Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com
FOSFOR
Cokolwiek to ma być, nie róbmy tego na pustyni.
Wszędzie, tylko nie tam.
Boże, chyba zaraz puszczę pawia.
Ej, chłopaki. To się da naprawić.
Jakikolwiek macie problemo, rozwiążemy go dinero.
Mucho dinero.
No weźcie, błagam.
Niech jeden z was…
Zanim zrobicie coś głupiego…
Porozmawiajcie ze mną.
Błagam! Powiedzcie, czego chcecie.
Jezu!
O nie!
Nie, to nie ja.
To Ignacio! To on…
Pięknie.
Do zlewu nie można wrzucać nasion i łodyg.
Czego nie można wrzucać?
Nasion i łodyg. Nie można ich wrzucać do zlewu.
To nie my.
A to, to co?
Zwykłe resztki w zlewie.
Skoro już palicie to gówno, przynajmniej spłuczcie je w toalecie.
Nie jest pani moją matką. Nie mamy tu prochów.
Nie wierzy nam pani.
Ona nam nie wierzy.
Śpicie do południa. Nie macie stałego zatrudnienia.
A mieszkanie cuchnie jak dupa skunksa.
Nie mówiąc o tym, że zlew jest pełen zielska.
Chwilunia, narca.
Nie bierzemy narkotyków, więc proszę nie rzucać na nas…
oszczerstw.
- Narca? - Tak, narca.
Żeńska forma od narco.
Kali jeść, Kali pić?
Muszę lecieć.
Zostawcie przepychacz przed drzwiami.
Ale zlew jest nadal zapchany.
To go przepchajcie.
- Dokąd to? - Paniusiu, płacimy czynsz.
Dacie radę.
Prosty ruch w górę i w dół. Chyba wam nieobcy.
WILLIAM OAKLEY I PARTNERZY
NAPOJE – OLEJ NAPĘDOWY
- Tak. - Dobrze, że jesteś. Świetnie.
Zakładam, że z dala od wścibskich oczu i uszu?
- Inaczej bym nie odebrała. - No tak.
Doskonale.
No więc…
dawaj.
Po kolei.
Nie, umawialiśmy się na później.
Rozłączam się.
No dobrze. Jezu!
Jeśli stoisz przodem do telefonu,
obróć się w prawo o 90 stopni i idź przed siebie.
Zobaczysz w ziemi kawałki betonu.
Odchyl ten w kształcie New Jersey.
New Jersey?
Albo Alfreda Hitchcocka w fezie.
Odchyl go, a znajdziesz zawleczkę od puszki z przyczepioną żyłką.
Podążaj za nią, a dotrzesz do starego wodociągu.
Ciągnij za żyłkę,
a znajdziesz to, co obiecałem.
Super. Było wszystko? Szczury nic nie pogryzły?
Jest wszystko.
No dobra. Mów. Jest gorąco?
Gorąco?
- Tak. - Nadal mnie śledzą.
Nie tak często, jak po tej całej chryi, ale nadal ich widuję.
Otwierają mi pocztę.
Gdy używam stacjonarnego, słyszę trzaski.
To, że belfer kopnął w kalendarz, niczego nie zmieniło?
Jeśli już, to tylko pogorszyło sprawę.
Skyler White poszła na ugodę, więc zostałeś ty i Pinkman,
a jego auto znaleziono przy granicy, więc bywaj, ćpunie.
Czyli nadal mnie szukają.
Cóż…
Wiesz coś o salonach paznokci?
Już ich nie ma.
Co? Żadnego?
No.
A co z automatami?
- Też pozamiatane. - Jezu!
Nie mów, że laser tag też odkryli.
Federalni wszystko znaleźli.
Ale jak?
Stworzyliśmy fasadę za fasadą.
Niech to.
Cholera.
Załóżmy, że mamy konto zagraniczne,
na Antigui i Barbudzie.
Korporacja Tiger Fish?
- Co? - Korporacja Tiger Fish?
850 kawałków? Dałam je federalnym.
Co proszę? Dlaczego?
Skończył się czas…
Do diabła!
