All language subtitles for tomanagua

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com

- Niech stanie si臋 艣wiat艂o艣膰. - I sta艂a si臋 艣wiat艂o艣膰.

Rany, sp贸jrz tylko.

Tam pracowa艂a twoja mama. Zajmowa艂a si臋 ksi臋gami.

Kij z tym.

Pami臋tasz, jak uciekali艣my z lekcji, wchodzili艣my ty艂em

i m贸wili艣my twoim starym, 偶e mamy okienko?

Algebra z O'Dellem.

Pan O'Dell. Dupek pierwsza klasa.

Twoja mama wiedzia艂a, co robimy,

ale zawsze przerywa艂a prac臋 i dawa艂a mi paczk臋 ciastek.

Przez te twoje ciastka zbankrutowali.

- Jak tam w艂azi艂e艣, gdy by艂e艣 ma艂y? - Stawa艂em na skrzynkach z mlekiem.

No dobra.

Nie, nie, nie.

Cent z Indianinem.

Warty ze trzy dolce.

Wypolerujemy go i zrobimy przekr臋t z monet膮.

- Nie藕le. Zarobimy ze 150 dolc贸w. - 150? Dostali艣my 110 za zwyk艂膮 p贸艂dolar贸wk臋.

To rzadki okaz. Wida膰 go艂ym okiem.

- 300. Lekko. - To lubi臋.

Sk膮d si臋 tam wzi臋艂a ta kolekcja monet?

To d艂uga historia.

Spadajmy st膮d.

- Pryskamy. - Nie. Mo偶e by膰 jeszcze jeden.

No dobra. To gadaj. O co chodzi z tymi monetami?

Mia艂em ze 12 lat. Pracowa艂em na kasie.

Przychodzi go艣膰, kupuje proszek do prania i sze艣ciopak.

P艂aci par臋 dolar贸w i zostawia to.

Gdy tylko to zobaczy艂em, wiedzia艂em, co to jest.

Srebrny Jerzy Waszyngton. M贸wi臋 do taty:

"To rzadka 膰wier膰dolar贸wka. Warta ze cztery dolary".

Ledwo to powiedzia艂em, wylecia艂 za go艣ciem, by j膮 odda膰.

Nie m贸g艂 go znale藕膰, wi臋c przyklei艂 z brzegu kasy,

maj膮c nadziej臋, 偶e go艣膰 wr贸ci, a on mu j膮 odda.

Po tygodniu zacz膮艂 gada膰, 偶e odda j膮 ojcu Mahoneyowi,

wi臋c sprawi艂em, 偶e znikn臋艂a.

I ka偶dego dnia po szkole sprawdza艂em kas臋.

Je艣li co艣 mi wpad艂o w oko, wsadza艂em do pude艂ka na szcz臋艣cie.

I tyle z tego szcz臋艣cia.

- Szkoda, 偶e stracili ten sklep. - W og贸le nie powinni go kupowa膰.

Tato nie nadawa艂 si臋 do tego.

O czym ty m贸wisz? Twoi starzy ci臋偶ko harowali.

No jasne! Wiele godzin przez wiele lat.

- I na nic. - Czy ja wiem?

- Wszyscy klienci go lubili. - Wszyscy go lubili, bo by艂 mi臋kki.

Ka偶dy nier贸b z okolicy wisia艂 mu kas臋.

Wystarczy艂o opowiedzie膰 艂zaw膮 historyjk臋,

by poklepa艂 ci臋 po plecach i da艂 karton mleka.

Mog艂o mu si臋 wie艣膰.

M贸g艂 sprzedawa膰 piwo i fajki dzieciakom ze szko艂y,

ale nie, nie on.

Nie robi艂 tego, co by艂o konieczne.

Sk膮d wiedzia艂e艣, 偶e b臋dzie drugi?

Bankiet si臋 sko艅czy艂.

Uczestnicy zjazdu gadali o sprz臋cie rolniczym

dobre 10 godzin. Teraz b臋d膮 imprezowa膰.

To b臋dzie wielka noc.

- Zbieramy si臋? - Jazda.

.:: GrupaHatak.pl ::. przedstawia:

Better Call Saul [3x08] Slip

Napisy: michnik

Policja plemienna?

