All language subtitles for DownSub.com-Sevdam-Alabora-Odcinek-2-napisy-PL

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French Download
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish Download
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Grupa nd fb: Turecka Serialomania

Miłość moja Alabora

Tłumaczenie: Iwola L. Napisy: Ela F., Liliana P.

-Nie będę przeciągał. Dzisiaj wieczorem odeślesz swoją córkę.

-Dzisiaj wieczorem? -Dzisiaj wieczorem! Ta dziewczyna opuści tą posiadłość.

-Zejnep, miesiąc wcześniej wujek Zulfikar miał zawał serca. -Zabiję tę Gulizar!

-Zejnep, ona nic nie wie, daję słowo! Tylko ja i wujek o tym wiemy. -Jak to? Ali Hikmet wiedział o tym?

-Zejnep! -Puść mnie, Selćuk!

-Jak tylko serce zaczyna szybciej bić, rozum się mąci. Widziałem twoją córkę razem z Gokhanem tak, że ja jej... Jak mój syn...

-Szanowny Panie Zulfikar! -Proszę na mnie nie krzyczeć.

-A co się stanie?! -Uważaj, nie krzycz na mnie, bo inaczej...

-Inaczej co?!

-Ali Hikmet! Gdzie jesteś? Wyjdź tutaj! Ali Hikmet!

-Nigdzie nie wyjadę!

-Gdzie ten Ali Hikmet?! -Co się dzieje? Co ty wyprawiasz?

-Jaka z ciebie chamska, niewychowana dziewczyna! -Mamo!

-Zejnep, co się dzieje? -Gdzie jest Ali Hikmet? Niech się przede mną pojawi!

-Tu jestem! Czego ty chcesz? Czego chcesz?.... Precz, Selćuk! -Selćuk!

-Zabiję cię, zabiję! Zabije cię! Zabiję!

-Tato!

-Tato.

-Zejnep... Zejnep, idziemy! Idziemy Zejnep. -Tato, proszę, puść mnie.

-Na Boga, chodźmy. -Mówię tato, żebyś mnie puścił!

-Zejnep! Popatrz na stan swojego ojca. Pójdziemy i odprowadzimy go do domu. Chodź Zejnep. Idziemy. Zejnep, no już.

-No chodź, kochana! -Idziemy, Zejnep. No już.

-Pójdziemy, synku.

-Banu, zabierz moją torebkę, pojedziemy do domu, córeczko. -Nie, nie. Proszę, wejdźcie do środka. Kontynuujmy.

-Sevinc, to nieodpowiedni czas. Naprawdę. Tak będzie lepiej dla wszystkich. -Proszę, Ali Hikmet też się zdenerwuje. Nalegam.

-Wszyscy do stołu! -Selćuk, Selćuk, ani się waż. Czy ty nie znasz wujka? Co było, to było. Zapomnij synku. Chodź synku, no już.

-Jakie on ma do tego prawo? Jakie? Myślał, że będę milczeć? -Zejnep, uspokój się! Popatrz, mój ojciec..

-Pozbawiony sumienia, niegodziwy ojciec! -Zejnep!

-Nie mam racji? Jak on może się tak do mnie odnosić? Jak mógł wymierzyć mi policzek? Aj, tatusiu!

-Wszystko w porządku? -Tak, w porządku.

-Pójdziemy tatusiu...

- Wchodź, tatusiu, wchodź... Gokhan, nie ma potrzeby, żebyś wchodził dalej. Idź, zajmij się gośćmi.

-Może jednak pozwolisz, Zejnep! Ja położę wujka a ty przyniesiesz wody, dobrze? Idziemy.

-Dobrze się czujesz, tatusiu? Jest ci wygodnie? -Jest dobrze, córeczko.

-Tata i tak jest spocony.

-Wujku, po co w ogóle wstałeś z łóżka? Czy lekarz nie powiedział, że masz leżeć i odpoczywać? -Dlatego, że tak sobie zażyczył pan Ali Hikmet!

-Mój ojciec? -Tak, twój ojciec! W takim stanie on kazał mojemu ojcu stanąć na nogi.

-Dlaczego?

-Powiedzieć ci dlaczego? Żeby mnie stąd odprawili. Ale żeby tylko to, to w porządku! A wiesz, że miesiąc wcześniej mój ojciec przeżył zawał serca?

-Zawał serca?.. Wujku, ja nie wiedziałem.

-Ale twój ojciec wiedział! I wiedząc o tym, wysłał mojego tatę w góry, żeby zebrał miód! Jak można być tak niegodziwym?

-Kim jest ta dziewczyna? -To ta, która ukradła konia, mamusiu. Ogólnie mówiąc, złodziejka i do tego źle wychowana.

-To córka naszego pracownika, Pani Rezan. -W ogóle nie rozumiem dlaczego ona tu jeszcze jest.

-Czego chce ta dziewczyna? Jak by... Dlaczego te wszystkie pretensje? Co za zarozumialstwo? -Właściwie, to my też tego nie rozumiemy, Pani Rezan. Widocznie zwariowała.

-Myślałam, że ma jakieś usprawiedliwienie, ale... -Tak. Jak człowiek dobry, to nabierają bezczelności. Ile razy mówiłam, panie Ali Hikmet, niech pan nie będzie taki miłosierny.

-Wszystko ma swój czas, pani Sevinc. Nie zawracajcie sobie tym głowy! -Gulizar, dlaczego stoisz? Zabierz te naczynia ze stołu. Możesz nakrywać do herbaty.

-Oczywiście, prosze pani.

-A Gokhan do tej pory nie przyszedł. -Nie martw się o Gokhana, przyjdzie.

-Nie martwię się o Gokhana, ciociu Sevinc. Ale wygląda na to, że on bardzo się o kogoś martwi.

-Jeden dzbanek herbaty więcej. Jakbym była w nastroju do usługiwania, siostro Fatmo. -Gulizar! Wytrzymaj. Wszyscy i tak w gorącej wodzie kompani. Trzymaj język za zębami i rób swoje.

-Wytrzymaj! Jak tak można! Zulfikar, w końcu, odesłał by tę rudowłosą, a my uratowalibyśmy się od tego smutku. Kim ona jest, żeby rzucać kamieniami w dom Ali Hikmeta? Kim? Co? Lekkomyślna, zwariowana!

-Idź już, Gulizar, idź, no już..

-Aj! Przyszedł ten czarniutki zajączek.. Trzeba go za ucho wytarmosić! Nieznośny! -Zgroza... co ona wygaduje..

-Zejnep, pozwolisz, ze jeszcze raz pojadę z twoim tatą do lekarza. Niech go jeszcze raz zbada. -Gokhan, ale tata nie chce. Może pójdziesz już do siebie?

-Dobrze, idę. I tak już wychodziłem. -Zatem dobranoc. -Dobranoc.

-Tato, dlaczego nie powiedziałeś, że miałeś zawał? Jeśli nie będziesz mi mówił, nie będę niczego o tobie wiedziała.

-Po to, żeby cię nie denerwować. Jesteś zbyt wrażliwa. Żebyś znów nie przeżywała. Nie mogłem powiedzieć.

-Nie będziesz już więcej tutaj pracował, tato. Wyjedziemy stąd razem. -Tutaj wszyscy, jeden na drugiego, krzyczą, obrażają się. To chcesz powiedzieć. Lepiej wyjechać..

-To inne rzeczy.. Zechcę - zostanę, zechcę - wyjadę. Dlatego, że Ali Hikmet powie "Wynoś się" - ja nie wyjadę!

-Dokąd pojedziemy, Zejnep? Łatwo jest tak wyjechać, córeczko? -Już wystarczy, tato. Teraz ja będę pracować i o ciebie dbać.

-Jesteś jeszcze bardzo młoda. Życie nie jest takie proste jak myślisz. Tutaj ze mną wszystko w porządku.

-Jak to, w porządku, tato? Uważasz się za sługę Ali Hikmeta? Dlaczego spełniasz wszystkie jego zachcianki? -Przez lata człowiek przywyka do jednego miejsca, chce zostać w nim do końca. Zostanę tutaj.

-Pani Rezan, proszę też tego spróbować, bardzo smaczne. -Bardzo dziękuję, próbuje wszystkiego.

-A, no i przyszedł Gokhan... -Gokhan, co cię tak długo zatrzymało?

-Proszę o wybaczenie. -Dlaczego ta dziewczyna postąpiła tak głupio? Wiesz dlaczego, Gokhan?

-Tak. Dowiedziała się, że jej ojciec przeszedł zawał serca. -Jak to? Kiedy wujek Zulfikar miał zawał?

-To znaczy, że to ją tak zdenerwowało? -Nie Banu. Zdenerwowało ją to, że jej ojca wysłano w góry na zbiór miodu, zaraz po tym, jak przeszedł zawał.

-Nie wiedzieliśmy o żadnym zawale serca. Gdybyśmy wiedzieli, to po co wysyłalibyśmy człowieka w góry? -Byli tacy, co wiedzieli.

-Kończymy ten temat. -Tak, według mnie, lepiej porozmawiajmy o czymś innym. Banu dzisiaj uradowała nas bardzo dobrą nowiną, prawda?

-A! Dyskutowaliśmy, kiedy założycie pierścionki. -Wydaje mi się, że zaszło jakieś nieporozumienie.

-Co znaczy - nieporozumienie? -Nie mamy nic takiego w planach, mamo.

-Drogi Gokhanie... -Banu, nie wiem, jakim sposobem ten temat aż tak się rozwinął. Ale, jeśli chcesz, najpierw może spytamy o to siebie na wzajem. Dobrze?

-No proszę! A tak się ucieszyliśmy! -Za pozwoleniem, czas na nas, już późno.

-Proszę nie, pani Rezan.

-Jak tak można? Jeszcze nie jedliśmy owoców. -Dzisiejszego wieczora najadłam się do syta. Naprawdę chcę już jechać. Banu!

-Mój Boże, pani Rezan... ta sprawa i to co się stało... -Według mnie, nic z tego nie wyszło, pani Sevinc.

-Proszę się nie obrażać. Gdyby... ja właściwie... tak w ogóle... Dobranoc!

-Tato? Tato!...

-Tato...

-Tylko popatrz. I co my teraz zrobimy? -Daję słowo, że nie wiem. Widocznie trzeba to będzie przepić dzbankiem wody.

-Siostro Fatmo, tu zapiszę, popatrz.. jeśli pan Gokhan ożeni się z tą dziewczyną, to ja zostanę kimś! -Cicho być, Cicho! O tym też zaczęłaś... Znowy coś wymyślasz!

-Przecież mówię, że pan Gokhan sam to powiedział przy stole. -Ah.. Poważnie?

-Ja tam wiem. To wszystko wina Zejnep. Mam nie wiedzieć? Przejechała, pokręciła się i zawróciła w głowie panu Gokhanowi! -Panie Boże strzeż dziewczynę! Strzeż ją Panie Boże.

