Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Mario! Mamo, niech on przestanie!
PIERWSZA
Lia, za duża jesteś na takie wygłupy!
- A co on robi? - Siadaj.
Kłócisz się z nim? Już późno, pośpiesz się!
Jeszcze bez płaszcza?
Wybierze mnie w tym roku?
Miejmy nadzieję, kochana.
Módl się dużo... i może Bóg cię wysłucha.
Zanieś to Madonnie.
Zapnij płaszcz.
I chustka.
Na głowę!
Zwiąż!
I wracaj prosto do domu!
W tym roku też nie.
To i lepiej.
Mama i tak każe ci chodzić na msze. Mógłbyś mnie widywać.
Mogę się wymigać.
Mama i tak cię zmusi.
Nie pójdę.
Maryja...
będąc po słowie z Józefem,
zaszła w ciążę za sprawą Ducha Świętego.
Józef myślał, żeby oddalić ją potajemnie.
Ale...
we śnie objawił mu się anioł Pański i rzekł:
"Józefie, synu Dawida,
nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej małżonki.
Ona...
porodzi syna, którego nazwiesz Jezus".
Józef posłuchał objawienia
i zrobił, jak mu kazał anioł Pański.
I wziął do siebie żonę.
Oto Słowo Pańskie.
Chwała Tobie, Chryste.
Módlmy się.
Daj mi torebkę.
Idźcie, ofiara spełniona.
Bogu niech będą dzięki.
Pietro, czekaj. Nie mogę znaleźć torebki.
Pomóż mi.
Siadamy do stołu.
- Mario, chodź. - Ma krzywe nogi.
Biedaczek, pewnie go bolą.
Potem go naprawimy.
Siadaj.
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.
Jajko?
Mocniej.
Dobre te ziemniaki, słodkie.
Jutro trzeba zebrać kapustę.
Nie zostaniesz jutro ze mną?
- I co będę robić? - Nie martw się, coś znajdziemy.
Pobędziemy razem, jak matka z córką.
Chcę iść z tatą.
Nie mogę tego słuchać.
Musisz grzebać w ziemi, skoro ojciec pracuje?
- Niedługo brat będzie mógł to robić. - A bo co?
- Co? - O co chodzi?
Niech pracuje, jeśli to lubi.
Lia?
Będziemy mieli kłopot?
Ty go masz.
Nie podobał mi się i wciąż mi się nie podoba.
To ludzie nie dla nas.
Sama zdecyduj.
Jak tam? Gotowa?
Jeszcze to...
Szybko! Już późno.
Orlando?
- Pietro. - Raczej "pan burmistrz".
Już tylko pan tak do mnie mówi.
Dzień dobry pani. Mario, Lia...
aleście wyrośli!
- Czyli my się postarzeliśmy. - Słusznie.
Zaraz rusza procesja.
- Państwo nie idą? - Jedziemy do Palermo na koncert.
- Szczęśliwcy. - Lia...
Miło, że się spotkaliśmy. Zobaczymy się jeszcze?
Chętnie.
Zapraszam po warzywa.
Z miłą chęcią.
- Dzięki. - Do widzenia.
Idź z bratem.
Chodźże.
Koncert, a nie procesja! I ty go zapraszasz.
Jeszcze nas z nim zobaczą!
Gdyby nie Orlando, zabraliby nam ziemię.
Tyle dla nas zrobił jako burmistrz!
Jest wolny sznur.
- Ty idź. - Poniesiesz go.
Idźże!
Idę. Duch chrześcijański...
Sama sobie idź...
I proszę...
Co robiłeś w Niemczech?
Nic.
Pytam poważnie.
Masz.
Wyjechałeś nagle, zostawiłeś mnie.
Stale o tobie myślałem w Niemczech.
Wróciłem dla ciebie.
- Naprawdę? - Tak.
- Dla takiej, którą widziałeś trzy razy? - Ty to "taka"?
Ty to ty. Jasne?
Jeśli dla mnie, to powiedz dlaczego.
Co dlaczego?
Co robiłeś w Niemczech?
- Uczyłem się języka. - Osioł.
Języki są ważne. Poznałem masę słów.
Guten Morgen... Ich liebe dich.
Śmieszy cię to?
Co to znaczy?
Kocham cię.
- Komu to powiedziałeś? - Mówię to do ciebie!
- Na pewno? - Myślisz, że się wygłupiam?
Nauczyłeś się już czy musisz wracać?
Nie, zostaję tutaj.
Muszę pomyśleć o paru ważnych sprawach.
Na przykład?
Dasz mi buzi?
- Buzi? - Nikt nas nie widzi.
Możesz w policzek.
Muszę zatroszczyć się o ciebie. I tyle.
O te ręce, które nie mogą niszczyć się w ziemi.
