All language subtitles for Devotion.2022.1080p.bluray.x264-pignus

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish Download
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew Download
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

W świetle zagrożeń II wojny światowej,

amerykańska Marynarka Wojenna przyjęła w swoje szeregi lotników

gotowych do udziału w tak zwanej "Wielkiej Akcji".

W 1950 roku, po pięciu latach pokoju,

narasta konflikt na granicy Północnej i Południowej Korei.

To jest opowieść o wojnie zapomnianej przez świat.

OPARTE NA PRAWDZIWEJ HISTORII

TOWARZYSZE BRONI

BAZA LOTNICZA QUONSET POINT

NORTH KINGSTOWN RHODE ISLAND MARZEC 1950 ROKU

Gówno znaczysz.

Do ciebie mówię.

Lepiej stąd spieprzaj!

Wszystko w porządku?

Jesteś ten nowy?

Porucznik Tom Hudner.

Jesse Brown.

Miło poznać.

- Skąd cię przenieśli? - Pearl Harbor.

- Latałeś Bearcatami? - Skyraiderami. Loty rozpoznawcze.

Namierzanie torped.

- Powojenne sprzątanie. - Brałeś udział w Wielkiej Akcji?

Nie.

To się tu wpasujesz.

- Ciesz się, że przydało ci się łóżko. - To ty masz nietknięte prześcieradło.

Pewnie jesteś nowy. Marty Goode, z "e".

- Chyba "g". - Z "e" na końcu.

- To jakiś kolejny kmiotek? - Marty, pilnuj się.

Bo Lavery.

A to Helmut, albo szkop, albo szwab...

Miło mi. Nie słuchaj go, nazywam się Carol Mohring.

Miło poznać.

Kogo tu mamy?

- Miło cię widzieć. - Wzajemnie.

To jest Tom Hudner. Byliśmy razem w Pensacoli.

- Wspaniały pilot. - I śliczniutki.

Trochę za bardzo.

Trzeba wam miłości?

Witaj w VF-32.

Czy atom będzie dla świata zagładą, czy dobrodziejstwem?

Stalin i Sowieci przeprowadzili próbę atomową.

Ich bomba wygląda jak nasza.

Ten materiał ma już sześć miesięcy. Zaraz podepną to do bombowca.

Bo, wyłączysz?

To już wiecie.

Nie wpadliście tu, by latać za panienkami. Oni nie próżnują.

Uważam jednak, że nikt na świecie nie podskoczy amerykańskim pilotom wojskowym.

Dobieramy pary!

Koenig z Mohringiem.

Lavery i Goode.

Chorąży Brown!

Dziś masz porucznika Hudnera.

Tak jest.

Miłego!

Matt, bierzesz Callowaya.

Mapy i światło. Lecimy!

Nie za ciepło na czapkę?

Zawsze zabieram. Może się przydać.

Spróbuję nie wysłać na do Kanady.

Pilnuj śmigła! Rozorzesz mi skrzydło.

- Troszkę odbijemy. Nie zgub się! - Co takiego?

Co ty wyprawiasz?

Jesteś tam?

Do góry na mój znak.

Uwaga! Już!

Chcesz gdzieś podskoczyć?

Nieźle sobie poradziłeś.

Warto znać maszynę.

Nie dowiesz się wszystkiego z książki.

Czy z akademii.

Maszyna to jedno, wariactwo to drugie.

Czego możesz dowiedzieć się o skrzydłowym w powietrzu?

W razie kłopotów, niejednego.

Kim naprawdę jest.

Zapraszam na piwo.

Opowiem ci, kim jestem, unikając śmierci w maszynie.

Brzmi nieźle, ale nie piję.

Widziałeś latarnię?

Owszem.

Pora coś wszamać!

Smacznego!

Dzięki, tato!

Gulfstream jest w porządku.

Bywa tłoczno. Sporo miejscowych. Ale w tygodniu wpadają studentki.

W czwartki polecam Sadao.

Dimber - w sobotę i niedzielę, jeśli masz na wjazd.

Ale to dobra inwestycja.

Jednak ostrzegam, obecnie wszędzie jest ciężko.

Żółtodziób w mundurze nie robi już wrażenia.

Niech mówią, co chcą, ale szukają bohaterów wojennych.

Tylko Cevoli się na to łapie.

Ma Krzyż Marynarki Wojennej i żonę. Czy to przypadek?

- Jesteś żonaty? - Nie.

- Na razie polatam, potem się zobaczy. - Słusznie.

Jak w to wszedłeś?

Wstąpiłem do Akademii po Pearl Harbor. Chciałem pomóc, jak wszyscy.

Jednak okazało się, że nie ma już bohaterów.

Wojna skończyła się na miesiąc przed dyplomem.

Urodziliśmy się kilka lat za późno.

Albo za wcześnie. Świat się zmienił.

Myślałeś, że będziesz latał z kolorowym pilotem?

Nie przyszedłem tu, żeby nie jeść.

Słusznie!

Jak małże?

Akurat zdążyłeś na kolację.

Pięknie.

- Mogę najpierw poprosić do tańca? - Zawsze.

Przed chwilą widziałem sąsiadkę.

A ja rano. Wygląda przyjemnie.

- Można tak wyglądać? - Nie pamiętasz?

Wyglądałaś na...

wredną kurę.

Chodź!

