Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
O czym rozmawiacie?
Trwa upadek człowieka.
Właśnie!
Serio uważam, że człowiek....
Ludzie.
Ludzkość − od ludzi.
Ważne rozróżnienie.
Ludzkość to pasożyt.
Nie krzyczcie!
Słuchaj.
Pasożyt to organizm, który niszczy swoje środowisko.
Zawsze tak robiliśmy.
Ludzie przystosowują się, aby przeżyć.
Rozwiązaliśmy prawie wszystkie problemy z adaptacją zewnętrzną.
Zagrożeniem jest nasza niszczycielska natura.
Ten projekt się kończy.
Ale ludzie niszczą po to, by tworzyć, budować nowe rzeczy.
Są z natury dobrzy.
Nasz humanista!
Mamy dobre intencje.
Dzięki, Jeanie-Jacques'u Rousseau!
Nie mówię o moralności, o dobru i złu.
To wszystko nic nie znaczy.
Podział "dobro-zło" wydaje mi się mętny.
Nie zawieziesz dziewczynek na lekcję tańca,
bo masz kaca:
i już masz "zły" uczynek.
To był cytat z "Pogromców duchów".
Wożę je... Czasem.
Bezczelne kłamstwo.
Istnieje coś takiego jak moralność, uniwersalne wartości.
- Zabijanie. - Ono nie!
Wiele państw zalegalizowało morderstwa.
Kara śmierci obowiązuje w USA,
Chinach, Egipcie, Indiach...
Indie!
Jak można wymyślić wegetarianizm, a jednocześnie zabijać?
Nie oni wymyślili wegetarianizm.
Jego korzenie sięgają starożytności.
Pitagoras był wegetarianinem.
Xavier, nasz uczestnik "Va Banque"!
Mówię tylko,
że każde nasze działanie uderza w środowisko naturalne.
Począwszy od oddychania!
Wypieramy fakt, że trwa wymieranie.
Opóźniamy własny nieunikniony koniec.
TED Talk zakończony, dzięki!
Zwykły ze mnie pasożyt.
To Josephine.
- Cześć. - Xavier, Sophia.
Miło mi.
- Jego znasz. - No pewnie.
- Jak tam? - W porządku.
Josephine jest mamą Victora,
pływamy razem.
Trzy długości, a potem dużo wina.
Gadamy o wartościach uniwersalnych.
- Wszystko gra? - Powiedzmy.
Josephine się rozwodzi.
Przykro mi.
Mam ochotę się zastrzelić przez te formalności.
Skomplikowane.
Szukam adwokata.
Mój znajomy specjalizuje się w prawie rodzinnym.
Tak? Super.
Bardzo by mi się przydał.
- Mamo! - Jak się czujesz, skarbie?
- Przystojniak. - Był bardzo grzeczny.
- Mam prowadzić? - Nie.
Ale niezdara!
Nie chciałem!
Wiadomo, nikt nie chce.
Ale co za głupota!
Powaliło cię, to tylko kieliszek.
Kobiety są powalone.
Mamuśka-wariatka ma dość waszych wrzasków!
Wy się bawicie,
a dzieci uchodźców płyną tu, aby poprawić swój los.
- Tu płyną? - W sensie...
Ogarnij swoje córki!
Kupie ci nową.
- Jaka to marka? - Zapomnij!
Muszę zapalić.
Ona wrzeszczy, ja jaram.
Sophia?
Pójdę, ale nie wolno mi już palić.
Xavier, buu!
Szlaban na tytoń.
Daj mi swój numer, na wypadek...
Miłość?
Co?
Miłość − to jedyna wartość uniwersalna.
Możesz prowadzić?
Byle nie jechać za szybko.
Mózg Françoise jest jakby...
... przepracowany.
Życie rodzinne ją wykańcza.
Co ma do tego rodzina?
To są też dzieci Philippe'a. Jego mózg jest OK.
Bo ma dużo czasu. Nie zajmuje się dziećmi.
Posiadanie dzieci w dzisiejszych czasach
to przepis na męki.
Kochają się 3-4 razy w tygodniu.
Ale ciągle się kłócą.
Wolałbym kłótnie.
Zatankuj do pełna, żebyś dojechała prosto na działkę.
Ty nie jedziesz?
Mam konferencję w Ottawie.
Mówiłeś, że to za tydzień.
Nieprawda.
Mówiłeś.
Przepraszam.
Nie szkodzi.
Kurde, co mam powiedzieć?
Nie znam się na remontach.
- Nie znam go. - Niech on mówi.
Gdybyś przyjechał...
- Nie znam się na tym. - Nie znoszę spotkań z nowymi ludźmi.
A ja remontów.
No to się zestresowałam.
NATURA MIŁOŚCI
REŻYSERIA
Nie mów, że nie zauważyłeś.
Czego?
Olśniewającej urody tamtej Francuzki.
Ledwo.
Twoim zdaniem nie jest ładna?
- Jest spoko. - Spoko?
Prawdziwa piękność, w twoim typie.
"Mój znajomy specjalizuje się w prawie rodzinnym".
Który?
Kit jej wcisnąłeś!
Ona serio cię nie kręci?
Nie odpowiadam na podchwytliwe pytania.
Wcale nie jest podchwytliwe.
Zupełnie mi to nie przeszkadza.
Nie poszedłbyś z nią do łóżka?
W hipotetycznej sytuacji: jesteście ostatnimi ludźmi na Ziemi.
Gdybyśmy zostali tylko my dwoje...
... byłbym w szoku, bo nie umiem nawet zmienić żarówki.
Czemu miałbym przeżyć?
Przeraża mnie to!
Nie nadaję się na Ostatniego Człowieka.
- Nie wykręcaj się! - Przeżyć powinien raczej...
Bo ja wiem...
Ten mięśniak z TV, który chodzi do złych dzielnic.
Znałby się na surwiwalu. To miałoby więcej sensu.
Serio myślisz, że przeżyją ludzie,
którzy badali teorię wychowania Diderota? Nie!
Przeżyją crossfiterzy i właściciele broni.
Ty i ja zginiemy pierwsi.
Przespałbyś się z nią.
Może.
Tak, możliwe.
Pod wpływem alkoholu. Zadowolona?
Dobranoc.
- Kocham cię. - Ja ciebie też.
- Bardzo przepraszam! - Dzień dobry.
- Straszne spóźnienie. - Nic się nie stało.
Miałem robotę w pobliżu, mieszkam blisko.
Żaden problem.
Zajrzyjmy.
Jak się jechało?
Ale syf! Niedobrze.
Zerwałbym całość. Aż do listwy przypodłogowej.
Jeśli woda zamarznie, po odwilży zacznie ciec.
Nie dbano o ten kawałek.
Dziury, grzyb.
Trzeba wyrwać rury i wstawić nowe.
Nie ruszano nic, a dom powstał gdzieś w 1940-42 roku.
Większość tutejszych jest z 1942.
Pod wykładziną powinna być piękna drewniana podłoga.
Radzę wymienić elektrykę, chyba że chce się pani spalić żywcem.
Spalić się?
- Ładny kominek. - Żywcem?
Trzeba go czyścić. Kominiarz nie mówił?
Mój partner z nim rozmawiał.
- Kto to był? - Xavier.
Nie, Xavier to mój koch... Mój partner.
A tamten... Zapomniałam.
Chyba J. L. i coś...
Zaraz...
- Boivin! - Boillard?
Jest tani, ale kiepski.
