Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Poprzednio
Napad na aukcj臋 w Opera-Comique!
Skupiacie si臋 na partaczach, a g艂贸wny napad jest kilometr dalej.
- Co tu robisz? - Wraca na stanowisko szefa.
Namierzyli艣my rabusi贸w z aukcji. Melinuj膮 si臋 80 kilometr贸w st膮d.
- Strzelali do mojego syna! - St艂uc ich matk臋? Pogi臋艂o ci臋?
Chcieli ci zabi膰 syna, podpalili klub, a my nic nie robimy?
Ma jutro widzenie z wujem, ale ten nie przyjdzie. Id藕cie wy.
Porwa艂 mojego siostrze艅ca, 偶膮da okupu. Daj臋 wam trzy dni.
Je艣li co艣 mu si臋 stanie, po艣wi臋c臋 wszystko,
偶eby dopa艣膰 tego sukinsyna i wszystkie jego dzieci.
Tu Noam, zostaw wiadomo艣膰.
Noam?
Otw贸rz te drzwi, bo je rozwal臋!
- Nie, 藕le si臋 czuj臋. - Otwieraj!
To nic takiego, na sen. Nie mog臋 zasn膮膰.
- Jestem chory. - Przesta艅. Wiem.
Nie k艂am. Z m臋偶czyzn膮 m贸g艂bym porozmawia膰,
ale ty go tylko udajesz, uciekasz. Rujnujesz 偶ycie sobie, nie mnie.
Nie p艂acz. Nie becz!
Sam siebie karzesz.
Po to przyszed艂e艣? 呕eby mnie obra偶a膰?
Nie, po swoj膮 spluw臋!
Co z ni膮 zrobisz? Co? Jak膮 g艂upot臋?
Noam!
Noam.
Oddaj go.
Co?
- M贸j rewolwer! - Nie mam.
Nie masz?
Tato, przesta艅!
Gdzie jest?
St贸j!
- Co z tym robisz? - Nigdy nie zrozumiesz.
Istniejesz tylko ty. Innych wykorzystujesz!
Kiedy si臋 po艂apiesz, 偶e nie s膮 tacy jak ty, 偶e inaczej my艣l膮,
gardzisz nimi i ich skre艣lasz!
Rozmawiamy o tobie.
Nie rozumiesz, 偶e jeste艣my wszyscy powi膮zani?
Ty, ja, mama, pozostali?
Rozkazywa膰 mo偶esz w pracy!
Manipulowa膰 lud藕mi, zwala膰 win臋 na innych!
Co zrobisz? Strzelisz do mnie?
Tak czy nie?
Bo jak nie wiesz, od艂贸偶 bro艅.
Boisz si臋 艣mierci? M贸w!
Tak.
A ja nie.
Scenariusz
Wyst臋puj膮:
Re偶yseria
BRYGADA
Nie wstaniesz?
Co tu si臋 dzieje? Jak tam?
- A u ciebie? - Co to za okazja?
- A jak my艣lisz? - Nie wiem.
Dzi臋ki tobie wygarn臋li艣my bandzior贸w z aukcji.
- G艂贸wnie dzi臋ki Julienowi. - Nie ma go, 艣wi臋tujemy sami.
- Gdzie jest? - Wyszed艂.
Pewnie 艣ciga swojego kabla.
Wasze zdrowie.
Czekamy na par臋 s艂贸w.
Mowa musi by膰. Koniecznie.
S艂uchamy.
Wznosz臋 toast za was wszystkich. I... brawo.
To wszystko?
A dalej?
Chc臋 wam te偶 powiedzie膰,
偶e b臋d膮c z wami w akcji,
wiem, 偶e cokolwiek si臋 wydarzy, poradzimy sobie.
Wiecie czemu?
Ufam wam.
Doprowadzi nas do 艂ez.
Moje serce...
Zdr贸wko!
Zalejmy si臋.
Czego si臋 napijecie? Co do picia?
- Nie znalaz艂e艣 baru? - Wracasz na pusto?
Siadaj, przynios臋.
Ja stawiam.
