Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com
.:: GrupaHatak.pl ::. przedstawia:
Better Call Saul [S03E03] "Sunk Costs"
Napisy: michnik
Mog臋 za艂o偶y膰, 偶e jeste艣 uzbrojony?
Tak.
Nie chc臋 widzie膰 twojej broni.
Je艣li jej nie zobacz臋, ty nie zobaczysz mojej.
- Doszli艣my do porozumienia? - Tak.
Zaraz pojawi膮 si臋 dwa samochody.
Zechcesz to rozwin膮膰?
艢mier膰 Hectora Salamanki nie le偶y w moim interesie...
- na razie. - Kim on dla ciebie jest?
Wsp贸艂pracownikiem wsp贸艂pracownika.
- Bardzo konkretnie. - A kim jest dla ciebie?
Mieli艣my drobne nieporozumienie. Grozi艂 mojej rodzinie.
- Nie mog臋 tego tak zostawi膰. - Ale ju偶 zostawi艂e艣.
Wzi膮艂e艣 jego pieni膮dze. Twojej rodzinie nic nie grozi艂o.
A mimo to okrad艂e艣 jego ci臋偶ar贸wk臋.
Czy to nie powinno wyr贸wna膰 rachunk贸w?
Wi臋kszo艣膰 by ju偶 odpu艣ci艂a, jednak ty...
usi艂owa艂e艣 go zabi膰. Dlaczego?
Rozumiem, 偶e jaki艣 cywil znalaz艂 kierowc臋
po tym, jak okrad艂e艣 ci臋偶ar贸wk臋.
Hector zabi艂 tego cywila, zgadza si臋?
On nie by艂 w to zamieszany.
Nie mog臋 pozwoli膰 ci zabi膰 Hectora.
Aczkolwiek nie jest mi obce twoje...
poczucie sprawiedliwo艣ci.
Wyrz膮dzi艂e艣 Hectorowi krzywd臋, okradaj膮c t臋 ci臋偶ar贸wk臋.
Odczu艂 to jego interes oraz jego duma.
To by艂o skuteczne.
Je艣li zechcesz raz jeszcze wyrz膮dzi膰 mu tak膮 krzywd臋,
nie b臋d臋 wchodzi膰 ci w drog臋.
- Chcesz, bym okrad艂 kolejn膮 ci臋偶ar贸wk臋. - Je艣li zechcesz.
Sko艅czy艂em z tym.
Zatem nasze interesy dobieg艂y ko艅ca.
- To tyle? - Dok艂adnie.
Koniec z nadajnikami
i twoimi przydupasami, 艣ledz膮cymi moje ruchy?
- Tak po prostu? - Tak po prostu.
Oczywi艣cie...
wierz臋, 偶e sko艅czy艂e艣 ju偶 z Hectorem Salamanc膮?
呕egnam, panie Ehrmantraut.
Zaczekaj.
Chcesz, bym skroi艂 mu ci臋偶ar贸wk臋, bo chcesz zak艂贸ci膰 jego dostawy.
Hector to twoja konkurencja.
Dlaczego pytasz?
Bo nie sko艅czy艂em z Hectorem Salamanc膮.
Biuro Jimmy'ego McGilla. W czym mog臋 pom贸c?
- To ja. - Cze艣膰, Jimmy.
Co艣 mi wypad艂o i musisz prze艂o偶y膰 moje jutrzejsze spotkania.
Jasne.
- Na kiedy je prze艂o偶y膰? - Pogadamy o tym jutro.
Pewnie.
I zr贸b co艣 dla mnie. Powiedz Kim, 偶e nie wr贸c臋 na noc.
Jasna sprawa.
- To wszystko. - Udanej nocy!
Mo偶esz zaczeka膰 w 艣rodku.
Nie chcesz tego s艂ucha膰, ale tak b臋dzie najlepiej.
Prosz臋, Jimmy...
Cokolwiek o mnie my艣lisz,
jakkolwiek mnie teraz w my艣lach nazywasz,
zrozum, 偶e chc臋 ci pom贸c.