-Co ta Zejnep nawyprawiała?! Nawet nie wiesz, jaka jest sprytna, jak żmija! Dwa dni w górach. Proch i ogień. Czy mogą spokojnie razem przebywać? Chyba wiesz o czym mówię?

-Niech Bóg broni! Nie grzesz. Naprawdę pan Gokhan zwrócił by uwagę na córkę pracownika? Jest porządnym człowiekiem, z dyplomami. A ona kto, to tylko córka Zulfikara. To niemożliwe! Lepiej stój, gdzie stoisz.

-Ja poczekam. Zobaczysz, dziewczyna bez kawalera, ona czekała nie będzie, oczy jej się świecą. Zbałamuci go, nienormalna!

-Gulizar, przestań, na Boga. Dziewczyna przyjechała, dostała dyplom, zacznie pracować... Zastanów się, co gadasz. Jej dobroć dla ciebie w końcu przepadnie.

-Myśl sobie tak! Wróciła, pokręciła się dookoła i wszystkich skłóciła. Przecież mówię, że kamieniami rzucała w pański dom, a ty mi mówisz takie rzeczy? Co ty mówisz? .... Co się z nami stanie - sama zobaczysz.

Nasze mięso i kości powieszą na różnych hakach. Sama zobaczysz, pozabijają nas, przysięgam, zabiją!

-Wystarczy już! Czy ja ciebie nie znam, Gulizar? Podlizuj się bardziej pani Sevinc to i na zawsze tutaj zostaniesz. Nic ci się nie stanie, nic!

-Selćuk? Synu, ty jeszcze nie śpisz? -Mamo, zostaw mnie już w spokoju. Po tym wszystkim mam jeszcze brata?

-Nie mów tak, usłyszą cię.

-I dobrze, że usłyszą. Czy mówię coś nie tak? Co usłyszą? Czy my mamy prawo komuś coś powiedzieć? Co? Ten człowiek na oczach wszystkich wdeptał mnie w ziemię. Nie jesteśmy im bliżsi niż rodzina Zejnep.

-On jest twoim wujkiem, synu. Jak ojciec, starszy. -Wystarczy, mamo. Czy taki powienien być wujek? To wszystko przez ciebie, wiesz o tym? To ty mnie tutaj przywiozłaś! Jesteśmy na każde skinienie.

-Czy tak może być, mój drogi? Tutaj jest nasz dom. -Tutaj jest nasz dom? To nasz dom, czy dom wuja? A ja jestem jego służącym?

-Nic podobnego. Jesteś jego prawą ręką. Czy to nie ty załatwiasz wszystkie jego sprawy? -Załatwiam, załatwiam. Ale co to kogo obchodzi?

-Wytrzymaj jeszcze trochę, syneczku mój, wytrzymaj.

-Co mi teraz zostało, mamo, co? Czy nie obrywam za każdą drobnostkę? A on jakby w innym świecie, żyje sobie zadowolony, a nam tylko wstyd. Mam wszystkiego dość. Wystarczy!

-Synku, mój maleńki. Mój Selćuk. -Ja też mam swoja dumę i godność. Wystarczy już, wystarczy!

-Ciszej, synku, ciszej. Zaraz usłyszą. Kochany mój, zamilcz. -Zabraliście, zabraliście mi wszystko! Zabraliście!

-Jaki wstyd, wielki wstyd. Nie wiem, czy mam cały gniew skierować na Zejnep, czy złościć się na Gokhana.

-Wystarczy, Sevinc, kładź się spać.

-A co mam robić? Co? Jeśli nie z tobą, to z kim porozmawiam? Co teraz będzie miedzy Gokhanem i Banu? Już nic nie rozumiem. Czego jeszcze człowiek może chcieć? Banu to piękna dziewczyna.

Cały czas tylko "Gokhan" i "Gokhan" od niej słyszę. Najadła się wstydu przed własną matką!

-Dość! Wystarczy już!

-Nie! Musimy coś zrobić, mój drogi. Odkąd do posiadłości przyjechała Zejnep, chłopak się całkiem zmienił. Czy Gokhan jest taki, żeby sprzeciwiać się twojej woli?

Na Boga! Jeżeli jutro ta dziewczyna z tej posiadłości ....

-Myślisz, że będę się ciebie pytać co mam robić? -Nie, nie to chciałam powiedzieć. -A co chciałaś powiedzieć?

-To znaczy... Wiem, że ukarzesz tę dziewczynę tak jak na to zasłużyła. Ale co będzie z Gokhanem i Banu? Zostaliście wspólnikami z tą kobietą, dlatego tak powiedziałam.

-Nie mów! I niczego nie rób, Sevinc! Daj zwyczajnie człowiekowi pospać! -Jakby sen był najważniejszy.

-Siostro, widziałaś Gokhana? -A skąd ja mam wiedzieć gdzie jest Gokhan. Nie widziałam go.

-Czyje to? Kto tu był? Czyja to butelka? -Selćuk.

-No proszę. Skończyły się gry hazardowe a zaczęło picie? -Popatrz na mnie, pani gospodyni! Jeżeli kogoś szukasz, to szukaj Gokhana. Nie interesuj się moim synem.

-Nie, siostro, nie mów tak. Ze złości sama nie wiem, co mówię. Dzisiaj był bardzo zły dzień. Najgorsze to, jak rozmawialiśmy o małżeństwie...

-Dzisiaj wszyscy przesadzili, ja też. Ale wiesz, co ci powiem. Pani Rezan od tej chwili nie odda wam swojej córki.

-Nie mów tak, siostro. -Skończyło sie, skończyło. Na siłę kochać nie będziesz. Ja też się zdenerwowałam, ale co można zrobić?

-Nie, siostro, to nie tak. Znajdę sposób na to małżeństwo, w końcu nazywam się Sevinc. -Daj Boże.

-Gdzie jest moja uspokajająca herbata? -Wybacz, mamo.

-Zostaw to. I tak wszystko jedno. Mnie już nic nie uspokoi. -Mamusiu proszę, usiądź, porozmawiamy.

-O czym rozmawiałyśmy przez całą drogę, co? Ta sprawa jest zakończona. Więcej o Gokhanie nie chcę niczego słyszeć.

-Mamo, chociaż posłuchaj. Nie dałaś mi nawet możliwości powiedzieć. Dobrze. To moja wina. Sama sobie zrzuciłam to na głowę. Bez porozumienia z Gokhanem... oczywiście wszyscy się ucieszyli.

-Trzeba było przewidzieć skutki, córeczko. I jaki rezultat? Pan Gokhan otwarcie powiedział, że nie ma zamiaru się żenić.

-Jego mama mówi co innego. -A co takiego ona mówi?

-"Od tego czasu, jak byliście w Sydney, on tylko o tobie mówi" - tak powiedziała. -Jeśli to znaczy tylko tyle, że "tylko o tobie mówi"... Nie jesteś zabawką. Nazywasz się Demirdżan. Opanuj się.

-Mamo, ja kocham Gokhana! Mówię, że się zakochałam, nie rozumiesz? -Banu, nie masz żadnej dumy, córeczko?

-Mamo, a w miłości jest miejsce na dumę? Oczywiście... Przecież ty nigdy nie byłaś zakochana, nie zrozumiesz. Całe twoje życie kręci się wokół pracy, prawda? Ale nie zapominaj mamo, że ja - to nie ty.

-Jesteś taka sama, jak ja. Wystraszyłaś się? -Czego się miałam wystraszyć?

-Myślę, że wciąż jesteś zła. -Teraz już nie pozwolę, żeby mój ojciec przeżył to wszystko ponownie.

-Masz rację. To, co on tu przeżył... -Tego co on tu przeżył, nie zapomnę do końca życia. Gdyby on nie był w takim stanie, nie czekałabym ani minuty! Wyjedziemy stąd.

-Dokąd? -Gdziekolwiek. Najważniejsze, żeby jak najdalej od tego miejsca.

-Nie wiem, co mam powiedzieć, Zejnep. Gdybym tylko mógł ci powiedzieć - nie wyjeżdżaj.

- Zamiast mojego ojca, prosić ciebie o wybaczenie jest absurdalne, ale...

-Wiesz, jesteś całkiem niepodobny do swojego ojca. -Jestem synem Ildyryma.

-To prawda. Masz możliwości. -Tak. Jestem winny. I nic nie poradzisz.

-Zostaw to. Wszystko zostało w przeszłości. -Kiedy?

-Co kiedy? -Kiedy wyjedziesz?

-Jak tacie trochę się polepszy. Do tego czasu jestem zmuszona tu być. -Do niczego nikt cię nie zmusza, Zejnep.

-Już późno. Gokhan! Zepsułam ci wieczór. -Czyżbyś właśnie mnie przeprosiła?

-Nie, bo miałam rację. Ale dla was ten wieczór był ważny. Twoja narzeczona, jej mama i to wszystko.... -Nie! Banu nie jest moją narzeczoną.

-Naprawdę? Ja myślałam inaczej. -Nie, nie ma nic takiego.

-Inaczej mówili. -Niech mówią co chcą. Nie zawracaj sobie tym głowy.

-Po co mam sobie zawracać? Co mi do tego? -Dobrze, Zejnep.

-Dobranoc -Dobranoc.

-Dobrze bracie

-Dziękuje panu -Nie ma za co. Powodzenia. Wuju, wychodzę. Muszę się spotkać z chłopakami w sprawie pracy.

-Dobrze. A Szukru nie dzwonił więcej do ciebie? -Powiedział, że na niedzielę wszystko będzie gotowe, po co ma dzwonić?

-Nie powinniśmy stracić tej pracy. -Nie martw się, wuju, biorę wszystko na siebie.

-Dobrze. Powodzenia w pracy. - Dziękuję

-Zuch z mojego syna, chwała Bogu! Sami widzicie, jak ciężko pracuje. A gdzie Gokhan? -Z samego rana pojechał w góry.

-To dobrze. -Wzywał pan?

-Namyk, wynieście wszystko co jest w domu Zulfikara, zapakujcie na ciężarówkę. -Brat Zulfikar wyjeżdża?

-Patrz na niego, jeszcze się dopytuje! -Nie wiedziałem, że się przeprowadza.

-Nie przeprowadzają się, szanowny panie Namyk! Wywalić wszystkich w diabły, co do jednego! Szybko! -Jak pan karze.

-Nareszcie. -Na miejsce Gulizar trzeba będzie kogoś znaleźć... -Znajdziemy, to jakiś problem?

-A gdzie tata? -Skąd mam wiedzieć?! Zejdź mi z drogi!

-Od samego rana znowu zaczęła! Gdzie on mógł iść w takim stanie? -Już powiedziałam, że nie wiem.

