Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com
Prehistoryczny sztosik.
- Obłęd. - To jak wilczy mózg.
- Że co? - Prymitywny numer...
Dobra, spróbuję jeszcze raz.
- To był wilczy mózg. - No!
Ale to miasto jest nudne.
Wiem, że tu mieszkasz...
- ale jeszcze nie ma drugiej. - No, lipa.
Znam takie miejsce...
Kilka przecznic od Cermak. Idziemy?
- No kurde, jasne. - I o tym mówię.
Byle nie do ucha.
Nie do ucha, jasne.
- Jak ci w ogóle na imię? - Saul.
- Saul? - "Wsio gut, man".
- Czaisz? - Się wie.
Popatrz no. Co to?
Jasny gwint.
Lekko licząc tysiak.
No zobacz.
- Do kogo należy? - Do mnie.
Własność w 1/4 należy do... Jak to nazwałeś?
Jest dowód osobisty?
Jakiś grubas.
Chyba ten.
- Czy on... - Co?
Nie wiem.
Kolego, wszystko w porządku?
Kolego... Odpowiesz?
Masz odpowiedź, srako.
Co?
Brachu, bądź miły, dobra? Ten gość chce ci pomóc.
A ssij, srako.
Nie jesteśmy żadnymi srakami, więc skończ to powtarzać, co?
Sra... sra... ka.
- Coś ci nie pasuje? - Tak, stanie i gadanie z dwoma srakami.
Ale ty nie stoisz, spaślaku. Leżysz na tłustej dupie.
Kopnę was w łeb z półobrotu. A jak wątpicie,
pójdę do McDonalda czy gdzie tam robicie, wykupię go
i wykopię was na zbity ryj. Powiem: "Puśćcie te mopy, sraki,
bo jesteście zwolnieni" i przyjebię wam z półobrotu w te tępe łepetyny.
A potem was "zVan-Damme'uje".
Sraka.
Zatrzymam kasę.
- Te, masarnia, łap. - Kuknę na ten zegarek.
Pokaż.
Jaki to zegarek?
Nie wiem. Zegarek jak każdy inny.
- Spadamy. - Co to za zegarek?
- Nie wiem. - Pozwól, że zerknę.
- To pieprzony Rolex! - Nie znam się.
Nieładnie być chciwym. Nieładnie.
- Nie miałem pojęcia... - Jak chcesz to podzielić?
Dobra, zatrzymam zegarek, a ty weź kasę.
Ale jest wart trzy kafle. Na luzie.
Dogadajmy się, szybciej się zawiniemy.
No dobra, 580 dolców i tysiak.
- Więcej jak pół. - Znasz się na tym? Wart więcej niż trzy?
Nie wiem, ale jesteśmy kwita, nie?
Nie wiem.
Nara, frajerze.
Zostało sześć.
- Załatwisz więcej? - Oby.
- To jak licencja na druk kasy. - Piękny numer.
Skąd wytrzasnąłeś tę gadkę o kopaniu z półobrotu?
Nie wiem, samo wpadło do łba.
- Przegiąłem? - Nie, podobało mi się. Miało...
- głębię. - Skoro mowa o geniuszu. Stary, jesteś kozak...
Uwielbiam obserwować cię w pracy.
To zaledwie drobniaki.
.:: GrupaHatak.pl ::.
Better Call Saul[1x04] /Hero
Tłumaczył: józek
Nikt nie musi wiedzieć. Może pan udawać, że nas nie znalazł.
- Nie powiemy nikomu, prawda, Craig? - Oczywiście.
Zawiadomiłem już waszego prawnika.
Poza tym przez waszą rodzinkę
niewinny człowiek trafił do więzienia.
Gliny podejrzewają porwanie. Zawinęli niewinnego podejrzanego.
Pracującego, w dodatku ojca. Chyba.
W każdym razie prawie złamaliście czyjś życiorys.
- Nawet kilka życiorysów. - Nie mieliśmy pojęcia...
Chodzi o tę osobę w vanie?
A jeśli to przed tym aresztowanym nas ostrzegano?
A może wcale nie jest taki niewinny?
Ostrzegano was? Jak?
Zadzwonił do nas ktoś zniekształcając głos.
- Ostrzeżono nas, że przyjdą po nas. - A na zewnątrz stał van.
Ktoś w środku obserwował nas, więc chcieliśmy zwiać.
Zrobiliśmy to. Dla dzieci.
Nic nie wiedziałem. Mogę was zapewnić, że jesteście bezpieczni.
