Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Panie i panowie. Witajcie w 艣wiecie przemocy.
Wyra偶onej s艂owem i czynem. Przemoc przyjmuje liczne maski,
lecz jej ulubion膮 wci膮偶 pozostaje po偶膮danie.
Przemoc po偶era wszystko, czego dotknie. Rzadko zaspokaja sw贸j ogromny apetyt.
Jednak nie tylko niszczy, potrafi tak偶e tworzy膰.
Z bliska przyjrzyjmy si臋 temu dzie艂u szatana.
Nowej rasie, zamkni臋tej w ciele kobiety, obleczonej jej mi臋kk膮 sk贸r膮.
Ta delikatno艣膰, charakterystyczny zapach.
Pow艂oka jak z l艣ni膮cego jedwabiu. Cia艂o uleg艂e, acz lubie偶ne.
S艂owo ostrze偶enia: obchod藕 si臋 ostro偶nie i nie tra膰 czujno艣ci.
Ta nowa rasa drapie偶nik贸w poluje samotnie i w stadzie.
Dzia艂a wsz臋dzie i o ka偶dej porze. Nikt jej nie umknie.
Czym s膮? Mog膮 by膰 twoj膮 sekretark膮, recepcjonistk膮 u lekarza,
czy tancerk膮 w klubie go-go.
Dawaj, z艂otko!
Dalej, z艂otko!
Dawaj, dawaj!
- Dalej, skarbie! - Dawaj! Mocniej! Szybciej!
Potrzebowa艂am tego!
Jak d艂ugo b臋dziesz tolerowa膰 taki ekshibicjonizm?
Bierz j膮!
Mam si臋 zamoczy膰, bo Lady Godiva zapragn臋艂a pop艂ywa膰?
Tutaj Rosie, skarbie! Wygrza艂am ci miejsce.
Nasi膮kaj sobie g膮beczko. Z przyjemno艣ci膮 ci臋 wycisn臋.
Doigra艂a艣 si臋.
Idziemy.
Tw贸j owczy p臋d nie ma ze mn膮 szans.
Utrapienie z tob膮!
Mo偶e i nosi spodnie, ale jako艣 brakuje jej sprz臋tu!
Wypra艂a艣 si臋! Teraz ci臋 odwiruj臋!
Z艂a藕!
Naturalne w艂osy g贸r膮! Le偶ysz i kwiczysz!
Jak twoje obcasy wytrzymuj膮 trudy chodzenia?
Przesta艅cie! Nawet w talk showach s膮 lepsze b贸jki!
Chcecie co艣 udowodni膰? Przekonajmy si臋, czy nie stch贸rzycie.
Wymy艣lasz naprawd臋 dziwne zabawy. Boki zrywa膰.
Nie lubisz bezbarwno艣ci, Varla.
Spokojnie, skarbie. Stwarzasz zagro偶enie po偶arowe.
Sko艂uj co艣 do picia. Rosie musi przep艂uka膰 gard艂o.
Jeste艣 wstrz膮艣ni臋ta, skarbie.
Rosie, skarbie! Otw贸rz wieczko, zanim sama eksplodujesz!
Taniec w "The Giant" ci nie wystarczy?
Te偶 poruszam kuperkiem dla takiej widowni.
Nigdy nie mam do艣膰, a wy tworzycie wspania艂膮 publiczno艣膰.
Doda艂y艣my przecie偶 nowe kroki, a ona znowu ta艅czy co艣 innego.
Wymy艣lamy nowy uk艂ad?
To nie m贸j agent, jego nie sta膰 na benzyn臋.
Raczej przyby艂 fanklub.
Tam pojechali, partnerze.
- Jak mogli ci臋 zostawi膰? - Naprawd臋 mam fanklub.
Nie s膮 przystosowane do d艂ugich podr贸偶y.
- Niez艂e ko艂a. - Zajrzysz mi pod mask臋?
- Je藕dzi艂y艣cie na czas? - Znamy nasze mo偶liwo艣ci.
Sw贸j pewnie mierzysz klepsydr膮?
- Rozmawiacie o mojej figurze? - To zb臋dne, gdy jeste艣 tak ubrana.
Mam przygotowa膰 stanowisko?
Mo偶emy pomierzy膰 czas? Znam parametry tego terenu.
Prosz臋 bardzo. Zapowiada si臋 ciekawie.
艢wietnie.
- Mo偶e robimy niepotrzebny t艂ok? - Sk膮d. Ciesz臋 si臋, 偶e tu jeste艣cie.
- Mo偶e nap贸j? - 呕e co prosz臋?
Proponuje nam nap贸j.
Nie znasz nic tak wyskokowego, by zaspokoi艂o nasze pragnienie.
Wszystko gotowe. Mierz mi czas od tamtego znaku do tego.
Kiedy odpal臋, zobaczysz k艂臋by dymu z rury wydechowej.
Wtedy wci艣nij magiczny guzik.
Ma 艣wira na punkcie tego samochodu i szybko艣ci.
- Szybka jazda to niez艂a frajda. - Nie wiem, czemu si臋 martwi臋.
Jest mistrzem naszego automobilklubu, tak偶e w bezpiecznej je藕dzie.
Przepraszam, to chyba przez 艣wie偶e powietrze. A wy co robicie?
Zada艂a nam pytanie. Oto, co robimy.
Za 125 na g艂ow臋, plus podatek i ubezpieczenie.
Wspaniale. Ja robi艂am to tylko dla przyjemno艣ci.
Wi臋c si臋 bawmy.
Niez艂a jest.
Je艣li l臋d藕wie odm贸wi膮 mi pos艂usze艅stwa,
- wiecie, kogo wzi膮膰 w zast臋pstwie. - Zapomnia艂am zmierzy膰 mu czas.
- B臋dzie zawiedziony. - Zmy艣l co艣 prawdopodobnego.
Najlepiej rekord.
Jak mi posz艂o? Czuj臋, 偶e by艂o szybko.
Przepraszam, kochanie. Nie zmierzy艂am ci czasu. Zagada艂am si臋.
Zapomnia艂am, przykro mi.
Trudno.
Nic si臋 nie sta艂o.
Wyluzuj kolego. S艂o艅ce jest jeszcze wysoko.
Tym razem sama zmierz臋 ci czas, a mam doskona艂e wyczucie.
Co ci臋 bawi w je藕dzie na czas? Czego ona dowodzi?
