All language subtitles for War.and.Peace.2016.s01e01.WEBDLRip.NewStudio.TV

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian Download
cs Czech
da Danish
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French Download
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian Download
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Armia francuska pod wodzą Napoleona najechała Austrię.

Podczas gdy Napoleon zmierza na wschód, Rosja jednoczy przeciw niemu siły z Austrią,

angażując się w wojnę, która zmieni życie Rosjan na zawsze.

WOJNA I POKÓJ Tłumaczenie: joy77

Mon cher ami, jak możesz być tak spokojny?

Ten potwór, Bonaparte, jest teraz w Austrii,

i kto wie, czy Rosja nie będzie następna?

Nie, nie. Nasz prześwietny cesarz ma wszystko pod kontrolą.

Nasza znakomita armia zatrzyma tego potwora Napoleona i jego zapędy.

Pamiętaj, droga Anno Pawłowna,

Rosja od stu lat nie przegrała wojny.

Proszę wybaczyć.

Kim jest ten młodzieniec? Z pewnością go nie zapraszałam.

Mój krewniak, niestety.

Syn hrabiego Bezuchowa. Nieślubny, rzecz jasna.

Ma innych?

W rzeczy samej.

Lecz ten jest jego ulubieńcem, Bóg raczy wiedzieć dlaczego.

Wrócił do Sankt Petersburga i zatrzymał się u mnie.

Nie przyprowadzaj go tu znów. Wygląda jak dzikie zwierzę,

w przeciwieństwie do twych uroczych dzieci. Piękne stworzenia!

Popatrz jak papa knuje.

Pewnie chce cię oddać do zakonu.

Uratowałbyś mnie wtedy?

Nie, powiedziałbym: "Dzięki Bogu i krzyżyk na drogę."

Potwór!

Proszę, matko, to upokarzające!

Nie prosisz, nie dostajesz. Książę Wasiliju!

Książę Wasiliju.

Nigdy o nic cię nie prosiłam.

Nie przypominałam o tym, co uczynił dla ciebie mój ojciec,

ale teraz błagam o mego syna, Borysa,

wystarczy, byś szepnął słówko władcy.

Zrobię, co mogę.

Czego sobie dla niego życzysz, Anno Michajłowna?

Załatw mu miejsce w gwardii i poleć generałowi.

Wiesz, że wystarczy twoje słowo.

Przeceniasz moje wpływy...

ale widzę się dziś wieczorem z władcą.

Dziękuję!

Wiem, że mogę ci ufać.

A kiedy otrzymasz dziedzictwo, pamiętaj,

że hrabia Bezuchow obiecał stały dochód memu synowi.

Nic mi o tym niewiadomo.

Nie dość otrzymałaś od rodziny Bezuchowów?

Żebrz gdzie indziej.

Napoleon zniszczył własny kraj.

Nie zgodzę się z tym!

We Francji nie mogą już żyć cywilizowani ludzie.

- Napoleon to wielki człowiek! - Skandal!

Tak pan myśli?

- Przejdziemy do tamtego stolika? - Nie, muszę to powiedzieć.

Oczywiście, że Napoleon to wielki człowiek!

Stanął ponad rewolucją, położył kres jej nadużyciom

i zachował to, co w niej dobre!

Widzi pan dobro w rewolucji?

Wolność obywateli, wolność słowa,

swoboda, równość, braterstwo,

to idee, które przydałyby się w Rosji.

Nasze salony pełne są przekarmianych arystokratów,

którzy nie mają pojęcia o prawdziwym życiu,

i zapomnieli nawet własnego języka!

Na Boga, przydałaby nam się rewolucja!

Przepraszam, nie powinienem...

- Pierre, stary druhu. - Andrzej!

Dobrze cię tu widzieć.

Zachciało ci się wyższych sfer?

Jak zwykle zrobiłem z siebie durnia.

Wybacz, droga Anno Pawłowna.

Musimy już iść.

Bal u ambasadora.

Dobranoc.

Dobrze się bawisz?

Przyjdź na drinka, zabawimy się.

Jest oszałamiająca.

Nie mam szans.