- Policja nad tym pracuje. - To bez znaczenia, nie możemy wrócić.
Nasza sprawa... Ukrzyżują Craiga.
Proszę zadzwonić do pani Wexler i powiedzieć, że pan nas nie widział.
Jak pomyślą, że uciekłem, od razu uznają mnie winnym.
Nie możemy ryzykować utraty wszystkiego przez głupi błąd.
- Przecież... - Mogę o coś zapytać?
Na co wy liczycie? Co planowaliście, nim was znalazłem?
Byliśmy w trakcie planowania...
- Planowaliśmy to... - Kiedy pan...
No dobra. Nadal macie możliwość manewru.
Lubicie wypoczywać na łonie natury. Wyjechaliście na spontaniczną wyprawę.
Ludzie tak robią.
Zostawiliście dom w nieładzie i otwarte drzwi,
bo żyjemy w wolnym kraju, nie?
Kim Wexler jest świetna. Ogarnie to.
A co z pieniędzmi?
Jeśli o nich wie, to już powiedziała, nie? Musiała.
Jak to mówią w Dolinie Krzemowej: "To nie błąd, a funkcjonalność".
Słyszeliście o karcie przetargowej?
Posiadamy matkę wszystkich kart przetargowych.
Czyli mamy to oddać?
Nie ma szans.
Nie jesteśmy winni. To nasze pieniądze.
To znaczy Craig je zarobił.
- Ciężką pracą. - No.
- Weekendy, święta... - Pracy za darmo.
Tylko dlatego, że pracujesz za wynagrodzenie,
nie zasłużyłeś na nadgodziny? To nie fair.
O to tu tylko chodzi.
- O bycie fair. - Dokładnie.
Nie tylko o to, co legalne.
Bo jak by nie gadać o prawie, niewolnictwie...
Kiedyś niewolnictwo było legalne.
Coś w tym jest.
Proszę nikomu nie mówić o pieniądzach.
- Nie mogę wziąć łapówki. - Kto się o tym dowie?
- Nikomu nie powiemy. - Pewnie, proszę wziąć.
- Nie mogę. - Przecież mówił pan, że chce nam pomóc.
Wystarczy udawać, że nie widział pan pieniędzy. Nic trudnego.
Proszę wziąć.
Śmiało.
Nie mogę... Nie mogę wziąć łapówki.
Ale...
Ale mogę wziąć zaliczkę.
Zaliczkę?
Tak, za prawne reprezentowanie was.
- Nie jest pan naszym adwokatem. - Jeszcze nie.
Wiem, że HHM jest wypasiona i w ogóle.
Pęka w szwach od prawników i ja w porównaniu z nimi
jestem niczym stanowisko z lemoniadą chcące konkurować z Wal-Martem,
ale sprawa ma się tak...
Mogę ich czymś przebić.
Pasją, oddaniem. Sami zobaczcie, kto was znalazł.
Nie widzę tu jakoś Howarda Hamlina popylającego w mokasynach od Gucciego.
Jak przejdziecie do mnie, będziecie klientem numer jeden.
Rano, we dnie, w nocy... Jestem dostępny.
Będę wam w pełni oddany.
Ale czemu nie?
Przykro nam, ale pan jest...
No jaki?
Jest pan adwokatem zatrudnianym przez winnych ludzi.
Pisali o tym?
- Co? - Pisali w gazecie?
Ale o czym?
Pewnie przegapiłeś nagłówki.
Jutro rano na pierwszej stronie. Kettlemanowie, czwórka...
Cali i zdrowi.
- Miałeś rację. - No.
Biwak prawie na tyłach domu. Dobra, pięć mil dalej.
Co za noc. W butach aż roiło się od orzeszków piniowych.
Ale dasz wiarę?
Na pewno, bo widzisz...
Zakładałem, że przestępcy są mądrzejsi niż w rzeczywistości.
Nie wiem.
Trochę mnie to rani.
Nie jesteś typem gaduły, co?
Nie każdy może mieć ten dar.
- Dzięki za pomoc. - Drobiazg.
Gdybyś potrzebował mojego wsparcia.
Dlaczego mój klient jest w kajdankach?
Ten człowiek jest niewinny. Jest ofiarą.
Dlaczego ma być skuty?
Dokładnie, zdejmij je. Wreszcie wolny.
Przekazali ci już dobre wieści?
Nie zostali porwani. Co ty na to?
Rodzina nie może wyskoczyć już na biwak bez zamykania połowy miasta.
