Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Kim pan jest?
Kto to jest?
Boże!
Zamknij się, Angelo. Niech bierze, co chce.
Na co czekasz?
Nie!
Dziadku!
Ratunku!
Nie zabijaj mnie.
:: POD PRESJĄ ::
Proszę się nie spieszyć z odpowiedzią na pytanie.
Niech pani spojrzy na pana Boffano. Widziała go już pani kiedyś?
- Nie, nie widziałam. - Proszę mówić do mikrofonu.
- Nie widziałam. - Ani w telewizji, ani w prasie?
- Czyta pani gazety? - Gdy mam trochę czasu.
- Czyli jak często? - Nigdy.
Jestem samotną matką, która próbuje być rzeźbiarką,
Pracuję i muszę wychowywać syna.
Może to głupie, ale nie śledzę wiadomości.
- Słyszała pani o tej sprawie? - Co nieco.
Syn powiedział, że mogą mnie wybrać do afery mafijnej.
Spytałam, "Jakiej znowu afery? " Odrzekł, " Sprawa Louie Boffano. "
"Będzie sądzony za sprzątnięcie kilku kolesi. "
Mówię, "Kto to jest Louie Boffano? " Odpowiedział, 'Wielki makaroniarz. "
Wystarczy.
Ten proces pewnie długo potrwa, a obrady ławy będą zamknięte.
Jeśli uważa pani, że to raczej nie wchodzi w rachubę to zrozumiemy.
Znajdę w tym czasie kogoś do opieki nad synem.
Chcę więc pani być ławnikiem?
Tak, chcę.
/Samochód należy /do Annie Laird.
/48 Seminary Lane, /Pharaoh, Nowy Jork.
- Popisałeś się czymś dzisiaj? - Nie, dałem odwłoka.
Wiesz, że Jesse doszedł do piątego poziomu w Dragon Rider?
Ja nie dochodzę nawet do drugiego, bo ten cholerny Troll mnie rozwala.
- Może Nintendo to nie twoja działka. - To nie Nintendo, tylko Sega.
Powinieneś zająć się czymś innym, na przykład odrobić lekcje.
Byłeś dzisiaj gwiazdą w sądzie hrabstwa.
Powiedziałam im, że nazwałeś Louie Boffano Wielkim Makaroniarzem.
- Dostałaś te sprawę? - Tak myślę.
Zabrała dzieciaka. Kieruje się na zachód.
/Dziękuję, Eddie.
/Jedź za nią. /Ja zbadam jej mieszkanie.
Zabili ojca chrzestnego i jego wnuka.
Zaczęłam więc myśleć o tobie. Mówiłam ci już o odpowiedzialności.
Dobra! Może to nie najlepszy pomysł, ale strasznie podniecający.
Potrzeba mi trochę emocji.
- /Eddie, co się dzieje? - Jesteśmy w jakimś kościele.
Może to jakiś maniak religijny. Chyba trzeba z niej zrezygnować.
- /Pracuje tam. Nie martw się. - Skoro tak...
Jeśli napiszą coś o procesie, to wytnij dla mnie artykuł.
- Przecież nie czytasz gazet. - Rób, o co cię proszę.
Podczas obrad ławy przysięgłych zamieszkasz z panią Kolodny.
- Na jak długo? - Ile będzie trzeba.
Chyba żartujesz.
Wchodzisz, wychodzisz i mówisz 'Winny".
Powiedz, "Usmażcie kanalię! " To ci zajmie sześć sekund!
/"Z wyrazami szacunku, John Slivey, /Usługi Religijne, Inc. "
Matma... ale już!
BÓG JEST MĘŻCZYZNĄ
Wraca z dzieciakiem do samochodu.
- Co o niej sądzisz? - Absolutnie nic.
- /Czy jest seksowna? - Przecież to babka z dzieckiem.
Według mnie, jest seksowna i bystra. Nie jakaś tam zwykła mamuśka.
- Będą z nią kłopoty. - /Uważam, że jest wspaniała.
Tworzy rzeźby, które ogląda się za pomocą rąk.
Wyłaź stamtąd. Jadą do ciebie.
Są już na podjeździe. Wynoś się stamtąd!
Stoją pod frontem. Wyjdź tylnimi drzwiami.
/Co ty wyprawiasz, do cholery?
/Wchodzą od frontu. /Wyjdź od tyłu.
Niech to szlag.
Jestem głodny.
Jest coś do jedzenia? Masz obowiązek mnie karmić.
Teraz jestem zbyt zajęta... bo koszę cię w Dragon Rider!
Włącz maszynerię, a ja zamówię pizzę.
- Z plasterkami kiełbasy - Nie denerwuj mnie.
- Kiełbasa jest pyszna. - Chciałabym zamówić dużą pizzę.
Weź topór! Odwróć się.
- Giń, łajdaku! - Przyłóż mu raz jeszcze.
- Nie pozwól mu nawiać. - Trafiłam!
/Naprawdę. Hurra!
/Uspokój się, mamuśku.
- /Tu jest.. - /Uważaj na pięść.
/Już ja go złapię. Nie uda mu się /umknąć przed furią mamuśki!
- Cześć, Lainie. Przyszła już? - Tak, jedną chwileczkę.
SPRZEDANE
Mark Cordell. Niezwykle uprzejmy, choć odrobinę onieśmielający.
Zna się na rzeczy. Popiera Alice Aycock i Christy Rupp.
Kupuje dla siebie, przyjaciół, i wielkich kolekcjonerów.
- Na przykład? - Sato Makamoto. Bidi Karamora.
- Moje rzeźby pojadą do Japonii? - Nie wiem.
- Nie spytałaś? - Pytałam, ale wyrażał się niejasno.
- I to ci wystarczyło? - Jak również czek na $24 tysiące.
- Połowa należy do ciebie. - Nie powiem, przyda się.
Annie Laird?
Inez mówiła, że może się pojawisz.
Kupiłem kilka twoich rzeźb. Jestem Mark Cordell.
- Dostałam pański czek. - Są warte znacznie więcej.
- Jak mnie pan poznał? - Inez pokazała mi pani zdjęcie.
- Czy moje rzeźby trafią do Japonii? - Prawdopodobnie.
- Nigdy już ich nie zobaczę? - Niekoniecznie.
