Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
To mój syn.
Przystojny, co? Uprawia chińskie sztuki walki.
O co chodzi?
- Przestań. - Uśmiechnij się.
Skup się, błagam.
Szczęśliwego Nowego Roku.
- Co ci jest? - Potem pogadamy.
Mów, o co chodzi.
- Co? - Kieszonkowiec! Ten w masce!
Zabrał jej portfel!
- Zaraz wracam. - Goń go!
- Co ty wyprawiasz? - Już lecę!
Zaraz!
Znowu on!
Wracaj!
Nie będę za tobą biegł!
Z drogi!
Cholera, ślisko!
GLINIARZ Z BELLEVILE
Jestem!
Co ci mówiłem?
Nawet nie próbuj.
- Trzymaj. - Basta.
No już!
Zatopiony!
Pokaż gębę.
Znowu ty?
Mam cię dość.
Odpuściłbyś wreszcie.
Idźcie się bić na zewnątrz! Bo wezwę policję!
Spokojnie. Ja jestem z policji.
Policja!
- Jesteście. - Co robisz w tym przebraniu?
To się nazywa kamuflaż.
Nie znasz się. Jestem tu incognito.
Za to znam numer pogotowia. Jesteś ranny.
Zadzwoń.
Zmień branżę.
Grajcie!
- Coś poważnego? - Parę szwów.
Za tydzień będzie jak nowy.
Dla ciebie tydzień wolnego, dla mnie tydzień syfu.
Już i tak mamy braki kadrowe.
Nie chcę brać wolnego. Tydzień z matką? Odpada.
Za tydzień trzeba zdjąć opatrunek.
Przeżyłeś to, przeżyjesz i matkę.
Pan jej nie zna.
Siedem dni. Bo wlepię ci naganę.
- Nie dam rady. - Zrozumiano?
- Trzy dni? Bezpłatne. - Tydzień, jasne?
Jasne.
Szefie?
Co z podwyżką?
Pogadamy o tym przy lunchu?
Dzięki. Szczęśliwego Nowego Roku.
Jesteś tu nowa.
- Od kiedy? - Od tygodnia.
To dlatego cię nie znam.
I co?
Cześć, kochanie.
Spoko, to tylko draśnięcie. Twój facet to twardziel.
Znów połknęłaś regulamin?
A ty znów go olałeś. Nie byłeś na służbie!
Nie mogłem pozwolić, żeby ten recydywista dał nogę.
Jasne, uwielbiasz kieszonkowców.
Przepraszam za wczoraj.
- Czekałam w agencji dwie godziny. - Trzeba było zadzwonić.
Mam cię w ulubionych! Ze specjalnym dzwonkiem i zdjęciem.
I tak każde mieszkanie jest za głośne, za ciemne, za małe...
Żadne mnie nie urzekło. Muszę się poczuć jak w domu.
Nie ty wybierasz mieszkanie, tylko ono ciebie.
Nie oszukujmy się.
Nie chcesz ze mną mieszkać.
Nie pleć. Coś znajdziemy, przysięgam.
Na życie matki?
Przeginasz.
Ona nie wie?
Nie powiedziałeś jej.
Powiem. Słowo.
Mówiłeś, że się zgodziła!
Ciut wyprzedziłem fakty. Czas mi się poprzestawiał.
Obiecuję, że powiem. Chwileczkę.
Tak, mamo?
Srak! Gdzie jesteś?
Rozmawiam z Lin. Zostań! Już wyłączyłem!
Nie rozłączaj się, mamo.
Kończy mi się doładowanie.
Pójdziemy obejrzeć to jutrzejsze.
Popracuję nad swoimi odczuciami.
Tak, mamo?
Dorwałeś tego złodzieja?
Tak.
Brawo, synku.
Tworzymy zgrany zespół.
Daj spokój. Nie jesteś moją partnerką.
Niewdzięcznik!
Dzięki mnie złapałeś złodzieja.
Za każdym razem to ja wpadałam na trup sprawcy.
Na co? Wpadałaś na trop, nie znając nawet tego słowa?
Wymień chociaż jednego.
MIAMI, FLORYDA
Sukinsyn! Dorwę cię!
Mam cię.
Zjedź na pobocze!
Nie do wiary.
W ten sposób mnie nie zgubisz.
Siedzę ci na ogonie!
Zepsułeś mi poranek. Jestem wkurzony!
Ludzie, uwaga!
Przez ciebie sam łamię prawo.
No dobra, stajesz. Brawo.
Policja.
Co ja zrobiłam? Spieszę się na spotkanie.
Będzie musiało poczekać. O mało mnie pani nie zabiła.
SMS-y podczas jazdy są be.
Nie widziałam pana.
Proszę to wyłączyć.
- Nie lubi pan afrykańskiej muzyki? - Wyłączyć proszę!
Jestem Iman Touré. Afrykanka, żona dyplomaty.
Nie ze mną te numery.
Wysiadać.
- Prosi się pan o kłopoty. - Co takiego?
- Ja? - Dogadamy się.
Proszę posłuchać.
To jest Ameryka. Wysiąść z auta.
Raz-dwa.
Tutaj.
Zepsuła mi pani poranek.
- Czego pan chce? - Obrócić się.
Co pan?!
Znów mamy w dzielnicy narkotyki.
Zaczyna się. Skąd wiesz?
Stąd, że wiem.
Robię wywiad.
Wewnątrzdzielnicowy.
Nauczyłam się od Kojaka, tego łysego.
Dzięki niemu umiem prowadzić śledztwa.
To byli policjanci!
A wy co?
Śpicie?
Zrozumiałem.
Przez te prochy będzie bajzel.
- Przyjrzę się sprawie. - Naprawdę?
Nie. Nie będę badał sąsiedzkich plotek.
Narkotyki to ja wyczuwam.
Nie od parady mam ten kinol.
To ja.
Roland!
Miło cię widzieć.
- Chłopcze kochany! - Cześć, ciociu.
- Pięknie wyglądasz. - Świetny garnitur.
- Zajebisty. - Odmładza cię, łosiu.
Mów ładnie.
Ma za sobą lot ze Stanów. Trzeba go rozruszać.
Chodźmy na górę.
Jak tam dzieci i żona?
Pozdrawiają was.
Winda znów zepsuta.
