All language subtitles for Nitram.2021.1080p.STAN.AAC5.1.H.264-WELP

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German Download
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian Download
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

FILM OPARTY NA PRAWDZIWYCH WYDARZENIACH

Jak się oparzyłeś, Scott?

Bawiłem się ogniem i...

Wziąłem benzynę, bo padało...

Ogień był... Benzyna stała za blisko ognia.

Zapaliła się, a ja spanikowałem.

Potem kanister się wywrócił

i rozlana benzyna się zapaliła,

a ja w nią wskoczyłem i poparzyłem nogi.

Potem pobiegłem po węża,

odkręciłem go na maksa i ugasiłem ogień.

Wtedy pobiegłem do sąsiadów.

Jak leczenie? Przeszczepiali ci skórę?

- Trzy razy. - I udało się?

Tak.

Z początku swędziało, ale już jest dobrze.

Dalej będziesz się bawił ogniem?

W życiu.

Co ci się stało? Jak się oparzyłeś?

Szedłem do swojego pokoju i...

chciałem zobaczyć... Miałem taką lampkę

ODDZIAŁ OPARZENIOWY, TASMANIA, 1979 - i fajerwerk.

Chciałem zobaczyć, jak szybko spali się lont i go podpaliłem.

Palił się szybko, próbowałem go zgasić,

ale nie mogłem i...

Wtedy złamał się kijek,

nie mogłem tego ugasić i spaliło mi dżinsy.

- Jeszcze tu poleżysz, prawda? - Jakiś tydzień.

Będziesz się dalej bawił fajerwerkami?

Tak.

Wyciągnąłeś z tego jakąś nauczkę?

Tak, ale dalej będę się nimi bawił.

Nitram, ucisz się, do kurwy nędzy!

- Kolacja. - Ile razy mam ci, kurwa, powtarzać?

Nie!

Nie waż się, kurwa!

Moja rodzina śpi!

- Zabierz mu je. - Nikomu nie robi krzywdy.

Oddaj fajerwerki ojcu.

Nie dziwota, że sąsiedzi nas nie lubią.

Od kiedy obchodzą cię sąsiedzi?

Niedługo się stąd wyniesiemy.

Rozmawiałeś z bankiem?

Zgodzili się na pożyczkę.

- Czyli kupujemy? - Na razie nie możemy.

Musimy najpierw...

pozałatwiać dokumenty.

No tak.

- Ile to potrwa? - Niedługo.

To drobiazgi.

Miałeś wsadzić te spodnie do pralki. Są uświnione.

Zostaw.

Nie zjemy, dopóki nie wrzuci ich do prania.

Idź.

Zdejmij je i wrzuć do pralki.

- Możemy zacząć. - Zaczekam.

Mam za mało.

Czego chciałeś za takie pieniądze?

Tyle dostajesz.

Na co ci nie starczy?

Po co ci to? Nie surfujesz. Nawet już nie pływasz.

Chcę ją.

- Też nurkuję. - Nieprawda.

- Już nie. - Właśnie, że tak.

- Twój sprzęt gnije w szopie. - Przechowuję go.

Nie będę wydawać pieniędzy na twoje głupoty.

Jako matka bardzo cię kocham, ale surfing nie jest dla ciebie.

Jak masz na imię?

Riley.

- Ładnie. - Dzięki.

Twój kolega?

Nie znam go.

Cześć, Jamie.

Często tu surfujesz?

- Koszę trawniki. Skosić pani? - Nie, dziękuję.

- Dlaczego? - Mąż kosi trawę.

- Ile bierze? - To mój mąż, więc nic.

- Poczekać na niego? - Możesz. Albo...

Możesz popytać w innych domach.

- Ale trzeba u was skosić. - Miłego dnia.

Możesz zabrać stopę? Dziękuję.

- Miłego dnia. - Dziękuję.

Dajesz, Nitram!

Boże!

Nitram! Odejdź stamtąd!

- Zostawcie to! - To moje!

- Wracajcie. - O co chodzi?

- Co ty wyprawiasz? - To znaczy?

Nie wolno puszczać fajerwerków przed szkołą.

Tak nie można.

Przestań.

Twój tata przyjechał.

Do samochodu.

- Chodziłem z nim do szkoły. - Wiem. Wsiadaj.

Migiem.

Przepraszam.

Niech znajdzie inne zajęcie. Nie może tak stać pod szkołą.

