Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com
- Claro. - Cześć, Jimmy.
- Co masz dla mnie? - Męczę się z krótkometrażowym dokumentem.
Idź za głosem serca.
Howards End po całości?
- Uwielbiam Emmę Thompson. - A kto nie?
Jest taka pragmatyczna.
Cóż, trzymam kciuki.
- Cześć. - Cześć. Jak leci?
To wszystko z drugiego.
Namówiłam nawet Chloe.
Wielu próbowało spierać się z Kim Wexler, wszyscy zawiedli.
- Idę na czwarte. Masz coś? - Tak.
- Zrobię trzecie. - Już zrobiłam.
Stawiasz innych w złym świetle.
Gdybyś nie zatrzymywał się, żeby z każdym gadać...
Jestem miły. To świetnie wpływa na morale.
To świetne marnowanie czasu.
- Też. - Dobra, więc...
Po południu ujawnienie dowodów Cordero, może weź się do roboty.
Udało mu się.
- Co? - Z Isaacsonem.
Ze sprawą.
Isaacson kontra Vakarian Holdings Inc.
- Od miesięcy zbieraliśmy akta. - Byłem zajęty oskarowymi zakładami,
- jeśli nie zauważyłaś. - Przepraszam. Poprawię się.
Isaacson zmarł na zawał.
Nasi klienci, czyli jego rodzina, porządkowali sprawy finansowe,
szukali aktywów. Niespodziewanie
trafili na udziały w firmie, w którą zainwestował jakieś 20 lat wcześniej.
Namierzyli dyrektora finansowego i chcieli je spieniężyć,
ale powiedział, że firmę rozwiązano. Udziały Isaacsona są bezwartościowe.
- Wow. - No nie?
Ale Chuck trochę powęszył i okazało się, że utworzyli nową firmę,
praktycznie taką samą jak ta, w którą zainwestował Isaacson.
Ci sami pracownicy, ta sama struktura i wszystko inne.
No nie? Znalazł precedens, sprawę Leannais kontra Cincinnati.
Słuchaj, doceniam twój wysiłek,
- ale możesz bardziej ogólnie? - Zamknij się. Jest ogólnie.
Howard myślał, że nie da się wygrać,
a Chuckowi udało się dzięki mało znanemu precedensowi.
To... dobrze.
Tak, bardzo.
- Gratuluję, panie McGill. - Jimmy.
- Chuck. Wielki dzień, co? - Tak.
Dzięki.
- Kim Wexler. - Oczywiście.
- Studentka prawa? - Trzeci rok na UNM. Dzięki HHM.
Jak idzie?
Bardzo dobrze, dziękuję. Jeszcze raz gratuluję Isaacsona.
- No cóż... - Z pewnością pan to rozważał.
Czy Vakarian Holdings Inc. nie było odpowiedzialne z tytułu
- jednostek kontynuujących działalność? - Zgadza się. Sprawdzaliśmy to.
- Jaki tu był precedens? - Garcia kontra Coe Manufacturing.
Raczej Isaacson kontra Chuck Skopał Mu Dupę, co?
Isaacson był naszym klientem.
Tak? To skopałeś tyłki tym drugim.
Skopałem. Zgadza się. Dzięki, Jimmy.
- Niech żyje nasz bohater. - Dzięki, Howardzie.
Nie chcę przeszkadzać, ale pan Bushmill czeka u mnie w biurze.
Kim. Jimmy.
Gratuluję.
Wkrótce to będziesz ty.
Tak.
Dobra.
Do zobaczenia, Jimmy.
Trzymaj się.
- Ben. Co masz dla mnie? - Masz tu zwycięzcę.
Myślisz, że Pacino pomaszeruje po oskarowe zwycięstwo?
Ostatnia szansa na głosowanie.
BIBLIOTEKA
NETFLIX — SERIAL ORYGINALNY
BANK I TRUST MESA VERDE
W kwestii zagospodarowania przestrzennego, pomnik Mesa Verde
powinien być zwolniony z ograniczeń co do wielkości
i lokalizacji,
gdyż jest to dzieło sztuki.
Przede wszystkim, jego funkcja
wykracza poza promowanie interesów ekonomicznych firmy,
co odróżnia go od reklamy, jak już ustalono w orzecznictwie.
Violu, sprawdzisz właściwe prawo precedensowe?
