Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Przed obejrzeniem filmu pomyśl o ziemi, na której żyjesz.
Kim są jej pierwotni mieszkańcy?
Film zrealizowano na terytorium plemion Mississauga, Anishinaabe,
Irokezów i Huronów.
Ten obszar chroni traktat oparty na współpracy oraz współdzieleniu ziemi
i zasobów wokół Wielkich Jezior.
Dziś Toronto jest domem dla wielu rdzennych mieszkańców Żółwiej Wyspy.
Jesteśmy wdzięczni, że mogliśmy pracować na tej ziemi.
Dziękuję za pocałunki, błędy, powietrze. Dziękuję, matko - jesteś wszędzie.
Dziękuję, ojcze - wykazałeś się troską. Dziękuję temu miejscu - wiele zniosło.
Proszę wrócić na swoje miejsca. Przygotowujemy się do lądowania.
Szanowni państwo, schodzimy do lądowania w Montrealu.
Kiedy będziemy na miejscu?
MONTREAL ROK 1989
Następny!
Pan pójdzie z nami.
Chodźmy. Oby nas nie złapali.
Zapomniałem torby.
- Olej ją. - Czekajcie tu!
Pokaż dokumenty.
Koledzy je mają. Pójdę po nie.
TO MIEJSCE
Ióhstha, patrz pod nogi.
Dobra, mamo.
- Jak było w pralni? - W porządku.
Jest niedaleko, ale wkurza mnie, że pranie wymaga wyjścia z domu.
Chcesz wyjechać do miasta?
W następnym lokum muszę mieć pralkę.
Następnym lokum?
Pewnie w trakcie studiów znów się przeprowadzę.
No tak.
Nie rozumiem, dlaczego nie poszłaś na twórcze pisanie w Montrealu.
Musisz wyjeżdżać aż do Toronto?
Mają dobry program.
I są tam inni rdzenni.
I dużo Irańczyków.
Ale po studiach wrócisz?
Oczywiście. Kahnawa:ke zawsze będzie moim domem.
Będę tęsknić, mała.
Ja za tobą też.
Kocham cię.
Ja ciebie też.
Bardzo, ale to bardzo.
- Jak szkoła? - Akademicki bełkot trwa.
Ciesz się, że robisz to, co kochasz.
- Przepraszam, nie chciałam. - Chciałaś. Spoko, nie gniewam się.
Też możesz pójść na fajne studia.
Nie wywiniesz się. Pamiętasz, co mówiła profesor?
Tak, ale kto chce studiować przez kolejne dwa lata? Ja nie.
- Dwa? A doktorat? - Mówisz jak stary Tamil.
- Cóż... - Fakt, jesteś starym Tamilem
Kto to?
Tata.
- Czego chce? - Nie wiem, jeszcze nie odebrałam.
Muszę lecieć do pracy.
Hej, mamo. Dotarłaś bezpiecznie?
Tak.
Wpadłam do Ahkwesahsne, więc wróciłam później.
Nie zostawiłam zeszytu w twoim aucie?
Chyba nie.
Kurde. Jeśli go zauważysz, przyślesz mi go, proszę?
Jasne, rozejrzę się.
W niedzielę urodziny babci. Zrobię chleb kukurydziany.
Dziwnie będzie świętować bez ciebie.
Jesteś?
Tak, mamo.
Zadzwoń do babci z życzeniami.
- Cześć. - Cześć, córeczko.
Dzwoniłem, ale nie odbierałaś.
Byłam zajęta nauką.
Rozumiem.
Źle ze mną.
Odwiedzisz mnie?
Córeczko?
Za tydzień bądźcie lepiej przygotowani.
Nie lubię mówić tylko do siebie.
Całkiem nieźle, ale staraj się uważać na zajęciach.
Ogarniasz matmę, ale aktywność nadal coś tu znaczy.
- A propos, przemyślałaś to? - Co?
Nie udawaj.
- Wiesz już, gdzie będziesz zdawać? - Chyba tu, żeby dalej panią nękać.
Studenci tylko to potrafią.
ZAGINĄŁ ZESZYT
- Jak minął dzień? - W porządku.
Gadałam z tatą.
