Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
PRZEZ WIEKI STAROŻYTNE TERENY INDONEZJI STANOWIŁY HOLENDERSKĄ KOLONIĘ.
ŚLADY TERRORU I PRZEMOCY CZĘSTO GINĄ WŚRÓD LUDOWYCH PODAŃ.
TO OPOWIEŚĆ, W KTÓREJ FIKCJA ZDERZA SIĘ Z FAKTAMI.
KALIFORNIA ROK 1860
Wierzcie mi, możecie potroić swoje pieniądze. Potroić!
To walka rodem z Biblii.
Jesteście gotowi?
- Ktoś jeszcze? - On wpłaca.
Kopnij go mocniej, bracie.
Właśnie tak.
Lepiej odpuść teraz, póki masz wszystkie zęby.
- Zbieraj zakłady. Nie skończyłem. - Jesteś pewien?
Przewaga właśnie się zmieniła, siedem do jednego.
W porządku?
Tak jest!
- Teraz skończyłem. - Dobra walka.
- Nie zapomnij o mojej części. - Zgarnęliśmy fortunę.
Cholerni oszuści. To było ustawione.
Obaj wiemy, że wygraliśmy sprawiedliwie.
Urocze pierdolenie. Oddawaj nasze pieniądze.
Spokojnie. To tylko zabawa, synu.
Oddamy ci pieniądze.
Ale pozwól nam kontynuować podróż w spokoju.
- O nie, szefie. To mój pociąg. - Twój pociąg?
Wraz z moimi chłopcami pracowaliśmy przy tych torach,
- kiedy wy ssaliście piersi matki. - Ty skurwy...
Wuju!
Niech to szlag, Suwo!
Daj spojrzeć.
Przepraszam.
To tylko draśnięcie. Nic ci nie będzie.
Przepraszam.
Czas wracać do domu.
Nie chcę umierać... zanim nie wyrównamy rachunków.
BAWOLI BRACIA
JAWA PÓŁ ROKU PÓŹNIEJ
Hej, Suwo.
Myślałem, że nigdy nie wrócę i nie ucałuję ziemi,
którą opuściłem.
Chłopcy, pamiętajcie, po co tu jesteśmy.
Nikt nie wie, kim i skąd jesteśmy.
Nikomu nie ufajcie. Wtopcie się w tłum.
I pamiętajcie, używajcie ojczystego języka, jak was uczyłem.
Chodźmy.
Pospieszcie się! Łódź nie będzie czekać.
Dalej!
Dalej, chłopcy.
Najpierw musimy oddać cześć waszemu ojcu.
W miejscu ostatniego spoczynku wszystkich sułtanów i ich rodzin.
To grób waszego ojca,
a ten... waszej matki.
Niebiosa, świećcie nad jej duszą.
Seruni.
Wybacz mi.
Popełniłem błąd, opuściwszy cię.
Przed wiekami
krainą tą rządzili dawni królowie.
Tysiące lat przed nami rozkwitła tu cywilizacja.
Pochodzimy z kraju o wielkim dziedzictwie.
A jego część płynie w waszej krwi.
Urodziliście się w szlachetnym rodzie.
Dorastaliście w obcym kraju
zjednani przez wyjątkowe okoliczności.
Tamtego dnia mnie i waszemu ojcu udało się uciec.
Mieliśmy szczęście
i dlatego przeżyliście.
Myślałem, że jeśli będziemy negocjować,
pozwolą nam odejść.
Naiwność!
- Muszą za to zapłacić! - Nie.
Straciliśmy dziś wielu ludzi.
Nie straćmy naszej przyszłości.
Są tutaj.
Wsiadaj!
Wsiadaj, Hamza.
Płyń. Zajmę ich.
- Nie, płyniemy razem! - Arana!
Uciekaj najdalej jak możesz.
Wychowaj moje dzieci jak własne.
Uratuj ich.
Są naszą jedyną nadzieją.
Widzę, że mój sztylet cię nie zabił,
sułtanie Hamza.
Moja śmierć tylko wzmocni mój lud,
Van Trach.
Jamarze.
Jako starszy, musisz wziąć na siebie odpowiedzialność.
Suwo.
Jako młodszy,
musisz dbać o braterską więź,
która wzmocni was obu.
Nie zapomnijcie o tym.
Co ty wyprawiasz?
- Przestań się bawić. - Ja tylko...