Zje pani ze mną lunch?
O drugiej muszę stawić się w sądzie.
- Nie powinna się pani spóźnić. - Może szybka kawa.
- Jaka była pani pierwsza rzeźba? - Niech się zastanowię...
Najpierwsza.
Gdy moi rodzice się rozwiedli, zamieszkałam z babcią, Okropne.
Zrobiłam model łąki, który trzymałam pod łóżkiem.
Ciernie były z pinezek. Strumień z folii aluminiowej.
Sięgałam ręką pod łóżko... Bałam się ciemności.
Dotykałam modelu i śniłam, że jestem na tej łące.
- Tak to się zaczęło? - Owszem. Bał się pan ciemności?
W naszym domu nie było ciemno. Miałem mnóstwo rodzeństwa.
Ja byłem najmłodszy.
Prawdziwy dom wariatów. Zoo.
Chce pani wiedzieć, dokąd pojadą te rzeźby?
Zna pani Japonię? Współczesna sztuka jest poniekąd tamtejszą walutą,
Jej wartość wciąż się zmienia. Można ją różnorako wykorzystać.
Sekundę... Zgubiłam się. Nie rozumiem, co pan mówi.
Trzeba wprowadzić pani rzeźby na rynek. Podbić ich cenę.
Wywiad w Art Forum. Targi sztuki w Bazylei.
- Ale tym ja się zajmę. - Proszę posłuchać, panie Cordell...
- Mark. - Dobrze. Mark...
- Mogę mówić do pani Annie? - Moja sztuka nie jest walutą!
Co według ciebie na tym zyskuję? Pieniądze? Nie są mi potrzebne.
Zarabiam całkiem sporo... Nie teraz.
Chcę tylko, żeby artyści tacy jak ty mogli zamknąć się w pracowni -
i nie zastanawiać się, czym nakarmić swoje dzieci.
Żeby idioci, którzy kontrolują świat sztuki. to robactwo...
Nie stanowili dla ciebie problemu. Ty wykonujesz swoją pracę.
Co wy na to?
Płać... Włóż czarną, Wyglądasz w niej bardzo seksownie.
Nie chcę wyglądać seksownie. Precz z czarną sukienką,
- Nie bądź taka nieśmiała. - Nie jestem nieśmiała.
- Cenię prywatność. - Gadaj zdrowa.
- Nie lubię świergotać z facetami. - To prawdziwa sztuka.
Najpierw mu schlebiasz. Potem przekłuwasz balonik pychy.
Później kolejny komplement. Przyciągasz go i odpychasz...
Aż zakręci mu się w głowie i padnie ci do stóp.
Kiedy ostatnio spałaś?
Zamknęłam na chwilę oczy podczas tracheotomii.
Spałam parę godzin w poniedziałek.
- Dlaczego się nie położysz? - Zabieram dzieciaki do kina.
Nie mogłam nie przyjść.
Dzisiaj odniosłaś życiowy sukces.
Słucham?
Wreszcie ci się udało.
- Co takiego? - Sprzedałaś trzy rzeźby.
Wiesz co? Masz rację!
Lao- Tsu mówi, że powrót należy do sfery Tao.
- Jesteś taoistą?. - Nie wiem.
Kiedy usłyszałem o tym po raz pierwszy, wybuchnąłem śmiechem.
Ale wydaje mi się to kuszące.
Stań się doliną, Przestań walczyć ze światem i losem -
a wszystko przyjdzie do ciebie.
- Co ty na to? - Powinniśmy skręcić w lewo.
- Pozwolisz...? - Wybierz, którą chcesz.
- Włożyć rękę pod spód... - I dotykaj.
"Sen o Zwolnieniu się z Pracy. "
- Co czujesz? - Klawiaturę.
Komputerową, Coś szorstkiego na klawiszach. Papier ścierny?
Drut. Klatka.
Klatka dla ptaków. Utknąłem w klatce dla ptaków.
Drzwiczki są otwarte, ale nie mogę się przecisnąć.
Czuję powiew wiatru na palcach. Jak to zrobiłaś?
Trzepotanie...
Ptak.
Zdumiewające.
Bardzo dziwne. wkładasz rękę i czujesz...
- Części intymne? - Zgadza się.
Boże drogi, Annie, to nie musi być tylko sen.
Możesz złożyć wymówienie. Uciec z tego piekła.
Do końca życia będziesz mogła poświęcać się wyłącznie sztuce.
Chciałbyś zbadać jakąś inną?. Tamta jest niezła.
- Ta? - Owszem.
Tę już znam.
- Dopiero ją skończyłam. - Dotykałem jej... wczoraj.
- Wczoraj cię nie znałam. - Byłem tutaj.
Żartujesz, prawda?
Nie wstawaj!
Posłuchaj mnie.
- Jesteście w niebezpieczeństwie. - Gdzie mój syn?
Poszedł z Juliet do kina. Nie stanie mu się krzywda.
Niezwykły dzieciak z niego. Słyszałem, jak graliście w Segę.
Wpadłaś w panikę, a on po prostu powiedział, "Uspokój się, mamuśku. "
- Skąd wiesz? - Annie...
Gdy usłyszałem wasze śmiechy, obiecałem sobie. -
że pomogę wam przez to przebrnąć.
To niebezpieczny czas dla niego.
Popełni jakiś dziecinny błąd, a wtedy go stracimy.
Szybciutko!
Myślę jednak, że nic mu się nie stanie. Dorośnie w spokoju.
Juliet również. Wszyscy, których kochasz, będą bezpieczni.
Słyszysz, co mówię?
Skiń głową, Rób, co każę.
Jeśli zaś chodzi o ciebie...
Musisz jedynie czekać.
Skontaktujemy się z tobą, Będziesz musiała powiedzieć jedno słowo.
Dokładnie jedno. Wiesz jakie? Domyśliłaś się już?
Nie?
Niewinny.
Do zobaczenia.
Co mam robić?
Chronić syna.
Powiedz mu. że randka zupełnie się nie udała.
- Witaj, skarbie. - Nic ci nie jest?
Cieszę się, że już wróciłeś.
- O co chodzi? - O nic. Dobrze się bawiłeś?
- Tak. Co się stało? - Randka wypadła paskudnie.
- Będzie kupował twoje rzeźby? - To bez znaczenia.
