Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Witam, szanownego pana. Czym mog臋 s艂u偶y膰?
Prosz臋 pana, chodzi艂oby mi o naszyjnik.
To jest, o艣mielam si臋 zauwa偶y膰, bransoleta. Szanowny pana, raczej
wskazywa膰 bransolet臋.
Aha, bransoleta. Tak, tak, tak.
To w takim razie niech b臋dzie bransoleta.
S艂u偶臋 uprzejmu.
Bransoleta. Nie, stanowczo nie.
Czy zechcia艂by mi pan jednak pokaza膰 jaki艣 gustowny naszejnik?
To s膮 naszejniki? Na pewno?
Absolutnie ponad wszelk膮 w膮tpliwo艣膰.
Pracuj臋 w tym fachu 24 lata.
A czy m贸g艂bym... Przepraszam.
M贸g艂bym jeszcze zobaczy膰 ten pier艣cionek. Czy dobrze m贸wi臋? To jest
pier艣cionek, nieprawda偶? Ma pan absolutn膮 trafno艣膰.
No.
Skoro wszystko jest takie pi臋kne, to wobec tego bior臋 wszystko.
Wszystko?
A to ju偶 jak pan szalony uwa偶a.
Niech mi tylko b臋dzie wolno zauwa偶y膰, 偶e wszystko razem kosztuje 9300 z艂.
To niech pan 艂askawie doda jeszcze co艣 za 700 dla r贸wnego rachunku, tylko co艣
wykwintnego, wie pan. S艂u偶臋 panu.
Czy ten drobiazg mo偶e by膰?
A co to jest?
Brosza. Tak.
A wie pan co to jest?
Chwileczk臋.
Co to jest?
T艂umik. Nie bardzo rozumiem, szanownego pana.
Czy zapakuje pan wszystko ju偶 teraz, czy mam do tego dokr臋ci膰 rewolwer? To
oznacza, 偶e... prawdopodobnie jest... napad?
Nie da si臋 ukry膰.
Tylko nie radz臋 偶adnych sprytnych sztuczek z alarmem. To niezdrowe.
U艣miecha膰 si臋.
I pakowa膰.
To.
Odwr贸膰 si臋 pan i szukaj czego艣 w dolnej szufladzie.
Jak doliczy pan do stu, mo偶e si臋 pan odwr贸ci膰.
Tylko nie wcze艣niej.
Czy tu si臋 sprzedaje?
Dzi臋kuje za ogl膮danie.
Dzi臋kuj臋 za pami臋膰.
Wychodzi dzisiaj.
Kiedy艣 musia艂 wyj艣膰.
Dzi臋kuj臋.
Pozdrawiam si臋 panu prezydentowi.
Dom bankowy Kramera, nie zapominajka, mo偶e wy艂膮czy膰 system alarmowy.
Skarbie.
Bo偶e m贸j.
Henryk.
Wejd藕. Wejd藕, Henryk. Prosz臋, wejd藕.
Henryk. Henryk. Ciesz臋 si臋, 偶e ju偶 jeste艣 na wolno艣ci.
Wiesz, mam akurat przygotowany obiad. Zaraz co艣 podam gor膮cego.
Nie by艂am u ciebie tak dawno, bo troch臋 choroba艂am, nie m贸wi艂am ci. A teraz
by艂am dwa tygodnie u ciotki w Skierniewicach, bo wujek umar艂.
No tak.
W艂a艣ciwie powinnam przedstawi膰 pan贸w.
Henryk, pozw贸l, to jest pan... Harmoniki.
Moje nazwisko.
Bezprzyjemny bardzo.
To ja p贸jd臋 po nakrycie.
Zaraz p贸jd臋.
Siadaj, Henryk.
No zosta艅.
Och, przynajmniej na obiedzie.
No, no, no, no tak wyrabiasz tym przedmiotem. Przesta艅, s艂yszysz? No,
czy艣 ty zidiocia艂, przesta艅!
Szuka pan doro偶ki?
Mo偶emy pana podwie藕膰. Jedziemy na pewno w tym samym kierunku.
Ale prosz臋 pana, ja musz臋... Prosz臋 mnie pu艣ci膰!
Prosz臋 pana, prosz臋 panu prezesa... Ale...
Panie prezesie... R臋ce przy sobie.
Panie prezesie, pan musi mnie wys艂ucha膰. Pa艅scy kasjerzy nie chc膮 mi wyp艂aci膰
moich pieni臋dzy. O co chodzi? Niech偶e pan m贸wi spokojnie.
Panie prezesie, ja nazywam si臋 Jan Ro偶ek.
Mam u pana w banku wszystkie moje oszcz臋dno艣ci. I ci bedelacy...
Przepraszam, pa艅scy kasjerzy.
Nie chc膮 mi ich wyp艂aci膰. No to... To chyba jest pow贸d do zdenerwowania.
Drogi panie, niech pan tak nie ryczy. I niech pan przestanie obra偶a膰 moich
podw艂adnych. Panie Majer.
Ten pan, jak sam m贸wi, nazywa si臋 Ro偶eka, a chce podj膮膰 pieni膮dze z konta
pana Kowalskiego. No tak. Nie mo偶emy wyp艂aci膰.
Bardzo mi przykro, ale pieni膮dze z konta Kowalskiego mo偶e podj膮膰 tylko Kowalski.
Tak, ale jaka?
Co? Dlaczego pan milczy?
Przecie偶 to pan mi doradzi艂 wp艂acenie pieni臋dzy pod obcym nazwiskiem.
Ten pan powiedzia艂, 偶e...
偶e Kowalskich jest wielu. Nikt nie dojdzie, kt贸ry jest kt贸ry. A ja, prosz臋
pana, nie b臋d臋 musia艂 p艂aci膰 podatku od tej sumy.
Tak pan powiedzia艂, 偶e to b臋dzie na zasadzie gentleman's agreement.
Rzeczywi艣cie poleca艂 pan naszemu go艣ciowi gentleman's agreement?
Panie prezesie, nie robi臋 nic, czego by pan nie wiedzia艂.
A z drugiej strony to nie艂adnie, panie Ro偶ek, 偶e chcia艂 pan oszuka膰 urz膮d
podatkowy. Co ja?
Ale jak to? Co u czciwego Polaka? W ten spos贸b?
Za to, 偶e nie chcia艂em popiera膰 obcego kapita艂u i 偶e wp艂aci艂em pieni膮dze do
waszego banku.
Chcecie mnie oszwawi膰?
Krabusie! Stralnie!
Ale... Zap艂acicie mi za to.
Ja, bo... O B贸g!
O B贸g!
Nie uda wam si臋.
Sta艂o si臋, 偶e 偶yjemy w praworz膮dnych, 艣miennych krajach.
Ja pana... Ja pana... No,
panie roze.
Z tym strzelaniem to pan przeholowa艂.
