Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
www.NapiProjekt.pl - nowa jakoæ napisów. Napisy zosta³y specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.
T³umaczenie ze s³uchu - Danuve
- Stracilimy okazjê... - Jeszcze zd¹¿ymy.
Komu potrzebne okazje?
Mamusiu...
- Czy on nie ma wy³¹cznika? - Ma, za lewym uchem.
- Postaraj siê go nie uszkodziæ. - Nie móg³by spaæ jak cz³owiek?
Zajmê siê tym.
Oddaj tatusiowi okulary. Oddaj okularki.
Zostaw okularki.
Nie rusz okularków.
- Dziêki. Wygl¹dasz super. - Tylko bez z³oliwoci.
Nic z tych rzeczy... Nie dostaniesz kawki.
- Trzeba zatankowaæ. - Dasz mi kasê?
Jasne. Potrzymaj go.
Pieni¹¿ki, pieni¹¿ki...
- Kocham ciê, kole¿ko. - Po¿egnaj siê z tatusiem.
Rozmawia³e ju¿ z Dougiem o podwy¿ce?
Dzisiaj z nim pogadam.
- Lecê. Pa pa. - Daj znaæ, jak posz³o.
FINALNE ZAWIADOMIENIE
Doug ma z tob¹ do pogadania.
- Chcia³e mnie widzieæ? - Tak. Wszystko gra?
Przeprowadzamy redukcjê etatów...
S³uchaj, skarbie, wrócê trochê póniej. Skoczê jeszcze na piwko z Enrique.
Widzimy siê wieczorem. Kocham ciê.
Dawaj szmal, kolego...
Vince? Dobry Bo¿e, ale ¿e mnie wystraszy³.
Ile razy ci powtarza³em, ¿eby by³ czujny, co?
Wieki ca³e siê nie widzielimy.
- Co chcesz? Ja stawiam. - Dziêki, ale bêdê ju¿ lecia³.
Nie ma mowy, nigdzie nie idziesz. Piêæ lat siê nie widzielimy.
- Tyle ju¿ minê³o? - To tylko jeden drink.
- No dobra, namówi³e mnie. - Whiskey i co dla kolegi.
Co ciê tu sprowadza? Chyba nie szukasz k³opotów, co?
Jeste ¿onaty?
- Dzieci te¿ masz? - Mam synka, 15 miesiêcy.
- Chcesz zobaczyæ? - Jasne, poka¿ brzd¹ca.
- Ma na imiê Keenan. - Keenan? Nawet podobny.
Mamy takie same fryzury.
To twoja ¿onka? Piêkna jest, gratulujê.
Nie pró¿nowa³e. Jeszcze mi powiedz, ¿e masz jaki domek na przedmieciach.
- Piszesz jeszcze? - Owszem.
A ty nosisz ju¿ czyje zdjêcia w portfelu?
Nie. Mam parê fotek na telefonie, ale nie nadaj¹ siê do pokazywania.
- No chyba, ¿e chcesz? - Nie...
Cholerka...
- Czajê siê na ni¹ od dawna. - Ostra jest.
Czego trzeba, ¿eby tak¹ zdobyæ? Willa z basenem i Merc wystarcz¹?
- Pojêcia nie mam. - No tak, jeste ju¿ zajêty.
- Jedna dupa do koñca ¿ycia? Serio? - Wiesz, jako siê o tym nie myli.
Ja tam ca³y czas szukam kolejnego celu.
Widzê, ¿e nie narzekasz na brak pracy.
- Jako siê krêci. - Dobrze p³ac¹?
G³odny nie chodzê, wystarcza mi...
Mogê o co zapytaæ? Gdy ci¹gasz d³ugi...
- Jak to w³aciwie wygl¹da? - Co masz na myli?
Zawsze dochodzi do u¿ycia przemocy, czy próbujesz siê jako z nimi dogadaæ?
"Przegra³e to p³acisz, inaczej siê zeszmacisz."
- Czemu pytasz? - Tak jako...
- Zbierasz materia³y do ksi¹¿ki? - Nie, to nie to.
Co siê dzieje?
- Mam k³opoty. - Co wiêcej?
Dosta³em wezwanie do zap³aty.
Jeli szybko tego nie sp³acê, wyl¹dujemy na ulicy.
- Wylecia³em te¿ z roboty. - Przykro mi to s³yszeæ
- Mogê ci kopsn¹æ parê stówek. - Potrzebujê 4 i pó³ tysi¹ca.
Tyle to nie mam.
- Chcia³e u nas dorobiæ? - By³em tylko ciekaw...
Jasne.
S³uchaj, Craig. Z³ama³em kiedy gociowi ³apê za marne 80 dolców.
Wszystko na oczach jego córki.
Da³by radê zrobiæ co takiego?
Rozchmurz siê, ch³opie. Strasznie posmutnia³e przez te wszystkie lata.
Muszê sikn¹æ, zaraz wrócê.
Jasna sprawa. Craig Daniels...
