All language subtitles for SANTANA - Documentarac [2023]

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian Download
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Downloaded from YTS.MX

Official YIFY movies site: YTS.MX

Wierzysz w magię?

Bez rekwizytów i iluzji.

Magia jest wtedy, gdy poskramiasz żywioły i porywasz serca.

Magia.

Nie sztuczki.

Strumień wdzięku.

Ten młody człowiek miał wielkie oczy, wielkie serce i wielkie uszy.

Czasem muzyka każe ci świętować,

a gdy świętujesz, strach przemija.

Jedyne, co zostaje, to zachwyt.

To jest prawdziwa magia.

Jak huragan.

Jak trzęsienie ziemi.

Jak tornado.

Wstrząsasz posadami świata.

Widziałem Steviego Raya i Jimiego Hendrixa.

Coltrane'a i Boba Marleya.

Prawdziwi muzycy.

Nazywają to siłą natury.

Wywołują pewną przemianę struktury molekularnej

dźwiękiem, rezonansem i wibracjami.

Mój ojciec powiedział:

„Chodź za mną”.

Poszliśmy na podwórko.

Słońce zachodziło. Wszystko było złote.

Otworzył

pokrowiec na skrzypce,

wyciągnął skrzypce,

spojrzał mi w oczy i powiedział:

„Chcę cię czegoś nauczyć”.

Wziął skrzypce tak, podparł je i zaczął…

I wtedy znikąd przyleciał ptak, usiadł na gałęzi i zaczął…

Miałem oczy jak spodki. Tata rozmawiał z ptakiem!

Ptak na to…

Nie mogłem uwierzyć.

Tata mówi: „Widzisz?

Jeśli umiesz przemówić do ptaków, umiesz przemówić do ludzkich serc”.

Cindy Cin.

Patrz na to.

CINDY BLACKMAN SANTANA ŻONA CARLOSA

Daleka droga z Tijuany, co?

Pięknie.

Kiedy tylko zechcesz.

SIOSTRY CARLOSA

Mam kłopoty.

- Tak. - Było cudownie.

To takie naturalne, żeby zawsze mieć muzykę w domu.

Zawsze tańczyliśmy,

bo mama nie pozwalała nigdzie wychodzić. Mieliśmy imprezy.

Przy odkurzaniu dywanów

czasem trafiała się struna do gitary, trzeba było ją wyciągnąć z odkurzacza.

Czasem struna do skrzypiec taty.

Musiałyśmy wymyślić, co z tym zrobić.

Byliśmy szczęśliwi.

Po prostu graliśmy muzykę w piątkowe, sobotnie wieczory.

Mieszkaliśmy w la Colonia Libertad.

Mama robiła swoje.

Było ciężko. Bardzo ciężko.

Powiedziałem do mamy: „Mamo,

kiedyś kupię ci dom

i kupię lodówkę i zmywarkę,

i pralkę, i suszarkę”.

A ona na to: „To miłe, synku”.

Pomyślałem sobie: „Nie doceniasz mnie. Zrobię to”.

Mama była niesamowicie zdeterminowana. Trzeba było to widzieć.

To, jak coś wymyślała i dążyła do tego

było dosłownie łapaniem Pana Boga za nogi,

pociągnięciem i powiedzeniem: „Dasz mi to.

Wiem, że mi to dasz,

więc mi daj”.

Przyciąganie przyszłości. Nauczyłem się tego od niej.

Widzisz coś i do tego dążysz.

Mama mówiła: „Moje życie to moje dzieci, gotowanie i José”.

Kobiety naprawdę kochały mojego tatę.

Miał charyzmę, urok.

Spójrz na te dłonie.

Takie delikatne.

Miał najdelikatniejsze dłonie.

Tata był głównie muzykiem klasycznym.

Grał bardziej jak Agustín Lara,

coś jakby Cole Porter.

I wiedziałem, że chciałem być jak tata.

Grać muzykę.

A on odszedł.

Wszyscy mówili: „Josefina, to szaleństwo.

Nie weźmie cię z powrotem”.

Ona na to: „Jeśli nie, to musi to powiedzieć przy dzieciach.

Chcę widzieć jego oczy, gdy mówi, że nie chce ich ani mnie”.

Miała jaja, stary.

Cztery siostry, dwoje braci, piesek. Cały tydzień jechaliśmy do Tijuany.

Długo to zajęło.

Nie wszystkie drogi były asfaltowe.

Spaliśmy na pustyni.

Jedzenie było paskudne.

Fasola w niektórych zajazdach była zjełczała,

ludzie się zatruwali, ale mamy to nie powstrzymało.

WITAMY W TIJUANIE

Gdy dotarliśmy do miejsca, gdzie był tata, otworzyła nam kobieta.

Widać było, że to prostytutka.

Wychylił głowę.

Spośród całego rodzeństwa najpierw zobaczył mnie.

Spojrzał na mnie ze złością, wstydem, strachem.

Tata musiał zostawić tamtą kobietę i iść z nami.

Wtedy tego nie rozumiałem,

bo kocha się swojego tatę i swoją mamę.

Wiedziałem tylko, że się kłócili.

A potem tata wrócił o czwartej nad ranem

z grupą muzyków i grał mamie serenady.

Mama i tata powoli zbliżali się do siebie i zrobiło się lepiej.

Tijuana. Dobrze ci się tam żyło? Ciężko?

Jedyna Tijuana, jaką znam,

to ta zaraz po przekroczeniu granicy.

Patrzysz na nią i zawracasz.

Ale tam jest cały inny świat, prawda?

Tak jak z Nowym Jorkiem. Pierwsze wrażenie się nie liczy.

No tak. A co teraz planujesz?

