All language subtitles for The.Last.of.Us.S01E06.Eng.Fre.Ger.Ita.Spa.Cze.Jpn.2160p.BluRay.Remux.DV.HDR.HEVC.Atmos-SGF

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic Download
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil) Download
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Co ja zrobiłem?

Daj mi broń.

Daj, Henry.

Daj.

Henry, nie!

TRZY MIESIĄCE PÓŹNIEJ

I rewolwer.

Kim, do diabła, jesteś?

Po prostu tędy przechodzę.

Wyjmij dwoma palcami i połóż poza zasięgiem.

Czemu go nie zabiłaś?

Broń jest za daleko.

A on nic mi nie zrobił.

Mam oczy.

Ugotowałaś mu zupę?

Tak, ugotowałam.

Tam jest zimno.

Szukam brata.

Nie kojarzę.

Nie wiesz, jak wygląda.

Coś jak ty?

- Powiedzmy. - To nie kojarzę.

Jest z dziewczyną.

Mogę zejść?

Nie.

Ellie!

Co powiedziałem?

Daj spokój. Są strasznie starzy.

Co to za wariatka?

Nieważne.

Powiedz, gdzie jesteśmy.

Zgubiłeś się z mapą?

Jebany las jest gównianie oznakowany.

Święci!

Jesteśmy gdzieś tu.

Gdzie dokładnie?

Oby wasze odpowiedzi się pokryły.

Powiedziałaś prawdę?

Tak.

Mnie też mówisz?

Tak.

Znaleźliście sobie świetną kryjówkę.

Kryjówkę?

Zamieszkaliśmy tu, zanim się urodziłeś.

Byle dalej od cywilizacji.

Ja nie chciałam.

Skoro szukasz brata aż tutaj,

to na pewno wiesz, co tam się wyprawia.

Widzieliście Cody?

Z daleka. Pełno zarażonych.

Laramie, rezerwat Wind River...

Omijajcie miejsca, w których kiedyś byli ludzie.

I nic nie słyszałeś o Tommym?

- Nie. - A o Świetlikach?

- Mamy je latem. - Nie mówię o robalach, tylko o ludziach.

Są jacyś świecący?

Jakieś rady w kwestii drogi na zachód?

Pewnie.

Pójść na wschód.

I na pewno nie przekraczać tej rzeki.

Nigdy.

Co jest za rzeką?

Śmierć.

Nie wiemy, kto zabija,

ale widzimy ciała, które po sobie zostawia.

Zarażonych i nie.

Jeśli twój brat znalazł się na zachód od rzeki, to już po nim.

Nie przestraszycie nas.

Jego już przestraszyłam.

Chyba im nie wierzysz?

Mieszkają tu od dawna.

- Odłóż to. - Nic nie wiedzą.

Nie słyszeli o Świetlikach.

Wszystko gra?

- Cicho. - W mordę, umierasz?!

Wszystko gra.

- Serio? - Tak.

- Żyję. - Na pewno?

Bo bez ciebie mam przesrane.

- Wszystko gra! - Dobrze.

To tylko

zimne powietrze. Nagle.

Dobra.

Chodźmy szukać Tommy'ego i Świetlików.

Łatwizna.

Wystarczy przekroczyć rzekę śmierci.

Straszliwa rzeka śmierci.

Nie zaczynaj.

Niedługo się ściemni.

Tu są jaskinie.

Przenocujemy i rano się przeprawimy.

To dobrze, bo konam z głodu.

Mogłam ukraść oba króliki.

Złapiemy sobie.

Nauczysz mnie?

Idź już.

Zejdź, bo skręcisz kark.

- Mogę? - Nie.

Tylko na rozgrzewkę!

Taaa.

Dalej ohydne.

Tak sobie myślę.

Załóżmy, że znaleźliśmy Świetliki i wszystko gra.

Pobrali mi krew,

przepuścili przez różne maszynki

i mają lekarstwo.

- Jasne. - A potem?

Co robimy?

My?

Niech ci będzie. Ty.

Możesz wszystko.

Dokąd idziesz i co robisz?

Nie zastanawiałem się.

Może

jakaś farma, ziemia,

- ranczo. - Super.

Jakie?

