All language subtitles for Fight.Club.1999.REPACK.1080p.BluRay.x264.AAC5.1-[YTS.MX]

af Afrikaans Download
ak Akan
sq Albanian Download
am Amharic
ar Arabic Download
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian Download
br Breton
bg Bulgarian Download
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified) Download
zh-TW Chinese (Traditional) Download
co Corsican
hr Croatian
da Danish Download
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish Download
fr French Download
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German Download
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole Download
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hmn Hmong
hu Hungarian Download
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian Download
ia Interlingua
it Italian Download
ja Japanese Download
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean Download
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian Download
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish Download
pt-BR Portuguese (Brazil) Download
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian Download
sm Samoan
gd Scots Gaelic Download
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese Download
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American) Download
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish Download
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu Download
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian Download
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Wersja: Fight.Club.1999.720p.BluRay.DTS-ES.x264-DON

x264 & AC3 Sound Codec; 23.976 fps; 1280x532 8 472 755 261 bajtów; 2:19:08

Podziemny krąg

Ludzie pytają mnie zawsze, czy znam Tylera Durdena.

Trzy minuty.

Na to czekaliśmy. Wielkie zero.

Chcesz coś powiedzieć, aby uświetnić okazję?

Mając w zębach magazynek, wydajesz z siebie tylko samogłoski.

Nic mi nie przychodzi do głowy.

Zapominam na chwilę o tej całej aferze z kontrolowanymi wybuchami...

i zastanawiam się, czy broń jest czysta.

Nareszcie się coś dzieje.

Istnieje zasada, według której zawsze ranimy najbliższych.

No cóż, ona działa w obie strony.

W tym teatrze masowej destrukcji, zajmujemy miejsca w pierwszym rzędzie.

Komisja do Spraw Burzenia Budynków Projektu „Chaos”,

opasała materiałami wybuchowymi fundamenty 12 budynków.

Za dwie minuty ładunki zewnętrzne wysadzą ładunki główne...

i z kilku bloków pozostanie jedynie kupa gruzu.

Wiem to, bo Tyler to wie.

Dwie i pół. Pomyśl o wszystkim, czego dokonaliśmy.

Nagle zdaję sobie sprawę, że pistolet, bomby, rewolucja...

mają coś wspólnego z dziewczyną nazwiskiem Marla Singer.

CZEŚĆ, JESTEM BOB

Bob. Bob miał kobiece cycki.

To była grupa wzajemnej pomocy dla mężczyzn z nowotworem jąder.

Ten wielki chłop płaczący mi w rękaw, to Bob.

Wciąż jesteśmy mężczyznami.

Tak, jesteśmy mężczyznami.

Jesteśmy mężczyznami.

Bob przeszedł operację usunięcia jąder. A po niej terapię hormonalną.

Z powodu zbyt wysokiego poziomu testosteronu i akumulacji estrogenów,

urosły mu kobiece cycki.

- Tu jest właśnie moje miejsce... - Znowu idę na wysuszanie piersi.

...pomiędzy tymi mokrymi od potu górami cycków,

zwisającymi w swej potędze na podobieństwo Boga.

Dobra, teraz ty sobie popłacz.

Nie, chwileczkę. Zacznijmy od początku.

Przez sześć miesięcy nie zmrużyłem oka.

Nie mogłem spać...

Bezsenność sprawia, że nic nie jest realne.

Wszystko wydaje się odległe.

Wszystko jest kopią kopii...

jeszcze innej kopii.

Podbój przestrzeni kosmicznej wyniesie na szczyty korporacje.

IBM Gwiezdna Sfera.

Galaktyka Microsoft.

Planeta Starbucks.

Pojedziesz na tydzień w podróż służbową.

Był chyba wtorek. Szef miał na szyi krawat w kolorze bławatków.

Mam odłożyć pisanie raportów, aż zdecydujesz, że są potrzebne?

To jest ważniejsze. Oto twoje bilety. Dzwoń, jak będą jakieś problemy.

Był pełen wigoru. W jego żyłach musiała już krążyć „mała czarna”.

Jak wielu innych, zostałem niewolnikiem instynktu zadomowienia się.

Tak. Chciałem zamówić obicia na sofę i fotele.

- Proszę czekać. - Jeśli zobaczyłem coś oryginalnego,

jak stolik do kawy w kształcie yin-yang, musiałem to mieć.

Meble do domowego biura.

Rower do ćwiczeń w domu.

Czy sofa z motywem w zielone paski.

Nawet lampy z drutu, z nieszkodliwymi dla środowiska papierowymi kloszami.

Wertowałem strony katalogu zastanawiając się:

„Jakie meble do jadalni podkreśliłby moją osobowość?”

Miałem wszystko. Nawet szklane naczynia z małymi naciekami i skazami,

dowód na to, że wykonali je uczciwi, ciężko pracujący, rzemieślnicy z...

- Proszę czekać. - ...danego miejsca.

Kiedyś czytaliśmy magazyny pornograficzne. Teraz zajmowały nas katalogi z meblami.

- Nie. Nie można umrzeć z bezsenności. - A z narkolepsji?

Zasypiam, budzę się w obcym miejscu.

Nie wiem, jak się tam dostałem.

- Musisz się wyluzować. - Daj mi coś na to, co?

Czerwono-niebieskie drażetki Tuinalu, krwiście czerwony Seconal...

Nie. Potrzebny ci zdrowy, naturalny sen.

Żuj korzeń waleriany i więcej się gimnastykuj.

Hej, proszę.

- Męczę się. - Chcesz wiedzieć, co to męka?

Zajrzyj we wtorek wieczorem do Pierwszych Metodystów.

Poznaj facetów z nowotworami jąder.

To jest dopiero męka.

Marzyłem o trójce dzieci... dwóch chłopcach i dziewczynce.

Mindy chciała dwie dziewczynki i chłopca.

Nigdy się ze sobą nie zgadzaliśmy.

No cóż, ja... Ona...

Urodziła w zeszłym tygodniu pierwsze dziecko.

Dziewczynkę.

Ze... ze swoim... ze swoim nowym mężem.

O, kurwa!

Dzięki Bogu...

Cieszę się jej szczęściem.

Zasłużyła...

Podziękujmy Thomasowi za podzielenie się tym z nami.

Dziękujemy, Thomas.

Patrząc po tym pokoju, dostrzegam wiele odwagi.

A to daje mi siłę.

Umacniamy się nawzajem.

Czas na bezpośredni kontakt.

Pójdźmy więc za przykładem Thomasa i otwórzmy się.

Proszę sobie znaleźć partnerów.

I tak właśnie poznałem wielkiego chłopa.

Jego oczy były już pełne łez.

Kolana razem. Małe, niezręczne kroczki.

- Mam na imię Bob. - Bob?

Bob był mistrzem w kulturystyce.

Wiecie, ten program o rozbudowie klaty nadawany późno w nocy.

To był jego pomysł.

Byłem pakerem.

No wiesz, brałem sterydy?

Diabonal i...

wisterol.

Cholera, te rzeczy aplikuje się koniom wyścigowym.

A teraz jestem bankrutem.

Rozwiodłem się.

Dwójka moich dorosłych dzieci...

nie odpowiada nawet na moje telefony.

Nieznajomi z taką dozą szczerości sprawiają, że się rozklejam.

No już... Cornelius.

Popłacz sobie.

l wtedy... stało się coś dziwnego. Coś we mnie pękło.

Bardzo dobrze.

Popadłem w stan nieświadomości.

Czarny, cichy i skończony.

Odnalazłem wolność. Utrata nadziei wyzwoliła mnie.

Już dobrze.

Noworodki tak dobrze nie sypiają.

Popadłem w uzależnienie.

ANONIMOWI ALKOHOLICY POZYTYWNA POZYTYWNOŚĆ...

GRUŹLICA JAK Z NIĄ WALCZYĆ

Kiedy nic nie mówiłem,

ludzie podejrzewali najgorsze.

WOLNY I CZYSTY

Oni płakali rzewniej... więc i ja płakałem rzewniej.

RAK SKÓRY, CHOROBY NEREK...

Otworzymy teraz zielone drzwi, chakrę serca...

Tak naprawdę nie byłem śmiertelnie chory.

Nie miałem raka ani pasożytów.

Byłem małym, ciepłym centrum, do którego lgnęło życie tego świata.

Wyobraźcie sobie ból jako białą kulę uzdrawiającego światła.

Przenika ona wasze ciało, uzdrawiając je.

Kontynuujcie. Pamiętajcie o oddychaniu...

i wyjdźcie z pokoju przez tylne drzwi.

Gdzie one prowadzą.

Do waszych jaskiń.

Wejdźcie...

do swoich jaskiń.

Właśnie tak.

Wchodzicie dalej i dalej.

I znajdujecie...

zwierzęce uosobienie mocy.

Ślizgaj się.

Każdej nocy umierałem.

Każdej nocy rodziłem się też na nowo.

Zmartwychwstały.

Bob kochał mnie, bo myślał, że ja też zostałem pozbawiony jąder.

Bycie tam, głowa na jego cyckach,

gotowy do płaczu,

to były moje wakacje.

A ona...

wszystko zepsuła.

Nowotwory, zgadza się?

Ta cizia, Marla Singer,

nie miała nowotworu jąder.

Była kłamczuchą.

W ogóle nie miała żadnych chorób.

Widywałem ją na czwartkowych zebraniach grupy pasożytów krwi: „Wolny i Czysty”.

Potem pojawiła się w „Nadziei”, na zebraniach ludzi z sierpowicą.

A potem na piątkowych spotkaniach chorych na gruźlicę.

Marla,

wielka turystka.

Jej kłamstwo odzwierciedlało moje.

I nagle przestałem cokolwiek czuć.

Nie mogłem płakać. I znowu...

przestałem sypiać.

Na następnym spotkaniu, po medytacji,

po tym jak otworzymy swoje serca i przyjdzie pora na uściski,

złapię tę sukę, Marlę Singer i wrzasnę.

Marla, ty kłamczucho! Ja tego potrzebuję! Wynoś się stąd!

Nie spałem już cztery noce.

Poczekamy, żeby wyschło...

Cierpiący na bezsenność, nigdy tak naprawdę nie śpią.

Nie są też do końca przebudzeni.

Dzisiejsze spotkanie...

rozpocznie Chloe.

A, tak. Chloe.

Chloe wyglądała jak chodzący szkielet Meryl Streep,

nad wyraz dla wszystkich uprzejmy.

No cóż, wciąż tu jestem.

Ale nie wiem, na jak długo.

Nikt nie ma pewności.

Ale mam dobre wieści.

Wyzbyłam się obawy przed śmiercią.

Ale... jestem bardzo samotna.

Nikt nie chce mieć ze mną seksu.

Jestem już jedną nogą w grobie i chcę, aby mnie ktoś po raz ostatni przeleciał.

Mam w mieszkaniu filmy pornograficzne,

- ...olejki i środki pobudzające. - Dziękuję, Chloe.

Podziękujmy razem Chloe.

Dziękujemy, Chloe.

Przygotujmy się teraz do medytacji.

Stoicie przed wejściem do jaskini.

Wchodzicie do niej i idziecie...

Gdybym miał nowotwór, nazwałbym go: „Marla”.

Marla.

Ranka w buzi, co się łatwo zabliźnia, jeśli jej nie dotykać językiem.

- Ale nie jest to takie proste. - ...wchodzicie głębiej i głębiej.

Czujecie wokół uzdrawiającą energię.

Znajdźcie zwierzęce uosobienie mocy.

Ślizgaj się.

Dobrze. Dobierzmy się w pary.

Wybierzcie dziś kogoś wyjątkowego.

Hej.

- Musimy porozmawiać. - Pewnie.

- Przejrzałem cię. - Co?

Tak. Udajesz. Wcale nie umierasz.

Słucham?

Wiem, że według filozofii tybetańskiej umieramy każdego dnia.

- Nie umierasz jednak tak, jak Chloe. - No więc?

Więc jesteś turystką.

Widziałem cię. W grupie raka skóry, w grupie chorych na gruźlicę.

Na zebraniu chorych na nowotwór jąder.

