Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Co się, do cholery, dzieje?
Właśnie osiągnęliśmy ważny kamień milowy. Sto dni bez kłótni.
Udało nam się?
To oficjalne! Bohaterowie serialu wreszcie się dogadują.
-Koniec z kłótniami. Początek nowej ery. -Wkurza mnie sposób, w jaki to ogłosiłeś,
ale odpuszczę, skoro przestaliśmy się kłócić.
Więc co teraz? Chyba należy się nam nagroda?
Naleśniki i oral? Lizanie tyłka?
Tak często to robimy, że to już nic wyjątkowego.
Patrzcie, co wyświetliło mi się w społecznościówkach.
-Uwielbiam Little Mountain Lake. -Dawno tam nie byliśmy.
Zarezerwowałeś pobyt?
Pewnie, że tak. Spakowałem też wasze manatki.
Wyjeżdżamy teraz.
Nie byłoby szybciej latającą platformą?
Tak, ale to wycieczka bez elektroniki, więc gadżety odpadają.
Zostawiłem je Joeyowi, grzecznemu dzieciakowi z sąsiedztwa.
Rozwodu nie będzie. Spłońcie w ogniu własnego nieszczęścia.
Planeta Shlorp była utopią, póki nie uderzyła w nią asteroida.
Setce dorosłych i ich replikantom
przydzielono Pupę i uciekli w kosmos,
szukając nowych domów na niezamieszkałych planetach.
My rozbiliśmy się na przeludnionej planecie Ziemia.
Zgadza się. Cały czas do was gadam.
Jestem Korvo, trzymam Pupę.
To mój serial. Właśnie upuściłem Pupę.
Widzicie mnie? To niedorzeczne.
Nie znoszę Ziemi. Jest okropna. Ludzie są głupi.
Nie wierzę, że nie rozgryźli pi.
Chyba zdradzę wam odpowiedź, bo to żenujące.
Hej, dałeś mu więcej niż mi.
Wal się, staram się, jak mogę.
Dawaj.
-Gdzie jest prąd? -Co zrobimy?
-Ludzie szaleją. -Spokój!
Proszę o spokój w Domu Ludowym. To drugi dzień bez prądu.
Jeśli to się utrzyma, mamy przesrane.
Za trzy dni na Murze zabraknie jedzenia.
Za pięć dni skończy się woda. Szczęściarze zamarzną.
A kiedy skończą się małe
Wal się, staram się, jak mogę.
Teraz są supermałe.
Oddaję głos Nicole,
która pełniła funkcję Ministra ds. Energii za rządów Tima i Duke'a.
SIEĆ ENERGETYCZNA
Po rewolucji udało nam się podłączyć do kabla,
którym replikanci zasilają telewizor.
Ten kabel musiał ulec uszkodzeniu. Trzeba go ponownie podłączyć.
-Świetnie. Dlaczego tego nie zrobiliśmy? -Ponieważ
-jest na samym dole. -Cholera.
Po powodzi Duke'a nie wiemy, co tam znajdziemy.
Każdy, kto tam zszedł, wrócił szalony...
Albo nie wrócił wcale.
Schodziłam już tam, ale potrzebuję kogoś, kto pójdzie ze mną.
Joe Sanders zgłasza się do służby.
Gówno mnie obchodzi, że ci z dołu są szaleni,
zabiję ich, jeśli dzięki temu wezmę prysznic.
Dobra, Sanders. Dziękuję. Ktoś jeszcze?
Facet z opaską na oku. Musisz z nami iść. Wyglądasz na twardziela.
Straciłem oko, bo grałem za dużo na 3DS po ciemku.
Ale i tak idziesz z nami.
Ja też. Jeśli mam zamarznąć na śmierć, zrobię to w bohaterski sposób.
Przydałby się ktoś jeszcze.
Podoba mi się królewski błękit. Chyba że wolisz królewski morski.
Halk, musimy... Nova, cześć. Mogę porozmawiać z twoim mężem?
Sprawy parlamentu.
Oczywiście. Pójdę do dziecka.
