All language subtitles for Bitten.S01E02.HDTVXviD-FUM.Polish-WWW.MY-SUBS.CO

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian Download
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

WWW.MY-SUBS.CO

Poprzednio w "Bitten"...

To sta³o siê poprzedniej nocy. Niemal na oczach Philipa.

Musia³am sk³amaæ, by wyjœæ.

Jedyne, co odró¿nia cz³owieka od wszystkiego innego, to osobowoœæ.

Maska, pod któr¹ chowamy wszystkie nasze pragnienia.

Uwa¿aj tam na siebie.

...Blue, co masz?

To wygl¹da³o na wilka, ale wyczu³em, ¿e to nie by³ jedynie wilk.

Dlaczego jakiœ przypadkowy kundel zabija na naszym terytorium?

Wataha ciê potrzebuje.

Musisz siê bardziej postaraæ, je¶œli mamy wytropiæ kundla.

Te¿ siê za tob¹ stêskni³em.

Ty masz byæ komitetem powitalnym?

Albo mo¿e Jeremy wreszcie przyku³ ciê do bramy wejœciowej, gdzie twoje miejsce?

Spokojnie. Chcê tylko pomóc z torb¹.

W porz¹dku. Poradzê sobie.

CZTERY LATA WCZEŒNIEJ

Hej...

Nie denerwuj siê, dobra? Poradzimy sobie.

Jeœli tak to uj¹³eœ... To siê denerwujê.

S³uchaj, to wielka rzecz, ¿e przedstawiasz mnie swojej rodzinie.

- Co jeœli Jeremy mnie nie polubi? - Niemo¿liwe.

Okej, wiêc przyznam siê -

Nigdy wczeœniej nie pozna³am czyjejœ rodziny, nie, no wiesz, w tym kontekœcie.

Nie w kontekœcie, ¿e... To jest ktoœ, kogo kocham

i chcê z nim spêdziæ resztê ¿ycia, a jeœli wam siê nie podobam, to...

Kochanie.

Rozumiem ciê.

Okej.

Witaj w domu.

Dom.

- Nic siê z nie zmieni³o. - Niektóre rzeczy tak.

Co?

Gdy tu mieszka³aœ, pozwala³aœ Nickowi kupowaæ wszystkie swoje ubrania.

Myœla³em, ¿e nienawidzisz zakupów.

Myœlisz, ¿e sama bym tego nie wybra³a?

Ty mi powiedz.

Mówiê tylko, ¿e...

Dobrze wygl¹dasz.

Jako cz³owiek prezentujê siê ca³kiem nieŸle.

- Gdzie Jeremy? - Nie ma go tutaj.

Eleno, powinnaœ coœ zjeœæ. Musisz umieraæ z g³odu.

Gdzie on jest?

- Biega. - Eleno...

S³uchaj, nie jestem tu by rozmawiaæ, czy nadganiaæ czas albo cokolwiek innego chodzi ci po g³owie.

Jestem tu, bo trzeba wytropiæ wilka.

I jasne by³o, ¿e wszyscy bêdziecie na mnie naciskaæ, dopóki nie wrócê.

Wszyscy?

Chcê mieæ to za sob¹, ¿eby st¹d odjechaæ.

Im szybciej Jeremy dowie siê, ¿e tu jestem,

tym szybciej mogê zacz¹æ tropiæ zabójcê.

- Nie jestem tu z naszego powodu. - NajwyraŸniej.

Przestañ.

Jeremy!

Synchro i poprawki: Golboth® ¤¤¤ serialeatv.blogspot.com ¤¤¤

BITTEN 01x02 - Prodigal -

t³umaczenie: cat84

- Zatrzymaj siê. Nie puszczê ciê tam. - Muszê...

Nie masz pojêcia, co siê tu dzieje.

Miejscowi, myœliwi. Jest nagroda za wilka.

Wiêc tym bardziej powinniœmy siê upewniæ, czy Jeremy'emu nic nie jest.

Nie jest bezpiecznie.

Jest, wróci³. Odpuœæ ju¿..

Staram siê tylko ciê chroniæ.

Strza³y?

ChodŸ tu.

- Tak siê cieszê, ¿e jesteœ w domu, Eleno. - Nic ci nie jest?

