All language subtitles for Time.Bandits.S01E04.1080p.WEB.H264-EDITH

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic Download
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian Download
br Breton
bg Bulgarian Download
km Cambodian
ca Catalan Download
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional) Download
co Corsican
hr Croatian Download
cs Czech
da Danish
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French Download
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian Download
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean Download
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian Download
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian Download
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian Download
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese Download
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

BANDYCI CZASU

JAPONIA, 1200 R. N.E.

Jasny gwint! Kim ty jesteś?

Wróg jest blisko.

W tym lesie trzeba uważać.

To japoński?

Koleżanka nauczyła mnie liczyć do pięciu.

Pięć.

Dobra, to idziemy.

A przy okazji, widziałaś tego nerda?

Skrzywdził cię?

Tak, to mój brat.

Tak? Skrzywdził cię?

Brat, tak.

Ja cię sunę. Niezła jesteś.

Mój brat ma na imię Kevin i ma taki marudny głos: „Cześć, rodzice”.

W zasadzie bardziej: „Cześć, rodzice”.

Cześć, rodzice.

Nie panikujcie…

ANGLIA, 700 R. N.E.

…ale wciąż jestem z gangiem złodziei, którzy mówią o sobie: Bandyci czasu.

Mamo, zakazałaś mi zadawania się z gangami.

Muszę cię przeprosić.

Tato, ty powiedziałeś: „Kevin? Nigdy nie trafi do gangu.

Widziałaś go?”.

A teraz proszę: należę do gangu.

Tragedia.

Nie ma tu żadnych skarbów. Same stare książki.

Hej, a to?

To miód pitny. Średniowieczny trunek na bazie miodu.

Bezwartościowy. Musimy się stąd wydostać.

Nie jesteśmy najtwardsi.

Ani najfajniejsi.

Ani najgroźniejsi,

ani najodważniejsi, ani najlepiej skoordynowani.

Nie jesteśmy najmądrzejsi,

najlepsi w negocjacjach,

ani uzgadnianiu, komu wolno mówić „Idziemy”.

Idziemy!

Nie jesteśmy najlepsi w skradaniu się i chowaniu.

Ani w kradnięciu czy innych gangowych sprawach.

Chwyć za rączkę.

Ale jesteśmy gangiem.

Tam jest. Ruszajmy.

I podróżujemy w czasie, aby was znaleźć

i uratować przed zamianą w węgielki,

co mogło być moją winą. Przepraszam.

Z tym portalem jest coś nie tak.

Zacina się.

Nie możemy go na razie użyć.

Dobrze, zakryj go.

Bittelig, pomożesz.

Otwórz, Zręczny.

Ktoś przyszedł.

Kryć się.

Zręczny, ale z ciebie niezdara.

Może się zrobić gorąco.

Może się zrobić gorąco.

Idź sprawdzić jak bardzo.

Dziękuję. No dalej.

Czasami Penelope przydziela mi zadania, jak ocena ryzyka.

Póki czegoś nie zepsujesz.

- Kto ma kasę? - Larry.

Spóźnialski Larry?

Dałeś kasę Larry'emu? Przecież on się wiecznie spóźnia.

Tu spotykamy się z drugim gangiem.

To nie byle co.

Ponoć są niebezpieczni, więc zachowaj spokój, jasne?

- Jasne. - Dobrze.

Larry, spóźniłeś się.

Chodźcie.

Wybacz spóźnienie.

Widzę gości ubranych i mówiących jak gangsterzy.

- Ktoś coś mówi. - Po gangstersku?

Udawajmy, że nas nie ma.

Udawajcie, że was tu nie ma.

Szefie, są za tymi skrzyniami.

Co robią za tymi skrzyniami?

Nie wiem. Zastygli o tak.

O tak?

O tak.

Halo? Wy wyjdziecie do nas czy my mamy przyjść do was?

Wychodźcie.

Zdołali nas znaleźć.

Co oni, do diabła, kombinują?

- Nigdy kogoś takiego nie widziałem. - Ja też, w życiu.

Jesteście gangiem?

Nie odpowiadajcie jednoznacznie.

- Mamy kasę. - Jesteśmy gangiem.

Świetnie. My jesteśmy tym drugim gangiem.