Nie wkurzaj mnie.
Chłopcy! Przestańcie!
Wciąż ślęczysz nad tą mapą?
A co, jeśli go tam nie ma?
Znajdziemy go...
gdziekolwiek jest.
I tym razem będziemy gotowi.
Czego?
Potrzebujecie...
Przyszliście stamtąd.
Zmierzacie tam.
Więc czemu się zatrzymujecie?
- Wszystko w porządku? - Na co się gapisz?
Wszystko gra.
To moja żona. Rodzi.
- Rodzi? - Tak.
- Mogę pomóc. - Jak?
Co to?
- Mam lekarstwo. - Jakie lekarstwo?
Uśmierzy ból.
Nic jej nie boli, po prostu rodzi.
- Ale... - Odsuń się!
Niech pan wybaczy. Odejdziemy.
Pomocy.
Nie ruszaj się!
- Albo Fakar ją zabije! - Spokojnie.
Chcecie umrzeć?
Cofnijcie się!
Myślicie, że Fakar żartuje?
Przemyśl to!
Cofnijcie się!
Chodź tu!
Sri!
Boli.
Następnym razem zajmuj się swoimi sprawami.
Zaczekajcie!
Dokąd zmierzacie?
Proszę, odwiedźcie naszą wioskę.
Możecie się tam wykąpać, odpocząć i zjeść.
Będę zaszczycony.
Chodźcie, proszę!
Co się tam dzieje?
On wie, jak opanować wierzchowca!
Nigdy nie widziałem, żeby ktoś tak jeździł na bawole.
- I strzelał jak Apacz! - Racja.
Zauważyłem spalone uprawy.
Czemu to zrobiliście?
Żeby zasadzić opium.
To dla nich bardziej opłacalne.
Jeśli nie spalimy upraw ryżu,
Holendrzy spalą nas.
To rolnicy, którzy postanowili zostawić plony,
bo uważali, że wyżywienie rodziny
jest ważniejsze.
Ale przyszło im za to zapłacić.
Co to za zapach?
To odór
nienawiści!
Chodź do mnie, kochanie!
Dziadku!
Co ci się stało w głowę?
Przewróciłem się. To tylko zadrapanie.
Panowie... Kiona, moja wnuczka.
Jesteś wspaniałym jeźdźcem.
Jak na...
kobietę.
Potrzymaj kapelusz!
Twoje umiejętności robią wrażenie.
Jestem Suwo.
Suwo.
Ręka, którą pocałowałeś,
- to ta, którą wyciera... - ...tyłek.
Twoja uroda sprawiła,
że zapomnieli o manierach.
Mam na imię Arana.
Jak ci się podobała moja jazda, dziadku?
Znowu ukradłaś bawoła!
- Tylko go pożyczyłam, ojcze. - Mam na głowie całą wioskę,
a ty jeździsz na bawole, jakbyś była mężczyzną!
Przynosisz mi wstyd!
Wybaczy pan.
Powinien być pan z niej dumny.
- Co to za ludzie? - Kiona!
Sri!
- Ojcze, nie! - Cisza!
- Czego tutaj chcecie? - Sakar.
Ci ludzie to nie wrogowie, a przyjaciele.
- To są... - To są obcy!
A wszyscy obcy to wrogowie.
Jeśli Holendrzy się dowiedzą,
- zapłacimy za to. - Wstydu nie masz?
Ci ludzie uratowali życie mnie i twojej córce, Sri!
Jesteś im dłużny!
To prawda, ojcze.
Gdyby nie oni, bylibyśmy martwi.
Wybaczcie.
Źle was oceniłem.
Zjedzcie z nami obiad.
Chcielibyście się odświeżyć?
Chłopcy, skończcie się popisywać!
Panie za bardzo się ekscytują.
Przystojniaku!
Już się spotkaliśmy!
- Gdzie? - W moich snach.
Nie zapomniałabym tak przystojnego mężczyzny.
Może zapamiętasz lepiej, kiedy zdejmie ubranie.
- Chłopcy... - Pozwól sobie pomóc, przystojniaku.
- To nie zajmie długo. - Chłopcy.
Ci ludzie ocalili moją rodzinę.
Odtąd będziemy was traktować jak jej część.
Tak.
Panie, z całym szacunkiem,
ale twój ojciec i córka nie powinni podróżować samotnie.
Wysłałbym z nimi eskortę,
ale wszyscy moi ludzie pomagają w przesadzaniu upraw.
