All language subtitles for Barn.2019.NORWEGIAN.720p.BluRay.x264-WASTE_pl

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified) Download
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean Download
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish Download
pt-BR Portuguese (Brazil) Download
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American) Download
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish Download
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Wypadek?

Zabierają chłopca na ostry dyżur.

Coś poważnego?

Nie wiem.

Obróć się. Co powiedziałeś?

Nie zdążył się odezwać.

Proszę. Możesz zejść.

Podał imię?

Nie.

Anna jest w jego klasie.

- Anna? - Moja wnuczka.

Ile razy to zawinęłaś?

- Tylko raz. A co, ciężko? - Nie. W porządku.

Czy strój narodowy musi pochodzić z rodzinnych stron?

Niekoniecznie.

Mój jest z Romerike, chociaż matka pochodziła z Østfoldu.

Na mnie wygląda lepiej.

Te stroje każdego pogrubiają.

Chcę, żeby Anna na cześć babci miała strój z Østfoldu.

Możesz już zdjąć.

- Torunn jej go uszyje. - Nie szoruj nim podłogi.

Dostanie strój na trzynaste urodziny. Zaczęłaś już?

Na pewno chcesz ją obciążać tą tradycją?

Co masz na myśli?

- Czy matka Natalie wciąż tu jest? - Wyszła.

Muszę tylko…

Proszę powtórzyć.

Dobrze. Do zobaczenia.

Zespół antykryzysowy już jedzie. To dobrze, ale…

Powinnyśmy czekać?

Nie. Chciałabym, ale…

krwawienie z uszu to zły znak.

Był przytomny?

Tak. Rozmawiali z nim.

Nie dramatyzujmy. Może nie było tak źle, jak wyglądało.

Po prostu nie rozumiem, jak do tego doszło. Wygłupiali się?

- Tak. - Natalie powiedziała policji i wam?

- Tak. - To dlaczego mała uciekła?

Może przeholowali w żartach. Nie wiem.

- A z tobą w porządku? - Tak.

Policja stwierdziła, że to wypadek.

Kategorycznie. Ale czemu? Dlatego, że jest dziewczynką?

A gdyby to chłopiec uderzył dziewczynę?

Dlaczego mówisz o biciu?

Vilde i Amina widziały, jak uderzyła go plecakiem.

Policja zabrała go jako dowód rzeczowy.

Jak ona to zrobiła?

Nie żyje?

Jak to?

Znowu Anders dzwonił? Powiedział który?

Jamie?

Syn Erika Lundemo? Tego z Partii Postępu?

On miał syna o imieniu Jamie?

Tak myślę.

Pracowałam z Erikiem w radzie miasta.

Coś strasznego. Powiedział coś jeszcze?

Niewiele mówił. Coś zaszło między Jamiem i jakąś Natalie.

Dzwoń do Sigurda.

Znasz ją?

Natalie to Anna. Jej też coś jest?

- Nie powiedział. - Musisz zadzwonić do Sigurda.

Zaczęło się.

Teraz śledztwo, sprawdzanie procedur -

i tak bez końca.

Każdy będzie miał swoją wersję.

Będą oskarżenia, obwinianie i domaganie się nierealnych gwarancji.

Rozdam wam pierwszą wersję listu do rodziców.

Rozesłaliśmy już esemesa.

Jamie Lundemo nie żyje. To syn Erika Lundemo.

Tego prawicowego polityka?

Tak.

No i Natalie Eriksen…

Lykke Natalie.

Zgadza się.

Jej ojciec to Sigurd Eriksen z Partii Pracy.

A matka jest dziennikarką.

- W lewicowej gazecie? - Tak.

Byli skłóceni?

Jamie i Natalie? Wręcz przeciwnie. Co powiesz, Anders?

Krótko ich uczyłem, ale wyglądało, że się lubią.

Siedzieli razem. Pracowali i śmiali się razem.

Oboje szczerzy i wyjątkowo elokwentni.

To mało prawdopodobne, żeby się pobili.

Raczej przedyskutowaliby sprawę.

W tej klasie padały ostre słowa. Zwłaszcza z ust tych dwojga.

Bywała wobec mnie harda.

Potrafią być bezczelni.

Przesuwają granice, próbują cię zawstydzić…

Mnie to nie spotkało.

A nie zdarzyło się, że ktoś powiadomił opiekę społeczną?

W sprawie Natalie? O co chodziło?

Nie wiem.

Nikt mi nie powiedział.

Marta o tym wspomniała, zanim odeszła. To pewnie nic poważnego.

Dowiem się.

Dzwonili już z gazet?

Z Verdens Gang.

To znane rodziny.

Musimy opracować strategię medialną.

- Pan jest z zespołu antykryzysowego? - Tak.

Kto informuje bliskich? Właśnie wróciłam ze szpitala.

Jamie umarł, zanim jego ojciec tam dotarł. Czy ktoś go od razu powiadomił?

Ellen.

Nie. To ja zadzwoniłam do niej zapytać o numer ojca.

Kiedy przyjechał, chłopiec już nie żył.

- A teraz jest w domu? - Nie.

Zjawił się kapelan, więc wyszłam, bo…

Czy są inni krewni?

Było mi trudno stamtąd wyjść, ale nie wiedziałam, co robić…

Szpital wszystkim się zajmie. Co z matką Jamiego?

Umarła.

Nie miał też rodzeństwa.

Przygotujmy listę numerów…

Pojadę do Natalie. Trzeba sprawdzić, co u niej.

Dopytam też o tę historię z opieką społeczną.

Dobrze, jedź.

A media społecznościowe?

Pewnie wszystko już wyciekło.

Cześć.

W porządku?

No, cóż…

Byliśmy na komisariacie. A potem usłyszeliśmy, że on nie żyje.

Jutro idziemy do izby dziecka.

Rozumiem.

Mają specjalistów od przesłuchiwania…

Rozmawiania z dziećmi.

Więc… będzie dobrze, prawda?

Byłeś na boisku? Widziałeś, co się stało?

Tak. A raczej… nie.

Powiedziałam, co się stało.

Wiem, wygłupialiście się. Chciałam wiedzieć, czy ktoś to widział.

Czemu mi nie wierzysz?

To nie tak.

Ale stwierdzenie, że się wygłupialiście,

niewiele wyjaśnia, prawda?

Czego dotyczyły te wygłupy?

Nie pamiętam.

- Co? - Tylko rozmawialiśmy.

To stało się tak szybko.

Czemu go uderzyłaś? Czy zrobił to pierwszy?

Mówiłam, że tylko go popchnęłam!

Przepraszam.

Próbuję tylko zrozumieć. Musimy rozmawiać.

Są różne sposoby mówienia o tym.

Natalie…

Ja ci wierzę.

My też, Lykke.

To dobrze.

Policjanci powiedzieli, że go uderzyła.

Ale jest duża różnica między popchnięciem i uderzeniem.

Tak.

Czy ktoś twierdzi, że widział cios?

Amina i Vilde. Ale nie można im ufać.

Dlaczego?

Jeśli dzieci mówią prawdę, to zwykle od razu.

Rozmawiając ze sobą, zaczynają modyfikować wersję.

A kiedy one to powiedziały? Nie minęło dużo czasu.

Nie, ale one ciągle paplają.

- Co masz na myśli? - Nieważne.

Mogę spytać o coś innego?

Podczas spotkania z ekipą ratunkową wyszło na jaw,

że ktoś kontaktował się w sprawie Natalie z opieką społeczną.

Dawniej.

Myślałam, że wiesz.

Nie.

To było okropne.

Matka Johanne twierdziła, że jej córka jest nękana psychicznie.

Przez różne dziewczynki, ale głównie przez Lykke.

Przyjechała opieka społeczna.

Odstąpili od śledztwa.

Na szczęście.

To dobrze. Ale dziwne, że nas nie poinformowano.

Marta, poprzednia wychowawczyni, nie uwierzyła jej,

więc matka Johanne poszła z tym dalej.

Te dziewczynki były na zupełnie innym poziomie rozwoju.

To taki wiek.

Niektóre chcą rozmawiać o seksie i miesiączce…

A Johanne rozbolał od tego brzuch.

Zajęliśmy się sprawą. Porozmawialiśmy z Lykke.

Obiecała, że to się nie powtórzy.

Potraktowała to poważnie.

Boli mnie głowa. A ciebie?

Nie.

Proszę.

Co piszesz?

Raport.

- Cześć. - Cześć, Signe.

Zespół antykryzysowy prosi o listę szczególnie wrażliwych uczniów.

Sinat straciła rok temu brata. Ktoś jeszcze?

Wiele osób. Johanne często płacze.

Jak matka. Skuteczna metoda negocjacji.

Rozmawiałam z nią.

Płakała?

Nie, ale drżał jej głos.

Zaczniesz robić tę listę? Chcą mieć ją dziś.

Teraz? Muszę odebrać dzieci ze żłobka.

A Peter nie może?

Nie.

Spróbuję spisać tę listę, kiedy dzieci zasną.

Lepiej byłoby teraz.

Naprawdę muszę iść do żłobka.

Może przyślę ci te nazwiska esemesem?

