Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Byłem wtedy na miejscu.
Obecny.
Były konie.
Jako pierwszy środek transportu ludzi.
Potem dodano wóz.
Następnie kolej.
I samochód.
Oraz samolot.
Potem loty komercyjne w kosmos.
Sposób podróży miedzy planetami
I przedłużenia gatunku ludzkiego.
Byłem tam wtedy w Truth or Consequences.
Na miejscu.
Odliczanie: 10, 9, 8, 7, 6,
5, 4, 3, 2, 1, start.
Byłam wtedy na miejscu.
Obecna.
Pamiętam, jak zbudowali port kosmiczny.
Weszliśmy na statek i patrzyliśmy na oddalający się świat.
Patrzę wstecz i myślę,
kiedy tak naprawdę wyruszyliśmy.
I czemu wciąż tu wracam?
George?
Jest tu kto?
Pokażę wam.
Wspaniałe, prawda?
Gdy miasto umiera,
… nie ma nikogo, kto ma wiedzę o przedmiotach.
Nikt zna historii tych kamieni.
Nie opowie o przyczynach efektu cieplarnianego.
Nikt nie wie, jak to się tu znalazło i jak zniknęło.
I nie przekaże wiadomości.
Jak skończę moją mowę, powiem wam,
że większość ludzi jest najszczęśliwszych, gdy są normalni.
Jednak teraz twierdzę,
że nie kształt, ani powierzchnia dają życie, lecz pył.
Piękno wywiera wpływ.
Ciało ulega wpływom wielkich zmian.
Piękno wywiera wpływ.
Nieważne, czy w kościach czujesz, czy obserwujesz, to serce krwawi.
Krew pięknem wywołana w boskie łzy się zamienia.
Wiesz, że nie jestem wierzący.
Nie wierzę w nic poza egzystencją.
Jedyne co mam, mimo braku wiary, jest, że polegam na sile miłości.
Wierzę w twardość kutasa.
W kreację.
W rzeczy stworzone.
W szczekanie psa, w korzeń drzewa
W liść na tle nieba, w brudną ziemię,
wymierzony policzek, kopniak w tyłek.
Twoją rękę na piasku, ziarno pszenicy.
Czworonogi, dwunogi i jednoślady.
W źdźbło trawy.
Wierzę w ogień.
W kamień.
W naukę i matematykę. Pióro, ołówek, koło, trójkąt, kwadrat.
W jajo, nóż.
Wierzę w ciche noce.
W hałas, który porusza ziemią.
Mówię wam, że większość najszczęśliwsza jest w byciu zwyczajnymi.
Dziękuję. To moja przemowa.
Dobrze.
Droga do domu.
Patrzcie, kocham to.
Uwielbiam.
Jestem szczęściarą.
Oto mój dom.
Cisza i spokój.
Dobrze.
Wiem, że musisz wyjść.
Ale tu ciepło.
Biedaki.
Pani was torturuje.
Dobry pies. Co za szczęście.
Trzeba wypuścić Newta.
Leć!
Co za pokraka.
Kochane zwierzę.
Udało się. Nie?
Otwórz się!
Wreszcie.
Newt, zostaw, to nie twoje.
Dobra, co teraz?
Bullocks, mówi Katie.
Oczywiście, chwileczkę.
Serena, linia pierwsza.
Mega - dwie gry, dwa losowania.
- Hot Lotto tak samo? - Tak.
- 6 razy Roadrunners. - 6, czy 5?
Weźmiemy jednak 6.
- Wygraliście? - Tak.
- Świetnie. - Wygrałem dolara.
- Lepsze, niż nic. - Pewnie.
Pracuję tu od stycznia tego roku.
Ale wcześniej też, jak miałam 23 lata.
Wyprowadziłam się, ale w zeszłym roku zdecydowałam wrócić do domu.
Przez te 10 lat zawsze mówiłam, jak lubiłam tę pracę
i mówienie przez interkom.
Piekarnia, linia 2.
Jaram się tym.
Mówię różne rzeczy wesołym głosem.
Powtarzam dwa razy.