- Brudne zagranie. - W kupie siła.

- Przemalujesz skarb? - Jeden z nich.

Wiejemy!

Kryj się!

Pilot w nocy nie poleci.

Kto jej o tym powiedział?

Gdzie oni są?

Poddajemy się.

Dzielnie walczyłeś, ale nie miałeś szans.

Słucham?

Głośno tu. Sąsiadka złożyła skargę.

Pewnie ta przyjemna.

Czołem, chłopcy!

Ostatnio jeden z naszych samolotów zwiadowczych oberwał nad Bałtykiem.

Pentagon ma zdjęcia, których nie zobaczycie w prasie.

Znaleźliśmy mundury naszych pilotów i podwozie pełne dziur po kulach.

To więcej niż cichy akt agresji. Mamy być gotowi z odpowiedzią.

I o to z czym będziemy czekać.

Oto F4U Corsair.

Latałem nim po wojnie.

Teraz jeszcze Marynarka dodała mu pazura.

Część z was dopiero się z nim styka, ale bez obaw, podobnie jak ja,

wykazał się podczas Wielkiej Akcji. W tej maszynie będzie ostro.

Pożałujecie, że wstąpiliście do wojska.

Ma dość niefortunną ksywę.

"Owdawiacz".

- Dobrze, że się nie hajtnąłem. - Nazywają go też "Pogromcą chorążych".

Trudno o potężniejszy silnik w myśliwcu. Jeśli przesadzicie z gazem, zakręci wami.

Moment obrotowy ma taki, że odwróci dom. Uważajcie.

Szef każe nam się wziąć w garść.

Podręczniki będą w sali odpraw. Pytania?

Bóg z wami! Profesorze Koenig, zapraszam.

- Wygląda zabójczo. - Owdawiacz.

- Ślicznotka! - Będzie impreza!

- Nie wiesz, co cię czeka. - To dla mnie żaden problem.

Podrzucić cię?

Ponoć masz tu gdzieś rodzinę.

Po drugiej stronie zatoki, w Fall River.

Pewnie się cieszą, że wróciłeś.

Bardziej by się cieszyli, gdybym pracował z rodziną.

Miałem przejąć sieć sklepów ojca.

Ale wezwała mnie przygoda.

- A co ciebie tu przywiało? - Zawsze chciałem latać.

I to z najlepszymi.

Czyli w marynarce.

- Dzięki za podwózkę. - Proszę.

Dobry wieczór.

- Tom Hudner. - Daisy.

Może coś do picia?

Porucznik Hudner z pewnością ma plany.

Muszę wracać.

Piękny dom.

Miło zobaczyć go z ziemi.

Dziękuję.

- Bądź miły. - Słucham?

Dla niego.

Jeszcze go nie czuję.

Gdzie nasz wóz?

A nasze dziecko?

Śpi.

Wóz porzuciłem na poboczu.

Już pewnie nie ma kół.

Przygotowanie do lotu.

Poruczniku!

Chyba mnie lubi.

Słynne ostatnie słowa.

Nie ugryzie.

Wiesz, o czym nie ma w instrukcji? O tym wielkim dziobie.

Jak wylądować na lotniskowcu z czymś takim?

Przecież to ciągle jest samolot.

Mocno pozmieniany.

- Podczas nauki rozbiłem Bearcata. - Lepiej żeby Goode się nie dowiedział.

Za późno!

Wiele dokonań pilotów myśliwców wygląda nieprawdopodobnie.

Gdy jednak dowiadujemy się, jak udało im się zwyciężyć,

okazuje się, że ci podniebni mistrzowie mają swoje metody,

które długo sobie wypracowywali pod chmurami.

Kluczem do taktycznego sukcesu Marynarki jest praca zespołowa.

Praca zespołowa, koordynacja, współpraca...

zwał, jak zwał. To największa siła pilotów myśliwców

podczas misji eskortowych bombowców i samolotów torpedowych.

Piloci myśliwców wspierają się wzajemnie podczas starć,

w których stawką są lotniskowce.

Wroga trzeba pokonać rozumem, wyczuciem,

zręcznym lataniem i celnym ostrzałem.

Każda sekunda może przesądzić o życiu czy śmierci.

Baczność!

Spocznij, panowie.

Jestem kapitan Thomas Sisson. Dowodzę USS Leyte.

Mamy informacje, że Sowieci zasadzają się na port na Morzu Śródziemnym.

Chcą wedrzeć się do Europy i wystraszyć nowych członków NATO.

Waszyngton planuje im w tym przeszkodzić.

Zbieramy ekipę i nie dajemy zimnej wojnie się rozgrzać.

Cevoli mówi, że dobrze trafiłem.

Wypływamy po weekendzie. Zapraszam na pokład.

Siadajcie.

Mówiłem, że macie się szybko podciągnąć. Teraz trzeba jeszcze szybciej.

Próby z lotniskowcem są pod koniec tygodnia.

Jeśli nie wylądujecie, możecie poszukać roboty w jakieś dziurze na stałym lądzie.

Tak czy siak, spłaćcie długi w barze.

Opuszczamy Rhode Island.

To nie znaczy, że będę walczył.

Umawialiśmy się, pamiętasz?

Wiedzieliśmy, że tak będzie.

Wcale nie jest mi łatwiej.

Ale wytrzymam.

W złości,

ale wytrzymam.