By艂em dzi艣 na waszym terenie i znalaz艂em cia艂o.

Przy starym szlaku pocztowym, za znakiem motelu Oasis.

By艂em z wykrywaczem metalu, szuka艂em grot贸w strza艂.

Nie chc臋 podawa膰 nazwiska. Wkroczy艂em bez pozwolenia.

Wy艣lijcie tam kogo艣, zanim zw臋sz膮 je kojoty.

Tutaj zapisa艂em miejsca incydent贸w. Gdzie si臋 wtedy znajdowa艂em.

Ta kolumna to mo偶liwe 藕r贸d艂a. Jak wida膰,

cz臋sto nie by艂em pewien i wpisywa艂em "otoczenie".

Zapisywa艂em te偶 czas oraz dawki leku.

- To imponuj膮ce, Charles. - Sp贸jrz na tendencj臋.

Dzie艅 pierwszy, b贸l na poziomie 8,5.

Dzie艅 trzeci, nie wi臋cej ni偶 5,25.

A teraz wy艂膮cznie 3 i 4.

Potem przedstawi臋 ci 膰wiczenia, kt贸re mog膮 pom贸c jeszcze bardziej.

Zamieniam si臋 w s艂uch.

Co planujesz dalej?

Przy takich post臋pach...

wkr贸tce wr贸c臋 do pracy. Bez 偶adnych przeszk贸d.

A potem chc臋 wr贸ci膰 do s膮du. Od niemal trzech lat nie mia艂em sprawy.

To kolejny krok.

Przywr贸c臋 tu 艣wiat艂o. Chc臋, by w domu rozbrzmiewa艂a muzyka.

Chc臋 zorganizowa膰 kolacj臋.

Albo lepiej. Przyj臋cie.

Chc臋 tu zaprosi膰 setk臋 os贸b. Niech wylewaj膮 si臋 na trawnik.

Katering i bar.

Chc臋, by otaczali mnie przyjaciele i wsp贸艂pracownicy.

To doskona艂e cele.

Nie wierzy艂em, 偶e tak szybko mog臋 tak wiele osi膮gn膮膰.

- Musz臋 ci za to podzi臋kowa膰. - To niezwyk艂e.

Ale Rzymu nie zbudowano w jeden dzie艅. Po艣piech mo偶e by膰 kusz膮cy,

ale musisz da膰 sobie czas.

Rozpocz膮艂e艣 podr贸偶, kt贸ra mo偶e potrwa膰 lata.

Mo偶liwe, ale przyznasz chyba, 偶e ka偶dy przypadek jest inny.

- Oczywi艣cie. - Mo偶e moje leczenie

potrwa kr贸cej ni偶 u innych pacjent贸w.

Ostrzegam ci臋, by艣 nie wymaga艂 od siebie zbyt wiele.

Doceniaj ka偶dy krok naprz贸d, ale dostosuj oczekiwania.

Oczywi艣cie.

Porozmawiajmy o wieczorze, kiedy do mnie zadzwoni艂e艣.

- By艂e艣 zdenerwowany. - To prawda.

Skorzystanie z telefonu musia艂o by膰 trudne.

Musia艂em przej艣膰 10 przecznic do automatu. To by艂o niezwykle niekomfortowe.

- B贸l si臋ga艂 9. - Dlaczego chcia艂e艣 ze mn膮 rozmawia膰?

Dosz艂o do incydentu. Bardzo publicznego.

To by艂o najgorsze do艣wiadczenie w moim 偶yciu.

Udowodniono...

publicznie, ponad wszelk膮 w膮tpliwo艣膰, 偶e mia艂em w pe艂ni na艂adowan膮 bateri臋

niemal przy sk贸rze przez prawie dwie godziny.

I nic nie poczu艂em.

Jak to odebra艂e艣?

Ta przypad艂o艣膰...

jest dla mnie r贸wnie prawdziwa, co to krzes艂o, co ten dom, co ty.

A je艣li tak nie jest?

Je艣li to siedzi w mojej g艂owie?

A je艣li to prawda...

je艣li ta przypad艂o艣膰 nie jest prawdziwa...

co ja narobi艂em?