Oto, co si臋 stanie.
Policja ci臋 aresztuje
i przykro mi, ale ja wnios臋 zarzuty.
M贸wi艂em, 偶e poniesiesz konsekwencje.
Chc臋 jednak wierzy膰,
偶e zmierzysz si臋 z nimi i staniesz si臋 lepszym cz艂owiekiem.
Teraz tego nie dostrzegasz, ale to dla ciebie szansa.
Dlatego w艂a艣nie to robi臋.
Nie chc臋 ci臋 ukara膰,
a jedynie pokaza膰 ci,
偶e musisz si臋 zmieni膰, zanim b臋dzie za p贸藕no.
Zanim zniszczysz siebie lub kogo艣 innego.
Wierz臋, 偶e mo偶esz si臋 zmieni膰. Znajdziesz swoj膮 艣cie偶k臋.
A kiedy b臋dziesz gotowy,
pomog臋 ci ni膮 kroczy膰.
Oto, co si臋 stanie.
Pewnego dnia 藕le si臋 poczujesz. Ponownie.
Jeden z pracownik贸w znajdzie ci臋 owini臋tego w foli臋.
Zabior膮 ci臋 do szpitala,
pod艂膮cz膮 ci臋 do tych maszyn, kt贸re piszcz膮, brz臋cz膮 i zadaj膮 b贸l.
Tym razem tego nie zniesiesz.
Umrzesz tam.
Samotnie.
Moja gablota.
Prosz臋 zostawi膰 wszystkie rzeczy osobiste.
Pasek, krawat, telefon, bi偶uteria, portfel.
Skarpety i buty prosz臋 w艂o偶y膰 do worka.
Prosz臋 to za艂o偶y膰.
Prosz臋 za mn膮.
Obr贸t w prawo.
Obr贸t w lewo.
Przodem do mnie.
Lewa d艂o艅.
- Prawa d艂o艅. - Ja pierdykam.
My艣la艂em, 偶e mnie wkr臋caj膮.
Nawet wielcy upadaj膮. Co si臋 sta艂o?
- Problemy rodzinne. - Masz 偶on臋?
Nie. Sprzeczka z bratem.
Z tym wa偶niakiem? Nie dziwi臋 ci si臋.
- Kto ci臋 reprezentuje? - Sam si臋 b臋d臋 reprezentowa艂.
- Prosz臋 podpisa膰 tutaj. - Kretyn z ciebie.
Wiedzia艂em to ju偶, gdy zostawi艂e艣 fuch臋 w Davis & Main.
T臋dy.
A propos...
- Szukaj膮 tam mo偶e zast臋pstwa? - R臋ce przed siebie.
- Co u Omara? - Szukasz nowej posady?
I mia艂bym zostawi膰 ca艂y ten splendor?
Kto we藕mie t臋 spraw臋?
Zale偶y, kto b臋dzie dost臋pny.
- Twarz膮 do mnie. - Mo偶e ty?
Prosz臋 przeczesa膰 w艂osy.
Nie chcesz mi dowali膰 za dawne dzieje?
Mo偶e uda mi si臋 co艣 poczarowa膰,
ale mam za ma艂o zer, by podejmowa膰 takie decyzje.
Tak? Od kiedy ci tu p艂ac膮?
Prosz臋 usi膮艣膰.
- Musz臋 lecie膰. - Lewa r臋ka.
Musia艂em zobaczy膰 to na w艂asne oczy...
Jimmy McGill w areszcie razem z ca艂膮 ho艂ot膮.
Ciesz臋 si臋, 偶e sprawi艂em ci rado艣膰.
Mo偶e uda mi si臋 przesun膮膰 pierwsz膮 rozpraw臋.
Dzi臋kuj臋.
Ju偶 p贸藕no. Mo偶liwe, 偶e zostaniesz tu na noc.
- Dasz sobie rad臋? - Lepsze to ni偶 zaplecze salonu pi臋kno艣ci.