Co cię trapi?

Szczerze?

Myślę o jutrzejszym lądowaniu.

Nie ma samolotu, którym byś nie wylądował.

Ale ten mnie wykończy.

Mam ograniczone pole widzenia.

Zawodzi instynkt.

Twój instynkt to jedna z niewielu rzeczy na świecie, którym ufam.

Jeśli nie ufasz maszynie, musisz postawić na to, czego jesteś pewny.

Pewnie.

- Gotowy? - Nie nadążasz?

Przegrani dziś stawiają.

- A wziąłeś kasę? - Nie, zapłacimy twoją.

Jesteś do bani.

Nie posadzisz tej maszyny, czarnuchu.

Chłopcze.

Nie powinieneś latać, małpo.

USS LEYTE, W POBLIŻU PÓŁWYSPU QUONSET POINT,

KWIECIEŃ 1950 ROKU

To Hudner.

Dobre podejście. Obserwuj sygnalistę.

Ładnie, przystojniaku.

Obstawiam, że nie trafi.

Wchodzę w to.

Premia, jeśli się zmoczy.

Nie życzymy mu śmierci.

Chłopcy chcą, żeby ziomek zaliczył bazę.

Jesteś za wysoko.

Nędzne podejście.

Podnieś ten dziób.

Nie słucha sygnalisty?

Mało brakowało. Chcesz odpuścić?

Obrócę.

Strażacy w gotowości.

Za wysoko.

Nie lecisz w osi.

Dam radę.

Dobra robota.

Nie liczy się styl. Ważne, że usiadłeś.

Panowie...

wszyscy zaliczyli.

O to chodzi!

Najwyższą ocenę dostaje porucznik Hudner. Jedyny doskonały wynik.

Przejdźmy do chorążego Browna.

N-W-N-Z!

Niemal wszystkich nas zabił!

Miłego wieczoru. Rano wypływamy.

Uporządkujcie swoje sprawy.

Rozejść się!

Niezłe lądowanie.

Lubię walczyć z nudą.

Naprawiłeś już wóz?

Idziesz z resztą do baru?

Raczej nie.

Wstąpisz?

Daisy?

Co ci mówiłam?

Słusznie.

Mamo...

Ja pójdę.

- Miło znów spotkać. - Ciebie też.

Który najlepszy?

Niebieski?

Szary?

Szary.

Dobry dzień?

Co robiłaś?

Nie pamiętasz?

Proszę.

- Myślałem, że Jesse nie pije. - Bo nie pije.

- Niezły z niego pilot. - To samo sądzi o tobie.

Bo zaprosił do domu tylko ciebie i Carola Mohringa.

Dobrze wiedzieć z kim się lata i o co ten ktoś walczy.

Popieram.

A o co ty walczysz?

Poza Bogiem, ojczyzną i honorem?

Zamierzam się dowiedzieć.

Nie daj się zwieść jego milczeniem.

Jeśli ci zaufa, rozbawi cię do łez.

Nie znam go jeszcze od tej strony. Jest na co czekać.

Spędzicie ze sobą masę czasu.

W niewielkich pomieszczeniach.

Mogę o coś prosić?

Pewnie.

Gdy wejdzie na okręt i do samolotu,

już mu nie pomogę.

Chcę, by mógł na ciebie liczyć.

Dobrze?

Dobrze.

W porządku?

A to kto?

To jest Pam.

Witaj!

Nie chce cię zawstydzać.

Za późno.

Pewnie trzyma drążek lepiej od ciebie.

To nasza ostatnia noc tutaj, więc zostawię was samych.

- Dziękuję za piwo. - Proszę.

Odprowadzę cię.

Tylko uważaj.

Co najwyżej spalę się na słońcu.

Spal się na węgiel, bylebyś wrócił.

Bo wtedy polecimy na Bahamy.

Mówisz?

Jeśli się uda, kupię ci europejski kostium kąpielowy.

Taki dwuczęściowy.

Skarbie...

Zawsze możesz wyjść na plażę i pomachać.

Będę osiem tysięcy kilometrów stąd gdzieś tam.

Odmacham.

Wiem, że należysz

do chmur.

Ale jesteś też nasz.

Będę pisał co tydzień.

Wiem.

MORZE ŚRÓDZIEMNE U WYBRZEŻY WŁOCH, MAJ 1950

Stan pełnej gotowości!

Może w nocy poszłoby wam szybciej!

Musicie zrozumieć, że w końcu nie będą to ćwiczenia.

I taki czas nie przejdzie!

Tak jest.

Spocznij.

Mam dość tych przygotowań.

- I siedzenia w tej puszcze sardynek. - I śmierdzenia rybą.

Tak pachną mężczyźni. Trzeba się z tego cieszyć.

- Dziś przynajmniej były emocje. - Chorąży Brown!

Pozwól na słówko.

Emocje, powiadasz.

Tak jest!

- Musimy to robić na pokładzie? - Najlepiej przy twojej maszynie.

Dobrze wyglądasz!

Co jest?

Czasopismo "Life".

Pentagon chce wysłać pozytywną wiadomość do domu,

żeby osłodzić gorzką świadomość ewentualnej wojny.

Najlepiej pokazać czarnego. Jest to jakieś osiągnięcie.

Zamknij się!

Dowódca mówi, że trudno o lepszego pilota,

niezależnie o koloru skóry.