Myślimy o przyszłości. Naszej przyszłości.
Gdyby to była prawda, poszedłbyś z nami zamiast bawić się w dekoratora.
Nie mogę iść na samobójczą misję. Mam swoje życie.
A ja nie? Zostawiam Pezlie, by to zrobić,
bo ani ona, ani twoja żona nie mają przyszłości, jeśli tego nie załatwimy.
Skończyłem ze zgrywaniem bohatera.
Wiesz w ogóle, kogo będziesz zgrywać teraz?
Tancerza. Marzyłem o tym od studiów. Pracuję nad szpagatami.
Świetnie, Halk. Do zobaczenia.
Nie chciałem być bohaterem.
Nikt tego nie chce. Bohaterem się zostaje.
Hej! Prawie upuściłem frytki z majonezem.
To połączenie, które właśnie wymyśliłem, bo jestem geniuszem.
Widzę małą górę!
Little Mountain Lake!
Mała górska chata!
Dotarliśmy.
Użyłem krystalizatora sześciennego
i zrobiłem świeże diamenty. To na napiwki.
Masz drobne na De Beers?
-Wiesz co? Weź cały korund. -Dziękuję, Jesse.
Zapamiętał moje imię. Ma klasę.
Terry, Korvo, Jesse, Yumyulack, witajcie w LML.
Upłynęły dwa lata od waszej ostatniej wizyty.
Dla mnie to o dwa lata za długo.
To fajne, że jestem tu taki zabawny.
Aby uczcić wasz powrót, umieściliśmy was w apartamencie Grand Moff.
Grand Moff?
To najwyższy stopień cywilny dla regionalnego gubernatora w imperium.
Świetne, co? Nawet gdyby pokój był do bani,
zostałbym dla kawy.
Bill uwielbia dowcipkować.
Jesteśmy Johnsonowie. Przyjechaliśmy z Des Plaines, Chicago.
-Twój strój łowcy nagród wymiata. -Ma bat neurowstrząsowy.
-Jest ukryty w rękawie. -Widać.
Pomińmy grę wstępną. Zaprzyjaźnimy się?
-Tak! -Już myślałam, że nie zapytacie.
Jesteśmy zameldowani. Kim oni są, do licha?
To nasi wakacyjni przyjaciele. Johnsonowie.
O tak!
Są idealni do tego, by później żałować, że są na wszystkich zdjęciach.
Frytki z Majonezem
Wymyśliłem dziś frytki z majonezem, a już podają je w restauracji.
Little Mountain Lake jest liderem nowości.
Smażone ciasto podawali tu chyba wcześniej?
Pamiętasz, jak bardzo je lubiłem? Teraz wywołuje u mnie obrzydzenie.
POCIĄGI
Witajcie, może zainteresujecie się naszym muzeum?
Pociągi już mnie nie kręcą.
Naprawdę?
Nie przepadam za nimi, odkąd Terry próbował się mną przejechać.
Zrobiłem to, gdy ze złości zamieniłeś się w pociąg.
-To było moje hobby. -Mamy drinki tiki.
Tracy, daj mi rum swizzle.
Bill wrócił z drinkami. Jestem twoim przyjacielem, Bill.
Mamy problem.
Jeśli będzie płakać, podskakuj. Nie znosi kołysania.
Lubi mysie mleko, ale nie za dużo. Dostaje od niego gazów.
Jestem pewna, że o czymś zapomniałam.
Poradzimy sobie. Pezlie jest najważniejsza na Murze.
Bowininan Order odda za nią życie.
Dziękuję, siostro, ratujesz mnie.
Mam nadzieję, że ja uratuję was.
-Ostatnia szansa, by stchórzyć. -Nie ja.
Jestem twardzielem. Patrzcie.
-Wytatuowałem się gorącą zszywką. -Czy to logo Lacoste?
Tylko to umiałem narysować. Chodzi o to, że jestem twardy.
Jeśli obawiacie się śledzenia, uciszę się.
-Podobno nie robisz misji samobójczych. -Owszem, ale moi szaleni
przyjaciele potrzebują wsparcia.