Tijuana jest jak Kantyna z Gwiezdnych Wojen.

Ludzie tam są jakby z innych galaktyk.

Zwłaszcza tam, gdzie dorastałem, w Colonia Libertad i Coahuila.

Nieprzyjemnie zalatywało.

To prawdziwe slumsy.

Gdy tata przyjechał do Tijuany, byli tam głównie mariachi,

bo tą muzykę chcieli usłyszeć turyści.

Więc został muzykiem mariachi.

Nie mieliśmy niczego.

Tata musiał iść i zdobyć to skrzypcami.

Ja chodziłem z nim.

Na początku wszystko było mechaniczne.

Tata nauczył mnie jak czytać i grać muzykę mariachi.

Mariachi to kombinacja muzyki klasycznej, country i meksykańskiego folku.

Tata nie był dobrym nauczycielem.

Był surowy. „Nie tak!”

Prawie dostawałem zawału.

Dlatego skrzypce przynosiły uczucie, że to nie było to.

Nie mam nic do skrzypiec. Tu chodziło o mnie.

Myślę, że ta muzyka była dla niego za prosta.

Zawsze kończyła się tak samo. Dun-dun.

Przepraszam.

Poszedłem z mamą do parku w Tijuanie.

Był tam zespół Javier Bátiz and Los TJs.

Miał gitarę podłączoną do wzmacniacza,

a gdy zagrał…

To, jak rezonowało, to było jak oglądanie UFO.

Miał takie brzmienie.

Co za dźwięk.

Byłem zauroczony.

Od razu wiedziałem, że tym będę przez resztę życia.

Tym jestem.

Chodziłem za tym gościem jak szczeniaczek przez dwa, trzy lata.

Miał tyle płyt.

Miał płyty B.B. Kinga, Raya Charlesa i Little Richarda.

I był jak połączenie ich trzech.

Był dla mnie jakby pierwszym bohaterem.

Poszerzyło mi się portfolio.

John Lee Hooker, Jimmy Reed, Lightnin' Hopkins,

mnóstwo Chucka Berry'ego i Bo Diddley'a.

Potem odkryłem Lobo y Melón.

Wtedy po raz pierwszy usłyszałem muzykę tropików.

To muzyka z Kuby, Portoryko i innych wysp na Karaibach.

Mieszkaliśmy w najbiedniejszej części miasta,

a ja grałem z tatą na skrzypcach.

Powiedziałem: „Tato, nie chcę tego grać”.

Tata na mnie spojrzał. „Chcesz grać to gówniane pachuco?”

Chodziło mu o blues i rock'n'roll.

Ja na to: „Jak źle może być? Spójrz, gdzie jesteśmy.

Nie ma podłogi, tylko ziemia. I paskudnie pachnie.

Jak zła może być ta muzyka?”

Tata był pod wrażeniem.

Kazał mi iść.

Ulżyło mi.

Bo zwyciężyłem.

Chcę być lepszy od najlepszego w Tijuanie.

Chcę być lepszy od najlepszego w San Francisco,

od najlepszego w Londynie.

Nie mam czasu na:

Stary.

Nie jestem ofiarą. Nie będę grać tego gówna.

Raz przeszedłem przez granicę,

bo słyszałem, że w jednym sklepie mają gitary na witrynach.

Patrzę na te gitary i chcę je poczuć.

Chcę je powąchać.

Słyszę, że ktoś kogoś woła.

Nawet się nie odwracam, bo to na pewno nie do mnie.

Byłem tylko meksykańskim dzieciakiem.

W końcu się odwracam, a tam trzech marynarzy.

Biali marynarze.

„Ty pieprzony Pancho Villa, fasolowy skurwysynu”.

Pomyślałem: „Kurczę, do kogo oni mówią?

Chyba nie do mnie. Przecież ich nie znam”.

Wtedy pierwszy raz poczułem ukłucie rasizmu i ignorancji.

„Ty pieprzony Pancho Villa, fasolowy skurwysynu”.

Pomyślałem…

To było złe.

Tata przyjechał do San Francisco.

Jego zespół był pierwszymi mariachi nad zatoką.

Zaczął zarabiać więcej i przysyłać nam pieniądze.

W końcu do niego dołączyliśmy.

Pracowałem na zmywaku w Tic Tock.

Potem robiłem tortille.

Najlepsza w Tic Tock była szafa grająca.

Ona była tym, co utrzymywało mnie przy zdrowych zmysłach.

San Francisco było jak…

Jakby oglądało się w zwolnionym tempie otwierający się muzycznie ogród.

Dla mnie to był wir nowości.

Często go nie było.

Zawsze był ze znajomymi na próbach.

Carlos był bardzo skupiony na muzyce.

- Chcesz zacząć? - Ty zacznij.

PRÓBA W 1966, 19 LAT, PIERWSZE ZNANE NAGRANIE

Gotowy?

Stan Markham i Ron Estrada

znaleźli mnie grającego na ulicy.

Byłem jeszcze w liceum.

Powiedzieli mi wprost: „Wierzymy w ciebie, stary.

Słyszeliśmy cię kilka razy.

Ja rzucę fryzjerstwo, a on bycie poręczycielem.

Rzucimy to i będziemy twoimi managerami na pełen etat.

Na razie będziemy sprzedawać zioło, bo nie mamy kasy”.

Powiedzieli, że chcą mnie gdzieś zabrać.

Do Fillmore.

Zapytałem, co tam jest, ale mi nie powiedzieli.

Tam byli Grateful Dead, Quicksilver,

Country Joe i Great Society.

I pokazy świetlne, kolory,

zapach trawki i olejku z paczuli.

Patrzę na to wszystko. Jeszcze byłem czysty.

