Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W tym filmie występują sceny palenia i spożywania napojów alkoholowych. Pamiętaj, że palenie i nadmierne spożywanie napojów alkoholowych szkodzi Twojemu zdrowiu.
Napisy i tłumaczenie: @drinkinyawnin telegram.me/yawninsub [polskie napisy] telegram.me/ladsword [angielskie napisy]
Jeśli lubisz moje tłumaczenia, wesprzyj mnie na: buymeacoffee.com/drinkinyawnin
A dokąd z nimi? Tam już nie ma miejsca. Mogłeś ostrzegać, czy coś.
Gdzie chcesz. Do siebie ich weź, niech odbierają telefony od obywateli.
Pokazuję palcem, każdy wstaje. Pełne nazwisko, imię, otczestwo i ksywa.
Ty.
Sumatokhin Kirill Anatoliewicz, Sambo.
Ty.
Stulin Ilia Olegowicz. Rambo.
Kpisz sobie? Ksywa!
To niech będzie Terminator.
Kto będzie spowalniał procedurę, pojedzie do aresztu jako ostatni.
O, przyszedł ten gliniarski szczur! Chodź tutaj!
Oddzwonię, mam tu niezły bałagan.
I jeszcze ci? Jaja sobie robicie?
To jest OKOD. Podpiszą, co trzeba i wychodzą. Będę u siebie.
Przychodzę w sprawie Kolika.
Kogo?
Potwora, który zgwałcił Aigul.
Mówił Pan, że go znajdziecie.
A więc coś za coś.
Ty nam złoczyńcę-mordercę,
a my pomagamy ci dokonać szlachetnej zemsty.
Chcesz herbaty?
Przecież to podobno Pana praca.
No tak, dostaję za nią pieniądze.
160 rubli.
I 40 dni urlopu.
Tak, sekundę.
Tam siedzi chłopiec z OKODu, niech przyjdzie do mnie.
Przecież się wstawiłem.
Zatrzymaliście, kogo trzeba.
Tak, wszystko dobrze zrobiłeś.
Wydamy ci za to dyplom.
Jest w innym biurze.
Ja ciebie rozumiem.
Szkoda dziewczynki.
To nieludzie.
I zostaną ukarani.
Ale wszystko w swoim czasie.
Ale najpierw rozprawię się z tobą.
I z koleżkami twoimi byłymi. Tak!
A, wejdź, wejdź.
Wchodź, nie bój się, siadaj.
- Możemy dokończyć rozmowę? - Koniecznie.
Maracik, patrz, jak sprawa wygląda.
Bo ty mówisz, że u kogo znalazłeś pistolet?
U Walerija Turkina, tak?
U Turbo, przecież sam Pan widział.
Oczywiście.
A Kiriusza mówi, że widział pistolet u niejakiego...
Vladimira Suvorova.
O ksywce Adidas Starszy.
Ty jesteś Młodszy Adidas,
a on Starszy, taki zbieg okoliczności.
Hm? Kiriusz.
No, dawaj, swoimi słowami. Co ja mam za ciebie mówić?
Myślicie, że nie mam nic lepszego do roboty?
Mam tam jeszcze złoczyńcę z cudzym pistoletem, nieprzesłuchanego. Dajesz.
Adidas miał broń.
To on zawalił Żółtego.
To nie on, przysięgam.
Dombytowskie chłopaki ich pobili za magnetowid.
Jeden z ich byłych mi opowiedział.
A Żółty pociął mu ucho.
I brat zawalił Żółtego.
I kto ci uwierzy?
Przecież jesteś frajerem.
Sam jesteś frajerem.
Nas obu odszyli.
Czemu kryjesz tych skurwieli?
Ja nie jestem zagaszony, na mnie nie pluli.
Tobie Turbo dał z nogi w twarz.
I ja nikomu pistoletu nie podrzucałem.
Okej, Kiriusz, idź, odpocznij.
No pięknie! Wystarczy, siadaj!
Daj, zobaczę.
- Dobra, idź już. - Skurwiel!
Co, wierzy mu Pan?
Przecież to gówno.
Ja nikomu nie wierzę, a szczególnie tobie.
Wprowadziłeś śledztwo w błąd, Marat.
Nawet strach myśleć. Czy ty naprawdę podrzuciłeś ten pistolet?
A co z odciskami palców, starłeś?