NIE WCHODZIĆ, TEREN ZALANY
Trzymajmy się blisko. Te poziomy od miesięcy są odcięte.
Kto wie, co urosło w ciemności?
Oby był tam Starbucks, bo muszę do kibla.
Nie mam dość tego przyjaznego nastawienia.
Cześć, witajcie!
Uwielbiam mój wakacyjny strój.
Jest trochę chropowaty, ale we właściwych miejscach.
Galeria Zdrad
-Wczoraj było tu muzeum pociągów. -Dziś to Galeria Zdrad.
Pierwszych stu gości otrzyma lizakowy pierścień.
-Poproszę. -W to mi graj.
To niezły zbiór zdrad.
Facet, który zabił Cezara, Jay Leno odmawiający rezygnacji z show.
A to co?
To chyba ja.
Trudno powiedzieć, ale to chyba
z wieczoru kawalerskiego Reda Gobblera w zeszłym roku.
Dziwne, że tu jest. To nie była nawet zdrada.
Co tak patrzysz? Mówiłeś, że to nic.
Na pewno w ten sposób nie broniłem się emocjonalnie...
Mam lepszy orgazm niż z Terrym!
Mają wystawę z Lando i Hanem Solo. Zobaczmy.
A to co?
To ty, pieprzony kutasie! Kupiłem te Takis,
ale ktoś je zjadł przede mną.
Mówiłeś, że to Pupa. Skoro to prawda, jak wyjaśnisz to?
To ja. Zajadałem emocje.
Te dobre odeszły, gdy dałeś się przelecieć Gooblerowi.
Zachowujesz się tak, jakby to było coś gorszego od zjedzenia Takis.
Wszystko poszło zgodnie z planem.
Ktokolwiek ich teraz pilnuje, pora na drugi etap.
Gdy jest się na szczycie, góra wcale nie wydaje się mała.
Wyluzuj, dasz radę.
Zjeżdżaj.
Chodziło jej o to, byś zjeżdżał z góry.
Tak mawiamy w Des Plaines. Chodź, wyścig się zaczyna.
META
Jestem królem Little Mountain i całego jeziora.
Ej! Źle zapisali moje imię! Funyulack.
Chwilunia, Funyulack to twoja udawana wersja mnie. To chore.
Chyba nadal się o to nie gniewasz. Próbowałam go zabić.
Zamiast tego zabiłaś mnie.
Zmusiłeś mnie do oszukiwania na igrzyskach!
Do niczego cię nie zmuszałem. To ty zawsze zmuszasz mnie!
Nieprawda! Pieprz się!
Drugi etap zakończony. Teraz potrzebujemy jebanej Danielle.
-Te mapy są bezużyteczne. -O rany.
Wszystko tutaj jest zbutwiałe i brudne.
O kurwa! Giń!
To plastik.
G.I. Jones. Szkoda, że tracą na wartości, gdy zostaną ukrzyżowane.
Ruszajmy. Jesteśmy obserwowani.
Może powinniśmy zawrócić i zabrać ze sobą wyjącą dziurę?
Nie będzie wyć, tak jak sugeruje nazwa.
Duke raz mnie do niej wtrącił. Wystarczy.
Teraz pewnie jest pełna pająków.
Ile figurek jeszcze znajdziemy? O rany! Prawdziwa głowa!
To Mark. Kurier, który zaginął kilka tygodni temu,
Wyciągał jaja z gaci dla zabawy.
Mawiał, że ma gumę w gaciach. Ale to nie była guma,
tylko jego moszna. I tak na to nie zasłużył.
O rany, to nie może być higieniczne.
-Spalę was. -Są za blisko. Nasz też spalisz.
Zostawcie ich. Bierzcie gnój i spadamy.
Dzięki. Zabierzemy cię... Co, do cholery?
To tylko łagodny przypadek zgnojonej stopy. Standard.
Nazywam się Sajgonka Awokado, bo lubię awokado.
-A sajgonka? -Nie znoszę ich.
Słyszałem, że schodzicie na niższe poziomy.
Potrzebujecie przewodnika? Wskażę wam drogę.