-Daj mi cierpliwość, Panie Boże! -To mnie powinien dać cierpliwość! Wszystko na mojej głowie! Wszystko!

-Widziałeś mojego ojca? -Nie, nie widziałem. -O mój Boże!

-Babciu!! -Co?!! Wystraszyłeś mnie! Czego znowu chcesz?

-Czekolady -Nie ma czekolady. Skończyła się. -Jest, widziałem! Tam jest!

-Patrzcie go, jaki ma dobry wzrok. Nie ma. -Ale , babciu, proszę!

-No już, idź stąd. Mam dużo pracy. Idź! -Dzień dobry, ciociu Fatmo.

-Córciu, a co ty tutaj robisz? -Nie mogę znaleźć ojca. Nie widziałaś go?

-Nie. -Nie wiesz, może Ali Hikmet znowu go wezwał?

-Nie dziecko. Oni jedzą śniadanie. Zejnep! Córciu, idź poczekaj w domu. Idź, moja piękna! Zobaczą cię tutaj i znów będzie skandal.

-Wszystko mi jedno, ciociu Fatmo! I tak się martwię... Może gdzieś znowu upadł i leży? -Nie, córciu! Nie mów nawet takich rzeczy. Przyjdzie. Idź, dziecko, idź poczekaj w domu. No już, idź.

-Chodźcie, szybko z tym skończymy.

-O, Namyk.. -Bądź pozdrowiona, kobieto.

-Bądź pozdrowiony, Namyk. Ale brata Zulfikara nie ma w domu. Nie wiem, gdzie jest. -To dobrze, że go nie ma. Szybko do roboty.

-Co się dzieje, Namyk? Dlaczego wchodzicie do środka? Co się tutaj dzieje? Nie rozumiem. -Siostro, nie awanturuj się. To rozkaz gospodarza!

-A co takiego rozkazał gospodarz? Namyk, co rozkazał? -Wynoście wszystko szybko z domu.

-Namyk, błagam, nie rób tego! Namyk! -Musimy to zrobić, zejdź z drogi!

-Co to znaczy "musimy"? Co się stało? Zostaw to, bracie! Zostaw to! Co wy robicie? Zostaw! Zostaw!

-Nie, nie ruszajcie moich rzeczy, błagam, nie róbcie tego! Czym zawiniliśmy? Dlaczego? Temu wszystkiemu winna jest ta dziewczyna! Co wy robicie? Zostawcie, nie ruszajcie! Puszczaj!

-Namyk, jak ci nie wstyd? Przecież wiesz, że on jest chory! To przez nią! Zlituj się, Namyk!

-Co powiesz, Gulsun... Jak uchronić córkę od Ali Hikmeta? Jeśli się dowie, że Zejnep jest jego wnuczką, to ją zabije! Zabije!

"Abonent niedostępny"

-Namyk, poczekaj. Posłuchaj. Zadzwonię do Zulfikara.

"Abonent niedostępny" -Niedostępny! Pozwólcie mi porozmawiać, bracia.

-Co tu się dzieje? -Panie! Pan Ali Hikmet nas wygania! Co mamy robić? Dokąd mamy iść?

-Już dobrze, siostro Gulizar... O co chodzi, Namyk? -To polecenie Ali Hikmeta, panie Gokhan!

-Ja umrę! Umrę! Zaraz tutaj padnę trupem. -Już dobrze, siostro Gulizar! Namyk, powiedz swoim ludziom, żeby wszystko wnieśli z powrotem do domu!

-Ale panie... -Namyk, zrób to, co powiedziałem!

-Pan Ali Hikmet kazał... -Odpowiedzialność biorę na siebie. Do roboty. Rób, co powiedziałem.

-Niech Bóg pana błogosławi! -Co ty robisz, siostro Gulizar? -Niech Bóg będzie dla pana łaskawy!

-Już dobrze, siostro Gulizar! Gdzie jest wujek Zulfikar? -Nie ma go i nie wiem gdzie jest.

-A Zejnep? -Poszła szukać ojca.

-Dobrze. Poukładaj to teraz z powrotem, żeby nie widział domu w takim stanie. Zrozumieliśmy się?

-Akurat sprzątałam dom, jak przyszli ci ludzie i wszystko w koło zniszczyli! -Siostro Gulizar, już dobrze! Wszystko minęło, nie denerwuj się. Dobrze?...

- Pospieszcie się!

-Ciężko mi dźwigać tę tajemnicę. Postarzałem się, zachorowałem. Złożyłem Bogu obietnicę. Jeśli da mi jeszcze trochę czasu, o wszystkim jej powiem... On wie, że teraz nie mogę jej o niczym powiedzieć.

Co powie nasza córka, jak przeczyta ten list? List... Gdzie on jest?

-Tato! Tato! Wszystko w porządku? -W porządku.

-Tato, gdzie masz lekarstwa? -Nie wziąłem ich ze sobą.

-Tato! Oddychaj! Proszę, oddychaj! -Cholera, nie ma zasięgu! Dlaczego nie ma zasięgu.. Tato! Tatusiu! Pomocy! Tato!

"Abonent czasowo niedostępny, zostaw wiadomość po sygnale"

-Jest sygnał! Tato, nie bój się. Zaraz wezwę pomoc, dobrze? Nie bój się!

-Zejnep! Halo? .. Zejnep, słabo cię słyszę... Zejnep? ... Zejnep, gdzie jesteś? ... Co?... Już dobrze, Zejnep, uspokój się. Dobrze, tam zaraz będę!

-Gdyby nie pan Gokhan, to teraz byś mnie odprowadzała... -Przyjaciółko moja, co mam powiedzieć? Lepiej już o wszystkim zapomnieć.

-Mówiłam! Mówiłam, że on nas przegoni! Nie daruje takiej zniewagi... Ach, siostro Fatmo, jak ja się wystraszyłam.

-Kiedy przyszłaś cała zapłakana, myślałam, że z Zulfikarem coś się stało. Zejnep go szukała. -Poszli do diabła i telefony też wyłączyli!

-O Allah! No już, wszystko minęło, uspokój sie już. Najlepiej o tym zapomnieć. -Jeszcze nie wiadomo, co z nami będzie...

-A dlaczego? -Gdyby nie jego syn... Nie wiadomo, co by się z nami stało, siostro Fatmo.

-Pan Gokhan nie pozwoli, żeby coś wam się stało... -A jak pan Gokhan wyjedzie, to co będzie? Pan Ali Hikmet spali nasz dom, zamieni nas w popiół, siostro Fatmo!

-Nie gadaj głupot. Przecież jest Zejnep. -Ta nieznośna dziewczyna nie odeszła i nie odejdzie! Wielbłąda przyniosę na plecach, jak ona odejdzie, daj Boże! Obiecuje!

-Kobieto, a gdzie ty wielbłąda znajdziesz? Jeśli już przyniesiesz coś na plecach, to tylko koguta!

-Widzę, że nastrój ci się poprawił? -Poprawił, dzięki Bogu! Zejnep wyjechała i problemy się skończyły, siostrzyczko.

-Oni wyjechali? Widziałam ciężarówkę, ale myślałam, że Zulfikar beż pożegnania nie wyjedzie. -Z jakiej racji miałby się pożegnać? Na Boga, przestań... Chcę zrobić piękny bukiet i zanieść go pani Rezan.

-Zenieś i dostań, na co zasłużyłaś... -Nie zrozumiałam?

-Mówię: Zanieś, oczywiście! Trzeba poprosić o wybaczenie! -Ali Hikmet bey, przygotować ci kawę?

-Teraz nie chcę. -Słucham?

-Co się stało? Tamtą sprawę zakończyliście? -Panie...

-Mów że! -Opróżnialiśmy dom, kiedy nagle przyszedł pan Gokhan.

-No i..? -Powiedział, żebyśmy wszystko wnieśli z powrotem, że on sam porozmawia z ojcem, że bierze odpowiedzialność na siebie.

- Co?

-Co takiego?... Od kiedy zacząłeś przeciwstawiać się moim poleceniom?! Masz zamiar skłócić mnie z synem?! -Nie, proszę pana, pan Gokhan powiedział, że...

-Wynoś się!

-Widać, że oni wiedzą, że syn właściciela ma dobre serce. Skąd wiadomo, co mu powiedzieli, jak przekonali... -Przecież to dorosły człowiek. Niech nie daje sobą manipulować.

-No proszę! Najpierw popatrz na swojego syna, pani Nedret, dopiero potem czepiaj się mojego! -A co jest nie tak z moim synem?

-No wiesz co, na Boga, naprawdę nie wiesz, co sobą przedstawia twój syn? -Dość! Zamieniłyście ten dom w damską łaźnię!

-Wszystko w porządku? -Tak.

-Na pewno wszystko w porządku? Wszystko dobrze?... Gokhan, jedźmy szybko. -Nie martw się.

-Jak się czyjesz, Zulfikar? Na boga, bardzo nas wystraszyłeś. -Chwała niech będzie najwyższemu, siostro Fatmo!

-Jakie to przykre! Jakie przykre! Córka dostała dyplom, nie zdążył nawet spokojnie odetchnąć. Chroń nas ołowiem od złego spojrzenia.

-Ołów mu nie pomoże. Wszyscy dobrze wiemy, o co chodzi.

-To wszystko z jednego powodu, siostro Gulizar. Nie dba o siebie. Ale obiecał to lekarzowi i nam. Będziesz dbał o siebie, prawda, wujku?

-Chciałam zapytać, co z domem, pani Gulizar? Na Boga, co ty zrobiłaś? -Właśnie, ja też chciałem o to zapytać.

-Nie trzeba, nic się nie stało. Gulizar zachciało się robić generalne porządki.

-Gulizar, widziałaś mój płaszcz? -Po co ci teraz płaszcz?

-Po prostu pytam. Chyba go nie prałaś? -Nie, nie prałam! Czy ja mam 10 rąk? Nie nadążam ze wszystkim, Zylfikar! Dzisiaj ja...

-Siostro Gulizar!... To są wujka lekarstwa. Zejnep wyjaśni, jak trzeba je podawać. Teraz niech zje zupę, póki gorąca. Proszę!

-Mój Boże, nie mogę uwierzyć. Nie wystarczy o tym człowieku powiedzieć, że jest bez sumienia! -Dobrze już. Uspokój się! Opanuj się, dziewczyno. Wszystko załatwił pan Gokhan.

-Gokhan? -Tak, kazał wnieść wszystko z powrotem. Na Boga, dziecko, niech ojciec się nie dowie. Lekarz powiedział, że nie może się denerwować.

-Na mnie już czas. Szybkiego powrotu do zdrowia. -Gokhan... Bardzo ci dziękuję, za wszystko.

-Tato... -Wtrącasz się już do moich poleceń, co mam jeszcze powiedzieć.

