�, czy m�� mia� powi�zania z jakimi� przest�pcami?
W jakim sensie?
Opr�cz pani m�a zabito jeszcze trzech, sami niewinni ludzie.
Tu jest wiele gangster�w.
Walcz� ze sob�... - To nie gangsterskie wojny.
Da�am wam opisy sprawc�w zab�jstwa m�a.
Dzi�kuj� za to, mamy wiele zezna� i opis�w,
jak wygl�dali przest�pcy.
Wed�ug mnie ten jest szefem.
Ciekawe.
Jestem rysownikiem w kryminalistyce, poznaje go pan?
Przykro mi, nie.
Niech pani chwilk� poczeka.
To detektyw Joan Vernsabio, jest z wydzia�u zab�jstw.
Witam pani Wells, wyrazy wsp�czucia.
Ona zawiezie pani� w bezpieczne miejsce.
Mo�emy zajecha� na chwilk� do mnie?
Przepraszam, to niebezpieczne.
Co? - Przepraszam.
Mamy ogon. Spokojnie.
Ju� w porz�dku, oderwali si�.
Policja.
Spokojnie.
Nie!
Ca�a?
Znasz ich?
Nie. - A oni tak.
Dlatego nie mo�na wraca� do siebie.
Dobra jeste�.
Poka�.
Co? - Nie wiem jak ruszy�.
Posz�o, te nowo�ci.
To moja �ona! - Niech pan patrzy dalej.
Co to za jeden? - To David Beacos.
Handlarz maszynami, p�otka.
Dlaczego? - Patrz dalej.
Ma dw�ch kochank�w? �dzira.
Niech pan zobaczy.
Trzech? - To klienci.
Panie Kamado, to klienci, jest profesjonalistk�.
Jest prostytutk�? - Fajna laska, wy�szy sort.
Gdzie� o tym czyta�em.
Nie powinienem si� �eni� z tak m�od�.
Eh, tak...
reszta nie wa�na.
Nie trzeba wi�cej ogl�da�.
Mo�e serce nie wytrzyma�. - Do��.
�a�!
Przepraszam.
To zdj�cia.
Przykro nam z tego powodu panie Kamato.
Nale�no��.
Do zobaczenia, panie Kamato.
Nie przeginasz, Charlie?
Troch� si� zapomnia�em.
A tym kliencie te� zapomnia�e�?
Tak formalnie... to nie by�em klientem.
Nick, nie mam �adnej �adnej laski.
Popatrzymy jeszcze raz? - Dawaj.
Jak tam?
W porz�dku, poznajcie si�, to pani Wells.
Charlie Benz, prywatny detektyw.
Czemu tutaj?
Porucznik uwa�a, �e oni tobie pomog�.
Kim oni s�?
To Nick Peyton pracowa� w grupie uderzeniowej,
a to Charlie Benz, pracowa� w policji w Los Angeles.
Dlaczego pan zrezygnowa� z pracy?
By�a wsypa, wzi��em to na siebie.
Panie Benz, a dlaczego pan zrezygnowa�?
Trudno wyja�ni�. - Obraca� �on� swego szefa.
Wcze�niej on mia� problemy.
To sexocholik. - Jestem na terapii.
Jak... - Pani Wells,
to profesjonali�ci w tej pracy.
Prosz� uwierzy�, oni pomog�.
W czym?
M�� pracowa� w FBI, zna� tych ludzi.
Zajmowa� si� jak�� spraw� tego drania.
Jego ksywka to: Prizrak (duch).
Wcze�niej zrobiono portret.
Ju� spotka�em skurwiela.
Mo�ecie go znale��? - Je�li tu wr�ci�, tak.
Trzeba zrobi� to szybko, co chwil� zmienia miejsca.
Chwilka...
Prizrak?
To ten kt�rego nikt nigdy nie widzia�?
A ten kto go zobaczy�, to ju� trup.
Jego mamy szuka�? - Tak.
Sabio m�wi�a, �e cz�sto zmienia miejsca.
