All language subtitles for Cheap Thrills [2013]Cheap Thrills [201

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German Download
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

www.NapiProjekt.pl - nowa jakoœæ napisów. Napisy zosta³y specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.

T³umaczenie ze s³uchu - Danuve

- Straciliœmy okazjê... - Jeszcze zd¹¿ymy.

Komu potrzebne okazje?

Mamusiu...

- Czy on nie ma wy³¹cznika? - Ma, za lewym uchem.

- Postaraj siê go nie uszkodziæ. - Nie móg³by spaæ jak cz³owiek?

Zajmê siê tym.

Oddaj tatusiowi okulary. Oddaj okularki.

Zostaw okularki.

Nie rusz okularków.

- Dziêki. Wygl¹dasz super. - Tylko bez z³oœliwoœci.

Nic z tych rzeczy... Nie dostaniesz kawki.

- Trzeba zatankowaæ. - Dasz mi kasê?

Jasne. Potrzymaj go.

Pieni¹¿ki, pieni¹¿ki...

- Kocham ciê, kole¿ko. - Po¿egnaj siê z tatusiem.

Rozmawia³eœ ju¿ z Dougiem o podwy¿ce?

Dzisiaj z nim pogadam.

- Lecê. Pa pa. - Daj znaæ, jak posz³o.

FINALNE ZAWIADOMIENIE

Doug ma z tob¹ do pogadania.

- Chcia³eœ mnie widzieæ? - Tak. Wszystko gra?

Przeprowadzamy redukcjê etatów...

S³uchaj, skarbie, wrócê trochê póŸniej. Skoczê jeszcze na piwko z Enrique.

Widzimy siê wieczorem. Kocham ciê.

Dawaj szmal, kolego...

Vince? Dobry Bo¿e, ale ¿eœ mnie wystraszy³.

Ile razy ci powtarza³em, ¿ebyœ by³ czujny, co?

Wieki ca³e siê nie widzieliœmy.

- Co chcesz? Ja stawiam. - Dziêki, ale bêdê ju¿ lecia³.

Nie ma mowy, nigdzie nie idziesz. Piêæ lat siê nie widzieliœmy.

- Tyle ju¿ minê³o? - To tylko jeden drink.

- No dobra, namówi³eœ mnie. - Whiskey i coœ dla kolegi.

Co ciê tu sprowadza? Chyba nie szukasz k³opotów, co?

Jesteœ ¿onaty?

- Dzieci te¿ masz? - Mam synka, 15 miesiêcy.

- Chcesz zobaczyæ? - Jasne, poka¿ brzd¹ca.

- Ma na imiê Keenan. - Keenan? Nawet podobny.

Mamy takie same fryzury.

To twoja ¿onka? Piêkna jest, gratulujê.

Nie pró¿nowa³eœ. Jeszcze mi powiedz, ¿e masz jakiœ domek na przedmieœciach.

- Piszesz jeszcze? - Owszem.

A ty nosisz ju¿ czyjeœ zdjêcia w portfelu?

Nie. Mam parê fotek na telefonie, ale nie nadaj¹ siê do pokazywania.

- No chyba, ¿e chcesz? - Nie...

Cholerka...

- Czajê siê na ni¹ od dawna. - Ostra jest.

Czego trzeba, ¿eby tak¹ zdobyæ? Willa z basenem i Merc wystarcz¹?

- Pojêcia nie mam. - No tak, jesteœ ju¿ zajêty.

- Jedna dupa do koñca ¿ycia? Serio? - Wiesz, jakoœ siê o tym nie myœli.

Ja tam ca³y czas szukam kolejnego celu.

Widzê, ¿e nie narzekasz na brak pracy.

- Jakoœ siê krêci. - Dobrze p³ac¹?

G³odny nie chodzê, wystarcza mi...

Mogê o coœ zapytaæ? Gdy œci¹gasz d³ugi...

- Jak to w³aœciwie wygl¹da? - Co masz na myœli?

Zawsze dochodzi do u¿ycia przemocy, czy próbujesz siê jakoœ z nimi dogadaæ?

"Przegra³eœ to p³acisz, inaczej siê zeszmacisz."

- Czemu pytasz? - Tak jakoœ...

- Zbierasz materia³y do ksi¹¿ki? - Nie, to nie to.

Co siê dzieje?

- Mam k³opoty. - Coœ wiêcej?

Dosta³em wezwanie do zap³aty.

Jeœli szybko tego nie sp³acê, wyl¹dujemy na ulicy.

- Wylecia³em te¿ z roboty. - Przykro mi to s³yszeæ

- Mogê ci kopsn¹æ parê stówek. - Potrzebujê 4 i pó³ tysi¹ca.

Tyle to nie mam.

- Chcia³eœ u nas dorobiæ? - By³em tylko ciekaw...

Jasne.

S³uchaj, Craig. Z³ama³em kiedyœ goœciowi ³apê za marne 80 dolców.

Wszystko na oczach jego córki.

Da³byœ radê zrobiæ coœ takiego?

Rozchmurz siê, ch³opie. Strasznie posmutnia³eœ przez te wszystkie lata.

