All language subtitles for Franz.2025.MULTi.2160p.WEB-DL.HEVC.H.265.DDP5.1-LEX.mkv.pol

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian Download
br Breton
bg Bulgarian Download
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French Download
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German Download
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian Download
ja Japanese Download
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean Download
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian Download
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish Download
pt-BR Portuguese (Brazil) Download
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian Download
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American) Download
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish Download
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Gdy Brod przedstawił mi Franza, stało się coś zaskakującego.

Nim uścisnął mi dłoń, skłonił się w tak niezręczny sposób,

że jego włosy dotknęły mego czoła.

Był pierwszą osobą, która nie traktowała mnie inaczej.

Choć wiedział, że nie widzę.

-Miałaś nie nosić moich rzeczy. -To moja suknia.

Kupiłam ją zeszłego lata.

Franz,

wiesz co?

Zawrzemy układ. Zostaniesz tu,

póki się nie uspokoisz i nie zrozumiesz,

że musimy się wyspać. Nikt za nas nie otworzy rano sklepu. Zachowuj się

jak mężczyzna, to będziesz mógł wrócić do naszej sypialni. Zgoda?

Nie możemy zostawić go na dworze.

Trochę strachu dobrze mu zrobi.

FRANZ KAFKA

Księżyc wisiał już dość wysoko.

Przejechał wóz pocztowy oblany jego światłem. Powiał

słaby wiatr. Czuć go było nawet w grobie.

-A w pobliżu... -Co za chamstwo!

-zaczął szumieć las. -Bezczelność! Rozumiesz?!

Proletariacka pazerność.

Ci wyrachowani Czesi!

Uspokój się. Jeszcze się pochorujesz.

Od dawna jestem chory przez tego lewackiego łajdaka!

-Co się stało, tato? -Kierownik sklepu wymówił.

-Znowu? -Niech idzie do diabła!

Chce więcej pieniędzy?

Więcej to może dostać tylko kopniaków w tyłek!

Kasl namówił sprzedawców, by przenieśli się z nim

do sklepu na Vinohradach.

-Już nikt nam nie został. -Franz?

Posłuchaj...

Jutro pojedziesz do Radotina i przekonasz księgowego Pinka,

-by wycofał wymówienie. -Jutro?

Nastrasz go, że pójdę do sądu, jeśli w poniedziałek nie zjawi się

w sklepie. Bez księgowego będziemy załatwieni.

Ale ja...

Jutro Franz ma odczyt w Stowarzyszeniu Urzędników.

-Jaki odczyt? -Daj spokój.

Chcesz powiedzieć, że twoja pisanina jest ważniejsza

-od przetrwania firmy?! -Oczywiście, że nie.

Zaproszono go razem z Maksem i Werflem.

To nieistotne.

-Przygotowywałeś się cały tydzień. -Ottla, zamilcz.

-Nie możesz teraz odwołać. -Że też muszę to przeżywać.

Widzisz? Twoje dzieci!

Wypruwamy sobie żyły,

by miały lepiej, ale kiedy raz mogą pomóc, odwracają się od nas

-plecami. -Mówiłem, że pójdę do księgowego.

-Nie możesz. -Ottla, do pokoju.

Takiego syna życzyłby sobie każdy ojciec.

-Porozmawiam z nią. -Równie dobrze można mówić do ściany.

Uśmiech!

Gdy zobaczysz

grę Icchaka, zrozumiesz. To nie jest zwykły teatr, tylko objawienie

-dotyczące natury myślenia. -Żydowskiego?

Też.

Pokazuje, co zostawiliśmy za sobą, byśmy zrozumieli, dokąd chcemy iść.

I przy okazji jest to znakomita rozrywka.

-Nie znasz jidysz. Tak jak ja. -Taki spektakl rozumie się sercem.

Poratują państwo koroną? Od trzech dni nie jadłem.

-Dam mu coś. -Przecież zarabiam.

-Mam dwie korony. Wyda pan? -Niby co?

Przecież chciał pan koronę.

Tak... Nie mam wydać.

-To proszę oddać monetę. -Co?

Pieniądze.

Znajdę koronę.

Dostanie ją, jak odda moje dwie korony. Poproszę.

-Dał mi je pan. -Koronę.

-Dwójaka. Szanowna pani widziała. -Niech zatrzyma dwukoronówkę.

Nie!

Dlaczego? To będzie podwójnie dobry uczynek.

Musi brać odpowiedzialność za to, co mówi. Jak my wszyscy.

Chciał pan koronę, a ja dałem panu dwie!

Ma pan mi zwrócić resztę!

Słowa mają wyjątkową i niepodważalną wagę.

Franz...

Tak mówi Biblia.

Czemu nikt nie rozumie, ile znaczy słowo?

Dlaczego?

Jeszcze tyle pragnę wam powiedzieć.

A jednak

mogę to zawrzeć w jednym, jedynym słowie.

Abnegacja!

To właśnie napędza ciało do działania.

Krzyk w kierunku Boga,

że jesteśmy gotowi.

Ja jestem gotowy.

Dziesięć dni w tej klatce to dopiero początek.

Sztuka ascezy zaczyna się dopiero w piętnastym.

Po dwudziestu dniach otwierają się bramy niebios,

ale dopiero po czterdziestu

wychodzisz ze swojego ciała i zaczynasz naprawdę widzieć.

Dostrzegasz świat

w jego pierwotnej postaci,

w jakiej Bóg powierzył go ludzkości.

Wszyscy zostali stworzeni tak, by poznać prawdę.

Każdy!

Nawet ty.

Franz?!

Szybciej!

Franz!

No, dziewczęta, jeszcze trochę!

Pchajcie!

-Proszę pana? -Wszystko w porządku?

To był normalny, zdrowy

chłopak. Przyjeżdżał do mnie do Trestu na wakacje.

Interesował się wszystkim, co nowoczesne. Mawiał:

"Wujku, musisz iść z duchem czasu. Albo przegrasz".

To przez niego sprzedałem bryczkę i kupiłem tę piekielną maszynę.

To był inny Franz od tego, który w Pradze wkuwał paragrafy.

Myślę, że u mnie czuł się... szczęśliwy.

-Dzień dobry. -Witam.

Szybko. Czekają na ciebie już 10 minut.

Bardzo przepraszam. Właściciel fabryki mnie zatrzymał.

Możemy zaczynać.

Szanowny panie dyrektorze generalny,

proszę pozwolić, że przedstawię aplikantów: Krausa, Zenkla i Kafkę.

Dyrektor Marschner zarekomendował ich do awansu na stanowisko

-zastępcy sekretarza. -Dziękuję.

Panowie, Zakład Ubezpieczeń Robotników od Wypadków

to największa tego typu instytucja

w Królestwie Czech i w całym

cesarstwie.

Nie tylko tu, w Wiedniu, ale też w całym kraju

widać wyraźnie, że obowiązkowe ubezpieczenie

pracowników

to najważniejszy krok naprzód w dziedzinie ubezpieczeń,

jaki poczyniliśmy w ostatnich dekadach.

Przepraszam.

Jednocześnie należy podkreślić,

że ewidencja i prowadzenie poszczególnych spraw

wymaga niestrudzonego zaangażowania

naszych najlepszych i najbystrzejszych umysłów.