Nie, jest w porz¹dku.

Pod³apa³em zapach myœliwych przy zachodniej granicy posiad³oœci

i natychmiast zszed³em im z oczu.

- Strzelali do kundla? - Nie wyczu³em go tam.

Ale ka¿dy trzask ga³¹zki czy szeleszcz¹cy liœæ

spotka siê z kulami, dopóki ta sytuacja nie zostanie rozwi¹zana.

Dobra.

- Jaka jest twoja opinia? - Ostatnio by³o spokojnie.

A potem to pojawia siê dos³ownie znik¹d.

Teraz, gdy jesteœ w domu, mamy znacznie wiêksze szanse na znalezienie go.

Jasne.

S³uchaj, tak dla œcis³oœci, pomogê ci wytropiæ zabójcê.

Ale gdy nam siê uda, znowu odejdê.

Zaczniemy jutro, gdy bêdziemy wszyscy razem.

Nie, mogê iœæ ju¿ teraz.

Gdy pójdziesz sama i go znajdziesz, wtedy spróbuje ciê zabiæ.

Czy jesteœ gotowa, by zabiæ jego?

- Nie. - Wiêc wyœlê z tob¹ Claya.

Nie, wola³abym raczej pójœæ z miejscowym psychopat¹.

Zapominasz, kochanie, to ja jestem miejscowym psychopat¹.

Zaczekam, a¿ wszyscy tu dotr¹.

To by³ d³ugi dzieñ. Chyba siê rozpakujê.

Wszystko, czego potrzebujesz tu jest, dok³adnie tak jak to zostawi³aœ.

Wróci³a.

To jakiœ pocz¹tek.

- Logan. - Hej, Philip.

To moja dziewczyna, Rachel.

- CzeϾ. - CzeϾ.

Myœla³em, ¿e bêdziesz na pó³nocy stanu z Elen¹.

Nie, wyruszam zaraz z rana. Philip to ch³opak Eleny.

- Straszna ta wiadomoœæ o wypadku. - Tak, szczególnie, gdy bra³y w nim udzia³ dzieci.

- Mam nadziejê, ¿e nic im nie jest. - Dzieci?

Tak, dzieci mojego kuzyna. Nie chcia³em ciê martwiæ.

Dzieci s¹ niesamowicie odporne.

Có¿, jeœli ty bêdziesz przy nich, na pewno s¹ w dobrych rêkach.

Powinienem siê zbieraæ.

- Mi³o by³o ciê poznaæ. - Ciebie te¿.

Nie musisz mnie oszczêdzaæ, dobra?

Masz racjê. ChodŸmy.

- Mogê siê dosi¹œæ? - S³ucham?

Tylko na chwilê. Dopóki nie dokoñczê piwa.

Dobra.

Wiêc jesteœ myœliwym?

Polujesz na wilka?

S³ysza³am, ¿e nagroda wynosi jakieœ 1000 dolców.

Jestem myœliwym.

Ale nie interesuj¹ mnie pieni¹dze.

Tylko zabijanie.

- Aby pomœciæ tê biedn¹ dziewczynê. - Christie.

Skoñczy³a szko³ê cztery lata przede mn¹.

Zosta³a wybrana, "Najwiêksz¹ nadziej¹ na sukces".

A ty? Niech zgadnê...

Naj³adniejsza.

Nie, nadal jestem w pierwszej klasie.

A wolno ci tu w ogóle przebywaæ?

Dla ka¿dego poni¿ej 18 lat ustalili godzinê policyjn¹, dopóki nie z³api¹ wilka.

- Nie mogê sama iœæ do domu. - Wiêc doskonale siê sk³ada.

Drinki na koszt firmy. Moja siostra ju¿ nie.

Autobus Pete'a oficjalnie siê spóŸnia.

Jak siê trzyma rodzina Christie?

Taka ³adna dziewczyna.

Planuj¹ ceremoniê z zamkniêt¹ trumn¹.

Braxton i jego ch³opcy tego ranka parkowali w pobli¿u Stonehaven.

Powiedzieli, ¿e prawdopodobnie coœ widzieli.

Zaczekajmy na Pete'a na zewn¹trz.

