Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Suzy Bannion postanowiła doskonalić się jako baletnica
w najsłynniejszej szkole tańca w Europie.
Wybrała znamienitą akademię we Freiburgu.
Pewnego dnia o dziewiątej rano, opuściła lotnisko w Nowym Jorku.
Dotarła do Niemiec o 22:45 czasu lokalnego.
Możesz mi pomóc?
Wohin?
Escher Straße.
- Was? - Escher Straße.
Was?
Aha, Escher Straße.
Długo już tak leje?
Pół godziny.
Proszę, zaczeka pan minutkę?
Sekret! Widziałam za drzwiami!
Trzy irysy! Przekręć ten niebieski!
Kto tam?
Suzy Bannion. Właśnie dotarłam z Nowego Jorku.
- Nie znam pani. - Mam list od państwa.
Mocno pada. Proszę mnie wpuścić.
Idź stąd!
Nie rozumiesz!
Zaczekaj minutę.
Jest tam kto?
Jeśli kanapa ci pasuje, możesz zostać jak długo chcesz.
Dzięki, ale rano wyjeżdżam.
- Odchodzę na zawsze. - Wielkie rzeczy!
Co z tego, że wyrzucili cię ze szkoły?
Mnie zawsze wyrzucalil, od przedszkola.
To nie to. Nie obchodzi mnie, że mnie wyrzucili.
Zatem co?
Nie ma sensu wyjaśniać.
Nie zrozumiesz.
Wszystko jest takie... bezsensowne. Dziwaczne.
Najlepiej mi będzie wynieść się stąd tak szybko, jak to możliwe.
Mogę skorzystać z łazienki? Chciałabym się wysuszyć.
Pewnie, śmiało.
Czemu tego nie zamkniesz?
To był tylko wiatr.
Ewidentnie jesteś w kiepskim stanie.
Musisz mi wszystko o tym opowiedzieć.
Wiatr! Okno się nagle otworzyło.
- Przestraszyłam się. - Nie. Nie o tym.
Co cię tak niepokoi?
Możesz mi powiedzieć później.
Wpuść mnie! Pat!
Pomóż mi!
Pomocy, tu jest morderca!
Otwórz! Pomocy!
Morderca!
Dzień dobry.
- Czym mogę pani służyć? - Nazywam się Suzy Bannion.
Oczekiwaliśmy cię wczorajszego wieczora.
Dotarłam ostatniej nocy około dziesiątej, ale drzwi były zamknięte.
Jakaś pani powiedziała, że mnie nie zna i nie wpuściła mnie.
Kto tak powiedział?
Nie wiem, nie przedstawiła się.
Wybacz. W każdym razie, teraz jesteś tutaj.
Witamy w naszej akademii! Jestem panna Tanner, instruktorka.
Miło mi.
Chodź. Chciałam przedstawić cię pani Blanc,
naszej wicedyrektor.
Była słynną baleriną.
- Pani Blanc? - Tak?
Suzy Bannion, nasza nowa studentka.
Ach, tak.
- Wybaczcie, panowie. - Oczywiście.
Jesteś bardzo ładna.
To policjanci.
Znałam kobietę o nazwisku Bannion lata temu w Nowym Jorku. Carol Bannion.
- To moja ciocia. - Świetnie! Czarująca kobieta,
przyjaciółka i dobrodziejka artystów.
Jestem zaszczycona, mając jej siostrzenicę tutaj.
Witam cię w akademii w imieniu dyrektorki,
której niestety nie ma w tej chwili.
Wyjechała za granicę.
Dziękuję.
Albercie, zaczekaj na mnie na schodach.
To mój siostrzeniec. Jestem do niego bardzo przywiązana.
Muszę ci opowiedzieć wszystko bardzo szybko...
bo tamci panowie na mnie czekają.
Stało się coś okropnego.
Jedna z naszych uczennic, Pat Hingle,
wydalona wczoraj za nieodpowiednie prowadzenie się,
została zamordowana ostatniej nocy. To straszna historia.
Zawsze ostrzegałam nasze studentki, prawda, panno Tanner?
Powtarzałam, aby unikały złego towarzystwa.
Chciałam ci powiedzieć, że twój pokój nie jest jeszcze wolny.
- Lekki poślizg. - Nie martw się.
Znalazłyśmy ci miejsce u jednej ze studentek, w mieście.
Zapłacisz 50 dolarów na tydzień,
ale możesz to odjąć od czesnego.
