Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Około stu lat temu: Dziki Zachód nadal był w większości nieznany.
Przyciągał najróżniejszych ludzi... Pionierów szukających nowego domu,
poszukiwaczy przygód i złota.
Ale zachód przyciągał także różnych wyrzutków społecznych,
przestąpców ściganych przez prawo, bandytów, zabójców, włóczęgów.
Byli tam też ludzie walczący po stronie sprawiedliwości.
Na przykład Charles May, lepiej znany jako Old Shatterhand,
myśliwy i podróżnik.
Jego przyjacielem i bratem krwi był Winnetou, wódz Apaczów.
Przemierzamy z nimi góry i doliny, przeżywając przygody,
desperacką walkę o zdobycie niesłychanego bogactwa.
Tam jest. Dobra, idziemy.
Ręce do góry! No dalej, chłopcy!
Dobra robota, Carlo!
Daj mi kieliszek whisky!
Siadaj, napij się.
Panie i panowie, oto ostatnie odkrycie nauk medycznych.
Aqua Salamandra!
Kuruje chorych, wzmacnia słabych i leczy złamane serca.
Mówię najszczerszą prawdę. Nie dlatego, że mój ojciec,
ale dlatego, że to prawda. Mówię wam, nie ma lepszego,
bardziej uczciwego człowieka. Napijmy się jeszcze chłopcy.
A nie padniesz? Dobra, do dna!
Dziś jest naprawdę gorąco! Coś wisi w powietrzu.
Aż mnie swędzi skalp... To co mi z niego zostało.
Otworzę okno.
Co się dzieje? Nadjeżdża jakiś nieznajomy.
Chyba jakiś żółtodziób.
- Whisky! - Koniec picia na kredyt. Wynocha!
- Czemu jesteś taki skąpy? - Powiedziałem wynocha.
Ale...
Nigdy nie wychodź na ostre słońce bez kapelusza, mój przyjacielu.
- Nie się panu nie stało? - Chyba nie.
- Mam tu doskonały medykament. - Dzięki, ale nic mi nie jest.
Mój koń jest trochę dla mnie za wysoki.
Mogłabym go pokochać.
Dziękuję panu.
-Coś nie tak z moim rumem? - Nie, nie.
- Ja lubię sobie zakasłać. - Mogę o coś zapytać?
Kogo lub czego pan szuka?
- Szukam Papilio Polymnestora Parindy. - Nigdy nie widziałem tego człowieka.
, - Jak on wygląda? - Średniej wielkości, czerwone skrzydła.
Czasami bywa niebieski, ale to nie jest najrzadszy gatunek.
To motyl. ja zbieram motyle.
Nie chciałem pana trafić, tylko tamtą butelkę,
ale strzelba się trzęsła, proszę pana. - No, to co innego.
Myślałem, że to dowcip.
Byłbyś zdziwiony...
Powiedz, Fred, co się stanie, kiedy twój ojciec wróci?
Pewnie chcielibyście wiedzieć, co?
Bogaty! Bardzo bogaty!
Mój ojciec.
Tak jest! Napijmy się jeszcze!
- Wypijmy za mojego ojca. -Noto chlup!
Jest jeszcze coś, ale to tajemnica,
dopóki mój ojciec nie wróci dyliżansem z Salt Lake City.
- Czego pan ode mnie chce? - Jestem profesor Jefferson Hartley.
Z zawodu lekarz i weterynarz.
Ja i mój koń jesteśmy zdrowi, więc na nas pan nic nie zarobi.
Czy wspominałem o Aqua Chimbarosso Amore? Trzy kropelki tego
i każda dziewczyna zakocha się w panu do szaleństwa. Gwarantowane!
Tylko 3 dolary za całą butelkę.
Gdybym musiał kupować twoją miksturę, żeby dziewczyna mnie pokochała, doktorku,
byłoby ze mną kiepsko, nieprawdaż? - Jedzie dyliżans!
Dlaczego nie ma woźnicy?
Hej
Ojcze!
Nie żyje!
Zamordowany!
Znajdę twojego mordercę, ojcze.
Pięć koni, jeden bez jeźdźca. Przyjechali stamtąd.
I Tutaj zostawili konie. Ślady prowadzą do drogi.
Dlaczego zostawili konie?
Jakieś ślady prowadzą tędy. Pozostali zeszli tamtędy.
Idź za nimi.
- Tutaj blade twarze urządziły zasadzkę. - Czekali na dyliżans.
Tu jest więcej śladów. Coś ciągnęli.
Nie ma śladów walki. Strzelono im w plecy.
Nie mieli szans. Morderstwo z zimną krwią.
- Przestępcy. - Trzeciego pchnęli nożem,
ale im uciekł. - Potem został w wozie.
Żaden z koni nie miał dwóch jeźdźców,
- Jeden z zamordowanych nazywał się Engel. - Pewnie ten, który im uciekł.
Co teraz zrobimy?
Pojedziemy do Tulsy, bracie. Tropem bandytów.
Mówię wam, w kasetce było tylko 50 dolarów.
Lista pasażerów zawiera nazwiska tylko dwóch podróżnych.
Zmarły pan Engel i niejaki Brown,
który zniknął. -Co drugi przestępca nazywa się Brown.
- Tym razem bandyci nie szukali pieniędzy. - Czegóż innego mogli szukać?
Może jaj wielkanocnych!
- Fred, co się stało? - Dokąd on idzie?
