Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com
Krzesło...
PROMOCJE NA DZIEŃ MATKI
ZARAZ WRACAM
CHCESZ ZADZWONIĆ? KUPUJ U SAULA! SAUL GOODMAN
TELEFONY PREPAID
SPRAWY BIEŻĄCE
3 CZERWCA 2003 ROKU
BANK I TRUST MESA VERDE ODDZIAŁ W ARIZONIE
NARKOTYKI: NIE DOTYCZY
SPRAWY BIEŻĄCE
RABATY DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI
Twierdzą, że infrastruktura jest...
WYPRZEDAŻ NA ŚWIĘTO PRACY
ZARAZ WRACAM
13 PAŹDZIERNIKA 2003 ROKU
BANK I TRUST MESA VERDE ODDZIAŁ W WYOMING
SPRAWY BIEŻĄCE
SPRAWY BIEŻĄCE
12 STYCZNIA 2004 ROKU
BANK I TRUST MESA VERDE ODDZIAŁ W NEBRASCE
SPRAWY ZAKOŃCZONE – 2004 ROK
NETFLIX — SERIAL ORYGINALNY
NIERUCHOMOŚĆ KOMERCYJNA NA SPRZEDAŻ
Jesteś. Wejdź.
Tutaj będzie recepcja.
Zawsze miło zobaczyć przyjazną twarz.
Za rogiem mamy...
kominek i przytulną poczekalnię.
Kanapa, parę krzeseł, dystrybutor wody,
czajnik, może wybór herbat.
To moje biuro.
Wiesz co? Instalacje są oryginalne, więc...
Jesteśmy cztery przecznice od sądu. Wygodnie, prawda?
Jest łazienka. Całkiem... urocza.
To się wyczyści.
Jest prysznic, gdybyśmy mieli całą noc siedzieć nad papierami.
Dla partnera. Narożne biuro.
Dużo naturalnego światła.
To dobre dla rytmu dobowego.
Kwiaty wiśni, miło. I...
Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć.
Jest całkiem spore.
Mamy aneks kuchenny.
Dobry na przekąski, jedzenie z domu.
Wstawi się bajerancki ekspres do kawy.
Ustawi kilka doniczek, będzie ładniej.
Co myślisz?
Czyli to koniec z telefonami?
Nie, po to były te telefony.
Gdybyś był prawnikiem, to byłoby niezłe miejsce, prawda?
Gdybym był prawnikiem...
nie.
Duży szklany wieżowiec.
- Na 40. Piętrze. - Duży szklany wieżowiec?
Jakbym akurat nie był na swojej łodzi.
Dobrze, Hectorze...
Czy to jest...
Czy to jest zielone?
Czy to jest zielone?
Świetnie, Hectorze.
Czy ta osoba jest zła?
Czy jest wesoła?
Bardzo dobrze! Dużo szybciej.
Poczekajmy parę minut z lunchem.
- Proszę odstawić na bok. - Dobrze, pani doktor.
Zaraz wrócimy do pracy.
Zajmę się tym.
W porządku, Hectorze. To tylko skurcz mięśni.
Dobrze. Kontynuujmy.
Hectorze.
Jesteś tutaj?
Czy to Paryż?
Mam rozmawiać z kimś konkretnym albo kogoś unikać?
Rozmawiaj z każdym.
Baw się dobrze.
Nie martw się. Pokochają cię.
- Jak się masz? - To Jimmy McGill.
- Cześć. - Witaj.
- Miło cię poznać. - Ciebie też.
- Ron, to Jimmy McGill. - Cześć, Ron.
- Cześć, Jimmy. - Masz obłędny krawat.
Nie? Przepraszam na chwilę.
Jimmy, to Gary i Stef. Pracują ze mną przy Mesa Verde.
Słynny Gary i słynniejsza Stef.
Kim mówi, że jesteście najlepsi.
- Zjadł sporo tortu. - O, proszę.
To dla nas. Debbie, jedna dla ciebie.
- Jedna dla Zacka. - Dziękuję.
Jedna dla Violi.
I wiecie co? Dwie dla Lewisa,
- bo nie zdążył zjeść w pracy. - Serio?
Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć,
siedem, osiem, dziewięć, dziesięć.