Powierzam cię opiece panny Tanner,
jednej z naszych najbardziej doświadczonych nauczycielek.
Nie gniewaj się, jeśli wyda się surowa albo niemiła.
Takie ma sposób bycia, nawet względem mnie.
Naprawdę jest nieocenioną nauczycielką.
Proszę ze mną.
Jak wiesz, nasz kurs trwa trzy lata,
i na końcu każdego roku musisz zdać egzamin.
Dziewczyna opuściła szkołę około jedenastej wieczorem.
- Takie mam informacje. - Przepraszam.
Gdy tu dotarłam zeszłej nocy około jedenastej, widziałam wychodzącą dziewczynę.
To nowa studentka. Właśnie przybyła. Jak wyglądała?
Miała blond włosy i nosiła brązowy płaszcz.
- Co robiła? - Nie wiem. Widziałam ją ledwie minutę.
Widzicie? To faktycznie była jedenasta.
Idziemy?
Nie uczymy tu, jak tańczyć,
gdyż zakładamy, że nasi studenci już to umieją.
W naszej akademii poświęcamy się doskonaleniu.
To jest Pavlo, nasza złota rączka.
Jest naprawdę brzydki, nie? Nie bój się tego powiedzieć.
I tak nie zrozumie, mówi tylko po rumuńsku.
Widzisz ten piękny uśmiech? Stał się przystojny, odkąd nosi sztuczną szczękę.
W ostatnim roku odkrył, że ma zapalenie dziąseł.
Wypadły mu wszystkie zęby.
Górne jednego poranka, dolne dzień później.
- Dokąd idziemy? - Do szatni.
Możesz korzystać z basenu, kiedy tylko chcesz.
Panno Tanner, muszę pani coś wyznać.
- Skrzek, skrzek. Polly papuga. - Kto to powiedział?
Wystarczy tych wygłupów!
Chciałam przedstawić wam Suzy Bannion, naszą nową studentkę.
Znajdziesz wśród dziewczyn kilka koleżanek z Ameryki - choćby Miriam.
Tam jest twoja szafka.
Jest w niej wszystko oprócz butów.
Dziś pożycz je od kogoś, kto ma dwie pary.
Spieszcie się. Będę na was czekać w czerwonym pokoju.
Chodź ze mną.
Skrzek, skrzek, skrzek... Mata Hari zamierza złożyć raport.
Nazywam się Olga, jesteś moją współkokatorką.
Miło mi cię poznać.
Powiedzieli mi, że masz płacić 50 dolarów na tydzień.
- Tak. - Z góry.
Żaden problem. Jeśli myślisz, że nie...
Nie gotuj się. Tacy tu są ludzie.
Czy ktoś mi pożyczy parę butów?
- Tak, ja. - Dzięki.
Jeśli chcesz je kupić, oddam za dobrą cenę. Trzydzieści marek.
Nie, dziękuję. Mam swoje gdzieś w walizce.
Potrzebuję parę na dzisiaj.
Jeśli nie chcesz pożyczyć...
Śmiało, bierz je.
- Ale oddaj. - Oczywiście.
Przepraszam.
Nic nie szkodzi.
Zawracali ci głowę rozmowami o pieniądzach?
Nie jestem do tego przyzwyczajona.
Też na początku tak miałam.
Okazało się, że to taki tutejszy zwyczaj.
Przeczytałam kiedyś, że imiona
zaczynające się na literę "S"
to imiona węży!
Na następny rok, jak skończę szkołę
mam ofertę ze szkoły baletu w Genewie.
A ty?
Wracam do Ameryki, ale nie jestem pewna, co będę robić.
Dzięki. Mój pokój jest śliczny.
Podoba ci się?
Cieszę się. Czuję, że będzie nam dobrze razem. Jesteś słodka.
Nawet jeśli noszę imię węża?
To był tylko żart.
- Nie mów, że jesteś wrażliwa jak Sara. - Nie.
Dobrze zrobiłaś.
Nie musiałeś tego tu wnosić.
Mogłam sama to jutro zrobić.
Pomyślałem, że możesz czegoś potrzebować.
Tak, ale nie trzeba było.
- Wielkie dzięki. - Nie ma za co.
- Nie zostaniesz na chwilę? - Dzięki, ale nie mogę.
Mieszkam w szkole. Muszę być na kolacji za pół godziny.
- Jestem spóźniony. - Chociaż na minutkę?
Serio. Muszę lecieć.
