Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Polish
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Ci臋偶kie czasy nasta艂y dla buntownik贸w.
Min臋艂o kilka miesi臋cy od wyjazdu Viriato i Paulo do Rzymu.
Oddzia艂y wyzwole艅cze dowodzone przez Dario ufortyfikowa艂y si臋 w Kaur
i nadal zawiera艂 armi臋 Rzymu.
Ale nawet gdyby pok贸j mia艂 nadej艣膰
w szeregach Hiszpan贸w zacz臋艂y pojawia膰 si臋 problemy.
Niekt贸rzy ludzie decyduj膮 si臋 wzi膮膰 sprawiedliwo艣膰 w swoje r臋ce
i zacz膮艂 kara膰 wszystkich, kt贸rzy odwa偶yli si臋 handlowa膰 z rzymskimi naje藕d藕cami.
Potyczki mi臋dzy hiszpa艅skimi wioskami by艂y coraz cz臋stsze.
W tym czasie genera艂 Mark w obozie spodziewa艂 si臋 posi艂k贸w z Rzymu,
kontynuowa膰 wojn臋.
Zbli偶a艂a si臋 decyduj膮ca bitwa.
Najpierw pasterz sta艂 si臋 wojownikiem...
Teraz nadszed艂 czas, aby zosta艂 kr贸lem.
Hiszpa艅ska legenda
Odcinek 10: Return (przet艂umaczone przez Rojo Panda)
Cicho, porozmawiam z nimi.
Dok膮d si臋 wybieracie, dobrzy ludzie?
- Zamierzamy... - Nie ty.
- Ty. - Dziewczyna prawie si臋 nie odzywa.
Hiszpanka, jeszcze jedno s艂owo i ci臋 zabij臋.
Gdzie idziesz?
Gdzie idziesz?
Poszukaj mojego wuja Paulo.
Pos艂uchaj, szybko si臋 nauczy艂a.
Gdzie tego szukasz? Sp贸jrz na mnie, m贸wi臋 do ciebie.
W Kaur.
W Kaur.
Udajesz si臋 wi臋c do wioski buntownik贸w.
Prosz臋, pozw贸l im odej艣膰. Zostan臋, ale pozwol臋 im odej艣膰.
Dlaczego ci臋 potrzebujemy?
Woleliby艣my twoj膮 偶on臋 i c贸rk臋.
Jestem pewien, 偶e b臋dziemy si臋 z nimi 艣wietnie bawi膰.
Najpierw musisz mnie zabi膰.
Dok艂adnie?
Okej, jestem dzisiaj hojny. I spe艂ni臋 Twoje 偶yczenie.
Min臋艂y miesi膮ce, odk膮d pokonali艣my rzymsk膮 armi臋
dla nich by艂a to wi臋ksza strata ni偶 kilka nalot贸w i star膰 z patrolami.
Teraz musimy zjednoczy膰 si臋 jeszcze bardziej.
Jest nas wi臋cej i jeste艣my lepiej zorganizowani
ni偶 gdy walczyli pod Viriath.
Wiesz, 偶e nie mo偶emy zosta膰 pokonani na naszej ziemi.
Dlatego teraz wa偶ne jest, aby pokaza膰 im, 偶e nie jeste艣my tacy jak oni,
偶e wydajemy sprawiedliwe os膮dy, nie os膮dzamy bez dowod贸w.
Czy to jest sprawiedliwe? Brak dowod贸w?
Jaki inny dow贸d chcesz? Skarby znalezione w jego chacie
nale偶a艂 do lidera Obrigi.
Ci, kt贸rzy handluj膮 z Rzymem, s膮 naszymi wrogami!
I nie zas艂uguj na 偶adn膮 inn膮 kar臋 ni偶 艣mier膰!
Czy wyznajesz, 偶e zaatakowa艂e艣 i zabi艂e艣 naszych braci z Obrigi?
Tak, i zrobi臋 to ponownie.
Dosio z Sonoba,
kto by艂 z tob膮 podczas ataku? Wiemy, 偶e nie by艂e艣 sam.
Je艣li wska偶esz na tych Hiszpan贸w, kt贸rzy zaatakowali z tob膮 naszych braci,
we藕miemy to pod uwag臋 przy wydawaniu orzecze艅.
Oczywiste jest, 偶e ci ludzie si臋 boj膮.
Bodo, co mo偶esz powiedzie膰 na swoj膮 obron臋?
Nie mamy nic wi臋cej do powiedzenia.
C贸偶... Dario?
Za morderstwo i rabunek jeste艣 skazany na 艣mier膰.
Wyrok zostanie wykonany o 艣wicie.
Pospiesz si臋, chod藕my! Kto艣 jedzie le艣n膮 drog膮!
- Czy to Nereya? - Nie.
Zosta艂a zabrana do Rzymu, po co j膮 sprowadza膰 z powrotem?
Albo jestem szalony, albo narzeczona Paulo.
To prawdopodobnie pu艂apka.
Nasi ludzie obserwuj膮 w膮w贸z.
Gdyby zobaczyli rzymskich 偶o艂nierzy, ostrzegliby nas.
Stoisko!
Pu艣膰 niewolnika.
- Kto zamawia? - Dario z Kaura.
- Dlaczego powinni艣my s艂ucha膰 Hiszpana? - Bo inaczej umrzesz.
- Paulo! - Co jest takie kwa艣ne, wielkoludzie?
- A Althea? - Lepiej o niej nie my艣le膰.
- Dlaczego? - Uwierz mi. I przeka偶 to innym.
Zorganizujmy dzi艣 przyj臋cie - Viriath wr贸ci艂.
- Tato! - Tirso, synu!
A jak stamt膮d uciek艂e艣?
Jak konie uk膮szone w plecy.
Sk膮d masz mundur legionist贸w?
Skradziony i tak przeszed艂 przez punkty kontrolne
Rzymianie, s膮 w ca艂ej Hiszpanii.
W ca艂ej Hiszpanii, ale nie tutaj.
A Rzym - m贸wi膮 o tym prawd臋? 呕e jest 5 razy wi臋kszy od Hiszpanii?
Nawet wi臋cej. Powiedzmy im, kochanie.
Nie mo偶na tego sobie wyobrazi膰, je艣li nie wida膰 tego na w艂asne oczy.
Widzisz, m贸wi艂em ci, 偶e nadchodzi.
Hector nie zostawi艂by nas tak.
Ale jest za p贸藕no.
- Cicho, stra偶nik przy drzwiach. - Czym jeste艣? - Nie jest to najlepszy czas na 偶arty.
Masz racj臋. Czas nie rozmawia膰, ale dzia艂a膰.
Czego odemnie chcesz? Nic nie mog臋 zrobi膰, rada skaza艂a ci臋 na 艣mier膰.
Musia艂e艣 zaprzeczy膰 wszystkiemu, wtedy Dario by ci臋 nie pozwa艂.
Powiedzia艂e艣, 偶e atak na wiosk臋 by艂 s艂uszny.
Tak, zrobi艂. Ale lepiej, je艣li zostanie mi臋dzy nami.
Ostrzegam - zostaw nas, a my powiemy radzie wszystko.
- 呕e by艂e艣 odpowiedzialny za atak. - Kto powiedzia艂, 偶e ci臋 zostawiam?
- Potrzebujemy troch臋 wi臋cej czasu. - Jedyne, czego nie mamy, to czas!
膯艣艣艣!
