Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Temperatura 22°C
HISTORIA Z LOS ANGELES
SPOKOJNEGO REJSU
Nazywam się Harris K. Telemacher.
Mieszkam w L.A. i miałem siedem ataków serca...
wszystkie wymyślone.
Byłem głęboko nieszczęśliwy, ale nie wiedziałem o tym,
bo cały czas byłem szczęśliwy.
PARK Z ROWERAMI STACJONARNYMI
ZAKAZ BIEGANIA
Mam ulubiony cytat o L.A. autorstwa Szekspira:
"Ten drugi Eden... ta raju połowa...
"ten klejnot... w srebrne oprawiony morze,
"błogosławione królestwo... to Los Angeles."
Tak czy inaczej, oto co mi się przytrafiło,
i przysięgam, że to wszystko prawda.
"Uważaj, L.A., dziś rano spory korek..."
Wielkie zatory na wszystkich autostradach i ulicach, więc nie spodziewajcie się...
Hej!
Nie, nie, nie...
- Harry! - To jest idealna sytuacja!
- Mówię ci to jako twój agent. - Nie mogę być na paradzie!
Jestem w wiadomościach. Nie zobaczysz Diane Sawyer czy Dana Rathera...
- na paradzie z okazji Dnia Hollywood. - 15 sekund do emisji!
15 sekund... Co takiego zyskam...
stojąc w kabriolecie i machają do ludzi?
To sprawi, że będziesz kochany.
Machanie nie jest tym, co robię najlepiej. To wygląda sztucznie.
To wspaniałe machanie! To jest świetne!
Muszę zachować trochę godności. Ludzie muszą mnie szanować...
Aby wierzyli w to, co im mówię.
To są wiadomości! To jest prawda!
A teraz, Harris Telemacher ze swoją prognozą.
Hej, hej, hej, czas na wariacką Prognozę Weekendową!
Spójrzmy na naszą mapę pogody. Uwaga! Przepraszam.
Nad "Pasadnę" zbliża się niż.
Przepraszam, to znaczy Pasadenę... Niż tutaj...
Nie, tutaj... Będą też chmury...
w Beverly Hills, ale Rada zagłosowała i wydała sprzeciw.
Więc nie będzie deszczu w Beverly Hills. Będziemy mieli tylko trochę słońca...
i śniegu... 22 stopnie i śnieg. Właśnie to będziemy mieć.
A teraz raport z telefonu samochodowego.
Aktywność plam słonecznych jest minimalna w tym tygodniu.
Więc posiadacze telefonów samochodowych będą mieli niewielkie zakłócenia.
Więc śmiało, wykonujcie te ważne rozmowy. Prawdopodobnie nie zostaniecie rozłączeni.
I to był mój raport. Gail i Bob...
Harris, ktoś mi powiedział, że masz doktorat ze sztuki i nauk humanistycznych.
- Tak, to prawda. - Dużo dobrego ci to przyniosło!
Harris, co jest wariackie?
- Co jest wariackie? - Co było wariackiego w twojej ostatniej prognozie?
- Dla mnie to było dość wariackie. - Nie, nie było wariackie.
- Nie było wariackie? - Tak. Taki miałeś być.
Robisz tam jakieś intelektualne wstawki.
Intelektualne wstawki? Może intelektualne dla ciebie...
ponieważ edukację zakończyłeś na bananie i dętce.
Jaja sobie robisz? To jest intelektualna strefa wolności!
- Więcej wariactwa, mniej jajogłowego. - Więcej wariactwa, mniej jajogłowego...
Dzięki, dzięki. Niech zanotuję to sobie.
"Więcej wariactwa, mniej jajogłowego." Jak ty się nazywasz?
- Spóźnimy się, prawda? - Jest dopiero pierwsza.
O tej godzinie powinniśmy tam być. Wiesz, to mój błąd.
Jeśli mówię, że lunch jest o pierwszej, to myślałem, że jeśli przyjdę tu o 12:40...
dotrzemy na miejsce w odpowiednim czasie. Co jest w porządku.
Ale nie liczyłem na 20 minut abstrakcyjnej krzątaniny...
- która trwa odkąd tu dotarłem. - Robię 30-minutowe usta.
Poza tym, mogą poczekać. To ich nie zabije.
Czego nie mogę zrozumieć, to że wyglądasz na gotową.
Wyglądasz na tak gotową, że ja też czuję się gotowy...
aż staję przy drzwiach i wyciągam klucze.
Potem, gdy stoję tam około 10 minut, zdaję sobie sprawę, że wcale nie byłaś gotowa.
Więc siadam z powrotem. Wtedy mam kolejne uczucie, że jesteś gotowa...
wstaję i wygładzam swoje ubrania.
I wtedy zdaję sobie sprawę, że właśnie dałaś iluzję bycia gotowym...
którą ja zinterpretowałem jako nie iluzję.
Będę w samochodzie.
Siedząc tam w tym momencie, pomyślałem o czymś jeszcze, co powiedział Szekspir.
Powiedział: "Hej, życie jest całkiem głupie..."
Z mnóstwem hałasu, by cię czymś zająć, ale tak naprawdę niewiele znaczy.
Oczywiście, parafrazuję.
Życie to bajka opowiadana przez idiotę, pełna dźwięków i furii, nic nie znaczących.
Ładnie wyglądasz.
- Czy ta ci się bardziej podoba? - Tak.
- Mogę się przebrać. - Nie, nie trzeba.
Powiedz mi jeszcze raz, z kim jemy lunch?
Z przyjaciółmi i ich przyjaciółmi, i pewnymi moimi klientami.
- Frank tam będzie. - Frank? Właśnie się z nim widziałem.
Chciał, żebym wziął udział w paradzie.
Gdybym mógł zwalniać ludzi...
wybrałbym kogoś innego, kogoś takiego jak Harry Zell.
Jest już 13:20. 20 minut po godzinie 13:00.
Jeśli wyczuwasz coś w powietrzu to nie jest to smog, Los Angeles.
To pierwszy dzień wiosny, równonoc wiosenna.
- Co oczywiście oznacza... - Co on powiedział?
- Powiedział, że to pierwszy dzień wiosny. - O, cholera.
Sezon otwarty na autostradzie!
Gdzie on jest? Zajrzyj do schowka!
- Jest! - Jest naładowany?
- Tylko dwie kule. - Załaduj! Załaduj! Szybko! Szybko!
- Zsuń się! Co z tobą...? - To stare naboje. Czy pociski się psują?
Nie, to nie jest mleko! One nie mają daty ważności!
- Pospiesz się! - Już!
- Nie celuj we mnie! - Przepraszam, nie znam etykiety broni!
Ty sukinsynu!
Lepiej nie zepsuj naszego brunchu!
- Przeładuj! - Dobra, w porządku!
- Ostrożnie! - Przepraszam!
- Nie celuj w niego! - Ty mały sukinsynu!
- Moje włosy! - Czy ja zostawiłem u ciebie niebieskie spodnie?
Tak. Zabrałam je do pralni.
Nie zamierzam już nikogo całować na przywitanie. Nienawidzę tego.
- Po prostu podaj im rękę. - Właśnie umyłem ręce...
a jakiś facet ma ręce, jakbym zgniatał gąsienice.
Cowls, stolik dla dziesięciu osób.
Tak, tak. Jesteście pierwsi.
Tędy, proszę.
Cześć!
Cześć!
- Harris! - Jak się masz?
- Dobrze! - Nie, nieprawda.
Uszkodziłem się grając w tenisa.
Cześć!
To chyba było to. Widzieliśmy to razem.
Widziałem film, któremu dałbym 8 albo 7.
Ale gdy wyjeżdżam z parkingu, zdałem sobie sprawę, że Thurlon, producent...
ma to niewiarygodnie dobre miejsce tuż przy wyjściu...
a mnie umieścili daleko z tyłu.
Więc wchodzę później na antenę i dałem mu 3.
I dobrze.
Sheila studiuje sztukę konwersacji.
- Bierzesz udział w kursie konwersacji? - Tak.
Jedną z pierwszych rzeczy, których zawsze uczę moich klientów jest system punktowy.
Nigdy nie powinieneś mieć na sobie więcej niż siedem rzeczy.
Twoje kolczyki liczą się za 2 punkty. Te stokrotki liczą się za 3 punkty.
Najlepsze co możesz zrobić tuż przed wyjściem...
to spojrzeć w lustro i szybko się odwróć.
Pierwsza rzecz, która wpadnie ci w oko, pozbądź się jej.