A przy okazji, gdzie partner? Przegrał pan rzut monetą?
Bo od niego także oczekujemy przeprosin.
Nie przeginaj pałki, piździelcu.
Mam cię na oku, dupku. Jedno małe przewinienie... Tylko jedno.
Obaj jesteście całkiem urodziwi, więc...
To chyba więcej niż oczekiwałeś, więc jesteśmy kwita, nie?
Bomba.
- Podwieźć cię gdzieś? - Pod namiot?
I ja mam łyknąć te pierdy?
Wiem. Ale ludzie tak robią.
Jadą pod namiot zaraz po mojej propozycji?
Załóżmy, że życie to jeden wielki splot dziwnych okoliczności.
Ktoś doradził im, by pojechali pod namiot.
Ktoś ich ostrzegł.
Uwielbiają lasy.
I tak między nami...
Dosyć szybko podejmują decyzje. Raczej nie planują do przodu.
Odpuściłbym sobie to milusie nastawienie.
Podjebałeś mnie i spodziewaj się konsekwencji.
Ten, kto ostrzegł Kettlemanów, pewnie przejął się dzieciakami.
Wiesz ile problemów mam przez ciebie?
Wpadłeś z własnej winy. Sąsiadka cię rozpoznała. Byłeś nieostrożny.
Wszelkie problemy sprowadziłeś na siebie sam.
Choćby ta krew w vanie.
Taka sugestia... Ajax, formuła 409!
Nawet nie wiesz, ile musiałem nawłazić w dupę,
żeby cię wyciągnąć. Podałeś im przyczynę na tacy.
Ktokolwiek ostrzegł Kettlemanów, zdążył, nim popełniłeś kolejne głupstwo.
Powinieneś być wdzięczny dobremu Samarytaninowi.
Bo kimkolwiek był, wyświadczył ci przysługę.
Ile to będzie za godzinę.
Specjalne okoliczności, zatem...
Elitarny cennik to...
950 dolarów za godzinę.
Razy 20 godzin.
19 000...
Plus tysiąc na wydatki związane z podróżą.
Doradztwo to kolejny kafel.
Pięć za pozew
Jadłem w drodze.
I wydatki w sklepie.
Rozmaite wydatki.
Na tej skale Kościół mój zbuduję.
Dwurzędowy?
Jednorzędowy. I pod pachami wytnijcie wysoko.
- Jasne. - I zwęzić przez środek.
- Zwęzić. - Materiał?
Wełna.
Wełna tasmańska Super 170.
- Doskonały wybór. - Dzięki.
Granat, prawda?
Dokładnie, w paski.
A koszule?
Najlepsza bawełna "Sea Island".
Z białym kołnierzykiem i mankietami.
Mam wszystko.
Zapewne krawaty też pana interesują?
Wyobrażałem sobie coś...
Błękitny z dzianiny.
I proszę, żeby guziki koszuli były z perły.
Żadnej plastikowej tandety.
Jasne, zaraz wracam.
Davidzie, podaj panu kawę.
Proszę.
- Możemy? - Jasne.
I jak?
Wieczne pola truskawkowe?
Oszalałaś? Nawet nie jesteśmy blisko.
- Ależ tak, patrz. - Nie.
Raczej Sasafrasowy blask. O wiele bardziej.
Gdzie masz oczy... "Wieczne pola truskawkowe".
Panie, pomóżcie. "Sasafrasowy blask".
- Prawda? - Nie.
Może "Blond rapsodia"?
Zgadzają się ze mną.
Gdzie się podziało: "Klient ma zawsze rację"?
Sasafrasowy blask... Zmieszaj to.
Mylisz się, zobaczysz.
Wielkie mi halo. Zmyję rano.
- Wielkie rzeczy. - To wybielacz.
- Nie zmyje się. - To na stałe?
Kolor walniemy w Photoshopie.
Zmiana planu.
Chcę prostą trwałą.
Nałóżcie mi wałki.
Wiecie, jak Tony Curtis w Spartakusie.
Scena kąpieli...
Jestem Spartakus.
Koniec gadki, mam być piękny.
/Dodzwoniłeś się do kancelarii /Jamesa M. McGilla,
/prawnika godnego zaufania.
/Zostaw, proszę, informację /po sygnale,
a pan McGill oddzwoni najszybciej, /jak to możliwe.
To ja.
W sobotę grają w centrum "Coś".
Pomyślałam, że nabierzesz chęci na akcję w stylu Kurta Russella.
