Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Nazywam si� Frances Hill. Ale znajomi zw� mnie Fanny.
Urodzi�am si� w ma�ej wiosce po�o�onej 200 mil od Londynu.
Rodzic�w mia�am biednych, ale uczciwych.
Kiedy by�am dzieckiem, zabra�a ich zaraza - czarna ospa.
Pozosta�am bezbronna i niemal bez pieni�dzy.
Moj� fortun� stanowi�o zaledwie 17 szyling�w,
a ca�y maj�tek mie�ci� si� w torbie.
Op�aciwszy podr�, z sakiewk� i torb� w d�oniach,
wsiad�am do dyli�ansu, aby szuka� szcz�cia w Londynie.
Wiejskie wychowanie nie przygotowa�o mnie na niespodzianki.
Zd��y�am si� jednak przekona�, �e niekt�rych z nich lepiej unika�.
Tutaj, sir.
- Ma czasomierz. - Tak.
Przepraszam, przepraszam, sir. Nie chcia�am nic panu zrobi�.
Zostaw mnie. Ju� dosy� przez ciebie wycierpia�em.
Z drogi. Odej��.
- Pom�c panience? - Nie, dzi�kuj�.
- Wracaj, st�j! - Pomocy.
Skradziono mi zegarek i okulary. To ta dziewczyna. �apa� j�.
�apa� z�odziejk�. Za ni�.
�apa� z�odziejk�.
Zatrzyma� z�odziejk�!
Ona jest z�odziejk�! Zatrzyma� j�!
�apcie j�.
- Co si� sta�o, moja droga? - Och, okradziono mnie.
Mam tylko to co na sobie. Jestem sama.
- Nie mam dok�d p�j��. - Musisz podj�� prac�, kochana.
- Jak mam to zrobi�? - To �atwe dla ciebie.
Silna, przystojna m�oda kobieta. Udaj si� tam.
To biuro po�rednictwa. Zap�acisz za to 2 szylingi.
- Masz pieni�dze? - Bardzo ma�o.
Wystarczy. Tego drugiego szylinga dasz kancelistce.
Nawet nie wiem, czy dostan� prac�.
Nie dowiesz si�, je�li nie zapytasz. Id� ju�. Dalej.
Id� tam.
- Czego chcesz? - Pracy, prosz� pani.
- Gdzie masz szylinga? - Prosz�.
- Nazwisko? - Fanny. Fanny Hill.
- Gdzie mieszkasz? - Dopiero co przyjecha�am.
- Nie masz przyjaci� ani krewnych? - Nie, prosz� pani.
Nie wygl�dasz mi na siln�, zdoln� do ci�kiej pracy.
- Zrobi� wszystko. - Usi�d� tam.
Czekaj na swoj� kolej. Nic nie obiecuj�.
Chwileczk�.
Obr�� si�, moja droga. �mia�o.
- Szukasz mieszkania? - Tak, prosz� pani.
- I szansy na prac�. - No c�...
Ja szukam s�u��cej. Jak ci na imi�?
- Fanny, prosz� pani. - Londyn to zepsute miejsce.
Nie przebywasz w z�ym towarzystwie?
- Nie, nie mam �adnego. - Bardzo dobrze.
To mo�e ulec zmianie.
Masz tu co� za fatyg�, moja droga.
Zawsze mi�o si� z pani� pracuje, pani Brown.
- Chod� zatem. Gdzie masz rzeczy? - Skradziono mi, prosz� pani.
- Mam tylko to co na sobie. - Wielkie nieba.
B�dziemy musia�y jako� temu zaradzi�.
Chod�.
- Co za wielki dom. - Fanny, kochanie.
Jest powszechnie uwa�any za jeden z najlepszych w Londynie.
Droga, Martho. Poznaj Fanny Hill.
Zatrudni�am j�, �eby...
- dba�a o moj� po�ciel. - Tak, prosz� pani.
I nakazuj� ci, Martho, traktowa� j� z takim szacunkiem,
z jakim traktujesz mnie. Fanny mi si� podoba.
- Dziewczyny s� zaj�te? - Panna Phoebe jest wolna.
- I jedna lub dwie inne. - �wietnie, niech przyjd�.
Poznaj� Fanny.
Tak, prosz� pani.
Czy panna Phoebe i pozosta�e s� s�u��cymi?
Nie do ko�ca, Fanny. Mo�na je raczej nazwa� krewnymi.
Tak jest. Bardzo bliskimi krewnymi.
Dziewcz�ta, to nasza nowa towarzyszka. Fanny Hill.
- Masz si� dobrze, Fanny? - Dzi�kuj�.
Spodoba ci si� tutaj.
Dobrze si� pani spisa�a. Ma jakie� do�wiadczenie?
Ty si� tego dowiedz, droga Phoebe.
Dziewcz�ta, zabierzcie Fanny na g�r� i zajmijcie si� ni�.
�wawo, �wawo.
Phoebe, obchod� si� z ni� bardzo delikatnie.
My�l�, �e jest w niej co� bardzo cennego.
- Ma pani na my�li jej cnot�? - W�a�nie m�wi�.
I sporo za ni� wezm�. Mo�e nawet dwa razy,
je�eli b�dzie j� ostro�nie wykorzystywa�.
Nie b�d� wulgarna!
Serdeczne Polly i Jane nie mog�y si� nachwali� dobrej, kochanej pani.
M�wi�y, �e mia�am szcz�cie natykaj�c si� na ni� ni� na kogo� pod�ego.
Te hymny wzbudzi�yby podejrzenie u ka�dego poza tak� prostaczk� jak ja.
Fanny, k�piel by�a przyjemna?
Pomog� ci.
- Polly, Jane, chod�cie do salonu. - Dzi�ki, Martho. Dobranoc, Fanny.
- Dobranoc. - Dobranoc, Phoebe.
Phoebe podtrzymywa�a k�amstwa na temat moich przysz�ych pos�ug.
Moim zadaniem by�o towarzyszy� pani Brown,
a �eby wdro�y� si� w rol�, mia�am trzyma� si� z boku
przez kilka dni, dop�ki nie nab�d� nale�ytej og�ady.
