All language subtitles for macloid

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com

FOSFOR

Cokolwiek to ma być, nie róbmy tego na pustyni.

Wszędzie, tylko nie tam.

Boże, chyba zaraz puszczę pawia.

Ej, chłopaki. To się da naprawić.

Jakikolwiek macie problemo, rozwiążemy go dinero.

Mucho dinero.

No weźcie, błagam.

Niech jeden z was…

Zanim zrobicie coś głupiego…

Porozmawiajcie ze mną.

Błagam! Powiedzcie, czego chcecie.

Jezu!

O nie!

Nie, to nie ja.

To Ignacio! To on…

Pięknie.

Do zlewu nie można wrzucać nasion i łodyg.

Czego nie można wrzucać?

Nasion i łodyg. Nie można ich wrzucać do zlewu.

To nie my.

A to, to co?

Zwykłe resztki w zlewie.

Skoro już palicie to gówno, przynajmniej spłuczcie je w toalecie.

Nie jest pani moją matką. Nie mamy tu prochów.

Nie wierzy nam pani.

Ona nam nie wierzy.

Śpicie do południa. Nie macie stałego zatrudnienia.

A mieszkanie cuchnie jak dupa skunksa.

Nie mówiąc o tym, że zlew jest pełen zielska.

Chwilunia, narca.

Nie bierzemy narkotyków, więc proszę nie rzucać na nas…

oszczerstw.

- Narca? - Tak, narca.

Żeńska forma od narco.

Kali jeść, Kali pić?

Muszę lecieć.

Zostawcie przepychacz przed drzwiami.

Ale zlew jest nadal zapchany.

To go przepchajcie.

- Dokąd to? - Paniusiu, płacimy czynsz.

Dacie radę.

Prosty ruch w górę i w dół. Chyba wam nieobcy.

WILLIAM OAKLEY I PARTNERZY

NAPOJE – OLEJ NAPĘDOWY

- Tak. - Dobrze, że jesteś. Świetnie.

Zakładam, że z dala od wścibskich oczu i uszu?

- Inaczej bym nie odebrała. - No tak.

Doskonale.

No więc…

dawaj.

Po kolei.

Nie, umawialiśmy się na później.

Rozłączam się.

No dobrze. Jezu!

Jeśli stoisz przodem do telefonu,

obróć się w prawo o 90 stopni i idź przed siebie.

Zobaczysz w ziemi kawałki betonu.

Odchyl ten w kształcie New Jersey.

New Jersey?

Albo Alfreda Hitchcocka w fezie.

Odchyl go, a znajdziesz zawleczkę od puszki z przyczepioną żyłką.

Podążaj za nią, a dotrzesz do starego wodociągu.

Ciągnij za żyłkę,

a znajdziesz to, co obiecałem.

Super. Było wszystko? Szczury nic nie pogryzły?

Jest wszystko.

No dobra. Mów. Jest gorąco?

Gorąco?

- Tak. - Nadal mnie śledzą.

Nie tak często, jak po tej całej chryi, ale nadal ich widuję.

Otwierają mi pocztę.

Gdy używam stacjonarnego, słyszę trzaski.

To, że belfer kopnął w kalendarz, niczego nie zmieniło?

Jeśli już, to tylko pogorszyło sprawę.

Skyler White poszła na ugodę, więc zostałeś ty i Pinkman,

a jego auto znaleziono przy granicy, więc bywaj, ćpunie.

Czyli nadal mnie szukają.

Cóż…

Wiesz coś o salonach paznokci?

Już ich nie ma.

Co? Żadnego?

No.

A co z automatami?

- Też pozamiatane. - Jezu!

Nie mów, że laser tag też odkryli.

Federalni wszystko znaleźli.

Ale jak?

Stworzyliśmy fasadę za fasadą.

Niech to.

Cholera.

Załóżmy, że mamy konto zagraniczne,

na Antigui i Barbudzie.

Korporacja Tiger Fish?

- Co? - Korporacja Tiger Fish?

850 kawałków? Dałam je federalnym.

Co proszę? Dlaczego?

