All language subtitles for fasnogotei

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com

Co mogę dla pani zrobić?

Moja firma przedłożyła plany Banku Mesa Verde.

- Budujemy nowy oddział w Lubbock. - Widziałam te dokumenty.

Podczas porządków i segregowania planów w firmie zauważyłam,

że nie mamy jednej ze starych wersji.

Dokonywaliśmy zmian w wymiarach sali konferencyjnej, było kilka wersji

i sprawy się skomplikowały. Przepraszam.

Krótko mówiąc,

możliwe, że złożyliśmy złą wersję projektu.

- Ojej. - Tak.

Mam przy sobie właściwy plan.

Chciałabym zerknąć na zatwierdzony, żeby je porównać.

- Dla pewności. - Dobrze.

- Jeśli są inne, będzie trzeba... - Złożyć nowy wniosek. Wiem.

Ale chcę mieć pewność, że to nie ten plan, zanim...

- powiem szefostwu. - Nie ma problemu.

- Mesa Verde? - Tak.

- Jaki adres? - To 8783 Baylor Street.

- Zaraz wracam. - Dziękuję.

Proszę.

- Przyjdę do pani. - Dziękuję.

Dobrze.

Daty się zgadzają. Dobry początek.

Sala konferencyjna jest na arkuszu A 1.1.

Wymiary powinny wynosić 4,72 m na 3,81 m.

- Mam też 4,72 m na 3,81 m. - Świetnie.

Złamana czy skręcona?

Pani stopa.

Skręcona. Parę miesięcy temu zaczęłam biegać po górach.

Biegałam w zeszłym tygodniu, nie uważałam

i zaczepiłam stopą o korzeń.

Skręciłam kostkę.

Czy ściana sali konferencyjnej jest cofnięta...

o 86 centymetrów?

Tak, cofnięta o 86 centymetrów.

Dobrze idzie.

Nie jest tak źle, ale mam ośmiomiesięczne dziecko i...

- Gratuluję. - Dziękuję.

Radzę sobie sama.

Brat mi pomaga, bo jestem nieco uziemiona,

- wozi mnie i takie tam. - Miło mieć pomoc ze strony rodziny.

Zwykle tak.

Stara się. To najważniejsze, prawda?

- Tak. - Dobrze.

Chyba są takie same.

Coś przegapiłam?

- Wyglądają identycznie. - Świetnie.

- Tak! - Nie trzeba składać od nowa.

Dziękuję, Shirley. Boże.

- Nie ma za co. - Uratowałaś mi życie.

Szefostwo by mnie zamordowało.

Rozumiem.

Jestem jedyną osobą odpowiedzialną za organizację

i zawsze wszystko spada na mnie.

Wiesz, o czym mówię.

- Lizzie. - Bill.

Gdzie Aidan?

Cześć.

- W porządku, ale głodny. - Bill.

- Maszynka do jedzenia. - Bill.

- Powąchasz to? - Bill. Gdzie Aidan?

Spokojnie. Jest we Wranglerze.

- Powąchaj, bo... - Co...

- ...dziwnie pachnie. - Zostawiłeś moje dziecko w jeepie?

Uchyliłem okno.

- Bill! - Co?

- Sprawdź... - Daj kluczyki. Nie sprawdzę.

- Gdzie idziesz? - Po Aidana,

nie zostawia się dzieci w samochodzie. Co z tobą nie tak?

Rany.

- Idź po dziecko, Bill. - Co zrobiłem?

- Pomóż jej! - To było na chwilę.

Nie wiedziałem.

Przepraszam.

- Co miałem zrobić? - Co miałeś zrobić?

Opiekować się dzieckiem przez pięć minut. To takie trudne?

Zwolnij, jestem w japonkach.

- Jak Aidan? - W porządku.

Dzięki Bogu, był sam tylko przez chwilę.

Co się stało?

- Twoje mleko wszędzie się rozlało. - Co?

