All language subtitles for escalenitonga

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com

- Claro. - Cześć, Jimmy.

- Co masz dla mnie? - Męczę się z krótkometrażowym dokumentem.

Idź za głosem serca.

Howards End po całości?

- Uwielbiam Emmę Thompson. - A kto nie?

Jest taka pragmatyczna.

Cóż, trzymam kciuki.

- Cześć. - Cześć. Jak leci?

To wszystko z drugiego.

Namówiłam nawet Chloe.

Wielu próbowało spierać się z Kim Wexler, wszyscy zawiedli.

- Idę na czwarte. Masz coś? - Tak.

- Zrobię trzecie. - Już zrobiłam.

Stawiasz innych w złym świetle.

Gdybyś nie zatrzymywał się, żeby z każdym gadać...

Jestem miły. To świetnie wpływa na morale.

To świetne marnowanie czasu.

- Też. - Dobra, więc...

Po południu ujawnienie dowodów Cordero, może weź się do roboty.

Udało mu się.

- Co? - Z Isaacsonem.

Ze sprawą.

Isaacson kontra Vakarian Holdings Inc.

- Od miesięcy zbieraliśmy akta. - Byłem zajęty oskarowymi zakładami,

- jeśli nie zauważyłaś. - Przepraszam. Poprawię się.

Isaacson zmarł na zawał.

Nasi klienci, czyli jego rodzina, porządkowali sprawy finansowe,

szukali aktywów. Niespodziewanie

trafili na udziały w firmie, w którą zainwestował jakieś 20 lat wcześniej.

Namierzyli dyrektora finansowego i chcieli je spieniężyć,

ale powiedział, że firmę rozwiązano. Udziały Isaacsona są bezwartościowe.

- Wow. - No nie?

Ale Chuck trochę powęszył i okazało się, że utworzyli nową firmę,

praktycznie taką samą jak ta, w którą zainwestował Isaacson.

Ci sami pracownicy, ta sama struktura i wszystko inne.

No nie? Znalazł precedens, sprawę Leannais kontra Cincinnati.

Słuchaj, doceniam twój wysiłek,

- ale możesz bardziej ogólnie? - Zamknij się. Jest ogólnie.

Howard myślał, że nie da się wygrać,

a Chuckowi udało się dzięki mało znanemu precedensowi.

To... dobrze.

Tak, bardzo.

- Gratuluję, panie McGill. - Jimmy.

- Chuck. Wielki dzień, co? - Tak.

Dzięki.

- Kim Wexler. - Oczywiście.

- Studentka prawa? - Trzeci rok na UNM. Dzięki HHM.

Jak idzie?

Bardzo dobrze, dziękuję. Jeszcze raz gratuluję Isaacsona.

- No cóż... - Z pewnością pan to rozważał.

Czy Vakarian Holdings Inc. nie było odpowiedzialne z tytułu

- jednostek kontynuujących działalność? - Zgadza się. Sprawdzaliśmy to.

- Jaki tu był precedens? - Garcia kontra Coe Manufacturing.

Raczej Isaacson kontra Chuck Skopał Mu Dupę, co?

Isaacson był naszym klientem.

Tak? To skopałeś tyłki tym drugim.

Skopałem. Zgadza się. Dzięki, Jimmy.

- Niech żyje nasz bohater. - Dzięki, Howardzie.

Nie chcę przeszkadzać, ale pan Bushmill czeka u mnie w biurze.

Kim. Jimmy.

Gratuluję.

Wkrótce to będziesz ty.

Tak.

Dobra.

Do zobaczenia, Jimmy.

Trzymaj się.

- Ben. Co masz dla mnie? - Masz tu zwycięzcę.

Myślisz, że Pacino pomaszeruje po oskarowe zwycięstwo?

Ostatnia szansa na głosowanie.

BIBLIOTEKA

NETFLIX — SERIAL ORYGINALNY

BANK I TRUST MESA VERDE

W kwestii zagospodarowania przestrzennego, pomnik Mesa Verde

powinien być zwolniony z ograniczeń co do wielkości

i lokalizacji,

gdyż jest to dzieło sztuki.

Przede wszystkim, jego funkcja

wykracza poza promowanie interesów ekonomicznych firmy,

co odróżnia go od reklamy, jak już ustalono w orzecznictwie.

