All language subtitles for El.Dia.de.Manana.S01E05.pl

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

W艂a艣ciwo艣ci post臋powania w sprawie sporz膮dzenia przepis贸w zwi膮zkowych

nie przewiduj膮 oznaczenia konkretnego terminu,

a jedynie - rzecz jasna, og艂oszenie jego blisko艣ci.

W efekcie opracowanie i redakcja "Statutu prawa do zrzeszania si臋"

ma zapewni膰 zgodno艣膰 kryteri贸w z zasadami

i normami praw podstawowych.

R贸wnie偶 bez oznaczenia terminu.

W艂adze pragn膮, aby podmioty zrzeszone,

uznane i regulowane przez niniejszy Statut,

mog艂y bez zw艂oki zaistnie膰 na krajowej arenie politycznej.

- M贸j ojciec, pederast膮. - W艂a艣nie.

"Moja matka jest dziwk膮, a ojciec - pederast膮".

M贸j ojciec - pederast膮.

Moja matka - dziwk膮.

Jeszcze raz.

M贸j ojciec - pederast膮. Moja matka - dziwk膮.

- Pieni膮dze, Emilio. - Nie wiem!

Przypomnij sobie.

- Ju偶 nie mog臋! - Mo偶esz.

Powiedz, gdzie s膮 pieni膮dze, i sko艅czymy.

Nie wiem.

My艣l臋, 偶e upad艂. I uderzy艂 si臋 w g艂ow臋.

Dosz艂o do tego... wylewu.

Tak mi powiedzieli. Pan nigdy nie upad艂?

Nie, prosz臋.

Ju偶 nie mog臋.

NADEJDZIE DZIE艃

Przem贸wienie Ariasa Navarro spad艂o jak grom z jasnego nieba.

My艣la艂em, 偶e re偶im b臋dzie wieczny. 呕e b臋dzie zawsze trwa艂.

Wtedy pomy艣la艂em: "Cholera, wszystko si臋 zmienia".

Pani nie mo偶e tu by膰. Odwiedziny s膮 od sz贸stej.

Co si臋 sta艂o?

Wylew.

Lekarz powie wi臋cej.

Dzi臋kuj臋.

Ma upi臋te w艂osy i szar膮 sp贸dnic臋.

"Nie, br膮zow膮".

Nie, szar膮.

Sp贸dnica jest szara, Kiko.

Prze艣liczna.

"Wydaje si臋 smutna". Nie, Kiko.

"Bardzo smutna". Masz racj臋.

Nie m贸wmy Justo.

Nie mo偶emy.

Zapewne nie wyjdzie z tego.

Po co zawie藕li艣cie go do szpitala?

My艣leli艣my, 偶e to omdlenie.

To dyrektor teatru, ma znajomo艣ci.

Teraz jest warzywem. Po co on nam?

Zjemy go? Z sosem z ostryg, papryki,

szparag贸w i innego badziewia?

Za pozwoleniem, wylew to nie nasza wina.

Id藕 i powiedz to tym z episkopatu. Ciosaj膮 nam ko艂ki na g艂owie.

Przez demokratyzacj臋.

Nie widzieli艣cie, jak Arias Navarro obieca艂 swobody?

Czcza gadanina.

Nie t艂umacz, m膮dralo. Ludzie nabieraj膮 艣mia艂o艣ci!

Mo偶e zawie藕li艣cie go do szpitala, aby nie ubrudzi膰 sobie r膮czek?

Wszyscy si臋 utyt艂ali艣my.

Czas si臋 wybieli膰. Facet w 艣pi膮czce nie u艂atwia sprawy.

Emilio to skarbnik nielegalnego stowarzyszenia.

Gdzie dowody?

Co mam pokaza膰 ksi臋偶om i technokratom z Madrytu?

Tym, co poprosz膮 o g艂owy.

Za艂atwimy to.

Co to, anio艂ku? Obietnica? Dobre intencje?

Pogadam ze swoim kapusiem. Da艂 mi cynk.

Pogadaj ze szczurem.

Za pozwoleniem...

Carme by艂a bardzo spokojna.

St贸j!

- Nie wiem, sk膮d masz prawo jazdy. - Nie mam.