- O czym ty... - Tak mi przykro.

O mój Boże!

- Ja... - Nie!

- Nie mogę im tego pokazać. - W porządku.

- O Boże! Nie wiedzą... - Słuchaj! Zrobimy tak.

Dasz mi swoją kopię...

- i je podmienimy. - Nie będziesz miała problemów?

Są takie same. Nikt się nie dowie.

- Na pewno? - Dalej.

- Dobrze. - Weź je.

Jeśli jesteś pewna.

Dobrze.

Bardzo dziękuję.

Shirley...

Nie wiesz, ile to dla mnie znaczy.

- Ratujesz mi życie. - Musimy trzymać się razem.

Bycie mamą i tak jest już trudne.

Dobrze.

Dobrze.

Teraz będzie oficjalnie.

NETFLIX — SERIAL ORYGINALNY

O Boże.

Wujku Hectorze.

To ja, Lalo.

Znasz mnie, prawda?

- Jedno znaczy „tak”? - Nic znaczy „nie”.

Kto ma największe jaja na północ, południe, wschód i zachód od Michoacán?

Zgadza się!

Wiedziałem, że tam jesteś.

Wujku Hectorze.

Wiesz, o czym myślałem rano?

O zapachu płonącej skóry i wypełniacza z końskiego włosia.

Pamiętasz?

Hotel Tulipan.

Byłeś wobec niego taki uprzejmy.

A on się od ciebie odwrócił?

Robił aferę, żeby pokazać, że się ciebie nie boi.

Był profesorem, zanim otworzył hotel, pamiętasz?

Zawsze o tym wspominał. Wielki profesor na uczelni.

Nie spieszyłeś się z nim.

Jego żona się temu przysłuchiwała.

Dupek był dumny ze swojej pięknej hiszpańszczyzny,

z książek, antyków.

Ale kiedy płonęły,

śmierdziały jak gówno.

Nie mówiłem ci o tym, ale...

wróciłem do środka.

Przeszedłem przez płomienie, dym.

Było tak gorąco, że guma na butach lekko mi się stopiła.

To było bardzo głupie, ale...

Jestem sentymentalny.

Chciałem mieć pamiątkę.

Zachowałem ją przez te wszystkie lata.

Mam ją ze sobą.

Chcesz zobaczyć?

Wracają wspomnienia, prawda?

Pamiętasz, jak w niego uderzał, wzywając gońca?

Dzyń, dzyń!

A ty? Nauczyłeś nauczyciela!

Proszę, wujku.

Idealnie.

Wypróbuj go.

Jeszcze raz, wujku.

Tak jest!

Jeszcze raz.

I to jest Salamanca!

Pójdziesz po galaretki?

Wujku, porozmawiajmy o Chilijczyku.

Stary dobry Hector. Chce wszystkich pozabijać.

Największe naleśniki nie są najlepsze.

Bo nazywałyby się „najlepsze naleśniki, które przypadkiem są największe”.

- Dolać? - Ale nie, to...

- Dziękuję. - Podać coś jeszcze?

- Napchałam się. - Dziękujemy.

- Nie chcesz jeszcze całego burgera? - Bez pośpiechu.

Dziękujemy.

Nie przesadzaj z tym.

Będziemy jechać jeszcze z godzinę. Muszę się rozbudzić.

Ale w domu będziesz musiał być w stanie zasnąć.

- O której masz przesłuchanie? - O 11.00.

W przyszłym tygodniu znowu będę prawnikiem Jamesem McGillem.

Tak.

Praktyka już zaczyna się rozkręcać.

- Tak? - Tak.

To nieoczekiwany bonus ze sprzedaży telefonów.

- To dobry sposób na pozyskanie klientów. - To chyba prawda.

Prędzej czy później wszyscy ci idioci

będą potrzebować prawnika.

- Będą znali mnie jako Saula Goodmana. - To szczegół.