Marihuana była dookoła mnie od zawsze,

ale nigdy się nie sztachnąłem.

Powtarzałem Ronowi i Stanowi:

„Budujecie wokół mnie zespół, a oni jarają.

Ja nie jaram.

Po zajaraniu nigdy nie grają tak samo.

Grają inaczej i zapominają.

Wolałbym, żeby nie jarali,

żeby mogli się nauczyć i zagrać poprawnie”.

Popatrzyli na mnie.

Zwinęli takiego jointa i go zostawili.

Powiedzieli, że idą kupić lunch i zaraz wrócą.

Joint do mnie wołał.

Ja się bronię.

W końcu się ugiąłem.

Następny raz w Fillmore był zupełnie inny.

To jak pójść pierwszy raz do Disneylandu

i wsiąść do wagonika.

Szkoda, że musiałem spać,

bo mógłbym ciągle słuchać tego wszystkiego.

Fillmore było moją pierwszą alma mater.

Chodziłem tam częściej niż do szkoły.

Uczyłem się tam różnych przedmiotów, jak na uniwersytecie.

LICEUM

Ostatniego dnia szkoły moi znajomi pytali,

co będę robić.

Zapytałem, co oni będą robić.

Jeden chciał wstąpić do marynarki.

Zapytałem drugiego.

Miał pracować z ojcem w magazynie.

Znowu zaczęli pytać, co ja zrobię.

Powiedziałem,

że wystąpię na scenie z B.B. Kingiem i Erikiem Claptonem.

Zaczęli się śmiać.

Nie chciałem zostawić mamy i taty,

bo wiedziałem, że potrzebowali moich pieniędzy.

Ale powiedziałem, że muszą coś wymyślić.

Zobowiązałem się.

Musisz być muzykiem na pełen etat.

Dlatego musisz opuścić dom

i nie pytać o zgodę, bo jej nie dostaniesz.

Coś musi stymulować twoją wyobraźnię,

determinację i przekonania.

Twoja rzeczywistość jest ograniczona.

Nie chcę mieć rzeczywistości.

Wolę mieć sny na jawie.

Ciągłe sny na jawie.

Byłem w biurze wieczorem

i usłyszałem hałas na ścianie za oknem.

ZAŁOŻYCIEL FILLMORE

Podszedłem do okna, a tam dwóch panów

wspinało się po rynnie.

Ile mieli lat?

Mieli jakieś

19, 20 lat.

Chyba ich nie zaprosiłem, tylko wciągnąłem do środka.

Próbowali się wkraść.

Zapytałem standardowo:

„Co wy robicie?” To głupie pytanie.

Zaczęli, że nie mają szmalu.

Jeden był fanem Butterfield.

Wtedy grał Cream z Erikiem Claptonem.

Miał harmonijkę w kieszeni.

Powiedział, że gra na harmonijce i gitarze i nie mają pieniędzy.

Była w nim jakaś łagodność.

Nie był typem, który by się wślizgnął, gdyby miał pieniądze.

Niektórzy mogą mieć tysiąc dolarów w kieszeni,

a i tak próbowaliby się wślizgnąć.

Carlos nie był taki wtedy.

I nie sądzę, żeby kiedykolwiek był.

Stała tam gitara Michaela Bloomfielda.

On grał na keyboardzie.

Stanley zapytał, czy jeden meksykański chłopak może zagrać.

Bardzo dobrze gra.

Spojrzał na mnie i mówi: „Pewnie, chodź.

Łap gitarę”.

Zacząłem grać,

a gdy skończyłem, Bill Graham podszedł i powiedział:

„Całkiem nieźle. Masz zespół?”.

Zapytał o nazwę zespołu, ale jej nie mieliśmy.

Powiedział, że nas rezerwuje,

że będziemy otwierać dla The Who,

Steve Millera i Howlin' Wolf.

Oczywiście się zgodziłem.

Bill Graham był pomiędzy prawdziwymi hipisami z krwi i kości

a Dickiem Clarkiem.

Tym był Bill Graham. Kuratorem.

Kimś, kto znajduje kozacki obraz na ulicy

i zabiera go do Luwru, do Muzeum Sztuk Pięknych.

Zawsze do nas dzwonił, gdy jakiś zespół odwołał występ.

Santana był pierwszym i jedynym popularnym zespołem w Fillmore

bez żadnych płyt ani kontraktów.

Niedzielna gazeta, różowa sekcja,

czyli wschodzące zespoły.

Było tam 20 zespołów z San Francisco, z nami na czele.

Pisali, że to zespół, który zajdzie daleko.

- Kogo lubisz? - Santana Blues Band. Niedawno poznałem.

Bill Graham to zobaczył.

Mówi się o szerokiej perspektywie.

Zawsze mówił, że lubi zespół, ale chce mnie.

Powiedział:

„Jesteś dzieckiem B.B. Kinga i Tito Puente.

To muzyka, którą uwielbiam”.

„Santana to moje dziecko”.

Adoptował nas.

Pewnego dnia przychodzi Irma i mówi, że widziała autobus

z napisem Santana Blues, czy coś takiego.

Zaczęłyśmy krzyczeć, gdzie on jest.

Tak zaczęłyśmy o nim słyszeć.

Chodziłyśmy to Fillmore, żeby go posłuchać.

Najpierw kolejka miała długość jednego budynku,

potem trzech, a potem robiła kółko.

Stałyśmy w kolejce, żeby zobaczyć, jak gra.

Raz moi rodzice przyszli do Fillmore,

co było nie do pomyślenia.

Byliśmy między Chicago, Janis Joplin i Big Brother & the Holding Company.

Tata miał krawat, koszulę, sportowy płaszcz i kapelusz.