- Nie ruszaj się! - To niezbyt przyjazne powitanie,
Morderco!
Powinieneś się zastanowić, zanim zaczniesz strzelać! No dalej!
A niech mnie! Nie spodziewałem się ciebie tu zobaczyć!
- Oto morderca! Powieśmy go! - Zaraz! Przypatrz się dobrze.
Zobaczysz, że to nie włóczęga. Widzisz tego konia i dwie strzelby?
Jeżeli ten facet nie jest łowcą niedźwiedzi
to zjem swój własny skalp na śniadanie!
Witam cię na naszej ziemi. To musiał być ktoś inny.
Ty zawsze wszystkim pomagasz, a nazywają cię Old Shatterhand.
- Tak, to on. - Szukacie gangu włóczęgów?
- Tak. Zamordowali ojca Freda Engela. - Na drodze do Tulsy.
Przykro mi, przyjacielu. Porozmawiamy na miejscu.
Jadę szukać zabójców mojego ojca.
Winnetou właśnie podąża ich tropem.
Nie będę dłużej z nim jeździł, moi ludzie też nie.
Zamknij się!
Johanosson, Knox, chodźcie tu!
- Co tam się dzieje? - Woodward znowu narzekał.
Tym razem dlatego, że w napadzie na dyliżans nie zdobył żadnych pieniędzy.
Skoro już chcesz pogadać, to dlaczego w ogóle napadliśmy na ten dyliżans?
Wejdźcie,
Zamknijcie drzwi.
Powiem wam coś ważnego, ale musicie trzymać gęby na kłódkę, ok?
- Tak jest. - Możesz nam zaufać.
Słyszeliście o skarbie, który podobno jest ukryty w okolicy Srebrnego Jeziora?
- To są tylko czcze plotki. - Plotki, tak?
Doktor Hartley usłyszał w Tulsie, że niejaki Engel zdobył mapę.
Hartley twierdzi, że mapa Engela pokazuje, gdzie ukryty jest skarb.
Morał tej historii jest taki, że poznaliście go w czasie zasadzki.
Engela? To on jechał dyliżansem?
- Załatwiliśmy go raz, a dobrze. - A mapa?
- Many jej połowę. - A gdzie druga połowa?
Tego jeszcze nie wiemy. Engel ma syna, on pewnie wie,
gdzie jest ukryta druga połowa. - A gdzie jest syn Engela?
Doktor Hartley jedzie jego śladem. Zaaplikuje mu odpowiednią kurację.
- Wypijmy zatem za sukces doktora. - Gdzie trzymasz wódkę?
Na strychu.
Engel pojechał do Salt Lake City sprawdzić,
czy da się przejąć tę ziemię... - Co się stało?
- Ktoś tam jest! - Hilton! Tutaj!
Puszczaj!
Pułkowniku, mam go!
Szybko, pułkowniku!
Zapalić lampy! Szybko!
To pułkownik. Chodźcie!
- Co się stało, pułkowniku? - Szpieg.
Kto to taki?
- To jest Burns! - A gdzie ten szpieg?
Musiał wyskoczyć przez okno! Bierzcie broń, chłopcy!
Przeszukać obóz. Daleko nie odszedł. Odciąć mu drogę do lasu.
- Nie sądzisz, że już za późno? - Idźcie!
- Knox, szukajcie dobrze, musimy go znaleźć. - Chodźmy!
Wysłuchajcie słów Winnetou, wodza Apaczów!
Blade twarze, które złamią traktat pokojowy, zgina.
Jeden, dwa, trzy, już!
Szybko, Teddy. Dobrze.
Szybko! Jeszcze tylko jeden raz.
Był najlepszym psem myśliwskim między Tulsą a Wichita. Ale ostatnio
nie potrafi wywęszyć zdechłego szczura! - Potrzebuje trochę Aqua Salamandra!
10 kropli do jedzenia, a zwęszy szczura zanim ten się narodzi.
-Nie... - No dobrze, niech będzie po twojemu.
24.. 35...
Przeklęte muchy!
EJ! Aqua Salamandra! Dokąd to się wybierasz?
Na górę, może uda mi się sprzedać trochę moich medykamentów!
- Chłopcy nie chcieli, by im przeszkadzano. - Nie wiedziałem o tym, przyjacielu.
- Może uda mi się coś sprzedać listonoszowi. - Uważaj.
Jego żona jest dalej brzydka i podła, twoje krople nie nie pomogły!
Kiedy stary wódz Indian umierał, dał ojcu mapę.
Ojciec umówił się z Pattersonem, że pojadą szukać skarbu.
Potem mój ojciec pojechał do Salt Lake City, aby ustanowić prawo własności na tej ziemi, a wtedy...
Mapa nie im nie da, ojciec wszystko przewidział,
Przedarł mapę na pół. Drugą połowę dał Pattersonowi.
A gdzie on teraz jest?
Czeka na farmie Butlera, gdzie mieli się spotkać z moim ojcem.
Odejdź od okna, aż on ucieknie!
Postrzeliłem go w ramię. Już tu nie wróci,
jeżeli się nie mylę. - Mylisz się, Sam.
Teraz włóczędzy dokładnie wiedzą, gdzie jest mapa.
- Musimy ją zabrać od Pattersona przed nimi. - Ja już nie chcę żadnego skarbu.
Możecie go sobie wziąć... jeśli pomożecie mi znaleźć morderców ojca.