Craig Daniels. Niech mnie chuj.
Przepraszam.
Siadaj, Craig. Pañstwo stawiaj¹.
Potrzeba im mi³ego towarzystwa.
Impreza siê krêci.
- Lubicie tequilê? - Jasne, czemu nie.
Panie barman, poprosimy trzy strza³y waszej najlepszej tequili.
W sumie to daj pan ca³¹ butelkê. I jaki sok na popitkê.
Jak was zw¹? Ja jestem Colin, a to moja ¿ona, Violet.
Wyskoczylimy sobie na miasto z okazji jej urodzin.
- Wszystkiego najlepszego. - Oto i ona. Postaw j¹ tutaj.
- Jest pan pewien? To bêdzie 300 dolarów. - Ale ¿enada. Tak, jestem pewien.
- Jak ci na imiê? - Caryn. Przez "C".
Fajnie, s¹ nawet szklanki.
Panowie, zdrowie mojej ¿ony.
Ostatnie pó³ roku by³o absolutnie wykurwiste.
- Kocham ciê w pytê. - Te¿ ciê kocham.
Za Violet.
- G³adko wesz³o. - Nie jest z³e.
W domu mam butelkê trunku za 10 patyków.
Niez³y wypas, nie? Czym siê zajmujecie?
- Pracujecie razem w myjni, czy jak? - Wnosisz po naszym ubiorze?
- Nie chcia³em uraziæ. - Kumplujemy siê tylko.
- Spotkalimy siê na piwku. - Starzy kumple, fajna sprawa.
- By³o parê wspólnych zajawek w liceum. - Wiele was ³¹czy³o.
- Kiedy by³o ³atwiej. - Trochê przesadzasz.
Tajemniczy z ciebie gociu.
Powiniene nosiæ garniak i krawat. Prawdziwy prawilniak.
Cyknijmy jak¹ fotkê. Trzeba to uwieczniæ
Chcecie robiæ zdjêcia? Dla mnie spoko.
- Umiech - Daje po oczach.
Strzelimy jeszcze jedn¹?
- Raz, dwa, trzy. - DI jak wysz³o?
- Zaczyna siê. - Co jest grane?
Mamy ma³y zak³adzik. Widzicie typa przy barze?
Za ka¿dym razem, gdy obluka ty³ek kelnerki, wygrywa Violet. Ja wygrywam, gdy zerka na cycki.
No skurwiel...
- Stówa za ka¿dym razem? - Rekreacyjna kwota.
- Bawimy siê. - Mam pomys³.
Pierwszy, który to wypije, zgarnia piêædziesi¹tkê.
- 50 dolarów? - Czekaj, co?
Dobra robota. Zamuli³e, Craig.
- Orientuj siê. - £atwo posz³o. Trzymaj.
Co ty wyprawiasz? Przecie¿ nie wypi³, to twoja kasa.
- Nie bêdê siê sprzecza³. - Zasad trzeba przestrzegaæ.
Inaczej nie bêdzie zabawy. Pijemy...
Craig, ³obuzie. Sk¹d ¿e siê urwa³?
Trzymaj.
Spójrz na niego...
Nie by³e nawet blisko. Piêæ dyszek za trafienie w rodek.
No to lecimy.
- Ma³o brakowa³o. - Obczaj j¹.
Marnie to wygl¹da.
Dobra, kolejne zadanie.
Dwie stówki dla mia³ka, który da sobie strzeliæ w pysk.
Dwie stówy? Wchodzisz w to? Bo jak nie to ja to zrobiê.
- Niech bêdzie. - Dostaniesz licia.
- Witaj. - Co jest?
- Co co? - Czego chcesz, g³¹bie?
Nie chodzilimy razem do szko³y? Chocia¿ nie, musia³em siê pomyliæ.
Wraca.
Patrzcie na mistrza.
Przepraszam.
- Jak to zrobi³e? - Kupi³em jej drinka za strza³a.
Trochê oszukujesz, ale niech bêdzie.
- Schowaj gdzie to gówno. - Wystarczy dla wszystkich.
- Id z tym do kibla. - Tu mi dobrze.
- W kiblu mierdzi. - Idzie do nas.
- Nie mo¿ecie tego tu robiæ. - Przepraszam, ponios³o mnie.
Caryn, pozwól, ¿e to naprawiê.
To powinno sprawiæ, ¿e niczego nie zauwa¿ysz.
Jeste wietna. Dziêki, Caryn.
- Niewiarygodne. Mogê? - Pewnie, czêstuj siê.
- Co robimy teraz? - Zmieniamy miejscówê?
Znam fajny klub ze striptizem. Elegancki lokal. Pasuje wam?
- Idziesz z nami, kolego? - Muszê ju¿ wracaæ do domu.
- Mówiê powa¿nie. - Musisz siê napiæ...
Mówi ci to kolega, z którym nie widzia³e siê ju¿ od bardzo dawna.
Violet chce, ¿eby zosta³. Chyba jej nie odmówisz w urodziny?