Widuję ją codziennie i ledwie zauważa, że istnieję.

A jak się ma twoja śliczna żona?

Sam zobacz.

Czarująca.

Taka kobieta rozsiewa szczęście gdziekolwiek się uda.

Szczęściarz z ciebie, Andrzeju!

Tak sądzisz?

Mówił ci?

Idzie na wojnę, a mnie wysyła na wieś,

żebym sama urodziła dziecko.

- Takiego mam męża! - To prawda?

Nie będzie sama, lecz z moim ojcem i siostrą.

Mam urodzić w tym ponurym miejscu, wśród obcych ludzi.

Lizo, omawialiśmy to, wiesz, że tak będzie najlepiej.

Jedź do domu. Lekarz zalecił odpoczynek.

- Przejdę się z Pierrem. - Widzisz? Traktuje mnie jak dziecko.

Nieważne, że Pierre to słyszy!

Nie masz dla mnie litości. Wcześniej taki nie byłeś.

Widzisz?

Nie kocha mnie już!

Droga księżniczko, nie denerwuj się.

Wiem, jak się czujesz. Choć jak bym mógł?

Nie jestem... Życie jest...

Nie, to nie tak. To nie moja sprawa. Pójdę już.

- Zostawię was... - Nie, będę grzeczna.

Andrzej chce z tobą pomówić.

- Nie wrócisz późno? - Nie, kochana.

Dobranoc, Pierre.

Naprawdę idziesz na wojnę?

Nie uważasz jak reszta, że Napoleon jest antychrystem?

- To nie ma nic wspólnego z Napoleonem. - Dlaczego więc?

Bo nie mogę znieść tego życia!

Salony, plotki, bale, próżność, noc po nocy.

Nie patrz tak na mnie, to prawda.

Nigdy się nie żeń, Pierre. Nie popełniaj mojego błędu.

Ale Liza taka nie jest. To delikatna, słodka...

Wiem, wiem.

Jest cudowna i bardzo ją kocham,

ale nie mogę tu oddychać, Pierre.

Równie dobrze mogę zginąć w walce z Napoleonem.

Jesteś najzdolniejszym ze znanych mi ludzi. Możesz osiągnąć wszystko.

Tak mówią.

A co z tobą?

Zdecydowałeś, co będziesz robić?

Uwierzysz? Wciąż nie wiem.

Ale wiem, że mogę coś osiągnąć,

coś nadzwyczajnego.

Może poprowadzisz rewolucję?

Zasługuję na drwiny.

- Gdybyś widział, jak marnuję noce... - Tak, cóż...

Jeśli prosisz mnie o radę,

odetnij się od Anatola Kuragina i tej całej gromady.

Taka rozpusta ci nie pasuje.

Ale kobiety i wino...

Masz rację. Sam myślałem,

że powinienem przestać tam chodzić. Przestanę.

Obiecujesz?

Słowo honoru.

Anatol!

Petruszka!

Napij się!

Dołochow!

Która godzina?

Dochodzi południe.

Zachowanie twoje i mego syna

hańbi ten dom!

Twój ojciec ciężko choruje w Moskwie.

Natychmiast wyjeżdżam.

Oczywiście. Wezwał mnie?

Masz kłopoty.

Byłeś niegrzeczny. Jestem zszokowana.

Jestem potępioną duszą.

Nie jest aż tak źle.

Pozdrów ode mnie wszystkich w Moskwie.

Myślisz o ojcu.

Oczywiście, że tak.

Musimy przygotować się na najgorsze.

Miał dwa poważne udary

i może dostać kolejny zanim dojedziemy.

Jako nieślubny syn nie możesz oczekiwać spadku.

Nie, oczywiście.

Pomyśleć co poświęciła twoja biedna kuzynka Catiche.

To istna święta, gdy ty...

Jednakże zrobię, co mogę, żebyś nie został z niczym.

Choć niczym na to nie zasłużyłeś.

MOSKWA

Zatrzymaj się!

Co wyprawiasz? Dokąd idziesz?

Odwiedzę Rostowów. Dziś imieniny Nataszy!

Przyjadę, tylko...

Nie zejdzie mi długo, obiecuję!