- Święty Boże! - Co jest?
Gmachówki.
Mrówki gmachówki w pani oknach.
Dachu lepiej nie tykać,
bo może się zawalić.
Ile pani dała za dom?
770 tysięcy.
- Proszę się aż tak nie przejmować. - Przepraszam.
Trochę żartowałem.
Ale nieco pracy wymaga.
Po prostu tyle tego...
Tyle tego jest...
naraz.
Przepraszam.
Wyjdźmy na dwór.
- Przewietrzy się pani. - Dobrze.
Przepraszam.
Odstawiłam cyrk.
Czasem bywamy zmęczeni.
Dam pani upust.
Nie ma problemów, tylko rozwiązania.
Myślałam, że to będzie prostsze.
To wszystko.
Krzyknij sobie.
Krzyknij! To dobrze robi na głowę.
Kiedy mam dość, krzyczę sobie.
Super uczucie. Spróbuj.
Trochę zardzewiałaś, ale nie jest źle.
Chodźmy na piwo.
Musisz poznać lokalsów.
Czekam w wozie.
Słabo się uczyłem, szybko przestałem chodzić do szkoły.
Skończyłem w budowlance.
Nie chciałem mieć szefa, więc założyłem własną firmę.
Mieszkam tu
już siedem czy osiem lat.
Jesteś z Montrealu? Czy z Francji?
Pytam z powodu akcentu.
Jestem z miasta Quebec, może to dlatego.
W Montrealu mieszkam już 20 lat.
Quebec jest piękny. Romantyczny.
Spędziłem tam weekend z moją ówczesną dziewczyną.
Zaliczyliśmy jazdę dorożką, fondue w modnej knajpie
i trójkącik z kelnerką.
Tak jest!
Stare dobre czasy.
Romantyczne miasto.
- Przepraszam. - Tak?
Można zrobić głośniej?
Moja ulubiona wolna piosenka
z nastoletnich czasów. Jest taka długa.
Tańczyłam raz z Guillaume'em Bourbonnais.
Bardzo męski jak na dwunastolatka.
Palił.
Moja pierwsza miłość.
Słabo znam angielski.
Śpiewa, że zmieni to, co zabiło ich miłość.
Używa metafor typowych dla rockowych ballad.
Czyli?
Czyli: Twoja duma
postawiła mur tak potężny, że nie mogę się przebić.
Twoja duma postawiła mur... Piękne.
Czyli chce skończyć gadkę-szmatkę
i porozmawiać z ukochaną.
Ludzie nie umieją już rozmawiać.
Jemy, robimy zakupy, kupujemy domy, górskie chatki...
Chatki są w porządku!
Wiem, o co ci chodzi.
Ale prawdziwa miłość stała się zbyt romantyczna.
Chcę spędzać cały czas z ukochaną kobietą.
Dzielić się z nią wszystkim,
zbudować dom, cały czas się kochać,
chodzić do lasu z naszymi dziećmi, zestarzeć się razem.
Być szczęśliwym.
Miłość powinna być prosta.
Nie masz dziewczyny, z którą chodzisz na zakupy?
Ma kilka!
Nasz Sylvain to niezłe ziółko.
Przestań.
Kochamy go tutaj.
Moja dziewczyna? To polowanie i łowienie ryb.
Natura.
Czyli jednak nie poznam dziś żadnych lokalsów.
Poza Michelem pusto jest.
Cześć, Michel!
Nie zeszczaj się w gacie, mamy tu Madonnę.
Weźmie nas za wieśniaków.
Wiem, że żaden ze mnie Guillaume Bourbonnais,
ale chciałaby panienka zapalić ze mną papierosa?
Z przyjemnością.
Dzięki.
Dasz sobie radę?
Sama w środku lasu?
Strasznie się boję, ale...
Muszę do tego przywyknąć.
Mogę posiedzieć w aucie, żeby cię bronić.
No to...
Chodź.
- Żyjesz? - Tak.
Nie, jestem ciężka. Bardzo ciężka!
Nie uważasz?
Mam grube kości..
Mama opowiadała, że kiedy byłam mała
ludzie mówili: o, śliczna dziewczynka.
Ale gdy mnie podnosili, okazywałam się bardzo ciężka.
- Nie uważasz tak? - Jesteś idealna. Stanął mi.
Sprawdźmy...
To przeze mnie jesteś cała mokra?
Tak! Najprawdopodobniej.
Kurwa...
Pokaż mi tyłek.
Tak, tak...
Nie, nie...
Czy ty...
Nie mogę. Nie możemy!
Czekaj, zaraz wrócę!
SYLVAIN TANGUAY GENERALNY WYKONAWCA
W PODRÓŻY MIĘDZY DWOMA ŚWIATAMI BĘDZIEMY KOCHAĆ!
Gdzie byłaś? Martwiłem się.
Padało. Siedziałam w domku.
Nie ma sygnału. Trzeba to naprawić.
Dzwoniłem na stacjonarny.
Tak? Czyli spałam.
Nasz chalet to porażka. Będzie kosztował majątek.
Później opowiesz, muszę kończyć. Pa!
Pa, madame! Buziaki.
Pa, monsieur! Cześć.
Co za niespodzianka! Wejdźcie.
Boże, czy my cię...
obudziliśmy?
Nie, wstałam.
Pierre chciał zmienić opony na zimowe.
Cześć, Pierre.
- Szybko się uwinęli. - Xavier mnie nie uprzedził.
Z tymi oponami.
Miło was widzieć.
Siedzieliśmy chwilę w aucie.
I pomyślałam:
czemu by nie zapukać.
- Bardzo dobrze. - Ale cię obudziliśmy.
- Nie, ćwiczyłam. - Zrobiłam lasagnę.
Mało oryginalne danie, ale słaba ze mnie kucharka.
Dzięki, to bardzo miłe.
Mojego syna nie ma?
Jest w Ottawie.
Nie wiedziałam.
- Usiądźcie, zaraz przyjdę. - Poczekamy.
Przebiorę się.
- Sylvie, nie musisz. - Ale lubię!
Chciałam pozmywać, nie zdążyłam.
Zostaw, ja to zrobię.
Wczoraj...
zapomniał, jak mam na imię.
On znika.
Boże,
ja bez niego nie mogę żyć.
Boże mój,
ja nic nie wiem!
Nie wiem nawet, co lubię.
To dlatego.
Przepraszam.
Lasagna przywiera.
Przez ten ser, sypiemy go tyle,
bo to przecież lasagna.
Sypiemy dużo sera, bo go uwielbiamy.
Wypływa na wierzch i ścieka...
Jesteś dla mnie jak córka.
- Sylvain Tanguay. - Dzień dobry.
Dobry wieczór, Sylvain. Tu Sophia.
Ta, z którą... Sophia.
Sophia z Montrealu.
Chciałam tylko powiedzieć,
że było cudownie.
Naprawdę wspaniale.
Ale...
W sumie nie wiem, po co ci to nagrywam.
Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy.
Przy okazji remontu.
Bo... jestem w związku.
Nie możemy powtórzyć tamtego.
Wątpię, czy w ogóle jesteś mną zainteresowany,
ale nie chcę, żebyś pomyślał, że ja myślę, że...
- Cukiereczka? - Dzięki!
Nie ma za co!
Sorry, to nie było do ciebie.
Możesz zacząć pracę w poniedziałek.
Jak ustaliliśmy: pilne rzeczy przed zimą.