Mama była w pończochach. W Fillmore.

Powiedziałam, że nie ma krzeseł, siedzi się na podłodze.

Siedzieliśmy i czekaliśmy.

Przed nami siedzieli hipisi

i podawali sobie jointa.

Mama i tata się zaciągnęli i mama powiedziała:

„Patrz. Nie stać ich na papierosy. Dzielą się tym jednym”.

Wtedy tata otworzył swoje pudełko i wszystkich poczęstował papierosem.

Nie, mamo, to marihuana.

Dziękuję.

Pamiętacie jak człowiek wylądował na księżycu 20 lipca?

Było wielkie wydarzenie w TV.

Spojrzałam na mamę, a ona płakała.

Pytam, czy to przez lądowanie na Księżycu.

Odpowiedziała, że to były urodziny Carlosa.

Jako matka skupiasz się na dzieciach.

My myśleliśmy tylko o Księżycu.

Przyzwyczailiśmy się, że go nie ma.

Tak jak byliśmy przyzwyczajeni, że tata ciągle pracuje.

Ale nigdy nie myśleliśmy o mamie tęskniącej za synem.

Wiem, że mama cierpiała,

bo nie wiedziała, gdzie i z kim jestem, co robię.

Ale musiałem.

Musiałem dać życie Santanie i robić swoje.

Wyjść na ulicę i to osiągnąć.

Przedstawię teraz dżentelmena,

który ma duże znaczenie w branży muzycznej.

W Columbia Records

dużo wniósł dla popularności Janis Joplin,

Blood, Sweat & Tears.

Pan Clive Davis.

Szukamy głównie oryginalności.

Ludzi, którzy wytyczają nowe trendy

i być może prowadzą społeczeństwo krok dalej.

Muzyka odegrała dużą rolę

w ewolucji myśli przez ostatnie 20 lat.

Słyszałem, że w 1969

celowo zawaliłeś przesłuchanie do Atlantic Records.

- Tak. - Bo chciałeś pracować dla Columbii.

Z Columbią.

Domem Milesa Davisa i Boba Dylana. To prawda?

Całkowita prawda.

Nie byłeś zaniepokojony zawaleniem przesłuchania?

Nie. Jak z Nirvaną czy Metallicą,

gdy masz pewność tego, co robisz,

przyjdą do ciebie.

Ta świeżość i ogień.

Na miejscu stwierdziłem, że to dla mnie i dla Columbii.

Podpisałem kontrakt z Santaną.

Dostaliśmy telefon. Bill Graham chciał się spotkać.

Powiedział, że będzie festiwal.

To będzie festiwal festiwali.

Nie wydaliśmy jeszcze albumu. Dopiero go nagraliśmy.

Powiedział im, że pomoże

tylko jeśli też wystąpimy.

Zorganizował nam festiwal w Phoenix,

potem festiwal w Dallas i w Atlantic City.

Publiczność miała zwiększać się z 2000 do 5000,

do 15,000, do 30,000, do 60,000, do 90,000,

a potem Woodstock.

Żebyśmy przyzwyczaili się do wielkich tłumów.

Wytrenował nas jak bokserów.

Powiedział: „Po tym festiwalu

nie będziecie tymi samymi osobami.

Wracajcie teraz do domu, spójrzcie w lustro. Tam ktoś będzie.

Ale po Woodstocku to będzie ktoś zupełnie inny”.

Zaczęło się w helikopterze.

Patrzę na zewnątrz i wiesz.

Wyszedłem i widzę Billa,

a potem Jerry'ego Garcia.

Pomyślałem, że to pocieszające.

Jest Jerry Garcia, super.

Przywitaliśmy się.

Zapytałem, kiedy grają.

Powiedział, że jakieś dwa zespoły po nas.

Mówił, żebym się rozgościł,

bo podobno mieliśmy zacząć dopiero o północy.

Rozgość się.

Patrzę na ten ocean ciał.

A Jerry Garcia wyciąga…

Myślę, druga, trzecia nad ranem,

teraz jest południe.

Miałbym sześć, siedem, osiem.

Trochę czasu, żeby przejść, przez to wszystko,

a gdy będzie się kończyć, będzie idealny czas na granie.

Gdy przestanę być amebą.

Wziąłem i usłyszałem kogoś:

Przywitajcie Santanę.

To było…

Co?

Coś w mojej piersi mówiło, żebym zaufał.

Boże, wiem, że tam jesteś. Pozwól mi zagrać rytmicznie i czysto.

Klaszczcie dalej.

Wszystko było w innym wymiarze.

Gryf mojej gitary zmienił się w elektrycznego węża.

Ciągle się ruszał.

Robiłem strasznie brzydkie miny,

żeby przestał się tak wić.

Ciągle powtarzałem: „Nie, nie”.

Gryf i cała gitara ruszały się tak.

A ja próbuję to powstrzymać.

Nigdy nie mówiłem, dlaczego wąż.

Wąż symbolizuje zwątpienie i strach przed porażką.

Przed daniem plamy przed wszystkimi.

Panie i panowie, Santana!

I wtedy usłyszałem…

Jak echo, echo

tego nieskończonego momentu.

Tydzień po Woodstocku wyszedł nasz pierwszy album.

SANTANA TRZYMA PUBLICZNOŚĆ W NAPIĘCIU

Są z San Francisco.

Zespół rockowy, który podbija listy przebojów.

Santana!

O Boże, 26 października.

Program Eda Sullivana.

Siedzieliśmy tam całą wieczność.

Przypomniałam mamie, że gdy był mały,

powtarzał, że będzie w tym programie.

Wtedy nikt nie wierzył.