Wszystko masz rozpisane. Przygotuj si臋 do uj臋cia.

Dobrze to wygl膮da. Wszystko gotowe?

- Ju偶 prawie. - Musz臋 ci to przyzna膰.

Od p贸艂 roku nie mieli艣my takiego ruchu.

- Klienci wspominaj膮 o reklamie? - 呕eby艣 wiedzia艂.

- Doskonale. - Wiem.

Idzie tw贸j partner. Odpicuj go i lecimy z tym.

Pos艂uchaj. Przepraszam. Nie teraz.

Dzwoni艂em do stacji. Nawet dla nich nie pracujesz.

Nie m贸wi艂em, 偶e pracuj臋.

Saul Goodman Productions. Pracujecie z nami

i nie musicie u偶era膰 si臋 z biurokracj膮 w KWBV.

- Wszystkim si臋 zajmujemy. - Przypomnij, ile nas to kosztuje?

Tak jak si臋 umawiali艣my. Pierwsza na m贸j koszt.

Teraz przechodzimy do pakietu Elite. Siedem reklam za jedyne 6500 dolar贸w.

Stacja poda艂a stawk臋 450 od reklamy.

- 450? - To za sam膮 emisj臋.

Zadzwo艅 do nich i zapytaj, ile bior膮 za produkcj臋 siedmiu reklam.

Ale po co nam siedem nowych?

Dlaczego nie mo偶emy zap艂aci膰 stacji za emisj臋 tej, kt贸r膮 mamy?

Bo nie tak si臋 umawiali艣my. Mo偶e od tego zaczniemy?

- Da艂 nam pierwsz膮 za friko. - Wiem.

Co ty na to?

Zap艂acimy ci 450 za t臋, kt贸ra ju偶 polecia艂a,

- a reszt膮 zajmiemy si臋 sami. - Nie chc臋 wdawa膰 si臋 w szczeg贸艂y,

ale ta reklama nie nale偶y do was.

To w艂asno艣膰 Saul Goodman Productions.

Nie s膮dz臋. To nasze twarze.

- I nasz sklep. - I moja reklama.

Bez mojej zgody nie mo偶ecie jej emitowa膰.

Tak to chcesz rozegra膰? 450 ju偶 nieaktualne.

A ta twoja ekipa to banda studenciak贸w.

- Mo偶emy takich zdoby膰. - Owszem.

Nakr臋cimy reklam臋 od nowa i potem j膮 pu艣cimy.

Ludzie, wrzu膰cie na luz.

Gdyby nie ja, nie wpadliby艣cie na reklam臋.

Nie zap艂acimy ci 6500 za co艣, co mo偶emy zrobi膰 sami.

- Jasne? - Serio?

Serio.

A teraz wybacz.

Witam. Pom贸c w czym艣?

- Co? - W艂膮cz kamer臋.

- Przecie偶 nie chc膮... - Cisza. W艂膮cz i skieruj na mnie.

Ch艂opaki, przepraszam.

Chcia艂em si臋 upewni膰. Nie dojdziemy do porozumienia?

Mamy klient贸w. Prosz臋 ci臋, odejd藕. Dzi臋kuj臋.

Powodzenia w przysz艂ych przedsi臋wzi臋ciach.

Id藕. 呕egnam.

Przepraszam za to.

Nic ci nie jest?

Pa艂ka perkusyjna wala艂a si臋 po pod艂odze.

- Niech kto艣 wezwie karetk臋! - Nie, to zb臋dne. Nie potrzebuj臋...

Tak, karetka. To dobry pomys艂.

Macie chyba ubezpieczenie?

Za nasz膮 strategi臋.

- Zdrowie. - Zdrowie.

Nie chc臋 ci臋 pospiesza膰, ale o 14:45 gram w golfa w Four Hills,

wi臋c nie pozw贸l mi si臋 rozgadywa膰.

S艂ysza艂em, 偶e woda bywa zdradliwa na tamtym polu.

Dobrze s艂ysza艂a艣. Nie wiedzia艂em, 偶e grasz.

Tam, gdzie dorasta艂am, nie by艂o zbyt wiele do roboty.

Powinni艣my spotka膰 si臋 w plenerze.

- Kim ma sporo roboty. - A propos...

