All language subtitles for the.scoundrels.wife.2003.limited.dvdrip.xvid-alliance

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

movie info: XVID 576x320 25.0fps 699.8 MB|/SubEdit b.3943 (http://subedit.prv.pl)/

|hskowron@wp.pl

|kmsg.no-ip.info

¯ONA WYRZUTKA

-Co jest?|-To bez sensu tañczyæ z w³asn¹ siostr¹.

Mówi³em jej, ¿e nie powinniœmy tego robiæ.

Wasz tata cudownie tañczy³.

To by³o dawno temu.

Panno Florido.

-Poproszê dwa tañce.|-Szeœæ.

Szeœæ tañców.

Przysz³am tu, ¿eby pilnowaæ swoich|dzieci tak jak wszystkie inne matki.

Twój m¹¿ mia³ przynajmniej tyle przyzwoitoœci,|¿eby umrzeæ po tym co zrobiliœcie.

Mogliœcie sprowadziæ|nieszczêœcie na ca³e miasto.

Chcê tam tylko spokojnie usi¹œæ.

Wiêc stanê tutaj i|bêdê witaæ siê z wszystkimi.

-Zaczekaj, panienko.|-Jestem Flo. Flo Picou.

-Wiem, kim jesteœ.|-Nadszed³ czas, ¿eby pokazaæ ludziom jak siê tañczy.

Trzy nastêpne tañce poproszê.

Nawet ty tak nie tañczy³aœ|jak by³aœ m³oda.

Uwa¿am, ¿e tañczy piêknie.

-Trzeba mieæ bilet.|-Nie wolno wnosiæ trunków, proszê ksiêdza.

Chcesz przeszukaæ mi kieszenie?

-Proszê ksiêdza.|-Dobry wieczór paniom.

Mogê do³¹czyæ?

Mój syn przynosi mi wstyd|tañcz¹c z t¹ kobiet¹.

Ponowne ma³¿eñstwo z dobrym|katolikiem mo¿e jej pomóc.

Przerwaæ tañce.|Przestañcie graæ.

Wszyscy siê zatrzymajcie.|Przestañcie tañczyæ.

Wszyscy cisza!

Spokój!

Elton, podkrêæ radio.

Zaatakowano amerykañsk¹ bazê wojskow¹|w Pearl Harbour na Hawajach.

Dwa pancerniki: USS Arizona i USS Virginia zosta³y zbombardowane.

S¹ ciê¿ko uszkodzone.

Liczba rannych i zabitych|nie jest jeszcze znana,

ale mamy doniesienia o kilkuset ofiarach.

Powtarzamy: Baza amerykañskiej marynarki|w Pearl Harbour na Hawajach

zosta³a wczeœnie rano zaatakowana|przez wrogie lotnictwo.

Flota Pacyfiku ponios³a ciê¿kie straty.

Prezydent zwo³a³ nadzwyczajne posiedzenie|rz¹du w celu zg³oszenia wniosku

do Kongresu o wypowiedzenie wojny.

Powtarzamy: Japoñskie lotnictwo zaatakowa³o|amerykañsk¹ bazê w Pearl Harbour na Hawajach.

Atak nast¹pi³ we wczesnych|godzinach rannych bez ostrze¿enia.

Flota Pacyfiku ponios³a ciê¿kie straty.

Szeœæ miesiêcy póŸniej...

Hitlerowskie U-Booty zatapiaj¹|20 statków tygodniowo

w pobli¿u amerykañskich wybrze¿y|Atlantyku i Zatoki Meksykañskiej.

"Marsh Hen" zbli¿a siê do punktu kontroli.

-Widzieliœcie coœ?

Dajcie mi lornetkê, a zostanê|dzisiaj wypatrywaæ ³odzi podwodnych.

Myœlisz, ¿e za pomoc¹ lornetki|powstrzymasz U-Booty?

Sondowanie naszych pojemników|z paliwem te¿ nie pomo¿e wygraæ wojny.

Dobra, zobaczymy co macie.

Zajrzyjcie do luku silnikowego, sprawdŸcie ³adunek.|Przeszukajcie wszystko a¿ do dna.

Tak jest.

Moja praca nie polega tylko|na sondowaniu paliwa.

Moim zadaniem jest ³apanie tych rybaków,|którzy za parê dolców sprzedaj¹ je wrogowi.

Za ma³o mam roboty, ¿eby jeszcze|zajmowaæ siê jakimœ uchodŸc¹?

Zawiozê go do domu.

-Tak, zawieŸ go wzd³u¿ kana³u.|-Tak jest.

£ajdacy zatopili nastêpny statek.

Tym razem niedaleko.

-Mamo, na pewno jesteœmy bezpieczni?|-Chyba tak, skarbie.

Wracaj do ³ó¿ka.

ChodŸ, mamo.

S¹dz¹c po tym jak siê pali|to chyba tankowiec.

Na Szlaku Whisky.

Nie spodziewa³em siê,|¿e wojna bêdzie tak blisko.

Przepraszam, ¿e przeszkadzamy, ale nasz dom|stoi ni¿ej, wiêc st¹d jest lepszy widok.

Nie ma sprawy.

Co pana sprowadza do tego miasta?

Nazywam siê Lenz.|Jestem nowym lekarzem.

Od dawna nie by³o lekarza w Cut Off.

Podczas wojny jest|na nich za du¿e zapotrzebowanie.

Sk¹d pan jest?

Z Europy.

Czy wszystkie domy nad kana³em|nie zosta³y wyposa¿one w zas³ony?

Jest zaciemnienie.

Tak... Przepraszam.|Ten dom jest taki wielki...

Mi³o by³o pani¹ poznaæ.|Dobranoc.

Nigdy ci siê nie znudzi gapienie|na te samoloty zwiadowcze?

Rozbitkowie w wodzie, trzy mile|South South East. Podj¹æ natychmiast.

-Masz go?|-Tak.

Jest wych³odzony. Zarzuæ to na niego.|Szybko.

-Macie pozycjê storpedowanego tankowca?|-Tu¿ przy Szlaku Whisky.

-To kolejne dwa statki w tym miejscu. Rozumie pan?|-Tak, sir, rozumiem.