Ludzie będą błagać o to,

co dostał Huell Babineaux.

Czyli?

Nasze połączone moce.

Sowicie zapłacą za cofnięcie wyroków, które mogłyby zrujnować im życie.

Powinniśmy używać naszej mocy do czynienia dobra.

A co uważasz za dobre dzisiaj o 21.06?

Wiesz co? Jak powiedział Potter Stewart, będziemy wiedzieć, jak to zobaczymy.

Przejechaliśmy prawie 500 kilometrów zrobić przekręt w Lubbock w Teksasie,

by twój klient miał oddział banku większy o 13 procent.

Nie zrozum mnie źle, podobało mi się, ale czy to było czynienie dobra?

W porządku.

„Będziemy wiedzieć, jak to zobaczymy”. Podoba mi się to.

Zgadzam się na taki plan.

Dobra.

Jestem na pozycji.

Prawie gotowe. Czekaj.

Przyjąłem.

Co jest?

Przepraszam. Mamy mały problem.

Jak mały?

Czerwone światło.

To znaczy, że nie ma...

jak to się mówi... „ciągłości” obwodu

przy jednym z trzech ładunków.

Przy pomarańczowym.

To może być poluzowany albo uszkodzony przewód.

Wejdę tam i sprawdzę.

Myślałem, że ty jesteś specem od wyburzeń.

To moje zadanie, Michaelu.

Czekaj.

Przyjąłem. Czekam.

Weź się w garść.

Weź się w garść, idioto.

Spróbuj teraz.

Chyba jesteśmy gotowi, Michael.

Zielone.

W porządku.

- Gotów. - Start.

Jazda.

Jadę.

Pięć,

cztery,

trzy,

dwa,

jeden.

Teraz.

I tak to się robi.

Chwila. Kogoś nam brakuje.

Kogoś nam brakuje.

Nie trzeba. Dziękuję.

Nie zgadzamy się. Nie możesz wiecznie być na służbie, Mike.

Rozerwij się, Mike!

Dobra robota.

O czym myślisz?

O niczym specjalnym.

Cieszę się, że wysadzenie się udało.

Nie ma uszkodzeń konstrukcji, nie było niespodzianek.

Nie wyglądasz na zadowolonego.

Jestem zmęczony.

Muszę wiedzieć, co się dzieje.

Nic się nie dzieje.

Prace trwają dłużej, niż zakładałem.

- Zgadza się. - Doceniam RiO.

Chłopaki się zabawili.

Ale ja...

Michaelu...

byłeś żonaty?

- Tak. - Jak długo?

Przez 22 lata.

Więc może zrozumiesz.

W kwietniu minie 26 lat.

Gratuluję.

Moja żona.

Ja...

Bez niej jestem...

- Zagubiony. - Tak, zagubiony.

- Wcześniej już wyjeżdżałeś. - Oczywiście. Ale nie tak.

Skończę to, co zacząłem, bez wątpienia.

Ale zastanawiam się, czy...

Nie, oczywiście, że nie.

- Co? - To niemożliwe.

Chociaż...

Kai mógłby nadzorować do mojego powrotu.

Nie chcę robić ci kłopotu.

Nie byłoby mnie tylko cztery, pięć dni...

może. Łącznie.

Chcesz polecieć do Niemiec na weekend?

Na szybki wypad.

Mógłbym...

zostawić...

dokładne instrukcje.

Nie przerwano by prac.

Chcesz zobaczyć żonę.

Ponad wszystko.

Więc skończ pracę.

Werner, dasz radę.

Przyłóż się i przejdziesz przez to.

Kiedy skończysz,

dzięki temu, co zarobisz,

nigdy więcej nie opuścisz żony.

Oczywiście.

Oczywiście, masz rację.

Tak sobie marzyłem.

Wiesz co,

załatwię ci dodatkową rozmowę z żoną.

Zrobimy to jutro.