Co Ty tutaj robisz?
Dario wys艂a艂, aby dowiedzie膰 si臋, czy nagle zdecydowali si臋 podda膰
ich wsp贸lnicy. Ale wydaje si臋, 偶e nie powiedz膮 nic nowego.
Wol膮 艣mier膰.
- Czy wszystko w porz膮dku? - Tak, ciesz臋 si臋 z wakacji.
My艣la艂em, 偶e nie wr贸cisz.
Kupiec z Ghadir powiedzia艂, 偶e zosta艂e艣 z艂apany.
鈥濿ygl膮da na to, 偶e si臋 myli艂. - Tak, dzi臋ki bogom.
Wierz mi, bogowie nie maj膮 z tym nic wsp贸lnego.
- Wujku Viriath! - Tirso!
Kuzynka Althea, posz艂a z tob膮?
- Althea zosta艂a w Rzymie. - Dlaczego?
Pos艂uchaj, synu, zostaw nas w spokoju.
- Tato... - Tirso, chcesz mie膰 uszy?
Je艣li chcesz porozmawia膰, wiesz, gdzie mnie znale藕膰.
Co jest z Elen膮?
Wysz艂a wkr贸tce po tobie.
Musisz j膮 zrozumie膰. Nie mia艂a tu nic do roboty bez ciebie.
- Wysz艂a z ojcem? - Nie.
Teodoro mieszka w g贸rach. M贸wi膮, 偶e jest kompletnie szalony.
Widzisz, 艣wietne miejsce dla naszych dzieci.
Gdyby tylko by艂y 艣winiami.
Czy podczas pobytu u Rzymian sta艂e艣 si臋 taki kapry艣ny?
Paulo, odpu艣膰, mam tak du偶o do zrobienia.
Zgadzam si臋 z tym.
Paulo!
My艣la艂em, 偶e przynajmniej w Kaur si臋 ciebie pozb臋dziemy.
- Mo偶emy porozmawia膰? - Oczywi艣cie, Viriath, wejd藕.
Tylko z Paulo i Sandro. To m臋ska, wojskowa rozmowa.
Kim jeste艣, 偶eby zdecydowa膰, 偶e nie mog臋 walczy膰 z Rzymem?
To nie potrwa d艂ugo.
Czy na pewno przyjd膮 tu rzymscy 偶o艂nierze?
Tak, Sandro, prawie nas z艂apali.
- Paulo te偶 ich widzia艂. - S膮 setki, tysi膮ce.
Zima wkr贸tce si臋 sko艅czy i nawy boczne si臋 otworz膮.
Gdy posi艂ki dotr膮 do obozu, zaatakuj膮 nas.
I co proponujesz?
Zaatakuj ob贸z, zanim otrzymaj膮 posi艂ki.
- Po co? - Jak to dlaczego?
Zabi膰 Marka. Pom艣ci膰 wszystko, co zrobi艂e艣 naszemu ludowi.
Mamy tak膮 mo偶liwo艣膰, gdy s膮 s艂abi, bo b臋dzie za p贸藕no.
Wiesz, Viriath, zawsze mo偶esz na mnie liczy膰.
Ale 偶eby wesprze膰 mieszka艅c贸w Kaur
b臋dziesz potrzebowa膰 zgody rady. To jest prawo.
Kiedy wyszed艂em, pokonali艣my Rzym.
Kiedy by艂em daleko st膮d, Kaur sta艂 si臋 silnym i bezpiecznym miejscem.
Ale to nie wystarczy. Musisz chroni膰 si臋 przed wrogiem.
Nadszed艂 czas, aby wyp臋dzi膰 ich z naszej ziemi.
Czas zaatakowa膰 rzymski ob贸z i zabi膰 tego, kto go prowadzi,
pies, kt贸ry okrad艂 nas z Cesaro.
Viriath, my r贸wnie偶 przeszli艣my przez to cierpienie.
W tej masakrze stracili艣my braci, ojc贸w, przyw贸dc贸w...
- Nie mo偶emy ju偶 traci膰 ludzi. - Nie chcesz pom艣ci膰 swojego ojca?
Chc臋 chroni膰 moj膮 wiosk臋.
Teraz jeste艣my silni, teraz Rzymianie nas nie dotykaj膮.
Teraz Rzym nas nie dotyka, bo maj膮 niewielu 偶o艂nierzy.
Ale s膮 w drodze. Setki, tysi膮ce 偶o艂nierzy!
Mark przy pierwszej okazji zniszczy wszystko na swojej drodze.
- Kobiety, dzieci - wszyscy! - Nie by艂o ci臋 na d艂ugi czas, Viriath.
Rozumiemy, 偶e widzia艂e艣 wiele b贸lu. Ale rada nie pochwala atak贸w.
- Wtedy ju偶 nie wchodz臋. - Viriath... - Nie, Dario!
Nie przyszed艂em 艣wi臋towa膰
Caura to m贸j dom i nie chc臋, aby Rzym go zniszczy艂.
Walczy艂em o to i b臋d臋 dalej walczy艂.
Chocia偶 jeden.
Wielki Viriath ucieka przed k艂opotami?
- Co chcesz? - Wyja艣nienia.
呕eby zrozumie膰, co si臋 dzieje w twojej g艂owie.
Zrozum, dlaczego sam wr贸ci艂e艣 z Rzymu. Bez c贸rki.
Nie ma tu nic do zrozumienia.
Mojej c贸rki nie ma. Widzisz, Sandro, nie!
Poniewa偶 by艂a z Rzymianami, nie 偶yje.
Czy to chcia艂e艣 us艂ysze膰?
- Nie... - Ale nie mam innej odpowiedzi.
Chc臋 tylko zako艅czy膰 Rzymian, zanim b臋dzie za p贸藕no.
Ale sami sobie z tym poradzimy, nie potrzebujemy ci臋.
- Naprawd臋, Paulo? - My艣l臋, 偶e ma racj臋.
Co si臋 sta艂o w Rzymie?
Paulo!
Nie wiem. Kiedy ratowa艂em Nerey臋, szuka艂 swojej c贸rki.
Um贸wili艣my si臋 na spotkanie w g贸rach, ale on przyjecha艂 sam.
Nic nam nie powiedzia艂, ale ka偶dej nocy mia艂 koszmary.
Gdzie idziesz?
Musisz porusza膰 si臋 po obozie.
Chcesz powiedzie膰, 偶e twoi 偶o艂nierze s膮 wa偶niejsi ni偶 twoja 偶ona?
- Nie jeste艣 moj膮 偶on膮, Claudia. - Bo to nie jest na papierze?
- Poniewa偶 jeste艣 偶onaty. - Jestem wdow膮, Mark.
Je艣li chcesz zepsu膰 mi poranek, przegrywasz.
- Generale? - Co?
Grupa 偶o艂nierzy z Rzymu chce wej艣膰 do obozu.
Z Rzymu?
Trybun musia艂 sprowadzi膰 posi艂ki.
Wreszcie sko艅czymy z tymi Hiszpanami.
- Gdzie s膮 posi艂ki? - Nie mo偶e by膰.
Znasz go?
To jest Fabius.
Syn Galby.
Fabio, kochanie! Witamy.
- Mama. - Nie nazywaj mnie tak.
Wiesz, 偶e mi si臋 to nie podoba. Od razu czuj臋 si臋 starszy.
Napisa艂em wiele list贸w, ale nie otrzyma艂em odpowiedzi.