Muszê sikn¹æ, zaraz wrócê.

Jasna sprawa. Craig Daniels...

Craig Daniels. Niech mnie chuj.

Przepraszam.

Siadaj, Craig. Pañstwo stawiaj¹.

Potrzeba im mi³ego towarzystwa.

Impreza siê krêci.

- Lubicie tequilê? - Jasne, czemu nie.

Panie barman, poprosimy trzy strza³y waszej najlepszej tequili.

W sumie to daj pan ca³¹ butelkê. I jakiœ sok na popitkê.

Jak was zw¹? Ja jestem Colin, a to moja ¿ona, Violet.

Wyskoczyliœmy sobie na miasto z okazji jej urodzin.

- Wszystkiego najlepszego. - Oto i ona. Postaw j¹ tutaj.

- Jest pan pewien? To bêdzie 300 dolarów. - Ale ¿enada. Tak, jestem pewien.

- Jak ci na imiê? - Caryn. Przez "C".

Fajnie, s¹ nawet szklanki.

Panowie, zdrowie mojej ¿ony.

Ostatnie pó³ roku by³o absolutnie wykurwiste.

- Kocham ciê w pytê. - Te¿ ciê kocham.

Za Violet.

- G³adko wesz³o. - Nie jest z³e.

W domu mam butelkê trunku za 10 patyków.

Niez³y wypas, nie? Czym siê zajmujecie?

- Pracujecie razem w myjni, czy jak? - Wnosisz po naszym ubiorze?

- Nie chcia³em uraziæ. - Kumplujemy siê tylko.

- Spotkaliœmy siê na piwku. - Starzy kumple, fajna sprawa.

- By³o parê wspólnych zajawek w liceum. - Wiele was ³¹czy³o.

- Kiedyœ by³o ³atwiej. - Trochê przesadzasz.

Tajemniczy z ciebie goœciu.

Powinieneœ nosiæ garniak i krawat. Prawdziwy prawilniak.

Cyknijmy jak¹œ fotkê. Trzeba to uwieczniæ

Chcecie robiæ zdjêcia? Dla mnie spoko.

- Uœmiech - Daje po oczach.

Strzelimy jeszcze jedn¹?

- Raz, dwa, trzy. - DI jak wysz³o?

- Zaczyna siê. - Co jest grane?

Mamy ma³y zak³adzik. Widzicie typa przy barze?

Za ka¿dym razem, gdy obluka ty³ek kelnerki, wygrywa Violet. Ja wygrywam, gdy zerka na cycki.

No skurwiel...

- Stówa za ka¿dym razem? - Rekreacyjna kwota.

- Bawimy siê. - Mam pomys³.

Pierwszy, który to wypije, zgarnia piêædziesi¹tkê.

- 50 dolarów? - Czekaj, co?

Dobra robota. Zamuli³eœ, Craig.

- Orientuj siê. - £atwo posz³o. Trzymaj.

Co ty wyprawiasz? Przecie¿ nie wypi³, to twoja kasa.

- Nie bêdê siê sprzecza³. - Zasad trzeba przestrzegaæ.

Inaczej nie bêdzie zabawy. Pijemy...

Craig, ³obuzie. Sk¹d ¿eœ siê urwa³?

Trzymaj.

Spójrz na niego...

Nie by³eœ nawet blisko. Piêæ dyszek za trafienie w œrodek.

No to lecimy.

- Ma³o brakowa³o. - Obczaj j¹.

Marnie to wygl¹da.

Dobra, kolejne zadanie.

Dwie stówki dla œmia³ka, który da sobie strzeliæ w pysk.

Dwie stówy? Wchodzisz w to? Bo jak nie to ja to zrobiê.

- Niech bêdzie. - Dostaniesz liœcia.

- Witaj. - Co jest?

- Co co? - Czego chcesz, g³¹bie?

Nie chodziliœmy razem do szko³y? Chocia¿ nie, musia³em siê pomyliæ.

Wraca.

Patrzcie na mistrza.

Przepraszam.

- Jak to zrobi³eœ? - Kupi³em jej drinka za strza³a.

Trochê oszukujesz, ale niech bêdzie.

- Schowaj gdzieœ to gówno. - Wystarczy dla wszystkich.

- IdŸ z tym do kibla. - Tu mi dobrze.

- W kiblu œmierdzi. - Idzie do nas.

- Nie mo¿ecie tego tu robiæ. - Przepraszam, ponios³o mnie.

Caryn, pozwól, ¿e to naprawiê.

To powinno sprawiæ, ¿e niczego nie zauwa¿ysz.

Jesteœ œwietna. Dziêki, Caryn.

- Niewiarygodne. Mogê? - Pewnie, czêstuj siê.

- Co robimy teraz? - Zmieniamy miejscówê?

Znam fajny klub ze striptizem. Elegancki lokal. Pasuje wam?

- Idziesz z nami, kolego? - Muszê ju¿ wracaæ do domu.

- Mówiê powa¿nie. - Musisz siê napiæ...

Mówi ci to kolega, z którym nie widzia³eœ siê ju¿ od bardzo dawna.