To znaczy. Miałam takie coś we włosach, zanim wyjechałam...
i zdjęłam to. Bo jak tylko się odwróciłam, do wyrzucenia!
Marilyn Monroe tak robiła.
Cokolwiek zrobisz, nie nigdy nie daj się porzucić w L.A.
Tu nie ma tak jak Nowym Jorku, gdzie możesz spotkać kogoś na ulicy.
W L.A. musisz uderzyć kogoś swoim samochodem.
Znam dziewczyny, które przekraczają dozwoloną prędkość po to, aby poznać gliniarzy.
My spotkaliśmy się w West Hollywood.
Głośno rozmawiający w restauracjach. I tyle. Gardzę nimi wszystkimi...
- i chcę, żeby umarli. - Jest Sara. Sara przyszła.
Nie rozumiem, dlaczego nie zastrzelimy ich jak psów.
Kula w łeb. To sprawa osobista.
- Bo to są ludzie. - Nie są.
- Och, proszę... - Cześć.
- Cześć. - Myślałem, że się zgubiłaś.
- Zgubiłam się. - Chodź.
Pozwól, że cię posadzę.
Pozwól, że cię przedstawię. To jest Sara McDowell.
- Harris, Trudy. - Witam, witam.
- Frank Swan. - Hello.
- Shawn. - Witam.
- Jak się masz? - To jest Cynthia.
- Sara właśnie wysiadła z samolotu z Londynu. - Musisz być wykończona.
Jestem w strzępach, ale sen i dobre rżnięcie w pełni pomogą...
jak mawiała moja siostra.
Wybaczcie Sarze.
Przepraszam. To była tylko przenośnia.
Siedziałam w samolocie przez 12 godzin obok płaczącego dziecka.
Okropne.
- Ile dajesz temu lotowi? - Co?
- W skali od 1 do 10? - Och, 8.
Co chciałabyś zjeść?
- Jaki rodzaj jedzenia tu serwują? - Kuchnia kalifornijska.
I te cholerne źle wybierające numery! Co my z nimi zrobimy, do cholery?
Sara, co ty porabiasz?
Piszę artykuł o Los Angeles dla londyńskiego Timesa.
Cóż, trafiłaś w odpowiednie miejsce.
- Czym się zajmujesz, Rolly? - Handluję angielskimi obrazami.
- Abstrakcyjne czy realistyczne? - To zależy, jak się na nie patrzy.
Co to jest?
Trzęsienie ziemi. Jak silne jest, Harris?
Jakieś 4.
...więc kiedy dyrektor potrzebuje prezentu dla kogoś...
mogę iść na zakupy i wybieram coś, co jest odpowiednie.
W zasadzie to obdarowałam...
Sherman, Lee i Rosenquist, całe biuro w zeszłe święta!
Sherman, Lee... Chyba dostałem coś od nich.
- Paralizator. - To byłam ja!
- Ty kupiłaś ten paralizator! - Tak. Z monogramem!
- Och, wspaniale. - Masz go z monogramem?
Bo to byłam ja.
- Powinna zrobić wywiad z Harrym Zellem. - Kim jest Harry Zell?
Harry Zell jest najpotężniejszym agentem show-biznesu w mieście.
Ponadprzeciętnie potężnym. To on załatwia sprawy.
- Cóż, powinien być miły. - Byłby świetnym klientem.
Nigdy nie wbiłby ci noża w plecy w plecy, chyba że w samoobronie.
- On ma rację. - Serwetkę?
- W policji był Zell. - To chyba też Harry, prawda?
Ciągle wydaje mi się, że jestem dorosła, ale tak nie jest.
- Poproszę bezkofeinową. - Poproszę bezkofeinowe espresso.
- Poproszę podwójne cappuccino bezkofeinowe. - Macie lody kawowe bezkofeinowe?
Poproszę pół podwójnej bezkofeinowej z cytryną.
- Poproszę sok z cytryny. - Poproszę sok z cytryny.
- Poproszę sok z cytryny. - Poproszę sok z cytryny.
Z chęcią zrobię ci zmianę wizerunku.
Mam nadzieję, że twój nos się pokaże.
Jeśli o mnie chodzi, są tylko trzy mistyczne miejsca na świecie:
Pustynia tuż za Santa Fe, w Nowym Meksyku...
Drzewo Życia w arabskim Bahrajnie...
i restauracja na rogu Sunset i Crescent...
bo tam ją pierwszy raz spotkałem i tam pierwszy raz ją dotknąłem.
Czy ta Sara nie jest okropna?
- O co chodzi z tym akcentem? - Ma akcent, bo jest Angielką.
A może ona po prostu stara się wszystkim zaimponować.
Jak ten wielki fałszywy Winston Churchill.
- A co do tego, co powiedziałaś... - Co?
- O tym wyspaniu się i bzykanku. - Ojej.
Słuchaj, jeśli powiem coś takiego jeszcze raz, zwiąż mnie i zaknebluj.
Już raz tego próbowaliśmy, ale zaczęłaś się śmiać.
Daj spokój, Roland.
Przebyłaś taką drogę. Jestem ci bardzo wdzięczny.
- Naprawdę powinniśmy spróbować jeszcze raz. - Jestem całkowicie szczęśliwa, tak jak jest teraz.
- W końcu poukładałam swoje życie. - Czuję do ciebie namiętność.
Niech szlag trafi wszelkie konwenanse. Daj się zabrać na hot doga w niedzielę.
- Proszę o karnet. - To jest to białawe coś.
Już późno. Muszę jechać.
Pa!
I nie zdjęła kapelusza z głowy przez cały brunch.
Na pewno ma kiepskie włosy.
Chyba nie rozumiesz jak nieatrakcyjna jest nienawiść.
Przepraszam! Halo!
- Dziękuję. - Mogę zadać wam pytanie?
- Jasne. - Czy ludzie tutaj wstają wcześnie czy późno?
To zależy. Dlaczego?
Jeśli ktoś robi dużo hałasu, to o której godzinie może zacząć?
Jaki to rodzaj hałasu? Na przykład remont?
Nie, jak głębokie, długotrwałe dudniące dźwięki.
Głębokie, długotrwałe dudniące dźwięki.. około 9, 9:15.
- Świetnie! Dzięki! Pa! - Pa!
Jest przyzwyczajona do jazdy po lewej stronie.
Hej!
O, Boże...
Przepraszam! Ja... ja tylko... po prostu koncentrując się na...
Tak, wiem na czym się koncentrowałeś.
- Podobają ci się? - Tak...
- Przepraszam. Co? - Spodnie.
Czy chcesz, żebym je zmierzyła?
Nie wiem... Czy te są w tej samej cenie?
Nie. Te są trochę droższe.
Jak w tych wyglądam?
Wyglądasz w nich bajecznie.
Dobrze. Zmierz je.
Musisz stać prosto, bo inaczej nie będzie dobrze.
Racja.
Chcesz je skrócić?
Troszkę.
- Tak mniej więcej? - Tak jest dobrze.
Tak jest dobrze.
Dobra.
Kiedy mogę je odebrać?
O każdej porze. Czy środa może być?
Tak, może być.
- Tylko z nich wyskoczę. - Dobrze.
W moim życiu są dwa wydarzenia, które uważam za magiczne...
których nie da się wyjaśnić naukowo.
Pierwszy z nich miał się właśnie wydarzyć.
DROGA WOLNA
CZEŚĆ
POWIEDZIAŁEM CZEŚĆ
Cześć.
"Ruok"?
"Nie każ mi marnować liter".
"Wszystko w porządku?"
"Wszystko w porządku?" Tak, nic mi nie jest.
PRZYTUL MNIE - Co?
POWIEDZIAŁEM PRZYTUL MNIE
Kim ty jesteś?
ZNAKIEM DROGOWYM
To widzę.
PRZYTUL MNIE
Jestem filmowany. Wiem, że jestem filmowany.
PROSZĘ?
No dobra.
MIŁE UCZUCIE
To jakiś żart czy coś?
Widzę, gdy ktoś ma kłopoty i zatrzymuję go.
L.A. chce ci pomóc.
A ja mam jakieś kłopoty?
Więc co mam robić?
Będziesz wiedział co robić, kiedy odgadniesz...
"Co słychać u taty?"
Co?
TO JEST ZAGADKA - Zrób tak jeszcze raz!
"Będziesz wiedział co robić, kiedy odgadniesz...
'Co słychać u taty?'"
Popracuję nad tym.
Pa.
Ten znak do mnie przemówił.
Powiedział, że mam kłopoty.
Jeśli rozmawiasz ze znakami to masz kłopoty.
- Więc zobaczymy się w niedzielę? - W niedzielę mam oblewanie.