No…

niech będzie.

Dzwoniłyście do ojca Jamiego?

W szpitalu nie było lekko, muszę przyznać.

Opowiesz nam o tym?

Byłam tam, kiedy przyjechał. Kompletnie się posypał.

Siedziałam z nim sama.

Nie wiedziałam, co powiedzieć.

A ile razy byłaś w takiej sytuacji?

Na pewno zrobiłaś, co należało. Przytuliłaś go?

Tak.

Muszę iść. Napiszę do ciebie, Liv. Cześć.

Pa.

"Przytuliłaś go"?

Jeszcze kawy?

Tak, dzięki.

To dziwne, że Marta mi nie powiedziała.

Powinna poinformować mnie o wezwaniu opieki społecznej.

To nie ta, co odeszła?

Tak. Kiedy zmieniliśmy metody nauczania.

Teraz jest doradczynią filozoficzną.

Zawsze umiała skupić się na tym, co ważne.

Cały dzień mówiłam o "planach awaryjnych".

Ani słowa o szoku, żałobie i uczuciach.

Liczył się tylko plan.

"Plan awaryjny" to dość niejasny termin.

Takie plany nie uwzględniają ludzkich reakcji ani emocji.

Może właśnie o to w nich chodzi? Może dlatego są takie ważne?

Na tego typu sytuacje nie można się przygotować. To zawsze szok.

Wspomniałeś, że Natalie była zastraszana.

O tym mówiła matka Johanne?

Nie. Twierdziła, że to Natalie zastraszała.

Na pewno nie Anna. Czy w szkole jest więcej agresji?

Nie.

Kari mówiła mi, że chcieli posłać Annę do szkoły waldorfskiej,

ale Sigurd uznał,

że lepsza będzie taka, w której jest więcej imigrantów.

Męczy mnie takie podejście. Ludzie powinni skupić się na wynikach.

Dobrze wypadamy w testach ogólnokrajowych.

Prawie nie ma przemocy wśród uczniów.

Ale jeśli zastraszanie to część problemu, trzeba coś z tym zrobić.

Nie jest tak.

Nie lubię przesadzać, ale nie możemy przymykać na to oka.

"Oka", a nie "oczu"?

"Przymykać oka".

Tak.

Z czym ta sałata?

Z koprem włoskim, granatem i serem pleśniowym.

Gdzie leży granica między ostrym tonem i zastraszaniem?

Słyszałem, jak ktoś nazwał Natalie dziwką.

Mam problem z tym słowem. Też byłam tak nazywana.

Dziwką? Ty?

Tak.

Przez byłych facetów i uczniów. A ciebie nikt tak nie nazwał?

Żadne dziecko.

Udzielacie za to nagany?

Staramy się. Ale było tyle spotkań z rodzicami.

Mają gdzieś to, jak mówią ich dzieci. Zależy im tylko na ocenach.

I na tym, żebyśmy "dostrzegali" ich dzieci.

Mówię im: "Oczywiście, że dostrzegam waszego syna.

Zwłaszcza, jak nazywa mnie dziwką".

To, czy on dostrzega mnie, już ich nie obchodzi.

Próbuję tylko zrozumieć.

A serwetki, mamo?

W kuchni. Te zielone.

- Pyszna sałatka. - Dziękuję.

Zjedz coś. Prawie nic nie tknąłeś.

Mamo, proszę cię…

A czy Jamie był zastraszany?

Nie sądzę.

Dzieci często pokutują za grzechy rodziców.

Grzechem jest, że jego ojciec to prawicowy polityk?

No, nie…

Co to za logika?

Czy inne dzieci prawicowców też są nękane?

Nie, ale ojciec Anny jest z Partii Pracy…

Myślisz, że to się stało z powodu różnic politycznych?

Nie.

Co innego chciałam powiedzieć. Nieważne.

Nie przepadam za tym Lundemo, ale teraz mi go żal.

Stracić dziecko to coś strasznego.

Muszę iść.

Nie zjesz tortu? Najlepszego na świecie?

Będzie tort?

To przyjęcie urodzinowe.

Zapomniałam.

O własnych urodzinach?

O czym myślisz?

Odetchnij głęboko.

Słuchaj ludzi, którzy cię otaczają. To bardzo ważne.

Nie zapomnij prezentu.

Miałam je zapakować, ale…

Zasłony?

- Tak. - Dla mnie?

Wiem, że nie lubisz zasłon, ale jesteś taka… na widoku.

Wcale nie. Może dasz je Andersowi i Janowi?

Wolą swój styl.

Zrobiłam je dla ciebie. Nie chcesz?

Chcę.

Przepraszam. Dzięki.

Anders, wychodzę!

Myślisz, że twoja siostra jest samotna?

Nie.

Może trochę.

Bardzo ją lubię. Twoją mamę też.

To miłe, że nas gości, dopóki nie wprowadzimy się do swojego mieszkania

Co się dzieje?

Nic.

Przestań. Znam cię. Coś jest nie tak.

Myślę, że to się wydarzyło z mojej winy.

Dlaczego?

Bo…

mamy dyżury na dziedzińcu.

Każdy w swoim sektorze. I ja…

miałem być przy boisku.

A nie byłeś?

Kiedy przyszedłem do pracy, zjawił się nowy praktykant.

Niektórzy z nas zagadali się z nim.

A potem…

zaproponowałem, że pokażę mu biuro.

Oj…

Dlaczego "oj"?

Gdy tylko doszliśmy do biura, Ellen go przechwyciła.

Od razu poszedłem na boisko, ale to już się stało.

Jak długo byłeś nieobecny?

Ze dwie minuty. Może trzy.

Co myślisz?

- Że to moja wina? - Nie. Jasne, że nie.

Co na to Liv?

Nie mówiłem jej.

Słuchaj…

to nie przez ciebie.

Bez przerwy o tym myślę.

Mamo!

Oj, kochanie…

Odreagowuje.

Mnie też jest niedobrze.

I boli mnie brzuch.

Co się teraz stanie?

Nie wiem.

- Musisz obcinać paznokcie tutaj? - Pozbieram.

Jest sens iść dzisiaj do izby dziecka po tym, jak wymiotowała?

A mądrze to odkładać?

Jeśli jest chora…

Niech to się już skończy.

W ogóle nie spałam.

Czuję się taka winna.

Czy to my coś zrobiliśmy albo zaniedbaliśmy?

Masz poczucie winy?

Tak.

Ale nie rozumiem, jak mogła to zrobić.

Ona taka nie jest.

Co masz na myśli?

Chłopiec nie żyje. I ona to spowodowała.

Tak. Ale coś tu się nie zgadza.

Niby jak?

Taki czyn wymaga wielkiej agresji i siły, której ona po prostu nie ma.

Skąd się w niej wzięła? Nie ode mnie.

Gdybym się wściekła, potrafiłabym kogoś uderzyć.

- Nie sądzę. - A jednak.

Każdy z nas potrafi. To instynkt. Jesteśmy zwierzętami.

W tym rzecz, że nimi nie jesteśmy.

Jesteśmy. Wciąż posiadamy instynkty.

Ewoluowaliśmy z płazów w małpy

i tak dalej.

Mamy tylko większe mózgi.

Nie powinniśmy dystansować się od tego, co zrobiła Lykke,

mówiąc, że nie jesteśmy do czegoś takiego zdolni.

Ona najwyraźniej jest.

- Za szybko wstałeś? - Tak.

Masz wysypkę.

Wiem. Posmaruję maścią.

Posmaruj. Wygląda kiepsko.

Obwiniając się, nie pomożemy Lykke.

Nie. Ale trudno się powstrzymać.

Musimy porozmawiać z ojcem Jamiego.

Pomyślałem…

że w odwrotnej sytuacji…

nie potrafiłbym na niego spojrzeć ani z nim rozmawiać.

Musimy się z nim skontaktować.

Ale teraz?

Lepiej… kiedy on będzie gotowy.

W każdym razie przyzwoitość wymaga, żeby to zrobić.

Co teraz?

Zabiorą go na autopsję.

Nie mogłam wyjść ze szkoły.

Wysłałam ci wiele esemesów.

Widziałem.

Nikt nie wie, że się spotykamy.

Nie umiałam sobie z tym poradzić… Przepraszam.

Przepraszam.

Wszystko po kolei. Na razie.

Helene! Mogę na słowo?

Moment.

Muszę przyznać, że to było niewłaściwe,

kiedy Liv poprosiła, żebym pracowała do późna.

Zwróciłaś na to uwagę? Wiedziała, że muszę odebrać dzieci.

Peter nie mógł uwierzyć,

że praktycznie kazała mi zostać po godzinach.

Ma do tego prawo?

To wyjątkowa sytuacja.

Zapytała, czy Peter może odebrać dzieci, a ty powiedziałaś, że nie.

Tak. Ale nie powinna wzbudzać we mnie wyrzutów sumienia.

Nie sądzę, żeby świadomie…

- Zespół antykryzysowy już jest? - Zaspałaś? - Trochę.

Poinstruowali personel i odwiedzą wszystkie klasy.

Trwa zebranie rady rodziców. Jesteś gotowa?