Widziałam, jak to praktykujesz.

- Co niby praktykuję? - Opieprzanie mnie.

Idzie zgodnie z planem... Rupert?

- Zdemaskuję cię. - Proszę bardzo. A ja zdemaskuję ciebie.

Zbliżcie się do siebie. Pozwólcie sobie na płacz.

O, Boże. Dlaczego to robisz?

Jest taniej niż w kinie i można się napić za darmo kawy.

Posłuchaj, to ważne. To są moje grupy.

Chodzę na te spotkania od ponad roku.

- Dlaczego to robisz? - Nie wiem.

Kiedy ludzie myślą, że umierasz, słuchają cię zamiast...

Zamiast czekać, żeby się wciąć.

Tak. Tak.

Podzielcie się sobą... w całości.

Nie powinnaś się w to mieszać.

- Człowiek się od tego uzależnia. - Naprawdę?

Nie mogę płakać, kiedy na sali jest inny udający, a potrzebuję tego.

Musisz sobie znaleźć inne grupy.

Zostań pielęgniarzem na oddziale z chorymi na raka. To nie mój problem.

Nie, zaczekaj chwilę.

Podzielmy się nimi, okej?

Weź grupę chorych na chłoniaka i gruźlicę.

Ty sobie weź gruźlików. Moje palenie do nich nie pasuje.

W porządku. O raka jąder nie musimy się chyba kłócić.

Z technicznego punku widzenia, ja tam bardziej pasuję. Ty wciąż masz jądra.

- Żartujesz sobie. - No, nie wiem.

Nie. Nie.

- Czego chcesz? - Zaklepuję pasożyty.

Nie możesz mieć obu. Weź pasożyty krwi.

- Chcę choroby mózgu. - Dobra, ale ja zaklepuję demencję.

- Ja to chciałam. - Nie możesz mieć całego mózgu.

Ty masz już cztery. Ja - tylko dwie.

Dobra. Weź sobie oba pasożyty. Są twoje.

Teraz oboje mamy po trzy...

Hej! Zostawiłaś połowę ubrań.

- Sprzedajesz je? - Tak!

Sprzedaję trochę ciuchów!

A więc... Mamy po trzy. To daje sześć.

A co z siódmym dniem tygodnia? Biorę raka jelit.

Dziewczyna odrobiła pracę domową.

Nie. Nie. Ja chcę raka jelit.

To też twoja ulubiona grupa?

- Chciałeś ją przede mną zataić? - Posłuchaj, podzielimy się.

Weź pierwszą i trzecią niedzielę miesiąca.

Zgoda.

Wygląda na to, że to pożegnanie.

Nie róbmy z tego widowiska.

Tak będzie dobrze?

Hej, Marla!

Marla!

Powinniśmy się może wymienić numerami telefonów?

Tak myślisz?

- Aby móc się czasem zamienić grupami. - Dobra.

Tak oto poznałem Marlę Singer.

Jej filozofią życiową było to, że mogła umrzeć w każdej chwili.

To, że jeszcze nie umarła, było dla niej tragedią.

Nie ma tu twojego imienia! Masz jakieś? Cornelius? Rupert?

Travis? Którekolwiek z tych głupich imion, które co noc zmieniasz?

Budzisz się na lotnisku w Seattle.

W San Francisco, w LA.

Na chicagowskim O'Hare.

W Dallas Fort Worth w Teksasie.

W Waszyngtonie.

Pacyfik. Góry. Środek kraju. Tracisz godzinę. Zyskujesz godzinę.

Do odprawy na ten lot ma pan jeszcze dwie godziny.

Tak wygląda twoje, mijające minuta za minutą, życie.

Budzisz się w kolejnym porcie lotniczym.

Jeżeli budzisz się w innej strefie czasowej, w innym miejscu,

czy możesz obudzić się jako inna osoba?

Dokądkolwiek podróżuję,

spotykam miniaturowe życie.

Pojedyncza porcja cukru i śmietanki.

Pojedyncza porcja masła.

Przygotowana w mikrofalówce żywnościowa układanka.

Zestawy szampon-odżywka.

Pojedyncze dawki płynu do płukania ust. Malutkie kostki mydła.

Ludzie, których spotykam podczas lotów...

służą za dawkowanych przyjaciół.

Spędzamy razem czas od startu do lądowania.

Tylko tyle.

Witamy!

Przy odpowiednio długiej linii czasu, współczynnik przeżycia spada do zera.

Pracowałem w kontroli technicznej. Moim zadaniem było stosowanie wzoru.

Noworodek wypadł przez przednią szybę.

Nowo wyprodukowany samochód wyrusza gdzieś z prędkością 100 km/h.

Dochodzi do blokady tylnego dyferencjału.

Nazębny aparat korekcyjny wrzyna się w popielniczkę.

Byłaby z tego niezła reklama antynikotynowa.

Dochodzi do zderzenia, samochód staje w płomieniach, pasażerowie giną.

Czy powinniśmy wycofać model z rynku?

Ojciec musiał być olbrzymi.

Spójrzcie na miejsce, gdzie tłuszcz przylgnął do siedzenia.

Wielce modernistyczna sztuka.

Sprawdź, ile jest samochodów na rynku, A.

Pomnóż to przez względną wypadkową, B.

Otrzymaną wartość pomnóż przez średnią ugód pozasądowych, C.

A razy B razy C...

równa się X.

Jeżeli X jest mniejsze niż koszta wycofania modelu z rynku,

nie wycofujemy go.

Dużo zdarza się takich wypadków?

Nie uwierzyłaby pani.

Dla którego producenta pan pracuje?

Dla jednego z największych.

Kiedy samolot przechylał się za bardzo przy starcie lub lądowaniu,

modliłem się o wypadek lub kolizję powietrzną.

Cokolwiek.

ZUS wypłaca potrójną stawkę, jeśli się umrze w podróży służbowej.

„Jeśli siedzisz w rzędzie przy wyjściu awaryjnym...

„i sądzisz, że nie byłbyś w stanie wykonywać obowiązków,

„o których mowa w karcie bezpieczeństwa, poproś o przesadzenie na inne miejsce.”

To duża odpowiedzialność.

Chcesz się zamienić na miejsca?

Nie. Nie jestem facetem do tego typu roboty.

Procedura korzystania z wyjścia awaryjnego na wysokości 10,000 metrów.

Iluzja bezpieczeństwa.

Tak. Chyba tak.

Wiesz dlaczego samoloty wyposażone są w maski z tlenem?

- Aby można było oddychać? - Tlen sprawia, że jesteś na haju.

W obliczu katastrofy, bierze się olbrzymie wdechy powietrza.

Doznajesz euforii, stajesz się potulny jak baranek.

Godzisz się na swój los.

To wszystko zostało tu przedstawione.

Awaryjne lądowanie na wodzie, prędkość 1000 km/h.

Brak emocji. Wszyscy są spokojni jak indyjskie krowy.

To...

To interesująca teoria.

- Kim jesteś? - Co masz na myśli?

Kim jesteś z zawodu?

A co? Chcesz udawać zainteresowanie?

Dobra.

W twoim śmiechu jest jakaś chora desperacja.

Mamy identyczne aktówki.

Mydło.

- Słucham? - Produkuję i sprzedaję mydło.

Oznakę cywilizacji.

I tak właśnie poznałem...

Tylera Durdena.

Wiesz, że mieszając benzynę z sokiem pomarańczowym otrzymasz napalm?

- Nie, nie widziałem. To prawda? - To prawda.

Używając prostych urządzeń domowych, można wyprodukować różne ładunki.

- Naprawdę? - Jeżeli tylko ma się na to ochotę.

Nie miałem jeszcze tak interesującego dawkowanego przyjaciela.

- Wszystko w samolocie jest dawkowane... - A, czaję. Bardzo mądre.

Dziękuję.

Jak na tym wychodzisz?

- Na czym? - Na byciu mądrym?

Świetnie.

Trzymaj tak dalej.

Pytanie z etykiety.

Czy przechodząc ustawiam się do ciebie tyłkiem, czy kroczem?

Oto jak się stało, że zamieszkałem z Tylerem.

Linie lotnicze mają pewne zasady związane z wibrującym bagażem.

- Czy coś w środku tykało? - Rzucacze wiedzą, że bomba nie tyka.

- Przepraszam, rzucacze? - Bagażowi.

Ale kiedy walizka wibruje,

rzucacze muszą powiadomić policję.

- Moja walizka wibrowała? - W dziewięciu na dziesięć przypadków,

to elektryczna maszynka do golenia.

Ale... od czasu do czasu...

Wibrator.

W takich sytuacjach unikamy mówienia o przynależności.

Mówimy „ten wibrator”, „jakiś wibrator”, nigdy...

„twój wibrator”.

Ja nie posiadam...

Miałem w tej walizce wszystko. T-shirty z napisem: Calvin Klein.

Stylowe buty. Modne krawaty.

No trudno.

Hej! To mój samochód!

Mieszkałem na 15. piętrze wieżowca, zamieszkałego przez same wdowy i profesjonalistów.

Ściany wieżowca były z betonu.

To ważne w przypadku,

kiedy twój sąsiad zza ściany nastawia telewizor na cały regulator.

Albo kiedy wulkan szczątków, które tworzyły kiedyś twoje mieszkanie...

wybuchnie przez okna i wyleje się kulą ognia w ciemność nocy.

No cóż, zdarza się.

Nic... tam nie zostało.

Nie może pan wejść. Zalecenia policji.

Ma pan do kogo zadzwonić?

To takie upokarzające.

Mieszkanie pełne przypraw i żadnego jedzenia.

Policja poinformowała mnie później, że mógł zaskoczyć płomyk zapalacza,

uwalniając niewielką ilość gazu.

Ten gaz napełniał powoli moje mieszkanie.

Wypełnił powierzchnię 57 metrów kwadratowych z wysokimi sufitami.

A potem mogło dojść do zwarcia w sprężarce od lodówki.

Tak?

Słyszę jak oddychasz...

Nie wiem, dlaczego do niego zadzwoniłem.

- Halo? - Kto mówi?

- Tyler? - Kto mówi?

Spotkaliśmy się... w samolocie.

Mamy identyczne aktówki?

Mądrala?

A, tak. Pamiętam.

Dzwoniłem chwilę temu. Nie było odpowiedzi.

- Dzwonię z budki telefonicznej. - Nigdy nie odbieram telefonu.

Co słychać?

No więc.

Nie uwierzysz, co się stało.

Wiesz, mogło być gorzej.

Jakaś cizia mogła ci obciąć podczas snu penisa i wyrzucić go przez okno.

Tak. No nie wiem.

Kiedy kupujesz nowe meble, myślisz sobie, że to jest to.

To ostatnia sofa, jaką kupujesz.

Cokolwiek się stanie, ten problem masz już z głowy.

Miałem wszystko. Dobry sprzęt.

Szafę pełną dobrej jakości rzeczy.

Byłem bliski spełnienia.

- Cholera, i wszystko to straciłeś. - Straciłem wszystko.

Straciłem wszystko.

Wiesz, co to jest kołdra?

- To, co daje poczucie bezpieczeństwa. - To zwykły koc. Tylko koc.

Skąd faceci tacy jak my wiedzą, co to jest kołdra?

Czy jest ona niezbędna do przeżycia?

Nie.

Kim my więc jesteśmy?

Nie wiem. Konsumentami.

Racja. Jesteśmy konsumentami.

Jesteśmy produktem ubocznym pogoni za lepszym stylem życia.

Morderstwa, przestępstwa, bieda. Te rzeczy mnie nie obchodzą.

Obchodzą mnie natomiast czasopisma ze słynnymi osobistościami,

telewizor z 500 kanałami,

imię jakiegoś faceta na moich slipach. Rogaine.

Viagra. Olestra.

- Martha Stewart. - Pieprzyć Marthę Stewart.

Ona czyści teraz mosiądz na Titaniku. Wszystko zmierza ku przepaści.

Więc pieprzyć twoją sofę w zielone paski.

Nie próbujmy się spełniać.

Przestańmy być doskonałymi.

Ewoluujmy.

To wszystko nie musi się układać w jedną całość.