To jakby biegacz stara艂 si臋 poprawi膰 sw贸j rekord.
Trenuje, by da膰 z siebie wi臋cej. Podobnie usprawniam moje cacko.
- Po co, skoro z nikim nie wygrywasz. - Jak to nie? Wygrywam z czasem.
Tak poderwa艂e艣 t臋 cizi臋? Bij膮c czyj艣 rekord?
Nie, nie jeste艣 z tych.
Jeste艣 ameryka艅skim ch艂opcem. Bezpiecze艅stwo to podstawa.
- Chcesz co艣 powiedzie膰? - Nigdy nie chc臋.
Od razu przyst臋puj臋 do akcji. Nie pr贸buj臋 si臋 z czasem lecz z lud藕mi.
- Zmierzymy si臋? - Niczego nie musz臋 udowadnia膰.
Ma niez艂y w贸z. Trzeba go tylko przemalowa膰.
- Na 偶贸艂to... - Jeste艣cie niesprawiedliwe!
Dlaczego trzeba pokonywa膰 innych, a nie 艣ciga膰 si臋 dla frajdy?
Wreszcie m贸wi do rzeczy. Co powiecie na wy艣cig dla frajdy?
Dwa okr膮偶enia wok贸艂 pacho艂k贸w. To tylko trzy zakr臋ty.
艢wietnie, b臋d臋 starterem. Nie mam pistoletu, ale wezm臋 gwizdek.
Co ty na to, przystojniaku? Na pewno czai si臋 w tobie zwierz臋.
Umowa stoi.
- Gwi偶d偶! - Gotowi?
Zawsze jestem gotowa.
Szybciej!
Tommy, gazu! Jeszcze troszk臋!
Tommy! Tommy!
- Nic mu nie jest? - Nic.
Straci艂 panowanie nad wozem. Omal nie zabi艂 nas obojga.
Co tam jeszcze robi? Odmawia paciorek?
- Powinien. Ma za co dzi臋kowa膰. - Lepiej tam p贸jd臋!
Po co ten po艣piech? Nie ucieknie.
To moja wina. Ja go nam贸wi艂am.
Musz臋 tam i艣膰.
Rozumiem, 偶e wolisz zabra膰 stoper i zwia膰 do domu.
Jest delikatny. 艁atwo go uszkodzi膰.
Tak jak trac膮c panowanie? Za bardzo si臋 wystroi艂a艣. To jest zb臋dne.
A tw贸j ch艂opta艣 pewnie popu艣ci艂 w spodnie.
Oddawaj! Jest dla Tommy'ego wa偶nym trofeum.
- Wi臋c ja go wygra艂am w rewan偶u! - Tommy! Tommy!
Zmierzmy czas Lancelotowi, kiedy przybywa z odsiecz膮.
- Co si臋 tu dzieje? - 3,5 sekundy mistrzu. Wspaniale.
- O co chodzi? - Nie chce mi zwr贸ci膰 zegarka.
Oddaj go.
- Masz dziwne poczucie humoru. - Dopiero si臋 rozkr臋cam.
Nie wiem, do czego d膮偶ysz...
Do kresu. W艂a艣nie go osi膮gn膮艂e艣.
Mo偶esz czmychn膮膰 swoim autkiem. Chyba, 偶e bijesz si臋 lepiej ni偶 prowadzisz.
Przesta艅!
Nadal mo偶esz odjecha膰, frajerze.
To chyba dobra rada.
Przesta艅cie!
- Jedziemy st膮d, skarbie. - Za tob膮!
Nie!
I tak by艂 sztywny. Mia艂 okropny wypadek.
Pom贸偶 jej. Zwijamy si臋.
- Czym mog臋 s艂u偶y膰 szanownej pani? - Wiewi贸r, do pe艂na.
Si臋 robi.
- Prawy b艂otnik, Einsteinie! - A tak, prze pani.
Nie widzia艂em takiego wozu.
Przejazdem? Te autka musz膮 mie膰 du偶y potencja艂.
Zew pustej szosy. Nowe miejsca, ludzie, zainteresowanie.
To moja pasja. Odkrywanie Ameryki na nowo!
Tam jej nie znajdziesz, Kolumbie!
Ma twardy sen. 艁adnie si臋 opali艂a.
Jakie to teraz szyj膮 kostiumy. Na pewno u艂atwiaj膮 opalanie.
Tyle odkrytej sk贸ry. Czego to ludzie nie wymy艣l膮!
Dwucz臋艣ciowe stroje, puszki z p艂askim wieczkiem.
Przesta艅 filozofowa膰, jeszcze dwa czekaj膮!
Kiedy z艂otow艂osa si臋 obudzi, b臋d膮 k艂opoty.
I bez tego wp臋dzi艂y艣my si臋 w niez艂膮 kaba艂臋.
- Dlaczego si臋 nie ockn臋艂a? - Da艂am jej tabletk臋.
- Po艣pi jeszcze ze 2 godziny. - Mog艂y艣my j膮 zostawi膰 z ch艂opakiem.
- Jest jedynym 艣wiadkiem. - Nie jedynym.
Ale was nie mo偶na chyba tak nazwa膰. Mog艂y艣cie powstrzyma膰 bieg zdarze艅.
W Kalifornii nazywaj膮 to wsp贸艂udzia艂em.
Subtelna jeste艣. Jak jedwabna r臋kawiczka odlana z 偶elaza.
- Jak beczka 艣miechu pe艂na dziegciu. - Ciszej troch臋.
To p贸艂g艂贸wek, ale nie g艂uchy.
Mamy paliwo. Dok膮d teraz?
Razem 13,30.
- C贸偶 za okaz! - Wielki, prawda?
Kupa mi臋艣ni. Wo艂aj膮 na niego Warzywo. To czubek.
A jego stary jest jeszcze gorszy.
Jest inwalid膮. Ucierpia艂 w wypadku kolejowym.
Pr贸bowa艂 ratowa膰 dziewczynk臋. Zbzikowa艂.
Zw艂aszcza w kwestii kobiet. Dosta艂 poka藕ne odszkodowanie.
Nikt nie wie, ile dok艂adnie. Nigdy nie wp艂aci艂 go do banku.
Czubek, jak m贸wi艂em. Nie ufa bankom.
Pewnie schowa艂 kas臋 na pustyni. Nienawidzi wszystkich.
