Afrikaans
Akan
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Nagie kobiety!
Nagie kobiety!
Klauni mile widziani!
Klauni mile widziani!
Nagie kobiety! Klauni mile widziani!
- Mam jeszcze trzy minuty. - Przyjd藕 jutro.
- Powiedzia艂em, 偶e zamykamy, Bozo. - Nie s膮dz臋.
Jak ju偶 to "Panie Bozo", dobrze?
Skoro tak m贸wisz. Jeszcze nie czas zamyka膰.
Prosz臋 nie zadzieraj dzi艣 ze mn膮, dobrze?
Rabuj臋 bank.
Co do diaska, jakim klaunem ty jeste艣?
Takim smutnym wewn膮trz, tak my艣l臋.
Jestem tylko starym cz艂owiekiem.
- Naprawd臋? - Taa.
Chod藕my.
To jest napad.
Uwierzysz w to?
- To jest napad. - Naprawd臋!
Dzi臋kuj臋.
Wsta艅cie powoli i po艂贸偶cie r臋ce na g艂owie.
Wszyscy zginiemy.
Wszyscy zginiemy!
Przymknij si臋, kole艣. Nikt nie lubi mazgai.
Niech nikt si臋 nie rusza.
Co ja w艂a艣nie powiedzia艂em?
W porz膮dku. Tak lepiej.
- To co zwykle poprosz臋. - To moje pieni膮dze.
Nie martw si臋, s膮 ubezpieczone.
Nie da艂a mi jeszcze paragonu.
Nic mi nie dadz膮 je艣li nie b臋d臋 mia艂 paragonu.
Prosz臋 daj mu paragon.
A ty...
- Uwa偶aj na podw贸jne zaprzeczenie. - Dobrze.
Dobrze, kto艣 jeszcze potrzebuje paragonu? Ostatnia szansa.
Teraz wszyscy p贸jdziemy do skarbca. Trzymajcie r臋ce za g艂ow膮.
- No dalej. - R贸bcie co on m贸wi.
- Zaraz b臋dzie po wszystkim. - Nie oci膮ga膰 si臋. W艂a艣nie tak.
Z drogi! Z drogi!
Cofn膮膰 si臋!
- Masz do tego klucz? - Pewnie.
Prosz臋 jeszcze to nape艂ni膰. Dzi臋ki.
A ty wykonasz dla mnie telefon
...zaraz.
Policja b臋dzie chcia艂a bym kogo艣 z was wypu艣ci艂...
...jako symbol moich dobrych ch臋ci.
Najlepszy spos贸b, by st膮d wyj艣膰 to zachowa膰 spok贸j.
Je偶eli zechc膮 dowodu, 偶e nie 偶artuj臋...
...to najpierw za艂atwi臋 mazgaj贸w.
Jezu, Bo偶e!
- Zamknij si臋. - Och, Jezu! Bo偶e!
Bo偶e!
- Mog臋 skorzysta膰 z telefonu? - Tak.
Poddaj si臋. To s膮 jedyne drzwi.
Nie ma innej drogi wyj艣cia, m贸j przyjacielu.
Powiedz 偶e je艣li tylko kto艣 si臋 zbli偶y do wysadz臋 to miejsce.
Je偶eli za 15 minut nie zg艂osi si臋 do mnie kieruj膮cy akcj膮
...wy艣l臋 im tw贸j kciuk.
I dzi臋ki...
...za nazwanie mnie przyjacielem.
Tu Princeton. Masz mniej ni偶 15 minut, by oddzwoni膰.
Nie podchod藕cie do banku. Pod艂o偶ono dynamit.
Hot-dogi! Hot-dogi!
12 os贸b wewn膮trz. Jeden napastnik, dobrze uzbrojony.
Ochrona banku zrobi艂a to zdj臋cie. To tw贸j napastnik.
- Negocjator jest w drodze. - Powiedz im, 偶e nie b臋dzie nam potrzebny.
- Co powiedzia艂e艣, szefie? - Nie jestem ju偶 szefem.
Mojej ukochanej 偶ona Carol, zostawiam dom w Westchester...
...i apartament na 78 ulicy.
Akcje maj膮 zosta膰 podzielone r贸wno pomi臋dzy nasze dzieci.
David, bilety na Gigant贸w s膮 twoje.
Nie r贸b tego.
Wszystko b臋dzie dobrze.
On powiedzia艂...
...偶e najpierw za艂atwi mazgaj贸w.
Dlaczego si臋 nie zamkniesz, do cholery! Beksa.
Cholera!
No nie.
Ju偶 id臋.
- Mamo? - Tu Rotzinger.
Kim jeste艣? Gdzie mama?
Szef policji. Wyno艣 si臋 stamt膮d, ale ju偶!
Wiesz, by艂em w Wietnamie z takimi dupkami jak ty.
O kurde.
Jak si臋 nazywasz, synu? Jak ci臋 mam do ciebie m贸wi膰?
Wi臋c...
...zawsze chcia艂em nazywa膰 si臋 Chip.
B臋dziesz mi m贸wi艂 Chip?
Dobrze.
Co to za strzelanina, Chip?
Czekaj! Nazywaj mnie Skip.
Dobrze, Skip. Co to za strzelanina?
...Kamery.
Strzela艂em do kamer. Oni na mnie patrzyli.
Przesta艅cie na mnie patrze膰!
M贸j Bo偶e. On szczeka.
Skip, mo偶emy wej艣膰 do 艣rodka tak szybko, 偶e nawet si臋 nie obejrzysz.
Spr贸buj ucieka膰, nie zrobisz pi臋ciu krok贸w.
Aha. Przeka偶 swoim ludziom, 偶e pocisk mo偶e trafi膰 w dynamit
...i ca艂a ulica wybuchnie.
Rozmie艣ci艂em to wsz臋dzie.
Nie s膮dzisz, 偶e wiem jaki masz plan, by si臋 wydosta膰?
Prze艂膮czysz na automat, b臋d臋 rozmawia艂 z maszyn膮...
...podczas gdy ty wyczo艂gasz si臋 przez wylot na trzecim pi臋trze.
Niez艂y plan, ale nie zmie艣ci艂bym si臋 z wszystkimi pieni臋dzmi.
Poza tym zaminowa艂em te wyloty.
Na d贸艂! Ale ju偶!
Bo偶e, jak ja nienawidz臋 tego miasta.
Mo偶e dojdziemy do porozumienia, Chip. Skip.
- Chcia艂bym wydosta膰 tych ludzi. - Dobrze.
Chc臋 miejski autobus z pe艂nym bakiem paliwa.
Chc臋 motocykl Harley-Davidson XL 1000.
Chc臋 Monster Track'a.
- Co? - I chc臋 dwa helikoptery Jet Ranger...
...tutaj na ulicy.
Zdob臋dziemy helikoptery, Zdob臋dziemy autobus, Harleya...
...Monster Track'a jak tylko wypu艣cisz zak艂adnik贸w.
Pewnie.
Na pewno nic mi si臋 nie stanie kiedy zostan臋 sam w banku.
- Wypu艣膰 chocia偶 kobiety. - Znajd藕 sobie w艂asne.
Jeden zak艂adnik, za jedno 偶膮danie.
Jeden?!
Mam ju偶 do艣膰 tych 偶art贸w, klaunie.
- Wchodzimy przez szyby. - Dobra.
Musz臋 ju偶 ko艅czy膰, id臋 wszystkich zabi膰.
Nie denerwuj mnie, m膮dralo. To nie jest takie 艂atwe.
Troch臋 zajmie znalezienie dw贸ch pilot贸w, kt贸rzy zechc膮 polecie膰 z uzbrojonym szale艅cem.
Nie potrzebuj臋 pilota.
Masz 30 minut, by spe艂ni膰 pierwsze 偶膮danie. Jaki masz numer?
2590660. Nie r贸b g艂upstw, bo zginiesz razem z innymi.
60? Kierunkowy 212?
W porz膮dku. Zr贸bcie co 偶膮da: helikoptery, autobus, wszystko.
Podstawcie je tutaj jak tylko przyb臋d膮.
- Albo to dywersja, szefie, albo on jest szalony? - On nie jest szalony.
Wyjdzie z banku z kilkoma zak艂adnikami przebranymi za klaun贸w.
Pobiegnie do helikoptera zak艂adaj膮c, 偶e nie strzelimy do zak艂adnik贸w.
A my?
Powiedzia艂, 偶e nie potrzebuje pilot贸w.
To znaczy, 偶e on b臋dzie pilotowa艂. Pewnie wyszkolony w Wietnamie.