Biedny hrabia Bezuchow. Był dość chory,

ale ta historia o jego synu, Pierre, z pewnością go zabije.

Pierre? Co zrobił?

Razem z Anatolem Kuraginem i tym okropnym Dołochowem

znaleźli gdzieś niedźwiedzia...

- Niedźwiedzia? - Ten Pierre!

...wsadzili do powozu i zawieźli... do aktorek, wiecie,

i niedźwiedź uciekł. A kiedy przyszła policja...

To zbyt szokujące.

Powiedz, proszę, ciociu Anno!

Przywiązali niedźwiedzia do policjanta, plecami,

i wrzucili ich do rzeki!

Niedźwiedziowi nic się nie stało?

Miał się dobrze!

Pływał z policjantem na plecach!

- Chciałbym to zobaczyć! - Biedny policjant!

Masz rację. Nie śmiej się, Nataszo!

Ty też się śmiałeś.

Tak, ale mnie nie naśladuj.

Co się stało z młokosami?

Dołochowa zdegradowano

a pan Pierre opuścił Petersburg w hańbie.

Dzięki Bogu, mój biedny Borys trzymał się z dala od Anatola

i jego pijackiej bandy!

Syn przysparza ci chwały, Anno Michajłowna!

Taki elegancki w mundurze gwardii!

Mikołaj wygląda równie dobrze!

Dziękuję, Julio!

Już w porządku, przyjaciele.

Przyszedłem do Nataszy. Dziś jej imieniny.

Bądźcie grzeczne.

Pan Pierre?

Pomyślałem, że wejdę tyłem.

Pan Bezuchow.

Pierre, mój drogi!

Właśnie słyszeliśmy o tobie i przyjacielu niedźwiedziu.

Proszę, nie mówcie o tym.

Wstyd mi.

Chciałem odwiedzić Nataszę w jej imieniny.

Czy nie powinieneś być z biednym ojcem?

Zmierzam tam. Najpierw chciałem was odwiedzić.

Cieszę się, że tak przyszedłeś, Pierre!

- Niedźwiedziowi nic się nie stało? - Tak sądzę.

Tylko tyle chciałam wiedzieć.

Co się stało z Sonią?

Natasza, idź i zobacz!

- Nie wychodź. Obiecujesz? - Obiecuję.

Szampana?

- Nie powinienem. - Proszę.

Co się stało?

Już mnie nie kocha.

Kocha Julię Karaginę.

Nieprawda!

Był tylko dla niej miły.

Uważa, że jest brzydka i to prawda!

Idzie na wojnę i o mnie zapomni.

Wiem, że jestem biedną krewną

i twoja matka nie pozwoli mu mnie poślubić.

Wszystko jest możliwe. I wiem, że cię kocha.

Zaczekaj tu.

Mikołaju, jesteś potrzebny.

Chodź.

Wybacz.

- Kuzyni? - Wiem, ale cóż można począć?

Popatrz.

Zasmuciłeś ją.

Idź do niej, rozwesel ją.

Idź.

Popatrz.

Chciałbyś mnie pocałować, Borys?

Chyba jestem dla ciebie za stary.

Teraz jesteśmy zaręczeni.

Nie rób takiej przerażonej miny!

Jak się czujesz, hrabio?

Nie boli cię?

Przyszedłem spytać, czy czegoś potrzebujesz...

czy mogę czymś ci służyć.

Rozumiem, Ekscelencjo.

Nie musisz się obawiać.

Pokażmy im jak to się robi.

Robi to co roku.

Nigdy z ciebie nie zrezygnuję.

Pobierzemy się bez względu na to, co powiedzą.

Panie Pierre.

Powinieneś wciąż tu być?

Dlaczego nie jesteś przy łożu ojca?

Ma pani rację. Wiem, że powinienem tam być.

Ale boję się jechać.

Nigdy nie znałem go tak do końca.

- Pierre, zatańczysz? - Jestem niezdarny.

Nie jesteś. Nauczę cię!

- Nataszo, nie umiem. - Umiesz. Rób to co ja.

Co mam robić?

Drogi Pierre, tak się cieszę, że przyszedłeś!