Kiko pomaga.

M贸wi: "Hamuj, Hilario" i hamuj臋.

M贸wi: "Przy艣piesz, Hilario" i przy艣pieszam.

Widzieli艣my Carme w szpitalu.

- Jak wygl膮da艂a? - By艂a...

zmartwiona.

Troch臋.

- Czy kto艣 jej towarzyszy艂? - Tylko lekarz. Gapi艂 si臋 na ni膮.

Bo Carme... jest pi臋kna.

- Dok膮d posz艂a? - Do domu.

- Odwiedzi艂 j膮 jaki艣 policjant? - Nie widzia艂em.

- Mam j膮 dalej szpiegowa膰? - Nie szpiegujesz, chronisz.

"Mog臋 chodzi膰 za Carme.

Jest s艂odka. Chyba si臋 zakocham".

Nie m贸w tak, Kiko. Justo si臋 rozgniewa.

Chod藕! We藕 taczk臋.

Masz jakie艣 plany wobec Carme?

Daj to.

Raz podnios艂em kamie艅, bo szuka艂em krab贸w.

Znalaz艂em w臋偶e.

Tak?

Ju偶 wiem, 偶e w臋偶e ukrywaj膮 si臋 pod r贸偶nymi rzeczami.

Budujemy scen臋 dla Carme?

Tak... to teatr.

S艂ysza艂e艣, Kiko? Dom-teatr.

Chce w nim 偶y膰.

Przykro mi, Kiko, to dla Carme.

- A je艣li zostanie aktorem? - Odbi艂o ci.

Tobie te偶.

Szkoda, 偶e go stryj nie widzia艂.

Kochanie...

Unikaj k艂opot贸w.

Zesp贸艂 chce urz膮dzi膰 protest przed komisariatem.

- Nawet o tym nie my艣l. - Zatrzymali go bezpodstawnie.

- Chcesz si臋 nara偶a膰? - Najwa偶niejszy jest teatr.

To 藕r贸d艂o problem贸w.

Sama wiesz.

W porz膮dku?

Przekl臋ta dusznica.

- Nie mog臋 przymkn膮膰 oka. - Mo偶esz.

Pod nieobecno艣膰 Emilego odpowiadasz za zesp贸艂.

Je艣li wpadniesz w tarapaty, wyrzuc膮 wszystkich.

- Id膮 zmiany. - Nie 偶artuj.

Za 偶ycia Franco nic si臋 nie zmieni.

Nala艂 w gacie, gdy go zatrzymali艣my.

Emili.

Co ciekawe, potem nie pisn膮艂.

- Mo偶e nic nie wie. - Wie.

- Jeste艣 pewien? - Ty nie?

Gdy co艣 mi nie gra, puszczam wodze fantazji.

- O czym my艣lisz? - O mi艂o艣ci.

Emilio spotyka艂 si臋 z Carme Roman.

Z twoj膮 Carmen. Z pann膮, kt贸ra oskar偶y艂a ci臋 o oszustwo.

Co z tego?

Mo偶e zezwolenie na spektakl to przys艂uga dla niej.

- Carme mnie nie znosi. - Nienawi艣膰 to uczucie.

- Tak pisz膮 w bolero. - Nie widzia艂em si臋 z ni膮.

Chod藕.

Jestem twoim przyjacielem. Naprawd臋.

- Nie wciskaj kitu. - Nie wciskam.

S艂owo. Emili to skarbnik.

- Znajd藕 dow贸d. - Nie, jestem spalony.

B臋dziesz wiedzia艂, gdy b臋dziesz spalony.

Je艣li tego nie za艂atwisz, wsadz臋 wszystkich. W tym Carme.

Znajd藕 dow贸d albo go sfabrykuj臋. Znasz mnie.

- Justo k艂amie. - Co za dra艅.

- Sk膮d wiesz? - Nie wiem, ale k艂amie.

Kapu艣.

Justo ci膮gle wodzi艂 mnie za nos. Raz za razem.

Ewidentnie gra艂 na czas.

Przejrza艂em go. I si臋 wnerwi艂em.

Poczu艂em, 偶e robi ze mnie kretyna.

