Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
CO PRZYNIESIE JUTRO
Kiedy byłem dzieckiem, spacerowaliśmy pod klify nad zatokę zwaną Hope Gap.
Gdy przypływ odchodził, ukazywały się niewielkie sadzawki skalne,
a w nich małe żyjątka morskie.
Matka siedziała na skałach i czekała, aż skończę swoje odkrycia.
Nie zastanawiałem się, o czym myślała, ani czy była szczęśliwa.
Nie zadajemy sobie takich pytań, prawda?
– „Samotny pęd zachwytu”, czy tak, Gary? – Co takiego?
– Ach, to ty, Grace. – To wiersz W.B. Yeatsa.
Zawsze pełna poezji, Grace.
Nie prawo ani głód zachwytu Do walk wojennych mnie skłoniły,
Ale samotny pęd zachwytu W zgiełk chmur mnie coraz nęci miły.
Cholera!
I wszystko w myślach rozważyłem, Lata przede mną – rozrzutność tchnienia,
Rozrzutność tchnienia – to, co przeżyłem. Symetrii życia ma śmierć nie zmienia.
Miałeś dobry dzień?
Jak zwykle.
A jak tobie minął dzień, Grace?
Słucham? Ach, tak.
Przespacerowałam się do Hope Gap. Od lat tego nie robiłam.
Pamiętasz, jak Jamie lubił tam spacerować?
Tak, oczywiście.
Czasem tak bardzo mi go brakuje.
Zaparzyłeś dla mnie herbatę?
– Myślałem, że już jedną masz. – Jest zimna.
Dlaczego zawsze wypijasz tylko pół filiżanki?
Też się zastanawiam. Może nie lubię, gdy coś się kończy.
– Nie kończysz zadań. – Doprawdy?
– A ty kończysz? – Do pewnego stopnia.
Czy można cokolwiek skończyć do pewnego stopnia? Wątpię.
Chciałabym, żeby Jamie nas odwiedził. Od miesięcy tego nie robił.
Ma swoje życie.
Oczywiście. Ale dlaczego nie jesteśmy jego częścią?
– Wikipediujesz? – Tak.
Nigdy tego nie kończysz.
Nie da się skończyć Wikipedii.
Napoleon poprowadził 450 000 żołnierzy za Niemen.
Powróciło niespełna 20 000.
Zaskakująco wielu prowadziło dzienniki. Ponad 150 z nich przetrwało.
To doprawdy nadzwyczajne, biorąc pod uwagę warunki.
„Kiedy żołnierze padali od przejmującego zimna, towarzysze broni rozbierali ich
i zostawiali nagich w śniegu, żywych”.
To była strategia przeżycia.
W sytuacjach ekstremalnych człowiek jest zdolny do okrucieństwa.
Czy to błąd? Czy możemy ich winić?
Kto z nas zachowałby się lepiej?
Robbie?
Nie rozbierałbym ich.
Zostawiłbyś ich na śmierć w ubraniach?
Tak.
Z litości czy wstydu?
Trudno jest ściągać z ludzi ubranie.
To prawda.
Dawno się nie widzieliśmy i myślałem...
Dziękuję, Jamie. Na pewno dasz radę?
Powiem Grace, bardzo się ucieszy.
A zatem popołudniu w sobotę.
Ludzi rannych, z odmrożeniami oraz tych, którzy nie mogli chodzić
układano na wozach bagażowych. Oczywiście, spowalniało to wozy
i redukowało szanse dostarczenia bagażu pod Smoleńsk.
Woźnice wyglądali kolein
i przejeżdżali przez nie szybciej, tak, aby ranni spadli z wozów niezauważeni.
Pozostawieni na drodze, zamarzali na śmierć.
Uważano to za wypadki.
Nikt nie oglądał się wstecz.
„Znane mi są te okolice”.
Co to?
Tak powinnam nazwać moją antologię.
Chodzi o to, że cokolwiek przeżywasz, ktoś już to przed tobą przeżył.
Ułożył w słowa.
To pierwszy wers wiersza Rossettiego.
Co takiego?
„Znane mi są te okolice”.
Jamie przyjedzie na weekend.
Jamie przyjeżdża?!
Około południa w sobotę.
Skąd wiesz?
Rozmawialiśmy przez telefon.
– Zadzwonił do ciebie? Dlaczego? – Żeby powiadomić o przyjeździe.
– Dlaczego zadzwonił do ciebie? – Nie wiem. Czasem tak robi.
Naprawdę?
Kiedy ostatni raz Jamie był w domu? Chyba w kwietniu, prawda?
Ma swoje własne życie.
Cześć, mówi Callie. Nie mogę teraz odebrać, ale zostaw wiadomość,
a oddzwonię, jak tylko będę mogła.
Cześć, mówi Jamie. Wyjeżdżam na weekend.
Wrócę przed szóstą w niedzielę. Jeśli możesz, byłoby świetnie się spotkać.
No to cześć.
„Witaj, nieznajomy. Witaj, mamo”.
– Witaj, nieznajomy. – Witaj, mamo
Tato.
Dziękujemy za wizytę. Jak minęła podróż?
Nie najgorzej. Wsiadłem do pociągu o 15:36.
– Spóźnił się. – Przesiadałem się tylko w Lewes.
Nie można liczyć na pociągi w dzisiejszych czasach.
Zostawię tylko swoje rzeczy.
– Myślisz, że jest szczęśliwy? – Myślę, że tak, w tym swoim mieszkanku.
– Naprawdę? Całkiem sam? – Oczywiście, istnieje ten aspekt.
Ale żyje tak, jak mu się podoba. Nie musi specjalnie sprzątać.
Jeśli użyje talerza, umyje go i znów może go użyć.
Nie zabraknie mu mleka, bo tylko on je pije, więc wie, ile zostało.
To drobiazgi, ale cenne.
– Brzmisz tak, jakbyś mu zazdrościł. – Nie.
Nie sądzę, by to było dobre dla kogokolwiek.
Chowasz się w dziurze, nic się nie zmienia.
– Jamie, na długo zostaniesz? – Nie.
Zapalmy świeczki na cześć powrotu Jamiego.
Tak, czemu nie?
Za tydzień mamy 29 rocznicę ślubu.
Tak, tak sądzę.
Planujesz coś?
Co masz na myśli?
Pójdziemy na kolację?
Jeśli tego chcesz.
Nie.
– Nie chcesz? – Nie.
– No to nie pójdziemy. – Na litość boską!
Powiedziałem coś nie tak?
Zapytałam, czy pójdziemy na kolację z okazji rocznicy, a ty, że jeśli chcę.
Powiedziałam, że nie, a ty na to, że zatem nie pójdziemy.
Ale ja chcę gdzieś wyjść! Jak sądzisz, czemu to zaproponowałam?
To dlaczego powiedziałaś, że nie chcesz?
Bo nie chcę tylko dlatego, że ja chcę. Chcę to zrobić, bo ty tego chcesz.
– A więc chcesz? – Tak, czemu nie?
– Zarezerwujesz miejsce? – Tak.
Tylko nie to okropne, co rok temu.
Może to ty powinnaś zarezerwować.
Czy muszę się wszystkim zajmować?
Jamie, pójdziesz na poranną mszę?
Mamo, wiesz, że już tego nie robię.
Dlaczego? Przestałeś wierzyć w Boga?
– Mniej lub bardziej. – Dlaczego?
– Z powodu cierpienia na świecie? – Między innymi.
Nie widzisz, że właśnie dlatego musi istnieć jakiś Bóg?
Gdyby ten świat był wszystkim, jak moglibyśmy go znieść?
Edward, wytłumacz dlaczego Bóg pozwala na cierpienie.
Chodzi o wolną wolę, prawda? Jamie doskonale o tym wie.
Nie, wytłumacz mu.
– Znam te argumenty, mamo. – Gdybyś właściwie rozumiał, wierzyłbyś.