Violet chce, ¿ebyœ zosta³. Chyba jej nie odmówisz w urodziny?

- Dobrze, zostanê jeszcze trochê. - O to chodzi. Wci¹gnij se coœ.

Nie ma mowy, pewnie dosta³bym od tego rozwolnienia.

Do dupy z tym wszystkim. Nawet nie wolno sobie podotykaæ.

- Wyluzuj. - S³uchaj tego.

Dwieœcie baksów za klepniêcie w zadek tamtej sztuki.

Daruj sobie.

- Dwieœcie, mówisz? - Nie rób tego.

Jasna dupa...

- Epicka akcja. - Mo¿e wrócimy do auta?

- Nie spinaj siê tak. - Wiesz co, Vince?

Fajnie by³o siê spotkaæ i w ogóle, ale na mnie ju¿ czas.

- ¯artujesz sobie? - Ej wy, dupki!

- Uderzy³eœ nasz¹ dziewczynê? - Przysiêgam, ¿e to nie ja.

- K³amliwy skurwiel. Zaraz oberwiesz. - Piêæ stów, jeœli uderzysz go pierwszy!

O ja pierdolê....

Szlag by to.

- Obudzi³ siê. - Nasza œpi¹ca królewna.

- Co to za miejsce? - NieŸle nam odp³yn¹³eœ.

Zgarnêliœmy ciê, zanim przyjecha³y psy. Trochê ciê podreperowaliœmy, ¿eby nie by³o.

- Mam dobre proszki przeciwbólowe. - Jest tu od zajebania dobrej ³ychy.

Zaraz siê tym zajmê.

Przepraszam, zapomnia³o mi siê!

Przepraszam.

Chyba twoje.

Jestem z ciebie dumny. Trzasn¹³eœ go pierwszy.

- Nie powinienem wdawaæ siê w bójki. - Bójk¹ bym tego raczej nie nazwa³.

- Napij siê, pomo¿e. - To by³o zajebiste.

Prawdziwa wykurwioza. Nigdy tego nie zapomnisz.

Nas pewnie te¿ nie.

Mo¿emy siê ju¿ wiêcej nie zobaczyæ, ale na pewno o nas nie zapomnisz.

Wyjebista sytuacja. Tak powinno byæ zawsze.

Przytaknij cz³owiekowi!

Chcê wróciæ do domu.

Dam ci jakieœ prochy. Mam tu prawie ca³¹ aptekê.

Mój brat jest farmaceut¹. Musisz to przybiæ, Vince.

- Bêdzie ci d³u¿ny. - A ¿ebyœ wiedzia³.

Mogê ci je póŸniej wys³aæ.

Ogarnijmy ciê troszeczkê.

Dobrze .

Raczej mu siê to nie spodoba.

- Bêdzie ubaw. - Niech bêdzie.

Zaraz coœ znajdê.

- Umiesz siê bawiæ. - Tu siê zgodzê.

- Prawdziwy przybornik. - WeŸ tym coœ napraw.

- Przepraszam. - Nie szkodzi. Dziêki za pomoc.

Postaram siê byæ delikatniejsza.

Z³ama³eœ ju¿ coœ kiedyœ?

Jedynie stopê.

Wyr¿n¹³em siê na desce.

- Jakie to uczucie? - Niezbyt pamiêtam.

Kiedyœ patrzy³am, jak inne dzieciaki sobie je¿d¿¹.

Tak?

Podkochiwa³am siê nawet w takim jednym ch³opaku.

Zawsze stara³ siê bardziej ni¿ inni.

Kiedyœ przymierza³ siê do zrobienia pewnego triku.

Zbudowali rampê, ¿eby móg³ wyskoczyæ. Widzia³am, jak nabiera³ prêdkoœci...

...kiedy zza rogu wyjecha³ samochód.

Przeoczy³am moment uderzenia, ale s³ysza³am go bardzo wyraŸnie.

Ten dŸwiêk...

Dziwnie to brzmia³o.

Jak trzask ³amanej ga³êzi.

Jakby by³ zrobiony z drewna...

Chwytaj, powinno ci pomóc.

- Co w tym jest? - Zdaje siê, ¿e Apap.

Lekarz na pewno by ci tego nie zabroni³.

WyjdŸmy na zewn¹trz.

- Coœ wam poka¿ê. - Dawaj, Craig.

Posk³adali ciê do kupy?

Zabójczy widok, prawda? Mam te¿ chatê w Palas Verdes,

a jeszcze jedna stoi w Malibu. Violet i tak tê lubi najbardziej.

Da³em jej woln¹ rêkê i oto efekt.

Sama to urz¹dzi³a.

No co?

Co jest, kurwa? Jeb siê, cz³owieku.

Craig, zaczekaj. Nie b¹dŸ taki...

- Mo¿e na mnie nasrasz? - Wyluzuj, ch³opie.

- Zap³aci³ mi. Te¿ byœ tak zrobi³. - Naprawdê tak uwa¿asz?

Oskubiê ich. Pajac trzyma w domu sejf pe³en szmalu.

Zgarnê wszystko.