Wiem, to się już nie powtórzy.

Przestań!

Przestań!

Kazałem ci przestać!

Co jest z tobą nie tak?

A z nim?

- Nienawidzi mnie. - Nieprawda.

Nie może pozwalać,

żeby uczniowie bawili się na przerwie fajerwerkami.

Przestań!

Mama kazała mi coś porobić.

Ale nie to.

- Powiedziałeś jej? - Nie.

Wkurzyłaby się, gdyby wiedziała, że ci oddałem.

- To moi kumple. - Wiem.

- Wiem o tym. - Moi kumple.

- Wiem. - Lubią mnie.

Obiecaj mi coś.

Nie mogę cały czas cię pilnować.

Słuchaj.

Przejedziemy się.

Mała, spokojna przejażdżka.

Piękny, co?

Można przyjmować turystów.

I dobrze zarabiać.

Pomożesz mi go prowadzić?

Świetnie.

Będziemy mieć zwierzęta?

- Jakie? - Gospodarskie.

Kury?

Jajka?

- Krowy. - Co ty wiesz o krowach?

Nic.

- A ty? - Nic.

Głuptasie.

Jestem głuptasem?

Tak.

Gdybyś się kiedyś ogarnął, mógłbyś mieć dzieci.

Mogłyby się tu wychowywać.

Kiedyś to będzie twoje.

Naprawdę tego chcę.

Dziękuję za przyjście.

Wiem, że to dla was niełatwe.

Zastanawiałem się, jak sobie radzisz.

Jak sobie radzi?

Bierzesz swoje leki?

Trójcykliczne? Antydepresanty raz dziennie?

- Pomagają? - Kończą się.

Uspokajają go.

Ułatwiają codzienność.

Jemu czy pani?

Każdemu.

Zastanawiam się, czy jest na etapie,

w którym moglibyśmy zrezygnować z tabletek.

On ich potrzebuje.

Pomóc mogą nie tylko leki,

ale także rozmowa z kimś.

Mówi pan do mnie czy do mamy?

- Do ciebie. - Głuptasie.

Zauważyłeś skutki uboczne po lekach?

Czujesz się normalnie?

Potrzebujemy od pana nowego listu,

inaczej Centrelink wstrzyma jego rentę.

W porządku.

Najpierw wypiszę receptę.

Na trójcykliczne leki, które trzeba brać codziennie.

Ustabilizują twój dobry nastrój.

Dziękuję.

A jak ty sobie radzisz, Carleen?

Wszystko dobrze?

Tak.

Pamiętaj, że też możesz ze mną porozmawiać.

Nie trzeba.

Zajmuję się koszeniem trawy. Skosić u pani?

Nie wiem.

To pani kot?

Gilbert.

Cześć, Gilbert. Mogę?

Mięciutki.

Trawnik jest trochę zapuszczony.

- Ile ci to zajmie? - Uwinę się.

- Mam jeszcze trawnik z tyłu. - W porządku.

Pracy się nie boję.

Wejdź.

- Dużo trawników skosiłeś? - Mnóstwo.

Dobrze mi to wychodzi.

- Zamknąć drzwi? - Proszę.

No już, mała.

Nie działa.

- Przepraszam. - Nic się nie stało.

Wyprowadzasz psy?

Tak.

Może przyjdziesz jutro wyprowadzić moje maleństwa?

Jestem Helen.

Mam brudne ręce.

Widzimy się jutro.

Do jutra.

Naprawdę przepraszam.

To nic.

Chodźcie!

Lyric, Amby, do nogi!

Chodź, Betty.

Obiad! Chodźcie!

Do środka. Dobra sunia.

LOKALNA TRUPA ZACHWYCA „PIRATAMI Z PENZANCE”

WSPANIAŁA ROLA „MIKADO”

Grasz?

W ogóle?

Nawet „Chopsticks”? Każdy potrafi to grać.

Wystarczą dwa palce. Usiądź.

Ułóż je jak pałeczki do jedzenia.

Połóż tutaj.

Teraz na E.

I D.

Mały przeskok, C.

Powrót na środek.

Udało ci się.

Teraz możesz mówić, że umiesz grać na pianinie.

Wyglądasz jak gwiazda filmowa.

Byłem kiedyś w telewizji.

Tak?

Kiedy?

Byłem mały i poparzyłem się fajerwerkami.