I... to tyle.
Dzięki. Do zobaczenia.
Zdaniem Platona miłość jest nierozerwalnie związana
z pojęciem
pragnienia.
Pragnienie zaś definiuje Platon poprzez brak.
Dlatego miłość platoniczna
ma wyłącznie jedną formę: frustracji.
Pragniemy tego, czego nie posiadamy.
Tej miłości nie wolno skonsumować.
Jeśli chcemy, by trwała,
musimy upewnić się, by nasz ukochany nigdy do nas nie należał.
To musi być zakazana miłość.
Zakazana na przykład przez zasadę cudzołóstwa.
Jeśli długo z kimś mieszkamy,
mamy dzieci: popadamy w rutynę,
zaczynamy bez oporów odsłaniać swoje najgorsze cechy.
Wchodzimy w fazę anty-uwodzenia.
- Jogurt? - Jeśli chcesz.
Gdy lęk przed utratą partnera znika,
miłość, według Platona, obumiera.
Pocieszamy się słowami typu: "Jest inaczej niż na początku,
ale uczucie rozwinęło się w coś innego".
Cześć, nie mogę przestać o tobie myśleć.
Chyba musimy się znowu zobaczyć.
Cześć, nie mogę przestać o tobie myśleć.
Chyba musimy się znowu zobaczyć.
- Ciekawa książka? - Fascynująca.
O erze Trumpa. Przybity jestem.
- Aż taki brzydki? - Tak.
Szczerze!
- Kupiłem ci prezent. - Tak?
Na stoliku w holu.
Dzięki!
Pomyślałem, że cię ucieszy.
Przestrzeń epistemologiczna i estetyczna u Gastona Bachelarda
- Miłego dnia! - Tobie też.
Spokojnie!
Cześć.
Jest twój małżonek?
Musimy podpisać kontrakt.
Nie.
Wyszedł na cały dzień, wróci późno.
Bardzo późno.
Wielka szkoda.
Od trzech nocy nie śpię.
Zwykle zasypiam jak kamień.
Ja też myślałam o tamtym.
Nie, nie...
Jestem obrzydliwa, śmierdzę.
Twój zapach...
Staje mi od samego zapachu twojej cipki.
Czekaj!
Przepraszam.
Wejdź.
Dużo miejsca. Ładna oryginalna stolarka.
Napijesz się czegoś? Kawy?
Nie mogę...
To zupełnie nieracjonalne.
Akurat tu, w tym miejscu!
Bez sensu.
Z drugiej strony to normalna sprawa: przespać się z kimś nowym
po 10 latach z tą samą osobą.
Nie znam żadnej wiernej sobie pary.
Oprócz mojej przyjaciółki Catherine.
Ale ona nie ma w sobie za grosz zmysłowości.
Zazdroszczę jej.
Oderwanie się od własnego ciała musi być piękne.
Zwalniasz miejsce dla ważniejszych spraw.
Nie jesteś oderwana od własnego ciała.
Czemu walczysz z tym, kim jesteś?
Przepraszam bardzo,
ale mam pewną pilną sprawę.
Powoli, powoli...
Dobrze, właśnie tak..
Troszkę w prawo....
- Tutaj? - Tak!
Tak, dobrze!
Tak, dobrze!
Masz genialny język.
Włóż palec...
POLOWANIE W QUEBECU
ŻYCIOWA PASJA
Nigdy nie widziałem oceanu.
- Nigdy? - Nie.
Pojedziemy razem.
No to...
Już sobie pójdę.
Moja popołudniowa przekąska.
Mam fioła na twoim punkcie.
Nigdy czegoś takiego nie czułem.
Wydaje mi się, że jesteś...
miłością mojego życia.
Zaschło mi gardle, masz wodę?
Słyszysz, co mówię?
Ja też tak czuję.
Ani przez chwilę nie chcę być daleko od ciebie.
Ani przez chwilę.
Nie chcę tam wchodzić.
"Znajdziemy sekretne miejsce, którego nie znalazł nikt,
i tam, w głębinie
nieodkrytej rzeki
będziemy się kochać, jakby nasza miłość była śmiercią".
Przepiękne.
Kto to napisał? Brzmi jak Rimbaud.
Michel Sardou.
Recytowanie cudzej poezji jest frajerskie?
Nie mam ręki do słów.
Zupełnie niefrajerskie.
Znam sporo osób z wielkim zasobem słów.
Wcale nie są dzięki nim mądrzy.
Jesteś idealny.
Dzięki tobie chce mi się żyć.
Hej, piękna!
Zostaniesz moją żoną, bez dyskusji.
Dla lepszego wyobrażenia:
składa się z porowatego płótna,
zanurzonego w kleju. Chociaż nie,
raczej w czymś w rodzaju
galaretki.
Widzowie mogą podchodzić do obiektu,
wkładać palce w otwory
i rozrywać materiał.
Praca zostanie zniszczona przez ludzką interwencję.
Zatytułowałem ją "Eko-duszenie".
Musicie ją zobaczyć.
Oli stworzył coś niesamowitego.
Przypomina mi nieco twórczość...
Magritte'a?
- Renoira? - Nie!
Klimta? Cezanne'a?
Przestań.
Damiena Hirsta!
Mamo, żartujesz?
Widzieliśmy go w Tate.
Nienawidzę tego gościa!
Chodzi o interaktywność!
Są zupełnie niepodobne!
Zgadzam się z Olivierem, Hirst jest efekciarski.
I kontrowersyjny,
przez to, jak używa zwierząt.
To gwałt na naturze.
Jego motyle są słabe.
Robi gównianą sztukę dla ludzi, którzy sztuki nienawidzą.
O ile to w ogóle jest sztuka.
Beznadziejny gość. Mamo, jaki Hirst?!
Ludzie wymieniają go, żeby uchodzić za znawców sztuki współczesnej.
Jemu też wystawy finansuje mama?
Masz matkę idiotkę.
Po prostu mnie nie obrażaj.
Starość jest trudna.
Wszystko boli, mózg zmienia się w papkę.
Od 40. roku życia my kobiety musimy bardzo dbać o higienę.
Żeby nie cuchnąć.
- Doprowadziłeś mamę do łez. - Mówię tylko, że Hirst to syf.
Jesteś najlepszą teściową na świecie.
Powiedziałem tylko, że Hirst jest gówniany.
I się zdenerwowała.
Dzięki Bogu, że cię mam, Xavierze.
Przepraszam.
A ty...
- Son... - Sun, mamo.
Sun, czym się zajmujesz?
Mój angielski jest fatalny.
Ta twoja muzyka...
Jak to się mówi?
- Muzyka? - Tak.
Gram na skrzypcach w noise'owej kapeli.
Ale to są raczej perfo niż tradycyjne koncerty.
Plus wideo-art.
Robię też wideo-art, troszkę modelingu i zleceń aktorskich.
Zgubiłam się.
Jest kelnerką.
Tak chaotycznie ładujesz zmywarkę, że robię się nerwowa.
Już.
Poznałaś kogoś?
Nie. Czemu pytasz?
Milczysz, przestałaś do mnie dzwonić i się uśmiechasz.
Niezbite dowody.
Jestem twoją matką, znam cię.
On jest piękny. Najpiękniejszy mężczyzna, jakiego widziałam.
Mamy do nich słabość. Do pięknych mężczyzn.
To pewnie hiszpańska domieszka w jego krwi.
Dawne dzieje, ale wyczuwam ją.