Nie mamy na to czasu. Będzie nas spowalniać.
Nie dyskryminuj niepełnosprawnego. Mówiłaś, że mapa do dupy.
Awokado, w którą stronę iść?
Jesteśmy. Za rogiem...
Na to się nie pisałem. Umrzemy tu.
Cóż my tu mamy?
Przyprowadziłem kilku mięczaków z górnych pięter, Plat.
Co, do cholery? Niosłem cię dwie godziny.
To był cios poniżej pasa, dupku.
Jebani gnojownicy.
Gnojownicy też są ludźmi. Zapomnieliście o nas.
Nazywam się Platinum Stevie, a to moi ludzie.
Chronię ich, oczyszczam ich zagnojone rany i karmię pianką do golenia,
a oni w zamian mnie słuchają. Posłuchają, jeśli każę was zabić.
Spróbuj, a potnę cię jak cebulę.
Ostra jesteś. Chyba wszyscy dziś zginiemy.
Nie chcemy się kłócić.
Chcemy tylko włączyć zasilanie. Nie będziemy
zakłócać waszego życia. Moglibyście nam pomóc.
Nigdy wam nie pomogę. Z prądem czy bez, życie tutaj jest takie samo.
-Brać ich. -A jeśli zaoferujemy wam coś,
czego tu nie macie?
Może miejsce w parlamencie?
Zapomnieliście, że gnojownicy mogą mieć reprezentanta w Murze.
Platinum Stevie częścią wewnętrznego kręgu? Brzmi dobrze.
Założę się, że trzymacie najlepszy gnój dla siebie, co?
Metaforycznie, na pewno.
Więc umowa stoi. Jesteście teraz naszymi gośćmi.
Dziś możecie tu bezpiecznie przenocować.
Jutro zabiorę was tam, gdzie zechcecie, a potem wy zabierzecie mnie.
Sędziłem całe lato, naprawiając tę starą Corvette.
Korvo, majsterkowałeś kiedyś przy aucie z podrasowanym silnikiem?
-Nigdy. -Twój tyłek majsterkuje.
-Co? -Nic.
Świetnie ci poszło w dzisiejszym wyścigu.
Dzięki. Świetnie dziś wyglądasz.
Zmieniłaś kolor oczy czy kształt głowy?
Jesteś słodki.
Chcecie poznać danie dnia?
Pierwsze danie to Yumyulack, gówniany replikant,
cuchnący jak grillowana dupa kurczaka,
podawany z kupą jęczącej suki Jesse,
która trzyma Yumulacka za fasolkę.
-Auć. -Jęcząca suka?
A na deser tarta Terry'ego.
Pyszna kupa gówna.
Poproszę kawałek.
Dam wam chwilę na zastanowienie. Przemyślcie to.
To było dziwne. Zwykle zamawiamy od razu.
To był długi dzień, jesteśmy zmęczeni. Pora spać.
Wybrano mnie na tartę. Weźmiemy jedną na wynos, Korvo?
Zaraz wrócę, Danielle.
Co jest, Korvo?
Kto chce potańczyć do głośnej muzyki?
Słuchasz radia satelitarnego Dźwięk i światło.
Pora na muzykę ze studia Disneya.
Słuchajcie, dzieje się coś dziwnego.
Jak to? Zauważyłbym.
-Przestań krzyczeć. -Bo?
Teraz to jedyny sposób, by być słyszanym.
Gra głośno, by nie było nas słychać. Szpiegują nas.
Wszyscy tutaj noszą słuchawki.
Nikt nie jadł kolacji. Ciągle się na nas gapią.
To wieśniaki. Widok miastowych pobudza ciekawość.
Jesteśmy lepiej ubrani i mądrzejsi od nich.
Nie o to chodzi. Gdy przyjechaliśmy, skakali wokół nas.
Nie zauważyłeś?
Wiedzieli o frytkach z majonezem, a dopiero co je wynalazłem.
Na szczycie Danielle mocno mnie przytuliła
i kazała zjeżdżać.
A potem na kolacji zastąpiono ją inną Danielle.