Przyjechała pani z telewizji i zadawała mnóstwo pytań.

- Jesteś sławny. - Nie, już nie.

Pójdziemy na zakupy?

Należały do mojego ojca.

Jak wyglądam?

Elegancko.

Jak biznesmen.

Kiedy byłam mała, jeździłam z ojcem kabrioletem.

Pragnęłam zostać kierowcą wyścigowym.

- Podoba ci się? - Tak.

To znowu ona.

Stara, dobra Helen.

Wróciłaś.

Dobrze cię widzieć. Co słychać?

- Piękny. - Prawda?

Klasa C. Komplet poduszek powietrznych.

Chcesz się przejechać?

- I jak, Helen? - Wspaniały.

- Dobrze się prowadzi? - Cudownie.

Wygodnie ci?

To dzięki wspomaganiu kierownicy.

- Szyberdach? - Oczywiście.

- Tam masz przycisk. - Wiem.

Ten?

- Czy to lampka? - Naciśnij.

Spójrz na to.

- Bardzo bezpieczny. - Właśnie.

Poduszki dla kierowcy i pasażera.

Jak się jedzie?

Przestań! Nie bądź głupi!

Nie nazywaj mnie tak.

Trzeba go przetestować.

- Przestań! - Ręce przy sobie.

Słuchaj jej.

Przestań!

- Stań! - Jest podekscytowany.

- Zatrzymaj się! - Właśnie.

Zatrzymaj się!

Już.

Stań! Kurwa mać!

Wybacz, on...

- Co jest? - Tak nie wolno.

Kończymy to.

Wysiadać. Już.

Dość tego, to koniec.

- Niech... - Wysiadaj!

Podpisz tu i tu.

Dobrze się, kurwa, bawisz?

Nigdy więcej tu nie przychodź, jebany niedorozwoju.

Dotknij któryś z moich wozów, to cię zapierdolę.

Dotarło?

W porządku?

Dzięki, że zajrzałaś. Szerokiej drogi.

Powodzenia. Dobrze cię było znów widzieć.

Do widzenia.

Mam dla ciebie prezent.

Volvo jest twoje.

Dziękuję.

- Wszystko gra? - Tak.

Jesteś bogata?

- Chyba tak. - Jak to?

Słyszałeś o TattsLotto?

Jestem właścicielką.

Na drzewie przy rzece Siedział sobie ptaszek

Mały ptaszek?

Śpiewająca, malutka sikoreczka

Sikoreczka, sikoreczka...

Zapytałam ją: „Ptaszyno, Czemu się dosiadłaś?”

Śpiewająca, malutka sikoreczka

„Czy to przez ptasi móżdżek, mój nieboraczku?

A może zatrucie od ziemnych robaczków?”

Potrząsnęła łepetynką

I tak mi odrzekła...

Mała sikoreczka

- Hej, tato. - Cześć.

- Hej, mamo. - Skarbie.

Kiedy ostatnio myłeś włosy?

- Są długie. - Zapuszczam je.

Chciałbym mieć takie.

Umówię cię na jutro.

- Nie zetnę ich. - Zetniesz.

- Ostrzyżesz się. - Nie.

Zobaczysz.

Nie chcę tu dłużej mieszkać.

Szkoda, bo nie masz dokąd pójść.

Mogę zamieszkać u Helen.

- U kogo? - Co to za Helen?

Piosenkarka i aktorka.

Ma mnóstwo wolnych pokoi.

O czym on mówi?

Sypiasz z nią?

Przyjaźnimy się.

- A to co? - Mój samochód.

Od niej?

Daje mi, co chcę.

- Ach tak? - Tak.

Dobrze się czujesz?

Skarbie.

Już dobrze.

Droga wolna. Leć do swojej przyjaciółeczki.

- Nienawidzę tego domu. - Z chęcią zobaczę...

jak stąd wychodzisz.

Dlaczego zawsze go tak naciskasz?

Może go dogonię.

Wróci.

Nikt poza nami z nim nie wytrzyma.

Chcę tu zamieszkać.

Dobrze.

Chodźcie, pieski!

Kolacja! Amby! Lyric!

Przyniosłam pościel.

To był mój pokój.

Zeskakuj.

Lubi cię.

Zostawię was samych.

Wystraszyłeś nas.

- Co robisz? - Oglądamy film.