Nie, przyjacielu. Mnie nie przekupisz.
Jednakże, aby sprawiedliwości stało się zadość,
pomogę ci. - Dziękuję.
Musimy dotrzeć na farmę przed nimi.
- Co to za zamieszanie? - Wkrótce się dowiesz.
Wstawać! Nadchodzi pułkownik!
- Znowu. Czemu nie dadzą nam spać? - Pobudka!
- Wstawać, mówiłem! - Dobra, wszyscy baczność!
Nasz przyjaciel dowiedział się czegoś wczoraj w Tulsie.
To nasza wielka szansa. Farma Butlera. Będziemy tam dzisiaj.
-Poco? - Pieniądze, zyski, bydło...
- Wszystko co może nam się przydać. - Dobrze mówisz! Przyda się!
Chłopcy! Natychmiast wyjeżdżamy.
Czekaj! Będziemy mieli wielu rannych. Ta farma jest umocniona!
- Coś chciałeś powiedzieć? - Tak. Jestem przeciw. Jasne?
- Woodward się sprzeciwia! - Może pojedziemy do Eldoro,
przyłączymy się do ludzi Shylera.
- Odmawiasz wykonania rozkazu? - Zgadza się.
Wystąp.
Woodward! Policzę do trzech! Jeden...
- Nie jestem sam, jest nas wielu! -Dwa..
- Brent, Dickie, obaj Johanossonowie. . -Trzy!
Ktoś jeszcze ma coś do powiedzenia?
Siodłać konie! Jedziemy na farmę Butlera.
Jazda! Brent, Dickie, Johannoson, teraz będziecie mnie słuchali!
- Szybciej! - Po co? Jesteśmy prawie na miejscu.
Nadjeżdżają włóczędzy. Próbują nas odciąć.
To ci jeźdźcy z Tulsy! Old Shatterhand i Engel!
Szybciej! Szybciej!
Otwórz bramę! Wpuść ich!
Zagoń bydło do stajni!
Przynieś kosz na amunicję!
Ognia!
Cofnąć się!
Za mną!
Ustawić straże! Ty, ze mną!
- Witam na farmie Butlera! - Miło nam.
Od dawna chciałam poznać kilku naprawdę uczciwych ludzi.
Pan jest Hawkens, Jeżeli się nie mylę?
Aten wielki bohater stojący przede mną, to wujek Gunstick, poeta prerii.
Pięknej damy opiewanie, Serce me raduje niesłychanie.
- Bohaterstwo mym przesłaniem... - | na dzisiaj pisać przestaniesz,
Fred, niewiele brakowało, co? A gdzie twój ojciec?
- Nie żyje. - Co takiego?
- Zamordowano go w drodze do Tulsy. - Fred!
Wszystko przez tę mapę.
Gdzie Ellen?
Pojechała rano z ojcem na ryby nad rzekę Czarnego Niedźwiedzia.
Powinni wrócić niedługo.
Dobry Boże!
Włóczędzy! Bandyci! Jazda!
Stać! Dokąd jedziecie? Kim jesteście?
Nazywam się Patterson. Ato jest moja córka.
- Mamy ich oboje! - To nam oszczędzi wielu kłopotów.
- Idź znaleźć pułkownika. -Co się dzieje?
Zamknij gębę i odpowiadaj na pytania!
Złapali ich.
- Co z nimi zrobią? - Zatrzymają dla okupu.
Dobra. Stójcie.
Czego chcecie? Marnujecie czas. Nie mam przy sobie pieniędzy.
- Gdzie mapa? - Nie wiem o czym pan mówi.
- Masz. Widziałeś to już kiedyś? - Skąd pan ma tę mapę?
- Ja zadaję pytania! -Co zrobiliście z Engelem?
- Mordercy! - Nie, proszę! Ojcze!
Gdzie jest reszta mapy, Patterson?
- Powiedz mu, ojcze! Powiedz im! - Milcz, Ellen!
To bardzo dobra rada.
- No i jak? Gotów mówić? - Ojcze!
Położyć go na ziemi!
Nie. Mapa jest na farmie Butlera.
- Pani Butler? Proszę mi dać mapę. - Mapę?
Tak. Właśnie tego chce pułkownik. Może ją sobie wziąć,
jeżeli uwolni Ellen i pana Pattersona.
Nie. Uratujemy im życie tylko wtedy, gdy zatrzymamy mapę.
Nie. Ten skarb sprowadził już dość nieszczęść.
Chwileczkę. Zbliża się jakiś jeździec.
Pokaż.
Facet wiezie białą flagę. Z tego co widzę, jest sam.
Może chce sobie tylko wysuszyć koszulę.
- Czego chcesz? - Przynoszę wiadomość od mojego szefa.
- Czego on od nas chce? - Drugą połowę mapy, karmy dla koni i 5 tysięcy dolarów.
Tak? Coś jeszcze?
Nie. Jeżeli spełnicie nasze warunki, oddamy wam więźniów i odjedziemy.
A jeżeli nie?
Spalimy farmę. Powiesimy więźniów i wszystkich tutaj,
- Więc, jak brzmi odpowiedź? - Nie mogę sam podjąć takiej decyzji.
- Musimy mieć czas, żeby to przedyskutować. - Tak? Jak długo?
Godzinę.
-Co oni z nami zrobią, ojcze? - Ellen, nie możesz się tak denerwować.
Pani Butler odda im mapę. a oni nas oboje puszczą wolno.
