All language subtitles for Better Call Saul S02E02 Cobbler (1080p x265 10bit Joy)

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese Download
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es-419 Spanish (Latin American) Download
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian Download
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com

- Howard. - Dobry, dostawa dla McGilla.

- Co ty tutaj robisz? - Kop臋 lat, co?

Pomy艣la艂em, 偶e wpadn臋. Czy偶bym s艂ysza艂 muzyk臋?

Nie, ja tylko... Wezm臋 to od ciebie.

- Mi艂o ci臋 widzie膰, Howard. - Wzajemnie.

Cholernie za tob膮 t臋sknimy. Nie odbierz tylko tego jako nacisk.

My艣l臋 o tym, by w nast臋pnym tygodniu wpa艣膰 do was na godzink臋 lub dwie.

Ale to jeszcze nic pewnego.

Je艣li masz na to ochot臋.

Z przyjemno艣ci膮 ci臋 przyjmiemy, nawet na te kilka chwil.

Okre艣l臋 si臋 dok艂adniej, a Ernesto przeka偶e szczeg贸艂y.

Bajerancko.

- Jak sprawuje si臋 Ernie? - Og贸lnie dobrze.

- No i fajnie. - Wszystko gra w sprawie Sandpiper?

Powoli do przodu.

Davis & Main s膮 pomocni.

W ko艅cu to z艂o偶ona sprawa.

Na pewno to nie sprawa dla dw贸ch os贸b.

Jakie艣 wie艣ci od Jimmy'ego?

Tak, rozmawiali艣my.

- I co u niego? - Dobrze.

Radzi sobie.

A skoro o tym mowa... Mam wie艣ci.

Pracuje dla Davis & Main.

Ale jako kto?

Jako adwokat?

Clifford Main zatrudni艂 Jimmy'ego?

M贸wi膮c szczerze, mia艂 w膮tpliwo艣ci, ale postanowi艂 da膰 mu szans臋.

Jego ludzie kontaktowali si臋 z innymi lud藕mi,

ale ilekro膰 trafili na mieszka艅ca Sandpiper,

chcieli tylko Jimmy'ego.

- Staruszkowie... - Go kochaj膮.

Dok艂adnie, plus Cliff uzna艂, 偶e to dobry pomys艂,

by sprawa zachowa艂a... ci膮g艂o艣膰.

- Jimmy ma podej艣cie do ludzi. - Fakt.

Maj膮 艣wiadomo艣膰 jego przesz艂o艣ci?

- Edukacji? - Rozmawiali艣my przed podj臋ciem decyzji.

Niczego nie ukrywa艂em. Stara艂em si臋 by膰 obiektywny.

- Ale te偶 nie zniech臋ca艂em. - Jasne.

Bo niby czemu.

Prawd臋 powiedziawszy...

to Kim Wexler mocno na nich naciska艂a. A ja nie przeszkadza艂em.

- Ma szanse na partnerstwo? - Raczej...

Chyba tak.

I 艣wietnie.

- Dobra jego. - Charlie Cwaniak, co?

Dobra, d艂u偶ej nie przeszkadzam.

- Doda膰 co艣 do listy Erniego? - Nie, wszystko jest jak trzeba.

- Dzi臋ki za wizyt臋. - Nie ma za co, t臋sknimy.

Ale bez ci艣nienia.

.::GrupaHatak.pl::. facebook.com/GrupaHatak

Better Call Saul 2x02 /Cobbler

T艂umaczenie: j贸zek i michnik

/Przegl膮d dokument贸w /to dzia艂ka HHM.

Zwr贸cili艣my si臋 do Sandpiper z pro艣b膮 o nast臋puj膮ce dokumenty:

Jeden - umowy najmu; tera藕niejsze i przesz艂e,

ze wszystkich o艣rodk贸w. Dwa - dokumentacj臋 transakcji

wszystkich dostawc贸w Sandpiper. Trzy - lista przesz艂ych i tera藕niejszych

dostawc贸w Sandpiper. Cztery - wszystkie umowy i kontrakty

zawarte mi臋dzy Sandpiper a dostawcami.

Pi臋膰 - za艣wiadczenia wyp艂at z ubezpiecze艅 spo艂ecznych.

Sze艣膰 - rachunki z zasi艂k贸w.

