Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com
- Co robisz? - Zaznaczam drog臋 powrotn膮.
- Z lewej! - Widz臋.
Daniel, Colton.
Dobrze was widzie膰. Szukali艣my was.
Widz臋, 偶e sami na kogo艣 natrafili艣cie.
- Jak d艂ugo spa艂am? - Jakie艣 dwa dni.
Gdzie jeste艣my?
Lekarz m贸wi, 偶e rana si臋 dobrze goi. Mia艂a艣 szcz臋艣cie.
Zabrali twoj膮 bro艅. Pomagali nam, wi臋c nie protestowa艂em.
Przechowaj膮 nam j膮 do czasu, a偶 b臋dziemy gotowi odej艣膰.
Czyli pewnie za jaki艣 tydzie艅, mo偶e troch臋 p贸藕niej.
- Wtedy wr贸cimy do Alexandrii. - Co to za miejsce?
Tutejsi ludzie nazywaj膮 je Kr贸lestwem.
Zaj臋li si臋 tob膮, wi臋c im pomagam.
Co powiedzia艂e艣 im o mnie oraz o nas?
- A co mia艂bym m贸wi膰? - Co im powiedzia艂e艣?
Widzieli, co zrobi艂 ci tamten cz艂owiek i co p贸藕niej ja z nim uczyni艂em.
Rozdzielili艣my si臋, a ja przyszed艂em ci z pomoc膮.
- To wszystko co wie. - Kto?
Cz艂owiek, do kt贸rego ci臋 zabieram. To on tu rz膮dzi.
Ma jakie艣 imi臋?
- Morgan? - Pewnie.
- To kr贸l Ezekiel. - 呕e co?
Nie przes艂ysza艂a艣 si臋. Kr贸l Ezekiel.
Do艣膰 nietypowy go艣膰.
- Co masz na my艣li? - C贸偶...
Jeste艣my na miejscu.
Zapomnia艂em powiedzie膰, 偶e Ezekiel ma tygrysa.
.:: GrupaHatak.pl ::. >> Release24.pl
facebook.pl/GrupaHatak
T艂umaczenie: Igloo666
{y:u}呕YWE TRUPY 7x02 The Well Studnia
Shiva, starczy tego!
Ta zacna niewiasta przesz艂a wystarczaj膮co wiele.
- To nasi go艣cie. - Wyluzuj troch臋.
Jerry, porz膮dny z ciebie namiestnik, lecz twe s艂owa rani膮 me uszy.
Shiva, rozumiem twe obawy. Nie poznali艣my jeszcze Carol.
Lecz je艣li to przyjaci贸艂ka Morgana, uznamy j膮 za naszego sprzymierze艅ca.
Jej stan poprawia si臋 dzi臋ki tobie i twoim ludziom.
Tw贸j widok niezwykle mnie raduje. Jestem kr贸l Ezekiel.
Witaj w Kr贸lestwie.
Przem贸wi艂 do ciebie kr贸l, a jednak nadal milczysz.
Wyczuwam nut臋 sceptycyzmu? A mo偶e mniemasz, 偶e jestem ob艂膮kany?
Mo偶e to miejsce jest dla ciebie u艂ud膮, wi臋c zdrad藕, co s膮dzisz o Kr贸lestwie.
I o samym kr贸lu.
Uwa偶am, 偶e wspania艂a z ciebie osoba. Podobnie s膮dz臋 o tym miejscu.
- A twoja Shiba... - Shiva.
Shiva. Jest r贸wnie偶 wspania艂a.
Gdybym od razu nie odpowiedzia艂a, pewnie zabrak艂oby mi s艂贸w.
Nie wiem, co tu si臋 wyrabia i to w pozytywnym sensie.
Ci, kt贸rzy trafi膮 w nasze progi, mog膮 korzysta膰 z naszej go艣ciny.
P贸ki sami nam pomagaj膮.
"Pij ze studni i nape艂niaj studni臋". Oczywi艣cie gdy tylko odzyskasz si艂y.
Oczywi艣cie. Niechaj studnia b臋dzie g艂臋boka.