One przecież nie tylko na samej broni, one na każdym pocisku zostają.
Wystarczyło rozumu, żeby wszystko zetrzeć?
No dobrze.
Za parę dni przyjdzie ekspertyza, dowiemy się.
Otwórz.
Andrei!
Obudź się. Chodź, zapalimy.
Dawaj tak.
Tu już nie chodzi o ciebie.
Po prostu ja nie daję rady.
Ja się naprawdę starałem, ale nie jestem święty, ja...
Mama twoja...
To dobra baba była, dobra, naprawdę.
Straciła rozum...
Ja już nie mogę, koniec.
Julii szkoda, to jest prawda.
No a ty - ty idź.
Ogółem, żegnaj.
O, mój miły! A no, chodź no tu!
Co tu robisz, brachu?
Przyszedłeś poćwiczyć, co?
Bicepsy, triceratopsy?
- Ja po prostu... - I ja po prostu! Rozbieraj się, kładź się.
Wejdź.
Zobaczymy ile wyciskasz na klatę, sportowcu.
A ja poasekuruję, tak?
Bo Adidasa nie ma? Nie ma. A jak tak bez Adidasa?
Ktoś powinien wspierać młodzież.
Hop! I raz...
O tak...
A ty co, brachu, tutaj przyszedłeś? Swoich szukać?
A ich tu dawno nie ma. I nigdy nie będzie.
A wiesz dlaczego?
Dlatego że dla was wszystkich nie ma tu już kurwa miejsca!
Ja was wszystkich odszywam!
I od tego dnia, rozumiesz, nie ma więcej żadnych Universamowskich!
Jest gówno!
Dlatego że wy nie macie zasad!
Dobra, wystarczy, wystarczy.
Dawaj, wstawaj.
Jutro 100 rubli przyniesiesz.
Ni chuja!
Że co?
Palto zostaje z nami.
Marat!
Cześć, bracie.
Co u ciebie?
Słuchaj, ten, no.
Możesz w naszym pokoju pogrzebać?
Pomacaj tam po półkach, tam gdzieś jest moje prawo jazdy. Przynieś je, proszę.
I przynieś mi ciepłe spodnie. Tam w ogóle jest torba z piłką,
możesz tam jakieś rzeczy spakować?
Obojętnie jakie, weź cokolwiek.
Może jeszcze jakieś jedzenie.
Chleb, nie wiem.
Słoik może jakiś, nie zapomnij.
Bo mi w ogóle, czaisz,
Całą noc ogórki się śniły.
Głupota jakaś.
No, jeśli coś jeszcze będzie, to bierz śmiało, będę wdzięczny.
A kastet jest twój, dziedzicznie. Noś.
A, co jeszcze.
Masz.
Tata ma przecież urodziny jutro.
Kup mu coś.
Nie wiem co. No.
Wodę kolońską, może.
O, a to dla ciebie.
Dawaj, idź, brachu. Zimno.
Ona zrobiła to przez ciebie.
Dlatego, że ci się wideo zachciało.
I męczyli ją tam, kiedy ty przed Żółtym na kolanach przepraszałeś.
Skoczyła przez to, że ty
bałeś się dać za nią słowo.
Spierdalaj tam gdzie chciałeś, bez swoich ogórków.
Leopold zasrany.
Ja tak czekałem, aż wrócisz z Afganu, Wowa!
A ty...
Trzymaj.
Tylko nie nakrusz.
No gdzie żeś mu znowu zaniosła?
Będzie chciał jeść - sam poprosi. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości.
Dróżkę do lodówki już wydeptałaś.
A, nadal leży, tak?
No i prawidłowo, a co.
- Źle się czuje. - Tak źle, że w ławce nie usiedzi?
Nie ma sraczki, temperatury. Po prostu mu się nie chce.
Bujać mu się chce.
Żreć, spać i srać - to mu się chce.
A nic innego mu się nie chce.
- A musisz takimi słowami? - A jakimi?
Kupę mu się chce, tak?
- Kto tam? - Dobry wieczór, tu Denis z OKODu.
Przyszedłem do Marata.
Milicja. Znowu.
Jeszcze jeden się doigrał.
- Nie otwieraj. - Co znaczy "nie otwieraj", jak nie otwierać?
Mamy dyplom honorowy dla waszego syna. Chciałem wręczyć osobiście.
- Dobry wieczór. - Dobry wieczór.