Siedem - rachunki nie zwi膮zane z...

Niez艂y wygl膮d. Jak w Santa Fe?

Powiem ci, 偶e...

A nie m贸wi艂am?

A jak mieszkanie?

Najlepsze s艂u偶bowe, jakie mo偶na wymarzy膰.

Musz臋 je zobaczy膰.

Mo偶e odejd臋 z HHM? Za艂api臋 si臋 na ten wypasiony poci膮g D&M.

Bo taki jest.

Niesamowite.

Jimmy...

Ciesz臋 si臋 twoim szcz臋艣ciem.

Dzi臋ki. Nie藕le mi si臋 wiedzie.

My艣l臋 nawet o tym, 偶eby zacz膮膰 rozgl膮da膰 si臋

za domem do kupienia.

- W Santa Fe? - Jeszcze nie wiem.

Mo偶e co艣 bli偶ej Albuquerque, skoro tak cz臋sto podr贸偶uj臋.

W po艂owie drogi.

- Tak, my艣la艂em o... - Co powiesz na Corrales?

Ma艂y bungalow albo niekoniecznie ma艂y.

- Ma艂o 艣cian. - 呕eby nie zaburza艂y mojego chi.

Ale na pewno chc臋 du偶o przestrzeni. Potrzebuj臋 kontaktu z natur膮.

Konie. Powiniene艣 je kupi膰.

- To by艂oby niesamowite. - Za drogo. Jedz膮 owies, nie?

- Nieustannie jedz膮 owies. No i podkowy. - Ale warto.

Musisz sko艂owa膰 im podkowy i przybija膰 m艂otem.

I tak warto. D艂uga przeja偶d偶ka,

a potem kielich wina na patio o zachodzie s艂o艅ca.

No i trzeba kupi膰 grilla. Ca艂e dnie by艣my przy nim siedzieli.

Na bank trzeba kupi膰 grilla.

No dobra...

Zbieram si臋 do salonu. Dostarczyli m贸j s艂u偶bowy w贸z.

- M贸wisz serio? - No co?

"A gdzie moja z艂ota fura?

- Nie, nie ten. To tamten". - Zazdro艣nica.

A jak.

Zapomnia艂abym. Mam prezent.

Pi臋knie zapakowany. A偶 偶al otwiera膰.

To prezent, oka偶 wdzi臋czno艣膰.

/Drugi prawnik na 艣wiecie! - 呕eby by艂a jasno艣膰.

Daj spok贸j, drugi to i tak nie藕le.

Spoko.

Dzi臋ki. Do wieczora?

Mo偶e. Je艣li dobrze to rozegrasz.

Siema, pi臋kna.

I co wy na to, panie?

Prawda? W 艣rodku sk贸ra,

ogrzewane siedzenia na mro藕ne pustynne poranki.

Tak musi by膰 w niebie.

Przytulas na po偶egnanie?

Nie? No dobra. Pies z 艂zami i "do nast臋pnego".

Pewno metryczny.

Co ty tutaj robisz?

Pracuj臋 tu.

Jaki ten 艣wiat ma艂y.

To parking policyjny?

- Tak. - A zwracaj膮 koszt postoju?

Zajed藕 tu z boku, mamy do pogadania.

Po co tu przyjecha艂e艣?

- Mam spraw臋 do policji. - I jaka偶 to sprawa?

Skoro chcesz wiedzie膰, to mnie okradziono.

Kto艣 w艂ama艂 si臋 do mnie i ukrad艂 moje rzeczy.

- Narkotyki. - Ale tego glinom nie powiedzia艂em.

- Nie jestem g艂upi. - Rozmawia艂e艣 ju偶 z nimi?

Dw贸ch z nich by艂o u mnie w domu.

Ale mam gdzie艣 narkotyki.

Znaczy mo偶e troch臋. Chc臋 odzyska膰 moje karty z baseballistami.

- Karty? - No.

Mam cenn膮 kolekcj臋 kart z baseballistami,

- kt贸r膮 kto艣 ukrad艂. - Nie powinienem ci tego m贸wi膰,

ale to kiepski pomys艂,

by gada膰 z policj膮, b臋d膮c przest臋pc膮.

Nie jestem tu w charakterze przest臋pcy.