- Dobrze, zostanê jeszcze trochê. - O to chodzi. Wci¹gnij se co.
Nie ma mowy, pewnie dosta³bym od tego rozwolnienia.
Do dupy z tym wszystkim. Nawet nie wolno sobie podotykaæ.
- Wyluzuj. - S³uchaj tego.
Dwiecie baksów za klepniêcie w zadek tamtej sztuki.
Daruj sobie.
- Dwiecie, mówisz? - Nie rób tego.
Jasna dupa...
- Epicka akcja. - Mo¿e wrócimy do auta?
- Nie spinaj siê tak. - Wiesz co, Vince?
Fajnie by³o siê spotkaæ i w ogóle, ale na mnie ju¿ czas.
- ¯artujesz sobie? - Ej wy, dupki!
- Uderzy³e nasz¹ dziewczynê? - Przysiêgam, ¿e to nie ja.
- K³amliwy skurwiel. Zaraz oberwiesz. - Piêæ stów, jeli uderzysz go pierwszy!
O ja pierdolê....
Szlag by to.
- Obudzi³ siê. - Nasza pi¹ca królewna.
- Co to za miejsce? - Niele nam odp³yn¹³e.
Zgarnêlimy ciê, zanim przyjecha³y psy. Trochê ciê podreperowalimy, ¿eby nie by³o.
- Mam dobre proszki przeciwbólowe. - Jest tu od zajebania dobrej ³ychy.
Zaraz siê tym zajmê.
Przepraszam, zapomnia³o mi siê!
Przepraszam.
Chyba twoje.
Jestem z ciebie dumny. Trzasn¹³e go pierwszy.
- Nie powinienem wdawaæ siê w bójki. - Bójk¹ bym tego raczej nie nazwa³.
- Napij siê, pomo¿e. - To by³o zajebiste.
Prawdziwa wykurwioza. Nigdy tego nie zapomnisz.
Nas pewnie te¿ nie.
Mo¿emy siê ju¿ wiêcej nie zobaczyæ, ale na pewno o nas nie zapomnisz.
Wyjebista sytuacja. Tak powinno byæ zawsze.
Przytaknij cz³owiekowi!
Chcê wróciæ do domu.
Dam ci jakie prochy. Mam tu prawie ca³¹ aptekê.
Mój brat jest farmaceut¹. Musisz to przybiæ, Vince.
- Bêdzie ci d³u¿ny. - A ¿eby wiedzia³.
Mogê ci je póniej wys³aæ.
Ogarnijmy ciê troszeczkê.
Dobrze .
Raczej mu siê to nie spodoba.
- Bêdzie ubaw. - Niech bêdzie.
Zaraz co znajdê.
- Umiesz siê bawiæ. - Tu siê zgodzê.
- Prawdziwy przybornik. - We tym co napraw.
- Przepraszam. - Nie szkodzi. Dziêki za pomoc.
Postaram siê byæ delikatniejsza.
Z³ama³e ju¿ co kiedy?
Jedynie stopê.
Wyr¿n¹³em siê na desce.
- Jakie to uczucie? - Niezbyt pamiêtam.
Kiedy patrzy³am, jak inne dzieciaki sobie je¿d¿¹.
Tak?
Podkochiwa³am siê nawet w takim jednym ch³opaku.
Zawsze stara³ siê bardziej ni¿ inni.
Kiedy przymierza³ siê do zrobienia pewnego triku.
Zbudowali rampê, ¿eby móg³ wyskoczyæ. Widzia³am, jak nabiera³ prêdkoci...
...kiedy zza rogu wyjecha³ samochód.
Przeoczy³am moment uderzenia, ale s³ysza³am go bardzo wyranie.
Ten dwiêk...
Dziwnie to brzmia³o.
Jak trzask ³amanej ga³êzi.
Jakby by³ zrobiony z drewna...
Chwytaj, powinno ci pomóc.
- Co w tym jest? - Zdaje siê, ¿e Apap.
Lekarz na pewno by ci tego nie zabroni³.
Wyjdmy na zewn¹trz.
- Co wam poka¿ê. - Dawaj, Craig.
Posk³adali ciê do kupy?
Zabójczy widok, prawda? Mam te¿ chatê w Palas Verdes,
a jeszcze jedna stoi w Malibu. Violet i tak tê lubi najbardziej.
Da³em jej woln¹ rêkê i oto efekt.
Sama to urz¹dzi³a.
No co?
Co jest, kurwa? Jeb siê, cz³owieku.
Craig, zaczekaj. Nie b¹d taki...
- Mo¿e na mnie nasrasz? - Wyluzuj, ch³opie.
- Zap³aci³ mi. Te¿ by tak zrobi³. - Naprawdê tak uwa¿asz?
Oskubiê ich. Pajac trzyma w domu sejf pe³en szmalu.
Zgarnê wszystko.
Ochuja³e do reszty? Chcê siê st¹d wynieæ.