Żaden problem. Przecież mieszkamy na pierwszym. Żadna różnica.
10 lat temu obiecał mi na starość dom z ogrodem.
Skoro tak...
Tylko że nie dostałem podwyżki. Wiesz, jak jest w budżetówce.
Niekończące się procedury, zwariować można.
Przestań przytakiwać!
Posłuchaj. Nie chcę tu umierać.
Jakie "umierać"? Przeżyjesz nas wszystkich.
Dałby Bóg.
- Miło, że jest w formie. - Non stop.
Mogliśmy skoczyć gdzieś dalej.
Nie ma jak w domu.
Tam dalej jest Wieża Eiffla. Widziałeś kiedyś?
Z tobą, w podstawówce.
Nie pamiętasz? W Miami sprali ci mózg.
Od tamtej pory tam nie byłeś?
Co u Lin? Znaleźliście mieszkanie?
Nie.
Widzisz mnie w piętnastej dzielnicy?
Nie uzgodniliście lokalizacji?
Oglądaliśmy masę mieszkań, ale...
Ja jestem z Belleville.
A więc w tym problem. Ty się nie zmienisz.
Właśnie. I nie mogę zostawić mamy.
Ma tylko mnie.
- A Lin nie chce z nią mieszkać. - Wiadomo.
- Zatrudniła się w Interpolu. - Klasa.
To ty masz klasę.
Jak się nazywa to twoje stanowisko?
Oficer łącznikowy przy konsulacie francuskim.
Super.
- Dostałem je po znajomości. - Nie narzekaj.
Nareszcie ktoś z Belleville.
- To prawda. - I dobrze.
- Teść nadal w ministerstwie? - Nie.
Nie mów!
Objął komendę główną.
Ulżyło mi. Nie stracisz posadki.
To mi nie grozi.
No więc?
- Co? - Mów.
Przecież nie wyjechałeś z Miami tylko po to, żeby się z nami zobaczyć.
Coś się za tym kryje.
Prowadzę sprawę. Przemyt kokainy.
Opowiadaj.
Towar trafia z Daloa do Tangeru,
a stamtąd do Belleville.
Zasięgnij informacji.
Ja piórkuję.
Mama właśnie mówiła, że problem wrócił.
Uruchomię informatorów.
Jaki to ma związek z Miami?
Pod stół!
Stój!
Wstawaj!
Ruszaj!
Cholera!
Roland!
Sou?
- Idrissa Diop. - Skąd?
Z Daloa. Ale zamieszkały w Stanach.
- Kto prowadzi śledztwo? - Dubois.
Gadał z Interpolem. Twój kumpel pracował za granicą?
Tak. Idrissa Diop, Republika Daloa.
Jeśli cię tu zobaczą, dadzą mi popalić.
Dzięki.
Drobiazg.
Szwecja, Dania...
Momencik.
Co tu robisz?
Chciałem się z tobą zobaczyć.
- Radzisz sobie? - Tak.
Ciągle myślę o Rolandzie.
Ten temat jest u was?
Nie mogę ci powiedzieć.
Przestań.
- Chcesz mi narobić kłopotów? - Jeden z napastników był z Afryki.
Przemyt, który badał Roland, przechodził przez Daloa.
- Powiesz coś, czy to też tajne? - Co mam powiedzieć?
Korupcja we władzach i służbach, islamiści szaleją, więc są i dragi.
- Afryka. - Tyle to sam wiem.
Zaufaj nam. Wszystkiego się dowiemy.
Kiedy?
Zanim wypełnicie papierki i wejdziecie w dupę Amerykanom, facet zniknie.
Widziałem go. To morderca.
Na razie jest jak jest.
- Jakiś problem? - Nie. Zaraz przyjdę.
- Idę po kawę. Macchiato, jak zwykle? - Dzięki.
Dla mnie bezkofeinowa. Jak zwykle.
Przestań. Robisz mi obciach.
Roland cię uwielbiał.
Był moim bratem. Jeśli mogę coś zrobić, to jestem.
Znajdź sprawcę.
Obiecuję.
Ale potrzebuję pomocy. Muszę lecieć do Miami.
Tato.
Tak, kochanie?
Pamiętasz Baabę, przyjaciela Rolanda?
Oczywiście.
Powinniście porozmawiać.
Chodź tu.
- Dałeś ciała. - Przepraszam.
To żona Laji'ego Touré.
Wiesz, kto to?
Brat prezydenta Daloa.
Co oznacza, że facet ma paszport dyplomatyczny i immunitet.
Oraz znajomości.
O mało mnie nie przejechała i chciała mi dać w łapę.
Co mam zrobić?
Nie musisz przepraszać.
Już przeprosiłem komisarza, a ten burmistrza.
Burmistrza?
Tak, burmistrza.
Zawieszam cię. Masz dwa tygodnie laby.
- Bezpłatnej? - Bezpłatnej.
To nie jest dobry moment.
Umieściłem matkę w domu opieki. Za trzy i pół tysiąca miesięcznie.
- Skąd wezmę kasę? - Już dobrze,
znajdziemy inne wyjście.
Mogę robić wszystko.
Sprzątać łazienki, myć auta, czyścić buty...
Ten kierowca to po nas?
Nie, po tych drugich Keitów.
Co?
Jasne, że po nas.
Chyba nie trzeba mu płacić?
Nigdy nie wiadomo.
O, telewizor.
Z tyłu są napoje.
Zobacz. Masz.
Nie chce mi się pić.
Bierz.
Włóż do torby, przyda się w domu.
No co?
Proszę bardzo.
To na pewno tutaj?
Widzisz? Mówiłem, że będziesz miała dom.
No nie!
Zobacz, jaki widok!
To wszystko.
Znowu zamierzasz płakać?
Jak mi się chce, to płaczę. Tyle lat o tym marzyłam.
Już dobrze?
Dzięki ci, Boże.
Bóg zapłać, synku.
Nie płacz.
Jak rozwiążę sprawę, wracamy do Belleville.
Korzystaj z życia. I podziękuj sobie.
A pewnie, że będę korzystać.
Tak, proszę pani?
- Mówisz po hiszpańsku? - Tak.
Jestem Kubańczykiem.
W Miami wszyscy mówią po hiszpańsku.
Ogrodnik przychodzi w środy,
a sprzątaczka w poniedziałki i czwartki.
Pasuje?