- Dzięki za tego esemesa z listą. - Zaraz przyjdę.

Coś jeszcze?

Tak.

To pewnie nic wielkiego,

ale kiedy to się stało, Andersa nie było na boisku.

Rozmawiał z praktykantem.

Nie możemy być wszędzie naraz.

Ale czy Liv wie? Powinnyśmy jej powiedzieć?

Cześć. Czy ktoś pomoże temu biedakowi?

Nieboraku!

Ktoś z zespołu antykryzysowego się tym zajmuje.

Oni radzą sobie z mediami.

- Czy Helene was wprowadziła? - Przyniosłabym…

Tak.

Trzymajmy kciuki.

A więc…

- Kawy? - Poproszę.

Wszyscy uważamy, że to wielka tragedia…

Przepraszam, zamknę drzwi.

Ale list, który otrzymaliśmy wczoraj,

był dość niejasny.

Skoro przestrzegaliście procedur,

nie rozumiem, jak zdążyła go zabić, zanim ktoś zainterweniował…

To słowo: "zabić" - możemy go nie używać?

Przecież tak było.

Jest duża różnica między "zabiciem" i "spowodowaniem śmierci".

Słowa, których używamy,

mają wpływ na to, jak my i uczniowie odbieramy tę sytuację.

Rozumiecie?

Nie bardzo. Nie lepiej nazywać rzeczy po imieniu?

Tylko kiedy jesteśmy pewni ich imienia.

Jak by tego nie nazwać, mamy sporo pytań.

To zrozumiałe.

Czy szkolne procedury bezpieczeństwa

są wystarczające?

Od kiedy wiedzieliście, że Natalie jest niezrównoważona?

Nie jest.

Doprawdy? Myślę, że tak.

Zwracałam już uwagę na jej zachowanie.

Mówiłam o nim Marcie,

ale zlekceważyła to.

O co chodziło? Czemu nie przyszłaś do mnie?

Marta była wychowawczynią. Nie mogłam działać za jej plecami.

Johanne od dawna boi się Natalie.

Ta dziewczyna jest nieobliczalna.

Próbowała namówić Vilde i Aminę do zamieszczenia nagich zdjęć w sieci.

Wyzywała Johanne od dziwek. One mają trzynaście lat!

To znęcanie się. Johanne nie może spać.

Chciałam nawet

skontaktować się z opieką społeczną.

Ale rozmyśliłaś się? Czemu nie porozmawiałaś z nami?

Zrobiłam to. Powiedziałam Andersowi na wywiadówce.

Spytałam, czy zauważył nietypowe zachowanie Natalie.

Pomyślałam, że może jest nieszczęśliwa i stąd ta agresja.

My tylko chcemy pomóc, ale ty stwierdziłeś, że nic się nie dzieje.

Odebrałem twoje pytanie inaczej.

Jak?

Nie rozumiałem,

dlaczego mówisz o Natalie podczas spotkania dotyczącego Johanne.

Natalie to jedna z naszych najlepszych uczennic…

To jakieś kpiny.

Pewne napastliwe zachowania na placu szkolnym czasem nam umykają…

Jednak nie ma to związku ze śmiercią…

Oczywiście, że ma.

Jeśli Natalie jest nieobliczalna,

nie możemy pozwolić, żeby stanowiła zagrożenie dla innych dzieci w klasie.

Czy skarżył się na nią ktoś oprócz Johanne?

Nie…

Victor nic nie mówił. Ale on żyje w swoim świecie.

Przeniesiecie ją do innej szkoły, prawda?

Ustalimy, co się stało, i zdecydujemy, jak będzie najlepiej dla wszystkich.

Ale priorytetem jest bezpieczeństwo szkolnej społeczności.

Tak. A Natalie jest jej częścią.

Nie możemy po prostu usunąć każdego,

kto wejdzie w konflikt.

Konflikt?

Mówimy o morderstwie.

Raczej o przypadkowym spowodowaniu śmierci przez trzynastolatkę.

Usprawiedliwiasz ją?

Nie.

Przecież słyszę, co mówisz.

Ale nie rozumiesz. Mówię, że zrobiła to niechcący.

To był wypadek, który mógł się przydarzyć każdemu.

Nie stworzymy spójnej społeczności,

usuwając wszystko, co postrzegamy jako zagrożenie.

Trzeba wzmocnić w uczniach poczucie odpowiedzialności.

To polityka szkoły?

Raczej mój obowiązek służbowy.

Będzie dochodzenie?

Trzeba się dowiedzieć, co poszło nie tak.

Tak, oczywiście.

Zgodnie z przepisami ktoś pilnował dzieci.

Ale oczywiście przeanalizujemy ciąg wydarzeń.

Dokonamy też ewaluacji procedur.

Czy jutro odbędzie się nabożeństwo żałobne?

Tak.

Jamie był takim miłym chłopcem.

Będzie go brakowało.

Dlatego proponujemy,

żeby szkoła założyła stronę na Facebooku,

na której można by dzielić się wspomnieniami i refleksjami.

Rozumiemy tę potrzebę, ale uważamy, że strona szkoły wystarczy.

Unikamy tego medium, bo nie mamy nad nim kontroli.

Według nas szkoła powinna być strefą wolną od Facebooka.

To jednak dobre miejsce, żeby dzielić się smutkiem…

Są inne.

Musielibyśmy zapytać tatę Jamiego.

Nie możemy Facebookiem zawracać głowy ojcu, który właśnie stracił syna.

Nie.

Nie ma lepszych sposobów na wyrażenie smutku?

Potrzebujemy do tego amerykańskiej korporacji?

To firma prywatna.

Jako instytucja musielibyśmy chyba

zorganizować przetarg…

Czasem…

trudno mieć do was zaufanie.

Więc muszę je zbudować.

Dobra, już ci ufam.

Myślę, że to, co mówi Liv, nie jest powodem do żartów.

Musimy być konsekwentni.

Wróćmy do twojego pytania.

Ledwo zdążyliśmy. Prawie nam uciekł.

Poznaj Sigrid i Gunnara. Są rodzeństwem.

A to Jan, partner Andersa.

A więc Anders ma "przyjaciela".

Śmiejemy się, bo dyskutowaliśmy, jak mówić o gejach.

"Przyjaciel" to głupie określenie. Moja matka go używała.

A ja nigdy. W parlamencie znałam wielu gejów-prawicowców.

- Serio? - Tak.

Czy to nie dziwne, że tak ich ciągnie do prawicy?

To prawda?

Przeprowadziłeś się tu niedawno?

Tak. Przez kilka lat mieszkaliśmy w Bergen.

Anders przyjechał tu w lipcu, a ja kilka tygodni temu.

Czym się zajmujesz?

Jest psychologiem.

Tak. Ale praktykę zaczynam za rok.

To na razie może z nami spacerować.

Co masz na myśli?

Pracowałyśmy jako Nocne Kruki, pomagałyśmy dzieciom.

A teraz Kari chce poznawać sztukę…

Oglądać dzieła sztuki i dyskutować o nich.

Ty jesteś ceramiczką.

A ja bibliotekarką.

I uwielbiasz uczyć się angielskiego.

- Owszem. - O, tak.

Założyliśmy angielskie towarzystwo przyjaciół sztuki - Art Walks.

Spacerujemy i dyskutujemy o sztuce po angielsku.

A patrole sąsiedzkie?

Wciąż się tym zajmuję.

Też jesteś bibliotekarzem?

Nie. Przedstawicielem regionalnym związku zawodowego.

Świetny sweter.

Tak uważasz? Dzięki.

- Widziałeś Helgego? - Nie.

To jest Hans Lucas, nowy praktykant.

Poznaliśmy się wczoraj.

Helge ma plany.

Właśnie go szukamy.

Cześć. Możesz zaczekać w pokoju nauczycielskim?

Ty chodź na słowo. A Helge jest pewnie w pokoju ksero.

Dobrze. Chodź.

Dziwna historia z tą Johanne.

Muszę odnaleźć Martę. Ale jeśli będziesz widział się z Natalie,

- zagadniesz ją o to? - Tak.

Nie wiem, jak to się mogło stać.

- Anna jest urocza. - Tak.

Natalie to jej drugie imię? Anders i Liv go używają.

Nazywa się Lykke Natalie. Tylko ja nazywam ją Anną.

To imię mojej babki, jednej z naszych pierwszych feministek.

Anna Mathilde Eriksen.

"Lykke" oznacza szczęście. Co to za imię?

Jeśli chcieli czegoś wymownego,

powinni nazwać ją Równouprawnienie Eriksen.

Na cześć twojej babki. Byłaby zadowolona.

- Nie bawi mnie to. - Przepraszam.

Tak mi jej żal.

Oby wynikło z tego coś dobrego. Może uczniowie się zintegrują.

Serio?

Dlaczego mieliby się integrować, kiedy dzieje się coś tak okropnego?

Muszą zrozumieć, że przemoc fizyczna jest nieakceptowalna.

Tym, co należy wzmacniać, jest nasze poczucie przyzwoitości.

- A propos tego, co mówiłaś… - O czym?

O tym, że nie ma nic gorszego niż utrata dziecka.

Czy utrata dorosłej osoby jest mniej straszna?