Dziękuję, przyjacielu.

Trzymaj się.

Panie Fring?

Tak, Lyle?

Przyszedł jakiś mężczyzna.

Wiem, że to było dawno, ale wygląda znajomo.

To chyba jeden z tych, którzy narobili kłopotów w zeszłym roku.

Nie ten główny, dlatego nie jestem pewien.

Rozumiem.

Ale nic nie robi.

Zamówił z takim innym jedzenie, tylko siedzą, ale...

- Uznałem, że chciałby pan wiedzieć. - Dziękuję, Lyle. Zajmę się tym.

Wszystko panom smakuje?

Żartuje pan?

W życiu nie jadłem tak dobrego kurczaka.

Miło mi to słyszeć.

Mówię poważnie. Jest chrupiący, ale nie wysuszony i...

przyprawy są bardzo wyraziste.

Dziękuję. Mogę coś jeszcze dla panów zrobić?

Czy jest możliwość,

pewnie nie, ale czy mógłbym spotkać się z właścicielem?

Jestem właścicielem.

Naprawdę?

Ależ mam szczęście.

Myślał pan o franczyzie? Chętnie bym w nią zainwestował.

Może powinniśmy przedyskutować to w moim biurze.

Wspaniale.

- Nie zostawiaj. - Tędy.

Co mogę dla pana zrobić, Senor...?

Salamanca. Eduardo Salamanca. Ale proszę mówić mi Lalo.

A pan jest Gustavo Fring.

Od lat pana podziwiałem.

- Ile ma pan restauracji? - Siedem.

Siedem.

I zaczynał pan od zera. To niesamowite.

- Co mogę dla pana zrobić? - Przychodzę w imieniu całej mojej rodziny

- z podziękowaniami. - Za co?

Za co? Uratowanie życia Don Hectorowi.

Właśnie u niego byłem.

Nie mówi, ledwo może się ruszać. Widząc go w takim stanie,

chciało mi się płakać.

Ale mogło być gorzej.

Varga mówił, że kiedy wszyscy siedzieli na dupach,

pan podbiegł, uderzył go w pierś i ożywił.

To był instynkt.

Jednak mając na uwadze waszą historię,

był to z pańskiej strony pokojowy gest.

- Przynajmniej my tak to widzimy. - Bardzo miło mi to słyszeć.

I proszę, dobrze się dogadujemy.

Nie uważa pan, że Don Eladio to przebiegły drań?

Może podobają mu się nasze animozje?

Siedzi sobie na basenie, smaży w słońcu i wydaje rozkazy.

Ale pańskie ciężarówki rozwożą towar.

A siła Salamanców utrzymuje wszystkich w ryzach.

Nie uważam, żeby były animozje.

Doprawdy?

Ale jeśli dogadywalibyśmy się za dobrze...

Eladio nie byłby zadowolony, prawda?

Jestem zadowolony z obecnego układu.

Tylko cię podpuszczam.

Musiałbyś zwariować, żeby zadrzeć z Eladio.

Będę w mieście przez jakiś czas, jeszcze porozmawiamy.

Jesteśmy twoimi dłużnikami. Jeśli będziesz czegoś chciał...

- Daj znać. - I odwrotnie.

Wrócę na kurczaka. Jest za dobry, żeby się powstrzymać.

Odbierasz sześć kilo tygodniowo?

Tak.

- Gdzie? - Ma kurzą fermę za miastem.

Pokaż.

Panie McGill? Jesteśmy gotowi.

Świetnie.

Ukończył pan program resocjalizacji?

Zgadza się. Trzy i pół tygodnia temu. W materiałach uzupełniających

jest list od mojego opiekuna, Brada Markhama.

Dobrze.

Pisze, że pańskie zaangażowanie było imponujące.

Przez większość roku pracował pan w CC Mobile?

To sklep z telefonami. Załączyłem list od mojego managera, Roberta Finna.

Jest w materiałach uzupełniających.