Panie Bezuchow.

Co się stało?

Ojciec miał kolejny atak.

Pojedziemy razem.

Szybko! To kwestia życia lub śmierci!

Musisz być mężczyzną, zadbać o własne interesy.

Nie oczekuj tego od księcia Wasilija.

Stary hrabia musi zobaczyć cię przed śmiercią.

Może zrobić mały znak.

W każdym razie lepiej się poczujesz,

jeśli pocałujesz go przed śmiercią. Zawsze cię kochał.

Tak, byłem marnym synem.

Hrabia wezwał Pierre'a.

W takich chwilach, Catiche, trzeba o wszystkim pomyśleć.

Musimy myśleć o przyszłości.

Kuzynie Wasilij, nie myślę o takich rzeczach.

Modlę się tylko o jedno,

żeby jego dusza w pokoju opuściła świat...

Tak, tak, to oczywiste.

Masz w pieczy jego testament?

- Mam na myśli ten prawdziwy. - Oczywiście.

A ten inny testament, który napisał będąc niepoczytalnym...

i wymienił Pierre'a, został zniszczony?

Wciąż go ma.

Napisał wiele testamentów przez lata,

ale nie może zostawić majątku Pierre'owi.

Wiem, że masz mnie za głupią, ale to wiem,

nieślubny syn nie może dziedziczyć.

- Bękart! - Ale czy hrabia nie napisał do cesarza,

że uznaje Pierre'a za syna?

Tak, ale nie został wysłany. Jakie to ma znaczenie?

Nie rozumiesz? Jeśli odkryją to w jego dokumentach,

Pierre zostanie hrabią Bezuchow i wszystko odziedziczy!

A co z naszą częścią?

Na Boga, nie rozumiesz, co do ciebie mówię?!

Nic nie dostaniemy!

Ani grosza!

Catiche...

posłuchaj mnie uważnie.

Naszym obowiązkiem jest naprawić błąd hrabiego.

Nie pozwolimy mu umrzeć,

wydziedziczywszy najbliższych, nieprawdaż?

Nie chciałby tego.

Do tej pory na pewno o tym zapomniał

i chciałby zniszczyć tamten fałszywy testament.

- Zniszczyć? - Tak, zniszczyć.

Gdzie jest? Musisz wiedzieć.

Wreszcie raczyłeś się zjawić u łóża śmierci ojca.

Spóźniłem się?

Na zewnątrz widzieliśmy grabarzy...

Zabiegają o swój interes.

Hrabia wciąż żyje.

Co sobie myślałeś?

- Zdaje się, że nie masz tu czego szukać. - Mam prawo tu być.

Dobrze wiesz, że hrabia to mój bliski krewny

a biedny Borys, jego drogi chrześniak,

ma większe niż my prawo tu być w tej smutnej chwili.

Dobrze, ale niczego nie oczekuj.

- Jak mój ojciec? - Bardzo chory.

Po ostatnim ataku nie przetrwa nocy.

Naprawdę?

Mogę go zobaczyć?

Czy zechce cię zobaczyć?

Może później. Teraz śpi.

Jest nadzieja? Otrzymał ostatnie namaszczenie?

Jakże cenne są ostatnie chwile.

Muszę do niego iść.

Kobiety wiedzą co powiedzieć, jak nieść pociechę w obliczu tragedii.

Nie można mu teraz przeszkadzać. Usiądźcie.

Oczywiście, że zechce ujrzeć syna. Chodź, szybko.

Usiądź przy nim.

Weź jego dłoń.

Chodź, teraz zaśnie.

Nie wiem co to było.

Tak czasem jest z psem.

Nie może mówić, ale próbował mi coś powiedzieć.

Miał taki dziwny uśmiech...

Jakby mówił: "Śmierć wcale nie jest taka straszna."

A ja pomyślałem, że byłem złym synem.

Bóg wszystko widzi i rozumie.

- Tak sądzisz? - Jestem pewna.

Księżniczko. Co tam masz?

Nic. Stare dokumenty. Nawet nie wiem co to.

Trzeba je schować.

Zajmę się tym. Pozwól!

Panie, pamiętajcie, gdzie jesteście!