Też powinienem się wykąpać. Poniedziałek?
- Odbierz mnie o 8:30. - 8:30? Czy nikt już nie jada o 6?
Pa.
Cicho! Cicho! Cicho! To ja! Cicho!
Będziesz cicho?
Dobranoc, piesku.
Kto jest "tatą"? Kto jest "tatą"?
Cała przecznica w North Hollywood musiała zostać dzisiaj ewakuowana...
z powodu deszczu piłek tenisowych.
Drzwi ładunkowe nisko przelatującego samolotu z piłkami tenisowymi...
Gotów.
- Mama. - Powtórz imię.
- Mamo. - Powtórz imię.
I co za niespodzianka w ten weekend, kiedy zrobiło się niesłychanie zimno.
Oddajemy głos Harrisowi Telemacherowi, naszej szalonej pogodynce.
Gdy temperatura spadła do 14 stopni w ten weekend...
- Jak pan sobie poradził? - Upewniłem się tylko, że okna są zamknięte.
A co ze zwierzakami? Były na zewnątrz? Co się stało?
Koty były na zewnątrz do około 10...
ale zrobiło im się trochę za zimno i weszły do środka.
Koty były na zewnątrz do około 10...
ale zrobiło im się trochę za zimno i weszły do środka.
Tak właśnie L.A. poradziło sobie z niespodziewanie niską temperaturą 14 stopni...
która zamieniła weekend w w prawdziwego skurczybyka. Dziękuję.
A teraz, raport dla noszących peruczki.
Wiatr od 8 do 16 km na godzinę...
w porywach do 24 km na godzinę późnym popołudniem.
Więc zostałbym w domu albo założył czapkę.
Mówił Harris K. Telemacher z kapryśną pogodą w weekend!
Witam. Tu Harris. Jestem obecny więc możesz porozmawiać ze mną osobiście.
Proszę zacząć mówić po usłyszeniu sygnału dźwiękowego.
- Halo? - Halo.
- Halo. - Halo.
- Czy to jest osoba? - Tak, to jest osoba.
- Harris Telemacher? - Tak.
To jest Sara McDowell. Nie wiem, czy mnie pamiętasz.
- Spotkaliśmy się na lunchu. - A, tak. Jesteś reporterem.
Dziennikarka. Tak, a ty jesteś pogodynką.
- Meteorologiem, tak. - Nie masz nic przeciwko, że dzwonię?
Dostałam twój numer od Trudy Cowls.
Oglądałam cię w telewizji. I chętnie przeprowadziłabym z tobą wywiad do mojego artykułu.
- Po angielsku, francusku czy włosku? - Znasz wszystkie te języki?
Nie. Gdyby miał być po włosku lub francuski, to nie zgodziłbym się.
Kurwa!
Gotowy.
Dzwoń do mamy.
Domino's Pizza. Mówi Julian.
- Danie dnia to... - Przepraszam...
Chcesz mieszankę? Owoce? Ciasteczka?
Ariel, jak ty to robisz, że mając tyle jedzenia wciąż jesteś szczupła?
Nie wiem, kobiety chyba szybciej spalają tłuszcz niż mężczyźni.
To jest obrzydliwe wyobrażenie. Oto moja przyjaciółka...
Mądra, ładna i całkiem nieźle spala tłuszcz.
- Jesteś po prostu zazdrosny. - Nie, nie. Nigdy nie mógłbym być kobietą.
Siedziałbym w domu i bawił się moimi piersiami przez cały dzień.
Gdzie jest June?
W swoim pokoju, dochodzi do siebie po wypiciu zbyt dużej ilości alkoholu.
- Chcesz trochę soku? - Pewnie.
Możesz być moim degustatorem. To jest nowa mieszanka dla sklepu.
Halo? Mówi Ariel.
Hej, dzieciaku. Co tam?
Wygląda to na robotę dla Supergirl.
To smakuje dokładnie jak lizanie kudłatego dywanu.
Dobra. Przywiozę twoje rzeczy za około godzinę. Pa.
Fajnie jest być szefem. Możemy wziąć twój samochód...
- żebym mogła zostawić swój June? - Jasne.
Rany, będziesz miała ciężki dzień. Tam jest kawa.
- Hej, Harris. Boże, ależ ja byłam głupia. - Napij się soku.
Zrobię ci jajka. Możesz chwilę poczekać, Harris?
- Jasne. Muzeum zamykają dopiero o 17:00. - Nigdy się nie nauczę.
Miejskie Muzeum Sztuki w L.A. Niedziela, 25 marca
14:37
Ruszaj!
To mój sposób na zabijanie nudy.
Nazywam to performance art, ale moja przyjaciółka Ariel nazywa to marnowaniem czasu.
Historia zadecyduje.
- Cześć. - Cześć.
- Jesteś punktualnie. - Właściwie, to się spóźniłam.
- Jesteś dokładnie na czas. - Ale planowałam być wcześniej.
Hej, przestań. Nie. Przestań.
Pozwól mi chociaż zapozować.
Słuchaj, miałem taki pomysł. Zamiast robić wywiad...
Poczekaj.
Zamiast robić wywiad ze mną, który byłby fascynujący, przy okazji...
z powodu ciekawego użycia słów, które konstruuję...
Pomyślałem, że oprowadzę cię trochę po mieście...
Kilka tajnych miejscówek, kulturalna wycieczka po L.A.
To pierwsze 15 minut, a potem co?
- No dobra, cyniczka. - Pierwszy przystanek jest sześć przecznic stąd.
- Dlaczego nie pójdziemy pieszo? - Pieszo?
Spacer w L.A.!
Architektura. Niektóre z tych budynków mają ponad 20 lat.
Ten dom to greckie odrodzenie.
Co rano muszą tu reanimować Greka, który tu mieszka.
Tu jest dworek dwudrzwiowy i dworek czterodrzwiowy.
Jeśli nie masz domu z naprawdę dużymi drzwiami, to jesteś nikim w L.A.
Zabiorę cię do Muzeum Muzykologii.
Batuta Verdiego.
Pióro Mozarta.
Jaja Beethovena.
Chodź. Zabiorę cię na cmentarz. Jest tu pochowanych wielu sławnych ludzi.
Rocky Marciano, Benny Goodman, i, oczywiście, William Szekspir.
Chyba tutaj napisał "Hamleta, Część 8: Zemsta".
Dzień dobry.
Dzień dobry...
- O, dzień dobry. - Czyj to grób?
Mój.
Nie, myślę, że chodzi mu o to, kto będzie tu pochowany?
- Jak on się nazywa? - Nie on, panienko.
- No dobrze, ona. - Kobieta też nie.
Kiedyś była kobietą. Teraz nie żyje.
Wreszcie zabawny grabarz.
Chcecie wiedzieć, jak długo gnije ciało?
Rany, chcemy?
Jeśli nie jest już zgniłe to jakieś osiem lub dziewięć lat.
Niektóre z tych kobiet z Beverly Hills, wytrzymają 12 lat.
- Jak to możliwe? - Ich skóra jest taka opalona.
Jest cała napięta i wypolerowana jak cholerny but.
Jest pozbawiona wody.
A woda to coś, co rujnuje idealnie dobre martwe ciało.
Poza tym, one mają dodatkowe części.
Niektóre z tych rzeczy nie rozkładają się.
Oto gość, który tu leży jakieś 35 lat.
- Kim on był? - To magik. Wielki Blunderman.
Teraz już nie jest taki wielki, co?
Wielki Blunderman.
Znałem go.
Był zabawnym facetem. Uczył mnie magii.
Facet o niewyczerpanym dowcipie?
- Tak. - Dokładnie.
"Setki razy mnie nosił."
Ona wie. Ona to ma!
"Co będzie z twoim poczuciem humoru...
twoimi dowcipami, przy których wszyscy ryczeli?"
Zwykle nie lubię przebywać wokół interesujących ludzi...
wtedy ja też muszę być.
Twierdzisz, że jestem interesująca?
Mówię tylko, że kiedy jestem przy tobie, zaczynam się popisywać...
Co jest idiotyczną wersja bycia interesującym.
Spotykasz się teraz z kimś?
Tak.
Ja też, więc to odpada.
Czy mogę prosić głowę twojego przyjaciela z powrotem?
Jasne. Przepraszam.
- Muszę się zbierać do pracy. - Ja też.
- Pa. - Pa.
Na zdrowie. Wróćcie!
Wszyscy wracają. Czyż nie?
Hej, hej, hej! Co za weekend! Mamy słońce, ziemię i atmosferę!
Kiedy to masz, masz pogodę!
