Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com
/Jak tam zamiatanie, Jimmy?
Wybornie, tatku.
/- Co s艂ycha膰? /- Witam.
/Czy m贸g艂by mi pan pom贸c?
/W艂a艣nie przyjecha艂em do miasta. /Zazwyczaj je偶d偶臋 poci膮giem,
/ale spieszy艂em si臋 po lekarstwa /dla mojego syna Freddiego.
/Choruje na padaczk臋. /Rano mia艂 napad.
/Wytr膮ci艂 偶onie z r臋ki lekarstwo.
- To by艂a du偶a butelka. - Straszne.
Przechodz膮c do sedna, przyjecha艂em tu z ostatnimi pieni臋dzmi po nowe lekarstwo,
- ale pad艂 mi samoch贸d. - Bo偶e, to...
No w艂a艣nie. Jak si臋 sypie, to po ca艂o艣ci.
Pr贸bowa艂em zapali膰 i nic.
Teraz boj臋 si臋, 偶e Freddie b臋dzie mia艂 kolejny napad, nim wr贸c臋 z lekarstwem.
Gdyby m贸g艂 mi pan pom贸c, by艂bym dozgonnie wdzi臋czny.
Mog臋 sprawdzi膰 pa艅ski samoch贸d. Mo偶e to tylko 艣wieca zap艂onowa.
- Mam nowe w magazynie. - Dzi臋ki, jestem wdzi臋czny,
ale gdyby da艂 mi pan pi膮taka, m贸g艂bym wr贸ci膰 do domu taks贸wk膮.
- Pi臋膰 dolar贸w? - Je艣li pan mo偶e.
Jasne.
Podejd藕 tu, tato. No chod藕.
Go艣膰 艣ciemnia. Jak ten menel tydzie艅 temu.
Ka偶dy kanciarz wie, 偶e tu mo偶na 艂atwo zarobi膰.
- Kanciarz? Gdzie us艂ysza艂e艣 takie s艂owo? - Jego historia to bajeczka.
Pewnie nawet nie ma syna. Oszukuje ci臋.
A je艣li si臋 mylisz?
Wiecie co? Przepraszam za k艂opot.
- Ju偶 sobie p贸jd臋. - Nie.
- Tato. - 呕aden k艂opot.
Dziesi臋膰 dolar贸w dla pana.
- Jest pan bardzo hojny. - P贸jd臋 do magazynu po 艣wiec臋
i zaraz uruchomimy pa艅ski samoch贸d. Jimmy, sta艅 za kas膮.
Ja zaraz wr贸c臋.
- Ile za wagon Kools贸w? - Cztery dolce.
Daj mi jeden.
Najpierw kasa.
Daj dwa wagony.
/Jeszcze momencik.
No ju偶.
Na 艣wiecie 偶yj膮 wilki i owce.
Wilki i owce. Zdecyduj, kim chcesz by膰.
Znalaz艂em...
Wyszed艂?
Dopiero co?
Prosz臋 pana!
.::GrupaHatak.pl::. facebook. com/GrupaHatak
Better Call Saul 2x07 /Inflatable
T艂umaczenie: michnik
Nie przerywaj sobie.
- Przepraszam. Gotowy? - Miejmy to za sob膮.
Dzi臋kujemy za spotkanie. Nie chcemy zabiera膰 du偶o czasu,
wi臋c od razu przejd臋 do sedna.
Z 偶alem informuj臋, 偶e po przeanalizowaniu fakt贸w
pan Ehrmantraut chcia艂by zmieni膰 odrobink臋 swoje zeznanie.
- Odrobink臋? - Male艅k膮.
Uzna艂, 偶e nie mo偶e upiera膰 si臋, i偶 znaleziona bro艅 nale偶a艂a do Tuco Salamanki.
- Do kogo zatem nale偶a艂a? - Kt贸偶 to mo偶e wiedzie膰?
Wie pani, ile broni jest w Albuquerque? Niemal tyle co grzechotnik贸w i piasku.
- Du偶o. - To by艂a pa艅ska bro艅?
- Tego nie powiedzia艂. - Mo偶emy to us艂ysze膰 od niego?
Bro艅 nie nale偶a艂a do Salamanki. Tyle mog臋 powiedzie膰.