Ogrodnik i sprzątaczka.
Oczywiście, że pasuje.
- Zna pan Miami? - Nie.
Spodoba się panu.
Proszę spocząć.
Przepraszam.
Pańska delegacja...
Jest.
Ma pan zatrzymywać osoby poszukiwane we Francji, a zbiegłe do Stanów.
Wiem.
Francuskie nakazy są w drodze.
Mając solidne dowody, przygotowuje pan dokumenty ekstradycyjne.
Następnie ściąga pan miejscową policję, która dokonuje aresztowań.
To wszystko.
- Mówi pan po angielsku? - Policyjną amerykańszczyzną.
"Jestem na to za stary".
Danny Glover w "Zabójczej broni".
Klasyka. Łatwe.
"Zadaj sobie pytanie: Czy jestem szczęśliwy?"
"Jesteś, śmieciu?"
- Dobre? - Dobre!
Clint Eastwood. "Brudny Harry". Wszyscy to znają.
- Nie. - To klasyka.
Cudownie. Przyda się panu.
Super.
Amerykanie to zawodowcy. Wiele się pan od nich nauczy.
Na pewno.
Pański gabinet. Mam nadzieję, że panu odpowiada.
Niezły.
- Mamie podoba się dom? - Bardzo.
Aż za bardzo.
Cieszę się.
Pójdę już.
Zapomniałabym. Kluczyki. Auto czeka na parkingu.
Super. Dziękuję.
Twingo?
Jaja sobie robią.
Proszę pana!
Mogę sobie z panem zrobić zdjęcie?
Proszę.
Widziałem papiery tego żabojada.
Uważajcie. Przez ostatnie 12 lat ścigał kieszonkowców.
Biedny.
Pewnie przeleciał szefa.
Dlatego dostał tę pracę.
Przepraszam...
Moment.
Jak przyjdzie, wyślij go do Mendeza.
Cześć.
Jestem Keita. Z Francji.
Do kapitana Mendeza.
- Ten Francuz? - Z Belleville. Miło mi.
Tędy proszę.
Miłego dnia.
To jest detektyw Ricardo Garcia.
Miło mi.
Chętnie pana oprowadzi. Sporo się pan od niego nauczy.
Cieszę się na współpracę z tutejszą policją, panie oficerze.
Nie jestem oficerem, tylko detektywem.
A moja broń?
O nie. Nie masz uprawnień do noszenia broni.
Jasne! To żart?
Nie. Tutejsze przepisy.
Słucham? Potrzebna mi spluwa. Załatw.
Mam coś lepszego.
Moja wizytówka. Działa.
Chodźmy.
Czekaj chwilkę.
Zasada druga: przesłuchiwać mogę tylko ja.
Momencik. Nie przesadzajmy z tymi zasadami.
Jakoś się je ominie.
- Możemy się dogadać. - Słucham?
Dogadać.
W Ameryce respektuje się zasady.
Nie mogę mieć broni ani przesłuchiwać świadków.
- To co mogę? - Nic.
- Nic? - Patrzeć.
Tutaj nie jesteś gliniarzem. Raczej wolontariuszem.
Masz robić dobre wrażenie. Będziesz moim gościem.
Jesteście tu bardzo gościnni.
To mój wóz.
- To jest twoja bryka? - Tak.
Po angielsku proszę.
Nie będziemy jak policjanci z Miami, nie to auto.
Twoja pierwsza sprawa. Jakiś Francuz o nazwisku...
Bojer.
Detektyw Garcia z policji. Jest tu niejaki Bojer?
Słucham?
Ten Francuz?
- 319, drugie piętro. - Bardzo dziękujemy.
- Tylko jeden. - Co?
Sam się tym zajmę. Zgarnę gościa na komisariat i go przesłucham.
Chcę pomóc.
Nic nie mogę? To co ja tu robię?
Jesteś turystą.
Zagadaj do tych dziewczyn.
Jak się macie?
- Świetnie. A ty? - Ja też.
Jak się bawicie?
- Opalamy się. - Super.
Paryż to numer jeden na mojej liście.
Masz jakąś listę?
- Listę marzeń. - Bomba.
Ty też?
Daj mi swój numer. Załatwię to. Paryż to betka.
Przepraszam...
Wynocha!
Policja! Pomyliłem się!
Co się dzieje?
Cholera. Wracaj!
Sukinsynu!
Co się dzieje?
Muszę lecieć. To mój partner.
Zaraz wracam.
Niech to szlag.
Cholera.
Wyłącz silnik!
Stój!
Sam się zająłeś.
Super.
I tak nie słucham.
Chciałbym zadać kilka pytań...
Co robisz?
Jestem tu.
Tutaj, jasne?
Chciałbym zadać kilka pytań. Jak pani na imię?
Marie.
Czy przedwczoraj znała pani Bojera?
Nie.
Halo!
Nie ruszaj tego.
- Ja tylko patrzę. - Niczego nie dotykaj.
Nie będę.
Mam nadzieję.
Czy kiedykolwiek panią wykorzystał?
Nie.
We Francji zgwałcił kobietę.
A dwa tygodnie temu napastował inną, w Miami.
Przykre.
Czym się pani zajmuje?
Pracuje pani?
Interesujące. Zapiszę sobie.
Jest didżejem? Jaki ma pseudonim?
Proszę nie odpowiadać. Chodź tu.
Posłuchaj.
Nie odzywaj się.
Ja zadaję pytania.
Jesteś turystą, ja - detektywem.
Dobra. Rób swoje.
Już jestem. Mam pytanie: jaki on ma pseudonim?
DJ Saint Germain des Prés.
Saint German.
Germain. Des Prés.
Saint Germaine.
Poznaliście się wczoraj, a ma pani u niego kosmetyki?
Przygotowana.
Na tym kończymy.
Moja wizytówka.
Gdyby się skontaktował, proszę o telefon.
Chodź.
Pa, dziewczyny!
- Do zobaczenia w Paryżu. - Zadzwoń!
Ona kłamie.
Zna go.
Nieważne. Złamałeś zasadę, zadałeś pytanie.
Ona nie jest ofiarą. Trzeba ją przycisnąć.
- Tracisz czas na procedury. - Posłuchaj.
Nie wiem, jak we Francji, ale w Stanach przestrzega się reguł.