Skończył się czas…

Do diabła!

Wpisałeś moje nazwisko do zarządu fikcyjnej korporacji.

Nie miałam wyboru.

A nawiasem mówiąc, byłoby miło, gdybyś mnie uprzedził.

Konto też skonfiskowali?

I wszystko inne.

Te sukinsyny wszystko mi zabrały.

Oprócz tego, co ze sobą wziąłeś, a grosze to raczej nie były.

No cóż…

Cóż…

- To by było na tyle. - Chwila.

Dorzuciłem drobniaków. Nie powiesz mi niczego więcej?

- To już wszystko. - Nieprawda.

Po tak długim czasie? Przestań. Wtajemnicz mnie.

Co…

Jak Kuby?

Pojęcia nie mam.

Dobra, a Huell?

Huell…

Chyba wrócił do Nowego Orleanu.

DEA trzymała go pod jakimś pretekstem,

więc z tego, co wiem, wyszedł.

To dobrze.

A Danny?

Albo Ira. Masz od nich jakieś wieści?

Nie masz tam internetu?

Dalej, powiedz mi coś.

Musisz mieć jakiegoś newsa.

Pamiętasz Billa Oakleya?

Zmienił drużyny.

Ujawnił się?

Nie, nie jest gejem.

Tylko obrońcą.

No cóż…

A ty? Jak się masz?

Normalnie bajka.

Książę Rainier się oświadczył.

Prywatny odrzutowiec zabierze nas w czwartek do pałacu.

No to chyba wszystko…

Miałam jeden telefon.

Po tym wszystkim.

Kim.

Sprawdzała, co u mnie.

Serio?

Wspomniała o tobie.

Zapytała, czy żyjesz.

Pytała o mnie.

Co jej powiedziałaś?

Nic.

Ale pytała.

Tak.

Dobra, to…

chyba…

pożegnanie.

Halo?

Potrzebuję numeru na Florydzie.

Titusville.

Spryskiwacze Palm Coast.

Na ulicy…

W nazwie ma rybę.

Tarpon Road, właśnie.

Połączy mnie pani?

Ile to będzie?

Szukam…

Kim Wexler.

Chyba tu pracuje?

Kurwa!

SPRAWIAM, ŻE ŚWIAT JEST PYSZNIEJSZY

To też było dobre.

Cześć, Jeffie. Zobacz, kogo tu przywiało.

Mama pokazywała mi komputer od ciebie.

Nie wiedziałam, co z nim zrobić, ale…

Patrz. Gene mi pokazał.

Wchodzisz do okienka na górze i wpisujesz „śmieszne filmiki z kotami”.

To wszystko. „Śmieszne filmiki z kotami”.

I nagle wyskakują śmieszne filmiki z kotami.

Spójrz na ten.

Kot wcinający lody. Dasz wiarę?

To jak Śmiechu warte,

ale ty jesteś gospodarzem.

To by było coś.

Przynieś kieliszki, to wlejemy sobie po małym.

Jasne.

Pomyślałem, że komputer jej się przyda.

Był w promocji.

Niewielki wydatek.

To świetnie.

Mamę trzeba traktować jak należy.

Marion, może zostawimy cię z filmikami o kotach,

a my weźmiemy drinka na drogę?

Auto działa? Chętnie rzucę na nie okiem.

Chodź.

Przysięgam, że kupiłem tylko komputer, i nie był nawet zbyt drogi.

Stary model w promocji.

Nikomu nic z Buddym nie mówiliśmy.

Prowadzimy zwyczajne życie.

Cicho bądź.

- Ale chcę… - Przestań gadać.

Odpowiedz na kilka pytań. Po pierwsze, pracujesz na nocki?

Chodzi ci o nocną zmianę w firmie taksówkarskiej? Tak.

W jakich godzinach?

Od dziewiątej do szóstej albo od północy do dziewiątej. Czemu?

Weź zmianę od dziewiątej.

A potem skombinujemy barbiturany.

Co?

Jaja sobie robisz.

Po co nam one?

Ale mówiłeś, że to koniec.

Kazałeś mi przechodzić na drugą stronę ulicy.

