All language subtitles for A.True.Gentleman.2024.1080p.WEBRip.x264.AAC5.1-[YTS.MX]

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian Download
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Chodzi o bycie dżentelmenem, nie o forsę.

Muszę sobie liczyć,

by uniknąć bałaganu i złamanych serc.

Nie ma innego sposobu,

by być dla kogoś wszystkim,

ale nic dla niego nie znaczyć.

Bawiliście się kiedyś w lekarza, który leczy pocałunkiem?

Wybacz mi.

Graliście jej byłego?

Zabawialiście?

Udawaliście nieznajomego?

Jestem dla kobiety tym, kim zechce.

Koniec końców wszystkie pragną jednego.

Nie czuć wstydu.

Tak pod osłoną nocy…

jak i za dnia.

Hej. Ktoś nas przyłapie.

Ty mnie złap.

PRAWDZIWY DŻENTELMEN

Dalej wpuszczajcie wszystkich jak leci.

Nie krzyczę.

Przeszkadza pan klientom.

A ja to kto? Nie klient?

Co ja pani zrobiłem?

Ja wiem, na co pana stać? Ma pan tupet.

- Przecież bym się przyznał… - Panie Kadir.

Proszę pani.

Przepraszam za niego. Co się stało?

Składał mi dwuznaczne propozycje.

Wciskał wizytówkę.

Nic nie proponowałem.

Mówiłem, żeby pani zadzwoniła, jak poczuje chętkę.

Co w tym zdrożnego?

Pani należą się przeprosiny.

- Przepraszam. - Nie chcę przeprosin.

Słowa niczego nie naprawią.

Lampiłaś się na mnie, paniusiu!

- Ochrona do recepcji. - Dzwoń po goryli, dupku.

Panowie, proszę was.

- Nie przy pani. - Wpuszczacie byle kogo.

Ani słowa więcej.

Zajmę się tym.

Przepraszam w jego imieniu.

Możemy porozmawiać?

Gdyby znała pani jego sytuację, zrozumiałaby pani.

Wygląda pani na dojrzałą kobietę pełną współczucia.

Co się stało?

Narzeczona go zostawiła.

Chcę mieć na niego oko.

Namówiłem go na siłownię.

Ma straszną depresję.

Bardzo się denerwuje na widok pięknych kobiet.

- Hakanie, wyprowadź pana. - Chwileczkę.

Przyjaźnicie się?

Tak.

Żałuję, że poznajemy się w takich okolicznościach.

Jestem Saygın.

Daj kobiecie zrobić pierwszy krok.

- Taka jest zasada, pamiętasz? - Jasne.

Kobietom to wolno, a mnie się za to ostro oberwało.

Co z tobą, Kado?

Nie możesz poćwiczyć i wyjść jak człowiek?

Wal się.

Twój kalendarz pęka w szwach.

Kiedyś to było inaczej. Postarzałem się.

Klientek brak.

Trenuję na siłce, a mięśni jak nie było, tak nie ma.

Szlag…

- Kado. - No?

Ruchy. Kupimy ci smoking.

- Smoking? - Tak.

- Ale po co? - Pospiesz się.

Szczęśliwego Nowego Roku!

Świetny jest ten zespół.

Panie Cenk, tutaj!

Wytrzyj usta. Idzie.

To pani Emel. Projektantka mody. Ma butik w Nişantaşı.

Bardzo staroświecka.

Lubi „na misjonarza”? Spoko.

- Pani Emel… - Cicho.

Nie słyszała.

- Ta w czerwieni. - No?

Aylin.

Właśnie się rozwiodła.

Ma złamane serce.

- Cała zrobiona. - Coś nie wyszło.

Nie?

Ohydny ma ten kinol.

- Co? To wstrętne. - Bezczelne.

W tym tkwi twój problem.

Dlatego już do ciebie nie dzwonią.

Wal się.

Nikt ich tak nie wyrucha jak ja.

Ruchanie to nie wszystko. Kobiety mają też inne potrzeby.

Tak? To proszę, oświeć mnie.

Spraw, by poczuły się wyjątkowe i docenione.

Raczej nikt z tu zebranych się do tego nie kwapi.

Wtedy do akcji wchodzimy my.

Gdy ja „wchodzę”, to się dzieje.

Umiem zrobić kobiecie bardzo dobrze.

- Nic z tego. Wychodzimy. - Nie, czekaj.

Weź, nie wkurzaj się tak.

Mam cykora. To wytworne damy.

- Bądź miły. - Dobra.

- Dobra. - Chodź.

Wybieraj.

- Oya, z pomarańczową torebką. - Co wiesz?

Poślubiła bogatego Francuza.

Jak widzisz, dostaje spore alimenty.

Podejdę i spytam, ile bierze.

- Sport. - Dobra.

- Codziennie biega. - Kumam.

Powiedz jej, że wygląda dziś tak oszałamiająco, że musiałeś ją poznać.

Uczeń przerósł mistrza. Pękam z dumy.

- Daj spokój. - Wyluzuj.

- Do dzieła. - No to odpalam.

Na razie.

- Bądź prawdziwym dżentelmenem. - Zrobi się.

Dobry wieczór.

Ma pani mapę? Zgubiłem się w pani oczach.

- Jest pan uroczy, panie Arif. - To ty jesteś urocza.

Z kim tańczy twój mąż, Serap?

Hej.

Jutro załóż tylko to.

Wedle życzenia.

Dziękuję.

Przepraszam!

- Nic pani nie jest? - Uratował mi pan życie.

Ojej. Złamany.

Wezmę to.

Może się pani o mnie oprzeć.

Są za duże o rozmiar, ale to prezent noworoczny.

Pójdę już. Przepraszam.

Mogę pani potowarzyszyć.

- Dam sobie radę. - W porządku.

- Szczęśliwego Nowego Roku. - Wzajemnie.

Jesteście super!

Dziękujemy. Wrócimy po krótkiej przerwie.

Dlaczego pan przestał?

Nie pamiętam co dalej.

- Poradziła sobie pani. - Powiedzmy.

- Chyba znam tę piosenkę. - Śmiało.

Może się pospieszyłam.

O ukochana

Jak ci płynie życie w niebiańskich ogrodach?

Czy wznosisz się gdzieś w niebiosach

U boku kolorowych motyli?

Czy są tam rzeki?

Czy woda płynie pod nami?

O ukochana

Tęsknię za tobą

Moja ukochana

Chyba tak to leciało.