Ma tam ze 150 tysiaków.
Dla niego to pryszcz, a dla nas? Wizja nowego ¿ycia. Zastanów siê.
- Nie zamierzam ich okradaæ. - Nie to nie, ale hajsu potrzebujesz.
- Masz szansê go zdobyæ. - Mam szansê trafiæ do paki.
- Wie jak wygl¹damy. - Nie zawiadomi policji.
- Debilne za³o¿enie. - Nie tak do koñca.
Byle glina przymkn¹³by go za zawartoæ tego sejfu.
Na bank ich nie zawiadomi.
Nie zamierzam siê wycofaæ.
Albo do mnie do³¹czysz, albo prêdko st¹d wypierdalaj.
Czekaj no.
Co mam robiæ?
- Zajmij siê dziewczyn¹, ja zrobiê resztê. - Chyba nie zrobisz jej krzywdy, nie?
Obci¹gacie tam sobie? - Chcia³e popatrzeæ?
Nikomu nic siê nie stanie. Musisz tylko przytrzymaæ Violet.
- By³o buzi na zgodê? - Co w ten deseñ.
Violet wrzuci³a wszystkie swoje nagrania na jedn¹ playlistê. 12 tysiêcy utworów.
Zapuæ tamten por¹bany instrumental. No wiesz, ten ze smyczkami...
Ten nawet lepiej pasuje. Masz tu swój koktajl.
Panie ju¿ nie potrzebuj¹ ³azienki? Bo muszê siê odlaæ.
Wola³bym tego unikn¹æ, no ale...
- Chcê zawartoci sejfu. - G³upio robisz.
Podasz nam grzecznie szyfr, a Craig przyniesie kasê.
- Nie znam szyfru. - Nie wal w chuja!
- Tak dobrze siê bawilimy... - Dawaj ten szyfr.
Sejf jest otwarty.
- Mam w to uwierzyæ? - Nie mam g³owy do cyferek.
Zmienia³em go kilka razy, a potem sobie darowa³em.
- Trzymasz tam kupê pieniêdzy! - Widocznie za bardzo ufam ludziom.
Craig, zajmiesz siê tym. A ty siadaj.
- Co z ni¹? - Posad j¹ obok.
- Usi¹d sobie. Ostro¿nie. - Nie próbuj ni czego g³upiego.
Jak mo¿na mieæ otwarty sejf? Ch³opie, b¹d powa¿ny.
- Jasny gwint... - Co tak d³ugo?!
Chwila!
- Mo¿emy spadaæ. - Masz wszystko?
- Ile tego jest? Liczy³e? - Nie. Wykurwiajmy st¹d.
- Bêdê potrzebowa³ kluczyków. - Powinny byæ na pó³ce...
- I le¿ysz, kutasiarzu! - To nie by³ mój pomys³.
To wszystko to jego plan. Mówi³em mu, ¿e to g³upota.
Stul dziub. Musimy och³on¹æ.
Podoba ci siê? Mo¿e co sobie razem poudajemy, co? Chcesz poudawaæ, Vince?
Udajmy wiêc, ¿e ostatnie 15 minut nigdy siê nie wydarzy³o.
- Próbowalimy ciê obrobiæ! - I to by³o zajebicie s³abe.
Zapomnijmy ju¿ o tym. My równie¿ nie bylimy z wami do koñca szczerzy.
Nie próbowa³em ciê obrobiæ i wcale nie grozi³em ci no¿em.
Dok³adnie. Nie by³o tego.
Przesz³oæ to przesz³oæ, dlatego zamknij ju¿ mordê.
Zacznijmy od nowa. Mi to pasuje.
- A wam? - Dobra.
wietnie. Mamy czyste konto. Zacznijmy raz jeszcze.
- Nie wezwiesz policji? - Nie, jebaæ ich.
- O chuj tu chodzi? - Violet ma urodziny!
Co mia³em jej daæ? Przecie¿ ma ju¿ wszystko.
Trzeba by³o myleæ nieszablonowo. Wymylilimy sobie plan idealnej nocy.
Znaleæ paru frajerów i zap³aciæ za ich poni¿enie?
- Wyjebisty plan, gratulujê. - Nie jestecie frajerami!
Zabawa by³a przednia, prawie jak w jakim reality show.
- Niby w jakim? - Takim, co to ¿r¹ dziwne rzeczy.
Zwierzêce kutachy, robaki i inne cierwa. Sam wiesz.
A w nagrodê zgarniacie æwieræ bañki w gotówce.
- 250 tysiêcy? - Co takiego?
- To dla nas? - K³ad siê.
- Le¿ i nie wstawaj, Vince. - Dobra, przecie¿ le¿ê.
Ze mn¹ spoko.
Musicie je wygraæ.
Nawet miesznie wysz³o. Buchnêlicie kasê na przebalowanie.
Mielimy wam j¹ daæ, a wziêlicie j¹ sobie sami.
Jest na to takie okrelenie...