Miło z jego strony, ale nie jestem wyjątkowy.

Pewnie nie łatwo ci jest być...

Pilotem marynarki? Oczywiście.

Lądowanie na lotniskowcu to

najtrudniejsze zadanie dla kogoś, kto lata.

- Chorąży Brown, wiesz, o co chodzi. - Jessie.

Są tu różni goście, ale taki jak ty jest tylko jeden.

Tak jak ktoś taki jak pan.

Z całym szacunkiem, ale nie powiem tego, co chcecie.

Dobra.

Ciężko pracowałem, by latać. Chciałem tego ponad wszystko.

- Możemy mu zrobić zdjęcia w maszynie? - Muszą wracać do pracy.

- To zajmie tylko chwilę, podporuczniku. - Komandorze podporuczniku. Miłego dnia.

Przed chwilą wysłałeś list.

Jeden tygodniowo. Obiecałem.

Nie powstrzymasz go.

Widziałem ten pokaz cyrkowy na pokładzie.

Czy on też żongluje?

Czyli nie.

Mogliśmy dać mu nauczkę.

W porządku.

Nie powinien tak gadać.

Wiem, że macie dość robótek, ale jest zadanie dla szczęściarza!

Odpadam.

Techniczni wymienili żyro w jednej z maszyn. Trzeba na szybko to sprawdzić.

- Była mowa o szczęściu. - Brzmi fantastycznie.

Może Helmut poleci?

Poćwiczy lądowanie.

Zgłaszam się.

Poruczniku, jeśli nie masz nic przeciwko, Lavery ma rację.

Pewnie, że mam.

Poćwiczę.

Pewnie.

Frunie Mohring!

Niech będzie.

Co do reszty,

komandor zarządził przegląd numerów seryjnych wszystkich części maszyn.

Gdy Mohring będzie podziwiał was z powietrza,

wy sprawdzicie wszystko jak leci.

Dziękuję, Matthew.

- To zajmie cały dzień. - Jeśli się sprężycie.

Mohring, przejdź do sprawdzenia żyro.

Do wieży! Żyro zachowuje się poprawnie.

Zrozumiałem. Wracaj.

Podchodzisz zbyt nisko.

Koryguję.

Numer seryjny?

"P-5-5-1-8-4".

Co jest?

- Nie wceluje. - Wceluje.

Doda mocy.

Przy tym podejściu?

Lepiej spróbować jeszcze raz.

Strażacy w gotowości!

Lecisz za nisko!

Stary, odpuść!

Spokojnie, Mohring.

Mohring, wznieś się!

Za szybko dodał mocy.

Ktoś powie, że na to się pisaliście.

Tak nie jest.

Straciliśmy przyjaciela. To nic łatwego.

Marynarka zrobi to, co zawsze.

Napiszę do rodziny.

Wyślę im jego rzeczy.

Chłopaki się zbierają.

Może wiesz lepiej, ale nie musisz tego podkreślać.

O co ci chodzi?

Carol ledwo wpadł do wody, a ty już mówiłeś, co mógł zrobić lepiej.

Wszyscy popełniamy błędy. To mogłem być ja.

Nie myśl, że sygnet coś zmienia.

- Co nam powiedzieli o tych maszynach? - Przypomnij.

Nie można gazować.

Błędy mogą nas zabić.

Przeżyjesz, jeśli będziesz się słuchał.

Panowie...

idziecie?

Za Carola.

Nie ma wojny, a tracimy ludzi.

I to dobrych.

Trudno to przełknąć, gdy nie ma winnych.

Próba pływania w szkole lotniczej.

Kazali mi powtórzyć 10 razy.

Nie wierzyli, że czarnuch umie pływać.

Wrzucili do wody lód

i obciążyli kombinezon.

Przytopili mnie.

Gdybym się utopił, mieliby to gdzieś.

Ale za każdym razem

sobie poradziłem.

Latałem Bearcatami.

Podczas lądowania...

pokład miałem jak na dłoni.

Posadziłbym tę maszynę przed swoim domem.

Ale w Corsairze...

niczego nie widzę.

Musisz polegać na sygnaliście.

Dlaczego miałoby mu zależeć na moim bezpieczeństwie?

Nie masz pojęcia, jak często słyszę, żebym odpuścił.

Wręcz umarł.

Dlatego nie zawsze można się słuchać nakazów.

Gdybym słuchał, nie byłoby mnie tu.

Właśnie tego uczyłem Mohringa.

Jesteście zmęczeni.

Wszyscy jesteśmy.

Kilka tygodni niewygody.

Szczęśliwie, w Cannes wyjdziemy na ląd.

Każdemu przyda się łyk świeżego powietrza.

Na lądzie obowiązują zasady okrętowe. Powrót do 23.

Będziecie cudzoziemcami w obcym mieście, więc, Marty, nie odwal jakiejś głupoty.

I nie, nie będę wam towarzyszyć, ale miło, że pytacie.

Spadajcie!

Żeby tylko Cevoli nie przyłapał cię na handlu.

Coś ci powiem.

Jestem w Marynarce od 16 roku życia.

To niebezpieczna robota. Jutro może nie nadejść.

Nie ma co planować.

Jeśli więc jest szansa na wolność, to trzeba korzystać.

Dwa dolce za paczkę.

Zabawmy się.

Mohring by nalegał.

Jak trzeba, to trzeba.