Chyba...
To chyba...
US kontra United Foods.
Tak.
KIM WEXLER – BANKOWOŚĆ JAMES MCGILL – UBEZPIECZENIA, HAZARD...
Dzień dobry.
Jimmy. Cześć!
Dzień dobry.
Wyciskam sok pomarańczowy.
Widzę.
Nie słyszałem, jak się kładłaś.
Do późna uzasadniałam miejskim planistom budowę wielkiego pomnika konia.
Jak wielkiego?
„Zdecydowanie próbują coś sobie zrekompensować”.
Masz już ustalony grafik?
W tygodniu od 9.00 do 16.00.
- Godziny szczytu. - Tak?
- Ruch jak na cmentarzu. - Przykro mi.
To znaczy, że udało ci się umówić do psychologa?
Postanowiłem nie iść.
Dobra.
Myślałam, że postanowiłeś pójść.
Wiem. Tak.
Ale...
minęło trochę czasu, uspokoiłem się...
i uświadomiłem sobie, że to nie dla mnie.
Dlaczego nie?
Po prostu.
Nie sądzę, żeby...
pomogło mi przesadne skupianie się na sobie.
- Skąd możesz wiedzieć... - Jeśli nie spróbuję?
Nie pasuje mi to.
Muszę iść do przodu, wiesz?
Mam pracę,
jestem na dobrej drodze i...
Spróbuję w ten sposób.
W porządku?
Pewnie.
Oczywiście, Jimmy.
Słuchaj, wiem, że chciałaś, żebym poszedł.
Rób to, co dla ciebie najlepsze.
Idę otworzyć sklep.
Sushi na obiad?
Brzmi dobrze.
Kim.
- Cześć, Rich. - Miło cię widzieć.
Dziękuję za znalezienie dla mnie czasu.
Żartujesz? Chciałem ci osobiście podziękować
za podesłanie nam Billy'ego Gatwooda.
- Ile jeszcze masz to nosić? - Trzy tygodnie.
Mogę się podpisać? To jeszcze modne?
Proszę, siadaj.
Przyznam, że ciężko było rozstać się z Billym Gatwoodem.
Jeśli to pomoże, chyba za tobą tęskni.
Ważne, żeby ktoś się nim zajmował.
Ułatwiłaś nam zadanie. Kontynuujemy to, co zaczęłaś.
Jak się trzyma Jimmy?
Nie rozmawiałem z nim na pogrzebie.
Pomału sobie radzimy.
Żałoba ma swoje prawa.
Dla każdego wygląda inaczej, więc...
Pozdrów go ode mnie.
Dziękuję.
Co mogę dla ciebie zrobić?
Mam pytanie. Jak radzi sobie twój dział bankowości?
Mamy trochę pracy w tej branży, ale nie mamy całego działu.
A chcielibyście?
To kawał drogi od reszty przedsięwzięcia.
Musi być kompletnie oddzielnie.
Po dwie sypialnie.
Werner pewnie zajmie jedną.
Reszta może się podzielić.
- Jest prąd i kanalizacja? - Tak.
Dobry początek.
Co sugerujesz?
Kilka bieżni.
Sztangę, ławkę.
Postaw tu bar z zaopatrzeniem i piwem z kija. W końcu to Niemcy.
Tutaj kino domowe.
Odtwarzacz DVD. Niezły byłby też projektor z ekranem.
Kilka foteli albo kanap.
Stół bilardowy. Może piłkarzyki?
Może nawet powiesimy kosz. Niemcy grają w koszykówkę, prawda?
Tak myślę.
Werner mówił, że zajmie to sześć miesięcy,
czyli co najmniej osiem, może dziesięć w totalnym odosobnieniu.
Codziennie będą harować po dziesięć godzin.
Albo co noc. I będą wracać tutaj.
Nie mogą tylko wegetować.
Musimy pilnować, żeby nie zwariowali.
Sporządź listę.
Bezpieczeństwo.
Chcę widzieć wszystko w dyskretnie umieszczonych kamerach.
Będą wiedzieli, że ich obserwujemy, ale nie ostentacyjnie.
Oczywiście kamery na zewnątrz,
gdyby ktoś próbował wejść lub wyjść.
Umieszczę tu wejście z zabezpieczeniem. Będziemy nim sterować z zewnątrz.