Musz臋 zapyta膰. M贸j przyjaciel Billy Gatwood

wydobywa rop臋 niedaleko Farwell.

Wpl膮ta艂 si臋 w jakie艣 mi臋dzystanowe szamotaniny

Teksasu z Nowym Meksykiem.

Nic z tego nie rozumiem, on te偶 nie.

Jego prawnik to miejscowy go艣膰 i sprawa go przerasta.

Billy go zwolni艂, ale teraz nie wie,

czy ma si臋 zesra膰, czy osiwie膰.

Wybacz j臋zyk.

Powiedzia艂em mu o pracy, jak膮 dla nas wykonujesz.

Ch臋tnie si臋 z tob膮 spotka.

To mi pochlebia.

Pami臋taj, 偶e Kim ma pe艂ne r臋ce roboty z Utah i Kolorado.

Pokaza艂a, 偶e radzi sobie ze wszystkim, co na ni膮 zrzucimy.

Twoja wiara we mnie...

wiele znaczy.

Ale gdy zaczynali艣my wsp贸艂prac臋, obieca艂am, 偶e skupi臋 si臋 na Mesa Verde.

M贸wi艂am powa偶nie.

- Jasne, ale musz臋... - Czo艂em!

Rozpozna艂em znajome twarze.

- Howard. - Kim... sied藕. Nalegam.

Jak zawsze mi艂o was widzie膰.

- Wzajemnie. Co u ciebie? - Fantastycznie. Dzi臋kuj臋.

Jak tam rozw贸j?

Widzia艂em, 偶e uda艂o wam si臋 za艂atwi膰 zgod臋 na czas.

Owszem. Zas艂uga panny Wexler.

Kim jest najlepsza. Macie szcz臋艣cie.

W rzeczy samej.

A jeszcze wczoraj segregowa艂a u nas dokumenty.

Mi艂o widzie膰, gdy protegowana rozwija skrzyd艂a i opuszcza gniazdo.

Nie przeszkadzam. 呕ycz臋 powodzenia.

Wzajemnie.

Ciesz臋 si臋, 偶e mamy ci臋 na wy艂膮czno艣膰, ale Billy potrzebuje tylko konsultacji...

Przepraszam na chwil臋.

Jasne.

Pr贸bowa艂em 艂ososia i filet. Przegrzebki te偶 s膮 fantastyczne.

Howard, siadaj. Nalegam. Przepraszam, 偶e przeszkadzam.

Musz臋 tylko mu co艣 da膰.

To Kim Wexler, by艂a pracownica naszej firmy.

- To zesp贸艂 z O'Malley Industries. - Oczywi艣cie. Pami臋tam Lauren.

Mi艂o ci臋 widzie膰.

To Jack Sweet, dyrektor finansowy.

- Witam. - Mi艂o mi.

Was te偶 mi艂o widzie膰, Henry, Nick.

- Marie Austin. Mi艂o mi. - Mnie r贸wnie偶.

Mi艂o widzie膰 was wszystkich. Udanego lunchu.

Przepraszam za to.

Nie szkodzi.

Je艣li dasz mi numer pana Gatwooda, ch臋tnie z nim porozmawiam.

艢wietnie.

Gdy zorientuj臋 si臋 w sytuacji,

dam mu namiary na firm臋, kt贸ra si臋 nim zajmie.

Zostawiam to w twoich r臋kach.

艢wietnie. A teraz Utah.

Wymagania s膮 bardzo podobne

- do tych w Arizonie. - Dobrze.

Raz jeszcze dzi臋kuj臋. Dam zna膰 Billy'emu

- i um贸wimy si臋 te偶 na golfa. - Pasuje.

- Do zobaczenia. - Cze艣膰.

- Co to ma by膰? - S膮dz臋, 偶e nie musz臋 wyja艣nia膰.

By艂e艣 bardzo hojny, gdy odesz艂am z HHM,

ale nie pasuje mi, 偶e sp艂aci艂e艣 m贸j kredyt studencki.

- Wtedy ci pasowa艂o. - Doceniam gest,

ale teraz mnie na to sta膰

- i chc臋 ci臋 sp艂aci膰. - Doceniasz gest?

- Owszem. - Wiesz, co tu robi臋?