Ale je偶eli pan st膮d natychmiast zniknie i przestanie powtarza膰 te brednie, nie
wezw臋 policji.
Wyprowadzi膰. Dobrze?
Ale moje pieni膮dze!
Wyprowad藕! Moja pieni膮dze! Pasz膮 wam!
Wszystko w porz膮dku. Prosz臋 wraca膰 do pracy. Dzi臋kuj臋.
Prosz臋 wraca膰 do pracy i spokojnie.
Gentlemen's agreement.
Sk膮d pan to wyci膮gn膮艂? A du偶o tego by艂o?
Sze艣膰 tysi臋cy.
Za pa艅skie szcz臋艣liwe uwolnienie.
A czego szcz臋艣liwe?
Terminowe. Fakt.
Tylko niech pan nie my艣li, 偶e ka偶dego, kto wyjdzie z wi臋zienia, tak fetujemy.
Tylko pana?
Pan jest Henryk Quinto.
Pierwszy kasiarz Rzeczypospolitej.
Ja wygl膮dam na kasiarza, jestem muzykiem.
A siedzia艂 pan za wigawie, co?
Tak.
1924 Lw贸w, Polski Bank Krajowy.
1925 艁贸d藕, Bank Kredytowy Szwajcarski. W 26... W 27 Bydgoszcz, Bank
Ludowy. W 28 Warszawa, Bank Gospodarstwa Krajowego. Wymieni艂em oczywi艣cie tylko
wa偶niejsze pana koncerty. Panie muzyku, schwytany raz, 1928.
Sze艣膰 lat wi臋zienia tylko dlatego, 偶e nie udowodniono pozosta艂ych raz贸w.
O co wam chodzi?
O wsp贸艂prac臋.
Mamy kilka ekstra pomys艂贸w. A to na zdrowie.
Pa艅skie.
Pan z nami nie pije?
No tak.
Poka偶 panu.
Wzi臋li艣cie mnie za kogo艣 innego.
Wie pan, co to jest?
To jest t艂um.
Dogadamy si臋, czy on ma dokr臋ci膰 do tego rewolwer.
A wiecie, co to jest?
To jest ustnik.
Co? Od tr膮bki.
Jakiej tr膮bki?
Jestem muzykiem.
Dobra.
Jakby si臋 pan... Jakby pan chcia艂 z nami zagra膰, to jeste艣my w warsztacie na
Okopowej. Dla Harka wulkanizacja.
Otwiera艂 pan kasy bez narz臋dzi, wy艂膮cznie na s艂uch.
Jakie kasy?
Dosy膰.
Moks!
Moks!
No i co? To jest ostatni raz.
Ostatni tw贸j pomys艂, przecie偶 to nie on.
Musimy co艣 z nim zrobi膰.
Ale co?
Cholera, trzeba go odwie藕膰. No pewnie, 偶e trzeba go b臋dzie odwie藕膰.
Ale go to nie ma.
Pok贸j prosz臋.
Pan wybaczy, ale...
Prosz臋 upe艅 nie.
Witaj.
Nic si臋 nie zmieni艂e艣.
Mo偶na?
Nie interesuje ci臋, co jest w 艣rodku?
Chcia艂bym, 偶eby艣 to traktowa艂 jako spraw臋 interesu, nie osobist膮. W ko艅cu
obaj jeste艣my lud藕mi interesu, prawda?
Czy zastanawia艂e艣 si臋, co by by艂o, gdybym w s膮dzie powiedzia艂 o twoim
wsp贸艂udziale?
Nic by nie by艂o, bo to nie by艂 wsp贸艂udzia艂, tylko prowokacja.
Widzisz, jaki jestem z tob膮 szczery.
Pami臋tasz t臋 moj膮 spraw臋 z fa艂szywymi obligacjami?
Ci z kryminalnej mieli mnie na widelcu.
Pewien komisarz, nie wiadomo sk膮d, dowiedzia艂 si臋 o naszych powi膮zaniach i
zaszanta偶owa艂 mnie.
Zmusili mnie, 偶ebym sprowokowa艂 w艂amanie i zwawi艂 ci臋 w pu艂apk臋.
Uj臋cie kwinty na gor膮cym uczynku to by艂o co艣.
Ju偶 wtedy uczyli o tobie w szkole policyjnej.
Nie przysz艂o mi to 艂atwo.
Byli艣my przecie偶 przyjaci贸艂mi.
Zrozum, Quinto.
Gdybym ja poszed艂 siedzie膰, by艂by to dla mnie koniec wszystkiego.
Kariery, zdrowia, wszystkiego. A ty? Tak mia艂e艣 ustalon膮 reputacj臋.
No to okrutne, okrutne, ale... Tak w艂a艣nie wtedy rozumowa艂em.
O przesz艂o艣ci nie da si臋 naprawi膰.
Ale ta paczka mog艂aby ci u艂atwi膰 przysz艂o艣膰.
45 tysi臋cy z艂otych polskich.
Patrz. 45 tysi臋cy.
Dwa razy tyle, ile by艣 wtedy zdoby艂.
Siedzia艂em 2196 dni.
To jest oko艂o 20 z艂otych dziennie. Tanio to obliczy艂e艣. My艣l臋, 偶e uczciwie.
Zrozum.
Przez ca艂e 6 lat ta sprawa nie dawa艂a mi spokoju.
Wreszcie chc臋 za艂atwi膰 to wszystko fair do ko艅ca.
Ja sko艅czy艂em z tym, co by艂o. Sko艅czy艂em.
Jestem uczciwym cz艂owiekiem.
Dzisiaj mog臋 nim by膰, bo mam pieni膮dze.
Ale dzisiaj... Dobra.
Niech b臋dzie, 偶e jeste艣my kwita.
Mia艂e艣 prawo.
Wybaczam ci.
Gdyby艣 mia艂 jakie艣 k艂opoty, wal jak dym.
Lepiej nie zostawiaj mi adresu.
Rozumiem aluzj臋, ale nic z tego.
Mojego banku nie da si臋 zrobi膰.
Ucho od 艣ledzia.
Wielu ja si臋 znam na tym.
No to co? To jak powiedzia艂e艣, jeste艣my kwitakint膮.
Straci艂by艣 tylko czas.
Ucho od 艣ledzia.
By艂 wczoraj u mnie spi臋ty, rozumiesz mnie?
Ma co艣 na oku, szuka sk艂adu.
呕ebym wida膰, to bym mu Ciebie poleci艂.
No to co?
Zadzwoni膰?
Um贸wi膰 si臋 z nim?
S艂uchaj, to pewny numer.
Bez 偶adnego ryzyka.
Weltmeisterschaft. Ile?
S艂uchaj, mo偶na zrobi膰 250.
Pytam o Fiata.
Jak dla Ciebie to 4, rozumiesz mi?
Hamulce hydrauliczne.
Szkula, kupi艂em od ciebie samoch贸d.
Czego jeszcze chcesz?