- Pierre, chodź tu! To dotyczy ciebie! - Puść! Jak śmiesz!

Co ci do tego?!

Kuzynie, dlaczego tak stoisz?! Pomóż mi!

Doprawdy! To niedorzeczne!

Puśćcie to i dajcie mnie!

Co robicie?!

Zostawiliście mnie z nim samą a teraz nie żyje!

To twoja przyszłość.

Wiem, że zapamiętasz, co dziś dla ciebie zrobiłam

i pamiętaj o Borysie, jego chrześniaku.

Nie rozumiem.

Jesteś teraz hrabią Bezuchow!

Mój przyjacielu.

Tyle grzeszymy i oszukujemy...

i na cóż to?

Wszystko kończy się wraz ze śmiercią.

Wszystko.

Jak pałac!

Książę obudził się właśnie z popołudniowej drzemki, Ekscelencjo.

Jak w zegarku.

Starzejesz się, Tichonie.

Mademoiselle Bourienne!

Księżniczka się ucieszy! Powiem jej, że przyjechaliście.

Nie, proszę. Zróbmy jej niespodziankę!

Mario, cudownie cię widzieć!

Bardzo się cieszę, że cię widzę.

Mario, siostrzyczko, jak się miewasz?

Andrzej!

Płaksa jak zawsze!

Naprawdę idziesz prosto na wojnę?

- Nie zostaniesz nawet na noc? - Lepiej nie zwlekać.

Porzuca mnie tu i da się zabić.

Bóg wie dlaczego.

Tak się boję, Mario!

Nie ma czego się bać.

Musi odpocząć, podróż ją zmęczyła.

Zabierz ją do swoich pokoi, ja pójdę do ojca.

Jak on się ma? Nie zmienił się?

Codzienny spacer, tokarka, lekcje geometrii?

Zwłaszcza one!

Jestem głupia i się na mnie złości.

Dlatego, że cię kocha, wiesz o tym.

Teraz masz o kim myśleć.

Zaopiekuj się Lizą.

Oczywiście.

Wojownik!

Idziesz bić Napoleona, co?

Najwyższa pora. Podejdź.

Pocałuj mnie.

Jak się masz, ojcze? Dobrze się czujesz?

Tylko głupcy i degeneraci źle się czują.

Znasz mnie, jestem zajęty od rana do nocy.

- Dołączasz więc do Kutuzowa? - Tak.

To jedyny człowiek w Rosji, który zna się na wojnie,

włączając naszego wspaniałego cesarza!

Zostawiasz u nas swą małą żonkę?

To miłe, że ją przyjąłeś.

Nonsens. To najlepsze miejsce dla niej. Zajmiemy się nią, nie martw się!

Maria będzie miała towarzystwo.

Będą głupiutkie razem!

- A Mademoiselle Bourienne. - Co z nią?

Czy to dobra towarzyszka dla mojej żony i siostry?

Nie mów mi, jak mam prowadzić własny dom!

Mam jej pozwolić umrzeć z głodu? Nikomu nie szkodzi.

Poza tym dobrze mi robi widok ładnej twarzy.

Coś jeszcze?

Zrobisz dla mnie jeszcze jedno?

O co chodzi? Mów co zechcesz!

Kiedy nadejdzie czas porodu,

poślesz do Moskwy po doktora?

Lekarz z Moskwy?

Wiem, że nic nie pomoże, jeśli natura nie zechce,

i niewiele przypadków kończy się źle, ale...

Ludzie mówili jej różne rzeczy i się boi...

Ja sam się niepokoję.

Dobrze.

Kiepska sprawa, co?

Co, ojcze?

Kobiety. Małżeństwo.

Wszystkie takie same, nic na to nie poradzimy.

Nie odżenisz się.

Nie martw się, nikomu nie powiem.

Zajmiemy się nią. Niczego jej nie będzie brakować.

Ładna istotka.

Daj to Kutuzowi.

Powiedz, że go pamiętam i kocham.

Trzymaj się go, ucz od niego a nic się nie stanie.

Dziękuję, ojcze.

Do widzenia więc.

Pamiętaj, jeśli zginiesz, będę cierpiał.