Dziękuję.

Nie każdy ją zna.

Jesteśmy w gronie szczęśliwców.

Przepraszam.

Panu się to podoba?

Przez to świętowanie giną ptaki.

Zanieczyszczenia. Okrucieństwo.

A panu się podoba?

Kiedyś lubiłem fajerwerki.

Zostawię pana z tymi petardami.

„Ktoś jest szczęśliwy”, mawialiśmy. Poprawiało nam to nastrój.

Może ktoś wygrał fortunę

i może opłacić leczenie swojego dziecka.

Może jakiś 86-latek odnalazł miłość z dzieciństwa.

To sobie wyobrażaliśmy.

Dla tak miłych marzeń można przestać nienawidzić petard.

Dziękuję.

Nienawidzi pan czegoś, co inni uwielbiają?

Papierosów.

Rozgotowanego makaron.

Przekąsek i śmieci po nich.

Nienawiść do przekąsek?

To słowo tyczy się poważnych spraw.

Nie znoszę coverów moich ulubionych piosenek.

A to dlaczego?

Bo są byle jakie.

Ale pani przed chwilą…

- Tak? - Była pani niezła.

Dziękuję za komplement.

Choć pewnie trochę zmasakrowałam tę piosenkę.

Nie nadaję się na scenę.

Złamany obcas to dobra wymówka. Był pan świadkiem.

- Tylko przy pierwszym. - No tak.

Miała pani występować?

Ona była nieugięta.

Mówiła, że będą mnie filmować i zrobię furorę w Internecie.

Jakbym kogokolwiek obchodziła.

Nie wiem jak inni, ale ja bym pani słuchał.

Przepraszam.

- Tak? - Pokój na górze po prawej.

Dobra.

Muszę spotkać się z kumplem. Będzie tu pani jeszcze?

Nie, sama miałam dołączyć do koleżanki. To było dla niej.

Proszę.

- Nie, smacznego. - Jeszcze nie piłem.

Do zobaczenia.

Spotkamy się za pół godziny?

Koleżanka czeka.

Spotkajmy się za pół godziny.

- Do zobaczenia. - Do zobaczenia.

- Co robisz? - Pomyślałam, że dam ci prezent.

- Dużo wypiłaś? - Gdzie się podziewałeś?

Chodź.

Pocałuj mnie.

Co się stało?

Nie pocałujesz mnie?

Twój mąż tu jest.

Mój mąż?

Jest bardzo zajęty.

Tańczy.

Szczęśliwego Nowego Roku.

Możesz go wymienić na inny.

Opowiadaj. Co się stało?

Nic nowego.

Normalnie bolą go plecy,

a na jej widok zaczął tańczyć tango.

Chciałabym tam pójść i zdzielić mu z liścia.

Nie lepiej się z nim rozwieść?

Nie. Fulya by tego nie zniosła.

Na pewno chodzi o nią?

Wyświadczysz mi przysługę?

Bądź tylko ze mną.

Zaopiekuję się tobą.

- Nie widziałam cię na scenie. - Złamał mi się obcas.

Nie mogłam tak wyjść. Najadłabym się wstydu.

Będzie wściekła. WIele ją kosztowało, by ci to załatwić.

To nie było umyślnie. Pomożesz mi się wykręcić.

Nie potrafisz jej odmówić, a miganiem się pogarszasz sprawę.

Odmów jej, tak jak ja.

Łatwo powiedzieć. Znasz swoją matkę.

Nieważne.

Cieszę się, że się wypięłaś. Soczewki mi już wyschły.

W takim razie nic tu po nas.

Przyszłam tu dla ciebie.

Zaczekaj. Rozerwijmy się.

- Jak? - Zostańmy jeszcze chwilę.

Ktoś taki jak ty zasługuje na lepsze życie.

Czy pieniądze są tego warte?

Obędziesz się bez tych drobniaków, które od nich dostajesz.

To nie tak.

To jak? Bzykasz je pro bono?

Kto by tego chciał, na litość boską?

Naprawdę chcesz tak żyć?

Nie wiem, jak ci się udaje to znieść.

Zamówię ci kawę i zapomnimy o tej rozmowie.

Przepraszam.

Saygın. Saygın, proszę.

Proszę cię. Przepraszam.

Przepraszam.

Czemu to takie trudne?

Czemu tak trudno ci związać się z kobietą?

A może chodzi o mnie.

Bądź szczery.

Zanudzam cię?

Za stara?

Powiedz. O co chodzi?

Ty…

jesteś doskonała.

Bez skazy.

Powiem mu chociaż, żeby nie czekał.

Weź, Nehir. Tak łatwo ci zaimponować.

- On zna Flört. - Brawo.

Mało kto zna ten zespół.

- Nie zniechęciło go moje paplanie. - Nie wątpię.

Idź. Dogonię cię.

Chcę, żeby dobrze ci się wiodło.

Będziesz miał wymarzony dom i samochód.

Nie będę się wtrącała.

Proszę tylko, żebyś nie widywał się z innymi.

A odmawianie przyjęcia prezentu jest niestosowne.

Stary! Masz fiuta ze złota?

Ej. Czemu nie zadzwoniłeś? Czekam na Serap.

Na parapetówkę.

Kado…

Skąd wytrzasnąłeś tę miejscówkę?

- Coś takiego. - Nie zaczynaj.

Gdzie mój pokój?

- Żartuję. - Tam.

Serio?

Śmiało.

Ja też będę tu mieszkał?

- A Piesio? - Też.

Ma cię nie być, gdy Serap przyjdzie.

- Chyba się nie rozpłaczesz? - Wal się.

Chyba dostanę orgazmu z dumy.

Odwal się.

Tylko nie spoczywaj na laurach.

Podążaj za marzeniami.

Zrób mi kilka zdjęć.

- Zaktualizuję profil. - A weź.

Nie codziennie widuję jacuzzi.

- Daj. - Masz.

Weź to.

Obróć głowę.

Patrz na mnie.

Powiedz mi prawdę.

- Na jaki temat? - Spłaciłeś dług?

Przesłałeś mi forsę i spłaciłem tego samego dnia.

Między innymi.

Nie martw się o mnie. Zajmę się tym. Mam dziś klientkę.

Nie robisz głupstw, prawda?

Okazuje się, że lubi włoską pizzę.

To Serap?

A nie mówiłem?

- Głupie zdjęcia w wannie! - Dobra!

- Cześć. - Masz grzane wino? Zimno mi.