-Tato, znasz mnie, nie wtrącam się. Myślę o tobie. Ale to jest inna sprawa.

-Jak to inna?.. Gokhan, synu... Ja już przeżyłem twoje lata, ale ty jeszcze nie dorosłeś do moich lat. Władza. Cała rzecz we władzy. Albo jesteś na górze albo na dole.

Zawsze o to chodzi. Żeby nie zostać na dole, musisz nauczyć się kontrolować tych, którzy są niżej od ciebie. Niełatwo jest rządzić ludźmi. Zapamiętaj to sobie. Czy to ja wyrządziłem krzywdę?

Wyrządziłem. Jest granica, za którą nie można zmieniać zdania. Jeżeli zmienisz, co się stanie? Wszystko wywróci się do góry nogami.

-Jesteś moim ojcem. Nigdy nie okazywałem ci lekceważenia. Pomyślałem o twojej reputacji. Czy wypada panu Ali Hikmetowi wyrzucać chorego człowieka na ulicę?

-Bezcenna jest siła miłosierdzia, ale... tym sposobem nie zasłużysz na reputację. Widziałeś na własne oczy córkę tego człowieka...

-Tak... jego córka! Czego ty od niej chcesz, tato? Dlaczego z nią walczysz? Dawno temu złamana noga konia nie może być tego przyczyną. Co powiesz tato? Powiedz prawdę, żebym wreszcie wiedział!

-Czego ja mogę od niej chcieć? Jest niewychowana! Nawet Zulfikara zwaliła z nóg, wszystkich oszukała. Mam ich utrzymywać?

-Wyrzucisz ich na ulicę, tato? Tyle lat dla ciebie pracował, nigdy nie był przeciwko tobie! -Mówię na darmo. Na darmo.

-Zejnep wyjedzie za kilka dni, czeka tylko aż jej ojcu się polepszy. Jeszcze raz powtórzę: takie postępowanie jest dla nas niewłaściwe, tato. -Ona wyjedzie?

-Pani Gulizar, jak tam wujek Zulfikar? -Nich pan nie pyta, panie Selćuk, lepiej nie pytaj. Dopiero co przywieźli go ze szpitala, znowu zasłabł.

-Jak to? Dlaczego ja nic nie wiem?

-Pan Gokhan zdążył na czas, chwała Bogu. Wsadzili go do samochodu i zawieźli do prywatnej kliniki. Wszystko załatwił, rozpętał istne piekło, kazał się nim zająć samym najlepszym lekarzom.

Zrobili wszystkie badania. Powiedzieli, że to nie zawał, dzięki Bogu. Dzięki Bogu! Co byśmy zrobili, gdyby nie pan Gokhan, panie Selćuk, co?

Bez przerwy ratuje nam życie! Raz - jak przywiózł z gór! To, co się wczoraj stało, sam wiesz - to dwa!

-Niech wszystko zostanie zapomniane.

-Tato, co ty robisz, na Boga. Dlaczego wstałeś? -Przypomniało mi się o jednym dokumencie, córko, szukam go.

-Nie mogę uwierzyć, tato, jesteś jak dziecko. Proszę, połóż się, prześpij.

-Słucham Sećuk. -Chciałem wyrazić swoje współczucie, ale.. u ciebie w porządku?

-A jak ma być? Dobrze już nie będzie. Chcę stąd jak najszybciej wyjechać. -Co się stało, Zejnep?

-A co jeszcze miało się stać, Selćuk? Tata chory, a twój wuj przysyła pod dom ciężarówkę, żeby nas stąd wyrzucić. -Co? Nie zostajecie?

-Już dobrze, zapomnij. Gokhan sprawę załatwił. Selćiuk, jestem zajęta, więc za twoim pozwoleniem... -W takim razie w porządku. Powodzenia.

-Na razie.

-Oho.. Gokhan załatwił...

-Jak teraz już zacząłeś zarządzać posiadłością, zobaczymy, jak sobie poradzisz. Jak ci wiadomo, w tym roku wracamy na wewnętrzny rynek. Nie obejdzie się bez twojej obecności. Zobaczymy, co tam możesz zrobić...

-Tato. Muszę wyjechać. Zadzwonili do mnie wczoraj w nocy. W Australii jest dla mnie praca. Nie mogę zostawić ich w pół drogi.

-Czyli zostawisz nas, czy tak? -Tato, ja dałem słowo. -Znowu uciekasz.

-Tato! -Ty nie dla mnie złapałeś tego konia, prawda?

-Gokhan, o czym rozmawiałeś z ojcem? -O niczym ważnym, mamo.

-Synu, jak to - o niczym ważnym! Powiedz mi o czym rozmawialiście? Rozmawialiście na temat ślubu? Co powiedział? -Mamo, zrozum wreszcie, nie mam zamiaru się żenić.

-Synu, od rana widzę cierpienie w twoich oczach. -Tak dalej być nie może.

-Co to znaczy? -Mamo! Co znaczy? A to, że wyjeżdżam. -Nie, nie tym razem, nie wolno ci. Nie wyjeżdżaj.

-Mamo, co by nie było...

-Synu, dopiero co przyjechałeś! Chcę, żebyś tu był. Popatrz tylko, Banu bardzo cię kocha. Zastanów się, taka dobra i piękna dziewczyna. Ile lat ma jeszcze minąć? Chcę widzieć cię tutaj. Proszę...

-Siostro Gulizar? Co ty robisz? -Ja, panie Gokhan, zbieram ubrania do prania. A to...

-Oddaj mi to! Możesz wyjść..

-"Dwa, trzy, wstajemy!... W imię Allaha... Córeczko... Tato..."

-Gulizar! Gulizar! -Słucham panią.

-Gdzie jest moja narzutka? Nigdzie nie mogę jej znaleźć. -Ja ją przełożyłam. Zaraz ją pani podam.

-Nie mogę uwierzyć. Szybciej daj. Tysiąc razy mówiłam, żebyś nie chowała do szuflady! -To się więcej nie powtórzy, pani Sevinc.

-A teraz mów, co się dzisiaj wydarzyło w domu? Gdzie wiatry poniosły Gokhana? -Nic nie mówiłam, pani Sevinc, niech mi język uschnie.

-A kiedy wyjedzie ta żmija, co? Jeśli nie wyjedzie, rozumiesz jakie będą problemy?

-Powiedziała, że jak jej ojcu się poprawi, to wtedy wyjedzie, pani Sevinc. To wszystko przez nią. Błagam, tylko nie wyrzucajcie nas na ulicę! Gdzie pójdziemy?

-Jeśli ona się nie opamięta, wy stąd znikniecie. Zrozumiałaś? -Gdyby to było w mojej mocy, zatrzymała bym go.

-Powtórz, co powiedziałaś! -No.. chciałam powiedzieć... coś widziałam.

-Co widziałaś, nie denerwuj mnie, mów Gulizar! -W pokoju pana Gokhana, kiedy sprzątałam, widzę, leży jego kurtka.. -No i?

-I tam... z kieszeni kurtki wypadł list. -Jaki list? -A no list. Kto wie, co tam było napisane.

-Do kogo? -Napisane było do Zejnep! -To znaczy, że on pisze lity do Zejnep?

-Przysięgam, tam było napisane - dla Zejnep! Widziałam na własne oczy! -A ty gdzie? Wracaj do pracy!

-Gulizar! Gulizar! -Słucham, prosze pani. Znalazł się? Co pisze? -Opanuj się! Co ty sobie myślisz?

-No... -Zamknij się!.. Mów, jesteś pewna, że widziałaś ten list w kurtce?

-Mówię prawdę, pani Sevinc. Widziałam własnymi oczami. Było na nim napisane "dla Zejnep".

-Dobrze. W porządku. Idź do pracy. Jeśli cokolwiek znajdziesz albo się dowiesz - obowiązkowo masz mnie powiadomić. -Dobrze, pani Sevinc.

-Co znowu wymyślił ten chłopak? -Lewent, przecież ci mówię, że dzisiaj musimy znaleźć te pieniądze!

-Dobrze, bracie, uspokój się. Zrobię co mogę. Nie martw się, ode mnie nikt się nie dowie....

- No dobrze... Bracie, mam wspaniałą wiadomość.

-Selćuk... chłopcze! Pojedziemy do Szuru? -Nie wuju, nie jedź.

-Trzeba wszystko skontrolować. Musimy się z nim zobaczyć. -Pojechał do Izmiru. Dzisiaj z nim rozmawiałem.

-Jak to? Chyba żeby samolotem, mądrala. -Zadzwonimy do niego. -Telefon może być wyłączony. Pospiesz się, może już wrócił.

-Jeszcze nie wrócił. Gdzie chcesz teraz jechać? -Synu, co się z tobą dzieje?

-Nic wuju. Jeśli są do załatwienia jakieś sprawy, to powiedz, załatwię to. -To sprawy nie dla ciebie, nie na twoją głowę. -Jak chcesz.

-Tatusiu, boli cię głowa? Może ciśnienie się podniosło? Zmierzymy? -Nie córeczko. Ze mną w porządku.

-Tato, dlaczego jesteś taki zmartwiony? Powiedz mi. -Zgubiłem coś.

-Co takiego? -Coś, co powinienem oddać właścicielowi.

-Nie mogę uwierzyć! Do tej pory mówisz o tym człowieku? Co to ma znaczyć? Jak tak można? Nie mogę zrozumieć!

-Zejnep, nie trzeba, córeczko.

-Wybacz mi. Nie mogę wytrzymać, kiedy widzę cię w takim stanie, tato.

-Ah, jestem bardzo zmęczona. -Witaj.

-Wstyd, Banu. Na prawdę, wstyd! Dziecko, co ty robisz do tej pory w pidżamie. -Piję gorącą czekoladę.

-Znaczy się... masz depresję? -Bardzo śmieszne!

-Co się dzieje? Czyżbyś dzwoniła do Gokhana? -Nie dzwoniłam, mamo, nie martw się.

-I nie waż się! Nie dzwoń! I żadnych wiadomości! Niech trochę o tobie pomyśli. -Nigdzie się nie wybieram, zwyczajnie tu siedzę.

-Banu, córeczko, ty sama dobrze wszystko wiesz. Rzuć go, a on sam przyjdzie do twoich stóp. Rozmowy o małżeństwie zawsze przerażają mężczyzn.

-Że też mnie pszczoła nie ucięła w język, nie powiedziała bym.

-Gdyby ... A jego matka nie dzwoniła, nie zainteresowała się. Człowiek by chociaż przeprosił, za to co powiedział... ale nie. Wszystko jedno, i tak nie jest nam z nimi po drodze. Każdy patrzy na swoją korzyść.

-Mamusiu, nie masz żadnego zebrania? -Mam! I właśnie jadę... Ty też wyjdź gdzie kolwiek. Zrób zakupy. Nie wiem... spotkaj się z przyjaciółmi. Nie siedź tak.