Violu, sprawdzisz właściwe prawo precedensowe?

Chyba...

To chyba...

US kontra United Foods.

Tak.

KIM WEXLER – BANKOWOŚĆ JAMES MCGILL – UBEZPIECZENIA, HAZARD...

Dzień dobry.

Jimmy. Cześć!

Dzień dobry.

Wyciskam sok pomarańczowy.

Widzę.

Nie słyszałem, jak się kładłaś.

Do późna uzasadniałam miejskim planistom budowę wielkiego pomnika konia.

Jak wielkiego?

„Zdecydowanie próbują coś sobie zrekompensować”.

Masz już ustalony grafik?

W tygodniu od 9.00 do 16.00.

- Godziny szczytu. - Tak?

- Ruch jak na cmentarzu. - Przykro mi.

To znaczy, że udało ci się umówić do psychologa?

Postanowiłem nie iść.

Dobra.

Myślałam, że postanowiłeś pójść.

Wiem. Tak.

Ale...

minęło trochę czasu, uspokoiłem się...

i uświadomiłem sobie, że to nie dla mnie.

Dlaczego nie?

Po prostu.

Nie sądzę, żeby...

pomogło mi przesadne skupianie się na sobie.

- Skąd możesz wiedzieć... - Jeśli nie spróbuję?

Nie pasuje mi to.

Muszę iść do przodu, wiesz?

Mam pracę,

jestem na dobrej drodze i...

Spróbuję w ten sposób.

W porządku?

Pewnie.

Oczywiście, Jimmy.

Słuchaj, wiem, że chciałaś, żebym poszedł.

Rób to, co dla ciebie najlepsze.

Idę otworzyć sklep.

Sushi na obiad?

Brzmi dobrze.

Kim.

- Cześć, Rich. - Miło cię widzieć.

Dziękuję za znalezienie dla mnie czasu.

Żartujesz? Chciałem ci osobiście podziękować

za podesłanie nam Billy'ego Gatwooda.

- Ile jeszcze masz to nosić? - Trzy tygodnie.

Mogę się podpisać? To jeszcze modne?

Proszę, siadaj.

Przyznam, że ciężko było rozstać się z Billym Gatwoodem.

Jeśli to pomoże, chyba za tobą tęskni.

Ważne, żeby ktoś się nim zajmował.

Ułatwiłaś nam zadanie. Kontynuujemy to, co zaczęłaś.

Jak się trzyma Jimmy?

Nie rozmawiałem z nim na pogrzebie.

Pomału sobie radzimy.

Żałoba ma swoje prawa.

Dla każdego wygląda inaczej, więc...

Pozdrów go ode mnie.

Dziękuję.

Co mogę dla ciebie zrobić?

Mam pytanie. Jak radzi sobie twój dział bankowości?

Mamy trochę pracy w tej branży, ale nie mamy całego działu.

A chcielibyście?

To kawał drogi od reszty przedsięwzięcia.

Musi być kompletnie oddzielnie.

Po dwie sypialnie.

Werner pewnie zajmie jedną.

Reszta może się podzielić.

- Jest prąd i kanalizacja? - Tak.

Dobry początek.

Co sugerujesz?

Kilka bieżni.

Sztangę, ławkę.

Postaw tu bar z zaopatrzeniem i piwem z kija. W końcu to Niemcy.

Tutaj kino domowe.

Odtwarzacz DVD. Niezły byłby też projektor z ekranem.

Kilka foteli albo kanap.

Stół bilardowy. Może piłkarzyki?

Może nawet powiesimy kosz. Niemcy grają w koszykówkę, prawda?

Tak myślę.

Werner mówił, że zajmie to sześć miesięcy,

czyli co najmniej osiem, może dziesięć w totalnym odosobnieniu.

Codziennie będą harować po dziesięć godzin.

Albo co noc. I będą wracać tutaj.

Nie mogą tylko wegetować.

Musimy pilnować, żeby nie zwariowali.

Sporządź listę.

Bezpieczeństwo.

Chcę widzieć wszystko w dyskretnie umieszczonych kamerach.

Będą wiedzieli, że ich obserwujemy, ale nie ostentacyjnie.

Oczywiście kamery na zewnątrz,

gdyby ktoś próbował wejść lub wyjść.

Umieszczę tu wejście z zabezpieczeniem. Będziemy nim sterować z zewnątrz.