Ale to tylko moje zdanie, mogę się mylić.

Może to i wielka tragedia.

To tylko rzeczy. A nie żadna tragedia...

Straciłeś wiele z wytworów nowoczesnego życia.

Kurwa, masz rację. Nie palę.

Zakład ubezpieczeń powinien pokryć straty, więc...

Co?

Ludzie stają się niewolnikami posiadanych rzeczy.

Rób, co chcesz, chłopie.

O, kurczę, jest późno.

- Hej, dzięki za piwo. - Nie ma sprawy.

Powinienem poszukać jakiegoś hotelu.

- O, kurczę! - Co?

Co?

- Hotel? - Tak.

- Wystarczy, żebyś poprosił. - O czym ty mówisz?

O, Boże. Trzy dzbany piwa i wciąż głupio ci poprosić.

Co?

Zadzwoniłeś do mnie, bo potrzebowałeś noclegu.

- O, hej. Nie, nie, nie. - Właśnie, że tak. Wystarczy poprosić.

Zapomnij o wstępie, tylko proś, chłopie.

Czy nie sprawiłbym kłopotu?

Czy zapytanie sprawia ci kłopot?

- Czy mógłbym się u ciebie zatrzymać? - Tak.

Dzięki.

- Chcę cię poprosić o przysługę. - Aha, pewnie.

Chcę, żebyś mnie z całej siły uderzył.

Co?

Uderz mnie z całej siły.

Pozwólcie, że wam trochę opowiem o Tylerze Durdenie.

Tyler był osobnikiem nocnym.

Kiedy reszta z nas spała, on pracował.

Pracował na pół etatu jako kinooperator.

Film nie znajduje się na jednej dużej szpuli, ale na paru.

Dlatego potrzeba osoby, która będzie włączać projektor w momencie,

kiedy jedna szpula się kończy, a druga zaczyna.

W prawym górnym rogu ekranu pojawią się wtedy małe kółeczka.

W przemyśle nazywamy je dziurami po papierosie.

Jest to sygnał do zmiany szpuli.

Tyler włącza następny projektor, a widzowie nie mają o niczym pojęcia.

Po co komu taka gówniana robota?

Dostarcza ona Tylerowi interesujących możliwości.

Takich jak: ubarwianie filmów familijnych pornograficznymi wstawkami.

Już przy pierwszym spotkaniu kota cwaniaka z odważnym psem,

da się zauważyć, przez ułamek sekundy, wkład Tylera w ten film.

Ludzie nie zdają sobie do końca sprawy, że to widzieli.

Zgrabnego, dorodnego filuta.

Nawet kolibrowi nie udałoby się złapać Tylera w pracy.

Tyler pracuje też czasem jako kelner w luksusowym hotelu Pressman.

Był prawdziwym terrorystą przemysłu usług żywnościowych.

Nie patrz. Nie mogę puścić, jak ktoś patrzy.

Poza tym, że przyprawił zupę z homara, napierdział na bezy,

a co do zupy grzybowej...

No już, powiedz im.

Wyobraźcie sobie sami.

- Chcesz, żebym cię ot tak uderzył? - No już. Oddaj mi przysługę.

- Dlaczego? - Nie wiem. Nigdy się nie biłem. A ty?

- Nie. Ale to nie powód do wstydu. - Walcząc odkrywasz siebie!

Nie chcę umrzeć, nie mając żadnych szram.

- No już. Uderz mnie, zanim się wkurzę. - O, Boże. To szaleństwo.

Więc poszalej! Wyżyj się.

- Nie jestem co do tego przekonany. - Ja też nie.

Kogo to obchodzi? Nikt nie patrzy. Czym się przejmujesz?

To szaleństwo. Chcesz, żebym cię uderzył?!

Zgadza się.

- Gdzie? W twarz? - Zaskocz mnie.

To, kurwa, głupota.

Skurwysyn!

Pieprznął mnie w ucho!

- Jezu, przepraszam. - O, Chryste!

- Dlaczego w ucho? - Spieprzyłem sprawę.

Nie, to było to.

Nie, nic mi nie jest.

Cholernie boli.

Dobra.

Uderz jeszcze raz.

Nie, ty mnie uderz. No, dawaj!

Powinniśmy to kiedyś powtórzyć.

ULICA PAPIEROWA

- Gdzie twój samochód? - Jaki samochód?

Nie wiem, jak Tyler znalazł ten dom,

ale powiedział, że mieszkał tu od roku.

Dom robił wrażenie gotowego do rozbiórki.

Większość okien była zabita deskami.

W drzwiach wejściowych nie było zamka, zapewne od momentu wizyty policji.

Schody miały się za moment zawalić.

Nie wiedziałem, czy go kupił, czy był dzikim lokatorem.

Obie opcje były prawdopodobne.

Aha. To twój pokój.

A to mój. Tu jest toaleta. W porząsiu?

Tak, dzięki.

Co za dziura.

Nic tu nie działało.

Po zapalaniu jednego światła, drugie automatycznie gasło.

Naszymi jedynymi sąsiadami były magazyny i wytwórnia papieru.

Cuchnące opary. Klatka chomika śmierdząca wiórkami.

Co my tu mamy?

- Hej, chłopaki. - Hej.

Kiedy padało, musieliśmy wykręcać korki.

Po upływie pierwszego miesiąca, przestałem tęsknić za telewizją.

Nie przeszkadzała mi nawet ciepła, nieświeża zawartość lodówki.

Mogę teraz ja?

Dobra, chłopie.

Poluzuj krawat.

Nocami, Tyler i ja, byliśmy od siebie oddaleni o prawie 2 km.

Woda deszczowa przeciekała przez tynk i instalacje świetlne.

Wszystko, co drewniane, pęczniało, a następnie kurczyło się.

Zewsząd wystawały zardzewiałe gwoździe, czekając tylko na czyjś łokieć.

Poprzedni lokator był odludkiem.

Hej, chłopie. Co czytasz?

Posłuchaj. To jest artykuł, którego narratorem jest ludzki organ.

„To ja, rdzeń przedłużony. Beze mnie,

„Jack nie może regulować akcji swojego serca ani oddychania.”

Mam tu całą serię.

„To my, sutki Jill.”

- „Jestem okrężnicą Jacka.” - „Mam raka. Zabijam Jacka.”

Po walce, wszystko inne traciło na znaczeniu.

Co?

- Nie było rzeczy niemożliwych. - Skończyłeś te raporty?

Gdybyś mógł wybrać, z kim byś się bił?

Pewnie z moim szefem.

Naprawdę?

- Tak, a co? Z kim ty byś się bił? - Z moim ojcem.

Nie znam swojego ojca.

To znaczy, znam go, ale...

odszedł, kiedy miałem jakieś sześć lat.

Poślubił inną kobietę i miał z nią dzieci.

Robił tak co sześć lat.

- Nowe miasto, nowa rodzina. - Ten skurwysyn zakładał franszyzy!

Mój ojciec nie poszedł na studia.

- Zależało mu więc, abym ja poszedł. - Coś mi to przypomina.

Skończyłem studia. Dzwonię do niego i mówię: „Co teraz, tato?”

- A on na to: „Znajdź pracę.” - Miałem to samo.

Mam 25 lat. Znowu do niego dzwonię.

„Co teraz, tato?”

A on na to: „Nie wiem. Ożeń się.”

Nie można się ot tak ożenić.

Jesteśmy 30-letnimi chłopcami.

Jesteśmy generacją mężczyzn wychowanych przez kobiety.

Zastanawiam się, czy następna kobieta jest odpowiedzią na nasze problemy.

Przez większość tygodnia byliśmy jak stare małżeństwo.

Ale w każdy sobotni wieczór, dowiadywaliśmy się czegoś nowego.

Wychodziło na to, że nie byliśmy w tym odosobnieni.

W przeszłości, kiedy wracałem do domu zły, sprzątałem mieszkanie.

Polerowałem moje meble.

Powinienem był szukać nowego miejsca, targować się z zakładem ubezpieczeń.

Powinno mi było być przykro, że straciłem wszystko w wybuchu.

Ale nie było.

Objawem cybernetyki w biurze jest wzmożona wydajność.

W poniedziałek rano myślałem o następnym tygodniu.

Czy ta ikona może mieć bławatkowy kolor?

Naturalnie.

Wydajność jest naszym priorytetem.

Bo strata, to złodziej.

Pokazałem to już jednemu z was. Podobało ci się, prawda?

Twój przełyk przyjmie pół litra krwi, zanim ci się zbierze na wymioty.

Wszyscy byli tego świadomi.

Tyler i ja nadaliśmy temu kształt.

Wszyscy mieli to na końcu języka.

Tyler i ja nadaliśmy temu imię.

No już, czas iść do domu!

Wyłącz szafę grającą. Zamknij tylne drzwi!

Tydzień w tydzień, Tyler podawał zasady, które razem opracowywaliśmy.

Panowie!

Witam w klubie walki.

Pierwsza zasada klubu walki -

nigdy poza klubem nie mówi się o klubie.

Druga zasada klubu walki -

nigdy poza klubem nie mówi się o klubie!

Trzecia zasada klubu walki.

Ktoś wrzeszczy „stop”, pada na ziemię, puszcza farbę,

walka jest skończona. Czwarta zasada.

Bije się zawsze tylko dwóch facetów.

Piąta zasada.

Jedna walka w danym momencie, panowie.

Szósta zasada. Zdejmujemy koszulki. Zdejmujemy buty.

Siódma zasada. Walka toczy się do końca.

Zasada ósma i ostatnia.

Jeżeli to twoja pierwsza noc w klubie,

musisz się bić.

Ten dzieciak z roboty, Ricky,

nigdy nie pamiętał, czy zamawiałeś niebieskie długopisy, czy czarne.

Był za to bogiem 10-minutówki,

kiedy prał bezlitośnie szefa lokalnej restauracji.

Czasami jedynym odgłosem poza wrzaskiem były głuche, mocne uderzenia.

Albo odgłos dławienia się własną krwią przy wciąganiu powietrza...

Stop!

Jedynie w klubie człowiek żył prawdziwym życiem.

Ale klub to godziny między jego otwarciem a zamknięciem.

Nawet gdybym chciał kogoś pochwalić za dobrą walkę,

nie rozmawiałbym z tym samym człowiekiem.

W klubie było się kimś innym niż poza nim.

Facet przychodzi do klubu po raz pierwszy. To zwykły mięczak.

Po paru tygodniach, jest jak wykuty z żelaza.

Gdybyś się mógł bić z kimś sławnym, kogo byś wybrał?

- Z żywych, czy ze zmarłych? - Nieważne. Kto byłby mocny?

Hemingway. A ty?

Shatner. Biłbym się z Williamem Shatnerem.

Zaczęliśmy postrzegać rzeczy w innym świetle.

Gdziekolwiek nie poszliśmy, ocenialiśmy wszystko dookoła.

Współczułem gościom, tłoczącym się w siłowniach,

aby wyglądać tak, jak faceci z reklam Calvina Kleina czy Tommy'ego Hilfigera.

Czy tak ma wyglądać mężczyzna?

Samodoskonalenie to masturbacja.

A samounicestwienie...

Przepraszam.

W klubie nie chodziło o wygraną czy przegraną.

Nie chodziło też o słowa.

Każdy wrzeszczał we własnym języku,

jak apostołowie podczas zesłania Ducha Świętego.

- Wystarczy ci? - Stop!

Walka niczego nie rozwiązywała. Ale rzeczy przestawały mieć znaczenie.

Nieźle.

Walka dawała nam poczucie zbawienia.

Hej, stary. Umawiamy się na przyszły tydzień?

Może na przyszły miesiąc?!

Irvine, na środek.

Nowy, ty też.

Czasem Tyler mówił za mnie.

Spadł ze schodów.

Spadłem ze schodów.

Z powodu klubu strzygliśmy na krótko włosy i skracaliśmy paznokcie.

Dobra. Postać historyczna.

Wyzwałbym Gandhiego.

Dobra odpowiedź.

- A ty? - Lincolna.

Lincolna?

Duży facet, duży zasięg. Chudzi walczą do upadłego.

Kurwa!

Hej, nic nie trwa wiecznie.