Nie ma go teraz na Filipinach.
Mia�e� z nim do czynienia, o ma�o �e� nie zgin��.
A jak m�wi�, ma pot�n� armi�.
Pi�knie.
Czemu policja si� tym nie zajmie?
Poniewa� Kalala uwa�a, �e wielu policjant�w jest w jego r�kach.
Specjalnie podstawiono Nicka, gdy mia� aresztowa� Carlosa Diaza.
Pos�uchaj... pani Wells, to prawie nie mo�liwe.
Prawd� jest, �e nasza robota jest trudna, potrzeba du�o znajomo�ci.
Zap�ac� wam 50 tys.$, je�li go znajdziecie.
Poszuka� mo�na. - I drugie 50 tys.jak go mi przyprowadzicie.
Nie jest wieczny.
Wiecie gdzie mo�e by�? - Nie.
W porz�dku, nie sprzeciwiam si�.
Dasz rad� sam? - Zabior� ci� do siebie.
Porucznik m�wi�, �e to nieoficjalnie, dajcie mu zna�, jak go dorwiecie.
I... Nick... nie zapominaj, �e masz przyjaci�.
Od czego zaczniemy? - Od informator�w.
Mo�e co� powiedz�. - Je�li co� powiedz�.
Nam�wimy ich. - Nam�wimy?
Staniesz si� Godzill�? - Godzill�?
Jak sobie we�miesz co� do serca wiadomo jak b�dzie.
Nie za ka�dym razem. - Powiedzmy.
Mo�e raz. - Zawsze tak samo.
A ty w swym �yciu nie ubrudzi�e� r�k?
Kiedy by�em glin�? - Tak.
Robi�em swoj� robot� i nie bra�em jej do serca.
A teraz pewnie tak b�dzie.
Jeste�my zwyk�ymi detektywami, nie terminatorami.
Nieudaczniki.
Ja tak nie mog�.
Chcesz to zrobi�? - Chc�.
Dobry, szukamy tego faceta.
Nie, nie widzia�em go.
Na pewno? - Tak, na pewno.
Dobra.
Trudno.
Wszyscy milcz�. - Mo�e i co� wiedz�.
Albo boj� si� ruskiego, dr�gala.
Trzeba to zrobi� po mojemu.
To nas uratuje. Zobacz Nick...
wiem ile to dla ciebie znaczy... - Nie, nie wiesz.
Ten skurwiel wybi� mi oddzia�, musz� si� zem�ci�.
Dobra, rozumiem to.
Przepraszam.
Za co?
Cze�� Nick, Charlie...
Cze��.
Jak tam, jak rodzice?
Dobrze, wszystko po staremu.
Je�dzisz po ca�ym mie�cie. Widzia�a� go?
Kto to?
Bardzo z�y facet.
Musimy go znale��.
Dobra, rozejrz� si�.
Poprosz� Kiki o pomoc. - Jest dobra.
Jej, nie, jest w klinice.
Widzia�am j� wczoraj z Datu w klubie "Ciki" na lanczu.
To pierwsze miejsce gdzie weszli�my.
M�wi�em, aby robi� po mojemu.
Twoje s�owo jest zawsze ostatnie? - Dok�adnie.
Co sobie �yczysz? - Informacji.
Nic nie wiem o tym facecie.
Chc� go znale�� Datu.
A kto to?
Do�� tego!
Nie znam nikogo takiego!
Gdzie Datu? - Nie znam nikogo takiego.
A nie m�wi�em ci?
Gadaj. - Naprawd�, nic nie wiem.
Tam! Jest do g�ry.
Tam jest.
Dzi�ki.
To Niko�aj Peyton. - W porz�dku.
Otw�rz.
Tylko spokojnie. - Wyluzuj.
No zobaczcie!
Kto tu przyszed�, co� zapomnia�e�?
Ju� nie jeste� glin�. To prawda.
To inna sprawa. - Chc� kogo� znale��.
Co szukasz? - Gdzie Kiki?
Sk�d mog� wiedzie�, wsz�dzie.