Z owcami.

Hodowałbym owce.

Są ciche,

posłuszne...

Jasne, jasne.

Czyli tylko ty i stado owieczek.

Romantyk.

Dokąd ty byś się wybrała?

Pewnie dlatego, że dorastałam w strefie.

Za tobą ocean, przed tobą mur.

Można patrzeć tylko w górę.

Czytałam wszystko, co było w bibliotece.

Byli Neil Armstrong, Buzz Aldrin, Jim Lovell,

a kogo lubię najbardziej?

Sally Ride.

Pieprzoną Sally Ride!

Najlepsze imię dla astronautki!

Zadziała, prawda?

Ta szczepionka?

Za późno na takie rozważania.

Próbowałam z Samem.

Czego?

Wiedziałam, że się zaraził.

Wtarłam trochę krwi w ugryzienie.

Wiem, że to było głupie, ale...

Chciałam go uratować.

To chyba bardziej skomplikowane.

Marlene ma wiele wad,

ale głupia nie jest.

Jeśli mówi, że mogą, to mogą.

Bierzesz pierwszą wartę czy drugą?

Obie.

Wyśpij się.

Śnij o

ranczach owiec na Księżycu.

Będę.

Dalej mamroczesz przez sen.

Padłeś. Obudziłam się i wzięłam drugą wartę.

Następnym razem mnie obudź.

- Nie możesz tak robić. - Mogę.

Przecież zrobiłam.

Odpowiadam za ciebie.

To nie zasypiaj.

Byłam cicho, sprawdziłam szóstą,

poszukałam śladów i zajęłam wyższą pozycję.

Jak uczyłeś.

Co poradzę? Mam talent.

Następnym razem mnie obudź.

Tak jest.

Rzeka śmierci wciąż bez kogokolwiek.

Dobra.

- Uczę się gwizdać. - Nie umiesz?

A brzmi, jakbym umiała?

Nie.

Serio!

Jak ty to, kurwa, robisz?

- Mam talent. - Jasne.

Naucz mnie polować.

„Dziewczyna nie ogarnie”.

Strzelanie ogarniesz.

Rozbierania raczej nie.

A co to?

- Wywlekanie flaków. - Jasne.

Dlaczego rozbieranie?

Bo rozbierasz zwierzaka,

ale od środka?

I tak się piszę.

W zaporkę!

Nie jesteś Livingston.

Nikt nie jest.

- To coś robi prąd? - Tak.

Nie pytaj jak, bo nie wiem.

Mogłeś coś wymyślić.

Uwierzyłabym.

Spójrz na tę rzekę!

Strasznie niebieska!

Joel,

a jeśli to jest ta rzeka śmierci?

Stań za mną.

Nie chcemy kłopotów. Przechodzimy.

Rzuć broń.

Ty.

- Pięć kroków w tył. - Może to obgadamy?

A może się zamkniesz?

Dobra. Spoko.

Nic ci nie będzie.

Mijaliście zarażonych?

- Tu takich nie ma. - Akurat!

Ostatnia szansa na kulkę.

Pies wyczuje i rozerwie każdego chorego.

Mówiłem. Pójdziemy swoją drogą.

Teraz ona.

Kupiliście sobie 10 sekund.

Co tu robicie?

Szukam brata.

Po prostu.

Jak masz na imię?

Joel.

Tommy?!

Co ty tu robisz?

Przyszedłem cię ratować.

Mamy więcej.

Dziękuję.

Dawno porządnie nie jedliśmy.

Ja chyba nigdy.

Zajebiste.

Przepraszam.

Ellie, nie zapominaj o manierach.

No co?!

- Co z tobą? - A jej maniery?

Jest po prostu ciekawa.

Dzieciaki nie wyglądają i nie mówią jak ty.

Jasne.

To je nauczę.

Chcę moją broń.

Nie chodzą też uzbrojone.

Chyba

źle zaczęłyście znajomość.

Chciała nas pozabijać!

Musimy uważać, kogo wpuszczamy, a reszta

jest na pokaz,

żeby odstraszyć złych ludzi.

Parę 90-latków?

Ellie!

Rozrzucacie zwłoki?!

Tylko napastników.