呕eby艣 si臋 namy艣li艂.
Przez ostatnie sze艣膰 lat ca艂y czas si臋 namy艣la艂em. I wymy艣li艂em, 偶e ju偶 mi si臋
nie chce.
Obci臋li ci w艂osy razem z jajami.
No i co? Idziesz?
Panie, szybciej!
Moment!
Wi臋c co mam powiedzie膰 spi臋temu? 呕eby si臋 rozpi膮艂.
Wypu艣cili ci臋.
A gdy ju偶 w domu?
Nie.
Mog臋 zaczeka膰?
Przyszed艂em dlatego, 偶e Tadeusz do mnie pisa艂. Pisa艂 o Ciebie?
O co?
Kiedy wr贸ci?
Tadeusz nie 偶yje.
Co?
Nie zrozumia艂e艣?
Nie 偶yje.
Jak to si臋 sta艂o?
A co Ci to obchodzi?
Tadeusz jest moim przyjacielem.
By艂.
By艂 Twoim przyjacielem.
I tego w艂a艣nie nie potrafi臋 zrozumie膰, odk膮d dowiedzia艂am si臋, kim jeste艣
naprawd臋.
Co si臋 sta艂o z Tadeuszem?
Oj Bo偶e.
Tadeusz zdecydowa艂, 偶e wp艂aci wszystkie nasze pieni膮dze na procent do banku.
Ca艂e dziewi臋tna艣cie tysi臋cy.
Kiedy wraca艂 do domu,
Napadli go i pobili.
Zabrali mu dow贸d wyp艂aty. Tadeusz nie m贸g艂 podj膮膰 tych pieni臋dzy, bo dosta艂
weksel na okaziciela. Co to za bank?
Nie wiem.
Nast臋pnego dnia rzuci艂 si臋 z okna.
A policja stwierdzi艂a, 偶e to by艂o samob贸jstwo.
Tadeusz? Samob贸jstwo?
Robi臋 to, bo wiem, 偶e Tadeusz by sobie tego 偶yczy艂.
S艂uchaj, Kwinto.
Powiedz mi.
Czy Tadeusz te偶 by艂... Czy by艂 taki jak ty?
Mo偶esz by膰 spokojna.
Nie by艂.
To jest kolor? To jest kolor? Do dupy, to jest jaki艣 hipropon. To trzeba by艂o
lepiej wyklepa膰.
Wyklepa膰? Leci mi si臋 ten niedotarty 艂eb, Pajo.
Co?
Ja chc臋 pozobaczy膰, co nam da auto.
Kto jest je藕dzi膰?
Dup膮 po nieheblowanej desce.
Niedotarty.
Niedotarty?
A kto go stukn膮艂?
Kto stukn膮艂?
Ostatni raz za kierownik siad艂ek.
Ostatni raz!
Kurde, balans.
Widzia艂e艣?
Pan muzyk, 偶ebym dr偶a艂.
Ale si臋 pan odpicowa艂 jak str贸偶. Po pierwsze, sprzedacie m贸j samoch贸d. Pi臋膰
tysi臋cy. I to dziesi臋膰.
Po drugie, poszukacie Du艅czyka?
Ostatni adres. To jutro. Pojutrze spotykamy si臋 o drugiej przy bramie na
Smutnej. A to mo偶e ja bym... Zatny w艂asnych pomys艂贸w.
To po trzecie.
A jak pan tu wszed艂?
Trzeba by艂o uwa偶a膰.
Panie prezesie?
Ja mam prawd臋.
Forza, panie prezesie.
45 tysi臋cy?
Tak, sk膮d pan wiedzia艂?
O, to to jest jeszcze.
Czy to ten Rykli艅ski, co gra艂 razem z Kiewinto w jednym zespole?
Rykli艅ski, Kiewinto... Tak, tak, 26, 27, w kt贸rym艣 z kabaretu. A nie m贸g艂 pan
tego wcze艣niej sprawdzi膰?
Niech pan wezwie do mnie Kr臋picza. Tak jest.
Nie mam nic dla nikogo.
Prosz臋 bardzo.
Mo偶e cygaro?
Nie, prosz臋 ci臋, nie b艂agam!
B艂agam ci臋, nie prosz臋!
Nie! Nie!
Ten rewolwer jest niedobry! Jak to niedobry?
Po偶yczy艂em go specjalnie od szwagra policjanta. To prawdziwy browning.
O co znowu chodzi, panie Turwi?
Boi si臋 pan.
Przecie偶 nienawidzy. Przecie偶 wie pan doskonale, 偶e si臋 nie boj臋. Nie o to
przecie偶 chodzi, dyrektorze. Ja sobie po prostu nie 偶ycz臋. Wszystko jest umowne,
tylko pistolet prawdziwy. To mi po prostu rozbija nastr贸j.
Nastr贸j, nastr贸j. Najpierw nie chce pan wej艣膰 pod 艂贸偶ko, a teraz znowu pistolet.
Co艣 ju偶 panem dzieje, panie kolego.
Zaanga偶owa艂em aktora... ...cybabel.
Dyrektorze, ja sobie wypraszam. W garderobie jest... Brudno.
R臋cznik贸w nie ma. S艂usznie.
Prosz臋 przynie艣膰 atrap臋. Potrafi臋 z tym zagra膰 tak jak z prawdziwym rewolwerem.
W ko艅cu to ja z tej cholery jestem aktorem.
Dobrze.
Prosz臋 przynie艣膰 atrap臋 dla pana Turwida.
I 10 minut przerwy.
Dzi臋kuj臋.
A co chodzi? Chcia艂bym m贸wi膰 z w艂a艣cicielem. W艂a艣nie o co robicie?
Pan Kwinto chcia艂by z panem zagra膰 w pi艂k臋. Co? W pi艂k臋. Zrywam ten kowtel
ju偶.
A co teraz robi?
Nie wiem.
Ja, prosz臋 pana, sprzedaj臋 bilety.
Panowie zapytaj膮 tego tam, co wpuszcza. Oni byli w lepszej komisji.
Chcieliby艣my skomunikowa膰 si臋 z panem Du艅czykiem.
Z Du艅czykiem, powiadaj pan.
Nie znam cz艂owieka.
To dziwne. Przez dwa lata by艂 pa艅skim pracodawc膮. Tak? Nie pami臋tam.
Mo偶e by艂em wtedy chory.
A teraz?
A teraz jestem zdrowy.
A co pan my艣li, 偶e my jeste艣my z policji, panie? A co mnie to obchodzi?
Albo wchodzicie do 艣rodka, albo do widzenia.
Do widzenia? My艣my widzieli ten film.
Moje uzanowanie.
Jest tak. Du艅czyk sprzeda艂 Wodewils cztery lata temu i kupi艂 kino. Ale
sprzeda艂 dwa lata temu i teraz ma jaki艣 interes, tylko 偶e chwilowo nie wiemy
jaki. Zreszt膮, je偶eli jest konsekwentny, powinien go w tym roku sprzeda膰.