Wiszę ci przysługę, więc może skoczymy wcześniej na kolację?
Na mój koszt.
Jeśli nie, to daj mi znać. Naprawdę muszę z tobą pogadać.
Proszę.
I jak?
Złożona sprawa.
Craig i Betsy naprawdę zapędzili nas w kozi róg z policją.
O prasie lepiej nie gadać.
Ale ta ich historyjka o wypadzie pod namiot
przynajmniej ma ręce i nogi.
Jeśli nie masz nic przeciw,
chcę namówić ich do zatrudnienia firmy PR.
Na kilka tygodni. Pasuje ci to?
- Masz wolną chwilę? - No jasne.
Przejedziemy się.
Dokąd jedziemy?
Kurna.
To mój garniak.
- Zwariowałem? - Nie.
Spójrz na logo. To nasze logo.
Bezczelnie nas kopiuje.
O co mu, do cholery, chodzi?
Wiesz, to wolny duch.
Można to nazwać i tak.
Nadal się przyjaźnicie.
- Nie nazwałabym tego... - Ale gadacie.
Nie do końca...
Ale to do ciebie dzwonił, kiedy znalazł Kettlemanów.
Szukał akurat swojego klienta.
To nie przesłuchanie, mam to gdzieś.
Po prostu...
Prowokuje mnie.
Przeszkadzam?
Nie, idealne wyczucie czasu.
Siadaj na darmowy masaż.
Musisz spróbować też masażu stóp.
Daj starym psom odpocząć.
I ustaw na masaż tkanek głębokich, bo inaczej...
- Małe piąstki? - Użyj strzałek.
- Wcisnęłam. - No.
I co, czujesz?
A teraz się relaksuj. Zasłużyłaś na przerwę.
- Miło. - Mówiłem.
Mam to za darmo co noc. Korzyści z koczowania w salonie masażu.
- Plus... - Darmowa woda ogórkowa.
I darmowe mani-pedi?
Z dużą zniżką.
- Kobiety muszą jeść. - To i tak niezły układ.
Żyjesz jak król.
List o naruszeniu?
Jak mocno się wściekł?
Głowa mu nie eksplodowała, ale trochę się wkurzył.
Coś w stylu: "To się skończy źle".
Poważnie?
- To nie żarty. - Wiem.
- Naprawdę...? - No.
Po cholerę ten bilbord?
Wiem, że nie trawisz Hamlina, ale...
Nie łapię.
Przecież próbujesz zbudować własną firmę.
Zamiast tego wywalasz pieniądze w błoto.
próbując przebrać się za klon Hamlina.
Po co robić z tego sprawę osobistą.
- Jaką osobistą? - Osobistą.
Absolutnie osobistą.
- Wcale nie. - Właśnie, że tak.
Kogo ty chcesz oszukać?
A co, reklamować się już nie można?
Wszystko musi dotyczyć wielkiego i wszechmocnego Howarda?
Jimmy, możesz reklamować, co tylko chcesz.
Ten bilbord nie był reklamą, a wypowiedzeniem wojny.
Wypowiedzeniem wojny? To...
Przy zjeździe Hamlina? Codziennie tamtędy przejeżdża.
To interesy. Buduję markę.
Żerujesz na czyjejś marce.
W tej reklamie nie ma ani krzty oryginalności.
Nie reprezentuje Jimmy'ego McGilla.
On pierwszy zaczął.
Zakazał mi używać mojego nazwiska.
Rozumiem.
Jednak stać cię na więcej.
- Stać mnie na więcej? - No jasne.
Też jesteś lepsza od tego szmondaka Hamlina.
- Daj spokój. - Możesz pracować, gdzie zapragniesz.
Gdzieś, gdzie zostaniesz doceniona.
Gdzie dostrzegą twoją wartość, gdzie będzie ludziom na tobie zależało.
Zapomnij.
Jeśli Hamlin chce mnie dopaść, wie, gdzie jestem.
Przygotuję się.
Ten list to początek.
Następny będzie nakaz sądowy. Nie wygrasz.
Wysoki Sądzie, jestem tylko solistą,
który szuka miejsca na agresywnym rynku pracy.
To naruszenie znaku towarowego.
Nowe logo pana McGilla jest kopią naszego.
Myślę, że to dozwolony użytek.
Dozwolony użytek? Zarabiasz na tym, więc nie bardzo pasuje.
Przecież jest tyle czcionek. Pan Hamlin ma prawa do wszystkich?