Myślę o tym zawsze, kiedy usłyszę o jakimś wypadku.

"Trzydzieści ofiar, w tym dziesięcioro dzieci".

- Można? - Tak, dzięki.

Czemu nie: "Trzy kobiety po sześćdziesiątce"?

Bo to nie to samo!

Nie masz dzieci, Gunnar, więc nie rozumiesz.

Ja myślę tak samo, a mam dzieci.

- Ile? - Dwie córki. Mieszkają w Sandnes.

Jedna pracuje w branży naftowej, druga w nieruchomościach.

Sigrid jest jak Mia Farrow w "Dziecku Rosemary".

Urodziła szatańskie pomioty.

Nie przeczę.

Utrzymujecie kontakt?

Bardzo się różnimy. One są jak ich ojciec.

A wy chcecie dziecka? Możecie adoptować.

Wiem.

Jestem dumna, że Partia Pracy to wywalczyła.

Kari miała z tym wiele wspólnego.

To podstawowe prawo człowieka.

Naprawdę w to wierzysz?

Tak.

Ja uważam, że dzieci powinni mieć tylko ci, których na nie stać.

Zgadzam się!

To nie jest "prawo człowieka". Ten termin jest nadużywany.

Świetny ten sweter.

Serio? Chcesz go?

Nie.

Rzadko go wkładam.

Zgódź się. Tak się nim zachwycasz.

Wstyd mi.

Coś ty? Przymierz go.

Proszę.

Ale ceny!

Wychodzi po trzysta koron.

Marta czeka w bibliotece.

Już?

Czy Sonja Henie wybrała figuratywizm,

bo była łyżwiarką figurową?

Może pomyślała: "Mam dość łyżew. Skupię się na figurach".

Nic nie zrobiłaś?

Uznałam, że wystarczy rozmowa.

Wytłumaczyłam Natalie, że nie może być taka niemiła dla Johanne.

Jej matka poczuła się zlekceważona. Należało to zgłosić.

Skupiałam się na rozmowie z dziewczynkami, a nie na formalnościach.

Muszę dbać o swoje uczennice, a nie o ich rodziców.

Jasne.

Tyle że uczennice wybaczają i zapominają,

a rodzice - nigdy.

Fakt. Ale wydawało mi się, że z tym walczymy.

Sama mówiłaś:

"Jesteśmy tu dla tych małych ludzi. To nasza praca".

A ja myślałam: "Jak to dobrze mieć taką szefową".

Rodzice i ministerstwo edukacji to też "mali ludzie".

Możliwe.

Ale przez to praca nauczyciela staje się niewykonalna.

Nie zgadzam się.

Wymiotowała. A jutro idziemy do izby dziecka.

Cześć. Co porabiasz? Słuchasz muzyki?

Justina Biebera?!

Ej, ty! Kompletnie cię nie rozumiem!

- Ona nie wie, co zrobiła. - Wie. - Nic nie rozumie.

- To tylko muzyka… - Ty do niej idź.

Cześć.

Wkurza się, bo to Justin Bieber.

Gdybym, jak ona słuchała Patti Smith, nie byłoby problemu.

Czy jego muzyka cię… pociesza?

Mogę o coś zapytać?

Nie mam dostępu do telefonu ani Internetu.

Czy ktoś coś o mnie napisał?

Jedna z gazet opisała sprawę.

Ale nie wymienili cię z imienia i nazwiska.

A dali zdjęcie taty?

Widziałam tylko ten jeden artykuł. Nie było nazwisk ani zdjęć.

A ja mogę o coś spytać?

Już mówiłam, jak było.

Wygłupialiśmy się.

Wiem.

Chodzi mi o coś innego.

Ktoś powiedział,

że namawiałaś Aminę i Vilde do zamieszczenia nagich zdjęć w internecie.

To była Johanne?

Kłamie. Ona leci na Ahmeda.

Ale on nie zwraca na nią uwagi.

Dlatego Vilde powiedziała jej, żeby wysłała mu zdjęcie swoich cycków.

Tyle że Johanne jest płaska. Poza tym…

Ahmed jest muzułmaninem.

Nie wolno wysyłać mu zdjęć cycków. To niewłaściwe.

Tak właśnie im powiedziałam. Jamie też.

Tak?

Powiedział: "To głupie.

Musicie pokazywać cycki, żeby się podobać?".

A Vilde na to, że jej matka wysłała nagie zdjęcie jej ojcu,

kiedy miał ciężki dzień w pracy.

I że wiele kobiet tak robi.

Tak.

Dla poprawy humoru.

Więc nie namawiałaś ich?

Vilde i Amina zrobiły sobie te zdjęcia, ale ja im nie kazałam.

Nie wysłały ich.

Często się z nimi kłócisz?

Nie. Raczej nie.

Ale brzydzi je, że myję się szamponem.

Co?

Nie różni się od mydła.

Kiedy spływa mi z włosów na ciało, to się nim myję.

Vilde mówi, że to ohydne.

Słyszałem, jak nazywały cię dziwką.

Pamiętasz to?

Nie.

Ale na pewno tak mówią. Zwłaszcza teraz.

Wszyscy to robimy. Tylko Jamie reaguje.

Zawsze przekręca moje słowa.

O tym wczoraj rozmawialiście?

Wczoraj?

Nie.

Albo tak… Powiedział, że podobam się Victorowi.

Odpowiedziałam, że to raczej on mu się podoba. Jamie.

Co on na to?

Zawstydził się, a potem roześmiał.

Czemu go popchnęłaś?

Nie pamiętam.

Balansował na piłce i chyba stracił równowagę.

Jutro cię o to spytają.

Co im powiesz?

To samo. Prawdę.

Muszę mówić prawdę.

Tak.

Myjesz całe ciało szamponem?

Nie.

A powinienem?

Są żele do ciała i włosów.

Dobra.

Oddałem dziś twój sweter.

Co? Komu?

Gunnarowi, przyjacielowi twojej mamy.

To ten związkowiec?

Potrzebuję szczotki.

Zostaw. To robota dla kobiety.

Oddał mój sweter.

Był twój? Odzyskam go.

Czemu? Gunnar świetnie w nim wyglądał.

Jest gejem, prawda?

Też tak myślisz? Jak my wszyscy.

Sigrid ciągle próbuje to z niego wyciągnąć.

Trochę flirtowaliście. Niezręcznie było?

Nie.

I jeszcze dałeś mu mój sweter?

Tak. Uznałem, że będzie mu w nim do twarzy. I było.

Odniosłem wrażenie, że nigdy nie miał partnera.

Więc dostał mój sweter na pocieszenie?

Jesteś zły?

- Masz dziwne pomysły. - Lepiej wyjdę.

Rozmawiałeś z Liv o wczorajszym dniu?

Będzie ci to leżało na żołądku. Znam cię.

Wiem, jaki jesteś.

A ja nie wiem, czy się cieszyć czy martwić, kiedy ktoś mówi, że mnie zna;

czy mnie to podbudowuje, czy ogranicza.

Ja lubię, jak mi to mówisz.

Teraz coś razem zjemy.

Dobrze?

Chodź.

Wielu ludzi o tobie myśli. "Wyrazy współczucia. Berit i Stian".

Kim jest Berit?

Szefową lokalnej komórki partii. Stian to jej mąż.

Zabawny gość…

Wstawię do wody.

Czy oni tylko rozmawiali?

Czy ona i Jamie tylko rozmawiali?

Nic nie wiem.

Ja też nie.

Próbujemy to ustalić.

- Jutro jest nabożeństwo żałobne… - Nabożeństwo?

Tak.

Możesz przyjść.

Przecież on jest w kostnicy.

To dla uczniów.

Chcę tylko go odzyskać.

- Przejdziemy się? - Nie.

Nie mieliśmy dzisiaj oglądać mieszkania?

Masz do tego głowę?

Wiem, co myślisz.

Ale ona go uderzyła. To pewne.

I rozumiem ją. Postąpiłabym tak samo.

Też próbowałabym się wyłgać.

Mówi, że tego nie zrobiła. Muszę jej wierzyć.

Kto inny powinien, jeśli nie rodzic?

A kto inny, jak nie rodzic,

zrozumie ją, kiedy czuje, że musi kłamać?

Cześć. Kochanie…

Chcesz się tu położyć?

Chodź.

Ale zmarzłaś.

Zróbmy kanapkę. Ty będziesz serem.

Strasznie leje. Włóż kalosze.

Nie pasują.

Są nowe. Nosiłaś je, nawet kiedy nie padało.

Powiedz jej, że musi włożyć kalosze.

Koniecznie.

Prosiłaś o nie miesiącami, a teraz ich nie chcesz?

Jak nie kalosze, to co?

Musimy tam iść?

- Boże… - Trampki ci przemokną.

Pozwól jej.

W porównaniu z zabójstwem mokre skarpetki to drobiazg.

Przepraszam.

Wybacz mi, Lykke.

To było wstrętne. Mama gada głupoty.

Chodźmy.

Spóźnimy się.

Cześć.

Natalie? Twój plecak leżał obok Jamiego.

Policja ustaliła,

że to właśnie tym plecakiem został uderzony.