Nikt nie m贸g艂 mi powiedzie膰 o 艣mierci mojego ojca.
Postanowi艂em wi臋c sam przyjecha膰 do Hiszpanii.
- Jak tam trybun? - Jako genera艂.
Nie by艂o to trudne, nikt nie chce tu przyje偶d偶a膰.
Dop贸ki Senat nie wys艂a艂 nowego pretora,
ca艂y ob贸z jest pod moj膮 komend膮.
Oczywiste jest, 偶e potrzebujesz kogo艣, kto mo偶e to zarz膮dza膰.
Potrzebujemy 偶o艂nierzy, aby pokona膰 tych Hiszpan贸w.
呕o艂nierze s膮 w drodze, generale.
Przynios艂a mi zemsta za mojego ojca.
Jak to si臋 sta艂o?
Praetor Galba zosta艂 zamordowany przez hiszpa艅skiego przyw贸dc臋 rebeliant贸w Viriata.
To jest okropne. Podst臋pnie wbi艂 w niego sw贸j miecz...
w plecy.
Pr贸bowa艂em pom贸c, ale...
Tw贸j biedny ojciec mia艂 tylko czas powiedzie膰
偶e bardzo mnie kocha, zanim opu艣ci艂 ten 艣wiat.
Gdzie jest cia艂o?
Nie znale藕li艣my tego.
Musia艂em zosta膰 zbawiony. Hiszpanie go zabrali.
Tylko bogowie wiedz膮 dlaczego.
- Zak艂adam, 偶e zniszczy艂e艣 buntownik贸w? - Nam si臋 to nie uda艂o, sir.
Hiszpanie umocnili si臋 w Kaur, po drugiej stronie w膮wozu.
Jest ich du偶o, kontroluj膮 las, przez kt贸ry mo偶na si臋 tam dosta膰.
Postanowili艣my zosta膰 tu do zimy i czeka膰 na posi艂ki.
Czy to twoja wym贸wka, generale?
- To nie jest... - Cicho.
Pod nieobecno艣膰 pretora przejmuj臋 najwy偶sz膮 w艂adz臋 w obozie.
- Zawiadom funkcjonariuszy. - Tak jest.
- Przepraszam mamo. - Nie martw si臋.
Wszystko w porz膮dku. Oczywi艣cie na tyle, na ile to mo偶liwe.
Tak, oczywi艣cie, rozumiem.
Na szcz臋艣cie dla ciebie jestem jedynym spadkobierc膮 mojego ojca.
Wiedzia艂e艣, 偶e zanim umar艂, napisa艂 nowy testament?
Ale偶 oczywi艣cie!
Ale teraz pieni膮dze s膮 ostatni膮 rzecz膮, o kt贸r膮 trzeba si臋 martwi膰.
Jasny.
Nie martw si臋. Nie pozwol臋 ci niczego potrzebowa膰.
Dzi臋kuj臋, Fabiuszu.
Teraz, je艣li chcesz, zrobi臋 sobie przerw臋 od drogi
Zanim zaczn臋, mamo.
- Co b臋dziemy robi膰, pani? - Zabijmy go.
Pom贸偶my mu znale藕膰 jego ojca w piekle.
Tak, gospodyni.
Gaia...
Po k膮pieli powiedz stra偶nikowi, 偶e mog膮 przyj艣膰 w ka偶dej chwili
- moi niewolnicy z reszt膮 baga偶u. - Tak, prosz臋 pana.
- Mistrz? - Tak?
- Droga Sabino, wejd藕. 鈥濸rzynios艂em owoce, 偶eby艣 m贸g艂 si臋 od艣wie偶y膰.
Dzi臋kuj臋 Sabina, zawsze by艂a艣 uprzejma. Chod藕 tu.
鈥濨y艂e艣 艂adniejszy, odk膮d zobaczy艂em ci臋 w Rzymie. - Dziekuj臋 panu.
- Mog臋 ci ufa膰? - Oczywi艣cie prosz臋 pana.
Gdyby艣 wiedzia艂 co艣 wa偶nego dla mnie
- powiesz mi? - Tak.
I czy nie ma nic, co musz臋 wiedzie膰?
- O czym? - O moim ojcu.
O swojej kochance, o obozie. O wszystkim, co mo偶e mnie zainteresowa膰.
Nie, prosz臋 pana, nic nie wiem.
U twojego boku czuj臋 si臋 bli偶ej mojego ojca.
Czy pami臋tasz pierwszy raz, kiedy z tob膮 spali艣my?
Tak jest.
- To by艂 m贸j pierwszy raz. I tw贸j, je艣li nie jestem zdezorientowany. - Tak...
Gaia, niech nikt nam nie przeszkadza.
Tak jest.
Zdejmij ubranie i wejd藕.
Tak jest.
- Co si臋 sta艂o? - Wygl膮da na samob贸jstwo.
Stra偶nik znalaz艂 ich, kiedy przyni贸s艂 jedzenie.
- A on nic nie widzia艂, nie s艂ysza艂? - M贸wi, 偶e nie.
To niemo偶liwe. Gdzie on jest?
Musia艂 tylko wyjrze膰 za drzwi.
鈥濧 ja nie mog艂em wiedzie膰, co si臋 dzieje w 艣rodku. - Ale powinien by艂 wiedzie膰 gdzie
- zabrali sztylet. - Spe艂ni艂 sw贸j obowi膮zek.
Ale nie do ko艅ca. Sandro, zatrzymaj go.
Pozw贸l mu wyt艂umaczy膰 si臋 przed rad膮.
Dario, ci ludzie mieli zosta膰 straceni w miejscu publicznym rano.
To rozs膮dne, 偶e woleliby raczej umrze膰 w ten spos贸b, ni偶 si臋 upokorzy膰.
Tak, rozs膮dnie. Ale zastan贸w si臋, co chcieli da膰 swoim
- wsp贸lnicy przed 艣mierci膮. - O czym m贸wisz?
Wiem, 偶e ten cz艂owiek chcia艂 dzi艣 porozmawia膰 z rad膮.
I prawdopodobnie przed 艣mierci膮.
My艣l臋, 偶e chcia艂 komu艣 przekaza膰.
My艣lisz, 偶e zostali zabici?
To tylko twoje przypuszczenie, Dario.
Nie b臋dziemy si臋 wzajemnie podejrzewa膰.
- To gra w r臋ce Rzymu. - Je艣li tego nie zrobimy, staniemy si臋 tacy jak oni.
Loubaud, kto艣 nie s艂ucha rady. I dowiem si臋 kto.
Loubaud!
Dario jest pewien, 偶e nie byli sami. Wkr贸tce nas ujawni.
- A co si臋 wtedy stanie? - Ty mi powiedz.
- Znasz go lepiej. - Nie wiem...
Jestem pewien, 偶e jak mnie z艂api膮, to kto艣 inny p贸jdzie na proces.
- A jednocze艣nie spadn膮 nam g艂owy. - Co chcesz?
O bogowie... Chcesz go zabi膰?
Nie mo偶emy zabi膰 Dario, jest on starszym z rady Kaura.
Wolisz sztylet od skrzyni?
Ale nie jestem morderc膮, nie wiem nawet, jak trzyma膰 falcat臋.
Wiesz, nie jestem w tej cz臋艣ci. Dosta艂em si臋 po pieni膮dze.
- W ko艅cu musi by膰 inne wyj艣cie. - On nie jest.