Zamówiłem pizzę.

Pomyłka. Nie chciałem pepperoni.

- Co? Nie? - Nie.

Zwrócę uwagę w restauracji.

Niech tak będzie.

- Powodzenia. - Dobranoc.

Chciał nawet skorzystać z łazienki.

- Myślisz, że mnie rozpoznał? - Wątpię.

Ale nigdy o tobie nie zapomni.

Chodź.

Ty chodź.

Tym razem chcę patrzeć ci w oczy.

Dobrze.

Jesteś spięta.

Coś się stało?

- Dziś są urodziny mojej córki. - Świetnie. Wszystkiego dobrego.

Mówi, że nie ma czego świętować.

Nic się jej nie podoba.

Lubi tylko muzykę.

- Nie ma przyjaciółki? - Ma.

Ale ta przyjaciółka chyba za dobrze wygląda.

Córka przy niej robi się skrępowana.

Gdyby wiedziała, jaka sama jest piękna.

- Ale ona w to nie wierzy, prawda? - Nie.

Nienawidzi samej siebie.

Ale może zmieni zdanie, jeśli komuś się spodoba.

To znaczy komu?

To mój dostawca pizzy.

Godnemu zaufania przyjacielowi.

To porządny, uczciwy facet.

Bardzo szczery.

Elegancki.

Niezwykle uprzejmy.

Warto go poznać.

To prawdziwy dżentelmen.

Może gdyby na siebie wpadli…

Podszedłby do niej i się przedstawił,

porozmawialiby…

Może doda jej pewności siebie i uwierzy, że jest atrakcyjna.

Co ty na to?

Naprawdę mu ufasz?

- Inaczej bym tego nie proponował. - Chyba nie.

Też tam będziesz?

Jeśli sobie życzysz.

Wszystkiego najlepszego, Ayşe!

- Najlepszego! - Bardzo dziękuję!

To dla naszej jubilatki.

Niedługo tu będzie.

Dzięki.

To zdrowie.

- O kurwa! Ale słone. - Cicho!

- Żadnych przekleństw. - Dobra.

To jest impreza twojego życia.

Dziewczyna jest delikatna,

więc się nie wydurniaj.

- Udam poważnego. - Udaj, że jest wyjątkowa.

Dobra, stary. Spokojnie.

Przyszła. Jest na górze, w czarnej sukience.

Jaja sobie robisz? Pogoni mnie miotłą.

- Nie dawaj jej powodu. - Szlag.

Masz. Zanieś jej drinka.

- Pewnie lubi raki. - Zacznij od koktajlu.

- Seks na plaży? - Nie, Kado.

- Idę. - Dobra.

- Bądź prawdziwym dżentelmenem. - Zaufaj mi.

Przepraszam.

- Wszystko się zgadza, prawda? - Proszę się nie martwić.

Żadnych pomyłek. Ma być idealnie.

Żadnych pomyłek.

- I ma pan tę piosenkę? - Tak, panienko.

Tylko to musi być wersja akustyczna.

Dobrze. Ufam panu. Powodzenia.

Jesteśmy na piętrze. Tak tylko mówię.

Chodź.

Co za zbieg okoliczności.

Jestem Saygın.

- Ten, który lubi petardy. - Tak.

Już pamiętam. Wystrzałowy Saygın.

Masz prawo się gniewać.

Bo mnie wystawiłeś? Nie.

Zespół ci się nie podobał, ale grał fajne covery.

Tańczyłam do świtu.

- Tak? - O tak.

Cieszę się.

Baw się dobrze.

Źle się zachowałem,

ale wyskoczyło mi coś pilnego.

- Tak pilnego, że nie mogłeś powiedzieć? - Nie mogłem.

Nie mogłeś poświęcić dwóch minut?

Bo nigdy bym nie wyszedł.

- Przyjaciółka czeka. - Jak masz na imię?

Nehir.

Ta, która nienawidzi petard.

Nehir…

- Już miałam dzwonić. - Już jestem.

- Znowu z kimś rozmawiałaś. - Ze znajomym.

Kazałaś mi ubrać się jak nimfomanka. Pewnie myśli, że to zachęta.

- Kto? - Ten tam.

Gapi się na mnie.

Może mu się podobasz.

Patrzy na moje cycki.

Bo ty jedna masz cycki.

Patrzy na twoją twarz.

Zaraz wrócę.

DO: S. NIE MARTW SIĘ. WSZYSTKO GRA.

Dobry wieczór.

Nie mogłem czegoś nie zauważyć.

Tak. Wiemy.

- Chodziło mi o uśmiech. - Dajcie spokój.

Uśmiech? Mój?

Tak.

Przepraszam.

- Halo. Tak? - Robota odwołana.

- Kado, robota odwołana. - Nie słyszę cię. Co?

Wycofaj się, Kado.

Dlaczego? Gdzie jesteś?

Przy barze. Za tobą.

Wybaczcie, laseczki. Wrócę za dwie minutki.

Powiedział „laseczki”?

Sympatyczny.

- Gadka zaczynała się kleić. - Wychodzimy.

- Dwie podwójne szkockie. - Idziemy.

- Uspokój się. - Nie.

- Dawaj. - Kado.

Tylko się znowu nie upij. Pomału.

- Zatańczmy. - Co?

Załatwiłem ci tę robotę i teraz ci ją odbieram.

- Dam radę. - Jasne?

- Wyluzuj. - Kado!

- Fulya, masz dziś urodziny. - Puścisz mnie?

Nie wkurzaj mnie, bo narobię ci wstydu.

Jak?

Pójdę do niego.

Powiem, że chcesz się do niego uśmiechnąć.

- Oberwiesz. - Tak?

Dokąd idziesz?

- Żartujesz sobie? - Idę się napić.

- Trzymaj gębę na kłódkę. - Ale muszę…

- Dwa razy tequila. - Jasne.

Nie spodobałeś jej się.

- Spróbowałeś. - Powiedziała ci to?

- Tak powiedziała? Nie. - Tak to odebrałem.

Nie powiedziała, więc daj mi szansę.

- Pogadam z nią. - Kado.

Przepraszam. Sorki.

Nie chcę przeszkadzać, ale czy to przestępstwo?

- Słucham? - Źle, że nam się spodobałyście?

Potraktowała mnie pani jak zboczeńca. Ja to rozumiem.

Ale jeśli tak traktuje pani mojego kumpla,

to mamy problem, lokata paniusiu.