Powiedzia艂 pan, 偶e nale偶a艂a. Salamanca j膮 wyci膮gn膮艂 i wycelowa艂 w pana.
- Nie zrobi艂 tego. - Sk膮d ta zmiana wersji?
- Jest porz膮dnym obywatelem. - Na broni by艂y tylko odciski Salamanki.
- Jakim cudem, skoro to nie jego bro艅? - M贸j klient nie jest w stanie tego stwierdzi膰.
Nie jest technikiem.
Mo偶e upu艣ci艂 j膮 przelatuj膮cy ptak,
a pan Salamanca j膮 z艂apa艂 i pr贸bowa艂 odrzuci膰.
- Mo偶liwo艣ci jest ca艂a masa. - Salamanca panu grozi艂?
Chcemy go zamkn膮膰 na d艂ugo. Bro艅 jest tu decyduj膮ca.
- Pozwoli pan si臋 prze艣ladowa膰? - Zapomnijcie o broni.
Bro艅 nie nale偶a艂a do Salamanki. Je艣li przedstawicie jaki艣 dow贸d,
pan Ehrmantraut b臋dzie do waszej dyspozycji
i naprostuje fakty. Bezapelacyjnie i jednoznacznie.
Grozi艂 panu czy zap艂aci艂?
Wystarczy. Wychodzimy.
Post臋pujesz s艂usznie. Ten Salamanca to maniak.
Te偶 mia艂em z nim...
Spotkanie.
Nie chcia艂em tego wcze艣niej m贸wi膰 ze wzgl臋du na konflikt interes贸w,
ale to wariat.
Wywi贸z艂 mnie zwi膮zanego na pustyni臋 i przystawi艂 pistolet do g艂owy.
Po艂ama艂 dw贸m go艣ciom nogi na moich oczach.
Gdybym go nie uspokoi艂, pewnie by mnie...
Oszcz臋dz臋 ci szczeg贸艂贸w, ale by艂o blisko.
Takich rzeczy si臋 nie zapomina.
I dlaczego mi o tym m贸wisz?
Nie zadr臋czaj si臋.
Jak to m贸wi膮. Jest odwaga i jest g艂upota.
Zrobi艂bym to samo.
Dzi艣 ja stawiam. Nie policz臋 ci tego.
Jedziesz nast臋pn膮.
I wystaw mi rachunek.
Niewdzi臋cznik.
/- Cze艣膰, Jimmy. - Powiedzia艂a艣 ju偶 Howardowi?
/- Nie mog臋 teraz rozmawia膰. - Nie powiedzia艂a艣.
Nie i nie powiem, dop贸ki nie dostan臋 oferty na pi艣mie.
/- A kiedy si臋 jej spodziewasz? - W przysz艂y czwartek?
- Po rozmowie ze wsp贸lnikami. - To tylko formalno艣膰, nie?
/W zasadzie. Mam nadziej臋.
/Co ci zaoferuj膮? Konkretnie.
/Mo偶e nie b臋dzie tak wystawnie /jak w Davis & Main,
/ale za dwa lata b臋d臋 wsp贸lnikiem. /W HHM za pi臋膰 lat albo nigdy.
- Ca艂kiem nie藕le. /- No i sp艂ac膮 moje studia.
Ile to b臋dzie? Kilka tysi臋cy?
Chcia艂abym. P艂aci艂am za studia, pracuj膮c w sortowni.
- Zosta艂o jeszcze z 15 tysi臋cy. - Schweikartowi mocno na tobie zale偶y.
/- Dzwonisz w konkretnej sprawie? - Nie, tak tylko.
- Widzimy si臋 p贸藕niej? /- Je艣li dobrze to rozegrasz. Pa.
Omar, gdzie jeste艣?
B臋dziesz tak mi艂y i napiszesz co艣 dla mnie?
Najdro偶szy Cliffordzie.
Nie, to zbyt wiele.
Drogi Cliffie. Co s膮dzisz?
- Clifford czy Cliff? - Ja nie... Zale偶y od listu.
W porz膮dku, zdaj臋 si臋 na ciebie. Drogi ktokolwiek.
Serce mi ci膮偶y... To brzmi, jakbym by艂 chory.
Mo偶e: "Pisz臋 to z ci臋偶kim sercem".