Zła reputacja nie znaczy, że ktoś jest zły.

Przynajmniej nie zawsze.

Proszę pani,

jesteśmy wdzięczni za gościnę,

ale chętnie nacieszyłbym się rodziną.

W sumie...

Maria jest rodziną.

W mordę!

Gratulacje.

Powiedz, że gratulujesz.

Gratuluję.

- Oprowadzić was? - Tak.

Osiedliliśmy się 7 lat temu.

Była nas ledwie garstka.

Ta część miała już ogrodzenie.

Wystarczyło dobudować mur.

Większość band udało się nam wytępić.

A zarażeni?

To zwykle mniejsze osady, z dala od miast.

W całym otwartym kraju walimy

jak do kaczek.

Dalej mam 700, ale znalazłem sobie celownik.

Poniżej 1 MOA.

Wyhaczam skurwieli z 800 metrów.

Możesz mnie nauczyć?

Nie może.

- I nikt o was nie wie? - Jesteśmy ostrożni.

Wokół pustkowie, a my się nie reklamujemy

i unikamy radia.

Wielowyznaniowy dom modlitwy.

Szkoła.

Pralnia. Bank robi za więzienie, ale nie korzystamy.

Prąd z zapory?

Udało się kilka lat temu.

Potem kanalizacja, bieżąca woda, ogrzewanie i światło.

To naprawdę, kurwa, działa.

Patrz, Joel.

Ty tu szefujesz?

Nikt nie szefuje.

Zasiadam w radzie.

Demokratycznie wybranej,

służącej 300 osobom, w tym dzieciom.

Dzielimy się zadaniami. Patrole, jedzenie, naprawy,

polowanie, zbiory...

Wszystko, co tu widzicie,

szklarnie, trzoda,

wszystko jest wspólne. Własność zbiorowa.

Czyli komunizm.

- Nie, to nie tak. - Właśnie tak.

W komunie żyją komuniści.

Nie wierzę!

Najnowszy nabytek.

Młody. Chcesz pogłaskać?

- Jak ma na imię? - Gwiazda.

Gwiazda?

Pięknie.

Pewnie chcą się wykąpać i zmienić ciuchy.

Dajmy ich do pustego domu.

To dobre lokum.

Od 2003 stoi puste, ale grzejniki działają.

Nie będzie źle.

Źle to już było.

Radzimy sobie.

Zaprowadzę Ellie, jeśli chcecie pogadać.

Dobra.

- Joel. - Nic ci nie będzie.

Idziemy?

Jasne.

Kopę lat.

Specjalnie się nie postarzałeś.

Za to ty...

Dzięki, że nie masz mnie w dupie.

Świnie też próbujemy hodować.

Czego nam trzeba poza bekonem?

Choinki i bekon.

Można żyć.

Jak Tess?

W porządku.

Serio.

To dobrze.

A ta mała?

Właśnie.

To córka jakiejś szychy od Świetlików.

Gdzieś tu jest jej rodzina.

- Skoro i tak się wybierałem... - Serio?

Ty i dobre serce?

Plus zapłata.

Wiesz, gdzie szukać tutejszych Świetlików?

Założyli bazę na Uniwersytecie Wschodniego Kolorado.

Tydzień jazdy na południe.

Przez cholernie gównianą okolicę.

Zainfekowani, łupieżcy...

Nie będzie łatwo.

Damy radę,

skoro wyhaczasz zarażonego z 800 metrów,

w co swoją drogą nie wierzę.

Ja nie mogę.

Daj spokój. Sam dotarłem aż tutaj.

Z tobą do Kolorado to pikuś.

- Żona cię nie puści? - Joel.

To ona zabrała ci radio?

Dlatego nie odpowiadałeś?

Prysnąłem ze Świetlików do Marii i jej ludzi.

Są w porządku.

Nie musieli mnie przyjmować.

Mam tylko przestrzegać ich zasad.

- Jestem twoim bratem. - Wiem.

Nie bez powodu dbają o to miejsce.

- Jeśli inni się dowiedzą... - Słyszałem.

Zjawią się ci źli.

Czyli ja?

- Jestem zły? - Joel...

Robiłem rzeczy, za które mnie potępiasz,

żeby utrzymać nas przy życiu.