Czego chciał?
Żebyśmy go odwiedzili.
- Dlaczego? - Jest chory.
- Tyle to wiemy. - Źle z nim.
Powiedział, że ma raka.
Pojedziesz ze mną?
Nie chcę jechać sama.
Postaram się.
Obiecujesz?
- Postaram się. - Dobra. Rób, jak chcesz.
Malai.
2,99$
- Proszę? - Przepraszam, wzięłam cię za Irankę.
2,99$.
Dzięki.
- Usiądź. - Dzięki.
Proszę.
Cały i zdrowy.
Dziękuję.
Ile chcesz znaleźnego?
Luzik.
Uratowałaś zeszyt, który jest całym moim życiem.
Może przynajmniej postawię ci kawę?
Nie odmówiłabym herbaty miętowej.
Poproszę herbatę miętową i americano. Dziękuję.
Dziękuję.
- Dzięki. - Proszę.
Jaka jest twoja historia?
Dopiero się tu przeniosłam. Nadal przyzwyczajam się
do miejskiego życia i chcę spotkać się z rodziną.
Chcesz się stąd wyrwać? Możemy pójść na spacer.
Oprowadzę cię po mieście.
- Tak, fajny pomysł. - Fajnie.
- Pamiętam, jak wyszła pierwsza część. - A twój ulubiony film?
"Uwodzicielka".
- Nie kojarzę. - Nikt go nie zna.
Najlepsze, że to ekranizacja książki anonimowego autora.
Wyobrażasz sobie?
Pogodzić się z byciem zapomnianym, niedocenionym?
Tak. Czasami przyjemnie jest zniknąć.
Rozumiem to.
Przeraża mnie, kiedy ludzie czytają moją twórczość.
Dlatego uwielbiam matematykę. Liczby są bezpieczniejsze niż słowa.
- Cześć, Malai. - Pani C.
Wchodź, wstawiłam herbatę.
Chciała pani porozmawiać?
Rozpoczynam badania z zakresu kombinatoryki i szukam badaczy.
Od razu pomyślałam o tobie.
Dziękuję.
Kombinatoryka... Niezłe z nas nerdy.
To nie dobroczynność. Zapracowałaś na to.
Ale uniwersytet przyjmuje zgłoszenia tylko od magistrantów.
Widzę, co pani robi.
Wszyscy chcą, żebym kontynuowała studia.
Pani, Ahrun... Mam pozwolić, żeby Ahrun płacił rachunki
przez kolejne dwa lata szkoły?
Wynagrodzenie wchodzi w grę, ale owszem, niewielkie.
Po prostu masz ogromny potencjał.
Malai, miło cię widzieć.
- Znów na ciebie naciska? - Jak zawsze.
- Przypomnienie ci zadzwoniło. - Dzięki, skarbie.
Mówiłaś jej?
To żadna nowość, ale staramy się o dziecko.
Super!
Dlatego cię potrzebuję.
Pomyśl o aplikowaniu.
- Przyjechałaś! - Oczywiście, umawiałyśmy się.
Chyba, że odwidziała ci się naukowa randka?
- Skąd! - To dobrze.
Co dziś piszesz? Wiersze?
- Tak, na warsztaty poetyckie. - Warsztaty?
Są darmowe i odbywają się tu.
Dobry sposób, żeby poznać ludzi i pisać.
Czad. Jak ci idzie?
Jeszcze niczym się nie dzieliłam. Stresuje mnie to.
Ale piszę wiersz i potrzebuję feedbacku.
O czym jest?
O rodzinie. Chyba.
Mogę przeczytać?
Nie jest gotowy.
Artyści traktują swoje rzeczy megaserio. Mój kumpel ma tak samo z muzą.
- Musi być idealnie, inaczej nie pokaże. - Nie mylisz się.
- A ty nad czym pracujesz? - Nie wiem, czy już "pracuję".
- Jak to? - Mówiłam ci o dr Campbell?
Pcha mnie na podyplomówkę.
Robiła to subtelnie, aż w końcu wręczyła mi podanie.
- Czyli uważa, że masz spore szanse. - Tak. Pomaga wszystkim.
Jest najlepsza.