Koniec!
Lubię pracować w ziemi.
Znajdziemy dom,
ustawimy doniczki z kwiatami i nie będziesz już niszczyć sobie rąk.
Bez dyskusji.
O twojego ojca też się zatroszczymy.
On nie chce o nas słyszeć.
Nie chce?
A my mu o tym powiemy.
Przyjedziemy tu za parę dni, nikt nas nie zobaczy,
i będzie po sprawie. Wszystko załatwimy.
Co to?
Co?
- Kto ci to dał? - To?
Nikt, kupiłam sobie.
- Na pewno? - Oczywiście.
Pokaż.
Nie podoba mi się.
I nie powinnaś się stroić.
Ładniejsza jesteś, gdy wyglądasz zwyczajnie.
- Procesja nadchodzi... - Czekaj. Spokojnie.
- Jeszcze czas. - Chcę do domu.
Zaczekaj.
Zobaczymy się jutro tutaj?
Wystarczy ci za odpowiedź?
Widzimy się tu jutro.
Czekam o czwartej.
I co z tym będzie?
Nic nie zrobiłam.
To nie są dobrzy ludzie.
- Wierz mi. - A ty mi wierzysz?
Pewnie, że ci wierzę.
Więc ja też ci wierzę.
- Nie rozmawiaj z nimi. - Nie mam im nic do powiedzenia.
Nie przychodź tu więcej.
Dlaczego?
Jest zbyt dumny.
W tym cały problem.
Nie widziałaś, jak na mnie patrzył.
Zuchwale!
Ciekawe, co powie, kiedy przyjdę z jego córką, gotów na ślub.
Wieśniak!
I w tym problem, że to wieśniak.
Uparty jak osioł.
Córka śliczna, a on jest biedny.
Co?
Martwisz się?
Przecież tylko się żenię, nie idę na wojnę.
Stale będę o tobie myślał. Nie zapomnę cię.
Nie stracisz pracy.
Tu kładę pieniądze.
Trochę więcej, bo mnie nie było... i jest Boże Narodzenie.
Kupisz sobie coś ode mnie.
Tak czy nie?
Na jutro wszystko gotowe.
To do jutra!
- Antonino i Cusimano czekają. - Niech idą na spacer.
- Wyjeżdżacie? - Tak, ale wrócimy za parę dni.
Ten głodomór nie słyszał, że Lorenzo Musicò żeni się z jego córką?
Powinien mi wystawić pomnik. Odkrył Amerykę i narzeka.
Ona chce wyjść za mąż?
Chce. Kochamy się, bez obawy.
Zazdrościsz?
Gdybyś była nietknięta, może poślubiłbym ciebie.
Jeszcze mokre.
Widzę.
Umyję jeszcze raz.
- Podgrzej sobie kawę. - Nie jestem głodna.
- Kawę się pije, a nie je. - Naprawdę?
Nie chcę mi się pić.
Dobrze...
Nie je, nie pije...
Nie jesteś tu za karę.
Przekonałaś tatę, żebym została.
Nieprawda.
Nie! Tata i ja zdecydowaliśmy razem.
I już!
Poza tym pewne rzeczy nie są dobre dla dziewczyny.
Jesteś już duża.
I dlatego muszę sprzątać z tobą dom.
Skoro jesteś dorosła...
to musisz uważać na to, co mówią ludzie.
Ojciec pracuje, a ty nie musisz.
Pracuję, bo to lubię.
Co ma do tego tata? To nie wypada.
- Bo ludziom się nie podoba? - Nie wypada i już.
Koniec dyskusji!
Dość tego!
Buty z łóżka.
Mamo, zamykaj!
Lia, uciekaj!
Co oni robią?
Jesteśmy na wycieczce. Tata nas odbierze.
Połóż tam.
Ale mnie tu jest zimno.
Nie chcę tu siedzieć.
Wracajmy do domu.
Pozwól mu wrócić.
Chciał przyjechać. Uczepił się ciebie.
Ja zostanę, jego wypuść.
Poprosimy Tindara.
- Tindaro? - Co?
Odwieź dzieciaka do ojca.
Słyszysz?
Powiesz rodzicom, że niedługo wrócę i że nie muszą się martwić.
Szybciej.
- A ty? - Wrócę.
Jedziemy do domu.
Siadaj.
No, już.
Siadaj.
Pietro, odłóż tę strzelbę.
Co się stało?
Co z twoją głową?
- Gdzie dzieci? - Przyjechali i zabrali Lię i Maria.
Idę do karabinierów.
Ucieczka z miłości to sprawa nie dla nich.
Jaka ucieczka?
Porwali mi syna, rozbili głowę żonie.
Myślałem, że przyjadą po mnie, nie tutaj.
Młodzi wiedzieli, że pan nie zgodzi się na ślub.