Wpisałeś moje nazwisko do zarządu fikcyjnej korporacji.
Nie miałam wyboru.
A nawiasem mówiąc, byłoby miło, gdybyś mnie uprzedził.
Konto też skonfiskowali?
I wszystko inne.
Te sukinsyny wszystko mi zabrały.
Oprócz tego, co ze sobą wziąłeś, a grosze to raczej nie były.
No cóż…
Cóż…
- To by było na tyle. - Chwila.
Dorzuciłem drobniaków. Nie powiesz mi niczego więcej?
- To już wszystko. - Nieprawda.
Po tak długim czasie? Przestań. Wtajemnicz mnie.
Co…
Jak Kuby?
Pojęcia nie mam.
Dobra, a Huell?
Huell…
Chyba wrócił do Nowego Orleanu.
DEA trzymała go pod jakimś pretekstem,
więc z tego, co wiem, wyszedł.
To dobrze.
A Danny?
Albo Ira. Masz od nich jakieś wieści?
Nie masz tam internetu?
Dalej, powiedz mi coś.
Musisz mieć jakiegoś newsa.
Pamiętasz Billa Oakleya?
Zmienił drużyny.
Ujawnił się?
Nie, nie jest gejem.
Tylko obrońcą.
No cóż…
A ty? Jak się masz?
Normalnie bajka.
Książę Rainier się oświadczył.
Prywatny odrzutowiec zabierze nas w czwartek do pałacu.
No to chyba wszystko…
Miałam jeden telefon.
Po tym wszystkim.
Kim.
Sprawdzała, co u mnie.
Serio?
Wspomniała o tobie.
Zapytała, czy żyjesz.
Pytała o mnie.
Co jej powiedziałaś?
Nic.
Ale pytała.
Tak.
Dobra, to…
chyba…
pożegnanie.
Halo?
Potrzebuję numeru na Florydzie.
Titusville.
Spryskiwacze Palm Coast.
Na ulicy…
W nazwie ma rybę.
Tarpon Road, właśnie.
Połączy mnie pani?
Ile to będzie?
Szukam…
Kim Wexler.
Chyba tu pracuje?
Kurwa!
SPRAWIAM, ŻE ŚWIAT JEST PYSZNIEJSZY
To też było dobre.
Cześć, Jeffie. Zobacz, kogo tu przywiało.
Mama pokazywała mi komputer od ciebie.
Nie wiedziałam, co z nim zrobić, ale…
Patrz. Gene mi pokazał.
Wchodzisz do okienka na górze i wpisujesz „śmieszne filmiki z kotami”.
To wszystko. „Śmieszne filmiki z kotami”.
I nagle wyskakują śmieszne filmiki z kotami.
Spójrz na ten.
Kot wcinający lody. Dasz wiarę?
To jak Śmiechu warte,
ale ty jesteś gospodarzem.
To by było coś.
Przynieś kieliszki, to wlejemy sobie po małym.
Jasne.
Pomyślałem, że komputer jej się przyda.
Był w promocji.
Niewielki wydatek.
To świetnie.
Mamę trzeba traktować jak należy.
Marion, może zostawimy cię z filmikami o kotach,
a my weźmiemy drinka na drogę?
Auto działa? Chętnie rzucę na nie okiem.
Chodź.
Przysięgam, że kupiłem tylko komputer, i nie był nawet zbyt drogi.
Stary model w promocji.
Nikomu nic z Buddym nie mówiliśmy.
Prowadzimy zwyczajne życie.
Cicho bądź.
- Ale chcę… - Przestań gadać.
Odpowiedz na kilka pytań. Po pierwsze, pracujesz na nocki?
Chodzi ci o nocną zmianę w firmie taksówkarskiej? Tak.
W jakich godzinach?
Od dziewiątej do szóstej albo od północy do dziewiątej. Czemu?
Weź zmianę od dziewiątej.
A potem skombinujemy barbiturany.
Co?
Jaja sobie robisz.
Po co nam one?
Ale mówiłeś, że to koniec.
Kazałeś mi przechodzić na drugą stronę ulicy.
