Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
PUŁAPKA
Nie będę łamać przepisów, Riley.
Dojedziemy na czas.
Obiecuję.
Zaufaj mi.
Może zostanę piosenkarką?
No, może.
Szybciej. Chodź.
Czekaj. Tylko zawiążę but.
Bez sucharów. To ważny koncert. Chodź.
Przepraszam.
- Nie. - Tak.
Nie fair. Masz dłuższe nogi.
- Mistrz. - Weź.
Spóźniliśmy się. Frustrujące.
Było przyjechać wcześniej.
Nie mogłem się wyrwać z pracy.
Przykro mi.
Chodź.
- Na barana? - Tak.
Idzie czy nie?
Pokaż się!
Opuść mnie.
Tak, królowo!
Slay!
Lady Raven!
Boże, kocham cię!
Chyba mam dobrą fotkę.
Trochę się nakręciłem.
Luks, że gra dziś dla tych, którzy się nie załapali.
Bilety w dziesiątym rzędzie.
- Dzięki. - W dziesiątym?
Sprzedaje podróby. Nie daj się nabrać.
- Mamy całkiem dobre miejsca. - W 44 rzędzie.
Ale na płycie!
Dobra, dawaj niusy.
Jak z tym dziewczynami ze szkoły?
Dobrze.
- Dobrze? - Nie chcę o tym gadać.
W porządku. Chodź.
Ty.
Tato, patrz.
Riley.
Pięknie, skarbie. Dajesz.
Nie są chamskie. Ale mnie pomijają.
I wrzucają wspólne foty.
Rozumiem.
Pewnie ci ciężko, bo cały czas widzisz, co robią.
Ciągle związane, mimo że nie jesteście blisko.
Może zrobimy sobie zdjęcie na płycie?
Ty i tata.
Jody zeżre zazdro.
Nie słyszałam gorszego pomysłu.
I nie mów zazdro.
Sztos miejsca, tato.
Dziękuję. Mam najlepszy dzień ever.
Twoja zasługa. Cztery piątki i czwórka. Obiecałem.
Nie miałem takich ocen.
Była umowa.
Ale miałem fart z miejscami.
Wiem.
Były nam pisane.
Jesteśmy Papa's Boots.
Co oznacza „świeży”?
Że coś jest fajne.
Użyj w zdaniu.
Mordo, masz świeżą chatę.
Rozumiem.
Czyli mogę do kogoś iść i powiedzieć:
„Yo, masz ożywczą chatę”.
Nigdy tak nie mów.
Bo? Ożywcza lepsza od świeżej.
Stop. Koniec z uczeniem nowych słów.
Jak tam, królowe i królowie?
Boże!
Boże! Tak!
Skoczę do toalety.
Możesz zostać
albo iść ze mną i poczekać przed.
Dam radę. Nie chcę wychodzić.
Zostań na miejscu.
- Obiecujesz? - Tak.
Mówię serio.
Nie martw się. Nie chcę iść.
Cześć. Jesteś z Riley?
Tak.
Ja z Jody.
Nie widziałam cię od tego spotkania z nauczycielką.
Miło cię widzieć.
Tak. Posłuchaj,
naprawdę mam nadzieję, że jeszcze się zakumplują.
Dziewczyny w ich wieku.
Rozmawiałam z Jody, ma się postarać
i zapraszać Riley.
Riley naprawdę to dotknęło.
I mnie, ojcu, ciężko było na to patrzeć.
Rozumiem.
Wracam na miejsce.
Przekaż jej, że Jody, Sarah i Sarah C
siedzą w sektorze 107 i chętnie ją zobaczą.
Do zobaczenia.
Tak, miło było.
Cześć.
Jody z mamą tu są.
Gdzie?
Daleko od nas.
Zapomnij o nich.
Ojciec odszedł, kiedy miałam siedem lat.
Długo nosiłam w sobie ten gniew.
Definiował mnie.
Aż pewnego dnia uznałam, że muszę mu wybaczyć,
bo inaczej nie pójdę dalej.
Udawałam, że stoi przede mną i powiedziałam:
„To nie ty mnie skrzywdziłeś.
Puszczam cię”.
Od tamtej pory jest lepiej.
Wyobraźcie sobie tego, kto was skrzywdził.
Spróbujcie wybaczyć.
Powiedzcie sobie: „Puszczam cię”.
I jeśli poczujecie, że się udało,
włączcie latarki w telefonach.
Szybko, zanim zmienią scenografię.
Cześć.
Poproszę tamtą, tylko „S”.
Dla mnie też.
Dziewczyny, została jedna.
Stałam przed nią. Całe wieki.
Daj spokój. Niech bierze. Naprawdę jej zależy.
Później znajdziemy drugą.
Spoko, tato.
Fajnie.
Porządna rodzina. Wyznajecie dobre wartości.
Tego się nie widuje.
Niedługo doniosę. Odłożę wam jedną.
Wpadnijcie za dziesięć minut. Dobra?
W porządku.
- Cooper. - Jamie.
Po co te radiowozy
i te wszystkie kamery?
Coś się dzieje?
Zakazali nam mówić. Nie sprzedaj mnie.
No coś ty.
Kojarzysz Rzeźnika?