Cieszy mnie to bardzo.
Raz, czy dwa razy się zagotowałam.
Zaczęłam się śmiać i musiałam się rozłączyć.
Zdarza mi się.
Dawno tak nie miałam.
Może już nie jestem taka wesoła.
Lider drugiej ery kosmicznej.
Port kosmiczny America zapewnie mieszkańcom
i klientom transport w kosmos.
Mijamy stare siedliska bohaterskich mieszkańców.
kierujemy się ku przestrzeniom pełnym marzeń
i świetlanej przyszłości dla wszystkich.
Obecna misja inspiruje się wizją bohaterskich pionierów.
Kultura Mogollon miała początek w Jornada Valley,
Hiszpanie ruszyli ku El Camino Real.
Osadnicy budując drogi, ujarzmili dzikie krainy.
Współcześni naukowcy i odkrywcy patrzyli w niebo.
Teraz czas na was.
Oto następny wielki krok w dziejach ludzkości.
Witamy w Spaceport America.
Poczekajmy tutaj na wszystkich. Ładne, prawda?
Wejdźcie, zbierzcie się w grupę.
Chodźcie.
Przejdźcie bliżej.
Nie ustawiajcie się w kolejce.
Tutaj. Dokładnie.
Witajcie w Geronimo Springs Museum.
To komnata Ralpha Edwardsa – oto i on.
Odszedł wiele lat temu.
Dzięki niemu nasze miasto Hot Springs zmieniło nazwę na Truth or Consequences.
Prawda lub Konsekwencje najpierw był programem radiowym, potem telewizyjnym.
On wpadł na pomysł konkursu, by nazwać miasto nazwą programu. Wygraliśmy.
Przez 50 lat przyjeżdżał do nas na Fiestę i jeździł na koniu.
Szmat czasu, prawda?
Był tu co roku.
W tej komnacie znajdziecie siodła, suknie królowych i księżniczek Fiesty.
Są też zdjęcia.
Zwiedzajcie, oglądajcie, chętnie odpowiem na pytania.
Zapraszam.
Patrz, mamy takie same buty.
Gadaj! Powiedz coś! Czemu się gapisz?
Mów! Czemu na mnie patrzysz?
Patrz się na nią!
Dalej!
WITAMY W BANK OF SOUTHWEST
DZIAŁAMY W NOWYM MEKSYKU OD 1930.
Patriotyczna, bogobojna mięsożerna stacja KCHS.
Uwielbiam wyjechać z miasta.
30 km.
Taka jestem, doceniam wycieczki na wieś.
Zaraz miniemy zaporę dla bydła.
Luksus, jak na ranczu Armendaris! Ponad 100 000 hektarów.
Nie zabija się zwierząt. Wspaniale.
Wszystko żyje swoim życiem.
Ochrona ziemi i zwierząt.
Tam jest port kosmiczny.
Dziękuję.
- Pańska karta pokładowa. - Dziękuję. O której statek odlatuje?
Około 9.00
Tak.
Przepuszczam transport. Można jechać.
Zielone światło. Witajcie w Spaceport America.
Wspaniała architektura. Jedyny port kosmiczny na świecie.
Lot w kosmos kosztuje około
200,000 dolarów od osoby.
Istnieje zbyt dużo poważnych zagrożeń.
Można udać się jedynie w kierunku innych światów.
Wiecie, czemu wybrano tę lokalizację?
Oto przyczyny:
Po pierwsze: Jesteśmy jakieś 1300 m nad poziomem morza.
Tam jest ok. 1800, więc 500 metrów masz za darmo.
Oderwanie się od ziemi to wielki koszt.
Pierwsza mila za darmo.
Po drugie:
niedaleko jest White Sands Missile Range – poligon rakietowy.
Nie wiem dokładnie, chyba 150 km na zachód, czy na wschód.
To największa placówka militarna w kraju.
Loty nad nią są zabronione.
Widzicie tu jakieś samoloty? Nie.
Przestrzeń powietrzna jest zamknięta.
Tutaj nie istnieje transport lotniczy.