W zupe�no�ci mi to wystarcza�o, ale dalekie to by�o jednak od prawdy.
Jakie mi�kkie i wygodne. Nigdy wcze�niej nie spa�am w takim �o�u!
Co to za ha�as?
Pani Brown ma go�ci. Z pewno�ci� dobrze si� bawi�.
Troch� ciszej, dziewcz�ta.
Phoebe ma na g�rze towarzystwo.
- Dlaczego Phoebe nie zejdzie do nas? - Ma na g�owie wa�ne zadanie.
Jest zaj�ta.
O ile znam Phoebe, istotnie jest bardzo zaj�ta.
- Dobrze si� wy�pisz. - Z pewno�ci�.
Pomy�l, co by si� z tob� sta�o, gdyby� nie trafi�a na nasz� pani�.
Dr�� na sam� my�l.
Na szcz�cie jeste� z nami, droga, s�odka Fanny.
Phoebe, kt�ra, jak mia�am si� przekona�, nie przepuszcza�a �adnej okazji do frywolno�ci,
zacz�a mnie z zapa�em ca�owa�.
To by�o co� nowego, ale uzna�am to za czyst� uprzejmo��,
kt�r� by� mo�e w�a�nie tak okazywali Londy�czycy.
Odda�am poca�unki z �arliwo�ci�, na jak� pozwala�a mi moja niewinno��.
Zach�cona nimi Phoebe b��dzi�a swoimi r�koma
po ca�ym moim ciele, dotykaj�c je i uciskaj�c.
Zaskoczona nabra�am podejrze�.
Pochlebstwami, kt�rymi przeplata�a t� inwazj�
w znacz�cy spos�b wp�yn�a na moj� bierno��.
A jako, �e nie zna�am z�a, nie obawia�am si� go,
zw�aszcza ze strony tej, kt�ra nie skrywa�a swojej kobieco�ci
prowadz�c moje d�onie ku swoim zwisaj�cym piersiom,
kt�rych wielko�� i obj�to�� w pe�ni dowodzi�y jej p�ci.
Przynajmniej dla mnie, albowiem nigdy nie mia�am por�wnania.
Jak�e czaruj�c� istot� jeste�.
Szcz�ciarzem b�dzie ten, kt�ry uczyni ci� kobiet�.
Dla ciebie sama chcia�abym by� m�czyzn�!
Odp�yn�am my�lami, by�am zdezorientowana.
Mia�am za du�o nowych dozna�.
Moje rozgrzane, wyostrzone zmys�y pozbawi�y mnie resztek wolnej woli.
Nie, nie wolno ci, moja s�odka, ukrywa� tych skarb�w.
M�j wzrok i dotyk chc� si� nimi nacieszy�.
Musz� po�re� oczyma t� j�drn� pier�.
Pozw�l mi j� ca�owa�.
To za ma�o. Musz� j� poca�owa� raz jeszcze.
Ty zepsuta dziewucho.
No dobrze. Popatrzmy sobie.
Masz g�adkie spr�yste bia�e cia�o. Tak delikatnie ukszta�towane.
I tak przepyszne tu, na dole. Niech zobacz� t� ma�� szczelin�.
Nie zdo�am si� powstrzyma�. Musz�, musz�...
Dzie� lub dwa p�niej pani Brown mia�a go�cia.
Bogaty kupiec odwiedzi� j� w sprawie, jak si� p�niej okaza�o,
cennego przedmiotu, kt�ry to pani Brown mia�a na sprzeda�.
- Pan Crofts do pani. - Dosta�em list od pani.
Sk�d mam wiedzie�, �e to dziewica? Obecnie s� rzadkie.
Dlatego s� takie drogie, panie Crofts.
- Do rzeczy, pani Brown. Ile? - 50 gwinei.
Na pocz�tek, i dodatkowe 100, kiedy j� pan dosi�dzie.
- 150 gwinei? Oszala�a pani. - Jeszcze jej pan nie widzia�, panie Crofts.
Nie wierz� w to, �e to naprawd� ja!
- Dzi�kuj� ci, Phoebe. - Podzi�kuj pani Brown.
- Pan Crofts czeka na dole. - Dzi�kuj�, ju� schodzimy.
- Pani Brown chce ci� widzie�. - Oka�� jej swoj� wdzi�czno��.
To nie b�dzie trudne. Chce ci� przedstawi� swojemu kuzynowi.
Przystojny, bogaty i dojrza�y. Jak smak dobrego wina.
Jestem zaj�tym cz�owiekiem. Sp�ni� si� na gie�d�.
Ubieraj�cej si� damy pod �adnym pozorem nie wolno pop�dza�.
Co innego, kiedy si� rozbiera.
- Jeste�my, prosz� pani. - Phoebe, ona wygl�da cudownie.
Fanny, poznaj pana Croftsa.
A wi�c to ty jeste� ta m�oda Fanny. Odwr�� si�, moja droga.
Wybornie.
A ten drobny interes o kt�rym m�wili�my?
Nie widz� powodu, �eby nie dobi� targu.
- Dzi�kuj�. - Dostawa natychmiastowa.
B�dzie m�drzej,
je�eli wcze�niej upewni� si�, �e towar jest bez zarzutu.
Ale koniecznie dzisiaj, pani Brown.
Nalegam... Towar mo�e si� uszkodzi� nie u�ywany d�ugo.
Bardzo dobrze, a wi�c dzisiaj.
- Powiedzmy o 7-mej? - Zgoda. Wr�c� tu, droga Fanny.
O 7-mej. Przyjd�.
- Nie m�wi�am, �e to d�entelmen? - Jest stary i brzydki.
Bzdura, droga Fanny. Ma serce ze z�ota.
- I chce je dobrze ulokowa�. - Tak. Id�, droga Fanny.
Za�yj odpoczynku. I Fanny... zapami�taj.
Je�eli nigdy nie p�ywa�a�, najlepiej rzuci� si� na g��bok� wod�.
W ten spos�b nauczysz si� p�ywa�.
Pani Brown i Phoebe ca�y dzie� wychwala�y cnoty pana Croftsa.