Olej go, jest pijany. Chodźmy, Kado.

To mężczyzna idealny.

- Wygląda na zboczeńca? - Nikt go tak nie nazywa.

Za to z ciebie jest zbok do kwadratu.

- Dlaczego? - Komplementowałeś jej uśmiech?

Chodź, Kado.

Wyobraziłem go sobie.

Sprawię, że dziś się uśmiechnie.

- Próbuj. - Puść mnie.

Kado, stój.

Lubię wszystko, co naturalne.

Zaraz go zgarnę.

Wychodzisz?

Szkoda. Zatem to przegapisz.

Co takiego?

Chciałam zrobić coś, czego nienawidzisz. Nieważne.

- Może raki? - Nie, dzięki.

Czego się napijemy?

Denerwuję się.

Jestem jak czarny węgiel W twych nieskazitelnych dłoniach

Jestem jak bolesny werset Przeciw twym niewinnym słowom

Nie każ mi zostać Nie proś mnie o to

Dziś milcz O miłości nie mów ani słowa

Nie rób nic Nie dotykaj mnie i nie uwodź

Nie chcę ci robić nadziei

Zawsze coś wzywa mnie Z dalekich miast

Coś, co sprawia, że widzę cię W gorzkich uśmiechach

Sobą bądź Dla mnie nie zmieniaj się

Odejdę dziś, może jutro Gdy nadejdzie ten dzień

Sobą bądź Bo ze mnie jest tylko gość

Pomachaj mi na pożegnanie Gdy nadejdzie czas

Aż tak źle?

To o co chodzi?

Mów, bo zaśpiewam kolejny cover.

WIECZOREK KARAOKE

Jestem

trochę zmęczony.

Pora na mnie. Czekam na samochód.

Zaraz będzie tort.

Skosztuj, może ci posmakuje. Starałam się.

Co w tym trudnego?

Rozgniatasz ciastka,

wylewasz budyń,

wbijasz świeczki.

I już masz tort.

Ty taki robiłeś?

Smakował ci?

Był znośny.

Jakich składników użyłeś?

Nie pamiętam.

Truskawek?

Nie. Truskawki były wtedy drogie.

Przynajmniej dla nas.

Może kiedyś mi upieczesz.

Kupię truskawki.

Umowa stoi?

Nie mogę.

Znienawidziłabyś mnie.

Samochód jest gotowy.

- Kolega odbierze. - Oczywiście.

Co jest? Czemu wróciłeś?

Witam wszystkich.

Jestem Kado.

Chciałbym…

Dobra.

…zadedykować tę piosenkę najsłodszej,

najbardziej uroczej dziewczynie, jaką w życiu…

Dziś są urodziny Fulyi.

Zgadza się!

Nehir.

Tak się nie da rozmawiać.

Smacznego.

Nic mi nie jest.

Nic mi nie jest.

WIesz, że nigdy bym cię nie skrzywdził…

Można mu ufać?

Dobrze, że chociaż jemu.

Nie powinnaś wychodzić w takim stanie.

Martwisz się o mnie?

Lepiej zajmij się sobą.

Jesteś niezrównoważony.

- Nehir. - Mogę prosić o taksi?

Ledwo stoisz na nogach.

Chodź. Podwiozę cię.

Przepraszam.

Prześpisz się i wydobrzejesz.

Muszę ci coś wyznać.

Znienawidziłbyś mnie nie tylko za to.

Co takiego?

Na przykład...

Lubię rozgotowany makaron. Taki rozlazły.

Czasem słucham arabskiego rapu, kiedy jestem smutna.

Niech to zostanie między nami.

Dobra.

Twoja kolej.

Nie mam nic do wyznania.

Mówiłeś, że tak.

Mówiłeś, że bym cię znienawidziła.

Byłem pijany.

Zanim zapomnę…

- O co chodzi? - O notatnik.

- W torebce? - Tak.

Proszę.

Dzięki.

Dobranoc.

Możesz zostać?

Możesz spać tutaj.

Nie martw się. Nie gryzę.

- Będzie ci niewygodnie. - Wcale nie.

Oprzyj się.

FAJERWERKI Z MOICH SNÓW

Później dokończę.

Siemka.

Fajna była ta podwójna randka.

Odwiozłeś ją?

Jasne, nie jestem takim bufonem jak ty.

Co masz na myśli?

Zostawiłeś Nehir na przystanku jak bezdomnego kota.

Nie mogłeś ruszyć dupy?

Chodź. Do nogi.

FAJERWERKI Z MOICH SNÓW. ZŁAMANE SERCA…

Podwiozę cię.

Autobus zaraz przyjedzie. Dzięki.

Czemu wyszłaś bez pożegnania?

Nie chciałam cię budzić.

Jasne. Uciekłaś.

W moim swetrze.

Przecież ci go nie zjem.

Tak, uciekłam.

Bo mnie przerażasz.

Raz jesteś miły, a raz tajemniczo znikasz.

Nie kumam cię.

Byłem przytłoczony.

Przytłoczony? Mną?

Fajerwerkami z moich snów.

- Czytałeś mój notatnik? - Nie.

Mam pytanie, ale bądź szczery.

Wszystko zalane.

Chwileczkę.

Słucham.

Masz żonę?

Nie.

Dziewczynę?

Nie.

O lale do ruchania nie pytam.

Nie chciałaś wiedzieć, czego nienawidzę?

Raczej czego ode mnie chcesz.

Może obejrzymy film?

Ale ja wybieram.

MOJA UKOCHANA – PROSTYTUTKA

No weź. Film się jeszcze nie zaczął.

Türkân tak na mnie działa. Nie każdy to rozumie.

To mój ulubiony film.

Pełen cierpienia. Pouczający.

- „Wio!” - Wio!

No i humor mi się popsuł.

Nie przeżyję bez niego…

Jakbyś oglądał Spider-Mana. Czemu to cię nie wzrusza?

Oglądam to 14 raz.

Rozumiem.

Wyglądasz na obojętnego, bo jestem 14 ofiarą.

Nie.

Nie oglądałeś tego filmu z własnej woli. Pewnie ktoś cię zmusił.

Kto cię zmusił? Dziewczyna?

„Boję się, że przytakniesz”.

Oglądaj.

Niezbyt wyglądam po tych wzruszeniach.

- Będziesz się nabijał. - To nic w porównaniu z wczoraj.

Seans odbędzie się w sali numer trzy.