- Co Pan ma? - Dyplom.
Pomógł zatrzymać wyjątkowo groźnego wyposażonego w broń palną Walerija Turkina.
Nie zważając wcale na własne życie.
Sam jeszcze myślałem - nie na darmo ma człowiek bojowe nazwisko, nie?
Po prostu rzucił się na niego, powalił tego bandytę na ziemię!
On nawet nie zdążył wyjąć tego rewolweru, czy czego tam.
Po prostu...
Ryzykując własnym życiem,
obronił swoich towarzyszy.
Koniecznie wspomnimy też o nim na ogólnoszkolnym apelu,
zrobimy gazetkę ścienną ze zdjęciami.
Ale pomyślałem, że wypada osobiście wręczyć.
Oj, nie. Pan wybaczy, ja nie piję.
Czy nie mają Państwo nic przeciwko, abym trochę porozmawiał tete-a-tete z Maratem?
Tak, dobrze żyjecie.
Porządne mieszkanie.
Czego jeszcze trzeba?
Mnie? Nic.
Tobie trzeba.
Chcesz zapiekankę?
Ni chuja od Pana nie potrzebuję.
I gazetkę ścienną możesz Pan od razu w kiblu zawiesić, tam się przyda.
Pozwól mi od razu wyrazić swoją opinię.
Ja myślę, że...
Takie obojętne traktowanie ofiar przez milicję...
Nie można tego niczym tłumaczyć.
Ona była twoją niewiastą, jeśli rozumiem?
Czego ode mnie chcecie?
Zaufaj.
A my już zawalczymy o sprawiedliwość.
Zmusimy milicję do wykonywania swojej pracy.
Mamy takie zasoby.
I ten człowiek
będzie siedział.
A według moich danych... Wybacz.
Z takimi jak on, w zakładach dzieją się bardzo złe rzeczy.
Dymają ich tam.
Długo.
A więc jeśli chcesz naprawdę ukarać tego człowieka,
powinniśmy walczyć, aby go zamknęli.
Po prostu pomóż mi, a ja pomogę tobie.
My, komsomoły, nie porzucamy swoich.
Nie jestem komsomołem.
No właśnie!
- A ty co bez kurtki biegasz? - Gdzie Julia?
W domu dziecka powiedzieli, że jej tam nie ma.
Wejdź.
Jest w kuchni.
Chodź dalej czytać!
- Julia! - Andriusza!
A co, nie zabrali jej?
Zabrali. Ja staram się o opiekę, będzie mieszkać ze mną.
Ale Julii tak można, a ty jesteś już duży.
- Potrzeba zgody. - Mieszkać z Panią?
- Dawaj dalej, o odważnym krawczyku! - Zaraz poczytamy.
- Proszę, możesz zdjąć buty? - Tak, przepraszam.
Ty też nie leniuchuj, próbuj sama po cichu. Co tam jest napisane?
Trzeba ziemniaki obrać, pomożesz? Zrobimy obiad.
Julia, będziemy razem czytać, czy nie?
- Będziemy! - Krawiec założył swój nowy pas
i ruszył w świat.
A żeby nie zgłodnieć, włożył do kieszeni kawałek sera.
Przed samymi wrotami zobaczył ptaka.
Dziękuję wam, jak to mówią, za chleb, sól.
Zapiekankę zaniosę mamie.
Dziękuję Panu. Po prostu... Dał Pan nadzieję.
- Gratuluję syna, raz jeszcze. - Dziękuję.
Do widzenia, wszystkiego dobrego.
Marat!
Mam nadzieję.
Nie no, takie rzeczy, rzecz jasna, trzeba przyznawać.
Przyznaję, nie miałem racji.
Dzisiaj nie miałem.
Wybacz.
- Wystraszyłeś. - Ja do łazienki.
A, tak. Idź, pewnie. Ja w tym czasie wezmę twaróg.
A Julia je twaróg z dżemem?
Ona nic nie je, ale namówię ją.
No dobrze.
Będzie super, jak zaczniesz pomagać.
Czemu robi Pani to wszystko?
Czemu nas Pani zabrała?
Szkoda Julii.
Kto by się nią opiekował w domu dziecka?
A ja Pani po co?
- Ciebie też szkoda. - Mnie żałować nie trzeba.
Jeśli to z żalu - odejdę.
Nigdzie nie odejdziesz. Daję ci ostatnią szansę.