Potrzebna nam przyczepa do monitorowania kamer.

Niedaleko...

dwóch pracowników, całodobowy monitoring. Praca zmianowa.

Minimum pięciu ludzi.

Przydaliby się mówiący po niemiecku.

Dostarczę ludzi.

- Muszę ich sprawdzić. Bez urazy. - Oczywiście.

- Co się stało? - Poważna infekcja.

Muszę iść. Powiedz Tyrusowi, czego potrzebujesz.

Załatwimy to.

Masz długopis?

- Zapamiętam. - Tak?

Bieżnie. Sprawdź u hurtowników.

Nieprofesjonalne od razu rozwalą.

ADWOKACI WEXLER MCGILL

Chciałbym dowiedzieć się, ile kosztowałoby

coś, powiedzmy, wysokości 7 metrów.

Przykro mi, tak dużych nie robimy.

- A kto robi? - Nikt nie przychodzi mi do głowy.

Kto robi te wielkie znaki przy kasynach?

Wie pani co, nieważne. Dziękuję bardzo.

Jimmy McGill.

Szukam Jimmy'ego McGilla.

Znalazł go pan.

Prawnika?

Tak. W czym mogę pomóc?

Nazywam się Brett Dunst. Sporządził pan testament mojej ciotki.

Przynajmniej tak jest tu napisane. Zmarła.

- Przykro mi. - Dziękuję. Jestem wykonawcą testamentu

i rozdałem jej rzeczy, ale jest kilka skomplikowanych drobiazgów.

Może mógłby mi pan pomóc?

Kim była ciotka?

Geraldine Strauss.

Pani Strauss zmarła? Jak?

Odeszła we śnie parę tygodni temu. Niewydolność serca.

- Halo? - Czy...

Czy Clarence dostał Pastora?

Słucham?

Hummela.

Ach, figurkę.

Tak, dostał.

Skończył studia, tak?

Tak, jeszcze jeden semestr.

To dobrze.

Skąd pan o tym wie?

No tak, sporządzał pan testament.

Będzie pogrzeb?

Niestety. Był w zeszłym tygodniu.

Mam gorący sezon w pracy, a Angie robi, co może,

ale muszę wracać do Salt Lake.

Ma pan stawkę godzinową, czy będzie opłata ryczałtowa?

Panie McGill?

Przykro mi.

Nie jestem już prawnikiem.

A niech to.

Mogę kogoś polecić.

Hamlin Hamlin McGill mają świetny dział prawa majątkowego

i mogą panu pomóc. Wystarczy zapytać o Francisa Scheffa.

Powie panu, co robić.

Hamlin Hamlin McGill.

McGill? To nie pan?

- To zbieg okoliczności. - Dobrze. Dziękuję, panie McGill.

Nie ma za co.

Cholera.

Oszczędzaliśmy z mężem przez wiele lat.

Staraliśmy się zebrać oszczędności, żeby nie stać się ciężarem

dla rodziny.

Po śmierci Ronalda, przeniosłam się do domu opieki,

przyjemnego miejsca.

Mówili, że wszystkim się zajmą,

ale pewnego dnia powiedzieli, że nie mam już pieniędzy.

Jak to możliwe?

Gdzie się podziały?

Jeśli wasi bliscy mieszkają w Sandpiper Crossing

lub innym domu opieki, być może kwalifikujecie się

do otrzymania odszkodowania za...

- Cześć. - Cześć.

Zgadnij, gdzie jestem?

W fajnym miejscu?

Bardzo fajnym.

Też mógłbyś tu być.

- Cześć. - Cześć, Giselle.

Może dziś będziemy po prostu Kim i Jimmy'm.

Dobra.

- Nie są tacy źli. - To plotki i pogłoski. Jak w pracy?

Zwykła robota.

A co u ciebie? W pracy dobrze?

Tak. Mam pewne wieści.

Dobre wieści. Naprawdę świetne wieści.

To może wpłynąć na Wexler-McGill.

Spotkałam się z Richem Schweikartem.

- Serio? - Tak.

Przejęli Gatwooda, chciałam sprawdzić, czy wszystko w porządku. Rozmawialiśmy

i zaproponował mi pracę.

Znowu?

Nie umie przyjąć odmowy?

Chcą, żebym kierowała działem bankowości.