Nie, ale tej konkretnej używamy od 12 lat
i wraz z trzema prostokątami i błękitem Hamlindigo
są znakiem firmowym.
Zaraz, zaraz. Hamlindigo?
Tak, nazwa zastrzeżona.
Ja pierdziu. Naprawdę nazwałeś kolor Hamlindigo?
To jest... W mordę.
Powiedział człowiek ubrany identycznie jak ja.
Wysoki Sądzie, czuję się jak w scenie z lustrem u braci Marx.
Stoimy naprzeciw siebie i machamy rękoma.
Serio? Nic nie widzę.
W dodatku nazwisko McGill pojawia się w obu logo,
co, jak mniemam, zdaniem pana McGilla
ma konfudować przyszłych klientów.
Nie można się już reklamować pod własnym nazwiskiem?
Mam być penalizowany, bo mam nazwisko jak jeden z partnerów HHM?
- Nie odbierzecie mi nazwiska. - Tu nie chodzi o nazwisko.
Pan Hamlin najwyraźniej zdaje się tak myśleć.
Każe mi zmienić nazwisko, bo to zagraża jego interesom.
- Wysoki Sądzie... - To ograniczanie handlu.
Gdzie wolny rynek?
- Hamlin chce tylko... - Dobra, dosyć. Naprawdę wystarczy.
Ma pan prawo reklamować się pod własnym nazwiskiem.
W mojej ocenie jednak ten bilbord celowo powiela elementy
logo Hamlin, Hamlin, McGill.
Kopiuje pan ich znak dla własnych korzyści.
Nie mam innego racjonalnego wytłumaczenia.
- Wysoki... - Jimmy, Jimmy.
Zmądrzej wreszcie. Masz 48 godzin na usunięcie go.
Klasyczny przykład: Dawid kontra Goliat.
Gigantyczna firma prawnicza depcze maluśkiego.
To idealny materiał dla dziennikarza śledczego, czyli was.
Zostawię wam mój numer na wszelki wypadek.
Dzięki.
Mogę prosić z działem wiadomości? Mam gorący nius.
Chcecie być stacją, która uciera nosa wielkiej firmie prawniczej?
Możecie iść w ślady tych, którzy załatwili koncerny tytoniowe.
Rozmawiam z Woodward i Bernstein.
To expose o zaborczych opłatach ATM...
To porażka sprawiedliwości.
Wasi widzowie byliby zainteresowani
i wdzięczni za ujawnienie tej jawnej niesprawiedliwości.
Nie nazwałbym tego zagrożeniem dla zdrowia społeczności,
ale na pewno jest to w jej interesie.
No tak, HHM to filar naszej społeczności.
Nie... Wojna to też ważny temat.
Dlatego te działania są tak bezczelne.
Jasne.
Rozważcie to choć pod kątem ludzkiej natury.
Wolne żarty.
Prawnik promuje się jak może,
żeby wielka firma wdeptała go w ziemię?
To serca i umysły. Halo?
Tak, też mam wasz numer.
Jasne.
Nie. Nie tykaj.
Podpisałem deklarację, że tylko ja dotykam kamery.
Sugeruję jednak poszerzenie kadru. W końcu poszło o bilbord.
Ja też jestem częścią tej historii, więc ujmij i mnie.
Stań na linii.
Nie chcę urazić twojego minimalnego doświadczenia,
ale muszę najpierw zobaczyć, co tam nagrywamy.
Te, drugi.
Drugi!
Drugi, stań tam, gdzie ja stałem.
Skurcz się trochę.
Kucnij, no wiesz.
Poszerz kadr, złap bilbord.
Teraz mnie.
Nie mnie, jego. On zastępuje mnie.
Łapiesz?
I dobra.
On też?
Nie, lecisz.
- Jak wyglądam? - Spoko.
Nie, to moja nie najlepsza strona.
- Widać bilbord? - Tak.
Chryste, dajesz stówę za godzinę, a nie za trzy.
Masz zacięcie dziennikarskie. Zajdziesz daleko.
Do dzieła.
Odliczaj.
Za 5, 4, 3...
Gravitas.
Jestem James McGill.
Jak większość Amerykanów, wszystko zawdzięczam sobie.
Skończyłem studia prawnicze, pracowałem w sądach jako obrońca z urzędu,
reprezentując tych, którzy nie mieli do kogo się zwrócić.
Wierzę w służbę. Na tym buduję swoją karierę.
Ale mam też marzenie. Takie jak większość z was...