Dario zbytnio komplikuje sprawy w radzie.
Zabierzmy go stamt膮d. Zaproponujemy Twoj膮 kandydatur臋.
Wiesz, 偶e to niemo偶liwe. Nikt mnie nie wesprze.
Viriath to inna sprawa. On, podobnie jak my, my艣li o walce.
Jak si臋 masz. Ja i walka...
Bez Dario w radzie nie tylko nas nie os膮dz膮,
pozyskamy poparcie ca艂ej wioski.
Zdob臋d臋 moc. A je艣li tak si臋 stanie, otrzymasz pieni膮dze.
Althea!
Althea!
Althea!
Nie krzycz, Altheo, to tata.
Co oni zrobili, c贸rko?
Nie b贸j si臋, wyci膮gn臋 ci臋 st膮d.
Id藕 do domu.
Nie!
Althea!
- Tirso... - Przepraszam, wujku.
Chc膮 ci臋 tam zobaczy膰.
- Je艣li przyszed艂e艣 w imieniu rady... - Nie.
Nikogo nie reprezentuj臋, Viriath. Tylko ty.
- A ty co chcesz? 鈥濧by艣 poszed艂 ze mn膮, musisz co艣 zobaczy膰.
- Kim oni s膮? 鈥濼o s膮 ludzie, kt贸rzy zgadzaj膮 si臋 z tym, co powiedzia艂e艣 Radzie.
Dario jest dobrym przyw贸dc膮 i godn膮 osob膮, ale...
po 艣mierci ojca sta艂 si臋 bardzo ostro偶ny.
Ludzie Kaury s膮 gotowi do walki.
Chcemy pom贸c pokona膰 Marka
- i wyp臋d藕 Rzymian z naszej ziemi. - Rada tego zabroni艂a. - Wiemy.
Ale wiemy te偶, 偶e nigdy nie przestajesz.
Pod Twoim kierownictwem mo偶emy szybko zebra膰 wiele os贸b.
Nie mamy du偶o czasu, Loubaud. 2, maksymalnie 3 dni.
Je艣li zaczekamy, mo偶emy podwoi膰 liczb臋 os贸b
ale Rzymian b臋dzie 10 razy wi臋cej i nie b臋dziemy w stanie ich pokona膰.
Jestem gotowy na 艣mier膰, prawda?
Viriath, wiesz, co m贸wisz. Ale ty nie my艣lisz
walka z Rzymem i samob贸jstwo to co innego?
To samob贸jstwo!
Samob贸jstwo, Loubaud! Nie, musisz poszuka膰 innego rozwi膮zania.
- Co? - Co艣 jeszcze.
Chcesz wi臋cej os贸b? Przynios臋 je.
Jak wszystko posz艂o?
- Czy zjad艂 owoce? - Nie, pani.
- Jego niewolnik je usun膮艂. - Niewolnik?
Nie pozwoli艂a im ich dotkn膮膰, nie ufa mi.
- Dlaczego? 鈥濶ie wiem, pani.
Sabina, zosta艂a艣 moim niewolnikiem, bo nie jeste艣 tak g艂upia jak inni.
Wydaje si臋, 偶e jest o mnie zazdrosna, pani.
Och, m贸wisz powa偶nie.
Co m臋偶czy藕ni znajduj膮 w tobie?
Nie wiem, gospodyni.
Mo偶e powinienem spr贸bowa膰.
Nagle ja te偶 ulegn臋 twojemu zakl臋ciu.
- Jak sobie 偶yczysz, pani... - A co zrobisz?
Cokolwiek o co prosisz.
To dowodzi, 偶e ci m臋偶czy藕ni maj膮 z艂y gust.
Id藕 st膮d!
O co chodzi, Mark? Z艂y humor?
鈥濼en cz艂owiek jest silniejszy ni偶 jego ojciec. - WHO?
- WHO? Nie udawaj, Claudia. - Nie martw si臋.
鈥濬abius nie jest twoim rywalem. - Nasz zwi膮zek musi si臋 sko艅czy膰.
Co?
To m贸j szef, Claudia. Syn Pretora.
Nie chc臋 ju偶 ryzykowa膰 swojej kariery.
Kiedy przestaniesz w膮tpi膰 w to, co ci m贸wi臋.
- Claudia, m贸wi臋 powa偶nie. - Ja r贸wnie偶.
Fabio nigdy nie by艂 na polu bitwy.
Po pierwszej bitwie chce wr贸ci膰 do Rzymu.
Musimy tylko poczeka膰.
Zapewniam, 偶e odzyskasz ob贸z.
- A je艣li nie? - Tak. Znam go. To m贸j pasierb.
Tak, i spadkobierca ca艂ego maj膮tku Galby.
- Rozwi膮偶臋 r贸wnie偶 to pytanie. - Dobrze.
A kiedy my艣lisz, lepiej trzymajmy si臋 od siebie z daleka.
Nie wa偶 si臋 odej艣膰, dop贸ki nie sko艅cz臋.
Robi臋 to, co uwa偶am za stosowne.
Przepraszam za sp贸藕nienie. Troch臋 odpocz膮艂em od drogi.
鈥濵am nadziej臋, 偶e nie zwleka艂em zbytnio z tob膮? - Wcale nie, sir.
- Mamo, co ty tu robisz? - Poszed艂em sprawdzi膰, czy czego艣 potrzebujesz.
Ze wzgl臋du na bog贸w s膮 do tego niewolnicy. Id藕 odpocz膮膰.
- M臋偶czy藕ni maj膮 problemy militarne. - Prosz臋 mi wybaczy膰.
Dlaczego tu jeste艣?
Id藕 do ich namiotu i pos艂uchaj wszystkiego, co ma do powiedzenia.
Ilu jest tych buntownik贸w?
- Oko艂o 100, ale nie jeste艣my pewni. - Nie jeste艣 pewien?
- Jaka jest odpowied藕, generale? - Co jest, sir.
Nie ma ich w obozie.
S膮 rozproszone po g贸rach i dlatego s膮 tak niebezpieczne.
Nie spos贸b ich policzy膰.
W porz膮dku. Przygotuj sw贸j patrol.
- Chc臋 tu i艣膰. - Mistrz!
My艣l臋, 偶e nie musimy tego robi膰.
Czy odmawiasz pos艂usze艅stwa?
W膮tpi臋 w poprawno艣膰 zam贸wienia, sir.
Poniewa偶 wiem, 偶e podr贸偶 tam jest dla ciebie niebezpieczna.
Panie, musimy poczeka膰 na posi艂ki.
Mo偶esz i艣膰.
- Co si臋 sta艂o? - Nic, sir.
- Mark, co si臋 sta艂o? 鈥濵amy informatora w Kaur.
- Informator? 鈥濷powiada nam o buntownikach.
Teraz wiemy, 偶e teraz nie czas na ataki.
Powiedzia艂, 偶e Viriath,
cz艂owiek, kt贸ry zabi艂 twojego ojca, wr贸ci艂 do Kauru.
- To kolejny pow贸d, 偶eby i艣膰. - Mistrz!
鈥瀂 Viriath s膮 jeszcze bardziej niebezpieczne. - Przygotuj si臋,
wyruszmy jutro.
Tak jest.
Od艂贸偶 bro艅, je艣li nie chcesz zostawi膰 swojej 偶ony wdowy.
Jak to uj膮膰, je艣li mnie przytulisz?
Viriath? Co ty kombinujesz?