Kiedy si� zjawi� o ustalonej godzinie,
o�wiadczy�y, �e maj� um�wione spotkanie na mie�cie.
Zostawi�y mnie zdan� na jego �ask�.
Pan Crofts nie marnowa� czasu i przyst�pi� do dzie�a niezw�ocznie.
Chod� no tu. Poka�� ci. Chod� tu.
Wyno� si� st�d!
Chod�, poka�� ci.
Zap�aci�em za ciebie pieni�dze.
- Dostan� ci�! - Nie, nie.
Wystarczy! Wystarczy ju�!
Wystarczy! Wystarczy ju�
Fanny, nic ci nie jest?
Przekl�ta ma�a dziwka. Dziewica, tak? Akurat!
Jaki� wie�niak ju� dawno j� rozdziewiczy�.
Odzyskam ca�� sum� od pani Brown albo podam j� do s�du
za ka�dego centa! Zapami�tajcie moje s�owa!
Pani Brown maj�c 50 gwinei w kieszeni, kupczy�a mn� na nowo.
Dokona�a ustale� w celu ponownej sprzeda�y towaru,
za kt�ry pan Crofts zap�aci� ju� zaliczk�.
M�j cenny i s�ynny ju� stan zosta� przez ni� zarezerwowany
dla pewnego arystokraty, kt�ry mia� wr�ci� do miasta za dwa tygodnie.
Fanny. Chod�.
Musimy by� cicho.
Pewnej nocy,
Phoebe postanowi�a potajemnie kontynuowa� moj� edukacj�.
Podejd�.
Sp�jrz.
Zobacz co robi�!
- Podejd� tutaj. - Co? Zaczekaj.
Sp�jrz na to!
Fanny, chod� tu.
Zobacz!
Fanny, podejd�.
By�am poruszona tym co zobaczy�am i przepe�nia�o mnie uczucie oczekiwania.
- Kt�ra godzina? - W�a�nie min�a 6-sta.
M�j Bo�e. Przespa�em p� nocy!
Za du�o wypi�em i zasn��em.
Czemu ci� wczoraj nie widzia�em?
- Spa�am na pi�trze. - Sama?
- Tak. - Sypiasz tu, ale nie pracujesz.
- Z czego si� �miejesz? - Zdziwi si� pan.
Tak.
Nie spodziewa�bym si� znale�� tu tak� dziewczyn�.
Za jak� dziewczyn� mnie pan ma?
S�odk� i pi�kn�.
Kt�r� bardzo chcia�bym poca�owa�.
Mog�?
Kiedy Charles, bo tak mia� na imi�, odjecha�,
wr�ci�am do ��ka, ale nie mog�am zasn��. Ci�gle o nim my�la�am.
- Kto tam? - To ja, Martha.
Jaki� d�entelmen przys�a� ci list.
Nie m�w pani Brown. To wbrew regu�om.
- Na niebiosa! - Co si� sta�o?
Nic. Dzi�kuj�, �e przynios�a� mi list, Martho.
- Nie zapomn� ci�. - A czemu mia�aby�?
- Mieszkamy pod jednym dachem. - Oczywi�cie.
- �egnaj, Martha. - �egnaj?
Rozumiem.
�egnaj, Fanny.
Ja te� ci� nie zapomn�.
O brzasku nast�pnego dnia zesz�am na d�.
Odemkn�am drzwi i uciek�am z domu pani Brown.
�wawiej, moja droga. Musimy si� spieszy�.
W drog�, cz�owieku.
Jechali�my kilka mil do gospody, gdzie mia�am przebywa� z Charlesem.
Po raz pierwszy mia�am znale�� si� w ramionach m�czyzny.
Du�o widzia�am, ale niewiele wiedzia�am.
Modli�am si�, �eby Charles by� wyrozumia�y i delikatny.
- Bola�o ci�? - Troch�, ale to nic.
- Chyba nie by�a�... - By�am.
Mam wyrzuty sumienia.
Nie, to by�a najpi�kniejsza rzecz w moim �yciu.
Moja najdro�sza Fanny.
Podejrzewa�em, �e jeste� niewinna, ale nie, �e jeste� dziewic�.
Chc� ci si� przyjrze�!
Podobam ci si�?
Czy zwyci�zca loterii narzeka na szcz�cie?
Stopniowo dowiedzia�am si� wi�cej o swoim kochanku.
Jego ojciec by� bogatym armatorem.
Nie pa�a� mi�o�ci� do syna i wydziela� mu n�dzne grosze.
Zadowolona?
Jeste� moj� upragnion� nagrod�.
Jestem i b�d� twoja.
- Na zawsze? - Na zawsze.
Nim jednak Charles poczyni� kroki ku naszej wsp�lnej przysz�o�ci,
chcia� wyja�ni� pewne sprawy.
Dowiedziawszy si� o moich przygodach u pani Brown,
poradzi� si� u adwokata swojej babki,
kutego na cztery nogi pana Widdlecombe.
Pani Brown do pana.
Pani Brown, jak�e mi�o pani� widzie�.
Jaki pi�kny str�j. Zapraszam.
Zechce pani spocz��? Pani Brown.
Niezmiernie si� ciesz�, �e zdecydowa�a si� pani
- przyj�� moje zaproszenie. - To nie by�o zaproszenie.
Pos�aniec wyrazi� si� bardzo jasno, �e je�li tu nie przyjd�,
stra� przyjdzie po mnie.
M�j pomocnik by� nietaktowny.
Jednak o�miel� si� rzec. Do tego sprawa si� sprowadza.
M�j klient zwr�ci� si� do mnie z poufn� i osobist� spraw�
dotycz�c� pani i pani przedsi�wzi�cia.
Wi�kszo�� transakcji w moim domu jest osobista
i zazwyczaj niezwykle poufna, o czym powinien pan wiedzie�.
Czy s�ysza�a pani kiedy� o Hill?
Ale� tak. Jest Ludgate Hill i Highgate Hill.
Jest te� Tower Hill. Znam mn�stwo miejsc z Hill w nazwie.
A Fanny Hill?
Istotnie brzmi znajomo. Cho� nie mog� sobie dok�adnie przypomnie�.