- Ale偶 to by艂o g艂臋bokie. - Jerry.
Gdzie偶 moje maniery?
Prosz臋, pocz臋stuj si臋. Mamy cudowne jab艂ka.
A tak偶e nektarynki i granaty, pochodz膮ce z Kr贸lestwa.
- Pora wrzuci膰 co艣 na z膮b. - Nie mog臋.
- Skosztuj chocia偶 granat贸w. - Zawsze za du偶o z nimi zabawy.
S艂odkie owoce otoczone gorzk膮 sk贸rk膮. Ale warto si臋 przem臋czy膰.
Czekolad臋 po偶ar艂abym od razu, ale za granatami nie przepadam.
Poinformuj nas, je艣li czego艣 ci potrzeba.
Je艣li lubisz muzyk臋, mamy gitarzyst臋, kt贸ry wyci艣nie 艂zy z ka偶dego s艂uchacza.
- A tak偶e ch贸rek. - Dzi臋kuj臋, ale potrzeba mi odpoczynku.
No i mo偶e grzebienia.
Nikt mi nie powiedzia艂, 偶e otrzymam audiencj臋 u kr贸la.
I to chyba tyle, Wasza Wysoko艣膰. Tak pewnie powinnam si臋 zwraca膰?
- To dopuszczalne. - Dzi臋kuj臋, Wasza Wysoko艣膰.
- Mi艂o ci臋 pozna膰. - Przyjemno艣膰 po mojej stronie, Carol.
Pozosta艅 w zdrowiu.
- Wiem, co sobie my艣lisz. - To jakie艣 jaja, co nie?
To wiele do przetrawienia. Ten cz艂owiek jest...
Przesta艅. To pieprzony cyrk.
To jaka艣 udawana rzeczywisto艣膰. Piaskownica dla dzieci.
A ty zachowujesz si臋 jak...
Nie dam rady w to brn膮膰. Nie mog臋 tu zosta膰.
- Ci ludzie... - Nie mog臋, Morgan.
Zaczekam i spadam, kiedy ani ty, ani oni nie b臋dziecie mogli mnie powstrzyma膰.
- Nie mog臋 ci na to pozwoli膰. - Bo co?
Zwi膮偶esz mnie jak tamtego Wilka?
To nie twoja decyzja.
Nie powiniene艣 decydowa膰 wtedy w piwnicy, w bibliotece ani teraz.
Mam w dupie, je艣li uwa偶asz, 偶e odkry艂e艣 tajemnic臋 偶ycia.
Nie uwa偶am tak. I wiem, co si臋 przeze mnie sta艂o.
Ale nie pozwol臋 ci zgin膮膰. Nie dopuszcz臋 do tego.
Niewa偶ne, co zrobisz.
- Dok膮d si臋 udajemy? - Na polowanie.
Na co?
Na to, co przebywa艂o na farmach, a teraz biega wolno po mie艣cie.
- Dobra robota, Richard. - Tego w艂a艣nie potrzebowali艣my.
Po co ten szwendacz?
艁atwo je wy艂apa膰, wi臋c po co przyn臋ta?
Bo chc臋, by mia艂y w sobie pe艂no zgnilizny.
W mie艣cie mo偶na sobie strzela膰, a w lesie zwabia je nawet kaszel.
Diane, zabierz ten pojazd. My wracamy.
Ben, przygotuj si臋. We藕 maczet臋.
- Post臋puj tak jak na treningu. - Wiem.
Nie martw si臋, Benjaminie. Nast臋pnym razem sobie poradzisz.
- Nikt w domu nie musi o tym wiedzie膰. - O tym, 偶e 艣winie 偶ywi膮 si臋 trupami?
O niczym, co tu si臋 sta艂o.
Oby艣my kiedy艣 zdj臋li z was t臋 kl膮tw臋!
A p贸ki co wiedzcie, 偶e wype艂niamy luk臋 po was.
Najedzeni, weseli, wierni sobie i wolni!
Nie do ko艅ca tacy wolni.
- Dok膮d jad膮? - Do innego miejsca.
Wprawnie pos艂ugujesz si臋 kijem. Gdzie naby艂e艣 takich umiej臋tno艣ci?