Rozumiem, my�lisz, �e� cwaniak?
W co ty si� mieszasz Peyton?
Zarwa�em Kiki, �apiesz.
�adniutka, lepiej odsu� si�...
tw�j kole� teraz oberwie. Spadaj!
Przepraszam, Dato.
Wybaczcie ch�opaki, musimy i��.
Czas zamkn�� ci mord�.
Bra� go!
Kato!
Wsta�.
Jak m�wi�em...
dwa pytania.
Pierwsze...
gdzie Kiki?
Kurwa jego ma�!
31... "nie za�apa�am, jaki� adres".
Drugie pytanie... kto to?
Nie wiem, ja nie wiem.
Jeszcze raz...
M�wi�em, nie znam go, jak Boga kocham!
Zosta� na miejscu.
My�la�em, �e jeste� w klinice. - By�o do dupy, uciek�am.
Zmieni�a� miejsce? - Gospodarz chcia� zap�at�.
Kto to? - Prizrak.
Naprawd�? - Tak.
Nigdy go nie widzia�am.
Du�o o nim s�ysza�am.
Ten cz�owiek przenosi g�ry, z Charlim pracujemy dla jednej kobiety.
Zabi� na jej oczach m�a.
Cze��. - Cze��.
Jestem Sofia, a ty pewnie jeste�...
To Kiki, nasz informator. - Fajnie.
Czyli to twoja dziewczyna.
Mam tak� nadziej�. Lubisz chinszczyzne?
Tak, jest smaczne. - Jest z Nowego Jorku.
By�em glin�, a ona reporterem. - I jestem.
Potem, kiedy wys�ano mnie na Filipiny
Nick powiedzia�, �e nie pozwoli mnie tu lecie� samej.
Przyjecha�em za ni� z Los Angeles.
Znalaz�em tu prac�, w grupie specjalnej, to wszystko.
- Jaka ciekawa historia mi�o�ci. Dzi�ki.
Kochanie, a wiesz �e dzi�...
jest pi�tek? Teatr.
Nie m�w, zapomnia�e�?
P�jdziemy? - Oczywi�cie.
Dzi�ki. Na razie, Kiki.
Pozdr�w Charliego. - Nie zapomn�.
Na razie.
Przynios�em jedzenie.
Masz pozdrowienia od Sofii.
Nie wiem o co chodzi.
Nie wiem czy to wa�ne, wczoraj by�am w barze u Julity.
Zwyk�a ta�c-buda.
Tak m�wi�.
Nie wa�ne, by� tam facet.
z d�ugimi jasnymi w�osami. - D�ugie, jasne w�osy?
Tak, nazywali go... Dorn.
Podobaj� mu si� tutejsze dziewczyny wiele razy pojawia si� w mie�cie, by� tam wczoraj.
Ostatni raz widzia�am go 3 lata temu,
jak szuka�e� Carlosa Diasa. - Ile czasu go wczoraj widzia�a�?
jak by� szcz�liwa pora. - Tak w�a�nie ona wraca.
Za �arcie trzeba zap�aci�.
Rozumiem.
Na razie zostaniesz tutaj, masz u nas prac�.
Jeszcze jedno Kiki...
bierz.
Jutro je odpracujesz.
B�dziesz tu pracowa�.
Odbiera� telefony, a tam jest biurko sekretarki.
Mamy takie biurko? - Jeste� sekretark�.
Nawet zaplanowali�cie wydatki. - Przywykniesz.
Boss!
To szef!
Witam.
Jak to robisz? - Co?
�e zwracaj� na takiego sexocholika uwag�. - No, to... zwyczajnie.
Co zrobi� jak w oko�o
tyle towaru. - Towaru?
Filipi�skich dziewczyn.
S� niesamowite,
tak po prawdzie, mam niesamowit� si�� woli.
Jeste� dobry Charlie.
Wiem. O, to on.
Nie za mocno nie naciskaj, bo nie b�dzie m�g� m�wi�.
Nie martw si�.
Cze�� Charlie. - Cze�� Anton.