Niech zdejm膮 ka偶dego klauna, kt贸ry zasi膮dzie za sterami
...zanim oderwie si臋 od ziemi,
Idzie.
- Kogo艣 wypu艣ci. - Starsi maj膮 pierwsze艅stwo.
Bez sensu: ratowa膰 kogo艣 kto i tak umrze pierwszy ze staro艣ci.
Ty palancie.
- B臋d臋 wymiotowa艂. - Niech lepiej on pierwszy wyjdzie.
- Nie ma mowy! - Do cholery z nim.
Zdecydowali艣my. Jestem pierwszy, do wyj艣cia.
- Kto o tym zdecydowa艂? - Ja.
Nie do ciebie nale偶y decyzja, Adolfie Hitlerze.
- Macie ju偶 moje pieni膮dze? - Tutaj.
Przez takich jak ty gin膮 postronni ludzie.
Pierwsze 偶膮danie spe艂nione.
Aby pokaza膰 temu faszystowskiemu dyktatorowi jak dzia艂a demokracja
...pozwol臋 wam zdecydowa膰 kogo mam wpierw wypu艣ci膰
- Jego! - Jego!
- Jego? - Tak!
Chod藕... No ju偶. Ruszaj si臋.
Spadaj ale ju偶.
Czy istnieje zagro偶enie 偶ycia?
Zapach 艣mierci unosi艂 si臋 w powietrzu.
M贸wi艂, 偶e wie jak zmusi膰 cz艂owieka do szczekania.
Nie przesadzaj tylko.
Oto pierwsze informacje z samego banku.
Pierwszy opis tego klauna, z kt贸rego nikt si臋 nie 艣mieje.
Naprawd臋 oryginalne.
Steve, Jody, zostan臋 tutaj dop贸ki ostatni zak艂adnik nie zostanie wypuszczony.
Uwaga. Nadchodzi weso艂ek.
- Cze艣膰. - Cze艣膰.
- Co to? - Ma艂y podarunek.
To Audemars Piguet.
Fazy ksi臋偶yca, 18-karatowe z艂oto, pasek ze sk贸ry aligatora.
Da艂em 12 tys, warto艣膰 ro艣nie z dnia na dzie艅.
Jak powiedzia艂e艣, to m贸j podarunek dla ciebie.
- Ch艂opcze, to mi艂e. - Prawda?
- Nie mog臋 tego przyj膮膰. - Nie b膮d藕 g艂upi.
B臋d臋 mia艂 d艂ug wdzi臋czno艣ci.
Mo偶e to kupi臋?
- Co powiesz na trzy st贸wy? - Trzysta dolar贸w?
Chyba, 偶e kto艣 da wi臋cej. Kto艣 da wi臋cej ni偶 300?
Ma ksi臋偶yc na tarczy.
Wspaniale. Masz m贸j zegarek. To Timex...
...a pasek jest niezwykle elastyczny.
Z ka偶dym dniem coraz bardziej go ceni臋.
Ty 艣winio.
S艂ucham? 艢winio?
W膮tpi臋. Pani膮 troch臋 ponios艂o, nieprawda偶.
My艣l臋, 偶e boisz si臋 zabawy z prawdziwym m臋偶czyzn膮.
Prawdziwym m臋偶czyzn膮, kt贸ry u偶ywa broni...
...kt贸ry tak si臋 ubiera i wi臋zi ludzi?
Nie jeste艣 m臋偶czyzn膮.
Jeste艣 tch贸rzem.
O, nie. Nie!
Ona... Ona nie m贸wi w naszym imieniu.
Ciota! Normalnie nie wierz臋.
- Banda ciot. - Czemu jej nie wypu艣cisz?
Nie potrzebne ci taka m膮cicielka.
Szefie. W autobusie, mamy komandosa pod tylnim siedzeniem
Na motocyklu, przejedzie tylko p贸艂 mili.
Snajperzy rozstawieni, p贸艂 mili st膮d w ka偶dym kierunku.
- Co z Monter Trackiem? - Za p贸艂 godziny.
Zak艂adnik poda艂 opis napastnika?
Przeci臋tna wysoko艣膰, normalna sylwetka, czerwony nos i niebieskie w艂osy.
Dzi臋ki.
- Dzi臋kuj臋 za u偶ywanie AT&T. - Tw贸j motor stoi na zewn膮trz. Autobus r贸wnie偶.
- Czekam na dw贸ch zak艂adnik贸w. - Ju偶 id膮.
Zadzwo艅 jak b臋dzie Monster Track.
- Jeste艣 gotowa, laleczko? - Tak.
Spoko. Jestem z tob膮.
No dalej.
Sukinsyn! Dra艅!
- Wszystko w porz膮dku? - Chod藕my st膮d.
Obserwuje nas przez zas艂ony.
Ten cz艂owiek to zwierz臋.
Wyrywa telefony, odlewa si臋 na sto艂y.
Widzicie co zrobi艂 z koszulk膮 panny Cochran?
Ma zadrapanie. Nie g艂臋bokie, ale zawsze.
W porz膮dku.
Nikt nie jest ranny? Wida膰 po nim zm臋czenie?
Skoro spa艂em 10 dni na polu ry偶owym to wytrzymam w tym parszywym banku.
Tak nam powiedzia艂o to zwierz臋. Do pani Cochran powiedzia艂:
Kochanie, zapakuje ci ty艂ek kokosami.
Jest got贸w to zrobi膰, nie widzia艂em tylko kokos贸w.
Nic mi o kokosach nie wiadomo.
呕adnych kokos贸w, tak?
Co z dynamitem? Widzia艂e艣 co艣?
Co艣? To jest wsz臋dzie.
Na nim. Na nas.
Zak艂adnicy przypi臋ci do sto艂贸w jako tarcze.
Ten cz艂owiek to zwierz臋.
On jest chory.
Wszystko w porz膮dku, prosz臋 pana?
Oficerze Martin, zabierzcie tych dw贸ch do lekarza, kontrolnie.
Tak jest, sir.
- Kluczowe jest to, 偶e to zwierz臋. - To jasne.
Wi臋c si臋 powtarzam. Pewnie z ch臋ci膮 wrzuci艂by mnie pan tam z powrotem.
Jest 16.48.
Je艣li nie oddzwoni do 17, szturmujemy bank.
Cholera.
Tu Rotzinger.
Mo偶esz da膰 mi troch臋 wi臋cej czasu?
Obiecuj臋, 偶e nikomu nic si臋 nie stanie.
Nied艂ugo oddzwoni臋. Obiecuj臋.
Na czym sko艅czyli艣my?
Och, Phyllis! Och, Phyllis!
Grimm.
Ch艂opaki.
Phyllis, by艂a艣 naprawd臋 niez艂a. Czu艂em, 偶e broni艂a艣 mnie naprawd臋.
Nie mog艂am stwierdzi膰 czy udajesz. By艂e艣 bardzo dobry.
To prawda.
Ciekawe czy Miss Meryl Streep umie zwymiotowa膰 na zawo艂anie?
Fantastycznie.
Loomis, mo偶esz nam da膰 chwil臋, sam na sam?
- Pewnie, Grimm. - Dzi臋ki.
Nie mog臋 uwierzy膰, 偶e to zrobili艣my.
Pami臋tasz t臋 noc gdy to zaproponowa艂e艣?
- Zaproponowa艂em? - Aha.
M贸wisz o tej nocy gdy rury zamarz艂y i ogrzewanie wysiad艂o?
Gdy tak le偶eli艣my zamarzaj膮c...
...czekaj膮c a偶 znajd膮 nas martwych, spojrza艂a艣 na mnie.
Spojrza艂a艣 na mnie wzrokiem, kt贸ry m贸wi艂:
"Obwiniam ci臋 o wszystko."
Tak tym spojrzeniem.
I powiedzia艂em, "Zanim stracimy szacunek do siebie, podejmijmy zobowi膮zanie.
Nie b膮d藕my zgry藕liwy, jak inne pary w mie艣cie.
Znam spos贸b.
Phyllis, chcesz obrabowa膰 ze mn膮 bank? "
Zgadzam si臋, Grimm. Zgadzam.
Grimm...
...chc臋 ci o czym艣 powiedzie膰.
Dowiedzia艂am si臋 o tym wczoraj.
Co? Co takiego?
W艂a艣nie poczu艂em si臋 dziwnie.
Czuj臋... czuj臋 si臋 spe艂niony.
Grimm, ty ju偶 by艂e艣 spe艂niony.
Je艣li b臋dziesz jeszcze bardziej spe艂niony, zaczn臋 si臋 ba膰.
Troch臋 niebezpieczna dzielnica na rozmow臋 o uczuciach.