Gdy czegoś chciał, był jak laser.

Trochę jak mama.

Skupił się na tym, czego chciał i to dostał.

Carlos Santana, jak założyłeś zespół?

Jak zacząłeś przygodę z muzyką?

Odpowiedz.

FESTIWAL MUZYCZNY TANGLEWOOD, 1970

Gdy tylko rozbrzmiewa muzyka, ludzie się zmieniają.

Nastrój, to jak mówią, całe otoczenie.

Jest bardziej naturalnie.

Ludzie są bardziej sobą, niż tym, jak są zaprogramowani.

Czujesz się liderem zespołu rockowego?

Nie jestem żadnym liderem.

SANTANA WCIĄŻ WSPINA SIĘ NA WYŻYNY

Szczerze mówiąc, to było jak mknięcie w roller coasterze.

Jazda porwała nas tak bardzo,

że nie zauważyliśmy, że osiągnęliśmy cel.

Bo to chyba nie był nasz cel.

Naszym celem było granie.

Otwieranie dla Janis Joplin i Chicago.

Po prostu otwieranie dla różnych ludzi,

wiedząc, że sami też dajemy czadu

i że ludzie lubią też nas.

Dopiero siedem lat temu dowiedziałem się, co znaczy jingo.

A grałem to od '67, '66.

Jingo znaczy idź z Bogiem.

Idź, idź z Bogiem

Niech Bóg cię prowadzi.

Gdy dostałem pierwsze tantiemy

za pierwszy album i Abraxas,

przyniosłem mamie czek.

„Kup sobie dom, lodówkę i zmywarkę”.

Spojrzała na czek i zrobiła wielkie oczy.

Moje siostry zaczęły szaleć.

To lepsze niż Grammy, Oskar czy Heisman Trophy.

To najlepsze uczucie.

Gdy potrafisz dotrzymać słowa.

Gdy dajesz mamie to, co obiecałeś.

Nie ma nic lepszego.

Santana wniósł do rock'n'rolla

trochę latyno, czego nikt wcześniej nie zrobił.

Przede mną byli Ray Barretto, Mongo Santamaría

i Temptations, mieli kongi.

No tak.

Ale to jak połączyliśmy blues i perkusję…

Powodzenia w określaniu.

Nazywają to psychodelicznym rockiem mariachi.

Spróbujcie czegoś lepszego, bo to nie to.

Okres między '69 i '71

był bardzo…

Napięty.

Nikt nie jest w stanie udźwignąć takiej sławy,

która przyszła tak szybko.

Nie mieliśmy prób tak często, jak bym chciał.

Byli bardziej zainteresowani narkotykami,

laskami i drogimi samochodami.

Zacząłem się robić

zazdrosny,

że ludzie wkładali energię

w coś innego niż muzyka, którą graliśmy.

Mieliśmy 312 koncertów w ciągu roku.

Nienawidziliśmy się.

Nie mogliśmy znieść siebie nawzajem. Byliśmy sobą zmęczeni.

Mieliśmy dość swoich ubrań.

Dość swoich fryzur. Po prostu się zmęczyliśmy.

To nauczyło mnie, czym jest bycie w trasie

i czym jest brak umiaru.

Z jakiegoś powodu ludzie dookoła nas

nie byli już artystami.

Byli tylko pajacami

nadużywającymi narkotyków.

Wtedy

byliśmy częścią tego wszystkiego,

gdzie muzyka schodzi na dalszy plan dla innych szaleństw.

Niektórym z nas udało się to odpędzić.

Innym nie.

W ciągu dwóch, trzech lat

zespół

był skończony.

Rozpadliśmy się w pył.

Byliśmy w Salt Lake City, gdy Jimi odszedł.

Przysięgam, że było słychać ludzi

spuszczających w toalecie kokainę, heroinę.

„Jemu nic dobrego nie przyniosły, to i mi nie przyniosą”.

Jimi Hendrix zmarł. Jim Morrison zmarł.

Janis Joplin umierała. Wielu muzyków umierało.

Dla mnie zostały dwie drogi.

Jedną była heroina.

Drugą była medytacja.

DEBORAH SANTANA BYŁA ŻONA

Pamiętam jej oczy.

Jej oczy były…

Patrzyłem na nią i to było jak…

To coś w środku. Nie da się tego opisać.

Przyciągało mnie

to coś z jego serca.

Coś co z niego emanowało.

Świętość to nie Jerozolima, Watykan czy Stonehenge.

Dla nas świętość to była rodzina.

Różnica między trzecim albumem,

a Caravanserai jest dość duża.

Clive Davis jest zadowolony, gdy ma singiel.

Caravanserai tym nie był.

Powiedział mi, że popełniam błąd.

Wyraźnie pamiętam, że zapaliłem świecę

i nawet na niego nie patrzyłem.

Wpatrywałem się w świecę.

Powiedziałem: „Clive, to, co mówisz

jest prawdą.

Ale to jest teraz moja droga

i muszę nią podążyć”.

Nie chciałem tylko podkręcić „Evil Ways”

czy „Black Magic Woman”.

Chciałem sprawdzić, czy uda się połączyć rock'n'roll i jazz.

To chyba było frustrujące

dla niektórych członków zespołu,

bo chcieli zachować esencję Santany.

Ja tego nie robiłem.

Stwierdziłem, że zetnę włosy, będę ubierał się na biało

i pójdę inną drogą.

Zaakceptowałem drogę duchową.

Od '72 do '82 miałem nauczyciela. Nazywał się Sri Chinmoy.

Ja i Deborah wciągnęliśmy się.

To nie były frazesy.

Naprawdę żyliśmy tym 24 godziny na dobę.

Wtedy nazywaliśmy to zapachem duszy.