Czyli wracamy do gry?

To rozumiem.

Żeglarz powiedział „Brandy, fajna z ciebie dziewczyna

Żoną byłabyś wspaniałą

Ale to morze Jest moim życiem, miłością i panią”

Gdy po barach już się nikt nie snuje

Brandy po cichym mieście spaceruje

I kocha faceta, którego nie ma przy sobie

Jego słowa słysząc w głowie

„Brandy, fajna z ciebie dziewczyna

Żoną byłabyś wspaniałą

Ale to morze Jest moim życiem, miłością i panią”

- Dobra. Dzięki. - Dziękuję.

Naprawdę to zrobił.

Cóż…

Pewnie czułeś się, jakbyś patrzył na spadającego Hindenburga.

Tylko gorzej. Mam rację?

Miało być „z werwą”.

- Zakład to zakład. - „Z werwą”!

To może kolejny zakładzik? Podniesiemy stawkę.

Przegrany zaśpiewa bez koszulki.

Nie, dość tych zakładów.

Ani razu nie wygrałem.

O co chodzi, bobasku?

Ani razu nie wygrałeś?

Ani razu?

Możemy prosić więcej orzeszków?

Dalej, Victor!

Nie bądź cykorem.

- Nie jestem cykorem. - No właśnie.

Musisz…

tylko w siebie uwierzyć.

Dalej, jeszcze jeden zakład.

Nie, wystarczy.

Mam dość cytryn na nosie

i sztuczek z monetami czy wykałaczkami.

Nie jestem w tym dobry.

To proste.

Złapiesz stówę, zanim ja to zrobię, a będziesz mógł ją zatrzymać.

Jeśli ja pierwszy ją złapię,

stawiasz kolejkę.

Tylko nie możesz ruszyć ręką przede mną.

Ale jestem dużo bliżej. To jakbyś podarował mi kasę.

Więc przyjmujesz zakład?

Jasne.

Sukinsyn.

Przegrywasz, frajerze.

Następna kolejka, dobry człowieku.

Po raz kolejny na koszt mojego przyjaciela.

Niech będzie.

Ale z tobą ubaw.

Jesteś wporzo, Victor.

Ciekawi mnie, jak to zrobiłeś.

Cóż, posiadam wiele talentów.

Ty za to niewiele.

Żartuję!

Może.

Za każdym razem. Nie wie, co ją czeka.

Muszę zaczerpnąć świeżego powietrza.

Spokojnie.

Przyjechała jedna z taksówek.

- Założę się o nią. - Żadnych zakładów!

Dalej, wysłuchaj mnie. To proste.

Nie bądź cipą.

Patrz.

- Co? - Proste jak drut.

Przez dziesięć sekund utrzymaj na dłoni pudełko zapałek.

To wszystko. I taryfa będzie twoja. Nawet za nią zapłacę.

Zamierzasz mnie uderzyć?

Nie, obiecuję.

Moje ręce nie dotkną twojego ciała i nie zdmuchnę ci pudełka z dłoni.

Serio?

Moje ciało nie dotknie twojego.

Ani zapałek.

- Zgoda. Choć raz muszę wygrać. - Cudnie.

Jasne, że musisz.

A teraz…

Odliczamy.

Dziesięć,

dziewięć,

osiem…

Jezu!

Frajer!

Do zobaczenia, kolego.

Ubaw po pachy.

Jeszcze jedno, Victor.

Zatrzymaj zapałki.

Fajna z ciebie dziewczyna

Zamawiał pan taksówkę?

Nie, dziękuję.

Wszystko w porządku?

Tak.

Tylko buzię mam pełną alkoholu i orzechów.

Jakby co, to mam wodę.

Na koszt firmy.

Wóz 357, jak wygląda sytuacja?

Tu wóz 357.

Jestem dziesięć minut od celu przy Delmar Place 17.

357, kieruj się potem na lotnisko.

Przyjąłem.

Wszystko w porządku?

Tak.

Idź już sobie.

Nie dam ci kolejnego napiwku.

Nie ma sprawy.

Powrotu do zdrowia!