Niech nikt do nich nie podchodzi, ani z nimi nie rozmawia. Zrozumiano?
- Tak jest! - Jeżeli będą uciekać, zastrzelić.
Godzina na przemyślenie sprawy. Niezłych masz przyjaciół.
Jest tylko jedno rozwiązanie. Musimy zaatakować obóz i ich uwolnić.
-To nie ma sensu. - Lepsze to niż bezczynność.
- Nie zawsze, - Nie możemy tak siedzieć,
A co możemy zrobić? Nie zapominaj, oni widzą nasz każdy ruch.
Wcale nie.
-Co to ma znaczyć? - Pokażę ci.
To jest woda. Wyciągnij ramię.
Mój maż postanowił, że musimy mieć tajną drogę ucieczki na wszelki wypadek.
Wejście jest pół metra nad poziomem wody.
- Oczywiście, to zależy od opadów deszczu. - Dokąd to prowadzi?
- Do kępy krzaków niedaleko ich obozu. - Dzięki.
Powodzenia, Fred.
Widzisz coś? Nic. Cisza i spokój.
- Jest już gotowa. - Dobra, przywiąż to.
- Potrzebujemy tych koców. - Zwińcie je tutaj.
Szybciej! Szybciej!
- Zostaw to tutaj. - To jest to!
Zrób jeszcze jeden, taki sam jak tamten.
- Wysycha ci proch? - Tak, ale potrzebujemy więcej.
Nasz pułkownik to przebiegły, stary lis! Ciekawe co ma schowane w rękawie.
Nie rozumiem, ojcze. Dlaczego pani Butler potrzebuje czasu do zastanowienia?
Cicho! Nie wolno wam mówić!
Połowa mapy jest bez wartości, Dlaczego każą nam czekać?
Nie potrafię tego pojąć.
- No? Widzisz ich? - Nie.
- Powinni tam już być! - Tak, ale ich nie ma. Sam zobacz.
- Stać! Czego chcesz? - Popatrzeć na ładną dziewczynę!
- To wolny kraj, mogę robić co chcę. - Nie! Pułkownik wydał konkretne rozkazy!
Jeżeli nas odkryją, bierz tego po prawej. Ja się zajmę strażnikiem.
- Cofnij się, albo będę strzelał! - Idę. Naprawdę poszaleliście!
Nie ruszaj się!
- Daj mi trochę. - Co to było?
- Daj mi trochę. - Co to było?
- Nic. No daj! - Jednak coś było.
Popatrz na niego.
- Uważaj, chłopcze, nie potknij się. - Ależ panowie, on już odszedł.
- Uciekaj stąd, szybko! - Ja służę nauce, a ty co robisz?
- Uciekaj stąd, powiedziałem! - Próbujesz mnie straszyć?
- Liczę do trzech! - Jak sobie chcesz: 1, 2, 3.
No tak, kolejny zepsuty kapelusz! Twoje maniery są absolutnie skandaliczne.
Cóż, ulegam brutalnej sile. Chodź Herkulesie, idziemy.
Godzina minęła. Przyprowadzić więźniów,
- Widzi pani coś, pani Butler? -Nic a nic.
- Mój Boże! Jeżeli ich schwytają... - Nie, tym razem im się uda,
jeżeli się nie mylę.
Gdzie oni są? No gdzie?
Przygotować wszystko do ataku.
Dziękuję.
Dziękuję. Prawdziwy ratunek w ostatniej chwili,
Lada chwila zaatakują, jeżeli się nie mylę. Czuję to.
Kiedy dotrą tutaj ci bandyci, wrzucimy wyższy bieg.
Każdy z nich będzie miał swoją kolej i wyślemy ich wszystkich w ogień piekła.
- Oni nas chcą podpalić! - Napełnić wiadra wodą!
- Szybko! - Spiesz się!
- Dach się pali! Drabina, szybko! - Dajcie tu wodę!
- Jimmy, uważaj! - Więcej wody! Więcej wody!
Tutaj też się pali!
Do ataku!
Za mną!
Tu jest brama. Chodźcie! Wszyscy razem!
Fred! Próbują rozbić bramę! Fred!
Dalej!
Pułkowniku! Nadjeżdżają Indianie! Patrz!
Czerwonoskórzy! Jadą Indianie! Ratuj się kto może!
- Niesamowita z pani kobieta, pani Butler, - Tak. A z ciebie prawdziwy wojownik!
- Mój bracie! - Osage są naszymi przyjaciółmi.
Pułkowniku!
Tędy! Chodźcie! Weź tego konia.
Ellen!
To Fred! Fred wraca!
Jesteśmy wdzięczni dzielnemu wodzowi Osagów.
Pułkownik uciekł.
Jeżeli Srebrne Jezioro naprawdę jest na terenach łowieckich Utah,
to ta mapa w tym punkcie się zgadza. Indiańskie piktogramy pokazują po lewej
bizona liżącego blok białego kamienia.
To jest indiański symbol oznaczający słoną wodę.
Więc to musi być Wielkie Słone Jezioro.
Słońce pokazuje kierunek na zachód. Tutaj jest szlak
prowadzący do wodospadu przez Kanion Duchów.
Potem prowadzi do Srebrnego Jeziora. Według tych oznaczeń tutaj,
jezioro Jest otoczone stromym urwiskiem. A w dwóch miejscach tarasami
z kamiennych barier, po których wodospady spływają do jeziora.