Dobra pogoda! Słońce! Słońce! Słońce! Słońce!
Tak, to będzie...
Przyciągnął mój zegarek! Wyłączcie magnes!
Mam go! Mam go!
Jezu...
Dobra. Mamy... Wyłączcie magnes!
A teraz, raport finansowy.
Mercedes '89, wzrost o 400 do 28 640 dolarów.
Używany Mercedes '88, bez zmian, 26 100 dolarów.
I... cięcie.
Dobra, odtwórzmy to, zobaczmy co mamy.
Puścisz to za mnie w sobotę, Jesse?
Harry, czy naprawdę powinieneś nagrywać zawczasu prognozę pogody?
W weekendy ciężko mi przychodzić.
Możesz sobie wyobrazić mój zajęty harmonogram na weekend.
Poza tym, to jest L.A. Co się może zmienić?
Były dwa powody dla niedorzecznego objazdu, na który zamierzałem wyruszyć.
Do zobaczenia jutro! Dzięki!
- Zamknięte? - Tak, przepraszam.
Pierwszym powodem było to, że myślałem, że związek z Sarą jest niemożliwy.
A drugim powodem było to, że byłem wielkim, głupim mężczyzną.
- Przyszedłem po spodnie. - Tak?
Sprzedałaś mi spodnie i krawat.
Tak, pamiętam. Chcesz je odebrać?
- Tak. - Mogę ci je przynieść.
Byłoby wspaniale. Nie musiałbym przyjeżdżać znowu.
- Byłoby tak źle, gdybyś musiał znów przyjeżdżać? - Nie mam paragonu.
Nie szkodzi.
Pamiętam jak wyglądają. Zaraz wracam.
- Dzięki. - O Boże, jestem cała mokra!
Zaraz wracam.
Nie są jeszcze gotowe. Chcesz, żeby żebyśmy zadzwonili do ciebie, kiedy będą?
- Tak, byłoby świetnie. - Na jaki numer?
Napiszę go.
- Masz może papier? - Nie. Nie.
Tutaj.
- Dobrze. - Zadzwonią do ciebie, gdy będą gotowe.
Prawdopodobnie jutro.
W porządku.
OSZCZĘDZAJ PALIWO ZJEDŹ NA POBOCZE
POWINIENEŚ WZIĄĆ JEJ NUMER
Znudzony jak cholera
Spodziewasz się telefonu?
- Byłeś zszokowany? - Zszokowany, ale zadowolony.
Widziałam, że chciałeś mnie zapytać o mój numer, więc poprosiłam o twój.
Ale nie wiedziałem, że chcę twój numer, aż było za późno.
Poszłam raz do jednego medium. Nie bardzo wierzę w takie rzeczy...
ale on powiedział mi, że mam specjalny piąty zmysł.
Jeśli chodzi o facetów, którzy chcieliby mieć twój numer...
Myślę, że każdy facet chciałby mieć twój numer.
To słodkie!
Hej, Panie Pogodynka. Jak się masz?
Cześć.
Boże, cały czas się denerwuję.
Dlaczego? Nie robisz nic złego.
- Musisz mieć chłopaka. - Jego to nie obchodzi.
To znaczy, nie może go obchodzić.
Zrobił mi wielką przemowę o tym, że mimo iż mieszkamy razem...
uważa, że powinniśmy spotykać się z innymi ludźmi...
Więc powiedziałam: "W porządku."
Ale to się na nim odbija od czasu do czasu.
- Gdzie on teraz jest? - Tam, przy barze.
- Co? - Nie przejmuj się. To jego pomysł.
- Żartujesz? Przestań! - To jest on! Właśnie tutaj!
Cześć.
- Chcesz mój numer telefonu? - Nie, nie chcę twojego numeru.
To by była katastrofa. Gdybym miał twój numer, mógłbym do ciebie zadzwonić.
555-2312. Powtórz.
- Nie, przestań. Nie chcę wiedzieć. - 555-2312.
- Przestań. Zmuszasz mnie do zapamiętania. - Powtórz to.
- Nie! - 555...
- 2312. - Jezu, teraz to wiem.
- 555... - 2312.
- Jak ci było na imię? - Sandee.
Przepraszam. Sandee. Sandee. To ładne imię.
Wszyscy teraz mają takie dziwne imiona. To jak Tiffany z p-h-i...
i zamiast Nancy - Nancine.
- "S-a-n-D-e-E". - Co?
S-a-n-D-e-E.
Duże "S"...
małe "a"...
małe "n", duże "D"...
małe "e", duże "E". I na końcu mała gwiazdka.
Kiedy skończyłam zajęcia, postanowiłam do ciebie zadzwonić.
- Na jakie zajęcia chodzisz? - Chcę być hostessą.
A co to takiego?
To taka modelka, która mówi, wskazuje na towar...
jak samochód albo pralkę, czy suszarkę...
Czasami są to naprawdę małe rzeczy, jak książka lub odbitki artystyczne.
- Są takie zajęcia? - Tak, bo to trudniejsze niż się wydaje.
- Cześć, mam na imię Bob. Będę twoim złodziejem. - Cześć, jak się masz.
- Dziękuję bardzo. - Jak długo trwają zajęcia?
- Około trzech godzin. - Co sprawiło, że chciałaś zostać hostessą?
Zawsze lubiłam wskazywać.
- Dlaczego nie chcesz się ze mną przespać? - Nie sypia się ze swoimi byłymi mężami.
To się zdarza cały cały czas. Kto wie...
- może będzie tak jak kiedyś. - Roland, to byłoby straszne.
Daj spokój, Saro. Pasujemy do siebie idealnie.
To, że moja matka poluje z twoją nie czyni nas idealną parą.
Nie o tym mówię, na litość boską.
- Twoja matka postrzeliła moją matkę. - To niesprawiedliwe. To był wypadek.
- Z dwunastostrzałowej strzelby? - To była tylko stopa.
Jesteś jedyną normalną osobą w rodzinie i ledwo się trzymasz.
Pamiętasz, jak twoja matka dowiedziała się, czyj pies ciągle srał przed domem...
i umieściła jego imię na małej fladze i wetknęła ją w środek kupy?
To nie są rzeczy, które robią dorośli.
- Jestem jedyną rozsądną częścią twojego życia. - Tak, możliwe.
Chcę cię z powrotem.
Będę dla ciebie gotować. Będę dla ciebie szyć. Daj mi tylko jeden weekend.
Wyjedziemy i zobaczymy, jak wyjdzie.
Pojedziesz?
Raz poszłam na rolki, na Brooklyńskim Rollerdromie.
To było okropne. Byłam kompletnie poza kontrolą.
Nie mogłam się zatrzymać, nie mogłam się obrócić.
Wpadłam na czarnego faceta, wysokiego na ponad dwa metry...
w szmaragdowozielonym, satynowym kombinezonie z łyżwami w tym kolorze.
Powiedziałam: "Bardzo mi przykro. Czy mógłby mi pan pomóc?"
On spojrzał na mnie głęboko upalonymi oczami, i powiedział:
"Mała damo, wyzwól swój umysł a twoje ciało podąży za nim".
No i jak to było?
To było bardzo miłe. Dzięki.
Mam nadzieję, że nie byłem zbyt za młody dla ciebie.
- Co? - Żart.
- Cześć, Julie. - Hej, SanDeE.
- Nie wywieram na ciebie żadnej presji, prawda? - Wcale nie. A ja na ciebie, prawda?
Nie. Po prostu uważam, że nie powinno być żadnej presji.
- Powiedz mi, jeśli cię naciskam. - Dobrze. Ty też.
- Ale nie czuj, że musisz. - Dobra.
Czy kiedyś podnoszone ciśnienie w okrężnicy?
- Słucham? - Ciśnienie w okrężnicy.
- Masz na myśli lewatywę? - Tak.
- Czekam, aż powiesz: "Żart". - To jest świetne, naprawdę cię oczyszczają.
Jest takie miejsce w Santa Monica, gdzie można to zrobić.
To jest świetne!
- To tutaj mieszkasz? - Tak. Tutaj.
Jest naprawdę odjazdowo.
Cóż...
- Dobranoc. - Dobranoc.
Pa. Do zobaczenia.
- Halo? - Wyłącz ten cholerny głośnik!
Spokojnie!
- To tylko nowoczesne urządzenie. - Muszę się z tobą zobaczyć.
- Byłaś z kimś zeszłej nocy? - Tak.
- Nie było prysznica? - Był. Nie poszłam w ostatniej chwili.
Znowu uprawiasz seks z moim agentem? Mówiłem ci tysiąc razy...