Szczeg贸lnie z t膮 fortun膮 pod ubraniem.
Dobra, musz臋 zadzwoni膰 do szefa.
- Tu Rotzinger. - Tak. Macie ksi臋cia Alberta w puszkach?
S艂ysz臋, 偶e czujesz si臋 lepiej.
Tw贸j Macho Maniak ju偶 jest.
Czekam na zak艂adnika.
Sprawdz臋 to. Podejd臋 do okna. Niech twoi si臋 wycofaj膮
Chcia艂a艣 co艣 powiedzie膰?
Zaczekam.
Widz臋, 偶e nie ma hydraulicznych podno艣nik贸w. Nie do zaakceptowania.
Co?! Ty sukinsynu.
Nic nie m贸wi艂e艣 o cholernych hydraulicznych podno艣nikach.
艢ci膮gneli艣my to cholerstwo a偶 z Jersey.
Nie obra偶aj mnie.
Zdob臋dziesz dla mnie przyzwoitego Monster Track'a
...i nie dzwo艅 dop贸ki tego nie zrobisz.
- Co to by艂o? - Co?
Nie pr贸buj zmienia膰 tematu.
- Nie ma podno艣nik贸w, nie ma zak艂adnik贸w. - Chc臋 zak艂adnik贸w.
Troch臋 zajmie znalezienie tego z hydraulicznymi podno艣nikami.
To nie m贸j problem.
To by艂 wypadek.
Czekali by wieczno艣膰, przed tym bankiem.
Wyrzu膰 mnie z samochodu i przejed藕.
Mog艂em do nich zadzwoni膰 z ka偶dego miejsca na 艣wiecie.
...tylko, 偶eby powiedzie膰 im, 偶e nadal jestem w banku.
Jed藕my na lotnisko. Udawajmy 偶e to si臋 nie wydarzy艂o.
Zdob臋dziesz dla mnie przyzwoitego Monster Track'a
... i nie dzwo艅 dop贸ki tego nie zrobisz.
Ten d藕wi臋k.
- Mo偶esz go wyizolowa膰? - Spr贸buj臋.
To mo偶e by膰 tr膮bka. Klauni nosz膮 gumowe tr膮bki.
- Czasami ich nosy te偶 tr膮bi膮. - Chc臋 wiedzie膰 co to, szybko.
Wiem co ja my艣l臋.
To nie by艂 jego pieprzony nos. To by艂 klakson samochodowy.
Dok艂adnie ile czasu stracili艣my?
Nie zaczn膮 szturmu dop贸ki nie b臋d膮 pewni, 偶e mnie tam nie ma.
Potem b臋dzie chaos przy zbieraniu zezna艅 od zak艂adnik贸w.
Ostatecznie, u艣wiadomi膮 sobie, 偶e kogo艣 brakuje.
- Do tego czasu... - Nasz samolot wyleci?
A oni nadal nie b臋d膮 wiedzie膰 kim jeste艣my.
Na mi艂o艣膰 Bosk膮, zamknij si臋!
Wy艂膮cz ten ch艂am!
Bo偶e, nienawidz臋 tego miasta.
Grimm, wiesz co.
Poczekaj chwil臋. Nigdy nie by艂em w tej okolicy.
Przeoczyli艣my zjazd?
Nie widzia艂em go.
Tam pracowali przy znakach.
Chcemy si臋 dosta膰 na autostrad臋 Brooklyn Queens.
- Co? - BQE.
Kurcze, nie wiemy gdzie to jest.
- Zamknij si臋! - Ty si臋 zamknij!
- Zamknij si臋! - Zamknij si臋! Zamknij si臋!
Doko艅czmy to, dobra? Na tym znaku jest napis BQE?
No tak.
Dobra, kt贸r膮 drog臋 wskazywa艂a strza艂ka?
To by艂o godzin臋 temu. A ta czarownica krzyczy ca艂y czas.
Kaza艂a nawet dziecku krzycze膰 na nas.
Spr贸bujmy inaczej: B臋dziecie umieszcza膰 nowy znak?
- Nie dzisiaj. - Dzisiaj je tylko zabieramy.
Mo偶esz mi powiedzie膰 cokolwiek?
Nazw臋 ulicy, jakie艣 ulicy?
- Kierunek: p贸艂noc, po艂udnie? - To nie nasza okolica.
Kochanie.
- Masz bro艅. Zastrzel ich. - Chcia艂bym, ale s膮 pod ochron膮.
Potrzebowa艂bym jakiego艣 pozwolenia, racja?
Dzi臋ki, ch艂opaki. Mogli艣cie nam pom贸c, ale dali艣cie nam o wiele wi臋cej.
Od tego jeste艣my, racja?
Ciesz臋 si臋, 偶e tak si臋 sta艂o.
Takie ma艂e przypomnienie, dlaczego to robimy.
Wiesz jaki jest ich problem? Mieszkaj膮 tu, to wszystko.
Ale nie my. Ju偶 nie.
Jak gor膮ca jest ta dziecinka?
Kto艣 znalaz艂 mo偶e zegarek?
- Wys艂a艂 pan ludzi do kana艂贸w? - Chwyta si臋 pan wszystkiego?
- Jak du偶o czasu zmarnowano w kana艂ach? - Sk膮d bierzecie te brednie?
Zbierzemy zeznania zak艂adnik贸w w autobusie. Z ka偶d膮 sekund膮 jest coraz dalej.
Naprawd臋 robimy post臋py.
Widzia艂em znak, Phyllis.
Gdyby艣my tylko znale藕li punkt orientacyjny.
Spytaj tego faceta.
Przepraszam? Prosz臋 pana?
Prosz臋 pana? Przepraszam.
Ogl膮danie czego艣 takiego przynosi pecha.
Wszystko schodzi na psy, racja?
Przesta艅.
Para facet贸w, rozwi膮zuje swoje problemy.
- Znajdziemy znajom膮 ulic臋. - Raczej znajome miasto.
Jeste艣my chyba blisko John'a Philip'a Sousa.
To by艂a nasza podstaw贸wka. Dobrze m贸wi臋, Grimm?
Chyba, 偶e przypadkiem zrzucili tam atom贸wk臋.
Mo偶esz nam pom贸c znale藕膰 BQE?
Z ch臋ci膮. Mam map臋 w schowku.
Czekaj. Ten facet jest zbyt wspania艂y.
- Wi臋c? - Na pewno recydywista. Niebezpieczny.
Prawdopodobnie seryjny morderca.
Mo偶e jest spoza miasta.
- Jest. Ma tablice z Iowa. - I masz rozwi膮zanie.
Sk膮d pochodzili Clutterowie? - Z Kansas.
Tylko sprawdzam.
Numer z bankiem by艂 niez艂y, prawda?
Zgadza si臋, Grimm.
Hej, Phyllis.
Grimm potrzebuje troch臋 wsparcia.
Nie, nie potrzebuje.
Jest spe艂niony.
Prosz臋.
艢wietnie. 艢wietnie. Dzi臋kuj臋
Wszyscy s膮 tak mili w Iowa?
- Iowa? - Tak.
To kradziony samoch贸d.
Grimm nie wydaje ci si臋 inny?
Wczoraj, by艂 tylko facetem pracuj膮cym w departamencie planowania przestrzennego.
Dzisiaj, jest 艣wiatowej klasy z艂odziejem bank贸w.
Dzi臋kuj臋 ci, Loomis. Potrafisz podnie艣膰 na duchu.
- Jaki艣 pieprzony koszmar. - Nie zna nawet stolicy Iowa.
Zamknij si臋.
To musi by膰 m贸j szcz臋艣liwy dzie艅.
Macie niez艂膮 kas臋.
Cztery dolary.
Nie zd膮偶y艂em dzi艣 do banku.
We藕 ten zegarek.
Jest wart 12 000 dolc贸w. Pohandlowa艂em troch臋 z facetem.
Odda艂 mi go za 300. Niez艂y, nie s膮dzisz?
Bo偶e, ale frajer. Zobaczmy co jest w baga偶niku.
Dzi臋ki. Na razie.
Prosz臋 pana, zapomnia艂 pan mapy.
I miliona dolar贸w.
- By艂 z Dubuque? - Z Des Moines.
- Mo偶emy jecha膰 na lotnisko? - W ciuchach z banku?
Flatbush jest 15 minut st膮d.
Wst膮pimy do marketu. Nic nas nie ogranicza.
Gdyby Albert Einstein nie zatr膮bi艂 klaksonem
...mogliby艣my zmieni膰 ciuchy zanim zosta艂y skradzione.
- To by艂 wypadek. - Podobnie jak Czarnobyl.