Od srebrno-zielonego koloru wodospadów jezioro bierze swoją nazwę.
To nie ma nic wspólnego ze skarbem?
Według mojej oceny, jest tylko jedna droga dostępu do jeziora,
tutaj, po północno-zachodniej stronie.
Przez tę szczelinę skalną,
Jesteśmy na właściwym szlaku.
- Mapa pokazuje jaskinię nad jeziorem. - Tak. Tam jest ukryty skarb.
Stary wódz Indian miał rację. Ten skarb przynosi jedynie nieszczęście.
To cud, że nie zginęłaś tak jak mój ojciec.
Współczuję ci, Fred, kiedy sobie pomyślę, że twój ojciec był taki porządny...
Kiedyś też wierzyłem w baki,
że dobro było nagradzane, a zło karane. Jednak to tak nie działa.
- To właśnie porządni ludzie cierpią. - Nie mów tak. To nieprawda.
Właśnie tak jest. Ale obiecuję ci, tym razem będzie inaczej.
Dopadnę zabójcę mojego ojca, nawet jeżeli przypłacę to życiem.
- Własnymi rękami go... - Przestań, Fred.
Rozumiem co czujesz i wiem, że to było okropne przeżycie, ale...
Nie mogę o tym tak po prostu zapomnieć. Proszę, spróbuj zrozumieć.
Ellen.
Ellen.
Boję się o ciebie, Fred. Jesteś taki zgorzkniały i pełen urazy.
Masz w sercu tyle nienawiści, że nie zostało miejsca dla...
Ellen, dla ciebie zawsze jest tam miejsce.
Tak. Moja córka, Ellen, pojedzie ze mną. Życzeniem Erika Engela i moim
było szukanie skarbu. - | znalezienie go, Jeżeli się nie mylę!
Prawdę mówiąc, źle bym się czuł, gdybym był zmuszony zmienić zamiar.
Obiecałem Fredowi pomóc w pomszczeniu ojca,
więc chyba my też pojedziemy z wami. - Rozumiem.
- Myślisz, że pułkownik nas ściga? - Zgadza się. Winnetou zna tereny łowieckie Utah.
- Pokaże nam drogę. - Tak. | oczywiście
stary Sam Hawkens też pojedzie. - Oczywiście.
Młody człowiek zawsze się przyda.
Ja tutaj nie zostanę sam. Ja też towarzyszył będę wam.
Skarb postaram się znaleźć, wiecie co będzie dalej,
- Stać! Tutaj rozbijemy obóz. - Zsiadać.
Pułkowniku, proszę spojrzeć, nie widziałem jeszcze tak żałosnej hałastry.
Bez mapy nie znajdziemy Srebrnego Jeziora.
Nie bądź taki niecierpliwy. Shyler ma przyprowadzić 60 ludzi do Eldoro.
- Hartley pojechał przodem, zaczeka na nas. - W międzyczasie
Patterson znajdzie skarb przed nami. Musimy mu w tym jakoś przeszkodzić!
|tak będzie.
Chodź, kochanie! Wujek cię nie skrzywdzi! Bądź miła.
Przeklęty robak! Zaczekaj sekundę! Niegrzeczna bestia!
Przestań się śmiać! Człowiek może złapać Papilio Polymnestor Parinda
najwyżej raz w życiu. - Ale jeżeli cenisz swoje życie,
radzę ci być bardziej ostrożnym. Grasuje tutaj wielu zabójców.
Mam cudownego konia i dobrą strzelbę. A przy okazji, nazywam się Karl Heinz
Leopold Ulrich książę Glockenspiel. - Jak się pan ma?
Miło pana poznać.
Sam Hawkens, książę Whisky i Sody.
Ato są Old Shatterhand i Winnetou, wódz Apaczów.
Słyszałem o was w Wiedniu. Old Shatterhand i Winnetou,
strzelba myśliwska i srebrny muszkiet. - Posłuchaj, książę...
pozwolisz nam obejrzeć swojego konia i przyjrzeć się swojej pukawce?
Z miłą chęcią.
- Da się jeździć na tej szkapie? - Jest dla mnie o dwa rozmiary za duży.
Chcesz powiedzieć, że umiesz strzelać?
Nie miałem na myśli strzelania w powietrze, o tak... bum!
- Miałem na myśli strzelanie i trafianie. - Nie wolno się niecierpliwić.
Dobry strzał!
Widzisz, trafił ptaka. Jednym słowem, wspaniale.
Ten żółtodziób naprawdę zasługuje na szacunek, a nie wyśmiewanie.
Dziękuję za to. Jest pan bardzo miły,
Dla pańskiego dobra, niech pan lepiej jedzie z nami.
Dziękuję. To wielki zaszczyt!
- Stać! - Co to za dym?
- To musi być ognisko. - Nie. To jest dym śmierci.
Chyba powinnaś tu zostać, Ellen.
Tuzin ludzi zaatakował wioskę,
To był pułkownik i jego banda.
- Zamordowali wszystkie kobiety i dzieci, - Pośród martwych nie ma wojowników.
Wszyscy polują na bizony.
Ellen! Ellen!
Wracaj, Fred!
Tonie my! My nie zniszczyliśmy waszej wioski!
Uwaga!
Jestem pewien, że się znamy.
Celujcie w konie!
Jesteśmy przyjaciółmi... przyjaciółmi Indian!
Gdzie Ellen?