Widzia³am ciê kilka razy w okolicy,

ale nigdy nie zostaliœmy sobie przedstawieni.

Antonio Sorrentino. A to mój syn, Nick.

Jesteœmy starymi znajomymi rodziny Danversów.

Moi koledzy myœliwi mówili, ¿e chyba widzieli wilka na waszej posiad³oœci.

Jeœli wilk zadomowi³ siê na ziemi Danversów,

- ...bêdziemy musieli tam wejœæ. - Oczywiœcie.

Wszyscy ju¿ wczeœniej s³yszeliœmy tam wilki.

Tak, przechodz¹ tamtêdy, ale wiecie, one id¹ dalej.

Chcemy tylko z³apaæ zwierzê i zaradziæ problemowi.

W³aœnie siê dowiedzia³am, ¿e zaginê³a kolejna dziewczyna.

To dwie w jednym tygodniu. Du¿o jak na tak nudne miasteczko.

Hej!

CzeϾ.

- Jemy tu? Umieram z g³odu. - Jedziemy do domu.

Chêtnie pomo¿emy, jak tylko bêdziemy mogli.

- Doceniam to. - Dobranoc.

Eleno.

Eleno.

- Nie powinieneœ tu byæ. - Powiedz, abym odszed³.

Powiedz, ¿e nie chcesz mnie ju¿ widzieæ.

Albo, ¿e nie chcesz, ¿ebym zobaczy³ ciebie.

Wszystko, co musisz zrobiæ, to powiedzieæ mi "nie".

Eleno.

Eleno.

Nick, co robisz?

Przyszed³em ciê obudziæ.

I powiedzieæ ci, ¿e wygl¹dasz...

- Niesamowicie. - Wygl¹dam tak samo, Nick.

Tak samo jak wygl¹da³am rok temu, tak samo jak piêæ lat temu.

Widzisz, nie dla nas wszystkich to "kl¹twa".

Przed³u¿ona m³odoœæ. To coœ dobrego, nie?

Tak, ale to oznacza, ¿e jak siê zestarzejemy, bêdziemy starsi d³u¿ej.

- Po prostu przyjmij komplement. - Albo co?

- Nie chcia³abyœ wiedzieæ. - Ty nie chcia³byœ próbowaæ.

Szkoda, ¿e nie mo¿emy spuœciæ z siebie pary biegaj¹c, nie?

Chcia³bym móc.

Du¿o czasu minê³o, odk¹d mog³am swobodnie pobiegaæ.

Podano œniadanie?

Tak, tata grillowa³ przesz³o pó³ godziny.

Lepiej schodŸmy, zanim Peter zje ca³y bekon.

- Nie... - Albo móg³bym...

Zostaæ z tob¹ w ³ó¿ku przez ca³y dzieñ, jeœli wolisz.

Mi³a próba, ale bez nagrody.

A teraz biegnij ma³y piesku. Muszê siê ubraæ.

IdŸ!

- Ma³y piesku? - Taa.

Widzia³aœ koœæ, któr¹ móg³bym zakopaæ?

Dzieñ dobry piêkna.

- Co nowego? - To dopiero pocz¹tek.

Ale jutro powinnam coœ wiêcej wiedzieæ.

Wczoraj g³ównie za³atwia³am sprawy.

Hej, wpad³em wczoraj na Logana

I tak jakby wspomnia³em, ¿e twój kuzyn ma dzieci.

Jego dziewczyna by³a zaskoczona. Mam nadziejê, ¿e w nic go nie wpakowa³em.

Rachel te¿ pozna³eœ?

Jestem pewna, ¿e nic siê nie sta³o.

Dobrze. Gdy to trochê siê uspokoi, powinniœmy siê z nimi wybraæ na drinka.

Wiêc masz swój wielki dzieñ?

Tylko spotkanie z potencjalnym nowym klientem.

A ty co robisz?

W³aœnie wsta³am.

Nie pamiêtam, kiedy ostatnio nie spa³am obok ciebie.

To by³o ostatniej nocy.

Zamknij siê. Wiesz, o co mi chodzi.

Tak, ale przedtem to nie mia³o znaczenia. Skupmy siê na tym, abyœ wróci³a do domu.

Lepiej ju¿ pójdê. Wszyscy czekaj¹.

