All language subtitles for The.Blind.King.2016.1080p.BluRay.x265-RARBG

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil) Download
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian Download
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Jak tam, chudzino?

Masz go�cia? Cze��, Maggie!

Oprowadzi�a� j� po domu?

I co? Podoba jej si�?

Sue!

�wietnie wygl�dasz.

Co� ty taki przymilny?

Przymilny?

Zabawne! Tak si� to okre�la w Rzymie, w Pary�u czy mo�e w Berlinie?

Czy jeszcze gdzie� indziej?

Dobra, przepraszam. Zacznijmy od pocz�tku.

Dzie� dobry. Witaj w naszym domu.

Marne aktorstwo.

Pracuj� nad tym. Wol� re�yserowa�.

- Jak idzie przeprowadzka? - Dobrze.

Pud�a si� pi�trz�, a rzeczy wci�� jakby wi�cej.

Przywioz�e� tu ca�y majdan?

Ca�y. Chc� czu� si� jak w domu.

Zamierza�e� zacz�� od nowa.

- Tak... - Chcesz uciec od przesz�o�ci.

Niby czego?

Nie uda ci si�, je�li dalej b�dziesz ogl�da� te same, stare zdj�cia.

Szybko posz�o! Ju� �a�uj�, �e ci� zaprosi�em...

Cze��, ksi�niczko!

Ale� ty uros�a�!

To tylko cztery miesi�ce.

Zapomnia�am.

Jak si� masz, Maggie? Ty jako� nie ro�niesz.

Zabierz Maggie do siebie i u�� do spania, a ja pogadam z cioci�.

Id�.

Cho� raz nie b�d� zo�z�.

- Napijesz si� czego�? - Kawy.

Za�atwione.

- Mog�? - Mo�esz.

Palisz wyka�aczki?

Mentolowe. Lepsze od twoich gwo�dzik�w.

- Rzuci�e� na dobre? - A propos.

Sp�jrz. Moja ostatnia paczka papieros�w. Zosta� jeden.

Jara�em po dwie i p� paczki dziennie, po tym jak Helen...

Mia�em trudny okres.

Jak d�ugo Jennifer jest w takim stanie?

- Jakim? - Wiesz, o co pytam, Craig.

Nie m�wi, nie bawi si�, nie biega po domu.

W jej oczach brak blasku, a za jedyn� kole�ank� ma szmacian� lalk�.

Ma te� mnie.

I mog�aby mie� ciebie.

- Jak w pracy? - Dobrze.

Kr�ci�em wesele. A za miesi�c robi� teledysk.

A tak serio?

Trzy dni w tygodniu pracuj� w magazynie,

a w weekendy roz�adowuj� TIR-y z ch�opakami.

Ucz� si� przy nich hiszpa�skiego. Radz� sobie.

Oczywi�cie. Ale tw�j anio�ek zas�uguje na co� lepszego.

Potrzebna jej fachowa pomoc. Ma 10 lat. Powinna by� szcz�liwa.

Ja te� potrzebuj� pomocy. Mo�e by� niefachowa.

Ca�y ty! Zawsze wymagasz, ale nie dajesz nic od siebie.

Nie by�e� u ojca od miesi�cy.

Wkr�tce zapomnisz jak wygl�da. A ��dasz pomocy?

Sama widzia�a�.

Kiedy� m�wi�a: tak, nie - cokolwiek!

Teraz milczy. Komunikuje si� tylko swoimi rysunkami.

Jak to?

Co� jej si� zwiduje.

By�em w szkole, rozmawia�em z pedagogami, radzi�em si� pediatry...

- Co m�wi�? - �e to normalne,

�e dziecko daje wyraz swoim l�kom,

zw�aszcza po stracie matki, �e zaludnia pustk� duchami.

To jest normalne.

Chryste...

Naogl�da�a si� ta moja c�reczka.

Wiem, co czuje. Ale sam ju� ledwo ci�gn�.

Usi�uj� �y� normalnie, ale nie sypiam po nocach.

A gdy ju� zasn�, dr�cz� mnie koszmary.

Mam do�� tego, �e s�ysz� tylko echo swojego g�osu w�r�d �cian.

Chcia�bym zapomnie�, i�� naprz�d. Pom� mi, Sue.