Nie mogłem naciskać. Zaskoczyłem ją nagą. Biedaczka ma traumę.
Traumę? Żartujesz?
Ale brednie. Jaką traumę?
- Może mnie podać do sądu. - Jasne. Zapomniałem.
Jak na pierwszy dzień wystarczy.
I to jaki dzień. Dobry dzień.
Z Daloa. Ale zamieszkały w Stanach.
- Nie wierzę. - Że co?
Zabrałeś matkę do Miami?
Nie mogłem jej zostawić. Dlatego dzwonisz?
- Idź do psychiatry. - Dlaczego?
Przez nią rozpadł się nasz związek, a ty jeszcze pytasz?
Nie rozpadł się. Po prostu się kłócimy.
Kłótnia zbliża ludzi.
Kończę, muszę obejrzeć mieszkanie.
Buziaki.
Mieszkanie?
Nie ruszaj się! Wstawaj.
- Rób, co mówi, gnojku. - Spokojnie, jestem gliniarzem.
Jeśli się ruszysz, nie żyjesz.
Wstań. Powoli.
Wychodź.
- Jestem francuskim gliną. - Mam to gdzieś.
Pod ścianę!
- Oprzyj ręce. - Francuska policja.
- Jasne. Masz broń? - Chciałbym mieć.
Ale mój partner przestrzega reguł. Nie pozwala mi.
Rozstaw nogi.
W kieszeni mam jego wizytówkę. Detektyw Garcia.
- Kto? - Detektyw Garcia.
- Wiesz coś o tym? - Możliwe. Sprawdź.
Gdzie ta wizytówka?
Tu Cruz. Dostaliśmy zgłoszenie.
Mamy jakiegoś Francuza. Nazywa się Baaba Keita.
- Pod ścianę. - Jestem pod ścianą.
Milczeć.
Zgarnę go za włamanie.
Czekaj. Będę za 10 minut. Jadę!
Mówił prawdę.
Masz szczęście.
- Możesz odebrać? To mama. - Nie.
Dobra.
Oddzwoni.
Dzisiaj włamanie, a jutro kradzież?
To mieszkanie mojego kuzyna. Drzwi nie były zamknięte.
W Afryce się nie zamyka. To jest nieporozumienie.
Nieporozumienie? Serio?
Coś ci powiem. Nie możesz robić, co ci się żywnie podoba.
Bo jesteś Francuzem?
Gdybym się nie zjawił, trafiłbyś do aresztu.
Wiesz, co by ze mną było?
Masz pojęcie?
Wyleciałbym z roboty.
Przepraszam.
Jesteś wściekły, rozumiem.
Ale zawsze powtarzam, że porządna kłótnia zbliża ludzi.
A partnerzy powinni być ze sobą blisko.
- Chcesz być blisko? - Tak.
Więc od jutra będę cię przywoził i odwoził.
I chodził z tobą do kibla. Jasne?
Wracaj do domu.
Dzięki. Dobry z ciebie partner.
Dzięki, partnerze. Jesteś super.
- Cześć, panie oficerze! - Detektywie!
Co?
Daj kluczyki. Ernesto będzie mnie uczył prowadzić.
- Po co? - Chcę zrobić prawko.
Niepotrzebne ci. Zawsze mogę cię zawieźć na zakupy.
A jak jesteś w pracy? Mam smażyć konfitury?
Nie zdążysz zrobić prawka do wyjazdu.
Zajmij się zabójcami Rolanda. Ja pokorzystam.
Weź te kluczyki. Są w kieszeni spodni.
Jak idzie śledztwo?
Nie pytaj. Rób prawko, śledztwem zajmę się sam.
Będziemy się rozglądać,
ale czy wasz Francuz byłby taki głupi, żeby pływać tą samą motorówką?
Oni są głupsi, niż sądzimy. To nasz jedyny trop.
Dziewczyny, nic wam nie grozi?
Świetna robota. Chcę taką, jak będę duży.
Miłego dnia!
Zrobi mi pan zdjęcie? Dla mojej dziewczyny.
Zrób mu.
Cześć, mamo.
Skądże, w porę. Przyda mi się przerwa.
Jestem z tym Francuzem.
Dopiero dziesiąta, a już chętnie rzuciłbym go na żer rekinom.
Przy moim farcie pewnie by przeżył.
Muszę kończyć. Niedługo się widzimy.
CLUB DE PARIS - W PIĄTEK WIELKIE OTWARCIE
Muszę odwiedzić kuzyna.
Zawracasz gitarę. Jesteśmy w pracy.
Skoczmy do niego na dwie sekundy.
Bądź miły. Mama mnie prosiła.
Mama?
Przyjechałeś z matką?
Nie zaczynaj i ty. Owszem. I co?
Dobra.
Nie czekaj na mnie. Kuzyn mnie odwiezie.
Odpocznij. Dzięki za wycieczkę łodzią.
Idę z tobą.
- Nazwisko? - Baaba Keita, Senegal Express.
To mój praktykant.
Żartuję, fotograf.
- Nie ma pana na liście. - Słucham?
- Nie ma na liście. - Potwierdziłem dopiero wczoraj.
Nie ma pana.
- Proszę sprawdzić. - Nie widzę pana.
Potwierdziłem mailem. Proszę to natychmiast załatwić.
- Jakiś problem? - I do duży.
Mój naczelny czeka na artykuł o fundacji.
Wysłałem wam mail, ale nie ma mnie na liście.
A ja muszę wejść na konferencję.
Proszę się uspokoić.
Mamy pracę do wykonania!
- Niech pan nie krzyczy. - Nie krzyczę.
Wejdziemy na salę.
Cieszę się.
To twój kuzyn?
Gdzie jest?
W drodze.
- Nie ma go tu? - Jeszcze nie.
Teraz pani Touré, prezes fundacji, będzie odpowiadać na państwa pytania.
Jesteśmy wzruszeni tak dużym zainteresowaniem.
Muszę lecieć.
Chętnie odpowiem na wszelkie pytania.
Tutaj! Baaba Keita, Senegal Express.
Nie przeszkadza pani, że wasz ochroniarz, Idrissa Diop,
był wmieszany w zabójstwo francuskiego policjanta?
Sam też zginął.
- Przykro mi to słyszeć. - Nam też.
Pan Diop już u nas nie pracował.