Z tak膮 fors膮 mo偶e sobie na to pozwoli膰. My go te偶 nie lubimy.
M贸g艂by jutro wyjecha膰 i nikt by si臋 nie zmartwi艂.
Taki maj膮tek i 偶adnej z niego pociechy, szkoda.
Ruszajmy. Tylko nie podje偶d偶ajcie za blisko.
Zapomnia艂y艣cie rachunku!
Jeszcze 297 transakcji i w drog臋.
Zajmiemy si臋 karczkiem czy pr贸chnem.
Uwielbiam nadziane karczki.
Ta forsa zapewni nam wspania艂膮 przysz艂o艣膰.
- Kasa, kt贸ra usprawiedliwia strat臋. - I idealne miejsce.
Jednak ona jest naszym alibi.
Jej ch艂opak zgin膮艂 w wypadku na torze. By艂a w szoku. Uciek艂a z domu.
Rodzina nie 偶yczy sobie rozg艂osu.
Zlecili nam odszukanie dziewczyny, co uczyni艂y艣my.
Tak samo b臋dzie ze skarbem.
Ta historia jest tak naci膮gana, 偶e a偶 wiarygodna.
Nie musisz w ni膮 wierzy膰, po prostu si臋 wczuj.
Ruszajmy, ale tylnymi drzwiami.
Spokojnie, bo podzielisz los swojego ch艂opaka!
Teraz mo偶esz krzycze膰 do woli.
Stary musi by膰 szurni臋ty.
Mieszka膰 na 艣mietniku maj膮c tyle forsy? Same pordzewia艂e wraki.
Z drugiej strony to dobre kryj贸wki dla poka藕nej sumy.
Przeszukam je, a wy przypilnujcie laleczki.
Je艣li b臋dzie si臋 stawia膰, dajcie jej pigu艂k臋 ze schowka na r臋kawiczki.
Bia艂e na zamroczenie, 偶贸艂te na powr贸t 艣wiadomo艣ci.
- A jakie na grzech? - To zale偶y, co ci chodzi po g艂owie.
Zawiadom mnie, jak si臋 wykrystalizuje.
Pewnego dnia przeholujesz i b臋dzie z tob膮 krucho.
Czasem pr贸buje mnie rozgry藕膰, a sama mam z tym k艂opoty.
Tw贸j brat si臋 od nas oddala. Ugotuje, a potem wraca do czytania.
50 dolar贸w za trzy g艂upie ksi膮偶ki. W 偶adnej ani jednego obrazka.
Szybko zapomnia艂, ile po艣wi臋ci艂em dla tych pieni臋dzy.
Czeka tylko, a偶 umr臋. Albo sam mnie zabije i zagarnie fortun臋.
Nie pozwolimy mu na to, prawda?
Ch艂opcze?
Czego ode mnie oczekujesz?
- Mam znale藕膰 nast臋pn膮 dziewczyn臋? - Na to jeszcze za wcze艣nie.
Ostatnio by艂e艣 zbyt brutalny. Musisz by膰 ostro偶niejszy.
Krzywdz膮c kogo艣, wzbudzasz czujno艣膰 w艂adz.
Lecz co oni wiedz膮 o krzywdzie i cierpieniu?
Odp艂acimy im. Ka偶da kobieta zap艂aci.
Co艣 ci臋 tu zainteresowa艂o?
Co tak mocno? Nie widzisz, 偶e jestem kobiet膮?
Twoja p艂e膰 jest bezdyskusyjna.
Pytanie brzmi, co tu robisz?
Jako艣 nie mo偶emy obej艣膰 si臋 bez ciekawskich.
Wi臋c co tutaj robisz, opr贸cz naruszania cudzej w艂asno艣ci?
Jeste艣my ca艂y dzie艅 w drodze. Uzna艂y艣my, 偶e to opuszczona farma.
Zauwa偶y艂y艣my zbiornik wody, a jest straszny upa艂.
Pomy艣la艂y艣my, 偶e si臋 och艂odzimy. Nie przywyk艂y艣my do pustyni.
Pozwolili im g艂osowa膰, pali膰, prowadzi膰, a nawet ubrali w spodnie.
I co z tego wynik艂o? Prezydent Demokrata!
Mydlenie oczu. Rosyjska ruletka na autostradzie.
Coraz trudniej odr贸偶ni膰 brata od siostry.
Chyba, 偶e w bezpo艣rednim kontakcie.
Ju偶 do艣膰 dawno zostawi艂am kole偶anki. Zaraz zaczn膮 si臋 martwi膰.
- Zawiadomi膮 w艂adze. - B臋d膮 musia艂y g艂o艣no krzycze膰.
W promieniu pi臋ciu mil nie ma telefonu.
Poza tym to raczej ja powinienem zawiadomi膰 w艂adze.
Ruszajcie dalej. Na samotne kobiety czyha tu wiele niebezpiecze艅stw.
Znikniemy jak najszybciej, ale mo偶e u偶yczycie nam wody?
- Prosz臋 bardzo. - Pami臋taj.
M贸j wzrok si臋ga daleko.
Ona a偶 kipi. Jest nieokie艂znana.
Jeden m臋偶czyzna sobie nie poradzi. Cho膰 z drugiej strony,
odpowiednio trzymana mog艂aby z艂agodnie膰.
Potrzebowa艂am tego!
Rozwi膮偶臋 ci臋, 偶eby艣 si臋 umy艂a.
呕adnych sztuczek, bo zasmakujesz kija.
Po co si臋 z ni膮 pie艣cisz? Sprawia tylko k艂opoty.
Mam swoje powody! Wyjm臋 knebel.
Jeden krzyk, a nafaszeruj臋 ci臋 tabletkami i za艣niesz na tydzie艅.
- Ju偶. - Co ze mn膮 zrobicie?
- Nic, je艣li b臋dziesz rozs膮dna. - Chc臋 tylko wr贸ci膰 do domu.
- Pu艣膰cie mnie. - Takie masz 偶yczenie?
Chwil臋 potem wiedzia艂by o nas ka偶dy policjant i FBI.
Niewinne porwanie.
Obiecuj臋, 偶e was nie wydam! Powiem, 偶e to by艂 wypadek!
W艂a艣nie tak! B艂agam, pu艣膰cie mnie!
Powiem, co zechcecie!
Rozumiemy i wierzymy ci.