Pisz臋 to z ci臋偶kim sercem, ale sk艂adam rezygnacj臋 w Davis & Main.
- To brzmi lepiej ni偶 wypowiedzenie. - Rezygnacj臋?
Tak jest.
Sk艂adam i tak dalej.
To by艂y jedne z najbardziej satysfakcjonuj膮cych dni w mojej karierze...
Co艣 nie tak? Za bardzo?
Nie.
Nie wiedzia艂em, 偶e jeste艣 tu a偶 tak nieszcz臋艣liwy.
Nie jestem nieszcz臋艣liwy. Bardziej niezbyt szcz臋艣liwy.
- Nie mia艂em poj臋cia. - To nie twoja wina.
Ty jeste艣 w dech臋. Na czym stan臋li艣my?
Ale tak ci臋偶ko pracowa艂e艣, by si臋 tu dosta膰.
Rezygnujesz z czego艣 du偶ego. Same dodatki...
Mieszkanie jest... No i samoch贸d.
- Pod wieloma wzgl臋dami w贸z jest bez zarzutu. - No i ta premia.
Premia to zamkni臋ta sprawa. Ju偶 dali mi czek, zatrzymam premi臋.
Nie, je艣li odejdziesz.
Je艣li nie przepracowa艂e艣 roku, musisz zwr贸ci膰 pieni膮dze.
Tak, to chyba tutaj.
Omar, ta ca艂a...
sprawa z rezygnacj膮... To nie by艂o na serio.
Ani jedno s艂owo.
Jestem taki zestresowany.
Normalnie po same po艣lady.
Nie spodziewa艂em si臋, 偶e ta praca b臋dzie a偶 tak wymagaj膮ca.
- Nie powtarzaj nikomu moich s艂贸w. - Wiedzia艂em, 偶e co艣 musi by膰 nie tak.
I to tak na powa偶nie. Przecie偶 lubisz to miejsce.
Jest w pyt臋. Nazwijmy to chwilow膮 utrat膮 rozs膮dku.
Przewi艅my ta艣m臋 i zapomnijmy o wszystkim.
- Nie ma sprawy. - Ju偶 czuj臋 si臋 lepiej.
Czasami trzeba co艣 powiedzie膰 na g艂os, by us艂ysze膰, 偶e to szale艅stwo.
Dzi臋kuj臋.
Cze艣膰, Jimmy McGill.
To Al Newman ze Stowarzyszenia Pogrzebowego.
- Mi艂o ci臋 pozna膰. - Fajny krawat.
- Dzi臋ki. - Zaczynajmy.
- Co ty robisz? - Cze艣膰, Doug.
- Kupi艂em sokowir贸wk臋 do biura. - Jest do艣膰 g艂o艣na.
- Wchod藕, Brian. - Mamy klient贸w.
No pewnie. Ju偶 podaj臋.
Czasami si臋 zacina. Trzeba mocniej popchn膮膰.
Kurna.
Ale si臋 porobi艂o. Ubrudzi艂em ci臋?
- Teraz ju偶 tak. - Chryste.
Tylko w ty艂. Solo do ty艂u.
Inaczej nie ci膮gnie. To la fizyka.
Don Clifford lubi czyste pod艂ogi.
- Stary, jestem z Michigan. - Czyli nie zrozumia艂e艣 ani s艂owa?
Dobranoc. Teraz ty. Do ty艂u.
Przepraszam, mog臋 prosi膰 o uwag臋? Czy wszyscy mnie s艂ysz膮?
Nie s膮dzi艂em, 偶e taka rozmowa b臋dzie mia艂a kiedykolwiek miejsce,
ale zwr贸cono mi uwag臋 na pewn膮 sytuacj臋 w 艂azience.
Kto艣 nie sp艂ukuje wody. Raz to wypadek, dwa mo偶e te偶,
- ale trzy to ju偶 celowe dzia艂anie. - I nie m贸wimy o numerze jeden.
Dzi臋kuj臋, Erin. Nie chc臋 nikogo zawstydza膰,
nie chc臋 nawet zna膰 winnego, ale...
- To by艂em ja. - M贸wi艂em, 偶e nie chc臋 wiedzie膰.
Potrzebujemy wody.
Czyta艂em, 偶e poziom wody w zalewie spad艂 o dwa cale w tym roku.