To ma�e, czy du�e wzg�rze?
Stosunkowo niewysokie,
ale mo�e stanowi� dla pani olbrzymi problem, pani Brown.
Ach tak, oczywi�cie. Pami�tam. Fanny Hill.
Ulotni�a si� z mojego domu w eleganckiej koronkowej sukni, prawda Martho?
Nie mog� k�ama�. By�a lniana, nie koronkowa.
Len czy koronki to bez znaczenia. Uciek�a.
Uciek�a. Przed czym, je�li mog� zapyta�?
Nie musi pani odpowiada�. Sam powiem.
Uciek�a przed narzucaj�cym si� jej przedstawicielem p�ci przeciwnej.
Kr�tko m�wi�c, czmychn�a przed cz�owiekiem,
kt�remu sprzeda�a pani jej cnot�, pani Brown.
Mo�emy wytoczy� pani tuzin spraw. Wszystko jest spisane w tej ksi�dze.
S�d na Old Bailey na ka�dym posiedzeniu skazuje setk� z�oczy�c�w
oskar�onych o �wier� tego, co mogliby�my zarzuci� pani.
A wie pani co jest kar�, pani Brown?
Szubienica, ch�osta, zsy�ka. Do wyboru.
Uwa�am, �e pr�gierz to najlepsze na co mo�e pani liczy�.
Prosz�. B�agam o lito�� nad starsz� kobiet�,
kt�ra stara si� zarobi� na �ycie tak jak umie.
Prosz� o �ask� dla starej kwoki. Ona tylko dostarcza m�ode kurki szlachcicom.
Prosz� pos�ucha�, pani Brown.
Jestem pewny, �e pan Widdlecombe zgodzi si� na jakie� zado��uczynienie.
Prosz� wsta�. Wygl�da pani �miesznie.
Tak cokolwiek, sir. Zrobi� cokolwiek pan powie. Prosz� m�wi�.
Chodzi nam o restytucj�.
Ale� tak. Restytucja.
To kwestia "L�argent".
- Pieni�dzy. - Pieni�dzy?
- Jakie pieni�dze? - Te, kt�re otrzyma�a pani za jej cnot�.
- To by�y grosze. - Ca�kiem spore grosze.
- Czterdzie�ci. - Pi��dziesi�t.
- Szyling�w. - Gwinei.
- Funt�w. - Po�lijmy po s�dziego.
Chwileczk�. A wi�c 50 gwinei. A niech was diabli.
A zw�aszcza m�od� Fanny. Pozby�am si� paso�yta.
To twoja wina, wiesz o tym?
I tak dzi�ki posagowi pani Brown, cho� wyp�aconemu niech�tnie,
Charles i ja wynaj�li�my mieszkanie.
W ko�cu, po tylu przeszkodach, dobi�am do bezpiecznej przystani.
Rych�o przywyk�am do domowego szcz�cia.
Charles musia� jednak mnie cz�sto opuszcza�,
ale co najmniej trzy razy w tygodniu spali�my razem.
Ca�e moje �ycie toczy�o si� wok� tych nocy.
Cierpia�am ze zmartwienia i wyczekiwania, dop�ki nie przyby�.
Dni zmieni�y si� w tygodnie, a tygodnie w miesi�ce.
By�am tym szcz�liwsza, �e brzemienna.
Charles dzieli� moj� rado��, i cho� ojciec traktowa� go jeszcze surowiej
liczyli�my, �e pewnego dnia los pozwoli nam si� pobra�.
A je�eli w naszym rajskim ogrodzie �y� jaki� w��,
by�a nim pani Jones, w�a�cicielka kamienicy.
- Panno Fanny, na s��wko. - Pani Jones, co� si� sta�o?
Co za pytanie. To trzeci miesi�c, o ile si� nie myl�.
Nie myli si� pani, ale dlaczego to k�opot?
Poniewa� wynaj�am mieszkanie parze, nie tr�jce!
Nie zajmuj� si� pieni�dzmi. Prosz� porozmawia� z Charlesem.
- Porozmawiam. Kiedy przyje�d�a? - Dzi� wieczorem, pani Jones.
B�dzie w moich ramionach.
Czeka�am na niego na pr�no.
W�cibska pani Jones wypyta�a dyskretnie w biurze jego ojca.
Prawda by�a tak straszna jak si� obawia�am.
Jego ojciec us�ysza� o nas i postanowi� bez lito�ci zako�czy� romans.
Zwabiony podst�pem na okr�t ojca, Charles zosta� uprowadzony
i by� teraz w drodze do Indii. Biedny Charles, by� bezradny.
Nie m�g� nawet przekaza� mi s��w po�egnania.
Poroni�am, a strata dziecka, jedynej pami�tki po Charlesie
sprawi�a, �e sama zapragn�am umrze�.
Przez kilka dni by�a bliska �mierci.
Zwyci�y� jednak m�j op�r i ponownie zacz�am dba� o sw�j los.
Nie tylko ja si� nim przejmowa�am.
Musz� pani� prosi� o uregulowanie p�atno�ci.
Wliczaj�c czynsz, jedzenie, leki, piel�gniark� itd...
W sumie daje to: 23 funty, 17 szyling�w i 6 pens�w.
Kiedy zobacz� te pieni�dze, panno Hill?
D�ug to d�ug, a prawo to prawo.
Nie mam ochoty posy�a� takiej m�odej osoby do wi�zienia.
- Do wi�zienia? - Newgate, jak mi m�wiono.
Tam trafiaj� d�u�nicy na ca�e miesi�ce a nawet lata,
dop�ki nie sp�ac� nale�no�ci.
Rzecz jasna...
jest spos�b, �eby unikn�� takich nieprzyjemno�ci.
Tak si� sk�ada, �e znam pewnego d�entelmena,
kt�ry mo�e chcie� wybawi� pani� z k�opot�w.
- Znam tego d�entelmena? - Nie, nie, jeszcze nie.
Ale m�g�by napi� si� z pani� herbaty jeszcze dzisiaj.
Prosz� przesta�, panno Fanny. G�owa do g�ry.
Niech smutek nie szpeci tego pi�knego oblicza.