Nie jestem pijany.
Nie wy艣miewam ci臋.
Nie jestem.
Rozlu藕nij si臋. Tu nie Syria. Nie wojna. Po prostu gra.
Jeste艣my my艣liwymi, oni te偶 i gramy.
Bywa gro藕nie, ale to nie wojna.
Rozejrzyj si臋. Ludzie si臋 bawi膮.
S膮 ameryka艅scy tury艣ci.
12 tysi臋cy euro za metr kwadratowy.
To Pary偶, stary! P臋pek 艣wiata.
A my tylko pilnujemy, 偶eby nie by艂o za du偶ego bajzlu.
Je艣li po akcji nie ma rannych u nas ani u nich,
cieszymy si臋 i balujemy.
Bo nie wiemy, co b臋dzie jutro. Kumasz?
- Ty go lepiej nie pouczaj. - Nie do ciebie m贸wi臋.
Baw si臋, pob膮d藕 z nami cho膰 raz, nie my艣l.
Nie przepadasz za nami, nie szkodzi.
呕a艂owa艂 b臋dziesz jutro, dzi艣 siedzisz z nami do zamkni臋cia.
Jeste艣my!
Reszta to bzdury. Nie istnieje.
Wypijmy za to.
Chc臋 was us艂ysze膰!
- No co? - Czego?
Nie chcesz z mn膮 zata艅czy膰?
- Nie? - Nie.
Znalaz艂a innego.
Zala艂a si臋, ju偶 po niej. A id藕 ty!
- No co? - Nic.
Ty serio?
Pu艣膰 j膮!
Uspok贸j si臋.
I co?
Co "i co"?
Mo偶esz.
By艂em na widzeniu u Rachida El Hassaniego.
Eric porwa艂 mu siostrze艅ca, 偶膮da okupu.
Niech to zg艂osz膮.
Nie zrobi膮 tego.
Nie. Poprosi艂em, 偶eby nic nie robi艂.
Da艂 mi trzy dni na odnalezienie ch艂opaka.
Nam, je艣li jeste艣cie ze mn膮.
Jasne, 偶e tak.
Je艣li to wyda, poprosz臋 go o nazwisko dostawcy.
Szukasz go od lat.
Poda ci?
A b臋dzie mia艂 wyj艣cie?
Jak znajdziemy siostrze艅ca?
Rozumiem, 偶e nie mo偶emy spyta膰 Patricka?
Wiadomo.
Trudna sprawa.
Lubi臋 Juliena.
Nic nie powie, jest z nami.
- A Badri? - Nawet nie pytaj.
- Badri... - Nie!
Z nim gorzej, jest z Patrickiem.
To jak?
Cicho sza, dzia艂amy za plecami Patricka?
Co z obserwacj膮?
Niebezpieczne.
A co zrobimy?
Pogadam z Ferracci.
Nic to nie da.
Mamy wyb贸r?
Otmane wyszed艂?
- Dzie艅 dobry. - Dzie艅 dobry. Wyszed艂?
Tak.
- Co "tak". - Pytasz - odpowiadam.
Ale zabra艂 rzeczy. Nie wraca?
Nie b贸j si臋, znalaz艂 mieszkanie i prac臋. Odzyskasz sw贸j pok贸j.
- Jak膮 prac臋? - Nie wiem.
- Dok膮d poszed艂? - Nie wiem.
Nic nie wiesz!
Co ja jestem, kapu艣? Zadzwo艅 i spytaj!
Co z tob膮? Znajd藕 sobie dziewczyn臋 albo trenuj co艣!
Wej艣膰.
Mina niet臋ga.
Nie pospa艂em dzi艣.
Chodzi o Patricka?
Jego syn jest w szpitalu.
- Co艣 powa偶nego? - Pr贸ba samob贸jcza.
Kaza艂am mu wzi膮膰 wolne.
- Zast膮pi go pan przez ten czas. - Dobrze.
Wiem, 偶e jego powr贸t to dla pana trudna sprawa.
By艂am mi艂o zaskoczona pa艅sk膮 postaw膮 w tej sytuacji.