Tego świra, co lata po mieście i ćwiartuje ludzi?
Jasne.
Federalni dostali cynk, że tu będzie.
Zasadzają się na niego.
Ten koncert to pułapka.
Tutaj?
Tak. Obserwują wszystkie wyjścia.
Sprawdzają wychodzących.
Nikt nie wyjdzie, chyba że przez backstage.
Ale tam nikogo nie wpuszczą.
No. Czaisz?
Gruba akcja, nie?
Dość.
Nikomu ani słowa. Bo wdepnę po pachy.
Nikomu.
Dobra. Muszę wracać.
Zajrzyj po tiszert.
Na pewno przyjdę.
Słyszałem, że sprzedają lany chrust.
Chyba gdzieś tutaj.
Chodzi za mną. Wiesz?
Czekaj.
Zastanowię się, gdzie stoją.
Odpuść. Słodkości ci nie służą.
Wiesz co? Oni chyba stoją tam z tyłu.
Wytrzymasz?
Zaczęła utwór. Wracajmy.
Myślałem, że to tu.
Tato, chodź już.
Co się stało?
Za dużo wypiła i straciła równowagę.
Odejdźmy, zróbmy więcej miejsca.
Może na chwilę wyjdziemy?
Zaraz wrócimy.
Po co? Co się dzieje?
To nie tę piosenkę w kółko puszczasz?
To nie stójmy tu jak głupki, wracajmy na miejsca.
Chodź.
Jak leci? Dobrze się bawicie?
Tak!
Następną piosenkę napisałam z kumplem, Parkerem Wayne'em.
Gdyby tak dało się go wywołać, żeby do mnie dołączył.
Boże drogi.
Na „trzy” wszyscy krzyczą „Parker”.
Jeden, dwa, trzy.
Parker!
Boże!
Patrz, skąd wyszedł ten facet.
Ciekawe, co jest na dole.
Zejdźmy i sprawdźmy.
Wygląda czadowo.
Co?
Nie super byłoby sprawdzić, co tam jest?
Jak przygotowują koncert?
Może mają tam kostiumy i gadżety?
Wariactwo, nie możemy.
Dziwny jakiś jesteś.
Coś jest nie tak?
Nie.
Cieszę się, że masz radochę.
Racja, wariactwo.
Olej durnego ojca.
Ten koncert...
jest świeży.
Sprawdzę, czy odłożyli dla ciebie tę koszulkę.
Dobra. Dzięki, tato.
Ojciec roku.
Chwileczkę.
Wiem. Załatwić ci koszulkę z trasy, rozmiar S.
I tak miałem iść do magazynku po towar.
Mogę pójść z tobą.
Jasne. Zaraz wracam.
Ogarniesz. Po prostu ich hamuj.
Czym się zajmujesz?
Jestem strażakiem.
Bez jaj.
Oczywiście, na samej górze.
Czekaj. Pomogę ci z tym.
Ziom! Silny jesteś.
Znaleźli tego faceta?
Rzeźnika?
Nie. Nic nowego nie słyszałem.
Mam obsesję na jego punkcie.
Wiem, co i jak o wszystkich 12 ofiarach.
Nie jesteś z tych wrażliwych?
Niespecjalnie.
Pamiętasz, jak znaleźli kobietę na moście?
Jeden z moich kumpli tamtędy biegł,
zanim przykryli zwłoki.
Porąbane ciało.
Jak mięso w knajpie.
Gość ma w opór zryty łeb.
Sorki. Nie chciałem cię rozstroić.
Spoko?
Tak.
Kozak by było, jakby go dorwali.
Przeszkolili nas. Wszystkich pracowników na stadionie.
Każdy w sektorze dostał kod
na wypadek kontroli policji. Jak prawdziwi tajniacy.
Spoko sprawa.
Jaki masz kod?
Możesz powiedzieć? Nie chcę narobić kłopotów.
Robisz w straży. Grasz w naszym składzie.
Fakt.
Potrzymasz?
Weź tę z góry.
- Ile ci wiszę? - Przestań.
Dziel się dobrem, jak mówią.
Nie zapomnij.
Żeby cię gość nie pociął.
Dzięki, stary.
WEJŚCIE DLA PRACOWNIKÓW
STREFA DLA PRACOWNIKÓW
Biali, północ.
Czerwoni, wschód.
Sprawa ma się tak.
Facet stanowi zagrożenie.
Oto zdjęcie jednej z ofiar,
młodego mężczyzny po studiach.
Został nauczycielem.
Miał żonę.
Dwuletniego syna. Dbał o rodziców.
W pracy otrzymał nagrodę Ulubionego Nauczyciela.
Tacy powinni wygrywać.
Pamiętajcie słowa profilerki.
Jeśli dojdzie do konfrontacji ze ściganym,
mamy go odizolować
od cywili najszybciej, jak się da.
Operatorowi, który załatwi świra, stawiam kolację.
Do roboty.
Przepraszam.
Muszę tylko sprawdzić, co z kawą.
Przecisnę się między wami.
Wielkie z was chłopy.
Dużo was.
Sorki. Przepraszam.
KAWA I PRZEKĄSKI
Gdzie stoi cukier?
Barret miał uzupełnić. Momencik.
