Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
"NIE MA MITU BEZ KITU"
Dziękuję, Grosvenor.
To ja panu dziękuję.
Chłodna dziś noc, Grosvenor.
Tak, proszę pana.
Boże...
W takie noce chciałbym, aby lady Agata była nadal z nami.
Bardzo za nią tęsknię.
Wszystkim nam jej brakuje.
Tak, zapewne.
Miała takie wspaniałe ciało.
Tak, to była wspaniała kobieta.
O tak. Prawdziwa ślicznotka.
Tak. Była taka życzliwa.
Żadna oznaka zawiści czy złości nie gościła nigdy na jej twarzy.
Tak. A te wieczory,
gdy wkładała na siebie tą czarną, przezroczystą sukienkę...
Starczy! Możesz odejść.
Tak, proszę pana. Dziękuję panu. Dobranoc panu.
Proszę pana?
Tak, Grosvenor?
Będzie pan przeglądał te nieprzyzwoite książki?
Nie.
Bardzo dobrze. Dziękuję panu. Dobranoc panu.
Przepraszam pana...
Tak, Grosvenor?
Skoro pan nie będzie potrzebował tych nieprzyzwoitych książek,
czy ja mogę?
Tak, jasne. Oczywiście, Grosvenor.
Bardzo panu dziękuję. Jeszcze raz dobranoc panu.
Mój Boże!
Zostaw mnie!
Zostaw mnie!
Proszę, zostaw mnie w spokoju!
Przestań mnie dręczyć!
Bardzo przepraszam, że nachodzę pana o tej godzinie,
ale obawiam się, że zabłądziłem.
To nic. Niech pan wejdzie.
Bardzo dziękuję.
Pozwoli pan, że wprowadzę resztę mojej ekspedycji?
Ależ oczywiście. Proszę.
Niektórzy z nich nie są tak do końca... cywilizowani.
Co pan ma na myśli?
Widzi pan, plemienny strój jest dość skromny
i jeśli są w domu jakieś damy...
Nie, w tym domu nie ma żadnych dam.
To dobrze.
Kazałem im dobrze wytrzeć nogi.
Przy okazji, nazywam się Merson. Kapitan Merson.
- Jest pan bardzo uprzejmy. - To nic takiego.
Czym się zajmuje pańska ekspedycja?
Chcemy znaleźć kanał albo inną drogę wodną,
łączącą rzeki Ganges i Brahmaputra w Królestwie Bhutanu.
Ale tu jest Maidenhead.
Tak. To nasz pierwszy dzień.
Widzi pan, mieliśmy przesiąść się w Woking,
a ten przeklęty konduktor skierował nas na peron do Swindon.
Oczywiście zaraz za mostem wysiedliśmy i złapaliśmy pociąg powrotny.
Wejdźmy z nimi do biblioteki. Tam jest ogień.
Bardzo dziękuję.
Grosvenor!
Co się stało? Chce pan ciastko?/
Żadnego ciastka, Grosvenor.
Przynieś do biblioteki kilka ręczników i coś gorącego do picia.
A rzemienie?
Nie, Grosvenor. Tylko ręczniki i coś do picia.
Tak, proszę pana.
Wchodźcie.
Ledwie wyruszyłem z Paddington o 16:30,
a już straciłem trzech ludzi./
Przykro mi.
Proszę usiąść.
Dziękuję.
Tamci pojechali do Bristolu.
Problem w tym, że to łowcy głów.
To mnie trochę martwi.
Co mu jest?
Ach tak, no...
Właściwie sam nie wiem.
Widzi pan, oni mają tendencje do tańców płodności.
Niektóre z nich są nieco zbyt bezpośrednie.
To bardzo bezpośrednie plemię.
A co robią teraz?
To jest chyba ten taniec o trzech paniach i jednym panu.
Obrzydliwe.
Pochodzą z gór Naga.
Leżą one w północno-zachodniej Birmie,/
w praktycznie niedostępnej części krainy./
Co pan powiedział?
Że pochodzą z niedostępnej części...