Mia艂em przyjaciela, kt贸ry by艂 wcze艣niej serowarem.
Zapewne twojego towarzysza rozpiera艂aby teraz duma.
Uratowa艂e艣 Bena jednym ciosem.
Jest takie powiedzenie.
Pesymista patrzy w d贸艂 i uderza si臋 w g艂ow臋.
Optymista patrzy w g贸r臋 i traci grunt pod nogami.
A realista patrzy w prz贸d i odpowiednio planuje drog臋.
M艂odemu Benjaminowi potrzeba tego ostatniego.
Wyszkoli艂by艣 go tak, jak wcze艣niej ciebie tw贸j przyjaciel?
W膮tpi臋, bym nadawa艂 si臋...
Benjamin ma trudno艣ci zar贸wno z broni膮 bia艂膮 jak i paln膮.
By膰 mo偶e to wina doboru broni, by膰 mo偶e nauczyciela.
A mo偶e jednego i drugiego.
Cz艂owiek, kt贸rego zastrzeli艂em, by uratowa膰 Carol...
- Sam kij na nic by si臋 nie przyda艂. - A czy uratowa艂 偶ycie tobie?
M艂ody Benjamin stanie si臋 wa偶nym cz艂onkiem mego dworu.
Musi... prze偶y膰.
Prosz臋 ci臋.
Kr贸lestwo raz jeszcze zyskuje za spraw膮 twego przybycia!
PIJ ZE STUDNI I NAPE艁NIAJ STUDNI臉
- Za szybko, prawda? - Nie, dam sobie rad臋.
Nie, pokaza艂em ci to zbyt szybko.
- Nad g艂ow膮? - Tak.
Jeszcze raz. Do ty艂u i z powrotem.
To by艂 wspania艂y aromat. Istne spe艂nienie kulinarnych marze艅.
Placek z owocami na 艣niadanie? S艂贸w brak.
Zanim tu przyszli艣my, wcinali艣my oposy.
- Ja wol臋 ciasto z lunchu. - Na lunch te偶 je podaj膮?
Jest przy ka偶dym posi艂ku.
Po prostu... nie mog臋 powstrzyma膰 wzruszenia.
- Masz chusteczk臋? - Jasne, zaraz ci przynios臋.
- Co to za ksi膮偶ka? - To traktat filozoficzny.
- Wracajmy do 膰wicze艅. - Mog臋 j膮 po偶yczy膰?
Przeczyta艂em dwa razy ka偶d膮 ksi膮偶k臋, jak膮 tutaj mamy,
w tym instrukcj臋 naprawy klimatyzacji.
G艂贸wn膮 usterk膮 w systemach HVAC nie s膮 przecieki substancji ch艂odz膮cych,
ale nie b臋d臋 ci zdradza艂 prawdziwego problemu.
Po偶yczysz?
Panowie, chod藕cie z nami.
Musimy zaj膮膰 si臋 rzeczami niezwyk艂ej wagi.
We藕 pistolet, Morgan.
艢winie s膮 zarzynane z dala od Kr贸lestwa.
Dzi臋ki temu ich zawodzenie nie prowokuje niewygodnych pyta艅.
Moi poddani nie wiedz膮, co tutaj czynimy.
Niekt贸rzy uwa偶aj膮, 偶e tajemnice s膮 przywilejami rz膮dz膮cych.
Ale to ci臋偶kie brzemi臋, a nie nagroda.
Cena, kt贸r膮 ponosz臋.
A martwi艂em si臋, 偶e przyjechali艣my za wcze艣nie.
Traktuj臋 nasz uk艂ad niezwykle powa偶nie. I zawsze wype艂niam jego postanowienia.
Nie w膮tpi臋, 偶e tak jest i b臋dzie.
Osiem sztuk. Ca艂kiem dobrze.
Wi臋ksze ni偶 ostatnio. Te偶 mi艂o.
Zosta艂y dobrze nakarmione. Sam o to zadba艂em.
Doceniamy wasze starania. Dobrze, 偶e mamy dwa auta.
Pom贸偶cie nam je za艂adowa膰.