Ale Loomis nikogo nie napromieniowa艂.
- Ka偶 jej przesta膰. - Nie martw si臋 tym.
Kiedy ja ci臋 uderz臋, zacznij si臋 martwi膰. A ty.
Dlaczego bijesz jego skoro chcesz uderzy膰 mnie?
- O czym ty m贸wisz? - Co艣 ci臋 gryzie. Widz臋 to.
W porz膮dku, masz racj臋.
Chc臋... chc臋 ci co艣 powiedzie膰...
Nie powinni艣my jecha膰?
W porz膮dku, jedziemy. Ale ju偶.
- Dobra. Prosto przed siebie. - Dobrze, Grimm.
Ciesz臋 si臋, 偶e ten sukinsyn nas obrabowa艂.
Kolejne przypomnienie jacy z nas szcz臋艣ciarze, 偶e si臋 st膮d wynosimy.
Ale nie Woolworths. Powiedzia艂e艣, 偶e powinni艣my unika膰 ludzi.
Jedziemy do mojego mieszkania. Mam tam troch臋 ubra艅, m臋skich i damskich.
Nawet lepiej, jest bli偶ej. Nast臋pna w lewo.
M臋skie ubrania. Czyje?
Barry'ego Meyersa. Wspomina艂am o nim.
Powinnam za niego wyj艣膰. Facet nie by艂 ob艂膮kany.
Daj spok贸j.
Dzi臋kuj臋 za uratowanie nas.
W艂a艣ciciele banku chcieli 偶ebym przekaza艂
...偶eby pan nie oczekiwa艂 偶adnej wsp贸艂pracy z ich strony
Razem z pras膮 rozszarpi膮 pana.
Je艣li klaun ucieknie...
...b臋d膮 zobowi膮zani wobec udzia艂owcom zrzuci膰 ca艂膮 win臋
za t膮 upokarzaj膮c膮 sytuacj臋, na barki urz臋dnik贸w pa艅stwowych.
Ilu jest tych udzia艂owc贸w?
Tylko trzech, wydaj臋 mi si臋. Jeszcze raz dzi臋kuj臋.
- Naprawd臋 to doceniamy. - Do zobaczenia w autobusie.
M贸j Bo偶e. Teraz jeszcze to.
Rozszarpa膰 ich, nie wa偶ne jak wielcy byli.
Szefie.
Peruwia艅ski 艁膮cznik.
Psychol z Metra.
Ludzie zapami臋taj膮 co pan zrobi艂.
Co takiego jest pami臋tnego w klaunie, kt贸ry ukrad艂 milion dolar贸w?
Jezu, musimy z艂apa膰 tego faceta.
Sp贸jrz na to.
Czemu oni to robi膮?
Co mnie to obchodzi. To nie jest ju偶 moja praca.
Hej, Grimm, pr贸bowa艂e艣. Jeste艣 dobrym cz艂owiekiem.
Opieku艅czym, wiernym, troskliwym.
Zgadza si臋?
- Phyllis, gdzie parkujesz? - Zaparkuj przy hydrancie.
Hydrancie?
Zap艂ac臋 za mandat.
Nie mog臋 uwierzy膰, 偶e nowi lokatorzy wyrzucili te rzeczy.
Powinni si臋 wprowadzi膰 dopiero we wtorek.
Do tego czasu powinno nas ju偶 tu nie by膰.
- Daj mi r臋kaw. - Czy to konieczne?
Omin膮 nas darmowe drinki.
Chcesz wygl膮da膰 jak wieszak? Barry mia艂 190 cm.
Problemy z przysadk膮?
Sp贸jrzcie na to. Kupi臋 sobie co艣 takiego.
Kup trzy.
Sw臋dzi mnie troch臋 szkoda, 偶e maj膮 te rentgeny.
Mogliby艣my przenie艣膰 kas臋 w walizkach.
Ci cholerni terrory艣ci utrudniaj膮 偶ycie, nam rabusiom.
Niez艂a marynarka.
Dlaczego Barry j膮 zostawi艂, czemu nie wzi膮艂 ze sob膮?
Za bogaty, by si臋 tym przej膮膰.
Dymi si臋 na przeciwko.
Jak on w og贸le zarabia? Nieuleczalnie nudny bankier?
To czarny dym.
Szef mafii, domokr膮偶ca?
Alfons?
- O nie. - Co gliny?
- Nie stra偶. - Hydrant. Daj mi kluczyki.
- Kluczyki. - Tutaj.
Grimm.
- 艁apy do g贸ry. - Pewnie pan Edison.
Do g贸ry!
Panie Edisonie, jestem Phyllis Potter, a to moje mieszkanie.
Trzy razy okradli nas w Village. To si臋 nie powt贸rzy.
Czy wygl膮damy na przest臋pc贸w?
Czy wygl膮damy jak ludzie zdolni do przest臋pstwa?
Wiem, co widzia艂em.
Jak przyjdzie 偶ona, zadzwoni po gliny. Niech oni zadecyduj膮. Twarz膮 do okna.
W porz膮dku, ale to nadal nasze mieszkanie. Ciebie ka偶emy aresztowa膰.
O Jezu.
Grimm, nasz samolot wylatuje za 41 minut.
Cisza. Bez szyfr贸w.
Witaj kochanie. Jestem gotowa do 艣wi臋towania?
- O m贸j Bo偶e. - Zabierali telewizor jak wszed艂em.
Tylko dotyka艂em. Zabij mnie.
- Odwr贸膰 si臋. - Wspaniale Hal.
A mia艂o by膰 mi艂o.
Mieli艣my je艣膰 na pod艂odze, pi膰 szampana, s艂ucha膰 starych p艂yt.
Dlaczego mnie obwiniasz?
Nawet nie wstawili艣my 艂贸偶ka i zn贸w to samo.
Ju偶 za p贸藕no, pani Edison.
Hal podpisa艂 umow臋, prawda? Zrezygnowa艂 z lepszego miejsca.
- Znasz go? - P艂aci 1500 za jeden pok贸j.
Tysi膮c pi臋膰set? Raczej 2600.
Ty... P艂aci艂e艣 1500, tak?
- Raczej 1260. - 1260?
Nie znam ci臋 zbyt dobrze, ale musisz by膰 szalony, je艣li rezygnujesz z tego miejsce.
Mo偶e i jeste艣my szaleni.
Kupili艣my domek, niedaleko Woodstocku.
Wiejski, troch臋 zniszczony.
Ale op艂ata wynosi 300 dolc贸w na miesi膮c.
Chcemy spr贸bowa膰.
W to te偶 nie wierzysz! Ludzie robi膮 takie rzeczy!
Do twojej wiadomo艣ci, by艂em na Woodstocku.
Nie oceniam ci臋, Hal.
Naprawd臋 nie oceniam.
Ale z Woodstocku do Charlesa Bronsona w ci膮gu 20 lat?
Dobre.
Sp贸jrz.
Trzymaj.
Do diab艂a z tym.
Mo偶esz nas teraz zastrzeli膰.
Od艂o偶y艂em bro艅.
Nie gniewasz si臋?
To s膮 nazwiska i telefony oraz wst臋pne zeznania zak艂adnik贸w.
"Klaun wydawa艂 si臋 nieszkodliwy, dop贸ki nie zacz膮艂 molestowa膰 blond zak艂adniczki."
Tak. Najwyra藕niej zrobi艂 kilka nieprzyzwoitych uwag.
Nie widz臋 jej.
- Kogo? - Tej blondynki. Gdzie ona jest?
Sam z ni膮 rozmawia艂em jak wysz艂a.
- S膮 tutaj wszyscy zak艂adnicy. - Wszyscy s膮.
Nie wszyscy. Gdzie jest ten marudz膮cy go艣膰?
"To zwierz臋."
Ten, kt贸ry z ni膮 wyszed艂.
To byli drugi i trzeci wypuszczony zak艂adnik.
O Jezu.
Ten drwal... On by艂 pierwszy.
- W tym chaosie, kilku si臋 ulotni艂o. - To by艂 prawdziwy chaos.
- Ale mamy wszystkich nazwiska i telefony. - Mamy wszystko.
Znajd藕 mi zapis wideo tych trzech wypuszczonych zak艂adnik贸w.
Powiedzia艂em, "To koniec 偶artownisiu."
Si艂owa艂em si臋 z nim. Ale mia艂 dziewczyn臋 i musia艂em zrezygnowa膰.
Wtedy uderzy艂 mnie znienacka. Sukinsyn.
Obejrzymy to wideo, 偶eby艣my mogli zrobi膰 rysopisy tych rabusi贸w.