Przepraszam. Proszę mi wybaczyć.

-Kafka? -Pójdę po niego.

Niesłychane.

Bardzo mi przykro. Proszę o wybaczenie.

Jeśli chcą

się państwo spotkać z dr. Kafką, proszę ustalić termin

z jego sekretarzem. A jeżeli chodzi o jego pomysły dotyczące

bezpieczeństwa pracy, proszę się zwrócić do Urzędu Patentowego.

Możesz się pośpieszyć?

Niewidomy tęskni za równiną.

Pustą równiną.

Franz też jest nieco ślepy,

choć nie stracił wzroku.

Jakby po omacku obija się o rzeczy i ludzi.

Nie rozumie ich.

Franz?!

Dopiero gdy ich sobie wyobrazi, zmaterializuje w myślach,

wtedy ich pojmuje.

Na swój sposób.

Już chciałem iść do parku.

Trzy razy z rzędu umyłem ręce.

W końcu coś się dzieje.

Skupia się tylko na sobie.

Ogląda się z każdej strony

jak muchę pod mikroskopem.

I z dumą nam opowiada, czego się o sobie dowiedział.

No cóż...

Właściwie to kochany z niego chłopak.

Musi tylko wreszcie pojąć, czego właściwie chce.

A potem będziemy mogli się pośmiać z jego wybryków.

"Ważki u naszych stóp odpoczywały.

Ich skrzydła w słońcu błyszczące, jak najdalej od ściany gorącej.

Miały nas mieć za kwiaty czy skały?

W górze wiła się droga cała w wapiennym pyle,

wypalonym na biało przez słońce. Ciężkie grona ku nam wiszące,

chłód z winnicy jak kobieta kusił nas wytrwały".

Niezłe.

-Napisałem to dla ciebie. -Serio?

Najlepszy z dwudziestu jeden, które wydam u Fleischela w Berlinie.

Opublikowałeś już udaną powieść. Pisujesz wiersze i artykuły.

A ty wreszcie coś skończyłeś?

-Nie. -Jasne, że tak.

Pokaż.

Nie musisz czytać.

To znaczy mam, czy nie mam?

To brednie. Musisz przyznać, że tak jest.

Chwila... Chcesz, żebym przeczytał twój tekst

i uznał go za bzdury. Zgadza się?

Nie musisz go czytać.

Franz,

nikt tak pięknie jak ty nie potrafi opisać steku bzdur.

-Może zrezygnujmy. -Trzymaj tempo aż do Wyszehradu.

"To szczególny aparat", rzekł oficer do podróżującego badacza

-i spojrzał... -Franz?

Mów głośniej. Głośniej.

"I spojrzał z pewnym zdumieniem na znany mu przyrząd. Zdawało się,

że tylko z grzeczności przyjął zaproszenie komendanta,

który poprosił go o obecność przy egzekucji żołnierza,

skazanego za niesubordynację i obrazę zwierzchnika".

Nie wiem, czy ktoś już

wyjaśnił panu działanie aparatu.

To wynalazek naszego poprzedniego komendanta.

Urządzenie całej kolonii karnej to jego dzieło. Słyszał pan o nim?

Aparat składa się z trzech części.

Dolna to "łóżko",

górna to "rysownik",

-a ta ruchoma to "brona". -Czym zawinił ten człowiek?

Spał na służbie.

Miał obowiązek wstawać przy każdym uderzeniu zegara

i salutować przed drzwiami kapitana.

Niezbyt trudne zadanie, jednak konieczne.

A kara?

Lekka.

Treść rozkazu, którego nie wykonał,

urządzenie wypisze mu na plecach.

-Zna wyrok? -Nie ma takiej potrzeby.

Doświadczy go na własnej skórze.

Jasny szlag!

-Proszę się odsunąć. -"To wina nowego komendanta.

Maszyna przypominała chlew. A tłumaczyłem im godzinami,

że dzień przed egzekucją skazanemu nie wolno dawać nic

-do jedzenia. -Długa igła

pisze, a z krótkiej tryska woda, by napis

był wyraźny.

Po dwóch godzinach usuwa się filcowy klin,

bo skazaniec nie ma już siły krzyczeć.

Chętnie się temu przyglądam.

A co potem?

To wszystko. W końcu brona przebija skazanego na wylot

i wyrzuca na ziemię.

Dawniej

cała dolina była pełna ludzi,

rozbrzmiewały fanfary, zjawiały się damy w kapeluszach,

a z przodu, by mogły wszystko zobaczyć, siedziały dzieci.

Pełnię w kolonii karnej funkcję sędziego mimo młodego wieku.

Pomagałem byłemu komendantowi w sprawach karnych

i najlepiej znam aparat. Kieruje mną zasada,

że wina musi być bezsporna. Inne sądy jej nie stosują,

bo orzekają zbiorowo i mają nad sobą wyższe instancje.

Tu tak nie jest, a przynajmniej nie było za poprzedniego komendanta".

Mogę powiedzieć panu coś w zaufaniu?

Knują przeciw mnie.

Znam nowego komendanta.

Od razu zrozumiałem, co pragnął osiągnąć, zapraszając pana.

Chce poznać pańskie zdanie. Pan, dajmy na to powie:

"W naszym kraju mamy inne kary poza karą śmierci, a tortury"...

Przecenia pan moje wpływy. Nie jestem ekspertem.

-Pomoże mi pan przekonać komendanta? -Nie. Jestem

przeciwnikiem takiej kary.

Zatem już czas.

Żegnam.

Puść go!

Spuść.

To było wspaniałe.

"W mroku przeklętej nocy onej

pocałunkami diabła naznaczonej"...

Początkowo byłem wściekły. Jakby najgorszy uczeń z ostatniej ławki

wstał i pouczał mnie, nauczyciela.

Człowiek chciałby go uciszyć, ale im dłużej chłopak mówił,

tym wyraźniej było widać, że jednym zdaniem wyraża to,

co mnie zajęłoby kilkanaście stron.

Czułem jednocześnie odrazę i podziw.

Gdyby chodziło o Werfla albo Bauma, nigdy bym się do nich nie odezwał.

Ale Franza... nie dało się nienawidzić.

Miał w sobie niewinny urok męczennika.

Nie akceptuję tego, żeś ateista, bo wątpisz w istnienie Boga.

Wątpliwości dane są przez Niego. By odrzucić wiarę, trzeba ją mieć.

Wielu ludzi ją straciło, wcześniej jej nie mając.

Anachronizm. Jak Bóg wymyślił coś takiego?

Sercem.

Według Kierkegaarda to wątpliwości wygrywają z wiarą, a nie odwrotnie.

Kierkegaard to stary ględa. Oszalał, bo nie świeci u niego słońce.

Żadna religia nie kwestionuje swojego Boga. Kładź się.

Wątpliwości nie bardzo da się przybić do krzyża.

Chodzi mu o to, że nie wolno mylić wiary z łatwowiernością.

Za takie gadanie sto lat temu spłonąłbyś na stosie.

Ja sam.

Chodź już.

Pomóc ci?

Sens leży w poszukiwaniu Boga, a nie w jego znalezieniu.

Połóż się na boku.

Sprośności są dodatkowo płatne.