Weź mój ukryty.
Dzięki.
Chcecie pączki?
Zostawię na blacie.
Przepraszam.
Przepraszam, panowie.
Cooper!
Fajnie, że znów się widzimy. Jesteś zdenerwowany.
Jestem. Moja córka ucierpiała.
- Pogadamy później. - Nie.
One muszą to wyjaśnić same.
- Rozumiesz? - W pewnym stopniu.
Sprawa jest delikatna. Nie na teraz.
Nie.
Nie lekceważ mnie.
Lepiej mnie nie prowokować.
Mam mroczną stronę. Nie chcesz jej zobaczyć.
Słuchaj, to ich dzień.
Riley czekała pół roku.
Bawmy się.
Nie traktuj mnie jak głupiej.
Brać go!
Nie ruszaj się. Ręce za głowę.
Wyprowadźcie go szybko.
Kto to był? Konik?
A może tak?
Umówimy dziewczyny na pizzę?
13.00, w sobotę, u Carmine'a?
Zaraz, co?
Żeby miło spędziły czas.
Nie muszą się przyjaźnić.
Mają się tolerować. Nie traktować jak zagrożenie.
- Pasuje? - Spytam Jody.
Dziękuję. Wracam do Riley.
Udanego koncertu.
Wzajemnie.
...zatrzymano go.
To nie nasz poszukiwany.
Powtarzam, mówi dr Josephine Grant.
Mężczyzna zatrzymany w hali B, w zachodniej części stadionu,
to nie nasz poszukiwany.
Ten ma na koncie kradzieże z włamaniem.
Myślał, że chodzi o niego i spanikował.
Nasz poszukiwany nie spanikuje.
Jest tutaj i próbuje znaleźć drogę ucieczki.
Przekazuję radio dowódcy jednostki.
Przekazano mi, że mamy potencjalnego w sekcji 417, miejsce 12.
Przypominam o cechach szczególnych.
Na zapisie z monitoringu z terenu, gdzie znaleziono ofiary,
widać mężczyzn różnej postury.
Rudy mężczyzna i dwóch czarnych powyżej średniego wzrostu.
Siwy mężczyzna, po 60.
Biały mężczyzna po 30, na prawej ręce wytatuowany królik lub inne zwierzę.
Biały mężczyzna, blizna na żuchwie.
W południowej części stadionu przy rampie stoi facet.
Żółta koszulka. Zachować ostrożność.
Cholera, zostawiłem kartę na stoisku z koszulkami.
Zaraz wracam.
Tato, ciągle wychodzisz.
Wiem. Jak wrócę, już cię nie zostawię.
Iść z tobą? Mam wyrzuty.
Nie, ty się baw.
Opowiesz, co mnie ominęło.
Jakbyśmy się rozdzielili,
spotkajmy się przy stoisku z sokami przed tunelem.
Jakby co.
Namioty FBI rozstawione przed obiektem.
Barykady ustawione wzdłuż Marker i Dziewiątej.
Obsługa naziemna obstawia wyjścia.
Kluczowa jest otwarta komunikacja.
Meldunki w interwałach pięciominutowych.
Tu doktor Grant.
Bądźcie gotowi na wariant numer cztery.
Tłumaczyłam wam przebieg.
Zorientował się, że nie ucieknie.
Spróbuje wywołać panikę.
ALARM POŻAROWY
Wykorzysta chaos, żeby przemknąć wśród 20 tysięcy osób.
Zawiadomi policję o bombie albo uruchomi alarm pożarowy.
Gdy do tego dojdzie,
przepuszczamy tylko dzieci i kobiety.
Ruchy!
WSTĘP WZBRONIONY
A ty tu czego, do cholery?
Przepraszam. Muszę się przewietrzyć.
Mieliśmy wypadek na kuchni.
Spanikowałem. Koleżanka się poparzyła.
Wypadek na kuchni. Świetnie.
Strasznie mnie to rozbiło. Chyba będzie mieć blizny.
Podaj kod.
Hamilton.
Wracam na dół.
Pokaż kartę.
Ze spotkania organizacyjnego.
Tak.
Nie mówcie szefowi o przerwie.
Swoją drogą, co to za starsza kobieta prowadziła spotkanie?
Wyglądała, jakby tu rządziła.
Profilerka.
Rozgryzła dziesięciu seryjniaków.
Wszystko ma przemyślane.
Co za ulga.
Tato.
Tato. Co ty wyprawiasz?
Mam.
Dziwny jesteś. Coś nie tak?
- Wracamy do domu? - Nie.
Będę z tobą szczery.
Znowu wpadłem na mamę Jody, a ta zaczęła...
Wiesz, jaka jest.
Zapoznałam się z dziewczynami obok nas. Już jest lepiej.
Jesteś niesamowita.
Nie rozdzielajmy się. Obejrzyj resztę koncertu.
Stoi.
Witajcie!
Podoba wam się mój strój? Ładny?
Może mnie wybierze do „Dreamer Girl”.
Tato?
Tato?
Przepraszam cię. Co tam?
Oby mnie wybrała do „Dreamer Girl”.
Wybierają dziewczynę z widowni i ona wchodzi na scenę do Lady Raven.