Skąd wiesz?
Miałem rację? Miałem rację?
To był kiepski żart. Mój agent? Frank?
I w ten sposób się dowiaduję?
On też nie jest zadowolony. Postanowiliśmy ci powiedzieć.
Boże, myślałem, że miał brać tylko 10%.
Byliśmy tutaj. A potem...
Po tym jak się z tobą kochał, co?
- Poszliśmy do Hard Rock Cafe. - O której godzinie?
Nie wiem... 23:00, 23:30.
Czułam, że muszę ci powiedzieć. Na wypadek, gdyby ktoś nas tam zobaczył.
- To było głupie. - Od jak dawna to trwa?
- Trzy lata. - Trzy lata?
- Przepraszam! - To się dzieje od lat 80-tych?
Przepraszam. Nie mogę tu teraz być.
Tak, tak! L.A., kocham cię!
Wypadam z mojego związku. Wycofuję się z agencji.
Musiałem tylko być frajerem przez trzy lata!
Teraz, gdybym tylko mógł jeszcze rzucić prognozę pogody.
POGODA ODMIENI TWOJE ŻYCIE...
Przestaniesz po prostu przewidywać rzeczy?
Zawsze byłeś znakiem na autostradzie?
Czy zaczynałeś jako znak stopu i awansowałeś aż do sygnalizacji świetlnej...
a potem stałeś się billboardem?
"Wierzę, że uległem reinkarnacji z dud."
SŁUCHAJ - W porządku.
Jeśli odzyskasz głos, skończysz z tymi przepowiedniami?
CZYTAJ NAPIS
Tak.
"Pogoda odmieni twoje życie..."
"Dwukrotnie."
Hej, nagrałem wcześniej pogodę i kilku weekendowych żeglarzy straciło łodzie.
Wielka mi rzecz. Jeśli są na tyle bogaci bogaci, żeby mieć łodzie...
to są wystarczająco bogaci, by je stracić. Poza tym:
Jaki dupowaty żeglarz zaufałby zwariowanej pogodynce?
- Ten. - Straciłeś swoją łódź?
Tak. Jesteś zwolniony.
Nigdy więcej nie chcę widzieć twojej twarzy.
Powiedziałem, że nigdy więcej nie chcę widzieć twojej twarzy. Zwalniam cię.
"Pogoda odmieni twoje życie dwukrotnie."
To jest pierwszy raz.
Hej, Harris. Słyszałem, że zerwaliście z Trudi.
Zawsze uważałem, że twój związek był na dwa.
Jeśli zamieszanie wokół twego życia miłosnego psuje ci dzień...
Dobrze jest pójść do domu swojej najlepszej przyjaciółki i popsuć jej dzień.
Kiedy naprawdę to przeanalizowałem, to Trudi nie była dla mnie odpowiednia.
Jedyne dobre chwile miały miejsce podczas seksu i oglądania telewizji w łóżku.
- To jest dobry obrót. - Przykro mi to mówić, Harris...
ale jeśli znajdziesz kogoś z kim możesz uprawiać seks...
i oglądać telewizję w łóżku, to naprawdę masz coś.
Co się stało z moją rośliną?
Jest ktoś jeszcze na horyzoncie?
Jest ktoś, kogo lubię, ale to niemożliwe.
Czy ona cię lubi?
- Nie wiem. - To może zadzwoń do tej SanDeE?
Przynajmniej nie będziesz sam.
KALIFORNIJSKI INSTYTUT OKRĘŻNICY
Wielkie dzięki. To było wspaniałe!
Więc... co o tym sądzisz?
Myślę, że to było totalne płukanie.
Boże, to naprawdę oczyszcza ci głowę!
Głowę? Powinnaś wrócić i powiedzieć im, że robią to źle.
To była wspaniała lewatywa na lunchu. Dzięki.
- Spotkamy się jeszcze? - Tak, pewnie, jeśli chcesz.
- Kiedy? - W piątek... może być?
- Tak. - Dobrze. Gdzie chcesz jechać?
Jest taka nowa restauracja, podobno będzie świetna, jest na Sunset.
- L'Idiot? - L'Idiot. Słyszałem o niej. Pewnie.
L'Idiot, ty i ja w piątek.
Halo, L'Idiot? Tak, chciałbym zrobić rezerwację dla dwojga na piątek.
Sobotę?
- Nie ma mowy. - Niedziela? Ach, dobrze. 8:30?
5:30 albo 10:30?
- 5:30. - Jaka płatność?
- Visa. - Co pan porabia?
- Jestem pogodynką. - Występuje pan w telewizji?
- Tak, jestem w telewizji! - Jest pan właścicielem czy wynajmuje?
Wynajmuję. Właśnie sprzedałem mieszkanie.
- Co? Przy takiej podaży na rynku? - Tak, przy takiej podaży na rynku!
- Ile zarabiasz? - Nie rozumiem, co to ma wsp...
Poniżej 50-tki.
Tak, mogę się z tobą spotkać o 3:00.
Bank Czwartej Rzeszy z Hamburga - Mam Visę i MasterCard.
Oni wszyscy mają Visę i MasterCard.
Myślę, że to, czego pan Pardue oczekuje, to coś więcej niż obietnica zapłaty.
Myślę, że szuka czegoś w rodzaju głębi w pańskim finansowym morzu, że tak powiem.
Ułatwmy to sobie.
Załóżmy, że dostanie pan rezerwację.
I załóżmy, że przyjdzie pan do restauracji, a my ją honorujemy.
Co pan mógłby zamówić?
Cóż...
Może poprosiłbym o kaczkę.
- Nie możesz dostać kaczki. - Nie możesz dostać kaczki.
Dlaczego?
Myśli pan, że z takimi finansami stać pana na kaczkę?
Gdzie spędza pan lato?
- Co ma pan na myśli? - Gdzie wyjeżdża pan na wakacje?
- Tutaj. - Może dostać kurczaka.
Może pan dostać kurczaka.
A co z moją dziewczyną? Nie mogę jej kazać, co ma zamówić.
Na pewno może pan ją nakierować.
Słuchajcie, albo tam pójdziemy i ona zamówi to, co chce...
albo zapomnijmy o tym.
W porządku. Lubię mały hazard.
Możemy pana przyjąć...
za osiem tygodni.
Cześć, SanDeE, słuchaj, słyszałem złe rzeczy o L'Idiot.
Poszedłem tam, żeby to sprawdzić i szef kuchni miał wielką ranę na wardze.
Tak, wiem, wiem. Naprawdę mi przykro.
A może wyjedziemy na weekend, na przykład do Santa Barbara?
Cudnie!
Roland uważa, że L.A. to miejsce dla bezmózgowców.
Mówi, że gdyby wyłączyć zraszacze, to zamieniłoby się w pustynię.
Ale ja myślę...
Nie wiem... nie jest to coś, czego się spodziewałam.
To miejsce, gdzie zabrano pustynię i zamieniono ją w swoje marzenia.
Widziałam sporo L.A., i myślę, że jest to również miejsce tajemnicze.
Tajemnicze domy, tajemnicze żywoty, tajemnicze przyjemności.
I nikt nie patrzy na zewnątrz, by sprawdzić...
że to, co robią jest w porządku.
Co o tym sądzisz, Roland?
Nadal twierdzę, że to miejsce dla bezmózgowców.
Dlaczego jesteś ciągle zarozumiały?
Naprawdę myślę, że się wywyższasz.
Spotkałam tutaj kilku całkiem inteligentnych ludzi.
- Dobry Boże! - Boże! Przepraszam! Nic ci...?
Cześć.
To jedna z osób, o których ci właśnie mówiłam.
Harris Telemacher, to jest Roland Macky. Spotkaliście się na lunchu.
- Próbowałeś tego w Guggenheim? - Rozumiem insynuację.
Bo jest okrągły i jest z górki.
Nagrałam to! Cześć!
Ariel, to jest Roland Macky i Sara McDowell.
- Cześć. - Cześć.
Podobał mi się twój wariacki występ w telewizji.
Dzięki. Mnie też twój się podobał.
- Ale ja nie... - Mogę to wytłumaczyć.
- Rozumiem. - Robię to regularnie.
To jest zabawne. Masz dużo werwy.
Werwy?
Chciałabyś przejść się z nami?
Podobają mi się te relacje.
To znaczy, każda postać ma swoją własną historię.
Jeśli chodzi o szczeniaka to trochę za dużo, ale trzeba przeoczyć takie rzeczy...
w tego rodzaju obrazach. Ale...
sposób, w jaki ją trzyma... To jest prawie... nieprzyzwoite.