Ja zreszt膮 przejrza艂em niekt贸re og艂oszenia. O, mam tu na przyk艂ad
fotoplastikon. Pilnie?
Sprzedam. Dzisiejsza? Oferty... Mhm.
O tam na g贸rze, gdyby pan wychcia艂.
Ciekawe. No.
Gramy dzi艣 z Wiktori膮.
Ale nie ma co gada膰. Dostali艣my w Berlinie 3-0. Nie mamy szans.
W to wiele.
Co si臋 dzieje w pa艅stwie du艅skim?
Pinto na powietrzu.
A偶 przyjemnie popatrze膰.
Zm臋偶nia艂e艣, trudno si臋 rozpozna膰.
Trudno ci臋 znale藕膰.
Zbyt wielu szukam.
Na szcz臋艣cie upodobania rzadziej zmieniasz ni偶 adresy. No ale o tym
wiedz膮 tylko nieliczni.
Jak ja?
Jak ty.
Ile to lat to jest?
Sze艣膰.
Przejdzie si臋 ze mn膮 do banku i z podrodem?
Dawno艣my si臋 nie widzieli, to nie wiesz.
Czego? I 偶e si臋 wycofa艂em.
Ja te偶, ale to nie jest zwyk艂y numer.
Ile masz podj膮膰?
Wszystko.
Pytam z ciekawo艣ci, bo odmawiam.
Z wiekiem spada zapotrzebowanie na zysk, a ro艣nie popyt na
艣wi臋ty spok贸j.
Przepraszam ci臋, Quinto, ale rozmawiam z emerytem.
Winczyk, ja musz臋 to zrobi膰.
I z tob膮.
Sam, sam!
Ju偶 nic nie zrobi臋.
Lekarza!
Na chwil臋 b臋dzie tu policja. Szybko, szybko!
Co tu si臋 dzieje? Przepraszam, przepraszam!
Na boiszku mia艂e艣 tak膮 min臋, jakby to do ciebie strzelali.
Nie powiem nie.
Masz jakie艣 tarapaty?
Gustaw Kramer, dom bankowy, sp贸艂ka akcyjna, ulica Kredytowa 6.
Czekaj no, czy to nie jest ten sam Kramer, kt贸ry kiedy艣 pom贸g艂 policji,
偶eby ci臋 capn臋艂a?
Ten sam.
Teraz pom贸g艂 mojemu przyjacielowi przenie艣膰 si臋 na tamten 艣wiat,
zabieraj膮c mu wszystkie pieni膮dze.
Aha, rozumiem.
A co to mia艂by by膰 za numer?
Wabang. A bez metafor?
Pami臋tasz spraw臋 Szwandrowskiego w Krakowie w 24?
Jasne.
艢wietnie pomy艣lane.
Tylko, 偶e mu nie wysz艂o.
Mnie wyjdzie.
Czekaj no, Gustaw Kramer?
No to przecie偶 on si臋 zna na alarmach, bo pracowa艂 w punku.
Trzy lata jako kasj臋, zna si臋 na tym.
Nie mo偶esz si臋 m艣ci膰 na kim艣 innym?
Przecie偶 to cwania.
Czy on w og贸le ma jakie艣 s艂abe punkty? Znasz go?
Znam. Do tego numeru potrzeba jeszcze co najmniej dw贸ch. Mam. Znam? Nie.
Co robili? Raz robili jubilera.
Szopenfeldziarze. Ale maj膮 du偶o zapa艂u. Bo nie siedzieli. I bardzo dobrze. My
si臋 zbytnio nie mo偶emy pokazywa膰. A co ja mam robi膰?
Wej艣膰 do 艣rodka.
A dalej to ju偶 moja sprawa.
Nie no.
Facet, co si臋 zna na alarmach i dw贸ch szopenfeldziarzy z zapa艂em.
A ja mam po prostu wej艣膰 do 艣rodka. To tak jakbym prowadzi艂 pi艂k臋 przez ca艂e
boisko, okiwa艂 sze艣ciu facet贸w, poda艂, a ty tylko przyk艂adasz nog臋, tak?
A bez metafor musia艂bym by膰 ci臋偶ko chory, 偶eby p贸j艣膰 na t臋 dung臋.
A wiem, 偶e ostatnio te偶 kiepsko si臋 czuj臋.
Obejrzyj sobie.
Ostatnia szansa.
Wkr贸tce sprzedaj臋 to pud艂o.
Nast臋pne b臋d膮 jeszcze lepsze.
O, tam pierwsze zlewio.
Prosz臋, prosz臋.
呕贸艂te, nie? Tak.
Panie profesorze,
jedna kasjerek stwierdzi艂a, ten cz艂owiek by艂 dzisiaj u nas rano.
Du艅czyk. Ja zapomnia艂em, 偶e on w og贸le istnieje.
Od kilku lat wszelki s艂uch o nim zagin膮艂.
Za艂o偶y艂 sobie konto dzisiaj u nas.
Mo偶e po prostu zacz膮艂 oszcz臋dza膰.
Mo偶e.
Musicie si臋 dowiedzie膰, gdzie mieszka i 艂azi膰 za nim.
呕e jak?
Z kim przebywa, gdzie jada, wszystko.
Tak jest. Dobra.
To jedziemy.
Ko艣cio艂 mokrej roboty.
Siedem lat w legii cudzoziemskiej.
Za艂atwi艂 podobno wi臋cej ludzi, ni偶 przez jad艂o艣膰 kompletn膮.
A to pan.
Ni偶ej jest restauracja. Czynna w czasie, kiedy jest zamkni臋ty. Na parasol te偶 nie
da rady.
W prywatnych mieszkaniach.
No koniec. W艂a艣nie.
Ale najtrudniejsza sprawa.
To instalacja alarmowa.
Niestety maj膮 najlepsz膮, jaka istnieje, szwajcarskiego zimnera. W razie alarmu
blokuje wszystkie wej艣cia i oczywi艣cie natychmiast zawiadamiana jest policja. W
艣rodku nie mo偶na otworzy膰 pude艂ka zapa艂ek, 偶eby nie wywo艂a膰 alarmu.
Da si臋 zablokowa膰?
Ka偶da si臋 da, tylko trzeba to zrobi膰 za pierwszym razem.
Ale nawet je偶eli uda mi si臋 z艂ama膰 ten system, po to, 偶eby go zablokowa膰, musz臋
wej艣膰 do 艣rodka.
Wszystkie wej艣cia s膮 po roz艂omnej instalacji.
Czyli tak zwana kwadratura ko艂a.
No, wchodzimy na bezstrzelnego. Bia艂y dzie艅.
Przestawiamy kasierom rewolwery do brzuch贸w. Zgarniam im to.
Kto to jest?