Słucham?
Pomagają?
- To niewolnicza praca. - Niewolnicza praca?
Widzieliście, co się dzieje, kiedy się im sprzeciwiamy.
Dlaczego sułtan nie zareaguje?
Nie mamy go już od jakiegoś czasu.
Holendrom to pasuje.
Kontrolują wszystko!
Ojcze!
Kiona!
Za dużo mówisz.
Nie waż się mnie uciszać, Sakarze!
Bez ryżu wioska umrze z głodu!
To miejsce to piekło na ziemi,
odkąd Van Trach powrócił!
Van Trach?
On i jego ludzie zabijają, gwałcą i plądrują bez strachu przed karą.
Kiona!
A nikt z nas nie odważy się z nimi walczyć!
Nie zwracajcie uwagi na słowa mojej córki.
Nie rozumie wielu spraw.
Tak długo jak postępujemy zgodnie z ich zasadami,
będziemy żyć w pokoju.
Tak długo jak postępujecie zgodnie z ich zasadami,
będziecie żyć w pokoju?
Raz w to uwierzyłem.
I skończyło się...
na śmierci!
Cholera!
Nie potrzebuję pomocy.
Poradzę sobie.
Co tu robisz?
Nie powinieneś być w środku i podejmować ważne decyzje
z pozostałymi mężczyznami?
Zwykle nie biorę udziału w podejmowaniu ważnych decyzji.
Czyżby?
To okropne, kiedy nikt nie traktuje cię poważnie.
Skąd możesz to wiedzieć?
Chodzi mi o to, że wiem, jak się czujesz.
Mam tak samo.
Doprawdy?
Jako najmłodszy, też jestem w złej sytuacji.
Nie. Jesteś w bardzo dobrej.
Jesteś mężczyzną.
Możesz robić, co chcesz,
kiedy chcesz, jak chcesz i z kimkolwiek chcesz.
Nie przynosisz wstydu, nie jesteś oceniany
ani osądzany.
A to wszystko dlatego, że jesteś facetem.
Uważasz, że łatwo być mężczyzną?
Urodziłem się ze zbiorem zasad.
Nie okazuj emocji.
Bądź odważniejszy, silniejszy.
Walcz. Bądź bohaterem. Wygrywaj.
Jakby to było jedyne, co czyni cię mężczyzną.
Kluczem jest wyczucie czasu.
Spieszysz się,
dlatego słabo celujesz.
Twierdzisz, że masz lepszego?
Oczywiście. Jestem mężczyzną.
Buc.
W ten sposób.
Chcę tylko pomóc.
Tak się cieszę, że cię widzę. Długo cię nie było.
Przez tę odległość szybko dorosłam.
Ojcze, Kiono.
Jestem zmęczona tym ukrywaniem.
Przenoszenie się z wioski do wioski jest naprawdę uciążliwe.
Chcę wrócić do domu!
Nie chcemy, żebyś przez to przechodziła.
Dlatego cieszę się, że tu jesteś,
ale też martwię się o twoje bezpieczeństwo.
Nadchodzą! Nadchodzą!
Nadchodzą!
- Chodźmy. - Musicie odejść!
Kiona!
Kiona!
Szybko! Zaprowadź ich do lasu!
- Nie ma czasu! - Idę z Sri!
Jeśli znajdą ją z nimi, będzie tylko gorzej!
- Suwo! - Gotowe!
Wystarczy.
- Zakryjcie wóz liśćmi! - Tak, wuju.
Szybciej!
Panie.
To ci ludzie, razem z trójką obcych,
zaatakowali Fakara.
Panie, to nieprawda!
- Nieprawda? - To on zaatakował nas!
Cisza!
- Gdzie ci pozostali? - Panie, on próbował mnie zgwałcić.
Komu uwierzysz, panie?
Fakarowi, twojemu lojalnemu słudze, który stracił dla ciebie oko,
czy tej kłamliwej dziwce?
- Puszczaj! - Nie!
Sri!
Nie jest nawet oznakowana!
Nic tu nie ma.
To prawda, panie.
Było tu trzech mężczyzn, ale już odjechali!
Fakar miał rację!
Panie, proszę, nie rób jej krzywdy.
Ona nie ma z tym nic wspólnego!
Na co czekacie?
Oznakujcie ją!
- Pomóż, panie! - Panie, nie!