Postawili was przed faktem dokonanym.
Nie jesteś głodna?
Nie rozumiem...
Nie wiem.
Czy problemem jest twój ojciec?
Kiedy go ulokujemy w pięknym domu,
dużym, nowym, to mu przejdzie.
Zaufaj mi. I skończ te dąsy.
Szkoda już się stała.
Jesteśmy tutaj.
Jakbyśmy już byli po ślubie.
Wybrałeś też kwiaty do kościoła?
Razem je wybierzemy.
Wypuść mnie do domu.
- Mario! - Mamo! - Szacunek, don Pietro.
Don Gaetano zaprasza na zaręczyny.
- Będziecie? - Oddaj mi syna.
Jak tylko wrócą, zorganizujemy wszystko.
Niech pan odłoży tę strzelbę.
Zgłoszę to na policję.
Za obie rodziny, które dziś łączą się w Bożej łasce.
Zdrowie!
Niech pan nie będzie surowy dla córki.
Młodym trzeba pobłażać.
Zwłaszcza w miłości.
Prawda?
Nikt nie dowie się o tej ucieczce.
Szybko zorganizujemy ślub.
Kapitanie?
Formalizujemy?
Musicò Lorenzo, kawaler
i Crimi Rosalia, panna...
oświadczają, że zawierają to małżeństwo dobrowolnie
i nie są w innych związkach.
Niniejsza skarga dotycząca uprowadzenia i inne zarzuty Pietra Crimiego...
są nieważne na mocy art. 455 kodeksu karnego
i w związku z tym, że pan Musicò poślubi pannę Crimi.
Jeden podpis tutaj...
i możemy podrzeć tę skargę.
Tutaj.
Lia, śmiało.
Podpisz.
- Podpisz ten papier. - Pójdziesz do więzienia.
Niczego nie podpiszę.
Ludzie pomyślą, że wyrzekłem się rodziny.
Zróbmy, jak chce Lia.
Wszyscy.
Czemu tak ze mną rozmawiasz?
Bo tak zdecydowałem.
Nie obchodzi mnie, co ludzie powiedzą.
Zgadzam się z tobą, mnie też chodzi o córkę.
Co myślisz?
Co myślisz?
Jest młoda...
nie wie, co ją czeka.
Co robimy?
Nie wiem.
Nie martw się.
Zajmę się tym. Nie przejmuj się.
Załatwimy tę sprawę.
Jest termin rozprawy?
Na listopad, ale nie wiem, czy zdążymy.
Nie możemy znaleźć adwokata.
To zrozumiałe.
Przed sąd trafi Musicò.
Kto wygrywa?
Zależy, kogo spytasz.
Orlando, wiem, że już pan nie pracuje.
Ale mógłby pan nam pomóc?
Pietro...
od lat nie praktykuję.
Tylko pogorszyłbym sprawę. Nie mam najlepszej opinii.
Nieważne, co myślą ludzie.
O nas też źle mówią, choć jesteśmy porządni.
Skrzywdziłbym Lię.
Jeśli jest szansa, by wygrać ten proces, to na pewno nie ze mną.
To skomplikowana sprawa. Potrzebujesz osoby wiarygodnej. O mnie...
tyle się już nagadali.
Pomogę ci znaleźć właściwą osobę.
Zimno ci?
Włóż to na noc.
Niech się pali.
Prześpij się.
- Zostaw zapaloną. - Nie na całą noc.
Zostaw i już!
- Nie może tak być. - Może.
Co się dzieje?
Nie chcę, żeby spała przy świetle. To niebezpieczne.
Niech się pali.
Tej nocy zostawmy.
Jeszcze coś się zapali! Oszalałeś?!
Posiedzę tu i przypilnuję.
Nie martw się.
Wiesz, że...
ten proces zacznie się lada chwila.
Jest czas.
Tak ci się wydaje.
W tym chłodzie wydaje się, że nic się nie rusza.
A rusza się.
Ptaki się wykluwają...
potem liście się czerwienią.
A z czerwonymi liśćmi...
nadejdzie proces.
Chcę tylko, żebyś była gotowa.
Jestem gotowa.
Dobrze.
Zostaw zapaloną.
Pięć minut.
Pomyślę.
Idę spać.
Zobaczę co z matką.
Tato?
Mogę jutro z tobą popracować?
I tak nie muszę się uczyć od mamy, jak być żoną.
Mogę iść z tobą?
Co ty robisz?
I tak nie ma już co zbierać.
Trudno mówić o winie, bo często stado samo idzie w szkodę.
- A bydło pasie się też w nocy? - Przykro mi.
Chcę złożyć skargę na Musicò.
Lepiej niech pan sam to z nimi załatwi.
A od jutra dziewczyna niech siedzi w domu.