Nie w膮tpi臋, przyjacielu.
Wybierz najwi臋kszego typa i uderz go z ca艂ej si艂y.
- Poka偶 przewag臋. - Jasne. Zapami臋ta艂em.
Bo chyba umiesz uderza膰?
Jasne. 呕egnam.
- Mo偶emy pogada膰? - Jasne.
- Co si臋 dzieje? - Pan McGill mnie zwolni艂.
- Co si臋 sta艂o? - Nie...
To niewa偶ne.
Z Jimmym wszystko w porz膮dku? Czuj臋, 偶e to moja wina.
- Nie chcia艂em, by tak wysz艂o. - Co si臋 sta艂o z Jimmym?
McGill?
Twoja kolej.
Sprawa CR-2003113081.
- James McGill. - Tak, wysoki s膮dzie.
Nie przywyk艂am do ogl膮dania pana w tych okoliczno艣ciach.
Te偶 nie chc臋 by膰 tak widziany.
Mia艂 pan dzie艅 pe艂en przyg贸d.
Zosta艂 pan oskar偶ony o w艂amanie, przest臋pstwo 4. stopnia,
za kt贸re to grozi 18 miesi臋cy wi臋zienia oraz 5000 grzywny.
Mamy te偶 wykroczenie, napa艣膰.
Kara to p贸艂 roku wi臋zienia oraz 500 dolar贸w grzywny.
A tak偶e uszkodzenie mienia, r贸wnie偶 wykroczenie,
za kt贸re grozi p贸艂 roku oraz 500 dolar贸w grzywny.
Ofiara to...
pa艅ski brat, Charles? Powa偶nie?
Zak艂adam, 偶e chce pan przedstawi膰 swoje stanowisko.
Tak, wysoki s膮dzie. Nie przyznaj臋 si臋 do winy.
S膮d przyjmuje stanowisko pozwanego.
- Czy ma pan swojego obro艅c臋? - Tak.
Wysoki s膮dzie, Kim Wexler. B臋d臋 reprezentowa膰 pana McGilla.
W sam膮 por臋.
Wpiszmy pani膮 Wexler jako obro艅c臋...
Wysoki s膮dzie, je艣li mog臋, sam b臋d臋 siebie reprezentowa膰.
Odradzam to, panie McGill.
Wie pan, co m贸wi膮 o takich ludziach.
Owszem, ale broni艂em wiele os贸b...
Wysoki s膮dzie, mog臋 porozmawia膰 z klientem?
To nie jest pani klient.
Panie McGill, czy chce pan om贸wi膰 to z... potencjalnym obro艅c膮?
Nie, wysoki s膮dzie. Nie trzeba.
- Sam si臋 b臋d臋 broni艂. - Wysoki s膮dzie...
To nie pani klient. Przykro mi, przechodzimy dalej.
- Wyja艣nicie to w swoim czasie. - Przepraszam. Mia艂em zadzwoni膰,
ale uzna艂em, 偶e powiem ci osobi艣cie.
Panie McGill.
Odno艣nie kaucji.
Nie ma pan 偶adnych wykrocze艅 oraz zaleg艂ych nakaz贸w.
Gdzie pan obecnie praktykuje prawo?
- Dawno pana nie widzia艂am. - Prawo os贸b starszych.
Szlachetnie.
Licz臋, 偶e wkr贸tce pan do tego wr贸ci.
Bior膮c pod uwag臋 s艂u偶b臋 spo艂ecze艅stwu,
nie odm贸wi臋 panu kaucji. Ustalam jej wysoko艣膰 na 2500 dolar贸w.
Zjeba艂em spraw臋.
Chuck zn贸w zrobi艂 mnie w bambuko.
Dopilnowa艂, by Ernie us艂ysza艂 t臋 ta艣m臋.
Bo wiedzia艂, 偶e Ernie mi o tym powie,
a ja przyjd臋, by j膮 zniszczy膰 czy tam ukra艣膰.