Zresztą nie znałam go osobiście.
Fundacja załatwiła mu pobyt.
Przepraszam, są inne pytania.
Zaufaliście mu.
Jestem dziennikarzem!
Wszystko jasne!
Sam znam odpowiedź!
Już dobrze, nie trzeba. Wyjście jest tam.
Dokąd idziemy?
Postawił nam pan poważny zarzut. Moglibyśmy wezwać policję.
Czyli mnie.
Baaba Keita, policja francuska.
- Pan Keita? - Tak.
To są Stany Zjednoczone, nie francuska kolonia.
Amerykańską policję może zainteresować moja wiedza.
Chroni nas immunitet dyplomatyczny.
Mnie, moją żonę i pracowników ochrony.
Rozumie pan?
Nikt nas nie będzie inwigilował.
To był akt agresji, za który mogę pana wyeliminować.
Ale po co drażnić Francję, z którą mamy świetne relacje?
Zresztą nie jesteśmy mordercami.
Poprzestanę na poinformowaniu francuskich władz.
Zobaczymy, czy nikt was nie będzie inwigilował.
I czy nic nie znajdzie.
Nie zbliżaj się więcej do pani Touré.
Bo co?
Policja! Rzućcie broń!
Ten śmieć jest mój!
Keita, idziemy.
Na razie, bandziory.
Mam cię na muszce.
Zwariowałeś? Jaja sobie robisz?
Mówię do ciebie!
Wciskałeś mi kit z tym kuzynem.
Dorwę cię, Giraud.
O nie.
To jest przestępstwo. Jesteśmy w Ameryce.
Czytałeś moje akta? Specjalizuję się w kieszonkowcach.
Wypróbujmy nowe podejście. Nie jestem idiotą.
Co tam zaszło między tobą a twoimi kuzynami?
Nie spodoba ci się.
Sprawdźmy.
Ta fundacja to przykrywka.
Państwo Touré zarabiają na przemycie kokainy.
Nie w Miami. Rynku pilnuje 20 agencji rządowych.
Koka ląduje w Daloa.
Z Afryki trafia do Francji.
Co się dzieje w Miami, jeszcze nie wiem.
Towar przechodzi przez Delaware?
Przez Daloa w Afryce. Wiesz, gdzie jest Afryka?
Z grubsza.
Rozpracowujesz w Paryżu tę szajkę?
Skąd. Jestem zwykłym gliną. Rozpracowywał mój kumpel.
- Ten zastrzelony? - Właśnie.
Mój przyjaciel.
Przykro mi, nie wiedziałem.
Idrissa Diop był jednym z morderców.
Drugi to Max Giraud.
- Nie masz dowodów. - Był w masce.
Ale postura i chód wskazują, że to on. Czuję to.
To nie jest argument dla sądu.
Nie masz też dowodów, że coś przemycają.
Dowody się znajdą. Wierz mi.
Trafiłeś szóstkę.
Skąd znasz jego żonę?
Zatrzymałem ją za złą jazdę. Jej ważni znajomi nie byli zachwyceni.
Jesteś moją karą.
- Ja to mam fart. - Też jestem zwykłym gliniarzem.
Ta sprawa mnie przerasta. Za 10 dni wracam do zwykłej roboty.
Nie chcę żadnych kłopotów.
Mam matkę w domu opieki. Płacę trzy i pół tysiąca miesięcznie.
Rozumiesz?
Rozumiem.
- Szafa gra? - Tak.
- Pan Keita? - Słucham.
- Pani konsul chce pana widzieć. - Dziękuję.
- Konsul chce mnie widzieć. - Bo co?
Jedziemy.
To ja. Chciałem pogadać.
Odbiło ci? O tej porze?
No tak, różnica czasu!
Nie jesteśmy już parą.
Przestań.
Nie dzwoń więcej.
Uspokój się.
- Nie chcę zmieniać numeru. - Żartujesz?
Ciągle zapominam, jaka jesteś wkurzająca.
Zapomnij na dobre. Poznałam kogoś.
- Kogo? - Kogoś.
Tego od kawy? Wiedziałem! Jest z tobą?
Daj go do telefonu.
Szkoda, że mu nie przywaliłem.
Ścisz to! Sąsiedzi!
Chrzanię ich. Korzystam z życia.
- Pijesz? - Co z tego?
Nie wyżłop całej butelki. Jakieś jaja!
Zgred.
Jest różnica czasu, pora spać.
Mam to gdzieś.
Chcę mieć otwarte oczy!
Super.
Trzeba aresztować tego Bojera.
Wiadomo, o kogo chodzi.
To nasze jedyne zadanie.
Mój szef domaga się efektów, a ty zapunktujesz u pani konsul.
Dziś otwierają Club de Paris.
Można by tam zajrzeć.
Do klubu? Przecież mamy robotę.
- Czy ty mnie słuchasz? - Pewnie.
Wolno mi tylko słuchać, patrzeć i myśleć.
Gdzie najłatwiej dorwać didżeja?
We francuskim klubie.
Potrzebne ci ciuchy.
Partnerze!
Popatrz. Jak wyglądam?
Wyglądasz jak szofer.
W Miami nosi się żywe kolory.
Bez jaj. Nie jestem tancerzem. Klasyka jest miodzio.
Sportowe buty do garnituru?
To idealne połączenie! Z klasą.
Eleganckie.
Żartujesz?
Mówię poważnie. Stolicą mody jest Paryż czy Miami?
Czekaj.
Zaraz zobaczymy...
Mowy nie ma.
- To? - Nie.
A to?
Pan przodem.
A nie mówiłem?
DJ Saint Germain des Prés. To on.
Gdzie? To dziewczyna!
Didżej! Boyer.
- Bojer. Jesteśmy w Ameryce. - Nie,
Boyer. Po francusku.
Nazywa się Boyer.
Chodź, dorwiemy go.
Dorwać Bojera!
Co robimy?
Za dużo tu ludzi. Niech skończy grać,
dopadnę go w szatni.
- A ja? - Baw się!
Tańcz.
Muszę iść.
Jestem twoim fanem. Super cię poznać.
Klasa sama w sobie! Kocham twoją muzę.
Selfika?
Zejdź ze sceny.
Czekaj. Na pamiątkę. Ja i DJ Saint Germain.
Spadaj!
- Ale super. - Złaź.