To drugi czynnik. Mamy sprzyjające okoliczności.
Musieliby się przejmować lotami komercyjnymi przy starcie rakiety.
Byłoby dużo zamieszania. Komplikacje.
Wymienione okoliczności są sprzyjające. No i pogoda.
Widać jakiś prom kosmiczny?
Nie ma, same chmury. Albo pada. Za zimno.
Tutaj tak nie jest. Mamy sucho i ciepło, dobra lokalizacja.
Ziemia pewnie też jest tania.
Cześć.
Słychać, jak hałasuję na drodze?
Jasne, w promieniu kilometra.
Czytać nie umiesz?
Zakaz palenia w promieniu 15 metrów.
Beverly przyciągnęła tu wózek z tlenem, bo dziś wypłata.
Tak. Jesteś trzecia?
Nie, pierwsza.
Chciałam być wcześniej, zanim będzie gorąco.
Dziś ma być 33 stopni.
Racja. Trzeba zejść ze słońca, zanim będzie za gorąco.
- Popilnujesz mi roweru? Idę do sklepu. - Nie ma sprawy. Długo będziesz?
Nie.
Widzisz? Nie reanimować. Mam odmę, nie powinnam palić.
Jeśli Bóg zdecyduje, że powinnam opuścić ziemię,
niech nikt mu nie przeszkadza.
Na razie!
Trzymaj się.
Wielu młodych nie wraca.
Albo jest tak, jak ze mną.
Nie było mnie krótko, a ciężko mi się utrzymać.
Może są tu na chwilę i znowu wyjeżdżają.
W moim przedziale wiekowym jest niewiele osób.
Nie znam wiele osób w moim wieku, trzydziestolatków.
Omawiamy nowe sprawy. Czerwcowa wycieczka się nie odbędzie.
W okresie letnim wycieczki do muzeum, może spotkania w klubie.
Zdobyłam wejściówkę, przyniosłam ją ze sobą.
- To moja nagroda? - Tak jest.
O Jezu, jakie to piękne.
Musisz nam powiedzieć, co to jest. Opisz ten przedmiot.
Kalcyt.
- Co? - Kalcyt psi.
Jesteście wspaniali. Bardzo mi się podoba.
Zapisałam się do klubu w grudniu.
Mam roczne członkostwo.
Nie było mnie na jednym spotkaniu.
Za pierwszym razem wyszłam z Albertem, szefem klubu minerałów.
Prawda.
- Skąd go masz? - Kupiłem w Baja.
Weszłam do jaskini, zapaliły się światła,
ściany zaczęły się mienić.
Podnosiłam mieniące się kryształy, trzymałam je w ręce.
Poczułam nieodwracalną zmianę.
Kółeczko od zasłony.
Wszystko wykopałem.
Nikt tego nie ruszał, ja to zrobiłem.
Stąd powiedzenie „poruszać się po powierzchni”.
Dużo kopania, a jeszcze wiele przed nami.
Najstarsze rzeczy są zakopane głębiej.
Zobaczcie, fajna rzecz.
Stary wzór.
Butelka po aspirynie.
Historyczna.
Tu jest fajna rzecz.
Stary zawias klozetowy.
Nadawałby się do muzeum w nienaruszonym stanie.
Dla mnie to bez znaczenia.
Moje muzeum przyjmuje takie rzeczy.
Księżyc. Nakręciliście już?
Nie. Znalazłem oszlifowaną kulkę.
Unikat. Brązowy, biały, zielony i czerwony.
Jestem szczęśliwy.
Uczymy się rozpoznawać wartość w małych rzeczach.
Jeśli widzisz w nich wartość,
nawet, gdy są małe i nieistotne.
Skupiam się na 10 miliardach kawałków szkła.
I znajduję jedną kulkę. I dobrze.
GORĄCO
37,7 ºC
Co robisz?
Co tu się dzieje?
Czemu ją wyprowadzasz na zewnątrz?
Powinna wrócić do domu, Isabel
Pod dachem bezpieczniej.
Dobra, wracajmy do domu.
Chodź.