Droga Kim. Dziękuję, że we mnie uwierzyłaś.
Ciężko dla mnie pracowałaś.
Jesteś super. Ściskam, Diana Pender
Jill była na wyjeździe?
- Przyjechała później. - Jasne.
Była naszą klientką.
- Naprawdę? - Tak.
Organizujecie wyjazdy?
Absolutnie nie.
- Może w tym roku będzie inaczej. - Nie chcę się napocić.
Packard-Kilber zabiera całą firmę do kurortu
blisko Santa Fe. Jest dość luksusowy.
Rozmawiamy o wyjazdach firmowych.
Świetny pomysł. Gdzie jedziemy?
Przykro mi. Tylko dla pracowników.
Kurczę.
Trochę zaszaleję w tym roku. Nie chcę, żeby konkurencja mnie przebiła.
Jeśli plotka się rozniesie, możesz wyjść na sknerę.
Ciężko pozbyć się takiej łatki.
Ponoć Ten Thousand Waves jest niesamowite.
Uwielbiam to miejsce.
Albo Carlsbad Caverns.
Myślę, że wygrywa Taos. Uwielbiam wyjazdy narciarskie.
- Dobrze integrują. - Taos.
Miło.
Śmiało, możesz coś wtrącić. Tylko rzucamy pomysłami.
Nie chciałbym...
Jeśli masz chęć na przygodę, wiesz, gdzie się świetnie jeździ?
W Telluride.
Długo się tam jedzie, prawda?
To może być częścią zabawy.
Można wynająć imprezowy autobus.
Puścić Dźwięk muzyki, wszyscy by śpiewali.
Wkrótce bylibyście na miejscu. Przy trasach w Telluride.
Taos wygląda jak ośla łączka.
Telluride, co?
- Można to rozważyć. - I kurtki.
- Wszyscy muszą mieć kurtki. - Oczywiście.
Szyte na zamówienie.
Powiększycie bazę klientów.
Zobaczą, jak szusujecie
w kurtkach Schweikart & Cokely
i będą pod wrażeniem. Jeszcze mi podziękujecie.
Masz rozmach.
Cholera, wiecie co? Aspen. Tam powinniście jechać.
Aspen jest jak Telluride na sterydach.
Są centra handlowe, restauracje, spa.
A jeśli chodzi o klientów, tam bawią się milionerzy.
Jimmy, Aspen jest dziewięć godzin drogi autobusem stąd.
Masz rację.
Dziewięć godzin... długo jak na siedzenie w autobusie.
- Zgadza się. - Ale, co ja słyszę?
Prywatny odrzutowiec.
Przepraszam, jestem zajęty.
Transportuję 56 wybitnych prawników
do wspaniałego miejsca przeznaczenia.
Aspen, nadciągamy.
Dalej, Rich. Spodoba ci się tam.
To było coś.
Tak.
PRALNIA ODZIEŻ PRZEMYSŁOWA
Robi postępy na skali udarowej.
Zaczął od 30, systematycznie się to zmniejsza.
Teraz osiągnął 22.
Zaszła niewielka poprawa w kwestii ataksji,
- czyli... - Utracie mobilności ciała.
Tak.
To brzmi całkiem pozytywnie.
Ale wie pani, o co zapytam.
Czy to on?
Czy to Hector Salamanca, którego pan znał?
W tym momencie to prawie filozoficzne pytanie.
Mogę powiedzieć, że lepiej reaguje.
Prawie codziennie stopniowo mu się poprawia.
Po obejrzeniu dowodów, będzie pan dobrej myśli.
To była wyjątkowo produktywna sesja.
Może wydawać się, że to niewiele, ale miesiąc temu taka rozmowa
zajęłaby nam cztery razy więcej czasu.
A miesiąc wcześniej nie był w stanie odpowiedzieć.
Wszystkie parametry życiowe się poprawiły.
Mierzyłam jego progres z użyciem skali skutków udaru,
szczególnie skupiając się na mobilności ręki,
ponieważ tak się komunikuje.
Robił tak wcześniej?
Z kubkiem?
Prawdopodobnie był to ruch mimowolny.
Myśli pan, że to było celowe?