Potrzebna nam przyczepa do monitorowania kamer.
Niedaleko...
dwóch pracowników, całodobowy monitoring. Praca zmianowa.
Minimum pięciu ludzi.
Przydaliby się mówiący po niemiecku.
Dostarczę ludzi.
- Muszę ich sprawdzić. Bez urazy. - Oczywiście.
- Co się stało? - Poważna infekcja.
Muszę iść. Powiedz Tyrusowi, czego potrzebujesz.
Załatwimy to.
Masz długopis?
- Zapamiętam. - Tak?
Bieżnie. Sprawdź u hurtowników.
Nieprofesjonalne od razu rozwalą.
ADWOKACI WEXLER MCGILL
Chciałbym dowiedzieć się, ile kosztowałoby
coś, powiedzmy, wysokości 7 metrów.
Przykro mi, tak dużych nie robimy.
- A kto robi? - Nikt nie przychodzi mi do głowy.
Kto robi te wielkie znaki przy kasynach?
Wie pani co, nieważne. Dziękuję bardzo.
Jimmy McGill.
Szukam Jimmy'ego McGilla.
Znalazł go pan.
Prawnika?
Tak. W czym mogę pomóc?
Nazywam się Brett Dunst. Sporządził pan testament mojej ciotki.
Przynajmniej tak jest tu napisane. Zmarła.
- Przykro mi. - Dziękuję. Jestem wykonawcą testamentu
i rozdałem jej rzeczy, ale jest kilka skomplikowanych drobiazgów.
Może mógłby mi pan pomóc?
Kim była ciotka?
Geraldine Strauss.
Pani Strauss zmarła? Jak?
Odeszła we śnie parę tygodni temu. Niewydolność serca.
- Halo? - Czy...
Czy Clarence dostał Pastora?
Słucham?
Hummela.
Ach, figurkę.
Tak, dostał.
Skończył studia, tak?
Tak, jeszcze jeden semestr.
To dobrze.
Skąd pan o tym wie?
No tak, sporządzał pan testament.
Będzie pogrzeb?
Niestety. Był w zeszłym tygodniu.
Mam gorący sezon w pracy, a Angie robi, co może,
ale muszę wracać do Salt Lake.
Ma pan stawkę godzinową, czy będzie opłata ryczałtowa?
Panie McGill?
Przykro mi.
Nie jestem już prawnikiem.
A niech to.
Mogę kogoś polecić.
Hamlin Hamlin McGill mają świetny dział prawa majątkowego
i mogą panu pomóc. Wystarczy zapytać o Francisa Scheffa.
Powie panu, co robić.
Hamlin Hamlin McGill.
McGill? To nie pan?
- To zbieg okoliczności. - Dobrze. Dziękuję, panie McGill.
Nie ma za co.
Cholera.
Oszczędzaliśmy z mężem przez wiele lat.
Staraliśmy się zebrać oszczędności, żeby nie stać się ciężarem
dla rodziny.
Po śmierci Ronalda, przeniosłam się do domu opieki,
przyjemnego miejsca.
Mówili, że wszystkim się zajmą,
ale pewnego dnia powiedzieli, że nie mam już pieniędzy.
Jak to możliwe?
Gdzie się podziały?
Jeśli wasi bliscy mieszkają w Sandpiper Crossing
lub innym domu opieki, być może kwalifikujecie się
do otrzymania odszkodowania za...
- Cześć. - Cześć.
Zgadnij, gdzie jestem?
W fajnym miejscu?
Bardzo fajnym.
Też mógłbyś tu być.
- Cześć. - Cześć, Giselle.
Może dziś będziemy po prostu Kim i Jimmy'm.
Dobra.
- Nie są tacy źli. - To plotki i pogłoski. Jak w pracy?
Zwykła robota.
A co u ciebie? W pracy dobrze?
Tak. Mam pewne wieści.
Dobre wieści. Naprawdę świetne wieści.
To może wpłynąć na Wexler-McGill.
Spotkałam się z Richem Schweikartem.
- Serio? - Tak.
Przejęli Gatwooda, chciałam sprawdzić, czy wszystko w porządku. Rozmawialiśmy
i zaproponował mi pracę.
Znowu?
Nie umie przyjąć odmowy?
Chcą, żebym kierowała działem bankowości.