Pięknie.

CANNES, FRANCJA, LIPIEC 1950 ROKU

- To Bulwar Croissantów. - Sporo marynarzy.

Raczej nie znajdą tu burdelu.

Nie stać was na te szacowne europejskie damy.

Ja przyszedłem tutaj pić.

To szukamy baru.

Idźcie, muszę kupić coś dla Daisy.

Dobiję.

Koronki są w modzie.

Śmieszne.

Co jest?

Ślepy? To Liz Taylor, gwiazda filmowa!

- Podpisze mi pani pocztówkę? - Nie rozdaję autografów,

ale dam ci buziaka.

Dziękuję pani.

- A twój kolega? - Nie znam go.

Chorąży Jesse Brown.

- Jestem pilotem Marynarki. - Pozwalają kolorowym latać?

- Na to wygląda. - Jak postępowo.

Muszę biec, ale zbierz kolegów i przyłącz się do nas w kasynie.

Lubię pilotów.

Pani Elizabeth?

Widzi pani...

Załóż coś eleganckiego i powiedz, że zaprosiła cię Elizabeth.

Witamy!

- Masz coś dla Daisy? - Tak i nie tylko.

Zaproszenie do Casino de Carlo.

Dla wszystkich.

- Od Elizabeth Taylor. - Chrzanisz!

- Mówisz o aktorce? - Jak? Gdzie?

Wpadłem na nią na plaży.

Bardzo miła.

Nie wierzę.

Stawiam na sprawdzenie blefu.

Wspaniale. Stawiaj albo padaj.

Panowie...

Przebierzmy się.

Jeszcze się nie zdarzyło, żeby mnie gdzieś nie wpuścili.

W razie czego, zmienimy lokal.

- Ale tylko tu jest Liz Taylor. - Podobno.

Zaproszono nas.

Na pewno nie ciebie.

- Elizabeth Taylor... - Proszę odejść.

Jesse...

w porządku. Pójdziemy gdzie indziej.

Zapraszam.

Ty chytry lisie!

Widziałem!

- Czy to...? - Liz Taylor.

Przedstawię was.

Panowie?

Proszę, proszę! Anioły przestworzy!

Przyszedłeś!

Owszem.

Panowie się znają?

- Współdzielimy przestrzeń. - Dopóki nie zacznie się wojna.

My zejdziemy na ląd, a oni znikną stąd.

Zawsze sypiesz wierszykami?

Usiądźcie. Przyda mi się zastrzyk szczęścia.

Zapraszam.

Chodźmy wznieść toast, żeby ci goście zeszli z naszego okrętu.

Dobry pomysł.

Stawiamy.

Ogrzeję ci miejsce.

Chodź.

Tutaj.

Tutaj.

Mój szczęściarz.

Lecimy!

Zdrówko!

Za pięknych ludzi i piękne życie!

Za nowych kumpli i przyszłe byłe żony!

Tak się gra!

Co jest!

Chyba czas na ciebie.

- Znasz francuski. - Podłapałem w szkole średniej.

Whiskey...

i co kolega zechce.

Pozer.

- Dobra akcja. - Serio.

Niezła zabawa. Gwiazdy, picie, hazard.

Czerwoni planują atak, a my szalejemy we Francji.

Chciałbym, żeby to coś znaczyło.

Działaj dalej z Liz Taylor...

i może będzie.

Dziękuję.

- Jeszcze piwo imbirowe. - Widziałem fajny lokal. Tam się napiję.

Kolega...

Chodźmy.

Spadamy, panowie.

Obecność Francuzek mnie cieszy.

- W tym kraju ich nie zabraknie. - I tak wszystko przegrałem.

Przepraszam. Dziękujemy za zaproszenie.

Miło z pani strony.

Już idziecie?

Niestety.

Uważajcie na siebie.

Mógłbyś?

Dziękuję.

Wychodzi poza dozwolony teren.

Nikomu nie powiem. Proszę.

Nieźle!

Jak tu trafiłeś?

Poproszę whiskey.

Drogie panie!

Napoje.

Walcz z tym, co masz.

Wygląd pomógł mi z Daisy, ale ty...

rozegrasz to inaczej.

Jesteś amerykańskim pilotem we Francji.

- To wszystko? - Gramy atutami.

- Nie masz skrzydeł. - Chyba żartujesz.

Nie mogę wziąć twoich.

Tylko pożyczysz.

Dowódca odmówił przypięcia mi ich podczas rozdania dyplomów.

Nie jestem przywiązany.

Wyglądasz jak trzeba.

- Może jakaś magiczna sztuczka? - Jak to?

Znasz jakąś?

Tylko jedną.

- Jedną? - Tak.

Jak mówię, walcz z tym, co masz.

"To mój pierwszy raz we Francji".

Wybacz.

Powiedz: "Bonjour".

Chciałbym pokazać paniom sztuczkę.

Nazywa się "zionący ogniem pilot".

Znasz Franka Sinatrę?

To mój kuzyn.

Nie mówię jak on, ale jestem podobny.

Bordeaux? Nie pijam wina.

Wybaczcie, kolega nieobyty.

Wolę whiskey.

Wpuścili cię tutaj?

Dobrze mi szło z Liz, ale wszystko zepsuliście.

Chyba ma męża.

Coś cię bawi?

To ty przywlokłeś cyrk.