Nie wiadomo. Będziemy trzymać kciuki.
I ta dziewczyna może wejść na backstage.
Na backstage?
To już coś.
Siema.
Pracujesz dla niej?
Wszystkie te nastolatki ją wielbią. Mogłaby założyć sektę.
Chłoną każde jej słowo.
Szał być tak kochanym, nie?
Jestem jej wujem. Bratem matki.
Jest naprawdę świetna.
Słuchaj.
Cieszymy się, że przyszliśmy. Cooper jestem.
Jak leci?
To moja córka, Riley. Tam stoi.
Ta, której odwala bardziej niż innym.
Niedawno skończyła leczenie białaczki.
Już jest dobrze. Ale mała dużo przeszła.
Nikomu nie mówi. Myśli, że to klątwa.
Że ją wybrano i rzucono klątwę.
Ale powoli to przepracowuje...
Przepraszam, że się żalę.
Nie szkodzi.
Cieszę się, że przyszliśmy. Wiem, że nic nie znaczymy,
ale podziękuj Lady Raven.
Które macie miejsca?
Przepraszam.
Pan wybaczy. Mogę z nią porozmawiać?
Oczywiście.
Dzięki, że przyszłaś. Jak ci na imię?
Riley.
Zastanawiamy się, czy nie chciałabyś
dołączyć do Lady Raven na „Dreamer Girl”?
Boże.
Czyli „tak” czy „nie”?
Tak! Tak. Tato!
Załóżcie.
Są z nami.
Musimy z nim pogadać.
Nie trzeba. Jest z nami.
Możecie wejść.
Super, skarbie!
Dziękuję.
Cześć, kochana. Cieszysz się?
Na pewno wiesz, co i jak.
Lady Raven zapowie „Dreamer Girl”
i poprosi cię o wyjście.
Staniesz na scenie w tamtym miejscu.
Będziecie tańczyć, bujać się.
Rób to, co ona, jasne?
Nie musi być dobrze, masz się wygłupiać.
Spoko?
Jest okej?
W porządku, Riley?
Boję się.
Wiesz co?
Kiedy chwyci cię za rękę, przestaniesz. Słowo.
Będzie super. Wrócę do was.
Dasz radę.
A teraz moja ulubiona część koncertu.
Naszą Dreamer Girl jest Riley?
Gdzie jest Riley?
Riley, zatańczysz ze mną?
Nie będę oddychać!
Ty dzikusko!
Córka nie zapomni tego dnia.
Informujcie o próbach wejścia na backstage.
Serio? No serio?
Sprawdzę, czy jest miejsce.
Mdlała. Gdzie ją zanieść?
Tam.
Nic ci nie będzie.
Nie wstawaj.
Przyniesiemy ci soku.
Pewnie nic dziś nie jadłaś.
Nic ci nie grozi.
Za 30 minut dojdziesz do siebie.
Tu jesteście.
Złoty facet. Może z nami zostać?
Ma świetne podejście.
Pomogłeś jej?
Każdy by tak postąpił.
Dziękuję.
Chodźcie.
Więc tak, możecie oglądać z boku.
Zaraz ostatni kawałek. Bis, więc bawcie się dobrze.
Jasne. Dziękujemy.
Pa!
Lady Raven!
Nie rozumiem. Mówiłem, mleko bez laktozy.
Bez laktozy, nie pełne.
Czekasz, aż mi poleci po kostkach, co?
Tak?
Na początku każdemu trzeba dać szansę.
Mnie dała najlepsza osoba na świecie.
Dużo zawdzięczam Thinkerowi.
Czy po występie możemy tędy wyjść na parking?
Jasne, tym się nie martwcie.
- Dzięki. - Nie ma za co.
Do wieczora? Spoko.
Jak tam?
Tato, patrz.
Panie Thinker, kombucha, jak pan prosił.
Nie, to dzika figa.
Zaznaczyłem, że ma być kwaśna, z wiciokrzewu, suko.
Oczywiście. Zamienię.
- Pukaj. - Tak.
Pukaj mocniej. Cholera!
Cześć!
- Wymiotłaś. - Dzięki. Świetny występ.
Dzięki. Twój też. Wracasz do LA?
Tak. Widzimy się.
- Napisz. Narka. - Pa.
Ciacho tatusiek!
Proszę ponownie prześwietlić pracowników płci męskiej.
Zatrzymujemy każdego mężczyznę obecnego na koncercie.
Jeden z was, w ciągu 20 minut, będzie rozmawiać z Rzeźnikiem.
To pewne.
Chce się pożegnać i wam podziękować.
Tylko dokończy meet & greet.
A tu kilka upominków dla was.
- Dziękuję. - Bardzo proszę.
- A panu dziękuję za pomoc. - Drobiazg.
Wyjdziecie tylnym wyjściem.
Przejdziecie przez kontrolę policyjną.
Kilka pytań. Nic strasznego.
Zarządzono dodatkowe kontrole.
Upierdliwe, ale musimy.
Nie przechodzi ich tylko Lady i jej ludzie.
Świetnie tańczyłaś, aniołku. Zaraz do was wyjdzie.
Tato, ile tego dali.
Zobacz!
Tato, ile tego jest.
Dali tatuaże.