Momencik. Jesteś z Saint-Germain-des-Prés czy en-Laye?
Nieważne.
Odciążę cię. Zrobimy nastrój. Nic się nie martw.
Dobry wieczór, Miami!
Cześć, ekspaci!
Jak się bawicie?
Witajcie w Club de Paris!
Co za szaleństwo. Czy są na sali Francuzi?
Jesteśmy dziś we Francji! Wielkie brawa dla naszego ulubionego didżeja!
DJ Saint Germain en Laye!
To dla ciebie, bracie. Naróbmy hałasu!
Konfetti! Lubicie?
Fantastycznie!
Wszyscy ze mną.
Owacje dla didżeja!
Cholera.
Dobra, już idę.
Jesteście super!
Do zobaczenia, brachu.
Bracie, posłuchaj...
Ruchy!
To nie jest dobry pomysł. Jestem gliną.
Stul pysk!
Nie musisz tego robić. Ponegocjujmy.
Zamknij się!
Spokojnie. Dokąd idziemy?
Proszę.
- Saint Germain en Laye! - Ty tutaj?
Jestem twoim fanem. Bądź miły.
- Wypad! - Selfika?
- Spieprzaj! - Miłego wieczoru.
Zostawię was samych.
- Spadaj! - Już.
Cholera.
Wyłaź, kolego.
Bojer, jesteś aresztowany!
Dawaj go tutaj!
Prezent.
Gratuluję.
Mój bohater.
Jaja sobie robi.
Słyszałem, bohaterze.
- Mam u ciebie dług. - Spoko.
- Co jest? - Potrzymaj.
Żyjesz?
Moje wrzody się odezwały.
Masz plany na jutro?
Wpadnij do nas na obiad.
Nie mogę.
Obrazisz moją matkę.
Nie chcę obrazić swojej.
Zawsze zabieram ją na lunch.
To ją przyprowadź, panie oficerze.
Co powiedziałeś?
Panie detektywie.
I bohaterze.
Po co zakładać to badziewie? Rozmiar nie pasuje.
Nie wchodzi.
Wiem, Miami.
Dzwonek.
Otworzę.
Witam mamę.
Syn wiele mi o tobie opowiadał.
Moja mama jest w ogrodzie.
Czekaj.
- Mówisz po hiszpańsku? - Mówię.
Ale robotę w konsulacie dostałem za seks z szefem.
Przepraszam.
Tak czy siak po znajomości. Jestem zwykłym gliną,
ale może dam radę.
Dla przyjaciela?
- Wynajmujecie ten dom? - Nie.
Jeszcze mi płacą.
Fajna robota.
- Ile sypialni? - Cztery.
Jestem Ricardo.
Zapraszam.
Mówiłeś, że nie mają basenu.
Podgrzewany?
Nieźle.
Magazyn fundacji?
- Afrykańczyk? Szukasz pracy? - Tak.
Tam.
Dzięki.
Prosto.
Płacę 60 dolców dziennie. Pasuje?
Idźcie za nim.
Ładujcie, panowie.
- Nie udźwigniesz dwóch worków naraz? - Jasne.
To poproszę.
A wy co? Do roboty, nie ma czasu!
Nie jesteś głodny? Spróbuj.
O której lunch?
Gdzie ten towar?
Może jechać.
Gotowe!
Do zobaczenia za tydzień!
- Wielkie dzięki! Mam klaustrofobię. - Nie ruszaj się!
Spokojnie, jestem gliną.
Póki co, dla mnie jesteś nielegalnym imigrantem albo terrorystą.
Spokojnie.
Ręce do góry! Wyłaź.
Dobrze.
W lewo czy w prawo?
Prosto. Pod ogrodzenie.
- Nie ma problemu. Można opuścić spluwę. - Idź!
- Jasne. A opuścisz? - Milczeć!
Dobra.
Co zrobił?
Zaraz przyjadę.
Ściągnij Garcię.
Ten koleś jaja sobie robi. Będę u siebie.
Detektyw Garcia proszony do szefa.
Proszę się stawić natychmiast.
Muszę lecieć.
Co on znów zmajstrował?
Rozkuć go.
Mam nadzieję, że francuska policja nie jest taka jak ty.
Wszystko panu wyjaśnię...
Daruj sobie. Garcia już mi wyjaśnił po drodze.
To nie jego wina. On nic nie wiedział.
I to mój główny zarzut.
Ale sierżant Morris jest skłonny zapomnieć o sprawie.
Dziękuję.
Ma ci coś do powiedzenia.
Dokładnie przeszukaliśmy ciężarówkę.
I?
Ani śladu koki.
Słyszałeś? Ani śladu.
- Chcesz zachować pracę? - Tak.
- A ty? - Też.
Pewnie, że chcesz.
Podpadłeś mi. Dwukrotnie.
Zejdź z państwa Touré, bo poinformuję konsulat, komu podpadłeś.
Nie ma potrzeby.
Spadajcie!
Przepraszam.
Miłego!
Chodź.
- Wybacz. - Nic się nie stało.
- Z czego się cieszysz? - Ty czytasz?
Owszem. To moje hobby.
- Korzystam z życia. - W porządku.
Przestań, nie mogę się skupić.
Gdzie moje rzeczy?
- Te śmieci z kieszeni? - Tak.
Tam.
Czegoś brakuje.
Tego?
Czyje to?
Rolanda.
Wiedziałam.
To nie twoje pismo.
Sherlock Holmes z ciebie.
Próbowałam to rozszyfrować.
Moim zdaniem to numery rejestracyjne.
- Sprawdziłeś ten trop? - Nie mam czasu, muszę lecieć.
Sprawdź. To jest trup. Wierz mi.
Zajmij się czytaniem.
Ćwok nie wierzy własnej matce.
Naprawdę czytasz?
Znikaj, bo cię trzasnę.
Co jej się stało?
Agatha Christie. Typowo policyjna książka.
Dzień dobry panu.
Podobno aresztowano Boyera.
Gratuluję.
To zasługa detektywa Garcii.
Porozmawiajmy o niedawnym incydencie.
Państwo Touré będą u nas na garden party.
Będzie pan miał okazję ich przeprosić.
To polecenie służbowe?
Jeśli pan tego nie zrobi,
zapewne wróci pan do Belleville wypisywać mandaty.