-Nie wiem, może wyjdę. Zobaczymy. -Ale do posiadłości ani jedną nogą!

-Dobrze mamo! -Banu! -Dobrze!

-Gulizar -Słucham.

-Wezwij ją do mnie natychmiast. -Zejnep?

-Tak, Zejnep. No już.

-Zejnep! -Możesz ciszej? Tata śpi!

-Pani Sevinc cię wzywa. -A czego chce ode mnie pani Sevinc?

-Skąd mam wiedzieć? No już, idź. Szybciej. -Nie, nie pójdę do tej kobiety. Doglądam ojca.

-Czy tak można? Może ona chce okazać wam współczucie! Na Boga, nie była zła jak cię wzywała. Może nawet chce przeprosić?

-Na Boga, nie rozśmieszaj mnie, pani Gulizar. Ta kobieta nigdy nikogo nie będzie przepraszać.

-Nie bój sie, dziewczyno. Nie bój się i idź, zobaczysz. -Nie mam się czego bać!

-Panie Gokhanie, ma pan chwilę czasu? -A co sie stało, Bekir?

-Przyszli jacyś kupcy, pytają o konie, chcą je kupić. -Jakie konie?

-Nihat, potrzebuje jeszcze trochę czasu. Planuję trochę odroczyć spłatę zastawionych akcji.

-W porządku. Odroczymy, panie Ali Hikmet. Czy możemy panu odmówić? Nie trzeba było przyjeżdżać z tego powodu, mógł pan po prostu zadzwonić.

-To źle? Przynajmniej napiłem się twojej herbaty. -Jest pan zawsze miłym gościem. Będę na pana czekać.

-Następnym razem zabiorę swoje akcje... Udanej pracy, Nihat. -Dziękuję.

-Bardzo grzecznie się z nim obchodzisz. Jakbyś sam był jego dłużnikiem. -Jedyny dług jaki ma, to u mnie, czy nie tak?

-Prawda... ale daj te akcje mnie.

-Wszystko jest tutaj. Jest pan odważny, panie Hakan. -A czemuż to?

-No, o ile wiem, Ali Hikmet jest w ciężkiej sytuacji. Z trudem odzyska pan te pieniądze.

Zobaczymy. Oczywiście, że on wszystko zapłaci. Ja mam czas, poczekam.

-To prawda, że ma wartościowe konie... ale sam pan o tym wie. Ale jego syn o niczym nie wie i dlatego nie może ich sprzedać. No chyba, że syn wie i nie pozwala.

-Nie martw się, te konie też kiedyś staną się własnością odpowiedniego gospodarza. Do zobaczenia.

-Gospodarzu, myślę, że Pan mnie nie słucha. -Nie, słyszę, ale przyjechaliśmy z daleka ze względu na nie. Naprawdę macie piękne konie.

-Wszystkiego dobrego. Bardzo dziękujemy. Jeśli chcecie, usiądźcie i napijcie się herbaty, ale w tej posiadłości nie ma koni na sprzedaż.

-Pieniędze to nie problem, panie Gokhan. Spotkajmy się i porozmawiajmy. -Na przykład te dwa konie, ile by nie kosztowały, zapłacimy.

-Szanowni panowie, co i od kogo słyszeliście, nie wiem, ale w tej posiadłości koni nie sprzedajemy. -A jeżeli porozmawiamy z pana ojcem?

-Ja mam tutaj ostatnie słowo. Mówię, że nie ma koni na sprzedaż? Zrozumieliście? O co wam chodzi? -Niech będzie. Pan wie lepiej.

-Ty przyprowadzisz te konie do mnie. Sam to zrobisz. -Bekir! Znasz ich? Dlaczego szukają koni tutaj?

-To są koledzy pana ojca, tyle wiem. -Czyimi by kolegami nie byli, nie ma tu dla nich koni! Zrozumiałeś?

-Zrozumiałem, proszę pana.

-Chciała mnie pani widzięć?

-Ooo... pani Banu! Dzień dobry! Zapraszamy!

-Dziękuję! Gokhan jest w domu? -Pana Gokhana jeszcze nie było, ale jest pani Sevinc. W środku, rozmawia z Zejnep.

-Rozmawia? -Tak. -Jak to? Ta dziewczyna jeszcze się stąd nie wyniosła?

-Nie, pan Gokhan nie pozwolił. Za nic nie pozwolił do tego dopuścić. Jeśli pani sobie życzy, to ją zapowiem. -Nie, zajmij się swoimi sprawami.

-Jak pani chce. -W tej chwili daję ci pięć minut. Po ich upływie wyniesiesz się precz z tej posiadłości.

-Kiedy ojciec poczuje się lepiej, oboje wyjedziemy. Nie potrzebyjemy pani pozwolenia. -Zabieraj ojca i wyjedź stąd.

-Gdyby był w stanie podróżować, już dawno byśmy wyjechali. -Kłamiesz mi prosto w oczy. Ale ja dobrze wiem, co chcesz osiągnąć.

-I co takiego ja chcę osiągnąć? -Masz mnie za głupią, dziewczyno? Ledwie przyjechałaś, a do wszystkiego przyłożyłaś rękę. Teraz jeszcze się podlizujesz.

-Niech pani uważa na słowa, pani Sevinc. -To ty uważaj! Wracaj tam, skąd przyjechałaś i rób tam, co chcesz. To siedziba Baszatów. Nasze drzwi są zamknięte dla tych, którzy nie postępują godnie i cnotliwie.

-Za kogo się pani uważa? Kim pani jest, żeby tak ze mną rozmawiać?

-Jeszcze wszystkiego nie powiedziałam! Jeśli moja cierpliwość pozwoli, powiem o wiele więcej.

-No już, proszę mówić, komu to ja się podlizuję? Skąd takie pomówienia?

-Posłuchaj, dziewczyno, to miejsce nie jest dla ciebie, nie licz na więcej. Liczysz na miłosierdzie mojego syna, ale nie przywiązuj wagi do jego słodkich słów.

Mężczyźnie to przystoi a kobiety to rozumieją. Twoje marzenia wepchnę ci do gardła! Jeśli każę ci się wynosić, to od razu masz to zrobić i koniec!

-A kim pani jest? Kim pani jest, żeby mnie uczyć moralności? -Wynoś się, natychmiast!

-Nie pani będzie decydować, kiedy mam się wynieść, pani Sevinc! To moja decyzja! Niech pani nie mówi tego, czego zrobić nie może!

-A no zobaczymy, co teraz będziesz robić, pani Zejnep. -Gulizar! Weż to i powieś, pospiesz się!

-We wszystko musisz się wtrącić! Jak każecie, główny komisarzu! -Gulizar!

-Lepiej się już czujesz, wujku, prawda? -Dziękuję. Niech Allach ci wynagrodzi.

-Wujku, dopóki Zejnep nie przyjdzie, zostanę z tobą. -Jesteś wyjątkowy, sunu.

-Ty dla mnie też jesteś kimś specjalnym. -Jesteś dobrym człowiekiem, synu.

-Wujku, mam coś u siebie... Znalazłem to w górach. Myślę, że należy do ciebie. -Prawda, prawda. Długo go szukałem... To moja ostatnie wola, synku..

-Niech Bóg broni. -Serce niespokojne...

-Nie myśl o tym. Popatrz, przyjechała twoja córka. Dostała dyplom. -Dostała, chwała Bogu. Ale... wszystko z woli Boga. To tylko słowa... takie przesłanie dla mojej córki.

-Kim ty jesteś, żeby mówić mi o cnocie i moralności! Kim jesteś?

-Ho, ho.. Spokojnie! Spokojnie! Uważajcie na konia! Uważajcie! Spokojnie, dziewczynko! Uspokój się!

-Co wy tu wyprawiacie? -Zejnep! Zejnep, ten koń oszalał!

-Odsuńcie się! Wyjdźcie! Wyjdźcie stąd! Wychodźcie! No już!...

-Spokojnie... Spokojnie... Tylko spokojnie... Mądry konik!.. Chodź tutaj, dziewczynko... Stało się coś, czy stęskniłaś się za górami, dziewczynko. Już minęło. Obie jesteśmy spokojne, dobrze? Już minęło! Mądra, moja dziewczynka!

-Co ty tu znów robisz? Kim ty jesteś? -Grzeczniej proszę! A to, co ja tu robię, pani nie dotyczy!

-Wszystko co dotyczy Baszatów, dotyczy i mnie! -Mnie oni nie interesują! Prosze popatrzeć, to stajnia. Miejsce dla koni. Pani słowo nie jest tutaj rozkazem.

-Odejdź od konia! -Przez kilka dni niech nikt jej nie dosiada.

-A kto ci powiedział, żebyś przyszła i zajęła się koniem, co? Natychmiast stąd wyjdź! Oddaj mi to!

-Co ty wyprawiasz? Koń to nie zabawka! -A ty wiesz chociaż, z kim rozmawiasz?

-Rozmawiam z kimś, kto nie ma pojęcia o koniach. -A ty co, będziesz mnie uczyć, co? ... Przygotujcie mi ją, szybko. Pojadę na niej!

-Nie rób tego! Przez upór skrzywdzi pani siebie i konia. Ten koń dopiero co się uspokoił. Jeśli chce pani pojeździć, jest tu pełno innych koni!

-Na którym zechcę, na tym pojadę. To jest koń Gokhana, wsiądę na niego! A tobie nic do tego. Ciebie to nie dotyczy.

-Ten koń jest przyzwyczajony do swobody! Nie wiedząc jak z nia postępować, nie dasz rady jej osiodłać. A jeśli wsiądziesz, to daleko nie ujedziesz!

-Co ci do tego, a? Co? Czego stoicie? Przygotujcie konia, powiedziałam!

-Gdzie jest pan Gokhan? Powinien wiedzieć, co się dzieje z koniem.

-Bekir, idź za nimi... Chciała bym, żeby jej się dostało, ale konia żal. -Masz rację, Zejnep.

-Wstawaj!.. Powiedziałam, wstawaj!.. Wstawaj!!

-Co ty wyprawiasz?! ... Złamała nogę. -Trzeba ją zastrzelić.

-Jak to zastrzelić? Tak od razu strzelacie? -Koń jest ranny, Zejnep. Pan Ali Hikmet takie zabija. Jak zobaczy, to zrobi tak samo.

-Nie strzelicie do tego konia! -Strzelajcie!

-Nie zastrzelicie jej, powiedziałam! -Strzelajcie! "Koń nie może być kulawy... Strzelaj!"

-Proszę, nie róbcie tego! Nie róbcie! Daję słowo, że ję wyleczę. -Nie wtrącaj się! Zróbcie wszystko, co trzeba. Nie widzisz, jak ona cierpi. Strzelaj!... Dawaj to!... Odsuń się!