Gdzie teraz jest?

Policja go ma.

Odzyskam go?

Tak. Obiecuję ci.

Możesz wyjaśnić, co się stało tamtego dnia?

Spróbujesz?

Staliśmy i rozmawialiśmy jak zwykle.

O czym?

O teście z norweskiego.

Jamie był zazdrosny, bo poszło mi lepiej niż jemu.

Zwykle to on jest lepszy.

W norweskim?

Prawie we wszystkim.

We wszystkich przedmiotach?

Nie chodzi tylko o naukę.

On potrafi przejrzeć mnie na wylot.

I mówi mi, co widzi.

Tamtego dnia też cię przejrzał?

Nie. Powiedział, że ściągałam.

Nieprawda.

A on się upierał. To było niesprawiedliwe

Więc go uderzyłam.

Pokażesz mi, w jaki sposób?

Mam wstać?

Jeśli chcesz.

Dobrze.

Miałam plecak na ramieniu i zamachnęłam się nim.

Chciałam trafić go w brzuch.

Już tak robiliśmy. I nic się nie działo.

Ale trafiłam go w głowę…

i upadł na ziemię.

Adwokat wszystko wyjaśnił.

Sprawa zostanie umorzona.

Lykke jest za młoda na karę.

Pozostaje pytanie,

czy umorzą sprawę, bo to był wypadek,

czy ze względu na jej wiek.

Jeśli stwierdzą, że to wypadek, zostanie uniewinniona.

A jeśli nie,

to będzie jak uznanie ją za winną, ale zbyt młodą na odbycie kary.

Co to oznacza w praktyce?

Właściwie nic.

Ale chodzi o aspekt emocjonalny.

Jeśli zostanie uznana za winną, będzie to dźwigać do końca życia.

Pewnie i tak będzie.

Niekoniecznie.

To zależy od orzeczenia.

Mówiłem o jej sumieniu.

Można mieć poczucie winy, nawet kiedy nie jest się winnym.

Tak, ale irracjonalne myśli można przepracować.

Nasze podejście też jest ważne.

Postarajmy się zmniejszyć jej poczucie winy, nawet jeśli sami je mamy.

Tak. Musimy jechać.

Na razie.

- Nie wiedziałam o teście z norweskiego. - Był tydzień wcześniej.

Rozmawiałeś z ojcem Jamiego?

Tak. To znaczy - jeszcze nie. Dam znać.

Cześć.

Diakon Sven Haugen wygłosi mowę pogrzebową.

Victor będzie czytał, a Emma i Hana będą śpiewać.

Sahib miał grać na gitarze, ale się wycofał.

Na szczęście Hans Lucas -

najlepszy praktykant na świecie - jest też gitarzystą.

Znacie go już?

Niektórzy.

Zaczął pracę dwa dni temu.

Co to za samochody?

A nie ekipa filmowa? Mają kręcić reklamę.

- Żartujesz? - W auli głównej.

- A co z nabożeństwem? - Zatwierdziłaś to…

Co teraz?

Pomówię z nimi.

Czy Anders wrócił?

Nie widziałam go. Przyszedł tata Jamiego.

Cześć.

Zapraszam do biura.

Rozmawiałem z adwokatem. Dużo się dzieje.

Przesłuchali Natalie w izbie dziecka.

Uderzyła Jamiego tak mocno, że upadł. Walnęła go plecakiem.

Patolog stwierdził krwotok mózgowy.

Tętnica pękła, kiedy Jamie uderzył głową…

Co to jest?

Ekipa filmowa kręci reklamę.

A nabożeństwo żałobne?

Przepraszam…

Pan Lundemo postanowił jednak przyjść.

Moje kondolencje. To nie mieści się w głowie…

Pastor już jest.

Nie pozwólcie na filmowanie podczas nabożeństwa.

Zamówili ten termin dawno temu.

Nabożeństwo odbędzie się podczas przerwy lunchowej.

- Nic nie poradzimy. - Mamy umowę.

W szkole umarł uczeń. Jak mogłyście do tego dopuścić?

Jamie nie żyje, a ty zachowujesz się, jakby nic się nie stało?

Przepraszam. Jest tu… łazienka?

Tak, po prawej.

Za rogiem, po prawej stronie.

Czy wy jesteście razem?

Nie wszystko naraz, dobrze?

"Podejdź do mej najskrytszej bramy, a ja przy twojej będę stać.

Wewnątrz jesteśmy sami i w samotności będziemy trwać".

Od kiedy jesteście parą?

Od roku.

I nie powiedziałaś mi? Chodzi tylko o seks?

Nie tylko.

Po prostu… lubimy być razem.

Uszczęśliwia go bycie ze mną, dotykanie mnie…

Zauważyłam w tobie zmianę.

Promieniejesz.

A polityka?

Nie rozmawiamy o niej.

Tego nie da się uniknąć.

Polityka to nie wszystko.

Jest przemiłym facetem - ciepłym, szczodrym i dowcipnym.

Eva Braun też tak mówiła.

Zajęło ci trzy minuty, żeby wyjechać z Hitlerem.

Ale Partia Postępu?

Nie czujesz się mądrzejsza od niego?

Czuję się mądrzejsza od każdego. Ta moja pycha…

źle mi robi.

Przypominam to sobie zawsze, kiedy uznaję kogoś za głupiego.

Skoro tak myślę o ludziach, to może sama nie jestem zbyt mądra?

On jest dla mnie dobry.

Cześć.

Proszę.

Możesz zdjąć buty?

Chciałem tylko sprawdzić, jak się trzymasz.

Powinienem był odezwać się wcześniej.

Widziałem cię na nabożeństwie.

- Wyszedłeś w pośpiechu. - Od razu po.

Jak się tam czułeś?

Szczerze mówiąc, okropnie.

Ta ekipa filmowa… wstyd.

Tak. Szkoda.

Przykro mi, że tak wyszło.

Nie porozmawialiśmy, więc pomyślałem…

że sprawdzę, co u ciebie.

Masz jakieś pytania?

W szkole poznajemy dzieci od trochę innej strony.

Chciałem ci powiedzieć, że wszyscy lubili Jamiego.

Był bardzo życzliwy wobec innych uczniów.

Tak. Wspomniałeś o tym w swojej przemowie.

O empatii. I niczym innym.

O tym, że był najlepszy w klasie. Świetny z matmy i świetny w piłkę nożną.

Tak, racja.

Chciałbym, żeby ktoś wspomniał, jaki był mądry.

Był świetny z norweskiego, którego uczę.

Tak, norweski to ważny przedmiot.

Jamie wiedział, że szkoła to pomost do sukcesu w życiu;

że trzeba mieć niezbędne środki, ale i ciężko pracować.

Nie wiem,

czy wybrał tę szkołę dlatego, że jego matka była z nią związana.

Chciałem przenieść go do innej.

Jest tyle problemów.

Chwalicie się, że ile narodowości tam macie? Ponad pięćdziesiąt?

Tak.

Dla takich dzieci jak Jamie to ograniczające.

Ograniczające?

A może jego sukcesy to częściowo zasługa szkoły?

Tak sądzisz?

Mówił, że ignorowałeś go, kiedy podnosił rękę.

Pytałeś innych.

Myślał, że go nie lubisz. Ale nie wierzyłem w to.

Bo tak nie było.

Lubiłem go.

Nawet bardzo.

Był taki miły.

I dowcipny. Ale rwał się do odpowiedzi.

Przy tak zróżnicowanym poziomie musiałem też dawać szansę innym.

Tak. O tym właśnie mówię.

Dla najlepszych uczniów to problem.

Brak stymulacji.

Nie sądzisz, że najlepsi i najsłabsi uczniowie

mogą uczyć się od siebie nawzajem?

Na przykład serdeczności i współpracy?

To też jest ważne.

I trzeba się tego nauczyć.

Jamie nie miał z tym problemów.

Otóż to.

Tak. Właśnie.

Przykro mi, że moja przemowa ci nie odpowiadała.

- Mogłem wspomnieć o futbolu. - Nie jesteś typem sportowca, prawda?

Niepotrzebnie wszczynam dyskusje o polityce szkoły.

Cześć.

Ty tutaj?

Mam spotkanie z Liv, bo jest dyrektorką.

Jasne.

To lepiej już pójdę.

Cześć.

Zadzwonię.

Tak. Świetnie.

Czy wy…?

Porozmawiamy później.

Jesteście razem?

Dobra. Pogadamy.

Co z tego, że wie?

Chciałam mu sama powiedzieć.

To czemu tego nie zrobiłaś?

Wstydzisz się mnie?

Nie.

Muszę to załatwić. Jak najszybciej.

Kiedy Jamie umarł, postanowiłaś utrzymywać związek w tajemnicy.

Przez ciebie wszystkim w twoim otoczeniu było trudniej.

Czemu to zrobiłaś?

Powiesz coś?

Ja…

Tyle się tu nie zgadza, że nie wiem, od czego zacząć.

Po pierwsze okłamywałaś nas.

Przede wszystkim mnie. Tyle czasu.

Przepraszam, mamo.

Ale czułam się niepewnie.

Do tego jestem dyrektorką szkoły Jamiego.