Jestem ofiar膮 kradzie偶y. A 偶e okazyjnie sprzeda艂em kilka farmaceutyk贸w,

to nie nale偶y mi si臋 ochrona przez przest臋pstwem?

By艂em ostro偶ny podczas rozmowy z nimi.

Nie maj膮 poj臋cia o mojej innej aktywno艣ci.

- Skoro spisali raport, co tu robisz? - Wezwali mnie.

Maj膮 jakie艣 pytania. Bardzo chc膮 uj膮膰 z艂odzieja.

Jeste艣 艣wie偶ak, zatem dam ci rad臋.

- Zaprosili ci臋 na po艂贸w. - A co to takiego?

Nie maj膮 interesu w tym, by pom贸c ci odzyska膰 karty.

Najwyra藕niej jeste艣 podejrzanym.

Ale przecie偶 nic nie mogli tam znale藕膰.

Wracam do naszej wcze艣niejszej rozmowy

o tym oczojebnym wozie krzycz膮cym "wo偶臋 dilera".

Podejrzewaj膮 ci臋. Udaj膮c twoich przyjaci贸艂,

wzbudz膮 w tobie poczucie bezpiecze艅stwa,

a wtedy dobior膮 si臋 do ciebie.

- I p臋kniesz. - Nie...

- Nie zgadzam si臋. - Bez dyskusji. Jed藕 do domu.

- Ale jestem um贸wiony. - Olej to.

Jak b臋d膮 dzwonili, nie odbieraj telefonu.

- A moje karty? - Wrzu膰 je w koszta.

Nie! Odzyskam je i koniec!

- Zaryzykuj臋. - Nie.

Bo wtedy i ja b臋d臋 w niebezpiecze艅stwie.

Ale musz臋!

Te karty...

Niekt贸re nale偶a艂y do mojego ojca.

Odzyskam je i basta.

Znajd臋 te twoje karty.

Zrobi艂by艣 to?

Ale艣 ty hojny.

To b臋dzie kosztowa膰.

Finansowy aspekt sprawy om贸wimy, kiedy...

No dobra. Jezu.

- Wskakuj. - Nie chc臋 przeszkadza膰.

Nie przeszkadzasz. Spuszczam troch臋 pary.

- Nie藕le grasz. - Dzi臋ki.

- To oczyszcza g艂ow臋. Grasz na czym艣? - Pr贸bowa艂em w liceum,

ale uzna艂em, 偶e s膮 艂atwiejsze sposoby na podryw.

Mam nadziej臋, 偶e masz swoje sposoby na luz. Ka偶dy musi mie膰.

- Jak ci tu? - 艢wietnie.

To niez艂y awans.

Fajnie mie膰 ci臋 w艣r贸d nas.

Daj zna膰, je艣li czego艣 ci brak.

Dzi臋ki, Cliff. 艢wietnie mi u was.

Super.

- Dobra, wracam do pracy. - Ja te偶.

Chyba co艣 znalaz艂em w otrzymanych dokumentach.

Schweikart i Cokely odnosz膮 si臋

do "opcjonalnego programu zasi艂k贸w", ale sprawdzi艂em kontrakty mieszka艅c贸w

i nikt z tego nie zrezygnowa艂, wi臋c to chyba opcja obowi膮zkowa.

My艣lisz, 偶e to podpada pod zatajenie informacji?

Powtarzaj膮, 偶e to opcjonalne, czyli dobrowolne. Mo偶emy za艂o偶y膰,

偶e podstawowym warunkiem przyj臋cia jest optowanie za,

wi臋c ich twierdzenie, 偶e to dobrowolne nie trzyma si臋 kupy.

To mo偶e by膰 co艣.

Nie藕le, Jimmy.

- Witam, w czym pom贸c? - Chcia艂em dokona膰 wyceny.

Mi samoch贸d. Mi coche. Robicie to?

Tak, samochody. Todo el tiempo.

Chcia艂bym odnowi膰 tapicerk臋.

Rzucisz pan okiem?

My艣l臋 o odnowieniu. Chc臋 da膰 starej pani now膮 mi艂o艣膰.

Fajnie, 偶e szykuje si臋 robota, ale lepiej by kupi艂 se nowy.