To Peyton. - Jest tam.
Hej Charlie. - Cze��.
Mi�o ci� zn�w widzie�. - Mnie te�.
Zwyk�y towar?
Nie zadzwoni�e�.
Chcia�em, ale mam wa�n� robot�.
Jaki� z�y facet? - Co ty, kumpel.
To panna DeVino, DeVino to Peyton.
Peyton. - Panno DeVino.
No dobra, wystarczy.
Szukamy jednego go�cia,
wysoki jak Peyton. Blondyn.
Dorn. - Tak.
Charlie, nie chc� mie� nieprzyjemno�ci. - Czy ja by�em nieprzyjemny?
No dobra, wystarczy.
Prosz�.
Dzi�ki.
Wejd�my po cichu.
No tak.
Nie ruszaj si�!
Laski, spadajcie. Szybko!
Kim jeste�cie? - Nie pami�tasz?
Chcieli�cie mnie zabi�.
My�la�em, �e zdech�e�. - Jak widzisz, nie.
No tak, dwa lata temu...
uda�o ci si�.
Dobra, idziesz z nami.
Po co?
Trzeba pogada�. - Gliniarze?
Nie.
Nie uspokoi�e� si�.
Wiecie co? Wyjd� st�d.
Je�li macie m�zgi, to wiecie, �e jeste�cie sztywni.
Wiem o czym chcesz gada�, spluwa ci nie pomorze.
Zabij mnie, albo zejd� mi z drogi.
Nick...
Albo to za�atwmy jak m�czy�ni,
i nam�wisz mnie abym gada�.
Nick, co robisz?
We� bro�, Charlie.
Charlie, jak tam?
Nie zap�aci�e�...
Charlie... m�wi�e�, �e nie b�dzie draki!
Stale to samo.
Z drogi!
Kogo� pan, goni? - Takich dw�ch longali.
Policjant? - Prywatny detektyw.
Gonisz za nimi? - Jeden to bandzior.
Gdzie pobieg�? - Do tamtej bramy.
Rozumiem. - Mog� pokaza� skr�t.
Trzymaj. - A ty gdzie?
Przepraszam!
Jestem Larysa. - Ja Charlie.
Studentka, przyjecha�am tu do odmiany. - Fajnie.
To niebezpieczne? - Troch�.
Marz� o wyst�pie na olimpiadzie. - Wierz� w ciebie.
To on!
Dzi�ki. - To on.
No dalej!
Z�apa�em go. - Da�e� rad� beze mnie.
Tak! Nawet ca�y.
Nie chc� si� miesza�, ale fajna muskulatura.
Musz� zrobi� fotk�.
Nie, nie.
�adnych zdj��. - Pracujemy pod przykryciem!
Dzi�ki, b�dzie dobrze,
i udanej olimpiady. - Dzi�ki.
Trzymam za ciebie kciuki.
Olimpiady? - No co?
Lubisz ta�czy�?
- Nie kombinuj.
Ja zadaj� pytania, ty odpowiadasz. - Facet, widzia�em jego prac�.
Dorwali�cie go!
Martwy? - Nie.
�pi.
Rozrabia�, to go uspokoili�my.
Jak to zrobili�cie?
Teraz to widzia�am, czyli jest zak�adnikiem.
Dok�adnie. - Dlaczego?
Porwanie, strzelanie w miejscu publicznym.
Sutenerstwo. - To tak�e.
I wiele innych. - My�la�am, �e zajmujecie si�,
czym� innym, a nie bandziorami. - Te� tak my�la�em.
To robili�cie w policji? - Wiele wi�cej.
Najwa�niejsze, by Dorn odpoczywa� w baga�niku.
Je�li go kto� przyjdzie i b�dzie nas szuka�
nie wiesz... - I w mord�.
Nie znasz Dorna. - Co� m�wi�e� o niewierno�ci.
A jak zjawi� si� gliny? - Zn�w w mord�.
Nic nie m�w, mog� pracowa� do Cole'a.