Strzały słychać było stamtąd. A ślady idą prosto tędy.
Co jest?
Przywieź mapę do Eldoro. Jeżeli nie, panna Patterson za to zapłaci.
- Musimy natychmiast jechać! - Nie. Zaczekaj chwilę.
Eldoro jest głównym siedliskiem włóczęgów na środkowym zachodzie.
- Nie wiemy ilu ich tam jest. - To nieważne! Musimy ją uwolnić!
- Jest jedna szansa. Zapamiętałeś mapę? -Tak.
Myślisz, że trafisz do Srebrnego Jeziora bez niej? Daj mi ją.
Ty też. My pojedziemy do jeziora. Winnetou będzie miał na oku pułkownika.
Kiedy Fred pojedzie do Eldoro. Słuchajcie uważnie, plan jest taki.
Witaj, pułkowniku.
- Zaczynam mieć dość bezczynnego czekania. - Zamknij ją w kościele.
Skąd ona się tu wzięła? Gdzie się na nią natknąłeś?
To nieważne. Później wyjaśnię. Shyler się odzywał?
Jest w Las Animas, spotka się z nami dopiero w przyszłym tygodniu.
Więc damy sobie radę bez niego. Im nas mniej do podziału, tym lepiej.
Słuchajcie, chłopcy! Musimy wyjechać stąd dzisiaj, a najpóźniej jutro rano.
- Musimy trochę odpocząć. - Mam tego już dość.
Przejdzie ci, kiedy dowiesz się dokąd jedziemy.
To wielka robota, potrzebuję każdego z was.
- Cóż to może być za robota? - Potrzebujemy kilku dni odpoczynku!
Słyszeliście o skarbie, który podobno jest ukryty przy Srebrnym Jeziorze?
- Oczywiście, że słyszeliśmy! - Naszym celem jest jego odszukanie!
- Jesteście ze mną? - Jesteśmy!
Alarm! Alarm!
Ty głupcze! To człowiek, na którego czekam.
- No więc? - Proponuję wymianę.
- Skarb za dziewczynę. - Dla mnie to kiepska wymiana.
Teraz mami to, i to. Przeszukać go.
Nie mam już mapy. Obie połowy miał Patterson,
kiedy zaatakowali nas Indianie. Tylko ja się uratowałem.
Tym razem nie uciekniesz. Kiedy zdecydujesz się powiedzieć prawdę,
daj mi znać. Zamknąć go. - Puszczajcie!
Puszczajcie! Nie potrzebujesz mapy.
Ja znam drogę. Pokażę ci drogę do Srebrnego Jeziora.
Ale żądam, żebyś uwolnił pannę Patterson.
Dobrze. Wyjedziemy za godzinę.
- Gdzie jest panna Patterson? - Zaprowadźcie go do niej.
Jeszcze jedno. Jeżeli pojawią się twoi przyjaciele, to...
Rozumiem.
- Przeszukać okolicę obozu. - Dobra! Na konie!
Nie martw się. Pułkownik ma ze sobą tylko swoich ludzi.
Twój ojciec i Shatterhand łatwo sobie z nimi poradzą.
Ale my jesteśmy zakładnikami, Fred!
Old Shatterhand urządzi na nich zasadzkę. Musi dojechać do jeziora przed nami.
Rozumiem.
Musimy zrobić wszystko, żeby spowolnić pułkownika.
Old Shatterhand jedzie na skróty przez ziemię plemienia Utah.
- Nie mogę dłużej! - Stać!
- O co chodzi? - Panna Patterson musi trochę odpocząć.
Nonsens! Wielka dama odpocznie, gdy dojedziemy do Srebrnego Jeziora.
Możecie jechać dalej, ale przy następnym drzewie nie będziecie wiedzieli gdzie skręcić.
Zatrzymamy się tutaj.
Stać!
Dzisiaj tutaj rozbijemy obóz na noc.
Rozsiodłać konie i rozpalić ogień. Tymczasem ja się tu rozejrzę.
Wstawajcie wszyscy! Otoczyli nas Indianie. W lesie jest pełno wojowników Utah.
- Biegiem do skał! - Zabierzcie ze sobą broń!
Wszyscy padnij!
Blade twarze są otoczone przez wojowników Utah. Poddajcie się!
- Dlaczego Utah nas zaatakowali? - Spaliliście naszą wioskę.
- Zabiliście kobiety i dzieci. - To nieprawda!
Przykro nam, ale to nie my spaliliśmy waszą wioskę.
Tu stoi Wielki Wilk, wódz Utah.
- Ja mówię, że kłamiecie! -Atu stoi Old Shatterhand,
którego zwiecie Pokai Mu. Ja nigdy nie kłamię. - Pokai Mu?
- Żaden z nas nigdy nie skrzywdził Utah. - Więc kto zabił Małego Niedźwiedzia?
Nikt. On śpi. Moja pięść go uderzyła. Próbował zabić jednego z moich przyjaciół.
Mały Niedźwiedź żyje. Tylko śpi.
- Dlaczego wczoraj do nas strzelaliście? - Musieliśmy się bronić.
Wasi wojownicy nas zaatakowali, pomimo tego, że jesteśmy przyjaciółmi Utah.
Jeżeli mówicie prawdę, chodźcie z nami i poddajcie się osądowi rady plemiennej.
- Jako przyjaciele? - Jako więźniowie!
Nie! Wolimy walczyć.