- Coś nie tak? - Chciałem tylko powiedzieć „dobranoc”.

- Boli cię głowa? - Nie.

To po co te tabletki?

Mama mówi, że pomagają.

Jesteś chory?

Nie, tylko czasami mi smutno.

Dobranoc, Helen.

Dobranoc.

Ta.

To dla ciebie.

Dziękuję.

To jest Helen. A to mama i tata.

Miło mi.

- Są mokre. - Bo świeżo zrywane.

Dużo o państwu słyszałam.

To dla ciebie.

Ładny kolor.

Wyglądasz jak superbohater.

Sexy?

Też coś dla ciebie mam.

Nasz znak zodiaku.

Nasze urodziny dzieli tylko dziewięć dni.

- Nie wiedziałam. - Jestem Bykiem.

Przynieść już tort?

Może później.

- Dobrze. - Dziękuję.

W porządku.

Sto lat.

- Mam coś jeszcze. - Więcej świecidełek?

Coś, co mu się spodoba.

Sporo pani wie o moim synu.

Kiedy się z kimś mieszka...

Co to właściwie ma być?

Przepraszam, ale nie rozumiem.

Skosił pani trawnik i dostał auto.

Skosił drugi raz i zamieszkujecie razem.

Co dalej? Ślub?

- Potrzebował samochodu. - Nie ma prawa jazdy.

Nie wiedziałam.

Czyli nie wie pani wszystkiego.

Ma pani dzieci?

Nie.

Męża?

Więc kim on jest?

Mężem czy synem?

Przyszliśmy poznać jego przyjaciółkę…

I to właśnie robię.

To kim jest?

Zobacz, dorwałem go!

- Ma pani coś do mnie? - Nie.

Chcę o coś zapytać.

Dlaczego on?

Co pani w nim lubi?

Jest taktowny.

I pomocny.

Zabawny.

Jest wyjątkowy.

To oddany przyjaciel.

Kiedy był mały, bawiliśmy się w sklepie tekstylnym.

Chował się między wysokimi rolkami tkanin,

a ja próbowałam go znaleźć.

Miał jakieś 5 lat.

Uwielbiał to. Ja też.

Często się bawiliśmy.

Brzmi cudownie.

Ale któregoś dnia,

kiedy go szukałam,

zniknął.

Sprawdziłam wszędzie.

Między jedwabiem, wełną...

Ani śladu.

Nie mogłam go znaleźć.

Biegałam po każdym sklepie. Pomagali mi obcy ludzie.

Szukałam ponad godzinę.

Zaczęły mi cieknąć łzy.

Wpadłam w histerię.

Nie ma nic gorszego, prawda?

Matka gubiąca dziecko.

Co pani zrobiła?

Poddałam się i wróciłam do samochodu.

Chciałam jechać na policję.

Aż tu nagle...

usłyszałam śmiech.

Spojrzałam do tyłu,

a on tam był,

leżał pod fotelem,

gapiąc się na mnie i chichrając.

Śmiał się z mojego bólu.

Do rozpuku.

Uważaj na włosy.

Obiecałeś pomóc mi z gospodarstwem.

Maurice.

Próbowałam dzwonić w sprawie Seascape.

Wszystko mam tutaj. Przepraszam, że tyle to trwało.

- Zaszły pewne zmiany. - To znaczy?

Ktoś inny dał ofertę.

Na wyższą sumę. Chciałam oszczędzić panu fatygi.

Czemu miałbym się nie fatygować?

Sprzedawca wziął wyższą ofertę.

Mówiła pani, że to miejsce jest moje.

Było, ale kiedy organizował pan środki, spłynęła nowa oferta.

- Mogę do niej wyrównać? - Papiery zostały już podpisane.

Obiecuję, że będę wypatrywać czegoś podobnego.

- Proszę się trzymać. Zadzwonię. - Dziękuję.

Idziemy.

Znajdziemy inne miejsce.

- Co to? - Co?

To, co trzymasz.

Wiatrówka.

Skąd ją masz?

Tata mi dał, kiedy byłem mały.

Wyrzuć ją.

Nie chcę tu tego.

Kupiłabyś mi prawdziwą broń?

Słucham?

- Ta jest nudna. - Nie kupię.

Nie lubię broni.

- Ale ja lubię, a ty masz forsę. - I co z tego?

To moje pieniądze.

Więc kupię za swoje z koszenia trawy.