Poka� mi te rysunki.

To nic strasznego.

Nauczyciele maj� racj�. Przesz�a wstrz�s i si� boi.

Daje wyraz drzemi�cym w niej potworom.

Tak m�wi�.

Chcia�bym im wierzy�.

Ale jestem zm�czony.

Zosta� na kilka dni.

Zr�b to dla nas obojga.

Mamy tu szpiega - dw�ch! Pods�uchuj� nas.

Jestem mistrzyni� szpiegowania. Wszystkiego ci� naucz�.

Wr�� na g�r�. Potem pobawimy si� w chowanego.

Warto by�o si� przeprowadza�?

Tak.

- Wariowa�em tam. - Na pewno ci pomog�o?

Wybacz. Rysunkami bym si� nie przejmowa�a.

Ale spraw, by zn�w si� u�miecha�a.

Czyli - nie?

Czy u was zostan�? Na pewno nie.

S�uchaj, Sue.

Fajnie, �e przysz�a�.

Bardzo si� ucieszy�a. Byli�my jak prawdziwa rodzina.

Potrzebujemy ci� - oboje.

Jennifer zawsze mo�e na mnie liczy�.

Pa!

Moja c�reczko.

Wkr�tce wszystko si� u�o�y.

Chcesz pi�?

Jenny? Nie rozrzucaj zabawek.

Szczeg�lnie na stryszku, bo tam brudno.

Musz� naprawi� drzwi. Brakuje do nich klucza.

Zapami�tasz?

Lubisz ten filmik.

Obejrzymy go sobie razem?

Tak si� zaczyna mit o m�odym Orfeuszu,

kr�lu trackim, kt�remu nawet Charon i straszliwy Cerber

nie przeszkodzili w dotarciu do ukochanej,

bo zaledwie jednym s�owem potrafi� pozyska� dusz� ka�dego.

Dlatego te� po dzi� dzie� dzieciom na ca�ym �wiecie

d�wi�czy w uszach echem jego g�os.

Czy-czy-czy... s�y-szy-szysz?

�ycz� ci samych kolorowych sn�w i �adnych koszmar�w.

Zgasz� �wiat�o, �eby nikt ci� nie widzia�.

Craig...

Jestem tu...

Nie uciekniesz przed samym sob�.

Jennifer!

Co jest?!

By�a� tak skupiona, �e mnie nie zauwa�y�a�.

Poka� rysunek.

Prosz� ci�.

Poka� mi go...

Daj!

To si� musi sko�czy�. Do�� tego.

Chod�!

Jest tu potw�r? Widzisz go?

Jest tu co� opr�cz ubra�?

Mo�e tu jest potw�r?

Nie ma go tu. Jest tylko w twojej g�owie.

Gdzie go widzisz? Jak to wyja�nisz?

Chcesz nastraszy� ojca?

Udaje ci si�.

Co si� z tob� dzieje?

Nie przekona�em ci�?

Zrobimy tak: przeszukamy ca�y dom, razem, krok po kroku.

Zajrzymy w ka�dy ciemny k�t, a� zobaczysz, �e nic si� tam nie kryje!

Nie ma si� czego ba�, rozumiesz?

Chryste! Ponios�o mnie, chudzino.

Wybacz. Tw�j ojciec jest nerwowy.

To dla nas ci�ki czas. Tata si� czepia.

Maggie to wszystko rozumie. "Lepiej ju� daj jej spok�j!"

Mnie te� brak mamy. Bardzo.

Um�wmy si�, �e je�li naprawd� chcesz, mo�esz rysowa�.

Przesu� si� w prawo. Dobrze.

Gotowa? Uwaga!

Poka� ojcu klas�!

Nie nabierzesz mnie.

Nie�le! Cho� mo�e by� lepiej.

Patrz na to!

Twoja krew, Craig!

Jenny!

Co tam widzisz? Chod� do domu.

Nie uciekniesz...

Odnajd� si� w moim kr�lestwie.

Tato!

Czy ju� wsz�dzie szuka�e�?

Jeste� tego pewien?

O co ci chodzi?

Szukaj.

Zajrzyj wsz�dzie.

Upewnij si�, �e wszystko sprawdzi�e�.

W najciemniejszym k�cie le�y zagubiona moneta.