Jak ci na imię?

Roza.

Skąd jesteś?

Posłuchaj...

To nie jest przesłuchanie. Jeśli nie chcesz tego robić

i tak nie oddam ci pieniędzy.

Czemu tak się na mnie gapisz?

To miłe...

Nie przestawaj.

Cisza...

Mam milczeć?

Zabrali mi ciszę.

-Spóźnimy się, Franzi. -Co robią?

-Mierzą. -Dlaczego?

-By wszystko wyburzyć? -Czemu?

By zbudować tu nowe miasto. Tak piękne jak Paryż.

-A gdzie będziemy mieszkać? -W Pradze będą mieszkać tylko Czesi.

-Czemu? -Nikt tu nie chce Niemców ani Żydów.

-Tata na to nie pozwoli. Powiem mu. -A ja mu powiem, co o nim mówisz,

-gdy myślisz, że nikt nie słyszy. -Nie możesz.

Dzień dobry. Dodzwoniłeś się do Muzeum Franza Kafki w Pradze.

Aby wybrać angielski, powiedz "one".

By wybrać niemiecki - "zwei", by wybrać japoński - "san".

-One. -Dziękuję.

By zamówić bilety, powiedz "bilet", by kupić pamiątki,

powiedz "pamiątka", jeśli chcesz osobiście spotkać się z Kafką,

powiedz - "Franz".

Co się stało?

Przemyślałem to i na początek nie damy "Drzew" tylko "Męki".

-Damy "Dzieci na drodze". -Infantylny tekst. Wykreśliłem go.

Max?

Franz, Felice. Felice, Franz.

Pan jest tym geniuszem, na którego czekaliśmy?

Nie... On przyjdzie później.

-Jestem kuzynką Maksa. -Drugiego stopnia.

Jedzie do krewnych na Węgry i szczęściem znalazła dla mnie dzień.

Rzadko się widujemy.

Słyszałam, że wydajecie razem książkę.

-To właściwie eksperyment. -O czym piszecie?

Franz jest pisarzem, który woli milczeć.

Ja natomiast mówię za dużo.

Może jeśli nie przestaniesz, uda ci się

go obudzić.

-Mogę? -Tak.

-Czytał pan Herzla? -Pobieżnie.

Nasz Kafka unika wszystkiego, co choćby trochę trąci synagogą.

-Uczę się trochę hebrajskiego. -I ja. Od trzech lat. Na poważnie.

"Przeszłość do droga do przyszłości".

Pańskie "trochę" jest więcej warte niż moje "na poważnie".

Herzl bardzo zrozumiale tłumaczy, czemu ludzie nienawidzą Żydów.

-Doprawdy? -Wszystko przez to,

że nie mamy własnego państwa. Państwo to tożsamość.

A naród bez tożsamości zawsze stanowi problem.

Słuchaj uważnie. W Berlinie są bardziej postępowi niż tu.

Na litość boską! Co to było?

Tu rozwiązujemy problem żydowski, wyburzając połowę miasta.

Przebudowa getta uczyni z Pragi klejnocik. Franz jest staroświecki.

Przeciwnie. Niech nie zostanie tu kamień na kamieniu.

-Czemu? -Może wtedy

znajdę siłę, by stąd odejść.

"Rozważania" pisał dwa lata 'i nie mógł skończyć.

Gdy poznał Felice, nabrał wiatru w żagle.

W kilka miesięcy napisał "Wyrok", "Palacza", a potem zaczął

pracę nad "Przemianą".

Nagle był w stanie przekuć wątpliwości w słowa.

Istnieją tylko dwa grzechy, z których wynikają pozostałe:

niecierpliwość i obojętność.

Przez niecierpliwość wygnano ludzi z raju,

a obojętność sprawia, że tam nie wrócą.

-Bóg to panu powiedział? -Nie.

On wie, że istnieje tylko jeden grzech - niecierpliwość.

Przez nią zostaliśmy wygnani i przez nią nie wracamy do raju.

To bardzo ciekawe.

Ciągle do niej pisał. W pierwszym roku

dwa, trzy listy dziennie. Jej matka udawała,

że złości ją ta relacja,

ale chyba w głębi duszy się cieszyła.

Praski urzędnik był dobrą partią dla biednej panny z Berlina.

Felice powtarzała mądrości z lektur, a Franz dawał się na to nabrać.

Mam.

Przepisałam to wtedy z pamiętnika Franza. Z zazdrości.

"Gdy zobaczyłem ją po raz pierwszy, wyglądała jak służąca.

Z kościstą, pustą twarzą, zdradzającą jej powierzchowność.

Szyję miała odsłoniętą, bluzkę z postawionym kołnierzem.

Nos krzywy, jakby złamany.

Ciemne, sztywne, nijakie włosy i mocno cofnięty podbródek".

Opisał ją tak dokładnie...

Dopiero później zrozumiałam,

że to było wyznanie miłości.

Opróżnijmy magazyn na tyłach

sklepu i zacznijmy handlować tekstyliami na odzież roboczą.

Znakomity pomysł.

Odzież robocza do przyszłość.

Taki interes jest jak lokomotywa parowa.

Jeśli nie dorzucasz węgla do kotła, stoisz w miejscu.

Co tam w naszej fabryce?

Franzi?

Mamy nowych kupców na azbest ze wschodnich Czech.

Chłopcze, już czas, byś zajął się rodzinnym interesem.

Azbest to przyszłość.

Mógłbyś okazać choć odrobinę zainteresowania?

Zrób to mnie.

Powiedz coś.

Śpi!

Zaręczyłem się z Felice.

Naprawdę?

Braciszek potrafi zaskoczyć.

Latem poproszę ojca Felice o jej rękę,

a ślub możemy wziąć jesienią.

Osobliwe...

Nie przypominam sobie, żebyś poprosił mnie o pozwolenie.

To sprawa Franza.

Doprawdy?

Myślę, że dotyczy całej rodziny.

Dziewczyna jest biedna jak mysz kościelna.

Felice ciężko pracuje i ma własne pieniądze.

I?

-Ile może zarobić kobieta? -Wynajmiemy mieszkanie w Berlinie.

Wspaniały pomysł.

Nie masz czasu, by pomagać w fabryce.

Opuszczasz się w pracy.

Ale nocami ślęczysz nad tą swoją pisaniną.

Tata tak nie myśli.

Chcesz się sparzyć, proszę bardzo.

Tyle razy mnie zawiodłeś, że jeden mniej czy więcej nie robi różnicy.

Ożeń się z nią.

Zrób jej kilka bachorów.

Będę się zachowywał jak prawdziwy dziadek.

Czemu nic nie mówiłeś?

Próbowałabyś mi to wyperswadować.

Zgadza się.

Szwagrze, witaj w jarzmie małżeńskim.

Wkrótce zobaczysz, jak chętnie będziesz chodzić do fabryki.

Franz...

W ogóle nie chciał jej odwiedzać.

Bał się Felice.

Kochał ją tylko na papierze. Tam była idealna.

Fizycznie i psychicznie. Ale gdy tylko

się widywali, dostawał straszliwej migreny.

Panie Kafka?!

Drugie piętro.

Franz?!

-Są ludzie od przeprowadzki. -Nareszcie.