Rozmawia艂am ze zespo艂em. B臋dziemy dalej gra膰.

Og艂osimy to w radiu.

Wszyscy, kt贸rzy przyjd膮, oka偶膮 nam wsparcie.

Ludzie b臋d膮 o tobie m贸wi膰, Emili. I s艂usznie.

Niech pami臋taj膮 o tobie i o tym, co dobre.

O tym, co zrobi艂e艣 dla teatru, aktor贸w, dla mnie.

Ostatnio sporo my艣la艂am.

Wspomina艂am nasze rozmowy i k艂贸tnie.

艢ni艂am o tobie.

Nie chc臋, 偶eby to brzmia艂o jak po偶egnanie, bo nim nie jest.

B臋d臋 mocno t臋skni膰.

Amnestia! Wolno艣膰!

Wielkie dzi臋ki.

Zaczekajcie na mnie. Zaraz przyjd臋.

Ledwo kupi艂em bilet.

Bardzo mi si臋 podoba艂o.

Co za historia!

- Ciesz臋 si臋, 偶e tu pracujesz. - Robimy to dla Emilego.

Wiem. Co z nim?

Bez zmian.

S艂uchaj. Musimy pogada膰. To naprawd臋 wa偶ne.

Pami臋tasz koleg臋, kt贸ry za艂atwi艂 mi zezwolenie na spektakl?

- Powiedzia艂, 偶e policja przyjdzie. - Po mnie?

- Szukaj膮 dowod贸w przeciwko Emilemu. - Jest niewinny.

Wiem.

Ale przyjd膮 po ciebie i b臋dziesz musia艂a co艣 wymy艣li膰.

- Co?! - Policja jest zdesperowana.

- Nic nie wiem. - Nie m贸w tak. To pogorszy spraw臋.

- Sk膮d wiesz? - Kolega mi powiedzia艂.

- Kto? - Niewa偶ne.

Przyjecha艂em, bo nie chc臋, aby co艣 ci si臋 sta艂o.

Ani 偶eby ci臋 skazali przez Emilego.

Czego oczekujesz?

Powiedz, 偶e Emili utrzymywa艂 kontakty ze Zgromadzeniem Katalo艅skim

i 偶e przechowywa艂 ich pieni膮dze.

- Po co? - I tak to sfabrykuj膮.

Emili le偶y w 艣pi膮czce.

Jemu jest wszystko jedno. A tobie mog膮 zrujnowa膰 偶ycie.

Oskar偶膮 ci臋 o wsp贸艂udzia艂 i zamkn膮 teatr.

Mam pom贸c policji i obci膮偶y膰 Emilego?

To nie pomoc. To strategia.

Gdyby Emili tu by艂, zrozumia艂by.

Le偶y w szpitalu, umieraj膮cy.

Je艣li to zrobisz, nikt nie ucierpi.

Policja osi膮gnie sw贸j cel, ty utrzymasz teatr, a Emili...

b臋dzie bohaterem.

Wiem, 偶e mi nie ufasz.

Zrobi臋 wszystko, aby ci臋 chroni膰.

- Czy mi wierzysz, czy nie. - Wierz臋, Justo.

- Ale nie zrobi臋 tego. - Wiedzia艂em, 偶e tak powiesz.

Ale musia艂em spr贸bowa膰.

- Znajd臋 inny spos贸b, aby pom贸c. - Nie musisz nic robi膰.

Musz臋. Jestem ci to winny.

- Co si臋 sta艂o? - Nie wiem. Czuje b贸l w piersi.

Stryju...

Jak si臋 stryj czuje?

- Gdzie jest 艂azienka? - W g艂臋bi korytarza.

- Przyda ci si臋 偶贸艂w. - Mnie?

Jeste艣 niespokojny.

呕贸艂wie uspokajaj膮?

Oczyszczaj膮.

Usuwaj膮 z艂膮 energi臋, l臋k. Boisz si臋?

- Jak ka偶dy. - Ja i Kiko nie.

- 呕yjemy w innym 艣wiecie. - Wiem.

Gdy widz臋 Kiko, ogarnia mnie spok贸j.

I rado艣膰, jakby by艂 wielokolorow膮 ba艅k膮 mydlan膮.