Bardzo się złoszczą, gdy ktoś się spóźni na kolację.
Zdobyłaś go.
Tak, słyszę cię bardzo dobrze.
Widziałaś, jak się rumienił?
Jest słodki, tylko nie ma...
Nigdy mu nie starcza na pokój i...
Dlatego ta suka Tanner nim manipuluje.
Daje mu tysiąc i jeden spraw do załatwienia.
Pewnie.
Zadzwoń jutro wieczorem, daj mi szansę to przemyśleć.
Tak czy siak, jest słodki.
Biedna Pat. Bardzo go lubiła.
Biedne dziecko, że też musiała tak skończyć.
To nie do pomyślenia.
Słyszałam, że widziałaś ją wczoraj wieczorem.
Tak, przed szkołą.
Zachowywała się bardzo dziwnie.
Mamrotała do siebie.
Czuła się okropnie, gdy ją wyrzucili, ale zasłużyła na to.
- Był tam taki zgiełk. - Boże, jaka ona była trudna.
Mówiła rzeczy bez sensu.
Zawsze się kłóciła, sprawiała problemy.
"Sekret."
"Irys."
Co?
Przypominam sobie... wymówiła słowo "sekret".
A potem nazwę kwiatu.
"Irys", albo "lilia".
Co to niby miało znaczyć?
- Nie wiem. - Była wścibska.
Zawsze wiedziała, jak któraś z nas wpakowała się w jakieś kłopoty.
- Jak się podoba u Olgi? - Spoko.
Ósemka z listy z rana idzie ze mną do żółtego pokoju.
- Dzień dobry, pani Blanc. - Mam dla ciebie dobre wieści.
Wszystko załatwione.
Twój pokój jest gotowy.
Czy to nie wspaniale? Możesz się przenieść już dziś, jeśli chcesz.
Raczej zostanę u Olgi, jeśli można.
Dla mnie to nie problem, moja droga...
ale w swoim podaniu zaznaczyłaś, że będziesz mieszkać w szkole.
- Wiem, ale... - Pokój jest już wolny.
- Nie przypuszczałam, że to takie ważne. - Jak wolisz.
Jeśli takie jest twe życzenie, tak będzie.
Nie miałam pojęcia, że masz taką silną wolę.
Widzę, że jak podejmiesz decyzję,
żadna siła jej nie zmieni.
Gratuluję.
I tak, wraz nadejściem końcówki dziewiętnastego wieku,
technika klasycznego baletu...
przyjęła odmienną, bardziej stylizowaną formę.
Dobrze. Zacznijmy rozgrzewkę.
Wszystko w porządku? Dobrze się czujesz?
Nic mi nie jest. Poczułam się słabo.
Jeśli mi się pogorszy, po prostu przestanę.
A teraz kilka ćwiczeń.
Danielu, możesz zaczynać.
Przepraszam, panno Tanner.
Zrobiło mi się słabo. Chciałabym odpocząć.
Słabo? Dalej, to prosty krok.
Po raz pierwszy pracujemy razem, Suzy.
Chcę zobaczyć, jaki poziom reprezentujesz.
Teraz chodź dołączyć do reszty. Idziemy.
Daniel?
Teraz wszyscy razem.
Nie dam rady...
Skup się! Ramiona wyżej! Nie jesteś sparaliżowana!
Zupełnie wypadłaś. Zwracaj uwagę na rytm.
Już, uciekajcie.
Dalej, pij.
- Musisz pić. - Nie.
Słyszałaś, co powiedział doktor.
Pij, pij.
Krew utracona przy krwotoku musi być uzupełniona przez spożycie płynów.
- Prawda, profesorze Verdegast? - Oczywiście.
Moja droga pani.
Nie ma powodu do niepokoju. To nic takiego, jak już wcześniej mówiłem tej młodej damie.
Ulżyło mi, profesorze. Jak się czujesz, moja droga?
- Lepiej. - Zawiniły twoje ćwiczenia.
Gdy ktoś nie trenuje regularnie,
gwałtowne ruchy mogą spowodować małe pęknięcia wewnętrznych więzadeł.
Stąd krwotok.
Już wyglądasz lepiej. Kolor wrócił ci na policzki.
- Mam rację? - Tak. Wygląda zdecydowanie lepiej.
Nie ruszaj się.
Dzięki temu zaraz wrócisz do zdrowia.
Za dzień lub dwa staniesz na nogi, jak nowo narodzona.