Czyli wracamy do gry?
To rozumiem.
Żeglarz powiedział „Brandy, fajna z ciebie dziewczyna
Żoną byłabyś wspaniałą
Ale to morze Jest moim życiem, miłością i panią”
Gdy po barach już się nikt nie snuje
Brandy po cichym mieście spaceruje
I kocha faceta, którego nie ma przy sobie
Jego słowa słysząc w głowie
„Brandy, fajna z ciebie dziewczyna
Żoną byłabyś wspaniałą
Ale to morze Jest moim życiem, miłością i panią”
- Dobra. Dzięki. - Dziękuję.
Naprawdę to zrobił.
Cóż…
Pewnie czułeś się, jakbyś patrzył na spadającego Hindenburga.
Tylko gorzej. Mam rację?
Miało być „z werwą”.
- Zakład to zakład. - „Z werwą”!
To może kolejny zakładzik? Podniesiemy stawkę.
Przegrany zaśpiewa bez koszulki.
Nie, dość tych zakładów.
Ani razu nie wygrałem.
O co chodzi, bobasku?
Ani razu nie wygrałeś?
Ani razu?
Możemy prosić więcej orzeszków?
Dalej, Victor!
Nie bądź cykorem.
- Nie jestem cykorem. - No właśnie.
Musisz…
tylko w siebie uwierzyć.
Dalej, jeszcze jeden zakład.
Nie, wystarczy.
Mam dość cytryn na nosie
i sztuczek z monetami czy wykałaczkami.
Nie jestem w tym dobry.
To proste.
Złapiesz stówę, zanim ja to zrobię, a będziesz mógł ją zatrzymać.
Jeśli ja pierwszy ją złapię,
stawiasz kolejkę.
Tylko nie możesz ruszyć ręką przede mną.
Ale jestem dużo bliżej. To jakbyś podarował mi kasę.
Więc przyjmujesz zakład?
Jasne.
Sukinsyn.
Przegrywasz, frajerze.
Następna kolejka, dobry człowieku.
Po raz kolejny na koszt mojego przyjaciela.
Niech będzie.
Ale z tobą ubaw.
Jesteś wporzo, Victor.
Ciekawi mnie, jak to zrobiłeś.
Cóż, posiadam wiele talentów.
Ty za to niewiele.
Żartuję!
Może.
Za każdym razem. Nie wie, co ją czeka.
Muszę zaczerpnąć świeżego powietrza.
Spokojnie.
Przyjechała jedna z taksówek.
- Założę się o nią. - Żadnych zakładów!
Dalej, wysłuchaj mnie. To proste.
Nie bądź cipą.
Patrz.
- Co? - Proste jak drut.
Przez dziesięć sekund utrzymaj na dłoni pudełko zapałek.
To wszystko. I taryfa będzie twoja. Nawet za nią zapłacę.
Zamierzasz mnie uderzyć?
Nie, obiecuję.
Moje ręce nie dotkną twojego ciała i nie zdmuchnę ci pudełka z dłoni.
Serio?
Moje ciało nie dotknie twojego.
Ani zapałek.
- Zgoda. Choć raz muszę wygrać. - Cudnie.
Jasne, że musisz.
A teraz…
Odliczamy.
Dziesięć,
dziewięć,
osiem…
Jezu!
Frajer!
Do zobaczenia, kolego.
Ubaw po pachy.
Jeszcze jedno, Victor.
Zatrzymaj zapałki.
Fajna z ciebie dziewczyna
Zamawiał pan taksówkę?
Nie, dziękuję.
Wszystko w porządku?
Tak.
Tylko buzię mam pełną alkoholu i orzechów.
Jakby co, to mam wodę.
Na koszt firmy.
Wóz 357, jak wygląda sytuacja?
Tu wóz 357.
Jestem dziesięć minut od celu przy Delmar Place 17.
357, kieruj się potem na lotnisko.
Przyjąłem.
Wszystko w porządku?
Tak.
Idź już sobie.
Nie dam ci kolejnego napiwku.
Nie ma sprawy.
Powrotu do zdrowia!