Tu jest lepiej, prawda?
Puszczę wam trochę wiaterku.
Grzeczna dziewczyna.
Jak się tu wprowadziłem, trochę się wystraszyli.
Bo mieszkałem w chacie.
Wyobraźcie sobie – twarda gleba, łby kozłów i jukki.
Co za szaleniec mieszka w takim miejscu? Na początku byli nieprzyjaźni.
Ale zobaczyli, że się ogarnąłem i mnie polubili.
Facet, który mieszkał tam, powiedział:
„Myśleliśmy, że przywieziesz jakąś przyczepę.
Jak zacząłeś mieszkać w szałasie, nie mogliśmy uwierzyć.
Przez dziury w suficie wpadało słońce.
Nie było rur, elektryczności.
Po prostu szałas.
Mieszkała tu kobieta. Miała duży ogród, drzewa.
Piękne podwórko.
Umarła, a wraz z nią cała roślinność.
Myślę, że jak odejdę, za rok będzie tu znów pustynia.
Zabawne.
Masz, Amy.
Jedz, dziewczyno.
Amy.
Księżniczka.
Dawaj! Pokaż im.
Gertie, leć się bawić.
Dawaj.
Najpierw pracowałam w cyrku.
Ze lwami, niedźwiedziami i szympansami.
Godzinami mogłabym opowiadać.
Widzicie? Blizna po tygrysie.
Nie wolno być we dwójkę z takim kotem.
Gdy odpoczywała, mruczała, mówiła do mnie,
ocierała się o moja twarz.
Pieściliśmy się, lizała mnie.
Pełen serwis.
Frank przysunął się, by lepiej widzieć, co ją zestresowało.
Wcześnie nauczyłam się, dzięki niedźwiedziom, by nieruchomieć.
Nie zaogniasz sytuacji. Tego się nie robi.
Spojrzała na mnie, powoli, uszy miała po sobie.
Jakby była gotowa.
Nie miałam z tym nic wspólnego. Ale trudno.
Ledwo udało mi się zachować nos i usta.
Miałam 40 lat.
Prawie nie miałam zmarszczek. Zaczęły się pojawiać.
Na każdą zasłużyłam.
Jak wyjeżdżałam w wieku 23 lat, bałam się.
Wtedy pierwszy raz leciałam.
Wciąż miałam koszmary w których ginęłam w wypadku samolotowym.
Jako odważna i młoda 20-latka chciałam przekraczać granice.
Przyleciałam i przeprowadziłam się tam.
Zdałam sobie sprawę, że aby wyruszyć znowu, muszę lecieć, mimo lęku.
Panicznie bałam się latać.
Doszło do tego, że mimo branych uspokajaczy i tak krzyczałam.
Było to dla mnie trudne.
Jakby proszono mnie, żebym zrobiła coś strasznego. Przerażającego.
Prze wiele lat nie odwiedzałam rodziny.
Nigdy nie zarobiłam tyle pieniędzy, żeby przyjechać tu samochodem.
Nie mogłam podróżować tanimi liniami. Nie mogłam latać.
Byłam w pułapce.
Tak mi się przynajmniej wydawało.
Zdjęcie z Gilette, Wyoming – najostrzejsze mieście na Zachodzie.
Błoto, krew i piwo.
Spójrzcie – krajobraz płaski, jak lotnisko.
Wszędzie równina.
W tej przyczepie z przodu był bar.
Jak ją kupiliśmy było ekstra, jadalnia była w przedniej części.
Przy tym oknie mieliśmy ladę i stół do jedzenia.
Mama kupiła sprzęt grający, przywiozła do domu.
Postawiliśmy go na tym stole.
Miała jedną płytę - "Take Me Out To The Ballpark" grupy Ink Spots.
Tylko ją puszczaliśmy. W kółko, z milion razy.
The Ink Spots. Ja bym tego nie słuchał.
Ale mama miała tę jedną płytę. I tyle.
Tylko dlatego, że dołączyli ją za darmo do gramofonu.
Nie pasjonowała się muzyką.