Nie zapłacę ci, jeśli chcesz kupić broń.

Nie dam ci pieniędzy, jeśli na to chcesz je wydać.

Nie chcę broni w moim domu.

Będzie do ochrony.

Żyję 50 lat i jej nie potrzebowałam.

Teraz też nie potrzebuję.

Helen?

To ja.

Przepraszam.

Nie musisz mi już dawać broni.

Możemy polecieć do Hollywood, gdzie kręcą nasze ulubione filmy.

Chcesz wyjechać do Stanów?

Razem z tobą. Jak rodzina.

Prawdziwa rodzina.

Dobrze.

Rano pojedziemy do biura podróży.

Drapiesz mnie!

Do Los Angeles?

- Polecimy pierwszą klasą? - Może.

Pofolguj sobie, zasługujesz na to.

A zwiedzimy Nowy Jork? Mama i tata chcieli tam polecieć.

To by było za dużo jak na jeden tydzień.

- Innym razem. - Paryż?

Przestań.

Zachowuj się.

Skarbie...

Gdzie jest Helen?

Mieliście wypadek.

Co się stało?

Helen zginęła.

- Policja chce porozmawiać. - Niech dadzą mu spokój.

- Chcą ustalić przyczyny. - Po co?

Jechaliście za szybko?

Nie wiem, co się stało.

- Nie? - Przysnąłem.

- Spałeś? - Tak im powiedz.

Pogadam z nimi, a ty odpoczywaj.

Spokojnie.

Siostro?

Już dobrze.

Uspokój się.

Wszystko gra, uspokój się.

Spokojnie.

- Spokojnie! - Doktorze James!

Dobry chłopiec.

Osiem dolarów.

Dzięki. Dwa browary.

Dycha.

- Dycha? - Tak.

Zapłacę.

Dzięki, stary.

Nie ma sprawy.

Co ci się stało w twarz?

- Skaleczyłem się. - Serio?

Na desce.

Jestem Jamie. Zdrówko.

Wzajemnie.

Znasz mnie?

Skąd?

Lizałem się?

Kurwa, chyba inaczej wtedy wyglądałeś.

Nie tak bardzo.

Zajarasz?

Chodź.

Nitram! Reszta.

Same bąbelki.

Możesz dokończyć.

Chyba wszystko zużyłeś.

Trochę było.

Nitram.

Nie nazywaj mnie tak.

Dlaczego?

W szkole tak na mnie mówili i nie podobało mi się to.

Dlaczego akurat tak?

- Masz mendy? - Nie.

- Jakoś źle brzmi. - Nie podoba ci się?

Nie.

Posurfujmy kiedyś razem.

Chętnie.

Ty i ja.

Kurwa.

Spójrz na nią.

Masz dziewczynę?

Nie.

Zagadaj do niej.

Dawaj.

Co powiedzieć?

Że seksownie wygląda.

Mówiłeś to już jakiejś?

Nie.

Idź.

Powiedz, że jest seksowna.

Jest seksowna.

No idź.

Nitram.

- Nitram. - Nie rób tego.

- Nitram… - To nie jest śmieszne.

Za późno.

Jak się masz?

Bierzesz leki?

Po co przyszłaś?

Ojciec chce cię zobaczyć.

Choruje.

Co mu jest?

Załóż buty i pojedź do niego.

Co tu jeszcze robisz? To znaczy...

Nie miała rodziny? Na pewno chcieliby ten dom.

Dała go mnie.

Co?

Helen zapisała mi wszystko.

Twój syn przyjechał.

Helen zostawiła mu pół miliona i wszystko, co posiadała.

Zaparzę herbatę.

Mama mówi, że jesteś chory i nie wychodzisz z domu.

To prawda?

Wciąż...

szukam ziemi.

W końcu znajdę.

Mogę ci kupić, co tylko chcesz.

Chcesz samochód?

Wybierzemy się na przejażdżkę.

Przerażasz mnie.

No już.

- Zostaw! - Załóż spodnie.

- Ubieraj się. - Co ty robisz?

Ubieraj się.

- Ubierz się. - Synu.

Załóż spodnie.

Nie! Przestań!

Załóż, kurwa, spodnie.

Spokojnie.

- Odpierdol się. - Spokojnie.

Wstawaj.

Już wstaję!

- Wstawaj, tato. - Już!

Już wstaję.