Kto to? - Prizrak (Duch).
Tak mi Dorn powiedzia�. - Pracuj� dla was?
Tak, je�li zechcesz. - Dobra.
Chc� ubezpieczenie. - Nie da�em ci jeszcze.
Tak jak oberw�, to b�dzie za ma�o. - No tak.
Czas na nas. - Tak.
Ubezpieczenie? - Tak.
Poczekaj. - �liczna.
Nick, znam ci�, co� si� dzieje, powiedz o co chodzi.
Nic strasznego.
Boj� si� o ciebie, powiedz prawd�.
Jest robota, kt�r� trzeba zamkn��.
Niebezpieczna?
Tylko spr�buj si� sp�ni� w pi�tek do teatru.
B�d�, obiecuj�.
Nie martw si�.
Na razie.
Czemu Dorn gada�?
Za bardzo si� martwi� o swoje jaja.
Trzeba zaj�� si� jego okr�tem.
Nick?
Poruczniku znalaz�em Prizraka.
Potrzebna pomoc.
Gdzie jeste�?
Dam namiary moim ludziom, jak jak ich wy�lesz.
Peyton, jak zwykle nikomu nie wierzysz?
A ty nadal �pisz z Peterem
na p�atnych parkingach?.
Ich znasz.
Tak, grali w paru filmach.(to moje)
A teraz mamy os�ania� twoj� dup�? - To mnie si� podoba, kapitanie.
Ty mnie os�aniasz. - Mi�o mi.
Peyton ile to lat? - Witaj, Dillon.
Witaj. - Cze��.
A ten kto, nauczyciel ta�ca?
To Charli, m�j przyjaciel.
Charlie, to Haines, Ford, Dillon i Victor.
Cze��. - Jeszcze jeden Rusek?
Ruskich pe�no na �wiecie.
Kto tu gada po rusku.
To biling.
Wiesz kto gada w jednym j�zyku? - Kto?
Jankesi.
Spoko. - Podbiera ciebie.
Tacy jeste�my. - Jasne.
Wcze�niej, pracowali�my ju� z Nickiem. - Rozumiem.
A teraz ja z nim pracuj�.
No dobra, prowad�cie gdzie �up.
Wiemy wszyscy, �e ci� podstawiono, Nick.
Nie mia�e� winy. - Dok�adnie.
Nadszed� czas zap�aty, dokopmy im.
Przygotowali�cie wszystko?
Zabrali�my wszystko co mo�liwe.
Nawet czapk� wzi��em. - Fajna.
Ta sztuka komu� jaja odstrzeli.
Dla mnie nic strasznego.
Zobacz.
Dorn powiedzia� prawd�.
Jeste�cie gotowi?
Jasne, on co tydzie� przyje�d�a.
Przypilnujemy ich.
Przy namiocie.
To Aldric Cole,
to skurwysyn.
Charlie, w choler� z pieni�dzmi.
Zg�upia�e�, przesta�!
Nie trafisz i b�dzie wiedzia� gdzie jeste�my, jeszcze go dostaniemy.
Mog� go zdj��, bez problemu.
Nie po�api� si� sk�d strzelano.
A RKM-y?
Kto szybko biega? - Ja!
Dasz rad� go podebra�? - Bez problemu,
tylko os�ona mi potrzebna. - I ostro�no��.
To jasne, nie inaczej.
Widzisz snajper�w?
To du�y problem, nie wiadomo ilu ich tam jest.
Nie dowiemy si�, a� do ataku.
S�uchaj sier�anta i przykrywaj nas.
Prizak wyczuje zagro�enie i pry�nie st�d.
Je�li mamy go dorwa�,
musimy zrobi� to sami i liczy� na siebie.
Ruszamy.
Rozwal� ich auta, to ich zaskoczy.
Wtedy ty ruszasz. - Pi�knie.
Viktor sk�d b�dziesz strzela�?
Z stamt�d.
Charlie, Ford i ja spuszczamy si� st�d.
Dostajemy si� do namiotu Cole'a.