Fanny, ten uprzejmy d�entelmen, kt�ry przedstawia si� jako pan H.,
zgodzi� si� zaradzi� twojej niewyp�acalno�ci.
- Oczekuje teraz twojej wdzi�czno�ci. - Jestem mu bardzo wdzi�czna.
Nonsens, Fanny. Zrewan�uj si� odpowiednio.
- Mam nadziej�, �e nie b�dzie pan narzeka�. - Dot�d nie narzeka�em, pani Jones.
Widz�, �e ta klacz zapewni mi przyjemn� jazd�.
Je�eli b�d� zadowolony, by� mo�e dam jej now� stajni�
- i ca�e �r�d�o owsa. - Uwa�aj, Fanny.
Pan H. jest my�liwym i umie �ciga� zwierzyn�.
Zadbaj o niego dobrze, a on rozgrzeje ci� do gonitwy.
Dobrej nocy, Fanny. Do zobaczenia rano.
- W dobrym zdrowiu, mam nadziej�. - Dzi�kuj� pani, pani Jones.
- Dobranoc, sir. - Bardzo prosz�.
Dobranoc, pani Jones.
Prosz�, niech pan b�dzie delikatny. Mia�am tylko jednego m�czyzn�. Kocha�am go.
Klatka to klatka, m�oda damo. Nie tra�my czasu.
Gor�co tu, a przed nami praca. Dobierzmy odpowiedni str�j.
�wawo, m�oda damo. Szykuj si� do galopu.
Cwa�em, cwa�em.
Polowanie!
Hej, polowanie.
Tej nocy ma�o spa�am.
Po czu�o�ciach Charlesa brutalno�� pana H. okaza�a si� dzik� odmian�.
Aczkolwiek przyznaj�,
�e odnalaz�am niespodziewan� rozkosz w jego zabiegach.
Zgodzi�am si� zosta� jego kochank�.
Wkr�tce pozby�am si� nieprzyjemnej pani Jones,
kt�ra otrzyma�a nie tylko nale�ne jej pieni�dze,
ale te� i spory datek od pana H.
Zmieni�am mieszkanie na stylowy, niebrzydki domek w Richmond.
Dosta�am te� s�u��c�, m�od� i ch�tn� wie�niaczk�, Hann�.
- Pi�kna suknia, panienko Fanny. - Tak. Uczciwie zarobiona.
- Napi�abym si� wina. - Tak, panienko.
- Dzie� dobry. - Dzie� dobry, Fanny
- Jak si� podoba panu moja suknia? - Wiesz w jakiej podobasz mi si� najbardziej.
Przy panu w og�le nie warto si� ubiera�.
Wystarczy!
W�a�nie tak jak si� panu podoba.
- Taka �adna dama a taka okrutna. - Ju� pan wie jak to jest.
Rosemary! Moja ulubiona. �aden p�ot nie jest dla niej za wysoki.
Nast�pna �licznotka. Angelique.
Nie znam lepszej do gonitwy. Za wyj�tkiem ciebie!
Okaza�o si�, �e stajnia to nast�pna fascynacja pana H.
Wnet przekona�am si�, �e jak zwykle chcia� po��czy� przyjemne z po�ytecznym.
Zapami�ta�am, �e pan H. ma w stajni m�odego, lecz obiecuj�cego ogiera.
Jednym z prezent�w od pana H. by� dorodny wa�ach,
na kt�rym �wiczy�am jazd� nie b�d�c uje�d�an�.
Pewnego dnia odleg�y grzmot zagrozi� deszczem.
Pop�dzi�am do domu wcze�niej ni� chcia�am.
- Dzi�kuj�, William. - Do us�ug, pani.
Hanna najwyra�niej mia�a wiele obowi�zk�w.
Nie podoba�o mi si� to, ale postanowi�am zrobi� dobr� min� do z�ej gry.
- Williamie, m�j ko�. - Tak, prosz� pani.
Po bli�szym przyjrzeniu si� Williamowi dosz�am do wniosku,
�e odp�ata za niewierno�� pana H. mo�e by� rozrywk�,
a by� mo�e da mi te� przyjemno��.
William by� m�ody, ale jego prosty str�j m�g� skrywa� dobrze wyposa�onego m�czyzn�.
- Wej��. - William, panno Fanny.
- Ma dla pani wiadomo��. - Wprowad� go, Hanno.
- William. - Pani.
- Mo�esz odej��, Hanno. - Tak, panno Fanny.
- Daj mi t� wiadomo��, Williamie. - Nie jest na pi�mie, panno Fanny.
Pan nie do��czy dzi� do panienki. Wr�ci zapewne jutro o drugiej.
Jaka szkoda. B�d� sama przez reszt� dnia.
Ale�, Williamie. Ty jeste� nie�mia�y.
Nie nawyk�em do widoku kobiety, takiej jak pani, bez odzienia.
Nie mamy powodu, aby wstydzi� si� widoku w�asnego cia�a.
A skoro przejmujesz si� moim brakiem przyodziewku,
- to mo�e polu�nimy te wi�zy? - Co panienka robi?
Walcz� z twoim skr�powaniem.
Uwalniam ci� od tej uroczej nie�mia�o�ci.
Prosz� pani!
Panienko Fanny, co pani robi?
Nie mog�am uwierzy� w to, �e m�ody ko� mo�e by� tak wielki,
a on r�s� i r�s� na moich oczach.
Panienko Fanny!
Co panienka robi?
Czy b�d� jeszcze do czego� panience potrzebny?
Dzi�kuj�, ale nie, Williamie.
Powiedz panu H., �e jestem niedysponowana. I, Williamie!
- Tak, panno Fanny? - Przyprowad� jutro mojego konia.
Je�li poczuj� si� lepiej, przejad� si�.
- Tak, panienko Fanny. - By� mo�e b�dziesz mi towarzyszy�.
Tak, panienko Fanny.
Panienko Fanny, gdzie nauczy�a si� pani tak wiele o sztuce mi�o�ci?
- Zakochuj�c si�. - W kim?
Boj� si�, �e ju� nigdy go nie zobacz�.
Bardzo go kocha�am.