- Dla kogo jest ta bro艅? - Dla nikogo. Nic nie widzia艂e艣, Sandro.
Ale rada postanowi艂a nie atakowa膰 Rzymian. Musimy poczeka膰.
Potrzebujesz. Ale nie wr贸ci艂em, 偶eby czeka膰.
- Wielki Viriath b臋dzie walczy艂 sam! - Je艣li tak, to tak.
Ale wydaje mi si臋, 偶e tyle Fallat贸w to za du偶o na 2 r臋ce.
Uciec.
Wiem, co my艣lisz i szanuj臋 to. Masz syna.
Ale straci艂em ostatni膮 nadziej臋 na odzyskanie c贸rki.
Tirso powiedzia艂, 偶e Lubo ci臋 szuka.
Uwa偶aj na niego, Viriath. Nie ufaj mu.
Dzi臋kuj臋 przyjacielu.
Dlaczego do nas dzwoni艂e艣?
Pomy艣la艂em, 偶e zdecydowali艣my si臋 nie dzia艂a膰, dop贸ki nie rekrutujemy ludzi.
Co to jest?
Powiedzia艂e艣, 偶e Twoi ludzie maj膮 du偶o do stracenia.
I nie maj膮 nic tak dobrze jak ja.
Rzym okrad艂 ich z m臋偶贸w, dzieci...
Ka偶dy z nich straci艂 tego, kt贸rego kocha艂 najbardziej.
Teraz tylko czekaj膮, a偶 bogowie po艂膮cz膮 ich z duszami zmar艂ych.
I wydaje si臋, 偶e ten moment nadszed艂.
S膮 gotowi umrze膰, tak jak ja.
Viriath, nie mam nic przeciwko tym kobietom
- ale nie wiedz膮, jak walczy膰! - Wi臋c ich nauczymy.
Nie wiedzia艂e艣 r贸wnie偶, jak posiada膰 falcat臋, kiedy j膮 po raz pierwszy wzi膮艂e艣.
鈥濼o szale艅stwo, Viriath. - Prawdziwe?
Powiedzieli mi to samo, kiedy po tej masakrze poszed艂em do lasu.
Ale w ko艅cu uda艂o nam si臋 pokona膰 Galb臋. Czym r贸偶ni si臋 ten czas?
Niech wszyscy wezm膮 falcat臋. Chod藕, mamy du偶o do zrobienia.
- My艣la艂em, 偶e to nie sprawa kobiety. - Mia艂e艣 racje.
Nic nie m贸w Paulo. On nie zrozumie.
Ka偶dej nocy stra偶nicy otwieraj膮 si臋
brama do wpuszczania kobiet do obozu.
- Prostytutki? - Tak. Przychodz膮 w nocy i wychodz膮 o 艣wicie.
Kiedy by艂em tam niewolnikiem, nic o tym nie s艂ysza艂em.
Nie mog艂e艣 o tym wiedzie膰, bo legioni艣ci nie informuj膮 oficer贸w.
A jaki masz plan, Viriath?
Nasze kobiety p贸jd膮 pod pozorem prostytutek.
P贸jd膮 do obozu i otworz膮 nam bram臋.
Ale je艣li zrozumiej膮, zgwa艂c膮 ich i zabij膮.
- Nie mo偶esz im na to pozwoli膰. - Ci, kt贸rzy chc膮, p贸jd膮.
Poprowadz臋 ich przez ob贸z. Znam go dobrze.
W porz膮dku. Powiedz innym. Zachowujmy si臋 w ten spos贸b.
Wchodzisz do namiot贸w legionist贸w.
Potwierd藕 zaufanie i usu艅 je.
Nie wsp贸艂czuj im, zabijaj ich, aby nie mogli podnie艣膰 alarmu.
Nast臋pnie podpal namioty.
Kiedy narasta panika, otw贸rz bram臋 i wpu艣膰 nas.
Reszta to nasza praca.
Paulo?
- My艣la艂em, 偶e jeszcze ci臋 tam nie by艂o. - Czeka艂em na ciebie. Ca艂y ten czas.
- Przepraszam, sp贸藕ni艂em si臋 w drodze. - W drodze sk膮d?
Poszed艂em po jedzenie i wod臋.
- A to z twoich zakup贸w? - Paulo.
Gdzie by艂a艣, Nereya?
Prosz臋, nie ok艂amuj mnie.
By艂em w lesie.
Nauczy艂a si臋 walczy膰 z innymi kobietami. Prawdopodobnie zraniony przez falcat臋.
Jeste艣 szalony?
Paulo, Viriath zaatakuje Rzymian. I b臋d臋 z nim walczy艂.
- To moja kobieta! - Nie, ona jest woln膮 kobiet膮, Paulo.
- I zdecydowa艂a si臋 walczy膰 tak jak ty. - Nie, chcia艂em j膮 uratowa膰.
Mieszkaj z ni膮, miej dzieci, miej przysz艂o艣膰.
My艣lisz, 偶e Nerea tego nie chce?
Paulo, jak my艣lisz, jaka jest przysz艂o艣膰 twoich dzieci?
Jak moja Altea.
Nereus wie, co to znaczy by膰 z Rzymianami. Nikt nie wie lepiej ni偶 ona, dlaczego trzeba walczy膰.
- I ja? - Ty te偶 wiesz, nawet je艣li oszukujesz siebie.
- Rada nam tego zabrania. - Rada?
Rada nie wie, co ja wiem.
Dario robi wszystko dla dobra wioski, dobrze.
Ale nie powinien ingerowa膰 w tych, kt贸rzy chroni膮 ich przed 艣mierci膮.
- Nie pozwol臋. Nie pozwol臋 jej umrze膰. - Wi臋c walcz o ni膮. Chro艅 j膮!
Udowodnij, 偶e nie ma ci臋 tutaj z powodu egoizmu.
艁atwo ci powiedzie膰.
Teraz, kiedy straci艂e艣 c贸rk臋, nie ma znaczenia, czy wszyscy zgin膮, prawda?
Je艣li znowu wspomnisz o mojej c贸rce, nie umrzesz od Rzymian.
Co tu masz?
Nic.
Chcesz co艣 powiedzie膰?
Jutro zaatakujemy ob贸z.
- WHO? - Grupa m臋偶czyzn i kobiet.
- Kobiety? - Hiszpa艅scy wojownicy gotowi na 艣mier膰.
Wi臋c mnie te偶 policz.
- Co zrobisz? - Nie wiem.
Rozumiem, o czym m贸wi Viriath.
Walczy艂em z nim wbrew radom rady.
- Wbrew woli ojca. - Czy jest ci przykro? - Nie.
Ale wtedy chodzi艂o tylko o moje 偶ycie. Teraz - o 偶yciu ca艂ej Kaury.
M臋偶czy藕ni, kobiety - wszystko zale偶y od mojej decyzji.
Nie chc臋 ich ryzykowa膰.
Uspok贸j si臋, ojciec nas zabije w taki czy inny spos贸b
kiedy dowie si臋, co ja tu z tob膮 robi臋.
- My艣lisz, 偶e o艣mieli si臋 zabi膰 szefa rady? - B臋dziemy si臋 k艂贸ci膰?
Estena... Sp贸jrz na mnie.
- Pobierzemy si臋. - Prawdziwe?
- Chod藕my teraz. - Teraz?
Chc臋 poprosi膰 twojego ojca o pozwolenie na 艣lub.