Halo?

Gdzieś ty był przez ostatnie osiem tygodni?

Marla?

- Jak mnie znalazłaś? - Podano mi twój numer kontaktowy.

Nie widuję cię ostatnio w grupach wzajemnej pomocy.

Przecież się nimi podzieliliśmy. O to właśnie chodziło. Pamiętasz?

Tak, ale ty nie uczęszczasz na swoje.

- Skąd wiesz? - Trochę oszukiwałam.

Znalazłem sobie nową.

- Naprawdę? - Jest tylko dla mężczyzn.

Tak jak ta od jąder?

Posłuchaj, nie mogę teraz rozmawiać.

Chodzę na spotkania Anonimowych Dłużników.

- To są naprawdę pojebani ludzie... - Miałem właśnie wychodzić.

Mój żołądek wypchany jest Xanaxem.

Połknęłam to, co było w butelce.

Dawka mogła być za duża.

Wyobraźcie sobie Marlę, obijającą się o kąty swojego zagraconego mieszkanka.

To nie jest prawdziwa próba samobójstwa. To raczej rozpaczliwe wołanie o pomoc.

Więc zostajesz dziś w domu, co?

Czy masz zamiar czekać, aż zacznę opisywać śmierć?

Chcesz się przekonać, czy mój duch przemówi do telefonu?

Słyszałeś już kiedyś ostatnie tchnienie umierającego?

Drzwi do pokoju Tylera były zamknięte. To była dla mnie nowość.

Nie uwierzysz, co mi się zeszłej nocy śniło.

Trudno mi uwierzyć w cokolwiek, co dotyczy zeszłej nocy.

Co ty tu robisz?

Co?

To mój dom. Skąd się tu wzięłaś?

Pieprz się!

Masz pojebanych przyjaciół!

Za to bardzo elastycznych.

Głupia pizda.

Wracam wczoraj do domu. Słuchawka od telefonu jest odłożona.

Zgadnij, kto jest po drugiej stronie?

Wiedziałem, o co chodzi, zanim mi powiedział.

Słyszałeś już kiedyś ostanie tchnienie umierającego?

Czy jest to aż takie straszne, jak tego oczekujemy?

Czy może będzie to coś innego?

Przygotować się na ewakuację duszy.

Dziesięć,

dziewięć... osiem...

Jak to się stało, że to właśnie Tyler pomyślał,

iż zbliżająca się dużymi krokami śmierć Marli Singer była czymś złym?

...pięć,

cztery...

Chwileczkę.

Przyszedłeś tu piorunem.

Czy ja po ciebie dzwoniłam?

Materac jest pokryty śliskim plastikiem.

Nie obawiaj się. To nie jest groźba.

O, kurwa!

Ktoś wezwał gliny.

- Hej, gdzie jest 513? - Na końcu korytarza.

Dziewczyna, która tam mieszkała była czarującą, dobrą istotą.

Straciła w siebie wiarę.

- Panno Singer, chcemy pani pomóc! - Zmieniła się w potwora!

- Ma pani po co żyć. - Jest zakaźnym ludzkim odpadem!

- Panno Singer! - Mam nadzieję, że ją uratujecie!

Jak zasnę,

to po mnie.

Będziesz mnie musiał zabawiać...

całą noc.

Ona jest, kurwa, niewiarygodna.

Najwidoczniej wiedział, jak sobie poradzić.

- Wiesz, o czym mówię, pieprzyłeś ją. - Wcale nie.

- Nigdy? - Nigdy.

Nie lubisz jej zbytnio, co?

Nie! Wcale.

Stałem się wrzącą żółcią Jacka.

Na pewno? Mnie możesz powiedzieć.

Uwierz mi, na pewno.

- Rozwal mi czachę. - To dobrze.

Marla to drapieżnik udający kotkę. Trzymaj się od niej z daleka.

Nigdy nie słyszałem takiego gówna, jakie wychodziło z jej ust!

Mój Boże.

Takiego pieprzenia nie miałam od szkoły.

Nie dziwię się, że dał się nabrać.

Poprzedniej nocy zapinał Kopciuszka.

Marla nie potrzebuje kochanka, tylko kogoś z opieki społecznej.

Raczej kąpieli. To nie miłość, tylko pieprzenie dla sportu.

Zajęła moje grupy, a teraz nawet mój dom.

Hej, hej. Usiądź.

Posłuchaj. Masz z nią o mnie nie rozmawiać.

Dlaczego miałbym z nią...

Jak się wygadasz o mnie, czy o tym, co się tu dzieje... to po nas.

Przyrzeknij. Przyrzekasz?

- Tak, przyrzekam. - Przyrzekasz?

- Przecież już powiedziałem! Co... - Przyrzekłeś trzy razy.

Gdybym poświęcił wtedy parę minut i poszedł zobaczyć, jak Marla umiera,

nie doszłoby do tego wszystkiego.

Mocniej, tak! Ach, mocniej, mocniej!

Mogłem się przenieść do innego pokoju.

Na trzecie piętro, gdzie bym ich nie słyszał.

Ale nie zrobiłem tego.

- Co ty robisz? - Idę spać.

Chcesz ją dokończyć?

- Nie. Nie, dziękuję. - Znalazłam papierosa.

- Z kim rozmawiałeś? - Zamknij się.

Stałem się małym, spokojnym centrum wszechświata.

Byłem mistrzem Zen.

ROBOTNICE MOGĄ ODEJŚĆ

NAWET TRUTNIE MOGĄ ODLECIEĆ

Zacząłem pisywać krótkie wierszyki.

Wysyłałem je do wszystkich.

To twoja krew?

Aha, po części.

W biurze nie wolno palić!

Weź sobie do końca dnia wolne. Wróć w poniedziałek w czystym ubraniu.

Pozbieraj się do kupy.

Wszyscy krzywo na mnie patrzyli.

„Tak, to siniaki zdobyte w bójce.”

„Nie, nic mi to nie przeszkadza.”

„Doznałem olśnienia.”

Wyrzekłem się komfortu, wyrzekłem się wszystkich ziemskich dóbr,

zamieszkałem w walącym się domu w dzielnicy toksycznych odpadów...

i wracam po pracy do tego.

Halo?

Mówi detektyw Stern, Jednostka do spraw podpaleń.

Mamy nowe wiadomości na temat wypadku w pana byłym mieszkaniu.

Tak.

Czy wiedział pan, że do zamka w drzwiach wejściowych wtryśnięto freon?

Ktoś użył dłuta, aby zablokować zamek.

Nie, nie wiedziałem tego.

Jestem zimnym potem Jacka.

Czy nie wydaje się to panu dziwne?

Tak, dziwne. Bardzo dziwne.

- Dynamit... - Dynamit?

...pozostawił resztki szczawianu amonu i nadchloranu potasu.

- Czy wie pan, co to oznacza? - Nie, co to oznacza?

Że ładunek wybuchowy był domowej roboty.

Przepraszam. Ta wiadomość mnie zszokowała.

Osoba od dynamitu mogła uszkodzić płomyk zapalacza na długo przed wybuchem.

- Gaz był tylko detonatorem. - Kto mógłby coś takiego zrobić?

- Ja będę zadawał pytania. - Powiedz mu.

Wyzwoliciel, który zniszczył mój dom, dał mi nowe spojrzenie na świat.

Przepraszam. Jest tam pan jeszcze?

Tak, słucham. Nie wiem, co o tym myśleć.

Czy ma pan wrogów, którzy mieliby dostęp do dynamitu domowej roboty?

- Wrogów? - Wyprzyj się cywilizacji,

zwłaszcza dóbr materialnych.

- Synu, to poważna sprawa. - Tak, wiem.

- Nie żartuję. - Tak, to bardzo poważna sprawa.

Proszę posłuchać, nikt nie bierze tego bardziej na serio niż ja.

To mieszkanie było moim życiem. Okej?

Kochałem jego każdy centymetr.

Wybuch nie zniszczył jakiejś garstki moich rzeczy.

- Zniszczył mnie! - Chciałbym podziękować Akademii.

- Czy ja panu nie przeszkadzam? - Powiedz mu, że sam to zrobiłeś!

Że wysadziłeś wszystko w powietrze! Na taką odpowiedź przecież czeka.

- Czy pan tam jeszcze jest? - Czy jestem jednym z podejrzanych?

Nie. Ale będę z panem rozmawiał, proszę dać znać, gdyby opuszczał pan miasto.

- Okej? - Okej.

Tyler i Marla przebywali w tym samym pokoju tylko wtedy, kiedy się pieprzyli.

Moi rodzice zachowywali się tak latami.

Prezerwatywa jest szklanym pantofelkiem naszej generacji.

Zakładasz ją, kiedy spotykasz kogoś po raz pierwszy.

Tańczysz... całą noc.

A potem ją wyrzucasz.

Mam na myśli prezerwatywę. Nie osobę, którą poznałeś.

Co?

Kupiłam tę sukienkę za dolara.

Warta była każdego centa.

To sukienka druhny.

Ktoś ją bardzo kochał,

przez jeden dzień.

A potem wyrzucił.

Jak choinkę po Świętach.

Tak droga sercu.

A potem...

znajduje się ją przy drodze,

wciąż przybraną sreberkiem.

Jak ofiara przestępstwa na podłożu seksualnym.

Bielizna na lewą stronę.

- Związana taśmą izolującą. - Więc jest ci w niej do twarzy.

Mogę ci ją kiedyś pożyczyć.

Pozbądź się jej.

- Co? Ty się jej pozbądź! - Nie wspominaj mnie przy niej.

Czuję się jak sześciolatek, kurier moich rodziców.

- Myślę, że powinnaś sobie już pójść. - Nie obawiaj się, już wychodzę.

- Oczywiście, kochamy twoje odwiedziny. - Ale z ciebie pojebaniec.

Muszę zsiąść.

Dzięki. Cześć.

Muszę zsiąść z tej karuzeli.

Zsiądę, muszę zsiąść...

Zsiądę...

Ale z was dzieciaki!

Dlaczego tracisz na nią czas?

Powiem ci coś o Marli.

Ona przynajmniej stara się pójść na dno.

A ja nie?

Pióra w dupie nie czynią z ciebie kurczaka.

Co robisz dziś wieczór?

Dzisiaj... będziemy robić mydło.

Doprawdy?

Aby zrobić mydło, potrzebny nam tłuszcz.

Równowaga soli musi być idealna,

najlepszy do tego jest tłuszcz pochodzenia ludzkiego.

- Chwileczkę, co to za miejsce? - Klinika odsysania tłuszczu.

Sukces!

Najlepszy tłuszcz na świecie. Tłuszcz ziemi obiecanej!

Nie! Nie ciągnij, nie ciągnij!

- O, Boże! - Daj mi jeszcze jeden.

Podczas gotowania tłuszczu, na powierzchni zbiera się łój.

Zabawa w harcerstwo.

- Nie widzę cię jako harcerza. - Mieszaj.

Kiedy łój stężeje, zbierasz z niego warstwę gliceryny.

Po dodaniu kwasu azotowego, otrzymujesz nitroglicerynę.

Dodajesz do tego azotan sodu i trociny, i otrzymujesz dynamit.

Mając wystarczającą ilość mydła, da się wysadzić niemal wszystko.

Tyler znał wiele przydatnych rzeczy.

Starożytni wiedzieli, gdzie w rzece trzeba prać ubrania, aby były czyste.

- Wiesz dlaczego? - Nie.

Ofiary z ludzi składano kiedyś na wzgórzach, ponad rzeką.

Ciała palono. Popioły, w połączeniu z wodą, tworzyły ług.

To jest ług. Główny składnik.

Ług łączył się ze stopionym tłuszczem i spływał do rzeki w postaci mydlin.

Pokaż rękę.

Co to jest?

To jest chemiczne oparzenie.

Boli bardziej niż inne i pozostawia bliznę.

Co robisz?!

Medytacja uśmierzała ból raka, może uśmierzy i ten.

- Nie odcinaj się od bólu. - O, Boże!

Pierwsze mydło powstało z popiołów bohaterów.

Bez bólu, bez poświęcenia, niczego nie da się osiągnąć.