Powiedzia艂, 偶e powinien pan oszcz臋dzi膰 i kupi膰 se nowy.

Ten ma warto艣膰 sentymentaln膮.

Klasyczna bryka.

Jaki chce?

- Jaki materia艂? - Sk贸ra.

Mo偶e aligator.

Za du偶o kasy.

Ju偶 m贸wi艂em, 偶e ma warto艣膰 sentymentaln膮.

Egzotyczna sk贸ra gryz艂aby si臋 z wozem.

Mo偶e co艣, co bardziej pasuje do wozu.

Przekonaj go.

Sk贸ra aligatora b臋dzie wygl膮da艂a tandetnie.

Taniej b臋dzie lepiej.

To co by pan wybra艂?

Przepraszam.

M贸j syn panu pomo偶e.

Pom贸偶 mu.

I postaraj si臋 go nie wkurzy膰.

Jak mnie znalaz艂e艣?

- Czego tu chcesz? - Kart z graczami.

My艣l臋 se tak. Zobaczy艂e艣 w贸z symbolizuj膮cy kryzys wieku

i postanowi艂e艣 odci膮膰 wi臋zy z cz艂owiekiem.

Nie dziwi臋 si臋, bo zrobi艂em to samo. A potem go okrad艂e艣.

Te karty to na pewno spos贸b, by dorobi膰 na boku

i da膰 durniowi nauczk臋.

Nie wzi膮艂e艣 jednak pod uwag臋, z jak wielkim durniem masz do czynienia.

Wprost przeciwnie.

Wi臋c nie doceni艂e艣 wi臋zi, jak膮 ten cz艂owiek ma z kartami.

A jest taka, 偶e wezwa艂 policj臋 i zg艂osi艂 kradzie偶.

Teraz gliny w臋sz膮.

No to masz problem.

Raczej mamy.

Ja jednak zaryzykuj臋.

- Ale powodzenia. - My艣la艂em, 偶e dostrze偶esz dylemat

i zrobisz, co trzeba. Widz臋 jednak, 偶e mamy do czynienia

z zasad膮 kija i marchewki.

Tak? I to jest ten kij?

Przychodzisz tu i grozisz mojej rodzinie?

Potrzebny ci wi臋kszy kij, starcze.

Nie przyszed艂em tu, by grozi膰 twojej rodzinie.

A kij nazywa si臋 Tuco Salamanca.

Je艣li nie b臋dziesz wsp贸艂pracowa艂, Tuco dowie si臋 o interesie na boku.

Taki kij mo偶e by膰?

Ja jednak wola艂bym marchewk臋. Ty chyba te偶.

A dok艂adnie?

Oddasz mi karty,

10 tysi臋cy w got贸wce,

a zarobisz na czysto jakie艣 60 ko艂a.

I jak to mia艂oby wygl膮da膰?

/Ernesto?

- Wybiera si臋 pan gdzie艣? - A i owszem.

Na zakr臋tach troch臋 j膮 ponosi.

I musi lata膰 na wysokooktanowej.

Brzmi jak przekr臋t, ale r贸偶nica jest odczuwalna.

No i my艂bym j膮 co najmniej raz w tygodniu. Nie 偶a艂ujcie te偶 wosku.

To zawsze dodatkowa warstwa ochronna.

Zas艂uguje na najlepsze.

Dopilnuj臋, by ch艂opaki w dziupli obeszli si臋 z ni膮 delikatnie.

Dlaczego? Nie...

My艣lisz, 偶e b臋d臋 tym je藕dzi艂?

Wygl膮da jak autobus dla sze艣cioletnich alfons贸w.

Jedziemy z tym koksem?

Aaron...

Jest te偶 Jeter.

- Mantle! Jest! - Wszystko gra?

Tak, chyba s膮 wszyscy. Mam komplet.

A teraz ta druga rzecz.

Na tym ko艅czymy wsp贸lne interesy.

S膮dz臋, 偶e powinien mnie jeszcze przeprosi膰.

To znowu policja.

Sandpiper nie odpowiedzia艂 na nasze pro艣by.

Zakopali nas w papierach, ale nie ma tam niczego istotnego.

呕adna niespodzianka. B臋dziemy musieli zdoby膰 ich wyci膮gi bankowe.