Zgadnijcie co? Spotkaliśmy inny gang.

Gdzie gorzałka? Mamy kasę.

Gorzałka?

Gorzałka.

Kasa dla nas w zamian za gorzałkę.

- Daj im ją. - To miód pitny.

Mamy ją.

Miód pitny? Znasz to?

- Nie. - Nie słyszeliśmy o nim.

Złapałem.

Ostrożnie, Zręczny.

To starożytny napitek na bazie miodu.

Daj no mi spróbować. Zręczny, ani drgnij.

Dobry ten miód pitny. Macie więcej?

Tak, mamy więcej. Ludziska.

Penelope sprzedała im gorzałkę skradzioną VIII-wiecznym mnichom.

Jej zdaniem mnisi i tak nie powinni handlować trunkami.

Efektywne.

Nasz gang bardzo ceni sobie efektywność i punktualność.

Słyszałeś, Larry?

Zakładasz organizację i czego jej brakuje?

- Organizacji. - Właśnie.

Niełatwo być szefem.

My technicznie nie mamy szefa.

Gang bez szefa? Pierwsze słyszę.

Jesteśmy raczej egalitarnym kolektywem.

Wszyscy decydujemy, głosując. Liczy się zdanie każdego.

- Wcale nie. - Wcale tak.

Bo tak zarządziłam.

Możemy chwilkę porozmawiać?

Podoba mi się idea gangu bez szefa.

Ta presja mnie wykańcza.

No właśnie.

A jak podejmę złą decyzję i kogoś kropną?

- Tak. - Tak się nie da żyć.

- Nie. - Musiałaś kogoś kropnąć?

Niestety tak.

Oberwał w tyłek, bo odpędzałam komara.

O Boże, upuścił…

Zręczny, zostaw to.

Współczuję.

- Macie dzieciaka w gangu? - Od niedawna.

- Uszanowanie. - Co?

On tak mówi.

No dobra, zmywajmy się.

Wpadnijcie na zabawę czynszową.

- Wiem, że będziecie na czas. - No ba.

Penelope uważa, że docenili jej zdolności przywódcze.

Zręczny!

Traktowali ją z szacunkiem.

Idziemy, Larry.

To na pewno była ona?

Pewnie, że to Madame Queenie.

Inaczej ją sobie wyobrażałem.

Bo tworzy wokół siebie aurę tajemniczości.

- Szefie, jeden z nich to dzieciak. - To był Baby Face.

Którego wszyscy się tak boją?

Tak, ten Baby Face.

Ten mały Brytyjczyk, który mówi „uszanowanie”?

Widziałeś kiedyś bardziej dziecięcą twarz niż jego?

To była Madame Queenie?

Larry, spóźniłeś się na tę rozmowę.

Obejrzyjmy sobie tę kasę.

Co to ma być?

To tylko obrazki z jakimiś starcami.

Nabrali nas. Nawet nie są unikalne.

- Wiedziałem, żeby im nie ufać. - Jak mogli.

Nie. Nikomu nie ujdzie na sucho wciskanie nam obrazków ze starcami.

Możecie je wykorzystać.

I co? Założyć galerię sztuki obrazków ze starcami?

To gotówka, pieniądze.

W tych czasach nazywają je „kasą” lub „szmalem”.

Szmal. Super. Coś mi się nie wydaje.

Ale to wiarygodna bajeczka.

Idziemy.

Zgadnijcie!

Sprawdźmy, gdzie jesteśmy.

Jesteśmy w 1929 roku w Nowym Jorku.

Zawsze chcieliście zwiedzić to miasto.

Szkoda, że akurat teraz,

gdy jesteście dwiema bryłkami węgla, które noszę w nerce.

Słuchajcie: „Dziś jest ta noc. Zabawcie się jak nigdy dotąd”.

My się nigdy nie bawimy. Wstęp wynosi 35 centów.

Co to są centy?

Szmal. Już go mamy.

Ale miejcie się na baczności. Imprezy bywają niebezpieczne.

Kuzyn Hammeda urządził jedną pod nieobecność rodziców.

Ktoś wrzucił głośnik Bluetooth do toalety,

bo nie podobała mu się muzyka, a on się zapalił.