- Skoro tak, to czemu go pani opu�ci�a? - Nie zrobi�am tego.
Zosta� mi odebrany. Przykro mi.
Nie pyta�bym, gdybym wiedzia�, �e sprawi� pani taki b�l.
Prosz� nie p�aka�.
Teraz lepiej?
To mi�e.
Delikatnie.
Troch� ni�ej.
W�a�nie tam.
Delikatnie, powiedzia�am. W ten spos�b.
Edukacja Williama trwa�a ku naszej wsp�lnej satysfakcji.
Niestety, zadowolenie czyni�o mnie coraz mniej przezorn�,
i pewnego dnia podczas naszych igraszek zapomnia�am zamkn�� drzwi.
A wi�c prawd� jest to, co dotar�o do moich uszu.
Ty ladacznico, wynocha! Ubieraj si�, ch�opcze.
A co do ciebie, m�oda damo. Czynsz op�aci�em do ko�ca miesi�ca.
Zatrzymaj suknie, ale ko� jest m�j! Niepr�dko znajdziesz sobie nowego.
�ycz� ci powodzenia w stajni.
Musia�a� przywykn�� do zapachu gnoju. Precz, ch�opcze! Wynocha!
Kiedy m�wi� precz, to nie �artuj�.
Och, nie, nie.
I znowu musia�am zmieni� dom.
Chcia�am, by by�a to zmiana na lepsze.
Martha!
- Fanny! Co tu robisz? - Szukam, gdzie by si� tu zatrzyma�.
- Zamieszkaj z nami. - Nie z pani� Brown!
Odesz�am od niej rok temu. Pracuj� w nowym przybytku.
- W Covent Garden. - W przybytku?
Zajmujemy si� modniarstwem. Czyli kapeluszami.
Oraz innymi rzeczami. S� trzy dziewczyny i ja.
- Przyda nam si� pi�ta. - A co to za inne rzeczy?
Domy�lasz si� co mo�e robi� 5 zmy�lnych, m�odych kobiet!
- Dla kogo? - Dla tych, kt�rych g��boka kiesze� mo�e pobudzi� nasz� wyobra�ni�.
Pani Cole by�a eleganck� kobiet�,
kt�ra odnios�a znacz�cy sukces wnosz�c nowinki do starego fachu.
W�r�d moich towarzyszek by�a znajoma twarz.
Z Marth� i pani� Cole pracowa�a Phoebe.
Dziewcz�ta, dziewcz�ta.
Skoro znacie ju� przyjaci�k� Marthy, Fanny, powitajcie j� w naszej rodzinie.
Fanny? Zaplanowa�am dzi� zabaw� na twoj� cze��.
Pokaza�am t� form� rozrywki w Koloniach, ale nie docenili jej tam.
Ka�da m�oda dama zaprasza wybranego kawalera.
Pozwoli�am sobie przydzieli� ci przystojnego i silnego m�odzie�ca.
Dzi� wieczorem �wi�tujemy nobilitacj� przyjemno�ci!
Dzieci, robi si� ju� p�no. Zostawiam was samych waszej rozrywce.
Rozrywce tylko dla waszych oczu.
Dziewcz�ta, pom�cie Fanny uczci� jej inicjacj�.
Jaka szkoda, �e to nie ja!
Maestro, przepaski na oczy.
- Cudowna - Przepi�kna.
Och, tak.
Moja bogini!
Czy� nie jest cudowna?
Bezwstyd z jakim Phoebe i inne dziewcz�ta demonstrowa�y do�wiadczenie w sztuce mi�o�ci
napawa� mnie straszn� trem�.
Ba�am si� o�mieszy� przed nowymi przyjaci�kami.
Dzi�ki Bogu, wszyscy m�odzie�cy ju� sobie poszli.
Harriet, pozamykaj i przynie� mi drinka.
Fanny, kochanie, powiedz jak ci si� podoba�o?
Dzi�kuj�, pani Cole. Polubi�am tego m�odego d�entelmena.
To bardzo mi�e.
Ale uwierz memu sporemu do�wiadczeniu.
��czenie interes�w z przyjemno�ci� jest wygodne, ale niekonieczne,
a zbyt cz�ste mo�e by� niebezpieczne.
- Rozumiesz o czym m�wi�? - Tak, madame, rozumiem.
A wi�c od tej pory ja si� zajm� interesami, a ty skupisz si� na przyjemno�ci.
Legalny interes pani Cole dostarcza� jej pretekstu
oraz narz�dzi do �wiadczenia bardziej zyskownych us�ug.
Na przyk�ad, gdy d�entelmen chcia� zam�wi� po��dany towar,
m�g� dyskretnie poinformowa� o swojej potrzebie pani� Cole
u�ywaj�c niewinnego s�ownictwa.
M�wi�c kr�tko, m�g� zam�wi� kapelusz.
Dziewcz�ta, mam nast�pne zam�wienie od pana Norberta.
To znaczy, �e potrzebuje kolejnego kapelusza.
Z pewno�ci� zrobi� niespodziank� �onie. Ale chce zupe�nie nowego kroju.
R�owego z jasnymi ozdobami.
Najlepiej w rozmiarze 17. Fanny, to zadanie dla ciebie.
Tak, dla ciebie, kochanie. Na pewno dasz sobie rad�.
Pan Norbert, prawnik, kierowa� si� liter� prawa.
Kapelusz by� dla jego �ony, tak jak i rachunek.
Przesy�ka dotar�a niezw�ocznie, wed�ug �yczenia.
Ale inne zachcianki pana Norberta wymaga�y roboty r�cznej oraz ustnej.
- Jeszcze? - Tak, jeszcze.
List do pani, pani Cole.
Co my tu mamy? Zobacz�.
Dw�ch m�odych d�entelmen�w pragnie mi�ego towarzystwa
na wieczornym balu. Balu przebiera�c�w.
Phoebe, znasz chyba jednego z nich.
- Kto ma ci towarzyszy�? - Ja. - Och, pani Cole.
- Czy mog� zabra� Fanny? - Tak, prosz�.
Czemu nie? Ale jakie dam wam przebranie?
Mo�e suknia pasterki? B�dzie na ciebie pasowa� idealnie.