My robiliśmy!

I to nie były „rzeczy”.

Mordowaliśmy ludzi.

A ja nie oceniam.

Przeżyliśmy w jedyny znany nam sposób.

Ale były inne.

Tylko nie dla nas.

Nie wiesz, przez co przeszedłem,

próbując cię znaleźć.

Zostanę ojcem.

Maria jest w ciąży.

Muszę być bardziej ostrożny.

Tak naprawdę jestem przerażony.

Ale czuję,

że będę dobrym tatą.

Przekonamy się.

„Przekonamy się”?

To wszystko?

A co mam powiedzieć?

To, że twoje życie się zatrzymało,

nie znaczy, że moje też musi.

Uzupełnimy zapasy i rano przestaniemy zawadzać.

JESTEM PO DRUGIEJ STRONIE ULICY

Ohyda.

Jest tu kto?

Maria?

Świetnie.

Właśnie się wymieniłam.

Przymierz.

Zajebisty fiolet.

Bakłażan. Dobra?

- Tak. - Buty nie za duże?

Nie.

A moje rzeczy?

Na szmaty.

- Dostałaś resztę? - Tak.

Wyjątkowe dziwactwo.

Przydatne.

Kto cię strzyże?

Najlepsi fryzjerzy.

- Wezmę nożyczki. - Nie.

Tylko przytnę końcówki. Słowo.

To twoja dawna praca?

Byłam zastępczynią prokuratora okręgowego

w Omaha, w Nebrasce.

Zamykałam bandytów.

Niezła robota.

Zawsze lubiłam strzyc.

Widać mamy tak mają.

Widziałaś pomnik, który zrobił Tommy?

Tak.

Przykro mi z powodu twoich dzieci.

W porządku.

Dziecka, Kevina.

Sarah była córką Joela.

Chyba miałam nie mówić.

Spoko.

To go trochę tłumaczy.

Nie spytam, co z nim robisz.

- I dobrze. - Ale nie wiesz,

- kim był Joel. - Mówisz o zabijaniu?

To wiem.

Czyli mnie rozumiesz.

- Już tego nie robi. - Nie zabija ludzi?

Niewinnych.

Tommy też zabijał. To cię nie martwi?

Tommy podążał za Joelem. Jak ty teraz.

Może jestem od niego mądrzejsza? Bez urazy.

Rozumu ci nie brakuje.

Byłabyś niezłą prawniczką.

Nie mówisz mi wielu rzeczy.

Dobrze.

Właśnie o to chodzi.

Uważaj, kogo obdarzasz zaufaniem.

Zdradzić mogą nas tylko ci,

którym ufamy.

Rozumiesz?

To wkładaj swój zajebiście bakłażanowy płaszcz.

- Dokąd idziemy? - Do kina.

Elliot Garfield. Zajmuję pokój.

Jestem przyjacielem Tony'ego DeForresta.

To miło.

I aktorem.

- Naprawdę? - Twoja matka wie.

Rozumiem.

Cóż,

jeszcze się spotkamy.

Pewnie tak.

Dobranoc.

Poznałem Lucy.

Co jej powiedziałeś?

Że zajmuję drugi pokój. Nieźle to zniosła.

Mówili, że cię tu znajdę.

Oszczędzę ci roboty.

Nie powinienem był tego mówić.

Nawet w to nie wierzę.

Wiem, że się cieszysz,

tylko to skomplikowane.

Przepraszam.

Odpuścisz mi wreszcie?

Wyprawa na uniwersytet to samobójstwo?

Nie.

Będzie niebezpiecznie, ale dasz radę.

Bądź gotowy i rób swoje.

Są tacy, co stamtąd wrócili?

Wszyscy.

O co biega?

Jest odporna.

Co?

Ellie.

Została zarażona i nie zachorowała.

Tommy.

Sam widziałem, jak ją ugryzł.

Wiele miesięcy temu.

Jest odporna.

Od początku.

To Marlene.

Wynajęła nas, żebyśmy przemycili ją do Świetlików.

Poszło źle.

Tess została ugryziona.

Obiecałem jej, że zabiorę małą.

To jej ostatnie życzenie. Co miałam począć?