Przy ka偶dym naci艣ni臋ciu sp艂uczki marnujemy pi臋膰 litr贸w wody.
Pi臋膰 litr贸w! Czy jest co艣 wa偶niejszego?
To toalety o niskim przep艂ywie. Od teraz sp艂ukuj.
Niski przep艂yw. Sprytnie.
Co to jest?
Co tam si臋 dzieje?
S艂ycha膰 to za drzwiami? Nie wiedzia艂em.
Co ty wyprawiasz?
Skorzysta艂em z twojej rady. Odreagowuj臋.
- Odreagowujesz? - Jak ty ze swoj膮 gitar膮.
Mia艂e艣 racj臋. To pomaga na stres.
Na razie nie brzmi to wybitnie, ale dopiero si臋 ucz臋.
Najwa偶niejsze, by powietrze nie usz艂o z worka.
Wystarczy. Przesta艅. Chc臋 ci臋 widzie膰 w moim biurze.
Wygra艂e艣.
- Co takiego? - Zwalniam ci臋.
- Co? Je艣li chodzi o dudy... - Nie chodzi o dudy.
Oczywi艣cie, 偶e o dudy, o sp艂uczk臋, o t臋 optyczn膮 migren臋, kt贸r膮 nazywasz garniturem.
Chodzi o...
Chodzi o to, by艣 zachowa艂 premi臋, prawda?
Przestudiowa艂e艣 umow臋, co? Wida膰, 偶e chcesz st膮d odej艣膰.
Ale nie mo偶esz rzuci膰 pracy z zachowaniem premii.
Gdybym zwolni艂 ci臋 z jakiego艣 powodu, co powinienem zrobi膰 po reklamie,
te偶 nie by艂oby premii. Ale je艣li zwolni臋 ci臋 za bycie dupkiem,
- mo偶esz sobie zaklaska膰. - Je艣li s膮dzisz, 偶e dosz艂o do nadu偶ycia...
Daruj sobie. M贸g艂bym z tob膮 walczy膰, ale szkoda mojego czasu.
Wol臋, by艣 st膮d znikn膮艂.
Przykro mi, 偶e tak uwa偶asz.
Spakuj臋 si臋.
Ale najpierw b膮d藕 tak mi艂y i cho膰 raz nie traktuj mnie jak g艂upka.
Powiedz, w kt贸rym momencie 藕le ci臋 potraktowa艂em?
Co zrobi艂em, by zas艂u偶y膰 na takie zachowanie?
Dali艣my ci szans臋, zach臋cali艣my do rozwoju.
Dosta艂e艣 samoch贸d, mieszkanie, nawet biurko z kokobolo.
Widzisz tu takie biurko? Nawet nie da艂e艣 temu szansy.
Dlaczego?
Chcia艂em, by si臋 uda艂o. Naprawd臋.
- Ja tu nie pasuj臋. - Skoro to wiedzia艂e艣, po co wzi膮艂e艣 t臋 prac臋?
Przepraszam.
- Ile kosztowa艂o to biurko? - Siedem tysi臋cy.
Wypisz臋 ci czek.
A co to zmieni? Bierz biurko i wyno艣 si臋.
Je艣li to co艣 warte, porz膮dny z ciebie facet.
Je艣li to co艣 warte, z ciebie jest dupek.
/Drogi panie Hamlin, z 偶alem informuj臋, /偶e ze skutkiem natychmiastowym...
/Informuj臋...
Otwarte.
- Mo偶emy chwil臋 pogada膰? - Howard wie, 偶e tu jeste艣?
Sk膮d. Zakrad艂em si臋.
- Jasne, ale szybko. - A mo偶emy pogada膰 w sali konferencyjnej?
- Dlaczego? - Tak b臋dzie stosownie.
Do 16 nikt z niej nie korzysta. Sprawdzi艂em.
Prosz臋, g贸ra 10 minut.
Pani przodem.
Usi膮d藕.
Co si臋 dzieje? M贸w.
Schweikart & Cokely sp艂ac膮 tw贸j d艂ug i za dwa lata zrobi膮 ci臋 wsp贸lnikiem, tak?
Na to wygl膮da.
Taka jest umowa. Dlaczego pytasz?