Tylko cierpienie pozwoli...

przebudzi� si� z dusznego snu.

Zmierz si� z grzechem.

Wkrocz do swojego kr�lestwa!

Jennifer...

Jestem tu...

Mo�esz pr�bowa� zakry� prawd� k�amstwami

ale zawsze wychynie na wierzch...

znowu i znowu.

Tylko nie Jennifer!

Mog� wej��?

Jak spa�a�? Nie mia�a� koszmar�w?

Gdzie Maggie? Nie pok��ci�y�cie si� chyba?

Czy�by by�a na stryszku?

Zgubi�a� j�?

Wiesz, gdzie jest?

Susan? Musimy si� spotka�.

Chodzi o Jennifer.

Dzieje si� co� dziwnego. Martwi� si�. Bardzo.

Tylko przyjd�. Na pewno b�d�.

Dzi�ki.

Dzi�kuj�.

Poprosz� jeszcze czarn� kaw�.

Spotykamy si� zupe�nie jak prawdziwa rodzina.

Spr�buj nie by� zo�z�, Susan.

- Jennifer bardzo mnie martwi. - Rozmawiali�my o tym.

To co innego.

Jak to?

Wiem, �e wci�� odczuwa skutki wstrz�su...

ale to nie to.

Nie zachowuje si� normalnie.

Te wszystkie sny i jeszcze rysunki...

Jakie sny?

Dzi�kuj�.

- Jej? - Sam nie wiem.

Tak jakbym w nie wchodzi�.

O czym ty m�wisz?

Widz� je.

�ni� razem z ni�.

Co ty wygadujesz?

Wiem, co m�wi�. Trudno wyja�ni�, ale to prawda.

�ni� mi si� jej sny.

Wkraczam w jej kr�lestwo.

Jestem w jej �nie. Widz� te jej potwory.

Ty te� mi si� �ni�a�. Jak zwykle mia�a� o co� pretensje - we �nie!

A co najdziwniejsze...

ona te� widzi to, co �ni�. Udowodni� ci.

- To jeden z jej sennych rysunk�w. - No i?

To ma by� dzie�o wyobra�ni?

Jak to w og�le mo�liwe, �e widzia�a,

jak w moim �nie Helen k�adzie jej lalk� na tym stole?

No, jak?!

My�l�, �e z Jenny jest wszystko w porz�dku.

To wszystko da si� wyja�ni�. Raczej tobie co� dolega.

Ju� dzi�kuj�.

Ten dom jest dla nas za du�y, wiesz?

Zrobimy tak: przeniesiesz si� do nas.

Zamieszkamy we troje. Oszcz�dzisz. Przecie� nie �pisz na forsie.

Od�o�ysz sobie na wyjazd do Pary�a albo Londynu...

Przesta�! Staram si� nie unosi�. Wiem, �e ci ci�ko.

Ale, na Boga, wol� swoj� lich� nor� od twojej ja�mu�ny.

"Susie zbiera na powr�t do Pary�a, a Craig na terapeut�.

On uratuje �ycie c�rce, a ona wreszcie przestanie narzeka�!".

Tak to ma by�?

- Mylisz si�! - Za choler� z tob� nie zamieszkam!

Jak mog�abym budzi� si� co rano pod jednym dachem z tym,

kt�ry odda� naszych rodzic�w do domu starc�w?

Nie przerywaj mi! Oni oczywi�cie ci pomogli,

a ty ju� czeka�e� z podzi�kowaniami. Szykowa�e� si� ca�y rok!

Co wtedy m�wi�e�? "Mamo, ten film b�dzie dla mnie

punktem zwrotnym, spe�ni� swoje marzenie, to moja szansa!".

Jeste� jak Orfeusz, kt�ry "jednym s�owem potrafi� pozyska� ka�dego".

Nawet mnie oczarowa�e�.

Orfeusz te� spe�ni� marzenia za pieni�dze rodzic�w!

Gdzie ta forsa? Gdzie tw�j cholerny film,

przez kt�ry matka wyl�dowa�a w umieralni?

Zamknij si�! To cios poni�ej pasa! I kto to m�wi?!

Nale�a�o ci si�! Nie rozumiesz, �e jeste� nikim. Zwyk�ym palantem!

Susie!