- Co się dzieje? - Znakowanie.
Po co?
To ich znak na naszej skórze.
Nie oznakowaliśmy Sri.
Była za mała.
Sri!
- Kim jest ten człowiek? - Nazywa się Drost.
To prawa ręka Van Tracha.
Weźcie starca i dziewczynę!
Kiona...
Zostaw mnie.
Daj spokój.
Zostaw ją.
Weź torby.
Wybacz mi, Sri.
Jutro udamy się do miasta.
Wuju, jestem pewien,
że Van Trach tam będzie.
Czas wyrównać rachunki.
To tam, chłopcy.
Za tak mało opium nie dostaniesz więcej ryżu!
Uzupełnijcie zapasy.
Ja się rozejrzę.
Skąd jesteście?
Chodźcie!
Mam wspaniałe towary.
Chodźcie!
Witajcie, panowie.
Proszę pana!
Mam dla pana coś specjalnego.
Na pewno się spodoba.
Niech pan spróbuje. Nalewka ze skorpiona.
Doda panu siły.
A pannom chęci!
Jeśli miałbym wybrać, czego najbardziej nienawidzę,
to byłoby właśnie to. Skorpiony.
Spokojnie, proszę pana!
Proszę pana!
To właśnie przyszło.
Jest dość drogie,
ale...
może pan używać wielokrotnie.
Płaci się więcej,
ale starcza na dłużej!
Policz to!
Panowie, kupcie kurczaki!
Ile?
Ten kwiat kwitnie tylko nocą.
Kiona.
Co tutaj robisz?
Poza hodowlą bawołów, ojciec uprawia też kwiaty.
Masz jakieś wieści o dziadku i siostrze?
Żadnych,
ale zwierzchnicy wszystkich wiosek zostali wezwani do miasta.
Van Trach tu będzie?
Powinien.
Wezwał moją rodzinę ze wskazaniem.
Chodźcie ze mną. I tak miałam iść na rynek.
Dziadku!
Sri.
Van Trach.
Panowie...
jesteśmy zgodni, że zależy nam na społeczeństwie
opartym na sprawiedliwości i dobrobycie.
Ale jeden z was zawiódł swoją wioskę.
Jeden z was okazał się nielojalnym.
Sakarze... zbliż się.
Twoja córka nie poddała się znakowaniu.
Wraz z twoim ojcem spiskowała z obcokrajowcami,
którzy napadli na jednego z moich ludzi, gdy wypełniał swoje obowiązki.
To przestępcy, którym ty dałeś schronienie.
Ludzie...
Nie po to pracowałem tyle lat,
żeby patrzeć, jak znowu popadacie w anarchię,
od której was ocaliłem.
Prawo jest prawem.
Musi być przestrzegane.
Uznaję oskarżonych za winnych.
A wyrok jest jasny...
śmierć.
Nie!
Jak dobrze wiecie...
jestem miłosierny.
Jako ambasador mam prawo łaski.
Niestety...
mogę ułaskawić tylko jedną osobę.
Powiedz, drogi przyjacielu...
kogo powinienem ułaskawić?
Panie.
- Dobrze ci służyłem. - Powiedz, Sakarze.
Jeśli byłbyś lojalny, nie wahałbyś się powiedzieć.
Proszę, panie.
Robiłem wszystko, co kazałeś.
Niemożliwym jest taki wybór.
To moja rodzina, panie.
Nie zrobili nic złego!
Milcz, Sakarze!
Czemu targujesz się z tym diabłem?
Jestem gotów umrzeć, Sakarze.
Więc czemu błagasz tego kundla?
Czemu?
Hej, diable!
Zabij mnie!
Nie rób tego.
Już niedługo zgnijesz w piekle!
Nie rób tego.
Może rola przywódcy to dla ciebie zbyt wielkie obciążenie?
Powinniśmy uwolnić cię od obowiązków na jakiś czas?
Tak.
Sakarze, powinieneś mnie już dobrze znać.
Zbyt długo mi służyłeś, żebym mógł to zrobić.
Ojcze!
Nie tutaj! Jest zbyt wielu ludzi!
Ojcze!
Ojcze!
Tchórze!
Wszyscy jesteście tchórzami!
Kiono, w świetle prawa,
twój ojciec popełnił poważne przestępstwo.
Nie było innego wyjścia niż kara śmierci.