No proszę.
A Xavier?
To przelotny romans.
Zostaję z Xavierem.
Podobno Hiszpanie są okrutni.
To oni wymyślili inkwizycję.
Kurde...
Tęsknię za tobą, tęsknię...
Ja za tobą też.
Nie mogę teraz rozmawiać.
Nie mów. Tylko daj mi posłuchać swojego oddechu.
Boję się.
Nie bądź strachajłem. Jestem tu.
Kocham cię tak mocno, że zostanę na zawsze.
Widzę, jak jesteśmy starzy i uciekamy na wioskę.
Na wieś.
"Do wioski", inny przyimek. I dotyczy to konkretnej wsi.
Tak?
Potrzebuję cię, żeby być co rano mądrzejszym.
Może kiedyś nauczę się nawet pisać ci orygynalne wiersze.
Oryginalne!
Bardzo cię pragnę.
Ja ciebie też, moja najpiękniejsza.
Moja intelektualistko.
Wyślij mi fotkę piersi.
Proszę tędy, na seminarium o Arystotelesie!
Skąd ta pogarda?
Serio. Nie znasz ich.
Mogą być szlachetni, eleganccy i dobrzy.
Nie znoszę, jak poniżasz ludzi.
Żartowałem.
Przycisz.
Szlachetni, LOL!
Tak. Mogą mieć więcej zalet moralnych
i większe serca niż ludzie z bogatych domów,
którzy mieli to szczęście, że ich rodzice
− bez urazy −
- ... opłacili im dwa kierunki studiów. - Półtora!
... żeby mieli czas "odnaleźć siebie".
Osoby ze skromnym zapleczem intelektualnym
mogą być serdeczne...
"Skromne zaplecze intelektualne"? I to ja jestem pogardliwy?
Nie uważasz, że to dupki?
Zaprzyjaźniłabyś się z kimś takim?
Co się dzieje?
Zobaczyli młodych ludzi na pasach.
Oceniasz ich, kurwa,
Przepraszam, Sylvie.
... po wyglądzie, przez pryzmat swojej bańki.
Myślisz, że skromne pochodzenie zapewnia
człowiekowi wielkie serce?
To są rasiści, głosują na skrajną prawicę.
W Quebecu nie ma skrajnej prawicy.
- Nie bądź taka pewna. - Przyznaj: nie szanujesz ich.
Musimy się zjednoczyć, jeśli chcemy ocalić planetę.
Co za pokrętny argument.
- Byle mieć ostatnie słowo. - Serio w to wierzę!
Ocalić planetę?
- Zielone! - Widzę, mamo!
Pobudka frajerze! Jeleń jebany!
Wariat!
Proszę bardzo.
Przepraszam.
Dzięki orzechom ma smak.
Śmietanka, pomidory...
- Jest Sylvain. - Kto?
To nasz...
Dzień dobry!
To jest Xavier.
Zaniesiemy je do środka.
Chodź, tatusiu.
Dzień dobry.
- Dzień dobry. - Cześć.
- Robi nam remont. - Robię wam remont.
Tylko nie zniszcz naszego pięknego projektu.
Pojadę już, robi się zimno.
- Cześć, Stephane. - Sylvain.
Gdybym mieszkał na wsi, chciałbym być nim.
Mówię tak, bo kocham dzieci.
Maleństwa.
Kocham, uwielbiam
je przytulać.
Spisałam listę imion.
Nie chcę wywierać presji! Spisałam, żeby wypełnić czymś czas.
Wiem, że jesteście zajęci.
Byliśmy inni, wcześnie mieliśmy dzieci.
Rozmawiamy o tym.
I kiedy?
Rozmawiamy?
Ostatnio może nie, ale rozmawialiśmy.
Najpierw muszę dostać stałą posadę w Montrealu.
Przed menopauzą to mało realne.
Z takim podejściem...
Jestem realistką.
Kupiłam wiejski chleb i mielonkę na śniadanie.
- Cretons, lubisz? - Lubi.
Pierre uwielbia. Prawda, Pierre?
Lubisz cretons?
Cały się upaprałeś!
Spójrz na mnie.
Je już tylko tę mielonkę.
I ser w plastrach.
Muszę go chować, inaczej zje nawet cztery plasterki.
Kiedyś nie tykał sera.
Nie wiedziałam, że smak też będzie zanikał.
Lubię ser, ale za dużo mam tłuszczyku.
Przepraszam bardzo.
Boli mnie głowa, położę się już.
Oczywiście,
moja córeczko.
Mogłaby zamrozić jajeczka.
Nie martw się, synku.
Ale...
zróbcie to.
Bez obaw. Razem z tatusiem
pomożemy wam opłacić zabieg.
A co do imion,
dla chłopca mam:
Francis, Simon
lub Philippe.
Jak twój dziadziuś.
To byłby miły gest.
Puk, puk.
Tak?
Mogę wejść?
To jest też twoja sypialnia.
- Wszystko w porządku? - Głowa mnie boli.
- Łaskocze! - Sorry.
Spoko.
- Wszystko gra? - Tak.
Jest dobrze...
Nie wiem, co...
- Mam cię zostawić? - Z nami... Zostawić?
Dać ci dziś spokój, wyjść.
Co z nami?
Z nami.
- My. - Co "my"?
My − już sama nie wiem...
Nie rozumiem.
Chyba kogoś poznałam.
Milczysz?
Chyba kogoś poznałaś?
Poznałam kogoś.
Osobę.
Czemu mi o tym mówisz?
Powinieneś wiedzieć.
Nie chcę wiedzieć, to nie moja sprawa.
Też cały czas spotykam ludzi.
Ale ja kogoś poznałam.
Naprawdę.
Przestań to powtarzać, stresujesz mnie.
Ale to prawda.
Jebać prawdę!
Przespałaś się z nim?
Tak?
Czemu chcesz wiedzieć?
Przespałaś się z nim?
Tak.
Jestem za mało zmysłowy?
- Źle cię dotykam? - Odchodzę.
Co?
Wynajmę mieszkanie,
tamten domek sprzedam. Nawet nie zauważysz.
- Nie jesteś ze mną szczęśliwa? - Jestem.
Na pewno nie nieszczęśliwa.
Kochamy się.
Prawda?
Chyba zostaliśmy przyjaciółmi.
Kto? Ty i on?
- Ty i ja. - Kim on jest?
Nie rozumiem. Kto to?
- Jesteś moim najlepszym przyjacielem. - Dość!
Żaden przyjaciel − jesteś moją żoną!
Kochanie...
Nie wolno ci...
Nie opuszczaj nas.
Proszę cię.
Xavier?
Nie rozliczyłem...
Nie rozliczyłem podatków.
Nie ma sprawy.
Przepraszam.
Odprowadzę cię do łóżka.
Mogę się u ciebie położyć?
Oczywiście.
Jesteście?
O kurwa!
- Halo? - Halo?
Ciągle chcesz, żebym została twoją żoną?
Twoje ciało się zmieniło.
Twoja twarz, skóra, włosy, wszystko!
Bez przerwy się kochamy.
Spalam pewnie 500 kalorii dziennie.
Co za cudowne życie!
Ja gotuję, on robi remonty i naprawia rzeczy.
Spacerujemy po lesie.
Dzięki niemu wróciłam do podstaw.
Szczęściara! Też chciałabym być zakochana.
Przecież kochasz Philippe'a.
- Tak, kocham. - Właśnie.