Ochuja³eœ do reszty? Chcê siê st¹d wynieœæ.

Ma tam ze 150 tysiaków.

Dla niego to pryszcz, a dla nas? Wizja nowego ¿ycia. Zastanów siê.

- Nie zamierzam ich okradaæ. - Nie to nie, ale hajsu potrzebujesz.

- Masz szansê go zdobyæ. - Mam szansê trafiæ do paki.

- Wie jak wygl¹damy. - Nie zawiadomi policji.

- Debilne za³o¿enie. - Nie tak do koñca.

Byle glina przymkn¹³by go za zawartoœæ tego sejfu.

Na bank ich nie zawiadomi.

Nie zamierzam siê wycofaæ.

Albo do mnie do³¹czysz, albo prêdko st¹d wypierdalaj.

Czekaj no.

Co mam robiæ?

- Zajmij siê dziewczyn¹, ja zrobiê resztê. - Chyba nie zrobisz jej krzywdy, nie?

Obci¹gacie tam sobie? - Chcia³eœ popatrzeæ?

Nikomu nic siê nie stanie. Musisz tylko przytrzymaæ Violet.

- By³o buzi na zgodê? - Coœ w ten deseñ.

Violet wrzuci³a wszystkie swoje nagrania na jedn¹ playlistê. 12 tysiêcy utworów.

Zapuœæ tamten por¹bany instrumental. No wiesz, ten ze smyczkami...

Ten nawet lepiej pasuje. Masz tu swój koktajl.

Panie ju¿ nie potrzebuj¹ ³azienki? Bo muszê siê odlaæ.

Wola³bym tego unikn¹æ, no ale...

- Chcê zawartoœci sejfu. - G³upio robisz.

Podasz nam grzecznie szyfr, a Craig przyniesie kasê.

- Nie znam szyfru. - Nie wal w chuja!

- Tak dobrze siê bawiliœmy... - Dawaj ten szyfr.

Sejf jest otwarty.

- Mam w to uwierzyæ? - Nie mam g³owy do cyferek.

Zmienia³em go kilka razy, a potem sobie darowa³em.

- Trzymasz tam kupê pieniêdzy! - Widocznie za bardzo ufam ludziom.

Craig, zajmiesz siê tym. A ty siadaj.

- Co z ni¹? - PosadŸ j¹ obok.

- Usi¹dŸ sobie. Ostro¿nie. - Nie próbuj ni czego g³upiego.

Jak mo¿na mieæ otwarty sejf? Ch³opie, b¹dŸ powa¿ny.

- Jasny gwint... - Co tak d³ugo?!

Chwila!

- Mo¿emy spadaæ. - Masz wszystko?

- Ile tego jest? Liczy³eœ? - Nie. Wykurwiajmy st¹d.

- Bêdê potrzebowa³ kluczyków. - Powinny byæ na pó³ce...

- I le¿ysz, kutasiarzu! - To nie by³ mój pomys³.

To wszystko to jego plan. Mówi³em mu, ¿e to g³upota.

Stul dziub. Musimy och³on¹æ.

Podoba ci siê? Mo¿e coœ sobie razem poudajemy, co? Chcesz poudawaæ, Vince?

Udajmy wiêc, ¿e ostatnie 15 minut nigdy siê nie wydarzy³o.

- Próbowaliœmy ciê obrobiæ! - I to by³o zajebiœcie s³abe.

Zapomnijmy ju¿ o tym. My równie¿ nie byliœmy z wami do koñca szczerzy.

Nie próbowa³em ciê obrobiæ i wcale nie grozi³em ci no¿em.

Dok³adnie. Nie by³o tego.

Przesz³oœæ to przesz³oœæ, dlatego zamknij ju¿ mordê.

Zacznijmy od nowa. Mi to pasuje.

- A wam? - Dobra.

Œwietnie. Mamy czyste konto. Zacznijmy raz jeszcze.

- Nie wezwiesz policji? - Nie, jebaæ ich.

- O chuj tu chodzi? - Violet ma urodziny!

Co mia³em jej daæ? Przecie¿ ma ju¿ wszystko.

Trzeba by³o myœleæ nieszablonowo. Wymyœliliœmy sobie plan idealnej nocy.

ZnaleŸæ paru frajerów i zap³aciæ za ich poni¿enie?

- Wyjebisty plan, gratulujê. - Nie jesteœcie frajerami!

Zabawa by³a przednia, prawie jak w jakimœ reality show.

- Niby w jakim? - Takim, co to ¿r¹ dziwne rzeczy.

Zwierzêce kutachy, robaki i inne œcierwa. Sam wiesz.

A w nagrodê zgarniacie æwieræ bañki w gotówce.

- 250 tysiêcy? - Co takiego?

- To dla nas? - K³adŸ siê.

- Le¿ i nie wstawaj, Vince. - Dobra, przecie¿ le¿ê.

Ze mn¹ spoko.

Musicie je wygraæ.

Nawet œmiesznie wysz³o. Buchnêliœcie kasê na przebalowanie.

Mieliœmy wam j¹ daæ, a wziêliœcie j¹ sobie sami.

Jest na to takie okreœlenie...