Tato, trzy butelki na napoje.
Dwie białe. Dopasujemy się.
Chcesz? Będziemy dopasowani.
Tak. Świetnie.
Ale obłęd.
Nigdzie go nie widać?
Bardzo mądrze to rozgrywa.
Ale nie uniknie aresztowania.
Na koncert przyszły 20642 osoby.
W tym trzy tysiące mężczyzn.
Będziemy mieć zdjęcia i dane ich wszystkich.
Sprawdzamy każdego wychodzącego.
Jest jednym z tych trzech tysięcy.
Złapiemy go.
Wykorzystał wszystkie ruchy.
Wrócę z informacjami.
Riley.
- Dobrze się bawiłaś? - Tak.
Przepiękny pierścionek.
Dzięki. Dostałam od taty. To antyk.
Słyszałaś o chorobie mojej córki?
Porozmawiamy na osobności?
Dosłownie minutę.
Oczywiście.
Zamienię słowo z twoim tatą.
Zaraz wracam.
Niedługo jedziemy.
Zaczekaj przed drzwiami. Zaraz wyjdę.
Dzięki, że wyróżniłaś Riley.
Anioł z niej.
Poczułam więź. Nie wiem czemu.
Jest wyjątkowa.
Nie wiem, co wiesz o tlenku węgla.
Ciało domaga się trucizny. Bardziej niż tlenu.
Dlatego w małych pomieszczeniach jest tak zabójczy.
My, strażacy, musimy się na tym znać.
Co, proszę?
Więc tak... Chciałem z tobą porozmawiać...
bo...
chyba mnie szukacie.
Wy wszyscy.
Zaczekaj.
Moment, wyciszę, żeby nas nie słyszał.
Pomocy!
Tak.
Widzisz tę skrzynkę?
Rozpyli się z niej tlenek węgla i w ciągu pięciu minut go zabije.
Jeśli mnie złapią, on umrze.
To pewne jak w banku.
Mogę kliknąć stąd, od razu, jakbym zamawiał Ubera.
Złapaliście mnie. Przyznaję.
Ale... możesz go ocalić.
Puszczę go, jeśli coś zrobisz.
Przy wszystkich zebranych
spytasz mnie i moją córkę, czy chcemy wrócić twoją limuzyną.
I wywieziesz nas ze stadionu.
Kliknę, jeśli dasz im znać.
Ratujesz go. Chwytasz mnie.
Ratujesz go. Chwytasz mnie.
A w ogóle – świetny koncert.
Na imię ma Spencer.
Ma 22 lata.
Fan rolnictwa zrównoważonego.
Pomóżcie, proszę!
Proszę, pomóżcie!
O co wam biega?
Ta trójka może wyjść.
Wszyscy naprzód.
Tędy. Tędy, proszę pana.
Wychodzimy tędy.
- Wychodzimy. - Proszę iść.
Limuzyna sprawdzona.
Możecie nas wysadzić na rogu.
Niedaleko mamy auto.
Mogę zobaczyć wasz dom?
- Że co? - Dom.
Może teraz?
Odwiozę was.
Boże. To się nie dzieje naprawdę.
To się dzieje?
Boże. Byłoby genialnie.
Mamo. Nie uwierzysz. Serio, nie uwierzysz.
Jedziemy limuzyną. Siedzimy z Lady Raven.
Nie, nie zmyślam. Nie zmyśliłam tego.
Wybrała mnie na Dreamer Girl,
spytała, czy nas odwieźć, i chce do nas przyjść.
No wiem. Tata też nie dowierza.
Zamurowało go.
Może przyjechać?
Wyluzuj. Ma gdzieś nasz dywan.
Mamo, proszę cię. Zgódź się.
Mama się zgodziła.
- Świetnie. - Dziękuję.
Jeremiah. Jedziemy do domu znajomych.
Adres, kochanie?
Monk Road 108.
- Tacie odwala. - To znaczy?
Potem ci powiem.
Zaczekaj.
To Lady Raven. Moja... koleżanka.
- Miło panią poznać. - Wzajemnie.
Mam wrażenie, że się znamy.
Jestem Rachel.
Dzięki, że się zgodziłaś.
Dopiero poznałam państwa córkę. Jest wspaniała.
To prawda.
A to jest Logan.
Cześć.
Widziałem cię w telewizji.
Serio?
Nie stójmy tu. Wejdź. Zjemy coś.
- Dla mnie bomba. - Chodź.
Lady Raven?
Zrobiłam przekąski. Zwykłe, nie takie, jak jadasz.
Zrobiłabym więcej, gdybym miała z czego.
Uwielbiam wszystko. Chętnie zjem.
- Pokazać ci pokój? - Oczywiście.
Logan, pomóż posprzątać.
Piśnij przy nich słowo, a zabiję Spencera.
To samo, jeśli wyślesz SMS-a albo zjawi się policja.
Wiesz, że nie blefuję.
To ja tu rządzę.
Nie wiem. Myślisz, że co zrobisz?
Nic nie zrobię.
Dobrze.
Upiekłam dla Riley ciasto.
Dostała wspaniałą ocenę opisową.
Puszyste? Z przepisu Marthy Stewart.
Idealne. Nie za puszyste.