- Powiedział pan, że skąd są? - Z północno-zachodniej Birmy.
Z gór Naga? Powiedział pan "góry Naga"?
Tak, to 400 mil na północ od Mandalay.
Tak. Wiem.
- Wie pan? - Tak.
Kapitanie Merson,
sądzę, że ci ludzie nie są tu przypadkowo./
Nie. To przez tego głupka w Paddington...
Przybyli tu, żeby mi pomóc.
Pomóc panu? Jak?
Kapitanie Merson,
opowiem panu pewną historię.
To historia o strachu, tragedii i grozie.
Historia klątwy...
...klątwy, która ciąży nad tym domem.
"KLĄTWA PTASICH SZPONÓW"
SCENARIUSZ
MROŻĄCA KREW W ŻYŁACH OPOWIEŚĆ O STRACHU, TRAGEDII I GROZIE
Urodziłem się w Cheltenham w roku 1881./
Moi rodzice prowadzili wygodne, lecz ascetyczne życie,/
a mnie poświęcali bardzo mało czasu./
Wobec dzieci stosowali żelazną dyscyplinę./
Moją siostrę uwięzili za to,/
że nałożyła sobie za dużo masła na grzankę,/
a mój młodszy brat Dawid został zabity za podeptanie kwiatków./
Strach pomyśleć, co by zrobili ze mną,/
gdyby dowiedzieli się, że mam dziewczynę,/
Agatę, z sąsiedztwa./
Ale to, jak i wszystkie inne moje pragnienia,/
musiało pozostać moją mroczną tajemnicą./
Nie powiedziałem tego nikomu, nawet Agacie./
Jedyną osobą, z którą mogłem porozmawiać,/
a która nie należała do tego ponurego i dusznego świata,/
był wujek Jack./
Wujek Jack był bohaterem mojego dzieciństwa./
Był taki silny i odważny./
A ponieważ już wiedziałem, co to takiego przepuklina,/
mogłem podziwiać jego swobodę, z jaką podnosił kamienne elementy./
Gdy jakaś część jego domu zaczęła się rozpadać,/
wujek Jack biegł na ratunek,/
bez pasa przepuklinowego, bez żadnego aparatu ortopedycznego./
Nie przejmował się żadnymi chorobami zakaźnymi./
Tężec, beri-beri, żółta febra,/
malinica, tyfus, ropotok, denga i szelestnica/
nic dla wujka Jacka nie znaczyły./
Raz w miesiącu mogłem odwiedzić jego dziwny, stary dom,/
co stanowiło jedyne wytchnienie od zamkniętego świata moich rodziców./
Słuchaj, synu. Powrót punktualnie o szóstej.
Wiesz, co cię czeka, jeśli się spóźnisz?
- Tak, ojcze. - Bardzo dobrze.
Wujek Jack!
Wujek Jack!
Cześć, Kevin! Jak się masz, chłopcze?
Co to jest, wujku?
Ropiejące węzły chłonne.
Objaw dżumy, którą złapałem w ostatni weekend.
Nie boisz się?
Takiej małej dżumy? Pewnie, że nie!
Póki jest wściekły pies i zlizuje ten jad.
- Chcesz zobaczyć szczury? - Jasne.
To chodź.
- Widzisz te krosty na języku? - Tak.
Żółtaczka... To pierwsze objawy.
To okropne, wujku.
A to? To jest świerzb.
Czasami mogłem zostać aż do wieczora./
Wujek Jack sadzał mnie przy kominku/
i opowiadał o swych podróżach po świecie,/
o kobietach i chorobach, które zaliczył,/
o tym jak reanimował metodą usta-usta chorych na cholerę w Valparaiso,/
jak pojechał do Kazachstanu, aby złapać rzadką odmianę dżumy,/
i jak był w Londynie celem zarażenia się pelagrą, tężcem i szkorbutem/
w ramach protestu przeciwko cenom opłat pocztowych./
Mijały lata, ja musiałem iść do szkoły/
i coraz rzadziej widywałem wujka Jacka./
Aż pewnego dnia dowiedziałem się, że poważnie zachorował./
Było to w czasie wojny burskiej i były właśnie jego urodziny./
Kupiłem mu nową kaczkę/
i nie mogłem się już doczekać, aż go zobaczę./
Stało się coś, Grosvenor?