Dotarliśmy aż do Kansas City, a tam

uratowała mi życie. Ocaliła mnie

przed innym dzieciakiem.

Pięć lat temu rozniósłbym go,

ale musiała go zastrzelić, bo bym zginął.

Czternastolatka.

Bo byłem zbyt wolny i zbyt głuchy, żeby go usłyszeć.

I widziałem

chłopaka, który musiał zabić brata,

żeby ją uratować,

bo ja się przyglądałem.

Dziś myślałem, że pies wyczuje

i rozszarpie ją na kawałki.

I znów tylko stałem.

Nie mogłem się ruszyć,

nie znajdowałem słów.

Bo tak bardzo się bałam.

Myślisz, że sobie poradzę,

ale nie jestem tym, kim byłem.

Osłabłem.

Są takie chwile, gdy nagle chwyta mnie lęk

i czuję,

że moje serce staje.

I śnię.

Co noc.

O czym?

Nie wiem.

Nie pamiętam.

Gdy się budzę, wiem tylko,

że coś straciłem.

Zawodzę we śnie.

Tylko to robię.

Przez cały czas.

Zawodzę ją.

Znowu i znowu.

Chcesz, żebym ją zabrał?

Bo wiem, że przeze mnie zginie. Po prostu.

I muszę ją zostawić.

Dlatego mnie zostawiłeś, prawda?

Żeby naprawić to, co robiliśmy.

To twoja szansa, by dać swojemu dziecku lepszy świat.

Jesteś młodszy, silniejszy.

Sam mówiłeś, że wrócisz.

Musisz ją tam zabrać.

I nikt nie może wiedzieć. Nawet Maria.

Tylko tobie ufam.

Jeśli ktoś inny zobaczy ugryzienia, jej skórę,

zastrzeli ją.

O nic cię już nigdy nie poproszę.

Przysięgam.

Pojedziemy o świcie.

Jesteście w 38.

Lewo, lewo, prawo.

Czuję, że wolałby być sam.

Jeśli się nie przywitamy, uzna, że było źle.

Dobrze, ale bądź taktowna.

Czyli?

Kłam.

Halo?

Panie Garfield, to Lucy i ja.

Wróciliśmy powiedzieć, że bardzo nam się podobało.

Super się bawiłam. A myślałam, że będzie nudno.

Ellie?

To były ich jedyne zmartwienia?

Chłopcy, filmy,

która koszula do której spódnicy?

Dziwne.

- Posłuchaj... - Czego tu chcesz?

- Przyszedłem pogadać. - Pytam, czego chcesz.

Jeśli masz mnie rzucić, to rzuć.

Co usłyszałeś?

„Ja ją zostawię, a ty zabierzesz”.

Broniłam cię dzisiaj, bo myślałam...

Podjąłem tę decyzję dla twojego dobra.

Z Tommym będzie ci lepiej.

- Zna teren. - Zależy ci w ogóle na mnie?

- Pewnie. - To czego się tak boisz?

Nie jestem nią.

Maria powiedziała mi o Sarze.

Nie.

Ani słowa więcej.

Przykro mi z powodu twojej córki,

ale też straciłam bliskich.

Nie masz pojęcia, co to strata.

Wszyscy, na których mi zależało,

umarli albo mnie opuścili.

Wszyscy, kurwa, oprócz ciebie!

Nie mów, że będę bezpieczniejsza,

bo z nim będę się tylko bardziej bała!

Masz rację.

Nie jesteś moją córką.

A ja nie jestem twoim ojcem.

O świcie

pójdziemy każde w swoją stronę.

Proszę.

Stajnie.

Przyszedłeś się pożegnać?

Nie.

Ukraść konia i odjechać.

Dałbym ci go.

Wiem.

Tak czy inaczej,

to było 30 minut temu, a ty

zasługujesz na wybór.

Z Tommym będzie ci lepiej.

To jazda.

Dobra.

Trzymaj.

W którą stronę?

Na południowy wschód do I-25.

Uniwerek jest przy samej autostradzie.

Masz tu miejsce.

Ty też.

Liczę na to.

Mogę pożyczyć?

Tak.

Bo Maria wzięła mój.