Przysięgam.

Wstaję.

- Zostaw mnie. - Wstajesz?

- Uderzysz mnie. - Nie uderzę.

Obiecuję, że wstanę.

Wstanę.

Brawo.

Moje okulary...

Przysięgam.

Przyjdę.

Pójdę.

Pójdę z tobą.

Już dobrze.

Ty powinnaś to robić.

Ty taka jesteś.

To dla was.

Ale co?

Jestem biznesmenem. To dla was.

Dobrze, ale co to jest?

Czego pan chce?

- To nie wszystko. - Ale co?

Większość, a resztę dam później.

Widzicie?

Pieniądze? Ale po co?

Dla was.

- Proszę przestać. - O co chodzi?

- Oszczędzałem na to miejsce. - To? Nie ma mowy.

My tu mieszkamy.

Nie jest na sprzedaż.

Pierwsi je upatrzyliśmy.

Co to znaczy?

Mieliśmy je kupić, ale wy daliście wyższą ofertę.

Ale my tu mieszkamy. To nasza własność.

- Nasza. - Weźcie pieniądze.

- To nasz dom. - Bierzcie, kurwa.

Nie.

- Tylko bez takich. - Nic nie robię.

Nie sprzedamy panu domu.

Proszę odejść.

Niech pan się wynosi.

- Weźcie pieniądze. - Wezwę policję.

Weźcie je, kurwa!

- Precz! - Weźcie je!

- Spieprzaj! - Dzwonię na policję.

- Nitram! - Nie masz szans, frajerze!

Nitram!

Jest dobrze.

Mogę?

Rozmawiałam z twoją mamą.

Według niej

twój tata był ostatnio nieswój.

Zauważyłeś coś u niego?

Był cichszy.

Byłeś z nim blisko?

Pogadaj z mamą,

a później zadam ci więcej pytań.

Będzie dobrze.

Mój syn.

Przepraszam.

- Wybacz spóźnienie. - Co ty wyprawiasz?

Co?

Zdejmij to.

Co?

Zostaw!

Przychodzisz na pogrzeb ojca w przebraniu klauna?

Wystroiłem się.

Nie przyniesiesz mi dzisiaj wstydu.

Mam tu wilki.

I las.

Bawi cię to?

Nie.

Idź stąd.

- Nie zepsujesz tego dnia. - Pożegnam tatę.

Idź.

Idź.

Przepraszam.

Dzień dobry. Proszę usiąść.

- W czym mogę pomóc? - Chciałbym wyjechać.

Jasna sprawa. A dokąd?

Do jakiego stanu albo kraju...

Mieliśmy jechać z Helen do Los Angeles.

- Los Angeles? - Do Stanów.

Oczywiście. Kiedy?

Teraz.

Teraz? Czyli dzisiaj?

Dobrze. Zobaczmy, czy coś znajdę.

Pierwszą klasą.

- Pierwszą? - Tak.

Już patrzę.

Mam fajny siedmiodniowy pakiet z samochodem i hotelem.

Wystarczy?

Jak najbardziej.

Bufet śniadaniowy. Rezerwować?

- Jestem biznesmenem. - Naprawdę?

- Częste podróże? - Tak.

Mieliśmy lecieć pierwszą klasą.

Czyli leci pan z kimś?

Czy sam?

- Mówił pan „mieliśmy”. - A pani chce?

- Polecieć z panem? - Kupię pani bilet.

Przykro mi, jestem bardzo zajęta.

W porządku, rozumiem.

Na pewno pan kogoś znajdzie, przyjaciela czy partnerkę.

Czyli jedna osoba?

W porządku. Zarezerwuję to panu.

To dla ciebie.

Wiem, że chcieliście tam polecieć.

Tęsknię za nim.

Czemu nie płakałaś?

Co?

Nie płakałaś, kiedy go znaleźli.

Dlaczego?

To, że nie płakałam, nie znaczy, że nie cierpię.

A ty dlaczego nie płakałeś?

Tęsknisz w ogóle za nim?

Nie.

Bardzo cię kochał.

To dlaczego odszedł?

Było z nim źle.

No i?

Każdy ciągle czuje się do dupy.

Wszyscy chodzą, kurwa, smutni.

On nie mógł?

Nie wiem.

To ja powinienem był się utopić.

To mnie nikt nie słucha.

- Ja jestem ten głupi. - Nie mów tak.