Cały czas się kochacie.
Po 12 latach to nadal jest miłość,
ale nie pisana wielkimi literami.
Zazdroszczę ci odwagi.
Zawsze możesz go zostawić.
Schopenhauer twierdzi, że "wola do życia" jest podstawą miłości.
Widzimy w drugiej osobie potencjał reprodukcyjny,
dopiero z niego powstaje miłość romantyczna.
Reprodukować się, rozmnożyć: znaczy zostawić po sobie ślad życia.
Miłość pozwala nam więc doświadczyć nieśmiertelności.
Moja piękna, najpiękniejsza!
Schopenhauer pisze, że zjawisko miłości jest wyłącznie fizyczne.
To, co uważamy za szlachetne porywy serca,
jest tylko wyrazem naszego popędu płciowego.
Mową naszego ciała.
Miłość, miłość, miłość...
Że jak?
Jesteś piękny.
Dzięki tobie.
- Ten Guillaume Apollinaire, wiesz? - No?
Był u ciebie na półce, trochę poczytałem.
- Dobry jest. - Wiem.
"Jedyna moja miłości, moje szaleństwo..."
Jakoś tak to idzie.
Nie bój się. Oni nie gryzą.
Bardzo cię kocham.
Niewyjaśnione zjawisko
Niebywałe odkrycie
Dwugłowy jeleń?!
Mąż opętany przez ducha żony
- Rose, proszę pani? - Tak!
Kropelka nie zaszkodzi.
Zobaczysz, smaczne.
Dobre?
Tak.
Spójrz na niego, nie może usiedzieć.
Mój syn ma serce we właściwym miejscu.
- Nie jesteś przekonana. - Do Sylvaina?
Nie, do wina!
Cześć!
Gównem tu wali.
Tak się zwracasz do matki?
To twoje szambo.
Nie stać mnie na naprawę.
Drzesz ryja, a ja wszystko targam.
Ogarnij hormony.
Słyszysz?
Źle go wychowałam.
To co mówisz, to mizoginia.
Poznała nowe słowo, "mizoginia".
To stare słowo!
Spokój.
Moje piękne wnuki!
Mamy nową osobę w rodzinie.
- Spokój! - Świetnie!
Cześć. Kevin.
- Cześć. - Karine.
Nie zauważyłam cię!
Nie gadalibyśmy takich rzeczy.
Miło poznać.
- Moja żona. - Tak.
W kulki ze mną leci.
Imprezuje i potem nie przychodzi.
Odsypia w robocie, jeszcze napruty.
- Słabo. - Zbyt napruty, żeby robić.
Za to Latynosi...
Nigdy nie narzekają, zero spóźnień.
Nie drzyj się!
On jest niedobry!
Niedobry jest!
Jayden!
Przestań doprowadzać siostrę do płaczu!
To jego wina, ale zawsze na mnie krzyczysz!
Dosyć!
Zostaw siostrę. Przestań, Carolane,
albo wywiozę cię do lasu.
Nie mów tak do nich.
Tylko tak będzie spokój.
O czym to ja...
Sorry, nie lubię, jak tak robi.
- O Mike'u. - A, tak. Wywaliłem go od razu.
Dużo wytrzymam.
Ale śmierdzący leń, bez inicjatywy,
który sam sobie nie da rady? Nie jestem niańką.
- Sama zrobiłaś? - Tak, serduszka.
Widzę.
Patrz na tę ślicznotkę.
Ma nową ulubioną ciocię.
Piękne, Caro.
Wykładasz na uniwersytecie?
- Tak. - Mamo, zwolnij.
Czekam, aż zwolni się etat.
W międzyczasie uczę na uniwersytecie trzeciego wieku.
Uwielbiam uczyć, to moja pasja.
Kobietę z pasją łatwiej złapać.
Sophii się nie łapie.
Wiesz, o co mi chodzi.
Nie wiem.
Sylvain to rodzinny intelektualista.
Nic dziwnego, że jest z wykładowcą akademickim.
- A ja: rodzinny głupek. - Nie.
Nie mówię tak!
Twój brat jest ciekawy świata.
Czyta książki.
Wysyłasz mi artykuły.
Nie warto wspominać.
Właśnie bardzo warto!
- O czym? - Mega ciekawe.
O spotkaniach z UFO,
życiu po śmierci...
Piramidach!
O piramidach.
To dopiero ciekawe.
Wierzę w takie rzeczy.
W moim salonie mieszka duch.
Słuchaj!
On mi nie wierzy, ale w zeszłym roku
raz sama zamykałam salon.
Na klucz, dobrze pamiętam.
Następnego dnia rano przychodzę
i lakiery do paznokci są poprzestawiane.
A ona bardzo dba o porządek!
Układam je kolorami.
A tu żółty, zielony, niebieski,
różowy − porozwalane wszędzie!
Aż mnie ciarki przeszły,
zestrachałam się!
Duchy nie mają nic lepszego do roboty, niż rozrzucać lakier.
Mamo, zabójcze fondue.
Pycha.
Dolałam wina.
Tak myślałem.
Nie mów do mnie jak do idiotki.
Będziesz ryczeć?
Nie ryczę.
Nie mamy dobrych manier.
Moja mama płacze na każdym rodzinnym obiedzie.
Przywykłam.
Sylvain, powiedz coś bratu!
Zrozumieliśmy. Kevin!
Przepraszam, łatwo się wzruszam.
Prowadzisz salon piękności?
Tak.
I to śliczny! Wszystko idzie jak po maśle.
Tak. To moja pasja.
Chcę, żeby kobiety czuły się piękne.
A ty jesteś najpiękniejsza i wcale nie głupia.
O!
Miły się nagle zrobił!
Rodzina jest najważniejsza.
Zdrowie. Wypijmy!
Zdrowie wszystkich!
Dziękuję, że mnie przyjęliście.
- Witaj w rodzinie. - Dzięki.
Witaj.
Nawalmy się! Braciszek wreszcie się zakochał.
Pokaż mi paznokcie, a faceci pozmywają.
Jesteśmy nowocześni!
Dziękuję.
- No pokaż. - Wstydzę się.
Dobra, daj.
Trzeba je trochę dopieścić.
Nie robię za często manikiuru.
Bardzo chciałabym pójść na studia.
Często tu wpadasz?
Głównie na koncerty.
Rzadziej teraz wychodzimy.
I mniej imprezujemy. Zwłaszcza ja.
Kevin ciągle lubi zabalować.
To pewnie jego męska strona.
A jego kobieca strona?
Niech pomyślę.
Dobre pytanie.
Bardzo lubi, jak mu wkładam palec w dupę!
Co?
Dobra, zaraz będę.
Dobrze się bawisz?
Najwyraźniej nie tak dobrze, jak ty.
Wszystko gra?
Co to za miejscowa gwiazda?
Kto?
Że jak? Nieee.
Żartuję.
To pewnie striptizerka albo coś.
To moja kuzynka, jest optykiem.
Ale na wsi
definicja kuzynostwa jest bardziej mglista, nie?
Niby kuzynka, ale nie do końca.
To jest twoją kuzynką czy nie?
Nie kumam.
Pięć shotów Jägermaistera, na pobudkę!
To twój naturalny kolor?
Tak.
Naturalny, ale farbuję.
Po co, skoro naturalny?
Żeby ukryć siwe włosy.
Dobrze by ci było z pasemkami.
Vanessa.
Miło mi.
Przepraszam, Sophia.