Zasłużyłem, by się z tobą podroczyć.

Może mają ścieżkę dźwiękową.

- Co studiowałaś? - Wokal.

Domyśliłem się.

- Zakładam, że wkrótce będziesz sławna. - Jasne.

Może będę pierwsza w branży.

„Słynna piosenkarka z tremą”.

Zamierzam śpiewać w chórkach.

Kradłabyś show głównemu wokaliście.

Masz gadkę.

Jebać tę robotę.

Gdzieś ty mnie przysłał?

Dobrze.

Odchyl się.

Dobrze.

Odbierz. Dzięki za podwózkę.

Dasz mi swój numer?

Wpisz swój.

Dzwonię do siebie.

Zadzwonię, jeśli nie wytrzymam.

Do zobaczenia.

Dobrze.

Odchyl się.

Dzień dobry.

Chyba zaszło nieporozumienie,

bo to nie w moim stylu.

Saygın mówił, że jesteś gotów na wszystko.

Tak powiedział?

Odwróć się.

Nie bój się. Nie będzie bolało.

Może ta pani tego nie chce?

Nie.

Niespodzianka.

Chodź.

Gdzie byłeś?

Nie mogłam się dodzwonić.

Byłeś na siłowni?

Co się stało? Jesteś jakiś nieswój.

No chodź.

Powiedziała, że to były jej najlepsze urodziny.

Żałuje, że się sprzeciwiała i cieszy się, że ją namówiłam.

Buzia jej się nie zamykała. Ciągle mówiła o swojej imprezie.

Oby tak było zawsze.

Była taka szczęśliwa.

Cały dzień chodziła rozśpiewana.

Miło to słyszeć.

Jestem zachwycona.

Jak mam ci to wynagrodzić?

Powiedz. Proś, o co chcesz.

Nie ma potrzeby.

Jak to?

Proszę, zastanów się. Chcesz czegoś ode mnie?

Motocykl…

Albo wakacje z kolegą.

Mam znajomości. Coś załatwię.

Pod warunkiem, że będziesz grzeczny.

Niczego nie chcę.

Mam już wszystko.

Ale jeśli chcesz mi wyświadczyć przysługę,

daj mi kilka dni.

Jak to?

Jestem zmęczony przeprowadzką.

Muszę odespać.

Dobrze.

Podziękuj ode mnie przyjacielowi.

W porządku, że wymienili się numerami,

ale to koniec.

Rozumiem.

Gdzieś ty się podziewał?

Bardziej bym się cieszył, gdybym miał kogoś zabić.

Co się stało?

Trzeba było widzieć jej minę. Sam byłem sobą zniesmaczony.

Wziąłeś pigułki?

No a jak?

Jak inaczej miałbym wytrzymać?

Uważasz, że jestem gotów na wszystko, co?

Nie zmuszaj się.

Następnym razem wyjdź.

Ach tak?

To po co mu tak powiedziałaś?

Muszę się umyć.

- Co mu powiedziałem? - Daj spokój.

Chwileczkę.

Gratki za wczoraj.

Doceniam to.

Więcej jej nie zobaczysz.

Nie odbieraj telefonów. To koniec.

Dlaczego?

Ty widujesz tę drugą.

Nawet ją tutaj sprowadziłeś.

Rozumiem.

Pan Saygın należy do innej ligi niż stary Kado.

Ty jesteś czysty jak łza.

Idź już. Muszę się umyć.

Inaczej bym cię nie zostawiła.

Przestań.

Nadarzyła ci się rzadka okazja do flirtu,

więc poszłam w odstawkę.

Nie mów tak.

On na ciebie leci.

Naciesz się tym choć raz.

Czyli to moja jedyna szansa?

Nic takiego nie powiedziałam!

Od początku wiedziałam,

że nie chodziło mu o cycki.

Chyba na ciebie leci.

Nie przesadzajmy.

A ty się nie rozpędzaj.

Tym razem podchodzę do tego na luzie.

Powiedziałeś o tym Serap?

Na pewno się ucieszyła.

A bo to raz? Usta jej się nie zamykają.

Powtarzam jej.

Nie musisz szukać bratniej duszy.

Jesteś na to za młoda. Baw się.

Zabaw się i idź dalej.

Czemu mam się bawić i iść dalej?

Był dla ciebie atrakcyjny po pijaku.

Kto wie, jak byś go teraz oceniła?

Zobaczymy. Spotkam się z nim.

Co?

Jutro idziemy do restauracji.

Tak?

- Na razie, dziewczyny. - Do zobaczenia.

Pomożesz mi wybrać stylizację.

Znajdziemy coś fajnego. Nie martw się. Zaufaj mi.

Hej.

Cześć.

Zrobiłem śniadanie.

Widziałem.

Spodobałem się jej. Mówiła, że nigdy się tak nie śmiała.

Przysięgam, nic jej nie zrobiłem.

O nic cię nie posądzam.

To w czym rzecz?

Cholera. Serap miała dziś przyjść?

Nie.

Wiedźma wpada, kiedy chce. Będę u siebie.

Piesiu! Idziemy!

Nie spodziewałem się ciebie.

O co cię prosiłam?

Miał więcej nie dzwonić. Chodzi rozmarzona.

Kto tu jest?

Ktoś tu jest, tak?

Serap, uspokój się? Nikogo tu nie ma.

Ty jesteś Kado?

Saygın chyba nie przekazał ci wiadomości.

Precz od mojej córki.

Jasne.

Piesiu, chodź.

Tylko po to przyjechałaś?

Przeszkadza ci, że się nie zapowiadam?

O co chodzi? Co się między nami zmieniło?

Rozmawialiśmy o tym.

I co z tego?

Masz odbierać telefon i spełniać moje życzenia.

Inaczej popamiętasz.

Weź się w garść!

Ostatnio nie jesteś sobą.

Czemu nie powiedziałeś, że to jej córka?

Niech się udławi tym samochodem i domem.

Pieprzyć ją.

Nie z nią takie numery.

Traktuje cię jak swoją własność.

Jest wściekła.

A co z Nehir?

Będąc z nimi dwiema, jesteś prawdziwą męską dziwką.

To przenośnia.

Spokojnie. Zrozumiałem.

Myślisz, że chcę ci dopieprzyć?

Jeśli się zakochałeś, możesz poszukać innej roboty.

Czyżby?

To takie proste.

Skoro tak,

to dlaczego wczoraj u niego nocowałeś?

Powiem ci.

Nie z deprawacji.