- Kto przyniósł moje rzeczy? - Olga. Kochana dziewczyna.
Jak tylko usłyszała, że jesteś chora, poszła prosto do domu po twoje rzeczy.
Oddała też twoje 50 dolarów, nie wzięła ani centa.
Dlaczego to zrobiła?
- Gdybym chciała, to... - Moja droga.
Potrzeba ci teraz odpoczynku i spokoju.
Jeśli krwotok znów wystąpi, co jest mało prawdopodobne,
możesz do mnie zadzwonić.
Niech je lekkostrawne jedzenie przez około tydzień.
Nie pozwól, by dostała jakiekolwiek owoce.
- Kropelkę czerwonego wina? - Poproszę.
Dobrze. Kieliszek czerwonego wina z każdym posiłkiem. Czyni cuda.
Leczy z anemii i wzmacnia czerwone krwinki. Odbudowuje krew.
Odpocznij porządnie. Jesteś w dobrych rękach.
Suzy, jesteśmy teraz najbliższymi sąsiadkami.
Czyli wprowadziłaś się tu?
Nie, oni mnie tu wprowadzili.
Wcale tego nie chciałam.
Jak tylko zachorowałam, Olga pobiegła, przyniosła moje rzeczy
i wyrzuciła mnie ze swojego mieszkania.
Pewnie pomyślała, że to coś zaraźliwego.
Nie chcę żyć w internacie, jak jakaś dziesięciolatka.
Wracają ci siły.
Wiesz co? Czuję się świetnie.
Zupełnie, jakby nic się nie stało. To niesamowite.
- Wszystko dzięki profesorowi Verdegastowi. - Verdegastowi?
- On się tobą opiekował? - Tak.
Otwarte.
Cześć, Pavlo.
Dziękuję.
Miej oko na tę zapalniczkę.
Spodobała mu się.
Tak, ale nie sądzę, aby był złodziejem.
Przynajmniej tak myślę.
- Zjesz tutaj? - Tak, zapisali mi ścisłą dietę.
Na ścisłej diecie dają ci wino?
To pomysł profesora Verdegasta. Mówi, że to odbuduje krew.
Dzwonek. Czyli zostało tylko 15 minut do kolacji. Lepiej się przebiorę.
- Do zobaczenia. - Cześć.
Gdzie?
Wszędzie. Całe piętro.
Obrzydliwość!
- Skąd one się biorą? - Nie wiem, chodźmy zobaczyć!
- Biorą się ze stropu. - W międzyczasie, zwołaj wszystkich na dół.
Nie pozwól nikomu tu wchodzić.
Przykro mi. To upokarzające. Proszę, wybaczcie mi.
Ale pani nie miała z tym nic wspólnego.
To nie wina pani Blanc.
Zamówiliśmy wysyłkowo paczki z jedzeniem,
od zaufanej firmy, wierząc w jej uczciwość.
Oczywiście, jedzenie dotarło zepsute.
Po kilku dniach, sami widzicie, co się stało.
- To było okropne. - Jeden wleciał mi do buzi.
Na szczęście to wszystko dotarło tylko do piętra na poddaszu.
- Inne piętra są w porządku? - Tak, sprawdziliśmy je.
Ucierpiało tylko piętro z pokojami studentów.
Zajmę się dezynfekcją jutro rano.
W międzyczasie, na wieczór, wymyśliłam prowizoryczne rozwiązanie.
Chodźmy zobaczyć postępy.
Chłopcy zaoferowali pomoc,
oni oraz służący zmieniają salę treningową w sypialną.
Jeśli ktoś zdecyduje się na pokój hotelowy, nie mam nic przeciwko.
Aczkolwiek zrobiło się już późno, a utrudnienia będą tylko jedną noc.
Wszyscy będziemy spali razem.
Brawo. Wygodnie ci?
- Tak, dziękuję. - Świetnie.
- Wszystko gra? - Tak, dziękuję.
Dobrze. A u ciebie wszystko w porządku?
Tak, proszę pani. Dziękuję.
To jak być na biwaku.
Pani Blanc, śpi pani z nami, tutaj?
Pewnie, tak jak i inni nauczyciele oraz panna Tanner.
Nauczyciele mieszkają w szkole?
Nie, w mieście.
Wychodzą po kolacji, o 21:30, jak w zegarku.
Już późno. Nie będziecie się bały, jak wyłączę światło?
Dobranoc wszystkim.
Ten gość na ciebie leci?