- Rozwa偶ysz lepsz膮 ofert臋? - Od kogo? HHM?
Ode mnie.
Zrobi臋 ci臋 wsp贸lnikiem ju偶 jutro. A to niech pos艂u偶y za dow贸d.
Wexler McGill. Wsp贸lnicy.
Ty i ja razem.
Ja r贸wnie偶 mog臋 sp艂aci膰 tw贸j d艂ug. Z moj膮 premi膮 b臋dziesz mia艂a czyste konto.
呕adnych ogranicze艅.
Jeste艣my dobran膮 par膮. Dobrze o tym wiesz.
Co nas powstrzymuje? Wejd藕my w to na ca艂ego.
B臋dziemy sobie szefem. Stworzymy w艂asn膮 przysz艂o艣膰.
Sami sobie szefem?
- A klienci? - Dopiero zdoby艂a艣 Mesa Verde.
- Ci臋偶ko b臋dzie ich st膮d zabra膰. - Pojawi si臋 kolejne Mesa Verde.
To by艂a wy艂膮cznie twoja zas艂uga. Zrobi艂a艣 to raz, zrobisz ponownie.
- M贸wisz, jakby to by艂o takie 艂atwe. - Nie.
Rozmawiasz z go艣ciem, kt贸ry mieszka na zapleczu salonu.
To b臋dzie kosztowa膰 sporo krwi, potu i 艂ez, przynajmniej na pocz膮tku.
Ale ostatecznie b臋dziemy mie膰 w艂asn膮 kancelari臋.
Je艣li nam si臋 nie uda, sko艅czymy z niczym.
- Masz racj臋, to ruletka. - I to spora.
Ale stawiasz na siebie. I los ci sprzyja, jeste艣 niesamowit膮 prawniczk膮.
Masz szans臋, by pokaza膰 to 艣wiatu.
Wi臋c dlaczego mam nie i艣膰 do Schweikarta?
Zrobi膮 mnie wsp贸lniczk膮, a to solidna, szanowana firma.
- Nie zaprzeczysz. - Zas艂ugujesz na co艣 wi臋cej.
Schweikart to Howard Hamlin pod innym nazwiskiem.
M贸wisz tylko o mnie. A co z tob膮 i Davis & Main?
To ju偶 sko艅czone. Odszed艂em stamt膮d.
W sumie to mnie wylali.
- Co si臋 sta艂o? - To by艂o obustronne,
zanosi艂o si臋 od dawna. Ta praca nigdy nie by艂a dla mnie.
Za to ta jest.
Je艣li mamy by膰 wsp贸lnikami, musz臋 wiedzie膰 jedno.
Jakim b臋dziesz prawnikiem?
Nie chodzi mi o rodzaj prawa.
B臋dziesz gra艂 uczciwie? Czy b臋dziesz... kolorowy?
B臋d臋 gra艂 uczciwie. Zgodnie z zasadami.
Ani razu nie wykrocz臋 za lini臋...
To nie b臋dzie mia艂o sensu, je艣li nie mog臋 by膰 sob膮.
Kiedy pr贸buj臋 co艣 robi膰 wed艂ug czyich艣 zasad,
ko艅czy si臋 tragicznie. W艂a艣nie tak by艂o w Davis & Main.
Zobacz, jak si臋 sko艅czy艂o. Prawie zako艅czy艂em twoj膮 karier臋.
Wszystkich wkurzy艂em.
Od dawna pr贸bowa艂em by膰 osob膮, kt贸r膮 chc膮 widzie膰 inni.
Najpierw Chuck, potem ty. To nie twoja wina.
To by艂 m贸j wyb贸r. Ale je艣li mamy to zrobi膰,
musz臋 w to wej艣膰 jako ja.
Tak. B臋d臋 kolorowy. Co ty na to?
Nie wiem, dlaczego tak ci zale偶y, by艣my razem pracowali.
Przecie偶 my ju偶... Dlaczego mnie potrzebujesz?
Nie potrzebuj臋. Ja ci臋 chc臋.
I jestem przy tobie.
Ale nie jako wsp贸lnik w firmie.
Musz臋 wraca膰 do pracy.
- Dasz sobie rad臋? - Tak.
Nic mi nie b臋dzie. Id藕.
- Widzimy si臋 p贸藕niej? - Jasne.