By艂 tam z Howardem i prywatnym detektywem.
Tylko czekali na mnie, a偶 mi odwali i tam wparuj臋.
Chuck pocisn膮艂 mnie bez myd艂a!
A ja sam si臋 wypi膮艂em!
Kretyn ze mnie.
Przepraszam.
Nie zadzwoni艂em do ciebie,
co by艂o g艂upie. Za to te偶 przepraszam.
Ale mia艂em sw贸j pow贸d. To ja da艂em dupy.
Tylko ja.
I ja to musz臋 naprawi膰. Wiem, 偶e chcesz mi pom贸c.
Bo taka cudowna z ciebie osoba.
Ale masz sporo roboty z Mesa Verde i nie b臋d臋 ci jeszcze dok艂ada艂.
Zbyt ci臋偶ko pracowali艣my, by teraz durna zemsta Chucka
mia艂a temu wszystkiemu zagrozi膰!
Nie pozwol臋 mu narazi膰 naszej firmy!
Nie! Naprawi臋 to. Ja sam. Jimmy McGill.
Musisz pozwoli膰 mi zrobi膰 to po swojemu.
Dzi臋kuj臋.
Doko艅czy艂am to.
W sensie kraw臋dzie.
Odrobin臋.
Mo偶e by膰?
Jasne.
艁adnie wygl膮da.
- Mo偶esz podrzuci膰 mnie do samochodu? - Jasne. 呕aden problem.
Dla twojej informacji,
to nie jest u nas normalna sytuacja.
Wcale tak nie my艣la艂am.
Dobrze.
Bardzo dobrze.
- Od jak dawna ma gor膮czk臋? - Od trzech dni.
Dobrze. Z sercem i p艂ucami w porz膮dku.
Gard艂o nie jest zaczerwienione.
To raczej nie angina.
Je艣li 艂adnie zapytasz mamy,
mo偶e pozwoli ci to zje艣膰.
W porz膮dku. Pa.
Co zosta艂o?
Skurcze 偶o艂膮dka, zapalenie zatok i prawdopodobnie skr臋cona kostka.
A co z tym gringo?
Zemsta.
Przyjm臋 go.
Panie Clark? Lekarz pana przyjmie.
W czym mog臋 pom贸c, panie Clark?
S膮dz臋, 偶e wsp贸lny znajomy ju偶 do pana dzwoni艂.
Powiedzia艂 co, ale nie powiedzia艂 ile.
Potrzebuj臋 paczki. Tej wielko艣ci.
A ile to b臋dzie w gramach?
Bo ja wiem? Tyle.
- Kto艣 tu siedzia艂? - Nie.
- Jak by艂o? - Ale o czym m贸wisz?
O nocy w areszcie.
Spotka艂em kilku klient贸w.
Chcesz?
Ta ca艂a sprawa to wielkie nieporozumienie.
Nie ma opcji, by dosz艂o do procesu.
Komu to potrzebne? Nie mnie.
Ktokolwiek trafi na t臋 spraw臋, szykuje mu si臋 szybkie zako艅czenie.
W gr臋 wchodzi przest臋pstwo.
To zwyk艂a... 艢mia艂o. To zwyk艂a przesada.
Bez urazy.
Ch臋tnie sobie porozmawiam i jestem got贸w i艣膰 na ugod臋.
Taki ze mnie Monty Hall.
- Liczysz na ugod臋, Monty? - Je艣li dadz膮 dobr膮 ofert臋.
Nie jestem doskona艂y. Pope艂niam b艂臋dy.
Jestem got贸w przyzna膰 si臋 do nich,
o ile b臋dzie to satysfakcjonuj膮ce zar贸wno dla mnie, jak i dla pa艅stwa.
Powodzenia.
W sensie "偶ycz臋 ci jak najlepiej" czy "przyjmuj臋 twoje wyzwanie"?
呕ycz臋 ci jak najlepiej.