Nie przeczytała żadnej książki.
Jak zrobiono to zdjęcie, miałem 14 lat.
Jak tu mieszkałem, pojechałem stopem do Kalifornii.
Pewnie, czuje się tu bardzo samotny.
Rzadko spotykam kogoś podobnego do mnie. Nie dopuszczam ludzi blisko.
Czy co sądzę?
Spaceport ma pieniądze. Żeruje na nas.
I wysyła ludzi w kosmos za 250,000 dolarów.
Trzeba być bogatym, żeby sobie na to pozwolić.
Chęć, aby polecieć w kosmos?
Nie namówilibyście mnie.
Nie weszłabym do tej maszyny. Bałabym się, że wystartuje.
Dziękuję.
Żyjemy w czasach, gdy zmienia się logika.
W czasach postępu.
My starsi nigdy się na to nie załapiemy.
Musimy zaakceptować ewolucję i zmiany.
Spójrzmy na czasy Dzikiego Zachodu, podróży wozem. Koń ciągnął wóz.
Jaki zrobiliśmy postęp.
Tak ma być.
Mam rację?
Kręcę głową, bo wierzyć mi się nie chce.
A potem myślę sobie, że sama unowocześniam moją przyczepę,
więc nie różnię się zbytnio od innych.
Sama mniej zrobiłam, więc co mam mówić?
Nie będę nikogo osądzać.
No i znowu muszę zapalić papierosa.
Wszystko przez wiatr. Jak znajdę ogień.
Od kiedy pan tu mieszka?
7-8 lat.
Jak było, gdy się pan wprowadził?
Jałowa ziemia. Nic tu nie było.
Dom, schody i garaż.
Wygląda jak po katastrofie,
ale, jak się przyjrzeć, widać tu porządek.
To są odznaki gości, którzy budowali tu tamę.
Jak je znalazłem, wyglądały strasznie. Ale wsadziłem je do kwasu.
Są jeszcze igły do zapięcia.
Tutaj mam coś, co znalazłem dawno temu.
Dwie takie same, tylko nie znam ich pochodzenia.
Obie są ze śmietnika, który ma ze 100 lat.
Pokażę wam moją ulubioną zapinkę do pasa.
Kiedyś była posrebrzana.
Srebro dawno już zeszło.
Chodzi o to, by skończyć, co się zaczęło.
W jakiś sposób.
Stopień przed wejściem. Wcześniej.
Tutaj kwiaty po drugiej stronie ulicy.
Kosmos i wiecznik kulisty.
Palma przy ulicy. Zamarzła 3 lata temu.
Samoloty z Alamogordo.
Lecą prawie z szybkości dźwięku.
Tutaj nie można latać.
Ładne zdjęcie ściany.
Miałem plakietkę z napisem Kierownictwo. Ale już nie mam.
Najlepszy model.
Miałem 8 – ścieżkowy magnetofon Motoroli,
odtwarzacz kaset Realistic i CD Lafayette.
Oryginalne zasłonki.
Wszystko było takie ciemne.
Wyglądało, jak piwnica w latach 70.
Wiecie, co rozświetla życie?
Hawajska tancerka na baterie słoneczne.
Trochę brudna i zmęczona.
Dawaj, mała!
Ta planeta umiera.
Przeprowadzamy się, by podtrzymać życie ludzkości.
Może opowiem jakiemuś dzieciakowi, że przy tym byłem.
Pracowałem w porcie kosmicznym w Nowym Meksyku,
w Truth or Consequences.
Byłem, gdy komercyjnie latano w kosmos.
Może też dostanę bilet.
To mój ojciec, siostra i ja w Newcastle, Wyoming.
Ten obraz namalowałem w oparciu o zdjęcie.
Ojciec nigdy mnie nie lubił.
Próbowałem go objąć, a on mnie mocno kopał.
Ale na tym zdjęciu mnie przytula, ja też go trzymam za rękę.
Zdjęcie wywarło na mnie wielki wpływ. Namalowałem dwa obrazy.
One są wspomnieniami, duchami.