Z braku kasy.

Musiałeś tam, kurwa, zostać, Kado.

Musiałeś się kurwić.

Chodź, piesku. Przewietrzymy się.

Idziemy.

Znajdź inną robotę.

Jasne.

Nehir?

Ogień ugaszono po szybkiej reakcji straży pożarnej.

Część mieszkańców…

Nehir!

Nic mi nie jest. Nie było tak źle.

Nic mi nie jest.

Zadzwoniłam, bo Fulya i Serap nie odebrały.

- Może gdzieś wyszły. - Dobra. Chodź.

Nie będę ich teraz straszyła.

- Jedziemy do mnie. - Do ciebie?

Ufasz mi?

Nie!

Nic ci nie zrobię, nawet gdybyś mnie poprosiła.

A zrobisz makaron?

Zaczyna się.

Jaki chcesz?

Spaghetti? Penne? Tagliatelle?

Robię wyborne tagliatelle.

- Kokardki. - Kokardki?

Nienawidzę ich.

Nie znasz się na makaronie.

Zostaw to mnie. Ugotuję coś dobrego.

Będziesz spał na kanapie?

Tak.

Dlaczego?

Lubię na niej spać.

- A ja gdzie? - Gdzie tylko chcesz. To duży dom.

Nie to miałam na myśli.

Nehir, posłuchaj.

Nie zamierzam cię wykorzystać.

Zjemy makaron,

a ty będziesz spała, gdzie chcesz.

Myślałam, że jestem dla ciebie wyjątkowa.

Przytuliłeś mnie, jakbyś się bał, że coś może mi się stać.

Lubisz pastę z papryki?

A już myślałam, że porozmawiamy jak ludzie.

Nasz dom spłonął.

Moja mama była w środku.

Miała na imię Gönül.

Jak tytuł piosenki, którą śpiewałaś.

Kado próbował ją uratować.

Ale nie udało mu się.

Nie starczyło mu siły.

Nalegała, żebym poszedł do szkoły.

Zwykle jej nie słuchałem, ale wtedy posłuchałem.

Poszedłem.

Ostatni raz.

Powiedziałem sobie: „Walić to”.

„Mama już się na mnie nie pogniewa”.

Więcej nie poszedłem.

Prosiłaś o wyznanie.

To proszę. Rzuciłem szkołę w siódmej klasie.

Jest miejsce dla mnie na kanapie?

Dzień dobry.

- Która godzina? - Rety.

Co się stało?

- Znowu uciekniesz? - Nie, to już za nami.

Mam dziś egzamin. Muszę zdążyć.

- Życz mi powodzenia. - Powodzenia.

Hej, Nehir!

- Mam cię odebrać? - Umówiłam się z Fulyą.

Do później.

Będę tu koło 17.00.

Tak?

- Cześć. Co u ciebie? - Jakoś leci.

Masz chwilę? Chcę z tobą porozmawiać.

Właściwie to nie.

- Wszystko gra? - Nie.

Jestem tu sama.

Nie mogłam nikomu powiedzieć. Boję się.

Co się dzieje? Gdzie jesteś?

Przepraszam. Był pożar w akademiku.

- Śmiało. - Dziękuję.

- Mogę jeszcze raz? - Od początku.

Przepraszam.

Nie sądziłam, że przyjedziesz.

Wiem od wczoraj, gdy poznałam wyniki badań.

Zalecono pilną operację.

To może nawet wywołać raka szyjki macicy.

Nie mów tak. To się nie wydarzy.

Czekamy na panią.

Patrz, co przyszło mi przeżyć w tym wieku.

Pewnie się zastanawiasz, czemu wciąż z nim jestem.

Cokolwiek zrobi,

jesteś wyjątkowa i wartościowa.

Dlatego się ciebie boi.

Nie umie cię rozgryźć.

Chodź.

Zaczekasz na mnie?

Oczywiście.

Numer, na który dzwonisz, jest niedostępny.

Zostaw wiadomość po sygnale. Obowiązują opłaty zgodne z taryfą.

DZWONIĘ

Numer, na który dzwonisz, jest nieosiągalny…

Wyglądam okropnie, co?

A coś ty!

Załóż.

Chciałeś ze mną o czymś porozmawiać.

To nic pilnego. Pogadamy później.

FULYA: CO TAM?

Czego chcesz?

Jestem pod akademikiem.

Możesz podejść do okna?

Przepraszam. Mam tort truskawkowy.

Ugotuję ci też makaron kokardki.

Wsadź sobie ten makaron.

O ukochana

O ukochana

Ukochany

Jak tam życie w ogrodach?

Wznosisz się do nieba?

Z kolorowymi motylami?

Są tam zwierzęta? Jak Pluszek.

Rzeki płynące pod nami?

Ukochany

Tęsknię za tobą

O ukochana

Przepraszam.

Nie uciekniesz tak łatwo.

Marzłam przez godzinę.

A ja moknę od dwóch, Nehir.

Jesteśmy kwita.

Nie kłamię.

Miałem coś do załatwienia w szpitalu.

- A potem… - Znowu złamiesz mi serce?

Nie. Tobie?

Mam nadzieję.

Śpiewałeś to komuś innemu?

To był mój pierwszy raz.

Pytałem kilka osób, ale nikt jej nie znał.

Będę wszystkim śpiewał „Fajerwerki z moich snów”.

Nie czytaj więcej moich notatek.

Zainspirowałem cię. Przyznaj.

Nie jem gotowych ciast. Sam musisz upiec.

Tylko jeśli kupisz truskawki.

Przepraszam.

Po prostu… Drzwi były otwarte.

Nie szperałam. Tylko patrzyłam.

Nie ufasz mi.

A prosiłeś?

To nie jest mój pierwszy raz.

Jeśli o to się martwisz.

Przepraszam.

Już idziesz?

Chodzi o mnie?

Codziennie o tobie myślę, Nehir.

Próbowałem.

Próbowałem uciec.

Chciałem o tobie nie myśleć, nie tęsknić, ale to się nie udało.

Tak, chodzi o ciebie.

Staram się trzymać z daleka od ciebie.

Tęsknię za tobą.

Nie ma chwili, żebym nie miał przed oczami twojej twarzy.

Czasem szepczesz mi do ucha piosenki.

Jak ty to robisz?

Może nie jestem dla ciebie pierwszy…

ale ty jesteś pierwsza dla mnie.

- Zdrowie. - Zdrowie.