Zgadnij.

Ograniczam straty.

Trzy posi艂ki dziennie od dw贸ch tygodni ze wszystkimi klientami.

Zapieprzam jak osio艂, ratuj膮c reputacj臋 firmy

po akcji twojej i Jimmy'ego.

Zrobi艂am, co w mojej mocy, by broni膰 klienta.

- Tak to nazywasz? - Na tym polega ta praca.

Mi艂o by艂o ignorowa膰 chorob臋 Chucka, kiedy ci to akurat pasowa艂o.

Wyci膮gam ci臋 z dzia艂u pocztowego, op艂acam szko艂臋, nauczam,

po czym mnie zdradzasz, a to wszystko moja wina?

Nie wyp艂ac臋 tego.

Wybaczam ci tw贸j d艂ug.

Ale ze wszystkim innym musisz jako艣 偶y膰.

Jimmy i ja jedynie na艣wietlili艣my sytuacj臋.

A je艣li ukrywasz to przed klientami?

C贸偶, ty musisz z tym 偶y膰.

Jeste艣 wcze艣nie.

Pomy艣la艂em, 偶e zajm臋 si臋 fakturami.

Mi艂o, 偶e interesujesz si臋 zak艂adem.

Popracuj臋 nad continentalem.

We藕 z艂ot膮 farb臋 i pom贸偶 mi.

Ju偶 id臋.

Niebieska koszula.

呕贸艂ta 艣ciana.

Srebrne drzwi.

Bia艂y znak.

Czerwony pieprz.

Fioletowy sweter.

Br膮zowe drewno.

Czarna mata.

呕贸艂te banany.

Zielone winogrona.

Pomara艅czowe... pomara艅cze.

Przepraszam. Gdzie znajd臋 mleko sojowe?

Po lewej, za lod贸wkami.

MLEKO SOJOWE

Bia艂y sufit.

Zielony koszyk.

Szara pod艂oga.

Wszystko gotowe?

Kurier w drodze?

- B臋dzie za 20 minut. - Bomba.

Musz膮 mie膰 to w Gatwood Oil przed ko艅cem dnia.

Co tam?

Nowa gitara.

Popatrz tylko.

- To dopiero co艣. - Sprzeda艂em reszt臋 reklam.

- Pewnie ci ul偶y艂o. - Mieli olbrzymi odzew.

Byli pod takim wra偶eniem, 偶e dorzucili to cacko.

Podpisana przez Ritchiego Blackmore'a.

Le偶enie na pod艂odze pomaga ci w grze?

- Upad艂em. - Co?

Podczas kr臋cenia. Wypadki si臋 zdarzaj膮.

To d艂uga historia.

Ale w efekcie... jestem gitar臋 do przodu.

- Kiedy to si臋 sta艂o? - Wczoraj.

- Przecie偶 widzia艂am ci臋 wczoraj. - To by艂 wtorek.

Wpad艂a艣 po czyste ciuchy.

By艂e艣 u lekarza?

To nic powa偶nego.

Musz臋 odpoczywa膰 i nic mi nie b臋dzie.

Sp贸jrz na biurko. Mam co艣 dla ciebie.

Dok艂adnie. Otw贸rz.

Moja po艂owa. Starczy na sze艣膰 tygodni.

- Mamy ten temat z g艂owy. - Jimmy, nie...

Bierz i jeste艣my kwita.

Przepraszam.

Plecy mnie cholernie bol膮.

A ludzie s膮 do dupy.

Nie musisz si臋 tak m臋czy膰.

Mo偶esz odpocz膮膰. Niech plecy dojd膮 do siebie.

Potem zajmiesz si臋 pracami spo艂ecznymi.

Odsapnij. Zaplanuj kolejny krok.

- To znaczy? - M贸wi臋 tylko...

偶e mog臋 pokrywa膰 na razie wydatki.

- Masz pieni膮dze w d艂oni. - Wiem...

- Dlaczego o tym gadamy? - Przeliczy艂am to i mog臋 poci膮gn膮膰 nas sama.

Nie w niesko艅czono艣膰, ale dop贸ki nie dojdziesz do siebie.

Dzi臋kuj臋, ale nie.