Pogadamy wkrótce, ok?

Jasne, kocham ciê.

Zamierzasz tropiæ kundla w tych ciuchach?

Albo mo¿e wyje¿d¿asz.

Mo¿esz przestaæ bawiæ siê w wartownika. Nigdzie siê nie wybieram.

Nie, ale jedynie próbujesz st¹d wyjechaæ, najszybciej jak siê da.

- Wiêc teraz pods³uchujesz? - Niczego nie s³ysza³em.

A by³o czego s³uchaæ?

Pewni ludzie chc¹ wiedzieæ, gdzie jestem.

- Ludzie czy osoba? - Przestañ dr¹¿yæ.

Przecie¿ i tak ci nie zale¿y.

Ka¿dego dnia minionego roku, walczy³em z potrzeb¹, aby ciê odnaleŸæ...

Aby ciê zobaczyæ.

- A mimo to trzyma³eœ siê z daleka. - Wykonywa³em rozkazy Jeremy'ego.

Racja.

Nie wykaza³byœ niepos³uszeñstwa.

Nie le¿y to w twojej naturze.

A ty s¹dzisz, ¿e wiesz, co le¿y w mojej naturze.

- Wsta³ ju¿? - Nie widzia³em go dziœ rano.

- Czekamy na Logana? - Nie, on przyjedzie póŸniej.

To œwietnie pachnie.

Nie, najpierw wszyscy tu musz¹ byæ.

Nie wiem jak wy ch³opaki, ale ja umieram z g³odu. O patrzcie.

Dzieñ dobry œpi¹ca królewno.

- T³uszcz. - Mniam!

Co tam t³uszcz, jeœli jesteœ wœród przyjació³, nie?

- Jak siê masz? - Czeœæ. Co?

CzeϾ.

Chi se move mangia, e chi sta fermo secca.

"Ten, który siê rusza, je. Ten, który stoi, usycha."

Wiêc ruszaj siê...

I jedz.

To chyba przez ¿ycie w mieœcie.

Próbowa³am przywróciæ swój apetyt do poprzedniego stanu.

Niemo¿liwe.

Mówiê za³ogom, z którymi podró¿ujê, ¿e mam przeroœniêt¹ tarczycê.

Inaczej przy takiej iloœci jedzenia, by³bym naprawdê ogromny.

Chyba jest proœciej, gdy jesteœ facetem.

Chcesz owoce?

Jakieœ wieœci od Logana?

Jedzie tu.

Nie musimy czekaæ. Mogê ju¿ zacz¹æ tropiæ.

Nie mo¿esz siê przemieniæ w dzieñ. To zbyt ryzykowne.

A pójœcie tam jako cz³owiek nie wchodzi w grê.

Poœlij ze mn¹ ch³opaków. Nadal mogê tropiæ jako cz³owiek.

Eleno, nie by³o ciê z watah¹ ponad rok.

Mo¿e odœwie¿ysz sobie informacje o kundlach.

Wszystkie nasze akta s¹ na dole, tam gdzie je zostawi³aœ.

Zaczniemy wype³niaæ mój plan, gdy Logan tu dotrze.

- A do tego czasu? - Jedzcie.

I odpocznijcie.

- Gotowa na „odpoczynek"? - Nie potrzebujê odpoczynku.

- Mam coœ do zrobienia. - NajwyraŸniej wysz³a z wprawy.

Oszczêdzaj j¹.

Nie musicie mnie oszczêdzaæ, dobra?

Udowodnij to.

Za piêæ minut. Na ty³ach patio.

Tylko nie mów, ¿e mu odpuszczasz.

- Mo¿e. - Kiepski z ciebie k³amca.

- Miejskie ¿ycie ciê zmiêkczy³o. - Serio...?

- Stojê poprawiaj¹c siê. - Poprawiaj¹c siê, tak.

Ale stoisz? Ledwie.

O, "pod³ó¿ nogê".

Niez³e posuniêcie, Cobra Kai.

Ktoœ za bardzo woskowa³ w Nowym Jorku.

A ty co robi³aœ w Toronto?

- Co dla sportu? - Mo¿emy zacz¹æ tutaj.

Racquetball.

Co? To dobre æwiczenie.