Lecz jeśli dowiem się, że nie zachowałeś się

jak syn Mikołaja Bołkońskiego, będę zhańbiony.

Nie musiałeś mi tego mówić.

Pożegnaliśmy się. Ruszaj.

Ruszaj, mówię!

Co się stało?

Nic. Cały on. Wiesz jaki jest.

Andrzeju, jeszcze jedno...

Wiem, że nie wierzysz,

ale będziesz go nosił przez wzgląd na mnie?

Dziadek nosił go na wszystkich wojnach.

Nie będę się zamartwiać, wiedząc, że go nosisz.

Proszę, Andrzeju...

dla mnie.

Dla ciebie.

Dziękuję.

Lepiej się z nią pożegnam.

Bądź dla niej miły, Andrzeju.

A jaki miałbym być?

Gdybyś wierzył, zwróciłbyś się do Boga

i poprosił go o miłość, której nie czujesz.

Gdyby to było takie proste.

Już?

Nic na to nie poradzę.

Zostań, proszę.

Nie!

Nie, proszę!

Zadbaj o nią.

Mikołaj.

Bądź ostrożny.

Nie narażaj się!

Mamo, nie martw się. Jestem teraz mężczyną, Borys też.

Czy nie wyglądają pięknie w mundurach?

Boję się patrzeć, żeby nie myśleć, co może się przydarzyć.

Nie mów tak. Na pewno wrócą bezpiecznie.

Chciałbym iść z tobą.

Posiekałbym Bonapartego!

Jestem pewien!

- Zobaczymy znów naszego chłopca? - Już, już, kochana.

- Wojna jest straszna! - Stanie się co musi...

a chłopcy będą chłopcami.

Sprawię, że będziesz ze mnie dumny.

Wiem, synu.

Jedźmy.

Pa!

Przemaszerowali tysiąc mil, ale są w świetnej formie.

- Przekazałeś mój rozkaz? - Tak, generale.

Ruszamy jutro, aby dołączyć do armii generała Macka w Ulm.

Tam zatrzymamy zapędy Napoleona...

Jeśli Bóg zechce.

Generał Mack i armia austriacka będą bronić tej drogi.

My zaatakujemy Francuzów od wschodu.

Muszę się widzieć z generałem!

- Jest zajęty! - Nalegam... - Zobacz o co chodzi.

Kiedy będzie wolny, powiem mu, że pan tu jest.

- Musi pan poczekać. - Muszę się widzieć z generałem Kutuzowem.

Kiedy będzie wolny...

O co chodzi? Może pan mi przekazać wiadomość.

Jest pan generałem Kutuzow?

Ja jestem Kutuzow.

Widzi pan przed sobą generała Macka.

Co pan tu robi? Mieliśmy połączyć siły w Ulm.

Napoleon nas oskrzydlił. Ponieśliśmy straszne straty.

Byłem zmuszony się poddać.

Co?

Cała armia?

70 tys. ludzi?

Żałuję.

Mogę spytać, co teraz zrobimy?

Dobre pytanie.

Wycofamy się, rzecz jasna.

Naprawdę tylko tyle możemy?

Posiłki są w drodze.

Wycofamy się, póki nie spotkamy się z nimi

i innymi oddziałami austriackimi.

To nieprzyjemne,

ale aby przetrwać trzeba być rozważnym.

Nazywają mnie generałem, który nie lubi walczyć...

ale tylko głupiec poświęciłby dobrych ludzi dla odrobiny chwały.

Co z tobą, Rostow?

Nic, kapitanie,

tylko, że nie szedłem na wojnę, żeby się wycofywać.

Chcesz popędzić swego konia, co?

Będziesz miał jeszcze okazję,

a wtedy możesz już tego nie chcieć.

- Jak to jest, Denisow? - Co?

Walczyć.

Beznadziejnie, jeśli przegrywasz.

To jedna ze spraw, o której nikt ci nie opowie.

Musisz sam tego doświadczyć,

jak pierwszy raz z kobietą.

Może być cudownie. Albo strasznie.

Przekonasz się.

Nie ma wieści od Mikołaja.