- To inna grupa. Nazywaj膮 si臋... - Wiem, kim s膮.
U艣miechnij si臋 troch臋, 艂ajzo. To same och艂apy.
Za bardzo si臋 z wami cackamy.
A na pewno nie jest odwrotnie, ch艂opcze?
Na pewno.
Zaprzesta艅cie tego.
Opu艣膰cie bro艅.
Richard, zostaw go.
Nie jeste艣my tacy.
Darmowe lanie? Uwielbiam te momenty.
Gavin, ka偶 mu przesta膰.
Kaza艂 ci przesta膰!
Go艣膰 dobrze nam s艂u偶y. Zaj臋li艣my mu wystarczaj膮co wiele czasu.
Richard, pom贸wimy sobie o tym. A teraz wstawaj.
Widzimy si臋 za tydzie艅, Ezekiel? Przed wami sporo na nazbierania.
Masz list臋. Wszystko ma tu by膰.
Inaczej on p贸jdzie na pierwszy ogie艅.
- Spotka艂e艣 ich wcze艣niej? - T臋 grup臋? Tak.
Zabi艂e艣 jednego z nich, aby uratowa膰 Carol?
Zgadza si臋.
Dlatego mnie ze sob膮 zabra艂e艣? Abym w razie potrzeby zn贸w to zrobi艂?
Nie, Morgan. Wr臋cz przeciwnie.
- Dok膮d to? - Dzi艣 ogl膮damy film.
- Chc臋 zaj膮膰 dobre miejsce. - Najpierw wszystko zjedz.
Taka by艂a umowa, Dutch.
Bardzo dobrze, bystrzaku. I o dziesi膮tej masz by膰 w 艂贸偶ku.
- Ale mog臋 sobie poczyta膰? - Pewnie.
- Dobry dzieciak. - To prawda.
Staram si臋 go wychowywa膰, ale Ezekiel bardzo w tym pom贸g艂.
- Zdajesz si臋 by膰 blisko z kr贸lem. - Przyja藕ni艂 si臋 z moim tat膮.
Ojciec by艂 prawdziwym wojownikiem. Jednym z najlepszych w Kr贸lestwie.
- Jak zgin膮艂? - By艂o to jaki艣 rok temu.
Ezekiel wys艂a艂 oddzia艂 do oczyszczenia budynku.
By艂o tam zbyt wiele zgnilak贸w, a wys艂ano zbyt ma艂o naszych.
Zgin臋艂o o艣miu ludzi, w tym m贸j ojciec.
Ale Ezekiel sta艂 si臋 bardziej ostro偶ny.
Powiedzia艂...
Powiedzia艂, 偶e utrzymuje w tajemnicy swoje uk艂ady z tamt膮 grup膮,
poniewa偶 uwa偶a, 偶e nasi ludzie chcieliby z nimi walczy膰.
I 偶e nie mogliby艣my wygra膰 bez olbrzymich strat.
Uwa偶asz, 偶e ma racj臋 i nie powinni艣my walczy膰?
Ci臋偶ko mi powiedzie膰. Chyba za ma艂o wiem.
Mo偶e ty wiesz wi臋cej.
W ksi膮偶ce jest dopisek o tym, aby nie zabija膰.
- Ty to dopisa艂e艣? - Nie.
Zauwa偶y艂em te偶, 偶e bierzesz sobie tylko warzywa.
Je艣li aikido nakazuje nie zabija膰, to oznacza, 偶e ty...
Tu nie chodzi o to, co my艣l臋.
Ludzie mog膮 pr贸bowa膰 odpowiednio ci臋 nakierunkowa膰,
ale nie mog膮 pokaza膰 ci twojej w艂asnej 艣cie偶ki.
Musisz sam j膮 odnale藕膰.
My艣la艂em, 偶e odnalaz艂em swoj膮.
Ale obecnie staram si臋 przez to wszystko przebrn膮膰.
Czasami zmieniamy pogl膮dy.
- Wpadniesz na film? - Nie mog臋.
Musz臋 porozmawia膰 z Carol. Ale dzi臋ki.