- Co jest grane? - Nic.

Wszystko gra.

Potrzebujesz przydupasa do pomocy?

Spokój. Wszyscy piliśmy.

Tom, w porządku.

Wiem.

Ale zaraz nie będzie.

Panowie, trzeba wiać!

Twoje skrzydła!

Spadamy!

W tamtym kierunku!

Wiesz, jak zrobiłem tę sztuczkę?

Połknąłem szluga.

Nie trzeba było.

Dostałem buziaka.

Mogłeś go nie bić.

Za mną też byś się wstawił.

- Nie szukam wdzięczności. - Ale szukałeś dymu.

Broniłem skrzydłowego.

Mogę walczyć za siebie.

Robię to od dawna.

Jesse Brown. Samotny szwadron.

Sala odpraw. Jakaś gruba akcja.

Mam nadzieję, że dobrze się bawiliście,

bo Korea Północna przekroczyła granicę.

Zajęli Seul.

Jeśli pójdą dalej, to wejdą do Japoni

i tyle będzie z naszego blokowania komunizmu.

Tak mówi Waszyngton. Co to znaczy? Że działamy.

Płyniemy do Korei.

Większość z was jeszcze nie walczyła.

Szkolenie to podstawa i zadbałem o to, żebyście wyciągnęli z niego jak najwięcej.

Ale przede wszystkim, że wszyscy maja wrócić.

Wszyscy mają wrócić.

MORZE WSCHODNIE U WYBRZEŻY KOREI PÓŁNOCNEJ, LISTOPAD 1950 ROKU

Panują obawy, że w Korei Północnej jest już sto tysięcy Chińczyków

gotowych do walki.

MacArthur nakazał bombardowanie dwóch mostów na rzece Yalu przy granicy,

w nadzieji na spowolnienie chińskiej mobilizacji. Ale spudłowali.

Ja poprowadzę 32-kę i zlikwidujemy baterie przeciwlotnicze w Sinuiju.

Wy raki, wesprzecie Pantery, aż będą w stanie wysadzić te mosty.

Przypomnę, żeby niczego nie ruszać po chińskiej stronie granicy,

chyba, że chcecie odpowiadać za wywołanie wojny światowej.

Spodziewajcie się ostrzału. Skupcie się.

Działajcie czujnie i mądrze.

201 do 205. Zgłoś się.

Słucham cię.

Mam problem z podwoziem, potwierdzisz?

Wysunięte w połowie.

201 do bazy. Mam awarię, nie pokieruję misją.

- Przekazuję dowodzenie 205. - Zrozumiałem, 205, prowadź.

- Tom, trzymaj się prawego brzegu rzeki. - Tak jest.

SINUIJU GRANICA PÓŁNOCNOKOREAŃSKO-CHIŃSKA

LISTOPAD 1950 ROKU

205 wchodzi.

205 do bazy.

Przystępujemy do ostrzału.

To MiG!

Koenig, Goode i Lavery. Kontynuujcie.

Tak jest!

- Jesse, odbij w lewo. MiG jest nasz. - Potwierdzam!

Owocnych łowów!

Bo do dzieła.

Trzy trafienia! Powtarzamy manewr!

- Widzisz go? - Nic z tego.

Nad nami!

Przyczepił się do mnie!

Doprowadzę go do ciebie kanionem!

Pokażmy mu latarnię. Spotkamy się pośrodku.

Obrona przeciwlotnicza wyeliminowana!

Przyjąłem! Zbliżamy się do celu.

Widzę was!

Ostro w prawo i do góry na hasło!

Potwierdzam!

Gotowy...

teraz!

- Piękny strzał! - Piękne latanie!

Dowódca Panter, dolatujemy do celu.

Celny zrzut! Tylny most trafiony! Zawracamy.

Załatwmy to, Pantery.

Mamy ostrzał ze strony chińskiej.

Nie możemy ich ruszyć. Zmywamy się.

Zrozumiałem.

205, mam ładunek. Mogę trafić w most.

Jest zbyt gorąco, odpuść.

Jesse, to rozkaz!

Bezpośrednie trafienie!

Most zniszczony!

Pięknie, Jesse!

Tak trzymać!

Baza, tu 205. Oba mosty zniszczone. Wracamy.

Zrozumiałem. Dobra robota.

Przepadła mi niezła zabawa.

Mamy potwierdzenie, że linia przerzutowa została osłabiona.

Pozostajemy w gotowości, ale odświeżcie się przed posiłkiem.

- Chodźmy coś zjeść. - Pięknie, Tom.

Sprawozdanie.

Świetnie poszło.

Jak się masz?

Dobrze.

Usiądź.

To uczucie to pokłosie dobrze wykonanej roboty.

Wiesz, ile w historii ludzkości było wojen?

Pewnie, że nie.

Większość popadła w zapomnienie.

Jak i żołnierze, którzy walczyli i medale, które zdobyli.

Bohaterowie i sprzęt schodzą na margines historii, bo nie o wojnę chodzi.

Ona nie ma końca.

Największe zmaganie polega na tym, by inni mogli na nas liczyć.

Tego nie osiąga się jedną akcją. Trzeba się starać całe życie.

Nie szukaj spełnienia w konflikcie. Wiem, co mówię.

Idź jeść.

Leć!

Co jest najważniejsze?

- Wrócić ze wszystkimi. - I wróciłeś.