Wspaniale się pani spisała.
Dziękuję.
Z tego co wiem, budowa w pani klinice niemal dobiegła końca.
Czy wszystko jest zgodne z oczekiwaniami?
To mało powiedziane. Nowe skrzydło jest niesamowite.
Będziemy w stanie zadbać o pacjentów, którzy nie mogliby liczyć na pomoc.
Zbyt długo odciągałem panią od pracy. Czas przekazać opiekę nad panem Salamancą.
Niezwykle mu się poprawia.
A moja wdzięczność jest nie do opisania.
Jest pan pewien?
Progres Hectora jest obiecujący.
Przy trwałej opiece
może znów zacznie mówić, a nawet chodzić.
Być może...
należy powściągnąć nasze oczekiwania.
Paila marina jest gotowa.
Zbudowali już formy na beton,
jesteśmy prawie gotowi na wylewki.
Kiedy to nastąpi?
Najpierw jeszcze jedno wysadzenie.
Myślałem, że już z tym skończyliśmy.
Tak, prawie.
Musimy pozbyć się tego kamienia i zrobić miejsce na szyb windy.
Jeszcze tylko jeden.
Zaplanowany tak, by nie zniszczyć prac.
Jak bardzo huknie?
Wiesz, ile zajmie naprawa?
Może lubisz mieszkać w dziurze, ale my chcemy do domu!
Dupku.
Nie jesteś tu szefem.
Chłopaki! Spokój!
Saul. Trzy.
Już się robi.
Proszę.
- Do zobaczenia. - Pewnie.
Co mogę dla pana zrobić?
To ty? Saul Goodman?
Zgadza się, panie władzo.
Wiesz, skąd to mam?
Od dilera narkotyków, którego zgarnęliśmy.
Korzystał z jednorazowego telefonu od ciebie.
Nie przeszkadza ci handlowanie z bandą szumowin,
która sprzedaje przez nie dragi?
To, co moi klienci robią z telefonami po zakupie,
to ich sprawa.
Wyświadcz mi przysługę.
Zabierz stąd wana, zaparkuj pod sklepem w Corrales,
w miłej okolicy i tam sprzedawaj.
Na pewno wielu kurom domowym
przydadzą się telefony.
No, nie wiem. Myślę, że tu jest moja klientela.
- Znajdź sobie nową. - Nie czuję takiej potrzeby.
Mam zezwolenie, płacę podatek od sprzedaży
i prowadzę legalny biznes.
Każdy może kupić ode mnie telefon.
- Ładnie cię proszę, dobra? - Z całym szacunkiem, muszę odmówić.
- Tak chcesz się bawić? - No i proszę. To co będzie?
Zaśmiecanie, zignorowanie znaku stop?
A może podrzucisz mi coś do schowka?
- Spokojnie. - Może dlatego ludzie chcą prywatności,
dlatego potrzebują telefonów.
- To wy jesteście problemem. - Więc póki się bogacisz,
- świat może się walić? - Tak...
Nie, nie. To glina!
To glina!
To zwykła pomyłka.
Przyjacielowi się pomyliło. Tylko robił swoje.
Zatrudniłem go do ochrony. Chronił mnie.
Nie ma pan munduru, nie wiedział, kim pan jest.
- Wiedział. - Skąd?
Zgarnąłem go trzy lata temu.
- Serio? - Za kradzież kieszonkową.
Trzy lata to kupa czasu.
To na pewno on?
- Serio? - Panie władzo,
ma pan rację, myliłem się.
Czyżby?
Wie pan co?
Nie będę już tu sprzedawać telefonów.
Niech mi pan wyświadczy przysługę, uściśnijmy sobie dłonie,
darujmy papierkową robotę i rozejdźmy się.
Przysługę?
Ja prosiłem o nią ciebie.
- Prawda. - Ładnie prosiłem,
a ty kazałeś mi się walić.
Nie do końca tak to ująłem.
Do zobaczenia.
Michael.
Cieszę się, że wpadłeś na happy hour.
Nie wygląda to wesoło.
Będzie im lepiej po, jak to się mówi, mittagsschläfchen...
Kiedy dzieci w przedszkolu idą sobie odpocząć.
Drzemka.