Musi być fajnie mieć kogoś, kto tak ci kibicuje.
Tak.
Będziesz aplikować?
Nie wiem. Kontynuowanie szkoły dla matmy chyba nie jest sexy.
- Moim zdaniem jest. - Tak?
Tak. Powinnaś to zrobić.
Czuję, że nic nie napiszemy.
Raczej nie.
Wyluzowana jak zawsze. Wbija jak do siebie.
Drzwi były otwarte. Twoja wina.
- Zawsze to samo. - Widzę, że znów działasz.
Nigdy nie przestałem!
- Nad czym pracujesz? Brzmi pięknie. - Dzięki.
Dostałem zlecenie jako kompozytor.
- Idzie powoli, ale kierunek jest fajny. - To najlepsze, co dziś usłyszałam.
- Serio? - Tak.
- Musisz mieć nudne życie. - Taki z ciebie komik?
Mówię serio.
Super, że komponujesz. Jesteś świetny, ludzie muszą cię usłyszeć.
Dzięki. Wiem, że mnie wspierasz.
- Zawsze. - Co dla mnie masz?
- Pierożki. - Znasz mnie!
- A jak. - Czad.
- Z warzywami, tylko dla ciebie. - Prawidłowo. Doskonale.
Proszę.
- Od których zacząć? - Spróbuj tych.
Co u twoich rodziców? Zwłaszcza u taty, jestem jego faworytką.
Zabawne, że pytasz.
Wczoraj do mnie dzwonił. Chce, żebym pomógł mu przemalować dom.
To w nim uwielbiam.
To, że zawsze ma dla nas projekt?
To, że proponuje wspólne aktywności.
W sumie racja.
To brzmi ckliwie, ale taka prawda.
Liczą się małe rzeczy.
Tak. Jak te w twoich zębach.
- Chcesz się przyjrzeć? - Nie rób tego.
- Wiedziałem. Jesteś obleśna. - Czego oczekiwałeś?
- Od ciebie? Niczego innego. - Ale i tak mnie kochasz.
Tak. Kocham cię.
Ja ciebie też.
A więc... mogę o coś spytać?
- Pewnie. - Nazywasz się Kawennioóhstha.
Skąd to imię?
Pochodzi z Kahnawa:ke, rezerwatu pod Montrealem.
- Czyli jesteś... - Mohawką.
Inaczej sobie wyobrażałam Mohawków.
Jak ich sobie wyobrażałaś?
Chyba tak, jak przedstawiają ich w filmach.
Przepraszam.
Cóż. Teraz już wiesz.
Mama jest wymieszana, a ojciec to Irańczyk.
Ale wychowałam się w rezerwacie, więc jestem rdzenna.
Jak to się stało?
Po części dlatego tu jestem. Żeby się dowiedzieć.
- A ty skąd pochodzisz? - Jestem Tamilką ze Sri Lanki.
- To mała wyspa obok Indii. - Nigdy o niej nie słyszałam.
Spoko, to normalne. Ludzie biorą mnie za Hinduskę.
Moi rodzice uciekli tu przed wojną domową.
To obłęd, że wylądowaliśmy w Kanadzie.
To znaczy?
W 1948 Brytyjczycy opuścili Sri Lankę.
Rządzący Syngalezi, czyli większość etniczna,
wdali się w wieloletnią wojnę z dużą mniejszością, czyli Tamilami.
Winni są przede wszystkim Brytole
i ich jebane "dzielenie i rządzenie".
A my wylądowaliśmy w Kanadzie, gdzie oficjalnie, kurwa, rządzi królowa.
Wracałaś tam?
Jeszcze nie. Nikt z mojej rodziny nie wracał.
Może kiedyś? Zobaczymy.
Teraz nie czułabym się z tym dobrze, zwłaszcza po ludobójstwie.
Chyba nigdy wcześniej nie poznałam Mohawka.
Wątpię. Pewnie o tym nie wiedziałaś.
Za to ja nigdy wcześniej nie poznałam Lankijki.
Uważam się za Tamilkę.
Nie chcę utożsamiać się z nazwą tego kraju
po tym, co zrobił rząd.