BAZA HAGARU, ZBIORNIK CHOSIN, KOREA PÓŁNOCNA, LISTOPAD 1950 ROKU

- Wiesz, co by mi się przydało? - Koc?

Ognisko? Trochę słońca?

- Druga szansa u Liz Taylor. - Skończ z tym już!

- Nie miałeś z nią szans. - Nie patrzyłeś uważnie.

Wolałbym mieć rozgrzane stopy niż szansę u Liz.

Myślisz, że dziś uderzą?

Raczej tak.

Powiedziałbyś raz coś przyjemnego.

Co jest?

W raporcie było, że zignorowałem rozkaz przełożonego.

Napisałem tylko to, co miało miejsce.

Cieszę się, że tak to widzisz.

Tak było.

Co za różnica? Załatwiliśmy sprawę.

Niesubordynacja.

Wpiszą mi to do akt.

- Ale Cevoli... - To już dotarło do kapitana.

- Nie tego chciałem. - A czego chciałeś, panie Akademia?

Wybacz.

Załatwiłeś mnie.

Z czymś takim nie dostanę awansu.

Sądziłeś, że zobaczymy MiGa?

- Myślałem, że Goodie zwinie się do domu. - To ty narobiłeś w pory, gdy się pojawił.

- Zmieniłeś pieluchę? - Sprawdź sobie.

Biorąc pod uwagę jak strzelacie, to szczęście, że żyjemy. Trafiłem?

Pomóżcie mi z czymś.

Ukradłeś to!

To mundur białego!

Dlaczego to nosisz?

Chłopcze...

Zapisałem każde skierowane do mnie nienawistne słowo.

Powtarzam to sobie.

Od najmłodszych lat.

To pomaga.

Co to jest?

Świadectwa od chłopaków.

Piszą, że misja była złożona i postąpiłeś słusznie.

To ci wyczyści akta.

Pewnych rzeczy nigdy nie zrozumiesz.

Uwaga do mnie, to nie to samo, co uwaga do ciebie.

To nic nie zmieni.

Ryzykuję tu szyją.

Bo wyskoczyłeś z pisemkiem?

Nic cię to nie kosztowało.

Nic!

Mam dość tego, gdy ludzie pomagają, patrząc na mnie z góry.

Nie patrzę na ciebie z góry.

Co mam zrobić?

Bądź moim skrzydłowym.

To wszystko.

Odpuść półśrodki i rób, co należy! Proszę!

Chorąży Brown?

Czekaliśmy na ciebie w mesie.

Musiałem pomyśleć.

Gadaliśmy z kilkoma braćmi.

Słyszeliśmy o twojej akcji i dostrzegamy cię.

PONAD WSZYSTKIMI

Zrzuciliśmy się w Cannes.

Jak się nazywasz?

Archie Fambrough.

Jesse.

Powiedz braciom, że to doceniam.

Mississippi Brown?

Charlie Ward, ze szkoły lotniczej.

- Ward z Alabamy. - Zgadza się.

- Latasz trzepaczkami? - Dowiedzieli się, że szukam ryzyka.

I nie zasługę na sztywne skrzydła u boku legendy z południa.

Wiedziałem, że dasz radę. Dobrze cię widzieć.

Szkoda, że nie w lepszych okolicznościach.

Miło cię widzieć.

Uważaj na siebie, Mississippi.

Ożeniłem się z nią!

Jesteśmy w domku.

Postawić cię?

Mój kochany aniele,

liczę, że list dotrze na czas,

bo chcę złożyć ci życzenia urodzinowe jako pierwszy.

Niełatwo zaplanować imprezę z końca świata,

ale to może nawet być przyjemne.

Chwyć Pam. Dla niej też coś będzie.

Jest ciemno i ciasno W tym miejscu nam znanym

U kurki maleńkiej Nie wrednej kury kochanej.

Jest ciemno i ciasno W tym miejscu nam znanym

Prezent od tatusia.

Dla Pam!

Mam nadzieję, że znalazłaś pudełko w garderobie Pam.

Na razie kończę. Napiszę, gdy będę mógł.

Twój oddany mąż.

Kochający i całkowicie twój.

Kocham cię na zawsze. Jesse.

Rozmawiałem z rannymi.

- To pierwsza dywizja piechoty morskiej. - Płynęli z nami.

Przygwoździli ich przy Hagaru.

Ponoć rozpętało się tam piekło.

Jednemu z naszych odpowiada sześciu Chińczyków.

W nocy jest minus 35.

Oni tam ledwo żyją.

Przydałoby się wsparcie powietrzne.

Zmniejszylibyśmy przewagę liczebną Chińczyków

i dalibyśmy naszym szansę stanięcia na nogach.

To niebezpieczna misja,

inna niż pod Sinuiju.

Nie chodzi o most, tylko o tysiące Chińczyków kryjących się w lesie

i strzelających z bliskiej odległości.

Nie ukrawam, ryzyko jest wielkie.

Nasi potrzebują pomocy i tylko my możemy im pomóc.

Polecimy tam, damy wrogowi popalić i wyciągniemy naszych.

Żyjesz!

Znasz dobrą modlitwę?

Pewnie: "Boże, ześlij nam anioły."

Chodź, nie oddamy im całej chwały!

Widzieliście? Mamy czarnego pilota!

Dalej!