Trudno to æwiczyæ gdziekolwiek indziej.

Clayton Danvers? Przygl¹dasz siê walce?

Jest pierwszy.

Nie przygl¹dam siê. Oceniam.

Oceniasz jak ci dokopiê?

Bo¿e... a po co mia³bym upokarzaæ mojego najstarszego i najdro¿szego przyjaciela?

- Idê pod prysznic. - Chwila, chwila, chwila!

Nie chcesz zobaczyæ jak niszczê goœcia?

W³aœciwie to tak. Chcê.

Teraz to siê doigra³eœ.

Cholera!

Nie móg³byœ choæ raz daæ mi wygraæ?

To nie le¿y w mojej naturze.

- I tak od dzieciñstwa, co? - Nie, to by³o coœ innego.

Tym razem zdo³a³eœ siê nie posikaæ.

Wiesz, ona ma racjê.

Ju¿ teraz moglibyœmy tam byæ, tropi¹c kundla jako ludzie.

Wydaje siê, ¿e poluje noc¹.

Wtedy najlepiej go wytropiæ.

Tak?

A w chwili, gdy tylko go znajdziemy, Elena znowu odejdzie.

Wszyscy chcemy, aby wróci³a.

Najlepszym sposobem, aby tu wróci³a

to przypomnienie, ¿e tu jest jej dom.

Miejmy tylko nadziejê, ¿e te dobre rzeczy tutaj przewa¿aj¹ nad z³ymi.

Tak.

...wtedy przekona³em siê, ¿e istniej¹

dwie frakcje wilko³aków -

szlachetna wataha, która ustala g³ówne regu³y;

I kundle, samotne wilki, które powinny byæ pod nadzorem

i karane.

Z regu³, najwa¿niejsz¹ jest utrzymywanie naszego istnienia w tajemnicy.

Zabrania siê nam przemieniaæ przed ludŸmi,

oraz ich zabijaæ, chyba ¿e przemiana zajdzie w ich obecnoœci.

Jedynym sposobem, by kobieta zosta³a wilko³akiem, jest ugryzienie.

Od dawna spekulowano, ¿e

kobiety nie s¹ wystarczaj¹co silne, by prze¿yæ proces.

Przez ostatni rok próbowaliœmy to zrozumieæ.

Ale twoja metoda segregacji, jest wiêcej ni¿ tajemna.

Dla mnie nie jest tajemna.

Jeremy wys³a³ ciê po szczegó³y o kundlach?

Nie.

Sam siê zg³osi³em, jak idiota.

Dok³adnie jak to zostawi³aœ.

Chcesz dodaæ Zachary'ego Caina do swojej czarnej listy.

Nie mia³em okazji uaktualniæ akt,

ale Clay mia³ z nim utarczkê w Wenatchee przed kilkoma miesi¹cami.

Dobrze wiedzieæ.

Wiemy, gdzie znajduje siê ka¿dy tropiony przez nas kundel.

Dobrze.

Jest tu wiele wspomnieñ o Clayu.

Bo¿e, nienawidzi³am tego pokoju.

Tak, no bez jaj.

Ale twoje lekcje historii...

Sprawia³y, ¿e chcia³am tu przychodziæ.

Có¿...

ty te¿ jesteœ czêœci¹ historii.

Jedyna kobieta, która prze¿y³a ugryzienie... To jest kawa³ historii.

Jednego nigdy nie zrozumia³am.

Chodzi o to, ¿e ¿ycie mog³o ciê zaprowadziæ dok¹dkolwiek.

A kiedy Jeremy dzwoni... Dlaczego tu wracasz?

Stara, Jeremy uratowa³ mi ¿ycie.

Nikt nie lubi o tym mówiæ, ale...

Ten Pete, którego znasz... nie zawsze taki by³.

Jakieœ 12 lat temu, podczas Warped Tour...

By³em wtedy porz¹dnie wyniszczony.

I tamtej nocy zabra³em do pokoju jedn¹ groupie.

I otumaniony narkotykami, zacz¹³em siê przed ni¹ przemieniaæ.

Spanikowa³em i j¹ zabi³em.

Od razu zadzwoni³em do Jeremy'ego, b³agaj¹c o ¿ycie,

powiedzia³em, ¿e dla niego to wszystko odkrêcê.