Jakim cudem, skoro wpadł do toalety?

Nie wiem, nie byłem zaproszony.

Na tą jesteś i idziemy tam razem.

No nie wiem.

Nie możesz tylko czytać o wydarzeniach.

Musisz też sprawiać, by się wydarzały. Korzystać z życia.

- Może trochę. - No.

Jesteśmy spóźnieni.

W Nowym Jorku kwadrans spóźnienia to bycie na czas.

Nikogo tu nie ma.

Co to jest?

Alkohol.

Smakuje jak miód.

Ktoś wtargnął na teren Madame Queenie?

Oby nie.

Tego się nie robi.

Oj, nie.

Jesteśmy w Harlemie w trakcie renesansu harlemskiego.

Właśnie teraz powstaje tu wiele dzieł sztuki, tekstów i muzyki.

Nie wierzę, że czytam o tym czasie, będąc tu w tym właśnie czasie.

Tak, niesamowite.

Zobaczmy, co można dostać za te tzw. pieniądze.

Obowiązuje prohibicja. To znaczy, że alkohol jest zakazany.

Jak wtedy, gdy mama zakazała piwa tacie

po tym, jak się upił na festynie i flirtował z panią Broadrib.

Choć to zabronione, ludzie i tak go piją. Tyle tylko, że płacą za niego więcej.

Polubilibyście ten drugi gang.

Jesteście. Zapraszam…

Bumpy Johnson szefuje ich organizacji.

Tak jak Penelope naszej.

Jest też Spóźnialski Larry. Nazwali go tak, bo zawsze się spóźnia.

I ma na imię Larry.

Jakim cudem się spóźni… Był tuż za mną.

Jakim cudem?

No i Zręczny Ernie.

Nazwali go tak, bo jest niezdarny.

To ironiczna ksywka. Jak wtedy, gdy Saffron nazywa mnie „Stylowym”.

Uszanowanie.

Ale by się zdziwiła!

Rozgośćcie się i bawcie dobrze.

Napijcie się czegoś.

Wizyta w nielegalnym barze. To moje pierwsze przestępstwo.

Chyba że wliczamy skserowanie strony z książki

bez wyraźniej zgody wydawcy.

Jak tu wspaniale!

Fascynujące zgromadzenie.

To jest życie, bandyci. Nareszcie pniemy się w górę.

Mam migrenę i kręci się tu zbyt wielu obcych.

Zbyt wiele osób, którym nie można ufać.

Staraj się dobrze bawić.

Wolę nie.

Widzisz tę kobietę?

Ona zarządza ich organizacją.

- To ona? - I jej gang.

Dostarcza ten miodowy trunek. Twarde sztuki, kolego.

Twarde sztuki?

Bardzo twarde.

- A to Baby Face. - Ten dzieciak?

- Sam spójrz. - Bobas w garniturze.

Ni w ząb nie rozumiem, o czym śpiewa.

Jestem zaintrygowany, skołowany. Czuję się świetnie, cierpię.

Przepraszam, co to za muzyka?

Jazz, słonko.

Jazz słonko?

Jazz.

Jazz.

Zastanawiam się nad wprowadzeniem twojego stylu zarządzania gangiem.

- Kropienie jest zbyt stresujące. - Też już nie daję rady.

Ich wyraz twarzy jest nie do zniesienia.

Właśnie!

Ta zaskoczona mina, w stylu…

Nie, bardziej tak…

Zdarzało mi się usłyszeć pełne pretensji „hej!”.

Raczej: „Nie krzywdź mnie. Oddam ci wszystko.

Nie rób tego. O Boże”.

Co? Nie. To bardziej: „Zostaw mój tyłek w spokoju!”.

- Tyłek? - Tak.

Zdaje się, że mamy różne podejścia.

Pozwolisz?

- Na co? - Na taniec.

- Po co? - Dla zabawy.

Czuję się nieswojo.

Nie tylko ty. Możecie się przenieść?

Uwaga, idzie.

Dzięki. Poproszę piwo imbirowe.

Piwo imbirowe na koszt firmy.

Będziemy podejmować decyzje poprzez głosowanie.

Tak jest lepiej, bo wtedy wszyscy mają głos.

- Prawda? Zgódź się. - Zgadzam się.