Według mnie, świat jest przerażającym miejscem, gdzie dzieje się
wiele niesprawiedliwości, bez sensu, a w końcu i tak wyginiemy.
Nie potrafimy tego znieść, więc wymyśliliśmy Boga i niebo,
żeby się uspokoić, że jakoś to będzie.
Nie twierdzę, że to coś złego, po prostu uważam, że to nieprawda.
Mylisz się.
– Powiedz mu, Edward. – Co takiego?
Że Bóg istnieje.
Nie da się tego nikomu wmówić.
Bóg nie jest informacją, tylko przekonaniem.
Tak jak miłość. Nie mówisz miłości, tylko ją czujesz.
Tak jest.
Dokładnie tak.
– Kawy? – Tak, poproszę.
Nie zniosę myśli, że jesteś nieszczęśliwy, Jamie.
Nie jestem. Mam się dobrze.
Jesteś sam.
Mam się dobrze, mamo, rozumiesz?
Dobrze to nie to samo, co szczęśliwie.
A kto jest szczęśliwy? Dobrze jest dobrze.
My jesteśmy szczęśliwi. Prawda, Edward?
Tak, mamy się dobrze.
Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, mam sporo stresów w pracy
i wolałbym wcześnie się położyć.
Kiedy tylko chcesz, kochanie.
Nie pójdę jutro na mszę. Muszę poprawić prace na zaliczenie.
Wolałbym się tym zająć jak najwcześniej.
Jesteśmy szczęśliwi, prawda?
Dlaczego nie?
Czasem mam wrażenie, że nie rozmawiamy.
– Jak to, nie rozmawiamy? – No wiesz, tak jak inni ludzie.
To czysta magia, prawda?
Widzisz? Nie rozmawiamy.
Co?
Ja coś mówię. Czemu ty czegoś nie powiesz?
– Co chcesz, żebym powiedział. – Cokolwiek, to, co myślisz.
Zafascynowały mnie relacje naocznych świadków odwrotu spod Moskwy.
To nie jest rozmowa. To Wikipediowanie. Chodzi mi o rozmowę, miedzy tobą a mną.
Czy tego chcesz?
Nie.
Jeśli tego nie chcesz, to czego chcesz?
Wiem, że często cię denerwuję.
Nie, mówisz teraz o moich uczuciach. Chcę wiedzieć, co ty czujesz.
W stosunku do czego?
Co sprawiłoby ci radość?
- Gdybyś ty była szczęśliwsza. - Nie, mów o sobie.
– Nie chcę nic specjalnego. – Ale czegoś musisz chcieć.
Czy jest coś, co może mieć dwoje ludzi, czego my nie mamy, a co chciałbyś mieć?
– Tak. – Co to jest?
Nie wiem, jak to wytłumaczyć.
Pomyśl o słowie. Jakimkolwiek. Pierwsze słowo, które przyjdzie ci na myśl.
– Słonecznie. – Słonecznie?
– To tylko jedno słowo, ale są inne. – Wypowiedz je.
– Nie chcę tego robić. – Dlaczego?
– To tylko pogorszy sprawę. – Jak to?
– Cokolwiek powiem, będzie źle. – Nie może być źle, jeśli to prawda.
– Albo nie dość. – Co masz na myśli?
Myślę, że chcesz czegoś, czego nie mogę dać.
Co takiego?
Zawsze czuję, że się mylę.
Nie obchodzi mnie, kto się myli lub nie, chcę po prosu, żebyś był obecny.
– Jestem. – Nie, nie jesteś.
Jakbyś się wymknął, gdy nie patrzyłam. Nie wiem, jak inaczej to ująć.
– Co robisz? – Wyjmuję rzeczy na śniadanie.
Odłóż to.
Spójrz na mnie.
Powiedziałeś, że miłości się nie mówi, tylko czuje.
Ale skąd mam to wiedzieć, jeśli nigdy o tym nie mówisz?
To jest założenie. Po prostu, to jest.
Nawet jeśli tak jest, pomóż mi. Proszę, powiedz to.
Nie mogę teraz. To nie będzie nic znaczyć.
– Dlaczego? – Powiem to tylko dlatego, że poprosiłaś.
– Nie mam nic przeciwko. – To dziecinne.
Powiedz to.
Dlaczego to robisz? Dlaczego wszystko komplikujesz?
To nie ma nic wspólnego ze mną. To twój problem.
Nigdy więcej tak nie mów! Jesteś tego częścią, czy chcesz, czy nie.
Zrób coś. Powiedz coś.
Jeśli mnie nienawidzisz, powiedz to. Powiedz, że chcesz odejść.
Że chcesz mnie zabić. Powiedz mi coś prawdziwego.
Jestem zmęczony. Chcę iść spać. Porozmawiamy o tym rano.
Co się stało?
Ja to zrobiłam.
Znowu go atakowałaś?
– Powinien walczyć. – Tego właśnie chcesz? Walki?
Chcę reakcji. Prawdziwego małżeństwa. Czego on się tak boi?
– Czemu ode mnie ucieka? – Bo go atakujesz.
Nie atakuję go.
Ale właśnie go uderzyłam.
Mamo...
Co mam robić? Jak mam do niego dotrzeć?
Może jeśli wystarczająco nim wstrząsnę, obudzi się.
Cóż, bicie nie pomoże.
– Jak sądzisz, co powinnam zrobić? – Powinnaś być dla niego milsza.
Milsza?
– Mówisz, jak Edward. – Powinnaś przestać go atakować.
– Już to powiedziałeś. – Nie słuchasz mnie, prawda?
No tak, wszyscy wiemy, jakie odnosisz sukcesy w miłości.
Przepraszam, kochanie. Przepraszam. Nie to miałam na myśli.
Tak naprawdę nic nie wiesz o moim życiu uczuciowym.
Nie? Masz gdzieś ukrytą żonę, dzieci?
Nie trzeba mieć rodziny, żeby mieć życie uczuciowe.
Przyznasz, że to dziwne, że mieszkasz sam w twoim wieku.
Wielu ludzi mieszka samych.
Edward ci zazdrości, wiesz?
Chciałby mieszkać w twoim mieszkaniu i robić to samo każdego dnia.
Uratowałam go od takiego losu.
– Nie próbuj ratować mnie. – Martwię się o ciebie.
A ja o ciebie.
Dlaczego? Bo mamy te sprzeczki z Edwardem?
Staram się trzymać z daleko od linii ognia.
Wiesz, że go kocham, prawda? To nic nie znaczy, że czasem się kłócimy.
Albo przewracacie stół ze śniadaniem.
Cóż, to ja wywróciłam stół. Musiałam coś zrobić.
– Myślałem, że rzucałaś w niego. – Nie, nie zrobiłabym tego. Nie sztućcami.
Ulżyło mi.
Posprzątałabym, gdybyś tego nie zrobił.
Już posprzątane.
Dziękuję, kochanie.
Do zobaczenia rano.
Pójdę na poranną mszę.
– Mam cię obudzić? – Nie, daj mi pospać.
No dobrze, kochanie. Dobranoc.
Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli.
Chwalimy Cię, błogosławimy Cię, wielbimy Cię, wysławiamy Cię.
Dzięki Ci składamy, bo wielka jest chwała Twoja,
Pani Boże, Królu nieba, Boże Ojcze wszechmogący.
Panie, Synu Jednorodzony, Jezu Chryste.
Baranku Boży, Synu Ojca, który gładzisz grzechy świata,
zmiłuj się nad nami.
Kiedy jedziesz?
Po obiedzie.
Od razu?
Około 15.
Nie mógłbyś zostać trochę dłużej?
Wolałbym nie. Dlaczego?
Chodzi o to, że... Zbliża się krytyczny moment.
Pomyślałem, że Grace będzie łatwiej, jeśli tu będziesz.
Jak to, krytyczny moment?
Domyślam się, że słyszałeś, co się wczoraj działo.
Ona nie zachowuje się tak cały czas, prawda?
Nie.