Zawsze się o to kłóciliście.

Nieprawda.

„Opóźniony” czy „głupi”, bez różnicy.

Nie różniłaś się od dzieciaków przezywających mnie „Nitram”.

To nieprawda.

Jestem twoją matką.

Urodziłam cię.

Czasami patrzę na siebie...

ale nie wiem...

na kogo patrzę.

Jakbym...

nie mógł do niego dotrzeć.

Chciałbym go zmienić,

żeby był taki jak reszta, ale nie wiem, jak to zrobić.

Zamiast tego...

jestem ja.

Utknąłem tu w tej postaci.

Babram się w gównie, gadając z tobą,

bo nie jestem takim tchórzem jak on.

Nie rozumiem...

o czym mówisz.

Nieważne, mamo.

Też nie rozumiem.

KARABINY — AMUNICJA

Jak mogę pomóc?

Szukasz pistoletu? Strzelby?

Półautomatów?

A ten na dole, pośrodku?

Ten czarny?

To AR-15, półautomatyczny.

Cywilna wersja M16, którego używano w Wietnamie.

Ma wysuwaną kolbę,

można ją regulować.

Lekki. Świetnie leży. Piękna broń.

Kaliber .223. Magazynek na 30 kul.

- Chcesz? - Mogę?

Pewnie.

Tylko uważaj, gdzie mierzysz.

Upewnij się, że nie jest naładowany.

Potem przełączasz tutaj

i można strzelać.

Zanim... Przepraszam.

Bezpiecznik.

Przyłóż dobrze do ramienia.

Stopa do przodu, zaprzyj się.

Jaja sobie robię.

Zaprzyj się. Wychyl.

Wdech.

Przed wydechem naciśnij spust.

Idealnie. Co myślisz?

- Może być? - O czym co myślę?

O karabinie.

- Mówiłem, że mi się podoba. - Podoba się?

Jesteś zainteresowany zakupem?

- Tak. - Świetnie.

- Strzelałeś już z czegoś takiego? - Raz czy dwa.

Z czego?

Z karabinu.

- Z .22? - Dokładnie.

To ma trochę mocniejszy odrzut.

- Tamten .22 to był półautomat? - Nie.

- Znasz różnicę? - Tak.

W automacie naciskasz spust i opróżniasz magazynek.

W półautomacie musisz naciskać.

Za każdym strzałem. Płacisz pięć tysięcy

i dorzucam 80 nabojów.

Cena odpowiada?

Co to?

Wystarczy?

Pewnie, spoko.

Potrzebujesz czegoś jeszcze?

Strzelby.

Przyjechała nowa dostawa.

Przejdziemy na zaplecze

- i obejrzymy? - Tak.

Spoko.

Strzelba Daewoo, kaliber .12.

Magazynek na dziesięć serii.

Osłona przed pyłem.

Opierasz o ramię i strzelasz.

Spróbuj.

Jest cięższa od AR-15.

- Wygląda fajnie. - Prawda? Nowocześnie.

Pamiętaj o bezpieczeństwie.

Musisz nad nią panować, bo naprawdę kopie.

Jak kobyła. Unieś ją.

Dobrze wymierz.

Oddychaj tak samo jak z tamtą i delikatnie pociągnij spust.

Idealnie.

- Co myślisz? - Podoba mi się. Jest ciężka.

Do tej mamy pas, dorzucę ci go.

Trzy tysiące za tę, pięć za tamten.

Razem osiem tysięcy.

Masz pozwolenie na broń?

- Nie. - W ogóle?

- Nie mam. - Naprawdę?

- Ale mam to. - Tak, pieniądze.

Z tym nie ma problemu.

Jeśli trzeba więcej...

Nie będziesz ich rejestrował?

- Co? - Nie zarejestrujesz ich?

- Nie. - Spoko.

- Nie musimy ich rejestrować. - Gdybyś chciał pistolet,

nie mógłbym ci go sprzedać.

Larry, przyniesiesz mi dwa pudełka...

- Dwunastek? - I dodatkowy magazynek.

- Cztery .223. - Dobra.

Cztery i dwa.

I torby.

Dwa magazynki... Do każdej broni?

Jeden mamy, więc jeszcze jeden.

To wszystko.

Dasz radę.

Dziękujemy za zakupy.

Rób swoje, a my się rozliczymy.

Jamie.