Nie zobaczaj na nich. Abym zapomnia艂 o dw贸ch stra偶nikach, kt贸re zmieniaj膮
cztery razy na dob臋.
No, czyli mamy co najmniej sze艣膰 godzienczostek. Brawo, brawo, tak jest.
Tylko 偶e nie mamy kt贸r臋dy wej艣膰.
呕adnych szans?
Prawie 偶adnych.
Prawie.
No jest jedna.
Inaczej nie strz臋pi艂bym sobie nadal mnie j臋zyka.
Przyjrzyjcie si臋 dok艂adnie temu planowi.
No co, widzicie?
Kt贸r臋dy?
Tejdy!
Kurde ma艂e!
Bardzo przepraszam, czy m贸g艂by pan zatelefonowa膰 do mojego papy?
Zepsu艂 mi si臋 samoch贸d.
M贸g艂bym, oczywi艣cie.
Ale po co niepokoi膰 pap臋?
Ja si臋 te偶 znam na tym.
To cudownie.
Ja kompletnie nie mam o tym poj臋cia.
Ma pani niezb臋dne narz臋dzia? Tak. Doskonale.
No, do roboty, do roboty.
Czy to co艣 powa偶nego?
Jeszcze nie wiem.
Jak Pani na imi臋?
Natalio.
Pobrudzi艂a si臋 Pani, Pani Natalio.
O wy偶ej, na nosku. O tak!
Dzi臋kuje za ogl膮danie.
Polski wynalazek.
Wszystko jasne, czy mam co艣 powtarza膰? Wszystko jasne. Co to do roboty? Jutro
nie spuszcza膰 mi oka Skramera.
Uwa偶amy na niego od tygodnia, mo偶e pan by膰 zupe艂nie spokojny.
No to... do jutra.
Nie chcia艂em umie膰 przy tych twoich Chopin freudziarzach, ale czy Kramer nie
domy艣la si臋, 偶e szyjemy mu garnitur?
Da艂em mu do zrozumienia, 偶e bardziej bola艂o.
Tylko kogo?
Nie m贸wi臋 ci, 偶e jeste艣 pechowiec, ty ostatnio nie mia艂e艣 zbyt wiele
szcz臋艣cia. Dlatego wzi膮艂em ciebie. Nie znam drugiego wi臋kszego szcz臋艣ciarza.
Drugim by艂 m贸j brat.
Tylko si臋 utopi艂 jak mia艂 trzy lata.
Na wszelki wypadek wyprowad藕 si臋 z tego hotelu. Za du偶o ludzi bierze, tam
mieszkasz. Jak b臋d膮 chcieli mnie znale藕膰, to znajd膮. Nie mam tego
sposobu. Te偶 fakt.
Masz si臋 czym broni膰, jak uci膮g?
Nie藕le.
Ale we藕 tak偶e... We藕 tak偶e to, wszelki panek.
Jak si臋 to wszystko uda, to si臋 chyba upije.
A teraz nasz ostatni wsp贸lnik.
Blokuje szwajcarsk膮 instalacj臋 Ziegler'a.
Dajcie co艣 ode mnie. Dla mnie.
Przepraszam, 偶e tutaj zaprosi艂em.
Zawsze lubi艂am tu przychodzi膰, wiesz o tym.
Zacz膮艂e艣 pracowa膰?
Dzi臋kuj臋 ci, 偶e艣 przysz艂a.
A pijesz si臋 czego?
Dzi臋kuj臋.
Koktajli, to co zawsze.
Tak si臋 sk艂ada, 偶e znam dobrze prokuratora i kilku komisarzy policji.
Obiecali zaj膮膰 si臋 spraw膮 Tadeusza.
A jak b臋dzie trzeba, znowu j膮 艣ledztwom.
Gdyby si臋 okaza艂o, 偶e Tadeuszowi kto艣 pom贸g艂 w tym samob贸jstwie,
otrzymasz odszkodowanie.
Nie chc臋. Tadeusz by艂 wysoko ubezpieczony na 偶ycie.
Wiem, 偶e te pieni膮dze ci go nie zwr贸c膮, ale nale偶膮 ci si臋.
Dlaczego to wszystko robisz, Kinga?
Nie wierz臋 w samob贸jstwo Tadeusza.
Jestem wdzi臋czna. Jeszcze nie ma za co.
Dzi臋kuj臋.
S艂uchajcie, mam do Was pro艣b臋.
Gdyby si臋 kto艣 o mnie wypytywa艂, to jutro wieczorem gra艂em tutaj dwa dni.
Poka偶臋 r贸偶e wszystkie.
Dzi臋kuj臋. Jeszcze jedna siada.
Zrobi艂 sobie fajerant trzy godziny wcze艣niej.
Ja nic nie dziwi臋.
Jestem nieprzyzwoicie punktualny. To poniek膮d moja cecha zawodowa. Dobry
wiecz贸r. Szampan. Co to za okazja? Ju偶 tydzie艅.
Czas na uroczysto艣膰.
Bardzo przepraszam, 偶e pan czeka艂.
Musia艂am si臋 przebra膰.
Jak si臋 panu tutaj podoba?
Chor臋dalnie. To jest w艂a艣ciwe s艂owo.
To mieszkanie mojego patry.
Mieszkam tutaj, jak on wyje偶d偶a od interesa. Ach, tak.
Pardon,
byte, co prosz臋?
Pami臋ta pan nasz膮 mow臋? Mia艂 mi pomaga膰 pan Wieniecki. Ach, ja, na tyle, je艣li
chyba bym zapomnia艂.
Kaffe? Te?
Ja.
Pani Natalio, where is das?
Where is my papa?
Firma Maszyny Rolnicze Bielecki, Holzweber, to pani papa?
Tylko Bielecki.
Holzweber to wujcio.
Naprawd臋, panie, jak co艣 powie. No ma si臋 to poczu膰 jak humoru, pani Natalio.
Chyba mi nie pasuje ten maszynnik.
Dlaczego bardzo pi臋kny?
Mo偶e mi tam pom贸c odpi膮膰? Oczywi艣cie, znaj臋cie.
Chcia艂em.
Trudno si臋 odpina.
Trudno si臋 odpina. A jest.
Langsam. Langsam, langsam, Abba Zichel.
Nie pozna艂em pana.
Nie szkodzi, b臋d臋 bogaty.
No to teraz po kwint臋.
Panu si臋 gdzie艣 spieszy?
Zdaje si臋, 偶e jednak pan si臋 sp贸藕ni. Policja.
Mamy rozkaz odprowadzi膰 pana do komisarza.
Dlaczego akurat mnie?
Panie Kwinto, pana to mo偶na za samo nazwisko.
Zdaje si臋, 偶e nie macie prawa.
Owszem, mamy.
Na 48 godzin ka偶dego.
Chyba, 偶e...
Nie 艣pij.
Co jest? Nie ma kim si臋 艣piewa膰.
Ja ju偶 dziury wyko艂em.