Marzę o własnym interesie.
Harowałem i oszczędzałem. I udało mi się kupić jeden bilbord,
ze skromną reklamą mojej wschodzącej firmy.
Zawsze mi powtarzano, że Ameryka to kraj możliwości.
Wierzyłem w to aż do dzisiaj.
24 godziny po zawieszeniu bilbordu stałem się celem wielkiej firmy.
Powiedzieli, że ich firma ucierpi.
Są bogaci, wszechmocni, a ja? Mały człowiek.
Po czyjej stronie opowiedział się sąd?
Dlatego zdejmują mój mały bilbord.
Coś wam powiem. Chcą walki, będę walczył. Bo nie poddaję się...
Cholera, koleś.
/- Pomocy. - Ten koleś.
- Koleś! - Dzwoń pod 911!
- Pomocy! - Masz komórkę?
To niebezpieczne!
Musisz mieć na to licencję!
Nie patrz w dół.
Nie patrz w dół.
Szybko!
Wciągnij mnie!
Pomocy!
- Już jestem! - Proszę!
- Wciągnij mnie. - Złap mnie za rękę.
Wciągnij mnie!
- Wciągnij mnie! - Łap!
Trochę to trwało.
/Jasne, że się bałem.
/Nie przepadam za wysokościami.
/Coś w środku kazało mi /jednak to zrobić.
/Na pewno służby naszego miasta /przybyłyby niezwłocznie...
- Dacie wiarę? /- ale mogłem...
To zabieg promocyjny.
/Każdy by tego chciał, /kiedy znajdzie się w potrzebie.
/Nie myślałem wtedy o...
Chyba nie sądzisz, że ludzie to kupią.
Ludzie kochają bohaterów.
/Nie zastanawiasz się. /Wszechświat umieścił mnie tam w tym momencie.
/Dlaczego miałem nie pomóc?
/Jako prawnik codziennie /pomagam ludziom.
- Cholerna szopka. /- Ale moi klienci wiedzą,
/że jak wpadną w tarapaty, /pomogę im.
/Po prostu znalazłem się /w odpowiednim...
/Masz siedem nowych wiadomości.
/Aby je odsłuchać, wciśnij 1.
/Pierwsza wiadomość /zapisana o 5.40...
Lokalny prawnik, lokalny bohater.
Zwykłe "szołmeństwo".
Jasne.
Co tak wcześnie?
- Czy... - Tak, uziemiłem się.
Wielki dzień. Telefon się urywa.
Miałem trzy porady przed lunchem. Trzy!
- Super, Jimmy. - Nom.
Los się do mnie uśmiechnął.
Świetnie.
Czemu zawdzięczasz tę odmianę?
Przyznam, że miałeś rację.
Czyli?
Kazałeś mi robić swoje. Pracuj wytrwale, a klienci sami przyjdą.
Przyznam, że traciłem wiarę, ale los się odwrócił.
Polecali cię klienci?
No wiesz...
Ciężko pracuj, udowadniaj, że główka pracuje, a ludzie sami przyjdą.
Musiałem wyrobić sobie markę.
Prokuratorzy cię polecają?
Dokładnie.
Bergeron?
Na początku też podesłała mi kilku klientów.
Tak, to ktoś...
Ktoś z jej ekipy.
Zakasaj rękawy i solidnie pracuj...
A ludzie docenią.
Wiedziałem, że to w sobie masz.
Nie widzę gazety.
- Masz. - Nie.
Albuquerque Journal... Nie ma jej.
Nie widziałem jej przed domem.
Jak to nie widziałeś? Zawsze jest.
Może zapomnieli dostarczyć? Może jakiś dzieciak zwędził?
Bo dzieciaki uwielbiają lokalną prasę.
Nie wiem, co ci powiedzieć.
Przecież masz co czytać.
Patrz, Financial Times.
Wiem, że Albuquerque to centrum globalnych intryg,
ale to ci chyba wystarczy?
Dobrze, ale jak nie dostarczą mi gazety jutro,
odwołaj subskrypcję.
Jasne. Słuchaj, muszę spadać.
- Nie chcę się spóźnić. - Powodzenia!
- Dzięki. - Tak trzymać.
Ciężka praca ci służy.
/Lokalny prawnik, /lokalny bohater
/Prawnik wszedł na słup, /by ratować życie robotnika
.:: GrupaHatak.pl ::.
Tłumaczył: józek
.:: Napisy24.pl - Wprost od tłumaczy ::.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.