- Rabusi? - Oni wszyscy mnie uderzyli.
Trzej s膮 na wolno艣ci, zadowoleni z siebie.
- Taxi! - Taxi!
- Prosz臋! - $10000 za taryf臋!
I loda!
- Uspok贸jmy si臋 troch臋. - Nie zd膮偶ymy na samolot.
B臋dziemy musieli pop艂yn膮膰 na Fiji, na tratwie jak Thor Heyerdahl.
Zarezerwowa艂em jeszcze lot o 11:00 na Martynik臋.
- Nic o tym nie m贸wi艂e艣. - Nie my艣la艂em 偶e b臋dzie nam potrzebny.
Ale ja nic nie wiem o Martynice.
A co wiesz o Fiji?
W艂a艣ciwie nic.
Dobra.
A zarezerwowa艂e艣 jeszcze jaki艣 lot?
Spr贸bujmy zdarzy膰 na ten o 11:00, dobrze?
Dlaczego, ju偶 o nas wiedz膮?
Rotzinger ju偶 pewnie wywnioskowa艂, 偶e to trzej pierwsi uwolnienie zak艂adnicy
O Grimm.
Grimm, nie mog臋 p贸j艣膰 do wi臋zienia.
Nie martw si臋. Byli艣my w przebraniu.
- Taxi! - Nie wspomina艂e艣 o Rotzingerze.
Nic nie m贸wi艂e艣 o Martynice.
O czym jeszcze nie wspomnia艂e艣?
- Wszystko co mi m贸wisz to k艂amstwa, racja? - Dobrze si臋 czujesz?
Czy dobrze...? My艣lisz, 偶e to zabawne, miasto noc膮.
Nie, my艣l臋 偶e to jest bardzo ekscytuj膮ce.
Kiedy艣 te偶 tak my艣la艂a艣. Nie rozmawiali艣my o planie...
...chyba 偶e sypialnia by艂a blisko. - Zanim poj臋艂am kim jeste艣.
Kim jestem?
艢wiatowej klasy rabusiem bank贸w, upajaj膮cym si臋 swoj膮 pot臋g膮 i do艣wiadczeniem.
- Loomis te偶 tak my艣li. - Taxi.
Taxi.
Nie wiem sk膮d to wzi臋艂a艣: "艣wiatowej klasy rabu艣 bank贸w."
Dobra, obrabowa艂em bank, ale ty r贸wnie偶.
Nie to planowali艣my od sze艣ciu miesi臋cy, w twojej sypialni?
A teraz je艣li... Kiedy z艂apiemy taks贸wk臋...
...doko艅czymy plan i b臋dziemy 偶y膰 naszym 偶yciem z odrobin膮 godno艣ci.
Prosz臋 Bo偶e! Potrzebujemy taryfy.
Jednej, n臋dznej, pieprzonej taryfy!
Tak!
Na lotnisko, prosz臋.
Odbierzmy kolejny telefon. Linia si贸dma. Steve ze Staten Island.
- O czym chcesz pom贸wi膰? - O tym napadzie na bank.
- Tak? - Czy ten klaun to taki z艂y go艣膰?
Mia艂 niez艂e poczucie humoru.
Nie by艂 kolejnym 膰punem z gnatem w艂asnej roboty.
- By艂 wporzo. - Steve, jeste艣 tak膮 sam膮 kanali膮 jak on.
Powiesi膰 tego klauna i 艣ciagn膮膰 mu spodnie dla przyk艂adu. Spadaj st膮d.
Jak on mo偶e m贸wi膰 takie rzeczy?
- Pyta dok膮d. - O Bo偶e.
Chodzi mu, na kt贸re lotnisko. Kennedy, JFK.
- Przepraszam, troch臋 mi odbija. - Co powiedzia艂 Loomis, 偶e ci臋 tak zdenerwowa艂?
Nic takiego. Jest wobec ciebie lojalny. I ty wobec niego r贸wnie偶.
Niemal jak ojciec i syn.
Nic nie m贸wi艂e艣 o Rotzingerze i Martynice, bo plan by艂 doskona艂y...
...i nie chcia艂e艣 mnie martwi膰 na zapas, zgadza si臋?
Wiem, 偶e by艂am humorzasta.
Nie zauwa偶y艂em.
Wiem, 偶e to niezbyt rozs膮dne oczekiwa膰...
...wzmo偶onego zainteresowania w tych okoliczno艣ciach.
Ale widzisz...
Jezu. Na cholerne lotnisko!
Masz syf w uszach, czy co? Daj spok贸j.
Tylko spokojnie. Mo偶e jest tylko przejazdem w naszym kraju.
Przyjacielu...
Kennedy. Sp贸jrz.
Lotnisko Kennedy'ego. Sp贸jrz.
Za艂apa艂.
艢wietnie. Dlaczego nie zawieziesz nas wprost do paki.
- Nie m贸w tak. Zdenerwujesz Loomis'a. - Bo偶e bro艅.
Czerwone. St贸j.
St贸j!
Nie znasz nawet kolor贸w, zgadza si臋?
Nie znasz piekielnej czerwieni!
Tam jest prawdziwa taks贸wka. St贸j!
- Taxi! - Loomis!
- Ten facet naprawd臋 potrzebowa艂 gazety. - Z艂e miejsce sobie wybra艂.
Loomis. Loomis.
Hej, Linda, po艣piesz si臋, Ten facet chyba nie 偶yje.
S艂yszysz mnie? To trup.
38,82.
Przy艣lijcie radiow贸z!
Chyba krwawi.
Loomis.
Naprawd臋 go lubi艂am. Serio.
Powiedzia艂em mu: "B臋dziesz grzeczny?" I nagle pojawi艂 si臋 ten n贸偶.
To by艂a chyba finka, a ja nienawidz臋 no偶y.
Dennis, te materia艂y wideo, nie by艂y zbyt pomocne.
Chcia艂em to godzin臋 temu.
Sk膮d to wzi膮艂e艣, z pude艂ka zapa艂ek?
艢wietne, je艣li chcesz z艂apa膰 Paul'a Bunyan'a.
W cz臋艣ci powsta艂 na naszych opisach.
Ten klaun to nie klaun.
Wiedzia艂, 偶e b臋dziemy zbyt zaj臋ci...
...napastnikiem w banku...
...偶eby przyjrze膰 si臋 brodaczowi, blondynce czy marudzie. Masz co艣?
Dw贸ch m臋偶czyzn i kobieta oto co mamy:
19:00, samoch贸d z dw贸jka m臋偶czyzn i kobiet膮 rozbi艂 si臋 ko艂o Pierce Hotel.
- Pasa偶erowie zd膮偶yli zbiec. - Powiadom radiowozy. Co艣 jeszcze?
Wszystko z dwoma m臋偶czyznami i kobiet膮.
Dwa kolejne sklepy alkoholowe i pralnia zosta艂y napadni臋te przez klaun贸w.
Pewnie s膮 ju偶 gdzie艣 w Trzecim 艢wiecie.
Tak, w jakim艣 mi艂ym miejscu.
Jedyne co nam sprzyja to miasto.
Nasza jedyna nadzieja to, 偶e ugrz臋藕li gdzie艣 w tym samym bagnie, kt贸re my znamy.
Dlaczego ja ci膮gle tutaj pracuj臋?
Nie ma dla mnie bardziej inspiruj膮cego zaj臋cia?
Prosz臋 tak nie m贸wi膰.
Jeszcze jedno. Facet wyskoczy艂 z p臋dz膮cej taks贸wki i uderzy艂 w kiosk.
Dwaj kolejni pasa偶erowie taks贸wki, to m臋偶czyzna i kobieta.
Wyskoczy艂 z p臋dz膮cej taks贸wki.
Wpad艂 w panik臋.
To kto艣 uciekaj膮cy.
To pasuje do tego go艣cia co przycisn膮艂 klakson.
- Kiedy to by艂o? - 20:35.
- Nie byli艣my jeszcze na miejscu zdarzenia. - To oni.
To oni.
Wy艣lijcie wszystkie jednostki na miejsce zdarzenia.
Loomis.
Z艂apali艣my taks贸wk臋?
Uderzysz mnie teraz?
Nie, ale je艣li masz z艂aman膮 nog臋, b臋dziemy musieli si臋 wyko艅czy膰.
Mo偶esz ju偶 wsta膰?
Szkoda. Wygl膮da na twardziela.
Licz od 10 w d贸艂.
Dziesi臋膰.
Dobrze. Zapomnij o tym, wystarczy.
Dziewi臋膰, osiem...
...siedem...
- Spokojnie. - Bro艅, bro艅!