- Ironiczna sytuacja? - W³aœnie tak. Dziêki.

- To co mamy zrobiæ? - Cokolwiek powiemy.

Ale nie powiadomisz glin?

Po co mia³bym szczuæ was psami?

- I mo¿emy odejœæ, kiedy chcemy? - By³bym trochê zawiedziony...

...ale tak, mo¿ecie zrezygnowaæ w dowolnym momencie.

Chocia¿ wtedy nie do staniecie pieniêdzy.

Niech bêdzie.

¯eby by³a jasnoœæ, za ¿adne pieni¹dze nie zrobiê mu laski.

Nie bêdzie ¿adnych gejowskich wycieczek.

A¿ tak daleko siê nie posuniemy.

To od czego zaczynamy?

Wracamy do zabawy!

Piêæ stówek dla tego, który na d³u¿ej wstrzyma oddech.

To wszystko? Wchodzê w to.

- Gotowy? - Wiadomo.

- Mam tylko wstrzymaæ oddech? - I wytrzymaæ d³u¿ej od niego.

- Ja zaczynam. Mierzysz? - Czekam na twój sygna³.

Mówi³eœ, ¿e szybko wrócisz, a jest ju¿ druga w nocy...

Straci³em poczucie czasu. Enrique trochê...

Rozmawia³am z Enrique.

- Wiêc pewnie ju¿ wiesz. - Nie jestem z³a. Wróæ ju¿.

Jakoœ to rozgryziemy...

Craig?

Nied³ugo wrócê. Daj mi jeszcze trzy kwadranse.

Zaufaj mi.

- Koñcz to, zap³acê. - Kto tam jest?

No i hajs siê zgadza. Czekajcie no chwilê...

Skukrowañcu, wytrzyma³eœ prawie dwie minuty!

- Dlaczego da³eœ mu pieni¹dze? - Dosta³ dwie setki za telefon.

- Teraz moja kolej? - Zgadza siê. Gotowy?

- Gotowy. - Trzy, dwa, jeden, dajesz!

- To niesprawiedliwe. - Ja ustalam zasady.

- Jaki mia³em czas? - Minuta i 58 sekund.

Jak siê trzymasz, ch³opie?

Po minucie zrobi siê boleœnie.

- Chyba zaraz pêknie. - Wygl¹da lepiej od ciebie.

Coœ mi siê zdaje, ¿e ciê przebije.

Widzia³em kiedyœ dokument o goœciach, co to potrafili wytrzymaæ i 5 minut bez oddechu.

Coœ nie tak? Nie pomaga? Mo¿e ma³ego kuksañca?

- No co jest? - Zaraz ciê przegoni!

53... 54...

55...

- A niech mnie! - Co z tob¹, Vince?!

- P³acisz. - Co za typ!

- Ewidentnie oszukiwa³! - Nikt tego nie zabrania³.

Bez nerwów, przecie¿ to tylko zabawa.

- Co dalej? - To lubiê. ChodŸmy na dwór.

Têdy, za mn¹.

Widzicie to? Widzicie to gówno?

- Gówno jak gówno. - Przecie¿ mówiê.

- Mamy je... - ZjeϾ? Nie.

Gówno jest czêœci¹ historii. Widzicie tamten dom?

Pies w³aœciciela ci¹gle sra mi na podwórku.

Raz wyszed³em pogadaæ z ogrodnikiem i wdepn¹³em w jego ciep³e kupsko.

Zrujnowa³ mi nowiutkie buty.

- Co w zwi¹zku? - Domagam siê zemsty.

800 dolców za nasranie im na parkiet. Robicie zdjêcie na dowód.

- Powali³o ciê... - Podbijê do 1200.

Zrobiê to.

To lubiê. Prawdziwy ³obuz.

Naprawdê chcesz to zrobiæ?

Radoœci mi to nie sprawia, ale potrzebujê tych pieniêdzy.

Wiesz, ¿e to w³amanie, nie? Mo¿esz wy³apaæ za to ze 2 latka.

Groziliœmy im ju¿ no¿em, to przy tym drobnostka.

- Chyba siê nie cykasz? - O to siê nie bój.

Gdybyœ tylko przeszuka³ wtedy Violet, nie musia³bym teraz siê z tym pieprzyæ.

Nie masz co liczyæ, ¿e wymiêknê i odejdê z niczym.

Mówi³eœ, ¿e wszystkim siê zajmiesz. Wiemy ju¿, co z tego wysz³o...

Robi³em to ju¿ wczeœniej, o mnie martwiæ siê nie musisz.

Z tob¹ tak ró¿owo nie jest.

Kurwa...

Super.

Powodzenia.

Chory pojeb...

Zajebiœcie wysz³o. Powinnaœ pisaæ w³asne teksty.

Pisz cokolwiek, bylebyœ pisa³a.

Oto i on. Masz coœ dla mnie?

Nie ¿artuj. Zrobi³eœ to?

- Chcesz zobaczyæ? - Odpuszczê.

A to co?

Craig obesra³ im chatê, wielkie mi halo...