Okaż trochę wdzięczności
za ocalenie życia twojej drogiej siostrze.
Nie jesteś wdzięczna?
Kiona?
Nie zmuszaj mnie, bym odwołał ułaskawienie.
Jestem wdzięczna.
Nie usłyszałem.
Jestem wdzięczna, panie.
Zabierzcie dziewczynę do mojego domu.
Musimy iść za nim.
Przeszkol nową.
Ryzykownie chować się tutaj.
To najbliższe miejsce, skąd możemy go dostać.
Znalazłeś już wyjście?
Nie przejmuj się.
Urocza dama z dołu powiedziała,
że jest wyjście na tyłach.
Na razie czekamy.
Usiądź, Suwo.
Chcę z wami porozmawiać.
Długo czekałem na ten dzień.
Ten sztylet należał do waszego ojca.
Był przekazywany z pokolenia na pokolenie
każdemu prawowitemu sułtanowi.
Teraz to ty jesteś jego właścicielem.
Jawajczycy noszą je dla ochrony.
Bierz go wszędzie.
Zawsze trzymaj przy sobie.
Suwo.
Nosiłem go przez wszystkie lata.
Przypominał mi
o poświęceniu i bólu, jaki przeżyłem.
Teraz należy do ciebie.
Wszyscy mamy ten sam cel.
Musimy współpracować,
aby go osiągnąć.
Zapamiętajcie to.
Mam go.
Spokojnie.
Oddychaj.
Powoli.
Bądź pewny.
Gotowe.
Bądź pewny.
Służąca stoi na linii strzału.
- Nie strzelę dokładnie, wuju. - Ja to zrobię.
Umieraj, skurwysynie.
Wuju.
Wuju.
Wuju.
Wuju.
Co się dzieje?
Suwo, kup lekarstwo u Chińczyka.
- Nic się nie stało. - Znajdę inny sposób.
Przykro mi.
Twój ojciec i dziadek byli odważnymi ludźmi.
Widzisz tę starszą kobietę?
Ludzie Van Tracha zabili jej syna.
A raczej zamordowali go dla przyjemności.
Oddali jej podziurawione ciało,
ale pozbawione głowy.
Właściciel baru zatrzymał ją jako trofeum.
Nie zazna spokoju, póki ciało jej syna nie zostanie połączone.
Ale nikt nie może jej pomóc.
Tak się właśnie żyje pod rządami Van Tracha.
Jesteś tą ładną dziewczyną, o której Fakar opowiadał!
Chcę ci przedstawić kilku wygłodniałych chłopców.
Chodź.
To twój chłopak?
To ty!
Dawno się nie widzieliśmy.
Zostań!
Cyklopie, co ty wyprawiasz?
Czego tu szukasz?
Lepiej dwa razy się zastanów, czy chcesz zabrudzić jego krwią mój bar.
Niech będzie.
Fakar cię obserwuje.
Obserwowałem cię.
Czego tutaj chcesz?
Musisz mieć jaja ze stali,
skoro przychodzisz do mojego baru.
Zgoda.
Wyjdę.
Ale najpierw...
Co powiesz na oddanie „trofeum”
i tamtej dziewczyny...
w zamian za twoje życie?
Jesteś zabawny.
Zdaje się, że moja kolekcja powiększy się...
o kolejną czaszkę.
Suwo.
Co się tu dzieje?
Musisz być gotowa.
Może przyjść do ciebie wieczorem.
Czemu wciąż tutaj jesteś?
Możemy uciec.
Wiele próbowało.
Zawsze je łapał
i wieszał na drzewie na placu.
Jak to wytrzymujesz?
Mój mąż...
i cała rodzina odeszli.
Nie mam już nikogo.
Nikogo.
Zawsze miałem do ciebie słabość.
Jesteś jedyną, która nigdy nie spróbowała uciec.
Może właśnie to podziwiam.
Piękny, prawda?
Zabrałem go,
ponieważ był prezentem dla mojej matki od tajemniczego wielbiciela.
Nigdy go nie założyła ze strachu przed ojcem.
Ale go uwielbiała,
bo był najbliższą szczęściu rzeczą, jaką kiedykolwiek miała.
I dlatego...
Chcę, żebyś go miała.
Nie jestem pana matką.
Nie chcę być łączona z pana przeszłością.
Suka!
Gdzie idziesz?
Zebrać myśli,
pooddychać świeżym powietrzem.