Dziękuję. Ale proszę pilnować swoich spraw.
Idziemy.
Mario, jedz.
- Nie smakuje mi. - Już chcesz pościć?
Rano też nie będziesz jadł. Ksiądz Zaina czeka ze spowiedzią. Jedz.
Nie smakuje mi to.
Bądź cicho i jedz.
Zaprowadzę cię do kościoła.
Ty do kościoła?
A czemu?
Bo co?
Nie mogę zaczerpnąć powietrza?
- Kupisz mi loda? - Idziemy do domu.
- Mama mi kupuje po spowiedzi. - Wyspowiadaj się z tego kłamstwa.
Panna Lia?
Pamięta mnie pani?
Pali pani?
- A przeszkadza pani? - Nie.
Przykro mi z powodu tych wydarzeń. Naprawdę.
Orlando... pozwolił sobie opowiedzieć o tym, bo...
Moja praca...
- Czy Orlando...? - Broń Boże! Nie.
To tylko przyjaciel. Może jedyny.
Kobiety go nie interesują. Pomógł mi, gdy był burmistrzem.
Potem bronił, gdy wyszło na jaw, że pomagał takiej jak ja.
Rzucili się na niego. Podobno będzie proces.
Może.
Przyjmowałam tego Musicò...
Lorenza.
Nie zamierzam się wtrącać. Chcę tylko...
Naprawdę nie palisz?
Lia, Mario? Wróciłam!
Mieszkam za szpitalem, via Aminta. Przed 13:00 zawsze jestem sama.
Jeśli chcesz...
Czemu tu przyszłaś?
Robisz coś słusznego.
Gdzie Mario?
- W domu. - Z kim rozmawiałaś?
Kogo tu widzisz?
Chodź, ojciec czeka z adwokatem.
No, idziemy.
Chcemy tego procesu.
Ta sprawa może stworzyć precedens.
Usiądzie pan?
Więc czemu pan nie weźmie tak prestiżowej sprawy?
Mecenasie Ragona...
niewątpliwie obaj bardzo się różnimy.
Pan jest autorytetem prawniczym.
Ja wiem...
jakie skutki wywołały pewne moje decyzje.
To nie pomogłoby Lii w sądzie.
Wcale nie musiało do tego dojść.
Ucieczki z miłości zdarzają się ciągle i nie trzeba tu sądu.
Jest małżeństwo, które "naprawi zepsuty honor" dziewczyny.
A Musicò zaproponował ślub.
Nie chce pomóc, więc niech się wynosi!
Ponoć to najlepszy adwokat na Sycylii.
Jeśli go zatrudnimy, zrobimy dobre wrażenie.
Interesuje cię tylko zdanie innych?
Zawsze musimy spodobać się innym!
Chcę, żeby tobie było dobrze.
Zaufaj adwokatowi, a on bardziej się postara.
I będzie dobrze.
Będzie dobrze.
Ugryź mnie.
- Ale tak mocno! - Jego pogryzę.
Z Wielkim Piątkiem.
Z Wielkim Piątkiem.
Z Wielkim Piątkiem.
- Z Wielkim Piątkiem. - Dzięki, ojcze.
Dziś wyjątkowy dzień.
Pan umarł za nasze grzechy.
Przed wejściem trzeba wyznać swoje i poprosić o wybaczenie.
Idziemy, Lia.
Chodź, Mario! Już!
Z Wielkim Piątkiem. Wchodzimy.
Z Wielkim Piątkiem.
Mało! Już wystarczy.
Uwierz mi, że nic nie tracisz.
Mama pozwoliła Mariowi zjeść deser w Wielki Piątek.
- To wszystko wyjaśnia. - Za jakie grzechy ma pokutować dziecko?
On?
- Nie byłbym dobrym adwokatem. - Lepszym niż ten dureń.
Nie znoszę go.
Jest bardzo...
wyniosły.
Ale to przydatne w sądzie.
- Jeśli zechcesz tam pójść. - Poszłabym z przyjacielem.
A nie z uperfumowanym kretynem.
- Nie pójdziesz ze mną? - Teraz jesteśmy przyjaciółmi?
- Stale jesteś w moim domu. - Tak naprawdę to ty w moim.
Nie wiem.
Przyjaciele zawsze robią coś razem.
A co my możemy robić?
A co lubisz?
Lubię spacerować po wsi tak, że aż się gubię.
Problem w tym, że potem się odnajduję.
- Lubisz zbierać ślimaki? - Litości! Są ohydne.
- Ja lubię. Spróbujmy. - Brzydzę się nimi.
- Jadłeś kiedyś? - Nie. - Więc czemu tak gadasz?
Dobrze, idziemy zbierać ślimaki!
Znam idealne miejsce na ślimaki.