Je艣li dobrze to rozegrasz, mog膮 p贸j艣膰 ci na r臋k臋.
"Mog膮"? Ty nie?
M贸wisz o swojej sprawie? Nie, to nie ja.
Nigdy nie masz szcz臋艣cia.
- Z艂y czas? - Nie, konflikt interes贸w.
- Dlaczego? - Mog艂em si臋 tego spodziewa膰.
Za cz臋sto robili艣my razem przekr臋ty.
Nie by艂o opcji, by szef mi to da艂.
- Ale chyba nie dosta艂 tego Ericsen? - Odpad艂o ca艂e biuro z Albuquerque.
Wszyscy ci臋 znamy.
- Kto w takim razie? - Nie wiem.
艢ci膮gaj膮 kogo艣 z Belen.
Hay?
Co艣tam Hay, chyba.
Szef okre艣li艂 j膮 "ostra, ale sprawiedliwa".
Musz臋 lecie膰.
Powodzenia.
- Burger ci stygnie. - Chcesz go?
Za du偶o t艂uszcz贸w nienasyconych.
Te s膮 najlepsze.
Pozwolili ci zatrzyma膰 w贸z?
- Co? - Davis & Main.
- Zostawili ci t臋 niemieck膮 fur臋? - Nie.
Do bani.
Pani Hay?
- Pan McGill? - Chuck.
- Prosz臋 podej艣膰 do drzwi. - Kazali mi zostawi膰 rzeczy w skrzynce.
Tak. Wszystko, co ma bateri臋.
Czy tw贸j brat mia艂 klucze do domu?
Owszem, przed ostatnimi problemami. Przynosi艂 mi zakupy i inne drobiazgi.
Ale pok艂贸cili艣my si臋. Teraz robi to pracownik.
Zabra艂e艣 bratu klucz, kiedy zatrudni艂e艣 pracownika?
Zmieni艂em zamki.
Wr贸膰my do konfrontacji,
bym mia艂a jasny obraz. Uderzy艂 ci臋?
Nie, nic takiego. Przypar艂 mnie do szafy.
- Mia艂 bro艅? - Jak ju偶 wspomnia艂em,
u偶y艂 pogrzebacza, by w艂ama膰 si臋 do biurka.
Ale nie u偶y艂 go wobec mnie.
Czy czu艂e艣 si臋 zagro偶ony?
O moim bratu mo偶na wiele powiedzie膰, ale nawet on ma granice.
I wyst膮pisz w roli 艣wiadka, mimo 偶e nale偶y do rodziny?
Niestety tak.
Je艣li mamy kontynuowa膰, potrzebuj臋 zezna艅 pod przysi臋g膮.
By艂am ju偶 w sytuacji, kiedy to cz艂onkowie rodziny
byli ostatecznie niech臋tni do wsp贸艂pracy.
Tak si臋 nie stanie.
Ciekawi mnie twoja strategia.
Jako urz臋dnicy s膮dowi nie mo偶emy by膰 pob艂a偶liwi.
Nie zamierzam traktowa膰 twojego brata 艂agodnie,
- bo jest prawnikiem. - Oczywi艣cie.
Ko艣ci膮 niezgody b臋dzie przest臋pstwo, w艂amanie.
Tw贸j brat b臋dzie chcia艂 przyzna膰 si臋 do wykrocze艅,
ale ja nie odpuszcz臋 przest臋pstwa.
Co oznacza, 偶e sprawa mo偶e trafi膰 do s膮du.
Chc臋 zadba膰 o tw贸j komfort i samopoczucie.
Czy przy twojej przypad艂o艣ci dasz rad臋 pojawi膰 si臋 w s膮dzie?
Osobi艣cie?
Doceniam, 偶e dzi艣 mnie odwiedzi艂a艣,
ale bez obaw. Mog臋 przebywa膰 na zewn膮trz
przez kr贸tki czas przy kilku udogodnieniach.
Nie zak艂贸ci to pracy s膮du.
Zabieram si臋 do pracy.