To daje trzynaœcie statków handlowych|zatopionych w tej okolicy.

Jeœli w dalszym ci¹gu bêdziemy traciæ tankowce,|to nie wygramy tej wojny.

Sir, nie rozumiem dlaczego|to mia³aby byæ moja wina.

Nie wiem, dlaczego to ja jestem odpowiedzialny|za ca³¹ niemieck¹ marynarkê.

Wszyscy rozbitkowie maj¹ byæ natychmiast|dostarczani do sztabu, zrozumiano?

Tak jest, zrozumiano.|Jasne jak s³oñce.

-I ¿adnych b³êdów.|-Tak jest, osobiœcie...

...dostarczê panu ka¿dego rozbitka|od razu jak tu trafi.

-Camille, co ty wyrabiasz?|-P³yñ dalej.

P³yñ dalej.

-Macie natychmiast siê zatrzymaæ.|-Nie zatrzymuj siê.

Przycumujcie tu natychmiast. Cholera!

Za mn¹.

Zawsze siê zatrzymuj do kontroli!

-Pomo¿e mi pan z tym cz³owiekiem?|-Moi ludzie s³uchaj¹ tylko moich rozkazów!

WsadŸcie ich do mojego samochodu.

Ci ludzie nie znios¹ podró¿y.|Trzeba ich opatrzyæ.

-Dopiero co wy³owiliœmy ich z wody.|-Nic im nie bêdzie.

Niech spojrzê.

O Jezu...|Williams, chodŸ tu!

PrzyprowadŸcie lekarza.

-Niech pani przyprowadzi lekarza.|-Trzymam go, mamo.

-Wszystko bêdzie dobrze, moja mama wszystkim siê zajmie.|-Gdzie ich znaleŸliœcie?

-W Zatoce, piêæ mil wzd³u¿ Szlaku Whisky.|-Mówi³ coœ? S³yszysz mnie?

-Chyba jest w szoku.|-S³yszysz mnie?

Mamy dwóch ludzi: g³êbokie rany,|poparzenia, prawdopodobne z³amania.

Zabierzcie ich do szpitala.

Panie doktorze.|Panie doktorze!

Szpital jest za daleko.

-Nie jestem gotowy.|-Pomo¿emy siê panu przygotowaæ.

-Musicie iœæ, proszê.|-Czego pan potrzebuje?

Uciek³em od wojny na koniec œwiata.|Nie mo¿ecie mnie prosiæ...

Nie specjalizujê siê w tego typu ranach.

-WprowadŸcie ich.|-Dlaczego to tyle trwa³o?

-On s³abo rozumie po angielsku.|-Wszystko bêdzie dobrze.

WprowadŸcie ich.

Potrzebujecie pomocy? Co siê sta³o?

-Zna siê pani na medycynie?|-Wychowa³am dwoje dzieci.

Bêdzie pani mi asystowaæ.

Jeszcze kawa³ek. Idziemy.

Kiedy trafisz do szpitala, poproœ ich,|¿eby to zbadali.

To bardzo wa¿ne.|Rozumiesz?

-Dobrze siê spisa³am?|-Doskonale.

Doskona³a robota.

Z pewnoœci¹ jest pani bardzo|przydatna w miasteczku.

Robiê to dla ciebie.|Jeœli tego nie rozumiesz to nie mamy o czym mówiæ.

Nie robisz tego dla mnie.|Jesteœ po prostu samolubny!

Mówi, ¿e chce siê zaci¹gn¹æ.

-Bo Hitler urz¹dza eksplozje pod naszym domem!|-Dziœ uratowa³eœ dwóch ludzi, Bleu!

Wracaj do domu.

Jeœli siê zaci¹gnê, to mo¿e ludzie|wreszcie przestan¹ nami gardziæ.

/Zamkniête, bo siê zaci¹gn¹³em!

Dbaj o siebie.

Szybko wracaj.

-Bardzo ciê kocham.|-Czeœæ, trzymaj siê, synu.

/Telegram

...jej syn...

Pracujcie dalej.

Mia³a syna na morzu.

Jest kolejka.|Minie godzina nim do nas dojdzie.

Pilnuj kutra. Ja pójdê do domu.

-Lepiej siê pan czuje?|-Tak, proszê pani. Dziêkujê pani.

Nie cierpiê ostatniej pos³ugi.

Powiedz mi...|Co s¹dzisz o nowym doktorze?

Syn Europy jak ja.

Mówi¹, ¿e jest Niemcem,|ale on nie chce mówiæ po niemiecku.

Myœlê, ¿e to ¯yd.

Kogo chcesz ocaliæ?!

Nie! Nie!

Jeœli nas z³api¹ to nas zamkn¹,|a dzieci dadz¹ do sierociñca.

Kogo chcesz ocaliæ, Camille?

Ich czy nasze dzieci?

Nie!

Przekroczyliœcie granicê wód terytorialnych.|Zaczniemy strzelaæ jeœli siê nie zatrzymacie.

Bardzo mi pani wczoraj pomog³a.

Czy wed³ug pana 50% to dobry rezultat?

Leczenie obra¿eñ wewnêtrznych jest bardzo|trudne bez odpowiedniego sprzêtu.

Wiele pani w ¿yciu wycierpia³a.

Widzê to.|Ale to daje pani si³ê.

Niemieckie ³odzie podwodne daj¹ nam|w koœæ w Zatoce

i na wschodnim wybrze¿u.

W Atlantic City na oczach ludzi|sp³on¹³ nasz tankowiec.

-Nic takiego nie ma prawa staæ siê na moim terenie.|-Oczywiœcie, ¿e nie.

Tydzieñ temu U-Boot wysadzi³ oddzia³|¿o³nierzy w Nowym Jorku. Zostali ujêci.

Dwa dni temu nastêpny U-Boot|i nastêpny oddzia³ na Florydzie.

Jeœli my bêdziemy nastêpni...|to pan stanowi pierwsz¹ liniê obrony.

-Sir, gdybym móg³ przynajmniej...|-Doœæ tego, Burwell.

Dobry Bóg po to da³ ci rozum, ¿ebyœ go u¿ywa³.

Wstyd, synu.

Na twoj¹ pla¿ê morze wyrzuca hitlerowski z³om.