Zobaczymy, jak długo szanowny pan wytrzyma bez służby.

Założę się, że przed niedzielą wrócisz z podkulonym ogonem.

Zobaczymy...

Pamiętaj,

że do kolacji siadamy o ósmej.

I ubieraj się jak należy.

Sam sobie poradzę.

-Teraz zakręcamy. -Dobra.

Zaczekaj...

Dziękuję.

Nareszcie cisza.

Proszę się nie zatrzymywać. Za nami idzie kolejna grupa.

Tu widzimy

pokój i biurko Kafki,

przy którym napisał większość listów i arcydzieł.

Tu znajduje się ponad 11 tys. listów.

Taką hipotetyczną liczbę mógł napisać

-podczas 25 lat aktywności twórczej. -Nie używał maszyny do pisania?

Używał tylko pióra. Taką miał zasadę.

Pisywał jeden do trzech listów dziennie. Liczbę znaków

można by zmieścić w czterech mailach lub tuzinie wpisów na Twitterze.

Z dzisiejszej perspektywy trzeba go uznać za osobę towarzyską.

A fakt, że wolał korespondencję od spotkań osobistych,

czyni z niego osobę skrojoną pod trzecie tysiąclecie.

Listami anonsuje swe przybycie i inicjuje fikcyjny

oraz wyobrażony ruch. Wysyłka listu, jego droga

oraz czynności listonosza zastępują spotkanie.

Przykład kafkowskiej miłości: mężczyzna zakochuje się

w kobiecie, którą widział raz. Pisze listy, ale nie przyjeżdża.

W dzień po zerwaniu, gdy dostaje ostatni list, policzkuje listonosza.

Ciuciubabko, kręć się kręć. Złap nas, jeśli masz chęć!

Uśmiech!

Ciuciubabko, kręć się kręć. Złap nas, jeśli masz chęć.

Franz, gdzie jestem?

Nigdy mnie nie znajdziesz.

Gdzie jestem?

Franz, znajdź mnie.

Gdzie mogę być?

Poszukaj mnie.

Elli!

Vali!

Elli!

Vali!

Skąd się bierze to robactwo?

Parlograf składa się cylindra pokrytego woskiem,

igły i napędu elektrycznego. Rejestruje głos mówiącej osoby.

Niewiarygodne. Wyobraź sobie, jakie to otwiera możliwości.

Nie mogę napisać ci listu, więc dyktuję wiadomość.

Nie masz czasu odsłuchać, więc maszyna do pisania

podłączona do parlografu spisuje ją i zostawia na biurku.

Albo przed pójściem spać możesz posłuchać mego głosu.

Można by tak połączyć każdego z każdym.

-Może pewnego dnia tak będzie. -Na pewno.

Nie chcesz spytać, jak minęła mi podróż?

Wybacz. Dureń ze mnie. Jak minęła podróż, ukochana?

Może powinnam pojechać prosto do Berlina, jak sugerowałeś.

Pomyślałem, że jadąc do Pragi, nadkładasz drogi.

Franz?

Jesteśmy zaręczeni. Przyjeżdżając do ciebie nie nadkładam drogi.

Nie wiesz nawet, jaki jestem szczęśliwy.

Rodzice chcą, byś poprosił o moją rękę w Berlinie.

Nie stać ich na wyjazd do Pragi.

Znalazłam kilka hoteli na przedmieściach,

mam nadzieję, że na kieszeń twoich rodziców.

-Dostałaś egzemplarz "Rozważań"? -Tak.

Wysłałam list z podziękowaniem.

Naturalnie. Napisałaś, że mi dziękujesz.

-Jesteś na mnie zły? -Ja?

Nie... Czemu miałbym być zły?

Podobno sprzedano już dziesięć egzemplarzy.

Dziewięć z nich kupiłem sam. Ciekawi mnie, kto ma dziesiąty.

Franz?

Felice?

Jestem przekonany,

że się panu u nas spodoba.

Powrót do natury.

To motto, którym się tu wszyscy kierujemy.

Chcemy przywrócić naszym gościom radość z obcowania z naturą.

I z własnymi ciałami.

Zakładam, że właśnie dlatego wybrał pan Jungborn.

Wkrótce się żenię.

Gratuluję.

Ale niestety jestem powściągliwy w kwestiach cielesnych.

W takim razie znalazł się pan w idealnym dla siebie miejscu.

Proszę się nie obawiać.

Nasze sanatorium zmieni pana

na lepsze.

Raz, dwa,

raz dwa...

Do klęku podpartego!

Raz, dwa...

-Mogę w czymś pomóc? -Pan Kafka?

Tędy. Pierwsze piętro.

-Szukam dr. Kafkę. -Jest tam.

Wszystko w porządku?

Jak najlepszym. Nie słyszała pani o Jorgenie Muellerze?

-Nie. A powinnam? -Te ćwiczenia są dobre na krążenie

-i pomagają na bóle głowy. -Podobnie jak lekarze.

Zarabiają na chorobach. Czemu mieliby je leczyć?

Felice mówiła, że jest pan myślicielem.

-Felice? -Nie przedstawiłam się.

Grete Bloch, przybyłam na targi fonograficzne. Felice prosiła,

-bym z panem pogadała. -Ze mną? O czym?

Oczywiście o panu.

Idziemy?

-Naturalnie. -Dobrze.

-Naprawdę nic pan nie zamówi? -Unikam słodyczy.

Podobno jest pan też wegetarianinem.

-Ma pani coś przeciw? -Nie.

Antropozofia głosi, że zwierzęta mają dusze.

W pewnym sensie unikam kanibalizmu.

Felice obawia się, że pana uraziła.

Czemu mi tego nie napisała?

Nie znam innej kobiety

tak idealnie pasującej do słynnego pisarza.

Chyba mnie pani z kimś myli.

-Czytałam pańską prozę, doktorze. -Wolę "Franz".

W studiu naszej firmy nagrywamy mnóstwo tytułów:

Doeblina, Dostojewskiego, Manna...

Teksty Kafki byłyby dla nas zaszczytem.

Przesadza pani.

-Przy pana "Requiem" się popłakałam. -To napisał Rilke.

Przepraszam.

Pójdzie pani ze mną do kina?

Nie podoba się panu?

Wręcz przeciwnie.

Wyglądają jak rodzice Felice.

Bzdura.

Co za skandaliczny pomysł.

Kilka lat później Grete zasugerowała w liście,

że Kafka może być ojcem jej dziecka. Franz? To niedorzeczne.

Napisała, że w 1914 urodziła chłopca i dała mu na imię...

Marcel.

Martin.

Na imię miał Martin.

Skoro tak twierdzisz, skarbie...

Korespondowali ze sobą,

to jest bezsprzeczne,

ale żeby miał ją kiedykolwiek dotknąć. Nie do pomyślenia.

Szybko!

Masz szczęście, że niegrzecznie jest wygrywać z gościem.

Dlaczego się nie ożeniłeś?

A czemu miałbym się żenić?

Rozejrzyj się.

To piękno, perfekcja, harmonia...

Miałbym to psuć czymś tak niedoskonałym jak małżeństwo?

Franz, nie słuchaj mnie. Ożenek to coś normalnego.

Gdyby wszyscy myśleli jak ja, ludzkość by wymarła.