- Zatem wybieracie śmierć! -Być może.
Ale wielu twoich wojowników zginie. Pomyśl sobie o mojej magicznej strzelbie.
Zgadzacie się poddać osądowi rady plemiennej?
Dobrze. Jeżeli obiecacie traktować nas jak gości. I nie odbierzecie nam broni.
- Stracimy cały czas, który zyskaliśmy. - Daję wam swoje święte słowo.
Rzekłem.
Zaczekajcie tutaj.
Pamiętajcie... cokolwiek się stanie, będziemy trzymali konie przy sobie.
Mam nadzieję, że chłopcy zjedli śniadanie.
Wystąpcie!
Blade twarze zostaną tutaj, aż złote słońce będzie wysoko na niebie,
a starszyzna zadecyduje. Konie... - Konie zostaną z nami.
- Myślicie o ucieczce, tak? - Nie myślimy, ale jesteśmy waszymi gośćmi
anie więźniami, Nie zapominaj o tym, Wielki Wilku.
Inaczej przemówi mój magiczny kij. Patrz.
Czy wyraziłem się jasno, wodzu?
Obiecaliście zgodzić się z wyrokiem naszej rady.
Nie mamy czasu. Musimy jechać dalej!
Kiedy cień słupa dojdzie do końca, wyrok zostanie ogłoszony.
Już straciliśmy dwie godziny!
- Niech pan wyjdzie, książę. - Co to za hałasy? Są rozzłoszczeni?
Tak, Tylko nie wiadomo na kogo.
- Narada skończona. - Mam nadzieję.
Pozwolą Wielkiemu Wilkowi wykonać wyrok.
Wykonać wyrok? To brzmi dość groźnie, mówiąc delikatnie.
Cisza!
- Z wodzem idzie czarownik. -Poco?
Rada mówi, blade twarze przelały krew naszych kobiet i dzieci.
Wykopaliśmy topór wojenny i przysięgliśmy, że zabijemy każdą bladą twarz,
która wpadnie nam w ręce. Ale wam damy szansę
walki o życie. Nie wszystkim, tylko najdzielniejszemu, Old Shatterhandowi.
- Jeśli wygram, moi przyjaciele też będą wolni. - Tak. Ale nie wygrasz...
Twoim przeciwnikiem będę ja, Wielki Wilk.
Czym będziemy walczyć?
- Tomahawkiem i nożem. - To nie fair.
Może on powalczy ze mną przy stole bilardowym?
- Niech blada twarz lepiej zamilknie. - Przyjmuję. Kiedy będziemy walczyli?
Teraz.
Założę się, że facet kryje jakąś podłą sztuczkę w zanadrzu.
- Teraz ty spróbuj. - Dobrze.
Ale nie zostawiajmy go tam.
Może nam przeszkadzać w czasie walki.
Wielki Wilk ma siłę i odwagę zająca!
Kiedy twój skalp zawiśnie przy moim pasie, wszyscy powiedzą, że umarłeś jak tchórz!
Męczy mnie ściganie starej kobiety.
Jeżeli jesteś taki odważny, to przez chwilę stań spokojnie.
No więc? Kto wygrał?
Jego skalp należy do mnie. Ale ja go nie chcę.
Jestem przyjacielem czerwonych ludzi.
On żyje. Daruję ci jego życie.
- Winnetou! - Mój bracie!
Mów co u Ellen i Freda. Jak się czuje moja córka?
Dobrze. Pułkownik przyjął ofertę. Wszyscy pojechali nad Srebrne Jezioro,
zabierając Ellen i Freda jako zakładników. - Nie mamy ani chwili do stracenia.
Przejeżdżałem blisko wioski Utah. Wojownicy wyruszyli na szlak.
Jadą za tobą, Jedźmy, bracie.
Jeżeli nie przyjedziemy nad jezioro przed pułkownikiem, Fred i Ellen zginą.
Patrz. Są tam.
Naszym śladem jedzie 30 wojowników. Prowadzi ich Grzmot.
- A więc Wielki Wilk złamał swoje słowo? - Nie. Wielki Wilk nadal był nieprzytomny,
kiedy wojownicy wyruszyli waszym śladem. Grzmot przekonał Utah, żeby złamali
dane słowo... ten wichrzyciel. - Na mapie było napisane, że szlak...
Prowadzi obok wodospadu. Przez Kanion Duchów, aż do Srebrnego Jeziora.
- Kanion musi być gdzieś blisko. - Utah jadą za nami.
- Tutaj można ich zaatakować. - Sześciu ludzi ze strzelbami.
- Kto będzie przynętą? - Winnetou.
Hej! Za mną!
Tędy!
Stać!
Przejeżdżaliśmy obok tych wzgórz wczoraj. Jeździmy w kółko.
Powinniśmy skręcić w lewo. Na mapie widać, że trzeba skręcić
przy wodospadzie, ale nie wiadomo czy w lewo czy w prawo.
W lewo,
- Gdzie my jesteśmy, Fred? - Przy wjeździe do Kanionu Duchów.
Prowadzi tędy indiański szlak. Jutro będziemy przy jeziorze.
-Fred? -Tak?
- Czy jest jakaś inna droga do jeziora? -Nie.
Ale gdyby Old Shatterhand był z przodu, widzielibyśmy jego ślady.
Może przejechali tędy wiele dni temu.
Poza tym, jestem pewien, że maskowali swoje ślady.