Sir, uwa¿am, ¿e robiê tyle|ile siê da w tych okolicznoœciach.

-Zwa¿ywszy jakich mam wspó³pracowników...|-Jesteœ pewien?

Czy jesteœ o tym przekonany?

A mo¿e ktoœ w okolicy|handluje z wrogiem pod twoim nosem?

Nikt nie dostarcza im paliwa,|nie przekazuje informacji?

-Jak dot¹d nie ma dowodów...|-Jak dot¹d!

PrzeprowadŸ dochodzenie. Poci¹gnij za jêzyki,|przyciœnij do muru. Rób co do ciebie nale¿y, synu.

Na pewno wiesz,|kto z miejscowych jest podejrzany.

Dziêkujê, sir.

Zatrzymaj, Blue! Nie chcê spaliæ silnika.

W tym miejscu nigdy nie by³o problemów.

Sieæ musia³a siê zaczepiæ|o jeden z tych zatopionych statków.

Odetnij j¹.

Mamo, to nasza jedyna sieæ!

Nie maj¹c sieci nie bêdziemy|mogli ³owiæ krewetek.

Po prostu musimy kupiæ now¹.

Nikt nam nie da kredytu.

Zdobêdê pieni¹dze.

Skoro wszyscy poszli na wojnê|nawet mnie ktoœ zatrudni.

Myœlisz, ¿e mi siê to podoba?

Myœlisz, ¿e takie ¿ycie bym dla nas wybra³a?

Nie znoszê ³owiæ ryb,|nie znoszê ryb i nie znoszê krabów.

A najbardziej nie znoszê krewetek.

SzeϾ, prawda?

Ciesz siê, ¿e ciê zatrudniliœmy.

Tylko nie zrób przedstawienia,|bo mam sprawê urzêdow¹.

ChodŸ, przejdziemy siê.

Znasz wszystkie kutry w tej okolicy.

Czy ktoœ zapuszcza siê na Zatoce|dalej ni¿ byœ siê spodziewa³a?

Dalej ni¿ powinien jeœli|chcia³by tylko ³owiæ krewetki?

My zawsze ³owimy samotnie.

Nie chc¹ waszego towarzystwa, co?

Czy ktoœ wydaje wiêcej pieniêdzy|ni¿ powinien mieæ?

-Nic o tym nie wiem.|-A czego siê domyœlasz?

-Pilnujê w³asnego nosa.|-W to nie w¹tpiê.

Jak d³ugo musisz pracowaæ|na dwadzieœcia dolarów?

Bêd¹ twoje jeœli mi troszkê pomo¿esz.

To nie pieni¹dze Stra¿y Przybrze¿nej, tylko moje.

¯adnych kwitów, sprawa pozostaje miêdzy nami.

Wiem, ¿e potrzebujesz nowej sieci.

A jedynym powodem, dla którego|ktoœ w twojej sytuacji

odrzuci³by mo¿liwoœæ ³atwego|zarobienia dwudziestu dolarów

mog³oby byæ to, ¿e spodziewa siê|dostaæ wiêcej od kogoœ innego.

Moja rodzina i ja jesteœmy|tak samo lojalni jak wszyscy,

-a gdyby mój syn by³ pe³noletni zaci¹gn¹³by siê...|-Ciekawe, co dosta³bym od twojej córki za dwadzieœcia dolarów.

Doktorku, wyci¹gniesz ten haczyk czy nie?

Witam! Jak siê pani miewa?

Proszê, doktorze, to nie pañska sprawa.|Proszê wracaæ do œrodka, doktorze.

A tak, do œrodka, proszê.|Mamy robotê.

A, rozumiem, malutka konspiracyjka?

Nie, to moja nowa gospodyni,|która przysz³a posprz¹taæ

-w moim nowym domu.|-A wiêc pewnie opowiedzia³a panu wszystko o sobie?

Mo¿na wiedzieæ, czy opowiada³a|o swoim g³upim œwiêtej pamiêci mê¿u?

-Widzê, ¿e trzeba wyjaœniæ tu pewne sprawy.|-Przestañ.

Myœlê, ¿e doktor powinien o tym wiedzieæ.

Wie pan, kiedy prohibicja zosta³a zniesiona

i nie da³o ju¿ siê zarobiæ na przemycie alkoholu,|ona i Neg...

W czasach desperacji pope³niamy|desperackie czyny.

Nie takie jak oni.|Mówi siê, ¿e zostali piratami.

Inni twierdz¹, ¿e zaczêli|szmuglowaæ nielegalnych imigrantów.

I proszê zgadn¹æ co zrobili pewnej nocy?

Sp³awili za burtê tuzin Chiñczyków.

By³o wielkie dochodzenie,

federalni wszêdzie wêszyli,

ale có¿... dowody zatonê³y, prawda, Camille!?

Przyby³ pan do innego kraju, doktorze.

Proszê siê nauczyæ szacunku dla munduru.

Dobrze siê pani czuje?

Jestem pod wra¿eniem.

Dziêkujê.

Nie uwierzy³em kadetowi.

Jeœli pan popyta po miasteczku|us³yszy pan gorsze rzeczy.

Wiêc szuka pan gospodyni?

Za siedem dolarów tygodniowo bêdê przychodziæ,|sprz¹taæ, praæ i gotowaæ dla pana.

-Pracowa³aby pani dla... Jak mnie pani wczoraj nazwa³a?|-Za szeœæ dolarów.

Ale ja nie potrzebujê gospodyni.

Rozumiem.

Nie, nie rozumie pani.

Dla pani dzieci.

Moje dzieci maj¹ co jeœæ.

Nie umiem wyjaœniæ|co siê sta³o z moim mê¿em,

ale on tak bardzo kocha³ nasze dzieci,|a one kocha³y jego.

Pan ma rodzinê?

Moi pacjenci czêsto przynosz¹|ró¿ne towary ¿eby uregulowaæ rachunek.

Jeden przyniós³ to, ale kaza³em mu przynieœæ|jeszcze jedn¹, ¿ebyœmy byli kwita.

Widzi pan? Jestem panu potrzebna,|bo ja kaza³abym mu przynieœæ jeszcze trzy.

-Ocygani³ pana.|-Co zrobi³?