Zdjęcia tracą swoją tożsamość, schodzą na daleki plan.
Co ci się udało zrobić?
Trochę się spóźniam.
Mieliśmy termin, miałeś zrobić jedną rzecz.
- Tak. - Ile potrzebujesz czasu?
Jeśli potrzebujesz na dziś po południu, mogę tak zrobić.
Ale nie skończyłem.
- OK. - Zrobiłem to na dwójkę.
Wolałbym dostać od ciebie przynajmniej trójkę.
Dobrze.
Odezwiemy się w przyszłym tygodniu i sprawdzimy, ile zrobiłeś.
Super.
Mówiłem, że pierwszym etapem ma być oczyszczenie drogi do rezydencji.
Zbieranie złomu jest częścią tego procesu.
Widziałem twoją przyczepę w uliczce.
Dobrze.
Przedłużasz termin.
Wrócę w przyszłym tygodniu, przyjrzę się postępom.
Muszę zrobić zdjęcia, chcę pokazać, co zrobiłeś. Muszę tak zrobić.
Odezwiemy się w przyszłym tygodniu.
- Dziękuję. - Ja również.
DOM TAM, GDZIE SERCE TWE.
Yvonne A. Farley, lat 80.
80 długich lat.
Życie płynie.
Chcę jeszcze pożyć.
Te słoneczniki przeżyły swoje.
Ludzie są tacy sami.
Pożyją i tak samo usychają.
Ale mają mózgi, więc tak nie chcą.
W mózgu mają aplikację,
która mówi im, że jest inaczej.
Że nie schniemy, jak patyki.
Jest wiele sposobów, by zostać taką słomką.
W świecie duchów.
Uważam, że to był błąd.
Jeślibym nie wróciła i spróbowała czegoś innego, odniosłabym sukces.
Od czasu, jak wróciłam, walczę o byt. Jest coraz gorzej.
Nie wiem, może mam zły dzień, ale nie mam ubrań.
Właśnie pierwszy raz kupiłam buty w Wallmarcie.
Nigdy tam nie kupowałam.
Nie stać mnie na dobre buty.
W tym mieście nie ma szansy na dobre wykształcenie.
Musiałabym wyjechać.
Nie ma pracy za więcej, niż 1100 dolarów na miesiąc.
Nieważne, co robisz.
Jak przyjechałam, miałam niewielkie oszczędności i własne mieszkanie.
Teraz jestem bezdomna, nie zarabiam na nic oprócz benzyny.
Jest coraz mniej ludzi, których nazywam przyjaciółmi,
z którymi mogę pogadać.
Mam mniej motywacji, by zmienić pracę, czy iść do szkoły,
niż półtora roku temu.
Wiem też, że za długo przebywam poza światem.
Zapominam wszystko co widziałam, co mnie inspirowało do działania.
Do kształcenia, tworzenia ścieżki interesującej kariery.
Znalezienia sensownej pracy.
Tu panuje błoga atmosfera.
Nie ma potrzeby zmian, zachęty od ludzi do robienia czegoś wielkiego.
Uważam, że to była straszna pomyłka.
Śliczny ptaszek. Dziecina.
Mama się tobą zajmie.
Jest wiele rzeczy.
Mogłabym bez przerwy opowiadać różne historie.
Pamiętam matkę. Mieszkaliśmy w małym domku.
Miałam chyba 5 lat.
Mężem mamy był Shorty Roy.
Rozwiodła się z nim, a mój ojciec przyszedł ze mną pogadać.
Dobrze ubrany, mówił o swoim domu.
Miałabym swojego konia.
Mówił, że ma bieżącą wodę, łazienkę.
Tak naprawdę w przybudówce.
Miałam psa.
Nie wchodziła do domu, wiązano ją na łańcuchu.
Zawsze. Przez dwa, czy dwa i pół roku.
Zaczęło się robić źle.
Mogliśmy jeść tylko niektóre rzeczy, które kupowaliśmy w sklepie.
Jak wracał do domu, bywało różnie.
Kopał mnie, bił po twarzy, wszystko na oczach ludzi.