- Może. - Zabawne.
Słyszałam, że...
- Pewnie, nie mam ochoty na plotki. - Ochoty na plotki? A to dobre.
Próbowałaś go zdobyć, ale ci nie wyszło!
- Kłamczucha! To nieprawda! - Cicho! Niektórzy chcą spać.
Sara, daj spokój.
- Śpisz? - O co chodzi?
Słyszysz to chrapanie?
Dziwne.
Słyszysz?
Jak myślisz, skąd to dociera?
Zza tej płachty.
Tak, pewnie.
Co?
Okłamali nas.
Dyrektorka jest tutaj.
To ona tak chrapie.
To dyrektorka.
- Skąd wiesz? - Jestem pewna, że to ona.
Rok temu, przez chwilę,
mieszkałam w jednym z pokoi gościnnych,
na ostatnim piętrze.
Jednej nocy,
słyszałam, jak ktoś przyszedł, bardzo późno.
Potem ten ktoś wszedł do łóżka w pokoju obok mojego.
I wtedy!
Wtedy usłyszałam to dziwaczne chrapanie.
Było upiorne. Nigdy go nie zapomnę.
Słuchaj.
Słyszysz ten gwizd?
Następnego ranka, pani Blanc powiedziała,
że dyrektorka spędziła kilka godzin w szkole
i spała w pokoju obok mojego.
Rozumiesz?
Wiem, że to dyrektorka.
Jest tutaj!
Jest tam... Zaraz za kotarą!
Dziękuję za tak szybkie zajęcie się dezynfekcją.
- Dzień dobry, pani Blanc. - Dzień dobry, Danielu.
- Czy teraz wszystko w porządku? - Wszystko sprzątnięte, proszę pani.
Dla pewności, sprawdziliśmy też inne piętra.
Panno Tanner. Proszę wybaczyć. Czy pani dyrektor spała tu ostatniej nocy?
- Nie, nie spała. Dzień dobry, Danielu. - Dzień dobry, panno Tanner.
Wyjechała w podróż. Być może złoży nam wizytę za dwa tygodnie.
Przepraszam, panno Tanner, na które poranne zajęcia powinnam iść?
Druga klasa, w czerwonej sali.
Dziękuję.
Stop!
Dosyć!
- Masz pojęcie co się stało? - Co takiego?
Twoje wstrętne psisko ugryzło Alberta!
Wyrwało mu kawałek ramienia!
- Co? - Czy wszyscy słyszeli?
Ten żałosny pies próbował rozszarpać dziecko!
Pani Blanc musiała z nim pędzić na pogotowie
aby założyli szwy!
- To niemożliwe! - To chodźmy na pogotowie.
Nawet, jak nie zobaczysz krwi, usłyszysz chociaż płacz tego biedactwa!
Wystarczy!
Dobrze znam to zwierzę. Jest oddany i nigdy nikogo nie skrzywdził.
Ten chłopiec musiał pierwszy mu coś zrobić!
Biedny pupilek!
Jeśli go zobaczę w obrębie mili od szkoły, będę musiała go uśpić!
Przestań!
Tak nie będziemy rozmawiać, rozumiesz?
Nie będziemy?
Więc się wynoś! Ty i twój pies!
- Ruszaj się! - Ty suko!
Wypad!
Idę, idę.
Ale pamiętaj.
Jestem niewidomy, a nie głuchy.
Rozumiesz?
Nie głuchy.
Nie głuchy. Rozumiesz to?
Rozumiesz?
Świeże powietrze!
Opuszczam to miejsce!
Wynoś się stąd! Krzyżyk na drogę!
Pavlo, jak długo jeszcze muszę jeść takie rzeczy?
Posłuchaj!
Słyszysz ich? Wychodzą.
Nauczyciele. Pamiętasz?
Słyszysz ich? Wychodzą.
Dosłyszałaś?
Tak.
Czuję to.
Nie sądzę, żeby opuszczali szkołę.
Co powiedziałaś?
Obudź się.
Powiedziałam, że nie wydaje mi się, aby wychodzili.
Drzwi wyjściowe są na lewo.
Kroki zmierzają na prawo, do środka szkoły.
Jezu, Suzy.
Fantastycznie.
Czemu wcześniej tego nie zauważyłam?
Jeśli nie wychodzą, to dokąd idą?
Obudź się.
Jestem taka śpiąca.
Nie wiem czemu. Wybacz.
Być może...