On ma zamiar ją pocałować, a ona się odsuwa...
To jak jego noga jakby rozbija się o nią.
Spójrzcie, jak pomalował bluzkę jakby półprzezroczystą.
Można dostrzec pod spodem jej piersi.
Niemal dotykają go gdzieś tutaj...
To jest naprawdę... dość... żarliwe, nie sądzicie?
No i oczywiście są też gapie podglądający ich zza drzwi...
jakby byli zszokowani.
Chcieliby.
Muszę przyznać, że kiedy widzę obraz taki jak ten, czuję się emocjonalnie...
pobudzony.
To było wspaniałe.
Wszystkie te obrazy jedzenia sprawiły, że jestem głodny.
Sam mógłbym zjeść kilka obrazów z jedzeniem.
- Cóż, było zabawnie. - Tak, miło było cię poznać.
- Wspaniale, że na was wpadłem. - Do widzenia.
- Do widzenia. - Pa.
- Co ty tam wyrabiałeś? - To ta dziewczyna, o której ci mówiłem.
- No to teraz naprawdę spieprzyłeś, kolego. - Może pójdziemy gdzieś na kolację?
Słyszałem o takich sytuacjach, kiedy spotykasz kogoś przypadkowo...
i w końcu idziesz z nimi na kolację, ale nigdy mi się to nie przytrafiło.
- Ten facet mnie kocha. - Wszyscy kochają, Harris.
- Wpadnijmy do L'Idiot. - Słyszałam o tym miejscu.
Powinienem cię ostrzec, nie da się dostać do L'Idiot.
- Tam jest telefon. Zaraz wracam. - Jak chcesz.
Muszę się spotkać z June. Nie mogę iść z wami. Myślisz, że mogą cię zawieźć do domu?
- Nie chcę się narzucać. - Żaden problem. Mamy dwa samochody.
Ariel, wybacz mi, idziesz?
- Nie, nie mogę. - Kolacja dla trzech osób.
Wszystko załatwione. Jak to robimy?
Może on pojedzie ze mną, skoro ty wiesz gdzie to jest?
Tak. Wiem gdzie to jest, a ona nie. Byłoby idealnie.
Mogę powiedzieć jej, gdzie to jest, bo gdybym poszedł z tobą...
w jednym samochodzie byłyby dwie osoby, które wiedzą gdzie to jest i jedna, która nie wiedziała...
i skończyłoby się na tym, że trzeba narysować mapę.
Chyba, że to ja poprowadzę, a ty pojedziesz z nią.
- Roland jest twoim chłopakiem? - Nie. Jesteśmy przyjaciółmi.
To dobrze. To znaczy, w porządku. W porządku, że mogę z tobą jechać.
Prawa strona! Zjedź na prawą stronę!
- Stój! - On cię chyba nie słyszy.
BAZA DANYCH L'IDIOT Clark Gorris: Ostatni film zarobił 62 miliony.
Torrance Dram: głos Donatello.
Daisy Doone: 650 000 w udziałach. Mąż nie żyje.
Carlo Christopher: Ostatni film: 72 miliony
Średnie napiwki: 22 procent Preferencje seksualne: Nieznane
- Zwykły stolik, panie Christopher? - Nie. Tym razem chciałbym dobry.
Przykro mi. To niemożliwe.
- Część "Nowego Okrucieństwa"? - Obawiam się, że tak. Stolik 253.
- "Nowe okrucieństwo"... - Tak, czego pan chce?
- Chce pani usłyszeć nasze specjały? - Powiem wam, co mamy do jedzenia.
Mamy makaron primavera, sześć różnych rodzajów mięsa
Różne rodzaje z sosem
nazywanym hollandaise, bearnaise i możemy je też opiekać
Jejku, już skończyłem i nie pamiętam, żebym jadł.
Mamy placki krabowe, cukiniowe płatki, karczochy i więcej
Ostrygi z Santa Barbara na grillowanym radicchio
Pikantne guacamole i brie quesadilla
Mamy kozi ser, pizzę na niebieskiej tortilli kukurydzianej
- Nici dentystyczne? - Poproszę.
- Dietetyczne czy zwykłe? - Zwykłe.
Mamy gorący chleb, karmioną mlekiem cielęcinę i nowe ziemniaki
I sto różnych sposobów na przyrządzenie pomidorów
Jeśli jest problem z obsługą, bo pełno klienteli
Poproście o mnie, jestem Sham, wasz kelner, również aktor
Dajcie z tymi spokój! To zwykli ludzie!
- Zabiorę cię do domu. Kocham cię blisko. - Co?
- Mieszkam blisko ciebie. Zawiozę cię. - Samochody są tutaj.
Zawiozę go do domu. Mieszka blisko mnie.
- Jesteś pewna? - Tak. Nie ma problemu.
W porządku, to idealnie, bo mieszkam w Valley.
Może powinienem wziąć taksówkę. Przejazd był trochę ryzykowny.
Nie bądź niemądry. Wsiadaj.
Sara, obiecaj, że zobaczymy się w ten weekend.
Tak. Obiecuję.
Do zobaczenia w weekend.
Prawa strona! Prawa strona!
- Było zabawnie. - Tak.
- Bardzo lubię Rolanda. - Tak, jest miły, prawda?
Tak, tak. Myślę, że to interesujące, że można mieć związek z mężczyzną...
który jest bardziej przyjacielem niż kochankiem.
Więc... dobranoc.
Dobranoc.
- Samochód się toczy. - Samochód!
- Zatrzasnął się! - Tu też.
Twoja strona jest zamknięta? Gdzie są klucze?
- Oczywiście, że w samochodzie! - Co one robią w samochodzie?
- Są w stacyjce...! - Jak to się stało?
- Nie zamykałam samochodu! - Oczywiście, że zamknęłaś!
- Zatrzymamy go, żeby się nie stoczył! - Zatrzymać? Czy jesteśmy na wzgórzu?
Tak, ale jest nachylone w drugą stronę. Ciągnij!
- Nie, trzymam! - Trzymam.
To się uda!
O, mój Boże...
O, mój Boże...
- Chyba wiem, co to jest. - Mój Boże.
Wsiadaj.
- Co? - Wsiadaj.
- Na pewno wsiądę! - W porządku. Możesz mi zaufać.
- Nie wsiądę! - Nie, nie. Nie groziłem!
Masz!
Wszystko w porządku. Zostań w środku, zostań w środku!
W porządku. Tylko...
Chyba nic nam nie jest. Nie drap mnie!
Przesiądź się! Pozwól mi nie prowadzić!
Czemu sądzisz, że potrafisz lepiej prowadzić ode mnie?
Ja prowadzę od lat!
To jest ten znak, o którym o którym ci mówiłem.
- Co się dzieje? - Harris.
Chyba wiem, czemu samochód się poruszał. Wiesz, co to może być?
Czytałam artykuł w Timesie o indukcji.
Moi bracia odkryli, że można generować prąd elektryczny u królików, jeśli...
POCAŁUJ JĄ, GŁUPCZE
przepuścisz silne pole magnetyczne przez ich ciała, więc to mogłoby być...
POCAŁUJ JĄ ZNOWU
Wyzwól umysł, a ciało podąży za nim...
Boli mnie głowa.
Chyba powinnam już jechać.
Chcesz wejść?
Dlaczego?
Tak. Przepraszam. Za szybko.
Ale powinniśmy się znów zobaczyć, nie uważasz?
Tak.
Chyba tak. Tak.
- Więc... co mamy dzisiaj? - Czwartek.
W weekend?
Powinnam ci powiedzieć, że w weekend spotykam się z moim byłym.
Przepraszam. Obiecałam mu.
Tak. O, Boże! Ja też mam kilka spraw w ten weekend.
Moja matka organizuje brydżowy obiad, a ja powinienem tam być.
Jutro mam iść na kolację powiązaną ze zbiórką pieniędzy.
Formalne przyjęcie, ale pomyślałem, że może pójście z kimś takim jak ty byłoby...
fantastyczne.
Nie randka. Tylko impreza. Zainteresowana?
W porządku.
- W porządku? - Tak, w porządku.
Świetnie. Więc uznam to za tak.
- Dobrze. - Świetnie.
- Pa. - Pa.
To cudownie, że widujesz się ze swoją matką. Przypomniało mi się, że powinnam zadzwonić do mojej.
Tak. Ty masz swojego byłego, a ja mam to brydżowe coś.
- Halo? - Cześć, mamo.
Witaj, kochanie. Jak się masz?
- Dobrze. Jesteś zajęta? - Tak. Robię 56 kapeluszy z papieru.