艢mia艂o, zacna niewiasto. Pocz臋stuj si臋.
Ten kompleks zbudowano dla odpoczynku i nauki.
A ja przekszta艂ci艂em go we wspania艂y ogr贸d.
To moje ulubione miejsce w ca艂ym Kr贸lestwie.
Raduje mnie fakt, 偶e dane ci by艂o je ujrze膰,
zanim zdecydowa艂a艣 si臋 na tak 艣pieszne odej艣cie.
Rety, wiem, jak to wygl膮da. Przepraszam.
- Ale na co wam si臋 przydam? - Jerry, m贸g艂by艣 nas zostawi膰?
W razie czego krzycz, panie. B臋d臋 w pobli偶u.
Narazicho!
Gdybym ci臋 tutaj nie napotka艂...
Jak to si臋 m贸wi?
Nie wciskaj kitu temu, kt贸ry sam go wciska.
Prawda?
Ca艂kiem umiej臋tnie zgrywasz niewinn膮 cnotk臋.
Pocz膮tkowo ci uwierzy艂em.
Zyskujesz zaufanie ludzi, zbierasz to, co ci potrzebne,
a potem znikasz tak szybko, jakby nigdy ci臋 po艣r贸d nich nie by艂o.
Bro艅, kt贸r膮 ze sob膮 mia艂a艣, nale偶a艂a do Zbawc贸w.
- Co o nich wiesz? - Niestety wi臋cej, ni偶 bym chcia艂.
Prawie ci臋 zg艂adzili.
Ale ty nie tylko walczy艂a艣, ale zrobi艂a艣 co艣 wi臋cej, Carol.
Wygra艂a艣.
Trafiaj膮c tutaj?
Bawi ci臋 ta sytuacja?
Ty i to miejsce to jaki艣 偶art. A 偶arty z definicji maj膮 rozbawia膰.
Natomiast na zewn膮trz mamy prawdziwy 艣wiat.
By艂am w miejscach, w kt贸rych nie chcia艂am...
W kt贸rych po prostu 偶y艂am.
- Ty natomiast sprzedajesz im bajeczk臋. - Mo偶e w艂a艣nie tego potrzebuj膮.
Mo偶e nale偶y zaprzeczy膰 tej rzeczywisto艣ci.
Z dodatkowym bonusem w postaci robienia z siebie kr贸la?
Mog臋?
Ludzie pragn膮 przyw贸dcy.
Le偶y to w ich naturze.
Chc膮 kogo艣, kto potrafi zagwarantowa膰 im bezpiecze艅stwo.
Wtedy s膮 mniej gro藕ni, a bardziej produktywni.
A widok go艣cia z tygrysem?
Sami opowiadaj膮 historie o tym, jak odnalaz艂em go na wolno艣ci,
okie艂zna艂em i uczyni艂em swoim zwierzakiem.
Sami robi膮 ze mnie bohatera. Dlaczego mia艂bym si臋 na to nie godzi膰?
Chwil臋 p贸藕niej zacz臋li traktowa膰 mnie jak kr贸la.
Potrzebowali przyw贸dcy, wi臋c si臋 w niego wcieli艂em.
Udawa艂em kr贸la tak d艂ugo, a偶 faktycznie si臋 nim sta艂em.
Wcze艣niej by艂em opiekunem w zoo.
Shiva wpad艂a do betonowej fosy, otaczaj膮cej jej wybieg.
Weterynarze byli ju偶 w drodze, ale mia艂a powa偶nie zranion膮 艂ap臋.
Wykrwawi艂aby si臋. Odg艂osy, jakie wydawa艂a...
Ogromnie cierpia艂a.
Wiedzia艂em, co mi grozi, ale musia艂em spr贸bowa膰.
Owin膮艂em jej 艂ap臋 w艂asn膮 koszul膮 i uratowa艂em jej 偶ycie.
Po tym wydarzeniu ju偶 nigdy nawet krzywo na mnie nie spojrza艂a.
Wiem, 偶e utrzymywanie tygrysa jest nieop艂acalne.
Je za dziesi臋ciu.