- Wszystko w porządku? - Tak, zaraz do ciebie przyjdę.
Zmiataj do łóżka.
- Będę kupował twoje rzeźby. - Wcale tego nie chcę.
Wkrótce wszystko się skończy.
- /Annie, co słychać? - Boone?
- Tak, to ja. - /Jak się masz?
Niezgorzej. Muszę wrzucić monetę.
Będzie ci się wydawało, że nas rozłączyli.
- Już lepiej. - /Wreszcie mogłem zadzwonić.
- /Ile to już czasu minęło? - Ostatni raz dzwoniłeś na jesieni.
/Naprawdę? /Do telefonu mam 3 godziny drogi.
/Co u was słychać? /Jak się miewa Oliver?.
- /Jesteś tam? - Tak...
- Wszystko w porządku. - /Myślałem, że nas rozłączyli.
- Zarezerwuj bilety wcześniej. - W tym roku chyba nie przylecimy.
Ominie was fiesta. Dlaczego?
Nie wolno ci pakować się w moje życie, kiedy tylko sobie zechcesz.
/O co ci chodzi?
Mam teraz kogoś - nie podobają mu się te telefony.
Przepraszam, nie wiedziałem.
- /Dobrze się czujesz? - Skończmy już tę rozmowę.
Dobranoc. Annie.
/Nauczyciel mówi, "Facet nie /ruszy się z domu na krok. "
/"Trzeba więc będzie /zrobić podkop. "
/Pamiętasz, Paulie? /Powiedziałem, "Chcesz kopać tunel? "
/"To sobie kop. /Tylko zabij sukinsyna. "
- Czy to pański głos, panie DeCicco? - Tak.
Rozmawia pan z Buffano o jakimś Nauczycielu.
- Kto to jest? - Nie wiem.
- Skąd to przezwisko, Nauczyciel? - Gdy go zobaczysz, koniec szkoły.
- To znaczy? -Że, kurwa, jesteś martwy.
Proszę zważać na słowa.
- Miał pan z nim bezpośredni kontakt? - Nie, pracuje dla Louie.
Mówił pan, że to on polecił interes z kartelem narkotykowym.
I że skontaktował Louie z mafią z Kalabrii.
Zaś Salvatore Riggio był temu przeciwny.
Nauczyciel postanowił więc wykopać tunel i zabić Riggio.
I Louie Boffano powiedział, "Dobra, zrób podkop. "
- Więc chyba Nauczyciel jest bossem. - Wcale nie.
- Słuchacie jego rad. - Louie wydaje rozkazy.
Chce pan powiedzieć, że Louie zdaje się wydawać rozkazy.
Wie pan, co to jest marionetka?
- Sprzeciw. - Ujmę to inaczej.
Oto marionetka. Nie podejmuje samodzielnych decyzji.
- Sprzeciw! - Nie jesteśmy w cyrku.
- Cofam pytanie. - Proszę wykreślić je z protokołu.
Niech pan odłoży marionetkę. Sprzeciw został podtrzymany.
/Oliver!
- /Zejdź na dół. - Jest tu kto?
A to co?
Miałeś tu nie przychodzić.
Mógłbyś mi dać kilka dolców na poczet czynszu za następny miesiąc?
- Co to, kurde, jest? - Nie dotykaj!
To dzieło sztuki. Niezwykle delikatna rzeźba.
No, proszę. Musisz poznać Lorraine.
- Kto to jest Lorraine? - Moja dziewczyna.
To też jest dzieło sztuki?
To moja dziewczyna. Prawdziwe dzieło sztuki.
Nie chciałem, żebyś wpadał tu bez uprzedzenia.
Pracuję właśnie nad ważnym projektem.
Dobra... Pójdę już.
/Nie chcę o tym mówić.
/Włóż płaszcz. Nie mamy /już nic do jedzenia.
Znam cię. Jesteś autorką tych pudełek...
Mark Cordell kupił twoje rzeźby. To twój syn?
Miło cię poznać, mały.
Poszukaj lepiej deseru lodowego.
- Robo Lodów? - Właśnie.
Jutro rano o siódmej. Na parkingu przy Banktree.
- Co powiedziałem? - Na parkingu przy Banktree.
- O której? - O siódmej rano.
Nic wam się nie stanie. Nie jesteśmy potworami.
Też mam dzieciaka.
Wiem, jak się czujesz. Nie przejmuj się.
Jak się nazywasz?
- Nie mogę ci powiedzieć. - Jak mam się do ciebie zwracać?
Kapitan Chrupek.
Dzięki, Kapitanie.
Jak sobie radzisz. Annie? Jak się czujesz?
- Przecież wiesz. Podsłuchujesz nas. - Nie bawi mnie to.
- Czyżby? - Skąd.
Nie możemy jednak dopuścić do najmniejszej pomyłki.
Uważam, że jesteś zbyt surowa dla swojego syna.
- Może zacząć zadawać pytania. - Nie zacznie.
Chcę to szybko skończyć, więc musisz mi pomóc.
- Powinniśmy współpracować. - Zrobię, co w mojej mocy.
Wiesz. o co chodziło nam wczoraj w sądzie?
Boffano nie kazał zabić Riggio. Jest w mafii figurantem.
- Nie wydaje rozkazów. - Zgadza się.
Skoro Louie Boffano jest niewinny, to kto zabił Salvadore Riggio?
Ty.
Uważasz, że jestem Nauczycielem?
- A nie? - Może sobie w to wierzyć.
Przerażam cię, prawda, Annie?
Przykro mi z tego powodu. Gdybym miał wybór...
Jakikolwiek...
Jednak dzięki temu będę mógł ocalić twoje życie.
Runął między nas na łóżko.
Przyłożył pistolet do głowy Sala.
- Co wtedy zrobił? - Powiedział, "Otwieraj, Sal. "
"Nie chcę przestraszyć twojej żony. Musimy współpracować.
- Co się stało później? - Zabił mojego męża.
- I wtedy? - Otworzyły się drzwi...
Kto się w nich pojawił?
Tommy, mój wnuk. Wszedł do sypialni.
Zobaczył Sala.
Napastnik spostrzegł Tommyego. Chłopiec zbiegł na dół.
Mężczyzna ruszył za nim.