Paniczu Kevinie, wciąż się o pana dopytuje.
Wszystkiego najlepszego, wujku!
Wszystko w porządku?
Długo na tym świecie nie pociągnę.
To ta dżuma, wujku?
Nie, to nie to. To nic takiego.
To pryszcz.
Nie.
To coś o wiele gorszego.
Mam urodziny.
Wiem, kupiłem ci prezent.
Tego dnia bałem się przez całe życie.
Nie zostało mi wiele czasu.
Podejdź do toaletki.
Otwórz drugą szufladę.
Włóż tam rękę.
I co czujesz?
- Coś włochatego. - Nie, to szczur.
Szukaj dalej.
- Skrzynka? - To jest to.
Nie otwieraj jej!
Podaj mi ją! Szybko!/
Odsuń się.
Nigdy, pod żadnym pozorem nie wolno ci dotknąć
tego, co w niej jest.
- Rozumiesz? - Tak.
- Obiecujesz? - Tak, wujku. Obiecuję.
- Co tam jest, wujku? - Są tam...
...ptasie szpony!
- Nic specjalnego... - Nie dotykaj!
To nie są zwyczajne ptasie szpony.
Dostałem je, kiedy byłem w Birmie.
Byłem jeszcze młody i zdrowy.
Miałem tylko malarię.
Monsun zastał mnie w górskiej wiosce.
W tym upale i wilgoci malaria przerodziła się w gangrenę.
Miałem już odgryźć sobie nogę i ją wypluć.
Boże, szkoda, że tego nie zrobiłem!
Wtedy do mojej chaty wszedł jeden z tubylców.
Na sobie miał tylko pióropusz i spódniczkę ze świętych obrazków.
Wcisnął mi to do rąk.
Boże...
A ja, głupi, to wziąłem.
- I co w tym złego? Nie umarłeś... - Te szpony są przeklęte!
To szpony sępa birmańskiego.
Mieszkańcy gór Naga czczą je
i czerpią z nich niesamowite siły seksualne.
- Wujku. - To prawda, Kevin.
Ja sam z nich nie korzystałem,
ale mój służący Grosvenor, owszem.
- To dlatego on...? - Gdy do Birmy dotarli misjonarze,
zabili wszystkie święte sępy.
Zachowały się jedynie te oto szpony.
Ich posiadacz musi zwrócić je świętym mężom,
zanim skończy 60 lat,
w przeciwnym razie nieszczęście i śmierć, dopadnie każdego,
kto ich dotknął.
A ja kończę dziś 60 lat.
Zwrócę je, wujku.
Birma jest 10 tysięcy mil stąd, Kevin.
Mam nowy rower.
Nie dotykaj!
Proszę, wujku. Pozwól mi je zwrócić.
To nie takie proste. Te szpony potrafią być przebiegłe.
Ich moc jest ogromna.
Daj mi je, wujku.
Dobrze, chłopcze,
ale muszą być dobrze zamknięte.
Nigdy ich nie dotykaj, pod żadnym pozorem.
Uratuję cię, wujku.
Nie martw się.
Kevin...
Jeśli będę jeszcze żył, gdy wrócisz, pokażę ci mój torbiel.
Kurna, fajnie, wujku.
Jedynym problemem byli moi rodzice./
"Odkryta niech będzie nagość twoja, a hańba twoja widziana będzie"/
Co robisz, mamo?
Coś, co przykryje całe ludzkie ciało, skarbie.
- Ojcze? - Tak, chłopcze?
Gdzie jest Birma?
W środkowej Anglii, w hrabstwie Warwickshire.
Birma?
Birmingham.
Nie, pytam o Birmę.