Był pan częścią czegoś, co nazywa się Srebrne Grono?

- Trzy miesiące z rzędu? - To nagroda za sprzedaż.

Pan Finn i CC Mobile byli bardzo łaskawi.

Dostanie się do Srebra nie wymaga wielkich wyników.

Czemu wybrał pan tę branżę?

Szczerze? Żeby mieć z czego żyć.

Ale dało mi to nowy ogląd na relacje z klientem.

Po pracy z umowami na telefon

wyjaśnianie klientom ustaw będzie bułką z masłem.

Jak to mówią, „prawo ciągle się zmienia”.

Czy śledził pan ostatnie zmiany?

Czytałem dzienniki prawnicze.

Ostatnio zwróciłem uwagę na sprawę Crawford kontra Washington.

Śledziliście ją?

Chodziło o dopuszczalność jednostronnego wywiadu.

- To sprawa z Sądu Najwyższego. - Zgadza się.

Jak to było? „Jedynym wskaźnikiem wiarygodności

zdolnym spełnić konstytucyjne wymogi

jest ten przewidziany przez konstytucję: Konfrontacja”.

Klasyczny Scalia.

Myślę o ofiarach zmuszanych do spotkania swoich napastników w sądzie.

Ale z drugiej strony, Szósta poprawka dość mocno kontroluje...

Przepraszam. Rozkręcam się przy pytaniach konstytucyjnych.

W skrócie: Starałem się, jak mogłem.

Panie McGill, czy może pan coś powiedzieć o powodzie swojego zawieszenia?

Przez ostatni rok tylko o tym myślałem.

Jestem oszołomiony głupotą swoich czynów.

Skrucha to za delikatne słowo.

Nie będę się usprawiedliwiać, bo nie da się tego usprawiedliwić.

Ale mogę zapewnić,

że coś takiego się nie powtórzy.

Nigdy.

Dobrze. Zdaje się, że tyle wystarczy.

Meg? Coś jeszcze?

Panie McGill, co znaczy dla pana prawo?

Prawo?

Dobrze.

Dorastając...

nawet nie myślałem o zostaniu prawnikiem.

Nawet, jeśli bym chciał, nie byłem dość mądry, zdolny

czy zdeterminowany.

Ale zacząłem pracować z prawnikami

i pomyślałem, że może mógłbym to robić.

Coś we mnie kazało mi spróbować.

Wiem, że dostałem dyplom z uniwersytetu Samoa Amerykańskiego.

I jest tak, jak brzmi, to szkoła korespondencyjna.

Wolałbym Georgetown.

Albo Northwestern.

Ale tylko tam mnie przyjęli.

Nie byłem do tego stworzony.

Zajęcia, nauka, egzamin prawniczy?

Praktycznie mnie dobiły.

Rezygnowałem ze 12 razy,

ale ciągle to tego wracałem, co mnie bardzo cieszy.

Bo kiedy pracowałem z klientami,

nie dało się tego z niczym porównać.

Nasz system prawny jest skomplikowany, czasem wydaje się kapryśny,

ale jest najbliższym co mamy do prawdziwej sprawiedliwości.

Żeby działał, potrzeba nam energicznych adwokatów z pasją.

Pomaganie klientom,

reprezentowanie ich,

to najlepsze, co w życiu zrobiłem.

Przez ostatni rok...

bardzo mi tego brakowało.

Bardzo elokwentnie.

Czy ktoś wpłynął na pańskie poglądy?

Ktoś miał swoje zasługi.

Uniwersytet Samoa Amerykańskiego.

Dalej, Kraby Lądowe.

Coś jeszcze?

- Nie. Dziękuję. - Nie. Dobrze?

Chyba mamy już wszystko.

Za parę dni otrzyma pan list z naszą decyzją.

W porządku.

Dziękuję za poświęcony czas.

- Myślałem, że tam był. - Jest w trakcie kontroli.