Jak tylko za艂atwimy tu pewn膮 spraw臋, podrzucimy ci臋 na jaki艣 autobus.
Mo偶esz si臋 od艣wie偶y膰. Billie!
- Cudownie! - Zr贸b jej miejsce!
Tego potrzebowa艂am.
Co dalej?
B臋dzie si臋 trzeba pozby膰 dzieciaka. Na razie niech my艣li, 偶e ma szans臋.
- Kiedy minie szok, zacznie my艣le膰. - Zniknijmy st膮d wcze艣niej.
- Zanim stary wznieci alarm. - To dziwak.
Nie przejmie si臋 lask膮 przed pi臋膰dziesi膮tk膮.
Ma co艣 do kobiet.
Robi si臋 coraz ciekawiej.
Mamy towarzystwo!
Billie, miej oko na tego cukiereczka.
Wyjd藕my wrogowi naprzeciw. Im ma艂a mniej us艂yszy, tym lepiej.
Spokojnie, skarbie. Nic ci nie grozi.
W艂a艣ciciel tamtego pojazdu i tak by ci nie pom贸g艂.
Nawet z nami jeste艣 bezpieczniejsza.
- Rozgo艣ci艂y艣cie si臋. - Zu偶y艂y艣my kilka galon贸w wody
i 20 st贸p kwadratowych piasku. To 偶adne luksusy.
Jeste艣cie nudystkami, czy po prostu zabrak艂o wam ubra艅?
- Dlaczego j膮 zwi膮za艂y艣cie? - Nie藕le sobie na tym radzisz.
Jestem w pobli偶u, gdy kto艣 korzysta z mojej ziemi i wody.
- Przecie偶 nikt nie jest zwi膮zany. - Nie odpowiedzia艂a艣.
- Mam j膮 sam zapyta膰? - Jej ch艂opak zgin膮艂 w wypadku.
Za艂ama艂a si臋 i pr贸bowa艂a pope艂ni膰 samob贸jstwo.
Jej rodzina nie 偶yczy sobie rozg艂osu.
- Odwozimy j膮 do domu. - To raczej robota dla policji.
Jej ojciec jest politykiem. Nie potrzebuj膮 rozg艂osu.
Wype艂niamy ich polecenia. Poza tym nale偶ymy do jednego automobilklubu.
Powierzyli nam j膮, bo jeste艣my przyjaci贸艂mi domu.
Jedziecie okr臋偶n膮 drog膮?
Powr贸t w 艣rodku nocy zaszkodzi艂by wszystkim, a zw艂aszcza jej.
M贸j syn, Kirk, jedzie do miasta po zapasy.
Zanim ruszycie w drog臋, zjedzmy razem obiad.
Nie chc臋, by艣cie 藕le m贸wi艂y o mojej go艣cinno艣ci.
Nie mamy powodu. Do zobaczenia, s艂odziutki.
Obowi膮zuje str贸j wieczorowy, czy mo偶emy zosta膰 w tym?
Nasze konwenanse nie s膮 restrykcyjne. Jedziemy.
Ten naiwniak kupi ka偶d膮 opowiastk臋. Potrzebuje towarzystwa.
- Takiego jak nasze. - Nie ufam mu.
Jeden telefon i zgnijemy w kiciu.
Rozejrzyj si臋, widzisz jakie艣 kable? M贸wi艂, 偶e w okolicy nie ma telefonu.
Jeste艣my odci臋te od 艣wiata. We藕 si臋 w gar艣膰.
Musimy znale藕膰 drog臋 ucieczki.
Mo偶e przy okazji natkniemy si臋 na jego skarb.
Nie trzyma go w domu, wi臋c jest gdzie艣 tu.
Najwy偶ej zmusz臋 starucha, by sam nam zdradzi艂 kryj贸wk臋.
A ja mam si臋 zaj膮膰 tym mi臋艣niakiem?
Przespacerujemy si臋 z Rosie. Po powrocie jedziemy na obiad do domu.
To szale艅stwo. Pewnie same b臋dziemy g艂贸wnym daniem.
Przesta艅 i uwa偶aj na ma艂膮! Poka偶 jej, je艣li spr贸buje czegokolwiek.
- Zwi膮偶 j膮 i pilnuj! Rozumiesz! - Jasne. Zmotywowa艂a艣 mnie!
Jack i John. Przy nich nawet mafia wymi臋ka.
- Nie lubisz ich? - Nie藕le si臋 bawi臋.
Jednak czuj臋, 偶e zbli偶a si臋 czas rozstania.
A ty b膮d藕 grzeczna, bo obie popadniemy w tarapaty.
Co my艣lisz o naszych go艣ciach?
Los zes艂a艂 nam prezent, teraz musimy go wprawnie rozpakowa膰.
A w tym jeste艣my najlepsi.
Kiedy ju偶 si臋 z nimi uporamy, ta m艂贸dka...
Delikatna jak kr贸liczek. Musimy wyrwa膰 j膮 z r膮k tych kobiet!
- Uratowa膰! - Niby kogo?
M艂ode damy.
Do obiadu zosta艂y jeszcze dwie godziny.
Nie jeste艣my g艂odne... jedzenia.
- Spacerujemy sobie. - Szukacie czego艣?
Podziwiamy krajobraz. Jest wspania艂y.
- Chyba si臋 taki nie urodzi艂? - Zawsze by艂 du偶y.
- Musi du偶o 膰wiczy膰. - Zgadza si臋.
Poka偶 jej, jak utrzymujesz form臋.
Dzi臋ki, mo偶e innym razem. Nie mog臋 spu艣ci膰 jej z oka.
My艣l臋, 偶e potrafi臋 zapewni膰 tej m艂odej damie bezpiecze艅stwo.
Spokojnie, ona si臋 st膮d nie ruszy.
Prawda, skarbie?
Nic ci wi臋c nie grozi.
Poka偶, co potrafisz.
Spocznij sobie.
Wreszcie mo偶emy porozmawia膰. Opowiedz o swoich kole偶ankach.
Nie藕le si臋 tu urz膮dzi艂e艣. Brakuje ci tylko towarzyszki tych zabaw.
Mo偶e nie znam si臋 na pakowaniu, ale mam kilka as贸w w r臋kawie.
Potrzebujesz menad偶era. 10% twojego dorobku zadowoli ka偶dego.