Wybacz, �e tak d�ugo. Nudzi�a� si�?

Co tam, chudzino?

Co� nie tak?

Zabierz pi�am�.

Nie b�dziesz tu spa�.

Chryste!

Prosz� ci�!

�pij.

Po�o�� si� tam.

Niemo�liwe.

Tato!

Jeste� nieudacznikiem. Po�lubi�am niedorajd�.

Sko�czy�y si� pi�kne s��wka. Ten szajs jest od ciebie lepszy!

Oddaj!

Jeste� do niczego.

Jako ojciec, syn, brat, kochanek i m��! Oferma!

Jennifer...

Chod�...

Tato!

Jennifer, c�reczko...

Chod�...

To ja.

Tw�j tata...

To ja, tw�j tata.

Wszystko gra.

Ju� dobrze.

Przyszed�e� po c�rk�, jak s�dz�.

Oto i ona.

Za ka�dy akt �aski nale�y si� ofiara.

Jeste� got�w na to, by cierpie�?

By otwar�y ci si� oczy?

Kim jeste�? Marn� kuk��, rozdart� pomi�dzy �wiatem ducha i cia�a.

Czym zgrzeszy�e�?

Nie czeka ci� �adna prawda, a tylko wyznanie winy.

Kwestia spojrzenia.

Czy jeste� m�czyzn� czy tch�rzem?

- Malcom House. Czym mog� s�u�y�? - M�wi Craig Summer, syn Henry'ego.

Oczywi�cie, kojarz�.

�wietnie.

Chcia�bym spyta�, czy mog� go odwiedzi�.

Postanowi�em sprawdzi�, jak ojciec si� miewa.

Mo�e pan zadzwoni� do niego. To nie szpital.

Dobrze, �e pan dzwoni. Numer, kt�ry nam pan poda�, milcza�.

Przeprowadzili�my si�.

Rozumiem. Nie jeste�my d�u�ej w stanie zajmowa� si� pa�skim ojcem.

Jak to?

Wybaczy pan, ale przejd� od razu do rzeczy.

Stan jego zdrowia si� pogorszy�. Potrzebuje opieki lekarskiej.

Jako najbli�szy krewny musi pan wype�ni� formalno�ci

zwi�zane z ewentualnym przeniesieniem do szpitala. A co do p�atno�ci...

KA�E MI I��

Jenny!

Susan?

Tu Craig.

Wiem, �e nie chcesz rozmawia�.

Masz mnie za palanta.

Chyba ju� wszyscy tak o mnie my�l�.

Sam te� zaczynam.

S�uchaj.

To wszystko do�� trudno wyja�ni�.

Jeszcze trudniej w to uwierzy�.

Ale tylko ty mo�esz mnie zrozumie�...

albo mn� potrz�sn��...

tak jak to zawsze pr�bowa�a� robi�

i nadal robisz.

Wiem, �e kochasz mnie mimo wszystko.

Ja ciebie te� kocham.

Pope�ni�em w �yciu wiele b��d�w.

Niejeden raz �le wybra�em.

Los nigdy mi nie sprzyja�.

Jennifer to jedyne, co mam.

Jest dla mnie wszystkim.

Ale sta�o si� co� dziwnego.

Je�li ty tego nie zrozumiesz i mi nie pomo�esz, nikt inny nie zdo�a.

Jennifer jest w niebezpiecze�stwie.

On zabra� j� tam, gdzie tylko ja mog� i��.

P�jd� tam.

Bo dla Jenny wybra�bym si� nawet do piek�a.

Mo�e ty jako� z�agodzisz b�l, kt�ry jej zada�em.

Tylko tobie ufam.

Jeste� jedynym dobrym cz�owiekiem, jakiego znam.

Tylko przy tobie Jennifer b�dzie bezpieczna.

Wybacz mi.

Kocham ci�.

Craig.

Chod�.

Jestem tu.

Chod�.

Bli�ej...

Tutaj...

Jedzenie gotowe! Od�� zabawki i chod�!

Mamo.

Tato?

Craig, m�j synu.

Czemu nam to zrobi�e�?

Zamkn��e� mnie po kres moich dni w tym wi�zieniu.

Uwi�zi�e� nas.

Tw�j ojciec wpatrywa� si� w drzwi, czekaj�c a� staniesz w progu.