Dominic Sorrentino by³ wtedy Alph¹ i...

Skaza³by mnie na œmieræ, gdyby Jeremy o mnie nie walczy³.

Wiedzia³am, ¿e mia³eœ ciê¿k¹ przesz³oœæ, ale...

Zabicie cz³owieka?

Jeremy wszystko naprawi³, w³¹cznie ze mn¹.

Da³ mi czas na wêdrówkê, ¿eby siebie posk³adaæ do kupy.

To samo robi³ dla ciebie przez ostatni rok.

Wiêc tak, jeœli Jeremy dzwoni, ja wracam.

Wiesz, we wszystkim, co robi, chodzi o nasze przetrwanie.

Jasne? O grê d³ugoterminow¹.

I czy ci siê to podoba czy nie, jesteœ czêœci¹ tego planu.

Nie chcê ciep³ego powitania w gronie rodziny.

Po tym co zrobi³am...

Po zabiciu Jose Cartera, chcia³am siê st¹d jedynie wyrwaæ.

Ale wsparcie watahy... rodziny, tego domu...

Bez tego jesteœmy skazani na pora¿kê.

Tak, ale z tym wszystkim, jesteœmy skazani na zabijanie.

- Nigdy wiêcej nie chcê tego zrobiæ. - Nikt nie ka¿e ci zabijaæ.

Ale ty idziesz krok dalej, próbujesz byæ cz³owiekiem.

A to równie niebezpieczne.

Próbujesz st³umiæ w sobie wilka, Eleno,

ale wilk d³ugo nie da siê odpychaæ.

Fozzie?

Nie dam siê na to nabraæ, Caitlin.

Mo¿e jesteœ ode mnie starsza o trzy lata i trzy miesi¹ce, ale nie...

Wiêc, nadrobi³am najœwie¿sze zapachy i miejsca pobytu potencjalnych podejrzanych.

Kundli znanych z potyczek z watah¹.

Na pocz¹tek Zachary Cain.

Prowadzi³ wyœcigi kradzionymi samochodami w Wenatchee.

Clay go z³apa³, zamkn¹³ ten interes.

Ale nie mam nic nowego o Malcolmie Danversie.

Moim ojcu?

Nie ¿yje.

- Kiedy? - Osiem miesiêcy temu.

Dosz³y nas s³uchy, ¿e zosta³ wyzwany przez kundla z Churchill.

Ktoœ zawsze siê na niego zasadza³. W koñcu musia³ przegraæ.

Nie wiem co powiedzieæ.

Mój ojciec mnie nienawidzi³...

Od urodzenia.

Chyba nie by³em jego wymarzonym synem.

A po bitwie o pozycjê Alphy, nie by³o szans siê pogodziæ.

Nie op³akujê go.

Choæ pewnie op³akiwa³bym, gdyby by³ ojcem, jakim móg³ byæ.

Trudno dziœ trafiæ na dobrych ojców.

Nikt nie nienawidzi watahy bardziej ni¿ Daniel Santos.

Clay zabi³ jego brata, Daniel zosta³ wykluczony...

Dobra myœl, ale to nie by³ jego zapach.

- Patrzcie, jakiego wilka tu zaci¹gniêto. - On nie ¿artuje.

Praktycznie ci¹gn¹³ mnie tu od frontowych drzwi.

Dobrze ciê widzieæ, Logan.

Wszyscy ju¿ s¹, zaczynajmy.

Miejscow¹ dziewczynê zabi³ kundel.

Jej cia³o porzucono na przedmieœciach.

A teraz na granicy posiad³oœci mamy myœliwych.

A przy nagrodzie za tego wilka, mo¿ecie byæ pewni, ¿e bêdzie ich wiêcej.

Po³o¿ymy temu kres. Dziœ w nocy.

Elena wyci¹gnê³a pewne akta

dotycz¹ce kundli z najbardziej aktualnymi zatargami z watah¹,

zaczynaj¹c od Zachary'ego Caina.

Zostawi³em go zranionego. Zrozumia³ wiadomoœæ.

Nie zapominajmy, ¿e mo¿emy tu mieæ do czynienia

z ka¿dym, z kim siê zetknêliœmy w przesz³oœci.