Zrobi臋, co b臋dzie trzeba, by sp艂aci膰 swoj膮 cz臋艣膰.

Ty zajmij si臋 swoj膮. Koniec pie艣ni.

Wierzysz mi?

Tak.

Wracaj do zdrowia.

Ju偶 za p贸藕no, by odwo艂a膰 kuriera?

Mog臋 zadzwoni膰. Zmieni膰 termin?

Nie, anuluj.

I po艂膮cz mnie z Billym Gatwoodem.

- Jasne. - Dzi臋ki.

Billy Gatwood na linii.

艢wietnie. Po艂膮cz go.

Pan Gatwood? Kim Wexler.

Przegl膮da艂am dokumenty

i my艣la艂am, 偶e by skierowa膰 pana do znajomego,

ale chyba sama znajd臋 rozwi膮zanie.

Ma pan czas w tym tygodniu, by to przedyskutowa膰?

C贸偶 za niespodzianka.

Puka艂em, ale nie by艂o odzewu. My艣la艂em, 偶e 艣pisz.

Uzna艂em, 偶e zaczekam...

- Czy to zakupy? - Owszem.

Uda艂em si臋 na spacer.

- 艢wietnie. - Zapraszam.

Dzi臋kuj臋.

Czemu zawdzi臋czam t臋 przyjemno艣膰?

To niestety nie jest wizyta towarzyska.

- Musimy om贸wi膰 pewn膮 kwesti臋. - To znaczy?

Chodzi o twoje ubezpieczenie od zaniedba艅.

Usi膮d藕my.

PRZEPRASZAMY AWARIA KLIMATYZACJI

Gra.

Spoko.

Na razie, Nacho.

Co?

Ten wygl膮da dziwnie.

Dawaj go tu.

Podr贸bka?

Nie, wszystko gra.

Przepraszam.

Niczego nie brakuje.

Zaj膮艂em si臋 problemem przy Pi膮tej. Ta ekipa nie b臋dzie si臋 miesza膰...

Pro艣ba. Stul pysk.

Gra.

Do przysz艂ego tygodnia.

Jeszcze jedno espresso?

呕wawo.

- Przepraszam. - Co jest?

Chodzi o moj膮 c贸r臋. Dzwoni艂a jej matka.

- Nie mo偶esz gada膰 przez telefon. - Wiem, ale ma艂a jest chora.

Z艂apa艂a zapalenie p艂uc.

Jest w szpitalu. Mog臋 i艣膰?

- Jasne, ale nie wpisz臋 ci godzin. - P贸jd臋 i zaraz wr贸c臋.

Musz臋 w tym tygodniu wyrobi膰 godziny.

- S臋dzia tak powiedzia艂. - S臋dzia?

To chyba masz problem.

Chcesz si臋 st膮d zawin膮膰?

- Ile to dla ciebie warte? - Co?

By st膮d prysn膮膰.

- Ile? - Id藕 w choler臋.

Chcesz sprzeda膰 towar?

Ziomu艣, chc臋 zobaczy膰 si臋 z chorym dzieckiem.

Sprzedajesz co艣, czego nie powiniene艣 mie膰, komu艣, kto nie powinien tego kupi膰.

Nie oceniam.

Ka偶dy jako艣 zarabia. Twoja fucha...

- rymuje si臋 z "kiler egzotyk贸w". - Pod przykrywk膮 robisz?

Mog臋 ci臋 st膮d wyci膮gn膮膰 i pom贸c ci wyrobi膰 godziny.

- Jak tego dokonasz? - Ja b臋d臋 si臋 tym martwi膰.

- Siedem st贸w i ci臋 nie ma. - Nie mam takiej kasy.

W skarpecie masz dobre dwa ko艂a.

700 i wyci膮gniesz mnie st膮d?

Spoko.

Je艣li dasz rad臋, kasa twoja.

Zbieraj 艣mieci.

Co to ma by膰?

Odpoczywam. Nadwyr臋偶y艂em plecy.

- Wstawaj. - Nie. Plecy mnie bol膮.

Jak chcesz. Nie wpisz臋 ci godzin.

- Jestem pewien, 偶e wpiszesz. - Tak?

- Jak to wykombinowa艂e艣? - Inaczej ci臋 pozw臋.