INWESTYCJE CHERKIS

ZEZNANIE PODATKOWE

BANK REGIONALNY MIDWAY BANK HRABSTWA

WYPŁATA DLA

KONTA

Co to ma być?

Jak kino na kółkach Jamesa Whale’a.

Nie znam gościa. Metowóz na pewno jest na kółkach.

Chwila. Co na kółkach?

Metowóz.

- Tak go nazywam. - Nieważne.

Tylko bez szczegółów.

- Płacimy mu za robotę i tyle. - „Bez szczegółów”?

Chłopaki, suma, jaką mi zapłacicie, pokryje nie tylko tę robotę.

Zapewni wam też dyskrecję w każdej innej sprawie.

Żadnych szczegółów.

Ale macie tu sprzęt.

Że niby jeździcie z lodami, a sprzedajecie grzecznym dzieciom prochy?

Nie dilujemy stąd.

Mówiłem żadnych szczegółów.

Koleś stoi przed laboratorium mety. Chyba skojarzy fakty?

Nie musi wiedzieć wszystkiego.

Nie chciałem pokazywać twarzy. To musiał wiedzieć?

Nie zajmujecie się tylko dystrybucją, ale oferujecie cały pakiet.

To wy produkujecie niebieską metę.

Tutaj?

Niesamowite.

- Możesz tego nie dotykać? - Spójrzcie na to.

Byłaby idealna jako domek wczasowy dla mojej rybki,

a wy używacie jej do wyrobu towaru.

To kolba okrągłodenna.

Prawda?

Okrągłe dno.

To kolba do destylacji.

Przestanie nią być, jeśli ją stłuczesz. Odłóż ją, proszę.

Skoro wy gotujecie niebieską metę,

to ty jesteś Igorem,

a ty…

Heisenbergiem.

Ile towaru można wyprodukować z takim sprzętem?

Dość tych pytań.

My tu jesteśmy od zadawania pytań.

Masz tylko jedno zadanie.

I wciąż nie rozumiem, jak zamierzasz je wykonać.

Jak wszystko sobie poukładam, pokażę wam prezentację.

Do tego czasu przynieście to, o czym mówiliśmy.

Spokojna głowa. Wszystko załatwię.

Zakładam, że 80 tysięcy to cena do negocjacji.

Zakładaj, co chcesz. Taka jest cena i siedzę z przodu.

Ja poprowadzę.

Pewnie.

A ja sobie postoję.

Kutas.

Przynajmniej nie będziesz się turlał jak świąteczna szynka w aucie dostawczym.

Mam chore kolana.

Nadwyrężyłem sobie przez was mięśnie.

Macie szczęście, że nie każę wam bulić za masażystkę. Droga.

Ale wszystko ci nastawi.

Niech to.

- Musisz dodać trochę gazu… - Dodałem wystarczająco dużo gazu.

No i dlatego jedziemy.

Za długo stał. Odpali.

Mogłeś dać mi prowadzić.

To by niczego nie zmieniło,

oprócz tego, że w panice zalałbyś silnik.

- Gówno prawda. - Cieszył mnie klimat Flipa i Flapa.

Ale nie lubię sprzeczek.

Odwieziecie mnie do kancelarii?

Jeśli mam czarować, muszę zacząć działać.

Odczekamy chwilkę. I ruszymy.

Pompa paliwowa się czasem przegrzewa, więc musi się trochę ochłodzić.

A więc…

kim jest Lalo?

Kto?

Lalo.

Myślałeś, że przysłał nas Lalo.

Byłeś nieźle zestrachany.

Na mieście o nim nie słyszałem.

Nikt taki.

Spróbujesz raz jeszcze? Bo…

Czy znajdą nas pogrzebanych przez burzę piaskową za tysiąc lat?

Proszę…

Brawo.

Popieram.

Dam ci darmową radę składającą się z dwóch słów.

Warsztat samochodowy.

Trzymaj się.

PRZYRZĄD DO MASAŻU

Gdzie to wyczytałeś? W Finansach dla opornych?

Źle myślę?

I to jak.