- Dobrze. - Wiesz, jak się nazywa? "Ślimalandia".
Jest blisko?
Jesteś takim samym osłem jak tamten? Trochę.
Widzisz? Możemy siedzieć w domu.
Jest tyle do zrobienia. Nie trzeba wychodzić.
Skończymy tutaj i wrócimy do środka.
Mamo, zdałem!
Coś ty robił? Cały mokry.
- Jedźmy nad morze. - Dokąd?
- Nad morze. - Nad morze?
Teraz nie możemy.
Obiecałaś. Cała szkoła jedzie!
Dobrze, ale zobaczymy.
Mario, mama ma rację. Po co nad morze, kiedy jest to?
Dość!
Nic, tylko byście się bawili. Cały czas!
A potem woda stoi...
i robi się błoto.
Można się pobrudzić.
Chodź tu, stań w słońcu.
Chcesz popływać?
Chodź!
W dzień nad morze chodzą wszyscy.
A wyjątkowe dzieci chodzą...?
W nocy.
Oczywiście.
- Spójrz. - Tak, ale...
Tata usiadł tam.
To tajemnica. Nie mów o tym nikomu.
Chodź.
To tutaj.
Nie ma słońca. Nie potrzeba parasola.
Jak to?
Jest księżyc.
- Chcesz się poparzyć? - Nie.
Więc usiądź pod parasolem.
Posmaruję cię kremem.
- Zimny! - Wcale nie.
Sprawdzimy.
Tak, zimny.
Ale woda jest ciepła.
- Mam nadzieję. - Zobaczymy.
Chcesz się wykąpać, nie?
Zdejmiemy to...
i jeszcze to.
Zdejmę buty...
i idziemy.
- I jak? - Ciepła! Tato, Lia, chodźcie!
Pietro, Lia, chodźcie!
Śmiało!
- Ciepła! - Tylko zamoczę stopy.
Pływaj!
Życzenie do księżyca.
Gotów?
Zaraz.
Już.
- I co? - Nie mogę powiedzieć.
- Nawet nam? - To moje życzenie.
Ty też pomyśl życzenie.
Ale jakie?
Zamknij oczy.
Już!
Dobrze zrobiłaś. Cieszę się, że przyszłaś.
Zaparzę kawę.
Jak tu ładnie.
Z Tindarem... byłam zaręczona.
Wyszło jak wyszło...
ale nie chciał się żenić.
Powiedział, że nie nadaję się przed ołtarz.
Tylko do łóżka.
I to wybrałam.
Jak sobie radzisz?
Dla ludzi nie jesteś już sobą.
Widzą tylko twój zawód.
Ja tak tego nie odczuwam.
Gdybym słuchała innych, pogubiłabym się.
Znaleźliście adwokata?
- Ragona Carmelo. - Jak to Ragona?
Kiedy pomyślę, że taki kretyn będzie mnie bronił...
Ale wczoraj dowiedziałam się, że wynajęli go Musicò.
On może być w domu do początku procesu.
Nie zostanie w więzieniu.
Nie ma potrzeby.
Czekaj, Mario, usiądę.
Znajdziemy innego.
Przez tyle czasu nie znaleźliśmy, to uda się nam w dwa miesiące?
Nie wiem, czy jeszcze chcę tego procesu.
- Co ty mówisz? - Nawet ty w to nie wierzysz.
Naprawdę tak uważasz?
Inaczej broniłbyś mnie od początku.
Odsunęli mnie od polityki... bo nie mam żony.
Rozumiesz?
Chciałem tylko znaleźć ci kogoś o lepszej reputacji.
Dobrze...
pójdę z tobą do sądu.
Będę twoim adwokatem.
Ale masz złą opinię.
Czyli będziemy dobrą parą.
Idę po wino.
Przyda się trochę.
Ciebie wezwę jako pierwszą.
I ty, przed sędzią, powiesz, że się nie zgodziłaś,
że nic nie wiedziałaś.
Gotowa?
Ty jesteś gotów?
On tutaj?
Miał być tylko sędzia.
Proszę wstać!
Chodź.
Nie myśl o tym.
- Zdejmij płaszcz. - Udawaj, że go nie ma.
Czy strony są gotowe?
Jeśli można, chcemy wyrazić pewną obawę.
Proszę.
Aby oczyścić mojego klienta z zarzucanych mu oszczerstw,
chcemy, by proces był przejrzysty, dostępny dla publiczności.
Panie przewodniczący,
to sprawy natury intymnej.
To wy postanowiliście ze sprawą prywatną iść do sądu.
Zapraszam panów do mnie.
Prośba mecenasa Ragony wydaje się słuszna i wskazana.
Jestem za jawnością procesu.
Dziękuję, panie sędzio.
Proces toczy się przy drzwiach otwartych.
W interesie przejrzystości.