Madame Queenie, jesteś inspiracją.

Dziękuję.

Ale nie musisz mnie nazywać ani madame, ani królową.

Jak sobie życzysz.

Ile ty tego wypiłeś?

Co mogę powiedzieć?

Nazywała się Alana Mortimer. Najpiękniejsza dziewczyna pod słońcem.

I co się stało?

Pewnego wieczoru Riley pocałował ją przed sklepem.

Łajdak.

A potem zapadł się pod ziemię.

Pozbyłeś się go?

Wyjechał do Preston.

Do Preston?

Aż mam ciarki.

Tak, jest tam całkiem zimno.

Ludzie wydają się przy mnie nerwowi.

Chyba dowiedzieli się o tej kserówce.

Dobrze się czujesz?

Myślałem o Susan. Nie rozmawiamy o niej.

Mówimy o niej dość często. Może nawet zbyt często.

Im więcej piję, tym bardziej chcę o niej rozmawiać.

W porządku.

- Wystarczy? - Tak, mam dość.

- Bardzo dziękuję. - Milady.

Pozwolę sobie na zwięzłe i szczere „O raju!”.

Dziękuję.

Mogę zapytać, co oznacza „szubi-dubi”?

Scatowałam, improwizowałam do muzyki.

Głosu można używać również jako instrumentu.

Rozumiem.

W ostatniej piosence padło: „zaza-zu-łał”. Co to znaczy?

To znaczy, że była zdumiona, zwalona z nóg, zatkało ją z wrażenia.

Znam to uczucie.

- Tak? - Tak. Kocham słowa.

Jestem aktorem.

Nie lubię wspominać, że jestem aktorem.

Ale jestem aktorem.

Grasz w burleskach?

W burleskach. W bonżurkach. We wszystkim.

- Odprowadzisz mnie do domu? - Z chęcią, ale nie wiem, gdzie mieszkasz.

Płonąca toaleta może się schować.

Pęknij z zazdrości, kuzynie Hammeda.

Charlie? Mówi Madame Queenie.

Rozprowadźcie ulotki edukujące o prawach wyborczych.

Czy to mądre?

- Jesteś pewna? - To ważne.

Tak jest.

A potem rozbij okna w nowej siedzibie Dutcha Schultza.

Madame Queenie się go nie boi. Zabiję go! Harlem jest mój!

Madame Queenie?

Przekaż darowiznę na czytelnictwo. Dzieci muszą czytać.

Dobrze, szefowo.

- Już się robi. - Do usłyszenia.

Madame Queenie, ktoś wtargnął na twój teren.

Gdzie mają siedzibę?

Szkopuł w tym,

że obrali za siedzibę jeden z twoich magazynów.

To wtargnięcie.

Tak powiedzieliśmy.

Wtargnęli.

Pomyśleliśmy, że złożymy im wizytę.

- Tak. - Wizytę?

Macie ich nastraszyć.

To miałem na myśli, mówiąc o złożeniu wizyty.

To mów wprost.

Nikt cię nie rozumie, gdy tak mówisz.

Mamo, tato. Nadal planuję was uratować.

Sorki, że się nie odzywałem.

W Nowym Jorku sporo się dzieje.

Wypiłem oranżadę!

Zawsze powtarzaliście, żebym pilnował młodszej siostry.

Zapomniałem, przepraszam.

Ale Saffron na pewno jest w domu i nie grozi jej żadne niebezpieczeństwo.

Kogoś tu zwęgliło.

Zemdliło? Zwymiotował?

Nie, zwęgliło. Zamienił się w węgiel.

To niedobrze. Dla nich. Mnie nie przeszkadza.

Tam.

Wydostała się ze skały. Nie potrafiła otworzyć drzwi.

Jest powolna, fizycznie i umysłowo.

Długo siedziała w skale.

Ktokolwiek tu był, odwrócił się i go zwęgliło.

Potem powoli weszła po schodach.

Powoli?

Jest powolna. Siedziała w skale.

Powtarza pani „ona”.

Tak.

Jeśli się nie mylę i to ona, ktoś jest w wielkim niebezpieczeństwie.

Ona ściga Bandytów czasu, tak?

Tak, zgadza się.

I dlatego tu jesteśmy?