Dzi臋kuj臋.
Przyszed艂 pan z konkretem?
Nie, przechodzi艂em, chcia艂em si臋 przywita膰.
Udanego dnia.
Co z wami?
Imprezowali艣my.
- Nie! Z kim? - Z Saidem.
Co?
Powa偶nie? Do p贸藕na?
Nie krzycz.
Nie ma Badriego?
Marnie wygl膮dasz.
- Rozmawia艂e艣 z Ferracci? - Tak, ale nie powiedzia艂em jej.
Patricka nie b臋dzie przez par臋 dni. K艂opoty rodzinne.
Powa偶ne?
- Jakie? - O czym mowa?
Ju偶 wyja艣niamy.
Wstrz膮s zwi膮zany ze zgonem matki
wprawi艂 Noama w stan napi臋cia, kt贸ry wszystko pobudzi艂.
Tak bywa w przypadku 艣mierci bliskich.
Zamkn膮艂 si臋, dosz艂o do dekompensacji,
rzuci艂 studia, zerwa艂 wi臋zy towarzyskie,
ukrywa艂 wszystko przed panem.
Dodajmy do tego psychotropy i dojdziemy do wczorajszego czynu.
Straci艂 kontakt z rzeczywisto艣ci膮.
Jego ostatnia nadzieja to pan.
Ojciec, nieobecny, bo ratuje innych, tak wyidealizowany,
偶e niemal nieosi膮galny. Co robi Noam?
Nara偶a si臋, 偶eby ojciec uratowa艂 tak偶e jego.
Pan rozumie?
Nie.
Prosz臋 pami臋ta膰, 偶e najpierw mierzy艂 do mnie.
Zaszokowa艂o to pana, rozumiem.
Sko艅czyli艣my?
Wr贸ci pan do syna?
Po co? Nafaszerowali艣cie go prochami, mam patrze膰, jak 艣pi?
Mi艂ego dnia.
Kto to?
- Mam dla ciebie zadanie. - Kiepski dzie艅 na komenderowanie.
Sprawd藕, z kim si臋 kontaktuje El Hassani.
Co?
Sekundk臋.
Hamza?
- Tak. Mo偶esz? - Zajm臋 si臋 nim.
- Licz臋 na ciebie. - Ju偶 jad臋.
P贸藕niej, zmienisz Juliena. Jed藕 prosto tam.
- Dobra, masz jak w banku. - Dzi臋ki. B膮d藕my w kontakcie.
Podje偶d偶a c贸rka Pereza.
Nie znali艣my tej rejestracji.
Zmienia co dzie艅 samochody. Plus posiadania wypo偶yczalni.
Zdaje si臋, 偶e zam贸wili pizz臋.
Mecz za pi臋膰 minut, obejrz膮 razem.
Nina!
Wyszed艂 Jordan, 艣pieszy mu si臋.
Dziwne, zabra艂 jedn膮 pizz臋.
Czemu dziwne?
Nie wiem... Sk膮d ten po艣piech?
Dobra, za nim.
Socrate, jedzie do ciebie.
W porz膮dku, widz臋 go.
Jest.
Grzeje, 艣pieszy si臋 dok膮d艣.
Cholera, rondo...
Stoj臋 na czerwonym. Jest zdenerwowany.
Zrobi艂 k贸艂ko i wraca. Said, twoja kolej.
W porz膮dku, mam go.
Skr臋ca w lewo, do domu.
Nie wraca!
Skr臋ci艂 na po艂udnie.
Przejmuj臋 go.
Cholera! Jedzie na mnie!
Skr臋ca w prawo. Julien, teraz ty.
Przejmuj臋.
Stan膮艂 na stacji, wyjazd z Vitry.
Przejm臋 go.
Kupi艂 wod臋.
Nie tankuje, odje偶d偶a.
Zjecha艂 na parking. Couturier 12.
Wysiadam, spr贸buj臋 z艂apa膰 kontakt.
Ma chyba kogo艣 w gara偶u. Zabra艂 pizz臋 i wod臋.