Będzie lepiej, jeśli zostanę – dlaczego?
Odchodzę.
Przykro mi. Nie potrafię uszczęśliwić Grace.
Starałem się, ale nie jestem odpowiednią osobą.
Poza tym, chociaż to brzmi śmiesznie, zakochałem się.
– Co takiego? – Też tego nie oczekiwałem.
Jezu, tato... Jak to się stało?
Nazywa się Angela.
Jest mamą chłopca ze szkoły.
Miał kłopoty, a ja mu pomagałem.
O Boże.
Przepraszam, nie o to chodziło.
Ale co z mamą?
Będzie jej lepiej beze mnie. Nie potrafię jej dać tego, czego chce.
Zrozumiałem to, kiedy poznałem Angelę.
Z Angelą wszystko jest proste.
Pasuje jej to, jaki jestem.
Z Grace, wszystko co robię, jest źle.
Jestem nerwowy i niezdarny.
Denerwuję ją.
– Czy ona coś wie? – Nie o Angeli.
A więc to będzie niespodziewane?
Nie powiedziałbym tego.
Od dawna jest coraz gorzej. Kilka razy wspomniała o separacji.
– Nie miała tego na myśli. – To czemu o tym mówi?
Bo czuje, że coś nie gra w jej małżeństwie.
– Pewnie ma rację. – Ale wątpię, by tego chciała.
Dlatego miałem nadzieję, że zostaniesz na dłużej.
Jest szansa, że zmienisz zdanie?
Przykro mi. Sprawy zaszły za daleko.
O Boże!
Wciąż będzie miała ciebie.
Przykro mi... ale nie wiem, czy mogę.
Muszę jej powiedzieć, wkrótce.
Co zrobisz? Wyprowadzisz się?
– Tak. – Kiedy?
Planowałem to zrobić niebawem. Bardzo niebawem.
Ale chyba nie dziś?
Angela sugeruje, że nie ma sensu tego przedłużać.
Nie możesz w ten sposób. Musisz to zrobić delikatniej.
Ale jak?
Wkrótce wróci z kościoła, wtedy jej powiem, a potem...
odejdę.
Możesz z nią trochę pobyć i nie spóźnić się na pociąg o 16.
Wiem, że pociągi w niedzielę są powolne.
Czy dlatego prosiłeś, żebym przyjechał?
Jesteś spakowany?
Mam niezbędne rzeczy.
Czyli już po wszystkim.
Ile to zajmie? Nie chcę tu być, kiedy to zrobisz.
Daj mi pół godziny.
W takim razie, pół godziny.
Tak.
– Jamie jeszcze nie wstał? – Wyszedł na spacer.
Na spacer, sam? Nigdy nie chodzi sam na spacer.
Filiżankę herbaty? Tosta?
Poproszę.
Wiesz, jak na mszy mówimy „zmiłuj się nad nami”?
Policzyłam. Prosiliśmy o zmiłowanie 17 razy.
Dziewięć razy w samej litanii.
Trzy razy w Agnus Dei, pojawiało się też wszędzie indziej.
Myślę, że to ma efekt hipnotyczny, to proszenie o zmiłowanie.
Po jakimś czasie uderza cię, że może tego potrzebujesz.
Wiem, że czasem cię atakuję. Postaram się przestać.
Wszystko, czego chcę, to zapewnienie.
Dobrze.
Wiedzieć, że przechodzimy przez to razem.
To nam nie wychodzi, prawda?
Co powiedziałeś?
To nam nie wychodzi.
Dzięki Bogu, widzisz to.
– Co się z nami stało? – Myślę, że masz rację.
Uciekałem, unikałem pewnych spraw.
Dzięki Bogu! Wreszcie to przyznajesz.
Domyślałem się, że nie daję ci tego, czego chcesz,
więc czułem się zbędny, przynajmniej dla ciebie.
Denerwuję cię, wszystko robię źle. To sprawia, że nie czuję się dobrze,
więc unikam rozmów na ten temat, ale to wszystko pogarsza.
Dzięki Bogu, rozumiesz. Modliłam się o to.
Myślę, że naprawdę jesteśmy bardzo różni. Może po prostu nie jest nam razem dobrze.
Ale może być.
Jeśli zrozumiemy się nawzajem, jeśli będziemy ze sobą szczerzy...
I jeśli ty, jeśli my będziemy chcieli nad tym pracować, wiem o tym.
Nie jestem pewien czy tego chcę.
Musisz chcieć.
Małżeństwo funkcjonuje tylko wtedy, jeśli obydwie strony chcą nad nim pracować.
– Nie jestem pewien, czy tego chcę. – Żeby nasze małżeństwo funkcjonowało?
Edward, posłuchaj mnie, to bardzo ważne.
Musisz chcieć, albo to małżeństwo umrze.
Nie ma nic pomiędzy. Albo żyje, albo umiera.
Może już jest martwe?
Wtedy się rozstaniemy. Nie da się żyć w martwym małżeństwie.
Może to właśnie powinniśmy zrobić. Rozejść się.
Ale nie jest martwe. Myślisz, że jest?
Ja nie. Dla mnie nie jest martwe.
Jestem twoją żoną, ty moim mężem.
Możesz mi wszystko powiedzieć. Co tylko zechcesz.
Chcę odejść.
– Odejść? – Tak.
Dokąd?
Jest ktoś inny.
Ktoś inny?
Przykro mi.
Jak to ktoś inny? Kto taki?
Rodzic ze szkoły. Nie znasz jej.
Jaki rodzic ze szkoły?
Nazywa się Angela Walker.
Nie chciałem tego. To był wypadek. Ale się zdarzył.
Wypadek? Jak to wypadek?
Poznaliśmy się, żeby porozmawiać o problemach jej syna.
Opowiedziała mi o sytuacji w domu. Ojciec chłopca odszedł jakiś rok temu.
Była bardzo...
roztrzęsiona.
Powiedziałem to, co mogłem i tak się zbliżyliśmy.
– Zbliżyliście? – Tak.
Jak bardzo?
Nie.
Nie chcę tego słyszeć. Kiedy ten wypadek się wydarzył?
Jakiś rok temu.
Rok temu?
I nic nie zmieniłeś?
Powinienem był powiedzieć ci wcześniej.
Ale to nie jest wypadek.
Ty to robisz.
Nie musisz tego robić. Możesz przestać.
Przykro mi, nie mogę.
Nie jesteś wolny. Nie rozumiesz tego?
Może ta kobieta straciła męża, ale to nie znaczy, że może zabrać mojego.
Edward, to niedorzeczne. Musisz to rozumieć.
A może robisz to, żeby mnie przestraszyć? Żebym zachowywała się lepiej.
Nie.
Czy Jamie wie?
Poniekąd. Powiedziałem mu przy śniadaniu.
Powiedziałeś mu?
Wiem, że jesteś w szoku.
Ale głęboko wierzę, że dostrzeżesz, że tak jest lepiej.
Lepiej?
Nie jestem dla ciebie dobry, Grace. Nie daję ci tego, czego chcesz.
Dlatego, że nawet nie próbujesz!
Znalazłeś sposób, żeby się wymsknąć. Nie pozwolę na to.
Przykro mi, podjąłem decyzję.
Musisz ją cofnąć, dobrze?
Ta decyzja dotyczy też mnie. Musisz ją ze mną omówić.
Nie rób tego. To tylko pogorszy sytuację.
Nie możesz tak odejść po 29 latach. Musisz spróbować.
Próbowałem, przez 29 lat.
Nie mów tak. Nie myślisz tak.
Nie.
Nie myślę tak.
Ale wiesz, jak było.
Spójrz, Edward...
Mieliśmy Tonbridge...
Kiedy Jamie był mały.
Te lata spędzone w Tonbridge były dobre.
Nie możesz wszystkiego wymazać, to mnie zabije.
Kiedy Jamie był mały, to były dobre lata.
Chodź tutaj, kochanie.