- Co to za jedni? - Będą tu siedzieć.
Po co?
Mecenasie Orlando, może pan wezwać pierwszego świadka?
Jesteś gotowa?
- Nie. - Patrz tylko na mnie i na sędziego.
Mecenasie?
Miałam tylko rozmawiać z sędzią, a tu jest pełno ludzi.
Zaczynamy od ciebie.
Mecenasie Orlando, możemy?
Chyba nie...
Poważnie?
Jak myślisz?
Panie przewodniczący. Nasz pierwszy świadek, Crimi Pietro.
Panie Crimi, przejdźmy od razu do rzeczy.
Czy kiedykolwiek wyraził pan zgodę na zaręczyny pana Musicò z pańską córką?
Nie.
Nie podobał mi się.
Proszę po prostu odpowiedzieć "tak" lub "nie".
Czy pan Musicò...
prosił pana o zgodę na zaręczyny z pana córką?
- Nie. - Więc nie było oficjalnych zaręczyn?
Nigdy.
- Nie mam więcej pytań. - Panie Crimi,
był pan na obiedzie w domu Musicò 6 stycznia 1967 roku?
Tak.
Czy nie był to może obiad zaręczynowy?
Pytanie stronnicze.
Mecenasie, proszę przeformułować.
Czy to prawda, że jadł pan obiad z rodziną Musicò
kilka dni po powrocie pańskiej córki i obecnego tu pana Musicò?
- Tak. - Czemu pan tam był,
skoro nie chciał się pan zgodzić na zaręczyny?
Sprzeciw. Pytanie zawiera wniosek.
Próbuję pokazać sądowi,
jak pan Musicò mógł zostać wprowadzony w błąd
niezrozumiałym postępowaniem pana Crimiego.
Proszę odpowiedzieć na to pytanie.
Nigdy nie oddałbym córki temu tam.
Musicò nam grozili.
Zmuszono nas do pójścia na ten obiad.
Co tu jest napisane?
"Sprawiedliwość dosięgła dziewczynę z Galati".
Wyszliśmy już poza naszą mieścinę.
Lepiej, żeby Lia tego nie widziała.
Żeby czego nie widziała?
Proszę.
Nie przejmuj się tym, co piszą dziennikarze.
Zrobią wszystko, by zwiększyć sprzedaż.
Mamo, źle wyszłaś na tym zdjęciu.
Spójrz na twarz.
Ty za to jesteś piękna.
- Może fotograf nie był mistrzem. - Tak, fotograf...
- Mama się nie umalowała. - Kolejny mądry!
Tobie nie zrobili zdjęć.
Zabieram je.
Panie Musicò,
panna Crimi zgodziła się uciec z panem?
- Tak. - Więc może pan wyjaśnić,
czemu zjawił się w domu Crimich w towarzystwie uzbrojonych mężczyzn?
Proszę powiedzieć, czemu przyjechał pan z czterema kolegami.
Ja i Lia byliśmy zakochani...
ale jej ojciec nam przeszkadzał,
więc wspólnie postanowiliśmy działać w ten sposób.
Nie pomyślał pan, że panna Crimi może się nie zgodzić?
Skądże.
Bo porządna dziewczyna
z początku trochę się opiera, co nam trochę pochlebia...
- A ja i Lia już współżyliśmy. - Nieprawda!
Tak robią wszyscy młodzi.
- To normalne. - Wiesz, że to nieprawda!
- Patrz mi w oczy, gdy to mówisz. - Lia, proszę...
Odnotujemy ten dialog.
Dość tego...
Chcę do domu.
To upokarzające.
Upokarzające, bo tylko oni mówią.
A ty nie mówisz tego, co wiesz.
Nieważne, co gadają.
Ważne, kim ty jesteś.
Kiedy opowiesz swoją historię...
to przestanie być upokarzające.
Opowiedz ją.
Powiedz im, co wiesz.
Oni tu rządzą.
Jak teraz wykarmię swoje dzieci?
Jak?
Lia, musisz przemówić.
Inaczej to, co mówił Lorenzo, stanie się prawdą.
- Rozumiem twój ból. - Nie chcę mówić.
Prawda wymaga wysiłku, ale musisz przemówić.
- On wszystko zaplanował. - Co ty o tym wiesz, Ines?
Byłam z nim w przeddzień.
Wszystko słyszałam.
Jutro poinformuję sędziego i cię wysłuchamy.
Ojcze...?
Na pewno jest na dole...
Proszę wstać!
Postaramy się dzisiaj zakończyć ten proces.
Mecenasie Orlando?
Panie przewodniczący...
My...
przeżywamy ostatni akt tego procesu...
który, zdaniem wielu, nie powinien w ogóle się odbyć.
Ale jesteśmy tu dziś dzięki odwadze i determinacji tej rodziny...