Ten gnój dalej bêdzie robi³ swoje. Mogê siê go pozbyæ, mogê to naprawiæ.

Ile dasz za to?

- Piêæ tysi? Szeœæ? - A mo¿e nic?

- Odpowiednia kwota? - Jak to?

Nie zap³acê za zabicie psa.

Co to by³by za prezent?

Czyli moje starania na nic?

S³odziaczek z ciebie...

Chujowo tam sobie pogra³eœ. Mog³eœ napytaæ mi biedy.

- Ty ¿eœ mnie ola³ i pobi³. - To nie to samo.

Niby czym siê to ró¿ni? Zabierz ten palec.

Ch³opaki, psujecie nam œwiêto.

- Jakie jest nastêpne zadanie? - Podoba mi siê twój styl...

- A pieni¹dze? - No tak, przepraszam.

100, 200, 300...

Mo¿emy to przyœpieszyæ?

- Zgodnie z umow¹. - Co z tym zadaniem?

Trzysta baksów za gin z tonikiem.

Trzy, dwa, jeden, jazda.

Drink ju¿ siê robi, drogi panie. Bêdzie pan ³askaw podaæ limonkê?

Œwietnie.

Nic ci nie jest?

Strasznie jesteœ spiêty.

Skurcz na skurczu.

Poczu³byœ siê lepiej, gdybyœ da³ mi siê zer¿n¹æ.

- S³ucham? - Co ona powiedzia³a?

Nadal czekam na drinka, Vince.

Chcesz tego, Craig? Chcesz mnie pukn¹æ?

- Czy ty to s³yszysz? - Jak najbardziej.

No co jest, Craig? Nie obróci³byœ mojej ¿ony?

- Gor¹ca z niej sztuka. - Nie przeszkadza ci to?

- A powinno? - Nie martw siê.

- ¯yjemy w otwartym zwi¹zku. - Ale ja nie.

Ja chêtnie ciê zaliczê.

- Craig, tak ³adnie ciê proszê... - Pos³uchaj...

Schlebiasz mi, ale nie mogê.

- Nie odmawiaj jej w urodziny. - Jestem ¿onaty. Nic z tego.

- Chcesz mi zap³aciæ? - 2 tysi¹ce ciê urz¹dzaj¹?

Niez³e historie siê tu dziej¹.

Sam nie wierzê, ¿e to mówiê. Dajê cztery i pó³ ko³a.

Czyta³em to zawiadomienie, które mia³eœ w portfelu.

Wiem, ¿e nie powinienem, no ale jakoœ tak wysz³o.

- Chryste panie... - Nie daj siê prosiæ.

Ta miêkka faja tego nie zrobi, a mi nawet nie musicie p³aciæ.

Daruj sobie, Vince. Jaraj¹ j¹ ¿onaci.

Co za bezsens.

- Cztery i pó³ tysi¹ca? - Zgadza siê.

- Kocham swoj¹ ¿onê. - Mo¿esz to udowodniæ.

Zadbaj o swoj¹ rodzinê.

Zarób na nich, Craig.

Gor¹cy z niej towarek.

Zaraz dojdê...

Ja te¿, skarbie.

Dobry Bo¿e!

O w dupê...

Kurwa.

Co wyœcie odjebali?

Zajebista robota, kocie.

Trochê mi siê nabrudzi³o.

Skoczê na górê siê przebraæ.

Wracam i gramy dalej.

Nie zas³u¿y³eœ na to. Nic a nic.

- Skoñczy³em. - To znaczy?

- Idê do domu. - Œwietnie, idŸ sobie.

Niech to...

Widzimy siê za 5 lat. Pamiêtaj, ¿eby pisaæ.

Co tam, moje suczki? Gotowi na prawdziwy zarobek?

- Gdzie Craig? - Odpuœci³.

Ta sprawa z ¿on¹ nieŸle go wykrêci³a.

A ona dok¹d?

Nie ma go.

Co za problem? Macie mnie.

- Mo¿emy kontynuowaæ, nie? - Nie, nie mo¿emy.

Poczu³em siê teraz trochê gorszy.

Przyjemny z ciebie goœæ, ale w kupie raŸniej.

Facet izoluje siê od czasu liceum.

Nie zawracajmy sobie nim g³owy. Co mam zrobiæ teraz?

Pozwól ze mn¹.

Odetnij sobie ma³y palec.

- Bêdzie fajnie, nie? - Jeb siê.

Tego palca i tak nie u¿ywasz.

- Na co to ¿elazko? - Zasklepimy nim ranê.

- Ile p³acisz? - Ile p³acê?

- Dok³adnie. - Jak bardzo chcesz wiedzieæ?

Niech no siê zastanowiê. Dajmy na to...

...25 tysiêcy?

25 patyków?

Za jeden palec?

- Zrobiê to. - Czy¿by?

To mi³o. Wybornie wrêcz.

Utnê sobie palec, jeœli tyle mi zap³acisz.

Zrobiê to taniej.

Czy mnie oczy nie myl¹?

Jaja sobie robisz?

Gdzieœ ty siê podziewa³? Jesteœ pieprzonym ninj¹?