Spr贸bujemy szcz臋艣cia. Ma tam wyjazd?
Nie, musi zawr贸ci膰.
Dobra. Grzejemy.
Do 艣ciany! I gleba! R臋ce!
Policja, nic panu nie jest? Na pewno?
Co si臋 sta艂o?
Uj臋li艣my syna Pereza przy uprowadzonym.
Nieprzewidziana akcja.
- Kogo porwa艂? - Siostrze艅ca braci El Hassani.
Nieprzewidziana akcja?
Pojechali艣my za nim, bo zachowywa艂 si臋 podejrzanie.
Doprowadzi艂 nas do ch艂opaka, uzna艂em,
偶e jest zagro偶enie 偶ycia, wi臋c da艂em zielone 艣wiat艂o.
艢wietnie.
Dalsze post臋powanie chcia艂bym przekaza膰 Helene Martinez.
- Logiczne, jak s膮dz臋. - Dzi臋kuj臋.
Spryciarz z pana.
- To nie zbrodnia. - Na razie, prosz臋 to wykorzysta膰.
Czekamy, a偶 kryminalni wkrocz膮 i zabezpiecz膮 teren.
- Co jest grane? - Robimy przeszukanie u Pereza.
Szyk: Badri z tarcz膮, Julien, Vanessa, Socrate, ja.
S膮 pytania?
Nie.
No to do roboty.
Jaja sobie ze mnie robicie?
Nie. Uwolnili艣my porwanego i badamy, kto jest w to umoczony.
Wys艂ali艣cie mnie do Hamzy, 偶eby mie膰 spok贸j.
Sko艅cz z t膮 obsesj膮.
- A Patrick? - Za艂atwia swoje sprawy.
Zawiadomili艣cie go?
Zaraz czeszemy u Pereza. Jordan wpad艂 na porwaniu.
Odbierz, do cholery!
Tak, stary?
Eric, czy艣膰 kwadrat! Jad膮 do ciebie, gazu!
- Dlaczego? - Tw贸j syn waln膮艂 babola.
- Ile mam czasu? - Ani chwili!
Kylian! Wstawaj!
- Co艣 ty zrobi艂? - Co zrobi艂em? Przesta艅!
Ojcze, przesta艅! Co si臋 sta艂o?
Zwin臋li ci brata! Jad膮 psy!
- Mamy tu co艣? - Szybko! 呕elazo, szmal!
Nina!
Id臋!
Trzymaj, jeszcze ten vector.
To daj, mam prawo mie膰.
Jeste艣cie, gnojki? Przywie藕li艣cie rogaliki?
Dw贸ch zabezpiecza. Chod藕.
M贸j adwokat ju偶 jedzie.
Nie chc臋, 偶eby艣cie mi co艣 podgrandzili, znam was, suki.
Jak zd膮偶y艂e艣 go wezwa膰?
Mam w臋ch. Wyczuwam was na kilometr.
Rano zapachnia艂o mi palon膮 glin膮.
Przynie艣cie 艂om do tych desek.
Z ch艂opakiem grzeczniej!
Rozgo艣膰 si臋, zdejmij kominiark臋.
Dzie艅 dobry. Ja do syna, Noama Prigenta.
Noam Prigent?
No tak, rano si臋 wypisa艂, m贸wi艂, 偶e ojciec go odbierze.
Dzi臋kuj臋.
Nie strasz!
Co si臋 dzieje?
Po偶ar艂em si臋 z ojcem. Nie wiedzia艂em, dok膮d p贸j艣膰.
No co, wejd藕.
- Mog臋 sobie i艣膰. - Nie, chod藕.
Rusz si臋!
Jak akcja?
Dobrze posz艂o?
Nie. Wiesz, po co pytasz?
Nie wiem. Dowodz臋, ale nikt mi nic nie m贸wi.
Mia艂e艣 wolne, id藕 do Ferracci.
Na jej rozkaz 艣ledzisz dzieci Erica?
Boli ci臋, 偶e uratowali艣my niewinnego ch艂opaka?