Przywoła pan świadka?
Oczywiście, panie przewodniczący.
Świadek, którego powołamy,
to osoba, która będzie zeznawać w akcie wielkiego...
Mecenasie, świadek!
Poprosimy o krótką przerwę.
Żadnej przerwy.
To twoja wina, draniu! Czemu Ines nie przyszła?!
Oszalałaś?
- Spokój! - Panie przewodniczący.
Zakwestionujemy honor mojego klienta, bazując na zeznaniach zaburzonej kobiety,
- atakującej duchownego?! - Czemu teraz mowa o zaburzeniach?
- Proszę przestać! - Dość! Zawieszam rozprawę!
Odwiozę cię do Palermo.
Bierz Maria i pod łóżko!
Co to było?
Odsuń się!
Trafili cię?
- Trafili cię? - Nie.
Co tu jest napisane?
- Tato... - Czytaj mówię!
Co jest napisane?
"Następny rozwali głowę tobie i twojej córce".
- Kurtka! - Co robisz?
- Kurtka, szybko! - Dlaczego?
- Uciekamy stąd! - Zaczekaj!
Jest nasza szopka.
Postawimy ją przed kominkiem.
Patrz, kto to.
Osiołek i wół!
- Znalazłem was! - I jeszcze to.
Znaleźliście drewno.
Zapomniałem o nim.
Ale już napalone.
I co, Pietro?
Rano wsiadamy do pociągu. Do Mediolanu dotrzemy następnego ranka.
Do Mediolanu? Tam nawet nie ma morza!
Wiem.
Na pewno nie chcesz tego przemyśleć?
Nie. Czekamy na wyrok i wyjeżdżamy.
Gdyby miał pan dzieci, zrozumiałby pan.
Zostaw... Przejdzie jej.
Idziesz szukać ślimaków?
- Wychodzą dopiero po deszczu. - Posłuchaj.
Jutro ostatnia rozprawa. Po niej sędzia zdecyduje.
Musisz zeznawać. Jesteś to winna ojcu, rodzinie, Ines.
- Nikomu nic nie jestem winna. - Proszę cię...
Musisz coś zrozumieć.
Jedyne, co zrobiłam to to, że nie wyszłam za tego, którego nie mogłam znieść.
Nie ja prawie zabiłam Ines, nie ja zniszczyłam pracę ojca.
Więc nie muszę nic robić dla nikogo.
- Ale dla siebie. - Wiem, co mam zrobić dla siebie!
Wszyscy gadacie, co mam robić: mówić czy nie mówić.
Dość! Nie chcę już nic robić, nie chcę tam iść.
- Nie chcę o tym słuchać! - Nie chcesz słuchać?
Więc jutro ja też nie pójdę do sądu. Pojedziemy nad morze, dobrze?
Ani ty, ani ja nie urodziliśmy się, by coś zmienić.
Wskoczymy do lodowatej wody.
Głowa pod wodę, woda w usta i cisza! Co ty na to?
Co robisz?
- Nic. Połóż się. - Jestem głodny.
- Jestem głodny. - Więc coś zjedz.
Nic nie ma w tym domu.
- Co oglądasz? - Uszkodzona figurka.
I co?
Taką wyjąłeś z pudełka?
- Co cię to obchodzi? - Nie pamiętasz?
Co robisz? Zwariowałeś?
Teraz są tak same.
Pasuje ci? Dasz mi jeść?
Obudź się. Idziemy.
- Dokąd? - Nad morze.
Proszę wstać.
Mecenasie Orlando, zaczynamy od pana.
Tak, panie przewodniczący.
Chciałbym, aby wysłuchano panny Crimi.
Potrzebuje pani wsparcia moralnego?
To zbędne. Wszyscy tu jesteśmy ojcami rodzin.
Nie musi pani zerkać na swoją mamę. Proszę patrzeć na mnie.
I teraz, własnymi słowami,
proszę opowiedzieć, co się wydarzyło rano 29 grudnia 1966 r.
Byłam w domu z matką i bratem.
Ojciec był w pracy.
Zwykle wychodzę z nim, ale wtedy zostałam w domu.
Pukanie do drzwi. Matka poszła otworzyć. Był tam Tindaro.
I zrozumiałam, że przyjechali po mnie.
Skąd pani to wiedziała?
Kilka dni wcześniej Lorenzo chciał, żebym z nim wyjechała.
- Nie pojechała pani? - Nie.
- Dlaczego? - Bo jest arogancki.
Spotkaliśmy się parę razy przed jego wyjazdem do Niemiec.
Co się potem stało?
Wszedł do domu.
A razem z nim: Musarra, Antonino, Cusimano i Tindaro.
Przytrzymali moją matkę.
Potem...