A� zmar�am.

Odchodz�c, szepta�a twoje imi�. Dla ciebie zapomnieli�my o sobie.

Chcia�bym to jako� naprawi�.

Wybaczcie.

Jeste� niewdzi�cznym egoist�.

Oportunist�.

Dali�my si� zamkn�� w tej umieralni dla ciebie.

Czym sobie na to zas�u�yli�my?

Odk�d twoja siostra uciek�a, zostali�my w domu sami.

Zatracili�my si�...

Stracili�my swoje dzieci.

- Nie m�wcie tak. - Nadziej� te�!

Przepraszam was za wszystko.

Przykro mi, tato.

Wybaczcie mi. B�agam!

Znieczulica zatruwa dusz�.

Czas wszystko poch�ania.

Ju� nie mo�esz nam pom�c.

Sobie te� nie.

Ani Jennifer.

Jest teraz nasza.

B�dzie pokarmem.

... dla �lepego Kr�la!

Susan.

Prosz�, przesta�.

Czego ode mnie chcesz? Powiedz!

Prawda jest bezlitosna.

Im d�u�ej si� j� przemilcza, tym trudniej si� z ni� pogodzi�,

ale najwy�sza pora, by� otworzy� oczy.

Wys�uchaj mnie.

Wybacz mi, prosz�.

Chc� tylko odzyska� c�rk�. Przepraszam ci� za wszystko!

Na nic �zy.

Ten, kto l�ka si� cierpienia, nie jest wart swego grzechu.

Ty sam stwarzasz cierpienie, kt�re ci� otacza.

Nadesz�a pora zap�aty.

B�agam.

Wiem, �e zb��dzi�em.

Ale bardzo potrzebuj� c�rki...

- i ciebie! - Nie rozumiesz.

To �wiadomy wyb�r.

Boisz si� ciemno�ci?

A mo�e to �wiat�o ci� o�lepia?

Poznaj swoje demony. Jak ci z nimi jest?

Sp�jrz, jak bezkresnym cieniem k�adzie si� na twoich snach prawda.

Nie mnie winiene� si� k�ania�. Jestem jedynie refleksem twoich win.

Ale ty nie patrzysz, nie widzisz. Nie chcesz otworzy� oczu.

Mog� da� ci wybaczenie, ale nie rozgrzeszenie.

Ukorz si� przed jego wol�.

Jeste�, tato!

Oddasz mi Maggie?

Oddaj mi c�rk�, �otrze!

Od narodzin po �mier� ludzie wci�� os�dzaj�.

Ka�da istota ludzka jest �wi�cie przekonana,

�e tylko ona ma prawo ocenia�

ale odrzuca os�d innych. To odra�aj�ce.

"Ja nie jestem taki! Nie dam si� poni�y�!

Tylko ja znam prawd�!"

Jest niewinna. Nie mam nic pr�cz niej.

G�upcy! Oceniaj�cy nie dopuszcza os�du tego jednego,

czego nie jest w stanie ogarn�� wzrokiem - siebie samego.

Nie chcia�em nikogo skrzywdzi�.

Nie�wiadomo�� jest b�ogos�awie�stwem,

a najwy�szym jej stopniem jest �lepota wobec siebie.

Przepraszam!

Strawi�e� �ycie, biegn�c za swoimi mrzonkami

i tratuj�c wszystkich doko�a, przywdziany w pozory szlachetno�ci.

B�agam...

Popatrz na mnie i sp�jrz na siebie!

Ukl�knij przede mn�! Pora zmieni� punkt widzenia.

Odpr� si�. Otw�rz oczy i przywitaj si� z demonem.

Zajrzyj w g��b siebie.

Zapytuj�: jeste� m�czyzn� czy tch�rzem?

Jeste� nieudacznikiem. Po�lubi�am niedorajd�.

�a�osnego fajt�ap�, bredz�cego o bzdurnych marzeniach.

- Powinnam by�a us�ucha� matki. - Taa...

Nie masz prawa mnie krytykowa�, rozumiesz?

Chryste!

Nie jeste�my ju� w liceum, Helen. Mamy dom, c�rk�...

Sko�cz!

Ten szajs miesza ci w g�owie. Wariujesz od tych pigu�ek.

Jak my�lisz, po co je bior�? �eby zapomnie�!