Piekny naszyjnik.
Cooper znalazł na wyprzedaży. Ma nosa do okazji.
Zawsze wraca z czymś wyjątkowym.
Jak to jest dawać koncerty?
Prowadzę zajęcia teatralne dla klas piątych.
Nawet sobie nie wyobrażam, ile macie pracy.
Dziś było bardzo dziwnie.
Nie jak na normalnym koncercie.
Naprawdę? Dlaczego?
Słyszałaś o Rzeźniku, Rachel?
O Rzeźniku?
W sensie, o tym szaleńcu, który robi te rzeczy ludziom?
Tak, słyszałam.
Potwór. Tylko tyle powiem.
Mamy ze znajomymi koszmary.
Podobno popełnił błąd.
Dwa tygodnie temu zgłosiło się do mnie FBI i policja.
Udało się ustalić, że przyjdzie na dzisiejszy koncert.
Ktoś znalazł kawałek paragonu za bilety.
W jednej z jego kryjówek. Są pewni, że to on.
Z jakiegoś powodu kupił bilety na koncert.
Nie wiemy po co. Moje fanki to głównie nastolatki.
Boże. I co, schwytaliście go?
Jeszcze nie.
Opisali ci go w ogóle?
Tak.
Ich zdaniem to facet po 30 albo po 40.
Biały.
Cieszy się autorytetem.
Bardzo ciekawe.
Wiedzą, że jeździ ciemnym autem.
Mają zdjęcia?
Nie. Ale starannie wybiera miejsca zbrodni i kryjówki.
Jest tzw. sprawcą zorganizowanym.
Pewnie cierpi na OCD.
Tacy wybierają ciemne auta, bo wydają się czystsze.
Łebscy ci śledczy.
Dużo się dowiedzieli.
Nie wiedziałam, że tyle wiesz.
Ten człowiek miał toksyczną relację z matką.
Pierwsza wyczuła, że jest inny.
Miałaś dziś dużo stresów. Pewnie padasz z nóg.
Boże, to prawda.
Nie musisz zostawać z grzeczności.
Przemiło potraktowałaś Riley.
Odprowadzę cię do drzwi.
Mogę wam coś zagrać.
- Boże. - Na naszym pianinie?
Nie zagra.
Tak miło mnie przyjęliście.
Jedna piosenka, zanim wyjdę.
Riley, usiądź ze mną.
Chodź, kochanie.
Riley bez przerwy to gra.
Zrobimy sobie selfie?
Pewnie.
Widzieliście mój telefon?
Weź taty.
Możesz mi go oddać?
Muszę do toalety. Gdzie jest?
Tu blisko.
Oddaj telefon.
- Cooper. - Potrzebuję go.
Tato.
- Co ty wyprawiasz? - Oddaj telefon.
Co się tak wściekasz?
Cooper, odejdź od drzwi.
Halo?
Halo?
- Przestań. Wystraszysz ją. - Siadaj.
Coś ty taki zły? Dziwnie się zachowujesz.
Dzieci, do pokoi. Ale już!
- Słyszysz mnie? - Tak.
- Gdzie jesteś? - Nie wiem.
W domu?
Tak, zasłonił mi głowę. Zerkałem przez dziurę.
- Proszę, otwórz. - Tato.
Poprosił o pomoc w odpaleniu auta.
Tu jest stół, a na nim noże i tasaki.
- Masz na imię Spencer? - Tak.
Mamy mało czasu.
Co zapamiętałeś? To pomoże mi cię znaleźć.
Cokolwiek szczególnego.
Uszkodzonego lwa.
Na światłach zobaczyłem kształt lwa.
Część była odłupana.
Rzeźbę?
Mniej niż minutę od domu.
Drzwi były niebieskie. Drzwi wejściowe.
Widziałem w lusterku wstecznym.
Gdzie klucz do łazienki?
- Czyś ty oszalał? - Przestań.
- Przesadziłaś. - Ale z czym?
Zaraz wrócę. Spróbuję sprowadzić pomoc.
Z kim gadasz?
Proszę cię, odejdź.
Świrujesz.
Proszę cię.
Riley się ciebie boi.
Hejka.
Potrzebuję pomocy. Tu i teraz.
W piwnicy siedzi młody gość, Spencer.
Musimy go znaleźć.
To nie żart.
Mamy kilka sekund. Wiem, że dacie radę.
Czy ktoś z Filadelfii albo New Jersey
mieszka przy uszkodzonej rzeźbie lwa?
Przy wejściu do budynku lub parku.
- Idź na górę. - Tato, proszę cię.
Tak, ja mieszkam.
Czy ci, którzy odpowiedzieli,
kojarzą dom z niebieskimi drzwiami
gdzieś w sąsiedztwie?
Tato, przestań.
Dzieci są przerażone.
Cholera jasna! Otwieraj!
Proszę cię, odejdź od drzwi.
Ja. Po drugiej stronie ulicy.
Do dziewczyny, która odpowiedziała. Mamy kilka minut.
Poproś rodziców i innych dorosłych, żeby tam poszli.
W piwnicy jest młody człowiek.
Powiem wujkowi.
Idź. Szybko.
WEZWIJ POLICJĘ
Cooper, uspokój się, proszę.