Próbowałem nie myśleć o słowach: „pieczenie” czy „skóra”.

Przestań! To twój ból, to twoja piekąca ręka.

Idę do jaskini, aby odszukać zwierzęce uosobienie mocy.

Nie! Nie załatwiaj tego tak, jak te umrzyki! No już!

- Rozumiem! - Nie! Czujesz przedwczesne oświecenie.

To najwspanialsza chwila życia, a ty wybierasz się gdzieś indziej!

Wcale nie!

Zamknij się! Bóg doświadczał naszych przodków.

Jak by to świadczyło o Bogu, gdyby się wycofali?

Posłuchaj... Musisz rozważyć możliwość, że Bóg cię wcale nie lubi.

Nigdy cię nie chciał. Najprawdopodobniej cię nienawidzi.

To nie jest żadna tragedia. Nie potrzebujemy Go!

- Zgadzam się! - Pieprzyć potępienie i odkupienie.

Jesteśmy niechcianymi dziećmi Boga? I dobrze!

- Idę po wodę! - Możesz użyć wody, co pogorszy ból...

- ...albo octu, co zneutralizuje pieczenie. - Pozwól mi wstać!

Najpierw musisz się poddać.

Najpierw musisz wiedzieć, nie bać się,

wiedzieć, że pewnego dnia przyjdzie ci umrzeć.

Nie wiesz, jak to boli!

Dopiero, kiedy tracimy wszystko, możemy czegokolwiek dokonać.

Okej.

Gratuluję.

Jesteś o krok bliżej do dna.

Tyler sprzedawał swoje mydło domom towarowym po $20 za kostkę.

Bóg wie, ile oni za nie brali.

- To mydło jest najlepszej jakości. - Dziękuję, Susan.

Było naprawdę wspaniałe.

Bogate kobiety kupowały od nas swój własny tłuszcz.

Miał na sobie żółty krawat.

Ja przestałem nosić krawat do pracy.

„Pierwsza zasada klubu walki - nigdy poza klubem nie mówi się o klubie.”

Znowu jestem półprzytomny. Musiałem to zostawić w kopiarce.

„Druga zasada...” Czy to twoje?

Załóżmy, że jesteś mną. Podejmij kierowniczą decyzję.

Znajdujesz ten papier. Co robisz?

A więc, będąc tobą,

uważałbym bardzo na to, z kim o tym rozmawiam.

Bo osoba, która to napisała, musi być niebezpieczna.

Ten elegancki świrus może nagle stracić nad sobą panowanie,

po czym zacznie chodzić z biura do biura,

z półautomatycznym karabinem typu Armalite AR10,

faszerując amunicją swoich kolegów i współpracowników.

To może być ktoś, kogo znasz od lat.

Ktoś bardzo tobie bliski.

Przemawiały przeze mnie słowa Tylera.

A byłem kiedyś takim spokojnym facetem.

Może nie powinieneś mi zawracać głowy każdym znalezionym świstkiem papieru.

- Dział odszkodowań. - Cycek mi gnije.

Muszę odebrać ten telefon.

- O czym ty mówisz? - Musisz sprawdzić, czy nie mam guza.

- Idź do szpitala. - Nie stać mnie na lekarzy.

Sam nie wiem, Marla.

Proszę.

Nie zadzwoniła do Tylera. Ja jestem jej obojętny.

To miłe. Niesiesz jedzenie pani Haniver i pani Raines.

Gdzie one są.

Niestety, nie żyją. A ja żyję i jestem biedna. Chcesz trochę?

- Nie, nie. - Jedna jest dla ciebie.

Dzięki, że o mnie pomyślałaś.

Co ci się stało w rękę?

A, nic.

Tutaj?

- Czujesz coś? - Nie.

Upewnij się.

Dobra, jestem pewien.

Nic nie czujesz?

Nie, nic.

To wielka ulga. Dziękuję.

- Nie ma za co. - Szkoda, że nie mogę się odwdzięczyć.

W mojej rodzinie nie było wypadków raka piersi.

- Mogę ci sprawdzić gruczoł krokowy. - To nie będzie konieczne.

No cóż, dzięki.

- To wszystko? - Tak, to wszystko.

Do... zobaczenia.

Cornelius?

Cornelius!

To ja! Bob!

Hej, Bob.

- Myśleliśmy, że nie żyjesz. - Nie, nie. Wciąż tutaj.

- Jak się masz, Bob? - Lepiej niż kiedykolwiek.

- Tak? Chodzisz jeszcze na spotkania? - Nie, nie.

- Znalazłem coś lepszego. - Naprawdę, co to jest?

No cóż...

Pierwsza zasada mówi, że nie powinienem o tym mówić.

Druga zasada mówi,

że nie powinienem o tym mówić. A trzecia zasada...

Bob, Bob. Jestem członkiem.

Spójrz na moją twarz, Bob.

To, kurwa... świetnie.

- Nigdy cię tam nie widziałem. - Chodzę we wtorki i czwartki.

- Ja chodzę w soboty. - Gratuluję.

Tak, ja tobie też, OK?

Słyszałeś o facecie, który to zapoczątkował?

- Tak, właściwie... - Słyszałem o nim różne rzeczy.

Urodził się podobno w wariatkowie...

i sypia tylko godzinę dziennie.

To wspaniały człowiek.

Znasz Tylera Durdena?

Nie zrobiłem ci krzywdy, co?

Właściwie tak.

Dzięki ci za to.

Dzięki, dzięki, dzięki.

Klub walki.

To był nasz dar - mój i Tylera.

Nasz dar dla świata.

Rozglądam się wokoło i widzę wiele nowych twarzy.

Zamknijcie się!

Oznacza to, że wielu z was złamało dwie pierwsze zasady klubu.

Klub to najsilniejsi i najsprytniejsi z żyjących.

Widzę cały ten potencjał.

Widzę jak jest trwoniony.

Cała generacja napełnia benzyną baki.

Usługuje przy stołach.

Jesteśmy niewolnikami w białych koszulach.

Reklamy zmuszają nas do pogoni za samochodami i ciuchami.

Wykonujemy prace, których nienawidzimy, aby kupić niepotrzebne nam gówno.

Jesteśmy średnimi dziećmi historii.

Nie mamy celu ani miejsca.

Nie mamy Wielkiej Wojny.

Wielkiej Depresji.

Naszą wielką wojną jest wojna duchowa.

Naszą wielką depresją jest życie.

Zostaliśmy wychowani w duchu telewizji, wierząc,

że pewnego dnia będziemy milionerami, bogami ekranu.

Ale tak się nie stanie.

Powoli to do nas dociera.

I coraz bardziej się wkurwiamy.

Tak!

Pierwsza zasada klubu - nigdy poza...

Kto ty jesteś?

- Kto ja jestem? - Aha.

Na drzwiach jest napi

Jestem, kurwa, Lou. Kto ty, kurwa, jesteś?

Tyler Durden.

Kto wam, sukinsyny, powiedział, że możecie tu przychodzić?

Mamy umowę z Irvine'em.

Irvine leży w domu ze złamanym obojczykiem.

To miejsce do niego nie należy. Należy do mnie.

- Ile mu za to płacicie? - Nie płacimy.

- Można tu przyjść za darmo. - Niezły układ, co?

Tak, niezły.

Posłuchaj, głupi sukinsynu!

- Macie się stąd natychmiast wynieść. - Hej!

Powinieneś się do nas przyłączyć.

Słyszałeś, co powiedziałem?

Ty i twój przyjaciel.

A teraz mnie słyszysz?

Nie, niezupełnie, Lou.

Wciąż nie wiem, o co ci chodzi.

Okej, okej, już dobrze.

Pojmuję, pojmuję. O, cholera, umknęło mi.

Cofnąć się! Wszyscy!

Cofnąć się!

Ach, Lou!

Hej, facet! To miejsce naprawdę nam się podoba.

- Tak jest, Lou. Wyżyj się. - Zamknij się, do cholery.

O, tak!

Czy to jest, kurwa, śmieszne?!

Mówię wam...

ten pieprzony gość to wariat.

Niewiarygodne.

- Nie wiesz, gdzie byłem, Lou. - O, mój Boże!

Nie wiesz, gdzie byłem!

Pozwól nam tu przychodzić, Lou! Proszę, Lou!

Weź sobie, kurwa, piwnicę! Chryste!

Przyrzeknij, Lou! Chcę, żebyś mi dał słowo!

Na oczy mojej matki.

Dzięki, Lou.

Tobie też, Duży.

Do zobaczenia w przyszłym tygodniu.

W tym tygodniu każdy z was dostanie pracę domową.

Macie wyjść na ulicę i wszcząć bójkę z jakimś nieznajomym.

Macie wszcząć bójkę...

i dać się pobić.

Doskonały wybór, proszę pana.

Hej! Uważaj, czubku! Przestań!

To wcale nie było takie proste.

Ty sukinsynu!

Większość ludzi, normalnych ludzi, zrobi wszystko, aby uniknąć bójki.

Przepraszam!

Polałeś mnie wodą z węża. To nie jest konieczne...

Jay! Zadzwoń na policję!

Odłóż tego węża.

Przestań! Przestań!

Przepraszam.

Musimy porozmawiać.

Okej.

Od czego chcesz zacząć?

Od twoich nagminnych nieobecności?

Od niechlujnego wyglądu?

Pójdziesz pod młotek.

Jestem zupełnym brakiem zdziwienia Jacka.

- Co? - Wyobraźmy coś sobie.

Jesteś szefem Wydziału Komunikacji, okej?

Ktoś daje ci cynk, że to przedsiębiorstwo...

instaluje wsporniki mocujące, które nie przechodzą testów kolizyjnych,

klocki hamulcowe, które zużywają się po przejechaniu 1600 kilometrów,

i wtryskiwacze paliwa, które wybuchają, paląc żywcem pasażerów.

Co wtedy robisz?

Grozisz mi?

- Nie... - Wynoś się. Jesteś zwolniony!

Mam lepsze rozwiązanie. Trzymaj mnie jako niezależnego konsultanta.

W zamian za moją pensję,

nigdy nikomu nie powiem o rzeczach, o których wiem.

Nie muszę nawet przychodzić do biura. Mogę pracować z domu.

Za kogo ty się, kurwa, uważasz, ty pojebany gnojku?!

- Straż! - Jestem słodką zemstą Jacka.

Co ty, do cholery, robisz?

To zabolało.

Dlaczego to zrobiłeś?

O, mój Boże! Nie! Proszę, przestań!

Co ty robisz?

O, Boże, nie! Proszę! Nie!

Nie wiem dlaczego, ale pomyślałem o mojej pierwszej bójce z Tylerem.

Nie!

We wszystkich aspektach tego, co ten człowiek przyjmował jako pewnik,

roiło się od czegoś strasznego.

Posłuchaj.

Daj mi tylko czeki z wypłatą, i nie zobaczysz mnie więcej.

A wtedy, w najlepszym momencie naszej pogawędki...

Dzięki Bogu! Proszę, nie bij mnie już więcej.

Telefon, komputer,

faks, 52 czeki z wypłatą i 48 kuponów lotniczych.

To było nasze wsparcie finansowe.

Mogliśmy sobie teraz pozwolić na prowadzenie zajęć każdego wieczora.

Teraz centrum klubu stanowiło dwóch walczących ludzi.

Lider przechadzał się jedynie wśród tłumu, obserwując.

Tyler zamieszany był teraz w proces sądowy z hotelem Pressman,

chodziło o zawartość moczu w ich zupie.

Jestem zmarnowanym życiem Jacka.

Dziękuję.

Tyler wymyślił nowe zadania domowe.

Rozdawał je chłopakom w zaklejonych kopertach.

UŻYŹNIJ TRAWĘ DOOKOŁA DOMU ZUŻYTYM OLEJEM SILNIKOWYM

- W Delaware City mają klub walki. - Tak, słyszałem.

W Penns Grove też.

Bob znalazł nawet jeden w New Castle.

- Ty go założyłeś? - Nie, myślałem, że ty.

Nie.