Dobrze.
Wygrałeś. Przepraszam.
Nigdy więcej cię nie zaatakuję, tylko nie odchodź.
– Przecież wiesz, że to nie wyjdzie. – Ależ wyjdzie. Dopilnuję tego.
Chcę tylko szansy, żeby wszystko naprawić. To sprawiedliwe, prawda?
Przynajmniej tyle jesteś mi winien.
Usiądź, skończ śniadanie.
Skończyłem.
To ja. Jestem w drodze.
On nie odejdzie, prawda? Robi to, żeby mnie wystraszyć.
Myślę, że odejdzie.
Możesz powiedzieć mi coś innego, proszę?
– Nie wiem, co powiedzieć. – Powiedz, że to się nie stanie.
Powiedz, że mogę coś zrobić.
Kochany chłopczyku... Powiedz mi, co mam zrobić, a zrobię to dla ciebie.
Przykro mi.
Za chwilę się uspokoję.
Prognoza przewiduje sporo słońca.
Mozaika soczystej zieleni. Hipnotyzujące odcienie błękitu.
Wzgórza, doliny, rzeki i strumienie.
Nasze okolice obfitują w krajobrazy, które czekają na odkrycie.
Nie chcę, żeby ktoś wszystko naprawił. Chcę, by ktoś wysłuchał.
Tak jak ty teraz słuchasz.
To niezwykłe, Jamie. Jak na faceta.
Aperol Spritz dla Jess, złoty Brooklyn dla Jamie’go.
Na zdrowie!
A jak idzie z Kelly?
Callie. Nie za dobrze.
Wydaje się nieuchwytna.
To niezbyt dobrze.
– Nawet nie wiem, co to znaczy. – Nie pokazuje się.
– Naprawdę, zasługujesz na coś lepszego. – Chciałbym.
– Mogę dać ci radę? – Pewnie.
Czasem możesz wydawać się nieco... nieosiągalny.
Jakbyś był zamknięty. O co chodzi?
Jestem zmęczony. No i moja mama. Nie jest dobrze, odwiedzam ją co weekend.
Gdyby mój ojciec odszedł od mamy, zabiłbym go.
Nie pomyślałem o tym.
– To, o co mi chodzi z Kelly... – Callie.
Może nie byłeś wystarczająco obecny?
– Kiedy ostatni raz ją widziałeś? – W niedzielę.
– Jak się miewa? – Nie za dobrze.
Wie, że się widujemy?
Nie, ale chciała, byśmy się zobaczyli. Ma dla ciebie wiadomość.
Mam ci przekazać, że jesteś jej winien jeszcze jedną szansę.
Zrobiłeś to tak nagle, bez konsultacji i bez ostrzeżenia.
– Na pewno o tym wiesz. – Tak.
Ona chce, żebyś wrócił na próbę, a jeśli nie wyjdzie...
Nie mogę. Już odszedłem. Nie wrócę.
Zrobię, co mogę, żeby pomóc, ale nie wrócę. Przykro mi.
No tak.
– Chcesz herbatę, albo lody? – Nie, dziękuję.
Ja wezmę Cornetto. W końcu jesteśmy nad morzem.
Poproszę jednego.
– Dwa funty. – Dwa funty, naprawdę?
Dziękuję.
– Rzadko używam gotówki. – Dlaczego?
Wszystko jest teraz bezdotykowe.
No właśnie, bezdotykowe.
Chodzi mi o to, że nie wiem, jak mama to przetrwa.
Oboje z Angelą uważamy,
że im mniej będzie mnie widzieć, tym szybciej zaakceptuje sytuację.
Oczywiście, zrobię co mogę, żeby pomóc.
Tego właśnie nie rozumiem.
Wydawało się, że tak ci na niej zależało, a teraz nagle – nie.
Tak, nie jest łatwo to wytłumaczyć.
– Ale był taki czas, prawda? – Tak, oczywiście.
Zawsze myślałem, że jesteś z niej dumny.
Jest niesamowita, na swój sposób.
Mam wrażenie, że na początku byłem nią olśniony.
Była dość olśniewająca, wiesz?
Na starych zdjęciach wydajesz się szczęśliwy.
Byłeś szczęśliwy.
Podejrzewam, że tak, a potem... już nie.
Wiesz, co ona nazywa Wikipediowaniem?
Tak.
Jeśli popełnisz błąd w artykule Wikipedii, możesz zawsze przywrócić dawną wersję.
Klikasz w historię... a potem „cofnij”.
Tato...
Muszę wspomnieć, że zmieniłem numer. Musiałem.
– Dzwoniła? – Codziennie.
– Co mówiła? – Nic.
Poznawałem jej oddech.
Poznawałeś...?
Podam ci nowy numer.
– Wyślij mi SMS-a. – Dobrze.
Nie podasz jej...
Nie.
Dobrze.
Powinienem wracać. Ona na mnie czeka.
W takim razie...
Odzywaj się.
Mamo?
Od jak dawna tu siedzisz?
Nie mam pojęcia.
Zupełnie jak Edward.
Co?
Robisz herbatę, żeby nie musieć rozmawiać.
Zrobimy herbatę, a potem porozmawiamy.
Widziałeś go.
Samego, czy z nią?
Tylko jego. Nigdy jej nie spotkałem. Powiedziałbym ci.
Przekazałeś mu moją wiadomość?
– Tak, powiedział, że nie może wrócić. – Nie wróci.
Co to jest?
A na co wygląda?
W szafce na sztućce też.
I na stoliku z telefonem.
Kocham cię
I w kieszeniach jego płaszcza.
Po co?
Nie wiem. Podejrzewam, że kiedy je pisałam
i chowałam tam, gdzie mógłby je znaleźć, wierzyłam, że to się zdarzy.
Że naprawdę wróci.
A wtedy je znajdzie i nie będzie mógł już odejść.
A więc powiedział, ze nie wróci.
Tak.
Co odpowiedziałeś?
A co mogłem powiedzieć?
Na przykład: ty łajdaku, morderco, rozbijasz rodzinę.
– Ale nie powiedziałem. – Dlaczego?
Myślisz, że on ma do tego prawo?
– Nie mnie to sądzić. – Dlaczego?
Gdybyś zobaczył na ulicy, jak mężczyzna bije kobietę na śmierć,
też byś tak powiedział? Nie mnie to sądzić?
– To nie jest to samo. – To morderstwo, Jamie.
Tylko dlatego, że brak krwi, nie myśl, że to nie jest morderstwo.
On morduje małżeństwo.
Małżeństwa nie krwawią, ale to wciąż morderstwo.
– Myślę, że takie słowa nie pomagają. – Powiedz mi, co mam mówić, żeby pomogło.
Małżeństwa się rozpadają. Nikt tego nie chce, ale tak się dzieje.
– Musimy z tym żyć. – Co to za gadanie?
Dzieci ciągle umierają z głodu, ale to nie znaczy, że to w porządku.
– Ale żyjemy z tym. – Nie, gdyby chodziło o moje dziecko.
Gdyby chodziło o ciebie.
Gdybyś to był ty, wolałabym sama umrzeć i uratować ciebie. Wątpisz w to?
Nie.
To jest moje małżeństwo i zrobię co mogę, by je ratować.
I proszę cię o pomoc.
On też tak robi. Nie patrzy na mnie.
Nie jestem nim, mamo, dobrze?
Odchodzisz, dokładnie tak jak on.
On naprawdę odszedł.
Odmaszerował sobie.
Z tą swoją głupią walizką.
Czy ty masz walizkę?
– Jestem tutaj, prawda? – Ale chcesz odejść.
Prawda?
– Nie mogę. – Czemu?
Bo gdyby coś mi się stało, czułbyś się winny?
Nic mi się nie stanie. I właśnie tego nie mogę znieść.
Kiedy jesteś sam, rzeczy przestają się wydarzać.
Dlatego, że nigdzie nie wychodzisz. Wolałbym, żeby było inaczej.