Nic nie rozumiesz! Nie czujesz Pary偶a ani tego fachu!
Sam mnie 艣ci膮gn膮艂e艣!
- Co tu si臋 dzieje? - Maj膮 mnie za durnia!
- Kto? - Wszyscy!
A pan si臋 ma za kogo?
Niech pani popyta w tym gmachu, kim jestem.
Czy oni naprawd臋 to wiedz膮? I to, jak pan prowadzi sprawy?
- To znaczy? - Wie pan.
Wiem, 偶e jestem dobry i 偶e trafi艂em tu dzi臋ki zas艂ugom, a nie p艂ci.
Prze偶ywa pan trudny okres z powodu syna.
Pu艣cimy to w niepami臋膰.
Tak nie b臋dzie, po co udawa膰?
Cela na ko艅cu.
Nie b臋dzie jej p贸艂 godziny, masz chwil臋.
Dzi臋ki.
Eric?
W porz膮dku?
Bosko.
Przepraszam, zrobili to za moimi plecami.
Nic nie maj膮, dzi臋ki.
Martwi臋 si臋 o ma艂ego.
Co b臋dzie z tob膮?
Odchodz臋 z ko艅cem miesi膮ca.
Wszystkim ul偶y, trudno mnie wyrzuci膰.
Tym razem na dobre?
Tak.
艁贸d藕?
- 艁贸d藕? - 艁贸d藕.
Jaka 艂贸d藕?
G艂upi jeste艣? Nie pami臋tasz?
Nie.
Kiedy艣 pop艂yn膮艂e艣 偶agl贸wk膮.
Po powrocie powtarza艂e艣 tylko: "to chc臋 robi膰 na emeryturze".
M贸wi艂em r贸偶ne rzeczy.
Nie zrobisz tego?
Nie s膮dz臋.
Ze mn膮 jest 艂atwo: robi臋, co m贸wi臋, m贸wi臋, co robi臋.
Ale musz臋 przy艣pieszy膰, zrobi膰 wszystko dla dzieci.
A potem...
Jeszcze troch臋 si臋 z nimi pobawi臋.
Mo偶e po偶eglujemy. Nie wiadomo.
Ile d藕wigasz?
50.
艁atwo?
Tak.
Id臋 pod prysznic.
To na nic, tylko si臋 wkurzam.
Vanessa, rundka?
- Jasne. - MMA.
- Tak. - We藕 r臋kawice.
Ucisz go.
Ja tylko chwyty, ty mo偶esz uderza膰. Pr贸buj prze艂ama膰 gard臋.
Opowiadaj.
Pos艂ucha艂em siebie i uratowa艂em ludzi.
Facet z kom贸rk膮, 艂ysy, bia艂e adidasy - widzisz?
Tak.
Nazywa si臋 Hamza.
Odt膮d powierzam ci jego 偶ycie.
Pilnuj go dzie艅 i noc, nie mo偶e mu si臋 nic sta膰.
We藕 tego waltera,
w艂贸偶 do kieszeni.
Zawsze gotowy, nikt nic nie widzi.
Strzelasz bez wyjmowania.
Je艣li kto艣 si臋 zbli偶a, nie g艂贸wkuj. Od razu wal.
Jasne?
Tak.
I jak? Co z moim synem?
Jest w areszcie.
B臋dzie dobrze?
Uprowadzenie, przetrzymywanie, marny pocz膮tek.
Nie, nie, wyci膮gnij go. Znajd藕 co艣, b艂膮d w procedurze.
Ile? Komu trzeba posmarowa膰, s臋dziemu? Podaj kwot臋.
To tak nie dzia艂a.
Musisz! To m贸j starszy syn.
Potrzebuj臋 go w interesach. Nie mam nikogo innego.
Dostanie co najmniej trzy lata.
Ju偶 po mnie. Jestem trupem.
Czemu ten kretyn to zrobi艂?
Bardzo zm臋czony?
Nie, w porz膮dku.
Jeste艣 przystojny.
W domu ba艂agan, nie zd膮偶yli艣my posprz膮ta膰.