Może dowiemy się, dokąd naprawdę idą.
Właśnie!
Musimy liczyć kroki, gdy idą.
Coś jak nić Ariadny.
Spokojnie.
Co się dzieje?
Chodź.
Chodź, idziemy.
Co się dzieje? Jest tu ktoś?
Spokojnie, piesku.
Co jest?
Co się dzieje?
Kto tu jest?
Kto tu jest!
Ambulans! Szybko!
Biedny Daniel. Rozdarty na strzępy. Niewiarygodne.
Nigdy nie można zbytnio zaufać chartom.
Są szalone. Mieliśmy kiedyś dwa w willi w Gestaad.
Najpierw szaleniec morduje Pat, a teraz Daniel jest zagryziony przez własnego psa.
Może jakaś klątwa ciąży nad tym miejscem.
Wezwijmy egzorcystę aby dokonał oczyszczenia.
- O co chodzi? Coś jest nie tak? - Nie, wszystko w porządku.
Czy to coś osobistego, skarbie?
Nie, nic z tych rzeczy.
Panno Tanner, wybaczy pani?
Chciałabym zostać na chwilę na osobności, z Suzy.
Zatem? O co chodzi?
Chciałam porozmawiać o wydarzeniach, które się tu ostatnio działy.
Wiem, że jesteś poruszona śmiercią Daniela, jak my wszyscy.
Chodzi o coś więcej.
Czy ktoś wie cokolwiek o mordercy Pat?
Rozmawiałam z szefem policji dzisiejszego ranka.
Powiedział, że mają solidne poszlaki.
Wie pani, że widziałam ją w noc, w którą tu dotarłam?
Tak, mówiłaś o tym.
Mamrotała wtedy dziwne, bezsensowne słowa.
Nie, o tym mi nie mówiłaś.
Ponieważ to było coś zupełnie bez sensu.
Trwała nawałnica.
Nie przywiązałam do tego wagi.
Wyraźnie wyłapałam tylko dwa słowa - "sekret" i "irys".
Nie wiem, co to znaczy, ale pomyślałam, że może to coś ważnego.
Dobrze się spisałaś.
Też nie wiem, co znaczą te słowa.
Ale powinniśmy powiedzieć o nich policji.
Jestem tylko zdziwiona, że czekałaś dwa dni zanim... Halo?
- Zupełnie namieszałaś. - O co ci chodzi?
Bo... Może Pat tamtej nocy mówiła do kogoś w środku budynku?
Wiemy, że to nie był nikt z nauczycieli.
Chodźmy.
Teraz wysłałaś ich aby na kogoś polowali.
Jaką ci to robi różnicę?
Wielką.
Byłam przyjaciółką Pat.
Mówiła mi coś, kiedy się nagle pojawiłaś.
Wystraszyła się i wybiegła.
Niemal wpadła w histerię.
A potem została zamordowana.
Pamiętasz głos, kiedy zadzwoniłaś?
To byłam ja.
Mnóstwo dziwnych, nieprawdopodobnych, absurdalnych zdarzeń.
Pat od miesięcy robiła o nich notatki.
Przed odejściem, dała mi je wszystkie.
Zwierzyłam się tylko jednej osobie, mojemu bliskiemu przyjacielowi.
Frank Mandel. Jest tutaj na konferencji.
Dam ci je przeczytać wieczorem.
Suzy, proszę, obudź się!
Notatki zniknęły! Ktoś mi je ukradł!
Rozumiesz? Przepadły.
Nie zasypiaj! Pomóż mi!
- Wstawaj! Pomóż mi! - Nie mogę.
Nie możesz?
To jedyna rzecz, jaka mi została, bo trzymałam ją przy sobie. Zobacz!
- Zobacz. - Co to jest?
Co z tobą? Nie pamiętasz? Co się dzieje?
To klucz, który zaprowadzi nas tam, gdzie co noc znikają nauczyciele.
Napisałam to wczoraj wieczorem, gdy siedziałam tu przy tobie.
Suzy, czy wiesz cokolwiek o czarownicach?
Nie, proszę!
Nie zostawiaj mnie samej!
Muszę uciec!
Szukasz Sary? Zniknęła.
To niemożliwe. Rozmawiałam z nią ostatniej nocy.
Wyszła dziś rano. Prawdę powiedziawszy, nie uprzedziła nikogo.
Słyszano, jak wychodzi o szóstej rano.
- Słyszałaś, jak wychodzi, prawda? - Sara? Tak.