- Pracowałeś z nim. Jest w porządku? - Tak. W porządku.

- Pan McGill. - Tak.

Wiem, że mają się odezwać, ale tak między nami,

co postanowili?

Chyba pani żartuje.

Nie.

Nie!

Proszę poczekać!

Czemu mnie odrzucacie?

- Co zrobiłem nie tak? - To nie jest odpowiednie miejsce.

Wszystko zrobiłem dobrze. Proszę.

Więc... te decyzje nigdy nie są łatwe.

Zasługuję na odpowiedź.

- Proszę. - Panie McGill, nie mogę...

Wszystko zrobiłem dobrze.

Chodziło o szczerość.

Co?

Część komitetu uznała pana za...

nieszczerego.

Może pan spróbować za rok.

- Cześć, Mike. - Cześć.

Jak tam parszywa szóstka?

Grają w siatkówkę.

Kai oszukuje.

Werner jeszcze rozmawia?

Żegnają się od 20 minut.

Coś ciekawego?

Mają nowego szczeniaka, który wszędzie sika.

Pies, dom. Plecy ją bolą,

chcą pojechać do Baden-Baden, kiedy wróci.

- Jak zwykle. - Tak.

Rozmawiają prawie półtorej godziny. Kazać im kończyć?

Nie. Niech rozmawia tyle, ile chce.

Chwila. Kończą.

Ma spotkanie klubu książki.

Sprawdzę teren.

ZNÓW NAJLEPSZY PRAWNIK

Nie przeszkadza nam język, dostosujemy się.

Ale mamy zastrzeżenia do strony 15, klauzula 4B, paragraf trzeci.

Zaczyna się od „prawo do odszkodowania, płatności, zwrotu”.

- Wszyscy widzą? - Tak.

To gra poniżej możliwości.

Po prostu daje nam prawo do odszkodowania

- za naruszenie przedstawicielstwa. - Którego nie ma.

Uznaliśmy to za konieczne przez wzgląd na tempo negocjacji

i brak czasu na należytą staranność.

Mesa Verde ustaliło tempo.

Wymaganie, żeby część płatności przeznaczyć na zabezpieczenie

- to przesada. - Z tej strony KimWexler.

Pragnę przypomnieć, że Mesa Verde pozwala wam

zachować klauzulę o „istotnym aspekcie” naruszeń gwarancji.

- To standardowy język - Nasz też.

Spotkajmy się w połowie drogi.

Dobrze. Porozmawiajmy o waszej definicji „wiedzy”

- w kontrakcie. - Proszę bardzo.

Uważamy, że nasze ustalenia są rozsądne.

- Klienci chcieliby zmienić... - Cześć.

...„zgodnie z wiedzą sprzedawcy” na „zgodnie z możliwościami wiedzy”.

- Wolniej. Wolniej. - W porządku. Ale dajcie nam...

Nieszczery!

- Co się stało? - Pieprzony rok?

- Co mam robić przez rok? - Jimmy.

Na pewno nie będę sprzedawać telefonów przez pierdolony rok.

Co dokładnie powiedzieli?

Na pewno nie.

- Dobrze. - Nie mów o odwołaniu,

bo tylko usłyszą o „nieszczerości” i już po mnie.

- Jimmy, proszę... - Jak udowodnić szczerość?

Weź głęboki oddech i zacznij od początku.

Byłem dobry, Kim.

Nie byłem zarozumiały, ale wiedziałem, co mówię.

„Co robiłeś w czasie zawieszenia?”

„Czy pilnowałeś zmian w prawie?” I takie tam.

Wszystko w porządku. I nagle jedna z nich wymyśla pytanie z dupy.

„Co znaczy dla pana prawo?”

- Z grubej rury. - I to jak. I udało mi się.

Mówiłem o znaczeniu prawa, twardo stąpałem po ziemi,

byłem skromny i szczery.

Podobało im się.