Odejść z gangu i zostać normalnym człowiekiem.
Jeśli się nie potkniesz, może będziemy żyć normalnie.
A jak będziemy żyć?
Będzie Pani moją mamą?
Nie.
Siostrą?
Na razie będę Iriną Sergiejewną.
Nie pójdziesz dzisiaj do szkoły.
Mamy ważniejszą sprawę.
Jaką?
To nie jest przesłuchanie.
Na razie po prostu rozmawiamy.
Niech Pani słucha, jak to jest.
Matka Wadima Żełtuchina złożyła pisemne zeznania.
A tam czarno na białym:
Vladimir Suvorov
w nocy z takiego na taki,
znajdował się u niej w domu, był obecny na pogrzebie.
I że Pani, Natalio, mu tam towarzyszyła.
A ode mnie co trzeba?
Nic.
Patrzę na Panią i widzę...
Pani mi nadal nie wierzy, prawda?
Czy może naprawdę nie wie Pani co się stało?
- Ja nie pytałam. - Ha, "nie pytałam"...
Ktoś będzie miał dobrą żonę.
Ja wszystko rozumiem, może to nie jest zły chłopak.
Dla śledztwa wszystko jest całkowicie jasne.
Przyszedł do kawiarni, wstawił się za dziewczynkę. Wykorzystali dziecko, niestety.
Jasne, zawiasów za zabójstwo mu nikt nie da.
Ale wyrok można i tak nieźle złagodzić.
A jeśli jeszcze złoży wniosek o dobrowolne poddanie się karze...
Niech mu Pani pomoże.
Jest też artykuł 189. za zatajanie informacji, proszę pamiętać.
Dzień dobry!
Piękny poranek.
- Dzień dobry! - To dla Pani.
- Dziękuję, jak miło! Do Nataszeńki? - Tak, na parę minut, można?
Oczywiście! Przecież tu sami swoi!
- Dziękuję. - Są jeszcze porządni kawalerowie!
Można pozazdrościć!
A przychodzą tu czasem tacy!
Raz na ruski rok coś przyniosą.
Może Pani pomóc i sobie, i jemu.
I ofiarą jest, koniec końców, Pani krewny.
Wowka!
Doberek!
Tyle żem o tobie słyszoł! Właź. Dzięki, dalej sami.
Wiktor Semionycz, brat jej łojca.
Siodej.
Może Pan wyjść? Muszę porozmawiać z Nataszą.
I pogodosz! Wszyskie musim! Ja żem sam ledwo z Bugułmy przyjechoł!
Jak mi zatelefonuwali, że tu taka sytuacyjo, to żem wziął nogi w rynce i polecioł!
Kuniec kuńców, przecie rodzina, nie?
Puszczaj go!
Odejdź!
Wowa!
Wowa... Wowa!
Wowa!
Idziemy. Idziemy, idziemy!
Idziemy, idziemy!
Wowa!
To nie był twój wujek?
To milicjant!
Chwała Bogu.
Żyjesz?
Oj, proszę wstać.
Okulary...
Dajcie mi okulary...
Możesz trochę żwawiej, co?
Komisja już się dawno zebrała.
- No przecież przyszedłem. - Przyszedłeś...
- Gdzie chusta pionierska? - Dobra, po prostu nie będę rozpinał i tyle.
Czego nie będziesz rozpinał?
Masz zamiar stać w kurtce przed członkami komisji?
Co to za niechlujstwo?
Ja nie mam dla ciebie zapasowej chusty.
Jak ja mam im wyjaśnić taki wygląd przyszłego komsomoła?
Za którego ja osobiście powinienem nieść odpowiedzialność?
Nie. Znaczy przenosimy to na inny dzień. Nie wiadomo na jaki, ale...
Już, nie uruchamiaj się. Zaraz zorganizujemy wygląd. Mam chustę.
- Gdzie masz? Na kolanie zawiązaną? - Zaraz.
- Jak cię zwą? - Rinat.
Rinat.
Patrz, taka sprawa.
Brałem udział w zatrzymaniu przestępcy.
Zaraz na zebraniu powiedzą.
Chustę mi porwali.
- Możesz swoją pożyczyć? - A ja w czym mam iść?
Kiedy cię zapytają, gdzie chusta,
powiedz, że poświęciłeś w dobrej sprawie.