-Ocygani³, wykiwa³, oszuka³.|-Tak, wiem, co to znaczy.

Zatrudniê pani¹ jako gospodyniê|za cztery dolary tygodniowo.

Zacznie pani od przyrz¹dzenia tego.

Czyje to?

Piorê dla kogoœ.

Nie znamy nikogo kto nosi|takie dobre koszule.

Jack Burwell!

-Mogê mu j¹ zanieœæ?|-Nic ci do Jacka Burwella.

Ale mamo, zawsze mówi³aœ,|¿e chcesz ¿ebym z³apa³a jak¹œ grub¹ rybê.

Ale nie barakudê.

Kiedy ja siê za niego wezmê|bêdzie ³agodny jak baranek.

/Buduj statki, które wygraj¹ wojnê!|-A to zabawne!

Nowoorleañskie stocznie zatrudniaj¹ teraz dziewczyny!

Bo¿e! Popatrz na ubrania,|jakie ka¿¹ im nosiæ!

Ciekawe, czy mnie by zatrudnili?

Nie spuszczê ciê z oka,|bo zaraz byœ siê zaci¹gn¹³.

Mog³abyœ przestaæ tañcowaæ z koszul¹ doktora?

Pierzemy dla doktora?

Czy on nie jest Niemcem?

Florido Marie, idŸ wybraæ jajka.

Nie, ja s³ysza³em, ¿e on jest|niemieckim szpiegiem.

Ludzie opowiadaj¹ wiele wstrêtnych plotek,|ale ty powinieneœ wiedzieæ, ¿e one nie zawsze s¹ prawd¹.

A od kogo mia³bym dowiedzieæ siê prawdy?|Od ciebie?

Id¹ Niemcy!

A co oni tu robi¹?

Nie ma tu ¿adnego obozu jenieckiego,|wiêc bêd¹ pracowaæ na plantacji trzciny cukrowej.

Jack!|Jack, obiecaj, ¿e nas obronisz.

Wskakuj.

Florido Marie, zejdŸ z tego konia!

Z³aŸ stamt¹d!

Szybciej!

-WeŸmiesz mnie znowu na przeja¿d¿kê, Jack?|-To zale¿y.

Dobranoc.

Dobranoc.

Mamo, nie chcê teraz wyje¿d¿aæ.

Wyœlij Bleu! Wyœlij go, on chce jechaæ.

Jego wyœlij do pracy w Nowym Orleanie.|On pojedzie.

Chcesz, ¿ebym skoñczy³a tak jak ty.

Samotna.

Przeka¿ cioci, ¿e jesteœmy jej bardzo wdziêczni|za to, ¿e ciê bierze do siebie.

Mamo.

Kocham ciê.

Panowie, mogê prosiæ o pomoc?

Uwa¿aj na siebie.|Do widzenia!

Co byœ powiedzia³ na pracê dla wojska?

-On ju¿ ma pracê.|-W Stra¿y Przybrze¿nej?

Prawie.

Powiedz mi...

-Umiesz u¿ywaæ strzelby?|-Tak, proszê pana.

Wracajcie do roboty!

Powiedzia³em schnell!

Jeszcze raz powtarzam:|zostawcie zwierzaki w spokoju.

Ten stwór prawie mnie ugryz³.

Drobne ugryzienie nie by³oby takie z³e.

W drodze do lekarza mo¿na by uciec.

Wy dwaj! Wracaæ na pole!

Jesteœ bardzo silna.|A teraz weŸ g³êboki oddech.

Masz serce jak dzwon.

Nic jej nie bêdzie. To tylko gor¹czka,|ale zostawiê wam trochê lekarstw.

Dzielna dziewczynka.

Doktorowi nie wypada siê tak zachowywaæ?

Pan siê mnie pyta co wypada?

Do dziœ myœla³em, ¿e wszyscy Indianie

¿yj¹ jak na westernach,

ale teraz widzê,|¿e ci ludzie te¿ maj¹ wspania³e ¿ycie.

Wêdruj¹ po bagnach w rytm pór roku.

kiedy by³am ma³a lubi³am z nimi wêdrowaæ,

ale cieszy³am siê, ¿e mam dom,|do którego mogê wróciæ.

Ty mia³aœ dom, oni mieli wolnoœæ.

Moja ukochana ¿ona...

Jesteœ Niemcem?

-Próbuje pan przekazaæ jakieœ informacje?|-On nic nie przekazuje.

Masz obowi¹zek pomóc rodakowi w ucieczce.

Cisza.

Nie!

Spokój!

-PrzyprowadŸ doktora z powrotem.|-Pomaga³am mu. Dam radê.

"Meine geliebte Frau"...

To kobieta?

Ju¿ nie mówiê tym jêzykiem.

Czy ona jest w Niemczech?

Z kimœ innym?

Mia³em konia...

To by³ dobry koñ.

Stary, ale dobry.

Bardzo powoli ci¹gn¹³ wóz pod górê,

wiêc wychodziliœmy i pchaliœmy.

On robi³... z ogonem...

-Macha³.|-Tak, on macha³ z ogonem.

Ale ja nie mówi³am o koniu.

Macie tyle jedzenia i wszyscy œpicie w ³ó¿kach.

I wy Amerykanie... czujecie siê tacy bezpieczni.

Myœlisz, ¿e z³e rzeczy dziej¹ siê tylko w Europie?

Tak straszne, ¿e nie potrafisz|o nich nawet opowiedzieæ?

Nie musisz mi nic wyjaœniaæ,|ale nie opowiadaj mi historyjek o koniu.

Ten koñ by³ dla nas wszystkim.

Przez niego zostaliœmy z ty³u za innymi.

Dlatego ¿o³nierze nas znaleŸli.

Uciekliœmy, porzuciliœmy konia i wóz.

I... biegliœmy najszybciej jak siê da...

Moja ¿ona...

...by³a...

...i nie mog³em...

...nasz syn...

Wiêc kiedy s³ucham o tych utopionych...

Wiem, ¿e nie skrzywdzi³abyœ nikogo.

"W moim kuflu jest dziura,"

"W moim kuflu jest dziura,"

"Wiêc ubywa z niego piwa."

"Mo¿esz sobie pukaæ, ale nie wejdziesz."