Słusznie. Ja nie uważam się za Kanadyjkę.
Poprawka: jesteś pierwszą Tamilką, jaką poznałam.
Bzdura. Pewnie brałaś nas za Hinduski.
Obie nas ludzie biorą za Hinduski.
Hej, to ja. Dawno się nie odzywałaś.
Oddzwoń, jak będziesz mogła. Jestem ciekawa, co u ciebie.
Kocham cię.
Cześć, tato.
Moje dziecko.
Gdzie Ahrun?
W pracy.
- Pomogę ci. - Pomożesz?
- Tak mi... - Wiem, to skomplikowane.
- Kiedy twoja mama... - W porządku.
Kiedy wracasz? Mówiłaś, że przyjedziesz na festiwal.
Nie jestem pewna.
Jesteś aż tak zajęta?
W sumie tak. I mam warsztaty.
Byłoby super, gdybyś wpadła.
Nie wiem, czy dam radę.
Co się dzieje?
Czuję, że coś jest nie tak.
Po prostu...
Miasto trochę mnie przytłacza i tyle.
- Mam drugi telefon. - Ióhstha... - Oddzwonię.
Kocham cię, pa.
- Cześć. - Jak tam?
Jak ci minął dzień?
W porządku. Był długi.
- Wierz mi, rozumiem cię. - Tak?
Co się stało?
Pierwszy raz od 4 lat widziałam ojca.
Leży w szpitalu.
Jak było?
Trudno powiedzieć. Dziwnie.
Nie widziałam go tyle lat, ale...
Przyszło mi to zaskakująco łatwo.
Chyba...
z dnia na dzień staje się dla mnie coraz jaśniejsze, że...
całe życie próbujemy uwolnić się od swojej rodziny.
Chyba uczę się, że należy wybaczać.
Komu próbujesz wybaczyć?
Mamie.
Za to, że nie powiedziała o mnie tacie.
I tacie za to, że o niej zapomniał.
Właśnie dlatego kocham liczby.
Są prostsze, wystarczy skupić się na jednym zadaniu,
aż w końcu je rozwiążesz.
W każdym razie, chciałam się dowiedzieć, czy wpadłabyś dziś
na imprezę do moich znajomych.
Pewnie. Brzmi super. Chętnie potańczę.
- Podeślę ci szczegóły. - Dobra. Pa.
Co tam?
Ióhstha, to Dwayne i Chanel.
Miło mi.
- Nowa w mieście? - Skąd wiedziałaś?
Bo rozglądasz się przerażona.
- Odpuść jej. - Sorry, muszę odebrać.
- Trochę się nie widzieliśmy. - Wiem. - Gdzie cię wywiało?
Byłam zajęta szkołą, rodziną.
- Mówiłam, że oddzwonię. - Co się dzieje?
- Znikasz jak magik. - A kiedy ostatnio byłeś na mieście?
Ma rację.
Musiałam się rozerwać. Przyprowadziłam nową koleżankę.
- Tak? - Co? - "Koleżankę"?
- Jasne. - O co wam chodzi?
- Jest w twoim typie. - Skończyliście?
- Póki co. - Daj opaski i chodźmy do środka.
- Wiem, że coś cię gryzie. - Zadzwonię później.
Kocham cię. Pa.
- Dzięki. - Proszę.
- Do zo! - Widzimy cię.
- O co mu chodziło? - Nie przejmuj się.
- Gotowa na powrót? - Niezbyt.
- Jakby co możemy posiedzieć u mnie. - Tak?
- Tak. - Fajnie.
Fajnie.
Chodź.
- Gdzie byłaś? - Na mieście.
Malai. Chodź tu.
- Muszę się zdrzemnąć. - Proszę, podejdź.
- Co jest? - Gdzie byłaś?
- Na mieście, z koleżanką. - Piłaś?
Tylko kilka drinków. Co z tego?
- Co z tobą? - Czemu cię nie było?
U taty.
To, że jest chory, niczego nie ułatwia.
- Mam przeżywać za nas dwoje? - To nie takie proste.
Mówisz tak, jakbym nic nie poświęcił, żebyśmy mogli jakoś żyć.
Chodzisz na studia, robisz to, co kochasz. Też bym chciał!