- Otwieraj, do cholery! - Przestań.
Cooper, możesz odejść od drzwi?
- Siadaj, Rachel. - Ochłoń.
Rachel, posłuchaj. Twój mąż to Rzeźnik.
Cooper to Rzeźnik.
Co się dzieje?
Marsz na górę!
Oddasz mój telefon?
I inne, które masz.
Twój i pewnie Riley.
Co zrobiłeś rodzinie?
Z kim rozmawiałaś?
Ze Spencerem.
Co mu powiedziałaś?
Jak to zrobiłaś?
Wychodzimy.
Wychodzimy.
Moja dłoń cały czas ma być na twoim ramieniu.
Podejdź do dalszej ściany.
Dobrze sobie radzisz.
Wyczuwam niewielki opór na ramieniu.
Wsiadamy do samochodu.
Ten jest Rachel.
Mieli rację co do mojego.
Jest czarny.
Wyczuwam coś w ramieniu.
Odradzam ten pomysł.
Włóż. Będę ci wdzięczny.
Cooper, posłuchaj mnie.
Wystarczy tych idiotyzmów.
Zostaniesz na swoim miejscu albo cię ukarzę.
Przestań. Wiem, co robisz.
Pozwoliłam ci pyskować, Cooper?
Ta profilerka cię przeszkoliła.
Nie słuchasz poleceń.
Wiem, co robisz.
Możesz być grzecznym chłopcem.
Jeszcze wyjdziesz na dobrego człowieka.
To akurat nieprawda.
Możesz wybrać dobro, sprawić, że wszyscy będą dumni.
Jak w dzieciństwie. Czasem bywałeś dobry.
Często mnie karano.
Nie radziłam sobie z tobą.
To będzie ten ostatni raz.
Potem się zabiję.
Tylko tak powstrzymam potwora.
Nie wymyślaj. Potwory nie istnieją.
Istnieją... Mamo.
Zakładaj te jebane trytytki.
Mam włączoną lokalizację. Wiedzą, gdzie jesteśmy.
Wiem. Za milę lub dwie wywalimy komórkę.
Zamknąłem ich w pokoju Riley.
Przy oknie rośnie drzewo.
Nie spojrzałem na to z tej perspektywy.
Te życia nie mogą się stykać.
Co się dzieje, tatusiu?
Co ty wyprawiasz?
Jedziemy moim samochodem.
Riley, z tymi dziewczynami ze szkoły się ułoży.
Rachel, facet od piecyka przychodzi we wtorek.
Nie daj się naciągnąć na nowy, ten działa.
Logan, kolego, oddaj projekt naukowy.
Naprzód.
Wyprowadźcie rodzinę i osoby postronne.
Delta, wchodzić.
Sąsiad zauważył go w oknie.
Jest na tyłach.
Macie mieć widok na tył domu i kuchnię.
Obserwujcie go.
Ruchy!
Wchodź!
Dziękuję, że pan zaczekał. Odwiozę ją.
Tak jest.
Wywozimy cywila.
- Wsparcie. - Sprawdzać w kątach.
Co się dzieje?
W schowku w kuchni coś jest.
Tunel. Prowadzi do ogrodu sąsiada.
Każ im wyjść.
Obezwładniony członek SWAT.
Obezwładniony operator z ogrodu.
Wybacz, przerwali nam.
Mam kryjówkę 10 minut drogi stąd.
Na szczęście z garażem.
Mnóstwo miejsc nie spełnia norm i latami stoją puste.
Zawsze uważałem, że się marnują.
Kiedy zobaczyłem cię czekającą za kurtyną,
poczułem żądzę.
Dziwne uczucie.
Chyba wywołują ją osoby, które wierzą, że się poskładały.
A nie ma takiej możliwości.
Każdy jest rozsypany.
Cholera. To Lady Raven.
- Pomóż. - W czym?
Zaraz, co się dzieje?
Wezwijcie policję.
- To serio Lady Raven? - Nie ma opcji.
Widzicie ją?
Jest w samochodzie.
Odciągnąć cywilów od pojazdu.
Ruchy. Do tyłu.
Zakładamy, że masz broń. Nie zbliżymy się.
Wysiądź z pojazdu.
Nie powtórzę polecenia.
To tylko ułożony hełm i sprzęt.
Pewnie stał w tłumie, kiedy odciągaliśmy gapiów.
Sprawdzić sklepy. Nie dać się ludziom rozejść.
Podobno prowadzi pani wykłady na ten temat.
Co usłyszałabym na takim wykładzie?
Ten osobnik nie jest projekcją naszych lęków.
Jest autentyczny, przyjazny, zachwycający.
Nie wywołuje reakcji obronnych układu nerwowego.
A jednak jest zupełnie inny.
Rodzic mógłby to wyczuć w dzieciństwie,
ale nikt potem.
Dzieci są z pani siostrą.
Nadal może pani przyjąć naszą propozycję.
Gdzieś was ukryjemy.
Nie. Nie chcę towarzystwa.
Pod domem całą noc będą dwa radiowozy.
Dziękuję.
Z OSTATNIEJ CHWILI
UPROWADZENIE SPENCERA GORDONA
Zawsze to robisz.