-Nie rób tego...

-Co wy wyprawiacie? Powariowaliście?... Co ty robisz? -Koń ma złamaną nogę!

-Dziewczyno, czyś ty całkiem zgłupiała? Zwariowałaś, Banu?... Trzymaj to!

-Banu, jak mogłaś ośmielić się na coś takiego?

-Kulawe konie się zabija! -Co ci do tego, dziewczyno? Co ci do tego?

-Gokhan!

-Kto ją wypuścił na zewnątrz? -Ja... chciałam tylko trochę pojeździć!

-Jak mogłaś dosiąść takiego konia, Banu? -Zawsze ja jestem winna, prawda?.... Halo, gdzie jesteś, ciociu Sevinc? Źle się czuję, idę do ciebie.

-Nie mogę uwierzyć! Naprawdę, nie wierzę.. Jak człowiek... Nie ważne. Wariuję, jak tylko sobie przypomnę.... No i co, wyzdrowieje?

-Wyzdrowieje, ale nie będzie już taka jak poprzednio. Nauczy się z tym żyć. My wszyscy... Zmieniajcie opatrunki, to pomoże.

-Zmieniajcie? -Albo weterynarz niech robi.

-Zejnep, nie możesz wyjechać, zanim jej nie wyleczysz... Nie możesz wyjechać...

-No, już, wystarczy! Ile można płakać przez kulawego konia?! Wytrzyj oczy, no już! -Kochany Gokhanie...

-Mamo, zostaw nas samych. -Dobrze.

-Banu, dlaczego wyprawiasz takie rzeczy? -To stało się przypadkiem, Gokhan. Niechcący!

-Uprzedzano cię, ale ty mimo wszystko siadłaś na tego konia. -To ta dziewczyna na mnie naskarżyła?

-Nie zmieniaj tematu, Banu. -Nie zmieniam! Ale od tego czasu, jak przyjechała ta dziewczyna, nasze stosunki się popsuły!

-Banu, nie zapędzasz się zbyt daleko? -Ja wiem, jak się ostatnio do mnie odnosisz? Naprawdę to zwykła przyjaźń?

-Może i nie jest to zwykła przyjaźń.. ale, to co jest miedzy nami, to jednak przyjaźń, Banu. I nie ma nic innego.

-Co za głupie gadanie... przyjaźń... i takie tam.Posłuchaj, coś ci powiem! Naprawdę nie dzieliliśmy się wszystkim w te miesiące spędzone w Sydnej?

-Dzieliliśmy się. -Naprawdę nie było nam wesoło spędzać razem czas?

-Tak. -Dzieliliśmy się problemami.

-Dzieliliśmy się problemami... -Rozumieliśmy się na wzajem.

-Rozumieliśmy się na wzajem... -No i? Czego jeszcze potrzeba dla normalnych uczuć?

-Banu, ty już nie mówisz o normalnych uczuciach. A to bierzemy ślub, a to zaręczamy się. Ja już się w tym wszystkim pogubiłem.

-Ale.. ja... myślałam, że jest między nami miłość.

-Mylisz się. To, o czym ty mówisz... Banu, to nie jest miłość. Posłuchaj, Banu.

To, o czym mówisz - to przyjaźń, sympatia... przywiązanie... dreszcz emocji.. nazywaj to, jak chcesz. Ale to nie jest miłość, Banu...

Od samego początku źle mnie zrozumiałaś... Posłuchaj... naprawdę dałem ci nadzieję na przyszłość?

-Ale... zawsze tak pięknie patrzyłeś... -Niech mnie Bóg pokarze... Gdybym nie patrzył... Banu, ty naprawdę źle mnie zrozumiałaś.

-Ale twoja mama też zawsze tak mówiła... -Moja mama? Co takiego mama ci mówiła?

-No, że ci się bardzo podobam, że bardzo tęsknisz, kochasz... -O Boże...

-Banu, sama wiesz, że mama cię bardzo lubi. Może dlatego tak powiedziała, sam już nie wiem. Banu, przepraszam. Jeśli dałem ci nadzieję, to proszę o wybaczenie.

-Proszę... -Banu...

-Gokhan! Proszę. Chcę zostać sama. -W porządku.

-Banu!? -Nie chcę z panią rozmawiać!

-Banu, dziecko, poczekaj!... Banu, poczekaj. Stój!... Stój. Poczekaj. W takim stanie nie możesz prowadzić.

-Chcę stąd wyjechać. -Dobrze, już dobrze. Ja cię odwiozę, daj mi kluczyki. Dobrze, wsiadaj.... Fatma, przynieś moją torebkę!

-Fatma, przynieś torebkę pani Sevinc.... Co się tało, pani gospodyni, sytuacja się zmieniła?

-Moja mądra, śliczna dziewczynka! Teraz sobie odpocznij, moja piękna.

-Lepiej się czujesz? -Dlaczego mnie pani okłamała?

-Nie okłamałam cię, dziecko. -Gokhan powiedział, że niczego do mnie nie czuje, a pani mi mówiła...

-Dobrze, mam mówić bezpośrednio! -Będę bardzo wdzięczna!

-Tak, mogłam trochę nazmyślać, ale po to, żebyś nie zmieniła swoich uczyć. Pomyślałam, że jesteś mądrą dziewczyną i możesz jakoś zbliżyć do siebie Gokhana. -Jestem zwykłą idiotką.

-Nie, nic podobnego. Ale ja sama się zdziwiłam, kiedy powiedziałaś, że bierzecie ślub... pomyślałam, że wszystko omówiliście.

-Jak to? Teraz to ja jestem winna? -Banu, czy ty kochasz Gokhana?

-Bardzo kocham. -To dobrze. Więc przestań szukać winnych. Pozbieraj się.

-Gokhan powiedział, że mnie nie chce.. Sama już nie wiem, jak się pozbieram.

-Nie, on ciebie chce, dziecko! Po prostu, po tym jak pojawiła się ta dziewczyna, trochę się pogubił... To wszystko przez nią!

-Tak. Od czasu jak pojawiła się ta dziewczyna, Gokhan bardzo zmienił swój stosunek do mnie.

-No widzisz, nareszcie też zrozumiałaś!

Moja piękna córeczko, bądź razem z Gokhanem. Bądź siebie pewna. To znaczy... nie zostawiaj go samego i się nie przejmuj.

Jestem razem z tobą! Jeśli rodzina mężczyzny jest po twojej stronie, to o nic się nie martw. Zrozumiałaś, prawda?

-Zaufaj cioci Sevinc! Zajmę się tą sprawą. No już, uśmiechnij się! Właśnie tak! Ja jeszcze porozmawiam z twoją mamą. -Ciociu Sevinc, nie mów jej, że byłam dzisiaj u was.

-Nie powiem. Zapomnimy też wszystko, co dzisiaj przeżyliśmy. Otwieramy nową stronę, może tak być? -Dobrze.

-Lekkiej pracy, droga pani Rezan. -Witam, proszę.

-To dla pani. -Dziękuję.

-Dlaczego jest pani taka poważna? -Bardzo mi przykro z powodu tego, co zaszło wczoraj, droga pani Rezan. Tak nieładnie wyszło.

-No tak, tak wyszło. -Chcielibyśmy się zrehabilitować i znowu was zaprosić.

-Nie trzeba... oczywiście, nie jesteście winni temu, co zrobiła ta dziewczyna, ale to co zrobił Gokhan...

-Aa.. Gokhan naprawdę nie zrobił nic takiego. Na Boga, droga pani Rezan! Pani co, mężczyzn nie zna? Jak tylko sprawy przybierają poważny obrót, zaczynają panikować.

-Jeśli on myśli, że za nim będą biegać, to się myli. -Proszę tak nie mówić. Chciałam powiedzieć, że musimy wspierać nasze dzieci, są jeszcze tacy młodzi.

-Wydaje mi się, że tamat małżeństawa trzeba zakończyć, pani Sevinc.

-No, dziewczyno, nawet nie wiesz... -O czym ty znowy mówisz?

-Wiem, dlaczego pan Gokhan był przeciwny. -I dlaczego?

-Przez list! Pisze do ciebie liściki. Ciekawe o czym? -Jaki list, co ty za głupoty znowy wygadujesz, Gulizar?

-Nie udawaj głupiej. Ja wiem. Znalazłam w kieszeni pana Gokhana list, gdzie było napisane "Dla mojej Zejnep"! -Gokhan nie dawał mi żadnego listu!

-Skąd mam wiedzieć? Może przyznawał w nim, że kocha... Pani Sevinc też o nim wie. -Co ty wygadujesz, kobieto? Ten list ja napisałem.

-Co? Ty go napisałeś? - To moje przesłanie dla Zejnep. Zgubiłem go w górach. Dziękuję Gokhanowi, on go znalazł.

-Mam już tego dość! -Dziewczyno, Zejnep!

-Pokłócili się przez konia. Gokhan i Zejnep nie pozwolili go zabić. -Gokhan z Banu się pokłócili, tak?

-Jeszcze jak! Gdybyś widział twarz Sevinc... -A co z moją twarzą, siostro?

-Nic takiego, moja droga. Opowiadam o dzisiajszych wydarzeniach. Bardzo się zdenerwowałam. Bardzo.

-Nie. Nie musicie się denerwować... Ali Hikmet dzisiaj nie przyjdzie. Możemy zaczynać. -Fatma!

-Zejnep, poczekaj! Gdzie idziesz? Zejnep! -Chcesz, to ty też pójdziesz, pani Gulizar! Idź i powiedz, jak wszystkich zmyliłaś.

-Co teraz będzie..

-Co ty tam przede mną ukrywasz, co? Zaraz zobaczymy, panie Zulfikar... Milczałem 22 lata...

-Co ty tu wyprawiasz? -Zostaw... Co tam jest napisane?

-Smacznego. -Smacznego! Jedz synku. Selćuk!

-Tego już za wiele. Zabieraj się stąd natychmiast! Natychmiast! -Zejnep, co się stało?

-Przyszłam porozmawiać o liście. -Jaki list, Sevinc?

-Proszę powiedzieć, pani Sevinc. -Dośc tego! Zabieraj się stąd precz!

-Ciotko! -Niech pani wszystkim powie!

-Opanuj się! -Ciotko, co się dzieje?

-Selćuk, nie wtrącaj się. -Sevinc!

-Chwileczkę! No już, idź stąd! -Nie dotykaj mnie!

-Ciotko, co ty robisz? -Powiedziałam, Selćuk, nie wtrącaj się!

-Aa, uspokójcie się. Co robisz? -Siostro, puść mnie!

-Co tu się dzieje?... Mamo?... Zejnep? -Rozmawialiśmy o liście miłosnym, który do mnie napisałeś.

-Chwileczkę... Mamo, o czym mówi Zejnep? -Mówi, że mam na ciebie ochotę!