- Ironiczna sytuacja? - W³anie tak. Dziêki.
- To co mamy zrobiæ? - Cokolwiek powiemy.
Ale nie powiadomisz glin?
Po co mia³bym szczuæ was psami?
- I mo¿emy odejæ, kiedy chcemy? - By³bym trochê zawiedziony...
...ale tak, mo¿ecie zrezygnowaæ w dowolnym momencie.
Chocia¿ wtedy nie do staniecie pieniêdzy.
Niech bêdzie.
¯eby by³a jasnoæ, za ¿adne pieni¹dze nie zrobiê mu laski.
Nie bêdzie ¿adnych gejowskich wycieczek.
A¿ tak daleko siê nie posuniemy.
To od czego zaczynamy?
Wracamy do zabawy!
Piêæ stówek dla tego, który na d³u¿ej wstrzyma oddech.
To wszystko? Wchodzê w to.
- Gotowy? - Wiadomo.
- Mam tylko wstrzymaæ oddech? - I wytrzymaæ d³u¿ej od niego.
- Ja zaczynam. Mierzysz? - Czekam na twój sygna³.
Mówi³e, ¿e szybko wrócisz, a jest ju¿ druga w nocy...
Straci³em poczucie czasu. Enrique trochê...
Rozmawia³am z Enrique.
- Wiêc pewnie ju¿ wiesz. - Nie jestem z³a. Wróæ ju¿.
Jako to rozgryziemy...
Craig?
Nied³ugo wrócê. Daj mi jeszcze trzy kwadranse.
Zaufaj mi.
- Koñcz to, zap³acê. - Kto tam jest?
No i hajs siê zgadza. Czekajcie no chwilê...
Skukrowañcu, wytrzyma³e prawie dwie minuty!
- Dlaczego da³e mu pieni¹dze? - Dosta³ dwie setki za telefon.
- Teraz moja kolej? - Zgadza siê. Gotowy?
- Gotowy. - Trzy, dwa, jeden, dajesz!
- To niesprawiedliwe. - Ja ustalam zasady.
- Jaki mia³em czas? - Minuta i 58 sekund.
Jak siê trzymasz, ch³opie?
Po minucie zrobi siê bolenie.
- Chyba zaraz pêknie. - Wygl¹da lepiej od ciebie.
Co mi siê zdaje, ¿e ciê przebije.
Widzia³em kiedy dokument o gociach, co to potrafili wytrzymaæ i 5 minut bez oddechu.
Co nie tak? Nie pomaga? Mo¿e ma³ego kuksañca?
- No co jest? - Zaraz ciê przegoni!
53... 54...
55...
- A niech mnie! - Co z tob¹, Vince?!
- P³acisz. - Co za typ!
- Ewidentnie oszukiwa³! - Nikt tego nie zabrania³.
Bez nerwów, przecie¿ to tylko zabawa.
- Co dalej? - To lubiê. Chodmy na dwór.
Têdy, za mn¹.
Widzicie to? Widzicie to gówno?
- Gówno jak gówno. - Przecie¿ mówiê.
- Mamy je... - Zjeæ? Nie.
Gówno jest czêci¹ historii. Widzicie tamten dom?
Pies w³aciciela ci¹gle sra mi na podwórku.
Raz wyszed³em pogadaæ z ogrodnikiem i wdepn¹³em w jego ciep³e kupsko.
Zrujnowa³ mi nowiutkie buty.
- Co w zwi¹zku? - Domagam siê zemsty.
800 dolców za nasranie im na parkiet. Robicie zdjêcie na dowód.
- Powali³o ciê... - Podbijê do 1200.
Zrobiê to.
To lubiê. Prawdziwy ³obuz.
Naprawdê chcesz to zrobiæ?
Radoci mi to nie sprawia, ale potrzebujê tych pieniêdzy.
Wiesz, ¿e to w³amanie, nie? Mo¿esz wy³apaæ za to ze 2 latka.
Grozilimy im ju¿ no¿em, to przy tym drobnostka.
- Chyba siê nie cykasz? - O to siê nie bój.
Gdyby tylko przeszuka³ wtedy Violet, nie musia³bym teraz siê z tym pieprzyæ.
Nie masz co liczyæ, ¿e wymiêknê i odejdê z niczym.
Mówi³e, ¿e wszystkim siê zajmiesz. Wiemy ju¿, co z tego wysz³o...
Robi³em to ju¿ wczeniej, o mnie martwiæ siê nie musisz.
Z tob¹ tak ró¿owo nie jest.
Kurwa...
Super.
Powodzenia.
Chory pojeb...
Zajebicie wysz³o. Powinna pisaæ w³asne teksty.
Pisz cokolwiek, byleby pisa³a.
Oto i on. Masz co dla mnie?
Nie ¿artuj. Zrobi³e to?
- Chcesz zobaczyæ? - Odpuszczê.
A to co?
Craig obesra³ im chatê, wielkie mi halo...