Może tak byłoby lepiej.

Chodź. Coś ci pokażę.

Wskakuj.

Z życiem. Nie chcesz chyba, by wujek z małego miasteczka cię przegonił.

Chodź.

Co to?

Wejdź.

Usiądź.

Półtora tysiąca obrotów na minutę.

Chcesz tu otworzyć izbę tortur?

Chcę leczyć ludziom zęby.

Nie wiem czemu, ale w Czechach wszystko szybciej się psuje.

Ale najważniejsza jest zasada działania tego urządzenia.

Odrobina bólu pozwala uniknąć wielkiego cierpienia.

Tak samo funkcjonuje małżeństwo.

A co harmonią?

Niełatwo jest być samemu.

Wiem coś o tym.

A teraz sprawdzimy, co u ciebie.

Otwórz usta.

-Dzień dobry panu. -Dzień dobry.

Nie wystawiaj dłoni.

Dobrze. Jak żaba.

Franz?

Chodź, marynarzu.

Zobaczysz, że razem damy radę.

Dziś będziesz pływać sam.

Jesteś chudy jak bezpański kundel.

Musisz jeść więcej mięsa.

Inaczej dziewczyny będą patrzeć tylko na mnie.

Tak...

Dobrze.

Witam pana. Przepraszam, mam mokre ręce.

-Pamiętasz, jak się przywiązać? -Już tego nie potrzebuje.

Tylko trzy razy próbował na głębokiej wodzie.

I tyle wystarczy. Nikt nie trzymał mnie na drągu, a pływam jak ryba.

Franzi, pokaż im, że jesteś moim synem.

Nie! Proszę, nie!

Nie!

Nie...

Da sobie radę.

Proszę za mną.

W miejscowej kronice czytamy, że w latach 1900-1917

Kafka odwiedzał kąpielisko w Cernosicach

nawet dziesięć razy w miesiącach letnich. Był dobrym pływakiem.

Wygrzewał się na słońcu zawsze w tym samym miejscu.

Właśnie tutaj.

Dlaczego?

Do dzisiaj pozostaje to zagadką.

Jeśli ktoś chce wypróbować to miejsce,

może kupić ode mnie jednorazowy ręcznik za 2 euro.

Kochana Grete, myślę o pani każdego dnia.

Z pani przybyciem otworzyła się miedzy mną a Felice

nieznana przepaść. Tęsknię za snem równie mocno jak za pani widokiem.

I na koniec ten zwrot akcji. Nigdy nie czytałem czegoś takiego.

-W tamtej chwili cię nie znosiłem. -Przykro mi.

Zastanawiałem się, jak możesz mi to robić. I kto zechce to przeczytać?

Gdy Georg w końcu wskoczył do rzeki, jak kazał mu ojciec, wrzasnąłem.

-Serio? -Tak! "Niech to cholera!"

-Krzyknąłem. -Jest niewidomy.

Margarete musiała mnie uspokajać i czytać jeszcze kilka razy,

-aż zrozumiałem. -Co?

-Że Georg jest winny. -Czyli zakończenie było zasadne?

Jest winien, bo wszystko robi tak, jak trzeba.

Postępuje dobrze i to czyni go winnym. Jak nas wszystkich.

Tak czy siak, uważam,

że "Wyrok" to najlepsza rzecz, jaką napisałeś.

A ten kolor?

Piękny. Pasuje ci do oczu.

Petr nie lubi jedwabiu.

A niby czemu?

Nie podoba mu się, że produkują go owady.

A mleko mu nie przeszkadza, skoro produkują je krowy?

Powiedz mu, że to szyfon. I tak się nie pozna.

Poproszę dwa metry.

Oczywiście.

Pochowałam dwóch synków.

Dlatego Franz musi znosić obawy moje i Hermanna.

Czasami wyobrażam sobie,

jakby to było, gdyby moi mali chłopcy nadal żyli.

Franz miałby towarzyszy zabaw.

Nauczyłby się bić i mocować.

Jak inni chłopcy w jego wieku.

Mógłby nawet zostać pisarzem.

Może być o 10 centymetrów więcej?

Niech będzie.

Jak można być takim durniem?!

Przyjąłeś weksel na tak wysoką kwotę bez poręczyciela?

-Wyglądał na prawdziwy. -To bezwartościowy świstek.

-Kto ci go dał?! -Właściwie to...

-Jak wyglądał?! -Mówił, że jest z Linzu.

-Z Linzu? -Tak.

Wiesz, ile będzie mnie kosztować twoja głupota?!

-Może bank go zrealizuje? -Wyglądam na oszusta?!

-Nie. -Co się stało?

Precz!

Myślę, że małżeństwo dobrze mu zrobi.

Dziękuję.

Nie żałuj mi.

Nie chcę mięsa.

To dawaj.

Poświęcę się.

Hermann?

Nie, dziękuję.

Przyszedł telegram od Felice. Zamówiła nocleg w Askanischer Hof.

Pociągi Kilonia-Berlin kursują codziennie rano.

-Można to zgrać z powrotem ciotki. -Fakt.

Ty nie jedziesz?

Ktoś musi zostać w sklepie.

Ottla ma rację. Tak będzie lepiej.

Możesz w końcu połknąć?

Zrób to dla mnie.

Dokładne przeżuwanie wspiera trawienie.

Dlatego godzinami przesiadujesz w ustępie?

Hermannie, jemy.

Przecież to prawda!

Już zaczynam być ciekaw porządków w twoim nowym domu.

Gdyby Felice

już teraz nie była taka święta, założę się,

że skończyłaby jako męczennica.

Franz będzie dobry mężem.

Takim jak ty.

"Jezu", krzyknęła i zakryła twarz fartuchem.

Ale już go nie było. Wyskoczył z bramy

i popędził przez jezdnię do wody.

Już złapał za poręcz, jak głodny chwyta jedzenie.

Przefrunął nad nią jak świetny gimnastyk,

którym, ku dumie rodziców, kiedyś był.

Jeszcze się trzymał słabnącymi dłońmi,

gdy między prętami dostrzegł omnibus, który zagłuszyłby

jego upadek. Zawołał cicho: "Drodzy rodzice,

zawsze was kochałem". I spadł.

W tej chwili mostem jechał niekończący się sznur pojazdów.

-Pokażesz mu? -Nie.

Wolę tego nie robić. Dziękuję za kolację.

Nie pisz znów przez całą noc.

Franz?!

Dobrze.

Wydał powieść.

To tylko nowela.

Wspaniała nowina.

Gratulacje.

Tato?

W Wiedniu można obstawiać, czy wojna zacznie się już w jesienią.

Może, chroń nas przed wojną.

Połóż mi na szafce nocnej.

WERDYKT

Chcę w tym tygodniu wybrać kilka mebli.

Jak sobie życzysz.

Coś jasnego. Mieszkanie jest na parterze. Może z rattanu?

Co sądzisz o stylu Biedermeier? Wygodniejszy od nowoczesnych mebli.

Jeszcze o tym nie myślałem.

A tapety?

Franz?

-Franz? -Tak?

Do kuchni wybrałabym ciemniejsze barwy.

Może ochrę z kilkoma plamami czerwieni.

Ale sypialnia i przedpokój powinny być jaśniejsze.