Do moich uczniów, poczujcie potrzebę

Boga żywego w was.

Żebyście sami stali się Bogiem żywym.

Żadnego mięsa, alkoholu, zioła.

Życie bez przejmowania się.

Proste życie.

Mama zawsze mówiła,

że wystawiał jej wiarę na próbę.

Sprawiał, że myślała o tym, jak myśli.

Te 11 lat, gdy był z guru

były niewiarygodne.

Jesteś katolikiem przez całe życie,

a twój syn szuka innej religii.

To nie było dla niej przyjemne.

Skakał między religiami.

Ale nie chodziło o religię. Chodziło o duchowość.

- Dziękuję. - Prawda?

Tak.

Ludzie mówili, że kosmiczny Carlos brał za dużo kwasu,

za dużo LSD, meskaliny, ayahuaski, peyotla.

A ja im mówiłem: „Tak. A ty nic nie brałeś.

Widzę to”.

Nie jesteś na uboczu. Jesteś w centrum.

Jestem raczej głęboko, niż na uboczu.

Na uboczu oznacza

prawie wyizolowany.

Głęboko oznacza w centrum.

W tym momencie większość ludzi mówi,

że jestem szalony albo szalony.

„Nie możesz, bo jesteś Meksykaninem.”

„Meksykanie tego nie robią.”

Długo mi to mówili, a ja pomyślałem,

że może jestem wielowymiarowym Meksykaninem.

Powinienem móc żeglować po przestworzach wyobraźni.

W samym rdzeniu,

a nawet dalej,

jest światło, duch, dusza.

Każdego ranka rozbieram się,

biorę prysznic i widzę jak to wszystko spływa.

Wina, wstyd, osądy, potępienie, żal,

zarzuty, całe to gówno ze mnie spływa.

I mówię sobie, że to nie ja.

Rzeczywistość to tylko postrzeganie.

Gdy wychodzisz poza tę planetę, widzisz wieczność.

Nie ma dnia i nocy,

bo to tylko obrót Ziemi.

Gdy wyjdziesz na pewien poziom

i pytasz się „Która godzina?”, odpowiadasz sobie: „Teraz”.

Bo to już nie ma znaczenia.

Mañana

Mañana

Mañana jest w porządku

Kolejka stoi wokół stadionu

Długa na dwadzieścia bloków

Czeka na Santanę, Żeby zagrał na gitarze

Ale zanim wyszliśmy z busa

Strzeliła błyskawica

Nie martwcie się, wrócimy jutro I wszystko będzie dobrze

Mañana, mañana

Mañana jest w porządku

Mañana, mañana

Mañana jest w porządku

Nie łamcie się, Bo jutro zaświeci słońce

Gitara zagra

Zespół nieźle zabrzmi

Santana będzie grać, Więc nie odchodźcie

Wrócimy jutro

Może nie będziesz musiał grać

Mañana

Ktoś mi powiedział, że było 35 różnych wariacji

zespołu Santana.

Nie wiedziałam. Jak to się stało?

W moim zespole potrzeba trzech cech:

wytrzymałości, stabilności i dobrej dyspozycji.

Jeśli którejś ci brakuje,

nie możesz dołączyć, bo trasa jest podła.

Mój styl różnił się od the Rolling Stones czy Grateful Dead,

którzy są jak rodzina na zawsze.

Chciałbym tak, ale to nie było moje przeznaczenie,

więc tak się nie stało.

Graliśmy przez trzy tygodnie.

potem na tydzień wracaliśmy do domów.

Wiele zespołów jedzie w trasę na 9 miesięcy

i pewnie sprzedaje więcej płyt,

odnoszą większy sukces,

ale potem się rozpadają, nienawidzą się.

A ja lubię ludzi, z którymi przebywam

i lubię mieć swój rytm.

KONCERT DLA AMERYK REPUBLIKA DOMINIKANY

Panie i panowie, wiemy, że pada,

ale proszę zostać na miejscu.

Santana będzie grał dalej, dopóki będzie to bezpieczne.

Uwaga, z powodu deszczu i burzy

dalszy występ nie jest bezpieczny.

Nic innego by ich nie powstrzymało.

Dziękuję za cierpliwość.

Zachowajcie ostrożność opuszczając amfiteatr.

Santana mieszka w nowo kupionym domu w San Rafael

z widokiem na zatokę. Tu medytuje

i rozwija wyjątkowy charakter swojej muzyki.

Santana stara się nie nauczać,

ale nie ukrywa,

w jakim duchu on i jego żona chcą wychować dzieci,

5-letniego Salvadora i 3-letnią Stellę.

Chcemy zbudować zaufanie,

żebyśmy byli bardziej przyjaciółmi, niż rodzicami,

bo to dlatego wiele rodzin się rozpada.

Pochlebstwa, Grammy, platynowe płyty,

Wimbledon i Superbowl, następnego dnia jest po wszystkim.

Jedyne, co zostaje,

to wartości, które przekazujesz rodzinie.

Nie jestem tym, co robię.

Robię to, ale nie jestem tym.

Bycie mężem i ojcem,

tego nie uczą w szkole.

Kupujesz samochód, a w nim,

w bagażniku masz zestaw do niego.

Uczą cię twoje dzieci.

…Salvadorowi i Stelli, bo bardzo was kocham.

Wszyscy gotowi?

Tak!

Mój ojciec był muzykiem.

Jego ojciec i dziadek myli muzykami.

G.

G.

Nie.

Tak, ale muszą brzmieć czysto.

Brzmi jakbyś nadepnął karalucha.

Moją rodzinę ciągnie jak pszczoły do miodu.

Od razu bierzemy się za muzykę.