Bro艅, bro艅.
Nie藕le. Professor Henry Higgins nas spostrze偶e.
Chod藕my tutaj.
To co艣 w twoich plecach to nie m贸j kutas.
Co za ulga.
Przyszli艣my...
...po pieni膮dze.
Co m贸wi ten trup?
M贸wi, 偶e przyszli po pieni膮dze.
Zapytaj po jakie pieni膮dze, dupku.
Jakie pieni膮dze, dupku?
Niewiarygodne. Bawi膮 si臋 z nami.
Taaa.
Powiedz mu, 偶e zabawisz si臋 jego pieprzon膮 g艂ow膮.
Zabawi臋 si臋 twoj膮 pieprzon膮 g艂ow膮.
Musicie nienawidzi膰 tego magazynu.
Pojutrze b臋dzie tutaj niez艂y po偶ar.
Johnny. Podejd藕 tu.
Podejd藕.
Co?
Co ty do cholery robisz?
Nie mam poj臋cia.
Nie wiem.
- Zapytaj go. - Mam go zapyta膰?
Pan Skelton chce wiedzie膰 dlaczego ciebie nie zna.
- Jestem nowy. - Jest nowy.
Powiedz mu, 偶e Lombino nic mi nie m贸wi艂 o nowym kurierze.
- Lombino nic nie m贸wi艂... - Pan Lombino?
Pan Lombino!
Od kiedy taki m膮drala jak ty zas艂uguje na wyja艣nienia takiego bossa...
...jak Pan Lombino?
Pan Lombino nic mi nie m贸wi艂 Panu Skeltonowi...
...o nowym... - Wystarczy, Johnny.
- Nie widzisz, 偶e tutaj stoj臋? - Dobra. Przepraszam.
Dobra.
Co si臋 sta艂o z Mario?
Mario.
Kto艣 go sprowokowa艂.
Wi臋c wyrzuci艂 Earl z p臋dz膮cego samochodu.
To samo zrobi艂 Johnny'emu.
- Musi to lubi膰. - To zwierz臋. On jest chory.
Dobrze. Dam ci pieni膮dze.
Jak tylko zadzwoni臋 do Lom...
Pana Lombino.
Aby ci臋 sprawdzi膰.
艢wietnie. Idealnie.
Ju偶 s艂ysz臋 Pana Lombino:
"Skelton w艂a艣nie dzwoni艂 by sprawdzi膰 Chipa."
Pan Lombino, prosz臋. Skelton.
"Widocznie Chip by艂 za mi臋kki.
b臋d臋 musia艂 przywr贸ci膰 tego zwierzaka Mario, do Skeltona. "
Nie. Chwila. Wujku Mike. Wujku Mike.
Panie Skelton. Nie, chwila. Nie chcemy Mario, tego 艂ysego osi艂ka...
...w g艂upich okularach przeciws艂onecznych, bij膮cego ka偶dego dla zabawy.
Nikt nie jest tak g艂upi dla kilku tysi臋cy.
Wiedz膮, 偶e Mario ich wypatroszy. Wiesz o czym m贸wi臋...
S膮dz臋 偶e mam racj臋, wi臋c mo偶e...
Sze艣膰 tysi臋cy. Ma艂a dostawa.
Dzi臋ki. Chod藕 Earl.
Kiedy po raz pierwszy us艂ysza艂em, 偶e Lombino wr贸ci艂 do miasta...
...pomy艣la艂em niemo偶liwe. Ten facet nie opuszcza kryj贸wki w Nevadzie.
Teraz kiedy widz臋 ciebie, to musi by膰 prawda.
Wr贸ci艂 偶eby zrobi膰 tutaj porz膮dek.
I dlatego jest kr贸lem.
Narkotyki, ochrona, co chcesz. Lombino to kr贸l.
- Przeka偶 mu, 偶e tak powiedzia艂em. - Dobra.
Czego dotknie Lombino zamienia si臋 w z艂oto.
Kr贸l Lombino. To dlatego jest kr贸lem.
- Przeka偶, 偶e tak powiedzia艂em. - Przeka偶臋, John.
Do zobaczenia. Uwa偶aj na g艂ow臋.
Grimm, kochanie, nie wierzy艂am, 偶e wyjdziemy stamt膮d
Kochanie.
Phyllis zn贸w jest sob膮.
W艂a艣nie okrad艂e艣 mafi臋.
Jeste艣 do tego stworzony.
Grimm. Musisz mie膰 to w genach.
Mamy farta. Do dzie艂a.
Uda mi si臋. Uda mi si臋.
Nie uda mi si臋.
Nie uda si臋...
Dobra, uda mi si臋.
Co to za zapach?
Winiacz. Jedziesz na lotnisko?
- Niedaleko lotniska. - Dobra. To jedziemy.
Masz odliczon膮 kwot臋?
Daj mu $100.
Szybko.
To nie jest odliczona kwota.
Spogl膮da艂e艣 czasami w ty艂? Nie widz臋 sprzeciwu.
Co noc tam spogl膮dam.
Dlatego zajmuje si臋 swoimi sprawami z wielk膮 skrupulatno艣ci膮.
Odje偶d偶am za minut臋 i 45 sekund.
Dok艂adna kwota, albo wynocha.
Dobrze. Daj mi chwil臋. Skocz臋 po drobne.
Masz minut臋 i 28 sekund.
Loomis. Mo偶esz kl臋kn膮膰?
Nie. Mog臋 usi膮艣膰.
Nie mo偶esz dop贸ki nie zap艂acisz za bilet.
- Przepraszam. - Uwa偶aj jak chodzisz.
- Przepraszam. Pomyli艂y mi si臋 kierunki. - Nie ma sprawy.
- Potrzebuj臋 drobnych. - Hej, jest kolejka.
I tak musi pan co艣 kupi膰.
Pi臋膰dziesi膮t dwie sekundy.
98,62.
Jeszcze puszka Maxwell House.
Nie. Bezkofeinow膮.
Tam jest.
Tak, ta.
O nie.
Nie, nie nie.
Bardzo mi艂o z pana strony. Dzi臋kuj臋.
Sam dam rad臋.
Nie uda mu si臋.
Dwadzie艣cia sze艣膰 sekund.
- Wypierdalaj st膮d! - Mario, nie!
Co to by艂 za facet?
Nie mog臋 patrze膰!
Nie wiem. To ten!
Ty sukinsynu!
- Czas min膮艂. - Zaczekaj! Prosz臋, zaczeka膰!
Zamknij drzwi. On pojedzie nast臋pnym.
Ten facet to z艂odziej!
- Zamknij drzwi. Jed藕my ju偶. - Za bia艂膮 lini臋.
On ukrad艂...!
- Mam go. - To z艂odziej, ukrad艂 mi co艣!
To on wyskoczy艂 z taks贸wki?
M贸j szef ci臋 wywali z roboty! Co s艂ycha膰, Rotzinger?
- Niewiarygodne. - Znasz go?
Mario Monetti, kurier Vince'a Lombino.
Lombino? Tego z Nevady?
Prawdopodobnie gdzie艣 z Nevady.
Uciek艂, w艂a艣nie jak mia艂em go zapuszkowa膰.
Ci膮gle wyci膮ga z tego miasta wi臋cej w dzie艅, ni偶 ten klaun da艂 by rad臋 w tydzie艅.
Jeste艣 pewien, 偶e to on wyskoczy艂 z taks贸wki?
Taks贸wkarz go rozpozna艂.
Chod藕my.
Mog臋 ci zada膰 pytanie?
- Za bia艂膮 lini臋. - Prosz臋. Jed藕. Jed藕 ju偶.
Moja mama tak robi艂a.
W艂a艣nie tak.
Powinna艣 mie膰 dziecko, Phyllis.
Zabawne, 偶e to m贸wisz.
Naprawd臋?
Siadaj.
- Grimm nic mi nie m贸wi艂. - Grimm nie wie.
Chcia艂am powiedzie膰 mu po skoku.
To teraz mu powiedz.
Wcale mu nie powiem.
Nie kochasz go?
Moja siostra zawsze mi powtarza艂a...
...偶e s膮 faceci, za kt贸rymi si臋 szaleje...
...i tacy, za kt贸rych si臋 wychodzi.
Poniewa偶 je艣li jest zbyt podniecaj膮cy, nie mo偶esz mu ufa膰.
Powiedzia艂am jej, 偶e si臋 myli.
Kiedy pozna艂am Grimma, my艣la艂am, 偶e mam dwa w jednym.
Ale s膮 granice. Sam to powiedzia艂e艣, Loomis.
On jest stworzony do tego.
Jestem teraz cz艂onkiem jego gangu.