- I... - I mnie odrzucili.

Musiało być coś jeszcze.

Nie było.

Co mówili, kiedy wspomniałeś o Chucku?

A co Chuck ma z tym wspólnego? Co?

Więc nawet nie...?

A po co?

Dobra.

Jakoś to załatwimy.

- Złożysz odwołanie... - Od razu odrzucą.

Nie damy im. Będziesz brzmieć szczerze.

Byłem szczery.

Wiem, chodzi o to...

Może było banalnie, ale wszystko mówiłem szczerze.

Wiem.

Nie wierzysz mi.

- Oczywiście, że wierzę. - Jezu, prosto w oczy.

Masz mnie za szumowinę, jakiegoś dupka.

- Co? - Prawnika winnych ludzi, co?

- Nie o to... - Widzisz we mnie Śliskiego Jimmy'ego.

- Nie mówiłam tego. - Ale tak myślałaś.

Wiesz, czemu powiedzieli, że jesteś nieszczery?

Bo nie wspomniałeś o Chucku.

Co to ma wspólnego...

Czytali transkrypty, wiedzą, co się stało. Czekali, aż coś o nim powiesz.

Mam robić szopkę wokół martwego brata

na przesłuchaniu?

Gdzie tu szczerość?

Nie myślę o Chucku.

Dobra? Nie tęsknię za Chuckiem.

Chuck żył, teraz jest martwy, to tyle. Koniec.

Życie toczy się dalej. I co?

I znowu.

- Dlatego nie mamy biura. - Co? Nie!

Nie zaczynaj z tym biurem.

Ani słowa więcej o tym głupim biurze.

- Głupim biurze? I proszę. - Jimmy!

Od początku byłam po twojej stronie.

Kto przybiega, kiedy zadzwonisz?

Kto po tobie sprząta?

Mam pracę, ale wszystko dla ciebie rzucam.

Za każdym razem. Byłam przy tobie, kiedy przyznałeś się do przestępstwa.

Reprezentowałam cię na przesłuchaniu. Jestem zawsze, kiedy mnie potrzebujesz.

Ale uznajesz biuro za jedyny wyznacznik moich uczuć wobec ciebie?

Możesz ze mną żyć, sypiać, ale broń Boże, byle nie dzielić ze mną biura.

- Co ty... powiedziałam... - Nudzi ci się w życiu,

to przychodzisz zabawić się ze Śliskim Jimmy'm.

Zabawić? Jak przy okłamywaniu prokuratora, by wyciągnąć twojego kumpla z gówna?

Albo jak przy staniu ze sztucznym uśmiechem,

kiedy manipulowałeś moim partnerem?

Ależ popełniłaś błąd, zabierając mnie do swego biura w chmurach.

- Więcej tego nie zrobisz. - Może nie.

- Może nie przyjdę, kiedy zadzwonisz. - I proszę. Kopiesz leżącego.

Jimmy, ty zawsze leżysz.

Wszystko schrzaniłem.

Ale dalej chcesz być prawnikiem?

Tak.

Możemy od tego zacząć.

Dzięki.

- Dziękuję panu. - Co mamy?

Było spokojnie.

Kai siedział do późna.

Godzinę po tym, jak się położył, Werner na chwilę wyszedł.

Casper wstał około 2.30, pooglądał telewizję

i wrócił.

Co się dzieje z szóstką?

Tam. Co to?

A, tak.

- Martwe piksele. - Wczoraj ich nie było.

Wcześniej było przepięcie.

Kamera rozbłysnęła na jakieś 20 sekund i wróciła do normy.

Przepięcie?

Było na jeszcze jakiejś kamerze?

Tak, na dziesiątce.

Pokaż kamery na zewnątrz.

Idziemy.

Zapal światła.

Na górze. Sprawdź to.

Co się dzieje?

Mike.

Napisy: Katarzyna Błachnio-Sitkiewicz.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.