Zostaniesz 偶on膮 Dario of Kaura. Oczywi艣cie, je艣li si臋 zgodzi.
Senor, przyszed艂em do twojego domu
popro艣 swoj膮 c贸rk臋 o r臋k臋 w ma艂偶e艅stwie.
Nie w膮tpi臋, 偶e Estena jest kobiet膮
z kt贸rym chc臋 sp臋dzi膰 reszt臋 moich dni.
Co si臋 sta艂o, senor?
- Kt贸rego艣 dnia rolnik z Gadir poprosi艂 j膮 o r臋k臋. - Co?
Nie wiedzia艂em, 偶e jeste艣 ni膮 zainteresowany, w przeciwnym razie pob艂ogos艂awi艂bym twoje ma艂偶e艅stwo.
- I nie zamierza艂e艣 mi powiedzie膰? - Przepraszam.
Jest tylko jeden spos贸b, by przedstawia膰 ci臋 jako tego m艂odego cz艂owieka.
Kt贸ry?
Nie mo偶esz tutaj pom贸c, Estena. Musz臋 to zrobi膰.
Je艣li ten cz艂owiek nie odrzuci oferty, wyzywam go na 艣miertelny pojedynek.
- Co? - To jest prawo Kaura.
Nie martw si臋, Estena. Zaufaj mi, dam sobie rad臋.
Cze艣膰.
Dario... Sandro nie jest.
Przyszed艂em do ciebie.
Wiem, 偶e si臋 z nami nie zgadzasz.
I nie rozumiesz teraz mojej odmowy ataku na Rzymian.
Nie, rozumiem ci臋, Dario. Ale nie powiem, 偶e podzielam Twoje pogl膮dy.
Dlatego tu jestem. Wiem, 偶e tylko Ty mo偶esz mnie zrozumie膰.
Walczy艂e艣 za Helen臋 i wiesz, co to jest.
Stocz臋 pojedynek. Je艣li wygram, po艣lubi臋 Esten臋.
Ale strac臋 swoj膮 pozycj臋 w radzie Kaury.
- Co to jest Estena? - Kobieta, kt贸r膮 kocham.
Jutro pojedynek na wzg贸rzu nad Kaur膮.
W porz膮dku.
Podzi臋kowa膰.
Atakujemy za 3 dni. Naszym zadaniem jest wyeliminowanie Genera艂a Marka.
Je艣li odetniesz ob贸z, rada poradzi sobie z tym bez problem贸w.
Nie mo偶e odm贸wi膰.
Po艣wi臋cimy si臋, ale uwolnimy nasz lud spod rzymskiego jarzma.
Viriath! Loubaud! Nadchodz膮 Rzymianie!
- Kto ci powiedzia艂? - W艂a艣nie nadesz艂a wiadomo艣膰 od twojego m臋偶czyzny, Loubaud.
Wygl膮da na to, 偶e jutro nadejd膮 posi艂ki.
Przejechali przez Tarraco i dzie艅 st膮d.
鈥濶ie mo偶emy d艂u偶ej czeka膰. - Atakujemy ob贸z przed przybyciem posi艂k贸w.
- Nie jeste艣my gotowi, Viriath. Kobiety wci膮偶 ucz膮 si臋 walczy膰. - Musz臋 spr贸bowa膰.
Zbierz sw贸j lud, a ja zawo艂am kobiety.
Je艣li pokonamy genera艂a Marka, b臋dziemy mieli okazj臋 wygra膰.
- Co ty kombinujesz? - Uspok贸j si臋, nie b臋dzie ataku.
Chcesz go powstrzyma膰?
- M贸wi艂em ci, 偶eby艣 zaopiekowa艂 si臋 Dario. - To w艂a艣nie robi臋.
Viriath b臋dzie zaj臋ty zbieraniem armii i nie b臋dzie m贸g艂 pojedynkowa膰 si臋 z Dario.
- Wi臋c b臋dzie inny. - To b臋d臋 ja.
Nie b臋dzie 艣wiadk贸w. Tylko rolnik, z kt贸rym idziesz.
Stocz膮 艣miertelny pojedynek.
Mam nadziej臋, 偶e Dario ufa ci na tyle, aby艣 m贸g艂 mu towarzyszy膰.
- Jeste艣 wcze艣nie, pojedynek jutro. - Wiem.
Viriath, dzi臋kuj臋, 偶e zgodzi艂e艣 si臋 mi towarzyszy膰.
W艂a艣nie o tym chcia艂em porozmawia膰, Dario. Nie mog臋 tego zrobi膰.
呕a艂uj臋. Nie zostawi艂bym ci臋, gdyby nie wa偶ny pow贸d.
Jaki jest pow贸d?
To osobiste.
- Je艣li mog臋 co艣 dla ciebie zrobi膰... - Tym razem nie mo偶esz pom贸c, Dario.
Wi臋c zapytam Paula lub Sandro, nie martw si臋.
Dobra, do zobaczenia, kiedy wr贸c臋.
Albo ju偶 w nast臋pnym 艣wiecie.
Powodzenia przyjacielu.
- Hector. - Cze艣膰.
- Sandro nie ma? - Nie, wyszed艂.
- Mog臋 pom贸c? - Nie, wr贸c臋 p贸藕niej.
Czy chodzi o Esten臋?
Przepraszam, pods艂ucha艂em twoj膮 rozmow臋 z Viriath.
Ale pomy艣la艂em, 偶e nie powinienem si臋 wtr膮ca膰.
- Tak. - Wyzwa艂e艣 tego cz艂owieka na pojedynek?
Dlatego przyszed艂em poprosi膰 twojego brata, 偶eby mi towarzyszy艂.
Mo偶e nie mam takich r膮k jak on, ale kocham ci臋 nie mniej.
Nie musisz walczy膰, po prostu upewnij si臋, 偶e walka jest uczciwa.
Lepszy. Poza tym pojedynek rano, a m贸j brat wcale nie jest rannym ptaszkiem.
Okej, b臋d臋 czeka艂 na ciebie rano w chacie.
Dario, Dario, nie m贸w nic swojemu bratu!
Nie wpu艣ci mnie, wiesz, jakim jest obro艅c膮.
Podzi臋kowa膰.
Wi臋c chce uda膰 si臋 na terytorium rebeliant贸w?
Tak powiedzia艂, gospodyni. Genera艂 Mark p贸jdzie z nim.
- Mo偶e powinni艣my go zapyta膰... - Nie.
Nie mo偶emy o to prosi膰 Marka.
Ponadto nale偶y zadba膰 o to, aby 艣mier膰 Fabiusa wygl膮da艂a jak wypadek.
Jak ty to robisz?
- Nadal sypiasz z tym legionist膮 w zamian za przys艂ugi? - JA? Nie, pani.
Sabina, udaj臋 g艂upot臋 to jedno
ale nie my艣l o mnie w ten spos贸b.
Przyprowad藕 swojego ch艂opaka.
W porz膮dku.
Pani...
Powiedzia艂 te偶, 偶e Viriath wr贸ci艂 z Rzymu.
- Co? - Przekaza艂 to cz艂owiek genera艂a Marka.
Wr贸ci艂 do Kaur.
Tylko Viriath wie, 偶e zabi艂em Galb臋.
Je艣li kto艣 si臋 dowie - sko艅czy艂em.
Zajm臋 si臋 tym. Teraz poprowad藕 legionist臋.