Nie ma takiego miejsca jak Birma, chłopcze.
- To górzysty kraj z dżunglą... - Tata ci wyraźnie powiedział, skarbie.
Co się stało, matko?
Ukłułam się drutem w palec.
To mi się nigdy nie zdarzyło. Taka nieostrożność.
Im wcześniej to zakryje całe ludzkie ciało, tym lepiej.
Tak, kochanie.
Ten przypadek trzeba dokładnie opisać w naszej gazecie.
A wtedy ci, co drwią z nas i lekceważą nasze poglądy,
będą śmiać się z samych siebie.
Dobry Boże.
Co takiego, kochanie?
Ostrzegają przed zbliżającym się tajfunem./
W ogłoszeniach z Maidenhead? Nie mylisz się, kochanie?
Napisali dużymi literami w rubryce sportowej.
To chyba błąd drukarski, kochanie.
To dzieło złych ludzi.
Czy to blisko Indii, tato?
Co?
Birma.
- Kto ci to powiedział? - Znalazłem to w atlasie.
Nie zaglądaj do atlasu, chłopcze.
To zła książka.
Ależ ona jest bardzo użyteczna.
Jest pełna sprośnych, lubieżnych kobiet,
które nie potrafią nic innego,
poza oddawaniem się cielesnym rozkoszom...
To nie jest atlas, kochanie.
Czemu interesujesz się tą Birmą, Kevin?
Muszę tam jechać, mamo, jak najszybciej.
Do Birmy nie pojedziesz, kochanie.
Mógłbym wstąpić do marynarki.
Nie pozwolę, aby deprawowali cię ci zboczeńcy!
Mógłbym praktykować u kucharza.
Zostaniesz tu, chłopcze,
gdzie wszyscy cię kochają.
Tato, ty nie rozumiesz...
To wszystko. Skończyłem.
Spójrz!
Zabierz to stąd!
Muszę to zwrócić szamanowi w górach Naga.
Wyrzuć ten przedmiot grzechu i hańby!
- To są szpony, ojcze. - Szpony?
Raczej erotyczny gadżet rozbudzający uśpione żądze u starszych ludzi!
- Nie, one są przeklęte! - Oddaj mi to, synu!
- Ojcze, nie!
Nie trzeba mi symbolu sutenerstwa i kurewstwa pod moim dachem!
- Nie dotykaj tego! - Nie patrz na to, kobieto,
niech to nie rozbudzi w tobie grzesznej żądzy!
- To diabelska robota... - Nie!
I do diabła musi wrócić!
Co się stało, kochanie?
- Złamałem sobie nogę. - Jakim cudem, kochanie?
Stałem sobie tutaj... Och! A teraz druga...!
Obie mam złamane!
Kevin!
Kevin!
Kevin! Pomóż nam, proszę!
Zła moc ptasiej łapy zaczęła działać./
Zrozumiałem, że zostało mało czasu./
Musiałem jakoś dostać się do Birmy./
Szczęście mi sprzyjało./
Zostałem kapitanem na "Tłustym Skurczybyku",/
parowcu, który dostarczał wyroby gumowe i różne rzeczy na weekend/
między Londynem i Rangun./
Wyglądało to na niesamowicie szczęśliwy traf,/
wiedziałem jednak, że kiedyś, gdzieś.../
szpony ukażą swą zgubną moc./
14 na sterburtę, panie Jenkins.
3 stopnie na południowy wschód.
Zupełnie nie byłem przygotowany/
na to, w jaki sposób miała się objawić klątwa./
Minęły cztery dni, jak opuściliśmy Londyn,/
a ja zacząłem, ku mojej zgrozie,/
zdawać sobie sprawę, jak bardzo atrakcyjnym/
zdaje się być starszy bosman sztabowy, pan Russell./
Czyżby to szpony chciały się zemścić w ten okrutny sposób?/
Moja haniebna żądza wobec bosmana rosła i rosła./
Stawałem się coraz bardziej bezsilny./
Proszę.
Pan Russell.
Muszę z panem porozmawiać, kapitanie.