Miałeś tu nie palić.

Gdzieś ty był?

Martwiłeś się? Chyba dobrze ci było.

- Co to, Kado? - Aspiryna.

Nie okłamuj mnie. Kado, mów.

Nie kłamię.

I tak mnie wkurzyłeś.

Nie przeginaj. Nie teraz.

Dokąd idziesz?

Czy to ważne?

Do nogi, Piesiu.

Jesteś zła, że nie zadzwonił?

Nie jestem Nehir, żeby się o to wkurzać.

Mówi, że ten jest jak stand-uper.

Miała mi o nim opowiedzieć.

Nie zna go za dobrze.

Ją takie coś rusza.

Ja jestem inna.

Opuszcza zajęcia. Wychodzi i znika.

Boję się, że straci stypendium.

Nawet ja jestem w rozsypce. Pomyśl, jaka ona jest zraniona.

Moja córeczka.

Ciesz się, że otrząsnęłaś się w porę.

Zapomnij o tym.

Ci dwaj są tacy sami.

Ten drugi kręci się koło Nehir.

„Ten drugi”?

Przyjaciel Kado.

Jak to?

No tak.

To przyjaciele, powiadasz?

Oczywiście. Mieszkają razem.

Nie przejmuj się tym.

Tak będzie najlepiej. Może się nauczy.

Czemu upięłaś włosy? Ładniej ci w rozpuszczonych.

Mówiłeś, że rzuciłeś. I co?

Nie mieszaj tego z pigułkami.

- Na o wydajesz kasę? - Cicho. Usłyszy.

Nadal bierzesz kokę?

Oczywiście. Tobie ciągle mało.

Fiut musi ci cały czas stać.

- Posłuchaj. - Co?

Jeśli chcesz się zabić, nie rób tego w moim domu.

To teraz jest twój dom?

Chodź, piesku.

Idziemy!

Czego chcesz? Kadir!

Co?

- Co mogę dla ciebie zrobić? - Nic. Nie rób nic!

Dzięki za przyjęcie, forsę i podsyłanie do dawnych klientek.

Ale nigdy nie przepuściłeś okazji, by mi to wytknąć.

Gdy ta twoja buźka się pomarszczy,

też będziesz potrzebował pomocy.

- Wiesz, co nas różni? - Nie. Powiedz.

To nie jest mój jedyny atut.

Mam też to.

Tak. Bo dzięki temu masz dom i samochód.

Może ją zapytamy?

- Tobie już nic nie pomoże. - Raczej tobie.

Mama mówiła: „Nie przyprowadzaj tego złodzieja”.

Chodź, piesku.

Idziemy.

Dzięki.

Powodzenia.

To Serap. Przedstawię cię.

To z nim się spotyka.

Poznajmy go.

Nie ma potrzeby.

Widziała nas. To byłoby niegrzeczne.

Jak chcesz.

- Tęskniłam! - Też za tobą tęskniłam.

Długo cię nie widziałam.

Saygın.

Serap.

- Cześć. - Cześć.

- Miło cię poznać. - Ciebie też.

Fajny samochód.

Dziękuję.

- Nie będę was zatrzymywał. - Już idziesz?

Nie zamieniliśmy nawet zdania.

Wpadnij do nas na dłuższą pogawędkę.

Pogadamy, gdy znajdziemy więcej czasu.

Spóźnimy się na zajęcia.

Miłego dnia.

Co myślisz?

Nie wiem.

Wystarczy. Już jesteśmy spóźnione.

Pogadamy później.

- Pa, pa. - Do zobaczenia. Miłych zajęć.

- Mam pytanie. - Tak?

Dlaczego nie lubisz Saygına?

Coś mi w nim nie pasuje.

Co takiego?

Jakby coś ukrywał.

Coś mrocznego.

- Zaczynamy. - Powodzenia.

Instrumenty nastrojone?

Słuchajcie się nawzajem. Bez pośpiechu.

Gotowi? Raz, dwa…

Nehir?

Zasmuciłam cię?

Nie przejmuj się tym, co plotę.

Co ja wiem o mężczyznach?

Masz rację. Coś jest nie tak.

Kado był wczoraj u niego. Wyrzucił Sayginowi okropne rzeczy.

To znaczy?

To nie on opłaca mieszkanie.

Samochód też nie należy do niego.

Ma kogoś?

Wstawaj. Idziemy.

No chodź.

Jutro się wyprowadzę.

Dziękuję za wszystko, Serap.

Zwłaszcza za przyjaźń.

Przyjaźń, tak?

Mam pytanie.

Stworzyliście gang, który oszukuje matki i córki?

Nie wiedziałem.

Próbowałem się od niej odciąć.

Ale nie mogłem.

Możesz jeszcze powiesz, że się zakochałeś.

Rety.

Mam do ciebie jedną prośbę.

Nic jej nie mów. Ona tego nie zniesie.

Oczywiście.

Za to ja zniosę, tak?

Przecież już przywykłam.

Jest śliczna, prawda?

Ma piękną skórę.

Młodość ma swoje prawa.

Nie chodzi o wiek.

Jasne, że nie.

Dogłębnie ją poznałeś.

Prosiłam cię o jedno.

Miałeś mnie nie oszukiwać.

Nie robić tego, co on mi zrobił.

Chciałem ci powiedzieć, Serap.

- Trafiłaś do szpitala. - Milcz!

Wszyscy jesteście tacy sami!

Kto wie? Może złapałam wirusa od ciebie.

Może niesłusznie go obwiniłam.

Zaprosiłeś ją do mojego łóżka w domu, za który płacę.

Zauważyłeś, że nie miała nikogo.

Ale tak nie jest. Traktuję ją jak córkę.

Albo to zakończysz,

albo wszystko jej powiem.

Ja i tak już jestem stara.

Przed nią całe życie.

Nie potrzebuje żigolaka.

- Co? - Pani Serap, dzwonię z kliniki.

Pani Çiğdem.

- Jeśli to nie jest pilne… - Dzwonię w sprawie wyników.

- Och. Już są? - Tak.

Dobrze. Słucham.

Lepiej będzie, jeśli omówimy je osobiście.

Nie rozumiem.

- Tak będzie lepiej. - Czemu nie teraz?

Takie są zasady. Proszę przyjechać.

- Nie odbiera telefonu. - Nie.

Jeśli jednak się mu nie oprzesz, daj znać, żebym nie czekała.

Wszystko gra?

Tak. Daj mi chwilę.