Zagraliśmy na Bullring w Tijuanie.

To było surrealistyczne,

bo tata otwierał ze swoimi ludźmi.

Najbardziej byłem zainteresowany właśnie nim.

Tata bierze mnie na stronę i mówi:

„Słuchaj, synu.

Wiesz,

ludzie znają twoją muzykę na całym świecie”.

Pytam, do czego zmierza.

Odpowiedział, że ulica zna mnie

z „Batuki” i „No One to Depend On”.

Z tej.

Jakoś nie wiedziałem,

że tata słucha mojej muzyki.

Myślałem, że on słuchał swojej,

a ja swojej.

Tamtej nocy uświadomiłem sobie, że tata też nas słuchał.

Kim jest dla ciebie Carlos Santana?

To mój syn,

którego kocham najbardziej na świecie.

Czym się zajmujesz?

Muzyką.

Na czym grasz?

Na skrzypcach.

Uczyłeś Carlosa muzyki?

Trochę.

Ale gdy dorósł, jak wszyscy, odszedł od rodziców.

Gdy dorósł.

Jak ja, gdy byłem młody i zająłem się muzyką.

Tak samo Carlos. Zaczął ze mną,

a potem nie chciał już grać na skrzypcach i wziął gitarę.

Nie jest to jakaś wielka kariera, ale dobrze się bawi.

Jest ze mnie dumny, a ja z niego. Tęsknię za nim.

Zmarł dzień po Halloween.

Przy naszym domu w San Rafael rosło drzewo.

Każdy jego liść był pokryty motylami.

Było całe w monarchach.

Rano powiedział mamie, że idzie.

Mama zapytała, dokąd.

Nie mógł już grać na skrzypcach.

On idzie.

Idzie.

Mama pyta, dokąd.

On pyta, czy idzie z nim. Mama nie chce.

Jeszcze nie.

Chciała jeszcze doglądać wnuków i tak dalej.

Podobno oglądał kreskówki.

I odszedł.

Po prostu odszedł.

Ta Ziemia, czas jest iluzją.

Zanim się obejrzę, będę obok nich.

Przedstawiam państwu człowieka o godności, prawości

i odwadze, żeby trzymać się własnych zasad,

całkowicie wspieranego przez rodzinę.

Panie i panowie,

przedstawiam wam zwycięzcę Century Award,

Carlosa Santanę.

Gdy byliśmy młodzi, słuchaliśmy czterech wykonawców.

Słuchaliśmy Jimiego Hendrixa, Johna Coltrane,

P-Funk i Carlosa.

Jestem zaszczycony, że mogę tu być

i zapowiedzieć samuraja i szoguna.

Zwykle gdy dają ci nagrodę Hall of Fame, jesteś skończony.

Miałem spotkanie z Chrisem Blackwellem.

Odpowiadał za PolyGram w Island Records.

Mówię: „Sprawa wygląda tak.

Pracujesz z Bobem Marleyem i Stevie Winwoodem.

Jesteś artystą, jak ja.

Jestem w ciąży

z przebojem.

Czuję to. Ten album będzie hitem.

Jestem w ciąży z czymś, co cię przerośnie.

Proszę cię,

jak artysta artystę,

daj mi odejść”.

On spojrzał mi prosto w oczy, potem w górę i mówi,

żeby mój prawnik do niego zadzwonił.

Zobacz teraz.

Dobrze. Jest lepiej.

Dużo środka.

Możemy całkiem zejść zanim…

Przed dołem.

Poszedłem do Clive'a.

Upewnił się, że teraz jestem gotowy wyjść z nim na ring.

„Pół albumu ja i pół albumu ty? I mogę wybierać?”

Potwierdzam.

Zaczął wymieniać, że ma Lauryn Hill, Wyclefa,

wszystkie te nazwiska. Ja musiałem się tylko zgodzić.

Raz, dwa, trzy.

Trzeba było to widzieć, gdy mówił innym,

że odsyła im ich piosenkę,

bo nie brzmi, jak trzeba,

bo nie jest dla Carlosa.

„Pamiętaj, to album Carlosa.

To nie twój album. Musisz zrobić miejsce na gitarę”.

Jeden z najlepszych gitarzystów wszech czasów,

wykonuje swój przebój „Smooth”.

To jego najnowsza płyta, Supernatural.

Przywitajcie Santanę i Roba Thomasa.

Clive Davis spytał mnie, co chcę zrobić.

Odpowiedziałem,

że chcę połączyć molekuły ze światłem.

Gdy mówił, że chce połączyć molekuły ze światłem,

chodziło mu generalnie o album nadający się do radia.

Trudno jest wsiąść do samochodu

i słuchać muzyki z synem. Ojciec z synem.

Oni grają swoją muzykę, a my swoją.

Ale Supernatural jakoś to pokonał.

SANTANA JEST „SUPERNATURALNY”

KRÓL CARLOS

Panie i panowie

Podkręćcie głośność

Do dźwięków Carlosa Santany

Supernatural numerem jeden w USA.

Jesteś bohaterem tych, którzy mówią, że może być druga runda.

Jesteś przykładem,

że da się,

że świat nie należy do ludzi od 17 do 27 lat.

Clive Davis na pewno może pokazać

nuty na pianinie.

Ale poznaje też hity.

Przyciąga przyszłość.

Supernatural był kolejnym ogromnym krokiem, jak Woodstock.

Nagrodę Grammy otrzymuje Santana.

Zwycięzcą jest Santana.

To fajny sposób, żeby poznać Santanę.

Santana i Everlast.

Proszę tu wejść.

Chciałbym podziękować panu Carlosowi Santanie za tę szansę.

„Smooth”.