Bo¿e b³ogos³aw temu domowi.

Bez wzglêdu na to,|czy Camille odwiedza Twój.

Ksi¹dz bierze udzia³ w czarnym rynku.

Ten cukier powinien pójœæ|do naszych ch³opców w okopach.

Czy wspomina³em ci, ¿e w czasie|pierwszej wojny sam by³em w okopach?

-Dwa.|-Dobra.

Gotówka? Mia³em nadziejê na wymianê.

Flo przysy³a trochê pieniêdzy.

Nie chce zdradziæ gdzie pracuje.

Podobno to tajemnica wojskowa.

Zbieram kosz gotówki co niedziela.

Znacznie wola³bym ostrygi.

Zbierz parê worków i sama zjedz resztê.

Ostrygi bêd¹ lepsze za parê miesiêcy.

Doprawdy?

Dostanie ksi¹dz ostrygi.

Wydamy twoj¹ matkê za dobrego katolika.

W moim koœciele.|Oczywiœcie po solidnej spowiedzi.

Mama nigdy nie wyjdzie powtórnie za m¹¿.

Jest paru, którzy byliby sk³onni to rozwa¿yæ.|Niewielu.

I dlatego musisz dopilnowaæ,|¿eby jad³a

jak najwiêcej ostryg.

Ju¿ w staro¿ytnym Rzymie ostrygi|s³ynê³y jako afrodyzjak.

Jeœli twoja matka bêdzie jad³a|wystarczaj¹co du¿o ostryg,

to nie pozwoli ¿eby nic,|nawet œlub koœcielny nie stanê³o pomiêdzy ni¹ a...

Ojcze Antoine!

Nie zgrywaj niewini¹tka przede mn¹.|Jestem twoim spowiednikiem.

To tylko ja!

Dziêkujê.

Lubi pan ostrygi?

S³ucham?

Mogê panu przynieœæ trochê ostryg.

Pamiêtam, ¿e bardzo lubi³em ostrygi.

To co ludzie o mnie mówi¹...|O czym wczoraj rozmawialiœmy...

Te¿ mam tajemnice.

Te beczki paliwa tam by³y,|a potem zniknê³y.

Chcesz mi wmówiæ, ¿e te beczki

po prostu rozp³ynê³y siê we mgle?

Masz mnie za g³upca?

Sprawdzam ka¿d¹ beczkê,|która siê przewija przez port.

Po co komu paliwo, z którego|nie umia³by siê rozliczyæ?

Chyba, ¿e mia³by zamiar sprzedaæ je wrogom?

Kto móg³by zrobiæ coœ takiego?

Mo¿e potrzebujesz trochê czasu,|¿eby zastanowiæ siê, kto móg³ to zrobiæ.

Trochê czasu, ¿eby zrozumieæ jak wa¿na|bêdzie twoja pomoc w moim dochodzeniu.

Daj mi cokolwiek, Camille!

WejϾ!

-Na kogo ci potrzebna podwójna stra¿?|-Bleu!

Bleu, trzymaj siê z dala od wiêŸnia!|Siadaæ!

-Czy naprawdê musisz...|-Siadaj.

Dlaczego pan aresztowa³ pani¹ Picou?

Przeszed³ pan taki kawa³ po nocy tylko po to,|¿eby siê spytaæ o gospodyniê?

A pan co? Bawi siê w wojsko?|W³adza uderzy³a panu do g³owy!

Niech pan mnie nie poucza!|Gdyby mia³ pan jakieœ poczucie obowi¹zku,

-zosta³by pan w Niemczech, ¿eby walczyæ.|-Camille!

Dlaczego tak siê pan ni¹ przejmuje?

ZejdŸ mi z drogi!

-Camille!|-Zostañ na miejscu!

Bleu! ChodŸ tutaj!

-Zostawcie go!|-Zabezpiecz broñ!

Nie odejdê dopóki ciê nie wypuszcz¹!

-Zostaw go! Co robisz?|-Nie zróbcie mu krzywdy!

Zostawcie go!|Bleu!

Nie zastraszycie mnie.

-Camille! Nie opuszczê ciê!|-Dla wszystkich bêdzie lepiej jeœli wrócisz do domu.

-Tak!|-Bêdê na ciebie czeka³!

Dalej! OdejdŸ!

Musia³em siê dowiedzieæ,|czy mogê ci ufaæ.

Teraz mo¿esz wracaæ do domu.

W Niemczech jest wielu|m³odzieñców takich jak ty.

Kim ty dla niej jesteœ!?

Dzieñ dobry! Jak siê macie?

...gdy tymczasem tu, na amerykañskiej|ziemi schwytano ostatnio

nazistowskich szpiegów|w Nowym Jorku i na Florydzie.

Panie kadecie!

-To nie dotyczy religii.|-Wszystko dotyczy religii.

Doprawdy, kupno odrobiny|czarnorynkowego cukru nie mo¿e byæ...

A kto tu mówi o cukrze?|W grê mo¿e wchodziæ zdrada.

Wróæmy do doktora.

Poprzedniej nocy zanios³aœ mu do domu pranie.

Jak d³ugo zosta³aœ?

Nie wiem.|Nie patrzy³am na zegar.

-O czym rozmawialiœcie?|-Nie mówiliœmy za wiele.

To bardzo skryty cz³owiek.

Tak... Zauwa¿y³em dziœ w nocy.

Herr doktorze!

Obaj jesteœmy obcy w tym kraju.

Jeœli dalej bêd¹ podejrzewaæ Camille,|pan nie ma siê czego obawiaæ.

Nie zosta³o mi nic|o co móg³bym siê obawiaæ.

Mówi³em ju¿ panu, ¿e urodzi³em siê w Alzacji?

W kraju pogranicza francusko-niemieckiego.

Nie potrafiliœmy powiedzieæ|czy jesteœmy szkopami czy ¿abojadami,

ale nauczyliœmy siê wyczuwaæ|z której strony wieje wiatr.

£ódŸ, która p³ynie zawsze|z wiatrem nigdy nie wróci do portu.

Ja jestem doskona³ym ¿eglarzem.|To pan prosi siê o k³opoty.

Oskar¿ono j¹ nies³usznie!