Tak, Phoebe, b�dziesz wygl�da� pi�knie. A co dla Fanny?
Mo�e str�j pasterza do pary?
B�dziesz uroczym ch�opcem w spodniach i koszuli.
- Ty jeste� dziewczyn�? - A niby kogo si� pan spodziewa�?
My�la�em, �e jeste� ch�opcem, rzecz jasna!
Ty podst�pna ladacznico.
Kilka tygodni p�niej, spaceruj�c po Covent Garden,
sta�am si� przyczyn� zamieszania.
Tragarze, za t� dziewczyn�.
M�czyzna �w mia� wkr�tce wywrze� znacz�cy wp�yw na moj� przysz�o��.
Dobry wiecz�r panu. Czym mog� panu s�u�y�?
Jak mi�o, �e pani przysz�a, pani Cole.
Wybaczy pani, ale zobaczy�em kobiet�, to znaczy osob�
p�ci przeciwnej, wchodz�c� tu kilka minut temu.
Niezwykle atrakcyjn�. Zna pani przypadkiem jej nazwisko?
Wydaje mi si�, �e m�wi pan o Fanny Hill.
Och, a wi�c zna j� pani?
Oczywi�cie. To cnotliwa, urocza dama, kt�ra tu mieszka.
A dlaczego ona tak bardzo pana interesuje?
Z powod�w, kt�re nie pogorsz� jej obecnej sytuacji, zapewniam.
Prosz� wybaczy�, ale co pan wie o jej obecnej sytuacji?
Proste, gdy widz� tak� pi�kn� dziewczyn� w progu
- takiego przybytku... - Myli si� pan.
Ta m�oda dama to moja siostrzenica.
Panna Fanny Hill. Szanowana i wolna od nieprawo�ci
a nawet od podejrze�, niczym anio�owie niebiescy.
A przypadkiem nie jest w stanie, kt�re ludzie nazywaj� dziewiczym?
Niech B�g b�dzie moim s�dzi�.
Nie pozna�a jeszcze dotyku m�czyzny.
Przebywa wy��cznie w otoczeniu m�odych kobiet.
Jak pr�dko mog� pozna� to uosobienie cnoty?
No c�, je�li przyjdzie pan tu jutro o 7-mej,
a pa�skie zamiary s� zacne i powa�ne,
postaram si� popchn�� spraw� do przodu.
Dzi�kuj� pani. Prosz� o to zadba�. Podoba mi si� ta panna Hill.
A je�li istotnie jest dziewic�, jak pani zapewnia, to powiem co� o sobie.
Jestem ca�kiem maj�tnym kawalerem.
By tak rzecz - dobr� parti�, kt�r� mo�na wygra�.
Do widzenia. Mi�ego dnia. W rzeczy samej.
Do zobaczenia jutro. Istotnie, ju� si� niecierpliwi�.
Dziewcz�ta, odprowad�cie pana.
Dobra partia? O tak� stawk� nawet nie warto gra�!
Taki z niego Romeo, jak z Fanny dziewica!
Cisza. To czego nie wiecie o panu Barville, a tak on si� nazywa,
�e jest w�a�cicielem po�owy Threadneedle Street.
Oby by� tak �lepy jak bogaty.
Pani Cole, jak go pani przekona, �e Fanny jest dziewic�?
Kochane, to sprawa moja i moich zdolno�ci.
Edwardzie, drogi Edwardzie. C� za mi�a niespodzianka.
- Wybacz mi naj�cie. Nie wiedzia�em, �e masz spotkanie. - B�aha sprawa.
- Mi�o ci� widzie�. - Nie wierz�, �e sprawa jest b�aha,
skoro a� tak si� wystroi�e�, m�j przyjacielu.
Chod�. Nie wiem czy powinienem ci o tym m�wi�.
Ale �adnych tajemnic przed starymi przyjaci�mi.
Wiesz co mi si� przytrafi�o?
Przygotowuj� si� do nie byle jakiego wydarzenia.
- Wydarzenia? - Tak.
Do jakiego� to, je�li mog� spyta�?
Skonsumowania uczucia jakim zapa�a�em do pi�knej, m�odej kobiety.
Czy nie jeste� zbyt dobrej my�li, kolego?
- To ju� zaaran�owane. - W tego rodzaju przypadkach,
kt�re znam z w�asnego do�wiadczenia,
m�czyzna si� stara, lecz wiek mu nie pozwala.
Jeste� pewny, �e podo�asz?
Nigdy nie czu�em si� lepiej.
M�wi� ci, gdyby� tylko j� zobaczy�, Edwardzie.
Taka m�oda, niewinna, czysta.
Taki pe�en optymizmu.
Szczerze �ycz� ci powodzenia, drogi przyjacielu.
Gdzie jeste�?
Tu czekasz. Mi�o ci� widzie�.
- Ciep�o ci? - Tak, panie Barville.
Dobrze. Nie chcesz niczego poczyta�?
- Napijesz si�? - Nie, dzi�kuj�.
Dobrze. To dla ciebie niespodzianka?
- Tak, prosz� pana. - Dla mnie r�wnie�.
Co za szcz�cie.
Drogie dziecko.
�adniejsza jeste� rozebrana. Urocza dziewczynka.
Mog�em przynie�� tego szampana. Nie sko�czyli�my go.
- Mam po niego i��? - Nie.
Poradzisz sobie bez niego? Poca�uj mnie.
Dobra dziewczyna. Nigdy wcze�niej tego nie robi�a�, prawda?
- Nie. - Nie ok�amuj mnie.
- Nie. - Nie r�b tego wi�cej.
Panie Barville, to cudowne.
Istny diabe� z pana.
Dziewcz�ta, ostro�nie. Ostro�nie.
On pochodzi z wa�nej rodziny. Pomy�lcie o klejnotach rodowych!
Fanny, Fanny, usi�d�. S�ysza�am, �e pan Barville ci� polubi�.
Tak, pani Cole. Zaprasza mnie do domu prawie co wiecz�r.
- Wiem. - Jest mi jak ojciec.
Mam nadziej�, �e pami�tasz moj� rad�.