Miałabym go stworzyć.
Chyba nie myślisz o tym poważnie?
Byłabym ich wspólnikiem.
Myślałem, że wszystko jest w porządku z Mesa Verde i...
Jest. Było.
Ostatnio mam dużo bardziej skomplikowane obowiązki.
Przyjęłam parę spraw pro bono.
Sprawy obrońców z urzędu.
Z urzędu? Kiedy... Dlaczego?
Lubię to.
Jestem w tym dobra.
I...
pomagam ludziom, Jimmy.
Wiem, to brzmi ckliwie. Ale taka jest prawda.
Nie, to ma sens.
Też ostatnio myślałem o zajęciu się prawem karnym.
Kiedy już odzyskam prawo do wykonywania zawodu.
Serio?
Tak.
Jak sama powiedziałaś, pomagasz ludziom.
Myślałem o biurze w jednym z tych odnowionych bungalowów,
w centrum, koło sądów. Bylibyśmy tam, gdzie ludzie potrzebujący pomocy.
To brzmi nieźle.
Wexler-McGill, prawo karne.
Brzmi świetnie.
Problem w tym, że jeśli przejdę do Schweikart & Cokely,
będę mieć pomocników zajmujących się Mesa Verde.
Będziemy mieć na rachunki,
a ja będę mieć czas na pracę, na której mi zależy.
Zjesz ciastko i będziesz mieć ciastko.
Tak jakby.
Zaraz wracam.
- Nie, Jimmy. - Co? Tylko...
Muszę skoczyć na stronę.
Powinnaś to zrobić.
To świetna okazja i powinnaś z niej skorzystać.
- Naprawdę tak myślisz? - Tak.
Rób to, co dla ciebie najlepsze.
Na pewno?
Tak.
Nie możesz na mnie czekać.
I kto wie?
Wiele może się zdarzyć przez dziesięć miesięcy.
Tak. Kto wie?
Wypijmy za Schweikarta i Cokelya... i Wexler.
Cześć.
Cześć.
Mam tylko kilka minut. Muszę odebrać Kaylee.
Dobrze.
Co chciałeś mi powiedzieć, Mike?
Podtrzymuję to, co powiedziałem. Ten koleś to szarlatan.
Ale na wszystko jest czas i miejsce. To był zły moment.
Zostawiłeś mnie w rozsypce.
Widzę.
Będzie dobrze. Z czasem.
Anita jest zła. Zadzwoń do niej.
Chyba lepiej nie.
Wiesz, że nie zapomnę o Matty'm.
Wiem.
Nikt nie oczekuje, żebyś do końca życia nosiła włosiennicę.
Od ciebie też nie.
Co u Kylee?
Wszystko dobrze.
To u mnie też.
Tak sobie myślałem, że może odbiorę jutro Kylee ze szkoły.
Bardzo by mi to pomogło, tato.
Do zobaczenia.
Dobrze.
Mówię ci. Nikt nic nie słyszał.
- Możesz wejść, Jimmy. Czeka na ciebie. - Dzięki, Julie.
Cześć, Jimmy.
Howardzie.
Mieliśmy to dzisiaj wysłać. Dostałbyś w piątek.
Mam potrzeby, które zaspokoi tylko 5000 dolarów.
Proszę. Wszystko się zgadza?
- Wygląda dobrze. Dzięki. - Proszę.
Widziałem dużo pustych biurek. Co się dzieje?
Przechodzimy restrukturyzację.
Chcecie poprawić biurowe feng shui?
Mieliśmy pewne kłopoty.
Po spłaceniu majątku Chucka?
Między innymi.
I, szczerze mówiąc,
reputacja firmy nie jest już...
taka jak kiedyś.
Co planujesz?
Konsultanci nazwali to „pozytywną redukcją”.
Co planujesz, żeby postawić HHM na nogi?
Żartujesz sobie? Właśnie podesłałem wam klienta.
Nie ma za co.
A ty mi mówisz, że firma się sypie? Ogarnij się.
- Słucham? - Daj spokój.
Macie drobne kłopoty i pozwolisz, by przepadła twoja spuścizna?
- Drobne kłopoty? - Dobra, twój ból jest wyjątkowy.
Ty biedaku. Przestań się mazać.
Dobra? Nie masz nic poza firmą.