Nie uczy艂am si臋 anatomii, ale zdajesz si臋 mie膰 wszystko na swoim miejscu.
Nawet z nadwy偶k膮.
Nie wiem, dlaczego trenujesz, lecz na pewno jeste艣 ju偶 gotowy.
Pos艂uchaj: ja - Jane, ty - Tarzan.
Zostaw to drzewo i pobujajmy si臋 razem na jakiej艣 lianie.
Co, do licha?
- Ch艂opcze! - Co si臋 sta艂o?
- Gdzie ona jest? - Uciek艂a.
Jest niebezpieczna! Chcia艂a mnie zabi膰!
Zagra偶a艂a ci? Przecie偶 to ty masz bro艅!
Musimy j膮 znale藕膰, bo b臋d臋 mia艂a k艂opoty!
Przyprowad藕cie j膮 tu, s艂yszycie!
Musimy doko艅czy膰, co zacz臋li艣my.
Pomocy!
- Ratuje mi pan 偶ycie! - Wszystko b臋dzie dobrze.
Kto ci臋 艣ciga? Kr贸liki? Mo偶e ch艂opak ci臋 tu zostawi艂?
- M贸j ch艂opak nie 偶yje! - Spokojnie. Wyja艣nij mi wszystko.
Prosz臋 mnie st膮d zabra膰!
Pomog臋 ci, ale we藕 si臋 w gar艣膰 i powiedz, co mam zrobi膰?
Prosz臋 mnie st膮d zabra膰, zanim mnie dopadn膮!
Kto? Nikogo nie widz臋. Zapewniam, 偶e tu jeste艣 bezpieczna.
- Przed kim uciekasz? - To morderczynie!
Porwa艂y mnie i zabi艂y mojego ch艂opaka. S膮 bezwzgl臋dnymi zab贸jcami!
- Kto taki? - Dziewczyny!
- Kierowcy z piek艂a rodem! - Jak zabi艂y twojego koleg臋?
Go艂ymi r臋kami. Powali艂a go, przytrzyma艂a za szyj臋,
mocno poci膮gn臋艂a i z艂ama艂a mu kr臋gos艂up!
Wyrzu膰 to z siebie, a potem zawioz臋 ci臋 w bezpieczne miejsce.
- Gdzie Billie i ta druga? - Ma艂a uciek艂a. Szukaj膮 jej.
Daleko nie ucieknie.
Daleko nie ucieknie? Co tu si臋 sta艂o?
Ten diabe艂 o ma艂o mnie nie zabi艂. Powali艂a mnie, kalek臋, na ziemi臋.
Czemu to zrobi艂a? Nic nie przeskroba艂e艣?
Oczywi艣cie, 偶e nie. Co ja mog臋?
Jestem uwi膮zany do tego fotela na ca艂e 偶ycie.
Powinni ci臋 do niego przybi膰! Dawno to by艂o?
M贸j drugi syn najlepiej zna t臋 okolic臋. Pomo偶e nam.
To st膮d uciek艂am! One tu s膮!
Obiecuj臋, 偶e b臋dziesz bezpieczna. Zaufaj mi.
- To one! Prosz臋 zawr贸ci膰! - Ja tu mieszkam. Rozumiesz?
To m贸j dom.
Pan tu mieszka?
- A ten starzec... - Jest moim ojcem.
Jeste艣 jednym z nich! Wypu艣膰 mnie! Szale艅cy!
Dobrze, 偶e j膮 przywioz艂e艣. Martwi艂y艣my si臋. Jest chora.
- Potrzebujesz d艂ugiego odpoczynku. - One mnie zabij膮, zrozum! Pomocy!
- Sam mi powiesz, czy mam je zapyta膰? - Co takiego, synu?
Nie udawaj g艂upca. Chc臋 wiedzie膰, co si臋 tu dzieje?
- Kim one s膮? - To kr贸tka historia.
Cho膰 trudno w ni膮 uwierzy膰. Lecz czy prawda bywa 艂atwa?
- Niepotrzebnie marnujesz energi臋. - Niepotrzebnie?!
- Nie ma nic wsp贸lnego z fors膮! - Jest kluczem do niej!
Widzia艂a艣 wyraz twarzy starego? Nie mo偶emy zignorowa膰 jego syna!
To sprawa polityczna. Jej rodzice stroni膮 od rozg艂osu.
Wr贸ci do domu, kiedy tylko nakarmimy je na drog臋.
- Przyrz膮d藕cie kurczaka z warzywami. - Dobrze.
- Roz艂aduj臋 zapasy. Gdzie m贸j brat? - Szuka ma艂ej.
- Nie wolno go puszcza膰 samego. - Nie jest sam.
Zacz膮艂e艣 uwa偶a膰, 偶e potrzebuje opieki?
Nie p臋kaj, to tylko ciuchcia.
Niech ci臋 nie zbije z tropu. Nie jeste艣my nawet w po艂owie drogi.
Masz co艣 do poci膮g贸w? Chcesz, to ci taki kupi臋!
- Rujnujesz nasz rozk艂ad jazdy. - To co艣... niedobrego.
- Naprawd臋 si臋 boisz. - Wpada w furi臋, kiedy przeje偶d偶aj膮.
Tw贸j stary i tak jest szurni臋ty. Czemu poci膮g mia艂by go nakr臋ci膰?
Ma swoje powody.
Musz臋 i艣膰.
Ogarnij si臋 po drodze, bo tatko spu艣ci ci lanie!
Powinna ju偶 dawno zgin膮膰. S艂ysza艂a艣?
- Tak, ale nie m贸wisz nic nowego. - A ty nic nie robisz.
Cudowna k膮piel. Spr贸buj. Mo偶e woda ostudzi ci g艂ow臋.
Zakneblowa艂y艣my j膮, ale nadal wszystko s艂yszy. Porzucimy j膮 gdzie艣 daleko.
- Jeden sztywny w okolicy wystarczy. - Kiedy?
Najpierw musz臋 z艂ama膰 Kirka. Nie jest g艂upi. Wie, gdzie znale藕膰 kas臋.
Zjawimy si臋 na obiedzie, ale nie wszystkie b臋dziemy je艣膰.
- Co艣 d艂ugo ci臋 nie by艂o. - I kto to m贸wi.
Dobrze si臋 bawi艂a艣, czy wracasz strudzona szukaniem?
Jedno i drugie.