A pokój dziecięcy chciałbym pomalować na biało.

To najweselszy kolor dla dziecka.

Erna?

Myślałam, że przyjeżdżasz wieczorem!

Nie mogłam dłużej czekać, siostrzyczko.

Tak się cieszyłam na nasze spotkanie.

-Pięknie wyglądasz. -Serio?

Prześlicznie.

Franz, spójrz...

Moje panie...

Cieszę się, że mnie przy tym nie było.

Panna Bloch chciała chyba zwrócić Franzowi listy i położyła je

w jego pokoju. Przypadkowo znalazła je Felice.

Franz bał się,

że zostanie zamknięty w mieszkaniu

z kobietą, którą od miesięcy sobie tylko wyobrażał.

Między marzeniami a rzeczywistością jest jednak różnica.

Franz sam dał jej te listy. Jestem tego pewna.

Miała prawo wiedzieć, co naprawdę o niej myśli.

Nie mogłam dopuścić, by wyszła za kogoś, kto do innej kobiety

pisał o niej takie rzeczy, jak Franz do mnie.

Felice?

Rodzice czekają.

Co się stało?

Nie wstyd ci?

Nie rozumiem...

On nie rozumie. Chce się ożenić z moją siostrą, ale pragnie innej.

-Erno... -Nie pisz do mnie więcej.

Możesz mi to wyjaśnić?

Bolała cię głowa.

Nie mogłeś spać.

A potem zacząłeś pisać do mojej najlepszej przyjaciółki?

Bo moje listy cię nudzą?

Moja głupia gadanina o tapetach i meblach?

Jestem tylko głupim stworzonkiem, płaszczącym się

przed wielkim myślicielem? Tak?

Dlatego zasłużyłam sobie na twoje drwiny?

Niech pan jej powie, że nigdy o tym nie myśleliśmy.

-Że nie o to nam chodziło. -Kto w to uwierzy?

-Erno, twoje zdanie już znamy. -Uwierz mi, proszę.

Będę najszczęśliwsza, jeśli Franz się z tobą ożeni.

Na twoim miejscu dałabym jej w twarz.

Powinnam.

Ale nie mam czasu na szukanie nowej najlepszej przyjaciółki.

Ani nowego narzeczonego.

Powiedziałeś, że rodzice na nas czekają?

Erno...

Ja bym mu nie wybaczyła.

To spory kawałek drogi.

-Jak długo trwała podróż z Pragi? -Przyjechaliśmy dziś z Kilonii.

Odwiedziliśmy tam rodzinę.

Nareszcie! Już prawie skończyły się nam tematy do rozmowy.

-Gdzie Grete? -Źle się poczuła.

-Spóźniliśmy się z powodu... -Mojej fryzury. Przepraszam.

Franz?

Drodzy rodzice, kochani krewni, przyjaciele...

Ukochana Felice...

Zaprosiliśmy was tu dzisiaj, by ogłosić radosną wiadomość,

że wkrótce nasze narzeczeństwo się zakończy.

Alleluja!

Nie jest tajemnicą,

że kazałem Felice czekać zbyt długo i tym ją zraniłem.

Nie tylko ją.

Przyczyną tej zwłoki była, jakby to ujął mój ojciec,

-moja niezdecydowana natura. -Raczej nieznośna.

Fakt.

Dlatego ufam, że moja decyzja przyniesie wam ulgę.

Podjąłem ją w najgłębszym przekonaniu,

że w tej sytuacji to jedyny słuszny krok.

Wznieście kieliszki

i wypijcie ze mną za zerwanie naszych zaręczyn.

Ktoś taki jak ja

nie zasługuje na tak wspaniałą istotę jak ty, Felice.

Mam nadzieję, że mi wybaczycie.

Felice...

Idziemy.

Adolf Meier zastąpił ostatnio termin "melancholia"

terminem "depresja". Z łaciny "depressio" czyli "przygniatać".

Proszę wypluć.

Chodzi o strach, który przytłacza.

Freud zakrzyknąłby, że za tym, co dzieje się z Franzem,

stoi Hermann i ten ich rodzinny cyrk. Proszę otworzyć.

Ale uważam, że sam tego chciał.

Wybrał to.

Jak gdy wchodzisz w ciemność i czekasz, aż oczy przywykną.

-Tak będzie lepiej dla wszystkich. -Nie powinieneś się cieszyć,

-że idziesz na wojnę. -Mówią, że do zimy się skończy.

Chłopak ma rację. Dyscyplina nikomu nie zaszkodziła.

Pisz do nas.

Franz?

Ten dureń w kalesonach,

który cały czas, przewraca się w łóżku...

To ja. Tak?

Przeczytałeś "Wyrok"?

Pisz do nas.

Franz?

Zachowuj się tam jak mężczyzna. Nie przynieś nam wstydu.

Oczy - niebieskie.

Zdolny do służby.

Następny!

Wzrost?

182.

Waga?

64.

-Wiek? -30 lat.

-Oczy? -Szare.

Na lewo.

Zdolny do służby.

Następny!

Na krótko mi ścieli

moje piękne włosy.

Na kolana mi spadały, jak pod ostrzem kosy.

Moja mama i ma luba

szlochem się zaniosły.

Może było odwrotnie?

Może to Franz opuścił ojca?

Do końca życia pozostał chłopcem, który zabraniał sobie narzekać.

Cierpienie...

jako nowy punkt widzenia.

Typowe dla niego.

Przepraszam... Elsa, moja żona.

Jutro spróbujemy wyjechać z kraju.

Perspektywa śmierci była dla niego kusząca. Uważał,

że zawiódł jako syn, mężczyzna i pisarz.

Postanowił odnieść sukces jako ofiara.

Te publikacje analizują twórczość Kafki z perspektywy:

religijnej, filozoficznej, filologicznej

i semantycznej. Walter Benjamin,

Albert Camus, Hannah Arendt, Foucault, Blanchot, Adorno, Derrida

i nasz Milan Kundera.

Tu są biografie.

A tutaj możecie obejrzeć te dzieła Kafki, które Max Brod

w roku 1939 przewiózł z Europy do Palestyny.

Cały świat jest mu wdzięczny za to, że nie spełnił ostatniej woli Kafki.

-Miros, wstań! Co ty wyprawiasz? -Dziękuję.

Również za to, że nie spalił wszystkich rękopisów.

Jeszcze coś, co łatwo zapamiętać. Stosunek słów napisanych przez Kafkę

do słów napisanych o Kafce jest jak jeden do 10 milionów.

Nieźle. Co?

Dzień dobry.

Moje nazwisko - Kafka. Jestem ojcem.

Chcę porozmawiać z dyrektorem.

Kafka?!

Kafka?!

-Melduję się! -Pakuj rzeczy!

-Wieczorem opuszczasz koszary. -Słucham?

No już!

Nie macie prawa. Zaciągnąłem się, by bronić monarchii

i honoru cesarza.

Niewiele mogę poradzić.

-Zostałem powołany. -A teraz odwołany.

Dlaczego?

Każdy idiota może ładować

działa, ale dobrego szefa działu szukałbym latami.

-Nasza firma pana potrzebuje. -Znów się zaciągnę.

Pańska sprawa. Ale póki jestem dyrektorem

tego urzędu, będzie pan służył monarchii tutaj.