Drzemka.
Dobrze.
Powiedz: „mittagsschläfchen”.
Dobrze, Michael.
- Pilsner czy lager? - Lager.
Drzemki są dla starych pierdzieli jak wy.
A jego niemiecki...
brzmi głupio.
Powiedział, że brzmisz jak Kraut.
- Jak powiedzieć „gówno prawda”? - „Gówno prawda”.
Dokładnie.
Jesteś jednym z nas, Michael.
Po niemiecku „Ehrmantraut” wywodzi się z dwóch słów.
„Świat” i „siła”.
Może.
Jakie wieści?
Zanim wrócimy do pracy,
musimy zbudować nową formę i wzmocnić zbrojenie.
Przykro mi.
Wyjaśnię panu Fringowi, skąd to opóźnienie.
Nie przejmuj się panem Fringiem. Chce widzieć rezultaty.
- Mogę o coś zapytać? - Oczywiście.
Co będzie, jeśli odeślemy Kaia do Niemiec?
Nic dobrego. To mój najlepszy człowiek od wyburzeń.
Jest großmaul.
Ale to dobry chłopak. Jak wszyscy.
Może w tym problem, to chłopcy.
Tak.
Potrzebujemy młodych do pracy. A może my to zrobimy?
Myśleli, że będą tu osiem miesięcy,
ale widzą, że nie jesteśmy nawet w połowie.
Świetnie się spisałeś, Michael.
Dostarczyłeś wszystko, czego nam trzeba.
Ale nie możesz trzymać ich wiecznie pod kluczem.
Potrzebują powietrza, zmiany...
otoczenia i...
Rozumiesz?
RiO.
Relaksu i odpoczynku.
Dokładnie. Tego im trzeba.
RiO.
Prost, Michael.
Dwa i pół roku.
Zawsze proponują maksa. Ale jeszcze spuszczą z tonu.
Policjant nie dawał mi nadziei.
Gościu jest nikim.
Próbują cię zmiękczyć, żebyś szedł na ugodę.
Dobra? Na pewno tyle nie odsiedzisz.
- Masz cholerną rację. - Cholerną rację.
Co masz na myśli?
Spadam stąd.
Mam gdzie pójść.
Huell, to kiepski pomysł.
Lepszy niż więzienie.
Roześlą za tobą list gończy. To gówno się nie przedawnia.
Za trzy lata zatrzymają cię za brak tylnego światła
i będziesz miał na koncie przywalenie glinie
i jeszcze do tego ucieczkę.
To nie będę jeździł bez świateł.
Prędzej czy później cię złapią.
D. B. Coopera nie złapali.
Może...
Dasz mi szansę?
Mogę to naprawić.
- Tak? - Tak.
A jeśli powiem, że nie będziesz siedzieć?
W ogóle?
Nigdy? Bo tego mi trzeba.
Tak. Nigdy.
Dobra? Nie uciekaj.
Jak to zrobisz? Nawet nie jesteś prawnikiem.
Prawnikiem.
Stary, nie muszę być prawnikiem, dobra?
Jestem magikiem.
Może we mnie uwierzysz?
Sam pomógłbym Huellowi, gdybym mógł,
ale nie będzie czekał miesiąca, aż odzyskam licencję...
Sprzedawałeś jednorazowe telefony?
- Na ulicy? - Kim... jeśli możemy...
Słuchaj...
tak sobie myślałem: Zrobiłem wywiad. Policjant, który go aresztował,
osiem lat temu jeździł pod wpływem.
Dwa razy musiał wracać za biurko. Ma problemy z agresją.
Mogę to poświadczyć.
Dopilnujemy, żeby zalatywał jak gorzelnia i wkurzymy go w sądzie.
Złapie haczyk. Straci kontrolę na oczach sędziego.
Trochę się potknie dla dodania dramatyzmu
i mam pomysł, jak to załatwić, ale...
wiesz, o co chodzi.
Nim się obejrzysz, umorzą sprawę.
Violu, przynieś mi materiały na artykuł 3422 kodeksu karnego,
sekcje 22 do 27?
Tak, napaść na policjanta.
Dzięki.
Świetnie. Od czego zaczynamy?