- Gdzie j膮 znalaz艂y艣cie? - Syn starego spotka艂 j膮 na drodze.
Jeszcze jedno potkni臋cie i koniec z tob膮!
- Co dalej? - Obiad, a ja popracuj臋 nad Kirkiem.
- A co z ni膮? - Jedzie z nami. Zajmie starego.
Z艂o偶ysz owieczk臋 w ofierze. Naprawd臋 ci zale偶y na forsie.
Nie za wcze艣nie na to?
- Poci膮g si臋 sp贸藕ni艂. - Co to ma do rzeczy?
Nic dzi艣 nie jest o czasie.
Niekt贸re rzeczy nigdy si臋 nie zmieni膮.
W艂膮cz sygna艂. Wy艣lij sw膮 wiadomo艣膰. Pukaj, stukaj, wyrzucaj dym.
Zabijaj, okaleczaj, uciekaj w pop艂ochu.
- Z kim rozmawia艂e艣? - Z duchem.
50-tonowym, rozp臋dzonym duchem.
Jak zwykle si臋 sp贸藕ni艂.
- My艣la艂em, 偶e m贸wisz do brata. - Brata?
Czyjego brata? Szczycisz si臋 pokrewie艅stwem z tym zwierz臋ciem?
Sam go takim uczyni艂e艣, a m贸g艂 by膰 twoim synem.
Jest moim potomkiem, temu nie zaprzecz臋.
Nie jest jednak dla mnie synem, lecz kawa艂kiem mi臋sa.
- Jest bezu偶yteczny. - Znajdujesz mu zaj臋cia.
To narz臋dzie. Robi rzeczy, kt贸rych ludzie nie potrafi膮...
- Raczej nie chc膮 czyni膰! - Nazywaj to, jak chcesz!
Nie chce mi si臋 ju偶 gada膰. Czas co艣 przegry藕膰.
Wszystko, co mamy, jest na tym stole. Sko艅czymy posi艂ek, kiedy b臋dzie pusty.
Synu, podaj kurczaka, zanim wyschnie.
Masz do wykarmienia pu艂k wojska? Pier艣 czy udko, skarbie?
We藕 oba, synu. Wygl膮daj膮 r贸wnie kusz膮co.
Po co nam pu艂k wojska, zapomnia艂am o Goliacie.
Potrzebuje du偶o paliwa. Spisa艂e艣 si臋 na medal.
- Gotuje lepiej od w艂asnej matki. - Ale chyba nie szyje?
Najwy偶ej grubymi ni膰mi.
Lepiej co艣 zjedz. Ca艂e to bieganie musia艂o nadw膮tli膰 twoje si艂y.
A mo偶esz chcie膰 znowu uciec.
Ju偶 si臋 dzi艣 na膰wiczy艂a. Mi艂o, 偶e j膮 nam przywioz艂e艣.
- Jej rodzice b臋d膮 wdzi臋czni. - To by艂 szcz臋艣liwy traf.
Mam tak膮 nadziej臋, bo ona chyba my艣li inaczej.
Teraz w og贸le nie my艣li. Dojdzie do siebie w domu.
Nie wydaje si臋 zadowolona, je艣li naprawd臋 wraca.
To taka cicha myszka. Jeste艣cie podobni.
Lubi臋 spokojnych ludzi. Zawsze taki jeste艣?
- Tylko kiedy jem. - Uwielbiam facet贸w z du偶ym apetytem.
Cho膰 偶aden jeszcze nie sprosta艂 mojemu.
Musz臋 przyzna膰, 偶e lokujesz pokarmy we w艂a艣ciwym miejscu.
Wygl膮dasz mi na dziewczyn臋, kt贸ra ma apetyt nie tylko na jedzenie.
Staram si臋 nie ogranicza膰.
Gospodarzu. W moim wieku mog臋 pi膰 whisky, g艂osowa膰 i mie膰 kochanka.
Najbli偶sze wybory za dwa lata, a w mi艂o艣ci kiepsko.
- Wlej mi wi臋c tego zacnego trunku. - Cieszy mnie twoje towarzystwo.
Dobr膮 whisky nale偶y si臋 dzieli膰. Za co wypijemy?
Wypijmy za poci膮gi. S膮 du偶e, szybkie, silne i robi膮 du偶o ha艂asu.
- Dziwny toast. - Bo ona jest dziwna.
Moja kolej. Wypijmy za nowe przyja藕nie.
C贸偶 za pomys艂. Jasne, 偶e wol臋 je zawiera膰 ni偶 wyka艅cza膰.
Stare bran偶owe powiedzenie: wszyscy u艣miechaj膮 si臋 do flesza.
- Podaj jedzenie. - Pewnie nie odchodzisz od gar贸w.
Kto ci臋偶ko pracuje, du偶o je.
- Nic nie zjad艂a艣. Co艣 si臋 sta艂o? - Nadal jest w szoku.
Prze偶y艂a straszne chwile. To ciekawy przypadek.
Przed odjazdem chcia艂abym prosi膰 ci臋 o porad臋.
Nie jestem psychiatr膮, a jej przyda艂aby si臋 profesjonalna pomoc.
Dobrze m贸wi. Odwie藕my j膮 do domu. Tam zostanie otoczona opiek膮.
- Rodzice na pewno ju偶 jej szukaj膮. - Wiedz膮, 偶e jest bezpieczna.
- Nie b臋d膮 si臋 zbytnio niepokoi膰. - Jej mo偶e nie, ale kogo艣 na pewno.
P贸ki piach si臋 nie rozwieje.
Nie! Prosz臋, nie! Zabije ci臋!
- Tak jak jego zabi艂a! - S艂uchacie bredni chorej.
- Straci艂a ch艂opaka i t臋skni za domem. - K艂amie! Zabi艂a go go艂ymi r臋kami!
Naprawd臋!
Naprawd臋!
Jest op臋tana!
Ten dom wie, jakie s膮 skutki 艣mierci i 偶e 艂atwo mo偶na j膮 zada膰 przypadkiem.
On, nie zdaj膮c sobie z tego sprawy, zabi艂 tu偶 po swoich narodzinach.
Ju偶 wtedy by艂 du偶y. Zamordowa艂 matk臋 i nadal nie jest 艣wiadom swego czynu.
Nie potrafi臋 tego wyt艂umaczy膰.
Zwyczajnie go nienawidz臋, a jest z mojej krwi.