Usłyszałem zamykane drzwi i jej kroki, jak schodziła na doł, do holu.
Potem słyszałem samochód odjeżdżający ulicą.
- Zgaduję, że ktoś na nią czekał. - Ale to niemożliwe.
Jeśli nie była tu szczęśliwa, mogła przynajmniej komuś o tym powiedzieć.
Po co wymykać się niczym złodziej?
Halo. Czy mogę rozmawiać z Frankiem Mandelem?
Tak, dziękuję.
Mówi Suzy Bannion.
Nie, nie znamy się. Jestem przyjaciółką Sary.
Tak. Może wie pan gdzie jest Sara?
Dziś rano zniknęła ze szkoły.
Tak, wygląda na to, że wyszła i zabrała wszystkie swoje rzeczy.
Proszę posłuchać, czy możemy się dziś spotkać?
Naprawdę się o nią martwię.
Świetnie. Gdzie?
W centrum konferencyjnym? Dobrze. Do zobaczenia.
Nie uprzedziła żadnej z koleżanek. Już rozmawiałam z każdą z nich.
To bardzo niepokojące. Nie pojmuję, dlaczego to zrobiła.
Jestem odpowiedzialna przed jej rodziną.
Zadzwonię do jej ojca, do Genewy. Być może pojechała tam.
Dzwoniłem do ojca Sary. Jest włoskim konsulem w Genewie.
Ale nie złapałem go. Wyjechał na weekend.
Mówią, że wróci w poniedziałek, a o niej nic tam nie wiedzą.
Rozumiesz, dlaczego tak się martwię?
Tak, ale zanim oboje będziemy cali w nerwach, poczekajmy na powrót jej ojca.
Może spotkali się dziś rano i wyruszyli gdzieś na własną rękę.
Znam ją całkiem dobrze.
Była moją pacjentką trzy lata temu.
Wiedziałaś o tym?
Nie. Nawet nie wiedziałam, że jesteś psychiatrą.
Przeżyła załamanie nerwowe po śmierci swojej matki
i przyszła się u mnie leczyć.
Gdy jej się polepszyło, pozostaliśmy przyjaciółmi.
Ostatnio zdenerwowała się przez jakieś ozdoby
założone na głowę przez jej koleżanki.
- Mam nadzieję, że nie przez ciebie? - Nie.
Miewała dziwne pomysły.
Odkryła, że akademia została założona
w 1895 przez niejaką Helenę Markos.
Była grecką imigrantką. Lokalni ludzie wierzyli, że to czarownica.
- Słyszałaś o tym? - Nie. Ale mam dziwne wrażenie,
że ktoś mi o tym opowiadał.
Albo o czymś podobnym. Nie pamiętam.
To była woda na młyn dla wyobraźni Sary. Wcześniej, w dziewiętnastym wieku,
pani Markos została wydalona z kilku europejskich krajów.
Było w niej coś, co sprawiało, że pobożni ludzie ją prześladowali.
Napisała też kilka książek. Wyczytałem, że współcześni
nazywali ją "czarną królową".
Gdy tu osiadła, stała się tematem wielu plotek.
W każdym razie, zdołała zdobyć wielki majątek
i założyła akademię.
Na początku była to szkoła tańca i okultyzmu.
Ale nie trwało to długo, gdyż w 1905,
po dziesięciu latach bycia nękaną i wyklętą,
pani Markos zginęła w pożarze.
Tak to bywa, gdy się zadziera z czarnoksięstwem.
Szkołę przejął jej ulubieniec.
Nauczanie okultyzmu zostało zakazane.
Szybko miejsce to stało się słynną akademią tańca.
Co to znaczy być czarownicą?
Jako wyznawca świata materialnego i psychiatra,
jestem przekonany, że obecny trend wiary w magię i okultyzm
to część... chorób psychicznych.
Nieszczęście jest sprowadzane nie przez rozbite lustra, a rozbite umysły.
Przepraszam. Milius?
To jest profesor Milius.
Napisał książkę pod tytułem "Paranoja magii". Uwierz mi,
ona kończy dyskusję w tym temacie.
Jeśli nie masz nic przeciwko, chciałbym, abyś poznał moją znajomą.
Dzień dobry.
Jest zainteresowana twoją ulubioną tematyką.
Czarownicami.
Możesz jej opowiedzieć coś o tej tajemniczej kwestii?
Muszę lecieć. Mam spotkanie.
Informuj mnie na bieżąco.