Czu艂em to. Po LSD.

Naprawd臋?

S臋k w tym, 偶e ty i Kiko mieszkacie tu na sta艂e.

Nie ma mnie i Kiko. Jeste艣my jedno艣ci膮.

S膮dzisz, 偶e to m贸j pupil, ale nie.

Kiko to ja, a ja to Kiko.

Jeste艣cie czy艣ci, dobroduszni, w 艣wiecie kolorowych b膮bli.

Baniek.

Podasz papier?

- Po co ci tyle nazwisk? - Tworz臋 list臋.

Czego?

Ludzi, kt贸rzy p艂acili na parti臋.

- Na jak膮 parti臋? - Zmy艣lam.

- Piszesz ksi膮偶k臋? - Powiedzmy.

O czym?

O facecie, kt贸ry chcia艂 unikn膮膰 nieprzyjemno艣ci i przekazywa艂

fa艂szywe nazwiska.

To przest臋pstwo.

- Mog膮 ci臋 zamkn膮膰 na d艂ugo, w celi. - Sk膮d wiesz?

Czyta艂em "Hrabiego Monte Christo".

To historia wi臋zie艅. Ja i Kiko ich nie lubimy.

Sama opowie艣膰 by艂a pi臋kna i smutna zarazem.

By艂 tam jeden starszy, bardzo dobry pan,

kt贸ry zmar艂 w osamotnieniu, w celi.

To powie艣膰, historia. Nie prawda.

Przypomnia艂o mi si臋 co艣, co powinienem ci powiedzie膰.

Co?

Widzia艂em dzi艣, jak Carme p艂acze.

Dlaczego? Co si臋 sta艂o?

Co艣 jej zrobili? Co?!

Jej stryj zmar艂.

Co to za nazwiska?

Psiakrew.

W "Le Monde" napisali o Emilio.

Sied藕.

Wspomnieli o mnie. Wydzwaniaj膮 z Madrytu.

Napij si臋. Nie sam膮 prac膮 偶yje cz艂owiek.

Za艂atwimy to.

Dawniej mieli艣my gdzie艣 publikacje "Le Monde" i "Financial Times".

Mogli sobie gada膰.

Wiesz, dlaczego "Requiem" jest takie dobre?

Ostatnie dzie艂o Mozarta. Umar艂, nie uko艅czywszy kompozycji.

Wybra艂 do tego najlepszego ucznia, Sussmayra.

Druga cz臋艣膰 "Requiem", po "Domine lesu Christe",

jest powszednia i jego, ale dor贸wnuje b艂yskotliwo艣ci膮 cz臋艣ci Mozarta.

Podoba mi si臋 bardziej.

Warto mie膰 dobrych uczni贸w. Da Vinci ich nie mia艂.

Pederasta szuka艂 delikatnych ch艂opc贸w,

a nie utalentowanych m臋偶czyzn.

- Mog臋? - Jasne.

Aby ocali膰 Hiszpani臋, potrzebujemy Mozarta.

Nie Da Vinci.

Arias Navarro i kr贸l Jan Karol my艣l膮 jak Da Vinci.

Potrzebujemy S眉ssmayra.

Jednego, dw贸ch, trzech, tysi膮ca.

Wed艂ug tego rozumowania Mozart to Franco.

Mozart to Franco.

- Kojarzysz CEDADE, prawda? - Nazi艣ci.

Bywam tam. Mam znajomych weteran贸w z gwardii Franco.

Omawiali艣my dzia艂ania.

Jakie?

Stworzymy organizacj臋, kt贸ra przygotuje si臋 na ka偶d膮 ewentualno艣膰.

Je艣li maj膮 polecie膰 g艂owy, polec膮.

Jeste艣 gotowy?

Je艣li mam by膰 szczery, komisarzu, nie rozumiem tego ca艂ego faszyzmu.

To moja wina. Jestem do艣膰 prymitywny.

Te wszystkie ideologie...

- Przerastaj膮 ci臋? - W艂a艣nie.

Id藕 kiedy艣 na pogadank臋 do CEDADE.

Sporo ci wyja艣ni.

Dobra.