Ten gnój dalej bêdzie robi³ swoje. Mogê siê go pozbyæ, mogê to naprawiæ.
Ile dasz za to?
- Piêæ tysi? Szeæ? - A mo¿e nic?
- Odpowiednia kwota? - Jak to?
Nie zap³acê za zabicie psa.
Co to by³by za prezent?
Czyli moje starania na nic?
S³odziaczek z ciebie...
Chujowo tam sobie pogra³e. Mog³e napytaæ mi biedy.
- Ty ¿e mnie ola³ i pobi³. - To nie to samo.
Niby czym siê to ró¿ni? Zabierz ten palec.
Ch³opaki, psujecie nam wiêto.
- Jakie jest nastêpne zadanie? - Podoba mi siê twój styl...
- A pieni¹dze? - No tak, przepraszam.
100, 200, 300...
Mo¿emy to przypieszyæ?
- Zgodnie z umow¹. - Co z tym zadaniem?
Trzysta baksów za gin z tonikiem.
Trzy, dwa, jeden, jazda.
Drink ju¿ siê robi, drogi panie. Bêdzie pan ³askaw podaæ limonkê?
wietnie.
Nic ci nie jest?
Strasznie jeste spiêty.
Skurcz na skurczu.
Poczu³by siê lepiej, gdyby da³ mi siê zer¿n¹æ.
- S³ucham? - Co ona powiedzia³a?
Nadal czekam na drinka, Vince.
Chcesz tego, Craig? Chcesz mnie pukn¹æ?
- Czy ty to s³yszysz? - Jak najbardziej.
No co jest, Craig? Nie obróci³by mojej ¿ony?
- Gor¹ca z niej sztuka. - Nie przeszkadza ci to?
- A powinno? - Nie martw siê.
- ¯yjemy w otwartym zwi¹zku. - Ale ja nie.
Ja chêtnie ciê zaliczê.
- Craig, tak ³adnie ciê proszê... - Pos³uchaj...
Schlebiasz mi, ale nie mogê.
- Nie odmawiaj jej w urodziny. - Jestem ¿onaty. Nic z tego.
- Chcesz mi zap³aciæ? - 2 tysi¹ce ciê urz¹dzaj¹?
Niez³e historie siê tu dziej¹.
Sam nie wierzê, ¿e to mówiê. Dajê cztery i pó³ ko³a.
Czyta³em to zawiadomienie, które mia³e w portfelu.
Wiem, ¿e nie powinienem, no ale jako tak wysz³o.
- Chryste panie... - Nie daj siê prosiæ.
Ta miêkka faja tego nie zrobi, a mi nawet nie musicie p³aciæ.
Daruj sobie, Vince. Jaraj¹ j¹ ¿onaci.
Co za bezsens.
- Cztery i pó³ tysi¹ca? - Zgadza siê.
- Kocham swoj¹ ¿onê. - Mo¿esz to udowodniæ.
Zadbaj o swoj¹ rodzinê.
Zarób na nich, Craig.
Gor¹cy z niej towarek.
Zaraz dojdê...
Ja te¿, skarbie.
Dobry Bo¿e!
O w dupê...
Kurwa.
Co wycie odjebali?
Zajebista robota, kocie.
Trochê mi siê nabrudzi³o.
Skoczê na górê siê przebraæ.
Wracam i gramy dalej.
Nie zas³u¿y³e na to. Nic a nic.
- Skoñczy³em. - To znaczy?
- Idê do domu. - wietnie, id sobie.
Niech to...
Widzimy siê za 5 lat. Pamiêtaj, ¿eby pisaæ.
Co tam, moje suczki? Gotowi na prawdziwy zarobek?
- Gdzie Craig? - Odpuci³.
Ta sprawa z ¿on¹ niele go wykrêci³a.
A ona dok¹d?
Nie ma go.
Co za problem? Macie mnie.
- Mo¿emy kontynuowaæ, nie? - Nie, nie mo¿emy.
Poczu³em siê teraz trochê gorszy.
Przyjemny z ciebie goæ, ale w kupie raniej.
Facet izoluje siê od czasu liceum.
Nie zawracajmy sobie nim g³owy. Co mam zrobiæ teraz?
Pozwól ze mn¹.
Odetnij sobie ma³y palec.
- Bêdzie fajnie, nie? - Jeb siê.
Tego palca i tak nie u¿ywasz.
- Na co to ¿elazko? - Zasklepimy nim ranê.
- Ile p³acisz? - Ile p³acê?
- Dok³adnie. - Jak bardzo chcesz wiedzieæ?
Niech no siê zastanowiê. Dajmy na to...
...25 tysiêcy?
25 patyków?
Za jeden palec?
- Zrobiê to. - Czy¿by?
To mi³o. Wybornie wrêcz.
Utnê sobie palec, jeli tyle mi zap³acisz.
Zrobiê to taniej.
Czy mnie oczy nie myl¹?
Jaja sobie robisz?
Gdzie ty siê podziewa³? Jeste pieprzonym ninj¹?