- Jimmy, a co z klientami? - Czekaj膮c na te wyci膮gi,

powinni艣my wypyta膰 te偶 o to samych klient贸w.

Wi臋kszo艣膰 z nich ma jeszcze papiery z czas贸w Eisenhowera.

Cho膰 bior膮c pod uwag臋 ich brak organizacji,

b臋dzie z tym troch臋 roboty.

- Przepraszam, 偶e przeszkadzam. - Ta jedna kobieta...

S艂odka, ale g艂ucha jak pie艅, trzyma wszystkie dokumenty w...

- Trzyma je... - Przepraszam ci臋.

Poprosz臋 wszystkie telefony i urz膮dzenia elektroniczne.

Witaj, Chuck. Usi膮d藕.

Nie zwracajcie na mnie uwagi. Witam wszystkich.

Przepraszam, 偶e przerwa艂em. Udawajcie, 偶e mnie tu nie ma.

Fajnie, 偶e wpad艂e艣.

Na czym stan臋li艣my?

M贸wi艂em...

Wyci膮gni臋cie dokument贸w od niekt贸rych klient贸w...

Mamy tam kilku zbieraczy. Niech ich B贸g b艂ogos艂awi.

Odwiedza艂em pani膮 Gusdorff z Santa Fe,

sp臋dzi艂em ca艂e popo艂udnie, przegl膮daj膮c stos przepis贸w

i kupon贸w z loterii. Ale teraz mamy kopie

jej miesi臋cznych wydatk贸w od marca 1997 roku.

Mo偶e to by膰 nieco wyczerpuj膮ce, ale klienci zawsze b臋d膮 najlepszym 藕r贸d艂em.

A do tego maj膮 s艂odycze.

Halo?

- Co ty tu robisz? - Moje nazwisko widnieje na budynku.

Dobrze, 偶e wpad艂e艣. W razie czego jestem u siebie.

Dlaczego tu jeste艣?

By by膰 艣wiadkiem.

James McGill.

Tu Ehrmantraut.

Kompas moralny wci膮偶 nawala?

Je艣li tak, mog臋 mie膰 robot臋.

Gdzie i kiedy?

Prosz臋 usi膮艣膰.

Dzi臋kujemy, 偶e pan przyszed艂, panie Wormald.

- Oczywi艣cie. - Przygl膮dali艣my si臋 raportowi policyjnemu.

Mamy kilka pyta艅.

Przepraszamy za zawracanie g艂owy. To standardowe rzeczy, prawnik jest zb臋dny.

Jestem tu bardziej w roli doradcy.

Dan chcia艂 mie膰 przy sobie jak膮艣 przyjazn膮 twarz.

Wszyscy jeste艣my przyja藕ni.

No prosz臋! Czw贸rka przyjaci贸艂.

Chcemy tylko wyja艣ni膰 pewne kwestie, by pom贸c panu w odzyskaniu mienia.

Wiecie, nie szkodzi. Nie ma potrzeby...

To standardowa procedura.

Policjanci nie zawsze spisuj膮 w raportach wszystkie informacje.

Chcemy znale藕膰 go艣ci, kt贸rzy ukradli panu karty.

Ale to...

M贸j wujek mia艂 kart臋 Ty'a Cobba. Trzyma艂 j膮 za grubym szk艂em.

- Jakby to by艂a Mona Lisa. - Ty Cobb?

Niech uwa偶a ze 艣wiat艂em.

Nawet sztuczne o艣wietlenie ma pewn膮 dawk臋 promieniowania ultrafioletowego,

kt贸ra mo偶e... Po d艂ugim czasie...

Mo偶e nam pan przypomnie膰, gdzie trzyma艂 pan karty?

Jak usi艂owa艂em ju偶 powiedzie膰, sprawa jest nieaktualna.

Znalaz艂em je.

- Znalaz艂 pan karty? - Tak.

- Chcia艂em powiedzie膰 wam o tym osobi艣cie. - Znalaz艂 je pan?

- Gdzie? W domu? - Nie, zatrudni艂em prywatnego detektywa.

Wy艣ledzi艂 je.

Serio? I gdzie by艂y?

Sprawa zamkni臋ta. Naprawd臋.

Nie chc臋 zawraca膰 panom g艂owy. Zmarnowali艣cie na to do艣膰 czasu.