- Uspokój się i spróbuj spać, dobrze? -Tak.
Nadjeżdżają Utah. Tylko Grom ma strzelbę.
Znalazłem ślady pułkownika. Zatrzymali się tutaj dzisiaj rano.
- Nie mamy ani minuty do stracenia, - Mówiłeś pozostałym?
Tak. Blokują drugi koniec kanionu.
Utah są jak stare kobiety! Dają się prowadzić Gromowi, który jest kłamcą.
Rzućcie broń! Inaczej mój magiczny kij przemówi!
Nie ma innego wyjścia z kanionu. Poddajcie się,
a wrócicie żywi do swojej wioski. - Dlaczego wódz Apaczów ukrywa się
przed swymi braćmi? Winnetou to nasz przyjaciel. - Tu jestem.
Wielki Wilk ukarał zdrajcę!
Wielki Wilk dotrzymał słowa. Błaga Pokai Mu,
aby darował życie wojownikom Utah. Teraz zakopiemy topór wojenny między Utah
i przyjaciółmi Pokai Mu!
Jesteśmy na miejscu! Srebrne Jezioro!
Z koni!
Gdzie teraz idziemy?
No więc? Czekam!
Ścieżka powinna prowadzić do skalnej szczeliny gdzieś tam.
Chodźmy!
Stać! Nikt nie pójdzie przede mną. Każdy dostanie swoją działkę,
a ile, zależy ode mnie! Więźniowie też idą z nami.
- Greg i Gonzales, zostaniecie z końmi. - Dlaczego ja?
Wy dwaj tu zostaniecie! Wszyscy dostaną swoją część.
Dobra. Gdzie jest ten skarb? No gdzie?
Obiecałeś, że puścisz nas wolno, jeżeli powiem ci, gdzie to jest.
Mów, albo ona zapłaci swoim życiem. Liczę do trzech. Jeden,
dwa...
Na mapie miejsce ukrycia skarbu było zaznaczone
czarnym kołem na drugim brzegu jeziora.
Tak, i co jeszcze?
Powinniśmy zobaczyć otwór lub jaskinię w skale.
Właśnie tam będzie ukryty skarb.
Zetnijcie kilka drzew. Zbudujemy tratwę.
Hej tam! Uwaga!
- Puszczaj! - Mamy to. Dobra, uważajcie!
Macie ja!
Tak, mamy. Dobrze.
Ellen... proszę, nie martw się. Spróbuję dostać się do wody.
Ręce mam związane skórzanym postronkiem. Zmoczona skóra się rozciąga.
Udawaj, że chcesz się napić.
- Hej, co ty wyprawiasz? - Chcę się napić. Przecież widzisz, nie?
Nie rób tego więcej.
Nie wiem dlaczego obaj musimy tu zostać. Jeden przecież by wystarczył.
-Idę do jeziora. -O nie, nic z tego.
- Dobra, ciągnijmy losy. - Może być.
Dobra. Połóżcie ją.
Dobrze. Połóżcie ją tam.
Dalej!
Nie ruszaj się!
Wydaje ci się, że jesteś sprytny, co?
- Fred! - Wyłaź!
Zwiąż ich dobrze.
Idę z Hiltonem, Knoxem i Hartley'em do jaskini. Jeżeli nie wrócę
za trzy godziny, możesz go powiesić. Nie obchodzi mnie, co zrobisz z nią,
Nie możecie płynąć szybciej? Pośpieszcie się!
Jestem przyjacielem wszystkich Indian.
Wódz dotrzymał swego słowa.
Potrzebuję twojej pomocy, Nie dla siebie,
ale przeciw białym, którzy zamordowali wasze kobiety i dzieci.
Ci ludzie są Źli i jest ich wielu.
Ale z waszą pomocą, ukażemy ich, tak jak na to zasługują.
Rzekłem.
Tam! Dobijemy tam.
- No więc? Kim ty jesteś? - Nintopan hauy.
To jest Tonkawa, to znaczy Wielki Niedźwiedź.
Skąd wiesz?
- On strzeże skarbu. - Gdzie jest skarb?
Gdzie?
- Gdzie jest skarb? - Nieważne. Znajdziemy go bez ciebie!
Złoto! Złoto! Złoto!
Wracaj!
Ależ pułkowniku, tego wystarczy dla nas wszystkich.
Halo!
Halo!
Halo!
Halo!
Dobra, trzy godziny minęły. Przygotować sznur!
- Może powinniśmy ich poszukać? - Hej, pułkowniku!
Hej, pułkowniku!
Gdzie jest pułkownik? Dlaczego jeszcze nie wrócił?
- Sam tam idź i sprawdź. - Nie masz nic do gadania.
Powiesić go! Załatwmy to! Jego dziewczyna zobaczy jak ładnie dynda na wietrze.
Dalej!
Fred! Fred! Puśćcie go! On nie nie zrobił! Puśćcie go!
- No dalej! Wieszajmy go! - Trzymaj mu ręce!
Chwyć pętlę!
Fred! Nie!
Odsunąć kamień!
Fred! Fred
Mój hełm!
Stać! Nie ruszać się! Ani na milimetr!
Proszę, nie! Mam żonę i dzieci!
Papilio Polymnestor Parinda!
Czy teraz Old Shatterhand wierzy, że jesteśmy jego przyjaciółmi?
Utah są dzielnymi wojownikami, a Wielki Wilk jest dobrym wodzem.
KONIEC
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.