Nie-nie, nie puszczą mnie bez chusty!
Siedź tu i czekaj.
Wyjdziesz bez chusty - masz przesrane, jasne?
Dzień dobry wszystkim!
Maksim Sanycz, to jest mój podopieczny. Będzie tu obecny, jeśli nie ma Pan nic przeciwko?
Usiądź tutaj na razie.
Zaczynamy o pół godziny później.
A mamy tam tyle ludzi, matko kochana!
To nic.
Szlachetna sprawa. Ile trzeba, tyle wysiedzimy. Aniu?
Tak, mamy szkołę nr 65, 102, 123 i 94.
Razem 117 osób.
W takim razie nie ma co przeciągać, jeśli wszyscy są gotowi, tak?
Wchodźcie.
- Dzień dobry. - Dzień dobry.
Dzień dobry.
Dobry.
Towarzysze członkowie biura!
Decyzją komsomolskiego zebrania klasy 8B
w szeregi członków Wszechzwiązkowego Leninowskiego Komunistycznego Związku Młodzieży zostali przyjęci:
Biriukow Serioża, Kołtynbajew Rustam, Antonow Dima, Orłow Kirill,
Setdikow Iljas, Daniłowa Lena, Czernobrowkina Irina, Wróbel Misza,
Suvorov Marat, Andriuszenko Sasza, Safin Ilszat, Dolmatowska Ola,
Striżewska Galia, Korobejnikow Jura i Wołodia,
Taligenowa Ksiusza, Gubajdullin Riszat, Garikowa Andżela, Abdullin Ramis,
Fatichowa Wenera, Bikmanowa Aziza, Islamowa Roza, Obydionkow Losza,
- Już nie można. - Później też nie można.
- Proszę zachować ciszę. - Chustę mi ukradli!
- Co się tam dzieje? - To on, to moja chusta, on mi zabrał!
Całkiem oszaleli. Degeneraci!
On mówił o mnie.
Wstań, proszę.
Przedstaw się.
Suvorov Marat.
To Rinat, on podszedł do mnie.
Prosił pożyczyć chustę, zapomniał swojej.
No i ja mówię: Jak mógłbym pożyczyć ci swoją chustę?
I proszę.
Dokonał prowokacji.
To właśnie ten, który pomógł nam w zatrzymaniu przestępcy.
I chusta faktycznie jest jego.
Wejdź na scenę, proszę.
Powiedz, proszę...
Ile orderów ma Komsomoł?
Sześć.
Prawidłowo.
A za co został wręczony pierwszy order?
Za wojnę domową.
Takie pytanie:
Co to jest
zasada demokratycznego centralizmu?
Demokratyczny centralizm
oznacza wybieranie kierowniczych organizacji komsomołu
od dołu do góry.
Regularną odpowiedzialność organów Komsomołu
przed swoimi organizacjami.
I przed...
Wyżej stojącymi...
Przepraszam.
Wyżej stojącymi organami.
Surową komsomolską dyscyplinę
i podporządkowanie
mniejszości dla większości.
To jest najważniejsze: Większość ma zawsze rację.
No, dobrze.
W takim razie zostało mi
ostatnie pytanie.
Powiedz, proszę, Maracik.
Ile jest wart Kodeks Komsomołu?
Uważam...
że...
Kodeks Komsomołu jest...
bezcenny.
Wstąpił do Komitetu Młodzieży
- ...i ramię w ramię... - Pan wybaczy, nie wcisnęło się.
Oczywiście nasze główne zadanie to bić się za serca młodzieży...
- Zaraz podpiszą protokół i pójdziemy. - A ja tu po co?
Chce Pani, żebym też dołączył do Komsomołu?
Tak po prostu.
Na przykład Marat, to przecież twój kolega?
Dobry chłopak.
Więc myślę, że na początek też mógłbyś wstąpić do Komsomołu.
Niedawno w swoim Centrum Młodzieży otworzyli salę komputerową.
Fajnie. To fajnie.
Więc co za problem? Czegoś się nauczysz i w następnej rekrutacji cię przyjmą.
Decyduj, to twoje życie.
Super, fajnie. W takim razie pójdę, złożę jeszcze raz dokumenty do muzycznej.
Dawaj. Jeśli będziesz potrzebował pomocy, powiedz. Pogadam z dyrektorką.
Pójdę po protokół i odbiorę Julię z przedszkola.