Jestem kochanką... Dziewczyną...
Jestem z Sylvainem.
To twój kuzyn?
Jakbyś w ogóle musiała to mówić.
Wszyscy wiemy,
że z nim jesteś.
Nawet jeśli to nieoczywiste na pierwszy rzut oka.
Sylvain jest mega inteligentny
i tak dalej,
ale zawsze miał pecha w miłości.
Jego laski były piękne,
seksowne, ple, ple...
A potem wszystkie wpadały w histerię.
Zawsze spotyka go zawód.
Tym razem przynajmniej nie wyrwał seksbomby.
To prawda.
- Jestem daleką kuzynką. - Słucham?
Jego daleką kuzynką.
Nie ma pokrewieństwa.
Nigdy nie chciałam mieć dziecka.
Ale z tobą chyba chcę je mieć.
O.K.
Czyli "tak"?
Kocham cię.
Przespałam się z moim trenerem fitnessu.
Co?
- Zrobiłam mu najlepszą laskę w życiu. - Nieźle!
- Mic drop! - Przecież Phil ciągle się z tobą kocha.
To coś zupełnie innego.
Przy nim
czuję się widziana, podziwiana.
- Lubi zabawy w łóżku. - Jakie?
Spluwamy sobie do ust. Jak dwie małe lamy.
- Phil coś podejrzewa? - Lży mnie.
- Phil? - Nie, trener Akim.
- Ciekawe. - Jak to o mnie świadczy?
Może mam poczucie winy albo Phil sam coś wyczuł,
bo nigdy nie był taki miły. Bardzo się do siebie zbliżyliśmy.
Ciekawe.
Dalej chcesz się przespać ze swoim psychoanalitykiem?
Nigdy nie chciałam iść z nim do łóżka.
Tylko − żeby mnie pożądał. Zupełnie inna sprawa.
To chyba zdrowe podejście.
Akim jest jak twój chłopak.
Pracownik fizyczny.
Kochamy gości, którzy czytają mądre książki,
ale oni są marni w łóżku.
Życie jest okrutne. Potrzebuję obu typów.
Narodziłam się na nowo.
Lady Chatterley!
- Bekasz po chińszczyźnie? - Sylvain jest inteligentny.
- Pewnie! - Bardzo.
- W namacalny sposób. - Ma bardziej pragmatyczną inteligencję.
Chętnie go poznam.
Sylvain jest bardzo konkretny.
Mówisz, jakby ci to przeszkadzało.
Wcale nie.
Czy ja jestem na to za stara?
Cześć, moja piękna, najpiękniejsza.
Otwórz drzwi.
Dostawa specjalna!
Co to?
Biblioteczka na twoje książki.
Dzięki, jesteś cudowny!
Cała przyjemność.
- Chodź, jedziemy na wioskę. - Wieś!
Na wieś.
Zaskoczyłeś mnie.
Zostańmy, u ciebie nie mam rzeczy.
Zaczynam pracę wcześnie rano.
Podwiozę cię.
Ale...
Czemu nie chcesz tu spać? Byłoby mi łatwiej.
- Stresuję się tu. - Chodź.
Przepraszam.
Czyj to?
Chyba Xaviera.
Chyba? Był tutaj?
Nie, pewnie przypadkiem wzięłam.
Jeśli był, odpowiedz szczerze.
Ściszcie tę muzykę z dżungli!
- Czemu kłamiesz? - Mówię prawdę.
Nie sądzę.
- Nie było go tu. - Czemu się śmiejesz?
- Nie śmieję się. - A to?
Śmieję się,
bo mnie stresujesz.
Co z tobą?
Nawet jeśli się z nim widziałam, co z tego?
Nie możesz zawsze stawiać na swoim.
Zjawiać się bez zapowiedzi, zmieniać plany,
walić w ścianę, rzucać rasistowskie teksty, jak twój idol-wieśniak!
Że jak? Rasistowskie?
Nie mówi się "że jak".
Mówię, jak chcę. Jaki wieśniak?
Michel Sardou.
- Mam chujowy gust? - Nie.
Wieśniak? Rasistowskie teksty?
Sardou jest prawicowcem.
Ma skrajne poglądy.
- Przykład! - Jest ksenofobem.
To znaczy, że boi się cudzoziemców.
Nie mów do mnie jak do dziecka!
Tylko normalnie!
Zmieniasz temat. Nie wolno mu było tu przychodzić.
W moim świecie to jest normalny język.
Co znaczy w "twoim"?
Nic.
Pierdolę twój spokojny, fałszywy ton!
Jaki ton?
Dawaj telefon!
Dawaj.
Kupujesz smycz?
To miała być niespodzianka.
Dla niego? A może jest ktoś jeszcze?
Dla ciebie!
Chciałam, żebyśmy spróbowali.
Idź ochłonąć.
Nie jesteś moją matką!
Dziwka jebana!
Co, kompleks Edypa?
No raczej, że nią nie jestem!
Bo nie wierzę w UFO i nie jestem alkoholiczką!
Rąbnięta suka.
Przepraszam, przepraszam...
Przepraszam, ja...
Nie miałam tego na myśli.
To absurd, czekaj!
Wybacz mi.
Przebacz.
Wkurzył się, bo leżał tam płaszcz Xaviera.
Zrobił się bardzo agresywny.
Ja byłam spokojna.
Powiedziałam tylko, żeby nie mówił "że jak".
Słucham?
"Że jak" zamiast "słucham".
Tak, to mało eleganckie.
Ludzie mówią dziś tak niechlujnie.
Ty nadużywasz słówka "no".
Wszystko jedno!
Mam gdzieś jego błędy językowe.
Chcę mu tylko pomóc.
Zachęcić do używania właściwych słów.
Do poszerzenia horyzontów.
A potem on po prostu
wybuchł.
Odlot, obłęd.
Zachowałam spokój.
Ale potem, wbrew sobie, zrobiłam jakby "switch".
Da się to powiedzieć nie po angielsku?
Zmianę?
Odwrócenie psychologiczne.
To precyzyjniejsze określenie.
Dobrze opanowany język przekłada się na precyzję myśli.
Właśnie! Nie słuchałaś mnie?
On na to, że patrzę na niego z góry,
bo nie podnoszę głosu.
Że to gorsze niż wrzaski,
że jestem najbardziej powaloną z jego dziewczyn, a miał same wariatki.
Coś w tym guście.
Od paru dni się nie odzywa. Męka!
Facet powinien kochać kobietę bardziej niż ona jego.
Aha.
Xavier wypożyczył mi
książkę o apartheidzie, "Hebanowy gniew".
Znasz? Fascynująca.
Sylvain Tanguay...
Gdy pokochamy po raz pierwszy
Pamiętaj,
Nie dotrzymamy obietnicy
Miłość spełznie na niczym.
W podróży między tym a tamtym światem,
Nie ważąc nic,
Będziemy kochać, jakby miłość
Była strachem
W przeciwieństwie do Platona,
Spinoza rozróżnił pożądanie i miłość.
Możemy czegoś pragnąć, zarazem nie ceniąc tej rzeczy.
Na przykład:
chcemy się przespać z kimś, kto nas nie ciekawi.
Czasem nawet pogardzamy obiektem naszego pragnienia.
Z drugiej strony możemy kochać, nie pożądając.
Miłość zależy od tego, jak cenimy kochaną osobę.
Nie od tego, czy pragniemy,
proszę wybaczyć, się z nią pieprzyć.