Mo偶na si臋 wprowadza膰. Odnowili wszystko trzy lata temu.
Nowe pod艂ogi i kuchnia.
Jest te偶 odpowiednia przestrze艅.
- Chyba nie jest za du偶y? - Nie. Ani troch臋.
I sp贸jrz na to podw贸rko. Zostawiaj膮 ten domek.
Czy to nie wspaniale? Kaylee oszaleje.
- Nigdy jej stamt膮d nie wyci膮gniesz. - No w艂a艣nie.
Jest te偶 dobra szko艂a, a okolica jest rewelacyjna.
Dzwoni艂am na tutejszy posterunek z pytaniem o statystyki przest臋pstw.
Jedne z najni偶szych w mie艣cie. I wyczu艂am pozytywne wibracje od policjanta.
- Mo偶na na nich polega膰. - Brzmi idealnie.
- Podoba ci si臋? - Je艣li jeste艣 zadowolona, ja te偶.
- Tobie si臋 podoba? - Tak.
- Ale... - Co?
To du偶o pieni臋dzy. Wiem, 偶e si臋 powtarzam.
O to si臋 nie martw. Damy sobie rad臋.
Powa偶nie m贸wi臋. Nawet si臋 nie zastanawiaj.
Je艣li chcesz, jest tw贸j.
- I jaka decyzja? - Idealny.
- Zr贸bmy to. - Fantastycznie.
Ma pani godzink臋? Pojedziemy do biura i wype艂nimy papiery.
Mo偶e by膰. Spotkamy si臋 na miejscu.
Do zobaczenia.
- Czuj臋, 偶e w ko艅cu mog臋 oddycha膰. - Ciesz臋 si臋.
- Pojedziemy razem? - Pojad臋 za tob膮.
Samoch贸d ju偶 ca艂y. Nie ma nawet zadrapania.
M贸j go艣膰 zna si臋 na rzeczy.
Dzi臋kuj臋. Za wszystko.
Jed藕. Widzimy si臋 na miejscu.
Tutaj.
- Prawie ci臋 zgubi艂em na 艣wiat艂ach. - 呕aden problem.
Uwaga na akwarium.
W lewo. Moje lewo.
I co s膮dzisz?
- Co mam z nim zrobi膰? - Wywal na poboczu.
Tam je znalaz艂em.
- Nie. - To i tak za ma艂o.
To mo偶e drinka? Ja bym si臋 napi艂.
- Stawiam. - Nie trzeba. Czeka mnie podr贸偶.
- To mo偶e wod臋 z og贸rk贸w? - Dzi臋ki. Musz臋 wraca膰 do dzieci.
A co ty b臋dziesz teraz robi膰?
Zaczynam od zera.
Dzi臋ki, Omar. Jed藕 bezpiecznie.
Witam, dodzwoni艂e艣 si臋 do kancelarii Jamesa M. McGilla.
Zostaw...
Cze艣膰, tu kancelaria Jimmy'ego McGilla. Zostaw wiadomo艣膰, a oddzwoni臋.
Dzi臋ki.
Orzeczenia dora藕ne? Mia艂am takich sze艣膰.
Jedno z ostatnich by艂o nieco skomplikowane.
Sp贸r by艂 wynikiem nieprzyjemnego rozwodu. Moja klientka pozywa艂a by艂膮 firm臋,
kt贸r膮 ona i jej by艂y m膮偶 podzielili podczas ugody.
Tygodniami si臋 z tym m臋czy艂am.
- Kto przewodzi艂 sprawie? - S臋dzia Pittman.
- To dopiero utrapienie. - Potrafi by膰 nieust臋pliwy.
Ale orzek艂 na moj膮 korzy艣膰.
Wystarczy gadania o prawie. Wiemy, 偶e jeste艣 dobra i znasz si臋 na rzeczy.
Powiedz nam o Kim Wexler.
- Zaczyna艂a艣 w sortowni, tak? - Tak, to by艂o 10 lat temu.
Sama wspi臋艂a艣 si臋 na szczyt. To mi si臋 podoba.
Uko艅czy艂a艣 prawo na UNM. Jeste艣 z Nowego Meksyku?
Nie.
Pochodz臋 z ma艂ej mie艣ciny na 艣rodkowym zachodzie.