Usłyszałam strzał.
Zabił moje maleństwo.
Nie mam więcej pytań.
Oliver!
Znowu dzwoniła Juliet. ... chyba po raz dziesiąty.
Powinieneś odrabiać lekcje. Do widzenia. Jesse.
Na razie.
- Kto pociął gazetę? - Ja. Kazałaś mi przecież.
Nigdy nie słuchasz moich poleceń. Dlaczego to zrobiłeś?
- Co tam napisali? - Chyba nie powinnaś wiedzieć.
Nie wolno ci przecież wiedzieć, co piszą w gazetach, prawda?
Nie pouczaj mnie lepiej. Co tam napisali?
- Nie wiem. - Czy Boffano jest winny?
- Nie wiem. - Uważają, że jest winny?
Wszyscy to wiedzą, O co ci chodzi?
- Wszyscy? Z kim rozmawiałeś? - Z nikim. Zabroniłaś mi przecież.
Rozpuścisz język, to zbiję cię na kwaśne jabłko.
Zrozumiałeś?
I przestań się mazać jak przedszkolak!
Nie potrafię...
- Gdzie się wszyscy podziali? - Znowu coś pomyliłem?
- O której miałeś się tu zjawić? - Właśnie teraz.
- Może poszli na stare boisko. - Wracaj.
Nie chcę, żebyś tam szedł.
- Musimy pogadać. - Czas na mnie.
Przejdźmy się trochę.
- A gdybym miała kłopoty? - Jakiego rodzaju?
- Naprawdę poważne. - Z facetami? Z pracą?.
- A jeśli nie mogłabym powiedzieć? - Najlepszej przyjaciółce?
- Powiedziałabyś mi wszystko? - Oczywiście.
No to wal.
- Nie poradzę ci. Nie mam dziecka. - Kochasz go tak samo jak ja.
Powiedz, co byś zrobiła.
Musisz chyba porozmawiać z sędzią,
Poinformuj go, że u twego syna wykryto właśnie białaczkę.
- Tego nie kupi. - Ależ tak.
Jeśli będziesz miała zaświadczenie lekarskie - ode mnie.
Sama nie wiem...
- To jakieś wariactwo. - Pomaganie mafii jest mądrzejsze?
- Dlaczego więc..? - Nie lubię, jak mi się rozkazuje.
Nie przyjmuję zwłaszcza rozkazów od potworów.
To twój syn, Annie.
Kiedy wsiądziemy do samochodu, nie wolno nam o tym wspominać.
Ani słówkiem. Żadnych pytań. Powiedz, "Będę milczał. "
- Będę milczał jak grób. - I w samochodzie. i w domu.
- Wiedziałem. Boże! - Jesteś zbyt spostrzegawczy.
Dobrze, że sam się domyśliłeś. I poszedłeś z tym do Juliet.
- Boisz się? - Tak.
Damy sobie radę.
- W czym pani pomóc? - Chcę zobaczyć się z sędzią,
- Co pani tu robi? - Muszę z panem porozmawiać.
- Proszę otworzyć drzwi. - Na osobności.
Kiedy ławnik wchodzi do mego biura, to nie jest błaha sprawa.
Wizyta ławnika u sędziego może mieć poważne konsekwencje.
Jeśli ma pani kłopoty i chce o nich porozmawiać, -
wezwę swoich prawników.
Nie są potrzebni. Chcę porozmawiać z panem sama.
To jest zabronione.
Cokolwiek to jest, muszę wezwać adwokatów.
Twierdzi więc pan, że popełniłam błąd?
Bez trudu mogła pani odmówić uczestnictwa w tej sprawie.
Jednak pani nalegała. Pamięta pani?
Jeśli coś panią trapi, oskarżony ma prawo to usłyszeć.
Tak się składa, że toczy się przeciw niemu proces o morderstwo.
Ma prawo do informacji.
- Sprowadzić jego obrońcę? - Nie. zmieniłam zdanie.
Ty i twoje sentymenty.
Myślisz, że Earl Monroe pokonałby Johna Starka?
Zmiótłby go ze stadionu jednym ciosem ze stadionu.
- John Stark... - Annie!
Chciałbym, żebyś poznała Rodneya.
- Twoja dziewczyna to niezła laska. - Rodney jest kupą gówna.
Bzdura!
Upił się jak prosię, więc postanowiłem odwieźć go do domu.
- Pojedziesz z nami? - Jestem samochodem.
Właź do tyłu. Annie usiądzie obok mnie.
Życie Rodneya nie jest zbyt wiele warte.
- To pijak i dureń. - Zamknij się, głupku.
Lecz jego kumple są troskliwi i dlatego nie zabrali mu prawa jazdy.
Podobno masz whisky. Jak masz, to dawaj, gnojku.
Annie, butelka jest w torbie.
- Ta? - Nie oblej się, Rodney.
- Nie wezmę tego do ust. - I tak będę cię szanował.
Dupek!
Połóż się. Dosypałem tam trochę środków nasennych.
- Co ty wyprawiasz? - Naśladuję Rodneya.
Chcę wiedzieć, jak wygląda świat w jego oczach.
Tak myślałem. Wszystko zamazane.
Spójrz teraz na niego. Jest taki jak my.
Przez całe swoje życie próbuje się nie bać.
W tym celu jest gotów na wszystko.
- Nigdy nie czujesz strachu? - Cały czas. Dzisiaj też się bałem.
Szanuję strach. Uczy mnie, kim naprawdę jestem.
Rozumiesz, o czym mówię?
Lacrosse. Najbardziej niebezpieczny sport w tym kraju.
Gdyby było inaczej, chłopcy nie graliby w niego tak chętnie.
Oliver gra w Lacrosse, prawda?
- Dlaczego tu przyjechaliśmy? - Chcę cię nauczyć, czym jest miłość.
Rząd pragnie, żebyś kochała prawo i sprawiedliwość.
Ale co to za ludzie? Czy cię ochronią?.
Czy obronią cię przed kimś takim jak ja?
Popatrz. Jestem Rodney. Zmęczony starzec.
Kiedy jednak siadam za kierownicą, na powrót staję się młody.
Mógłbym wziąć ten zakręt odrobinę za szybko.
Przestań!
Nic nie powiedziałam! Przysięgam!