Co tam?

Podejdź.

Dla ciebie.

Bierz.

Nie były drogie.

Czyje to jest?

Twoje.

Weź jeden.

No weź.

O co chodzi?

Cześć, Helen.

Wróciłem.

Cześć, Helen, wróciłem.

Masz ładny uśmiech.

Klub młodzieżowy, który prowadził, zamknięto 10 lat temu

w wyników zarzutów o molestowanie chłopców.

Lokalna społeczność nie mogła pojąć, co się wydarzyło.

Komendant Główny szkockiej policji

wydał wczesne oszacowanie ogromów strat.

Dziś rano doszło do strasznych czynów w szkole podstawowej w Dunblane.

Zginęło trzynaścioro dzieci i dwoje dorosłych,

wiele dzieci trafiło do szpitala.

Cały kraj opłakuje śmierć niewinnych ludzi,

próbując znaleźć winnych tej tragedii.

Rozszalały napastnik z sali gimnastycznej

był dobrze znany policji i mieszkańcom.

Odmieniec, samotnik, ekscentryk, dziwak —

to niektóre z licznych określeń na jego temat.

Nie ufano mu za jego obsesję na punkcie młodych chłopców i broni.

Wczoraj zawitało do nas zło i wciąż nie wiemy dlaczego.

Nie rozumiemy tego.

Chyba nigdy nie zrozumiemy.

Ludzie płaczą na ulicach,

czuć strach wśród rozbieganych rodziców.

Niektórzy biegli w stronę szkoły,

bojąc się, co mogą zobaczyć.

Inni w pośpiechu tulili dzieci, ciesząc się, że są całe.

Co to jest?

AR-10.

- Dużo cięższy. - Tak, i dłuższy.

Całkiem inny.

Zrobiony przez innych ludzi.

Jak ford i holden, rozumiesz? Różnica klas.

Ale to też 20-strzałowy półautomat.

Dobrze leży.

900 za AR-10

albo 1500 za oba.

Plus trzy magazynki. Mam jeszcze trochę amunicji.

Dorzucę ci.

- Dobra oferta. - 1500?

Stówa.

Dwie.

Świetny.

Brawo.

Przyniosłam ciasta.

Co robisz jutro?

Jest weekend, rozerwij się.

Może potańcówka? Jako dziecko lubiłeś tańczyć.

Poznałbyś dziewczynę.

A może...

masz już dziewczynę.

Mam.

Jak jej na imię?

Riley.

Ładnie.

Jak się poznaliście?

Na plaży.

Naprawdę?

No to dobrze, że kupiłeś tę deskę.

Mogłeś ją zaprosić na kolację.

Wspaniale sobie tu poradziłeś.

Umyłeś nawet okna.

Dobranoc, skarbie.

Chodźcie.

Przepraszam.

Co dostanę za to?

Kubek owoców i sok.

Może być?

Proszę.

- Dziękuję. - Żaden problem.

Potwierdzono 25 ofiar śmiertelnych,

co czyni to największą masową strzelaniną w historii kraju.

Koszmar rozpoczął się o 14.30,

kiedy samotny napastnik, uzbrojony w karabin maszynowy,

otworzył ogień do losowych osób w historycznej części Port Arthur.

Tekst polski - Altair87 Korekta - JM

28 KWIETNIA 1996 ROKU

W PORT ARTHUR NA TASMANII ZGINĘŁO 35 OSÓB,

A 23 ZOSTAŁY RANNE.

NAPASTNIK ZOSTAŁ SKAZANY NA 35-KROTNE DOŻYWOCIE.

WYDARZENIA TE DOPROWADZIŁY DO ZMIAN W PRZEPISACH O POSIADANIU BRONI

I WPROWADZENIA NARODOWEGO POROZUMIENIA WS. BRONI PALNEJ.

REFORMY ZATWIERDZONO W DWANAŚCIE DNI.

RZĄD WYKUPIŁ I ZNISZCZYŁ PONAD 640 TYS. SZTUK BRONI PALNEJ.

ŻADEN STAN ANI TERYTORIUM NIE WYPEŁNIŁ WSZYSTKICH NOWYCH WARUNKÓW.

OBECNIE W AUSTRALII JEST WIĘCEJ BRONI NIŻ W 1996 ROKU.

facebook.pl/GrupaHatak

facebook.pl/AzjaFilm

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.