Moim synem.
Bracie, odwie藕 go do pokoju.
- To koniec obiadu. - Mam do ciebie wa偶n膮 spraw臋.
Zakosztujmy czystego pustynnego powietrza.
Panie wybacz膮.
- C贸偶 za kr贸tki obiad. - I co, zaraz lulu?
Zostaw t臋 butelk臋 Czeka nas sporo pracy, a ty si臋 nawali艂a艣.
Zgadza si臋, jestem pijana.
To wspania艂e uczucie.
Robi臋 wszystko w艂a艣nie dlatego, by czu膰 si臋 wspaniale.
Mog臋 si臋 zmieni膰 na wiele sposob贸w, a ty masz tylko jeden kana艂.
Kt贸ry w艂a艣nie stroi si臋 na zewn膮trz.
Powinna艣 by膰 wielozakresowa. Ukierunkowanie ci臋 hamuje!
- Jeste艣 g艂upia i pusta jak wydmuszka. - Lecz zawsze mog臋 dokona膰 wyboru.
殴le obstawiam, ale tak zdarza si臋 nawet na wy艣cigach.
Nie jestem jeszcze niczyj膮 w艂asno艣ci膮.
Je艣li kasa jest w pobli偶u, syn o tym wie i Varla to z niego wyci膮gnie.
No wiesz, co艣 na pewno.
Pilnuj ma艂ej, a ja przyszykuj臋 nas do drogi.
Wiesz, kochaniutka, kiedy sobie popij臋, zwykle odp艂ywam.
Czuj臋, 偶e zaraz odp艂yn臋.
Czu艂am, 偶e to tylko pozory.
Czy... Nigdy nie s膮dzi艂em, 偶e ty...
Czemu tu zosta艂e艣?
To m贸j dom. Ojcu si臋 tu podoba.
- Tutaj chce umrze膰. - Wydaje si臋 niezniszczalny.
Nienawidzisz go.
Ale jeste艣 do niego podobna.
Je艣li w to wierzysz, jak mo偶esz by膰 tu ze mn膮?
Jeste艣 pi臋knym stworzeniem, a ja jestem s艂aby i pragn臋 ci臋.
Bardzo ci臋 pragn臋.
Czemu pragnienie nazywasz s艂abo艣ci膮? Ka偶dy czego艣 pragnie.
Dlatego 艣wiat si臋 kr臋ci. Tw贸j ojciec pragnie zemsty.
- Ty pragniesz mnie. - A czego ty pragniesz?
Wszystkiego, albo chocia偶 tyle, ile dam rady unie艣膰.
Teraz ty jeste艣 pierwszy na mojej li艣cie, a ja zawsze si臋gam szczytu.
Do艣wiadczysz niezapomnianych wra偶e艅.
- Jeste艣 niewiarygodna. - Czego tylko zapragniesz.
Przelejmy czar臋 rozkoszy.
Tak ci臋 po偶膮dam.
Nie gadaj, tylko bierz si臋 do dzie艂a!
- Dok膮d to? - Dziewczyna uciek艂a,
- a twoja znajoma zasn臋艂a. - Ale jak?
Niewa偶ne, musimy j膮 z艂apa膰! Ruszaj si臋, ch艂opcze!
Jakie艣 zamieszanie. Kto艣 dobra艂 si臋 do mojego zap艂onu.
To ju偶 drugi raz dzisiaj.
- Tw贸j si臋 zepsu艂? - Jest wolniejszy.
- Sk膮d ten po艣piech? - Laleczka uciek艂a. Zr贸bmy to samo.
- Kiedy? - Nie wiem. Stary ju偶 jej szuka.
- Billie straci艂a przytomno艣膰. - Jak to? Ocu膰 j膮 i ruszamy!
- A ty co zrobisz? - Kirk, musimy j膮 znale藕膰 pierwsi!
Te偶 tak uwa偶asz.
Staruszku, wy艣wiadczysz nam przys艂ug臋, je艣li dopadniesz j膮 pierwszy.
Rozgl膮daj si臋. Pieszo nie zasz艂a za daleko.
Nie chcemy jej przegapi膰. Musimy by膰 pierwsi.
Bardzo przypomina t膮, kt贸r膮 wtedy uratowa艂em.
Pocz膮tkowo wzi膮艂em j膮 za ducha.
Jest r贸wnie 艣liczna. Niestety, taka nie zostanie.
- 艁atwo b臋dzie j膮 wypatrzy膰. - Niekoniecznie, wzrok p艂ata tu figle.
Mam nadziej臋, 偶e zawiedzie starego. Dlaczego nienawidzi kobiet?
M艂oda dziewczyna pr贸bowa艂a wskoczy膰 do odje偶d偶aj膮cego poci膮gu.
Ojciec chcia艂 jej pom贸c. Oboje si臋 przewr贸cili.
Co艣 mu si臋 sta艂o z kr臋gos艂upem.
Dziewczyna wsiad艂a do nast臋pnego sk艂adu.
Tam jest.
Wiedzia艂em, 偶e j膮 wypatrzymy. Nie pozw贸l jej znowu uciec.
Zrobimy tak, jak kiedy艣.
Mamy j膮.
Poka偶 jej!
Dobrze, z艂ap j膮!
Zakryj jej usta!
Tw贸j tatu艣 cierpi!
No dalej!
- Tam s膮. Chyba j膮 znale藕li. - Ciekawe, co zastaniemy?
Czy偶by艣 si臋 martwi艂? Czemu mieszkasz z takim 艣wirem?
Wszyscy miewamy problemy. Brat nie jest z艂y, potrzebuje tylko pomocy.
P贸ki stary 偶yje, nic z tego. To jest my艣l. Chomikuje kup臋 forsy.
- Jest kompletnie bezu偶yteczny. - I co z tego?
Przypatrz si臋, z kim mieszkasz. Dwoma harcerzykami.
Zr贸b to jak najszybciej! Chc臋 mie膰 to z g艂owy!
Zostaw mnie w spokoju!
Bracie!
Nie mog臋 tego zrobi膰.
Nie chcia艂em.
Przepraszam.
Spokojnie, bracie. Wszystko b臋dzie dobrze.
Przykro mi.
Naprawd臋.
Nie wiem.
To nie w porz膮dku.
- Ci膮gle jest nie tak. - B臋dzie dobrze.