Nie stawiaj wszystkiego na jedną kartę.

Tak. To moja.

- Butelkę wody? - Pewnie.

Dzięki.

Moja sztuczka?

Rób po swojemu.

Nie sugeruj się tym, co kupują inni.

Bo jak mówią: „Dopiero gdy odpływa fala, odkrywasz, kto pływał nago”.

Jeśli chodzi o finanse, mam wrażenie, że to ustawka.

Grube ryby zawsze wygrywają.

Chciałbym się z tobą nie zgodzić, ale nie mogę.

Istnieje tu pewna nieuczciwość.

Ale większość z nas jest chyba uczciwa i godna zaufania.

Ludzie odpowiedzialni za Enron czy Worldcom,

Madoff i jemu podobni…

Czeka na nich specjalne miejsce w piekle.

Tak.

Ale z doświadczenia wiem, że to wyjątki.

Nie można pozwolić, by kilka czarnych owiec

zepsuło nam reputację.

W sumie…

Przepraszam.

Jasne.

Wyglądają egzotycznie.

Miałem kiedyś taką fazę. Brałem wszystkie możliwe witaminy.

Zgadnij, ile brałem tabletek na porost włosów.

Zdziałały cuda.

Na co są?

Na raka.

Przepraszam.

Jest… źle?

To jeden z tych złośliwych.

Wypijmy.

Ja stawiam.

Prosimy jeszcze dwa.

To nie moja sprawa, ale…

czy powinieneś pić?

Raz się żyje.

Racja.

Na pewno nie chcesz wziąć tej? Mogę zaczekać.

Nie, śmiało.

Dawaj. Co mamy?

Wziąłeś tran?

- Tak. - B12?

- Tak. - L-argininę?

Wszystko. Co dalej?

Do czwartej miałeś złożyć wniosek o apelację.

Cholera.

Możesz odłożyć magazyn podróżniczy i mnie poratować?

Nie mam uprawnień, Saul.

Poza tym przyszedł gość na 12.30.

Super. Wpuść go.

Jest moje słoneczko.

Rzuć trochę światła na mój mroczny świat.

Halo? Bulę ci od godziny, nie? No to zaczynaj nawijać.

Jak skończysz.

Mam podzielną uwagę.

Nie będę z tobą rozmawiał, dopóki z tego nie zejdziesz.

Podwładni prezydenta Johnsona zdawali mu raporty, gdy siedział na kiblu.

Albo wyjdę,

albo moja stopa znajdzie się na twojej czaszce.

Zgoda.

Powinieneś tego spróbować.

Chodzisz jak Frankenstein po badaniu przez kosmitów.

Mogę skołować ci taki masażer. Zdziałałby cuda dla twojego czi.

Dobra. Dawaj.

Dobra. Najpierw pani Denise Gabler.

Babka ściemnia.

Jaka gibka!

Przynajmniej wiadomo, że cię nie zauważyli.

Kto by myślał o seksie z twoją mordą za oknem?

Co jeszcze?

Śledziłem twojego kierowcę.

Niespodzianka: naprawdę ma złamany kark.

Fantastycznie.

To bardzo ułatwia mi życie. Kontynuuj.

Włamywacz z Indianopolis, Lasky.

Odsiedział 10 lat w Menard.

Jeśli szukasz gościa, który będzie trzymał gębę na kłódkę,

warto mieć go na oku.

Włamywacz…

Znam więcej włamywaczy, niż miałem pryszczy na studniówce.

A co z tym Heisenbergiem?

Nauczyciel chemii w liceum.

Żartujesz. Serio?

Walter Hartwell White.

Nauczyciel chemii w J.P. Wynne.

Pracuje z byłym uczniem, obecnie ćpunem, niejakim Jessem Pinkmanem.

Co jeszcze wiemy o belfrze?

Ma raka płuc.

Jezu!

Dlatego nie przestaje kaszleć.

Które stadium?

3A. Jest w trakcie leczenia.

Czekają go badania, ale nie wygląda to dobrze.

Nawet gdyby przeżył, nie zbliżałbym się do niego.

To kompletny amator.