I włosami, ale, nie oszukujmy się, to też się długo nie utrzyma...
Chcesz ocalić firmę? Swoją godność?
Będziesz musiał walczyć.
Jesteś gównianym prawnikiem.
Ale świetnym sprzedawcą.
Rusz się i sprzedawaj.
Pierdol się, Jimmy.
Dobrze. Tak trzymaj.
4000 dolarów i sowity napiwek.
- Dziękuję. - Miło było.
Mnie również.
HURTOWNIA VOLTAGE TV, KAMERY, ODTWARZACZE DVD
SPA I MANICURE DEPILACJA WOSKIEM
Przepraszam.
Urządziłem się. Znalazłeś miejsce?
Pinaty? Żartujesz?
Nie, może być, tak.
Tak czy inaczej, będziemy tam sami? Żadnych gapiów?
Dobrze. To załatwione.
W porządku.
Co tydzień wymieniam połowę wody w akwarium.
Ma się dobrze.
Wiem. Nie przekarmiam.
Dobrze. Do widzenia.
Co ty robisz?
Pani Nguyen.
Może pani wpadać, kiedy chce.
Co to jest?
- Interes na boku. - Myślałam, że jesteś prawnikiem.
Miałem małe kłopoty.
Znowu straciłeś pracę?
Chciała pani coś, pani Nguyen?
Nie chcę tu ludzi kupujących te durne telefony.
Spokojnie, nie będę sprzedawać ich w biurze.
Nie możesz ich tu trzymać.
- Płacę czynsz, mogę robić, co chcę. - To zagrożenie pożarowe.
Długo tu nie pobędą, dobra?
Ja stawiam.
Prepaid na 350 minut.
Nie da się szybko wzbogacić.
Jeszcze pani pokażę.
Lekarze mówią, że twoja gorączka się pogarsza.
Infekcja może cię zabić.
Nawet, jeśli nie...
moja lekarka powtarza, że możesz się nie obudzić.
A jednak...
czekam.
Dorastałem w biedzie.
Mieszkaliśmy na wzgórzach.
Bracia zbudowali dom z tego, co znaleźli.
Z blachy, sklejki.
W czasie deszczu pachniało sianem.
Byliśmy wiecznie głodni.
Mieliśmy drzewo lucumy.
Mizerne. Ledwo żywe.
Moja rodzina dawno temu spisała je na straty.
Nigdy nie owocowało.
W wieku siedmiu lat...
zafiksowałem się na nim.
Podlewałem je.
Dbałem o nie.
Zajęło to dużo czasu.
Ale z pączków wyrosły zielone owoce.
Byłem z siebie dumny.
Nikomu nie powiedziałem.
Zerwałem jeden i skryłem się za chatą.
Zjadłem cały owoc.
Nigdy nie jadłem czegoś tak słodkiego.
Był jak...
karmel.
Z początku sami jedliśmy owoce.
Potem zacząłem sprzedawać je w wiosce.
Pewnego dnia z drzewa zniknęło dużo owoców.
Na wpół zjedzone kawałki były porozrzucane po ziemi.
Pomyślałem, że to pewnie ostronos.
Widziałeś go kiedyś?
Jest wielkości dużego kota.
To oportunista.
Zbudowałem pułapkę... z gałęzi i drutu.
Zwierzę szybko w nią wpadło.
Ostronos tłukł się tak bardzo,
że uciekł z pułapki.
Złamał też nogę.
Próbowałem go złapać,
ale się wyślizgnął.
Uciekł pod dom.
Wiedziałem, że prędzej czy później się pokaże.
Czekałem.
Godzinami.
Do nocy.
Kiedy bracia mnie wołali...
nie odpowiedziałem.
Ani pisnąłem.
Byłem nieruchomy.
W końcu... wyszedł.
Wiedział, że tam jestem,
ale był głodny.
Tym razem....
byłem gotów.
Złapałem go.
Walczył ze mną,
ale byłem silniejszy.
Zabicie go byłoby dla niego łaską.
Zachowałem go.
Żył przez jakiś czas.
Wierzę...
że się obudzisz, Hektorze.
Olbrzymie.
Wariactwo.
Głodny jestem. Oby coś było w kuchni.
Trzeba było jeść w samolocie, idioto.
To bar?
Tak. Ciekawe, co jest w kiju.