Wszystkim jest przykro. Robi艂am r贸偶ne dowcipy, ale to je przebija.
Zas艂ugujecie na wielk膮 nagrod臋. Co艣 w stylu "Mi艂uj臋 wszystkich!"
Przypomina mi si臋 dzieci艅stwo.
Oszala艂e艣. Przecie偶 pr贸bowa艂 j膮 zgwa艂ci膰?
- S艂yszysz mnie? - Niestety.
To koniec. Nikomu nic si臋 nie sta艂o.
W porz膮dku?
Odwioz臋 j膮 do domu, a potem zajm臋 si臋 w艂asnymi problemami.
Musisz popracowa膰 nad sob膮. Z czasem wyjdziesz na ludzi.
Ju偶 za p贸藕no. Mog艂o nam si臋 uda膰.
Raczej nie. Chod藕, Lindo.
To nie takie proste, synu. Czeka ci臋 d艂ugi spacer.
Ci臋偶ko ci b臋dzie prowadzi膰 bez kluczyk贸w.
Daj mi je, starcze.
Wyrzuci艂em.
呕a艂osny g艂upcze!
Swoj膮 偶膮dz膮 zemsty niszczysz nas wszystkich.
Mam do艣膰 twojego biadolenia.
Przesta艂e艣 mnie obchodzi膰.
Przejdziemy si臋.
St贸j, bohaterze. Siebie mo偶esz nara偶a膰 na trudy pustyni,
ale to truch艂o nie wytrzyma. Rusz g艂ow膮. Odwioz臋 was oboje.
- Na pewno jeste艣 skonana. - Nie dotykaj mnie!
Nie wa偶ne, ile zajmie ta wyprawa, wol臋 si臋 czo艂ga膰, ni偶...
- Chod藕my, prosz臋. - Podwioz臋 ci臋, tatu艣ku.
Ciebie te偶. Nie wszyscy musz膮 unosi膰 si臋 honorem.
Chyba, 偶e planujesz co艣 opr贸cz spaceru!
- Jeste艣 chora. - A p贸艂 godziny temu by艂am zdrowa?
Czy brzydzisz si臋 tymi, kt贸rzy maj膮 w艂asny rozum?
To wielka pustynia!
Co chce udowodni膰?
Mo偶e, 偶e nie wszyscy s膮 tak pokr臋ceni, jak my.
- Jedziesz ze mn膮? - Prze艂kn臋 t臋 pigu艂k臋 podczas spaceru.
Dzi臋kuj臋 za propozycj臋, ale syn musi po膰wiczy膰.
Naprawd臋 jeste艣cie dziwni.
- Do zobaczenia, starcze. - Chyba w piekle.
Cho膰 i tam nie znaj膮 takich jak my.
Synu, ruszajmy. Mam do艣膰 obcych na mojej ziemi.
Wszyscy musz膮 znikn膮膰. Zapewnimy sobie bezpiecze艅stwo i wr贸cimy do roboty.
- To b臋dzie kolejna opuszczona farma. - Opuszczona?
Z tyloma trupami, chyba 偶artujesz? Zabijemy cztery osoby bez powodu?
- 呕eby nie trafi膰 na krzes艂o. - Zadowol臋 si臋 ucieczk膮.
Mia艂abym k艂opoty ze snem, a dziewczyna powinna si臋 wysypia膰.
- Wolisz wieczny odpoczynek? - Raczej nie.
Jednak wol臋 zaryzykowa膰. Mo偶e s臋dzia lubi blondynki.
Wi臋c wsiadaj w samoch贸d i znikaj.
Przepraszam, 偶e psuj臋 uk艂ad, ale zawsze chcia艂am wyst膮pi膰 solo.
Do zobaczenia w ko艣ciele.
Daj mi to.
Daj!
W dalekiej przysz艂o艣ci, Billie.
- Zostaw j膮. Zbli偶a si臋 akt drugi. - Co teraz?
Same zrealizujemy nasz plan.
- Zbierajcie si臋. - Wiemy, kiedy jeste艣my niechciane.
Ruszaj i nie spud艂uj. Poza tym pustynia 藕le wp艂ywa na cer臋!
- O co ci chodzi? - Rozjed藕 starego.
- Odbi艂o ci? - Chcesz sko艅czy膰 jak Billie?
Przynie艣 bro艅.
Szybko, przynie艣 bro艅!
By艂a dzikim, pe艂nym 偶ycia, kwiatem. Zanie艣 j膮 ostro偶nie do domu.
Odjed藕cie pe艂nym gazem, bo za chwil臋 powiadomi臋 szeryfa.
Wi臋c tam trzyma艂 skarb. Id藕 po n贸偶! Dobrze le偶y w d艂oni!
- A co z nim? - Przesta艅! We藕 n贸偶 i jed藕 za mn膮!
Wr贸膰 po n贸偶!
Chyba powinni艣my wyj膮膰 z niej ten n贸偶.
Potrzebujesz go?
Nie rusza si臋.
Nie 艣mieje.
Tak, szkoda.
Daj mi n贸偶.
Jest tw贸j?
Nie, ale nie powinni艣my go tak zostawia膰.
Oddam ci go.
Ten n贸偶.
Mo偶esz go zatrzyma膰.
Rosie!
Dosta艂e艣 ostatni膮 szans臋.
To nasza ci臋偶ar贸wka. Brat pewnie znalaz艂 kluczyki.
- Czego chce? - Spokojnie, podwiezie nas.
Dziwne, m贸j brat nie umie tak prowadzi膰.
To ona. Je艣li nas z艂apie, zginiemy.
Starego zmiot艂o z w贸zka, a tw贸j wielki brat przypomina miazg臋.
Zosta艂e艣 sam, cho膰 te偶 nie na d艂ugo.
- Nie wierz臋 ci! - Postaraj si臋.
Zabije ci臋!
Nie!
Uwa偶aj!
Spokojnie, ju偶 dobrze.
Zabi艂am j膮, jakby by艂a zwierz臋ciem!
Jakby by艂a niczym!
By艂a niczym. Przynajmniej nie cz艂owiekiem.
Jak doktor Jekyll i mister Hyde. Przesta艅 p艂aka膰, uratowa艂a艣 mi 偶ycie.
W艂asne chyba te偶.
Chod藕my.
Tak j膮 zostawimy?
Nigdzie nie ucieknie.
/KONIEC
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.