Lorenzo próbował mnie złapać za ramię, Mario mnie odciągnął.
Ale jego też zabrali.
Dokąd panią wywieźli?
W jakieś miejsce na wsi.
Kazałam mu odwieźć Maria, bo dzieciak nic do tego nie miał.
Ja zostałam tam.
I co się potem wydarzyło?
On postanowił, że będę jego.
I posiadł mnie.
Odczuła pani choć odrobinę przyjemności?
Czemu o to pyta?!
Nie.
Wcale.
Jednakże pani i pan Musicò spotykaliście się kilka razy
przed jego wyjazdem do Niemiec, prawda?
Tak.
- Czemu pani się spotykała? - Bo o to prosił.
Sąd nie uwierzy, że pani Crimi zrobiłaby wszystko, czego żądał pan Musicò.
- Inaczej by nas tu nie było. - Czemu jej pan nie wysłucha?
Czemu spotkała się pani z panem Musicò,
skoro nie była pani nim zainteresowana?
Prosił, więc się zgodziłam.
Jak widać, popełniłam błąd.
W chwili, gdy młodzieńca zaciąga się do sądu, to już nie jest błąd.
- I zmusza go do obrony honoru. - Znowu?
Stracił honor, gdy mnie posiadł.
I jak skończył?
Czego teraz bronisz?
Niech świadek nie mówi do mojego klienta!
- Wydaje pan polecenia przewodniczącemu! - Nie pan jest tu sędzią.
- Dość! - Proszę wybaczyć, ale mi przerwano...
Mecenasie Ragona, ten sąd dość już usłyszał.
Zawieszam rozprawę do jutra.
Panno Crimi, może pani odejść.
Jutro zapadnie wyrok w procesie Lorenza Musicò, syna mafiosa Gaetana Musicò.
Dzisiaj przed sądem zeznawała Lia Crimi.
Ponownie zarzuciła oskarżonemu porwanie i stosowanie przemocy.
Sędziowie II Wydziału Karnego jutro wydadzą wyrok.
Proszę wstać!
To był dość osobliwy proces.
Dlatego wymagał dużej skrupulatności i wielkiej uwagi.
Po zbadaniu wszystkich faktów i zeznań
przedstawionych przez stronę skarżącą i broniącą...
sąd postanawia, że oskarżeni Musicò Lorenzo,
Mancuso Tindaro, Musarra Giuseppe, Cusimano Fabrizio, Baldassarre Antonio
są winni czynów, o które oskarża ich Crimi Rosalia.
Sąd wymierza panu Lorenzowi Musicò karę jedenastu lat pozbawienia wolności.
- Wygraliśmy? - Wierzysz w to?
Zrobić kawę?
Dla mnie nie. Cieszcie się waszym szczęściem.
- Dobranoc. - Dobranoc.
Dobranoc.
I tak wyjeżdżamy?
Jutro porozmawiamy. Dziś był ciężki dzień.
Położę Maria...
Pożegnaj się.
Dobranoc.
Dobranoc.
Czemu milczysz, tato?
Powinieneś świętować.
Wygraliśmy. Czemu się nie cieszysz?
Co wygraliśmy?
Co wygraliśmy?
Tylko dlatego, że sędzia przyznał ci rację... wiesz, co wygraliśmy?
To, że nie możemy już wyjść na ulicę.
Nie chcę wyjeżdżać.
Jakie życie nas tu czeka?
Stale w ukryciu. Co to za życie?
Nie wyjdziesz na ulicę.
Nie pojedziesz nad morze.
Jestem z ciebie dumny.
Ale nic nie wygraliśmy.
Z tamtymi nie zdołamy wygrać.
To oni zawsze wygrywają.
Ułożymy tak...
inaczej się nie zamknie.
Mario, pomóż mamie.
Znieś tę walizkę.
Gotowa.
Chodź.
Już.
Przygotowałem coś. Zjecie w pociągu.
Dzięki.
Sara, Lia! Schodźcie!
Spóźnicie się na pociąg.
Lia, idziemy.
Pociąg zaraz ruszy, a my wciąż tutaj!
I co?!
Zostajecie tutaj?!
W 1965 ROKU PEWNA DZIEWCZYNA ZBUNTOWAŁA SIĘ
PRZECIWKO TRADYCJI "MAŁŻEŃSTWA NAPRAWCZEGO".
W PRAKTYCE KOBIETA BYŁA ZMUSZONA DO POŚLUBIENIA GWAŁCICIELA.
DZIĘKI TEMU SPRZECIWOWI ZMIENIONO PRAWO...
W ROKU 1981.
PIERWSZA
SCENARIUSZ I REŻYSERIA
WYSTĄPILI
Wersja polska na zlecenie HBO HIVENTY POLAND
Tekst: Grzegorz Janiak
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.