Dlatego przyszli po mnie do szkoły następnego dnia.
Policjant spytał, czy wiem, czemu mnie zabierają.
Nie.
Powiedział, że umieszczą mnie w Triple B Ranch
do czasu sprawy w sądzie.
Tam zdecydują, czy wracam do ojca, czy do matki.
Moja matka wiedziała, że tam jestem.
Nie było jej podczas wyroku.
Znaleźli tego sukinsyna mojego ojca.
Zbadali mnie.
Stwierdzili, że mnie źle traktował.
Cofnę się jeszcze dalej.
Brat też się o mnie upomniał.
Mówiłam: nie.
On wziął nóż kuchenny – z wielkim ostrzem i mówi: kładź się.
Te wypadki sprawiły, że byłam w życiu zdeterminowana
pokonać wszelkie przeciwności.
To nie przeze mnie. Nie prosiłam się o to.
Zbierałam baty.
Dlatego taka jestem. Dlatego mówię o tym.
Czuję się dobrze z moim życiem.
Nie przeszkadzajcie mi.
99% czasu się nie odkrywam.
I szybko osądzam innych.
Ludzie mówią, że powinnam napisać książkę.
Nie mam na to czasu.
Muszę żyć tym, co jest teraz.
Nie patrzę w przeszłość.
Niech żyje deszcz.
To dar od Boga.
Nie doceniamy tego.
Chodź, Newt.
Siad.
Dobrze. Świetnie ci idzie.
Czekaj. Chwila.
Widzisz, jak prosi?
Dobrze. Grzeczna dziewczyna.
Tutaj są. Wspaniałe.
Słabe zdjęcie, ale to ja podczas karnawału.
Kiedyś byłam piękna.
Pozdrowienia - Yvonne.
Szympans mojej mamy – wykupiłam go z cyrku.
Patrz na jego trąbę.
Mógłby nieźle przyłożyć.
Rany, to przed tym, jak mnie ugryzł tygrys.
Rzutki.
Nie wygląda, jak Frank, ale to on.
Dobry był z niego mąż.
Najlepsze, co nas mogło spotkać.
Nie wiem. Strasznie za nim tęsknię.
Jedyne, czego żałuję. Że go tu nie ma.
Wciąż chodził po lekarzach. Podróżował i się leczył.
Mówiłam, że jest w gorszym stanie, niż wygląda.
W końcu nie miał siły pracować. Nie miał siły.
Większość czasu leżał w szpitalu.
Któregoś dnia stałam przy oknie, a on mówi: - Zasłoń kotarę.
Nie musiałam patrzeć, wiedziałam, że już po nim.
Powiedziałam: Czas na ciebie, stary?
Potwierdził.
Wyjął te wszystkie kroplówki.
Spytał – Co ja ci robię?
Odpowiedziałam, że też przekroczę ten most. Niedługo.
Tylko ty się liczysz.
W nocy, o 3:30 odebrał sobie życie. Odszedł.
Tak miało być.
Był twardy.
Jak kogut.
Dobry chłop.
Nigdy nie narzekał na bałagan, czy jedzenie,
albo, jak się ubierałam, na nic.
Ja się na niego nie skarżyłam.
Kłóciliśmy się tylko, że mi nie pomaga, albo przy podróżach.
Życie toczy się dalej.
Dziękuję.
Niełatwo było tu wrócić.
Mieliśmy wiele wspomnień i przyjaciół.
Są dni, że chcesz się poddać, przez wszystkie przeciwności.
Potem rozważasz dobre strony, poprawiasz się,
tłumaczysz sobie wszystko.
Weź się w garść dziewczyno.
Zapominasz o uczuciach, bierzesz się w garść i idziesz dalej.
Pokazujesz wszystkim, że ci się uda.
Przeszłość przypomina mi wszystko, co rzuciłam, jako młoda osoba.
Zaakceptowałam i zapomniałam.
Teraz cieszę się tym, co jest.
I przyszłością.
Sama wszystko planuję.
Życie toczy się dalej.
Tłumaczenie: Bartosz Weber
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.