- Kto cię obroni, Annie? - Ty.
- Powiedz to! - Nauczyciel mnie obroni!
- Powtórz! - Nauczyciel mnie obroni!
Możesz wpakować go za kratki. Możesz wystawić Louie Buffano.
Ale co zrobisz z pijanym Rodneyem?
Patrzę przed siebie i wszystko jest jakieś zamazane!
Chyba widzę chłopca na rowerze. Jest niezwykle podobny...
Nie!
- Kto cię obroni? - Nauczyciel.
- Jedynie ty. - Nauczyciel cię obroni.
Jeszcze raz!
Tutaj.
- Nie wolno mu prowadzić. - Masz absolutną rację.
Mógłby zrobić komuś krzywdę.
Odstaw ją do domu.
Gdzie idziesz?
- Dlaczego on to zrobił? - Przestraszyłaś go.
Jeśli to się powtórzy, i tobie może się coś stać.
To by mnie zmartwiło.
- Masz dzieci, Kapitanie? - Eddie. Nazywam się Eddie.
Mam córkę. 14 lat.
Dlaczego się na to godzisz?
Zadajesz zbyt wiele pytań. Wynośmy się stąd.
- /Pójdziemy potem do sklepu? - /Nie.
- /Kupilibyśmy lody... - /Nie.
/Opowiedziałbym ci, jak /mi minął dzień.
- /Rozmawiałaś dziś z Juliet?. - /Nie... Dokończ lekcje.
CO SIĘ STAŁO?
NIE WSPOMINAJ NIGDY O JULIET
TO SIĘ NIE UDA
MUSIMYWALCZYĆ
ON CIĘ ZABIJE
ZARYZYKUJĘ
ZABIJE MNIE
/Rozmawiałaś dziś z Juliet?.
- /Rozmawiałaś dziś z Juliet?. - /Nie... Dokończ lekcje.
- Był milutki. - Zbadasz mnie tak jak jego?
Chciałbyś! Masz dyżur w sobotę.
Mówiłaś, że da się go przekonać. Nic z tego.
- Co się stało? - Twój plan nie wypalił.
- Musisz nas unikać. - Oliver też sobie tego życzy?
Oliver chce z nas zrobić bohaterów. ale się myli.
Będzie trzymał język za zębami - i tylko to ma znaczenie.
- Tu również musisz mi to obiecać. -Że cię opuszczę?
Że będziesz milczeć jak grób i trzymać się od nas z daleka.
Sama mówiłaś, że to moje życie. Moje życie, moje dziecko.
Zgadza się? Obiecaj.
Obiecuję.
Cześć. Oliver.
- Oliver! - Okres dojrzewania.
Winny.
Niewinny... Tak tu jest napisane.
Winny.
Winny... Winny.
Winny.
Niewinny.
- Winny -10 głosów, niewinny - 2. - Jak to, niewinny?
- Mogę spytać, kto tak zagłosował? - Nie trzeba odpowiadać.
To ja. Uważam, że rząd nie ma wystarczających dowodów.
- Jak to? Sprawa jest zamknięta. - Pan tak uważa.
- Wysłuchał pan taśmy? - Owszem.
Nawet gdyby świadkowie kłamali, wciąż mamy nagranie.
Facet mówi tam o wykopaniu tunelu.
"Jeśli chcesz, to sobie kop. Tylko zabij sukinsyna. "
Uważa pan, że mówią o tunelu miłości?
- Chwileczkę... - Według pani, też jest niewinny?
Czy taśma dowodzi czegokolwiek? To nie był rozkaz.
- "Zabij sukinsyna. " - Takie tam sobie gadanie.
O tym, jak zabić Salvatore Riggio.
Nie powinniśmy chyba reagować zbyt gwałtownie.
Może trzeba ponownie rozpatrzyć wszystkie dowody.
To śmieszne. Utkniemy tu na kilka tygodni.
/Mimo dowodów przeciw /szefowi mafii, Buffano, -
/- ława przysięgłych nie może /podobno uzgodnić werdyktu.
Chciałbym wiedzieć, dlaczego nie naciskasz na związkowca.
- Jest zbyt słaby. - Czyżby?
- Natomiast artystka jest siłaczem? - Mam taką nadzieję.
Zajmij się związkowcem.
Teraz ja tu jestem szefem. Rób więc, co każę.
Joseph.
O czym ty, do cholery, mówisz?
Wracaj do samochodu. Chciałbym cię o coś zapytać.
- Dostajesz pieniądze od rodziny? - Tak, ale nie ty nią kierujesz.
Twój ojciec wie, co się dzieje.
Nie lubię cię, wiesz? Nie podoba mi się to, co robisz.
Nie cierpię tych dupków z Cali. Tych pieprzonych gnojków z Kalabrii!
Zachowujesz się tak, jakbyś miał tu coś do powiedzenia.
Jesteśmy kolegami z sąsiedztwa. Mój ojciec również.
Według mnie, jesteś czubkiem. Nie masz przyjaciół.
Nigdy ich nie miałeś.
Eddie wprowadził cię do rodziny, ale nawet on cię nie lubi.
Nikt cię nie lubi.
- Mam mnóstwo pracy. - Posłuchaj!
Zajmij się związkowcem.
/Kiedy twoja kumpelka zaśnie, /wyjdź na taras.
Annie... chodź tutaj.
Stój spokojnie. Udawaj, że palisz.
Chcę, abyś wiedziała, że nieustannie o tobie myślę.
- Wygramy? - Nie.
- Dlaczego? - Jest winny. Wszyscy to wiedzą,
Jeśli nie uzgodnicie wyroku, ja zostanę za to ukarany.
Co mnie to obchodzi! Mam głosować niewinny...
Muszą oddalić zarzuty. Nie wolno nam przegrać.
- Chyba oszalałeś. - Dlatego wybrałem ciebie.
- Wiem, czego możesz dokonać. - Nie umiem rzeczy niemożliwych.
Możesz ich przekonać, że Boffano to tchórzliwy głupek. Błazen.
Zrobisz to, o co cię proszę, bo jesteś twarda.
I to nas łączy. Jesteśmy artystami. Inteligentnymi.
A Louie Boffano? Daj spokój!
- Co ma robić? - Przysięgli się wahają,
Po prostu wejdziesz i powiesz im, co robić.