Aby ich odnaleźć dla Najwyższej Istoty?

- Wiem. - Brzmiało, jakby pani zapomniała.

Tak, tak brzmiało.

Nic dziwnego, że tędy przeszli.

Wyczuwasz moc?

Nie.

Nie, a pani?

Tak.

Przebywał tu ktoś o ogromnej mocy.

Lubi pani swoją pracę?

Służba Najwyższej Istocie to powołanie. Nie praca.

Nawet kiedy bywa trudny, apodyktyczny i kontrolujący?

Ciąży na nim wielka presja.

Bandyci nie mają pojęcia, co rozpoczęli.

Mapa jest aż tak potężna?

Mapa.

I chłopak.

Mamo, tato, działam w prawdziwej grupie przestępczej.

Bandyci zajęli się fałszerstwem,

które było bardzo popularne w latach 20. XX wieku.

Ale ich podróbki wymagają dopracowania.

Zrobiłem nutkę.

A ja zylion dolarów.

Mój ma wartość twojej samooceny. Dla każdego inną.

Dużo lepsze niż oryginały. Spójrzcie.

Alto poznał artystkę,

która uczy go mówić po jazzowemu.

- Masz ochotę na… kanapkę? - Tak.

Bandyci nadal kradną mnisią gorzałkę i wymieniają ją na szmal.

Zgadza się, to nielegalne. Tak, wiem.

Pośpieszcie się.

Ale pojawił się problem.

Stać! Złodziej!

Szybko! O nie!

O nie.

Trochę potrwa, zanim do was wrócę.

Bittelig i Judy są tam uwięzieni?

Tak, zgadza się. Portal jest bardzo niestabilny.

- Mówiłem wam. - Wybrali bardzo zły moment.

Halo, halo.

Nie teraz.

- Musimy ich wydostać. - Nie gadaj.

Pracuję nad tym.

Nieźle się tu urządziliście.

Byłaby szkoda to stracić.

Tak, byłaby szkoda.

Nie skończyłem. Chciałem powiedzieć więcej.

- Spróbuj to rozgryźć. - Jak?

Ty się znasz na matmie.

- Jakie z nas niezdary. - Straszne niezdary.

Nie szkodzi. Ja też mam dziurawe ręce.

- Ja podobnie. - Tak, jest bardzo niezdarny.

Wspaniale się bawiłem, Emmie.

Ja również.

Tak miło się ciebie słucha i spaceruje obok ciebie.

Tak. Martwię się o ciebie, Alto.

Bo praca aktora nie jest stabilna?

Nie! Gangsterzy chcą dorwać ciebie i twoich znajomych.

Co?

Wszyscy w Harlemie o tym mówią. Madame Queenie wyznaczyła nagrodę.

A jej zbiry? Mogą was zabić za naruszenie jej terenu.

Chcielibyśmy was zabrać na przejażdżkę nad wodę.

Rozumiem. Wiecie co? Przyda nam się trochę relaksu.

Zróbmy to.

Penelope, oni nie mówią literalnie.

Nie wszyscy są molami książkowymi.

Witam przyjaznych gości.

Emmie mówi, że ścigają nas gangsterzy

i musimy… Czy to futerał na skrzypce?

Grasz jazz?

Grasz jazz?

Nie, nie gram jazzu.

Pokaż, na czym grasz.

Pistolet maszynowy.

- W nogi? - Tak.

Gdzie są wszyscy?

Za nimi.

Zagrożenie.

Musimy wiać.

- Zagrożenie. - Gazu!

Szybko.

Szybko.

Gdzie macie kryjówkę?

Skręć w prawo.

I w prawo.

Są tuż za nami.

I potem w prawo.

Jadą w kółko? Nikt nie jest aż tak głupi.

I teraz w prawo.

Co, do diabla?

Co to ma być, do jasnej ciasnej?

Tak wyglądam z profilu?

I w prawo.

Chwileczkę. Wracamy tam, skąd ruszyliśmy?

Tak. Dzięki, byłoby super.

- Zginiemy. - Dopiero co zacząłem żyć.

I prawo.

Tam jedzie Madame Queenie.

To jakiś bardzo powolny pościg.

Mieszamy się w to?

Portal!

Stać!