- Masz ochotę coś zagrać? - Zawsze, kochanie. To co zwykle?
JAK SIĘ MA TATUŚ
- Dobranoc, mamo. - Dobranoc, kochanie.
- Cześć. - Cześć.
- Grasz na tubie. - Nie.
Kiedyś tak. Tak, ale teraz nie.
To znaczy, grałam zanim przyjechałeś. Tak.
Zapomniałam o czymś. Chwileczkę.
Gotowa!
- Wszystko w porządku? - Tak. Wszystko gra.
Po prostu za dużo wychodzę. Nie powinnam wychodzić dzisiaj.
Wiesz jak to jest, kiedy wychodzisz za dużo.
- Czujesz się tak, jakbyś nigdy nie został w domu. - Denerwujesz się z powodu wczoraj?
Nie, wcale nie. Myślę, że to rozumiem.
Mój samochód ruszył, a 10 minut później twój język był w moich ustach.
To nie był mój język. To była pastylka.
W tej chwili moje usta nie powinny przyjmować pastylek od innych ludzi.
Jesteś osobą pełną pasji. Tylko ciągle temu zaprzeczasz.
Ukrywasz się. Czemu się nie zrelaksujesz i nie poddasz się temu?
- Cóż, ty tak nie robisz. - Co?
Ledwo mogę się opanować, kiedy jestem przy tobie.
Praktycznie stepuję za każdym razem, gdy cię widzę.
Tak, w tym problem.
Jeździsz na rolkach, zabawiasz siebie, swoich przyjaciół i mnie.
- To tylko dużo hałasu, prawda? - Co masz na myśli?
Wszyscy mamy sposoby, aby bronić się przed zranieniem.
- To tylko twój sposób. - Twierdzisz, że powinniśmy o tym zapomnieć?
- Jeśli tego chcesz, to w porządku. - Dobrze.
- Pełna obsługa czy samoobsługa, Harris? - Pełna obsługa, Tony.
Pełna obsługa!
I wiedziałem, że to był wspaniały projekt.
Gdyby miasto było skłonne częściowo sfinansować moje prywatne muzeum...
to byłby to wielki bonus dla mieszkańców.
I tak, spotkałem się z Ronem.
Ron...
Wznoszę toast za ciebie.
Nic panu nie jest?
Tylko trochę kręci mi się w głowie.
Co się stało?
Powinienem zaczerpnąć powietrza. Po prostu czuję mdłości.
Zabiorę go na zewnątrz.
I Ron pomyślał to samo.
- Co się stało? - Nie wiem...
Coś w moim żołądku, albo w mojej głowie, albo sercu, albo coś.
Czy jest coś, co mogę zrobić?
Och, nie. Nie mogę. Tak mamusia poznała tatusia.
Wyzwól swój umysł, a ciało podąży za nim.
A teraz, ruszajmy wszyscy do pracy z wielkim entuzjazmem...
by zbudować najwspanialsze prywatne muzeum na świecie.
- Lepiej się pan czuje? - Dużo lepiej, dziękuję.
Tak, dziękuję.
Nie wiedzieliśmy, co sobie powiedzieć, więc powędrowaliśmy wzdłuż Melrose...
i była to swego rodzaju konwersacja o niczym...
niezbędna, by ukryć to, co się właśnie stało.
Stacja chce mnie z powrotem. Chcą mnie w poważnych wiadomości...
- Tak? - Ze mną jako prowadzącym.
Żadnego śmiechu ani pogawędek. Jestem tym trochę zdenerwowany.
Więc bełkotałem jej o mojej nowej pracy poważnego prezentera...
o byle czym...
ale mogłem jedynie myśleć, wspaniała, wspaniała, wspaniała...
najwspanialsza i jeszcze raz, wspaniała.
Kto napisał motyw Tonight Show?
- Paul Anka. - Tak!
- O, Boże. - Gdzie się zatrzymamy?
Ja tylko... Nie skacz przez sekundę.
Przyszedłem ci powiedzieć, że nie mogę z tobą wyjechać.
Po prostu nie mogę.
- Cholera. - Spotykam się z kimś.
I coś się dzieje, nie wiem co...
ale to nie byłoby w porządku wyjeżdżać teraz z tobą.
Naprawdę mi przykro.
No cóż. Spotykasz się z nią w ten weekend?
Nie. Ona ma zobowiązania wobec jej byłego męża...
żeby zobaczyć czy mogą się zejść ponownie.
- Co? Ona spotyka się z kimś innym? - Tak! Wyjeżdża z nim!
Boże! Powiedz mi, jak się z tym czujesz.
Powiedz? Powiedzieć, jak się z tym czuję? Nienawidzę tego! Doprowadza mnie to do szału!
Jak ona może z nim wyjechać? Zwłaszcza, że zacząłem ćwiczyć!
Popatrz na to, na ten wysiłek, który w to włożyłem!
Ale to jest w porządku. To znaczy, w porządku...
ponieważ ona zobowiązała się do tego, zanim jeszcze się poznaliśmy.
Ale ty miałeś to zobowiązanie zanim się w niej zakochałeś.
Dlaczego ty miałbyś cierpieć przez cały weekend?
- Nie. Po prostu nie. - Wyjedź ze mną.
Nie mogę, nie rozumiesz? Wykorzystałbym cię...
żeby wyrównać z nią rachunki za to, że z nim pojechała.
- Nie mam nic przeciwko. - To jedźmy.
Świetnie!
W porządku. Powinniśmy być w Santa Barbara za półtorej godziny.
Zarezerwowałem nam miejsce w El Polio del Mar.
- Powinno być ładnie. - Boże! Tam jest tak pięknie.
- Pomachaj do Jacka. Pa! - Pa!
O, mój Boże, tam jest milion gwiazd!
I plaża... Chcę wirować po plaży.
Mają specjalną plażę tylko do wirowania.
I SanDeE, myślę, że to powinny być po prostu wakacje.
Tylko przyjaciele. Nie powinniśmy się kochać.
Dobra. Po prostu będziemy uprawiać seks.
Dobra...
Jak miał na imię partner Sama Spade'a?
- Archer. - Tak!
Pomyślałem, że może wpadniemy na znajomych w San Isidro.
Więc zarezerwowałem nam miejsce w El Polio del Mar.
Nie mogę się doczekać.
Ja też.
Dobra. Kto znał sekretne hasło Groucho?
Sekretne hasło Groucho. O, Boże... Poddaję się.
- Kaczka? - Kaczka! Kaczka wiedziała!
"Wypowiedz sekretne hasło i podziel 100 dolarów."
...więc kiedy Dom Wittgensteina został zbudowany w Austrii, można było uznać...
że filozofia języka zdecydowanie uderzyła w Bauhaus.
- Nie sądzisz? - Widziałam ten dom kilka lat temu.
Dobrze. Kto grał Beava?
- Jerry Mathers. - Tak!
"O wietrze, gdy zima nadchodzi, czy wiosna może być daleko?"
Piękne.
Kto był najbliższym przyjacielem Howdy Doody'ego?
Buffalo Bob.
Tak! Dobra!
Tu jest wspaniale! Czy mają tu basen?
Tak, mają basen. A ty masz basen?
Tam jest basen.
Uwielbiam to miejsce!
O, mój Boże! Czy ta bryza jest wspaniała?
To naprawdę wspaniałe uczucie.
Uwielbiam hotelową pościel!
Jest boska w zetknięciu z nagą skórą.
Włożę twoją torbę tutaj.
Chodź tu najpierw.
Dzięki.
Chodź tu jeszcze raz.
SanDeE, twoje piersi są dziwne.
To dlatego, że są prawdziwe.
Tylko zdejmę but. O, Boże!
- Dobra. Powinienem cię ostrzec, że... - Co?
Jestem stary i to może trochę potrwać.
O mój Boże, znowu jestem młody!
Znowu jestem młody!
- Miło cię znowu zobaczyć, Saro. - Mi ciebie również.
Jak się masz?
Cóż... jestem trochę zagubiona.
Hej...
- posłuchaj tego. - Co?
Posłuchaj.
- O, mój Boże... O, mój Boże... - Roland.
Nie, nie, nie. Słuchaj, słuchaj.
Co oni tam wyrabiają?
O, Boże. Oni szaleją.
Sara...
Przed wyjazdem Jack powiedział mi, że chce nasz związek uczynić znowu ekskluzywnym.
To znaczy, że nie będzie się już z nikim spotykał?
Nie sądzę, żeby kiedykolwiek to robił. Nie udawało mu się umówić się na randkę.