Nie potrafię.
Zrobisz to.
Przyniosłem ci coś.
Chciałbym, abyś to założyła.
Weź, proszę.
Nie martw się - cały czas będę przy tobie.
To naprawdę dziwaczne. Świadkowie zeznawali przeciw Nauczycielowi.
- Jak mógłby nie istnieć? - Nie wiem, kto to jest.
Wiesz, że ma ogromną władzę. Tak trudno to zrozumieć?
Annie...
/Nie musisz /podnosić głosu.
- Zwariowałeś? Kajakiem? - Zwłaszcza po oceanie.
Popłynąć w nocy na południe. Woda fosforyzuje...
- Na co masz ochotę? - Na sok owocowy.
Niemalże... świeci. Przepiękny widok.
- Wolny duch z ciebie. - Cóż...
Po zakończeniu procesu moglibyśmy popływać po Houston.
Wspaniały pomysł ... kiedyś.
Naprawdę? Cudnie.
Jego imię wypowiadali niemal szeptem.
Gdy DeCicco go wspomniał, był śmiertelnie przerażony.
- Bzdura! - O co chodzi, Barry?
Szefem jest Boffano. Pracują dla niego.
- Annie ma chyba rację. - Słucham?
Te wszystkie układy. Cali, goście z Kalabrii...
- Rząd... - Curacao.
Handlarze z Jamajki. Olbrzymia sieć.
/A w jej środku tkwi jeden człowiek, /który wszystkim kieruje.
- Uważasz. że to Boffano? - Może Nauczyciel jest jego doradcą,
Powiedział, że wykopie tunel i zabije Riggio w domu.
Boffano się zgodził. "Zabij sukinsyna. "
Załóżmy, że to ja chciałabym go zabić, a ty byś się zgodził.
- Czy przez to stałbyś się zabójcą?. - Chcesz pozwolić mu się wywinąć?
Proszę nie zapominać, gdzie się znajdujemy.
/Jakie jeszcze dowody są wam, /do cholery, potrzebne?
- Przecież nie o to chodzi... - Niepodważalne dowody.
- Co to znaczy? - Posłuż się zdrowym rozsądkiem.
Więc właściwie wszystko jest możliwe?
- Pozwolicie mi dokończyć? - Nie mówisz nic nowego.
Jakie jest twoje zdanie?
Uważam. że ci ludzie to bydlaki...
Wiesz co?
/Już mi nie zależy.
Jestem zmęczony.
Uzasadnione wątpliwości.
/Dowody dowodami, ale /zabili dzieciaka.
Zaledwie chłopca.
Wiem. co zrobi. jeśli puścimy go na wolność,
/Znowu będzie sprzedawał narkotyki /i krzywdził innych.
Nie potrzeba mi dowodów. Ja to wiem.
Z nagrania wynika co innego.
To Nauczyciel wydał polecenie, nie Buffano.
- Masz dziecko? - A co to ma do rzeczy?
Dokładnie wszystko. Ja mam syna, Lauro.
Martwię się o niego.
/Każdy z nas uważa, że powinien /chronić swoje dzieci.
/Na ulicach panuje chaos, przed /którym nie da się uciec.
Jednak prawo mówi, że jeśli nie dowiedzie się winy Boffano, -
trzeba go będzie zwolnić, choćby nam się to nie podobało.
/Módlmy się, żeby znowu wpadł.
/Jeśli jednak nagniemy prawo, /choćby odrobinę, -
/- wówczas straci ono /całą swoją moc.
/I wtedy moje dziecko znajdzie /się w prawdziwym niebezpieczeństwie.
Twoje wnuki również.
Czy ława przysięgłych może odczytać wyrok?
Oskarżony jest niewinny obu stawianych mu zarzutów.
Więzień jest wolny. Zamykam sprawę.
Sprawiedliwości stało się zadość!
/Nie uda się wam /to nasz Louie
/nie trafi w łapska twe /kochany prokuratorze
Witaj w domu, Louie!
Nacisnęliśmy, gdzie trzeba.
Za zakończenie procesu.
I za powrót przyjaciółki. Zdrówko!
Mam chłopaka.
Niezły jest. Robi zdjęcia. Jeździ po świecie.
Bawię się znakomicie!
- Jak wam się układa? - Nie mam nastroju na świętowanie.
Moje gratulacje, Louie.
Nie było się czym przejmować. Ani przez chwilę.
Niech padnę trupem, jeśli kłamię.
Chodź tutaj.
- Gratuluję, Louie. - Świetna robota.
Ta kobieta...
Dziwnie na mnie patrzyła. Nie jestem jej pewny.
Ona się ciebie boi. Nie będzie sprawiać kłopotów.
Czyżby? Niczego się nie obawiasz?
To samo mówiłeś o Salu Riggio, a jakiś dzieciak zginął.
Potem mój ojciec miał proces.
Niech dorośli robią, co chcą, ale ty zabiłeś dziecko.
Rząd ściga rodzinę, bo ty zabiłeś dziecko!
Mój syn...
Co teraz zrobisz? Martwi się o mnie.
Uważa cię za świra.
I na pewno kocha swojego ojca.
- Proszę. - Dawaj forsę.
Jesteś pewny tej baby?
Absolutnie. Pilnuję jej.
Zawsze będę przy tobie.
Panno Laird, proszę wstać, nic nie mówić i pójść za mną,
- Ma pani na koncie $12.000. - Sprzedałam kilka rzeźb.
Świetnie. ale to nas mało interesuje.
Nie sądzimy, aby zrobiła to pani dla pieniędzy, tylko ze strachu.
Nadal panią straszą, Czas już z tym skończyć.
- Pomożemy pani. - W jaki sposób?
Jeśli będzie pani zeznawać, ukryjemy panią w bezpiecznym miejscu.
- Panią i syna. - Co wtedy?
Mafia zmieniła metody. Rzadko zabijają cywilów.
- Mogę już iść? - Jeszcze nie.
- Syn niedługo wraca do domu. - Pojedź po niego.
Nie ruszaj się! Narażacie moje życie.
- Kto pani grozi? - Człowiek z księżyca.
A jeśli prasa się dowie, że pani nam pomaga?
"Przysięgły przedstawia zarzuty przeciw Buffano. " Co za historia.