Zaczekaj, wuju. Spójrz.
Mamy obcokrajowca.
Znajdź Suwo.
Nie idziesz, wuju?
Nie.
Spotkajmy się potem w wiosce.
- A Van Trach? - Najpierw znajdź brata.
Idź.
Za mną.
Powiedz, co wiesz o tych ludziach.
Kim są?
Niczego się ode mnie nie dowiesz.
Wydaje mi się, że jej znakowanie wymaga odnowienia.
Fakar przygotuje narzędzia!
Zrób to nożem.
Czekaj! Skąd to masz?
To nie Fakara.
Leżało na stole.
Należy do niego.
Gdzie to znalazłeś?
Odpowiedz!
Pomyśl.
Gdzie ostatnio to zostawiłeś?
Sułtan Hamza.
Kim jesteś, chłopcze?
Jego synem.
Jego synem?
Bardzo dobrze pamiętam tamten dzień...
Panie...
mamy intruza w domu.
Arana.
Skończ z nim.
Dziękuję, panie!
Zostańcie tu.
Nie spieszy ci się, prawda?
Zostaw go! Już wystarczy!
- Przestań go torturować! - Widzę, że też chcesz.
Gdzie Fakar ma zrobić pierwszy znak?
Może tutaj?
A może na czole?
Racja.
Na czole.
Jesteś cała?
Dziękuję.
Zawsze mnie ratujesz, co?
Co tak długo?
Dobrze się czujesz? Musimy iść.
Byłem pewien, że Van Trach cię zabił.
Równie dobrze mógłby to zrobić.
Jak znalazłaś siłę?
Wraz z każdym uderzeniem serca,
byłeś ze mną, Arana.
Byłeś moją nadzieją.
Nie było dnia, żebym tego nie żałował
i prosił Niebiosa o przebaczenie,
że cię zostawiłem.
Kochana.
Seruni...
Van Trach!
Wyważ drzwi.
Zniknęli.
Dalej! Szybko!
Schowajcie się!
Dziękujemy.
Wuju!
Suwo!
Ty musisz być Jamar.
Ma oczy ojca.
Jesteś tą kobietą z domu Van Tracha.
- Wszystko w porządku, Jamar. - To jego żona?
Jestem Seruni.
Żona waszego wuja.
- Myślałem, że nie... - Tak.
Wszyscy tak myśleliśmy.
Seruni żyje.
Jesteś taki podobny do matki.
- Ciocia? - Tak, jestem waszą ciotką.
Suwo.
Zaczekam na zewnątrz.
Bądź ostrożna.
Wuju...
Van Trach zapewne wie, gdzie jesteśmy.
- Powinniśmy iść. - Tak.
Wciąż mamy szansę go zabić. Pomścić rodziców.
Wasz ojciec był wojownikiem,
ale walczył dla sprawiedliwości.
Nie chciałby, żeby jego synowie marnowali życia
na zemstę.
Zapomniałaś?
Tamtego dnia ojciec miał negocjować pokój,
a zamiast tego został zabity.
Jamar, nie...
Nie będę tak głupi, by popełnić ten sam błąd.
Zemsta to moje prawo.
Pozbawił nas rodziny.
Zemsta może być prawem,
ale przebaczenie uczyni cię silniejszym.
Jamarze,
nie masz racji.
Twój ojciec nie kierował się nienawiścią.
Jeśli mógł, zawsze wybierał przebaczenie.
Jeśli nie dla zemsty, to po co tu jesteśmy?
By służyć ludziom.
Naszemu ludowi.
Jamar...
Dobry wieczór!
Van Trach!
Widzę, że rodzina w komplecie.
Kiona!
Musicie być rozradowani.
To bardzo nieuprzejme
nie zaprosić mnie na to spotkanie.
Uwzględniając ile nas łączy.
Mam na myśli fakt, że przez ostatnie 20 lat
dzieliłem łoże z twoją żoną, Arana.
Spędziłem wiele miłych wieczorów na dawaniu jej przyjemności
i bólu.
Pozwól jej odejść, Arana...
a dam wam wszystkim honorową śmierć.
Jesteśmy otoczeni.
Śmierć razem z tobą...
będzie zaszczytem, Arana.
Podpalcie dom.
Wykurzcie ich stamtąd.
Zastrzelcie każdego.
Każdego.
Puść mnie!
Seruni?
Już podjęła decyzję.