INWESTYCJE CHERKIS
ZEZNANIE PODATKOWE
BANK REGIONALNY MIDWAY BANK HRABSTWA
WYPŁATA DLA
KONTA
Co to ma być?
Jak kino na kółkach Jamesa Whale’a.
Nie znam gościa. Metowóz na pewno jest na kółkach.
Chwila. Co na kółkach?
Metowóz.
- Tak go nazywam. - Nieważne.
Tylko bez szczegółów.
- Płacimy mu za robotę i tyle. - „Bez szczegółów”?
Chłopaki, suma, jaką mi zapłacicie, pokryje nie tylko tę robotę.
Zapewni wam też dyskrecję w każdej innej sprawie.
Żadnych szczegółów.
Ale macie tu sprzęt.
Że niby jeździcie z lodami, a sprzedajecie grzecznym dzieciom prochy?
Nie dilujemy stąd.
Mówiłem żadnych szczegółów.
Koleś stoi przed laboratorium mety. Chyba skojarzy fakty?
Nie musi wiedzieć wszystkiego.
Nie chciałem pokazywać twarzy. To musiał wiedzieć?
Nie zajmujecie się tylko dystrybucją, ale oferujecie cały pakiet.
To wy produkujecie niebieską metę.
Tutaj?
Niesamowite.
- Możesz tego nie dotykać? - Spójrzcie na to.
Byłaby idealna jako domek wczasowy dla mojej rybki,
a wy używacie jej do wyrobu towaru.
To kolba okrągłodenna.
Prawda?
Okrągłe dno.
To kolba do destylacji.
Przestanie nią być, jeśli ją stłuczesz. Odłóż ją, proszę.
Skoro wy gotujecie niebieską metę,
to ty jesteś Igorem,
a ty…
Heisenbergiem.
Ile towaru można wyprodukować z takim sprzętem?
Dość tych pytań.
My tu jesteśmy od zadawania pytań.
Masz tylko jedno zadanie.
I wciąż nie rozumiem, jak zamierzasz je wykonać.
Jak wszystko sobie poukładam, pokażę wam prezentację.
Do tego czasu przynieście to, o czym mówiliśmy.
Spokojna głowa. Wszystko załatwię.
Zakładam, że 80 tysięcy to cena do negocjacji.
Zakładaj, co chcesz. Taka jest cena i siedzę z przodu.
Ja poprowadzę.
Pewnie.
A ja sobie postoję.
Kutas.
Przynajmniej nie będziesz się turlał jak świąteczna szynka w aucie dostawczym.
Mam chore kolana.
Nadwyrężyłem sobie przez was mięśnie.
Macie szczęście, że nie każę wam bulić za masażystkę. Droga.
Ale wszystko ci nastawi.
Niech to.
- Musisz dodać trochę gazu… - Dodałem wystarczająco dużo gazu.
No i dlatego jedziemy.
Za długo stał. Odpali.
Mogłeś dać mi prowadzić.
To by niczego nie zmieniło,
oprócz tego, że w panice zalałbyś silnik.
- Gówno prawda. - Cieszył mnie klimat Flipa i Flapa.
Ale nie lubię sprzeczek.
Odwieziecie mnie do kancelarii?
Jeśli mam czarować, muszę zacząć działać.
Odczekamy chwilkę. I ruszymy.
Pompa paliwowa się czasem przegrzewa, więc musi się trochę ochłodzić.
A więc…
kim jest Lalo?
Kto?
Lalo.
Myślałeś, że przysłał nas Lalo.
Byłeś nieźle zestrachany.
Na mieście o nim nie słyszałem.
Nikt taki.
Spróbujesz raz jeszcze? Bo…
Czy znajdą nas pogrzebanych przez burzę piaskową za tysiąc lat?
Proszę…
Brawo.
Popieram.
Dam ci darmową radę składającą się z dwóch słów.
Warsztat samochodowy.
Trzymaj się.
PRZYRZĄD DO MASAŻU
Gdzie to wyczytałeś? W Finansach dla opornych?
Źle myślę?
I to jak.