Słucham.
No więc... Ja właśnie...
Widzę, że pan na mnie patrzy, kapitanie.
Ja się patrzę na wszystkich, panie Russell.
Jestem chyba urodzonym gapiem.
Ale nie tak, jak patrzy pan na mnie, kapitanie.
Nie chciałem pana urazić.
Nie uraża mnie to, kapitanie.
I to mnie martwi.
Martwi?
Nie wiem, jak to powiedzieć.
Co?
Od kiedy tylko spotkaliśmy się na statku,
bardzo pana pragnę.
Mój Boże!
Odpycha to pana?/
Chciałbym, żeby tak było, panie Russell.
Naprawdę chciałbym.
- Mogę pana dotknąć, kapitanie? - Nie!
Nawet gdyby był pan dziewczyną, a pan...
Pan jest mężczyzną!
Wiem. Wiem.
- Bo jest pan mężczyzną? - Oczywiście!
Przepraszam.
Niech pan nie przeprasza. To ja przepraszam.
Pan nie wie, jak to jest być uwięzionym w tym męskim ciele.
A... te...?
Co to jest?
- To? - Tak.
To mi jakoś urosło, gdy miałem 16 lat.
Drobne wady rozwojowe.
Był pan z tym u lekarza?
Doktorzy, chirurdzy nic nie mogli z tym zrobić.
Powiedzieli tylko, że z tego wyrosnę.
Skoro wiadomo, panie Russell, że jest pan mężczyzną,
mogę śmiało zaproponować...
nacieranie ich panu.
Stało się jasne, że niecna moc szponów/
pozbawiła mnie resztek męskiej godności./
Chciałby pan, kapitanie?
Och, tak...
Panie starszy...
bosmanie...
...sztabowy!
Od tej chwili coś zaczęło się zmieniać./
Wyglądało na to, że moc szponów zaczęła nagle słabnąć./
Tej nocy okazało się, że pan Russell był w błędzie./
W rzeczywistości był kobietą./
Taka pomyłka mogła przytrafić się każdemu,/
zwłaszcza w społeczeństwie, w którym dorastaliśmy./
Zresztą okazało się, że większość załogi to także kobiety./
Wolni od presji świata, który opuściliśmy,/
mówiliśmy otwarcie o sobie,/
o swych ciałach, o swoich potrzebach./
Pierwszy raz w życiu byłem szczęśliwy./
Aż pewnego dnia,
gdy Birma była już w zasięgu wzroku,/
zdałem sobie sprawę,
że jestem wciąż pod wpływem złej mocy szponów./
Proszę!
Jutro będziemy w Birmie, co nie, chłopaki? Wszyscy gotowi?
Nie płyniemy do Birmy, kapitanie.
- Co? - My nie płyniemy do Birmy, kapitanie.
Jak to? Jesteśmy prawie na miejscu.
Nam jest tu dobrze, kapitanie.
Znaleźliśmy tu wolność i szczęście, jakiego nigdy wcześniej nie zaznaliśmy.
Nie niszczmy tego.
Nie lepiej tak żeglować bez końca?
Ale ja muszę dostać się do Birmy.
Wiem, że byliśmy szczęśliwi.
Nauczyliśmy się wielu rzeczy.
Nawet rzeczy, o których nie miałem pojęcia.
Jak załadować do pieca?
Tak. To też... Ale i innych rzeczy.
To była metafora, panie kapitanie.
Zobowiązałem się, że to zwrócę prawowitym właścicielom
i nie mogę zawieść zaufania wuja.
Nie pozwolę, aby stanęło to na drodze do szczęścia.
Od tego zależy ludzkie życie.
I zależy też nasze szczęście, kapitanie.
Panie Russell! Panie Russell!
Panie Russell! Panie Russell!
Nie! Panie Russell!
Panie Russell!
Nie, panie Russell! Nie wie pan, co robi!
Ależ wiem, kapitanie. Chcę pana ocalić!
Ocalić was wszystkich!