Peter i Logan, macie byæ w West Bear Valley.

Antonio i ja obstawimy ulicê Main.

A reszta z was ma sprawdziæ obszar przemys³owy.

Przemieniacie siê gdy zajdzie potrzeba, ale dyskrecja jest tu kluczowa.

Jak chcesz to zrobiæ?

- Ja pójdê... - Rozdzielimy siê.

Rozdzielimy siê i spotkamy tu, jeœli niczego nie znajdziemy.

Dajcie znak, jeœli tak.

Przemieniamy siê?

- Obstawimy wiêcej terenu. - A co z myœliwymi?

Zostajemy pod wiatr do nich. Wyczujemy ich, zanim nas zobacz¹.

Po prostu, jeœli ich znajdziemy, chcê byæ w swojej wilczej formie.

- Nie zabijecie go. - Zamordowa³ dziewczynê.

I zap³aci za to.

Ale bez zabijania, gdy jestem w pobli¿u.

Zgoda?

Okej. Biegnijmy.

Ja tylko...

Spotkamy siê w œrodku.

Nigdy wiêcej mnie tak nie pieœæ.

Tu cuchnie œmierci¹.

- Jak to znalaz³eœ przede mn¹? - Nie znalaz³em. Œledzi³em ciê.

Nie potrzebujê ochroniarza.

To dla mojej w³asnej ochrony. Masz lepszy wêch.

Zwietrzy³abyœ myœliwych przede mn¹.

Co?

To trochê "wiocha", ale nie za³o¿ê tego szlafroka.

Nie ma tu kundla.

- Jakiœ œlad jego zapachu? - Jest dla mnie nowy.

Pachnie prawie, jak nowo przemieniony.

Mówisz, ¿e potrafisz wyczuæ "nowo przemienionych"?

Mówiê, ¿e ten pachnie inaczej.

Kawa³ek skalpa?

Nic dziwnego, ¿e cuchnie tu œmierci¹.

Kolejne zabójstwo.

Wiedzia³am, ¿e powinnam tropiæ go poprzedniej nocy.

Wtedy to mog³abyœ byæ ty.

Powinniœmy powiadomiæ o tym Jeremy'ego.

Chyba, ¿e chcesz zostaæ tutaj, czekaæ na kundla i skrêciæ mu kark.

Nie-nie-nie. Mo¿e nas wyczuæ i zwieje.

Najlepiej siê przemieniæ i skierowaæ do domu, by siê przegrupowaæ.

- Znowu przemieniæ? - Mamy iœæ do domu na dwóch nogach?

Racja.

Wszyscy przemienimy siê tutaj. Spotkamy siê na zewn¹trz.

Dobra.

No dalej.

Och, cholera.

Co robimy?

Zabijemy to coœ i zgarniemy nagrodê.

To nikt, kogo znamy. To ktoœ nowy.

Myœlê, ¿e niedawno zosta³ ugryziony.

Kundle gryz¹, by zabiæ.

Poza tym szanse, ¿e cz³owiek prze¿yje ugryzienie s¹ niewielkie.

Rzucono go w samobójcze tempo po pierwszej przemianie,

i mamy tu do czynienia z bardzo rzadk¹ sytuacj¹.

Ale szanse nie s¹ zerowe, nie?

Jeœli jest nowy, nie zna naszych regu³.

A jeœli nie zna regu³, nie zdaje sobie sprawy,

¿e to grozi ujawnieniem nas wszystkich, jeœli przemieni siê przed cz³owiekiem.

Dobra. Ustalimy wokó³ tego miejsca obwód i bêdziemy obserwowaæ.

Gdy siê pojawi, ³apiemy go po cichu.

Oczekujê dyscypliny, Clay. Chcê go ¿ywego.

Chcê wiedzieæ, kto go ugryz³.

Nie mo¿emy mieæ tu kundli tworzonych z kogo popadnie

i wypuszczanych w œwiat.

Wyruszamy.

Zaczekaj.

Co siê z tob¹ dzia³o ostatniej nocy?

Wieki zajê³a ci przemiana w domu kundla.

Gdybyœmy zrobili po mojemu, wcale bym siê nie przemienia³a.