Potem przeka偶臋 ci, co wiem.

Jak Mozart S眉ssmayrowi.

Nie przepracuj si臋.

Zaraz przyjd臋.

Przykro mi.

Dzi臋kuj臋.

Ciotka chce sprzeda膰 drukarni臋 i wyjecha膰.

- Dok膮d? - Do Tarragony.

- Co zrobisz? - Mam 偶ycie w Barcelonie.

Dlaczego to wszystko dzieje si臋 naraz?

- Wszystko? - Emili, stryj...

Przeczyta艂em gdzie艣 przys艂owie chi艅skie,

kt贸re m贸wi, 偶e tylko w obliczu zag艂ady odkrywasz swoj膮 niez艂omno艣膰.

- W obliczu zag艂ady? - Chodzi o z艂膮 pass臋.

Cokolwiek si臋 stanie, co艣 przetrwa.

- Co? - Musisz to znale藕膰.

Co艣 trwa艂ego, co pomo偶e ci i艣膰 dalej.

- Teatr. - Niech b臋dzie!

Wiesz?

Remontuj臋 dom w Valliranie.

Pami臋tasz, jak chcia艂a艣 tam mieszkasz? Niedaleko g贸r.

- Robi臋 to dla ciebie. - Co ty m贸wisz?

Dla ciebie.

Ma nawet scen臋,

na kt贸rej mog艂aby艣 wystawia膰 swoje sztuki, spektakle.

- Budujesz mi teatr? - Trudno orzec.

To mia艂 by膰 bar ze scen膮 dla muzyk贸w.

Adaptuj臋...

W艂asnymi r臋kami.

B臋dzie gotowy przed ko艣cio艂em Sagrada Familia?

Jeden wariat mnie wspiera. Rozmawia z 偶贸艂wiem.

Ma 偶贸艂wia Kiko. Rozmawia z nim.

"Cze艣膰, jestem Kiko i jestem...

bardzo zakochany...".

- Poka偶esz mi ten dom? - Jasne.

Gdy sko艅cz臋. Chc臋 zobaczy膰 twoj膮 min臋, jak wejdziesz

i zobaczysz ka偶dy k膮t.

Nie zgrywaj poety...

艢ni臋 o tobie, Carme.

I co mam zrobi膰?

Jak pisz膮 w tym bolero?

Nienawi艣膰 to uczucie.

- Lista? - Maj膮 mi j膮 za艂atwi膰.

- Kto? - Ludzie w 艣rodku.

- To dow贸d, 偶e Emili to skarbnik. - Kwitowa艂 przep艂ywy.

- Dadz膮 ot tak? - Sk膮d.

Musia艂em prosi膰 o przys艂ugi i nadstawia膰 karku.

Masz tydzie艅.

Chc臋 list臋. Sprawdz臋 dane i zobaczymy.

Nazwiska s膮 zaszyfrowane. Nikt si臋 nie legitymuje.

Przeka偶 list臋 i pogadamy.

- Mo偶e to tak zostawi膰? - Jak?

Emili odpad艂. Nie ma sensu szuka膰 winnych.

Powiedz to tym, kt贸rzy dyryguj膮.

Za miesi膮c nikt nie b臋dzie pami臋ta艂 o Emilim.

- Czy偶by? - Hiszpania si臋 zmienia.

Zalegalizuj膮 partie, ludzie zaczn膮 g艂osowa膰.

Polec膮 g艂owy.

Moja poleci za twoj膮.

- Co si臋 sta艂o? - Jego p艂uca zacz臋艂y pracowa膰.

- Wraca do zdrowia? - Nie, tylko oddycha.

Mo偶liwe, 偶e odzyska pewne funkcje, ale...

G艂owa to osobna kwestia.

Nie wiem, co ci m贸wili, ale prawie p贸艂 godziny by艂 pozbawiony tlenu.

Przykro mi, dosz艂o do 艣mierci m贸zgu.

Sprzedaj i daj zna膰.

Niech ciocia zadzwoni z Tarragony.

- Uwa偶aj na siebie. - Wzajemnie, ciociu.

Szerokiej drogi.

Drukarnia znajduje si臋 w strefie uprzywilejowanej.