Właśnie. To mnie w tym wszystkim najbardziej martwi.

Chłopiec stracił matkę, a ty mogłaś zostać jego opiekunką.

Nie pomyślałaś o tym?

Nie przypuszczałam, że może się stać coś takiego.

Że zginie uczeń, czy że zakochasz się w prawicowcu?

To jest najgorsze?

Nie, wybacz. Ale czy nie dlatego to ukrywałaś?

Przepisy nie zakazują związków z rodzicami uczniów.

Wydawało mi się to nieprofesjonalne.

Za zatrudnienie ciebie też mnie krytykowano,

mimo że byłeś najlepszym kandydatem.

Zostałam oskarżona o nepotyzm.

Zawsze byłaś przeciwko Partii Postępu.

Wciąż jestem.

Nie można widzieć w człowieku tylko jego poglądów politycznych.

Racja, jednak on reprezentuje partię,

która przyciąga rasistów.

On nie jest rasistą.

Nie, on nie jest.

Ale nie przeszkadza mu, że jego wyborcy to rasiści.

FRP zbliżyło się do centrum.

Teraz ich bronisz?

Trzeba rozmawiać z ludźmi, z którymi się nie zgadzamy.

Bez tego nie ma dialogu.

Ale nie trzeba z nimi sypiać.

Już wiesz, dlaczego nic nie powiedziałam?

Tu nie chodzi o poglądy Lundemo czy nasze.

Myślę, że chodzi o ciebie.

Mówisz, że czułaś się niepewnie. Teraz jest lepiej?

Tak. Raczej tak.

Wychodzisz?

Muszę napisać raport dla kuratorium.

Mamy jutro rozmowę o tym, co mogliśmy zrobić inaczej.

Pa.

Cześć.

Jest okropnie. Wszystko robię źle.

Rada rodziców mi nie ufa.

Dlaczego?

Potrzebują kozła ofiarnego. Chcą wydalić Natalie.

Sprawa jest świeża. To normalne, że ludzie się martwią.

Ze strachu mówią różne rzeczy.

Wysłuchaj ich.

Uspokój.

Nie załamuj się.

Będzie dobrze.

Jesteś ciepła.

Nie znasz go. Jest cudowny.

Nie miałam wyboru.

Ja tylko nie chcę, żebyś szła na kompromis.

Czemu tak nisko się cenisz?

Jesteś wspaniała. I masz świetne cycki.

Ciesz się, że nie odziedziczyłaś moich.

Powiedz sobie: "Mogę mieć każdego.

Nie muszę być z pierwszym lepszym".

Myślisz, że dlatego jestem z Perem Erikiem?

Bo wystarczy mi, że ktoś mnie zechciał?

- Wiesz, jakie to krzywdzące? - Przepraszam.

- Nie chciałam… - To nic.

- Powiesiłaś te zasłony? - Nie.

Czasem cię nie rozumiem. Mówisz takie dziwne rzeczy.

Na przykład?

Czuję się, jakbym ją stracił.

Zawsze ją podziwiałem.

Przypominała mi Kate Bush.

Może to dobry facet?

Nie wiem. Byłem dziś u niego.

Typowy dominujący ultraheteryk.

Czułem się stłamszony i słaby.

Nawet najtwardsze feministki lecą na takich typów;

takich, co paradują z fiutem w garści.

Powinienem ogolić plecy?

Nie.

Nie dla mnie.

Wiem, że według ciebie idąc tam, postąpiłem słusznie.

Czułem w pokoju obecność Jamiego.

Czułem…

że gdybym nad nim czuwał, nadal by żył.

Ty też tak myślisz.

Że to moja wina.

- Wcale nie. - Tak.

Widzę to.

Poznałem po twojej reakcji pierwszego dnia. Powiedziałeś: "oj".

Nie było mnie dwie minuty.

Rozmawiałem z adwokatem.

Radzi mi pozwać szkołę.

Tak? Za co?

Zaniedbanie.

Chcesz tego?

Mówi, że powinienem też pozwać jej rodziców.

Nie poniesie odpowiedzialności karnej,

ale jeśli umorzą sprawę ze względu na jej wiek,

a nie dlatego, że uznają to za wypadek, to będzie znaczyło, że jest winna.

Wywinie się, bo jest dzieckiem.

To niesprawiedliwe.

Może żyć dalej i w ogóle…

Nic nie poradzę. Chcę, żeby zapłaciła;

żeby cierpiała.

Niech ją to gnębi,

aby już nigdy nie mogła być szczęśliwa.

Tego pragnę.

Nawet jeśli psychologowie będą ją przekonywać, że nie powinna,

niech obwinia się do końca życia.

- Chcę tego. - Masz prawo.

CZTERY MIESIĄCE PÓŹNIEJ

Pamiętasz, co napisał Beckett? Że życie to kobieta rodząca nad grobem?

Ten krótki lot z łona do dziury w ziemi.

Starczy, by powiedzieć: "życie toczy się dalej".

Kilka razy.

Dziwna rodzina.

Związek z prawicowcem to problem, a syn gej - nie.

Szkoda, że nasi rodzice tacy nie byli, co, Gunnar?

Niesamowite.

Przesuńcie to.

Ale ładne.

- Piękne. - Tak.

Lundemo pasuje do Liv.

Przyda się jej silny partner sparingowy.

Lepszy on niż ten socjolog,

który porównywał ciało kobiety do wiolonczeli.

Kjetil.

Ale po co wybierać mniejsze zło?

Będę musiała gościć go na obiedzie. Nie mogę zapraszać samej Liv.

A wy się wyprowadzacie.

Boisz się samotności?

A ty nie? Myślę o niej codziennie.

Będziemy niedaleko, w centrum.

Sigurd i Eva przenoszą się do Rodeløkka.

Anna pójdzie do szkoły waldorfskiej.

Ich motto: "Niech dzieci będą dziećmi".

Ty i ja różnimy się potrzebami.

Jak twoi się wyprowadzą,

przestaniesz mieć poczucie winy, że rzadko ich odwiedzasz.

Poddaję się.

- Będzie ci dobrze samej. - Myślisz?

Możesz skupić się na rozrywkach i pracy artystycznej.

Szycie tych strojów i tak ci już obrzydło.

Moja sztuka nikogo nie zainteresuje.

To jest sztuka.

Pięknie haftujesz.

Nie mogę się doczekać, żeby jej to dać.

Czy to nie pogorszy sytuacji?

Dlaczego? Zabawna jesteś.

Tak?

Będzie śliczna.

Widzę ją w tym.

Naprawdę? Ja nie.

Jak się trzymacie?

Nie można bagatelizować żalu. Ale minęły cztery tygodnie, tak?

A wczoraj Anders wydawał się taki nieobecny podczas posiłku.

Gdy o to spytałem, powiedział, że ciągle myśli o Jamiem.

Cześć! Gotowi na angielski?

RŻNI MNIE

RŻNIJ MNIE

Jasne.

On tak powiedział czy ty?

Na pewno? Dobra.

Rozumiem. Dobrze. Na tym zakończmy.

Będziemy w kontakcie.

To był Kristoffer.

Nikt jeszcze nie składał apelacji w takiej sprawie.

Nie będzie wpisu w rejestrze karnym, ale…

Nic nie rozumiem.

A ja nie umiem wyjaśnić.

Policja umorzyła śledztwo ze względu na twój wiek.

Nie będzie dla ciebie żadnych konsekwencji.

Nie pójdziesz do więzienia.

Ale według nich to nie był wypadek.

Bo nie był.

Zrobiłam to specjalnie.

Ale nie chciałam go zabić.

Nie…

Czy oni to wiedzą?

Kto?

Wszyscy.

My rozumiemy. Inni też.

A wam się coś stanie?

Nie. O nas się nie martw.

Zapłacicie grzywnę?

Nie.

Stracicie pracę?

Postaraj się…

Nie myśleć o tym.

Obiecaj.

Chodźmy do kawiarni albo zróbmy coś zupełnie innego.

Może jakieś zakupy?

- Masz ochotę? - Tak. Ale co kupimy?

Musisz o czymś zamarzyć.

Załatwię się i jedziemy. Dobra?

- Dzięki. - Proszę.

Może…

masz ochotę zaplanować następną lekcję?

Chętnie.

Fajna klasa. Uczyłem ich przez kilka dni po wypadku.

To było wyzwanie, ale przyjemne. Więc chętnie.

Świetnie.

Długo mieszkasz w Norwegii?

Trzy lata. Prawie cztery.

Żałuję, że nie poznałem Jamiego.

Victor powiedział, że był taki jak ja.

Podobny z wyglądu?

Nie wiem.

Czy z charakteru?

Cześć.

Dziś przed lekcją…

- Tak? - Daniel…

No, tak.

Co tam?

Ktoś narysował na tablicy nagą kobietę i kutasa.

I napis: "Zerżnij mnie" po angielsku.

Niezbyt elegancko.

Ale napisali to z błędem: "fuc me".

A ponieważ była to lekcja angielskiego,

dopisałem brakujące "k" i nie robiłem afery.

Ja uważam, że sprawę należało załatwić, a nie zamiatać pod dywan.