Jeœli Camille zostanie oczyszczona z zarzutów,

pan niepotrzebnie siê martwi.

Jeœli nadal bêd¹ j¹ podejrzewaæ,|to nie pomo¿e jej fakt,

¿e na jej kutrze czai siê|tajemniczy cudzoziemiec.

"...I nie wódŸ nas na pokuszenie."

Dziêkujê za podwiezienie.

Florido.

Twoja matka bardzo siê ucieszy na twój widok,

jak tylko kadet Burwell j¹ uwolni.

Przepraszam.

Mamo!

Na razie ciê wypuszczê.

A ty pomyœl, kto móg³ ukraœæ twoje paliwo.

Chcê nazwisk.

Mamo, jesteœ tam?

-Coœ ty zrobi³ mojej matce?|-Witaj, Flo.

Dobrze, zabierzcie to.

Powiesz mi co siê sta³o?

Jack Burwell to œmierdz¹cy skurwysyn.

Têskni³am za tob¹.

-Moja córeczka wygl¹da jak gwiazda filmowa.|-Mamo, nie mog³am wytrzymaæ w tej stoczni,

wiêc zatrudni³am siê gdzie indziej.

Poznaj now¹ modelkê|domu towarowego Maison Belle.

W³aœnie j¹ wypuœci³em.

A teraz z drogi.|Mama czeka na mnie z obiadem.

-Wracaæ!|-Idziemy na po³udnie, do Meksyku.

-Myœla³em, ¿e na po³udniu jest ocean.|-Zatrzymaæ siê obaj!

Bêdê strzelaæ!

Staæ! Wracajcie!

Wracajcie!

Masz takie ³adne w³osy.

Dziêkujê.

Nauczy³aœ siê czegoœ po¿ytecznego w domu towarowym?

Uczê siê prezentacji.

-I jestem w tym dobra.|-Wierzê.

Naprawdê jestem w tym dobra.

Kochanie, cieszê siê, ¿e robisz to co lubisz.

S³ysza³am, ¿e doktor bi³ siê na ulicy,|¿eby siê dostaæ do ciebie.

Ludzie w tym mieœcie s¹ naprawdê wœcibscy.

Mamo, to by³o romantyczne.

Camille! Nag³e wezwanie!

WeŸ to i za³ó¿. Trzeba siê pospieszyæ.

-Dziêkujê, Camille.|-W³aœnie ich przywieziono.

Wszystkie informacje o tym|ataku s¹ œciœle tajne.

Byliœmy u ujœcia Mississippi,|kiedy U-Boot trafi³ w nas torped¹.

Tym ludziom potrzeba prawdziwego chirurga.

W drodze jest zespó³ medyczny,|ale dotarcie tu zajmie im 10-12 godzin.

Nie uczy³em siê leczyæ takich obra¿eñ.

Te¿ bym wola³ mieæ kogoœ innego,|ale na razie jest tylko pan.

Proszê uciskaæ tutaj.

-Zajmijcie siê t¹ ran¹.|-Proszê mi z nim pomóc.

Tego dajcie prosto na stó³ operacyjny.

Ostro¿nie!

Trzeba ich przewieŸæ do szpitala.

Camille, weŸ tego!

Szpital jest przepe³niony.|Dwa inne statki posz³y na dno.

Szybko, opatrzcie te ranê!

Nie dam rady uratowaæ tych ludzi.

Wierzê, ¿e ci siê uda.

Nie znoszê ostatniej pos³ugi.

Trzymajcie siê w linii!

Miejcie oczy otwarte!|Oni mog¹ byæ wszêdzie!

Hej, chodŸ têdy.

Psy ich wytropi¹.

Trzymajcie siê w linii.

Od³amek szrapnela!

Szrapnel!|Trzymaæ go mocno.Wiêcej œwiat³a!

Trzymam nogê.

Wszystko bêdzie dobrze.

Doktorze, na zewn¹trz czeka cz³owiek|z rozerwanym ramieniem. Mocno krwawi.

Do dokonania amputacji potrzebny jest chirurg.

Miej na ni¹ oko.|Nadal uwa¿am, ¿e pomaga szwabom.

W tym domu nikomu nie wolno tak mówiæ!

Umyjcie go i zabierzcie do salonu.|Przynieœcie nastêpnego!

Moje panie, allons-y!

WeŸcie go za nogi.

Doktorze, znalaz³am panu asystentkê do amputacji.

-Mo¿na powiedzieæ, ¿e ma doœwiadczenie.|-¯ona rzeŸnika?

Inspiruj¹ce. Dobrze, chodŸmy.

Niech to bêdzie ³adne, czyste ciêcie.

Tutaj! Jednego mam!

Dobry ch³opak, Bleu.|My siê nim zajmiemy.

Mam ju¿ doœæ Niemców.

-Tak, weŸ siê za niego, ch³opcze!|-Drañ.

To go oduczy zatapiania amerykañskich statków.

Doœæ! Mamy go tylko odprowadziæ!

-To za mojego brata!|-Dobrze, tato!

-To za Hitlera.|-Przestañcie!

Zabijecie go!

Mo¿esz go sobie zanieœæ.

Poszukajmy drugiego.

Pozwólmy doktorowi odpocz¹æ.

Zbyt dobrze znam strach,|który panuje w tym miasteczku.

Obiecaj mi uwa¿aæ na siebie, Camille.

Nie umar³ dziœ ani jeden cz³owiek.

Moja matka by³a uzdrowicielk¹,|a ja jestem jej jedynym synem.

Tyle chcia³bym ci opowiedzieæ.

Nie jestem ¯ydem.

Tak naprawdê nie jestem lekarzem.

Wiêc kim jesteœ?

Cyganem.

Ratunku!

Proszê...

Uk¹si³ ciê w¹¿?

Kiedy przyby³eœ do tego kraju|dlaczego nadal udawa³eœ?

Niewielu pomo¿e ¯ydowi.|Nikt nie pomo¿e Cyganowi.

Dano mi po¿ywienie, dach nad g³ow¹, ubranie,

nauczono mnie angielskiego.

Od ¯ydowskiej Agencji Pomocy|dosta³em torbê lekarsk¹ i sprzêt.