Powiedziałem: „Tak”.

Adiós, starszy bracie.

Zamknij.

Znosi w prawo.

- Szarpiesz. - Cel jest za mały.

Większy niż powinienem być. Wyrzuć łuskę.

I wcale nie szarpię.

- Karabin jest do bani. - Dawaj.

Krzywo strzela.

Zobaczysz.

Głęboki wdech, powolny wydech.

To jak z miłością.

Ściągasz delikatnie, równo

i powoli.

Strzelasz czy zapładniasz?

Nie działa, bo krzywo strzela!

Ty fiutku!

DUPEK

W Jackson jest tak, jak było kiedyś?

Nie.

Krajem nie da się tak rządzić.

Istniały dwa główne sposoby na życie.

Jedni chcieli mieć wszystko dla siebie,

drudzy - żeby nikt nie miał nic.

A ty?

Ja tylko robiłem swoje.

Czyli... budowałeś?

Tak.

Domy, sklepy, takie tam.

Nazywano nas wykonawcami.

Wykonawca.

Niezłe.

Tak, byliśmy nieźli.

Wszyscy kochali wykonawców.

Czad.

Czyli jeśli schrzanisz czwartą próbę,

oddajesz piłkę przeciwnikom?

Tak. To się nazywa strata.

Strata.

Ale jeśli przejdziesz 10 jardów,

wracasz do pierwszej próby?

Tak.

Czyli w sumie to ruch w jednym kierunku.

W sumie tak.

Ale brutalny.

Faktycznie.

Co ty na to?

Wyrobiliśmy się w pięć dni.

Łatwych. Nie wiem, czego Tommy się bał.

Wciąż możemy się przekonać.

„Możemy się przekonać”.

„Wykonawca”.

„Ojczyzna muflonów”.

- Co to? - Maskotka drużyny.

Taka owca.

Widzisz?

Twoje marzenie coraz bliżej.

A Świetlików brak.

Pewnie są w środku.

Tam bezpieczniej.

Tędy.

Czyli w takich miejscach

ludzie mieszkali i co?

- Uczyli się? - Tak.

Choć byli dorośli?

Powiedzmy dorośli.

Myślę, że chodziło też o zabawę i odnajdywanie siebie.

Kombinowali, co chcą robić w życiu.

Co chcą robić w życiu?

Przemyślałem to.

Nie chcę rancza z owcami. Mogę robić wszystko?

Dokładnie.

Jako dzieciak

chciałem być piosenkarzem.

Spadaj!

To cię śmieszy?

- I teraz musisz zaśpiewać. - Nie.

Nie będę się śmiać.

- Już się śmiejesz. - Fakt.

To później.

Uratuję świat. Chyba mi nie odmówisz?

Słuszna uwaga.

To małpy?

Pewnie z laboratorium.

Patrz na nie!

Pierwsza małpa w życiu?

Pierwsza.

Patrz.

GMACH BIOMEDYCYNY

To już.

Stanowiska wart.

Puste.

Właśnie.

Pistolet?

Tak.

Na pewno byli tu lekarze.

Lista do spakowania.

Jak przed przeprowadzką.

Odeszli?

Chyba nie wszyscy.

Przynajmniej nie ma klikaczy.

Świetlików też brak.

Może przez te całe badania pozmieniali się w małpy?

Tam poszli?

Na to wygląda. Może chodziło o pogodę

albo lepsze warunki.

Nie wiem.

- Tędy. - Zamknij się.

Tyłem.

- Gotowa? - Tak.

Chodź.

Chodź. Jestem.

Joel!

Wskakuj na konia!

Szybko!

Joel!

- Brać go! - Jedź!

- Spadać! - Cholera!

Ty skurwielu!

Nie gonią nas.

Nic nam nie grozi.

Joel?

Joel?

Nie, nie, nie! W mordę!

Kurwa!

Joel?

Joel?

W mordę!

Otwórz oczy.

Otwórz.

Musisz wstać.

Bez ciebie nie dam, kurwa, rady.

Nie mam pojęcia, dokąd iść

ani co, kurwa, zrobić.

Joel!

Proszę.

Proszę cię.

Napisy: Wojtek Stybliński

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.