Miałabym go stworzyć.

Chyba nie myślisz o tym poważnie?

Byłabym ich wspólnikiem.

Myślałem, że wszystko jest w porządku z Mesa Verde i...

Jest. Było.

Ostatnio mam dużo bardziej skomplikowane obowiązki.

Przyjęłam parę spraw pro bono.

Sprawy obrońców z urzędu.

Z urzędu? Kiedy... Dlaczego?

Lubię to.

Jestem w tym dobra.

I...

pomagam ludziom, Jimmy.

Wiem, to brzmi ckliwie. Ale taka jest prawda.

Nie, to ma sens.

Też ostatnio myślałem o zajęciu się prawem karnym.

Kiedy już odzyskam prawo do wykonywania zawodu.

Serio?

Tak.

Jak sama powiedziałaś, pomagasz ludziom.

Myślałem o biurze w jednym z tych odnowionych bungalowów,

w centrum, koło sądów. Bylibyśmy tam, gdzie ludzie potrzebujący pomocy.

To brzmi nieźle.

Wexler-McGill, prawo karne.

Brzmi świetnie.

Problem w tym, że jeśli przejdę do Schweikart & Cokely,

będę mieć pomocników zajmujących się Mesa Verde.

Będziemy mieć na rachunki,

a ja będę mieć czas na pracę, na której mi zależy.

Zjesz ciastko i będziesz mieć ciastko.

Tak jakby.

Zaraz wracam.

- Nie, Jimmy. - Co? Tylko...

Muszę skoczyć na stronę.

Powinnaś to zrobić.

To świetna okazja i powinnaś z niej skorzystać.

- Naprawdę tak myślisz? - Tak.

Rób to, co dla ciebie najlepsze.

Na pewno?

Tak.

Nie możesz na mnie czekać.

I kto wie?

Wiele może się zdarzyć przez dziesięć miesięcy.

Tak. Kto wie?

Wypijmy za Schweikarta i Cokelya... i Wexler.

Cześć.

Cześć.

Mam tylko kilka minut. Muszę odebrać Kaylee.

Dobrze.

Co chciałeś mi powiedzieć, Mike?

Podtrzymuję to, co powiedziałem. Ten koleś to szarlatan.

Ale na wszystko jest czas i miejsce. To był zły moment.

Zostawiłeś mnie w rozsypce.

Widzę.

Będzie dobrze. Z czasem.

Anita jest zła. Zadzwoń do niej.

Chyba lepiej nie.

Wiesz, że nie zapomnę o Matty'm.

Wiem.

Nikt nie oczekuje, żebyś do końca życia nosiła włosiennicę.

Od ciebie też nie.

Co u Kylee?

Wszystko dobrze.

To u mnie też.

Tak sobie myślałem, że może odbiorę jutro Kylee ze szkoły.

Bardzo by mi to pomogło, tato.

Do zobaczenia.

Dobrze.

Mówię ci. Nikt nic nie słyszał.

- Możesz wejść, Jimmy. Czeka na ciebie. - Dzięki, Julie.

Cześć, Jimmy.

Howardzie.

Mieliśmy to dzisiaj wysłać. Dostałbyś w piątek.

Mam potrzeby, które zaspokoi tylko 5000 dolarów.

Proszę. Wszystko się zgadza?

- Wygląda dobrze. Dzięki. - Proszę.

Widziałem dużo pustych biurek. Co się dzieje?

Przechodzimy restrukturyzację.

Chcecie poprawić biurowe feng shui?

Mieliśmy pewne kłopoty.

Po spłaceniu majątku Chucka?

Między innymi.

I, szczerze mówiąc,

reputacja firmy nie jest już...

taka jak kiedyś.

Co planujesz?

Konsultanci nazwali to „pozytywną redukcją”.

Co planujesz, żeby postawić HHM na nogi?

Żartujesz sobie? Właśnie podesłałem wam klienta.

Nie ma za co.

A ty mi mówisz, że firma się sypie? Ogarnij się.

- Słucham? - Daj spokój.

Macie drobne kłopoty i pozwolisz, by przepadła twoja spuścizna?

- Drobne kłopoty? - Dobra, twój ból jest wyjątkowy.

Ty biedaku. Przestań się mazać.

Dobra? Nie masz nic poza firmą.