-Dosta³em nowe ¿ycie!|-Jak ci siê udawa³o?

Jestem Cyganem.

Ale kiedy tu przyby³em nie by³em przygotowany.

A ty przyprowadzi³aœ tych rannych|i nie chcia³aœ odejœæ.

Wiêc modli³em siê do prawdziwego|doktora Lenza, ¿eby prowadzi³ moj¹ rêkê.

Dziœ by³o tak samo, powiedzia³em,|¿e oni potrzebuj¹ prawdziwego chirurga.

Ale co mia³em zrobiæ?|Staæ z boku i patrzeæ jak wykrwawiaj¹ siê na œmieræ?

Tak jak patrzy³em na swojego syna?

Nie mo¿na zdecydowaæ, ¿e nie chce siê|byæ sob¹ i zostaæ kim innym.

Dlaczego nie?

Bo to nie jest takie proste.

Ale ja mogê byæ ka¿dym kim zechcesz.

Gdzie ten drugi?

Ciekawe, gdzie jest drugi.

Bleu!

Chyba by³a niez³a walka.

Zabierz go st¹d.

Muszê ju¿ jechaæ.

Dziêki.

JedŸmy.

Do cholery, za³ó¿ koszulê.

-Widzieliœcie Bleu?|-Tak, proszê pani.

Dziêkujê.

Uk¹si³ go w¹¿.

-Twoja matka jest bardzo dobr¹ kobiet¹.|-Co ty o tym mo¿esz wiedzieæ?

Gdyby nie by³a pozwoli³byœ|umrzeæ temu ch³opcu.

Bleu!

Bleu, to ty?

-Ksiê¿e Antoine!|-Niech nas strze¿e Duch Œwiêty!

Myœla³am ¿e to Bleu.|S³ysza³am g³osy.

Boski odbiór.

Czy ktoœ wie, ¿e ksi¹dz to ma?

Niektórzy mogliby siê zdenerwowaæ,|¿e kupi³em to za pieni¹dze z tacy.

Marzê o kontakcie z ojczyzn¹, któr¹ opuœci³em.

Zdrowie.

Mo¿e Bóg przebaczy nêdznikowi,|którym siê sta³em,

jeœli zdo³am przekonaæ najwiêksz¹|grzesznicê w miasteczku,

¿eby wyzna³a swój najwiêkszy grzech.

Co ty na to, Camille?

Tej nocy ods³oñ sw¹ duszê.

Uratuj nas oboje przed wiecznym potêpieniem.

Nie sprzeda³am Niemcom paliwa

i nie wierzê, ¿eby zrobi³ to ktoœ z okolicy.

Ale strach i ¿a³oba trzymaj¹ to miasto.

Potrzeba koz³a ofiarnego.

-Prawie ¿e nim zosta³aœ.|-I nadal mogê zostaæ.

Przez siedem lat szeptano o tobie,

a ty nigdy nie powiedzia³aœ|nic na swoj¹ obronê.

A jeœli nie mam nic na swoj¹ obronê?

¯adne dziecko nie powinno s³uchaæ,|¿e jego rodzice s¹ mordercami.

A co ja mam zrobiæ?

Kupuj¹cy ostrygi, ¿eby przywieŸæ ciê|z powrotem do Koœcio³a?

Co za idiota!

Myœlisz, ¿e moje miejsce|jest na tym zapad³ym bagnie?

Cz³owiek o moim intelekcie|powinien byæ biskupem!

Jestem ¿eglarzem zagubionym na morzu.

Jak mam osi¹gn¹æ przebaczenie?

Nie wiem ojcze.|Mia³am ju¿ wystarczaj¹co okropny dzieñ.

Dlaczego chcia³aœ, ¿ebym siê zatrzyma³,|jeœli nie chcesz siê ca³owaæ?

Tylko siê zastanawia³am:

-czy to mia³ byæ ca³us powitalny?|-Tak, dok³adnie - powitalny ca³us.

A mo¿e po prostu zbierasz informacje od córki...

-...szpiega?|-Chcê coœ uczciæ tym ca³usem.

Wreszcie dosta³em szansê|zrobienia czegoœ na tej wojnie.

Niby jak? Aresztuj¹c moj¹ matkê?

S³uchaj, to... to by³o...|Wzi¹³em j¹ na przes³uchanie.

To standardowe œledztwo.

Wiêc mo¿esz og³osiæ teraz, ¿e aresztowanie|mojej matki by³o drobnym nieporozumieniem?

Nie mówmy o tym.

Dobrze?

Jack!

Nie kupuje siê butów bez mierzenia.

Po prostu siê po³ó¿.

Z³aŸ!

-Cicho!|-Z³aŸ ze mnie!

Co robisz mojej córce?!|Zostaw j¹!

Nic jej nie zrobi³em.

-Zastrzelê ciê!|-Nic jej nie jest!

Flo, nie skrzywdzi³em ciê!

Jeœli piœniecie komuœ o tym s³ówkiem,|to przysiêgam, ¿e mi za to zap³acicie!

Wzd³u¿ naszych wybrze¿y panuje|stan podwy¿szonej gotowoœci.

Wszyscy obywatele powinni zwracaæ uwagê|na podejrzane osoby lub zdarzenia

i natychmiast je zg³aszaæ.

Przybrze¿ne spo³ecznoœci musz¹ byæ czujne.

Szpieg! Szpieg!

Nie, sir, myœlê, ¿e jeœli dam jej woln¹ rêkê,|myœlê, ¿e zaprowadzi nas do wspólników.

-Wiesz, ¿e ma wspólników?|-Tak, sir, jestem tego prawie pewien.

Chcê mieæ podejrzanego w moim|gabinecie przed up³ywem 24 godzin.

-Dwadzieœcia cztery godziny?|-Nie dasz rady?

Ale¿ sk¹d, wszystko w porz¹dku.

Dostarczê podejrzanego panu|do gabinetu w ci¹gu 24 godzin.

-Jesteœ pewien?|-Tak, gwarantujê.

Kaza³em ci je pomalowaæ.

Jutro powinniœmy po prostu st¹d uciec.

Ten dom i kuter to ca³y|spadek po waszym ojcu.

-To wszystko co mam.|-Masz doktora.