- Dwa razy dziennie to za du¿o? - Nie zmieniaj tematu.

Dobra, to, ¿e...

To, ¿e mnie "pieœci³eœ".

Pozwoli³aœ mi.

Masz szczêœcie, ¿e zachowa³eœ rêkê.

Nie chcê, abyœ rusza³a na to polowanie, chyba, ¿e bêdziesz przy mnie.

Nie idê na polowanie.

Nie dlatego tu przyjecha³am.

Oboje wiemy, ¿e to nieprawda.

Eleno, mo¿esz tu podejœæ na chwilê?

Jakieœ miejscowe dzieciaki rozpuszczaj¹ plotki o wilku.

W¹tpiê, czy byliby ¿ywi, gdyby trafili na kundla.

To by³am ja.

Nie mam wyt³umaczenia. Przepraszam.

Miasto ustali³o godzinê policyjn¹.

Za wilka wyznaczono nagrodê.

A to siê bêdzie pogarszaæ, dopóki go nie z³apiemy.

Pomaga³am w tropieniu, jak prosi³eœ.

- Reszta mo¿e teraz siê tym zaj¹æ. - Prosi³eœ, abym pomog³a w jego z³apaniu.

A ja proszê, abyœ wiêcej mi tego nie robi³.

Jose Carter wystarczy...

Panie Carter, obiecywa³ pan dowód na wilko³aka.

Kolekcjonerzy, których reprezentujê, ¿¹daj¹ ostatecznego dowodu.

I zobaczysz go.

- Co to? - Wilko³ak.

Wytropi³em go i z³apa³em w po³owie przemiany.

Odr¹ba³em mu ramiê moj¹ maczet¹.

Ten wilko³ak nadal gdzieœ tam jest.

Myœliwi zap³aciliby mi krocie, by go wytropiæ i znaleŸæ.

Ilu jeszcze to widzia³o?

Ty jesteœ pierwsza.

Zabiorê to teraz od pana. Proszê tylko podaæ cenê.

To nie tak dzia³a.

Jestem gotowa zap³aciæ ile pan chce.

Mam taki plan -

Myœliwy, który zaoferuje najwiêcej, pojedzie ze mn¹ do Ekwadoru, aby to z³apaæ.

- Myœla³am, ¿e chce pan to zabiæ. - W koñcu tak.

Ale najpierw zmusimy go, aby powiedzia³ gdzie s¹ inni tacy jak on.

Bo tam, gdzie jest jeden, mog¹ byæ i setki.

Przepraszam, ale nie mogê na to pozwoliæ.

Nigdzie tego nie zabierzesz.

Proszê, nie rób tego.

Jose Carter grozi³, ¿e nas ujawni.

Zabicie go by³o s³uszne. Tylko to mo¿na by³o zrobiæ.

Mo¿e dla ciebie. Ale dla mnie...

Straci³am swoje cz³owieczeñstwo.

Rozerwa³am go, jakby by³ jakimœ prezentem.

A w chwilê potem zda³am sobie sprawê, ¿e wszystko, co jest tu...

Ty, Clay, zdolnoϾ biegania, nic nie jest tego warte...

Jeœli muszê znowu byæ tym...

- Czymœ. - To "coœ", to teraz ty.

Nie.

Chcê byæ taka, jaka jestem w Toronto.

Normaln¹ osob¹, a nie zabójc¹.

Eleno, to zupe³nie co innego.

Ten kundel mo¿e znowu zabiæ.

Mo¿e.

A wy go znajdziecie i zabijecie.

A ja nie chcê braæ w tym udzia³u.

Mogê odejœæ?

Jeszcze nie mo¿esz odjechaæ.

- Nie skoñczyliœmy. - Ja tak.

Nie o tym mówiê.

Bêdziesz chcia³ to zobaczyæ.

Hej. Hej! Mo¿e zadzwonimy po szeryfa.

Tak, moglibyœmy. Ale Blue z³apa³ zapach.

A my nie czekamy.

TEREN PRYWATNY WSTÊP WZBRONIONY

Co to?

To jeszcze dziecko.

Synchro i poprawki: Golboth® ¤¤¤ serialeatv.blogspot.com ¤¤¤

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.