Masz rację.

Z doświadczenia wiem,

że lepiej rozładować napięcie i zamienić problem w żart.

Wtedy sygnalizujesz, że to w porządku.

A oni narysowali nauczycielkę, prawda?

Vigdis.

Tak. Pewnie nie wiedzieli, że jest na zwolnieniu.

A gdyby tam była?

Ciekawe, jak by się poczuła.

Jasne. To nic zabawnego.

Mnie też to spotykało -

rysunki fiutów i gorsze.

Ale nie można traktować tego zbyt poważnie, bo wtedy oni wygrywają.

Wygrywają, kiedy nie reagujesz;

kiedy nie ma rozmowy ani konsekwencji.

Z powodu takiego drobiazgu?

Tak. W kolegium nauczycielskim trwa spór,

czy należy być przyjacielem uczniów, czy stawiać wyraźne granice.

Nie można się kumplować?

Można, ale bez zniżania się do ich poziomu.

To im szkodzi. Nie uczą się.

Nauczyciel musi dawać przykład;

wyraźnie zaznaczyć, co jest w porządku, a co nie.

Inaczej robimy im mętlik w głowie.

Oni potrzebują granic.

Mają prawo je sprawdzać, jak zrobili to dzisiaj. Są tylko dziećmi.

Ale ty jesteś nauczycielem, osobą dorosłą.

Musisz być odpowiedzialny

i pokazać im, co wolno, a czego nie.

Wyznaczyć granice.

Jako rodzic tego oczekiwałbym od szkoły.

Ja też. Masz dzieci?

- Moja dziewczyna niedawno urodziła syna. - Gratulacje.

Ma trzy miesiące, ale kiedyś pójdzie do szkoły. A ty masz…?

Chłopca i dziewczynkę.

- Chodzą do… - Żłobka.

Muszę iść na korepetycje.

To była ciekawa dyskusja.

Można by ją przytaczać na seminariach dla nauczycieli.

- Tak. - Jako przykład dla wszystkich.

Jasne.

Różnice zdań są ekscytujące.

Nie mówiłeś o pogrzebie.

Bo nie pytałaś.

Była cała szkoła?

Tak. Wszyscy. Pastor wygłosił mowę.

Ojciec Jamiego też. I Liv.

Dyrektorka?

Jamie powiedział, że jego tata z nią chodzi.

Tak. Wiesz, że to moja siostra?

Wiem. I co?

Jeden pan zaśpiewał.

Co?

"Nie spadnie żaden wróbel".

Nie spadnie żaden wróbel

bez woli Pana.

Żadnej duszy nie spotka śmierć

bez Jego miłości.

Nie zwiędnie żaden kwiat

i żadna nie spłynie łza

bez wiedzy Boga,

który wszędzie jest.

Wróbel?

Nie mogę usiedzieć w miejscu.

Czy jestem zbyt zależna od cudzych opinii?

Jamie tak twierdził.

Mówił, że się popisuję.

Tak? On był taki sam.

Dość kokieteryjny.

Co to znaczy?

Przymilał się, próbował być uroczy.

Wobec ciebie?

Raczej nie.

Może tylko ci się zdawało? O tobie mówił to samo.

- Co? - Że się popisujesz.

Nie zgadzałam się z nim.

Ale on nie był pewien, czy może ci ufać.

Dlaczego?

Czemu tak myślał?

Nie wiem.

Chciałbyś go zapytać?

Ja wciąż myślę o wszystkim, o co chciałabym zapytać Jamiego.

Tak.

Zabierasz wszystkie?

Książki to mój cały dobytek.

Nie zmieszczą się u mnie.

Nie mam półek.

Potrzebuję ich, jeśli mam się wprowadzić.

Uprzątnę schowek.

Pamiętasz Unni z centrali partii?

Była na pogrzebie.

Zasugerowała, żebym napisał książkę o tym, co się stało.

Może to dobry sposób, żeby sobie wszystko ułożyć.

Podzielić się doświadczeniami i pomóc innym, którzy to przeżyli.

Rozmyślałem o tym, co bym napisał.

Usiadłem w pokoju Jamiego i zacząłem wspominać.

Tylu rzeczy wcześniej nie zauważałem.

Kolekcji przedmiotów, plakatów z gwiazdą popu…

Jakiś Harry Styles.

Mogłem posłuchać, kiedy inni radzili mi spędzać z synem więcej czasu.

Posłuchaj…

zawsze kpiłeś z idei "urlopu tacierzyńskiego".

Nie spierajmy się teraz o to.

Czuję się dziś lepiej.

Wprowadzasz się do mnie.

Orzeczenie w jej sprawie to kolejny pozytyw.

Nie rozumiem, co w nim pozytywnego.

To byłby nonsens, gdyby nie poniosła żadnych konsekwencji.

Jaki jest sens w tym, żeby żyła z poczuciem winy?

Przecież jest winna.

Taka mentalna kara?

Chyba nie chcesz wsadzać dzieci do więzienia?

Chcę sprawiedliwszych kar.

Ludzie nie czują się bezpieczni,

kiedy system bardziej troszczy się o przestępcę niż ofiarę.

Jacy… "ludzie"?

Jestem człowiekiem,

a w twoim społeczeństwie nie czułabym się bezpieczniej.

Przepraszam.

Powiedziałaś mi, że jestem dla ciebie najważniejszy.

A ty nie odpowiedziałeś.

Nie mogłem. Bo najważniejszy był dla mnie Jamie.

Ale…

to cud, że cię poznałem.

Nie mówię tego,

żeby zatuszować dzielące nas różnice.

Może zostawię te książki.

Nie.

Zabierz część.

Te, których nie czytałaś.

Praktykant mnie dziś zbeształ.

Jako rodzic musisz być odpowiedzialnym dorosłym.

Ale ja nie mam dzieci, więc nigdy nie będę dorosły.

Przez to jestem gorszym nauczycielem.

To niezręczne,

że bardziej identyfikuję się z uczniami niż z ich rodzicami.

To ten praktykant, którego oprowadzałeś tamtego dnia?

Nie oprowadzałem go.

Jest przystojny?

Młodszy i ładniejszy od ciebie.

Może powinniśmy pogadać o dzieciach? Serio.

Robiliśmy to wiele razy.

Nie chcesz dzieci.

Jesteś sceptyczny wobec idei rodzicielstwa zastępczego.

Nie chcesz być częścią tego przemysłu.

I nie stać nas.

Ale chciałbyś?

Nie.

Sądzę, że wymyślamy tyle wymówek, bo nie chcemy mieć dzieci.

No to postanowione.

Myślisz, że to wystarczy? Tylko my dwaj?

Tak.

Czemu miałoby nie wystarczyć?

Razem mamy tak wiele.

Wszystkie nasze rzeczy, a teraz i mieszkanie…

Chryste. "Nasze rzeczy"? Jakie to trywialne.

Będziemy tak siedzieć w naszej klitce otoczeni martwymi przedmiotami?

To przygnębiające.

Musimy o tym pogadać!

Pomyśl, że kiedy tak perorujesz, to wpływa na innych.

Twoje słowa mnie ranią.

Nasze rzeczy nie są "martwe".

Tworzą nasze życie.

Jesteś obecny w tych książkach i płytach. Dlatego są dla mnie ważne.

Wiem, że to nie to samo, co człowiek; że chcesz być za kogoś odpowiedzialny.

Ale czemu nie za mnie? Ja chcę być odpowiedzialny za ciebie.

Od dziecka nie możesz tego oczekiwać.

Nie odchodź.

Zostanę.

Ale nie lubię cię, kiedy taki jesteś.

Co się stało?

Ukradli mi rower.

Padało wczoraj?

Nie. Ktoś mnie podwiózł.

Tak? Jak się trzyma Lundemo?

Tak sobie, ale dzięki, że pytasz.

Jasne.

Zrobiłam kurs o radzeniu sobie z żałobą.

To zajmuje lata.

Ludzie, którzy stracili dziecko, mają skłonność do depresji i myśli samobójcze.

Są bardziej narażeni na choroby.

Naprawdę?

Wiesz…

twój związek z Lundemo nie każdemu się podoba.

Czułam, że muszę ci powiedzieć.

Dzięki za informację.

Czemu musiałaś mi powiedzieć?

Jestem po twojej stronie, ale ludzie są trochę zdezorientowani.

Muszę przyznać, że ja też.

Byłam przy nim, kiedy Jamie umarł.

A potem okazało się, że jesteście parą. Byłam w szoku.

Trochę to nieuczciwe…

Przepraszam, że to przemilczałam. Było mi trudno.

Na pewno.

Mogę powiedzieć coś jeszcze?

Nie zrozum mnie źle…

Później, dobrze? Muszę przygotować się do spotkania z radą rodziców.

Tak…

Sprawdziliśmy szkolne procedury i złożyliśmy raport w kuratorium.

Nie mogliśmy niczego zrobić lepiej.

Naprawdę?

Twierdzicie, że było bezpiecznie, ale boiska nie pilnował żaden nauczyciel.

Na zewnątrz było ośmioro nauczycieli.

Ośmioro?

To czemu nikt nie pilnował boiska?