-Mo¿e jechaæ z nami.|-Doktor nie jest tym, za kogo go mia³am.

Nikt nie jest.

Wracaj tam. Ja te¿ tam zaraz idê.

Nie pójdê. Nie po tym, co ci siê przytrafi³o...

Mamo, umiem o siebie zadbaæ.

Bleu te¿.

IdŸ.

A dok³adnie kto w Niemczech tak pana przeszkoli³?

Kim pan jest ¿eby kwestionowaæ moje kwalifikacje?

Jeœli nie pohamuje pan nieco|swoich pretensji to pana aresztujê.

Wiêc proszê mnie aresztowaæ,|ale zaaresztuje pan lekarza waszego miasta.

Musisz byæ bardzo cicho.

Mam nadziejê, ¿e znaleŸliœcie chocia¿ jakieœ œlady.

ZnaleŸliœmy jednego martwego Niemca|i trzy ¿ywe ¿ó³wie.

Gdzie je znaleŸliœcie?

Na bagnach! A jak myœlisz,|gdzie do cholery byliœmy ca³¹ noc?

Kto skoczy po coœ do picia?

Ocali³em swoje ¿ycie z jakiegoœ powodu.

Mo¿e po to.

Kiedy przeczesywaliœmy bagno znaleŸliœmy jednego,|który mia³ pewien wypadek.

Doktor go ukrywa³!

Sk¹d tu siê wzi¹³ ten jeniec?

To ja mu pomog³em. Ja sam!

Przestañcie! To ja przyprowadzi³em jeñca!

Trzymaj go!

Mój brat wiedzia³ co byœcie mu zrobili!

To samo co temu drugiemu.

Pilnowaæ go.

Ojcze, chcesz przebaczenia?

Oto twoja szansa. Powstrzymaj to!

Ta inkwizycja mo¿e sprowadziæ|jedynie hañbê na nasze miasto.

Ksi¹dz sprowadza hañbê na nasze miasto!

Swoim piciem.

Myœlê, ¿e oni wszyscy brali w tym udzia³.|Panna Sza³owa Kiecka te¿.

Chyba odkry³em ca³e gniazdo szpiegów!

Moje dzieci nie zrobi³y nic z³ego!

A ja mam ci uwierzyæ na s³owo?|Podczas gdy to twoje beczki zniknê³y,

twój syn udzieli³ schronienia wrogowi,|a twoja córka...

DoϾ!

Podczas gdy to ty utopi³aœ |tych Chiñczyków przed laty!

Tak. Utopiliœmy ich.|Neg i ja.

Nielegalnych chiñskich emigrantów, którzy|nam zap³acili, ¿eby ich przemyciæ przez granicê.

Wy dwoje ju¿ dawno temu|powinniœcie byli us³yszeæ prawdê.

Us³yszeæ j¹ ode mnie.

Camille! Pos³uchaj, spójrz na mnie.

Zapomnij o przesz³oœci.|To ju¿ za tob¹.

Wcale nie.

Wci¹¿ s³yszê ich krzyki.

Nie powstrzyma³am tego.|Próbowa³am, ale nie mog³am.

Proszê, doœæ o historii staro¿ytnej.

Po³owa kutrów z przystani|dzia³a³a nielegalnie.

P³acili nam by robiæ to dla nich

ci, którzy przemycali whisky.

Ale to ja musia³am nosiæ hañbê.

Nie obchodzi mnie czy utopi³aœ tych|Chiñczyków czy upiek³aœ im ciasteczka.

Trwa wojna!

-Trzeba martwiæ siê tym co tu i teraz!|-Ale to dzieje siê tu i teraz.

Wtedy mia³am skrwawione rêce,|ale teraz nie mam.

Nie zamierzam ponosiæ kary za ca³e z³o,|które dzieje siê w tym mieœcie.

Ani ja, ani moja rodzina.

Nie odejdê st¹d dopóki nie aresztujê winnego!

Bez wzglêdu na to czy ktokolwiek jest winien?

-Bacznoœæ. Przygotowaæ siê do aresztowania.|-WeŸ mnie i zakoñczmy to wszystko.

-Przestañ!|-Wszystko w swoim czasie.

Wiedzia³em, ¿e nie zdo³am ciê oszukaæ.

Wiêc dobrze.

-Poddajê siê.|-Proszê ksiêdza, niech siê ksi¹dz nie miesza.

To ja zwêdzi³em jej paliwo

i dostarczy³em wrogowi.

Widzê, do czego ksi¹dz zmierza.

Kadet Burwell musi znaleŸæ szpiega.

Kto nim mo¿e byæ

-jeœli nie ja?|-Jak¿e on móg³ handlowaæ z wrogiem?

On nawet nie ma ³odzi!

Tak, ale ma to radio na krótkie fale.

Pewnie ca³ymi dniami gada³ z U-Bootami.

Co znaczy, ¿e przynajmniej mog³em|porozmawiaæ z kimœ inteligentnym.

Nikt tu nie uwierzy,|¿e ksi¹dz pracuje dla Niemców.

Wszyscy nie raz s³yszeliœmy jak|walczy³eœ w okopach pierwszej wojny!

Ale czy ktokolwiek spyta³

po której stronie?

Wiem, ¿e op³akujesz utraconego syna.

Bijcie mnie, jeœli to przyniesie wam ulgê.

Ka¿dy z was!

Mam nadziejê, ¿e to widzisz.

Zabierzcie st¹d tych ludzi!

Nie zmienisz tego kim jesteœ.

Czemu nie?

Tak naprawdê nie jesteœ szpiegiem.

-W sztabie wyjdê na idiotê.|-Zupe³nego idiotê. Wsiadaj.

Podczas drugiej wojny œwiatowej U-Booty zatopi³y|609 statków na amerykañskich wodach przybrze¿nych.

Z miasta Cut Off w Luizjanie|wygnano katolickiego ksiêdza.

Mimo plotek i dochodzeñ ¿adnemu rybakowi|nie udowodniono kontaktów z wrogiem.

|hskowron@wp.pl

|kmsg.no-ip.info

Dla u¿ytkowników serwisu:|

>> Napisy pobrane z http://napisy.org >>>>>> nowa wizja napisów

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.