Ale co noc muszę pracować i wszystko ogarniać. Jestem kurewsko zmęczony.
Tata jest chory jak kiedyś mama. Musisz się z tym, kurwa, zmierzyć.
Im dłużej przeżywam za nas dwoje, tym bardziej zżerają cię emocje.
- Zrozum, że nie jestem gotowy. - Zdaje się, że zostało mu mało czasu.
- Dostałam maila. Chciała pani pogadać? - Tak, wchodź.
- Nie oddałaś ostatniej pracy. - Ja...
Nie jesteś taka. Co się dzieje?
Tata się odezwał.
Powiedział, że ma raka.
Tak mi przykro.
- Jak się trzymasz? - W porządku.
Wyślę pracę jak najszybciej.
Chciałbym...
wrócić do Yalpanam.
Wiedliśmy proste życie.
Wszyscy mieszkali blisko siebie.
A teraz... Życie tu, tak daleko...
w tych ostatnich chwilach...
Nigdy nie będzie tak jak kiedyś.
Teraz to jest nasz dom.
Nic nie zastąpi domu.
Nie możemy tam wrócić i żyć szczęśliwie.
Wszędzie jest trudno.
Wierzę, że kiedyś tam wrócisz i zobaczysz swój dom.
Chciałabym.
Musisz. To raj.
Wierzę. Widziałam zdjęcia w Internecie.
Jest inaczej niż w Internecie.
Opowiedz.
Dzień dobry. Pomóc w czymś?
Szukam Behrooza.
Przepraszam, pomyliłam się.
To jego dom. O co chodzi?
Kto to?
Obywatele Chateauguay, graniczący z Kahnawa:ke, spalili kukłę Indianina.
Nie rozumiem.
Porzuciłem wszystko przez wojnę.
Przed niektórymi wojnami się ucieka.
Musiałeś uciec przed swoją.
Nie musisz rozumieć.
Nie chcę cię stracić.
Wiem.
Ale teraz... muszę być z moją społecznością.
Wszystko we mnie każe mi wrócić do Kahnawa:ke.
Wojsko wkracza do rezerwatu.
Patrz, co się dzieje.
Zmusza Mohawków do kapitulacji.
Jeśli teraz nie wrócę, będę żałować.
Czuję się wzywana do domu.
Przykro mi, ale nie mam innego wyjścia.
Przepraszam za najście.
Przykro mi, że nie ma tu Ahruna.
Nie mam do niego żalu.
Rozumiem go.
Moje picie...
Gdy mój ojciec odszedł...
nie zdążyłem się z nim zobaczyć.
Wyrzuty sumienia, które miałem...
Nie chcę, by Ahrun tego doświadczył.
Przekaż mu ten list.
Proszę, wybacz mi.
- Herbaty? - Jeśli masz miętową.
Przyniosę.
Malai. Na jakiś czas wracam do Kahnawa:ke
Nie potrafię tu być.
Musisz wracać teraz?
Czuję się, jakbym tonęła.
Jakby tylko to miało sens.
Jakbym nie miała wyboru.
Nie chcę cię stracić.
Zwłaszcza teraz.
Tracę samą siebie.
Strasznie tęsknię za mamą. Chciałabym, żeby tu była.
Wiem, jak trudno się tu odnaleźć, kiedy mamy własne problemy.
Racja, ale to nie fair. Nie powinna pani mieć wszystkiego na głowie.
Ma pani pracę,
- a studenci zasypują panią problemami. - Cieszę się, że to widzisz.
Możesz na mnie liczyć, ale nie przychodź tu codziennie.
Mam sporo pracy.
Kahnawa:ke - terytorium Mohawków
Wszystko gra, mała?
Mówiłaś, że wracasz, ale nie powiedziałaś, co się dzieje.
Co jest?
Znalazłam go.
Dlaczego mu o mnie nie powiedziałaś?
Zawsze unikałaś odpowiedzi.
Robiłam, co mogłam.
Kochałam twojego ojca.
Myślałam, że spędzę z nim całe życie.
Ale w 1990 społeczność nas potrzebowała
Nie mogłam zabrać go ze sobą.