- Wtedy zabiją moje dziecko. - Nie, jeśli pani nam pomoże.
Zawsze straszą, ale pewnych granic nie przekraczają,
Kto inny panią ochroni?
- Potrzebny mi czas do namysłu. - Ile?
Dzień albo dwa. Tylko trzymajcie się od nas z daleka.
Obserwujcie mnie, ale tak, żeby się nikt nie dowiedział.
Masz 48 godzin. Zadzwoń, gdy będziesz gotowa.
Możesz nam zaufać.
Paul!
Miałam paskudny dzień.
Jakoś to naprawimy.
- Jeszcze jedną, - To kiepski pomysł.
Jestem lekarzem. Wiem, co robię.
Chciałbym cię prosić o przysługę.
Co jeszcze mogę dla ciebie zrobić?
Weź te pigułki.
- Co to jest? - Sekobarbital i amobarbital...
i tym podobne rzeczy.
Nie robisz tego dla mnie. Tylko dla Olivera.
- Kim ty jesteś? - Jeszcze się nie domyśliłaś?
Jestem przyjacielem Annie.
Poradziłaś jej, żeby poszła do sędziego.
Naraziłaś życie Olivera. A tak bardzo go kochasz.
Chciałaś zostać bohaterką,
Teraz masz szansę zostać naprawdę wielką bohaterką,
Uratujemy Olivera.
Kocham go tak samo jak ty...
ale go zabiję.
Powiedziałem Annie, jaka będzie kara za zdradę.
Dotrzymuję słowa. Droga do władzy jest pełna cierpień.
Annie jest teraz na policji. Powinnam dostać nauczkę.
Ratuj Olivera. Tylko tyle...
... a będę miał pewność, że nadal się boi.
Połknij to!
Bierz.
Pij.
/Nikt w szpitalu nie wierzył, /że popełniła samobójstwo...
Zniknęła. Może ukrywa ją policja stanowa.
Pobrała pieniądze z konta i zniknęła.
- Nigdy nas nie wyda. - Przecież nas nienawidzi.
- Musi pobyć sama. - Mam dość tych bzdur!
- Skąd ta pewność? - Wczoraj zmarła jej przyjaciółka.
- Kto taki? - Lekarka.
Annie i jej syn są w wielkim niebezpieczeństwie.
Zrobię wszystko, aby nie stała im się krzywda.
Czego tu nie rozumiesz? Wytłumaczę ci.
Nie ma potrzeby.
- Panna Emma Faldo? - /Tak.
Mówi John Slivey. Pracowała u mnie pani kuzynka, Annie.
Dała mi pani numer. Chciałbym przesłać jej czek.
- /Nie wiem, gdzie teraz jest - Naprawdę?
Wielka szkoda.
Czy ktoś prócz pani mógłby wiedzieć, jak się z nią skontaktować?
Ludzie tak szybko odchodzą,..
/Gracias.
REZERWACJE LOTÓW
DO: GWATEMALI
/Amerykanie.
Co za niespodzianka!
- Wujek Boone... - Niech ci się przyjrzę.
KOSTIUMY Z T'UI CUCH
Na pewno wam się spodoba. Odwiedzimy świątynię Majów.
Szkoda. że mam tak mało czasu.
W tym zakątku zawsze ma się czas.
Muszę wracać. Chciałabym, abyś zajął się Oliverem.
- Nie znam nikogo innego. - Nie pozwolę ci na to.
Albo się nim zajmiesz, albo zabiją go po powrocie do domu.
Proszę tylko, żebyś zaopiekował się Oliverem.
Wiem, że proszę cię o zbyt wiele.
Ale nie mam się z tym do kogo zwrócić.
- Znamy się od lat. - Dlaczego chcesz wracać?
Muszę.
- /Wróciła. - Co takiego?
Wróciła.
/Chce się z tobą spotkać. /Jutro o pierwszej.
- Słucham dalej. - /Po co miałaby wracać?
Musiała.
Ukryła dziecko w jakiejś wiosce w Gwatemali.
Której nigdy bym nie znalazł.
I musiała wrócić.
To, co razem przeszliśmy, bardzo nas do siebie zbliżyło.
Nie mogła o tym zapomnieć.
- To zbyt niebezpieczne. - Domyśli się wszystkiego.
- Przeszuka cię. - Nigdy mnie nie dotknie.
- Chce uchodzić za dżentelmena. - Wiele ryzykujesz.
A z wami jestem niby bezpieczna?
Załóżcie już ten kabel!
Przyskrzynię dla was Boffano. Posiedzi w ciupie do końca życia.
Zamkniecie ich wszystkich.
Eddie. nic nie mów. Wróć za pół godziny.
- Co o nich myślisz? - O policji? To durnie.
Denerwują mnie. Przed wszystkim dlatego, że są słabi.
Wybacz im. Na pewno bardzo cię kochają,
Nie rozmawiaj ze mną o miłości i przebaczeniu.
Nienawidzę cię, łajdaku! Zabiłabym cię gołymi rękami.
Co dzisiaj przerabiamy, Nauczycielu?
Że strach świetnie mi robi? Że dzięki niemu staję się silna?
Że twoja miłość ochroni Olivera?
Nie uśmiechaj się do mnie. Nawet na mnie nie patrz.
Wiesz, co mnie najbardziej wkurza?
To, że miałeś rację.
- Jestem silniejsza. - Annie...
Tylko to czujesz?
Przestań. Natychmiast.
Posłuchaj.
Wstąpiłam do pracowni i obejrzałam swoje dawne rzeźby.
Są spętane. Wygładzone.
Żadnego ognia. Wyrazu. Takie było moje życie.
Dusiłam w sobie pasję. To, czego się bałam, po prostu...
odsuwałam na bok.
Nie chcę już tak żyć.
Nie chcę być słaba.
Tego właśnie nie rozumiem. Masz w sobie siłę.
- A pracujesz dla Boffano, tego... - Durnia.
- To twój przyjaciel. - Boffano nie ma przyjaciół.
To potwór. Budzi pewien respekt... na razie.
- Zaczynają się nim męczyć. - Chcecie się go pozbyć?
W swoim czasie, teraz posłuży nam jako figurant.
Niech będzie górskim szczytem. A ja żlebem.