Zrobili straszny kipisz.
Zosta艅 u mnie na par臋 dni.
Nie, nie trzeba.
Dok膮d teraz?
Na plac Gwiazdy, mam ochot臋 na kaw臋.
Dwie du偶e ze 艣mietank膮. W du偶ych fili偶ankach.
Robi si臋.
Pisz臋 Kylianowi, 偶e ci臋 odebra艂am.
Przepraszam.
Za co?
K艂贸cili艣my si臋 ostatnio, wi臋c chcia艂am powiedzie膰...
Gdybym ci臋 pos艂ucha艂a, mo偶e Jordan by tego nie zrobi艂.
My, Perezowie, jeste艣my twardzi.
Musimy trzyma膰 si臋 razem. Poza tym mamy Patricka.
Prosz臋.
- Kylian bra艂 w tym udzia艂? - Co?
Jordan porwa艂 dzieciaka sam czy z Kylianem?
Czemu pytasz? M贸wi艂, 偶e o niczym nie wiedzia艂.
Ok艂amuj臋 ci臋?
Nie.
Powiedzia艂em ci prawd臋 o mamie?
Tak.
- Co konkretnie? - Przecie偶 wiesz.
Powiedz.
呕e wiedzia艂e艣, 偶e wykr臋ci ci jaki艣 numer.
I 偶e niepotrzebnie j膮 nadal 艣ledzi艂e艣.
- W艂a艣nie. - To co?
I wykraka艂em si臋. Zasz艂a w ci膮偶臋.
M贸wi艂em: "nie chc臋 tego dziecka, nie b臋dziesz umia艂a si臋 nim zaj膮膰".
I wykraka艂em: zosta艂em sam z dzieckiem na r臋ku.
Z tob膮. Nie chcia艂a艣 spa膰, szala艂em.
Zachodzi艂em w g艂ow臋, dlaczego to zrobi艂em. Przecie偶 wiedzia艂em.
Dlaczego o tym m贸wisz?
- Nie wiesz, o co mi chodzi? - Nie.
Zawsze by艂a艣 utrapieniem, nigdy ci臋 od siebie nie odsun膮艂em.
Czemu?
Nie wiem. Bo jestem twoj膮 c贸rk膮?
Bo jednego nie mo偶na ci odm贸wi膰: jeste艣 inteligentna.
Najbystrzejsza z moich dzieci.
Ale jednego nie rozumiem.
Dlaczego masz mnie za durnia?
Jak to?
Twoi bracia s膮 mi pos艂uszni. Kaza艂em im nic nie robi膰.
Porwanie tego Bogu ducha winnego ch艂opaka
to by艂 tw贸j g艂upi pomys艂.
Wiem o tym, bo jeste艣 moj膮 c贸rk膮.
Nienawi艣膰, kt贸r膮 nosisz w sobie,
masz po mnie.
Brat b臋dzie przez ciebie pierdzia艂 w pasiak.
Przesta艅, wiesz, co zrobi艂.
Chcia艂am, 偶eby zap艂acili!
Nie mog艂am znie艣膰 bierno艣ci!
To przyjmuj臋.
Ale je艣li chcesz by膰 za m臋偶czyzn臋, to do ko艅ca.
We藕 t臋 laluni臋, twojego m臋偶a...
Ju偶 ci m贸wi臋.
Zajmiesz si臋 bratem.
Nie opu艣cisz 偶adnego widzenia,
ty b臋dziesz o niego dba膰, dzie艅 i noc.
Niech to b臋dzie dla ciebie nauczk膮.
Jeste艣 moj膮 c贸rk膮. Kocham ci臋, ale masz uzgadnia膰 wszystko ze mn膮.
A nie rzuca膰 si臋 na byle kogo i kaza膰 innym za to p艂aci膰!
Jeszcze jeden taki numer i wyrzekn臋 si臋 ciebie, wyrzuc臋 z rodziny.
Ojcze!
Ratunku!
Na pomoc! Wezwijcie kogo艣!
Tekst: Grzegorz Schiller
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.