Victor, czekasz na moment,
jak b�dziemy na pozycjach i zaczynasz.
Haines, za�atwiasz karabin maszynowy.
Dajesz czadu. - To nam pomo�e.
Jasne. Jak dorwiemy Cole'a, co z nim robi�?
Bra� �ywego, z Charliem musimy go dostarczy� pani Wells.
Po co?
Nie pytali�my.
Dorn gdzie� znikn��.
Id�.
Padnij!
Ognia, strzela�!
Wycofa� si�.
�li ch�opcy przyszli ratowa� �wiat.
Pocz�stowa� bym was cygarem,
ale to nie mo�liwe. - Pojedziesz z nami.
Tak my�la�em.
Laboratorium rozwalone, moi ch�opcy nie �yj�.
My�lisz, �e nie zabezpieczy�em si�? - Nigdzie nie wyjdziesz.
Mam przyjaci� na ca�ym �wiecie.
Nie zapomn� o mnie.
Nie przyszli�my ci� aresztowa�, idziesz z nami.
Jak noga? - Wytrzymam.
Prze�yjesz. Dobra robota.
Cole!
Zobacz sw�j ob�z. No zobacz!
No Niko�aj, napijemy si�, mo�e jakie� dziewczynki?
Posiedzimy, co? - Dzi�ki za wszystko.
B�dziesz w Manili to dzwo�, wylecz nog�.
I jak? - Zimno.
Zimno? - W Rosji jest teraz zimno.
Wtedy w�dk� pijemy zagryzaj�c chlebem razem z nied�wiedziami.
Jasne.
Pora si� zbiera�, chod�.
Nie d�ugo wr�c�. - Dobra.
Do widzenia. - Do widzenia.
Jak komu� b�dzie trzeba ty�ek wytrze�, zadzwo� do mnie.
Oczywi�cie, dzi�ki za wszystko.
Jak by co, jestem na zawo�anie.
Dzi�ki.
Mog� przeprosi�? - Kate?
Fajna jeste�. - Dzi�ki.
A jakby tak...
Spotkamy si�?
Z przyjemno�ci�.
Jak mnie zmienisz...
zabij� ci�.
Zadzwo�.
Jak wywal� ci� z roboty, przyjd� do nas.
U was troch� niebezpiecznie.
Porucznik b�dzie wiedzia� wszystko,
i nie b�dzie pyta�. - Dobra.
Co zrobisz z Cole?
Nie wiem, dostarcz� go pani Wells.
Nie p�jdzie do wiezienia.
W razie zmiany, daj zna�.
W porz�dku. Dzi�ki. �egnaj.
Nic si� nie udaje.
S�.
Dzi�ki, niech wejd�.
Kiki mo�esz i�� do domu, zobaczymy si� jutro.
My�la�am, �e... - Nie, jak b�dziesz wychodzi�, zamknij drzwi i wyjd�.
Zr�b to.
To Aldric Cole - Prizrak
i Dorn, jego Wiking.
Nie tw�j interes z kim si� zadaj�!
Zamknij si�!
Zabi�e� mego m�a, Matthew.
To co powiecie, to wasza jedyna szansa.
Matthew by� dobrym cz�owiekiem.
Wspania�ym m�em.
Dobrze strzela�.
Nauczy� mnie wszystkiego o broni i nauczy� strzela�
Jakie smutne, sko�czy�a�? - Nie.
Aresztujecie mnie?
Nie.
Pani detektyw, musz� zadzwoni� na lotnisko,
chcia�abym wr�ci� do domu. - Dobrze, pani Wells.
Pieni�dze b�d� na waszym koncie jutro, odpowiada wam?
Tak.
Panie Peyton, Benz... Dzi�kuj�.
Daj zna�, gdzie i kiedy.
Dobrze.
Co teraz robimy?
Usi�dziemy? Odpoczniemy troch�.
Zabra�em od Cola jak tam byli�my.
Jemu nie potrzebne. - Racja.
Nie z�e.
Trzeba takie kupi�.
Kupi�.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.