I włosami, ale, nie oszukujmy się, to też się długo nie utrzyma...

Chcesz ocalić firmę? Swoją godność?

Będziesz musiał walczyć.

Jesteś gównianym prawnikiem.

Ale świetnym sprzedawcą.

Rusz się i sprzedawaj.

Pierdol się, Jimmy.

Dobrze. Tak trzymaj.

4000 dolarów i sowity napiwek.

- Dziękuję. - Miło było.

Mnie również.

HURTOWNIA VOLTAGE TV, KAMERY, ODTWARZACZE DVD

SPA I MANICURE DEPILACJA WOSKIEM

Przepraszam.

Urządziłem się. Znalazłeś miejsce?

Pinaty? Żartujesz?

Nie, może być, tak.

Tak czy inaczej, będziemy tam sami? Żadnych gapiów?

Dobrze. To załatwione.

W porządku.

Co tydzień wymieniam połowę wody w akwarium.

Ma się dobrze.

Wiem. Nie przekarmiam.

Dobrze. Do widzenia.

Co ty robisz?

Pani Nguyen.

Może pani wpadać, kiedy chce.

Co to jest?

- Interes na boku. - Myślałam, że jesteś prawnikiem.

Miałem małe kłopoty.

Znowu straciłeś pracę?

Chciała pani coś, pani Nguyen?

Nie chcę tu ludzi kupujących te durne telefony.

Spokojnie, nie będę sprzedawać ich w biurze.

Nie możesz ich tu trzymać.

- Płacę czynsz, mogę robić, co chcę. - To zagrożenie pożarowe.

Długo tu nie pobędą, dobra?

Ja stawiam.

Prepaid na 350 minut.

Nie da się szybko wzbogacić.

Jeszcze pani pokażę.

Lekarze mówią, że twoja gorączka się pogarsza.

Infekcja może cię zabić.

Nawet, jeśli nie...

moja lekarka powtarza, że możesz się nie obudzić.

A jednak...

czekam.

Dorastałem w biedzie.

Mieszkaliśmy na wzgórzach.

Bracia zbudowali dom z tego, co znaleźli.

Z blachy, sklejki.

W czasie deszczu pachniało sianem.

Byliśmy wiecznie głodni.

Mieliśmy drzewo lucumy.

Mizerne. Ledwo żywe.

Moja rodzina dawno temu spisała je na straty.

Nigdy nie owocowało.

W wieku siedmiu lat...

zafiksowałem się na nim.

Podlewałem je.

Dbałem o nie.

Zajęło to dużo czasu.

Ale z pączków wyrosły zielone owoce.

Byłem z siebie dumny.

Nikomu nie powiedziałem.

Zerwałem jeden i skryłem się za chatą.

Zjadłem cały owoc.

Nigdy nie jadłem czegoś tak słodkiego.

Był jak...

karmel.

Z początku sami jedliśmy owoce.

Potem zacząłem sprzedawać je w wiosce.

Pewnego dnia z drzewa zniknęło dużo owoców.

Na wpół zjedzone kawałki były porozrzucane po ziemi.

Pomyślałem, że to pewnie ostronos.

Widziałeś go kiedyś?

Jest wielkości dużego kota.

To oportunista.

Zbudowałem pułapkę... z gałęzi i drutu.

Zwierzę szybko w nią wpadło.

Ostronos tłukł się tak bardzo,

że uciekł z pułapki.

Złamał też nogę.

Próbowałem go złapać,

ale się wyślizgnął.

Uciekł pod dom.

Wiedziałem, że prędzej czy później się pokaże.

Czekałem.

Godzinami.

Do nocy.

Kiedy bracia mnie wołali...

nie odpowiedziałem.

Ani pisnąłem.

Byłem nieruchomy.

W końcu... wyszedł.

Wiedział, że tam jestem,

ale był głodny.

Tym razem....

byłem gotów.

Złapałem go.

Walczył ze mną,

ale byłem silniejszy.

Zabicie go byłoby dla niego łaską.

Zachowałem go.

Żył przez jakiś czas.

Wierzę...

że się obudzisz, Hektorze.

Olbrzymie.

Wariactwo.

Głodny jestem. Oby coś było w kuchni.

Trzeba było jeść w samolocie, idioto.

To bar?

Tak. Ciekawe, co jest w kiju.