Nie! Panie Russell!
Ja jedyny przeżyłem./
Wreszcie wróciłem do domu./
Ogarnęło mnie złe przeczucie,/
kiedy zbliżyłem się do domu, który tak kochałem./
W czasie mojej nieobecności wujek Jack znacznie osłabł./
Dopadła go rzadka, hiszpańska choroba skóry,/
która go chwilowo ucieszyła,/
i ostry przypadek myksomatozy,/
ale i tak jego stan się pogorszył./
Wujku Jack.
Zwróciłeś szpony, Kevin?
Wybacz, wujku. Nie.
Gdzie one są?
Na dnie Oceanu Indyjskiego.
Wybacz, wujku, starałem się. Byłem już prawie u celu.
Wiedziałem, że się nie uda. Mówiłem ci to.
Te szpony są zbyt silne,
zbyt przebiegłe.
- Przepraszam. - Nieważne, chłopcze.
Musisz mi jedno przyrzec.
Tak, wujku?
Trzeba powstrzymać szpony.
Gdyby się uwolniły,
wyrządzone szkody byłyby niewyobrażalne./
Pewnego dnia wrócą do tego domu.
Chcę, abyś był zawsze przygotowany na ich powrót.
Ale jak by mógł wrócić? To niemożliwe!
Możliwe. To jest możliwe.
Podejdź tu, chłopcze.
Pokażę ci...
I tak odszedł wujek Jack./
W przeciągu roku/
moją rodzinę nawiedziła seria dziwnych i okropnych nieszczęść./
Ojciec się udusił,/
gdy stado szpaków zaplątało się w narzutkę na całe ciało./
Matkę porwał orzeł przedni/
podczas szkockich zawodów w Braemar w 1921 roku/
i nikt jej więcej nie widział./
A ja zostałem jedynym spadkobiercą po wujku Jacku./
Przepisał mi swój dom i dość pieniędzy na to,/
abym mógł ożenić się ze swoją miłością z dzieciństwa, Agatą./
Od tego czasu nie przespałem ani jednej nocy./
Włosy mi posiwiały,/
przedwcześnie się zestarzałem i czekałem... czekałem,
aż szpony powrócą i wywrą swą straszną zemstę.
Myśli pan, że one tu wrócą?
Już wróciły.
Dzisiaj skończyłem 60 lat.
Rano zszedłem na dół na śniadanie
i znalazłem lady Agatę,
moją żonę,
swą piękną żonę,
...martwą.
A obok niej, na trapezie,
...leżało to.
- Szpony! - Tak. Szpony.
Wróciły.
Tak, jak przepowiedział wujek Jack./
Oni wiedzieli, że tu są,
ale przybyli niemal za późno.
Tak więc zabierzcie je! Zabierzcie!
Zabierzcie je ze sobą i zdejmijcie klątwę z tego domu!/
Co się stało, Grosvenor?
W moim łóżku jest jakiś facet, proszę pana.
Myślałem, że lubisz te rzeczy.
Jest stary i śmierdzi. Twierdzi, że ma myksomatozę.
- Co? - Tak, a tutaj ma...
Szpony zaczęły rozgrywać ze mną swą ostatnią partię./
Wujek Jack!
Tak, proszę pana..
Ja pójdę, Grosvenor.
Dobrze, proszę pana.
W porządku, kochanie. Ja otworzę.
Agata!
Agato!
Agata?
Agata?
A niech mnie! Agata!
Kevin! Natychmiast wracaj do domu!
Ależ tato, proszę,
świetnie się bawimy w domu wujka Jacka.
Tata coś powiedział, skarbie!
Nie pozwolę, abyś się obnażał w tym miejscu nierządu.
Zostaniesz w domu,
z dala od lubieżnego wzroku ladacznic i starców!
U boku MICHAELA PALINA wystąpili:
Tłumaczenie: Materiusz
Korekta i synchronizacja: Julius Caligo
Cytat z Księgi Izajasza według przekładu Biblii Gdańskiej
REŻYSERIA
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.