�eby nie miesza� interesu z przyjemno�ci�.
Troszczy si� o mnie w mi�y spos�b.
Jestem pewna, �e tak.
Je�eli dobrze to rozegrasz, to zatroszczy si� jeszcze bardziej!
- Za�atwi� to. - Nie, kochana.
Ty b�d� mu c�rk�, a ja to za�atwi�.
Dobrze, pani Cole.
Wiem co powiesz. Nie ma to jak stary g�upiec.
Ale sk�d�e. Znam wielu m�odych znacznie g�upszych od ciebie.
Je�eli ci to jednak odpowiada, to kim�e ja jestem, by ci� ocenia�?
Ju� si� zdecydowa�em, Edwardzie.
Nale�y mi si� troch� rado�ci w moim wieku.
Ta dama zazna wielkich wyg�d.
Kiedy zechce, b�dzie do mnie przychodzi�.
W ko�cu, by� mo�e, postanowi� zwi�za� si� z ni� na sta�e.
Och rety, rety, rety...
- Musia�em si� zdrzemn��. Wybacz. - Poczyta� panu jeszcze?
Nie.
- Nie w tej chwili, dzi�kuj�. - Mog� co� zrobi�?
Nie, ch�tnie po�pi� sobie jeszcze troch�, je�li pozwolisz.
- Chce pan i�� do ��ka? - Nie, nie, nie.
- Nie dzi�, droga Fanny. - Dlaczego? Co si� sta�o?
To nie twoja wina, kochana. Raczej moja.
Wiesz, m�czyzna mo�e udawa� przed innymi,
ale w ko�cu musi si� przyzna� do prawdy sam przed sob�.
Zapewne nie wiesz o czym m�wi�.
Ale po�pi� sobie sam.
Dobrze.
- Ale nie przeszkadza mi to. - Nie, nie przeszkadza.
Dzi�kuj� ci, Fanny. Dzi�kuj�, kochana. Id� sobie.
Mo�esz ju� i��. Zapewne po�l� po ciebie jutro.
Dobranoc, John.
Niech ci� B�g b�ogos�awi, Fanny. Dzi�kuj�. Dobrej nocy.
Dosta�am jednak inn� wiadomo�� ni� oczekiwa�am.
�egnaj, John.
Z prochu powsta�e� i w proch si� obr�cisz.
I imi� Ojca, i Syna, i Ducha �wi�tego. Amen.
- By� takim dobrym klientem. - Wiem.
Ju� nigdy nie otrzymamy tak wiele za tak niewiele.
Po pogrzebie wezwano mnie do domu pana Barville'a po raz ostatni.
Jeste�my.
- Zapraszam. Prosz� usi���. - Panie Widdlecombe.
- Pani musi by� ciotk� tej m�odej damy. - Tak.
A wi�c pani to ta m�oda dama.
To zale�y jakiej m�odej damy sobie pan �yczy.
Szukam m�odej damy, o kt�rej m�wi ten dokument.
Dokument? Co to?
To ostatnia wola i testament zmar�ego pana Barville'a.
Moim obowi�zkiem jest odczyta� go pani.
- D�ugo to potrwa? - Nied�ugo.
Poinformuj� pani� tylko, �e zostawi� pani ca�y maj�tek.
- �e co? - Ca�y maj�tek, madame.
Domek na wsi, ten dom w Londynie, posiad�o�ci w Irlandii,
udzia�y i akcje, oraz ponad 50 tys. funt�w w got�wce.
- Powiedzia� pan 50 tys. funt�w? - W rzeczy samej, madame.
- Zostawi� mi wszystko? - Co do pensa.
Przypomnia�am sobie, wybieraj�c si� w drog� na p�noc,
nie tak dawn� podr� do Londynu i przygody, kt�re mnie spotka�y.
Jechali�my wolno i zatrzymali�my si� na noc w zaje�dzie.
Przypadek ponownie zadecydowa� o moim losie.
Dobry wiecz�r. Jonathan Berwick do us�ug. Czym mog� s�u�y�?
- Chcemy przenocowa�. - Najlepszy pok�j dla pani.
- Prosz� te� zadba� o s�u�b�. - Oczywi�cie.
Zjem w pokoju. Macie innych go�ci?
- Nie b�d� pani przeszkadza�. - Zamierzam wyjecha� o �wicie.
- Konie b�d� gotowe o 6-tej. - Wybornie. Gdzie m�j pok�j?
T�dy.
Gospodarzu! Otwieraj!
- Chc� przenocowa�! Zna�am ten g�os.
To by� g�os, o kt�rym marzy�am, by go us�ysze� od czasu gdy wyjecha�.
Charles.
Gospodarzu!
Gospodarzu, pok�j na noc!
Gospodarzu! Gospodarzu!
- Fanny! - Charles!
Kochana, w ko�cu ci� odnalaz�em!
Ja�nie pani! Ja�nie pani! Czy ten m�czyzna pani� niepokoi?
I to bardzo. Dobranoc, gospodarzu.
Nie odjedziemy wczesnym rankiem.
Po wielu przygodach Charles zaledwie tydzie� wcze�niej wr�ci� z Indii.
Dowiedzia� si�, �e jego ojciec umar� jako bankrut.
Jego babka te� zmar�a zostawiaj�c go niemal bez grosza.
Nie odnalaz� mnie w Londynie, ani na p�nocy,
zatem wraca� z powrotem do Londynu, aby stamt�d wyruszy� do Ameryki,
kiedy los zetkn�� nas ze sob�.
Opowiedzia�am mu o moim szcz�ciu i maj�tku,
kt�ry m�g� nam wystarczy� do ko�ca naszych dni.
- Czy jest pani zadowolona? - Tak i to bardzo.
- Niezapomniana noc. - Dzi�kuj� panu.
Peg, moja dziewczyno. Wiem co teraz zrobimy.
Ty diable! Nigdy nie masz dosy�?
W ko�cu dobi�am do bezpiecznej przystani.
Wspominaj�c wyst�pki, kt�rych si� dopu�ci�am, zrobi�o mi si� �al ludzi,
nieczu�ych na delikatny urok cnoty.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.