Nie zniszczę policjanta.
Dobrze.
To powiedz.
Przyjrzę się sprawie.
Nic nie obiecuję, ale jeśli jest tak źle, jak mówisz,
to może będę mogła coś zrobić.
Może.
Dzięki, Kim.
Naprawdę to doceniam.
Powiedz, jeśli będę mógł coś zrobić.
Dobrze.
Przepraszam.
Violu, możesz...?
Dziękuję.
Zapłacę.
Oby to nie była łapówka.
- To by dopiero była żałosna łapówka. - Nie przy mojej pensji.
Masz chwilę, żeby omówić sprawę?
Pewnie. Mam dwie minuty.
Wydaje mi się, że przesadzacie.
Gdzie ja to słyszałam?
- Babineaux. - Babineaux?
Serio?
To nie twój typ klienta.
Nie zgadzam się.
Po pierwsze, to było nieporozumienie.
Kieszonkowiec z kartoteką atakuje policjanta w biały dzień?
- To ma być nieporozumienie? - Nie nazwałabym to atakiem.
Powinnyśmy mówić o wykroczeniu.
To napaść na policjanta.
- 18 miesięcy i rok... - Aby mu dokopać.
Wiem, ile chcesz mu dać. To przesada.
Był notowany.
- Ten policjant aresztował go... - Trzy lata temu.
Babineaux go nie poznał. Nie wiedział, że to policjant.
Był w nieoznakowanym wozie, w cywilnym ubraniu,
stał do niego tyłem.
- Przykro mi. Nie kupuję tego. - Suzanne...
Przygotowałam się. Miałaś pięć innych spraw z cywilami oskarżonymi
o użycie siły przeciwko policjantom.
W żadnym wypadku nie zaproponowano tak długiej odsiadki.
Nie byli recydywistami.
Stan kontra Murphy?
Daniel Murphy był bezdomny. Nie brał leków...
Dał gliniarzowi z dyni. Glina miał wstrząśnienie mózgu.
Pięć miesięcy w zawieszeniu.
Stan kontra Karp, pięć miesięcy.
- W zawieszeniu. Stan kontra Brezovich. - Ty chyba...
- Bez odsiadki, dwa miesiące dozoru. - Nienotowany.
Brezovich złamał policjantowi nos.
To niesprawiedliwe.
Tutaj policjant nie odniósł obrażeń.
Uderzono go torbą kanapek.
Jak uzasadnisz 18 miesięcy dla Babineaux?
- Plus rok. - Nie ma skłonności do przemocy.
Nie będziemy negocjować, Kim.
Nie rozumiem, czemu chcesz mieć z tym cokolwiek wspólnego.
Z jednej strony mamy zasłużonego policjanta na służbie,
a z drugiej zawodowego złodzieja, który rzucił go na ziemię.
Jedynym świadkiem jest gnida, prawnik bez licencji,
sprzedający telefony kryminalistom.
Nie wiesz wszystkiego.
Wolę pomówić osobiście. Jest pan w domu?
Możemy spotkać się w okolicy? Będę tam w ciągu godziny.
Dobrze, panie Babineaux.
Jasne, Huell.
Czekaj. Już jadę.
Porozmawiam z nim. Musisz trzymać moją stronę.
Czy to znaczy to, co myślę?
Później do ciebie zadzwoni, musimy mieć takie samo stanowisko.
Nie może uciekać.
Będzie musiał wziąć się w garść i iść do więzienia.
- Cholera. - Przynajmniej na trochę.
Nie da się tego obejść?
Nie odsiedzi tyle, ile chcą, to na pewno, ale...
bez względu na wszystko, trochę posiedzi.
Dzięki, że próbowałaś.
Nie może zostać zbiegiem.
Poprzesz mnie, prawda?
Dobrze.
Jeśli mówisz, że tylko tak da się to legalnie załatwić,
to tak musi być.
Powiesz, żeby nie uciekał?
Pewnie.
Ty rób swoje, a ja swoje.
Co to znaczy?
Nie martw się.
Jimmy, cokolwiek robisz, przestań.
Wiem, słuchaj.
Mam lepszy sposób.
Napisy: Katarzyna Błachnio-Sitkiewicz.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.