Powinnam wychodzić więcej. Może dołączyć do klubu książkowego?
To lepsze niż siedzenie na schodach. O co w tym chodziło?
Chciałam wejść, albo zejść. Nie pamiętam już.
Pomyślałam sobie: co za różnica? Mogę równie dobrze tu usiąść.
W miejscu, skąd widać drzwi.
Bardzo mądre z twojej strony, Jamie.
Czy to dlatego nie wychodzisz?
Bo myślisz, że on stanie w tych drzwiach?
Może tak się stanie.
Mamo.
Chodź, wyciągniemy cię stąd.
Zdecydował, że możesz zatrzymać dom.
Doprawdy?
Pewnie według niego to wszystko załatwia.
On naprawdę stara się zrobić, co może.
– A więc powiedział, że mogę zatrzymać dom? – Tak.
– Nie powiedział tego mnie. – Chciał, żebym ci przekazał.
Nie obchodzi mnie, czego chciał!
Jeśli podejmuje decyzje, które mnie dotyczą, powinien porozmawiać ze mną.
Nie będzie cię używał jako chłopca na posyłki.
Nie mogę znieść, że robi wszystko bez porozumienia ze mną.
Dlaczego nie działa?
Zmienił numer.
– Zmienił numer? – Tak powiedział.
– Ma nowy numer? – Tak.
– Masz ten numer? – Nie.
Nie wygłupiaj się. Oczywiście, że masz. Zawsze wiem, kiedy kłamiesz.
– Nie mogę ci go dać. – Dlaczego?
– Bo mnie o to prosił. – A ja cię proszę, żebyś go podał.
Nie zrobię tego. Nie rozumiem, dlaczego zawsze musi być po twojemu?
Myślisz, że zawsze jest po mojemu?
Myślę, że to zły pomysł.
Nie tobie to oceniać, jak sam lubisz mawiać.
Jestem dorosła. Nie jestem przestępczynią, ani wariatką.
– Chciałabym móc kontaktować się z mężem. – Nie.
Powinieneś już iść.
No idź, odejdź. Przecież tego chcesz. Nie możesz mi pomóc, więc odejdź.
Nie przydajesz mi się. Wziąłeś jego stronę.
Już mnie zostawiłeś, tak jak on. Skoro mam zostać sama,
niech będę sama, bez ciebie i twojej litości czy pouczania.
– Dlaczego to robisz? – Co takiego?
To nie ja go zostawiłam, tylko on mnie. Powiedz jemu, żeby tego nie robił.
– Nie sprawię, by wrócił. – Skąd wiesz? Próbowałeś?
Przecież się z nim widujesz. To tak, jakbyś zaakceptował jego decyzję.
Mamo, on się zakochał!
Umarłeś?
Tak.
Jak jest na tamtym świecie?
Tamten świat nie istnieje.
Potrzebujesz cukrowego haju.
Życie powraca?
Powinienem to zanieść mamie.
Ciągle jest w kiepskim stanie?
Twój tata postąpił źle.
Nie był szczęśliwy, wiedziałem o tym.
Kiedyś musieli się kochać.
Tak, dawno temu.
Kiedy byłem mały, często robiliśmy tak:
Stawaliśmy w linii, ja byłem o środku,
mama trzymała jedną rękę, tata drugą, huśtali mnie między sobą.
Wszyscy rodzice tak robią z dziećmi. Huśtali mnie między sobą.
– Przepraszam. – Jamie...
Znasz mnie, płaczę tylko nad sobą. Nikt inny nie obchodzi mnie bardziej.
To nieprawda. Przyniosłaś mi pączka.
Co jest?
– Chodzi o mnie? – To nie ja płaczę.
To nie mnie zostawiono.
Jesteś pewien?
Racja.
Ciągle widujesz mamę co weekend?
– Dopóki nie wydobrzeje. – Wtedy przestaniesz ją odwiedzać?
– Nie tak często. – Jak wtedy będzie się czuła?
Nie za dobrze.
A ty, jak wtedy będziesz się czuł?
Ja?
Jess uważa, że nieźle się trzymasz.
Naprawdę?
To jakieś dokumenty, które mam podpisać.
Nie wiem, co to takiego.
Jamie, nie zrobię tego.
Mógłby mnie sam poprosić. Mógłby tu przyjść, żebyśmy razem podpisali.
Tak, daję radę.
W takim razie w niedzielę.
30 lat temu czekałem na stacji Charing Cross na pociąg do Tonbridge.
Na peronie zobaczyłem mężczyznę, myślałem, że to mój ojciec.
Podniosłem rękę i zawołałem: tato!
Z wciąż uniesioną ręką przypomniałem sobie, że ojciec zmarł cztery miesiące wcześniej.
Obcy mężczyzna przeszedł obok.
Nadjechał pociąg.
Wsiadłem do wagonu i pociąg odjechał.
W przedziale siedziała młoda kobieta.
Patrzyła na mnie ze współczuciem.
Zrozumiałem, że płaczę. „Co się stało?”, zapytała.
„Nic takiego”, odpowiedziałem. „Wziąłem kogoś za ojca, który zmarł”.
„Musi pan bardzo za nim tęsknić”, powiedziała.
Mój ojciec był bardzo powściągliwy. Nie wiem, czy kiedykolwiek mnie przytulił.
Przez słowa tej dziewczyny zrozumiałem, że całe życie chciałem, by mnie przytulił.
I że to już nigdy nie nastąpi.
Zacząłem łkać.
Albo raczej, nie przestałem.
Dziewczyna wyrecytowała wersy wiersza, którego nigdy wcześniej nie słyszałem
i nigdy już nie zapomniałem.
„Zaczekaj tam na mnie, a bez zbędnej zwłoki Dołączę do ciebie w twój grób głęboki.
Choć czekać musisz, nie poddaj się trwodze, Od dawna już jestem bowiem w drodze”.
To Henry King, na śmierć żony.
Skąd ta dziewczyna w pociągu wiedziała, co czuję?
To była twoja matka. Oczywiście, to była Grace.
A ja wsiadłem do złego pociągu, nigdy nie zatrzymał się na mojej stacji.
Byliśmy w drodze do Dover, kiedy to zrozumiałem.
Prawda jest taka,
że pomyliłem się co do Grace od samego początku, a ona co do mnie.
Myśleliśmy, że jesteśmy podobni, ale nie byliśmy.
Robiłem, co mogłem, żeby być takim, jakim chciała, żebym był.
Ale sam nie wiedziałem, kim jestem.
Wystarczyło, żeby Angela położyła dłoń na moim ramieniu.
Jej dotyk...
Ona dotknęła prawdziwego mnie.
Bez wymagań.
Bez oczekiwań.
Po prostu miłość.
Wiele lat temu wsiadłem do złego pociągu.
Zawsze lubiłem twoje mieszkanie. Czy wciąż ci odpowiada?
Spełnia swoje zadanie.
Po co ludziom wielkie domy?
Naprawdę potrzebujemy tak niewiele.
– Mama mówiła, że musi coś podpisać. – Tak. Lepiej załatwić wszystkie sprawy.
Ona chce to zrobić razem z tobą.
Powiedziała, że podpisze, ale jeśli zrobicie to razem.
Chce zrobić scenę, ale nie pozwolę na to. To bezcelowe.
Powiedziała, że nic nie zrobi.
Jeśli chce, żebyśmy podpisali to razem, niech to będzie w biurze prawnika.
Ale to ostatni raz. Przekaż jej to, jeśli możesz.
Ostatni raz.
Chodź, piesku.
Jak nam, nie dane im się zestarzeć,
Czas nie potępi ich, wiek oszczędzi.
Lecz o zachodzie jak i o świcie,
Zostaną na zawsze w naszej pamięci.
Witaj, Jamie. Przyszedłeś.
Cześć, a ty kim jesteś?
Czyż nie jest uroczy? Taki czuły.
Robi mi lepiej niż wszystkie leki uspokajające.