Nie chc臋 psu膰 pi臋knej wizji, ale podpisa艂e艣 zrzeczenie si臋.

To by艂a umowa z miastem, a ja nie pozywam miasta.

Pozw臋 ciebie. Osobi艣cie!

Nie mo偶esz.

Kole偶ko...

to kraj wolnych ludzi i ojczyzna pozw贸w...

Jasne, 偶e mog臋. I wiesz co?

Wezm臋 te偶 tego go艣cia i z艂o偶ymy pozew zbiorowy.

Co on ma do tego?

艢wiadomie odm贸wi艂e艣 mu wizyty u dziecka w szpitalu.

To celowe zadawanie b贸lu emocjonalnego.

- To... ob艂臋d. - Ob艂臋d dopiero si臋 zacznie.

Pozw臋 ci臋 za niezatwierdzenie godzin prac spo艂ecznych.

To pogwa艂cenie twoich obowi膮zk贸w jako urz臋dnika stanu Nowy Meksyk.

Wykonuj臋 swoj膮 prac臋...

A dla jaj dorzuc臋 jeszcze zignorowanie uszczerbku na zdrowiu

powsta艂ego na twojej warcie.

- Uszczerbku? - Moje plecy.

Pierdolisz.

- Zrzek艂e艣 si臋... - Ten papier to piku艣.

W post臋powaniu cywilnym to jedynie pierd na wietrze.

Nie wygrasz.

Mo偶e tak, mo偶e nie.

By si臋 przekona膰, trzeba wykona膰 obliczenia.

Prawnik policzy ci臋 90 dolar贸w za godzin臋.

Proces potrwa co najmniej od 8 do 12 miesi臋cy.

- Sam si臋 b臋d臋 reprezentowa艂. - 艢mia艂o!

Masz samoch贸d? Dom? Emerytur臋? Po偶egnaj si臋.

Tu mo偶esz sobie zgrywa膰 kr贸la Chuja-Muja,

ale w s膮dzie b臋dziesz jednym z szaraczk贸w.

S臋dzia i ja ch臋tnie sp臋dzimy na sali kolejne pi臋膰 lat.

Ale dla ciebie to zbyt drogie. O wiele za drogie.

To jak trzecia hipoteka. Dlatego oferuj臋 ci proste wyj艣cie.

Mo偶esz wr贸ci膰 do 偶ony

i wyja艣ni膰 jej, jak straci艂e艣 prac臋,

emerytur臋 i resztki reputacji na swojej kr臋gielni,

albo mo偶esz pozwoli膰 koledze odwiedzi膰 c贸rk臋 w szpitalu,

a mi odpocz膮膰 na u艣wi臋conej, wolnej od 艣mieci ziemi.

I zatwierdzisz nam godziny.

Dobra.

艁ajza.

Id藕!

Spadaj st膮d.

Odstawi艂e艣 numer jak jaki艣 Jedi!

Najlepiej wydane siedem st贸w.

Prosz臋.

Zawijam.

Ju偶 jad臋.

Mam problem, z kt贸rym mo偶esz mi pom贸c.

Mam got贸wk臋, kt贸rej nie mog臋 wyda膰.

Oko艂o 200 000.

Je艣li co艣 mi si臋 stanie, moja rodzina ich nie zobaczy.

Otworzy艂e艣 to miejsce, by rozwi膮za膰 podobny problem.

S膮dzisz, 偶e to rozwi膮zanie mog臋 zastosowa膰 w twoim przypadku.

W ramach jednorazowej umowy.

Publiczna wsp贸艂praca by艂aby nierozs膮dna,

nie s膮dzisz?

Przez Salamanki.

Gdyby to zauwa偶yli,

obaj ponie艣liby艣my konsekwencje.

My艣la艂em o transakcji na papierze.

Ten sam problem.

Mo偶e jest pewien spos贸b.

O nieco wi臋kszym stopniu...

trudno艣ci.

Ale dam rad臋 to zorganizowa膰.

Czy 20% zniweluje te trudno艣ci?

Nie m贸g艂bym zabra膰 pieni臋dzy twojej rodzinie.

Or艂a w sklepie wywin膮艂: michnik

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.