Wybrałam nas.
Naszą kulturę.
Choć mnie to dobijało,
moja miłość do pochodzenia przerosła miłość do Behrooza.
Nie żałuję, że go kochałam.
Ani tego, że cię mam.
Ale żałuję, że mam cię z Behroozem.
Kawenniióhstha. Mam mieszaną krew.
Przez to musiałam bronić naszej pozycji w społeczności,
więc ty musiałaś być rdzenna.
Pogodziłam się z tym, że Behrooz musi odejść.
Ukorzeniłam cię w tym miejscu.
Byłaś Mohawką.
Byłaś moja.
Ale nie dano mi szansy być jego.
Chciałbym wrócić do domu.
Chodź tu.
Kocham cię.
Tato?
Ahrun tu jest. Spójrz.
Ahrun?
Przyjechałeś.
Tato?
Tato.
Usiądź.
Jesteś przepiękna.
Śniłam o tym wiele razy...
Wyobrażałam sobie tę chwilę.
Od kiedy o mnie wiesz?
Znalazłam twoje zdjęcia.
I listy, które pisałeś do... mojej mamy.
Kiedy tylko cię zobaczyłem...
wiedziałem, kim jesteś.
Czułem, że zostawiłem za sobą nie tylko twoją matkę.
Uciekłem przed jedną wojną,
a ona chciała wrócić na inną.
Nie rozumiałem jej.
Nie rozumiałem jej walki.
Porzuciłem...
wszystko.
Ten kraj...
dał i zabrał tak wiele...
Być może nigdy nie zrozumiem tego, co się stało
Ale tak się cieszę, że w końcu cię widzę.
Dziwne.
To wszystko, co po nim zostało.
Sam proch.
Włożenie go do trumny...
skremowanie...
To wydaje się niewłaściwe.
Po pogrzebie ciało zostaje spalone.
Zabieramy ciało na wiejski cmentarz,
kładziemy na drewnie i podpalamy stos.
To inny świat, co?
Może zabierzemy prochy do kraju? Rozsypiemy je w oceanie?
Do domu? Żeby tam spoczął?
Ale kto wie, kiedy. Przez to, co się tam dzieje.
Oby wkrótce było na tyle bezpiecznie, żebyśmy mogli wrócić.
Oby.
Dręczy mnie to, że on nie zdążył wrócić.
Zbyt wielu ludzi całe życie marzy o powrocie do domu.
Na próżno.
Tak, ale być może dla takich jak my
"dom" to rzecz względna.
Gdy nie masz dokąd iść, tworzysz dom tam, gdzie się da.
Tak zrobili rodzice.
W Iranie, wśród przyjaciół i rodziny,
czytujemy poezję Hafeza. Wtedy czytany jest twój Fal.
Fal to taka wróżba
Kto wyrecytuje najlepszą poezję,
losuje wiersz dla każdej osoby,
a one wymyślają życzenie.
Przeczytać ci twój Fal?
Dobra.
Najpierw pomyśl życzenie.
"Wszystkie twe wyobrażenia zimy na twym niebie widzę.
Rozumiem rany, które wciąż się w tobie goją.
Istnieją, gdyż Bóg i Miłość nie są jeszcze dość prawdziwi,
byś mógł wybaczyć marzeniu.
Wciąż słuchasz starej piosenki,
co ci ból przynosi.
Teraz wsłuchaj się w Jego bęben i flet.
Wpatrz się we wspaniały łuk Jego brwi,
który podtrzymuje i poszerza wszechświat.
Czułem, że...
odwiedzając go, wybaczę mu.
A nie wybaczyłem.
Skomplikowana sprawa.
Nadal próbuję. I chcę.
Przynajmniej zdążył cię zobaczyć.
Wypowiedział twoje imię. Wiedział, że tam jesteś.
- Co robisz? - Potrzebujesz otuchy.
Ta niezręczna chwila wydawała się dobra.
- Jesteś niedorzeczna. - Wiem.
Mamy siebie nawzajem. Rodzice zadbali choć o to.
Tak.
Oboje mamy miejsce na rozwój.
I zdecydowanie potrzebujemy terapii.
Cóż...