- Jakaś pani do pana. Z fundacji. - Niech wejdzie.
Zapraszam.
Dzień dobry.
Zaskoczony? Rozumiem.
Dziękuję, że mnie pan przyjął.
Czym mogę służyć?
Kontakt do komisarza Abdoulaye'a Omassy z Daloa.
Po co mi?
On też chce wsadzić państwa Touré za kratki.
Czemu mam mu zaufać?
Proszę się rozpytać.
W Daloa trzeba skończyć ze skorumpowany reżimem.
DALOA, AFRYKA
Komisarz Omassa.
Baaba Keita z francuskiej policji.
Słyszałem o pańskim wystąpieniu na konferencji.
Moglibyśmy nawiązać współpracę.
Znał pan Rolanda Webera?
Pański przyjaciel niepotrzebnie zwrócił się do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.
Ono chroni rodzinę Touré. Nazajutrz zginął.
A pan jakim cudem żyje?
Nie jestem dla nich tak groźny jak on.
Tutaj wszyscy wiedzą, że brat prezydenta handluje narkotykami.
A Roland miał za sobą francuską policję i Interpol.
Dlatego go zabili.
To Ladji Touré zlecił zabójstwo?
On i jego żona.
Chętnie podzielę się z panem informacjami.
- Na jakim etapie jest śledztwo? - Na żadnym.
Celnicy dokładnie przeszukali ostatni konwój.
Nic nie znaleźli.
Który urząd celny?
W Miami. Narkotyki nie przeszłyby przez kontrolę.
Niemniej trafiają do Daloa.
A jeśli załadowują je gdzie indziej?
Może samolot nie leci prosto do Afryki.
Nie udało mi się uzyskać numerów rejestracyjnych.
- Takich jak w przypadku samochodu? - Tak.
Dzięki nim można namierzyć samolot.
Numery...
- Proszę mnie informować. - Zdzwonimy się.
- Do widzenia. - Dzięki.
Powodzenia.
Co tam?
Masz prawo być zły.
Naprawdę nie chciałem cię w to mieszać.
Myślisz, że o to się wkurzyłem?
A o coś jeszcze?
Najpierw mnie ratujesz, potem działasz za moimi plecami.
Myślisz, że nie nadstawiłbym karku dla kumpla?
Racja.
Mogłeś mi zaufać. Wiszę ci przysługę.
Przepraszam.
Nie ma sprawy.
Wyluzuj. Kawy?
Chętnie. Naprawdę przepraszam.
To numery samolotu. Należącego do Touré, założę się.
Pomożesz mi to sprawdzić?
Masz kumpla w FBI?
Czemu w FBI?
Gliny w filmach zawsze znają kogoś w FBI albo w CIA.
Ja nie znam.
- Szkoda. - Ale mam kumpla w ochronie lotniska.
- Może być? - Może. Chociaż FBI jest bardziej seksi.
- Rubén, co słychać? - Wszystko dobrze.
Mój znajomy ma pytanie.
Pomożesz?
Jestem Keita, partner Ricarda.
Mam tu numery samolotu: K-
329.
Pomożesz mi go namierzyć?
Sprawdź.
Zgadza się.
Należy do Fundacji na rzecz Afrykańskich Dzieci.
Jest na lotnisku.
Tego szukasz?
- Masz lan plotów? - Plan lotów.
- Tak. Plan płotów. - Plan lotów!
Wszystko jedno.
Mam. Wylatuje za 48 godzin do...
Caracas.
- Tam załadowują dragi. - Do samolotu fundacji.
Smarują, komu trzeba, a potem lecą z tym do Afryki.
I po co ci było FBI?
Zapraszam.
No proszę. Fanklub Julia Iglesiasa.
Jak miło, że pan przyszedł.
Mogę porwać na chwilę pana Keitę?
Dziękuję.
Jestem detektyw Garcia.
Chodź tu.
- Teraz? - Tak, teraz.
Przepraszam.
Zastanowił się pan? Jeśli nie, przypominam o Belleville.
Znają państwo naszego oficera łącznikowego, pana Keitę.
Miło pana znów widzieć.
Państwa pierwsze spotkanie było nieco...
szorstkie. Ale pan Keita chce coś powiedzieć.
Ja?
A, tak.
Najmocniej przepraszam za moje skandaliczne zachowanie.
Zapewne zostało mi z Belleville. Byli tam państwo?
Jeszcze raz przepraszam. Wcale nie przemycają państwo narkotyków.
I nie zamordowali państwo policjanta.
Skądże.
Bo przecież by państwa tu nie było. To oczywiste.
- Miłego wieczoru. - Nawzajem.
Byłem w Belleville.
Raz.
Twój kumpel też był stamtąd?
Wiem, że to ty.
Umarł w rodzinnych stronach. Wzruszające.
Przywal mu!
To nie fair!
Garcia, stój!
Żyjesz?
Przy tobie zawsze niszczę porządne buty.
Przepraszam.
Nieważne.
Co zamierzasz?
Najpierw najtrudniejsze.
Powiedzieć matce.
Mamo!
Jesteś, synku.
- Proszę. - Prezent?
Podejrzane. To nie jest Dzień Matki.
Chciałem podziękować za trop.
Który? Tyle ich było.
Za wizytówkę.
Więc to jednak były numery rejestracyjne!
Następnym razem mi uwierz.
Ale po co ten prezent?
Jesteśmy partnerami.
Połóż mi to przy łóżku.
Dobrze, pani Kardashian.
W lodówce jest jedzenie.
Musimy pogadać.
Teraz nie przeszkadzaj. Musimy dokończyć z Ernestem.
Gorąco.
Co dokończyć?
Przegina z tym korzystaniem.
To ja.
Wszystko w porządku?
Zabrali mi sprawę Rolanda.
Właściwie to mnie wylali.
Co znowu narobiłeś?
Dałem ciała.
Jak to?
Mam dwa tygodnie, żeby się spakować. Mama jeszcze nie wie.
Znowu mama!
- Nie wiem, jak powiedzieć mamie. - Moja też jeszcze nie wie.
Dostanie zawału.
Więc zdąży przywyknąć.
Idźcie pozwiedzać.
A potem pouczę cię surfingu,
a ty mnie kung-fu.
Surfujesz?
A jak inaczej? To jest Miami.
Mówi Abdoulaye.