A wieczorem będę mieć dla ciebie niespodziankę.
Zaintrygowała mnie Pani.
No co?
Myślałeś, myślałeś i postanowiłeś przyszyć się do psiarni?
Prawidłowo.
Nie postanowiłem.
A czego morda taka zła?
Chcesz mnie o coś oskarżyć?
Mówiłem ci, żebyś nie przychodził na zbiórkę.
Mówiłem.
Jakoś mam już wyjebane na to, co tam mówiłeś.
Andriusza.
Nic ci się nie pomyliło może?
Dawno zostałeś chłopakiem?
Zapomniałeś, jak skakałeś w autobusie?
To ty mnie z kimś mylisz.
Ja nie skakałem. I nie sprzedawałem swoich chłopaków.
Swoich?
A czemu oni są kurwa "swoi"?
Dlatego, że mieszkamy na jednej ulicy?
I co oni zrobili?
Zamęczyli ją tak, że z okna skoczyła.
A dla ciebie są "swoi".
To łajdaki.
Łajdaków trzeba karać.
- Jest prawo wyższe od prawa chłopaków. - Nie ma takiego prawa.
Po prostu ty nie jesteś już chłopakiem.
Jesteś wolny.
Dzień dobry, na najbliższy do Adlera. Zostały dwa bilety?
Dziękuję.
UWAGA, POSZUKIWANY! Główna komenda MSW m. Kazań poszukuje Suvorov Vladimir Kirillovich, ur. 12.11.1968 za dokonanie zabójstwa. Wygląd: Wzrost średni, włosy ciemny blond, wąsy, sportowa sylwetka. Znaki charakterystyczne: Tatuaż DRA na lewym ramieniu. Obywatele, posiadający informację, dzwonić na nr: 55-36-50
Niech się Pani nie boi.
Oni na zdjęciach są tacy straszni.
A w życiu szybko się poddają.
Obronimy, jeśli co.
Dziękuję.
Na wakacje?
Ja?
Tak.
Tylko niech Pani nie zapomni wrócić, bo takie ślicznotki czasami już zostają.
Numerek dasz, szanowna Pani?
Mam męża.
Andropov to był normalny facet, nie to co ten, oznaczony.
Dawaj.
Wowa, chodź, musimy porozmawiać.
Tu sobie gadajcie.
Ja muszę kolegę sprawdzić, obudzić.
Co jest?
Wowa...
Tam wszędzie są twoje zdjęcia i milicja.
A kto mówił, że będzie lekko?
Natasza!
Nie no, dobra.
Przeczekamy, a co.
Trzeba się gdzieś ukryć.
Gdzie nikogo nie ma.
Natasza.
Mam jednego kolegę ze szkoły.
On wynajmował domki komendantom i delegatom.
Możemy do niego jechać.
- Nie mogę. - Tam jest dobrze!
Tylko wody nie ma, ale to przecież nie problem.
Wowa, ja nie mogę.
Natasza, coś ty?
Ja z tobą nigdzie nie pojadę.
- Wowa, pomogłam ci z biletami... - Popatrz na mnie.
- Wyjedź, Wowa. - Spójrz na mnie.
Ja cię nie znam, rozumiesz? Ja ci już pomogłam, proszę, jedź już.
- Nie znam cię, Wowa. - Popatrz na mnie.
- Wowa, ja z tobą nigdzie nie pojadę. - Ciszej, ciszej.
- Wowa, boję się. - Cicho.
Wowa, ja cię nie znam!
♪ Próbowałem uciec od miłości ♪
♪ Brałem ostrą brzytwę i karałem siebie ♪
♪ Ukryłem się w piwnicy i ciąłem ♪
♪ Skórzane paski ♪
♪ Ściskające słabą pierś ♪
♪ Ja chcę być z tobą ♪
♪ Ja chcę być z tobą ♪
♪ Ja tak chcę być z tobą ♪
♪ Ja tak chcę być z tobą ♪ ♪ I będę z tobą ♪
Może by jakoś przez dworzec autobusowy spróbować?
Ja pójdę, zobaczę. Jeśli nikogo nie będzie - powiem.
Jakiś dworzec najbliższy, nieważne gdzie.
Postój tutaj.
Patrz, żeby nikogo nie było.
Wowa!
Wowa, co ty robisz?
- Tak nie można! - A co robić? Innego nie mamy.