Doprowadzało go do szału, gdy widział jak wychodzę na randkę.
- Co zamierzasz zrobić? - Nie wiem.
Naprawdę go lubię, mimo, że nie jest zbyt bystry.
- Posłuchaj. - Co?
Za ścianą.
- Co to? - Ktoś to robi.
Jak pięknie.
Są naprawdę podnieceni. Muszą kogoś zdradzać.
Klucz.
O mój Boże, nie do wiary.
- To wy? - Tak, to my.
Saro, naszą przykrywkę szlag trafił. Nie ma czegoś takiego jak tajemnica.
Chyba jednak jest.
Roland, to jest SanDeE.
- Cześć. - SanDeE, to jest Roland.
- Witam. - I Sara.
- Cześć. - Dokąd się wybieracie?
- Do restauracji. - Tam właśnie idziemy.
- Może się przyłączycie? - Byłoby super.
- Nie, nie, powinniście być sami. - Nie bądź niemądry.
Nie możemy siedzieć w tej samej restauracji i udawać, że jesteśmy sami. Chodźmy.
Fajnie!
Cześć.
Co to za brzęk?
To moje utrapienie. Moje cholerne jądra.
- Można się tu kręcić? - Tak. Jasne.
Przynieść ci sweter? Jest mi trochę zimno.
- Tak, dziękuję. - Pójdę po niego.
- Harris, chcesz iść ze mną? - Tak. Jasne.
Jednak zostanę tutaj.
Wracam w mgnieniu oka!
Kłamca. Ty wielki, tłusty kłamco!
Jadę sobie niewinnie do Santa Barbara...
myśląc, że jesteś ze swoim byłym mężem.
A zamiast tego, robisz to za ścianą z moim najlepszym przyjacielem!
Twoim najlepszym przyjacielem? Od kiedy to Roland nim jest?
- On i ja jesteśmy bardzo blisko! - Nigdy nie widziałaś go beze mnie!
To nie ma znaczenia! Między mężczyznami istnieje więź!
- Tak czy inaczej, mamy tu dwoje kłamców. - Tak? Roland jest moim byłym mężem.
- No dobra. Jeden! - Hej! Popatrzcie!
- Wspaniale! - Dziękuję.
Dlaczego nie powiedziałaś mi, że dopiero z kimś zerwałeś?
Skąd wiesz, że dopiero z kimś zerwałem?
Kiedy mężczyzna z kimś zrywa...
zawsze ucieka z kimś o wiele za młodym!
Ona nie jest taka młoda. Za 4 lata będzie miała 27 lat.
Próbowałem się z tego wyplątać. Jestem tu z nią...
- ale jedynie myślę o tobie. - Więc dlatego kochaliście się dziś po południu!
Tak!
Wiem, że to nie ma żadnego sensu.
I dlaczego tylko ja? Ty praktycznie przebiłaś się przez naszą ścianę!
Wiesz, jak się wtedy czułem? Gdy słyszałem cię z kimś innym?
Wtedy nie wiedziałeś, że to byłam ja.
Tak, ale wyobraziłem sobie, kiedy się dowiedziałem!
Idę!
Jesteśmy tak blisko.
Zostań w L.A.
Co bym robiła, gdybym została? Jak by to miało działać?
Spotykalibyśmy się, bez pośpiechu...
na spokojnie przez pierwsze kilka dni, a potem...
małżeństwo, dzieci, starość i śmierć, nie wiem.
A gdybym miała wyjechać?
Wiem tylko, że w dniu odlotu, gdybym miał siłę...
odwróciłbym wiatry...
Sprowadziłbym mgłę, sprowadziłbym burzę...
Zmieniłbym biegunowość Ziemi tak, że kompasy przestałyby działać...
żeby twój samolot nie mógł wystartować.
Idę!
Właśnie czegoś takiego nie chciałam.
Bólu... kłamstwa...
komplikacji.
Od tego biegania mi teraz gorąco.
- Przejdźmy się na molo. - Fajnie!
Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego woda po prostu nie leci w górę do nieba?
- Chcesz to w bagażniku czy z przodu? - To? Z przodu.
- Cześć! - Witam.
- Co się stało? Wszystko w porządku? - Przepraszam. Nic mi nie jest.
Starałem się, aby Sara wróciła do mnie.
Jestem jej byłym mężem.
Taka jest różnica między Anglią a Ameryką.
Anglicy utrzymują cywilne relacje ze swoimi byłymi.
Amerykanie je zabijają.
Powiedziała mi dzisiaj, że to się nie uda.
Naprawdę?
Najwyraźniej spotyka się z jakimś Amerykaninem.
- Tak. Zdarza się. - Ale z nim też nie zostanie.
Zdecydowała się wrócić jak najszybciej do Londynu.
Szkoda.
Tak bardzo chciałem, żeby to się udało.
Chciałem takiego związku, wiesz...
jak ty i SanDeE.
Myślałem o sobie...
i sądzę, że mogę stać się osobą, dla której warto zostać.
Przede wszystkim, jestem człowiekiem, który potrafi płakać.
Zwykle wtedy, gdy się zranię.
Wiem, że jest coś, co sprawi, że zostaniesz.
Wiem, że jest jakiś ruch, właściwe słowo...
nastawienie, plan, ale to tylko sztuczki.
To wszystko to tylko rzeczy, które bym wymyślił i wypróbował...
Więc wyprzedźmy to!
Załóżmy, że cokolwiek to jest, już miało miejsce...
że to się już stało i moja ręka już weszła ci do gardła...
chwyciła i zdobyła twoje serce!
Ponieważ przychodzi taka chwila w życiu każdego człowieka, że: teraz albo nigdy.
Teraz albo nigdy. Przeczytam ci wiersz.
"O, malutkie ptaszki, O, malutkie, malutkie..."
A teraz Morris Frost i jego recenzja filmowa.
Film "Posiekaj Mamuśkę"...
jest próbą splecenia psychologicznej natury filmu...
Chciałabym zwrócić samochód.
A teraz, prognoza pogody.
Słonecznie.
72.
I taka jest prognoza pogody.
Nasza następna prognoza pogody będzie za cztery dni.
- Dziękuję. - Nie ma za co.
Wracamy zaraz po przerwie.
Dlaczego nie zawsze rozpoznajemy moment, w którym zaczyna się miłość...
ale zawsze wiemy, kiedy się kończy?
Dobry wieczór.
Lot do Londynu?
Zmiana
To drugi raz.
Zapomnij na chwilę o smogu i samochodach...
i restauracjach, i o łyżwach...
i pamiętaj tylko to...
Pocałunek może nie być szczery, ale chcielibyśmy, żeby był prawdziwy.
Rany! To było coś! To było naprawdę coś!
To było fantastyczne!
- To było... - Co za klasa.
Czy jest coś, co możemy zrobić, aby podziękować? Jakiś prezent czy coś?
TAK...
Mów.
CHCIAŁBYM MIEĆ KABLÓWKĘ
Zrobione.
Jednak nigdy nie rozgryzłem tej zagadki.
"Będziesz wiedział, co robić..."
kiedy odgadniesz... 'Co słychać u taty?'"
- Ta zagadka jest za trudna dla mnie. - Wiem, co to znaczy.
To angielska łamigłówka.
Musisz przestawić litery...
Więc, zobaczmy...
Postaw "S" przed "H".
Przesuń "ING" za "S".
A "DO" na koniec.
Zamień "H" z "S"...
i umieść "I" za "D" i...
"Zaśpiewaj Doo Wah Diddy."
Zaśpiewaj 'Doo Wah Diddy', to ma być dziejowa tajemnica?
MUSIAŁEM WYMYŚLIĆ COŚ NA SZYBKO
Całe noce nad tym siedziałem!
Ale wybaczam ci.
Jedno muszę wiedzieć.
Czy ty to zrobiłeś? Czy ja to zrobiłem?
Jak to się stało?
Hej, odzyskałeś głos!
SĄ RZECZY NA NIEBIE I ZIEMI, HARRIS,
O KTÓRYCH NIE ŚNIŁO SIĘ FILOZOFOM
DROGA WOLNA
W moim życiu są tylko dwie rzeczy, których nigdy nie zapomnę.
Jedną jest to, że każdy ma swoją drugą połowę...
nawet jeśli potrzebujesz kilofa, kompasu i noktowizora, by ją znaleźć.
A druga to dzisiejszy wieczór...
Kiedy dowiedziałem się, że romantyzm tkwi głęboko w sercu Los Angeles.
TO, CO NAPRAWDĘ CHCĘ ROBIĆ, TO RZĄDZIĆ
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.