I zapewniam, że wojna tu pana znajdzie. Jak nas wszystkich.

Wymówię w Zakładzie Ubezpieczeń.

Śmierć nie zrobi z ciebie bohatera.

Ale brak lęku przed nią to pierwszy krok na drodze do oświecenia.

Bzdura.

Gdybyś nie żył, nie tęskniłbyś za tym wszystkim?

Praga jest jak kochanka ze szponami. Gdy raz cię złapie, już nie puści.

Zdejmij płaszcz. Ciepło tu.

Kto tu mieszka?

Wynajęłam to mieszkanie.

To mój Josef.

Otylka ciągle o panu mówi.

-Twój? -Josef też pracuje w ubezpieczeniach,

-ale jego nikt nie wykupi ze służby. -Puścili pana?

Ma pan szczęście. Z Galicji nadchodzą złe wieści.

-Niech pan siada. -Jest pan w ogóle Żydem?

Co powie ojciec na wieść o tym, że prowadzasz się z gojem?

Udzieli nam błogosławieństwa. Na tym polega twój problem.

Zadajesz mnóstwo pytań, ale nie chcesz poznać odpowiedzi.

Kocham Josefa. Nikt mi go nie zabierze.

Nikt.

Czyż nie jest wspaniała?

Franz?

Jaka cisza...

"Ale i drugie uniewinnienie nie jest ostateczne", powiedział K.

i odwrócił głowę. "Jasne, że nie", odparł malarz. "Potem następuje

trzecie aresztowanie i tak dalej.

Na tym polega tzw. pozorne uniewinnienie". K milczał.

"Najwyraźniej nie wydaje się panu korzystne", rzekł malarz.

"Może bardziej przemawia do pana przewlekanie sprawy?

Wyjaśnić, na czym polega"?

K. kiwnął głową. Malarz wygodnie rozsiadł się w fotelu,

włożył rękę pod rozpiętą koszulę nocną i gładził się po torsie".

To Pollack. Zawsze pojawia się w najlepszym momencie.

-To jest świetne. -Mam nadzieję, że się nie spóźniłem.

Dziękuję.

Podsumowując wszystko, jakby chciał natchnąć K. otuchą na drogę

do domu, rzekł: "Obie metody łączy to,

że zapobiegają skazaniu oskarżonego".

"Zapobiegają też uniewinnieniu", szepnął K., jakby wstydził się,

że to pojął".

To na razie tyle.

Wspaniałe.

-Jak się kończy? -To oczywiste.

Proces od początku był pomyłką. A ci durnie będą

częścią moralnego zwycięstwa K. nad systemem.

Widzę to inaczej. Zbytnio upraszczasz.

To znaczy?

Proces czy nie,

wszyscy stają się odpowiedzialni.

Perspektywa, Franz.

Tak... Odpowiedzialność. Perspektywa i odpowiedzialność.

Przemyśl to.

Chodź tu.

Twoje zdrowie, Franz!

Siostra Kafki wynajęła ten dom na początku I wojny światowej.

Kafka tworzył tu dwa lata i ukończył niektóre arcydzieła.

Niestety właściciele nie przedłużyli umowy najmu.

Patrzcie.

Głowa mierzy 12 metrów i jest większa od głowy Statui Wolności.

Składa się z 42 obrotowych paneli i waży 39 ton.

Panele napędza 21 silników elektrycznych.

To największe popiersie Kafki na świecie.

Franz jadał tu przez pół roku, gdy pisał swą sławną powieść

"Ameryka". Jako wegetarianin

uważał, że wołowina powinna pochodzić od krów

pasących się na górskich łąkach. Chcecie zjeść to, co Kafka?

Macie okazję. Przepis jest ten sam od stu lat.

-Kto się przyłączy? -Ja.

-I frytki. -Jasne. Kafka uwielbiał ziemniaki.

Czemu kolacja nie jest gotowa?

Franz?

Mógłbyś podejść...

Coś tu...

Bez inwestycji fabryka nie przetrwa.

Dobrze się czujesz?

Sprzedajemy teraz azbest poniżej wartości.

Musiałem ci powiedzieć.

Ja też tracę moje udziały.

Pomyślałem,

że ty mu to powiesz.

Jako jego syn.

Franz?

Nie!

Nie będę tego jadł. Nie jestem psem!

Przemierzyłam pół miasta. Nie można dostać wołowiny.

To nie znaczy, że mamy jeść szczury!

-To królik. -Widziałaś jego futro? Co?

Nie, bo go nie było. To jest szczur.

-To mały królik. -Będziesz mnie pouczać?!

Proszę mi wybaczyć.

Hermannie, mamy wojnę.

Wszystko jest na kartki, a my jednak jemy mięso.

Jesteśmy szczęściarzami.

Mamy kolejnego mądralę. Chodź tu, Franz.

Co to? Królik czy szczur?

Krzyżówka kota i owcy.

Bardzo zabawne.

Cierpię na gruźlicę.

Słucham?

Co?

Do uśpienia pacjenta używamy maski oddechowej Ombredanne'a.

Niestety działanie eteru u pacjentów z zapaleniem płuc jest ograniczone.

Dlatego łączymy go z prokainą.

Spokojnie. Wszystko będzie dobrze.

Więcej eteru.

Wywołana odma prowadzi do zapadnięcia się płuca dotkniętego kawerną,

a następnie do bliznowacenia.

Poświęcenie płuca pacjenta

to dla lekarza trudna decyzja,

ale życie jest ważniejsze.

Pacjent Kafka został przyjęty do kliniki w Wiedniu

z postępującą gruźlicą krtani. Znieczulenie nerwu krtaniowego

zawiodło. Pacjent nie był w stanie znieść laryngoskopii.

Odmówił dalszych zabiegów. Terapia paliatywna

wstrzyknięciami alkoholu w krtań.

Szansa na wyleczenie: nie więcej niż 5 procent.

Lekarz mówi, że to cię wzmocni.

Przynajmniej spróbuj.

Przestanę jeść mięso zamiast ciebie.

Zgoda? I wszystko się wyrówna.

-Zaniosę walizkę do hotelu. -Jestem umówiony.

Proszę... Jestem tu najtańsza.

Niech pani zaczeka!

-Proszę oddać walizkę. Muszę wrócić. -Nie ma co się bać. Jestem świetna.

To absurd.

Jeśli ja nie przetłumaczę pana dzieł, ktoś inny może je zmasakrować.

Madame Milena?

Nie pamięta pan? Poznaliśmy się w Arco.

-Nosiła pani te kolorowe szale. -A teraz noszę walizki.

Mówi pan po czesku?

Piszę po niemiecku, ale czeski jest mi bliski.

-Proszę. -Co to?

Przekład pierwszych stron "Palacza". Prosiłam Broda,

by wybrał najlepiej piszących po niemiecku w Pradze.

-Wie pan, co mi przysłał? -Max jak zwykle przesadza.

Swoje książki. Oraz "Palacza" i "Kolonię karną".

Przetłumaczę pana teksty, nawet jeśli się pan nie zgodzi.

Pani Mileno?

Nie powinno się kraść kwiatów z cmentarza.

Raczej nie powinno się ich tam kłaść.