Wszystkie dzieci tak mówią.

To nieprawda. Ja tam byłam.

Wypadki się zdarzają. Nie da się dostrzec wszystkiego.

To zmieńcie procedury.

Albo jest was za mało, albo nie uważacie.

Powiedz swoim ludziom, żeby się ogarnęli.

Poważnie, Aksel?

Chciałbyś usłyszeć od swojego szefa: "ogarnij się"?

To nie ma związku ze sprawą, ale Johanne powiedziała mi,

że ktoś narysował na tablicy nagą kobietę

z napisem "Zerżnij mnie".

Podobno Anders uznał, że to całkiem fajne.

Nie tolerujemy takich wybryków…

Absolutnie.

Słyszałam o tej sytuacji.

Anders wolał jej nie rozjątrzać.

Na pewno nie uznał tego rysunku za "fajny".

Myślę, że warto zapytać go o to na następnym spotkaniu.

Słusznie.

Skąd to masz?

Od Jamiego.

W izbie dziecka powiedziałaś, że był zazdrosny,

bo lepiej wypadłaś na teście.

Ale minął tydzień. Jamie chyba strasznie to przeżywał.

Możemy nie rozmawiać o Jamiem?

Często był taki zazdrosny?

Wszyscy chłopcy zazdroszczą, kiedy nie są najlepsi.

Jemu zależało tylko na norweskim…

bo ty go uczysz.

Chciał, żebyś uważał go za mądrego.

Mówiłaś, że czuł się przy mnie niepewnie.

To normalne, jak się kogoś lubi.

Ja czułam się tak przy Jamiem.

Bo chciałaś mu się podobać?

Dlatego było mi tak przykro, jak skrytykował moje Huntery.

Kalosze?

Co powiedział?

Spytał, czemu je kupiłam,

i wyglądał na rozczarowanego.

Wcale ich nie chciałam.

Poprosiłam o nie, bo Amina i Vilde mnie namówiły.

To głupie.

Właśnie o tym rozmawialiśmy.

Jamie i ja.

Że to żałosne kupować buty, żeby się dopasować.

Poczułam się, jakby mnie przekreślił.

Wkurzyło mnie to.

Więc walnęłam go plecakiem.

Mam dość.

Chcę spać i być chuda.

Jamie tak mówił.

Cześć.

Jedziemy do pani dyrektor. Zabierzesz się?

Koniec domowych lekcji.

W poniedziałek Lykke idzie do szkoły.

Tak to już jest.

Będę tęsknił.

Ja też chcę spać i być chudy.

Nie chcę tam iść.

Dlaczego?

- Nie mam ochoty. - Na pewno?

Tak.

Możemy pogadać?

Powtórz rodzicom, że jestem wściekły, bo się ze mną nie skontaktowali.

- Zrozumiałaś? - Tak.

Spójrz na mnie.

Zmieniam szkołę.

Co mówisz?

Że zmieniam szkołę.

Na jaką?

Waldorfską.

Bardzo pan tęskni za Jamiem?

Co?

Nie chciałam tego. Po prostu się stało.

Stało się?

Nie rozumiesz, co zrobiłaś.

Zabiłaś Jamiego! Głupia pizdo.

Przykro nam, że odchodzi. Ja tego nie chciałam.

Cześć. Przepraszam.

Moje kondolencje.

Przepraszamy, że się nie odzywaliśmy.

Bardzo nam wstyd.

Pewnie uważa nas pan za okropnych ludzi.

Proszę się nie obwiniać.

To mnie jest przykro. Przepraszam.

Może usiądziecie?

Pójdziemy już. Lykke czeka w aucie.

- Powodzenia w nowej szkole. - Powodzenia tutaj.

Dobrze było to powiedzieć…

Kotku, co się stało?

O co chodzi?

Rozmawiałem z Natalie.

Siedziała w aucie, więc podszedłem.

To tylko dziecko.

Byłem dla niej okropny.

Co powiedziałeś?

Wstrętne rzeczy.

Przeszkadzam?

Nie. Wejdź.

Gilbert, nasz praktykant.

Gilbert? Nazywam się Hans Lucas.

Przepraszam. Nie wiem, skąd ten błąd.

Dziwne. W dzieciństwie mówili na mnie Gilbert.

To jest Per Erik Lundemo.

Tata Jamiego.

Widziałem pana na nabożeństwie.

Współczuję. To musi być straszne.

Wszystko gra?

Nie wiem.

Chciałabym, żeby było jak przed przeprowadzką,

kiedy spotykaliśmy się od czasu do czasu.

Ale "teoretyzowanie jest ucieczką", jak to mówią.

Nie mogę porzucić faceta, który stracił dziecko.

Ani być z nim przez lojalność. Słuchaj serca.

Serce to mięsień. Nic nie mówi.

A lojalność to dobry powód, żeby z kimś być.

Nie zgadzam się. "Muszę przyznać", jak powiedziałaby Signe.

Wiedziałaś, że była na boisku, kiedy to się stało?

Zjawiła się później.

Anders miał tam być, ale coś go zatrzymało.

Więc nie było nikogo?

Czemu o tym nie wiedziałam?

Kuratorium, rada rodziców i Per Erik -

wszystkich okłamałam.

To stało się tak szybko.

Stu ludzi nie mogłoby temu zapobiec.

Powinnam wiedzieć.

Jak rodzice mają nam ufać, skoro ich okłamujemy?

Pomyśl, co wyprawiałyby media,

gdyby to był główny temat…

Myśl sobie, co chcesz, ale decyzja należała do mnie.

Przepraszam. Myślałam, że wiesz.

Zakładałam, że się zgadzamy.

Ale jeśli chcesz to rozgrzebać,

to cię oczywiście poprę.

Jako przyjaciółka i współpracownica.

Nie wiem, czy to połączenie mi odpowiada.

Anders!

Wpadniesz na obiad?

Nie, dzięki. Miałeś być na boisku, kiedy to się stało?

Czemu mi nie powiedziałeś? To znaczy, że nie było tam nikogo?

Tak.

Przede mną dotarła tam Signe. Co ona mówi?

Kłamie, żeby cię chronić.

Ale nie rozumiem, czemu mi nie powiedziałeś.

Przepraszam. To było głupie.

Ale niczego nie zmienia, prawda?

Przykro mi.

Co teraz? Zgłosimy to do rady edukacji?

Tak, ale… myślę raczej o Perze Eriku.

On musi wiedzieć. Szkoda, że do mnie nie przyszedłeś.

Nie obwiniam cię, ale musisz zachować się odpowiedzialnie.

Nie dramatyzuj.

Co dobrego to da, że mu powiesz?

Muszę. Jesteśmy razem. Zgłupiałaś czy co?

Próbuję postąpić, jak należy, i czuję się osamotniona.

To jest Jamie.

Inaczej go sobie wyobrażałem.

Według jego ojca Jamie myślał, że go nie lubię.

Ale każdy go lubił.

To okropne, ale…

on mnie… drażnił.

Miał wszystko to, czego pragnąłem, kiedy byłem dzieckiem.

Pewność siebie i…

Chyba mu zazdrościłem.

To straszne.

Zawiść wobec dziecka.

Robiłem takie głupoty.

Kiedyś próbowałem popisać się przed nim w klasie.

Powiedzieć coś fajnego.

A on… patrzył na mnie jak na idiotę.

Innym razem

rozmawiał z Victorem przed lekcją.

Nagle wykonał taki dziwny, niezdarny gest.

Coś takiego…

Zrobiłem to samo.

I śmialiśmy się.

Gesty bywają bardzo wymowne.

Tamten mnie ucieszył.

To straszne, że nikt już nie zobaczy tego gestu.

Właśnie ja go zobaczyłem.

Co robiłeś?

Sprzątałem.

To nowe zasłony?

Są twoje.

Tygodniami leżały w torbie w korytarzu.

Od mamy.

Kiedy byłam mała, zabierała mnie na demonstracje.

Wyhaftowała wszystkie hasła.

NIE TAMUJCIE RZEKI

ATOMÓWKI? NIE, DZIĘKUJĘ

Wyhaftowała moje dzieciństwo.

Zabawne.

Ta polityczna poprawność ukazywała resztę z nas w złym świetle.

To urocze. Nostalgiczne.

Świetna robota.

To szczęście mieć taką mamę.

Może zaprosimy ją na obiad?

Nie pasują do mebli.

Przesuń trochę, żeby zasłonić slogany, i będzie ładnie.

Niech chociaż twoja mama je zobaczy.

Albo wymieńmy meble.

Pamiętasz, kiedy pierwszy raz tak staliśmy?

W twoim mieszkaniu?

Nazwałaś to "uściskiem ideologicznym".

Leży, jak ulał. Jestem wzruszona.

To tylko strój, ale praktyczny.

Ja swój wkładałam na wręczenie pokojowej nagrody Nobla.

Mamo…

przynosisz prezenty - rzeczy - i myślisz, że to wszystko załatwi.

Chciałam nagrodzić Annę za to, jak sobie z tym wszystkim poradziła.

Mogę iść spać?

Tak, idź.

Tekst: Jakub Jasieński

Synchro: Peterlin

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.