To naprawdę dziwne. Powinieneś był coś powiedzieć.
Mówię teraz!
Czuję się jakbyśmy utknęli w Kulcie, chodzi o film,
nie o kolesia, który sprzedaje towar z Pier One.
Nie, utknęliśmy w Midsommar.
Źle to wymawiasz.
To milenijny remake Kultu.
Nie, jesteśmy w Truman Show.
Nieważne. Liczy się to, że chcą nas dorwać.
Spadajmy stąd. Róbcie notatki.
Jordan Peele zrobi z tego materiał.
Gdzie Joe Sanders? Jego śpiwór znikł.
Widziałam rano, jak się zawijał.
Pomogłam mu wrócić wyżej.
Kazał przekazać, że jest za stary na takie gówno.
Klasyczny tchórz.
Wcinaj. Wyruszamy za dziesięć minut.
Ten gulasz jest przepyszny.
-Nie oblizuj palców. -Cicho, facecie z przepaską.
Tu jest napisane Joe Sanders. Jemy Joe Sandersa.
Naprawdę, Platinum Stevie?
Gotujesz ludzi i podajesz na kolację,
tak nie dostaniesz się do parlamentu.
Odpuść sobie. Doceniam ofertę, miałam
nawet zamiar dotrzymać słowa.
Ale później odczułam tęsknotę i zrozumiałam,
że wolę was zjeść. Brać ich.
Nigdy stąd nie uciekniecie!
-Zapomnieliśmy o Pupie. -Został w hotelu?
Zabraliśmy go w ogóle ze sobą?
Zostawiliśmy go przy obstawianiu zakładów.
Oby nie...
Awaryjne malowanie pasa.
W elektrowni atomowej był wyciek. Wracajcie do hotelu.
Yumyulack, to ja, prawdziwa Danielle Johnson. Kocham cię.
Wiem, że to podpucha, ale jest gorąca.
Bez obaw. Terry podrasował tę brykę
-w zeszłym miesiącu do jazdy terenowej. -Dajesz.
Do diabła, po co nam narty?
Nie mówiłeś, w jakim terenie będziemy się poruszać.
Do diabła. Cholera, uciekamy!
Wracajcie.
Zawsze mam patyki w ustach po „zadrzewianiu”.
Musimy się stąd wydostać, zanim nas dorwą i zjedzą albo coś gorszego.
Chwileczkę. A może Korvo stoi za tym wszystkim?
-Po co miałbym to robić? -Nie wiem.
Obrażasz się o każdą drobiazg,
a teraz utrudniasz z magicznymi rzeczami.
Skąd pewność, że to nie twoja Gra?
To nie moja Gra.
-Jak śmiesz? -Ciszej.
Znajdą nas, jeśli nie przestaniecie się kłócić.
Tak z jednego gówna wpadamy w następne.
Musimy ruszać, ale najpierw przeprosiny.
Przepraszam za angażowanie was w magiczną sztuczkę.
Nie miałem prawa ożywiać waszego
życia zachwytem małymi cudami. Przepraszam.
Przepraszam za obrażenie się na graficzny obraz
twoich zabaw z Redem Gooblerem.
Znów jesteśmy przyjaciółmi.
Nie! Właśnie o tym mówię. Musimy sobie poradzić z kluczowymi sprawami.
To kluczowa sprawa. Jak zwiać bez naszych gadżetów?
Mówiłem, że to wyjazd bez gadżetów,
ale zabrałem ze sobą kieszonkowy laser.
-Zapomniałam, że go mam. -Nie ruszam się bez niego.
Zakładam, że złamałeś zasady i też masz coś ze sobą.
Tak na wszelki wypadek.
Wycieczka miała być udana.
Musimy wywalczyć sobie wyjście. Zróbcie sobie broń.
Gnojownicy, pora się ubrudzić.
Cholera.
Z chęcią was schrupię.
A potem zjemy waszych przyjaciół, poziom po poziomie.
Wysram każdego, na kim ci zależy.
Co to jest, do diabła?
Cokolwiek to było, to nie nasz problem.