- Utnê palec za 23 tysi¹ce. - Co z tob¹ nie tak, Craig?

- Niczego nie kapujesz, co? - Zdoby³eœ ju¿ kasê na czynsz.

To pokrywa jedynie bie¿¹ce zaleg³oœci. A co bêdzie dalej? Co z nastêpnym miesi¹cem?

Nie mamy pracy, a ¿yæ jakoœ trzeba. Taka kwota da³aby mi trochê swobody.

Skoro mam straciæ palec to trudno.

- S³usznie, myœl o przysz³oœci. - Czekaj chwilê! A co ze mn¹?

Z ka¿dym kolejnym zleceniem ocieram siê o powrót za kraty.

P³ac¹ mi grosze, a robota ciê¿ka.

By³o siê dalej uczyæ. By³o zapracowaæ na lepszy byt.

Zas³u¿y³eœ na takie ¿ycie.

Pierdolê ciê serdecznie.

- 22 tysi¹ce. - 21 tysiêcy.

Dwadzieœcia. Jeszcze jedno s³owo i powa¿nie skopiê ci dupsko.

- Dziewiêtnaœcie. - Mia³eœ zamkn¹æ ryj.

Osiemnaœcie.

- Dobrze... - Piêtnaœcie.

Pojeba³o ciê? 15 tysiêcy? Przecie¿ to twój palec!

Nie stracê go na zawsze.

Przyszyj¹ mi go za jakieœ 6 tysiêcy. Nadal bêdê dziewiêæ ko³a do przodu.

Dasz siê tak upokorzyæ? Œmia³o, nie krêpuj siê.

Przygotujmy teren .

- Ten tutaj? - Wola³bym tego drugiego.

- ¯aden problem. - Dziêki.

- Bêdziesz czyni³ honory? - Z przyjemnoœci¹.

- Nie zrobisz tego sam? - Sorry, brzydzê siê.

Daj go tutaj. Policzê do trzech...

- Raz... - Jezu, czekaj chwilê...

- Mo¿emy? - Nie, jeszcze nie!

- Na pewno jesteœ gotowy? - Jestem. A ty?

- Nie móg³byœ sam? - Nie ma opcji, koleœ.

Dobra. Zrób to.

Staæ. Muszê sprawdziæ ¿elazko.

Nie chcê, ¿ebyœ zafajda³ mi wszystko krwi¹. Mo¿emy dzia³aæ.

- Tym razem na serio... - Raz, dwa, trzy!

- Nie mo¿esz teraz spêkaæ! - Potrzeba mi czegoœ na ból.

- Nic ci jeszcze nie zrobi³. - Chodzi o to, ¿ebym tego nie poczu³.

- Masz jeszcze te moje tabsy? - Jakieœ siê znajd¹...

Dawaj je tu. Pokruszmy, wci¹gniesz, ból z g³owy.

Gdzieœ tu by³y...

I ju¿. Zaorane. Oby bola³o.

Jasna kurwa! Wszystko gra?

Opuœæ rêkê.

Dawaj tu ³apê! Prêdko!

- Na co czekasz?! - Jeszcze nie odpad³!

- Nie tak siê umawialiœmy! - To jakiœ, kurwa, ¿art?

- £ap za nó¿! - Chuj z nim!

Przypalmy skurwiela!

Lecimy w chuj!

W³aœnie tak, pierdolcu!

W³aœnie tak!

Jakie to uczucie byæ bogatszym o piêtnaœcie, jebanych, tysiaczków?

Wyœwiadcz mi przys³ugê.

Poka¿ mi szmalec. Chcê go zobaczyæ.

¯adna to przys³uga. Nale¿y ci siê.

O tak, maleñki...

5... 10... 15... 15 tysiêcy, skurwielu.

Srogi rozkurw.

W³aœnie tak.

Co to by³o?

Powtórzy³o siê.

- Te¿ to s³ysza³am. - Czyli mi nie odjeba³o.

- Te¿ go s³yszê. - Dochodzi chyba st¹d...

Ludzie...

Gdzie jest mój palec?

- Piesek siê przekrêci³. - Co, kurwa?

Jak to siê sta³o?

Zad³awi³ siê palcem Craiga...

Ogarnê to jakoœ. Zajmijcie siê nim.

Chuj by to...

Niez³a szopka.

Chyba go sobie ju¿ nie przyszyjesz.

Jesteœ œmieciem, wiesz o tym?

Te¿ coœ...

- Przynajmniej nie okrad³em kumpla. - Potrzebujê tych pieniêdzy.

Dla rodziny.

Ty byœ je przepuœci³ na dziwki i koks. Znam ciê.

- Te¿ ciê znam, Craig. - Ju¿ taki nie jestem.

Mam obowi¹zki. Mam ¿ycie.

Sam chuja robisz, psujesz tylko powietrze.

Jesteœ nieudacznikiem, Vince.

Zgadza siê.

Jestem nieudacznikiem.

Zawsze o tym wiedzia³em. Ale ty mnie zaskakujesz, Craig.

Mia³eœ troskliwych i kochaj¹cych rodziców.

Pos³ali ciê na studia, dali wykszta³cenie.