- Sabina wyja艣ni艂a, dlaczego tu jeste艣? - Nie, prosz臋 pani.
- Mam dla ciebie zadanie. - Tak, pani, jak m贸wisz.
Chc臋, 偶eby艣 zabi艂 genera艂a Fabiusa.
- Co? - Jeste艣 g艂uchy?
Nie, prosz臋 pani, nie mog臋 tego zrobi膰.
- Dlaczego? - Poniewa偶 jestem 偶o艂nierzem.
Jak偶e jestem zm臋czony tym pa艅skim kodeksem wojskowym.
Je艣li tego nie zrobisz, nie zdziw si臋 wyrokiem 艣mierci.
- Ale ja nic nie zrobi艂em! - Jeste艣 pewny?
Spa艂e艣 z moim niewolnikiem.
Czy my艣lisz, 偶e General Mark to polubi?
- Przysz艂a sama. - Sabina... - On mnie stworzy艂, pani!
- Och, 偶mije... - I co z tego?
Mam 偶on臋, dzieci, je艣li co艣 mi si臋 stanie, nic im nie zostanie.
Wi臋c mi si臋 podoba.
Genera艂 Fabius opu艣ci ob贸z o 艣wicie.
Nikt nie b臋dzie zaskoczony, je艣li hiszpa艅skie pasmo zostanie trafione w plecy.
Podzi臋kowa膰.
I艣膰.
Pani...
Genera艂 Mark wyruszy z Fabiusem na wypad z obozu,
- to skomplikuje... - A kto powiedzia艂, 偶e Mark p贸jdzie?
Nie b膮d藕 g艂upia, Nereya. Wreszcie mamy okazj臋 by膰 szcz臋艣liwi.
Nie walcz. Zr贸b to dla mnie, prosz臋.
Paulo, skonfrontowa艂e艣 si臋 z nimi.
A mog艂em tylko s艂ucha膰.
Musz臋 to zrobi膰.
Je艣li nie, to na moim sumieniu
los kobiet, kt贸re powt贸rzy艂y m贸j los lub gorzej.
Nie wszyscy maj膮 kogo艣 ch臋tnego do wyjazdu do Rzymu.
Jakie to ma znaczenie, je艣li mo偶esz umrze膰?
Powiedz co艣.
Daj spok贸j.
Kocham Ci臋.
C贸偶, je艣li umrzemy, to przynajmniej razem.
Althea!
- Mo偶emy wyj艣膰, kiedy chcesz, sir. - Dzi臋kuj臋, generale.
- Generale, gospodyni chce ci臋 widzie膰. - Moja matka? O co chodzi?
Nie wiem, prosz臋 pana.
Przygotuj wszystko, gdy jestem z matk膮.
Czy chcia艂e艣 wyj艣膰 bez po偶egnania?
Oczywi艣cie, 偶e nie mamo.
Fabio, synu...
Tw贸j ojciec zawsze 偶egna艂 mnie przed ka偶dym wyj艣ciem.
Ciesz臋 si臋, 偶e ostatnio sytuacja mi臋dzy tob膮 a mn膮 si臋 poprawi艂a.
Ojciec napisa艂 to w ostatnich listach
chce si臋 z tob膮 rozwie艣膰 po przyje藕dzie do Rzymu.
Tak.
B臋d臋 z tob膮 szczery. Mieli艣my trudne czasy.
Daleko od Rzymu...
Ale w ko艅cu zn贸w znale藕li艣my mi艂o艣膰, silniejsz膮 ni偶
kiedy spotkali艣my si臋 po raz pierwszy.
Ciesz臋 si臋, 偶e to s艂ysz臋.
Teraz przepraszam, musz臋 i艣膰.
- Fabio, chcia艂em ci臋 prosi膰 o przys艂ug臋. - Tak.
Czy ty lub genera艂 Mark mo偶ecie zosta膰 w obozie?
- Po co? - Nie s膮dz臋, 偶eby dwaj dow贸dcy wychodzili razem.
Je艣li co艣 si臋 stanie... modl臋 si臋 do bog贸w, aby tak si臋 nie sta艂o,
ale je艣li nagle co艣, to ob贸z zostanie bez przyw贸dztwa.
- Zosta艅, generale. - Co powiedzia艂e艣?
Je艣li co艣 nam si臋 stanie, ob贸z zostanie 艣ci臋ty.
Nie b臋dzie nikogo, kto b臋dzie podejmowa艂 decyzje, a rebelianci b臋d膮 mogli go zaatakowa膰.
Sir, z ca艂ym szacunkiem, nie s膮dz臋, 偶eby to by艂o konieczne.
To jest rozkaz, generale. Zr贸b to. Otworzy膰!
- patrol rzymski. - Czy nas znajd膮?
Tu zaczyna si臋 terytorium kontrolowane przez Hiszpan贸w.
Za kilka tygodni przyb臋d膮 posi艂ki i b臋dziemy mogli je zaatakowa膰.
Wszystkie te ziemie powr贸c膮 pod panowanie rzymskie.
Mistrz!
Genera艂?
Co si臋 sta艂o?
Nie wiem, biegniemy. Musz臋 powiedzie膰 Viriato.
Wszyscy tu zgromadzeni odczuwali ten sam b贸l.
B贸l utraty bliskich z r膮k naszych wrog贸w.
Nie ma znaczenia, czy jeste艣cie m臋偶czyznami czy kobietami. Wszyscy jeste艣my jedn膮 armi膮!
Armia gotowa do walki i 艣mierci. Dla naszych ludzi!
- Viriath! - O co chodzi, Paulo?
Po drodze spotkali艣my grup臋 rzymskich 偶o艂nierzy.
Ma艂y patrol, trzy osoby.
Prawdopodobnie przeszukiwali okolic臋.
S艂yszeli艣my ich rozmow臋, Viriath, dzi艣 wieczorem nie b臋dzie posi艂k贸w.
呕o艂nierze przyjd膮 za kilka tygodni.
Nie o tym m贸wi艂 cz艂owiek Loubaud.
M贸wi艂em ci, 偶eby艣 nie wierzy艂 temu cz艂owiekowi.
Dlaczego mia艂by ci臋 zdradza膰?
Nie mog艂em teraz by膰 w innym miejscu.
Chod藕my!
Ju偶 czas.
呕ycz mi szcz臋艣cia.
B臋dziesz tego potrzebowa艂.
Nie powinno ci臋 tu by膰.
Mark, Fabius nie jest.
Pozw贸l mi by膰 z tob膮 przez kilka minut.
Odejd藕, Claudia.
- Ju偶 mnie nie chcesz? - Nie b膮d藕 g艂upi!
- Niewolnicy nas widz膮. - Nie obchodzi mnie to.
- Nie mog臋 czeka膰 d艂u偶ej. - Ale musisz si臋 do tego przyzwyczai膰. - Po co?
- Jeste艣 tak blisko, Mark... - Claudia, nie!
Je艣li chcesz j膮 po艣lubi膰, musisz mnie zabi膰.
Dario!
Szuka艂e艣 cz艂owieka, kt贸ry zaatakowa艂 s膮siednie wioski
i zabi艂 wi臋藕ni贸w. Tutaj jest.
On te偶 pr贸bowa艂 ci臋 zabi膰.
- Wiedzia艂e艣 o tym? - Nic nie wiedzia艂em.
Mo偶esz i艣膰.
- Dzi臋kuj臋, Ector. 鈥濻pe艂ni艂em sw贸j obowi膮zek.