-Co? -I o tym jest ten list.

-O Boże, zaraz eksploduję!... Mamo, to nie ja napisałem ten list! Wywołałaś skandal bez powodu, wiesz o tym! -Gulizar znalazła list w kieszeni twojej kurtki.

-Mamo, nie napisałem go! To ostatnia wola wujka Zulfikara! -To co on robił u ciebie?

-Znalazlem go, Selćuk! Znalazłem go w górach. Zgubił go, kiedy upadł w górach... Zejnep, proszę, posłuchaj.

-Skoro wy z Baszatów, to ja Zejnep - córka Şehit'a (np. błogasławiony, męczennik) Dahanły. Nikt nie będzie mówił czego kolwiek o mojej moralności! Zrozumiano?

-Zejnep! Proszę!.. Mamo, powinnaś Zejnep przeprosić. -Gokhan!

-Mamo, teraz, natychmiast! -Przykro mi, ale nie.

-Zejnep!.. Zejnep!.. Zejnep!.. Naprawdę mi przykro... -Mnie też. -Zejnep...

-A ty co, żadnego wstydu, ani sumienia nie masz? Żeby siebie uratować, to kręcisz się koło pani Sevinc siejesz niepokój wokół mojej córki! Zawsze taka byłaś czy teraz się taka stałaś, Gulizar? Posłuchaj, powinnaś się chociaż zawstydzić, od tego co ci powiedziałem!

-Nie zmieniaj tematu. Powiedz mi co jest napisane w tym liście! -Ile razy można powtarzać? To są wskazówki dla mojej córki.

-Ty na pewno coś przede mna ukrywasz, Zulfikar! -Nie gadaj głupot! Co takiego miałbym przed tobą ukrywać?

-Tato, co się dzieje? Dlaczego jesteś znów na nogach? -Nie, nic takiego, córeczko.

-No mów, co się stało? -Wyjeżdżamy stąd! Dzisiaj wieczorem zaczniemy się pakować.

-Córeczko. -Tato, proszę. Sam widzisz, co się dzieje.

-Jakby było dokąd iść. -Ty się nie odzywaj, szanowna Gulizar! Zabieraj swoje drobiazgi, potem się z tobą rozprawię.

-Popatrz tylko! No dawaj, rozprawimy się. Rozprawimy! -A niech cię Bóg pokaże! Niech cię pokaże! -Tato.. tato.

-Synu, możemy chwilę porozmawiać? -Mamo, idź stąd. Jestem bardzo zły.

-Dobrze. Z tego powodu właśnie przyszłam. Popatrz, przynioslam ci uspokajającą herbatę.

-Mamo, co ty próbujesz zrobić? Myśląc, że to ja napisałem list, obwiniasz Zejnep? Czy nie tak? ... Jak mam to rozymieć? Nie powiesz mi?

-To wszystko przez Gulizar. Poszła i znalazła ten list... -Przypuśćmy, że ten list ja napisałem, mamo!

-Nie daj Boże! -Mamo, z jakiej racji wtrącasz się w moje prywatne życie?

... Powiedziałaś Banu, że ją kocham, że za nią tęsknię! Co próbujesz zrobić, mamo? Opanuj się!

-Dobrze. Ja chcę tylko, żebyś był szczęśliwy. To wszystko. Rzecz w tym, że mówisz, że wyjedziesz!

-Mamo, wyjdź, rozmowa skończona. Jeśli jeszcze coś powiem, to złamię ci serce. -Dobrze, synku, dobrze.

-Po co ciotka coś takiego zrobiła?

-Właśnie ci o tym mówię. Żeby Gokhan wziął wszystkie sprawy na siebie, wymyśliła, że ożeni go z Banu. Nic z tego nie wyszło. Teraz mści się na niewinnych.

-Ale dlaczego akurat Zejnep? Jej ojciec jest przecież chory. -Z tej złości nikogo już przed sobą nie widzi.

-Halo, Lewent!... Powiedz, że znalazłeś pieniądze. Powiedz na Boga! -Nie bracie, nie znalazłem pieniędzy.

-Jak nie znalazłeś, to po co dzwonisz? Ponaśmiewać się, czy co?

-Nie złość się tak od razu. Patrz, dzisiaj będą grać w pokera. Pomyślałem, że dam ci znać. Może będziesz chciał spróbować szczęścia.

-Mówiłem ci, że nie mam pieniedzy! Co ty gadasz?

-Bracie, to nie muszą być obowiązkowo pieniadze. Nie masz nic cennego?

Widzeliśmy u ciebie różne cenne rzeczy. Inaczej mówiąc, jak inaczej zdobyć takie pieniądze, bracie, co myślisz? Czuję, że dzisiaj jest twój dzień. Co powiesz, zostawić ci miejsce przy stole?

-Dobrze, dobrze. Pomyślę i zadzwonię do ciebie. -Ok. Dobrze. Więc czekam na wieści od ciebie.

-On przyjdzie, przyjdzie jak dziecko.

-Fatma. Zadzwoń teraz do Gulizar, niech przyjdzie. -Dobrze pani Sevinc.

-Co zrobisz z Gulizar? -Jak przyjdzie, to zobaczysz, co zrobię!

-O nie.. nie chcę tego słyszeć, pojdę się położyć. Dobranoc. -Dobranoc.

-Mamo?

-Selćuk, a co ty robisz, synku?

-Chciałem się z tobą zobaczyć, wszystko w porządku. Chce jeszcze wyjść. -Gdzie tak późno wychodzisz?

-Lewent dzwonił, był jakiś dziwny. Pojadę, dowiem się co się dzieje. Ty się połóż. -Allah, Allah! Oprócz ciebie więcej nikogo nie znalazł?! Wieczne zmartwienie!

-Gulizar... -Proszę o wybaczenie, pani Sevinc. Na Boga, ja nie zrobiłam tego umyślnie. Nie pomyślałam.

-Nie dostaniesz zapłaty przez 3 miesiące! To tyle. -Proszę tego nie robić, pani Sevinc. Oni mnie tu zostawia i wyjadą. Bardzo proszę, pani Sevinc. Błagam panią!

-Dlaczego? Zulfikar też wyjeżdża? -Prosze nie pytać. Ojciec i córka kręcą coś na boku.

-A co to znaczy? -No w rodzaju, że to niby jego ostatnia wola była...

-Nie pozwoliłam ci usiąść... Tak, była. Jeśli i w góry ją ze soba zabrał, to widać, że coś w tym jest.

-Nic nie zrozumiałam, pani Sevinc, nie pozwolił mi przeczytać. Na początku jakieś dziwne rzeczy były napisane: "22 lata milczałem..." czy coś takiego. Nic z tego nie zrozumiałam.

-Co pisało? -"22 lata milczałem. Teraz tajemnica stała się dla mnie ciężarem". Przysiegam, że nie zrozumiałam. Oni coś ukrywają, pani Sevinc.

-Gdzie jest teraz ten list? -Nosi go przy sobie. Ja z ciekawości o mało nie zwariuję. Nic z tego nie zrozumiałam.

-Dobrze, możesz wyjść. -Proszę mi wybaczyć, pani Sevinc.

-Dobrze, wybaczam! Wyjdź

... Gdzie jesteś? Musimy szybko omówić coś ważnego.

-Co się stało? Mów szybko! -To Zulfikar...

-Co on znowu nawyprawiał? -Chce nam wbić nóż w plecy.

-Co się dzieje Sevinc? -Porozmawiamy w domu. Chodźmy do środka. Chodźmy.

-Gokhan.. -Co się stało, ciociu?

-Gokhan, synku... Selćuk wyglada na to, że zaczął znowu grać hazardowo. -No coś ty, ciociu? Skąd ci się to wzięło?

-On zabrał cenne dokumenty i wyszedł. Dokąd on pójdzie, jeszcze w środku nocy? -Już dobrze ciociu, najważniejsze to się uspokój.

-I do tego telefon ma wyłączony. Nie wiem, dokąd poszedł. -Ciociu, musisz być silna. Znajdę go i przyprowadzę, dobrze?

-Dobrze. Gokhan! Niech twój ojciec się o tym nie dowie, dobrze?

-Nie martw się, kochana ciociu. Zobaczymy. Może to wszystko nie tak, jak ty sobie myślisz. -Daj Boże, synku, daj Boże.

-I wtedy, kiedy to wszystko się wyjaśniło, wezwałam Gulizar i zapytałam. Ona zaczęła opowiadać, że ojciec i córka coś ukrywają. Przeczytała tylko pierwsze zdania listu.

-Czego tylko ta kobieta nie opowiada. Ty lepiej powiedz, po co mnie do tego pokoju zawołałaś? -Przecież mówię. Gulizar przeczytała początek listu.

-I co było napisane na początku? - "22 lata milczałem.. Teraz tejemnica stala sie dla mnie ciężarem...". Pozbierali rzeczy, a to znaczy, że wyjeżdżają. On wszystko wszystkim powie.

-Nic nie powie. Ma u mnie dług, przysiągł mi to. -To po co napisał list, co? Człowiek, który chroni sekret, napisze o tym w liście? W górach go zgubił. A gdyby Gokhan go przeczytał i wszystkiego się dowiedział?

-Zaraz, poczekaj. Nie wiemy, co jest tam napisane! -22 lata na jaki temat jeszcze może milczeć ten człowiek? Nie, jeśli mój syn się dowie - będzie załamany, a ja umrę. Nasza rodzina się rozpadnie.

-Nie, nic takiego się nie stanie. -Niech się nie stanie, Boże uchroń.

-Nie stanie się... Idź spać.

'Abonent czasowo niedostępny. Po sygnale zostaw wiadomość'

-Proszę pana, proszę zobaczyć. To jest świadectwo urodzenia, a to podrobione świadectwo. Według tego, Gokhan jest pana rodzonym synem.

-Zulfikar, słuchaj, to jest tajemnica. -Ta tajemnica to dla mnie zaszczyt, prosze pana. Nikt się nie dowie, że panicz Gokhan nie jest pana synem. Zabiorę do grobu.

-To tutaj lepsze niż pieniądze. -Zobaczymy, siadaj... Zaczynaj.

-Panie Boże, pomóż mi... Boże, pomóż mojemu synowi. -Co robisz, siostro? Jeszcze się nie położyłaś spać?

-Nie mogłam zasnąć. Chodzę tu i tam. -Co się stało? Co z tobą nie tak? Coś się wydarzyło? To związane z Selćukiem?

-Nie, moja droga, to nie to. Nic się nie stało. Życzę ci dobrej nocy. Idź spać. -Nie, tej nocy nie zasnę.

-Brat? -Nie, jest w gabinecie, pracuje.

-Nie będziemy siedziały do rana, Sevinc, chodźmy spać. -Nie, nie będę spała. Popatrzę w telewizor.

-Gokhan.. -Siadaj!