No i sam zobacz, jak skoñczy³eœ.

Nie zosta³eœ pisarzem, wyjebali ciê nawet z warsztatu.

Musisz siê szmaciæ i pieprzyæ cudze ¿ony, ¿eby mieæ na czynsz.

Kto tu tak naprawdê przegra³ ¿ycie, co?

- Jeszcze tu jesteœcie? - Coœ tu ³adnie pachnie.

- Jesteœcie g³odni? - Coœ bym wszama³.

Przy³¹czcie siê. Biesiadujmy.

Wiesz co, skarbie? Podaj no tê butelkê.

To danie pasuje idealnie...

do tequili za 10 tysiêcy zielonych, w której rozsmakowa³ siê sam Pancho Villa.

Co to, kurwa, jest?!

- Mowy nie ma... - Zapach wam siê podoba³.

- Po co ¿eœ to... - Przygotowa³? ¯ebyœcie zjedli.

Chyba nie myœlisz, ¿e ze¿remy psa?

Specjalnie po to bym go nie zabi³, no ale skoro i tak siê ju¿ przekrêci³...

- Chyba nie jesteœcie wegetarianami, co? - Myœlê, ¿e w³aœnie nim zosta³em.

- Smakuje jak kurczak. - Ale to pies!

Nie ma siê co tak oburzaæ. Ludzie jedz¹ psy na ca³ym œwiecie.

- To w ogóle bezpieczne? - Jest odpowiednio nagrzany.

Mam termometr do miêcha.

Jaka jest stawka, zapytacie?

50 tysiêcy dolarów dla pierwszego, który skoñczy swoj¹ porcjê.

To wiêcej ni¿ zarobicie przez caluœki rok, nie?

Zdjêlibyœcie sobie z g³ów sporo zmartwieñ.

Mielibyœcie czas, ¿eby po¿yæ.

Kwestia psychiki, panowie. £atwo to obejœæ.

Jebaæ. Dam radê.

To dla ciebie...

Wspaniale.

Czekaj no. Jemu to nie ufam.

Pierwszy zgarnia kasê.

Co z wami? Na co czekacie?

JeϾ.

- Skoñczy³em! - Ja te¿!

- Leb w ³eb. Violet? - Bez gadania, wygra³em.

- Otwórz gêbê! - Jest otwarta!

Kurwa. Wiecie co...

- Jest remis. - Co takiego?

Bêdzie dogrywka.

Œwietny pomys³.

Wygl¹da na to,

¿e kto zje ten palec,

ten zgarnie nagrodê.

Pierdolona gnido!

- Liczy siê, nie? - Owszem. Wygra³eœ.

Zrobi³em to.

50, pierdolonych, tysiêcy!

Jesteœ s³aby, Craig. Zawsze by³eœ.

ChodŸmy siê przewietrzyæ.

Jebaæ tego sukinkota. Niech gryzie glebê.

Kiedyœ ci¹gle dostawa³ od ludzi wpierdol.

Komu wtedy siê ¿ali³? Mi. Zawsze go wspiera³em.

Wspiera³em ciê!

I jak mi siê teraz odp³aca? Wywy¿sza siê nade mnie!

Wydaje mu siê, ¿e zas³u¿y³ na tê kasê. Gówno prawda, nic mu siê nie nale¿y.

Nawet pierdolony grosz!

Prawie zat³uk³em go na œmieræ.

Zrobi³byœ to?

Zrób to. Za æwieræ miliona.

Resztê biorê na siebie.

Oto twoja szansa, Vince. Twój nowy pocz¹tek.

¯yj jak zawsze tego chcia³eœ.

250 tysiêcy?

Odpalasz pokaz slajdów? Jak na naszym œlubie.

Wyjebista rzecz.

Craig, chcesz piwko? Mo¿e worek lodu?

- Chcê taksówkê. - Fakt, póŸno ju¿.

Trochê mnie suszy. Co wy na to?

- Nie odmówiê. - Móg³bym ³ykn¹æ ze sto drinów.

Colin... Wezwiesz mi taksówkê?

Jasne. Ja stawiam. Dobry ze mnie gospodarz.

Gdzieœ mia³em numer... Znalaz³ siê.

Zaczyna siê.

- Powitalna fota. - Colin...

Ju¿ dzwoniê.

chcia³bym zamówiæ taksówkê.

Na adres 1231 Waverley.

Craig, weŸ swoj¹ nagrodê. Ufam ci, mo¿esz j¹ zabraæ.

Mówi³em do kolegi. Dobra, 20 minut.

Zabawne ujêcie, Vince.

Zawijajmy siê st¹d.

To by³o mocne.

A¿ ciarki przesz³y.

Ten serwis sprz¹taj¹cy, o którym wczeœniej gadaliœmy...

Przyda³aby siê teraz.

Mi³o by³o, Craig.

NieŸle go wyczu³aœ.

Myœla³em, ¿e mój typ lepiej sobie poradzi.

Ju¿ dobrze...

TANIE DRESZCZE

www.NapiProjekt.pl - nowa jakoœæ napisów. Napisy zosta³y specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.