POLICJA PRZECHWYTUJE KATAPULTĘ DO ODCHODÓW

NAPASTOWANIE ARTYSTY

ZAGINlONE MAŁPY WRACAJĄ OSTRZYŻONE

- Zatrzymaj się na chwilę. - Hej, co ty robisz?

- Odwróć się. - Co będziemy robić?

- Zadanie domowe. - Jakiego typu?

Ludzka ofiara.

- Proszę, powiedz, że to nie pistolet. - To jest pistolet.

- Co robisz? - Czekaj na na tyłach.

- Nie wariuj! - Czekaj na mnie na tyłach.

Przy odpowiednio długiej linii czasu,

współczynnik przeżycia spada do zera.

Co ty robisz? Przestań!

Ręce za siebie. Daj mi swój portfel.

Raymond K. Hessel. Banning 1320, mieszkanie A.

- Małe mieszkanko w suterenie? - Skąd wiedziałeś?

Gówniane mieszkania oznacza się literami.

Raymond! Zaraz umrzesz.

Nie!

To są twoi rodzice? Będą musieli zadzwonić do lekarza.

Po raport dentystyczny. Wiesz dlaczego?

- Bo nic nie zostanie z twojej twarzy. - Daj spokój!

Nieważna karta studencka. Co studiowałeś, Raymond?

- To i owo. - To i owo?

Czy egzaminy na koniec semestru były trudne?

- Zapytałem, co studiowałeś! - Biologię, głównie.

- Dlaczego? - Nie wiem.

Kim chciałeś być, Raymondzie K. Hessel?!

Pytanie brzmiało, „Raymond, kim chciałeś być?!”

Odpowiedz mu, Raymond! Jezu!

- Weterynarzem. Weterynarzem. - Zwierzęta.

- Tak. Zwierzęta oraz to i owo. - To i owo. Tak, rozumiem.

- Musisz więc wrócić do nauki. - Za dużo nauki.

- Wolałbyś nie żyć? - Nie, proszę...

Wolałbyś umrzeć tu, na kolanach, na tyłach tego sklepiku?

Nie. Proszę, nie.

Zatrzymam twoje prawo jazdy.

Odwiedzę cię. Wiem, gdzie mieszkasz.

Jeżeli w ciągu sześciu tygodni, nie wrócisz do nauki,

to już po tobie.

A teraz zmiataj do domu.

Biegnij, Forrest, biegnij!

Źle się czuję.

- Wyobraź sobie, jak on się czuje. - Przestań, to nie jest śmieszne!

Co ty, kurwa, chciałeś przez to osiągnąć?!

Jutro życie Raymonda K. Hessela odmieni się na lepsze.

Śniadanie będzie mu smakowało, jak nigdy dotąd.

Trzeba mu było to przyznać.

- Idziemy. - Miał plan.

I wszystko zaczęło nabierać sensu, w pewien „tylerowski” sposób.

Bez obaw. Bez zakłóceń.

Zdolność do zapominania o rzeczach,

które nie mają znaczenia.

Twoja praca, to nie ty.

Ilość pieniędzy, jaką masz w banku, to nie ty.

Samochód, jakim jeździsz, to też nie jesteś ty.

Ani zawartość twojego portfela.

Ani nawet twoje pieprzone portki.

Całe gówno tego świata składa się na ciebie.

Zaraz ci zejdę z oczu.

Nie musisz wychodzić.

Jak chcesz.

Nie, to znaczy... Jest okej.

Wciąż chodzisz na spotkania?

Tak.

Chloe nie żyje.

Ojej, Chloe.

Kiedy to się stało?

Obchodzi cię to?

Nie wiem. Nie zastanawiałem się nad tym ostatnio.

Tak, no cóż...

To było mądre posunięcie z jej strony.

Posłuchaj...

Co ci to daje?

Co?

No, to wszystko. Po co chodzisz...

Czy czyni cię to szczęśliwą?

Tak, no, czasami.

Nie wiem. Nie rozumiem.

Dlaczego słabsze osoby lgną do mocniejszych?

Co to... Co w tym jest?

A co tobie to daje?

Nie... To nie to samo.

Z nami jest zupełnie inaczej.

Z nami?

Co rozumiesz przez „nas”?

- Przepraszam. Słyszałaś? - Co miałam słyszeć?

- Ten hałas. Zaczekaj. - Nie, chwileczkę!

Nie zmieniaj tematu! Chcę o tym porozmawiać.

- Nie rozmawiacie o mnie, co? - Nie.

- Co? - Co się działo wtedy, kiedy mnie odwiedziłeś?

- O czym rozmawiacie? - O niczym. Nic.

- Nie wydaje mi się. - Czego ty chcesz?

- Spójrz na mnie. - Nie. Co?

- Co to jest?! - Nic. Nie przejmuj się.

Mój Boże. Kto cię tak urządził?

- Pewna osoba. - Facet czy dziewczyna?

- Co cię to obchodzi? - Co cię obchodzi, jak zapytam?

- Zostaw mnie w spokoju. - Boisz się powiedzieć.

- Nie boję. Odczep się. - Nie! Porozmawiaj ze mną.

Zostaw mnie w spokoju!

- Ta rozmowa... - Ta rozmowa...

- ...jest skończona. - ...jest skończona.

Cokolwiek zrobię, jest nie tak.

Hej, to zaczyna być dziwne!

Co to... Co to jest?

A jak myślisz?

Hej, po co nam piętrowe łóżka?

Hej!

Za młody.

Przykro mi.

O co tu chodzi?

Jeżeli kandydat jest młody, mówisz mu, że jest za młody.

- Stary, za stary. Gruby, za gruby. - Kandydat?

Jeśli kandydat przeczeka trzy dni bez jedzenia i schronienia,

może wejść i rozpocząć trening.

Jaki trening?

Myślisz, że to zabawa?

Jesteś za młody na trening, zmiataj stąd.

Nie marnuj naszego czasu. Wynoś się stąd, do cholery.

Mam złe wieści, przyjacielu.

To się nie stanie.

Musiało zajść jakieś nieporozumienie.

To nie koniec świata.

Po prostu... zmiataj.

Idź.

Jesteś na prywatnym terenie, będę zmuszony powiadomić policję.

Nie patrz na mnie!

Nigdy do tego pieprzonego domu nie wejdziesz!

Nigdy. A teraz wynoś się, do cholery, z mojego ganku!

Wcześniej, czy później, wypełnialiśmy wizję Tylera.

Idę do środka po szpadel.

- Masz dwie czarne koszule? - Tak jest.

- Dwie pary czarnych spodni? - Tak jest.

- Parę czarnych butów? Skarpetki? - Tak jest.

- Czarną kurtkę? - Tak jest.

- $300 na opłaty pogrzebowe? - Tak jest.

Dobra.

Jesteś za stary, grubasie.

Masz za duże cycki. Zmiataj, kurwa, z mojego ganku!

Bob! Bob!

Jak małpa, gotowa do lotu w kosmos.

Kosmiczna małpa.

Gotowa się poświęcić na rzecz większego dobra.

Jesteś, kurwa, za stary, tłuściochu!

A ty... jesteś, kurwa, za...

biały!

Wynosić się stąd, obydwaj!

I tak płynął dzień za dniem.

Posłuchajcie, robaki.

Nie jesteście wybrańcami.

Nie jesteście pięknym, czy unikalnym płatkiem śniegu.

Jesteście jedynie gnijącą materią organiczną, tak jak wszystko inne.

Tyler tworzył sobie armię.

Składamy się z gówna tego świata.

Wszyscy jesteśmy częścią tej samej kupy kompostu.

Dlaczego Tyler tworzył sobie armię?

W jakim celu?

Dla jakiego większego dobra?

Wierzyliśmy w Tylera.

Kiedy mówił: „Twoja praca to nie ty”,

Myślałem: „Tak!”

Hej, co się tu dzieje?

Hej!

Okej!

- Co się tu dzieje? - Świętujemy.

- Co świętujemy? - Idź.

- Hej. - Wezmę to od ciebie.

Ten sam wspaniały smak, Pepsi.

WIADOMOŚCI Z OSTATNIEJ CHWILI

Na miejscu pracują oficerowie śledczy. Właśnie przybył komisarz policji.

Proszę nam powiedzieć, co pana zdaniem tu zaszło?

Wierzymy, że jest to kolejny z wielu aktów wandalizmu w tym mieście,

powiązany z podziemiem klubów bokserskich.

Przeprowadzimy rygorystyczne dochodzenie.

Mówił komisarz Jacobs, który przybył właśnie na miejsce...

- ...pożaru, który wybuchł... - Niezła cizia.

Oddaję głos do studia.

- Tak! - Tak!

- Cholera jasna! - Tak!

Co wyście, kurwa, zrobili?

Przybyła też jednostka badająca ewentualne podpalenie...

Pierwsza zasada projektu „Chaos” głosi, aby nie zadawać pytań.

Zwycięstwo w wojnie przeciwko przestępczości...

nie przyjdzie z dnia na dzień.

Będzie ono wymagało poświęcenia, zaangażowania oraz współpracy.

Na ulicach jest już bezpieczniej. Panujemy nad sytuacją w centrum.

Lecz to dopiero początek.

Muszę się odlać.

Postawiliśmy pierwsze kroki, ale cel jest jeszcze daleko.

- Dlatego zainicjowaliśmy projekt „Nadzieja”. - Bob.

Projekt „Nadzieja” będzie wspólnym wysiłkiem...

policji oraz przywódców społeczności lokalnych.

Będzie on potężną, nową bronią w wojnie przeciwko przestępczości.

- Zaciśnij mu to na worach. - Ale ma zimne jaja.

Cześć. Odwołasz swoje rygorystyczne dochodzenie.

Wydasz publiczne oświadczenie, że nie ma żadnej podziemnej grupy...

albo... ci faceci odetną ci jajka.

Wyślą jedno do „New York Times'a” a drugie do „LA Times'a”.

Posłuchaj.

Jesteś uzależniony od ludzi, których ścigasz.

Gotujemy twoje posiłki. Wywozimy śmieci. Łączymy rozmowy telefoniczne.

Kierujemy karetkami pogotowia. Pilnujemy cię, kiedy śpisz.

Odpierdol się od nas.

Sprawdzanie jajek!

Bob, ty pójdziesz tędy.

Idziemy.

Jestem jednym, zaognionym poczuciem odrzucenia Jacka.

Hej!

Tak!

Czułem, że mógłbym walnąć każdego pandę,

który nie chciał się pieprzyć w celu zachowania gatunku.

Chciałem pootwierać zawory w tankowcach...

i zatruć ropą francuskie plaże, których i tak nie zobaczę.

Chciałem wdychać dym.

O czym ty myślałeś, psycholu?

Miałem ochotę zniszczyć coś pięknego.

Zabierzcie go, kurwa, do szpitala.

Tak.

Proszę się nie martwić, panie Durden. Lotnisko. Długi postój.

Proszę, panie Durden.

Proszę.

PRZERÓB SWOJE ZWIERZĘTA NA SUROWCE WTÓRNE

- Coś nie tak, kochany? - Nie.

Tak, dlaczego nikt mi nie powiedział o projekcie „Chaos”?

Pierwsza zasada projektu „Chaos” - nie zadawać żadnych pytań.

Dlaczego mnie nie włączyłeś w jego początki?

Klub walki był początkiem. Powoli urósł do projektu „Chaos”.

Klub walki stworzyliśmy razem. Jest tak samo mój, jak i twój.

- Czy tu chodzi o ciebie i mnie? - Tak. Dlaczego nie robimy tego razem?

Projekt nie należy do nas. Nie jesteśmy wybrańcami.

Pieprzę to. Powinieneś mi był powiedzieć.

Hej, Tyler!

- Kurwa, Tyler! - Czego ty chcesz?!

Oficjalnego oświadczenia o celu tego, co robię?

- O... - Sam zdecyduj o stopniu zaangażowania!

Tak zrobię! Chcę się najpierw czegoś dowiedzieć!

- Pierwsza zasada projektu „Chaos”... - Zamknijcie się!

- Chcę wiedzieć, o czym myślisz. - Pieprz, to co wiesz!

Zapomnij o tym, co wiesz na temat życia, przyjaźni,

a w szczególności to, co wiesz o nas.

Co to ma znaczyć?