Nie stawiaj wszystkiego na jedną kartę.
Tak. To moja.
- Butelkę wody? - Pewnie.
Dzięki.
Moja sztuczka?
Rób po swojemu.
Nie sugeruj się tym, co kupują inni.
Bo jak mówią: „Dopiero gdy odpływa fala, odkrywasz, kto pływał nago”.
Jeśli chodzi o finanse, mam wrażenie, że to ustawka.
Grube ryby zawsze wygrywają.
Chciałbym się z tobą nie zgodzić, ale nie mogę.
Istnieje tu pewna nieuczciwość.
Ale większość z nas jest chyba uczciwa i godna zaufania.
Ludzie odpowiedzialni za Enron czy Worldcom,
Madoff i jemu podobni…
Czeka na nich specjalne miejsce w piekle.
Tak.
Ale z doświadczenia wiem, że to wyjątki.
Nie można pozwolić, by kilka czarnych owiec
zepsuło nam reputację.
W sumie…
Przepraszam.
Jasne.
Wyglądają egzotycznie.
Miałem kiedyś taką fazę. Brałem wszystkie możliwe witaminy.
Zgadnij, ile brałem tabletek na porost włosów.
Zdziałały cuda.
Na co są?
Na raka.
Przepraszam.
Jest… źle?
To jeden z tych złośliwych.
Wypijmy.
Ja stawiam.
Prosimy jeszcze dwa.
To nie moja sprawa, ale…
czy powinieneś pić?
Raz się żyje.
Racja.
Na pewno nie chcesz wziąć tej? Mogę zaczekać.
Nie, śmiało.
Dawaj. Co mamy?
Wziąłeś tran?
- Tak. - B12?
- Tak. - L-argininę?
Wszystko. Co dalej?
Do czwartej miałeś złożyć wniosek o apelację.
Cholera.
Możesz odłożyć magazyn podróżniczy i mnie poratować?
Nie mam uprawnień, Saul.
Poza tym przyszedł gość na 12.30.
Super. Wpuść go.
Jest moje słoneczko.
Rzuć trochę światła na mój mroczny świat.
Halo? Bulę ci od godziny, nie? No to zaczynaj nawijać.
Jak skończysz.
Mam podzielną uwagę.
Nie będę z tobą rozmawiał, dopóki z tego nie zejdziesz.
Podwładni prezydenta Johnsona zdawali mu raporty, gdy siedział na kiblu.
Albo wyjdę,
albo moja stopa znajdzie się na twojej czaszce.
Zgoda.
Powinieneś tego spróbować.
Chodzisz jak Frankenstein po badaniu przez kosmitów.
Mogę skołować ci taki masażer. Zdziałałby cuda dla twojego czi.
Dobra. Dawaj.
Dobra. Najpierw pani Denise Gabler.
Babka ściemnia.
Jaka gibka!
Przynajmniej wiadomo, że cię nie zauważyli.
Kto by myślał o seksie z twoją mordą za oknem?
Co jeszcze?
Śledziłem twojego kierowcę.
Niespodzianka: naprawdę ma złamany kark.
Fantastycznie.
To bardzo ułatwia mi życie. Kontynuuj.
Włamywacz z Indianopolis, Lasky.
Odsiedział 10 lat w Menard.
Jeśli szukasz gościa, który będzie trzymał gębę na kłódkę,
warto mieć go na oku.
Włamywacz…
Znam więcej włamywaczy, niż miałem pryszczy na studniówce.
A co z tym Heisenbergiem?
Nauczyciel chemii w liceum.
Żartujesz. Serio?
Walter Hartwell White.
Nauczyciel chemii w J.P. Wynne.
Pracuje z byłym uczniem, obecnie ćpunem, niejakim Jessem Pinkmanem.
Co jeszcze wiemy o belfrze?
Ma raka płuc.
Jezu!
Dlatego nie przestaje kaszleć.
Które stadium?
3A. Jest w trakcie leczenia.
Czekają go badania, ale nie wygląda to dobrze.
Nawet gdyby przeżył, nie zbliżałbym się do niego.
To kompletny amator.