Mog艂aby zerwa膰 si臋 z tego 艂a艅cucha i przy okazji wyrwa膰 mi r臋k臋.
Ale nie zrobi艂a tego. I wiem, 偶e nie zrobi.
Wiele straci艂em, podobnie jak ka偶dy.
Gdy nadszed艂 koniec, wr贸ci艂em do zoo.
Shiva by艂a jednym z ostatnich zwierz膮t, kt贸re tam pozosta艂y.
By艂a uwi臋ziona. G艂odna i samotna.
Zupe艂nie jak ja.
By艂a ostatni膮 rzecz膮 na 艣wiecie, kt贸r膮 kocha艂em.
Chroni艂a mnie.
Dzi臋ki niej trafi艂em tutaj i zosta艂em kim艣.
To ja stworzy艂em to miejsce.
Wyst臋powa艂em czasami w teatrze. Odgrywa艂em role w艂adc贸w.
Artura, Makbeta, Martina Luthera.
Ale naprawd臋 mam na imi臋 Ezekiel.
Wyjawi艂em ci wszystko. Nie zatai艂em niczego.
Ale zatrzymaj to dla siebie przez wzgl膮d na pozosta艂ych.
No i po cz臋艣ci dla mnie.
Nie obchodzi mnie to. R贸b, co chcesz.
- Po prostu chc臋 odej艣膰. - Dok膮d?
- Carol. - Z dala st膮d.
- Przykro mi. - Dlaczego?
Z powodu z艂ych rzeczy, kt贸re ci臋 spotka艂y.
A jest ich na 艣wiecie sporo.
Zbyt wiele.
Na zewn膮trz musi by膰 beznadziejnie, zw艂aszcza gdy jest si臋 samym.
Ale nie zawsze musi by膰 藕le.
Nie mo偶e tak by膰. I nie jest.
呕ycie bywa lepsze.
Tam, gdzie jest 偶ycie, jest i nadzieja, bohaterstwo, pi臋kno i mi艂o艣膰.
呕ycie pozostaje 偶yciem. Oby艣 nie ucieka艂a przed nim.
- A je艣li tak jest? - To nie musisz tego robi膰.
Stworzy艂em tu w艂asny 艣wiat.
Poradzi艂em sobie ze z艂em poprzez przesadzanie z dobrem.
Wypar艂em si臋 rzeczywisto艣ci. Mo偶e te偶 mog艂aby艣 na sw贸j spos贸b to zrobi膰.
Mo偶esz odej艣膰... i jednocze艣nie zosta膰.
Wiem, 偶e gadam jak szalony. Mo偶e faktycznie taki jestem.
Ale m贸g艂bym ci pom贸c, je艣li mi na to pozwolisz.
- Dlaczego obchodzi ci臋 m贸j los? - Bo dzi臋ki temu czuj臋 si臋 lepiej.
Zbior臋 twoje rzeczy i przy艣l臋 kogo艣 zaufanego pod bram臋,
aby艣 mog艂a odej艣膰... i jednocze艣nie zosta膰.
Zobaczymy, czy co艣 jednak wiem, czy to tylko kolejne bzdury.
Co ty na to?
- Jeste艣 tego pewna? - Tak.
To twoja decyzja. I zawsze tak powinno by膰.
Poradz臋 sobie.
- Zosta艅 tutaj. - Dobrze, 偶e dotarli艣my.
Dlaczego?
Za 10 minut zacz臋艂abym 偶a艂owa膰, 偶e pr贸bowa艂am tyle razy ci臋 zabi膰.
Jeste艣 moj膮 ulubion膮 osob膮 w艣r贸d tych, kt贸re zdarzy艂o mi si臋 og艂uszy膰.
Zdecydowanie trafi艂a艣 do pierwszej tr贸jki.
- Uwa偶aj na siebie. - Pewnie.
- Obiecujesz. - Zawsze jestem czujna, pami臋tasz?
Pami臋tam.
Dzi臋kuj臋.
Powinna艣 spr贸bowa膰.
T艂umaczenie: Igloo666
.:: GrupaHatak.pl ::.
.:: Napisy24.pl - Wprost od t艂umaczy ::.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.