- Utnê palec za 23 tysi¹ce. - Co z tob¹ nie tak, Craig?
- Niczego nie kapujesz, co? - Zdoby³e ju¿ kasê na czynsz.
To pokrywa jedynie bie¿¹ce zaleg³oci. A co bêdzie dalej? Co z nastêpnym miesi¹cem?
Nie mamy pracy, a ¿yæ jako trzeba. Taka kwota da³aby mi trochê swobody.
Skoro mam straciæ palec to trudno.
- S³usznie, myl o przysz³oci. - Czekaj chwilê! A co ze mn¹?
Z ka¿dym kolejnym zleceniem ocieram siê o powrót za kraty.
P³ac¹ mi grosze, a robota ciê¿ka.
By³o siê dalej uczyæ. By³o zapracowaæ na lepszy byt.
Zas³u¿y³e na takie ¿ycie.
Pierdolê ciê serdecznie.
- 22 tysi¹ce. - 21 tysiêcy.
Dwadziecia. Jeszcze jedno s³owo i powa¿nie skopiê ci dupsko.
- Dziewiêtnacie. - Mia³e zamkn¹æ ryj.
Osiemnacie.
- Dobrze... - Piêtnacie.
Pojeba³o ciê? 15 tysiêcy? Przecie¿ to twój palec!
Nie stracê go na zawsze.
Przyszyj¹ mi go za jakie 6 tysiêcy. Nadal bêdê dziewiêæ ko³a do przodu.
Dasz siê tak upokorzyæ? mia³o, nie krêpuj siê.
Przygotujmy teren .
- Ten tutaj? - Wola³bym tego drugiego.
- ¯aden problem. - Dziêki.
- Bêdziesz czyni³ honory? - Z przyjemnoci¹.
- Nie zrobisz tego sam? - Sorry, brzydzê siê.
Daj go tutaj. Policzê do trzech...
- Raz... - Jezu, czekaj chwilê...
- Mo¿emy? - Nie, jeszcze nie!
- Na pewno jeste gotowy? - Jestem. A ty?
- Nie móg³by sam? - Nie ma opcji, kole.
Dobra. Zrób to.
Staæ. Muszê sprawdziæ ¿elazko.
Nie chcê, ¿eby zafajda³ mi wszystko krwi¹. Mo¿emy dzia³aæ.
- Tym razem na serio... - Raz, dwa, trzy!
- Nie mo¿esz teraz spêkaæ! - Potrzeba mi czego na ból.
- Nic ci jeszcze nie zrobi³. - Chodzi o to, ¿ebym tego nie poczu³.
- Masz jeszcze te moje tabsy? - Jakie siê znajd¹...
Dawaj je tu. Pokruszmy, wci¹gniesz, ból z g³owy.
Gdzie tu by³y...
I ju¿. Zaorane. Oby bola³o.
Jasna kurwa! Wszystko gra?
Opuæ rêkê.
Dawaj tu ³apê! Prêdko!
- Na co czekasz?! - Jeszcze nie odpad³!
- Nie tak siê umawialimy! - To jaki, kurwa, ¿art?
- £ap za nó¿! - Chuj z nim!
Przypalmy skurwiela!
Lecimy w chuj!
W³anie tak, pierdolcu!
W³anie tak!
Jakie to uczucie byæ bogatszym o piêtnacie, jebanych, tysiaczków?
Wywiadcz mi przys³ugê.
Poka¿ mi szmalec. Chcê go zobaczyæ.
¯adna to przys³uga. Nale¿y ci siê.
O tak, maleñki...
5... 10... 15... 15 tysiêcy, skurwielu.
Srogi rozkurw.
W³anie tak.
Co to by³o?
Powtórzy³o siê.
- Te¿ to s³ysza³am. - Czyli mi nie odjeba³o.
- Te¿ go s³yszê. - Dochodzi chyba st¹d...
Ludzie...
Gdzie jest mój palec?
- Piesek siê przekrêci³. - Co, kurwa?
Jak to siê sta³o?
Zad³awi³ siê palcem Craiga...
Ogarnê to jako. Zajmijcie siê nim.
Chuj by to...
Niez³a szopka.
Chyba go sobie ju¿ nie przyszyjesz.
Jeste mieciem, wiesz o tym?
Te¿ co...
- Przynajmniej nie okrad³em kumpla. - Potrzebujê tych pieniêdzy.
Dla rodziny.
Ty by je przepuci³ na dziwki i koks. Znam ciê.
- Te¿ ciê znam, Craig. - Ju¿ taki nie jestem.
Mam obowi¹zki. Mam ¿ycie.
Sam chuja robisz, psujesz tylko powietrze.
Jeste nieudacznikiem, Vince.
Zgadza siê.
Jestem nieudacznikiem.
Zawsze o tym wiedzia³em. Ale ty mnie zaskakujesz, Craig.
Mia³e troskliwych i kochaj¹cych rodziców.
Pos³ali ciê na studia, dali wykszta³cenie.