Co tam?
W Daloa zamach stanu.
Na ulicach wojsko, prezydent uciekł.
- Mamy nowe władze. - Co to oznacza?
Że sytuacja się zmieniła.
Nowy minister podpisał nakaz aresztowania państwa Touré i Maxa Giraud.
Interpol ma go rozesłać po świecie.
- Będzie można ich aresztować w Miami? - Już wylecieli do Caracas.
W ciągu dwóch dni przylecą tu wyładować towar.
Jest gdzieś nielegalne lądowisko, ale nie wiem gdzie.
Mam znajomą w Interpolu, może ją namierzy.
Przydałoby się.
Mamy dwa dni. Muszę ich dorwać, zanim się ulotnią.
Odezwę się. Dzięki.
Zajmiesz się moją mamą? Lecę do Afryki.
Co?
Abdoulaye będzie próbował ich aresztować w Daloa.
Jeszcze zdążę tam dotrzeć.
- Mam zostać z nimi dwiema? - Przecież masz wrzody.
Porąbało cię?
Nie zostawię cię samego.
Oprócz wrzodów mam paszport.
Razem jedziemy i razem zginiemy.
Super.
Kocham takie teksty. W drogę!
To tutaj.
Dzięki za przejażdżkę. Mogę bagaż?
Bez jaj!
- Witam. - Miło mi.
Abdoulaye Omassa. Garcia?
Detektyw.
Wejdźcie.
Interpol pomógł znaleźć lądowisko przy granicy z Mali.
- Można po angielsku? - Mamy realne szanse.
Weź to.
A moja spluwa?
Nie mamy umowy ze Stanami Zjednoczonymi.
Nie ja ustalam zasady.
Jakie zasady? Trwa wojna domowa!
Nie traćmy czasu.
Idziemy.
Musimy znaleźć helikopter.
Co mam z tym zrobić?
Wojsko nie ma wolnych śmigłowców. Dogadałem się z prywatnym pilotem.
Wysiadamy.
Nie przyjmuje czeków ani kart.
Płatność przez Western Union, trzy tysiące dolarów.
Masz?
Czekaj.
Ma do ciebie sprawę.
Trzy tysiące, Western Union. Od ręki.
Jak w chińskiej knajpie. Człowiek rozumie tylko cenę. Trzy tysiące za co?
Helikopter.
Trzy tysiące za helikopter?
Patrz. Western Union.
Moment.
Macie tu dobre wifi.
Przeszło.
Nie zostawiajcie mnie!
Panowie!
Coś mnie ugryzło!
Dostaniesz malarii.
Poważnie?
Nigdy nie wiadomo.
Nie ja.
Uważaj na słonie.
Słonie?
Serio?
Są wszyscy.
Co to za jedni?
Komitet powitalny. Zabójcy. To oni rozprowadzają narkotyki po Sahelu.
Nie ruszać się! Ręce do góry!
Zabierz im broń.
Żadnych numerów!
- Zatrzymam to. - Dobra. Weź ten.
Czego się gapisz?!
Szybko.
Żadnej broni.
No nie! Proszę.
Teraz.
Naprzód.
Tam.
Dorwiemy tych bandziorów.
Zajmę się samolotem.
Po angielsku proszę!
Garcia, ruszaj!
Przeprośmy ich.
Tak jest, partnerze!
Kto ci to dał?
Kryć się!
Nie strzelaj do niej! Ja ją dorwę. Osłaniaj mnie!
Nie strzelajcie!
- Rzuć broń! - Spokojnie.
Startujemy!
Policja!
Koniec z kokainą!
Wysiadać! Jesteście aresztowani!
Chcesz, to się pobawimy.
Wysiadaj.
Wypad z auta!
Twarzą do samochodu!
Jak już mówiłem,
nie dogadamy się.
Takie życie.
Uwielbiam afrykańską muzę, zwłaszcza w tym otoczeniu.
Maszeruj. No już!
Idziemy.
Zobacz, ktoś chce przeprosić.
Widziałeś to?
Niezła akcja.
Masz broń. Nielegalnie.
Ominiemy zasady.
Przyszła kryska na Matyska.
Po angielsku proszę!
To mi się podoba!
Super.
Masz kąpielówki?
A ty?
Jasne.
- Fajnie jest. - Kapitalnie.
Dla ciebie.
Komisarz Mendez przesyła gratulacje.
Konsulat francuski też.
Zostaliście przywróceni do służby.
A co do opłaty za helikopter...
Policja ci ją zwróci.
To dobra wiadomość.
Niech im odda pokwitowanie. Na razie.
O co chodzi?
A, o śmigłowiec.
Masz im dać pokwitowanie, żeby odzyskać forsę.
Jakie pokwitowanie? Żadnego mi nie dał.
- Zadzwoń do tego pilota! - Ja?
- Ty mnie tu ściągnąłeś. - Sam chciałeś!
Trzy tysiące dolców! Mama mnie zamorduje.
Cześć.
Wakacje?
Nie zaczynaj.
Przydzielili ci tę sprawę.
Dobra jesteś.
Twoi koledzy?
Z pracy.
Panowie! Te kanalie zatrzymałem ja.
Baaba Keita z Belleville. Do usług.
Niech wiedzą, z kim mają do czynienia.
A gdzie pan od kawy?
Pan od kawy nie był nikim ważnym.
Mam na imię Ricardo.
Nie zostawiaj mnie!
Dobry wieczór.
Mam od razu przejść do wyznań?
Zamieszkajmy razem.
Bez mamy. Wierzysz mi?
Zmieniłeś zdanie?
Mama ma romans z Ernestem, szoferem z konsulatu.
Kiedy cię pierwszy raz zobaczyłem, byłaś jak świąteczny poranek.
Mówisz mi to teraz?
Bo nie wiem, co powiedzieć.
Zaraz, zaraz...
Gdzieś już to słyszałam.
To z filmu.
- Serio? - Ty gnojku.
Zadziałało.
Chciałaś mnie pocałować. Tyle brakowało.
No co?
To prawda.
Co?
Jesteś jak świąteczny poranek.
Twoja matka. Co za niespodzianka.
Nie rób tego.
- Zrobiłaś? - Tak.
Poszukaj jej!
Tłumaczenie na zlecenie Monolith Films: Katarzyna Wojsz
Za mną!
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.