Na g贸rze jest mieszkanie. Mo偶na je sprzeda膰 razem albo osobno.

- Chcecie co艣 w centrum? - Zobacz臋.

- Chi艅czycy jednak maj膮 racj臋. - Chi艅czycy?

Ci od przys艂owia o zag艂adzie. Wszystko si臋 zmienia.

Jednego dnia jeste艣 tutaj, drugiego - tam.

Co艣 zawsze przetrwa, bez szwanku. To nie jest teatr.

To co艣 we mnie. Nie wiem, co, ale jest tutaj.

- Takie schronienie. - Zauwa偶y艂e艣?

Powiedzmy.

Nasze drogi krzy偶uj膮 si臋 od 10 lat. Kochamy si臋 i nienawidzimy.

- Ja ci臋 nie nienawidz臋. - A ja tak. Z ca艂ego serca.

Teraz te偶?

- Jak twoja Sagrada Familia? - Dobrze.

- Ca艂ymi dniami muruj臋. - Wci膮偶 o tym my艣l臋.

- O czym? - Kto艣 buduje mi teatr.

- To nie teatr. - Tak to widz臋.

- Rozczarujesz si臋. - Nie.

Je艣li chcesz, 偶ebym pokaza艂 ci dom przed czasem...

Nie. Ta tajemniczo艣膰 jest ekscytuj膮ca.

Znaczy... To mi si臋 w g艂owie nie mie艣ci.

Co si臋 sta艂o?

Jak pozwoli艂e艣, aby ten 艣mie膰 ci臋 oszwabi艂?

Prostak znik膮d, szczur.

Nie wiem... Podobno jeste艣my zawodowcami.

Popraw mnie, je艣li si臋 myl臋.

Gdyby to by艂 kto艣 z gwardii miejskiej, co wystawia mandaty

i wype艂nia papierki przy wej艣ciu", powiedzia艂bym: "Trudno".

Ale to spotka艂o nas, z Brygady. Ciebie, Mateo.

Nie chc臋 ci臋 martwi膰. Jak si臋 czujesz?

Wiedz膮c, 偶e ba艂agan z Emilio, skandal na ca艂y Madryt, przekl臋te czo艂贸wki,

ca艂y ten syf mamy dlatego, 偶e kapu艣 chcia艂 zaliczy膰 panienk臋?

Jeste艣 spokojny? Zadowolony? Zmartwiony?

Skruszony? Zagubiony?

- Wnerwiony? - Wnerwiony, komisarzu.

Jak si臋 nazywa to miasto w Andaluzji, gdzie 艣miej膮 z g艂upk贸w?

- Lepe, komisarzu. - W艂a艣nie! Lepe!

- Ty chyba nie pochodzisz stamt膮d? - Nie, komisarzu.

- A sk膮d? - Z Sewilli.

Nie wnerwiaj si臋. To przekl臋ty 偶art z Lepe.

Wcale nie bawi. Chyba 偶e ciebie.

呕art, ale nie bawi.

Jeden p臋tak ca艂ymi latami marzy艂, aby zaliczy膰 panienk臋.

A mo偶e przyj艣膰 na komisariat i powiedzie膰:

"S艂uchajcie, ten frajer to przekl臋ty skarbnik komunist贸w".

Jeden z naszych agent贸w, postanowi艂 go zamkn膮膰,

odstawi膰 do La Modelo i pobi膰.

S艂uchajcie!

Szykujcie medale i awans, bo mam przekl臋tego skarbnika komunist贸w!

Zaraz odlec臋!

Jestem r贸wny, niezr贸wnany, prawdziwa 艣mietanka.

Chyba ci臋 to nie bawi, co?

Wcale.

Na szcz臋艣cie ten 偶art jeszcze si臋 nie sko艅czy艂.

Mo偶esz to za艂atwi膰.

Sprawd藕cie wszystkie pomieszczenia i schowki, a nawet 艂azienk臋.

- Dwoje, tutaj. - Co si臋 dzieje?

Spokojnie.

- Musimy si臋 ubra膰. - Ubierzcie si臋.

- Mamy nakaz rewizji. - Dlaczego?