No i sam zobacz, jak skoñczy³e.
Nie zosta³e pisarzem, wyjebali ciê nawet z warsztatu.
Musisz siê szmaciæ i pieprzyæ cudze ¿ony, ¿eby mieæ na czynsz.
Kto tu tak naprawdê przegra³ ¿ycie, co?
- Jeszcze tu jestecie? - Co tu ³adnie pachnie.
- Jestecie g³odni? - Co bym wszama³.
Przy³¹czcie siê. Biesiadujmy.
Wiesz co, skarbie? Podaj no tê butelkê.
To danie pasuje idealnie...
do tequili za 10 tysiêcy zielonych, w której rozsmakowa³ siê sam Pancho Villa.
Co to, kurwa, jest?!
- Mowy nie ma... - Zapach wam siê podoba³.
- Po co ¿e to... - Przygotowa³? ¯ebycie zjedli.
Chyba nie mylisz, ¿e ze¿remy psa?
Specjalnie po to bym go nie zabi³, no ale skoro i tak siê ju¿ przekrêci³...
- Chyba nie jestecie wegetarianami, co? - Mylê, ¿e w³anie nim zosta³em.
- Smakuje jak kurczak. - Ale to pies!
Nie ma siê co tak oburzaæ. Ludzie jedz¹ psy na ca³ym wiecie.
- To w ogóle bezpieczne? - Jest odpowiednio nagrzany.
Mam termometr do miêcha.
Jaka jest stawka, zapytacie?
50 tysiêcy dolarów dla pierwszego, który skoñczy swoj¹ porcjê.
To wiêcej ni¿ zarobicie przez caluki rok, nie?
Zdjêlibycie sobie z g³ów sporo zmartwieñ.
Mielibycie czas, ¿eby po¿yæ.
Kwestia psychiki, panowie. £atwo to obejæ.
Jebaæ. Dam radê.
To dla ciebie...
Wspaniale.
Czekaj no. Jemu to nie ufam.
Pierwszy zgarnia kasê.
Co z wami? Na co czekacie?
Jeæ.
- Skoñczy³em! - Ja te¿!
- Leb w ³eb. Violet? - Bez gadania, wygra³em.
- Otwórz gêbê! - Jest otwarta!
Kurwa. Wiecie co...
- Jest remis. - Co takiego?
Bêdzie dogrywka.
wietny pomys³.
Wygl¹da na to,
¿e kto zje ten palec,
ten zgarnie nagrodê.
Pierdolona gnido!
- Liczy siê, nie? - Owszem. Wygra³e.
Zrobi³em to.
50, pierdolonych, tysiêcy!
Jeste s³aby, Craig. Zawsze by³e.
Chodmy siê przewietrzyæ.
Jebaæ tego sukinkota. Niech gryzie glebê.
Kiedy ci¹gle dostawa³ od ludzi wpierdol.
Komu wtedy siê ¿ali³? Mi. Zawsze go wspiera³em.
Wspiera³em ciê!
I jak mi siê teraz odp³aca? Wywy¿sza siê nade mnie!
Wydaje mu siê, ¿e zas³u¿y³ na tê kasê. Gówno prawda, nic mu siê nie nale¿y.
Nawet pierdolony grosz!
Prawie zat³uk³em go na mieræ.
Zrobi³by to?
Zrób to. Za æwieræ miliona.
Resztê biorê na siebie.
Oto twoja szansa, Vince. Twój nowy pocz¹tek.
¯yj jak zawsze tego chcia³e.
250 tysiêcy?
Odpalasz pokaz slajdów? Jak na naszym lubie.
Wyjebista rzecz.
Craig, chcesz piwko? Mo¿e worek lodu?
- Chcê taksówkê. - Fakt, póno ju¿.
Trochê mnie suszy. Co wy na to?
- Nie odmówiê. - Móg³bym ³ykn¹æ ze sto drinów.
Colin... Wezwiesz mi taksówkê?
Jasne. Ja stawiam. Dobry ze mnie gospodarz.
Gdzie mia³em numer... Znalaz³ siê.
Zaczyna siê.
- Powitalna fota. - Colin...
Ju¿ dzwoniê.
chcia³bym zamówiæ taksówkê.
Na adres 1231 Waverley.
Craig, we swoj¹ nagrodê. Ufam ci, mo¿esz j¹ zabraæ.
Mówi³em do kolegi. Dobra, 20 minut.
Zabawne ujêcie, Vince.
Zawijajmy siê st¹d.
To by³o mocne.
A¿ ciarki przesz³y.
Ten serwis sprz¹taj¹cy, o którym wczeniej gadalimy...
Przyda³aby siê teraz.
Mi³o by³o, Craig.
Niele go wyczu³a.
Myla³em, ¿e mój typ lepiej sobie poradzi.
Ju¿ dobrze...
TANIE DRESZCZE
www.NapiProjekt.pl - nowa jakoæ napisów. Napisy zosta³y specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.