Co robimy?
Czekamy.
Albo nam tu 藕le.
Co si臋 z nim ma dosta膰?
A ty jak jeste艣 ubrany, Schopenfeldzia偶u?
To jest skok, a nie sklepik.
Dobry wiecz贸r, panie Kingo.
Przepraszam, wysadza艂em panu ciep艂o.
Prosz臋 siada膰.
A wie pan, ja w贸wczas odkr臋ci艂em nogi prawie we wszystkich meblach, a forza
by艂a tylko w jednej.
No ale do rzeczy.
Dziwi si臋 pan na pewno, dlaczego wezwali艣my pana tutaj.
Ot贸偶 wczoraj wieczorem by艂o w艂amanie w biurach mecenasa Walenty.
I dlatego pozwolili艣my sobie pana niepokoi膰.
To rutynowe sprawdzenie. Zaczynamy jak zwykle od pieca, a pan jest... Pan jest
ci膮gle numer jeden.
Zna go pan?
To mecenas Walenta? Pod racz 偶artowa膰.
To Adam Szpulski, zwany Szpul膮.
Przydaje samochody.
Nie znam.
No dobra.
A tego?
Te偶 nie. Nie.
To Bertrand Malkiewicz.
Bardziej znany jako spi臋ty.
Nie znam.
To trudno.
W ka偶dym razie ma pan szcz臋艣cie. Walen贸w te zrobili oni.
Nie pan.
Z艂apali ich z manelami w momencie, kiedy pana wje藕d藕li tutaj.
Tym razem uda艂o si臋 panu.
To raczej panu si臋 nie uda艂o.
Ale zepsu艂 mi pan wiecz贸r.
To s膮 konsekwencje pana s艂awnej przesz艂o艣ci.
Ale mo偶e m贸g艂bym co艣 naprawi膰.
Zanim spotkamy si臋 znowu.
Przesta艅, co?
呕eby zd膮偶y膰, powinni艣my zacz膮膰 p贸艂 godziny temu.
To co, schodzimy?
Psiakrew, te dziury.
Domy艣l膮 si臋, 偶e by艂o co艣 na dojdzie.
Szkoda, cholera szkoda.
No dobra, idziemy, nie b臋dziemy tu siedzie膰, bo dostaniemy wilka.
Policja!
Policja! To po nas?
Co robimy? Jemy?
Stoi.
Wiedzia艂em, 偶e jak 偶yj臋, to przyjdzie.
Nie藕le nas pan przeszyma艂.
Strasznie si臋 generowali艣my. Co si臋 sta艂o?
Zaspa艂em.
No to nie.
Co tam?
A to ja ci臋 koniem gard臋.
Ja ci臋 gard臋, ja ci臋 gard臋, zobacz臋.
Pioneczek do przodu.
A cholera, co ty widzisz.
S艂ysza艂e艣? Co s艂ysza艂em?
No w艂a艣nie nie wiem.
A co tu mo偶e by膰?
A ja tobie.
Tak, to ja... Strze偶onego Pan B贸g strze偶e.
Olek, daj spok贸j, tu na dole w knajpie graj膮.
Olek, chod藕, teraz gramy.
Nie dotyka艂e艣 tej blaszki? No sk膮d? Za kokoprem nie ma.
Mo偶na ju偶?
Jak pan to zrobi艂? Trzeba by艂o uwa偶a膰
Natalio, jaka to karta?
Valet, Karo.
Brawo. Pocieramy r臋k膮 i mamy?
Masa, Karo. I pocieramy r臋k膮 i mamy?
Jaka ty inteligentna. Nic tak nie ceni膮 kobiety, jak wiedzie.
Ustawi臋. Ustawi臋.
Ustawi臋.
Wszystko zabrali艣cie? Mo偶e mam by膰 pot臋偶ny.
Prawimy si臋.
Jutro zgadzam.
Szanowni Pa艅stwo, panie komisarzu.
I co, in偶ynierze?
To bardzo skomplikowany system.
T臋dy p艂ynie pr膮d, a ka偶de przerwanie obiegu powoduje alarm.
Aby to omin膮膰, nale偶y zablokowa膰 tylko czujniki.
To musia艂by by膰 przerywacz w takim kszta艂cie.
Przepraszam, panie komisarzu.
Znale藕li艣my odciski na tym placu.
Zdj膮艂em si臋 rady i jad臋 do biura, co? Chwileczk臋, niech pan we藕mie najpierw
odciski wszystkich pracownik贸w z banku.
W kartotece mo偶e pogrzeba膰 klinik. Tak jest, panie komisarzu.
Ten przerwazd to mog艂o by膰 co艣 takiego?
Tak.
Tak, spokojnie, niech pan si臋 utr臋偶y.
Niech pan nie pomaga. Urazimy sobie.
Ja nie pomagam.
Widzi pan, kolega zadowolony.
Nie ba艂 si臋.
Panie komisarz, z nim zjecha艂 w艂a艣ciciel.
Pan Werner.
Kramer!
Komisarz, przygoda z policji kryminalnej? Przygoda, no. To jedyna
podciecha, 偶e to w艂a艣nie pan zwo艂a膰 nas.
To te dwa barany mia艂y s艂u偶b臋? Tak jest, panie prezesie. Dzwoni膰!
Ile by艂o w kasie? W got贸wce 585 tysi臋cy oraz papiery warto艣ciowe. Ale jak si臋 tu
docelimy? To jest niemo偶liwe. Ta instalacja alarmowa jest niezawodna.
Wy艂膮czana i kontrolowana z zewn膮trz przez policj臋. Przebyli si臋 w toalecie z
szybu wentylacyjnego. Z restauracji, kt贸ra jest pod bankiem. Szyby.
To sobie nie pomy艣la艂em. Siak.
Ale jak mo偶na wy艂膮czy膰 tak膮 instalacj臋, panie komisarzu?
Z t膮 blaszk膮.
Oto firma Ziegler. Zap艂aci nam.
Szkodowanie.
Czy m贸g艂by pan otworzy膰 sejf?
Otworzy膰? Przecie偶 jest rozkwit.
Ale m贸g艂by pan. Prosz臋.
Te p贸艂 miliona ile zajmowa艂o miejsca? No na dolnych p贸艂kach papiery warto艣ciowe,
a dwie g贸rne to bantnoty w paczkach.
Niech pan odp艂ac臋 drug膮 cz臋艣膰.
Widzi pan?
To rozpr贸ci艂, umo偶liwia wzi臋cie pieni臋dzy tylko ze 艣rodkowej p贸艂ki.
Najwy偶sza jest bezpieczna.
Dziura do niej nie si臋gnie. No, gdzie偶 wi臋c s膮 te pieni膮dze?
No w艂a艣nie.
Przypuszczam, 偶e kasa zosta艂a otwarta normalnie.
Z zamka.