– Jak się nazywa? – Eddie.
Eddie, chodź tutaj. Chodź, pieseczku.
Mamo, nie możesz go nazwać Eddie.
Dlaczego nie? Nazywa się Edward.
– To kompletny niewypał. – Co takiego nie wypaliło?
Szkolę go, zobacz.
Zostań, Edward.
– Zostań. – Mamo, to żenujące.
Dlaczego? Ja nie jestem zażenowana. Dlaczego ty miałbyś się tak czuć?
Wróciłaś do swojej antologii?
Nie, już się tym nie zajmuję.
Szkoda. Brzmiało naprawdę dobrze.
Nieprawda. Chciałeś, żebym czymś się zajęła.
Wszyscy tego potrzebujemy. To nic wstydliwego.
A ty jak się czujesz? Jak twoje życie uczuciowe?
To osobiste.
Czyli ciągle jesteś sam.
To będzie bardzo prosty posiłek.
Zastanawiałeś się dlaczego? Dlaczego nikogo nie znalazłeś?
Wyglądasz normalnie.
– Nie chodzi o mnie. – Tak, chodzi.
Jeśli nie wychodzi ci rozkochiwanie ludzi, to moja wina, prawda?
Albo Edwarda, że jest takim podstępnym, jęczącym wymoczkiem.
– Wolałbym, żebyś tego nie robiła. – Wolałabym, żeby on tego nie robił.
Powinienem mu zanieść pocztę. Wygląda na coś ważnego.
Jeśli chce pocztę, może tu po nią przyjść.
Dziś był Dzień Pamięci.
Obchody były bardzo poruszające.
Myślałam o obu wojnach, o żonach i matkach czekających w domu.
I o telegramach zawiadamiających, że ich mężowie i synowie polegli.
Pomyślałam, jakie to musiało być straszne.
A jednak łatwiejsze niż to, jak straciłam Edwarda.
I nagle zrozumiałam: to jest nasza wojna.
To są współczesne wdowy i sieroty.
Tylko nie ma grobów, ani Dnia Pamięci.
Nie wolno nam opłakiwać.
Jak widzisz, wcale sobie nie radzę.
Idziemy, Eddie, chodź!
No chodź!
ADWOKACI O’GARRA’S
To tutaj.
Grzeczny piesek!
Chodź, idziemy.
Pani Axton, pan Widdecombe pani oczekuje.
– Czy mój ojciec dotarł? – Jeszcze nie.
Zaprowadzę państwa.
Nie akceptujemy psów w biurze, bardzo mi przykro.
– Jak bardzo? – Przepraszam?
O rany, naprawdę bardzo. Proszę się nie przejmować, to minie.
Proszę za mną.
Dziękuję za przybycie.
Nazywam się Peter Widdecombe i reprezentuję pani męża.
Panu Axton zależy na właściwym załatwieniu wszystkich spraw.
Proszę usiąść.
Możecie wszystko załatwić zgodnie z prawem, ale na pewno nie właściwie.
– Mamo, obiecałaś. – No dobra, będę się zachowywać.
Bardzo przepraszam, spóźniłem się?
– A to kto? – Chodź, Edward.
– Słucham? – Nie ty.
Chodź, piesku. Grzeczny piesek, siad.
Witaj, tato.
Hej, ja też tu jestem. Hej!
– Jak się masz, Grace? – Dobrze, dobrze.
Dziękuję za spotkanie, Peter.
– Zaczynamy? – Jak najbardziej.
Oto podsumowanie porozumienia finansowego.
Ta umowa przepisuje dom w całości na panią, pani Axton.
Tutaj są zastosowania dekretu.
Wystarczy podpisać przy żółtych znakach.
A jeśli nie podpiszę?
Wówczas ta umowa nie wchodzi w życie, a my zaczynamy od początku.
Ale muszę wspomnieć, w pani interesie, że to bardzo korzystna umowa.
Żaden sąd nie da pani nawet połowy tego. Dostaje pani całą wartość domu rodzinnego.
– Proszę przestać. – Mamo.
Jak on może mówić, że dostaję całą wartość domu rodzinnego,
gdy właśnie to zostało mi odebrane?
– Wiedziałem, że to nie wyjdzie. – Ależ wyjdzie. Dbam o swoje interesy.
Nie wspomnę więcej o podstępnej, dwulicowej zdradzie małżeńskiej.
A więc przygotował pan umowę z Edwardem. Czy dostanę więcej, niż gdyby umarł?
– Gdyby umarł? – Tak.
No cóż, nie. W tej chwili, gdyby pani mąż zmarł, dostanie pani dom,
wspólne oszczędności oraz pełną emeryturę wdowy.
– A jeśli się rozwiedziemy, dostanę mniej? – Tak.
Zatem byłoby dla mnie lepiej, gdybyś był martwy?
– Ale nie jestem. – W każdym razie, byłoby lepiej.
Jeśli mam sobie radzić bez ciebie, wolę być wdową.
Wdowa ma dużo lepszą pozycję niż opuszczona kobieta.
Mogłabym przynosić kwiaty na twój grób, wspominać stare dobre czasy
i oczekiwać na spotkanie w niebie.
„Zjednoczeni”, jak to piszą na nagrobkach.
Tylko tyle, że nie ma grobu, zatrułeś wszystkie wspomnienia,
a kiedy spotkamy się na tamtym świecie, cholerna Angela zajmie moje miejsce.
Angela miała rację, nie powinienem był się na to zgodzić.
Siadaj.
Jebać Angelę.
Przepraszam panie Widdecombe, on mnie do tego zmusza.
To, w jaki sposób odchodzi, doprowadza mnie do szaleństwa.
Czy jest sens kontynuować?
Czy jest sens? Oczywiście, że tak!
Spójrz na Jamiego.
To nasz syn.
To część ciebie i mnie. Stworzyliśmy go.
Złączyliśmy się i go stworzyliśmy.
Dobrze wiesz, że według kościoła małżeństwo jest nierozerwalną więzią,
właśnie dlatego, że tworzy ludzi.
Twoi prawnicy mogą pisać, co chcą,
ale ty wciąż jesteś moim mężem i ojcem Jamiego.
I tak pozostanie aż do twojej śmierci.
– Znam twoje poglądy. – To nie jest pogląd, taka jest prawda.
– Dla ciebie. – Nie, nie tylko dla mnie. Dla wszystkich.
– Nie wymyślaj prywatnej rzeczywistości. – To ty też nie.
– Moja rzeczywistość nie jest prywatna. – W takim razie moja też nie.
Ależ jest.
– Prawda, Jamie? – Nie oczekuj, że wezmę którąś ze stron.
Pomiędzy rzeczywistością a szaleństwem? Bo o to tu chodzi.
Decydowanie, kiedy małżeństwo się kończy, zależnie od widzimisię?
To szaleństwo i chaos.
Jeśli nie podpisujesz umowy, pójdę już. Przykro mi, Peter.
Wszyscy mówią, jak im przykro, ale nikomu nie jest przykro.
– Mamo, popełniasz błąd. – Doprawdy, kochanie?
– Powiedz mi, co mam zrobić? – Myślę, że powinnaś podpisać.
Ty wciąż tego nie dostrzegasz, prawda? Nikt tego nie dostrzega.
Może faktycznie żyję w prywatnej rzeczywistości.
Nic mnie to wszystko nie obchodzi.
Nie obchodzą mnie pieniądze.
To doprawdy bardzo proste.
Kocham cię, Edward.
Czy tego chcę, czy nie.
Nigdy nie przypuszczałam, że ty możesz przestać mnie kochać.
Teraz czuję się... Nie wiem...
Skrzywdzona.
Rozumiesz?
– Wiem, że tak. – Tak.
Tak, nienawidzę tego. Nienawidzę cię krzywdzić.
Zrobiłbym wszystko, by tego uniknąć. Ale nie potrafię, przykro mi.