Ty widzisz amatora.
A ja 80 kilogramów gliny, którą można uformować wedle upodobania.
Jeśli rak go nie wykończy, zrobią to gliny albo konkurencja.
To twoja własna opinia czy tego, którego imienia nie wymawiamy?
On nic nie mówił.
Ten gość to jakaś płotka.
Dobra, rozumiem. Tylko…
Mam przeczucie.
Ten Heisenberg na coś trafił.
Na mieście mówią, że to produkt najwyższej klasy.
- Przy odpowiednim zarządzaniu… - Kupiłem kiedyś Betamaxa.
Też produkt najwyższej klasy.
Eksperci mówili, że jest lepszy niż VHS.
A okazało się, że to strata czasu i pieniędzy.
Odpuść sobie.
Facet z takim wąsikiem raczej nie podejmuje dobrych decyzji.
Dobra, ten włamywacz…
- Siedział w Menard? - Tak.
Należał do ekipy zawodowców. Szmuglowali biżuterię do Kanady.
Lasky miał pecha.
Akurat gdy schylał się w oknie, mijał go gliniarz.
Zaliczył odsiadkę.
Nie wsypał nikogo z ekipy.
Godny zaufania.
Jeszcze kilka razy.
Właśnie tak.
Tak?
Co masz na myśli?
Co zrobił?
Powiedz mu, żeby natychmiast ruszył tyłek do garażu.
Ty słodziaku.
Czego to też nie wymyślą.
Zamknij tego cholernego kundla i wracaj.
Już dobrze, Zeke.
Właź.
Normalnie jaja sobie robisz.
Przykro mi, ale…
Wiesz, ile czasu i wysiłku zabiera mi znalezienie idealnego celu?
Muszę przedzierać się przez bandę naiwniaków z rodzinami,
by znaleźć jakiegoś dzianego singla.
Tylko po to, żebyś teraz stchórzył?
Facet ma raka, stary. W kieszeni miał leki.
Ojciec brał takie same na raka trzustki.
Koleś z rakiem nie może być dupkiem?
Wierz mi, znam to z autopsji.
Nie okantuję gościa z rakiem.
Wiesz, ilu frajerów, których okradliśmy, miało smutną historię? Każdy jeden.
Zanim się pokapują, miną miesiące. Koleś będzie już martwy.
Pakuj się do auta, wracaj do domu i dokończ robotę.
Nie, nie zrobię tego.
Nie mogę.
Dobra, rozumiem.
Przejdzie ci.
Uwierz, że za moment już nie będziesz tego pamiętał.
Zmykaj.
Nieźle nam idzie, prawda?
Pławimy się w gotówce.
- Odpuśćmy ten jeden raz. - Nie ty decydujesz.
Tak, ale ściągnąłem taśmę.
Drzwi są zamknięte. I tak się tam nie dostaniemy.
Jeff, powiedz coś.
No nie wiem. Rozumiem obie strony.
Nieważne. To koniec. Dawaj aparat i się stąd zabieraj.
Dobra.
Droga wolna. Nie potrzebujemy cię.
Chyba nie muszę ci mówić,
ale skoro jesteś przeklętym amatorem, to ci przypomnę.
Trzymaj gębę na kłódkę.
Jeśli mamy to zrobić, to teraz.
Serio chcesz tam wrócić?
Głuchy jesteś?
Idziesz czy nie?
Co?
Chcę to zrobić.
Ale…
- Ale co? - O której wziął narkotyki?
Dostał je trzy godziny temu. Może nawet nie wypił do końca.
- Mógł się już się obudzić. - Bez obaw.
Tak, ale…
Nie zawracaj sobie tym głowy.
Będzie dobrze.
To tu.
Przyjedź po mnie za 20 minut.
Podjedź powoli, jakbyś odbierał klienta.
Będzie dobrze. Spokojnie.
LICEUM J.P. WYNNE
NAUKI ŚCISŁE
DOROCZNE TARGI NAUKOWE J.P. WYNNE ZAPISZ SIĘ JUŻ TERAZ!
Napisy: Monika Bartz
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.