Spłonie z resztą.
Bydlaki! Cofnijcie się!
Na ziemię!
Suwo!
Wszyscy cali?
Wuju.
Arana.
Jamar,
wykorzystamy dym do ucieczki.
- Co? - Oczyść mi drogę.
Zwariowałeś?
Oczyścisz drogę, a ja pomogę wujowi.
Nie ma mowy. Musimy się trzymać razem.
Proszę, zaufaj mi. Wyniosę ich w jednym kawałku.
Obiecaj, że ich uratujesz.
Będziemy tuż za tobą. Zaufaj mi.
Dalej!
Idź!
Wuju, musimy opatrzyć tę ranę.
- Wytrzymaj to, wuju. - To tylko zadrapanie, Suwo.
Wytrzymaj jeszcze chwilę.
Suwo,
mój czas się kończy.
- Nie. - Już czas,
żebyś poszedł ścieżką przeznaczenia.
Nie zostawię was.
Masz rację,
bo to ja zostawię was.
Zawsze kochałem ciebie
i Jamara
jak własnych synów.
Ojciec będzie z was dumny.
Wiem, że to powie,
gdy wiatr mnie do niego zaniesie.
Nie martw się, Suwo.
Czuję spokój.
Już czas na ciebie.
Jamar czeka.
Idź.
- Gdzie oni są? - Nie przyjdą.
Co masz na myśli?
Nie żyją.
Kazałeś mi... iść jako pierwszy...
i miałeś być tuż za mną.
- Próbowałem. - Prosiłeś, bym ci zaufał.
Powiedz coś!
- To niesprawiedliwe. - Tak?
Chcesz wiedzieć, co jest niesprawiedliwe?
Wuj nie żyje przez ciebie!
Zostawiłeś go na śmierć.
Idź do diabła!
Jesteś jedyną rodziną, jaką mam.
Przepraszam.
Wuj kazał przekazać, że też przeprasza.
Teraz będzie nas strzegł
razem z ojcem.
A teraz, niezależnie, co zrobimy...
zróbmy to dla ludzi.
Dla naszego ludu.
Dalej. Idziemy.
Idziemy.
Nie znaleźliśmy ciał.
Myślisz o tym samym, co ja?
Znudziło mi się wieszanie.
Zajmuje zbyt dużo czasu.
Twoi przyjaciele się chyba spóźnią.
Panie, goście właśnie przybyli.
A niech mnie.
W samą porę.
Zamknąć bramę.
Zastrzelić ich!
- Gotowy? - Jak nigdy.
Myślę, że chcą spotkania twarzą w twarz.
Van Trach, pójdźmy na układ.
Układ?
Zabierz swoich ludzi, opuść to miejsce
i nigdy nie wracaj.
Jak dobrze widzicie, całkiem nam tu wygodnie.
W takim razie przygotuj się na wyrok.
Kim jesteście? Kowbojami z Dzikiego Zachodu?
Kowboje jeżdżą na koniach,
nie na bawołach.
A skoro nie mogę nazwać was kowbojami,
niech będą „Bawoli Bracia”.
Więc co będzie?
Wojna?
Czy pokój?
To jak wyłożenie kart na stół.
Strzelać z armaty!
Suwo!
Jamar.
Jamar, nie...
Dam ci jeden nabój.
Co zrobisz, chłopcze?
Jesteś tylko zeschłym liściem unoszonym przez...
Twardy z ciebie sukinsyn.
- Wszystko gotowe? - Gotowe.
Wuj miał rację.
Ten sztylet uratował mi życie.
Spójrz, gdzie wbił się nabój...
Przygotuję konie.
Wiem, że musicie wyjechać.
My również musimy.
Oni wrócą po więcej krwi.
Spotkamy się znowu,
gdy przyjdzie odpowiedni czas.
Powiedz pozostałym, że wciąż jest nadzieja.
I że wciąż są ludzie, którzy chcą walczyć
dla sprawiedliwości.
Należał do mojego wuja,
Arana.
Teraz jest twój.
- Zajmij się nim, dobrze? - Dobrze.
Dziękuję.
Nigdy o was nie zapomnimy.
Jeszcze się spotkamy.
Skąd ta pewność?
Kiedy rodzą się legendy,
nigdy już nie giną.
Tekst polski - 12jojko Korekta - Gee
facebook.pl/AzjaFilm
facebook.pl/GrupaHatak
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.