Mamy tu pracować. Po co nam bar?
Bo mamy tu pracować.
Dobra, panowie, musimy omówić kilka kwestii.
Do ciebie też mówię.
Kai.
Tutaj, Kai.
Dość!
Dobrze ci płaci, więc masz słuchać.
W dwóch domach znajdują się cztery sypialnie.
Sami ustalcie, kto z kim śpi.
Zakładam, że się przyjaźnicie, a jeśli nie, nie chcę o tym słyszeć.
Kuchnie działają, możecie ugotować, co tylko chcecie.
W lodówkach i szafkach macie podstawowe produkty,
Macie listę zakupów. Zapiszcie, czego potrzebujecie, a my to dostarczymy.
W każdym domu jest telefon.
Łączy się ze mną lub moimi ludźmi. Dzwońcie po wszystko, czego wam trzeba.
Kiedy dotrą dziewczyny?
Wszystko w granicach rozsądku.
Jeszcze jakieś pytania?
Dobrze. Macie czas na relaks i aklimatyzację.
Zaczynacie jutro w nocy.
Michael.
To dobre chłopaki.
Skupią się, kiedy zacznie się praca. Dopilnuję tego.
To, co tu zrobiłeś, jest imponujące.
- Dziękuję, Michaelu. - W porządku.
Daj mi znać, jeśli będzie ci czegoś trzeba.
Oczywiście. Dam znać.
- Cześć, Mike. - Cześć.
Uważaj na tego.
Przybywam w pokoju.
Chcę wam zaproponować układ.
Jaki układ?
Słuchajcie, panowie...
źle zaczęliśmy naszą znajomość.
Zobaczyliście, że sprzedaję towar
i pomyśleliście, że jakiś wieśniak chce szybko sobie zarobić
i aż się prosi, żeby go oskubać. Ale chcę w tym dłużej posiedzieć.
W społeczności jest duży popyt
na bezpieczne, tanie telefony nie do namierzenia. Ja go zaspokoję.
Dobra, prosto z mostu.
Chcę sprzedawać telefony bez obaw, że ktoś mnie obrobi.
Jeśli dacie mi je sprzedawać bez przeszkód, odpalę wam dolę.
Powiedzmy, 100 dolarów za noc sprzedaży?
To kasa za nicnierobienie.
Dlaczego mielibyśmy nie wziąć wszystkiego?
Bo mówię o stałych, solidnych dochodach.
Możecie mnie znowu obrobić, zabrać wszystko, co mam,
ale przestanę sprzedawać i stracicie cenne źródło dochodów.
Dawaj wszystko, co masz. Już.
Próbuję zarobić dla nas wszystkich. Po prostu współpracujcie.
Dawaj.
Gdybyście mogli pomyśleć trochę szerzej...
Za dużo gadasz.
Dobra. Człowiek czynu.
Trzeba było iść na układ.
W życiu nie spotkałem nikogo głupszego.
Nie wiedzieliście, że mam przyjaciół?
I jak ma być? Szybko czy wolno?
Tak czy inaczej, będzie bolało.
Co mówiłeś? Wolno?
Pozwól...
Przepraszamy, dobra? Przykro nam.
Tak. Bardzo wam przykro.
Zostawimy cię w spokoju. Nie będziemy cię zaczepiać.
Teraz łatwo powiedzieć, a jutro?
Przysięgam. Przysięgam na wszystko, na co tylko chcesz.
- Przysięgasz na życie? - Tak, stary.
- Naprawdę? - Tak.
Tak.
Nigdy więcej nie będziesz musiał nas oglądać.
Dacie znać innym, żeby mnie nie ruszać?
Powiemy wszystkim.
Powiemy, by nie zadzierać z kolesiem od telefonów.
Dobra. Załatwione.
Załatwione! Chyba do nich dotarło.
Serio, chłopaki, załatwione.
Jest dobrze. Jasne? Wystarczy.
Doceniam entuzjazm, ale chyba do niego dotarło.
To prawda. Słuchaj, co mówi. Dotarło do mnie.
Dobra, wiesz co, jeśli tak ci zależy,
- to śmiało. - Nie! Proszę!
Nie, proszę.
Nie! Proszę, nie!
To było ostrzeżenie.
Drugiego nie będzie.
Napisy: Katarzyna Błachnio-Sitkiewicz
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.