Na granicy Kansas i Nebraski. Nie s艂yszeli艣cie o niej.
Co ci臋 tu sprowadzi艂o?
Chyba...
Pewnego dnia spojrza艂am na swoje 偶ycie i uzna艂am, 偶e je艣li b臋d臋 pod膮偶a膰 w tym kierunku...
To znaczy?
W najlepszym wypadku czeka艂 mnie 艣lub z w艂a艣cicielem stacji benzynowej.
- Mo偶e praca na kasie w Hinky Dinky. - Gdzie?
Hinky Dinky.
To lokalny supermarket.
- Chcia艂am czego艣 innego. - Czego?
Czego艣 wi臋cej.
- Dzi臋ki, 偶e wpad艂a艣. - Mi艂o by艂o pozna膰 osobi艣cie.
Om贸wimy to, ale mog臋 艣mia艂o za艂o偶y膰, 偶e do jutra si臋 do ciebie odezwiemy.
To... fantastycznie. Nie mog臋 si臋 doczeka膰.
Lubili艣my ci臋, zanim przysz艂a艣. Teraz lubimy ci臋 bardziej.
Dzi臋kuj臋 za po艣wi臋cony czas.
Porozmawiamy wkr贸tce. Mi艂o by艂o pozna膰.
- Te偶 by艂o mi mi艂o. - Howard.
- W sumie to Rich. - Bo偶e, przepraszam.
Mi艂o by膰 pomylonym z Howardem. Przystojniak z niego.
Nie przejmuj si臋.
Odprowadz臋 ci臋.
- Przysz艂am do Jimmy'ego. - Ma spotkanie.
- Spotkanie? - Usi膮d藕.
Nigdy wi臋cej nie chc臋 s艂ysze膰 s艂owa "zezwolenie".
To tw贸j pogrzeb.
- Co ty tu robisz? - By艂am w okolicy.
艢wietnie.
- I tym razem chc臋 w贸zek. - Jaki?
- Western? Hustler? Peewee? - Wyra偶aj si臋 przy damie.
Sk膮d mam wiedzie膰? To wy jeste艣cie nerdy.
Niech b臋dzie tanio. Zmiatajcie st膮d.
- Masz sw贸j stary samoch贸d? - Dawcy nerek go nie chcieli.
Przepraszam.
- W ko艅cu masz biurko z kokobolo. - Nie inaczej.
- To dobrze wr贸偶y na przysz艂o艣膰. - Czyli na co?
To. Solowa praktyka. Wyj艣cie na swoje.
- Jak posz艂o ze Schweikartem? - Wy艣mienicie.
- Jutro powinnam mie膰 ofert臋. - Fantastycznie.
- Ciesz臋 si臋. - Dzi臋ki.
Powinni艣my to uczci膰. Whataburger na m贸j koszt.
- Nie przyjm臋 tej pracy. - Dlaczego?
Mia艂e艣 racj臋. Pora wyj艣膰 na swoje.
Solowa praktyka.
To kiepski pomys艂?
- Nie m贸w, 偶e zmieni艂e艣 zdanie. - Nie...
Jestem zaskoczony.
Sam m贸wi艂em, 偶e jeste艣 dla nich za dobra.
To b臋dzie... Cholera.
- Bomba. - No i fajnie.
W takim razie mam dla ciebie propozycj臋.
Nie Wexler McGill, ale...
Wexler i McGill.
Znajdziemy biuro, podzielimy si臋 kosztami najmu, rachunkami i reszt膮,
ale ja jestem Kim Wexler, adwokat, a ty jeste艣 Jimmy McGill, adwokat.
Dwie osobne praktyki.
- Oddzielne firmy pod jednym dachem? - Mo偶emy je藕dzi膰 jedn膮 taks贸wk膮.
Ty robisz rzeczy po swojemu, a ja po mojemu.
B臋dziemy mieli swobod臋, ale idziemy przez to razem.
Nie jako wsp贸lnicy, a jako dw贸jka prawnik贸w razem.
Co s膮dzisz?
Nie wiem, co powiedzie膰.
Zg贸d藕 si臋.
Biurko z kokobolo taszczy艂: michnik
.:: Napisy24.pl - Wprost od t艂umaczy ::.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.