Dopiero potem rozpr贸ta dla zmalenia 艣ladu. Nie ma to sensu.
Po co kto艣 mia艂by sobie zadawa膰 tyle, co robi艂 pan?
Aha.
Dla upozorowania w艂amania na przyk艂ad.
Upozorowa膰?
Pan komisarz sugeruje, 偶e to zrobi艂 kto艣 z banku.
Powiedzia艂em na przyk艂ad.
W ka偶dym razie musimy wzi膮膰 odciski palc贸w wszystkich pa艅skich pracownik贸w,
pocz膮wszy od stra偶nik贸w, a sko艅czywszy na panu, panie Kramer.
Na mnie?
A co, mo偶e to ja sam zrobi臋, co? Mo偶e pan Sawicki ukrad艂 moje pieni膮dze?
Jakie to szcz臋艣cie, 偶e pan prowadzi 艣ledztwo, panie komisarzu.
Szcz臋艣liwy jestem.
Ciesz臋 si臋.
Dzie艅 dobry.
Dzie艅 dobry.
Czy jest w domu kto艣 starszy? Tak.
Pani... S艂ucham, na co chodzi? Pani Marta Rychni艅ska. To ja.
Prosz臋 Pani, mam dla Pani pieni膮dze. Wpu艣膰cie mnie, Pani.
Dzie艅 dobry, Pani. Dzie艅 dobry.
Prosz臋.
Prosz臋 Pani, tu jest 20 tysi臋cy z艂otych dla Pani.
Prosz臋, Oskar, przeliczy膰.
Nie, to jaka艣 pomy艂ka.
Ja nie rozumiem, sk膮d tyle pieni臋dzy.
Ja nie mog臋 tego przyj膮膰.
To chyba nie chodzi o mnie. Ale偶 tak, to na pewno chodzi o pani膮.
Nie, nie.
Jeste艣my... Id藕 pobaw si臋 do pokoju.
To niemo偶liwe, prosz臋 pana.
Widzi pani, prezes banku, w kt贸rym m膮偶 pani ulokowa艂 got贸wk臋, okaza艂 si臋 by膰
hochsztaplerem 艂askawa pani.
Na szcz臋艣cie zaj臋li艣my si臋 t膮 spraw膮 i jak pani widzieli, zwracamy got贸wk臋
wszystkim poszkodowanym. Czy pan jest z policji?
Raczej z wymiaru sprawiedliwo艣ci.
Prosz臋 pofitowa膰. To nieprawdopodobne, prosz臋 pana.
Ja nie mog臋 w to uwierzy膰.
Ja nie wiem, jak mam panu dzi臋kowa膰. Ale偶 to zb臋dne, to po prostu nasz zaw贸d.
Prosz臋.
Tu? Tak, tak.
Prosz臋 pana.
Czy pan dzia艂a w porozumieniu z panem Quinto?
Quinto? Tak.
Quinto, wybacz. John przys艂a艂 tu Pani.
Wy艂acz Pani, ale ja chyba nie s艂ysza艂em nigdy tego nazwiska. Mo偶e pracuje w
innym dziale.
Prosz臋. Dzi臋kuj臋.
Do widzenia.
To bardzo wa偶ne.
Moje szanowanie Pani.
Dzi臋kuj臋.
Po odliczeniu koszt贸w w艂asnych na ka偶dego wypada po 20 tysi臋cy.
Tak, no za du偶o to to nie jest. A sobie?
Ja ju偶 swoje zabra艂em.
A偶 w 偶yciu nie bra艂em udzia艂u w takim idiotycznym skoku.
Mamy jeszcze jakie艣 zobowi膮zania?
Nie, sp艂acili艣my wszystkich.
Co do jatu?
Wezm臋 listy.
Gdybym dosta艂 te pieni膮dze miesi膮c wcze艣niej, pojecha艂bym do Rzymu.
Mistrzostwa Pi艂karskie.
Pojedziesz, jak b臋dzie gra艂a Polska. O, to musia艂bym 偶y膰 jeszcze ze 40 lat.
100 lat.
Pan na pewno wzi膮艂 swoj膮 rol臋?
Kto prowadzi 艣ledztwo?
Komisarz Przegroda.
Komisarz Przygoda. A to dobrze, bardzo dobrze. Pedant.
Szczeg贸larz.
Powinien ju偶 tam by膰.
Musia艂 mie膰 pan szalenie wa偶ny pomys艂. Skoro przeszkodzi mi pan, bo wiedzie, ma
pan chocia偶 jaki艣 trop?
W艂a艣nie dlatego tu jestem. 艢wietnie, siadajcie panowie. Dzi臋kuj臋.
Moro艅ski? Dzi臋kuj臋.
Jestem, jak si臋 m贸wi, na s艂u偶bie. Ludno, b臋d臋 pi艂 sam.
Pami臋ta pan t臋 blaszk臋?
No, wkazywa艂em j膮 panu, a ona zdaje si臋 zablokowa艂a instalacj臋 alarmow膮, prawda?
Zgadza si臋. Znale藕li艣my na niej odciski palc贸w, a nawet uda艂o nam si臋 je
zidentyfikowa膰. No, naprawd臋 dzia艂a pan jak b艂yskawicek. Gratuluj臋.
Dzi臋kuj臋 bardzo.
Niestety, panie Kramer, s膮 to pa艅skie odciski. Gratuluj臋.
Kto pa? Kpi ze mnie?
Nigdy w 偶yciu nie widzia艂em tej zasranej blaszki. Ja nie mog臋 o jej dotykanie,
prosz臋 pana.
Mo偶e te odciski s膮 podobne do moich?
Panie Kramer, atmoskopia wyklucza ponad wszelk膮 w膮tpliwo艣膰 istnienie dw贸ch
identycznych linii papilarnych. Dlatego to taka wa偶na bro艅 w walce z
przest臋pcami. Czy Pan sobie nie za du偶o pozwala, prosz臋 Pana?
Co Pan mnie chce robi膰?
Jeszcze chwil臋, a oskar偶臋 Pana o szczerswo.
Mam jeszcze jedn膮 spraw臋 do Pana.
W trakcie jak tu na Pana czekali艣my, nasi ludzie nieco rozejrzeli si臋 po
Pa艅skim mieszkaniu. Jakim prawem?
A to trzeba mie膰 nakaz o rewizji.
Opisany przez prokuratora.
Kto jest Pa艅stwem przewodnikiem?
Prosz臋.
Wypuszcza Pan, 偶e nie znam si臋 na potrzeby?
I mi pan powie, czy zawsze pan trzyma pieni膮dze w koszu z brudn膮 bielizn膮?
Tak, oczywi艣cie. Zawsze.
Zawsze. A marmelad臋 i proszek do z臋b贸w w skarpetach, pan nie?
No w艂a艣nie, znale藕li艣my to u pana w koszu z brudn膮 bielizn膮.
Wysypa膰.
No i zguba si臋 znalaz艂a.