Nic nie szkodzi. To nasza praca.

Chcemy tylko zna膰 wszystkie fakty, by m贸c zamkn膮膰 spraw臋.

Ju偶 po wszystkim. Sprawa zamkni臋ta.

Wiem, ile macie roboty.

- Mordercy, rabusie, gangi... - Mo偶e wyjdziesz na powietrze?

Napij si臋 kawy, a ja tu sko艅cz臋.

Przejd藕my do rzeczy.

Koledzy w mundurach znale藕li skrytk臋 pana Wormalda,

dlatego tak bardzo chcecie mu "pom贸c". Rozumiem to.

Skrytka za listw膮 pod艂ogow膮? Ka偶dy by艂by podejrzliwy.

Zapewniam jednak, 偶e nie dzieje si臋 tu nic nielegalnego.

- To dlaczego tak si臋 denerwuje? - To troch臋 podejrzane.

Wszyscy mamy swoje tajemnice, czy偶 nie? Kto z nas jest bez grzechu?

Jednak nie wszystkie grzechy to przest臋pstwa. A ju偶 na pewno nie te pana Wormalda.

- S膮 jednak spraw膮 prywatn膮. - Prywatn膮 jak handel narkotykami?

Nie. Wykr臋ca si臋 od odpowiedzi, bo to wra偶liwy temat.

Delikatna sprawa, kt贸ra nie powinna pan贸w interesowa膰.

Chcieliby艣my uwierzy膰 panu na s艂owo, ale to nam nie wystarczy.

Wszystko sprowadza si臋 do nieporozumienia mi臋dzy panem Wormaldem

i jego mecenasem sztuki.

- Mecenasem sztuki? - Dok艂adnie.

M贸j klient ma umow臋 z zamo偶nym jegomo艣ciem,

kt贸remu to pan Wormald dostarcza sztuk臋

w zamian za hojny... Nazwijmy to patronat.

- Sztuk臋 w sensie obrazy? - Bardziej media cyfrowe.

- Cyfrowe? - Nagrywa dla niego filmy.

- Jakiego rodzaju filmy? - Prywatne. Artystyczne.

To by艂o w skrytce. Do tego ona s艂u偶y.

Ten mecenas sztuki ukrad艂 nagrania i karty?

To by艂o nieporozumienie.

Nazwijmy to r贸偶nic膮 zda艅. Arty艣ci to niestabilne istoty.

Wszystko sprowadza si臋 do k艂贸tni kochank贸w.

Dw贸ch doros艂ych m臋偶czyzn pok艂贸ci艂o si臋. Normalka.

Mecenas ukrad艂 nagrania i karty, by da膰 nauczk臋.

Najwa偶niejsze, 偶e wszystko zosta艂o ju偶 rozwi膮zane.

Pogodzili si臋 i pan Wormald nie zamierza wnosi膰 zarzut贸w.

Co by艂o na tych nagraniach?

- By艂y prywatne. - Ju偶 pan to m贸wi艂.

By艂y to nagrania 艂echtaj膮ce zmys艂y.

- Czyli pornosy? - Nie...

Nie do ko艅ca.

Pr臋dzej filmy dla fetyszyst贸w. Ale to nic nielegalnego.

Jedynie m臋偶czyzna w ubraniu, sam na sam ze sob膮.

Pan Wormald w ubraniu.

Pan Wormald w ubraniu? Sam?

- I co robi艂? - No w艂a艣nie.

Przysiad w cie艣cie.

- A co to jest? - Przysiad w cie艣cie, przecie偶 wiecie.

- Nie wiem. - Ja te偶 nie. Co to?

I wy jeste艣cie z policji? Przysiad w cie艣cie z Hoboken?

Ksi臋偶ycowe Oreo? Bosto艅ski plusk 艣mietany?

Serio? Murzynek w rowie?

Dupna szarlota? Panowie!

- Czy ja m贸wi臋 w obcym j臋zyku? - Co to, kurna, przysiad w cie艣cie?

Kiedy m臋偶czyzna siada w ciasto.

Siada w nie...

i potrz膮sa.

Mo偶e znacie to jako majonez Hellmann's,

ale on robi przysiady p艂aczu, wi臋c dochodz膮 do tego 艂zy.