-Chodź, wychodzimy! -Wyjdź stąd.

-Mama cię szuka, Selćuk. Chodź, wychodzimy! -Póki co, poczekaj, bracie.

-Ty, panie szanowny, się nie wtrącaj. Szybciej, Selćuk. -Przyjacielu, przecież to nie dziecko. Sam może decydować, gdzie ma zostać i kiedy wyjść.

-Panie szanowny, czy ja ci przeszkadzam? Grasz, to usiądź i graj dalej. Dobrze? No już.

-Bracie, ty mnie nie ucz, gdzie mam się wtrącać, a gdzie nie. Idź swoją drogą, żebym nie musiał popełnić nieostrożności. Ten, kto odwiedza moją własność bez mojego pozwolenia, nie wychodzi!

-Kuzynie! -Nie ruszaj się!.. Nie ruszaj się! Rzuć nóż! Rzucaj!... Nie zbliżajcie się, bo będę strzelać, bez żartów! Poważnie mówię, będę sterzlać!... Ostrożnie, nóż, nie zbliżać się! Strzelę! Nie zbliżać się, powiedziałem!

-Nie zbliżajcie się!... Ani kroku. Cofnąć się!

-Najpierw zabierzemy to. Tak, dobrze. To jest twoje miejsce pracy. Nie możemy stąd wyjść bez twojego pozwolenia, co? Widzisz to, prawda? Możemy teraz wyjść, bracie? Co?

-Gokhan, podejdź, przejdź tutaj. No? Co? A? Bezbożnicy! Cofnąć się!... Na bok!... Czego chcecie, co? Czego? ... Chodźmy.

-Mówię do ciebie, Zulfikar! -Proszę na mnie nie krzyczeć. -A co się stanie?!

-Uważaj, nie krzycz na mnie, bo inaczej... -Inaczej co?!

-No dobrze, zobaczymy, o co w tym chodzi.... Słucham, Szukru. -Obudziłem pana?

-Nie, nie spałem. O co chodzi? -Bardzo jesteś spóźniony. Jeśli przemyślałeś sprawę tego złota, to powiedz, żebym ja też wiedział.

-Co ty mówisz? Czy gdybym to przemyślał, to dał bym ci tyle pieniędzy?

-Żadne pieniądze do mnie nie dotarły. Już tyle dni czekam! Zadzwoniłeś, powiedziałeś, że przywieziesz pieniadze w niedzielę, a teraz się spóźniasz. Przeciągasz sprawę. Jeśli ty nie kupujesz, to są inni klienci.

-Selćuk!!

-Kuzynie, co ty robisz? O czym rozmawialiśmy? Co mi obiecałeś? Miałeś od tych spraw trzymać się jak najdalej. Nie chciałeś brudzić sobie rąk kartami.

-Powiedz coś, czemu milczysz? Jak możesz dawać pod zastaw papiery dotyczące nieruchomości? Masz jakies inne problemy, o których mi nie mówisz? -Nie krzycz na mnie, wystarczy już!

-O co chodzi, córeczko? -Zobaczę co u konia, tato.

-Na Aksu, czy tak? -Aha. Pomyślałam, że ją obejrzę przed odjazdem...

Tato, napisałeś dla mnie list...

Przeszło?

-To moja ostatnia wola, dlatego, że jestem już jedną nogą w grobie. Niedługo więcej już cię nie zobaczę.

-Tato. -Takie jest życie.

-Mamy przed sobą jeszcze mnóstwo cudownych lat. Ja będę się tobą opiekować.

Będę cię słuchać. Mówisz, że konie mają swój język. Pomożesz mi go usłyszeć i zrozumieć... Będę cię nazywać cudownym tatą, a ty mnie - pięknością.

-Piękna ty moja córeczko. Jak by nie było, wszyscy umrzemy. Niech tylko twoje życie będzie długie.

Ty byś ten list dopiero po mojej śmierci przeczytala, co? Nie mogę ci zostawić bogactwa, ale jest coś, co mogę powiedzieć.

-Tatusiu. Ty tylko nie umieraj, a ja tego listu czytać nie będę.

-Bracie, nie rób tego! Bracie, czekaj!... Selćuk!! -Ach ty, kara Boska! Zabiję cię, zabiję!

-Tato, co ty robisz? -Zabiję cię!... Zaufałem ci! Sprawę powierzyłem. Pieniądze dałem! Co z pieniędzmi? Straciłeś pieniądze? Mów!!

-Selćuk, synku! -Te pieniądze zostały skradzione. Jasne? Ukradli!

-Ukradli?!... Zabiję cię!... Zabiję! -Bracie, proszę...

-Zabiję! -Tato, opanuj się! Na Boga, stój!

-Napadli go, mówi.. I myśli, że uwierzę! Uważasz mnie za idiotę, co? Powiedz, że straciłeś! Straciłeś te pieniądze! Powiedz, że przegrałeś w kasynie! Bądź mężczyzną, chociaż raz bądź mężczyzną!

-Tak, starciłem w kasynie! A twój syn przyszedł i wyciągnął mnie stamtąd. Dostałeś odpowiedź? -Ach! Ty! Zabije cię! Skończę z tobą!

-Bracie!... Selćuk! -Tato, przestań! Na Boga, stój! Mówi, że mu ukradli!

-Jaka kradzież? Przegrał pieniądze! Przegrał! -Co to za pieniądze, tato?

-Pieniądze na interes. Nie pojechał, gdzie było trzeba. Wszystko skończone. -Tato, co to za sprawa? Wytłumacz mi?

-Odejdźcie stąd! Odejdźcie! -Pieniądze, które powinny być przeznaczone na pokrycie kredytu w banku!

-Jak dużo? -Bardzo dużo?

-Dobrze. Załatwimy to. Pójdziemy jutro do banku, zmienimy, wydłużymy czas spłaty.

-To nie możliwe. To piramida finansowa, piramida! (tzw. fresh money czyli świeży, szybki pieniądz)... Popatrz tylko, straciliśmy czas, mówię. Ty myślisz, że jestem dureń? Wszystko przez ciebie! Przez ciebie!

-Dość, tato, wystarczy już, zaczekaj! Przecież on mówi, że go okradli! Gdyby je przegrał, już na pewno by powiedział, że przegrał.

-Ukradli i ukradli. Jedno i to samo. Posłuchaj mnie! Jeśli do jutra nie znajdziesz pieniędzy i ich nie przyniesiesz, to zobaczysz, co będzie...

-Bracie, jak on znajdzie tyle pieniedzy za jeden dzień? -To biznes! Ludzie zajmują się biznesem. Tak jak je stracił, tak też z powrotem przyniesie!

-Dobrze, ja się zajmę tą sprawą. -A czym ty się zajmiesz? Jaką sprawą? Myślisz, że to są dziecinne zabawy? Czy tyle pieniędzy można znaleźć przez noc? Naprawdę można znaleźć?

-Można znaleźć!... Znajdę, tato!... Jeśli to będzie konieczne, sprzedam konie! -Sprzedasz konie? Wstyd, że to z takiego powodu... wstyd!

-Synku! Selćuk! -Zamilcz! Zamilcz!...

Zobaczymy teraz, czy uratuje mnie wielki pan Gokhan. Zobaczymy, czy uratuje się od wuja!

-Gdzie ty znowy jesteś, Selćuk? Gdzie jesteś, synku? Gdzie jesteś?

-Selćuk...?

-Konie uciekły! Konie uciekły!... Łapcie je..

-Co się dzieje? -Konie uciekają!

-Bracie, wszystkie konie gdzieś uciekają! -Zastawiajcie już je! Na co patrzycie, łapcie je!

-Co się stało? -Sama nie wiem. Usłyszałam konie, wyszłam i zobaczyłam, że uciekają.

-Konie uciekają? -Jak to? Jestem tu tyle lat, a czegoś takiego nie widziałem ani razu. -Zulfikar, może oni je podzielili.

-A teraz niech ktoś mi powie jakim sposobem... jakim sposobem te konie uciekły? Kto otowrzył zamki?

-Nie wiemy, prosze pana... -Co to zanczy "nie wiemy", co? Wy co, robicie ze mnie wariata? Jak te konie same uciekły?

-Ktoś je wypuścił, wszystkie boksy są otwarte, proszę pana. -Ja też wiem, że ktoś je wypuścił. Mówisz, że boksy są otwarte! Ale kto?! Bekir! Chodź tutaj!

-Słucham, proszę pana. -Nie sprawdziłeś dzisiaj stajni?

-Sprawdziłem, proszę pana. -To kto to zrobił, kto?

-Wiem kto to zrobił. Sama widziałam.

-Jak to się stało. Nie rozumiem.

-Sevinc, kto to zrobił?... Powiedz, kto to zrobił?

-A według ciebie, kto to mógł zrobić?... Oczywiście, że Zejnep! Sam widzisz, co w końcu narobiła?

-Tak, tak, przyszła i wszystko powiedziała otwarcie, ale widać, że się nie uspokoiła! Żeby tak oślepła, przez nią wszystkie konie uciekły.

-Namyk! Bekir! Przyprowadzić. -Wuju..

-Nie waż się. On cię zabije.

-No już, siostro, idziemy -Co się dzieje, Namyk?

-Bracie, proszę, nie trzeba. To pana polecenie. -Nigdzie córki nie puszczę, nigdzie.

-Namyk! Przyprowadźcie ją! -Odejdź bracie.

-Tato! Co wy wyprawiacie? -Pódziemy już, Zejnep!

-Puszczaj! -Stój.

-Puszczajcie mnie!.. Puście! Puszczajcie mnie! Pójdę sama... Jestem. Mów czego chcesz. -Jeszcze pyskujesz, tak?

-Panie, nie rób tego! -Zulfikar, odejdź!

-Czy nie powiedziałem ci, że masz się trzymać z daleka od mojego domu i koni? -Ja niczego nie zrobiłam!

-Kłamliwa suka! -Panie, nie trzeba!

-Odczep się, Zulfikar!... Zabierzcie go! -Chodź, chodź tutaj!

-Ali Hikmet!... Zostaw moją córkę!... Nie zmuszaj mnie do mówienia! -Co ty powiedziałeś?

-Nie zniesie pan tego, co powiem. Mówiłem ci, żebyś zostawił moją córkę w spokoju. Problem z końmi się rozwiąże... Ale wiedz, że jeśli dziecko odejdzie, to nigdy nie wróci!

-Zulfikar, zamilcz! -Nie dotykaj mojego ojca, bo cię zabiję!

-Zulfikar... -Jeśli Gokhan się dowie, to co wtedy zrobisz?

-To popatrz, Zulfikar, co ja zrobię! Dobrze popatrz!

Tłumaczenie: Iwola L. Napisy: Ela F., Liliana P.

Grupa na fb: Turecka Serialomania

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.