- Przepraszam. - Zdarza się.
Ma pani gastrofazę?
- Było fajnie. - Tak, cześć.
Ale pragnienie to przede wszystkim siła.
Źródło naszej zdolności do działania.
Pragnienie to życie.
Zobaczył płaszcz Xaviera
i mózg mu się zagotował.
Zachowałam mega spokój.
Poradziłam tylko, żeby nie mówił "że jak".
- Co? - Zamiast "słucham".
Niech sobie popełnia błędy.
Chcę go tylko zachęcić do większej precyzji
i poszerzenia horyzontów.
Wściekł się o nic. Jakiś odlot, obłęd.
Czubek.
Nastąpiło odwrócenie psychologiczne.
Byłam spokojna, żeby uniknąć kłótni.
I ten spokój go zdenerwował.
Muszę kupę!
Na pewno?
To pewnie jego hiszpańska krew.
Idę, Gisele chce kupę.
Wpadłem w otchłanny wir.
Dwa tygodnie oglądałem filmiki o miodzie.
Chciałem stawiać ule na naszym dachu!
Ty, ule?
Nie wierzę.
Byle komara się boisz!
One są wojownicze.
Najwięksi mordercy na Ziemi.
Pszczoły to pacyfistki. Mają inny modus operandi.
Czyli zostałeś miejskim pszczelarzem.
Tak.
A, miałem ci powiedzieć:
wiesz, że wszystkich dyktatorów,
a właściwie autokratów,
łączy jedna rzecz?
Bardzo ciekawe. Jaka?
Przemocowy ojciec.
No jasne.
Punkt dla Freuda.
- No i? - Wszyscy są fascynujący.
Wybierz jednego.
Mój ulubiony dyktator?
Ramzan Kadyrow.
Świetnie. Ale przecież
zawsze mieliśmy słabość do Gurbanguly'a Berdi...
- Tego z Turkmenistanu? - Tak!
Wiesz, że przedtem był dentystą z obsesją na punkcie higieny?
Cudowne.
Wiesz, jak ze mną rozmawiać.
- Zmarzłaś? - Troszkę.
Dzięki, przyjemnie.
- W porządku? - Tak.
Dzięki.
Są skomplikowane.
- Nie powinniśmy. - Proszę cię...
Potrzebuję tego.
Tak mi dobrze...
Ona była dla ciebie.
Myślałam, że nigdy nie wrócisz.
Nie mogę bez ciebie żyć, za bardzo tęsknię.
Też tęskniłam.
Przepraszam.
Jesteś taki piękny!
To dla ciebie.
Weź.
Weź mnie.
- Podniecasz mnie. - Ty mnie też.
Myślałam, że nie wrócisz.
Przepraszam.
Wybacz mi.
Zerżnę cię, bo za to mnie lubisz.
- Chcesz, żebym cię zerżnął? - Chcę.
- Mocno cię zerżnę... - Tak...
Jestem twoja!
Twoja.
Jestem twoja.
Twoja. To chcesz usłyszeć?
- Jeszcze raz. - Jestem twoja.
Mocniej. Mocniej...
Pyszne.
Mogłabyś otworzyć restaurację.
No co?
Nie jesz owoców?
Owoce są dla bab.
Serio!
Wieśniacki żart.
Jesteś kurewsko piękna.
Strasznie tęskniłem.
- Kurde, jak tęskniłem... - Ja też.
Zajrzyj do mojej torby, mam prezent.
- Tak? - W holu.
No idź.
Urodzinowy, z wyprzedzeniem.
Dziękuję, kochany.
Przymierz, żebym miał co zdjąć.
Myślisz, że jestem z tobą tylko dla seksu?
Nie.
To czemu tak powiedziałeś?
Nie powiedziałem.
Wczoraj.
Byłem pijany.
Kurde, piękna jesteś.
Przepiękna!
Jak gwiazdka porno.
Nieprzyzwoite, ale schlebia mi to.
Przecież lubisz być sexy.
Klepnij sobie tutaj.
- "Usiądź tutaj". - Słowa nie mają znaczenia.
Póki jesteśmy razem szczęśliwi.
Prawdziwa miłość według Vladimira Jankelevitcha
jest irracjonalna.
Kochamy, ponieważ kochamy.
Miłość to jedyne źródło miłości.
Spada na nas jak choroba.
Z drugiej strony zdaniem bell hooks
miłość to działanie, nie uczucie.
Nie poddajemy się jej. Postanawiamy kochać.
- Świetnie wyglądasz. - Dzięki.
Wyluzuj z makijażem.
Nie potrzebujesz go.
Kupiłeś wino?
Tak, szefowo.
Nie lubią ciężkich win.
Starzejemy się.
Mogą tam być moi znajomi sommelierzy,
trzeba się postarać.
Mają wysoko zawieszoną poprzeczkę.
Nie znam się na winach.
Mów, jeśli wybrałem gówniane.
To. Kocham cię takiego, jakim jesteś.
Cześć, jak tam?
Co u ciebie?
Cześć.
Cześć.
- Co u ciebie? - W porządku.
Znakomity wybór!
Idziecie na imprezę Louisa?
Louisa? Nie.
Nie wiedziałam, że to dziś.
Nie zaprosił mnie w tym roku. Z tobą bardziej się przyjaźnił.
My idziemy...
- Do mnie? - Nie.
Do Françoise!
Nawet imion przyjaciółek zapominam!
Na moje urodziny.
Jasne, miałem wczoraj zadzwonić.
Nie widziałem Phila i Françoise
od pamiętnej kolacji, na której...
Już zapomniałem, co.
Pozdrów ich ode mnie.
Przepraszam, ziewnęłam...
żeby rozluźnić skurcz pleców. Jedyny sposób.
No to wszystkiego najlepszego!
Tak, sto lat.
Nawzajem! To znaczy...
No to pa.
Cześć.
W porządku?
Tak.
Szampan?
- Koszula! - Że ja... co, plama?
Wszystkiego najlepszego!
Chcę wyściskać Sophię!
Kocha wszystkich oprócz mnie.
- Sylvain. - Miło cię poznać.
Françoise.
Gdzie Philippe?
Walczy z klozetem, woda nie spływa.
Spłuczka, pływak?
Wszystko naraz.
- Naprawię. - Serio?
Philippe ma niską inteligencję manualną.
- Jak się jechało? - Świetnie.
Dzięki za wino.
Oczywiście naturalne.
Poznaj Stephane'a.
- Sylvaina. - Sorry. Niby proste.
Proste jak dzień dobry!
Cześć, stary.
"Stary?
Spojrzę, kolego.
- Wpadłam na Xaviera. - Kiedy?
I twoją francuską przyjaciółkę.
- Nie przyjaźnimy się.. - Są razem.
Nie wiedziałam.
Za szybka odpowiedź.
Trochę wiedziałam, trochę nie.
Jest taka piękna, elegancka. Nie sądzisz?
Nie ma twojej inteligencji.
Cudnie pachnie, jaśminem.
Pracuje hybrydowo, jako graficzka.
Żadna z niej artystka.
- Sylvain jest piękny. - Tak?
Ale ma szpetną koszulę!
No i?
Zerwałabym ją z niego, taki jest sexy.
Kto jest seksowniejszy niż ja?
Nikt!
To chciałem usłyszeć.
- Wszystkiego najlepszego. - Mało mam powodów do świętowania.
41 lat...
No ba!