Grammy otrzymuje Santana za Supernatural.

ALBUM ROKU SUPERNATURAL

Osiem Grammy Santany remisuje

z rekordem Michaela Jacksona ustanowionego 17 lat temu.

Jesteś inspiracją dla nas wszystkich.

Dziękuję.

Niech żyje John Coltrane.

To jest jak nierealny sen.

Cały świat ci kibicuje.

Przeróżni ludzie.

To było

bosko utwierdzające.

Supernatural pozwolił utrzymać mi się na fali.

Przez długi czas…

Rzeczy, które przytrafiły się w dzieciństwie zostają.

To nie jest rozrywka.

To nie sensacje, plotki i skandale.

Nie wszedłbym do pokoju, mówiąc:

„Hej, byłem molestowany”, jakby to był medal honorowy.

Ale niektóre rzeczy ludzie muszą wiedzieć,

bo sami się z nimi mierzą.

Między '57 a '59

był jeden Amerykanin, który mnie molestował.

Gdy to wyszło w magazynie The Rolling Stone…

NIESAMOWITE ŻYCIE SANTANY

…ludzie to przeczytali

i mówili, że im też to się przydarzyło

i dziękowali za odwagę, żeby o tym mówić.

Mama usłyszała od kogoś,

że molestował inne dzieci w okolicy,

więc mnie zapytała.

Po prostu zapytała, czy robił to i tamto?

Ale ani ona, ani ja nie mieliśmy tej mądrości,

więc zaprzeczyłem.

Długo byłem zły na mamę.

Bardzo ją kochałem, ale byłem zły.

Ale nie miała umiejętności,

żeby wziąć kogoś na bok i powiedzieć: „Kocham cię”.

Muszę wyjść ponad myślenie jak ofiara.

Ponad myślenie gniewem czy wysyłanie gościa do diabła.

Nie jestem tym, co mi się przydarzyło.

Jestem, kim jestem. Jestem światłem.

Nie jestem ciałem. Jestem wolny.

Gdy Supernatural był na szczycie, wróciłem do Ayutla w Jalisco.

Coś pociągnęło mnie za płaszcz.

Był tam piękny obraz Matki Bożej z Guadalupe.

Padłem na kolana

i spojrzałem na nią.

Zapaliłem świecę i na nią patrzyłem.

Patrzyłem na nią, a ona na mnie.

Wtedy usłyszałem głos.

„Jestem z ciebie dumna”.

Dreszcz przeszedł po całym moim ciele.

Mówiła do mnie!

Mówiła,

że jest ze mnie dumna.

To ze mną zostało. Byłem jak w transie.

Wiem tylko…

Powiedziała, że jest ze mnie dumna, bo wie, co robiłem,

jak to robiłem i dla kogo to robiłem.

Upewniła mnie.

Użyję twojej energii, żeby stworzyć coś pięknego.

W końcu nauczyłem się

jak poskromić tego węża.

Nie boję się.

Już nie.

Wcale się nie boję.

Niczego.

Co o tym myślisz, tato? Wymyśliłem to.

O tak.

Po Supernatural rzeczy wymknęły się spod kontroli.

Deborah zajmowała się biznesem, biurami,

dziećmi, domami, rodzinami, wszystkim.

To proste. To nie jest skomplikowane.

Ludzie się schodzą, żeby stworzyć duchową trakcję.

Żeby razem wzrastać.

Gdy to staje się układem i ktoś nie jest szczęśliwy,

nie tworzycie duchowej trakcji.

Nie wzrastacie duchowo.

Powinniście się rozejść.

Główną rzeczą jest wzrost duchowy.

Razem lub osobno.

Na pewno zawsze będę miał specjalne miejsce w jej sercu.

Tak jak ona w moim.

Bo stworzyliśmy te cudowne dzieci.

50. ROCZNICA WOODSTOCKU

Zaczekaj chwilę.

Nie obijamy się tu.

Ma być intensywna, czysta energia.

Pokojowo nie bierzemy jeńców.

Dobra, tylko kongi.

Dwa, trzy i…

Zobaczyłam go jak prowadzi zespół. Jako lidera.

Byłam pod wrażeniem.

Wiedział, czego chce.

Powiedziałem do Boga:

„Boże, dałeś mi tak wiele,

tyle radości.

Proszę, znajdź mi królową,

z którą mógłbym się dzielić

Twoimi błogosławieństwami”.

Wtedy ty się pojawiłaś.

Kocham to, jak Cindy chodzi.

Jest z Nowego Yorku,

więc ma determinację.

Jak nasza mama.

To przekonanie, ta determinacja.

Kocham to u kobiet.

Jest taka.

Cindy, patrz na to.

Miałem znajomego, który tańczył tak

do wszystkiego.

Jak przyjmujesz te wszystkie wpływy?

Wciąż uczę się od sióstr,

jak być bardziej łaskawym

i nie rwać się do walki.

Jestem, kim jestem, dzięki mojej mamie

i dzięki mojemu tacie,

chociaż głównie dzięki mamie.

Zaszczepiła we mnie nieustraszoność.

Grając solo na gitarze,

balansujesz melodię i rytm,

intonację

i czas,

emocje, pasję,

ogień.

Wydaje się, że między twoim sercem

i sercami innych, jest struna.

Dlatego ludzie mówią,

że chwytam za serca.

Tak mówią.

Musisz wiedzieć, co mówisz, a nie powtarzać to,

czego się nauczyłeś z płyt.

Gdy grasz solówkę, wiesz, dokąd zmierzasz,

wiesz, co chcesz powiedzieć

i wyjeżdżasz.

Świetnie.

Chodźmy na tacos.

Tłumaczenie napisów: Paulina Grabowska

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.