- Loubaud by艂 hiszpa艅skim liderem, cz艂onkiem rady. 鈥濼en cz艂owiek jest zdrajc膮.
Nadu偶y艂 swojej mocy.
M贸wi艂em ci, 偶e kto艣 pom贸g艂 tym, kt贸rzy zaatakowali wioski.
A potem ich zabi艂.
Powiedzia艂em, 偶e go znajd臋 i zrobi艂em to.
- Z pomoc膮 Viriatha. - A co teraz zrobisz?
Co tu robisz, kobieto?
Ani kropli szacunku. Kto pozwoli艂 ci m贸wi膰?
- Nie potrzebuj臋 twojej zgody. - Kobiety nie maj膮 prawa zasiada膰 w radzie.
- My艣l臋, 偶e teraz - jest. - Co?
Chroni膮 twoje dzieci. Opiekuj膮 si臋 Twoimi rodzinami i rannymi.
A teraz s膮 gotowi umrze膰 za swoich ludzi, tak jak wy.
My艣l臋, 偶e zas艂uguj膮 na prawo do uczestnictwa w radzie.
- Dario? 鈥濾iriath mia艂 racj臋.
Rzymianie patroluj膮 okolic臋 i przygotowuj膮 si臋 do ataku.
Mamy m臋偶czyzn i kobiety gotowych do walki.
Musimy to zrobi膰 i to wcze艣nie.
鈥濵y艣la艂em, 偶e chcemy pokoju. - To prawda.
Ale tysi膮ce Rzymian nie pozwol膮 na pok贸j.
Zawo艂ajmy wszystkich sojusznik贸w, aby wszyscy, kt贸rzy mog膮 walczy膰, przybyli do Kauru.
Nie poddamy si臋.
Pom贸偶, prosz臋, pom贸偶 mi.
Zapraszamy.
Znajd藕 mojego brata Paulo w Kaur.
Jest jednym z buntownik贸w Viriatha.
Daj mu wisiorek. Nale偶a艂 do mojej matki.
Powiedz mu, 偶e chocia偶 siostra Aldara nie widzia艂a go od dzieci艅stwa,
nie zapomnia艂a o nim.
- Tirso! - Tirso, ty jako ojciec nie wiesz, jak zapuka膰 do drzwi?
Przepraszam Paulo. Tam kobieta pyta o ciebie.
O mnie?
- Jeste艣 Paulo? 鈥濸owiedziano mi, 偶e mnie szukasz.
Brat!
- Wreszcie Ciebie znalaz艂em! - Aldara?
Je艣li kogo艣 zobaczysz, powiedz mi.
Ju偶 tu jestem.
Tak, ju偶 przyszed艂em.
Ciesz臋 si臋, 偶e nie obudzi艂e艣 si臋 podczas mojej nieobecno艣ci.
Nie chcia艂bym, 偶eby Orestes si臋 tob膮 zaj膮艂.
Orest to cz艂owiek prosty, 藕le wychowany.
By艂em we wsi.
I... nikt mnie nie widzia艂.
Ale ja je widzia艂em. Tak widzia艂em.
Wiesz...
Wygl膮da na to, 偶e Viriath w ko艅cu wr贸ci艂 z Rzymu.
Wi臋c poka偶 r臋k臋.
Tak, wystarczy.
Jestem pewien, 偶e dadz膮 mi za to 2000 dinar贸w.
Albo nawet 2000. Prawdopodobnie wszystkie 3000.
Tak, pretorze?
W porz膮dku.
Wygl膮da na to, 偶e czas wzi膮膰 lekarstwo.
Sen. Jeste艣 bardzo chory.
Fabio, synu...
- Gdzie to si臋 sta艂o? - Byli艣my na prze艂omie
- nasze terytorium, sir. - Tak.
Wygl膮da na to, 偶e hiszpa艅ski patrol opu艣ci艂 swoje ziemie.
- Tak bardzo, 偶eby strzela膰 w plecy? - Co?
Genera艂 Fabius zosta艂 ranny w plecy, mogli strzela膰 do niego tylko od ty艂u.
Mistrzu, genera艂 zatrzyma艂 si臋 na chwil臋.
Nie wiem dlaczego, mo偶e chcia艂 nam udzieli膰 instrukcji.
Mog膮?
Nie jestem pewien, sir.
呕o艂nierzu, o co zawsze prosz臋 wojownik贸w?
- Wype艂niaj swoje zobowi膮zania. - Jakie by艂y twoje?
Bro艅 genera艂a Fabiusa kosztem jego 偶ycia.
Jeste艣 wolny, 偶o艂nierzu.
- I pozwoli艂e艣 mu tak odej艣膰? - Znam t臋 osob臋 od ponad 10 lat.
To dobry wojownik, kt贸ry odda艂by 偶ycie za Rzym. Wierz臋 mu.
Jego w艂asny wstyd b臋dzie najlepsz膮 kar膮.
Poza tym pyta艂em o wszystkich
- kt贸rego nie by艂o w tym czasie w obozie. - Wi臋c co zamierzasz zrobi膰?
Eskortowanie genera艂a nie sprawi 偶adnych problem贸w.
Ale je艣li kto艣 nie mo偶e powiedzie膰, gdzie i z kim by艂 wtedy,
Zapewniam go, 偶e b臋dzie musia艂 och, jakie to trudne.
M贸wimy o synu pretora.
- Gdzie by艂e艣? - Wypierz ubranie, gospodyni.
Genera艂 Mark b臋dzie szuka艂 cz艂owieka, kt贸ry zastrzeli艂 Fabiusa.
- Ale sk膮d on wiedzia艂... - My艣l臋, 偶e go nie docenili艣my.
- Co chcesz robi膰? - Jak my艣lisz, co zrobi臋?
Chc臋, 偶eby艣 upewni艂 si臋, 偶e Markowi nie powiedziano, co nas skrzywdzi.
Czy potrzebujesz wyja艣nienia?
Nie, pani.
Zosta艂 znaleziony w tej formie.
- Czy ma rany? - Nie prosz臋 pana. Wygl膮da na naturaln膮 艣mier膰.
To bardzo dziwne, 偶e jedyna osoba, kt贸ra podczas ataku
by艂 nieobecny w obozie, znaleziony martwy w swoim namiocie.
- Rozbierz go. - Po co? - Chc臋 wiedzie膰, czy by艂 z kobiet膮 przed 艣mierci膮. - Tak.
Na to wygl膮da, sir.
Znak!
Jak si臋 miewa Fabius? Dotykasz mnie - a to b臋dzie ostatnie w Twoim 偶yciu.
- A co z synem Galby? - O czym m贸wisz?
W艂a艣nie znalaz艂em cz艂owieka, kt贸ry go zastrzeli艂... martwego.
I? My艣lisz, 偶e go zabi艂em?
Ten m臋偶czyzna by艂 niedawno z kobiet膮.
Teraz w obozie s膮 tylko 2 kobiety: ty i twoja niewolnica.
I niewolnica Fabia, je艣li nie zapomnia艂e艣.
- Dlaczego mia艂aby zabi膰 swojego pana? - Ka偶dy ma ku temu swoje powody.
Nie znam powod贸w. Dlaczego jeste艣 taki pewien, 偶e to nie ona?
Przyby艂a reszta rzeczy genera艂a Fabiusa.
Dobra, niech je tam umie艣c膮.
- Mama. - Althea! Moje dziecko!
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.