Chodzi o Emilio Canalsa. Jeste艣cie par膮, nie?

Tak, ale warzywom nie staje...

- Emili tu nie mieszka艂. - To nasza sprawa.

Psiakrew, znam ci臋.

Jak si臋 nazywasz?

Jak, do cholery?

Pytam!

Justo Gil?

Czy to nie ten go艣膰 od oszustwa na 65 tysi臋cy?

- Nie pami臋tam. - Oskar偶y艂 j膮.

Nie, ona -jego.

- Chyba si臋 pogodzili. - 呕ycie...

Znale藕li艣my to w 艂azience.

Pieni膮dze, ksi臋gi i dokumenty Zgromadzenia Katalo艅skiego.

Niemo偶liwe.

- Co wyprawiacie? - Jak to, co?

Szukamy dowod贸w.

A mo偶e to oszcz臋dno艣ci stryja?

Musia艂e艣 to za艂atwi膰 w ten spos贸b? M贸wi艂em, 偶e zdob臋d臋 list臋.

Guzik zdob臋dziesz.

- Wy艣wiadczyli艣my ci przys艂ug臋. - Jasne.

Jak膮 przys艂ug臋?

Powiedz mu.

Kto艣 odkry艂, 偶e pracujesz dla nas.

Rozwiesi艂 plakaty przeciwko tobie.

- Jakie plakaty? - Widzieli艣my je w dzielnicy Gracia.

M贸wi膮, 偶e pracujesz dla Brygady.

Wkroczyli艣my, 偶eby ci臋 nie odstrzelili.

Urz膮dzili艣my to, aby twoja panna si臋 nie po艂apa艂a.

Prawie skrewi艂e艣.

- Co b臋dzie z Carme? - Landa zdecyduje.

Posiedzisz, dop贸ki nie przyschnie ta sprawa z plakatami.

Dam ci rad臋: ulotnij si臋 z Barcelony.

Wyjed藕.

Oberwa艂. Sam si臋 prosi艂.

Wykorzysta艂 mnie, manipulowa艂, k艂ama艂.

Ten, kto igra z ogniem, kiedy艣 si臋 sparzy.

Uzna艂am, 偶e to pu艂apka i 偶e wyl膮duj臋 w wi臋zieniu na miesi膮ce czy lata.

My艣la艂am, 偶e to koniec.

W pewnym sensie tak by艂o.

Jak si臋 pani ma?

Nie wiem, jaki dzi艣 dzie艅. Od dawna tu jestem?

Dwa dni. Dzi艣 wtorek.

- To akt oskar偶enia czy wyrok? - Nic z tych rzeczy.

M贸j raport. Nie odpowiesz za to, co by艂o w domu.

- Nic nie by艂o. - Wy艣wiadczam ci przys艂ug臋.

Przekona艂em szefa i prokuratora, aby nie stawiali zarzut贸w.

Na艂o偶膮 kar臋 administracyjn膮 i tyle.

B臋dziesz wolna.

Nie wierzysz?

Wiemy, 偶e nic ci臋 nie 艂膮czy z dzia艂aniami Emilio.

Sk膮d?

Od informatora.

- Nic nie podejrzewa艂a艣, prawda? - Co?

Nie powinienem nic m贸wi膰. Jeste艣 inteligentna.

Je艣li przypomnisz sobie szczeg贸艂y, wszystko nabierze sensu.

- Co? - Wszystko.

- Po co pan mi to m贸wi? - 呕eby艣 by艂a wdzi臋czna.

Mo偶e pewnego dnia role si臋 odwr贸c膮. Oby nie.

- Mam by膰 d艂u偶na? - Nadchodz膮 osobliwe czasy.

Raport?

Niech 偶yje Franco! Niech 偶yje Hiszpania!

KAPU艢!

Niech ci, kt贸rzy chc膮 nam odebra膰 zwyci臋stwo, wiedz膮,

偶e to nasze pole walki.

Kroczymy ku wielko艣ci Hiszpanii.

Naprz贸d Hiszpania!

Przy艣piesz.

- Jedziemy osiemdziesi膮t. - Wiem. Przy艣piesz.

Jeszcze!

Tekst: Marta Jurkowlaniec

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.