Gdy włączymy zasilanie, wyczyścimy te poziomy.
Pomieszczenie zasilania. Chyba jest pod nami.
Przeszukajcie ponownie sektor czwarty. Nie róbcie im krzywdy.
Pozwólcie nam wrócić do domu.
-Zatrzymanie obywatelskie, suko. -Chłopaki!
Nie ruszać się.
Cofnijcie się. Nie podchodzić.
Który film ze wstrętnymi mieszczuchami wam to przypomina?
Kult, Truman Show czy Midsommar?
Żaden. Wszystkie są przerażające.
Little Mountain Lake istnieje dla was. Tak było od waszej pierwszej wizyty.
Jak to istnieje dla nas? Wyjaśnij.
Podczas pierwszej wizyty daliście nam milionowe napiwki w diamentach.
Przeliczyliśmy to. Obsługując waszą rodzinę,
zarabiamy więcej niż na reszcie turystów.
Dlatego przebudowaliśmy miasto z myślą o was.
A wy przestaliście przyjeżdżać. Nie było was dwa lata.
Gospodarka miasta niemal upadła. Bez was jesteśmy niczym.
Zatrudniliśmy rosyjskich hakerów, by zebrali o was dane
i stworzyliśmy algorytm, by ustalić wasze potrzeby.
Spamowaliśmy social media reklamami.
Stąd reklamy Little Mountain na Onlyfans.
Gdy już przyjechaliście, algorytm ocenił, że jeśli pogodzicie się
w LML, pokochacie to miejsce jeszcze bardziej.
Nie pokochaliśmy. Wsadźcie sobie ten algorytm w dupę.
Niech to będzie nauczka. Karą za zadzieranie
z nami jest śmierć.
Nie przesadziliśmy z tym zabijaniem?
Zrobiliśmy, co trzeba.
A teraz mamy czeka nas długa podróż
w trakcie której możemy przegadać wszystkie problemy.
Nie zrobiliśmy tego, przepraszając się w lesie?
Nie. Mówię o znalezieniu źródła problemu, abyśmy mogli
uczyć się i rozwijać.
-Tak, jak chciał algorytm. -Straciliśmy ulubione miejsce na wakacje
i teraz mamy przepracować problemy?
To brzmi gorzej od zachowania tego miejsca
i nieprzepracowania problemów.
Uwielbiam algorytmy.
Wiemy o tym.
Wracają, by nas wykończyć.
Przestańcie się kulić.
Po krótkiej, kłótliwej
przejażdżce zdaliśmy sobie sprawę, że algorytm miał rację.
Mieliśmy rację, chcąc pomóc?
Nie, algorytm miał rację.
Ludzie są obrzydliwi i głupi.
Algorytmy są czyste. Na matmę nie da się złościć.
Nadal będziemy tu spędzać wakacje.
Ale mamy pewne żądania.
Dziękujemy, łaskawi kosmici. Zrobimy, co zechcecie.
Przywróćcie Little Mountain Lake do stanu pierwotnego,
a potem będziemy udawać, że to wszystko się nie wydarzyło.
Nie zrobiliście zasadzki, my nie zabiliśmy 30 osób.
A teraz chcę gorętszej Danielle.
Koniec ze szpiegowaniem i wymuszaniem na nas przepracowania problemów.
Bo my nigdy nie dorośniemy, ani się nie nauczymy. Łapiecie?
Prowadźcie do algorytmu.
Biedny algorytm, zrobiły tylko to, do czego go zaprogramowano.
Taki wspaniały projekt.
Trzeba to zrobić.
Tak będzie lepiej.
Algorytm był martwy w chwili, gdy zabraliśmy mu dane wejściowe.
Uciekaj, algorytmie. Uciekaj.
-Dasz radę naprawić? -Tak. To dziwne.
Spodziewałam się, że będzie przecięty, ale wygląda, jakby go żuto.
-Co to było? -Uważajcie.
Tutaj nic się nie dzieje.
Facecie z przepaską na oku, świetna robota!
Nieźle jak na małego człowieka...
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.