O tym, jak g�wniane jest �ycie z tob�.

O tym, jak by�am g�upia, �e da�am si� zwie�� takiemu palantowi!

- Ten szajs jest od ciebie lepszy! - Oddaj!

Nie prosz� ci� o nic ze wzgl�du na siebie.

Chcesz si� zabi�? Prosz�! Ale mo�e najpierw pomy�l

i zr�b cokolwiek,

by twoja c�rka nie sko�czy�a jak ty.

Jak �miesz? Utrzymuj� was oboje - ciebie i dzieciaka!

Zawr�ci�e� mi w g�owie pi�knymi s��wkami.

To potrafisz! S�k w tym, �e to puste s�owa!

"Dzieciaka"? Nasza c�rka ma na imi� Jennifer.

Nie wci�gaj jej w swoje piek�o!

Wiele mi naobiecywa�e�. Chcia�am �y� inaczej!

Ale to si� nied�ugo sko�czy, zapewniam.

Rozmawia�am z adwokatem. Wyl�dujesz na ulicy.

W�a�nie! Zabior� ci wszystko!

Dom i c�rk�, mi�o�� twojego �ycia.

Oddasz mi wszystko, co do centa.

- Bredzisz... - A� do ostatniego!

Na�pa�a� si�. Niczego mi nie odbierzesz.

Spr�buj mi przeszkodzi�! Ju� to widz�!

Do kogo p�jdziesz po pro�bie z min� zbitego psa?

Do siostry czy do rodzic�w? Co tam u nich?

Ani s�owa o mojej rodzinie!

Jeste� do niczego.

Jako ojciec, syn, brat, kochanek i m��! Oferma!

�e te� Jennifer musi ci� znosi�!

To jest twoje prawdziwe ja!

- Mamo? - Jenny.

Tata nie zdo�a� jej uratowa�.

Mama nie �yje.

Odesz�a.

Na Boga, co ja zrobi�em?!

�y�e� jak paso�yt, karmi�c si� innymi i dbaj�c tylko o siebie.

A gdy ju� by�o za p�no, szuka�e� odkupienia w swojej c�rce.

Jennifer, wybacz mi...

Zawiod�e�, Craig. Nie zdo�a�e� u�o�y� sobie �ycia...

ani ocali� �ycia c�rce.

Zwr�� mi j�. Zrobi�, co zechcesz.

Przez �lepot� i egoizm straci�e� z oczu jedyny pow�d, by �y�.

Ona za to zap�aci.

Co mog� zrobi�?

Nie dostrzega�e� krzywd, kt�re wyrz�dza�e�.

Nie chcia�e� widzie� skutk�w swoich pomy�ek.

Konsekwencje spadn� na ni�.

Stajesz przed wyborem: czy przyjmiesz na siebie win�

i po�wi�cisz si� w zamian za �ycie c�rki?

Wreszcie poj��e� to, od czego dot�d odwraca�e� wzrok.

Twoje oczy i dusza nale�� do mnie.

We� win� na siebie. Pog�d� si� z tym, kim jeste�.

Wkrocz do mego kr�lestwa!

Nie zostawi� Jennifer.

Nie mo�e zosta� sama.

Zrobi�em to dla niej.

Tylko dla niej.

Nie pozwol�, by kto� nas rozdzieli�.

Ani moi rodzice...

ani moja siostra...

ani moja pierdolona �oneczka Helen.

Dla Jenny po�wi�ci�em wszystko.

Po to, by nie dorasta�a po�r�d tak wielkiej nienawi�ci.

Zabi�em Helen dla niej. Zrobi�em to.

I zrobi�bym to ponownie...

bo nie pozwol�, by moj� c�rk� spotka�o co� z�ego.

Nie tego jej potrzeba!

Wybra�e� �lepot�.

Wi�cej nie mo�esz zrobi� dla c�rki.

Daj nam spok�j.

Zostaw nas, gnoju!

Chod�, c�reczko.

Jennifer?

Craig!

Craig! Jennifer! Otw�rzcie!

Oto, kim jeste�.

Oto tw�j plon.

Twoja kara.

Wybacz, c�reczko.

Tata ju� idzie.

Witaj w mym kr�lestwie!

MROCZNA CISZA

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.