- Leć, Judy! - Nie pozwól im…

Szybko! Zanim się zamknie!

Skacz, Judy!

Baliśmy się, że utkniemy tam na zawsze.

Odkryłem nowe wyjście.

Chodźcie, uciekamy stąd.

Zgubiłem ich.

Jak, skoro jechali w kółko?

Stój! To reszta ich gangu.

Zabierzmy ich na przejażdżkę.

Mają Judy, Bitteliga i Widgita.

Jedź za nimi.

Mam jechać za gangsterami, którym próbujemy uciec?

Tak. Bardzo dobrze.

Nie.

Patrzcie, prowadzę automobil.

To nie takie trudne…

- Uważaj. - Dobra.

„Dziesięć zylionów dolarów”.

„Wartość wyzbycia się strachu”.

To Judy.

Oznaczają drogę.

- Podążaj za forsą. - Alto, uważaj!

Tutaj są.

Wypuśćcie ich.

Tak, wypuśćcie ich. Przepraszam, ty mów.

Cześć, Penelope, Alto, Kevin.

To nasi przyjaciele, o których mówiliśmy.

A to nasi nowi przyjaciele.

- Nie jesteśmy przyjaciółmi. - Co? Mieliśmy pooglądać rybki.

Pływać z rybkami. To groźba.

- Tak? - Serio?

To dlaczego daliście mi nowe buty?

Betonowe.

Żebyś poszedł na dno.

Naprawdę powinniście wyraźniej formułować swoje groźby.

Ta jest wyraźna.

Przestańcie. Puśćcie ich. Nie wiecie, z kim zadzieracie.

Jeśli podążycie tą drogą, napotkacie konsekwencje,

z których się nie wyplączecie.

A wy to kto?

Nieważne.

Ważne, kim ona jest.

Jedną z czołowych gangsterek tego miasta.

Dobra, trochę przesadziłeś.

To Madame Queenie.

- Nasza szefowa to Madame Queenie. - Co?

Przepraszam.

Jesteś szefową tego gangu?

Tak. Przedstawicielką kolektywu.

- Tego gangu. - Czterdziestu złodziei?

- Nie. - Bandytów czasu.

Bandytów czasu.

Bandytów czasu?

Stać!

- To Madame Queenie. - Nie teraz, Larry.

Gdzieś ty parkował to auto? W Connecticut?

- Nie jesteś Madame Queenie? - Nie.

- Z gangu Czterdziestu złodziei? - Nie.

Madame Queenie to nasza szefowa. Ci tutaj wdarli się na nasz teren.

Ale to jest Baby Face. Najgroźniejszy gangster Manhattanu.

Ja jestem Baby Face.

Poważnie? Widziałeś się w lustrze?

- Mam dziecięcą twarz. - Co?

Zastrzel ich.

Nie chciałem cię urazić.

Jeśli wsmarujesz trochę kremu, wygładzi…

Co tu się dzieje?

Zamierzam ich zabić, Madame.

Madame Queenie?

Tak, to ja.

Pomyliłeś mnie z nią?

Tak.

Myślałeś, że to ja?

Bo zobaczyłeś kobietę w magazynie z gorzałką?

- I gangiem. - I gangiem? I założyłeś, że to ja?

Wypiłem trochę miodu i to przez to.

To obraża nas obie.

Bycie szefową jest takie trudne.

- Nie dla mnie. - I mnie.

Każdemu jest trudno.

Kim jesteś?

Jestem Bumpy Johnson.

Miałeś przynieść kasę.

Za twoją gorzałkę.

Teraz to się składa.

Powinniśmy się zmywać. Gdybyś mógł opuścić broń.

Dziękuję. Kończymy z handlem miodem.

Rozwiążcie ich i już nas nie ma.

- Dokąd musimy pójść? - Na pole niedaleko Jersey Shore.

Wiem gdzie to. Kropnąłem tam sporo osób.

Znaczy, kiedyś kropiłem tam sporo osób.

Ja też tam kropię ludzi.

Zaraz wrócimy, by rozpocząć współpracę.

Byle na czas.

Możecie ich rozwiązać i wypuścić?

Mamo i tato, zrobiłem coś, do czego zawsze mnie namawialiście.

Znalazłem przyjaciół. I coś, czego mi zabranialiście.