Stało się. Po prostu, stało się. Przykro mi, ale...
Grace ma rację, nie ma co podpisywać.
Bardzo mi przykro.
Pańska kolej. Proszę powiedzieć, jak panu przykro.
Oczywiście, żałuję, że nie udało nam się dojść do zadowalającego porozumienia.
– Po to tu jestem. – Zadowalającego porozumienia?
– Tak, w miarę możliwości. – A kim pan jest, Nelsonem Mandelą?
Mamo, czas iść.
Tak, czas iść. Właśnie na to jest czas. Czas iść. Chodź, Eddie, idziemy.
Pozostawieni na drodze, zamarzali na śmierć.
Uważano to za wypadki.
Nikt nie oglądał się wstecz.
Opuszczając słabych, silni przeżywali.
Wydaje się to brutalne, ale po co wszyscy mieliby umierać?
Mamo?
Gdzie ona jest?
Mamo?
Wszystko w porządku?
Możemy...?
Proszę.
Chodźmy na spacer, jak dawniej. Aż do Hope Gap.
Uwielbiałem tu przychodzić.
To był mój sekretny świat.
Dlaczego tak na mnie patrzysz?
Zastanawiam się, jak mogę ci pomóc.
Poradzę sobie.
Poradzisz sobie. Tak właśnie mówimy.
Nie mówmy już tak. Po co? Nie ma sensu udawać.
Żadne z nas nie czuje się dobrze.
To prawda.
O co chodzi?
Jest kilka drobnych rzeczy, które mi nie wychodzą.
Chodzi o pracę, czy o to drugie?
– To drugie. – Co się dzieje? Dlaczego?
Tak jak mówiłaś. Nie wychodzi mi rozkochiwanie ludzi.
Jak ktokolwiek mógłby cię nie kochać?
Myślę, że jestem dość powściągliwy.
– Jak Edward. – Pewnie tak.
Musisz się przełamać, kochanie. Stać się przystępniejszym.
To nie takie proste.
– Ale chcesz tego? – Chcę tego, co wszyscy.
Tylko to nie następuje.
Był ktoś w moim życiu, ale nie wyszło. Wygląda na to, że to moja wina.
To tak jak ze mną.
– Wybacz, nie powinienem mówić o sobie. – Nie, to wreszcie jakaś odmiana.
Przeszkadzałoby ci, jeśli będę się modlić, żeby wszystko się ułożyło?
Nie.
– Jeśli wyjdzie, znowu zaczniesz wierzyć. – A jeśli nie, ty przestaniesz?
Nie. Nawet gdybym chciała, a chcę.
Gdybym przestała, mogłabym sobie pójść. A tego właśnie pragnę, cały czas.
Proszę, nie odchodź.
Chciałabym po prostu zasnąć. I już się nie obudzić.
To zbyt bolesne.
Ta chwila, gdy budzę się ze snu, wciąż zmieszana, i myślę:
„Może to nieprawda, może on tu obok leży”.
Odwracam głowę, ale nikogo nie ma.
– Powinienem powiedzieć: zamieszkaj ze mną. – Nie, w porządku, nie chcę.
Chyba trochę się boję.
Mojego nieszczęścia?
Tak.
Ja też się tego boję.
Chciałam to zrobić, wiesz?
Nie zrobisz tego.
Nie mogę nic obiecać.
W tym okropnym biurze prawnika, to była moja ostatnia szansa.
Jeśli to zrobisz, powiadomisz mnie?
Nie wiem. Wolałbyś?
– To ja będę musiał po tobie posprzątać. – Pewnie tak. Nie pomyślałam o tym.
Chcę powiedzieć coś innego.
Chcę, żebyś wiedziała, że rozumiem.
Załóżmy, że to rak, że cierpisz i umierasz, tylko za wolno.
Wtedy powiedziałbym: „Skończ to”, prawda? Z miłości.
Jeśli życie boli cię tak bardzo, że chcesz je zakończyć, nie zatrzymam cię.
Z miłości do ciebie. Tylko...
Powiedz mi o tym.
Niech to nie będzie niespodzianka. Daj mi czas, żeby się pożegnać.
Musiałeś doświadczyć smutku i ciemności, jeśli w ten sposób do mnie mówisz.
Nie mogę cię prosić, żebyś żyła dla mnie.
Wszyscy niesiemy swoje ciężary.
Ale ty jesteś jak odkrywczyni. Jesteś dalej na drodze. Dużo przede mną.
I jeśli po jakimś czasie zdecydujesz przestać, wtedy ja zrozumiem,
że droga jest zbyt ciężka, zbyt długa.
Zrozumiem, że w końcu nieszczęście wygrywa.
Ale jeśli dasz radę i zniesiesz to, pomimo całego cierpienia,
wtedy ja zrozumiem, że jakkolwiek jest źle, to dam radę,
bo ty przeszłaś tę drogę przede mną.
Kochany chłopczyku. Jak bardzo dorosłeś!
Ależ uczta!
Ja zapraszam.
Nawet nie wiem, co to wszystko znaczy. Co to jest brandade?
– A kimchi? – Weźmy jagnięcinę.
Nie powinienem być odważniejszy?
– Poproszę dwa razy jagnięcinę po walijsku. – Dziękuję.
Jak ona się ma?
Zaczęła wolontariat w Przyjaznej Linii.
To pomoc dla tych, którzy dotarli do końca drogi.
Do końca drogi? Dobry Boże.
Ma się nieźle. Nie musisz się o nią martwić.
Ani czuć się winny?
Myślę, że nikt z nas nie kontroluje w pełni swojego życia.
Angela twierdzi, że ja i Grace nie pasowaliśmy do siebie
i powinienem był odejść dawno temu.
Dlaczego nie odszedłeś?
Nie wydawało mi się to możliwe. Myślisz, że powinienem był?
Myślę, że jeśli miałeś odejść teraz, to powinieneś był to zrobić wcześniej.
– Jeśli wiesz, co chcę powiedzieć. – Ale wtedy nie wiedziałem.
Jeśli o coś cię winię, to właśnie o to.
O to, że nie odszedłem wcześniej?
Że byłeś miły, parzyłeś herbatę, a ona myślała, że jesteś szczęśliwy.
Że nie złościłeś się, kiedy cię atakowała. Że nie mówiłeś, czego tak naprawdę chcesz.
Że nie wiedziała, jak to jest, być tobą.
Nawet nie wiesz, jakie to trudne.
Nie wiem?
Myślę, że ona wiedziała.
Ja nie.
Aż do dnia, w którym odszedłeś, ona myślała, że się uwielbiacie.
To skomplikowane, wiesz.
Można kogoś kochać i chcieć odejść.
Kiedy mówisz, że mnie uwielbiała, to nie byłem ja.
To był ktoś, kogo ona wymyśliła. Edward, jakiego chciała.
Nigdy nie wybaczyła mi, że nim nie jestem. Przez to ciągle czułem się nieodpowiedni.
Nieodpowiedni, ale niewinny.
Czuję, że postąpiłem dobrze, ale też czuję się winny,
bo ja jestem szczęśliwy, a ona nie. To moje przestępstwo.
– Co to jest? – Smażone podroby jagnięce.
Smażone co?
Tak, kontynuuj, słucham cię.
PRZYJAZNA LINIA – MY SŁUCHAMY Nie ma sprawy.
Po to tu jesteśmy, tak.
Nie tylko odszedł w moje urodziny i zabrał szampana kupionego z tej okazji,
ale zostawił mnie dla Jeffreya, pierwszego chłopaka, który mnie zostawił.
– Typowy facet. – Co on myślał?
Faceci nie myślą, ani nie czują. Nie mają w ogóle uczuć.
Wciąż słucham.
Przyjazna Linia.
Tak.
Nie, naprawdę chcę posłuchać.
Ach, klify.
Sama przez to przechodziłam.
Wydają się pionowe, ale nie są.
Mają półki skalne, w które uderzasz, gdy spadasz.