Bardzo bym chciał mieć kiedyś taką posiadłość.
Drewniany dom. Dzieci bawiące się w ogrodzie.
Syna podobnego do Olivera.
Wówczas do szczęścia brakowałoby mi jedynie miłości.
Uważasz, że potrafię kochać. Annie?
Przykro mi, że mnie nienawidzisz...
bo ja cię kocham.
Coś ty robiła? Nic nie mamy.
Nauczyciel się nie pokazał.
- Musiał się domyślić. - W jaki sposób?
- To wasza sprawa. Jadę do domu. - Jeszcze nie skończyliśmy.
No to będziecie musieli mnie aresztować.
Annie!
- Nie nazywaj mnie Annie. - Panno Laird!
Kto to jest?
Zatrzymaj się.
- Kazałem ci się zatrzymać! - W porządku, ja ją znam.
Panie Boffano, musimy porozmawiać.
Czym mogę służyć?
- Poznaje mnie pan? - Owszem, była pani w sądzie.
- Czego pani chce? - Mam coś dla pana.
- Jak to? - Prezent.
W zamian zostawi pan moją rodzinę w spokoju.
Nigdy nie skrzywdziłbym nikogo z pani bliskich.
Przysięgnij, Louie, a wręczę ci prezent.
- Nie jestem zainteresowany. - Mylisz się.
Spokojnie. Powinniście czegoś wysłuchać.
Pozwól.
/Boffano nie ma przyjaciół.
/To potwór. Budzi /pewien respekt.. na razie.
/Moi kumple z Cali /zaczynają się nim męczyć.
Ładne? Może jeszcze jeden kawałek?
- Kiedy to nagrałaś? - Wczoraj. Założyłam sobie podsłuch.
Daj mi tę taśmę.
Przysięgam- już mnie nie zobaczysz. Daj mi taśmę.
Nie traćcie czasu.
- Co ty tu robisz? - Louie chce z tobą pogadać.
- Kiedy? - Dzisiaj. O szóstej.
To takie ryzykowne. Powiedz mu, żeby się nie martwił.
Jasne... Ale twierdzi. że to ważne.
Skąd ten pośpiech?
Chodzi o Annie. Mówi, że nie może jej ufać.
Chce ją sprzątnąć.
- Uważasz, że ma rację? - Moje zdanie nikogo nie obchodzi.
Chyba ostatnio ja polubiłeś.
To inna sprawa. Teraz mówimy o interesach, prawda?
- Tak. - Więc o szóstej.
Zazwyczaj zwą go św. Szymonem i traktują z wielkim szacunkiem.
Jednak jutro będą używać jego prawdziwego imienia: Judasz.
A potem powieszą go na tym drzewie...
- Coś nie tak? - Kiedy ona wróci?
- Doktorze. - Jedną chwileczkę.
Oliver, zostawiła cię tutaj, ponieważ cię kocha, prawda?
Baw się dobrze. Dołączę do ciebie później.
Chyba nie musimy się o to martwić.
- Co jest w walizce? - Otwórz.
Zadzwonię do ciebie później.
Cieszę się, że przyszedłeś.
Co to jest?
Oddaję ci pieniądze.
Sytuacja się skomplikowała, więc forsa należy do ciebie.
Przejdźmy się. Musimy pogadać.
Pracujemy razem od ponad dziesięciu lat.
I wiesz co? Nadal nie rozumiem. co tobą kieruje.
Do dzisiaj nic o tobie nie wiedziałem.
Aż pojawiła się ta kobieta...
Przyszła rano na grób mojej matki...
- Annie spotkała się z tobą?. - Mówiłeś niedobre rzeczy.
Twierdzi. że nazwałeś mnie pieprzonym potworem.
Kobieta, wobec której zmiękłeś, miłość twojego życia...
Chce, żebyś zginął. Powiedziałeś, że się mnie pozbędziesz.
Jeszcze zobaczymy.
Do dzieła.
- A podobno jesteś geniuszem. - Popatrz na ojca.
Jesteś kompletnym świrem!
/Bada- bing!
- Eddie? - /Nie, ale jest tuż obok mnie.
Powinienem być na ciebie wściekły, ale nie jestem.
/Wiem, że bardzo to przeżyłaś.
/Zrobiłem wszystko, by chronić /ciebie i Olivera.
Niczego nie zrozumiałaś.
Próbujesz chronić swoje dziecko. Zabierasz Olivera do Gwatemali.
/I starasz się mnie zniszczyć.
Nie uda ci się jednak. Pamiętasz, co mówiłem?
"Zaufaj mi, bo jeśli mnie zdradzisz Oliver za to zapłaci! " Pamiętasz?
/Błagałem, abyś mi uwierzyła. /Nie mogę ci ufać.
/Zło i zdradliwość tkwią /po prostu w twojej naturze.
Oliver umrze z samego rana.
Nic nie możemy zrobić. Będziemy jedynie obserwować.
Miłego lotu, panie Wordham.
LOTNISKO
- Mój bilet. - Spóźniła się pani.
- Mój syn umiera! - Przykro mi.
Może pani lecieć do Gwatemali przez Houston. Wyjście126.
- /Nie ma żadnych samochodów?. - /Nie.
- /Mówisz po angielsku? - Tak, nazywam się Daniel.
Jesteś wolny?
- Podwiozę pana. - To będzie długa podróż.
/Samochód?
- Muszę zdobyć samochód. - /Nie ma.
- /To będzie trochę kosztowało. - Proszę. Tylko szybko!
/Szukam pewnego Amerykanina. /Nazywa się Oliver.
/Gdzie go znajdę?
Oliver?
Czy to jakieś pieprzone zoo?
Wracaj, Boone. Ratuj Olivera!
Annie, jesteś niezwykła.
Przekonałaś przysięgłych.
Zdradziłaś mnie przed Boffano.
- Teraz wynajęłaś samolot. - Za twoje pieniądze.
Masz rację, Annie. Musisz mnie zabić.
Teraz to rozumiem. Taki już mój los.
Jeśli mnie zastrzelisz...
... wtedy już na zawsze będziemy ze sobą związani.
Nic z tego!
Oliver...
Mamo!
Kocham cię.
Synchronizacja: Burial The.Juror.1996.1080p.BluRay.x264.AAC-YTS
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.