Bo偶e. Pozwolisz 偶eby co艣 co powiedzia艂em wp艂yn臋艂o na twoj膮 decyzj臋?
To wszystko moja wina.
Nie. Chod藕 tu.
To nie twoja wina.
Poza tym, 偶e zatr膮bi艂e艣 tym klaksonem.
- Kiedy powiedzia艂e艣 blisko lotniska... - P贸艂 kilometra.
- Dobrze. Kiedy tam b臋dziemy? - 22:30.
- A po ludzku? - 10:30.
- A gdyby艣 musia艂 doj艣膰 do niego. - Z tym rannym go艣ciem?
- Nie mog臋 poda膰 dok艂adnie. - A oko艂o.
- Dwadzie艣cia jeden minut. - Dzi臋kuj臋.
To nie jest moja zwyk艂a trasa. M贸j m膮偶 jest na intensywnej opiece.
- Pozbywasz si臋 nawet tego? - Pilnuj swojego nosa.
Co powiedzia艂?
Przypuszcza, 偶e dotrzemy na terminal za dziewi臋膰 jedenasta.
Dziewi臋膰 minut? Dziewi臋膰 miesi臋cy... Minut?
Gdzie ja ju偶 s艂ysza艂am to nazwisko Lombino?
Na pewno go pami臋tasz.
Strzeli艂 swojemu bratu w oko, w czasie kolacji, w knajpie Umberto.
Nie mog臋 w to uwierzy膰, 偶e weszli艣my akurat do jego lokalu.
Jego lokalu?
Do jego lokali wchodzi艂a艣 ju偶 nie艣wiadomie wiele razy.
Jest w艂a艣cicielem restauracji, bar贸w, supermarket贸w.
Ma nawet przedszkola.
Pracujesz dla klauna, czy on pracuje dla ciebie?
Czy klaun te偶 pracuje dla Lombino?
Jaki klaun?
Bardzo przekonuj膮co, Monetti.
Mamy ci臋 pewnie przeprosi膰 i wypu艣ci膰.
Tak, zgadza si臋.
Chod藕 tu kanalio. No ju偶.
On w tym siedzi. Nic nie chce nam powiedzie膰.
Ty idioto. On nie zna ani s艂owa po angielsku.
Chod藕. Uspok贸j si臋. Usi膮d藕.
Nie m贸wi艂em 偶eby przys艂a膰 t艂umacza?
My艣la艂em, 偶e "przes艂uchiwacza."
Tylko to powtarza.
Daj kluczyki od kajdanek. I daj mu co艣 do picia.
Pewnie uciek艂 ze swojego kraju przed takimi w艂a艣nie przes艂uchaniami.
Cholera. Sprowad藕cie t艂umacza.
Nie zdajecie sobie sprawy, 偶e rabusie powiedzieli mu dok膮d jad膮?
Nawet je艣li, to on nic pewnie nie zrozumia艂.
- Nawet nie wiem po jakiemu m贸wi. - Dajcie mi t艂umacza!
Prosz臋. Wypij to.
Dobrze.
Kim by艂 klaun? M贸w, ale ju偶.
Co to do cholery jest, Rotzinger?
Od kiedy to nielegalne 艣pieszy膰 si臋 do autobusu?
- Autobusu? - Tak.
Od kiedy to zbrodnia?
Oni s膮 w "blufftoney."
Nie mam na to czasu.
Kierowco, troch臋 si臋 zawiod艂em na panu!
M贸wi przez sen.
Nie powinni艣my go adoptowa膰?
Przy okazji...
...co my艣lisz o dzieciach?
Dlaczego mnie o to teraz pytasz?
Przepraszam.
My艣l臋, 偶e pud艂o to niezbyt dobre 艣rodowisko dla dziecka.
Nie przesadzaj. Jedziemy na lotnisko.
- Niedaleko lotniska. - Loomis 艣pi. Nic nie zrobi.
- Poza wypaplaniem wszystkiego. - My艣lisz, 偶e to mia艂oby tutaj znaczenie?
Daj spok贸j.
Jeste艣my wolni.
Grimm...
...nie jad臋 z tob膮.
Co takiego?
Jezu!
Nie. Nie synu. Nie mam na to czasu.
- Biedny sukinsyn. Chod藕. - A on?
Przesta艅. Musz臋 trzyma膰 si臋 rozk艂adu.
- Mog臋 jako艣 pom贸c? - Za bia艂膮 lini臋!
- Zap艂ac臋 za jego bilet. - Dobra.
- Masz odliczon膮 kwot臋? - Id藕 do specjalisty!
- Stajesz si臋 postaci膮 z koszmar贸w. - Dobrze.
- No ju偶. No dalej. - Sp贸jrz.
Tutaj jest $6000. Prawdziwe. Wiem jak to miasto niszczy jednostki.
- To straszne. - No dalej.
We藕 to i zacznij nowe 偶ycie. Gdzie艣 poza tym autobusem.
No dalej! Po艂amiesz gitar臋. No dalej.
No ju偶.
Mamy rozk艂ad. Ruszajmy. Jed藕my, ale ju偶.
Ostro偶nie zatrzymamy wszystkie autobusy z linii numer dziewi臋膰.
Nie chcemy powt贸rki z wzi臋ciem zak艂adnik贸w.
Wi臋c taka jest naprawd臋?
Tracimy troch臋 czasu i nagle stwierdzasz, niech ka偶dy radzi sobie sam.
Tak, to ja.
Je艣li tutaj zostaniesz, z艂api膮 nas wszystkich.
Zaryzykuj臋.
Powiedz mi co takiego zrobi艂em? Czego chcesz?
Chc臋 by艣 si臋 ode mnie odczepi艂.
Rusza膰 si臋. Pr臋dko!
Chyba zostan臋 z wami troch臋 d艂u偶ej.
Loomis, stracili艣my mn贸stwo czasu.
Mo偶esz i艣膰 troch臋 szybciej?
Przykro mi Grimm.
Nie mog臋.
- Znowu mnie uderzysz? - Nikt ci臋 nie uderzy.
- Znowu? Nikogo nie uderzy艂em od 9 roku 偶ycia. - Tak, ale to mnie wtedy uderzy艂e艣.
Straszysz go, a tak wiele ju偶 przeszed艂.
Ci膮gle tutaj jeste艣?
Obiecaj mu.
Obiecuj臋.
- To nasz samolot? - Nie.
Nasz by si臋 rozbi艂.
Gdzie jest lotnisko?
Daleko jeszcze?
Musi by膰 du偶a konkurencja do tego skrzy偶owania.
Dzi臋ki Bogu, 偶e nie wygl膮da nazbyt symbolicznie czy co艣.
Co ona w艂a艣ciwie m贸wi, Grimm?
Nie mam poj臋cia.
Pewnie, 偶e wiesz, powtarza: "kwiaty dla zmar艂ych."
O Bo偶e!
Wszyscy umrzemy!
Wszyscy umrzemy!
Daj mu chwil臋. Zaraz wr贸ci do formy.
Chwileczk臋. Phyllis nie mo偶e tym jecha膰, nie w jej stanie.
Zatrzyma膰 do kontroli.
Zatrzyma膰 do kontroli.
T臋dy. Zatrzyma膰 do kontroli.
- Prosz臋. T臋dy. - Szefie, musi pan tego wys艂ucha膰.
- Masz co艣? - I to wielkiego.
Jedziemy na lotnisko. Bierzemy tw贸j samoch贸d.
Musi go zidentyfikowa膰.
- Nie zamierza艂a艣 mi nawet powiedzie膰? - Chcia艂am, Grimm.
Ale kiedy? Przed skokiem?
Dla poniesienia napi臋cia?
A po skoku?
Pr贸bowa艂am kilka razy...
...ale ty by艂e艣 zbyt zaj臋ty, byciem spe艂nionym.
Grimm, musz臋 zdj膮膰 te pieni膮dze z siebie.
Kupimy ci worek marynarski czy co艣 takiego, jak tylko miniemy rentgen.
Kt贸ry miesi膮c?
Phyllis, prosz臋.
- Nie ma ich jeszcze na pok艂adzie. - Pozwolimy im wej艣膰.
Przejd膮 przez wykrywacz metali. B臋d膮 w pu艂apce i nieuzbrojeni.
Aresztuj臋 ich na pok艂adzie, po cichu i sam, nawet si臋 nie zorientuj膮.
- To r贸wnie偶 moje dziecko! - To wzgl臋dnie m艂ody cz艂owiek.
Mam wyszkolony oddzia艂 antyterroryst贸w, kt贸ry jest w艂a艣nie na takie okazje.