Chyba 偶e jest co艣 jeszcze.
Tak sobie my艣l臋.
- Jimmy ma dobre serce. - Nie w膮tpi臋.
Nie chc臋 go usprawiedliwia膰, ale to m贸j brat.
I wiem...
Bywa emocjonalny. Wychodzi z siebie.
Rozumiem, ale tu chodzi o co艣 wi臋cej.
Nie zamierzam go broni膰.
Jednak zastanawiam si臋, czy nie ma lepszego rozwi膮zania.
Dla wszystkich.
Co my艣lisz?
Mo偶e my艣liwi?
Mo偶e...
My艣liwi.
Chyba co艣 mamy.
Na kolana!
Jezu. Ile to ma lat?
Znalaz艂em w schowku.
Strzelam, 偶e to z czas贸w, kiedy mia艂em jednakowe drzwi.
Dosta艂em dzi艣 ofert臋.
- No i? - Nie na to liczy艂em.
W sensie, 偶e jest 藕le?
To... co艣 innego.
- Proponuje mi program nadzoru. - Powa偶nie?
Nadz贸r?
艢wietnie.
- Najlepsze, co mog艂em dosta膰. - W艂a艣nie.
- Do czego masz si臋 przyzna膰? - Do wszystkiego. 艁膮cznie z w艂amaniem.
Napa艣膰 i uszkodzenie mienia.
Nie tkn膮艂em go, ale dorzucili mi napa艣膰.
Mog艂o by膰 gorzej.
Je艣li nic z tym nie zrobi膮, to bez znaczenia.
Dasz rad臋 by膰 grzecznym przez okr膮g艂y rok?
- Powstrzymasz Viktora przez K? - 呕aden problem, Giselle.
Je艣li tego nie zrobi臋, trafiam do wi臋zienia.
Masz fart.
- Widocznie nie chce procesu. - Na to wygl膮da.
To dobra wiadomo艣膰.
Chuck b臋dzie wkurzony. To akurat plus.
Nadz贸r by艂 pomys艂em Chucka.
Cholera.
O co mu chodzi?
Jednym z warunk贸w jest z艂o偶enie mojego pisemnego zeznania
do Izby Adwokackiej Nowego Meksyku.
- Przyznanie si臋 do przest臋pstwa. - Tak. My艣la艂em, 偶e chce mnie uwi臋zi膰,
a chodzi mu o moj膮 licencj臋.
Co zamierzasz?
Wiedzia艂em, 偶e z Izb膮 mo偶e by膰 problem.
Uzna艂em, 偶e przyznam si臋 do wykrocze艅,
dostan臋 po 艂apach, mo偶e mnie zawiesz膮...
- ale przyznanie do przest臋pstwa? - To podstawa to pozbawienia uprawnie艅.
W艂a艣nie. A je艣li dojdzie do procesu i przegram,
grozi mi to samo, a do tego wi臋zienie.
Zap臋dzi艂 mnie w kozi r贸g.
Mo偶esz z tym walczy膰.
Komisja mo偶e wys艂ucha膰 okoliczno艣ci 艂agodz膮cych.
Chuck zna ca艂膮 komisj臋. Po艂owa cz艂onk贸w zawdzi臋cza mu karier臋.
Stan臋 przeciwko jego kolesiom.
Sam.
- Nie sam. - Kim.
Daj spok贸j. Potrzebujesz mnie.
Nie dasz rady samemu. Oboje to wiemy.
A ja nie pozwol臋 ci walczy膰 w pojedynk臋.
Jeste艣 pewna?
Bo nie chc臋...
Dlaczego...
Daj spok贸j. Ten go艣膰? Serio?
Powiedzmy, 偶e to b艂臋dne koszty utopione.
- Co teraz? - Teraz?
Teraz we藕miemy ten nadz贸r
i wci艣niemy go Chuckowi w dupsko.
Frytki s臋pi艂: michnik
.:: Napisy24.pl - Wprost od t艂umaczy ::.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.