Uciekają, ale przyjrzyjmy się z bliska. Wszyscy do mnie.

211, zdaje się, że ucieka ci paliwo.

Nie paliwo, tylko olej.

Długo się nie utrzymam.

Wznieśmy się i poszukajmy lądowiska.

Tylko spokojnie, Jesse.

Na dziesiątej.

Może się udać.

Obserwuj!

Lider, lecę za nim.

Będziemy was obserwować. Przełączam radio na tryb ratunkowy.

Lista?

Dawaj.

Rakiety.

Zbiorniki.

Kabina otwarta i zablokowana.

Koniec!

- Nie dolecę. - Dolecisz.

Lotki w dół.

60 metrów.

Wolniej nie mogę.

Nie będę obok.

Zrobiłeś, co mogłeś.

211, zgłoś się!

Zgłoś się, 211!

Tom, gdy Jesse wyjdzie, zniszcz maszynę. Nie może wpaść w ręce wroga.

Nie wychodzi.

Dalej, Jesse!

Dlaczego nie wychodzi?

Chińczycy też widzą ten dym.

Powinien już wyjść. Utknął.

Ogień pożera go żywcem.

Jesse, wychodź stamtąd!

Schodzę po niego.

Prosisz się o śmierć!

- Nie rozbij maszyny! - Co robisz?

Irokez 201, zaraz będę miał dwóch pilotów na ziemi.

Proszę o natychmiastowe wsparcie.

Jesteście we wrogiej przestrzeni powietrznej. Wsparcie za 30 minut.

Wracaj do bazy.

Tom, przylecą po was za 30 minut.

Uważaj na siebie.

Tak jest.

Zmarnowałeś całkiem dobrego Corsaira.

To chyba trafi do raportu.

Nie możemy wysłać śmigłowca. Latanie po zmroku jest zbyt niebezpieczne.

- Kto jest na ziemi? - Dwie maszyny z 32-ki.

Porucznik Hudner i chorąży Brown.

Powiedz im, że lecę.

Utknąłem na amen.

Ugaszę to i zaraz cię wyciągniemy.

Spróbujemy?

Pociśniesz?

Jeden,

dwa,

trzy!

Ostro do góry na mój znak.

Słyszysz?

Lecą po nas.

Utknął w środku.

Weź siekierę.

Wróg jest w pobliżu. Musimy się sprężać.

Powiedz Daisy...

jak bardzo ją kocham.

Wyrwiemy cię z tego.

Musimy lecieć.

Wrócę po ciebie.

Rozgrzej się.

Tam znajdziesz kawę. Później cię odstawimy.

Nie zabierzemy Jesse'ego.

Roi się tam od wroga. To zbyt niebezpieczne.

Kapitan kazał zniszczyć obie maszyny.

Lekarz cię uziemił.

To lot pogrzebowy.

Jedyna szansa na pożegnanie.

Odpalamy za kwadrans.

Wiem, Tom...

Wczoraj straciliśmy wielkiego lotnika,

chorążego Jesse'ego Browna.

Odczuła to cała załoga okrętu

i odczuje to cały nasz naród.

Ktoś taki jak Jesse Brown był nam potrzebny.

WASZYNGTON, DC KWIECIEŃ 1951 ROKU

- Pani Brown, starszy mat Clara Carrol. - Miło poznać.

Proszę tędy.

Przepraszam.

To dla ciebie.

Na pewno jest ci ciężko.

Mam się dobrze.

Ale dziękuję.

Bałem się tu przychodzić.

Bardziej niż czegokolwiek.

Obiecałem ci...

Doceniam, co zrobiłeś.

Zrozum to.

Byłem tam z nim.

Nawet się nie denerwował.

Dotrwałem z nim do końca.

Jego ostatnie słowa były do ciebie.

Poprosił:

"Powiedz Daisy... jak bardzo ją kocham".

Wybacz, że go nie uratowałem.

To nie było twoim zadaniem.

Nikt nie miał takiej roli.

Prosiłam tylko, by mógł na ciebie liczyć.

Nie zawiodłeś.

Kończę już i idę spać.

Zawsze się tego boję, ale zwykle śnię o tobie,

więc wytrwam, aż znów będziemy razem.

Oby jak najszybciej.

Jutro znów muszę lecieć, ale jeśli o to chodzi,

to nie dotknąłem ziemi od czasu, gdy pocałowałaś mnie po raz pierwszy.

A gdy mnie kochasz, sprawiasz, że jestem wniebowzięty.

Napiszę, gdy tylko będę mógł.

Kocham cię na zawsze.

Twój oddany mąż.

Kochający i tylko twój.

Na zawsze.

Jesse.

List z dnia poprzedzającego wypadek.

Jessie Brown został pośmiertnie odznaczony Zaszczytnym Krzyżem Lotniczym

"za heroizm lub niezwykłe osiągnięcia w locie".

Tom przez dziesięciolecia próbował sprowadzić ciało Jesse'ego do domu.

W 2013 roku władze Północnej Korei w końcu zezwoliły mu na wjazd do kraju.

Po śmierci Toma i Daisy,

szereg różnorodnych organizacji kontynuuje ich działania.

Rodziny Brownów i Hudnerów przyjaźnią się do dziś.

Wnuczka Jesse'ego i syn Toma

Tłumaczenie na zlecenie Monolith Films: Tomasz S. Potocki

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.