Marnują się na tych, którzy i tak ich nie docenią.

A ja kocham kwiaty.

I chcę, by było tu było miło.

-Nie rozbierze się pan? -Ja?

Jest pan przemoczony. Przeziębi się pan.

-Pani mąż to mój przyjaciel. -Widzi pan? Mamy wiele wspólnego.

Proszę się nie obawiać.

Nie przyjdzie tu.

Ma swoje zajęcia, o których nie muszę wiedzieć.

Małżeństwo to...

skomplikowana i mętna instytucja.

Kto jest pana ulubionym czeskim pisarzem?

Jedno nazwisko.

Pani Pollakova...

Tylko jedno nazwisko.

Nie jestem wielkim znawcą.

Proszę spróbować.

Czyń diabłu dobrze, a piekłem ci wynagrodzi.

Tak to już jest na tym świecie. Jeden odchodzi, drugi przychodzi.

Nemcova. Widzi pan? Znów się zgadzamy.

Łączy poetyckość czeskiego z siłą niemieckiego czasownika

na końcu zdania. W ten sposób tworzy nowy styl.

Jest pan niezwykle inspirujący.

I ma pan piękne ręce.

Raczej leniwe.

Jest pan dla nich zbyt surowy.

Wie pan, że przed śmiercią

znikają linie papilarne?

Serio? Dlaczego?

By dało się rozpoznać człowieka w niebie.

A jak rozpoznają nas w piekle?

Akt seksualny stanowił dla Franza karę za szczęście.

Póki nie poznał Mileny.

Zarówno Felice jak i Franzowi brakowało doświadczenia.

Ale Milena była atrakcyjną i niezwykle inteligentną kobietą.

Nawet ja przez chwilę wierzyłam, że zatrzyma chorobę Franza.

Josef?

-Gdzie dziewczynki? -U moich rodziców.

Złożyłeś pozew?

Otylko, nie musimy się rozwodzić.

Możemy zaczekać.

-To był twój pomysł. -Wiem.

Myślałem, że tak będzie najlepiej dla wszystkich. Dla dziewczynek.

I będzie.

To nie może długo trwać. Potem wszystko ci wynagrodzę.

Jesteś zmęczony?

Miałaś takie wrażenie?

Nie.

Będziesz moją terapią.

Emerytowany urzędnik cierpiący na gruźlicę i migreny,

z obsesyjnym przekonaniem, że nie może żyć bez pisania,

prosi młodą, zdrową kobietę, by wraz z nim zniszczyła sobie życie.

Nigdy nie powiedziałeś mi tak wiele jednym ciągiem.

Pojedź ze mną do Pragi.

Razem wybierzemy meble i tapety do jadalni.

Przepraszam.

Nic nie szkodzi.

Co ma być?

Proszę pana?

Chcę wysłać telegram do Wiednia.

"Droga Mileno, niestety dzisiaj nie przyjadę".

Dlaczego?

To dla mnie zbyt wiele.

Może usunąć zwrot grzecznościowy i ten fragment?

I tak każdy to zrozumie.

Jasne.

Tutaj do człowieka szybko dociera wartość pojedynczego słowa.

Napiszemy:

"Nie przyjadę"?

Nie przyjadę.

Wio!

Wio!

Wiśta wio!

"Drogi doktorze, drogi Maksie.

Nie wiem, co zrobić. Jestem w desperacji.

To moja wina, czy nie moja?

Tylko proszę

bez pocieszeń i zapewnień, że nikt nie zawinił.

Gdybym wtedy pojechała z nim do Pragi,

dałabym, mu szansę na to, by żył.

Ale ja...

nie byłam w stanie odejść od męża.

Jeśli jest prawdą,

że każdy na ziemi jakąś rolę do odegrania,

ja swoją odegrałem

wręcz fatalnie.

Dziękuję.

Klienci wstają o siódmej.

Śniadanie podajemy na tarasie, obiad jest o 13.00.

Kolację jemy wspólnie o 19.30.

Zabiegi lecznicze odbywają się przez cały dzień.

Po podwieczorku

zalecamy pobyt na powietrzu.

Pokój będzie wkrótce gotowy.

Gdyby pan czegoś potrzebował, wystarczy zadzwonić.

Przepraszam.

Muszę dwa razy dziennie naświetlać wrzody przez pół godziny.

Ciekawi to pana?

Soczewka skupia promienie słoneczne na oknie

i odbija je tak, że wpadają prosto do gardła. O tak.

Chce pan spróbować?

Nie, dziękuję.

Jest pan tu nowy?

Co panu zalecili?

Słoneczne kąpiele? Zimne powietrze? Płukanki, inhalacje?

Mięso.

Żartowniś z pana.

Jeszcze miesiąc temu byłem zdrowy jak byk.

A teraz karmią mnie owsianką.

Bez obaw, przyjacielu.

Pójdzie to szybciej, niż pan myśli.

-Mogę? -Naturalnie.

Pan doktor

był mi winien 190 koron za czynsz,

kolejne 12 za prąd

i 7 za gaz.

-Reszty nie trzeba. -Dziękuję szanownemu panu.

Co teraz?

Proszę zaczekać na zewnątrz.

Mamy też innych klientów.

Wynocha!

Idź do diabła!

Proszę zacząć, gdy będzie pani gotowa.

Chyba żaden pisarz w XX w. nie wpłynął tak głęboko

na sposób myślenia i pisania niż Franz Kafka.

Dlaczego?

Myślę, że nikt tak naprawdę tego nie wie.

A według pani?

Twórczość Kafki jest zamknięta a klucz zabrał ze sobą.

Nie wiemy.

Zgadza się.

Ma pan zapalniczkę?

-Masz zapałki? -Nie.

-Zapałki? -Nie mam.

Zapałki?

-Idzie do nas. -Nic nie mów.

Zostaw to mnie.

-Ma pan zapałki? -Jasne.

Mężczyźni znają się na tym, co ważne.

Natomiast na całej reszcie znamy się my.

Dziękuję.

Proszę je zatrzymać.

Idziemy.

ŻYDOM WSTĘP WZBRONIONY

Z komina sąsiedniego domu wyleciał ptaszek.

Podskoczył kilka razy na krawędzi

komina, rozejrzał się,

rozpostarł skrzydełka i odleciał.

To nie był zwykły ptaszek.

Nie mógł być, skoro wyleciał z komina.

Z okna na pierwszym piętrze

wyjrzała mała dziewczynka, zobaczyła ptaka i zawołała:

"Tam leci".

By zamówić bilety, powiedz "bilet", by kupić pamiątki,

powiedz "pamiątka", jeśli chcesz osobiście spotkać się z Kafką,

-powiedz: "Franz". -Franz.

Chłodny i surowy jest ten dzień.

Chłodny i surowy jest ten dzień.

Chmury mróz ściska,

wieje, wieje wietrzysko.

Ludzie zamarzają, ich kroki

na kocich łbach metalicznie

pobrzmiewają,

a oczy dostrzegają

rozległe białe jeziora.

Rozległe białe jeziora.

W roli tytułowej:

W pozostałych rolach:

Reżyseria:

Scenariusz:

Zdjęcia:

Muzyka:

Wersja polska: CANAL+ Tekst: Iwona Iwańska

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.