Właściwie to już się umówiłem na sesję.
- Serio? - Mam nad czym pracować.
- No co ty? - Uważaj.
A tak serio, wierzę w ciebie.
To najmilsze, co mi powiedziałaś od dawna.
Ostatnio jesteś markotna. Wiem, że nie tylko przez tatę.
Więc o co chodzi?
- Poznałam kogoś. - Myślisz, że nie wiem?
Ciągle się wymykasz. Przez to, że go znam?
Kim on jest?
Ona.
Nie wiedziałem.
Od zawsze wiedziałam, ale dopiero ona mnie upewniła.
Kumam.
- Spodziewałam się innej reakcji. - Nisko mnie cenisz.
Jasne.
I co się dzieje?
Niewiele. Obie mamy sporo na głowie.
Nie wiem, na jakim ona jest etapie i nie chce nic zakładać.
Chyba właśnie zakładasz?
Może czas, żebyś się do niej odezwała?
Idealnej chwili nie będzie. Nie ma co zwlekać.
Widzę, że bardzo ją lubisz.
Tak. Jest mega.
- Jak ma na imię? - Kawenniióhstha.
Pierwsze słyszę.
Jest Mohawką i Iranką.
Takie rzeczy tylko tu.
Teraz ty?
Spadaj.
To tylko bazgroły.
Cześć.
Ostatnio prosiłam, żeby każdy przyniósł wiersz, którym się podzieli.
Kto pierwszy?
"Śniły mi się nieotwarte drzwi
Utknęłam i nie mam dokąd iść
Z kolorowego papieru wycięłam twe oczy, usta i nos
Szeptałam rozmowy i wyobrażałam sobie twój głos.
Co jest sednem bycia ojcem?
Czy wszystkie serca to studnie puste? Czekają i robią miejsce na więcej?".
Ióhstha, to było piękne. Dziękuję
Dobra robota.
Kto następny?
W dzieciństwie tata robił nam testy.
Było z 20 pytań, mieliśmy tylko 2 minuty. Absurd!
Tata tresował cię od początku? To miłe wspomnienie.
- Pogrzeb był piękny. - Prawda?
- Jak się czujesz? - Lepiej.
Rozmawiam z bratem.
Zaczyna się z tym godzić i dociera do niego,
że w pewnych sprawach miałam rację, co...
jest nową, ale miłą zmianą.
Najwyższy czas.
Trudno w to uwierzyć. Tyle się zmieniło...
Ióhstha?
Dwayne! Cześć.
Jak tam?
W porządku. Wyjechałam na jakiś czas.
- A u ciebie? - Dobrze. Widziałaś się z Malai?
Nie, dopiero wróciłam.
Jasne. Wiesz, jak się trzyma po...?
Po...?
Po tym, jak jej ojciec...
Co z nim?
Przepraszam. Myślałem, że wiesz.
- Kto to? - Nie wiem.
Otwórz.
Cześć.
Powinnam dzwonić, zanim wpadnę.
Kawenniióhstha?
Tak, to ja.
Jest Malai?
Co się dzieje? Co tu robisz?
Przepraszam, chciałam tylko zobaczyć, jak się trzymasz.
I czy chcesz pogadać.
Spoko. Wchodź.
Wpadłam na Dwayne'a. Powiedział mi o twoim ojcu.
Nie wiem, czy będzie wam smakowało, ale zrobiłam chleb kukurydziany.
Dzięki.
Malai.
Przepraszam.
Żałuję, że nie byłam dla ciebie oparciem.
Mówiłam, że potrzebuję przestrzeni, co było prawdą.
Zyskałam ją. W końcu poznałam ojca.
W tym czasie zrozumiałam, że...
chcę, żebyśmy wspierały się w trudnych chwilach, bo...
chcę być z tobą.
Ale zrozumiem, jeśli tego nie podzielasz.
Twoja rodzina tyle przeszła, więc jeśli potrzebujesz czasu...
SCENARIUSZ
WYSTĄPILI
REŻYSERIA
ZDJĘCIA
MUZYKA
Wersja polska na zlecenie HBO HIVENTY POLAND
Tekst: Kuba Kwiatkowski
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.