Bratałem się z gangsterami.

Ale to ci sami ludzie, więc się wyrównuje.

- Zgadnij. - Co?

Zabieram swoich ludzi na wakacje.

O nie. Czyli im grozisz?

- Dwutygodniowe. - Czyli prawdziwe wakacje.

- Właśnie. - Co za ulga.

Większość wybrała Meksyk.

Nadszedł czas na czułe pożegnania.

Może pojedziesz ze mną?

I niezręczne rozstania.

Nie mogę.

Bo jestem bandytą?

Nie.

- Bo nie potrafię prowadzić? - Nie.

Bo jestem aktorem

i nigdy nie wiesz, czy rozmawiasz z prawdziwym mną?

Nie, tak naprawdę cię nie znam i to dopiero nasza czwarta rozmowa.

No tak, to ma sens.

Judy, oni przeżywają intymną chwilę.

Mam nadzieję, że Nowy Jork was nie rozczarował.

Cieszę się, że to ja was tu zabrałem.

Może kiedyś tu wrócimy, kiedy nie będziecie węgielkami.

Kocham was.

Ruszamy.

Pa, pa.

Dokąd oni się wybierają?

Opowiedzieć wam coś o mieście?

- Nie. - Nie, mądralo.

Nawija tylko o historii.

„Bla-bla-bla, historia to, bla-bla-bla, historia tamto”.

Chłopak mówił: „Bla-bla-bla”.

To Kevin. Gdzie?

Poszli tam, gdzie rzeka łączy się z górą i zniknęli we mgle.

Zabiorę cię tam.

Demon!

Szybko!

Nie jesteś nim.

Nie znasz moich zaimków!

To był demon.

Gdyby zjawiła się w Bingley, zwołałabym ekipę.

Nie miałaby z nami szans!

Tak, to cud, że przeżyłyśmy.

Właśnie.

- Patrzcie i podziwiajcie. - Rajuńciu.

Tak, rajuńciu.

Co to jest?

Co to jest? Już wam mówię.

Oto Ziemia Dwa.

Co?

Wiem, co myślicie: „Władza namieszała mu w głowie.

Co planuje? Dlaczego to robi? Co mu nie pasuje w obecnej Ziemi?”.

Oryginał nigdy mnie nie zadowalał.

Kiedy ją tworzyłem, byłem młody i beztroski.

Skleciłem to wszystko na chybił trafił.

Mówię to tylko między nami: popełniłem kilka błędów.

Wyłączając dinozaury. Były idealne, prawda?

- Super. - Tak, super.

- Twój ulubiony? - Stegozaur.

A twój?

- Pterodaktyl. - A mój? Niepopularna opinia.

- Triceratops. - Rzeczywiście.

Bo miał trzy Ceratopsy.

No dobra, przejdźmy zylion lat później.

Do teraz. Ziemia Dwa. Sequel.

Tworzysz nową planetę, panie?

Nie, to by zbyt długo zajęło.

Mam na myśli wielki reset.

Wymażę ją.

Pozbędę się całej historii i reszty nudów.

Paru rzeczy, których się wstydzę, jak ludzi.

Pozbędę się tego i zacznę od nowa.

Nie sądzisz, że to ich trochę zdenerwuje?

Kogo? Ludzi, których wymażę?

- Tak. - Mam dość ludzi.

Zbyt wiele wojen. Zbyt wiele sporów.

Rozpocznę wielkie wymarcie.

Ale nie zrobię tego bez mapy.

Co więcej, ona nie może wpaść w niepowołane ręce.

To byłaby katastrofa.

I czyje ręce mam na myśli?

Tak jest. Ręce sami-wiecie-kogo.

- Barnaby. - Barnaby?

- Nie Barnaby. - Czystego Zła.

Nie wymawiaj… Budowałem napięcie.

Przepraszam.

Tak, jego.

Jeśli położy swoje pazury na mapie… Mam ciarki na samą myśl.

CZĘŚCIOWO OPARTE NA POSTACIACH

STWORZONYCH PRZEZ TERRY'EGO GILLIAMA I MICHAELA PALINA

NA PODSTAWIE FILMU „TIME BANDITS”

Napisy: Daria Okoniewska

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.