Stoisz z lewą ręką na biodrze, jakby cię trzymała.
Cooper.
Zabawne, jak dobrze się znaliśmy.
Pewnie rzeczy po prostu się wie.
Na pewno się pomylili.
Na pewno zaszło nieporozumienie.
W niewielu rzeczach jestem świetny,
ale z prowadzeniem drugiego życia nie mam problemów.
Namieszali. Wytłumaczę im.
Kiedy miałem chwilę na przemyślenia,
oświeciło mnie, jak mogło do tego dojść.
Może nie zastawili pułapki na koncercie?
Może zastawili ją tutaj.
Nie nadążam.
Może ciebie też oświeciło.
Późne powroty, biżuteria.
Może myślałaś, że mam romans?
Tak było.
Ale coś ci nie pasowało.
Co takiego ci nie pasowało?
Zapach środka do czyszczenia na ubraniach.
Nie ten znany z remizy, a ten szpitalny.
Niewiele mogłem z tym zrobić.
Raz przyłapałam cię na kłamstwie.
Okłamałeś sąsiada.
Chodziło o wykręcenie się z imprezy.
Zaskoczył nas przy samochodzie.
Skłamałeś tak przekonująco,
tak wiarygodnie szyłeś na poczekaniu na moich oczach.
Nikt by się nie zorientował, że kłamiesz.
Przeraziłam się.
Pomyślałam...
„Gdzie się tego nauczył”?
Pozwolisz, że dokończę?
Sprawdzimy, czy mam rację.
Mała nagroda pocieszenia.
Pewnego dnia mnie śledziłaś. Do kryjówki na Brewster.
Tej, do której chodzę myśleć, planować, nie działać.
Uspokaja mnie to tak jak działanie.
I jeśli dobrze strzelam, potem wróciłaś tam sama.
I się włamałam.
Ale tam nic nie ma.
Tylko krzesło i stół.
I wtedy przyszła mi do głowy ta myśl.
Nie mogłam się jej pozbyć, to uczucie ciągle wracało.
Miałam paragon z twojego portfela. Grzebałam w nim wcześniej.
Paragon za bilety na koncert, więc go tam zostawiłam.
Z budki zadzwoniłam na policję, powiedziałam, że możliwe,
że może chodzić
o Rzeźnika.
Podarłam paragon, upozorowałam potknięcie.
Twoje potknięcie.
Nie wiedziałam, co się stanie.
Pomyślałam, że tylko się do ciebie zbliżą.
I wyjdzie, że się mylę. Że może to potwierdzą.
Kiedy tam wróciłem, przesłuchiwano sąsiadów.
Nie wiedziałem, jak znaleźli kryjówkę, co się stało,
ale już do niej nie wróciłem.
Nie jest z tobą dobrze.
Wiem o tym.
Przeszlibyśmy przez to.
Przynajmniej dokończmy.
Ciasto Riley.
Mieliśmy świętować.
Usiądź.
Na tę jedną, ostatnią chwilę.
Bez noży, proszę.
Nie opóźnisz tego za bardzo.
Zjem je w pięciu kęsach.
Wiem.
Jestem na ciebie tak wściekły, Rachel.
Nigdy wcześniej tak nie miałem.
Jest inaczej. Tym razem...
chodzi o to, że mnie widzą.
Koniec końców, to, jak na mnie patrzą,
zaskakująco mnie koi.
Właściwie nie ma w tym mroku.
To jest czysta złość.
Nieznane uczucie.
Jakby mnie zjadało od środka.
Czuję, że nad tym nie panuję.
Ale to powód tego gniewu jest niezwykły.
A jest nim to, że nie zobaczę już Riley i Logana.
Przez ciebie...
nie zobaczę, jak dorastają.
I to mnie przytłacza.
Spójrz sama.
Czeka nas zupełnie nijaki koniec.
W nagłówku morderstwo i samobójstwo.
Znalazłaś moją torbę.
Zostawiłeś ją w samochodzie.
Polica była zbyt zajęta tropieniem cię.
Tego użyłeś na ofiarach?
Tylko po to, by je uspokoić.
Niesamowite, że jesteś zły, synu.
Myślałem, że udaję.
Ale nie udawałem.
Nie w pełni jesteś potworem.
Nie w pełni.
Jesteś moim synem.
Oto, kim jesteś.
Koniec pieśni.
Dobrze, że to już koniec.
Dobrze, że
powstrzymujesz potwora.
Pokaż mi się ten ostatni raz.
Akceptuję cię.
Podejdź.
Niedługo przywieziemy pani dzieci.
Proszę was. Dajcie mi chwilę.
Nie strzelajcie!
- Boże. - Przepuść ją.
Riley.
PUŁAPKA
Z ostatniej chwili. Malvern w Pensylwanii.
Po siedmiu latach śledztwa
wreszcie ustalono tożsamość Rzeźnika.
Cooper Abbot, miejscowy strażak, głowa rodziny, został aresztowany.
Oto jego zdjęcie z miejscowej imprezy.
To Cooper.
Pomogłem mu! Pomogłem!
Więcej nie gadam z nikim w robocie.
Nie gadam z nikim!
Z nikim. Kadesia!
Napisy – Jakub Kowalczyk
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.