Siadaj, madam!
No nic, później oddam, obiecuję.
Świadkowie, proszę. Dzień dobry.
Nie trzeba wstawać, siedźcie gdzie siedzicie.
Ręce na widoku, proszę.
To jest zezwolenie na przeszukanie.
Może Pan przeczytać, jeśli ciekawi.
Otwórzcie okno!
Jest jakiś medyk w fabryce?
Jesteś głodny?
Zawsze.
Więc trzeba się gdzieś zatrzymać.
Nie, następny przystanek - Gagry.
Gdzie Pani woli mieszkać najpierw, madam?
W mieszkaniu czy w domu?
Już wszystko jedno.
- Natasza. - Zatrzymaj się gdzieś.
Poczekaj.
Natasza, poczekaj.
Psy!
Siedź.
Zaraz to ogarnę.
- Czołem, Panie dowódco! - Dokumenty proszę.
Pomóżcie, proszę! Pomocy, tam był wypadek!
Ludzie się rozbili! Proszę, szybko, jedźcie tam!
- Gdzie? - Tam samochody całkiem zgniotło!
- Gdzie? - Tam, na Czapajewo, ciężarówka.
Krew, dzieci, pospieszcie się! Tam są ludzie, wszystkich zgniotło!
- Wielka ciężarówka! Pomóżcie! - Już, już, już.
- Pomóżcie proszę! - Cicho, Natasza, uspokój się.
- Wszystko będzie dobrze. - Proszę!
Tam, tam!
Dowódco, słyszycie?
Parę kilometrów!
Pierwszy raz w życiu skłamałam!
Wowa! Ja pierwszy raz w życiu skłamałam!
No cóż, przyzwyczajaj się.
Rozgośćcie się.
Zaraz przyprowadzą. Będzie lepiej, niż na korytarzu.
O, wchodźcie. Tam jest czajnik, poradzicie sobie.
- Dziękuję bardzo. - Proszę.
Moja ciocia przyjaźni się z ordynatorką.
Dlatego tak się udało.
- Nastawisz czajnik? - Tak, pewnie.
To dom mamy.
Dziękuję bardzo, wszystko zapisałam.
- Halo? - Halo, Dilara, cześć. Tu Wowa.
- Co u was? - Ojciec ma podejrzenie zawału.
- A gdzie on? - Wiesz, kiedy milicja do nas przyszła,
on jeszcze jakoś normalnie, nic nie powiedział.
A rano w biurze po prostu upadł.
Oni przyszli do niego z przeszukaniem, rozumiesz?
Specjalnie przy ludziach.
- Wołodia, wyjeżdżaj. - Poczekaj.
- Wyjeżdżaj jak najszybciej. - Poczekaj, Dilara, daj mu słuchawkę.
Lekarz właśnie wyszedł, mówił, że powinien iść z tym do szpitala.
Na obserwację, na leczenie. A on kategorycznie nie chce, chce świętować.
- Ja nic nie rozumiem. - No urodziny swoje chce świętować.
A jaki w tym sens? Kto do niego przyjdzie?
Wstyd na całą fabrykę. Na całe miasto wstyd.
Ci też pod oknami chodzą każdego dnia.
Telefon może być na podsłuchu.
Ja nie wiem.
Wołodia, wyjeżdżaj. Słyszysz mnie?
Co tam, Wowa?
Mama!
Juleczka!
Andriusza!
Jak się czujesz, mamo?
Ja bardzo dobrze. Idziemy do domu?
Nie. Na razie tylko odwiedzamy.
Ale jak będzie lepiej...
Mamo, chodź pić herbatę.
Ciastka przynieśliście, po co?
W takim razie ja chyba was zostawię?
No co Pani! Siądźmy razem. Mamo?
Oczywiście, razem, wszyscy razem.
No to chociaż radio włączę.
Juleczka.
Juleczka...
Zatańczysz dla nas, proszę?
A wy co siedzicie?
Poprosiłbyś.
Pozwoli Pani?
♪ I stało się nam jasne, tak jasne, tak jasne ♪
♪ Że na ulicy jest burza, ♪ ♪ tak jak w naszych sercach ♪
♪ Że życie było daremne, ♪
♪ Że życie było przepiękne ♪
♪ Że wszyscy będziemy szczęśliwi, ♪ ♪ Kiedyś, jak Bóg da ♪
♪ I tylko ty milczałaś, milczałaś, milczałaś ♪
♪ I głową kiwałaś, miłości nieszczęsnej w takt ♪
♪ A później mówiłaś: Ustawcie wszystko na nowo ♪
♪ Zaczniemy wszystko od początku, kochany mój, i tak. ♪
- Posiedzisz? - Pojedźmy lepiej od razu.