Ty widzisz amatora.

A ja 80 kilogramów gliny, którą można uformować wedle upodobania.

Jeśli rak go nie wykończy, zrobią to gliny albo konkurencja.

To twoja własna opinia czy tego, którego imienia nie wymawiamy?

On nic nie mówił.

Ten gość to jakaś płotka.

Dobra, rozumiem. Tylko…

Mam przeczucie.

Ten Heisenberg na coś trafił.

Na mieście mówią, że to produkt najwyższej klasy.

- Przy odpowiednim zarządzaniu… - Kupiłem kiedyś Betamaxa.

Też produkt najwyższej klasy.

Eksperci mówili, że jest lepszy niż VHS.

A okazało się, że to strata czasu i pieniędzy.

Odpuść sobie.

Facet z takim wąsikiem raczej nie podejmuje dobrych decyzji.

Dobra, ten włamywacz…

- Siedział w Menard? - Tak.

Należał do ekipy zawodowców. Szmuglowali biżuterię do Kanady.

Lasky miał pecha.

Akurat gdy schylał się w oknie, mijał go gliniarz.

Zaliczył odsiadkę.

Nie wsypał nikogo z ekipy.

Godny zaufania.

Jeszcze kilka razy.

Właśnie tak.

Tak?

Co masz na myśli?

Co zrobił?

Powiedz mu, żeby natychmiast ruszył tyłek do garażu.

Ty słodziaku.

Czego to też nie wymyślą.

Zamknij tego cholernego kundla i wracaj.

Już dobrze, Zeke.

Właź.

Normalnie jaja sobie robisz.

Przykro mi, ale…

Wiesz, ile czasu i wysiłku zabiera mi znalezienie idealnego celu?

Muszę przedzierać się przez bandę naiwniaków z rodzinami,

by znaleźć jakiegoś dzianego singla.

Tylko po to, żebyś teraz stchórzył?

Facet ma raka, stary. W kieszeni miał leki.

Ojciec brał takie same na raka trzustki.

Koleś z rakiem nie może być dupkiem?

Wierz mi, znam to z autopsji.

Nie okantuję gościa z rakiem.

Wiesz, ilu frajerów, których okradliśmy, miało smutną historię? Każdy jeden.

Zanim się pokapują, miną miesiące. Koleś będzie już martwy.

Pakuj się do auta, wracaj do domu i dokończ robotę.

Nie, nie zrobię tego.

Nie mogę.

Dobra, rozumiem.

Przejdzie ci.

Uwierz, że za moment już nie będziesz tego pamiętał.

Zmykaj.

Nieźle nam idzie, prawda?

Pławimy się w gotówce.

- Odpuśćmy ten jeden raz. - Nie ty decydujesz.

Tak, ale ściągnąłem taśmę.

Drzwi są zamknięte. I tak się tam nie dostaniemy.

Jeff, powiedz coś.

No nie wiem. Rozumiem obie strony.

Nieważne. To koniec. Dawaj aparat i się stąd zabieraj.

Dobra.

Droga wolna. Nie potrzebujemy cię.

Chyba nie muszę ci mówić,

ale skoro jesteś przeklętym amatorem, to ci przypomnę.

Trzymaj gębę na kłódkę.

Jeśli mamy to zrobić, to teraz.

Serio chcesz tam wrócić?

Głuchy jesteś?

Idziesz czy nie?

Co?

Chcę to zrobić.

Ale…

- Ale co? - O której wziął narkotyki?

Dostał je trzy godziny temu. Może nawet nie wypił do końca.

- Mógł się już się obudzić. - Bez obaw.

Tak, ale…

Nie zawracaj sobie tym głowy.

Będzie dobrze.

To tu.

Przyjedź po mnie za 20 minut.

Podjedź powoli, jakbyś odbierał klienta.

Będzie dobrze. Spokojnie.

LICEUM J.P. WYNNE

NAUKI ŚCISŁE

DOROCZNE TARGI NAUKOWE J.P. WYNNE ZAPISZ SIĘ JUŻ TERAZ!

Napisy: Monika Bartz

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.