Sam to zrobi臋.
Szczerze m贸wi膮c...
...potrzebuj臋 tego, po dzisiejszym dniu.
- Dzi臋ki, Roy. - Ju偶 si臋 robi.
Roy za艂atwi nam jaki艣 worek...
...w贸zek i narty z dzia艂u zgubionych baga偶y, aby wyt艂umaczy膰 jako艣 t膮 twoj膮 nog臋.
- Da艂e艣 mu par臋 dolc贸w? - Raczej 1200.
Przera偶aj膮ce, ale sz贸sty zmys艂 Roy'a podpowiedzia艂 mu, 偶e mamy k艂opoty.
Postrzeganie pozazmys艂owe istnieje. Udowodnili to.
A ode mnie co艣 teraz odbierasz? P贸jd臋 po karty pok艂adowe.
Spotkamy si臋 tam?
Pomog臋 naszemu czytaj膮cemu w my艣lach, wej艣膰 do 艣rodka.
Dobrze.
Co jeszcze?
Hej klaunie!
Do kolejki.
Mam tylko jedno pytanie.
Jakie艣 problemy?
- Obawiam si臋 偶e jest zbyt wielu pasa偶er贸w. - Tak b贸j si臋.
Nikt tak nie post臋puje z Russ'em Crane.
Nikt tak nie post臋puje z pani膮 Crane, ty nieskazitelna stewardeso!
Co艣 z tob膮 nie tak, 偶e boisz si臋 m臋skiej roboty?
Tamt臋dy.
- Nazwisko prosz臋? - O dzi臋kuj臋.
Grimm.
Gliny szukaj膮 dw贸ch m臋偶czyzn i kobiety, musimy si臋 rozdzieli膰.
Dobrze. W takim razie 偶egnajcie.
- Oszala艂a艣? - My艣lisz, 偶e jest mi 艂atwo?
- Co takie dzi艣 zrobi艂em, czego ty nie zrobi艂a艣? - Zmieniasz si臋 w potwora.
Bank by艂 tylko preludium. Okrad艂e艣 mafi臋...
...przekupi艂e艣 Roy'a, sponiewiera艂e艣 tego faceta, Edisona, a mia艂 bro艅.
Ukrad艂e艣 zegarek.
Kupi艂em go, a Edison b臋dzie mia艂 najlepszy seks od wiek贸w.
Cokolwiek zrobi艂em, zrobi艂em dla nas, by艣my mogli by膰 razem.
My艣lisz, 偶e powinienem by膰 tylko bredz膮cym idiot膮?
My艣l臋, 偶e nie b臋dziesz wstanie wr贸ci膰 do normalno艣ci.
Nieprawda! Lec臋 na Martynik臋 z milionem dolar贸w przytwierdzonych do ty艂ka...
...chyba, 偶e nie przestaniesz si臋 wyg艂upia膰 i wszyscy wyl膮dujemy w wi臋zieniu.
- Grimm, my艣l臋 o dziecku! - B臋dzie mia艂 trzy lata jak wyjdziesz.
Przybrane rodziny s膮 wspania艂e, chyba, 偶e trafi na bezdusznych lub religijnych maniak贸w.
B臋dzie m贸g艂 nas odwiedza膰. Poka偶esz mu jak robi si臋 tablice rejestracyjne.
Dzi臋ki Bogu, 偶e przyst臋pujesz do mnie z mi艂o艣ci膮 i zrozumieniem...
...a nie pr贸bujesz mnie straszy膰.
Tylko na to mam czas.
Jedno z nas musi zabra膰 ze sob膮 Loomis'a. Mo偶e ty?
Musz臋 do toalety.
Zwariuj臋 jak nie zdejm臋 tych pieni臋dzy.
O kurde.
Spotkamy si臋 za dwie minuty w samolocie?
Prosz臋?
By艂e艣 dla niej troch臋 ostry.
To by艂 jedyny spos贸b aby zd膮偶y膰.
Mo偶e powiniene艣 powiedzie膰, 偶e j膮 kochasz. Mo偶e to by艂 by lepszy spos贸b.
Jezu Loomis.
Teraz mi to m贸wisz.
Dobrze. Raz jeszcze.
- Nie. - Prosz臋.
- Got贸w? Tym razem b臋dzie szybko? - Nie prosz臋.
No dalej. Ju偶!
Dobrze. Zuch ch艂opak.
Teraz pom贸偶 mi to zapi膮膰.
Zatrzymajcie sobie to miasto!
- Witam. - Nie mogli艣cie przyj艣膰 jeszcze p贸藕niej?
Chyba jeste艣 st膮d.
Lecimy i b臋dziemy si臋 dobrze bawi膰.
Dobrze, Grimm.
Nie tak to sobie wyobra偶a艂em.
Nie taki by艂 plan.
Przykro mi, Grimm.
- Dajcie mi trzy minuty, zanim wejdziecie. - Dobra.
Le膰. Obiecaj, 偶e p贸jdziesz do lekarza jak tylko wyl膮dujesz.
Nie. P贸jdziemy razem.
Hej, wy dwaj, siada膰.
Co te偶 za ho艂ot臋 wpuszczaj膮 do pierwszej klasy?
Przepraszam mog臋?
Chod藕, Loomis.
Sp贸jrz na siebie. Musisz st膮d znika膰 i to szybko.
Kiedy znajd臋 Phyllis...
- Je艣li znajd臋 Phyllis... - Nie, nie mo偶esz.
Cholerni pasa偶erowi metra psujecie pani Crane delektowanie si臋 drinkiem!
Wszystko w porz膮dku kochanie?
Krwawa Mary nie za pikantna?
Moja dziewczynka.
Do zobaczenia wkr贸tce. Opal si臋 troch臋.
Nie zapomnij o kremie.
Zaczekaj Grimm.
Mo偶emy j膮 znale藕膰 razem.
O kurcze.
To...
Przykro mi kochanie. Nie we藕miesz mnie 偶ywcem, Rotzinger.
- Zaoszcz臋d藕 sobie wstydu, Lombino. - To kr贸l.
Vince, ty robaku!
- Przyszed艂 po kr贸la. - Glido!
Nawet je艣li mi uciekniesz, na zewn膮trz czeka 50 gliniarzy.
Dobra, Rotzinger. Teraz moja kolej!
Ma jeszcze minut臋
Za chwil臋 odlatujemy, prosz臋 zatem o uwag臋...
Ty szczurze! Ty pokrako!
Mo偶e pani bi膰 go czym艣 innym? Prosz臋 to odda膰.
Dzi臋ki Bogu!
Zrobi艂am to z Mario, Vinnie.
Kiedy gra艂e艣 w karty ze swoimi 艣mierdz膮cymi kumplami!
Nikt tak nie post臋puje z pani膮 Crane.
Roz艂o艣膰 go!
Ma grubszego. Ma grubszego ni偶 jego kark i o wiele lepszego.
Phyllis.
Phyllis, w艂a艣nie z艂apali tego faceta.
Dawaj to... Dobra.
Vince Lombino, alias Russ Crane...
...jeste艣 aresztowany za morderstwo pierwszego i drugiego stopnia...
...podpalenie, str臋czycielstwo, handel broni膮, napa艣膰, szanta偶.
U偶ycie ma艂偶onki jako tarczy.
Mario, dlaczego zakablowa艂e艣, twardzielu?
Pieprz si臋.
To on.
Nie wa偶ne co on m贸wi. Wrzu膰 go do samochodu.
- Zabrali艣my go tylko na przeja偶d偶k臋. - Angie!
- Anio艂ku! - Idziemy!
Pani Lombino nic nie jest?
Angie! Kocham ci臋, skarbie!
Kocham ci臋!
Kocham ci臋, Angie!
Chwila przyjacielu.
Dzi臋ki za pomoc.
- Nie ma sprawy. - Chcia艂bym przes艂a膰 pochwa艂臋.
Mog臋 prosi膰 o nazwisko i adres?
Dzi臋kuje bardzo.
- Dan... - Dan.
...Chipowski.
S-K-I-P-O-W...
...SKI.
111 Astoria Boulevard, Queens, Nowy York...
...111 01.
Dobrze, Dan. Szkoda, 偶e nie ma wi臋cej takich jak ty.
Prosz臋 tak nie m贸wi膰.
Chod藕 James.
To Rotzinger!
- Wystartuje pan na burmistrza? - To najwspanialszy dzie艅 w pana karierze?
- Kto do nich zadzwoni艂? - Ja.
Pami臋taj musimy wys艂a膰 pochwa艂臋 temu Skipowski'emu.
To znaczy Chipowski'emu.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.