Dokładnie. To niesprawiedliwe, prawda?
A wiesz, co jest bardziej niesprawiedliwe? Przynajmniej jeśli wierzysz w to, co ja.
Życie boli tak, że decydujesz je skończyć. I natychmiast lądujesz w piekle.
Naprawdę!
Mój kolega na telefonach jest gejem. Też został opuszczony, jak ja.
Rozmawiamy o tym, jak to jest, jak faceci są samolubnymi świniami
i jak sobie z tym radzić.
Opowiedziałam mu o tobie. Powiedział, że pewnie jesteś gejem.
Naprawdę?
– Nie jesteś, prawda? – Nie, akurat nie jestem.
Możliwe, że nie przyznajesz tego przed sobą.
– Chcesz, żebym był gejem? – Chcę, żebyś był szczęśliwy.
Dobry piesek. Pokażmy mu tę nową sztuczkę.
Umieraj, Edward, umieraj!
Proszę, widzisz, jaki jest mądry?
Ale by było, gdybym mogła tak zrobić z prawdziwym Edwardem.
– Kazać mu umrzeć? – Potarzać się nieco po podłodze.
Mój śliczny chłopczyk!
– Czy ten pies to twój mąż, czy syn? – A co, jesteś zazdrosny?
– Widzę, że jest postęp w tym, co mówisz. – A co mówiłam wcześniej?
– O odejściu. – Ach, to.
Przeszło mi.
Problem z nieszczęściem polega na tym, że po jakimś czasie robi się nudne.
Mówiłam, że znowu pracuję nad antologią?
Widzisz, zbieram wiersze według tematów.
„Samotność”, „Śmierć Bliskiego”, i tak dalej.
Same dobre wiersze, oczywiście. Żadne banały z pocztówek.
„Rozpad małżeństwa”, wielki temat.
Tak jak „Poczucie Klęski”.
Mogę?
– Co zamierzasz z tym zrobić? – To rodzaj pocieszenia.
– Gdy ci źle, szukasz tematu w antologii. – Rozumiem, ale jak to dotrze do innych?
– Mam nadzieję, że wyjdzie z tego książka. – To powinna być strona internetowa, mamo.
To doskonały materiał do Internetu.
Wystarczy pasek wyszukiwania, gdzie wpisujesz np. „samotność”
i masz linki do wierszy o samotności.
– Jak to zrobić? – To proste, zajmuję się tym codziennie.
To jest najtrudniejsza część: zbudowanie bazy danych.
To nie jest baza danych, tylko antologia.
Czy możesz ją powiększyć?
– Chcesz więcej? – Dużo więcej.
Znam dużo więcej wierszy, jeśli o to chodzi, setki więcej.
Jak ją nazwiesz?
Myślałam o „Znane mi są te okolice”.
I o to chodzi. Inni przeszli przez to samo przed nami.
Nie wiem, dlaczego, ale to kojące.
– Bo oni przetrwali. – Niektórzy tak, inni nie.
To pierwszy wers wiersza Rossettiego.
– Znasz go? – Nie.
Chcesz, żebym ci wyrecytowała?
Tak, chciałbym.
„Znane mi są te okolice, Lecz skąd ni jak – dziś nie wypowiem.
Co kryją drzwi z pamięci chwycę: Tam trawy słodko tchną sitowiem
I lśni wśród westchnień brzegu lice.
I moją także kiedyś byłaś, Szczegóły się przede mną kryją.
Gdy za jaskółką podążyłaś, Zgrabną swą poruszając szyją,
Wiedziałem, że już ze mną żyłaś.
A zatem była historia nas? Czy czasu lotne wirowania
Z życiem nam miłość odnowią wraz, Tak aby mimo przemijania,
Rozkoszy móc zażyć jeszcze raz?”
Edward. Ależ tu banalnie.
– Co tu robisz, Grace? – Naprawdę chcesz tak mieszkać?
– To dom Angeli. – Tak, Angeli.
– Gdzie ona jest? – Nie pozwolę na scenę.
Nie, ja też tego nie chcę. Przyniosłam ci to.
Ale może już ich nie chcesz.
Czyli cały ten czas chciałeś tak żyć. Czemu mi nie powiedziałeś?
Pewnie czujesz, że te lata ze mną to jak inne życie, na innej planecie.
Ale byliśmy małżeństwem, prawda? Na tej innej planecie.
A teraz wiedziesz inne życie.
– Jak rozumiem, Angela. – Tak, zgadza się.
Właśnie weszła.
Chyba nie wierzyłam, że istniejesz.
Proszę, usiądź.
Nie. Nie zostanę.
Co myślałaś, że robisz? Kto dał ci prawo?
– Wystarczy. – W porządku, odpowiem za siebie.
Myślałam, że była trójka nieszczęśliwych ludzi.
A teraz została tylko jedna osoba.
Tak, rozumiem.
Grace!
Czy możemy pozostać przyjaciółmi?
Przyjaciółmi? Nie, nie sądzę.
To trwało trochę za długo, nie sądzisz?
Wolałbym...
– Wolałbyś, żebyśmy się nie poznali? – Nie, oczywiście, że nie.
A ja tak, wolałabym cię nie znać.
Wolałabym cię nigdy nie kochać, ale poznaliśmy się i kocham cię. Kochałam.
A teraz muszę pozwolić ci odejść.
Nie myśl o mnie zanadto źle.
Staram się w ogóle o tobie nie myśleć. I nieźle mi idzie w ciągu dnia.
Ale nocami śnię o tobie. Niesprawiedliwe, prawda?
ZNANE MI SĄ TE OKOLICE Nie jesteś pierwszą osobą, która to czuje.
Wpisz kilka słów, by opisać co czujesz. Jak się czujesz? SZUKAJ
To się nazywa „Znane mi są te okolice”. Wpisujesz w pasku wyszukiwania.
Cokolwiek: miłość, życie, śmierć. Co tylko chcesz.
Okazuje się, że ktoś już o tym myślał, dawno temu.
Nie jesteś jedyny. I może jednak dasz radę.
To właśnie chcę usłyszeć. Jak sobie dać radę, pomimo wszystko.
Wpisujesz: „nadzieja”. Mamy nadzieję.
REZULTATY DLA „NADZIEI” „Nie mów, że walka na próżno stoczona”
„Nie mów, że walka na próżno stoczona”, to ulubiony wiersz mojej mamy.
Nie mów, że walka na próżno stoczona, Że zbędne trudy, daremne rany,
Że wróg nie słabnie ani nie kona, I trwa jak trwał porządek zastany.
Jak fale strudzone co brzegi biją, Bez trosk ni znoju postępując,
Z odległych ujść rzek jednak wiją Nurt główny, w ciszy go budując.
Nie tylko okno, co na wschód wychodzi W świetle dnia światło ukazuje.
Wolno, jak wolno słońce wschodzi,
Lecz na zachodzie, spójrz, blask króluje.
Na początku myślałem, że cię uratuję. Ale mogę tylko oddać ci cześć.
Moja matka, pierwsza z kobiet.
Moje ciepło i komfort. Moje bezpieczeństwo, moja duma.
To ciebie pragnę zadowolić. To twego zachwytu wyczekuję.
Mój ojciec, pierwszy z mężczyzn. Mój nauczyciel i sędzia.
Mężczyzna, którym się stanę.
Starzejecie się.
Wciąż jesteście przede mną i tak już zostanie.
Na zawsze pierwsi na drodze.
Wybaczcie, że pragnąłem, byście zawsze byli silni.
Wybaczcie, że lękałem się waszego nieszczęścia.
Jak wy cierpicie, ja cierpieć będę. Jak wy trwacie, tak i ja wytrwam.
Weźcie mnie za ręce i chodźmy na dawny spacer, po raz ostatni.
A potem mnie puśćcie.
Tłumaczenie: Aleksandra Wirkowska
Fragmenty Mszy Świętej według Mszału Rzymskiego
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.