Przepraszam, że zawracam głowę.
Co chciałabyś wiedzieć?
Wierzy pan w istnienie czarownic?
Znałem kobiety, o których mówiono, że nimi są.
Naprawdę?
Badam to zjawisko od długiego czasu.
Jestem zdania, że to ważny dodatek do nowoczesnej psychiatrii.
Jesteś sceptyczna, moja droga.
Szczerze, ciężko mi uwierzyć.
Co właściwie robią czarownice?
Są szkodliwe, niedobre i niszczycielskie.
Ich wiedza o sztuce okultyzmu daje im potęzne moce.
Mogą zmieniać bieg wydarzeń i ludzkie losy, ale wyłącznie wyrządzając szkodę.
Nie wierzysz mi?
Ich celem jest gromadzenie wielkich, osobistych bogactw,
a to może być budowane jedynie na krzywdzie innych.
Mogą powodować cierpienia, choroby a nawet śmierć
tych, którzy z jakiekokolwiek powodu ich urażą.
Dlaczego interesujesz się okultyzmem?
Jedna z przyjaciółek powiedziała mi o czarownicach.
Poczytałam trochę.
Słyszał pan kiedyś o Helenie Markos?
Tak. Była bardzo znaną czarną królową.
Potężna czarownica z ogromnym talentem do czynienia zła.
Prawdziwa mistrzyni magii.
Żyła i umarła w tym mieście, wiedziałaś o tym?
Tak. A może tu istnieć gildia czarownic?
Właściwe określenie to "sabat" czarownic.
Członkini zostaje królową, jeśli jej magia jest sto razy potężniejsza
niż innych z sabatu, jak z wężem.
Jego siła spoczywa w rękach przywódcy, to znaczy głowy.
Sabat pozbawiony przywódcy jest jak kobra bez głowy.
Nieszkodliwy.
Sceptyzm jest naturalną reakcją ludzi w dzisiejszych czasach,
ale magia jest ciągle obecna.
Innymi słowy: "Quoddam ubique,
quoddam semper, quoddam ad omnibus creditum est."
To znaczy, że magia jest wszędzie,
na całym świecie, to uznany fakt.
Zawsze.
Mark?
Przepraszam, gdzie są wszyscy?
Wszyscy poszli do teatru na debiut teatru Bolszoj.
- Dlaczego nikt mi o tym nie powiedział? - Nie wiem.
Panna Tanner uzyskała bilety dla wszystkich.
- Frank? Mówi Suzy, przyjaciółka Sary. - Suzy? Halo?
Nie mogę...
Mów głośniej. Nie słyszę cię zbyt dobrze.
- Coś się stało? - Nie mam wieści od Sary,
ale dzieje się dużo dziwnych rzeczy.
Na przykład, kiedy jadłam w nocy...
Halo, Frank?
Słyszysz mnie?
Frank? Halo?
Słyszysz mnie?
Nie sądzę, żeby opuszczali szkołę
Drzwi wyjściowe są na lewo. Kroki zmierzają na prawo.
Jeden,
dwa, trzy, cztery, pięć, sześć,
siedem.
Mogę dowiedzieć się, dokąd idą, licząc ich kroki.
Dwadzieścia.
Kto tu jest?
Wykładzina. Dlatego tu kroki cichną.
To niemożliwe. Musi być stąd inne wyjście.
Sekret! Widziałam za drzwiami!
Trzy irysy! Przekręć ten niebieski!
Sekret! Widziałam za drzwiami!
Trzy irysy! Przekręć ten niebieski!
Mówiłam. Musimy się pozbyć tej zdzirowatej, amerykańskiej dziewczyny!
Musi zniknąć! Sprawcie, aby przepadła, jasne?
Tego wieczora nic nie jadła ani nie piła.
Musi zniknąć!
Musi umrzeć!
Heleno, obdarz mnie mocą.
Choroba!
Pozbądźcie się jej! Pozbądźcie się kłopotów!
Śmierć!
Kto tu jest?
Oczekiwałam cię, amerykańska dziewczyno! Wiedziałam, że przyjdziesz.
Chcesz mnie zabić? Chcesz zabić Helenę Markos?
Co teraz zrobisz?
Teraz śmierć przyjdzie do ciebie!
Chciesz zabić Helenę Markos?
Za tymi drzwiami jest piekło.
Spotkasz się ze śmiercią!
Żywą śmiercią!
Tekst polski: Dalton
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.