Co ty robisz?

Co chcielibyście zrobić przed śmiercią, chłopaki?

- Namalować autoportret. - Zbudować dom.

- A ty? - Nie wiem. Nic.

- Zjedź na dobry pas. - Musisz wiedzieć!

Gdybyś teraz umarł, jak byś ocenił swoje życie?

Nie wiem! Nie za dobrze. To chciałeś usłyszeć?

- No już! - Zastanów się jeszcze raz.

Przestań świrować! Tyler!

Jezu Chryste!

Cholera jasna! Cholera jasna! Pieprz się!

Pieprzyć klub! Pieprzyć Marlę!

Mam dosyć tego całego gówna!

Okej, chłopie.

- Przestań świrować. Kieruj! - Spójrz na siebie!

- Kieruj! - Spójrz na siebie! Jesteś śmieszny!

- Dlaczego? O czym ty mówisz? - Po co wysadziłem twoje mieszkanie?

Co?

Stoczenie się na dno, to nie zabawa. To nie żadne cholerne seminarium.

Porzuć próby kontrolowania wszystkiego i zacznij żyć!

Zacznij żyć!

Dobra. W porządku.

Dobra.

Nigdy przedtem nie miałem wypadku samochodowego.

Tak musieli się czuć ludzie,

których ujmowałem w raportach jako dane statystyczne.

Cholera jasna!

Otarliśmy się właśnie o śmierć!

W świecie jaki widzę,

ty tropisz łosie w lasach Wielkiego Kanionu...

wokół ruin Centrum Rockefellera.

Masz na sobie skórzane ciuchy, które wystarczą ci do końca życia.

Wspinasz się po grubych winoroślach, które oplatają Sears Tower.

A kiedy spoglądasz w dół, widzisz małe figurki mielące kukurydzę na mąkę...

i układające paski dziczyzny na wolnym pasie...

jakiejś opustoszałej autostrady.

Zbierz się do kupy, chłopie.

A potem...

Tyler?

...Tyler odszedł.

Czy ja śniłem?

Czy przespałem noc?

Nie jesteście pięknymi, unikalnymi płatkami śniegu...

Dom ożył własnym życiem.

W środku było parno od potu i oddechu wielu ludzi.

Dom się poruszał, bo poruszało się po nim wielu ludzi.

Planeta Tyler.

Musiałem się trzymać ścian.

Uwięziony wewnątrz mechanizmu napędzającego kosmiczne małpy.

Nie wolno ci tu palić! Zapomniałeś, ile tu jest eteru?!

Zespołowe gotowanie, praca, nawet spanie.

Proszę zaczekać.

FAŁSZYWE INFORMACJE INTRYGI

Mamy wszystko pod kontrolą, szefie.

Gdzie jest Tyler?

Pierwsza zasada projektu „Chaos” - nie...

Dobra... Okej.

Jestem sam jak palec.

Własny ojciec mnie opuścił. Tyler mnie opuścił.

Jestem złamanym sercem Jacka.

Tylko Tyler zna kolejny ruch w projekcie „Chaos”.

Druga zasada - nie zadajesz pytań.

Odpierdol się ode mnie! Odpierdol się!

Kim są ci ludzie?

Pracownicy Wytwórni Mydła Ulicy Papierowej.

Mogę wejść?

Nie ma go tu.

Co?

Tylera tu nie ma.

Tyler wyjechał.

Nie ma go.

Sprowadź pomoc!

Mamy tu dwóch z ranami postrzałowymi! Przygotować miejsce!

Co się stało?! Co się stało?!

Wykonywaliśmy zadanie. Dwie rzeczy za jednym zamachem.

Mieliśmy zniszczyć rodzaj zbiorowej sztuki...

Operacja Kawiarniany Grzmot. Ruszamy!

...i zdemolować kawiarnię.

Wszystko było zaplanowane, szefie.

- Szło jak po maśle, aż nagle... - Policja! Nie ruszać się!

- Co? - Postrzelili Boba.

- Dostał w głowę. - Pieprzone świnie!

O, Boże!

- A to sukinsyny! - Wy kretyni.

Biegacie w kominiarkach, próbując wysadzać rzeczy?

Co innego mogło się stać?!

Okej, szybko! Pozbądźmy się dowodów. Musimy się pozbyć jego ciała!

- Zakopmy go. - Co?

Zabierzemy go do ogrodu i zakopiemy.

- Ruszać się, ludzie, idziemy! - Odpierdolcie się!

Odsunąć się od niego! O czym wy mówicie?

To nie żaden pieprzony dowód. To jest człowiek.

Jest moim przyjacielem i nie pozwolę go zakopać w ogrodzie!

Zginął podczas projektu „Chaos”, szefie.

- To jest Bob. - Szefie, w...

W projekcie „Chaos”, nie mamy imion.

Posłuchajcie mnie.

To jest człowiek, nazywa się Robert Paulsen, okej?

- Robert Paulsen. - Jest człowiekiem...

i zginął przez nas. Rozumiecie?

Ja rozumiem.

W razie śmierci, członek projektu „Chaos”...

ma imię.

On nazywa się Robert Paulsen.

On nazywa się Robert Paulsen.

On nazywa się... Robert Paulsen.

On nazywa się Robert Paulsen.

No już, chłopaki. Przestańcie.

On nazywa się Robert Paulsen.

Zamknijcie się! Jest już po wszystkim!

Wypieprzaj stąd.

- Tyler? - Nie, mówi detektyw Stern.

Proszę przyjść do mnie...

Zaliczałem bary we wszystkich miastach, w których był kiedyś Tyler.

Nie wiem, jak to się działo, ale wiedziałem, które bary zaliczać.

Szukam Tylera Durdena. Muszę z nim porozmawiać.

Szkoda, że nie mogę panu pomóc...

szefie.

W każdym odwiedzanym przeze mnie mieście,

już w chwili wyjścia z samolotu...

czułem, że klub jest blisko.

Hej! Hej!

Taxi!

Spójrz na moją twarz. Jestem członkiem.

Muszę tylko wiedzieć, czy widziałeś Tylera.

Nie mogę wyjawić żadnych informacji...

ani nie chcę, nawet gdybym wydał informacje w tym miejscu... móc.

- Jesteś kretynem. - Proszę stąd wyjść.

Tyler nieźle się uwijał... zakładając franszyzy w całym kraju.

Czy ja śniłem? Czy ja spałem?

Czy Tyler to mój zły sen, czy na odwrót?

- Słyszeliśmy tylko plotki. - Jakie plotki?

- Nikt nie wie, jak on wygląda. - Co 3 lata zmienia operacyjnie twarz.

To najgłupsza rzecz, jaką słyszałem.

- Czy to prawda, co mówią o Miami? - Czy pan Durden tworzy armię?

Żyłem w stanie ustawicznego déja vu.

Dokądkolwiek poszedłem, miałem wrażenie, że już tam byłem.

Czułem się, jakbym szedł za kimś niewidzialnym.

Zapach zaschniętej krwi,

brudne odciski stóp, krążące wokół siebie.

Zapach starego potu, przypominający smażonego kurczaka.

Podłoga wciąż ciepła po wczorajszej walce.

Byłem ciągle o krok za Tylerem.

On nazywa się Robert Paulsen...

Miło pana znowu widzieć.

Jak się pan miewa?

Znasz mnie?

Czy to jakiś test, szefie?

Nie. To nie jest test.

Był tu pan w zeszły czwartek.

W czwartek?

Stał pan w tym samym miejscu, wypytując o środki bezpieczeństwa.

Mysz się nie prześliźnie, szefie.

Kim ja dla ciebie jestem?

Czy to na pewno nie żaden test?

Nie, to nie jest test.

Jest pan panem Durdenem.

To pan mnie tak urządził.

Proszę o złożenie siedzeń.

- Tak? - Marla, to ja.

- Czy my to kiedyś zrobiliśmy? - Niby co?

Czy mieliśmy seks?

Co za głupie pytanie?

Głupie, bo odpowiedź brzmi: „tak”, czy dlatego, że brzmi: „nie”?

- Czy to jakiś kawał? - Nie. Muszę wiedzieć...

Chcesz wiedzieć, czy myślę, że to tylko seks czy też akt miłości?

- To my się kochaliśmy? - Tak to nazywasz?

Po prostu odpowiedz na pytanie! Zrobiliśmy to, czy nie?!

Raz mnie pieprzysz, raz opieprzasz. Kochasz, potem nienawidzisz.

Raz jesteś czuły, potem zamieniasz się w totalnego dupka.

Czy dobrze opisałam nasz związek, Tyler?

Nagła utrata ciśnienia w kabinie.

Coś ty powiedziała?

- Co się z tobą dzieje? - Jak mnie nazwałaś?

Tyler Durden! Ty pieprzony pomyleńcu! Co się z tobą dzieje?

- Idę do ciebie! - Nie ma mnie tam!

- Złamałeś dane mi słowo. - Jezu, Tyler.

- Rozmawialiście o mnie. - O co tu, kurwa, chodzi?

Poprosiłem cię o jedno. O jedną, małą rzecz.

Dlaczego ludzie uważają mnie za ciebie?

Odpowiadaj!

Usiądź.

Odpowiedz. Dlaczego ludzie myślą, że jestem tobą.

Myślę, że wiesz.

- Nie, nie wiem. - Tak, wiesz.

Dlaczego ktokolwiek miałby mnie mylić z tobą.

Nie wiem.

- Już wiesz. - Nie.

- Odpierdol się od nas! - Powiedz.

Ponieważ...

Powiedz!

Ponieważ jesteśmy tą samą osobą.

Zgadza się.

Jesteśmy odpadami tej ziemi.

- Nic z tego nie rozumiem. - Szukałeś sposobu na zmianę życia.

Nie byłeś tego w stanie zrobić sam.

Twoje marzenia o tym, kim chciałbyś być,

to ja.

Wyglądam, jak chciałeś wyglądać, pieprzę się tak, jak tego chciałeś.

Jestem cwany, zdolny, i co najważniejsze,

jestem wolny od tego, od czego ty jesteś uzależniony.

O, nie.

- Tylera tu nie ma. Tyler odszedł. - Co?

To niemożliwe. To szaleństwo.

Ludzie robią to codziennie.

Mówią do siebie. Widzą siebie takimi, jakimi chcieliby być.

Nie mają jednak twojej odwagi, aby to zrobić.

Wciąż się z tym zmagasz, więc jesteś czasami sobą.

- Powinniśmy to kiedyś powtórzyć. - Czasami mi się przyglądasz.

Jeżeli to twoja pierwsza noc w Kręgu, musisz walczyć.

Krok po kroku, stajesz się...

Tylerem Durdenem.

Twoja praca, czy ilość pieniędzy, to nie ty!

- Nie. Ty masz dom. - Wynajmowany na ciebie.

- Masz kilka robót, życie. - Pracujesz w nocy, bo nie możesz spać.

Albo siedzisz do późna, robiąc mydło.

- Pieprzysz się z Marlą, Tyler. - Teoretycznie. Jej jest wszystko jedno.

O, mój Boże.

Mamy więc dylemat.

Ona za dużo wie.

Musimy się zastanowić, czy to nam nie pokrzyżuje planów.

Co... Co ty mówisz?

To wszystko gówno prawda, nie zamierzam tego słuchać!

- Jesteś szalony! - Nie. To ty jesteś szalony.

Nie mamy czasu na te głupstwa!

To jest właśnie zmiana.

Film trwa dalej,

a widzowie nie mają o niczym pojęcia.

- Czy pan się wymeldowuje? - Tak. Proszę o rachunek.

To lista rozmów telefonicznych. Czy może pan podpisać?

- Kiedy pod nie dzwoniono? - Pomiędzy 2 a 3 dziś rano.

Czy chodziłem ostatnio wcześniej spać? Czy spałem dłużej?

Czy coraz dłużej byłem Tylerem?

Jest tu kto?

Znowu déja vu.

Mając dostateczną ilość mydła, da się wszystko wysadzić.

O, mój Boże.

- 1888. - Z kim rozmawiam?

Z dozorcą budynku przy ulicy Franklina.

Halo?

Halo?