Myślisz, że o nas zapomnieli?

Nie zdziwiłabym się.

Mężczyznom jest łatwiej, mają zajęcie.

My musimy siedzieć i czekać.

Nie mogę znieść myśli o Mikołaju w niebezpieczeństwie.

Płakał, kiedy upadł i zranił sobie kolano,

a teraz mierzy się z kulami...

Przestań.

Cały czas o nim myślisz?

Oczywiście.

Dobrze go pamiętasz?

Jak wygląda i co ci mówił?

- Pewnie. - Mikołaja też pamiętam.

Kiedy myślę o Borysie, w ogóle go nie pamiętam,

mimo że mnie pocałował.

Próbuję sobie przypomnieć, ale jego twarz się nie pojawia.

Nie, nic.

Czy to nie straszne?

Dlatego, że go nie kochasz,

nie tak jak ja kocham Mikołaja.

Wiem, że zawsze będę go kochać.

Cokolwiek stanie się jemu czy mnie,

czy będzie mnie kochał czy nie,

całe życie będę go kochała.

Napiszesz do niego i powiesz jak bardzo go kochasz?

On wie.

- Napiszesz do Borysa? - Nie.

Wstydziłabym się.

Dlaczego?

Nie wiem, to byłoby dziwne, fałszywe.

Dlatego, że naprawdę kochasz tego niezdarę w okularach!

Pierre'a?

Nieprawda!

- Skąd ten pomysł? - Widziałam, jak z nim tańczysz.

Masz dziwne pomysły.

Nie mogę przywyknąć do myśli,

że nagle tyle posiadam.

Te wszystkie domy, posiadłości,

tyle ziemi, plantacji, lasów...

To niewłaściwe, że jedna osoba ma aż tyle.

Wiesz, hrabio Bezuchow,

mówią, że nie posiadamy ziemskich własności,

jedynie o nie dbamy dla naszych potomków, przyszłych pokoleń.

To honor i obowiązek.

Chcę się podzielić bogactwem,

nie tylko zachować go dla dzieci.

Chcę zmienić sposób zarządzania,

nie żebym kiedykolwiek się tym zajmował,

ale chcę zrobić coś użytecznego, dobrego.

Masz szlachetne serce, hrabio,

ale radzę się nie spieszyć.

Z radością zajmę się twoimi interesami.

Zadbaj po pierwsze o własne szczęście.

Jak?

To ty.

Jaką mam leniwą siostrę.

Już o świcie jeździłem konno.

Odejdź, śmierdzisz koniem.

Jaka gładka skóra.

- Przestań, Anatol. - Wiesz, że to lubisz.

Ojciec z tobą rozmawiał?

- O czym? - Chce nas pożenić.

Mnie z pobożną, wiejską siostrą Andrzeja Bołkońskiego...

- Idealna dla ciebie. - A ciebie, kochana...

Z kim?

- Zgadnij. - Nie mogę.

Co powiesz na...

Pierre'a Bezuchowa?

Żartujesz.

Nie...

To bufon, Anatol.

Przestań!

Bogaty bufon, który cię wielbi.

Uległy byłby z niego małżonek.

Nie stłamsiłby twojego stylu.

Ale Pierre Bezuchow...

To było miłe, zrób to znowu.

Lepiej się zdecyduj,

ojciec jest zdeterminowany.

Nie byłoby tak źle.

Pomyśl o tych domach, ziemi i pieniądzach.

Ile klejnotów byś kupiła.

Łatwo ci mówić, nie musiałbyś z nim spać.

Rozważasz to?

Chyba muszę.

Szczęściarz.

Drogi hrabio Bezuchow,

jak miło, że zjawił się pan w moim salonie,

kiedy wciąż dotkliwie odczuwa pan śmierć ojca.

Tak, ale ledwie go znałem.

Czuję się zawstydzony moim szczęściem,

że odziedziczyłem wielką fortunę, niczym na to nie zasłużywszy.

Jest hrabia za skromny.

Sam fakt, że pański ojciec pana wyróżnił,

pokazuje, że musi pan mieć wyjątkowe zalety,

które sama już dawno odkryłam.