Ty skurwysynu, czeka, ja ci臋 dorw臋! Pan mnie wzywa艂?
To niedorzeczne, po co mia艂bym okrada膰 w艂asny bank? Jest par臋 przyczyn. Po
pierwsze ubezpieczenie, po drugie kradzie偶 uderza pa艅skich klient贸w
bardziej ni偶 pana.
Kiedy zjawi膮 si臋 o swoje pieni膮dze, pan roz艂o偶y r臋ce i powie sk膮d je mam wzi膮膰,
przecie偶 mnie okradli.
Ja mog臋 panu wierzy膰, ale prokurator i dowody s膮 innego zdania. To absurd,
jestem dostatecznie bogaty bez okradania si臋 dodatkowego. Prosz臋 pana, jest takie
przys艂owie, kt贸re m贸wi... Kto ma p贸艂 miliona, to jest bogatszy od tego, co ma
膰wier膰 miliona. A mo偶e kto艣 to wszystko ukartowa艂, co? 呕eby mnie pogr膮偶y膰.
M贸wi panu co艣 o nazwisku Quinto?
Tak. Sze艣膰 lat temu pan go nam wystawi艂.
S膮dzi pan, 偶e m贸g艂by si臋 m艣ci膰? W mojej trzydziestoletniej karierze nie
spotka艂em cz艂owieka, kt贸ry by ukrad艂 p贸艂 miliona, a potem potruci艂 komu艣 innemu,
aby go pogr膮偶y膰.
Zreszt膮 sprawdzili艣my.
Quinto ma swoje alibi.
Alibi?
Alibi, w艂a艣nie. Dlaczego pan mnie nie spyta艂 o alibi? Przecie偶 od tego si臋
zwykle zaczyna, prawda?
A pan ma alibi?
Mam! Mo偶na wr贸ci膰 w贸z! Niech pan zawraca!
Dzie艅 dobry.
Ja do Panny Natalii. Tu nie mieszka 偶adna Natalia. Jak to nie mieszka?
Natalia Bielecka.
To pomy艂ka.
Nie ma mowy o 偶adnej pomy艂ce. Ja ju偶 wczoraj tu by艂em.
Kto Pan w og贸le jest?
I co ma robi膰 z tymi logami?
Nie,
to jaki艣 wariak. Tu policja.
Ten Pan twierdzi, 偶e wczoraj w tym mieszkaniu sp臋dzi艂 wiecz贸r z pewn膮 dam膮.
To jest bardzo wa偶ne dla niego.
Pan pozwoli, 偶e wyjdziemy?
No. Na w艂adz臋 nie poradz臋.
O, przepraszam bardzo.
Nie do wiary.
Panie komisarzu, to jaka艣 horrendalna mistyfikacja.
Ja mnie wszystko poznaj臋.
To jest ten pok贸j, ja tu wczoraj by艂em. To ciekawe, 偶e艣my si臋 wczoraj nie
spotkali. Ale mo偶e tak by艂em zaj臋ty robot膮, 偶e nie zauwa偶y艂em. To wszystko
jest szyte grubymi ni膰mi.
Panie komisarzu, niech pan aresztuje tych ludzi.
Oni s膮 w zmowie z prawdziwymi sprawcami, niech pan ich aresztuje. O, ledwo
przyszed艂, ju偶 by aresztowa艂.
Cicho, to waria.
Panie komisarzu, ja tu wczoraj by艂em.
Daj臋 panu na to uroczyste s艂owo honoru. Nie wierzy mi pan? Prawd臋 m贸wi膮c, nie
przekona艂 mnie pan.
Burzyn!
Burzyn!
Daj臋 sali, panie krucarzu, jedzmy!
Jedzmy, to b臋dzie na pewno alibis!
Czego? Niech Pani otworzy.
Czy zasta艂em Pana tego, no, Murzyna?
Jakiego Murzyna? No, tego Murzyna, kt贸rym mieszka艂 Pani. A niech mnie Matka
Boska broni! Pod jednym dachem?
Z antychrystem?
No dlaczego pani k艂amie? Przecie偶 widzia艂em, jak wczoraj wychodzi艂 z pani
domu Murzyn z psem!
Z psem? Tak, z psem!
艢wi臋ty! Z jakim psem?
Tu nie ma 偶adnego psa!
Tak, to nie ma 偶adnego psa! Przecie偶 widzia艂em, jak tu wychodzi艂 wczoraj
Murzyn! Z tak膮 piwk膮 i z psem!
Ta baba te偶 jest z nimi w zmowie, niech j膮 pan aresztuje, b艂agam pana.
Panie komisarzu, jak Boga kocham, widzia艂em, jak tu wczoraj wychodzi艂 pies
z Murzynem, no!
Panie komisarzu, jak Boga kocham, no!
B艂agam pana!
Panie Kramer, starczy tego alibi.
Idziemy.
Nie dziwi臋 si臋, 偶e Kramer si臋 mi zakocha艂.
By艂am po prostu w jego typie.
Gdybym wiedzia艂a, 偶e mi w co艣 takiego wp艂acujecie, nigdy bym si臋 na to nie
zdecydowa艂a. Mam nadziej臋, 偶e z tym kraftem posz艂o mu jeszcze lepiej ni偶 z
tob膮.
呕e to si臋 wszystko uda艂o, to cud!
Wiesz co?
Musz臋 to zrobi膰.
Co?
Zata艅czy膰 z nasz膮 pszn臋.
Ona ma nogi jak kasztanka marsza艂ka.
Mam ekstra pomys艂.
Wiecie, kogo zrobimy nast臋pn膮 raz膮?
B臋dzie nast臋pnej razy.
Jak to?
Kasiarz tak nie m贸wi.
Wierzycie mnie za kogo艣 innego. Ja jestem muzykiem.
Kasiarz to co? Z艂y fakt.
Taki sam jak inne zawody.
I wymagaj膮cy tak偶e jak inne zaj臋cia niez艂ych kwalifikacji.
Zreszt膮... Zamiast kra艣膰 jako dyrektor, fabrykan, sekretarz czy inny prezes,
lepiej ju偶 kra艣膰 par excellence jako z艂odziej.
Tak jest chyba uczciwiej. Par excellence?
艁adnie powiedziane, ale w takim razie dlaczego pan zrobi艂 tyle bank贸w?
Tak naprawd臋 pow贸d by艂 zawsze ten sam.
Dzi臋ki. No.
Bo tam by艂y pieni膮dze.
Panie komisarzu, kilka s艂贸w dla kuriera. Dzie艅 dobry.
Panie Kramer, jak pan patrzy na to, 偶e by艂 bieg? Jak pan patrzy na to, 偶e by艂
bieg? Jak pan patrzy na to, 偶e by艂 bieg?
Jak pan patrzy na to, 偶e by艂 bieg?
Jak pan patrzy na to, 偶e by艂
bieg?
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.