Ulica Franklina nr 1888?

Tak. W czym mogę pomóc?

- Halo? - Tak, tak.

Połącz mnie ze swoim przełożonym.

- Przy telefonie. - Dobra, słuchaj.

Twój budynek jest w niebezpieczeństwie.

Trzymamy rękę na pulsie, szefie.

- Słucham? - Proszę się o nas nie martwić.

2160.

Marla! Marla! Hej, zaczekaj!

Marla, zaczekaj! Muszę z tobą porozmawiać! Marla! Marla!

Oberwałam od twoich pieprzoną szczotką! O mały włos nie złamali mi ręki!

Wypalali sobie w ługu końce palców.

Proszę zaufaj mi i wysłuchaj tego, co mam do powiedzenia.

- Nadchodzi lawina kłamstw. - Trochę więcej wiary.

Nie chcę niczego słuchać.

Masz prawo być...

Poproszę jedynie o kawę.

Wszystko, co pan zamówi jest za darmo.

Dlaczego wszystko jest za darmo?

- Nie pytaj. - Wszystko jedno.

Wezmę zupę ze skorupiaków, kurczaka, pieczonego ziemniaka i deser.

Czyste jedzenie, proszę.

W takim razie, proponuję nie brać zupy ze skorupiaków.

Bez zupy. Dziękuję.

Masz jakieś 30 sekund.

Wiem, że zachowywałem się dziwnie.

- Jakbym miał dwie osobowości... - Dwie osobowości?

- Doktor Jekyll i pan Jackdupek. - Zdałem sobie sprawę z czegoś ważnego.

- Z czego? - Nasz związek nie był dla mnie jasny...

z przyczyn, o których nie będę teraz mówił.

- Wiem, że źle cię traktowałem. - Cokolwiek powiesz.

Nie, nie. 15 sekund, proszę!

15 sekund, nie otwieraj buzi.

Próbuję ci powiedzieć, że jest mi przykro.

Zdałem sobie sprawę, że cię bardzo lubię, Marla.

Naprawdę?

Tak, bardzo.

Nie chcę, aby z mojego powodu stało ci się coś złego.

Marla, twoje życie jest w niebezpieczeństwie.

Co?

Musisz na trochę wyjechać z miasta. Unikaj większych miast.

- Jedź na kamping... - Jesteś szalony.

- Jesteś zamieszana w coś strasznego. - Nie. Zamknij się!

- Nie jesteś bezpieczna. - Zamknij się!

- Posłuchaj, Tyler, próbowałam. - Wiem to.

Są rzeczy, które w tobie lubię. Jesteś mądry, śmieszny.

Cudowny w łóżku.

Ale...

jesteś nie do zniesienia.

Masz poważne problemy emocjonalne.

Głęboko zakorzenione problemy, które należy leczyć.

- Wiem, przykro mi. - Wszystkim jest przykro.

Nie mogę tego dalej ciągnąć.

Nie mogę.

I nie będę.

Odchodzę.

Nie możesz, Marla! Nie jesteś bezpieczna!

- Marla, ty nic nie rozumiesz! - Zostaw mnie w spokoju!

- Staram się cię ochraniać! - Puszczaj mnie!

- Nie chcę cię już nigdy widzieć! - W porządku... Zaczekaj tu chwilę!

Proszę zaczekać! Zamknij się!

Weź pieniądze i wsiadaj do autobusu.

Nie będę cię już więcej niepokoił.

Zamknij się!

Proszę, wsiądź do autobusu. Proszę.

Dlaczego to robisz?

Jesteś dla nich zagrożeniem. Nie mogę ci tego wyjaśnić, zaufaj mi!

- Ze mną nie jesteś bezpieczna. - Zatrzymam to, podatek od głupoty.

- Dobra. Unikaj dużych miast. - Tyler.

Jesteś najgorszą rzeczą, jaka mi się przydarzyła.

Chcę, abyście mnie aresztowali.

Jestem liderem organizacji terrorystycznej,

odpowiedzialnej za akty wandalizmu oraz napady na terenie całego miasta.

W samym centrum mamy około 200 członków.

Filie pojawiły się już w pięciu, czy sześciu większych miastach.

To bardzo zdyscyplinowana organizacja,

wiele z jej ogniw może działać samoistnie.

Idźcie pod numer 1537 na ulicy Papierowej.

To nasze centrum dowodzenia.

Na tyłach, w ogrodzie,

znajdziecie ciało Roberta Paulsena.

W piwnicy znajdziecie wanny,

których używaliśmy ostatnio do produkcji dużej ilości nitrogliceryny.

Plan zakłada chyba wysadzenie...

głównych siedzib firm kredytowych...

oraz budynek TRW.

Dlaczego właśnie te budynki? Dlaczego te firmy?

Niszcząc dane na temat długów, znajdziemy się w punkcie wyjściowym.

Powstanie totalny chaos.

Niech mówi dalej. Muszę gdzieś zadzwonić.

Podziwiam to, co pan robi.

Co?

Jest pan naprawdę odważny.

Jest pan geniuszem, szefie.

Mówił pan, że jeżeli ktoś będzie chciał przeszkadzać, nawet pan,

mamy mu odciąć jajka.

- Opór na nic się nie zda. - To wielki gest, panie Durden.

- Będzie przykładem dla wszystkich. - Popełniacie wielki błąd!

- Tak miał pan powiedzieć. - Nie jestem Durdenem!

- To też miał pan powiedzieć. - Dobra. Jestem Tyler Durden.

Posłuchajcie. Wydaję wam bezpośredni rozkaz.

- Kończymy naszą misję. - To na pewno miał pan powiedzieć.

Czy wy, kurwa, straciliście rozum?! Jesteście policjantami!

Czy ktoś mierzy czas?

Gęba na kłódkę.

Cholera!

Niektóre z tych informacji się zgadzają.

- Chodźmy do tego domu na Papierowej. - Zaraz idę.

Hej, zaczekaj!

- Mam go. - Musimy to zrobić, szefie.

- Proszę przestać walczyć! - Gdzie jest gumka?

Zostawcie mnie w spokoju! Rzuć ten pieprzony nóż!

Odsunąć się. Na podłogę!

Na podłogę!

Osoba, która wyjdzie za drzwi,

zostanie poczęstowana ołowiem!

Nie zbliżaj się!

Biegłem.

Biegłem do momentu, aż omdlały mi nogi, a w żyłach zaczął krążyć kwas.

A potem, pobiegłem dalej.

ULICA FRANKLINA

Co ty, kurwa, robisz?

Biegasz po ulicach w gaciach! Wyglądasz jak wariat!

Nie. Szukałem ciebie. Wiem, co się tu dzieje.

No to chodź. Znalazłem nam niezłe miejsce widokowe.

WINDY DO GARAŻU

- O, Chryste. - I co ty robisz?

- Kończę to. - Dlaczego?

- To twoje największe osiągnięcie. - Nie mogę na to pozwolić.

Jest jeszcze 10 bomb w 10 innych budynkach.

Odkąd to projekt „Chaos” oznacza morderstwo?!

Budynki są puste.

Nikogo nie zabijamy. Wyzwalamy ich tylko!

Bob nie żyje. Dostał w głowę.

Aby coś zyskać, trzeba najpierw coś stracić.

Nie. Nie będę cię słuchał. Ciebie przecież nie ma.

Nie robiłbym tego. Chyba, że wiesz, który kabel jest do czego.

Jeżeli ty wiesz, to ja też.

A może specjalnie myślałem cały dzień o złych, żeby cię skołować.

Tak myślisz?

O, cholera, nie. Tylko nie zielony.

Każdy, byle nie ten.

Prosiłem, żebyś tego nie robił!

Kurwa!

Tyler, odsuń się od furgonetki.

Tyler, ja nie żartuję! Odsuń się od furgonetki!

Cholera jasna!

Spoko! Spoko!

Okej.

Strzelasz teraz do swojego wyimaginowanego przyjaciela,

stojącego w pobliżu 1500 litrów nitrogliceryny!

Uspokój się, Tyler!

No chodź!

Nie uciekaj!

Co?!

Trzy minuty.

To jest to.

Początek.

Wielkie zero.

To chyba tu rozpoczęliśmy.

Chcesz coś na zakończenie powiedzieć?

Słucham?

Nic mi nie przychodzi do głowy.

Humor w retrospekcji.

Zaczyna być ciekawie.

Dwie i pół.

Pomyśl o tym, co osiągnęliśmy.

Przez te okna obejrzymy upadek finansowej historii.

Jesteśmy o krok bliżej do równowagi ekonomicznej.

Co ona tu robi?

Projekt tego wymagał.

Postaw mnie na ziemię, ty łysy skurwysynu!

- Błagam cię, nie rób tego. - Ja tego nie robię.

- Wspólnie to robimy. Tego chcieliśmy. - Nie.

- Ja tego nie chcę. - Tyle, że ty już tu nic nie znaczysz.

- Musimy o tobie zapomnieć. - Jesteś głosem w mojej głowie.

Ty jesteś głosem w mojej!

- Dlaczego nie mogę się ciebie pozbyć? - Potrzebujesz mnie.

Nie, nie potrzebuję cię już więcej.

Ty mnie stworzyłeś, ja nie musiałem się dowartościowywać.

- Weź za to odpowiedzialność. - Biorę. Odpowiadam za to wszystko,

zdaję sobie z tego sprawę.

Więc proszę, błagam cię, odwołaj akcję.

Czy kiedyś się na mnie zawiodłeś?

Zobacz, ile przeze mnie osiągnąłeś!

Przejdziemy przez to.

Jak zwykle, będziesz się przed tym bronił,

ale na koniec mi podziękujesz.

Tyler. Tyler.

Jestem ci wdzięczny. Za wszystko, co dla mnie zrobiłeś.

Ale to już za wiele. Nie chcę tego.

Czego ty chcesz?! Wrócić do tej chujowej roboty? Do oglądania tasiemców?

Pieprz się! Nie zrobię tego.

- Nie wierzę, że to się dzieje. - Już się stało, więc zamknij się!

60 sekund.

Nie.

Zaraz coś wymyślę. To nie jest rzeczywistość.

Nie jesteś rzeczywisty, pistolet... Nie trzymasz w ręku pistoletu.

Ja go trzymam.

I tak to nic nie zmienia.

Dlaczego przykładasz sobie do głowy pistolet?

Nie do mojej głowy, Tyler.

Do naszej.

Interesujące.

Co teraz zrobisz, chłopcze?

Hej. To ty i ja.

Przyjaciele?

Tyler...

chcę, żebyś mnie uważnie posłuchał.

Okej.

Mam otwarte oczy.

Co to za zapach?

- Gdzie są wszyscy? - O, nie. Co się tu dzieje?

Panie Durden!

O, mój Boże!

Czy nic... Czy nic panu nie jest?

- O, nie, nic mi nie jest. - Wygląda pan strasznie. Co się stało?

- Nic, wszystko w porządku. - Nie, nie. On nie żartuje.

- Potrzebuje pan lekarza. - Nic mi nie jest.

Nic mi nie jest... Wszystko w porządku.

Przestań!

- Puśćcie ją. - Wielki Boże!

Ty!

Cześć, Marla.

- Zostawcie ją tu. Spotkamy się na dole. - Jest pan pewien?

Tak, jestem pewien.

Ty skurwielu! W co ty, do cholery, grasz?!

Wysyłając mnie... O, mój Boże, twoja twarz!

Tak, wiem.

Co się stało?

- Nie pytaj. - Jesteś ranny.

- Tak, jestem ranny. - O, mój Boże.

- Nie mogę uwierzyć, że jeszcze stoi. - Twardy sukinsyn.

Kto to zrobił?

Ja sam.

Znajdź jakąś gazę.

Sam się postrzeliłeś?

Tak, ale to dobrze. Marla, spójrz na mnie.

Nic mi nie jest.

Zaufaj mi. Wszystko będzie dobrze.

Poznałaś mnie w bardzo dziwnym momencie mojego życia.

Napisy dla Visiontext: Agnieszka Kopińska

Korekta multum błędów ripu i koszmarnej synchronizacji: Dziabak

Odwiedź www.NAPiSY.info

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.