Naprawdę? Nie miałem pojęcia.

A książę Wasilij panu doradza?

Tak, jest bardzo życzliwy.

Nie mógł pan lepiej trafić.

Co doradził?

Żebym się ożenił.

Słusznie, z pana pozycją.

Książę ma rację!

Problem w tym, że kobiety mnie nie zauważają,

to znaczy damy z towarzystwa,

nie umiem z nimi rozmawiać.

Wierz mi, drogi hrabio,

nie ty powinieneś się tym martwić.

Teraz młode damy będą chciały ci się przypodobać,

nie na odwrót,

sam zobacz.

Zostawię pana z księżniczką Helene.

Straszne nudy, nieprawdaż?

Niezupełnie.

Lubię słuchać i rozmawiać o ważnych sprawach,

o polityce, ideach, wojnie, jak żyć

i co życie naprawdę znaczy itd,

ale zawsze mówię nie to, co trzeba, i złoszczę ludzi.

Mówisz z serca.

Nic dziwnego, że to przeraża ludzi.

Ciebie też?

Ani trochę.

Kocham to.

Bołkoński, tu jesteś.

Mamy kłopoty.

Armia Napoleona przemieszczają się tak szybko, że grozi nam oskrzydlenie.

Książę Bagration zgłosił się poprowadzić odział

i zająć Francuzów walką,

podczas gdy my zrobimy odwrót z większością armii.

Żegnaj, generale.

Niech ci Bóg błogosławi za dobry uczynek.

Dziękuję za zaszczyt.

Niech Chrystus będzie z tobą.

Proszę o pozwolenie dołączenia do księcia Bagrationa.

To 7 tys. ludzi przeciw 45 tysiącom.

Będę dziękował Bogu, jeśli wróci jedna czwarta.

Dlatego chcę być z nimi.

Śmierć czy chwała?

Nie zatrzymam cię.

Na Boga, wycofajcie się!

Nie utrzymamy ich, to niebezpieczne!

Wstrzymać ogień i zmienić szyk. Potrzebni nam są Pawłogradzcy Huzarzy.

Zanieś wiadomość.

W porządku. To jeden z naszych.

Kapitan Denisow?

Tutaj!

To jest to, chłopcy!

Potrzebują nas na froncie.

Musimy się przebić, żeby tam dotrzeć.

To ta chwila. Trzymaj się blisko, rób to co ja.

Bóg z nami!

Naprzód!

Jeszcze nie!

To oni.

Jeszcze nie!

Teraz! Szarża!

Nakopmy im!

W porządku, mały. Zaraz wstaniesz.

Mały Rook, co oni ci zrobili?

Tutaj!

Nie zabijaj mnie! Proszę!

S'il vous plait, ne me tuez pas!

Już dobrze, króliczku. Nikt cię tu nie skrzywdzi.

Skąd przyszedłeś?

Jestem hrabia Mikołaj Ilicz Rostow z Pawłogradzkich Huzarów.

Mojego konia postrzelono

i zraniłem ramię.

Tuszin!

Wycofaj działa!

Zrobiłeś, co mogłeś.

To szaleństwo, przegraliśmy! Musimy uciekać!

Idźcie, jeśli chcecie, ja zostaję.

ZIMA 1805

Rób to co ja.

Tu jest gładziej.

Musisz mnie trzymać.

Charmant!

Dobrze idzie.

Tak, tak.

Tylko nie potrafi się zdecydować.

Będę musiał go przymusić.

Co się stało?

Wiesz.

Co?

- Graj. - Przepraszam.

Tylko czuję...

To, co się stało, jest złe.

Nie mnie to było pisane.

To głupie.

Skup się.

Dotknij mnie.

Chodź, dotknij mnie.

Pierre?

Tak?

Chciałeś mi coś powiedzieć?

Gęś była pyszna.

Nie drocz się ze mną.

To nie w porządku.

Po naszych wszystkich rozmowach?

To skomplikowane.

Pierre, Helene...

Gratulacje!

- Co? - Zdejmij okulary.

Co się stało?

Jesteśmy zaręczeni!

Tłumaczyła: joy77

Synchro: Peterlin

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.