Proszę cię o coś jeszcze.

Przytul mnie.

Ostatni raz.

Córka pierwszy raz mnie skomplementowała.

Wiesz, czego nie znoszę?

Gdy mężczyzna straci włosy,

to wciąż jest mężczyzną.

Będzie dobrze. Jesteś silną kobietą, Serap.

Nehir?

Nehir!

Nie mieliśmy pojęcia.

Kado mówił o tobie.

Nie wiem, co mówił, ale to koniec.

- O czym ty mówisz? - Właśnie się żegnaliśmy.

- O co chodzi? Jesteście parą? - To nie tak.

- My… - To jak?

Może on mi powie.

Słyszałam, jak mówił o swoim atucie.

Wszystko należy do ciebie.

Dom, samochód…

i sam Saygin.

Żyliście jak w tym filmie, który razem oglądaliśmy.

Dzięki, że nie musiałam ci płacić.

Nehir! Zaczekaj.

Nie idź za mną. Twoja córka jest na zewnątrz.

Ojej. Aż tak?

- Jedźmy. - Przyłapałaś go?

- Powiem mu, co myślę. - Wsiadaj, Fulya!

Możemy jechać.

Pasuje ci.

Dzięki. Gdzie twój mąż?

Nie wiem. Jesteśmy tylko we dwoje.

- On o tym nie wie? - Nie, ale się dowie.

A jeśli się wkurzy?

Za mną.

Zostaw wiadomość po sygnale. Obowiązują opłaty zgodne z taryfą.

To koniec.

Wszyscy znają prawdę, Kado.

Tak.

Wiesz, czego najbardziej nienawidzę?

Oprócz papierosów.

Nienawidzę…

siebie.

Nie za bycie żigolo.

Za zepsucie.

Do szpiku kości.

Wracaj do domu.

Bardzo cię potrzebuję.

Wróć, wypierdalamy stąd.

Wracajmy do dawnego domu.

Przestań!

Nie do tego, który spłonął.

Kado?

Jesteś?

Skłamałem.

Wyrzuciłem z siebie,

co mi ślina przyniosła.

Mama nigdy by tego o tobie nie powiedziała.

Lubiła cię bardziej niż mnie.

„Gdzie mój Kado? Gdzie mój Kado?”

„Słuchaj, Saygın. Opiekuj się nim”.

„Ale, mamo, to Kado jest starszy. Nie powinien się mną opiekować?”

„Jest bardziej wrażliwy niż ty. Po prostu tego nie pokazuje”.

„Dobrze, mamo”.

„Dobrze”.

Co z tobą, psiaku?

No już. Spadaj do swojej miski.

Przeziębisz się, stary.

Co ci się stało? Pobiłeś się z kimś?

Kado.

Hej! Otwórz oczy, stary.

Hej! Otwórz oczy!

Kado.

Kado, obudź się! Kado!

Kado! Otwórz oczy!

Obudź się, do diabła! Obudź się!

Kado!

Zbudź się, do cholery! Obudź się!

Kado, obudź się! Obudź się!

Makaron gotowy.

MOJA UKOCHANA – PROSTYTUTKA

Uwielbia go. Uważa się za ważniaka.

- Dawać, tnijcie. - No dobra.

- „Wio!” - Wio!

Mamo!

Mamo!

- Mamo! - Nie! Stać!

- Mamo! - Jestem beznadziejny, nie dałem rady.

Mamo!

Puść mnie!

Pierwsze, czego nauczył mnie ten zawód?

Trzeba uważać na wypadki w pracy.

Jeśli zaczniesz się w nich lubować, lepiej się wycofaj.

Inaczej przepadniesz.

Nigdy się nie zakochał. Co za gość.

Panie Saygın, może pan na chwilę?

Już idę.

Właź.

Proszę pana. Już mówiłem pana pracownicy.

Mieliśmy próbę. Jesteśmy głodni.

Chcieliśmy zamówić makaron.

Zwykły makaron.

Nie mamy „zwykłego makaronu”.

Chętnie bym wam pomógł, ale jeszcze zamknięte.

Bardzo mi przykro.

Saygın?

Znasz go?

Cześć.

Cześć.

Co u ciebie?

Jakoś leci.

A u ciebie?

W porządku.

Mieliśmy próbę.

Świeciło się. Chcieliśmy spróbować szczęścia.

Nie wiedziałam, że to twoja knajpa.

Inaczej byś nie weszła?

Weszłabym,

ale nie zamawiałabym kokardek.

Kokardek?

Kokardki…

Słuchajcie.

Ugotuję coś dla was.

- A deser? - Nie ma sprawy.

Możemy wziąć na wynos.

A ty? Chcesz deser?

Nie, dziękuję.

Mam najlepsze ciasto truskawkowe.

Truskawkowe?

W takim razie skosztuję.

Elif, cztery porcje tiramisu na wynos.

I kawałek truskawkowego.

Zespół?

Słodziaki.

- Cóż… - Posłuchaj…

Mów.

Ładnie tu.

Podoba ci się?

Niedawno otworzyłem. Ciężko pracuję.

Hej, Nehir. Będziemy na zewnątrz.

W takim razie…

Ja zapłacę.

Nie bądź śmieszna. Nie ma mowy.

Nehir, proszę.

To ode mnie.

Mój pierwszy koncert.

- Udało ci się? - Można tak powiedzieć.

Wiedziałem.

Żadnych coverów. Wszystkie piosenki są moje.

Nie musisz się bać.

Dzięki.

Zastanów się.

Jeśli znajdziesz czas…

Możesz kogoś zabrać.

Do widzenia.

Do widzenia.

26 MAJA 2026 DEBIUT „FAJERWERKI Z MOICH SNÓW”

DŻENTELMEN

Fajerwerki wirują nam nad głowami

A w nas złamane serca biją

Twarz ma śmieje się szeroko

Lecz ze środka smutek puszcza oko

Z twego powodu

Serce złamane

Na tle barwnego nieba

Tak smutne

Jak ja

Może ten biało-czarny film

Wywoła w nas łzy wzruszenia

Za utraconą miłością

Jak moja

Tonie w smutku Tonie w smutku me serce

Tonie w smutku Tonie w smutku me serce

Tonie

Tonie

Fajerwerki wirują nam nad głowami

A w nas złamane serca biją

Twarz ma śmieje się szeroko

Lecz ze środka smutek puszcza oko

Przez ciebie

Napisy: Agata Martelińska

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.