Jetem 42-letnim gejem, który się spasł.
Nikt już na mnie nie patrzy.
- Nie istnieję, jak hologram. - Niech Harry się cieszy.
Cześć, Harry.
- Kto jeszcze jest? - Twój brat, z dziewczyną.
Zapomniałam imienia.
Cześć!
- Wszystkiego najlepszego. - Dzięki.
Cześć.
Sophia, starsza siostra Oliviera. A ty?
Camelia.
Spoko, dzięki, że wpadliście.
Gdzie on jest?
- Gdzie ten Że-Jak? - Przestań!
Naprawiłem kibel, nic poważnego.
Cześć, Olivier. Brat.
A, tak! Sylvain.
- Camelia. - Co proszę?
Jak "Dama kameliowa".
- Jaka dama? - Ta powieść.
Nie znam.
Wypijmy kolejkę, żeby się poznać.
Bo będziemy szwagrami!
- Nie, nie. - No co?
- Brzmi super. - Chodź.
- Wszystkiego najlepszego. - Dzięki.
Czy to...
- Rok twojego urodzenia? - Nie.
Nie klej, raczej galaretka.
Można podchodzić do obiektu,
wkładać palce
w otwory i rozrywać materiał.
Dzieło jest stopniowo niszczone
przez interwencję człowieka.
Opowiada o naszej relacji z naturą,
o zmianach klimatycznych...
Mam obsesję na punkcie tego tematu.
Fascynujący i przerażający zarazem.
Mój terapeuta mówi, że lęk klimatyczny
pcha mnie do porażek,
że dołączam w ten sposób do zbiorowego samobójstwa.
To dlatego wydałaś wczoraj 150 dolców na zakupy online?
Uwielbiam taką muzykę. Czuję się wolny.
- Nie mówię po angielsku. - Ćwierćtonowa.
Matematyczna precyzja!
Wszystkie te nony.
Genialna orkiestracja!
Trzy ćwierćtony!
Kto to?
- Co? - Kto śpiewa.
Fayza Ahmed, arabska wokalistka.
Mój mechanik Jojo jest Arabem. Algierczykiem.
Ale ma wielkie serce.
Ta złożoność w porównaniu z tradycyjną strukturą muzyczną.
Jednego z Arabami nie kumam.
Super się z nimi dogaduję.
Zawsze uśmiechnięci, mili, radośni.
Ale ludzie ich nie lubią.
Podobno są agresywni. A to taka radosna muzyka.
Od kilku zgniłych jabłek nie zepsuje się cała reszta.
Są źli i dobrzy, jak u wszystkich.
Chociaż jeśli ktoś zabija niewinnych...
Robi zamachy terrorystyczne w imię religii...
Jestem przeciwny karze śmierci, ale czasem...
Czyli jesteś za.
Nie. Mówi, żeby ich nie stygmatyzować.
Nie dokończyłeś: "ale czasem..."
Nie wiem.
Twoim zdaniem kara śmierci jest czasem uzasadniona?
Chyba tak, nie?
Nie?
Nigdy, serio?
A gdyby ktoś zabił ci dziecko?
Co to znaczy?
Chce się z tobą przespać.
Dobra, fajnie.
No co? Jesteśmy poliamoryczni.
Ona sypia z innymi facetami?
Mój zaimek: "onx/jex".
Zajebałbym każdemu, kto węszyłby koło niej.
Niex.
Gorąco.
Spoko, jeśli taki masz vibe.
Nie chcę nikomu "zajebać".
Uwaga, występ!
Po prostu za 10 lat nikt już nie będzie się rżnął.
Lepiej to ogarnąć teraz.
- Czemu za 10 lat? - Wojna z Chinami.
Trzecia wojna światowa.
Seks jest ekstremalnie banalny.
I pragniesz mojego ciała!
Dobra, wystarczy.
- Spać! - Nie skończyłam.
Przepraszam.
Okazuje się, że większość dyktatorów,
a przynajmniej autokratów...
- Mogę przerwać? - Jasne.
- W porządku? - Tak.
To twój prawdziwy prezent.
Mam mokre rękawiczki...
- Co to? - Wycieczka.
- Dokąd? - Podróżować znaczy żyć.
Chciałbym częściej jeździć. Z dziećmi wychodzi za drogo.
I trzeba spędzać wakacje z normalnymi ludźmi.
- Piekło. - Nienawidzę normalsów.
Staliśmy się cholernymi normalsami!
Wyprowadziłbym się do Nowego Jorku.
- Jestem za. - Chyba rozumiesz.
Też bym się wyprowadziła.
Sylvain podarował Sophii wycieczkę.
Dokąd?
Spytaliśmy już, słuchaj.
Słucham lepiej niż ty.
Ty słuchasz?
Zadowolona?
Drogi prezent. Dzięki.
Odbiło ci.
Zmoczyłam cię.
Idź się odprężyć na siłownię.
Dokąd ta wycieczka?
Kto chce dropsa? Microdosing, jakby co.
Dokąd?
Na Dominikanę.
Nigdy bym tam nie pojechał.
- Dokąd? - Na Dominikanę.
Byłem raz, jak miałem 14 lat.
Z rodziną. Najbardziej kiczowate miejsce świata.
Co?
- Dokąd? - Na Dominikanę.
Sylvain zafundował to Sophii.
All inclusive czy w ciemno?
Możemy zmienić kierunek.
Chcę po prostu zobaczyć z tobą ocean.
Chyba da się wymienić.
Bez zjazdu.
Mój pierwszy raz w samolocie. Żebym nie zginął!
To statystycznie bezpieczniejszy...
Bo zanim zginę, mam pewną ważną sprawę.
Romantycznie przyklęknął!
Boże...
Chcę pojechać w tę podróż z moją przyszłą żoną.
Cholernie ciasne dżinsy!
Sophio...
zostaniesz moją żoną?
Kurde, czekajcie na mnie!
Nie odpowiadaj!
Olivier, przestań!
Nie nagrywaj.
Wyłącz!
Oświadczyny to ważna rzecz.
Świat się wali, a my nagrywamy byle głupstwo.
Nie trzeba wszystkiego filmować.
Ani wiedzieć, co ludzie jedzą w knajpach.
Boję się tego.
Wy nie?
Troszkę.
Miała zły sen?
Możliwe.
Życie nie miało kiedyś mniej sensu niż teraz.
Ani więcej.
Oglądałam filmik z dziewczyną na kiblu.
A potem
taki długi, z płaczącą laską,
płakała "na brzydko".
Nieźle wykręcone.
Gisele rzygała. Phil, ogarnij to.
- Nie krzycz. - To nie był krzyk.
Tylko polecenie. Już tylko je rozumiesz.
I muzykę atonalną.
Poproszę grzecznie:
ogarnij to.
W każdym razie...
Co przegapiłam?
Możesz prowadzić?
Możemy zostać przy pierścionku.
- Nie musimy brać ślubu. - Musimy.
Weźmiemy.
Pobierzemy się i już.
Po prostu mnie zaskoczyłeś.
Nie myślałam o małżeństwie, nie marzyłam o nim.
Ale jeśli ty tego chcesz, ja też.
- Impreza będzie skromna. - Tak.
Nikogo nam nie trzeba.
Wystarczy, że się kochamy.
Tak, kochamy się.
Masz serce we właściwym miejscu.
Mam je tam, gdzie wszyscy.
Muszę zatankować.
Tekst: Krzysztof Heymer
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.