Mamy tu pracować. Po co nam bar?

Bo mamy tu pracować.

Dobra, panowie, musimy omówić kilka kwestii.

Do ciebie też mówię.

Kai.

Tutaj, Kai.

Dość!

Dobrze ci płaci, więc masz słuchać.

W dwóch domach znajdują się cztery sypialnie.

Sami ustalcie, kto z kim śpi.

Zakładam, że się przyjaźnicie, a jeśli nie, nie chcę o tym słyszeć.

Kuchnie działają, możecie ugotować, co tylko chcecie.

W lodówkach i szafkach macie podstawowe produkty,

Macie listę zakupów. Zapiszcie, czego potrzebujecie, a my to dostarczymy.

W każdym domu jest telefon.

Łączy się ze mną lub moimi ludźmi. Dzwońcie po wszystko, czego wam trzeba.

Kiedy dotrą dziewczyny?

Wszystko w granicach rozsądku.

Jeszcze jakieś pytania?

Dobrze. Macie czas na relaks i aklimatyzację.

Zaczynacie jutro w nocy.

Michael.

To dobre chłopaki.

Skupią się, kiedy zacznie się praca. Dopilnuję tego.

To, co tu zrobiłeś, jest imponujące.

- Dziękuję, Michaelu. - W porządku.

Daj mi znać, jeśli będzie ci czegoś trzeba.

Oczywiście. Dam znać.

- Cześć, Mike. - Cześć.

Uważaj na tego.

Przybywam w pokoju.

Chcę wam zaproponować układ.

Jaki układ?

Słuchajcie, panowie...

źle zaczęliśmy naszą znajomość.

Zobaczyliście, że sprzedaję towar

i pomyśleliście, że jakiś wieśniak chce szybko sobie zarobić

i aż się prosi, żeby go oskubać. Ale chcę w tym dłużej posiedzieć.

W społeczności jest duży popyt

na bezpieczne, tanie telefony nie do namierzenia. Ja go zaspokoję.

Dobra, prosto z mostu.

Chcę sprzedawać telefony bez obaw, że ktoś mnie obrobi.

Jeśli dacie mi je sprzedawać bez przeszkód, odpalę wam dolę.

Powiedzmy, 100 dolarów za noc sprzedaży?

To kasa za nicnierobienie.

Dlaczego mielibyśmy nie wziąć wszystkiego?

Bo mówię o stałych, solidnych dochodach.

Możecie mnie znowu obrobić, zabrać wszystko, co mam,

ale przestanę sprzedawać i stracicie cenne źródło dochodów.

Dawaj wszystko, co masz. Już.

Próbuję zarobić dla nas wszystkich. Po prostu współpracujcie.

Dawaj.

Gdybyście mogli pomyśleć trochę szerzej...

Za dużo gadasz.

Dobra. Człowiek czynu.

Trzeba było iść na układ.

W życiu nie spotkałem nikogo głupszego.

Nie wiedzieliście, że mam przyjaciół?

I jak ma być? Szybko czy wolno?

Tak czy inaczej, będzie bolało.

Co mówiłeś? Wolno?

Pozwól...

Przepraszamy, dobra? Przykro nam.

Tak. Bardzo wam przykro.

Zostawimy cię w spokoju. Nie będziemy cię zaczepiać.

Teraz łatwo powiedzieć, a jutro?

Przysięgam. Przysięgam na wszystko, na co tylko chcesz.

- Przysięgasz na życie? - Tak, stary.

- Naprawdę? - Tak.

Tak.

Nigdy więcej nie będziesz musiał nas oglądać.

Dacie znać innym, żeby mnie nie ruszać?

Powiemy wszystkim.

Powiemy, by nie zadzierać z kolesiem od telefonów.

Dobra. Załatwione.

Załatwione! Chyba do nich dotarło.

Serio, chłopaki, załatwione.

Jest dobrze. Jasne? Wystarczy.

Doceniam entuzjazm, ale chyba do niego dotarło.

To prawda. Słuchaj, co mówi. Dotarło do mnie.

Dobra, wiesz co, jeśli tak ci zależy,

- to śmiało. - Nie! Proszę!

Nie, proszę.

Nie! Proszę, nie!

To było ostrzeżenie.

Drugiego nie będzie.

Napisy: Katarzyna Błachnio-Sitkiewicz

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.