To ju偶 wy偶sza szko艂a. Nie wszyscy z nich p艂acz膮.

Powiem wam jedno.

Ten go艣膰 to prawdziwa Julianne Moore, kiedy ju偶 oczy mu zajd膮 艂zami.

Ciasta? 呕e niby jab艂ecznik?

Nie ja to nagrywam. Ale chyba z bananowym kremem,

mo偶e z brzoskwini膮?

No i dochodzi jeszcze kostium.

Chyba zalewasz.

Bo zmy艣li艂bym co艣 takiego?

艢wiat to zadziwiaj膮ce miejsce.

Wierzcie mi, nie chcecie tego ogl膮da膰.

- I wszystko gra? - Tak.

Pozosta艂a jeszcze tylko jedna kwestia.

- Jaka? - Musisz nagra膰 film.

Moment, to on siada w cie艣cie, czy je zjada?

Jedno i drugie. Co tylko zechcesz.

- A co jest najpierw? - Ty decydujesz.

- To dlatego p艂acze? - Mo偶na tak za艂o偶y膰.

Jak ty na to wpad艂e艣? Za milion lat bym tego nie wymy艣li艂a.

Muza przemawia przez moj膮 osob臋, jestem jedynie skromnym naczyniem.

- I kupili to? - Ano.

S艂ysza艂am o r贸偶nych 艣ciemach, ale to prawdziwa wisienka na torcie.

Kim!

Wisienka na cie艣cie. Przepraszam.

- Powinnam teraz skoczy膰 z dachu. - Wstyd藕 si臋.

Jezu, ty to bajki wymy艣lasz.

- Ale to nagranie przypiecz臋towa艂o spraw臋. - Jakie nagranie?

- Moment, nakr臋cili艣cie film? - Pod koniec Dan si臋 naprawd臋 wczu艂.

Uwierzy艂em w jego 艂zy.

To niewykorzystane rekwizyty.

Nie wiedzia艂em, ile b臋dzie uj臋膰, wi臋c kupi艂em wi臋cej.

Daj臋 ci s艂owo, ludzki po艣ladek ich nie tyka艂.

- Sfabrykowa艂e艣 dow贸d? - Nakr臋ci艂em film.

- 呕aden dow贸d. - Oczy艣ci艂e艣 nim klienta.

- Wykorzysta艂e艣 sfabrykowany dow贸d. - Dzielisz w艂os na czworo.

Nic nie dziel臋.

A gdyby w Davis & Main si臋 o tym dowiedzieli?

To nie by艂 ich klient. To by艂a ma艂a sprawa pro bono.

- W swoim czasie. Moja sprawa. - Dlaczego?

Dlaczego ryzykujesz najlepsz膮 prac臋, jak膮 mia艂e艣, dla sprawy pro bono?

- Wy艣wiadcza艂em przyjacielowi przys艂ug臋. - Mog艂e艣 straci膰 uprawnienia. Niez艂y przyjaciel.

Nic si臋 nie sta艂o. Uda艂o si臋.

- W Davis & Main nic nie wiedz膮. - Igrasz z ogniem.

Nie narzeka艂a艣, kiedy Ken zap艂aci艂 nasz rachunek w barze.

To te偶 by艂o z艂amanie zasad, ale podoba艂o ci si臋.

- Bardzo. - To zupe艂nie inna sprawa.

- Niby dlaczego? - Tamto nie mia艂o zwi膮zku z prac膮.

Po prostu si臋 wyg艂upiali艣my. Ty sfabrykowa艂e艣 dow贸d.

To ci mo偶e zaszkodzi膰. Gdyby si臋 dowiedzieli albo ci臋 przy艂apali...

- Nigdy si臋 nie dowiedz膮. - M贸wisz jak ka偶dy kretyn z kartotek膮.

R贸b tak dalej, a si臋 dowiedz膮.

I po co to?

Jaki w tym sens?

Nie chc臋 s艂ysze膰 o takich rzeczach. Nigdy wi臋cej.

Powa偶nie m贸wi臋.

Nie us艂yszysz.

W cie艣cie tapla艂 si臋: j贸zek Kamer臋 trzyma艂: michnik

.:: Napisy24.pl - Wprost od t艂umaczy ::.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.