- Nie idź tam. Mówię serio. - Natasza.
- Ja muszę. Coś ty? - Nie musisz.
- Proszę! - Tata ma urodziny, muszę iść.
- Ja cię proszę! Nie idź! - On na mnie czeka.
- Nie idź. - Natasza, zróbmy tak:
- Pięć minut, wracam i od razu jedziemy. - Nie.
- Daję ci słowo. - Proszę, nie rób tego.
Wowa, jedźmy od razu.
Gdzie mi z tym? Nieś od razu na drugie!
- Ja mam to za was nosić? Mam przepuklinę! - Już, zaraz, zaraz.
Biznesmeni.
A następnym razem kiedy przyjdziecie?
- Niedługo.
Andriusza, a możesz na następny raz przynieść mi tort Ptasie Mleczko?
Mogę teraz skoczyć.
Może się Pani dogadać, żeby mnie wypuścili?
No tak, byle szybko.
Poczekaj, pieniądze.
- Ja i tak jeszcze jestem dłużny za kino! - Jakie kino, 20 kopiejek!
Cześć, tato.
Jak się masz?
Wspaniale.
Niech nas Pan zostawi.
Gdzie są wszyscy?
Dilara poszła rozmawiać z kierowniczką, musimy chociaż zwrócić pieniądze za gorące dania...
Sergiej Nikołajewicz się rozchorował...
Larisa nie ma z kim zostawić dziecka...
A kogo jeszcze potrzebujesz?
Cześć.
Halo? Mówi Kola z Juldyza.
I co, będziemy tak stać jak nieznajomi?
Mogę cię przytulić?
Zasłużyłem na to wszystko.
Wszystko to.
Muszę ten kufel wypić do dna.
Jak się okazuje.
A jak ty wystrzeliłeś?
Po prostu nacisnąłeś, czy...
O czymś najpierw pomyślałeś?
No nie wiem, może wspomniałeś coś z dzieciństwa?
No jak wy zabijacie?
Ja...
Nie pamiętam.
Dobrze, kiedy nie pamiętasz. Bardzo wygodnie.
Zabójca nie jest dla mnie synem.
Odejdź.
Tato, no...
Oni...
Dziewczynkę porwali.
Zgwałcili.
A ja pojechałem.
Co innego miałbym zrobić, tato?
Co jeśli ty byś tam był?
Jak byś postąpił na moim miejscu?
Ja bym nigdy nie był na twoim miejscu.
A więc tak.
Wszystkiego najlepszego.
Dzień dobry, chcę coś za rubla.
Jeden goździk.
- A jeśli trzy? - Trzy ruble.
A ja mam tylko 1,20r.
Rozumie Pan, mamy dzisiaj święto. Mama przyjechała i moja mała siostrzyczka.
Nie mogę przyjść bez kwiatów.
Proszę, jutro przyniosę.
Słowo chłopaka.
Znam takich.
A potem szukać was po całym Kazaniu.
No to niech Pan weźmie czapkę.
Jest warta 10 rubli.
Teraz my mamy siłę!
Wkrótce wszystko będzie nasze, komsomolskie!
Jeśli dałem słowo, to znaczy, że go dotrzymam!
Obiecałem?
No to masz.
- Nie chcę. - Dalej, wchodź.
Ty do służbowego, a reszta za mną.
Za mną! Są w sali bankietowej.
Ty po tych schodach, a ty za mną.
- A gdzie wejście służbowe? - Kawałek dalej.
Towarzyszu majorze! On ma moją broń.
O żesz...
Wowa, szybciej!
Złodziej.
Milicja!
♪ I znowu siwa noc ♪
♪ I ja wierzę tylko jej ♪
♪ Ty, siwa nocy, znasz wszystkie moje sekrety ♪
♪ Ale nawet ty nie możesz pomóc i twoja ciemność ♪
♪ Mi samemu całkiem się nie przyda ♪
Napisy: @drinkinyawnin telegram.me/yawninsub
buymeacoffee.com/drinkinyawnin
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.